Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Hol
AutorWiadomość
Hol [odnośnik]27.09.18 8:35
First topic message reminder :

Hol

Po przekroczeniu wrót do posiadłości, to tutaj goście trafiają w pierwszej kolejności. Hol jest zdecydowanie najbardziej reprezentacyjnym pomieszczeniem w całej rezydencji - imponuje nie tylko swoimi rozmiarami, ale również ilością zdobień. Każda ze ścian, podłoga, a także balustrada schodów prowadzących na kolejne piętra są niemalże dziełami sztuki. Całość utrzymana jest w złocie i brązie i oświetlona jest niezliczoną ilością świeczników.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Hol - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Hol [odnośnik]31.07.21 20:29
Zawsze będę. Szmaragdowe oczy znów zalśniły wzruszeniem, uśmiech zaś poszerzył, wdzięcznie i uroczo. Te słowa znaczyły więcej niż lord Romulus mógł przypuszczać, szczególnie że ostatnimi czasy jej samoocena mocno podupadła przez podszepty własnych koszmarów budzących się nocną porą, gdy samotności w żaden sposób nie można było odegnać. Nie odpowiedziała - ale uśmiechnęła się, ścisnęła dłoń ojca, unosząc ją do swoich ust i na jej wierzchu składając szczęśliwy pocałunek. Ona też była z niego dumna, z niego, z pani matki, z całej ich familii, nawet niesfornego Cassiusa, który czasem sprawiał, że miała ochotę rwać kasztanowe włosy z własnej głowy.
- Pytał się też, czy zajrzysz do niego przed snem - dodała cichutko, jakby bojąc się przesadnie nadwyrężyć zdrowia lorda Romulusa. Powinien przecież odpocząć, zamiast opowiadać najmłodszemu z potomstwa niestworzone baśnie; może jednak Cassius już spał? Tego nie mogła ocenić, dotychczas zamknięta w czterech ścianach swojej sypialni, w oczekiwaniu na jakąkolwiek wieść na temat rodzica.
Opowiadała, ojciec zaś gładził włosy, zachęcając do tego, by oparła się o niego nieco mocniej, wciąż uważna na to, by nie podrażnić owiniętego magicznymi bandażami kolana. Chłód marmurowych schodów skutecznie koił rozgrzane od nerwów ciało, zachęcał do tego, by powieki stały się ciężkie od nadchodzącego wielkimi krokami snu; nie mogła udawać, że była rześka, bowiem cały ów stres sprawił, że jej organizm nadwyrężył się niemożebnie. I ona potrzebowała odpoczynku - ale jeszcze nie teraz. Najpierw skinęła lekko i uśmiechnęła się pogodnie na wspomnienie ojcowskiej klaczy.
- Wszystko z nią w porządku, zapewniam. Była dziś żwawa i responsywna - opowiedziała Livia. Jeździli wraz z Hadrianem, on na swoim własnym rumaku, ona na dumnym wierzchowcu ojca, zawsze oczarowana faktem, że przez chwilę mogła poczuć się w siodle jak odważny lord Abbott. - Może jutro pojeździmy razem? Ach, nie... Z tym kolanem winieneś odpocząć przez jakiś czas, tak myślę, by mięśnie miały szansę zregenerować tkanki - westchnęła z czułością, oparłszy głowę o ramię mężczyzny. Dobrze, że był już w domu. Martwiła się jeszcze o towarzyszącego mu numerologa, a myśl ta nawiedzająca pamięć sprawiła, że kasztanowe brwi ściągnęły się delikatnie. - Sądzisz, tatku, że mogłabym napisać do pana Becketta z pytaniem o jego zdrowie? - zapytała nieśmiało. Starszego mieszkańca Somerset znała przecież niemal od dnia swych jedenastych urodzin, gdy przed dziecięciem pojawiła się konieczność rozpoczęcia prywatnej nauki w bezpiecznych murach Dunster Castle. Prędko jednak jej obawy rozmyły się w fali ekscytacji, mlecznobiałe dłonie splotły ze sobą, a uśmiech stał się tak słoneczny, jak każdy z letnich dni. - Byłoby wspaniale! Chciałabym móc z nimi... - Abbottówna urwała jednak, bo z cichym pstryknięciem zmaterializował się obok nich skrzat, zaś ojciec polecił, by szła już do łóżka. Dziewczynka westchnęła w kapitulacji i wstała z marmurów, pochylając się do policzka czarodzieja, gdzie złożyła krótki pocałunek. - Wypocznij, proszę. Życzę ci dobrej nocy - zaświergotała łagodnie, pozwoliwszy Bławatkowi odeskortować się do pokoju.

zt :pwease:


slipping out of notice,
the beats of the heart chime, they are unmistakeably a sign of life. painted as far as the heavens reach, the sky is tinted in a shade of blue. endlessly it repeats itself, almost as if it were atop a boxed garden.
Livia Abbott
Zawód : działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : 10
UROKI : 2
ALCHEMIA : 12
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494
Re: Hol [odnośnik]01.08.21 0:43
Dostrzegł w jej oczach, że zrozumiała to, o czym mówił, pomimo zabarwienia marchewką i talerzami kolacji. Od zawsze wiedział, że była inteligentna i bystra, a to tylko dawało kolejny powód do dumy. I chciałby, aby trafiła w związek małżeński z kimś o równie cudownej osobowości co ona, chociaż może nieco bardziej stanowczej, kogoś z zacięciem do dania jej bezpieczeństwa, stabilizacji i opierunku. Gdyby tylko mógł dostrzec pośród mgieł odpowiedniego kandydata. Kiwnął głową na znak, że zajrzy do najmłodszego syna, pozbawiając się na te kilka chwil przemyśleń. Podejrzewał, że chłopczyk i tak już spał, ale niebyłby sobą, gdyby nie zerknął na niego. Potem słuchał Livii, gładził raz za razem długie, miedziane pukle włosów, ciesząc się, że zdrowie Libercie dopisywało. Była dobrze ułożonym koniem, chociaż potrafiła miewać swoje „humorki” – była przecież tylko zwierzęciem, a nie maszyną, miała do tego absolutne prawo. Już miał napomnieć córkę o własnym kolanie i uszkodzeniu, lecz ta dużo prędzej przywołała swój zdrowy rozsądek w myślach i poprawiła się sama. Wywołało to oczywisty uśmiech na zmęczonej twarzy lorda, a z ust wydobyło się zaledwie westchnienie, już bez żadnych słów, bo odpowiedź była zbędna, dopiero słowa przywołało nazwisko pana Becketta. Sam był winien mu przeprosiny, jakieś zadośćuczynienie za całą zaistniałą sytuację. – Możesz, na pewno się ucieszy. Jeśli chcesz, możemy go odwiedzić… powiedzmy, pojutrze – zaproponował, woląc Steviego zostawić w dniu jutrzejszym z panną Trixie. Wydawało mu się, że tego wieczora padło w Warsztacie zbyt wiele słów, na które Beckettowie musieli udzielić sobie odpowiedzi sami.
Jednak obawy odgonił promienny uśmiech, który padł za zgodą na zaproszenie lady Weasley do Dunster Castle. – Jutro mi wszystko opowiesz – zapewnił córkę. Podejrzewał, że za słowami musiały stać różnorakie pomysły, które ewidentnie wolał usłyszeć ze świeższym umysłem. – Dobrej nocy, córeczko – odpowiedział, stojąc jeszcze przez chwilę w holu i obserwując, jak rude włosy znikają wraz z tupotem skrzacich nóżek. On sam zaś począł wspinać się po schodach, przeklinając obolałe kolana i plecy w myślach, żałując, że nie pomyślał o przemieszaniu się po szerokich korytarzach na miotle. Była noc, nikt nie musiał tego widzieć, a jednak lordowska duma poczułaby się urażona, nie miał przecież piętnastu lat. Przetarł twarz dłonią, starając się rozbudzić jeszcze na chwilę, chociaż wiedział, że gdy tylko polegnie między miękkimi pierzynami, zmęczenie odejdzie w kąt, a potrzeba snu zaniknie w dręczących myślach, bębniących o zasłony utkany z ciszy. Skierował się najpierw do komnaty najmłodszego syna i gdy tylko po uchyleniu drzwi dostrzegł, jak dziecko przewraca się zaspane na drugi bok, zdecydował, że nie będzie go budzić. Przymknął cicho klamkę i wybrał się w podróż do sypialni, zastanawiając się, jak z tego wszystkiego wytłumaczy się żonie.

| zt


Kto zatem czyni postępy?
Ten z was, kto machnąwszy z pogardą ręką na rzeczy zewnętrze, wszelkim staraniem otacza swą wolną wolę, tak ją zaprawia, tak ją hartuje i w rezultacie doprowadza ją do stanu takiej doskonałości, iż jest ona zgodna z naturą, prawdziwie wzniosła, wolna, niezależna od wszelkich trudności i przeszkód, wierna i skromna.


Romulus Abbott
Zawód : Radca prawny
Wiek : 39
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
sprawiedliwości musi się stać zadość, choćby niebo miało runąć
OPCM : 26
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9935-romulus-abbott#300392 https://www.morsmordre.net/t9965-minerva#301345 https://www.morsmordre.net/t9966-quo-vadis#301348 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9968-skrytka-bankowa-nr-2258#301376 https://www.morsmordre.net/t9969-romulus-abbott#301428
Re: Hol [odnośnik]24.08.21 19:30
26 stycznia '58

Krępowała się przybyć do tak eleganckiej posiadłości. Może nie był to pałac wypełniony złotem i diamentami, ale dom Abbottów standardem przewyższał Warsztat tak drastycznie, że niemal brakło skali do ich porównania. Nawet w zimie ogrody wyglądały przepięknie - rozmyślała o tym gdy przepuszczono ją przez główną bramę i podążała do masywnych drzwi frontowych, raz na jakiś czas rozglądając się dookoła z ciekawością. Hogwartu Dunster Castle też nie przypominało, a chyba powinno, prawda? Oba miejsca miały w swojej nazwie sugestię konkretnego typu budowli, lecz gdzie Hogwart był leciwy i kamienny, siedziba Abbottów błyszczała dostojeństwem swoich posiadaczy. A ona? Zjawiła się w swoim najlepszym zimowym płaszczu, w porządnej spódnicy i wypolerowanych butach, oszczędziwszy sobie nawet ulubionej czapki z pomponem, tej, którą musiała zduplikować po ostatnich przeprawach z Aquilą Black. Wszystko, byle tylko nie przynieść wstydu sobie - i przede wszystkim ojcu, który wysłał ją w zaufaniu i dobrej wierze.
Może i Trixie brakowało eleganckich manier, ale trafiwszy na zamkową służbę nie potrzebowała znać ich restrykcyjnych przepisów. Wyjaśniła pokrótce o co chodziło, z rumieńcem zażenowania przyznając, że miała odebrać monety wynagrodzenia za nauki, które w Dunster Castle prowadził Stevie, monety, które zdecydował się zainwestować w nią - a lokaj szczęśliwie od razu pojął o co dokładnie jej chodzi. Bez zawahania wręczył sakiewkę córce numerologa, ale zanim zdążyła podziękować i wyjść, przyuważył ją kroczący do biblioteki sir Hadrian, najstarszy syn lorda Romulusa. Równie szlachetny co ojciec, z nienagannymi manierami i wspaniałomyślną szczodrością w sercu, nieskory słuchać słowa sprzeciwu, gdy w podziękowaniu za zasługi pana Becketta prowadził ją za sobą do kuchni. Nie zwykł wkraczać tam chyba jako młody lord, więc wydał jedynie dyspozycje, by powierzono jej wszelką żywność, jaką sobie wybierze, natomiast Trixie - chyba pierwszy raz w życiu zabrakło słów. Jak mogła odpłacić się za taką dobroć? Przecież wraz z ojcem mieli teraz tak niewiele, nie byłaby w stanie nawet zaprosić Abbottów na kolację, by podziękować... Ze wstydem poprosiła tylko o kilo ziemniaków, gdy kucharka dzierżąca dużą drewnianą łyżkę zapowiedziała, że nie da jej wyjść stąd o pustych rękach, a potem czarownica czmychnęła z powrotem do domu, ze łzami wzruszenia w oczach.

zt mompls
za pozwoleniem: biorę od Romulusa Abbotta kilogram ziemniaków i 60 pm


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Re: Hol [odnośnik]01.05.22 21:26
2 kwietnia
Pamiętał, kiedy był tam po raz ostatni. Zabrał dokumenty, zabrał wszystkie swoje prywatne rzeczy z gabinetu - notesy i kalendarze, w których latami notował swoje przemyślenia i dni, kiedy działy się najważniejsze i najbardziej rozwijające ich wydział zdarzenia. Wspominał w nich, rozpisując się w każdej wolnej przestrzeni, w każdym rogu, na każdym boku, wywijając pergamin na tyle mocno, że niektóre strony były lekko naderwane. Nie było tego wiele, wszystko zmieściło się do walizki i zostało wyniesione tak szybko, jak tylko mógł. Pożegnał się tylko z tymi, którzy od dawna byli przychylni jego poglądom - nie całe Ministerstwo Magii było skorumpowane, wierzył w to, chociaż choroba przemieszczała się zbyt szybko po długich korytarzach budynku, by można było cofnąć ją szybko i bezboleśnie. Zmiany na złe zawsze były przecież prostsze do zrealizowania - tak jak burzyć było łatwiej niż budować. Niedosłownie, jeśli chodzi o sam gmach Ministerstwa...
Westchnął ciężko, kiedy udało mu się w końcu teleportować w znajome tereny Somerset. Chciał przejść przez rezerwat, więc krótkie teleportacyjne wibrato rozbrzmiało właśnie tam - u skraju lasu, w którym chroniły się drobne, małe ptaszyny nakrapiane złotymi kroplami, które teraz, w ciemnej, wieczornej aurze, utraciły swój blask. Trwał już sezon godowy, drobne, złotawe kruszyny obudziły się wśród drzew razem z początkiem wiosny, ale Rhett obawiał się, jak ją przeżyją i w jakiej liczebności powitają lato. Czuł dreszcze na karku, gdy prędkim krokiem zmierzał w stronę domu opiekunów, w którym podpisać miał podpisać parę dokumentów. Porozmawiał chwilę z obecnymi tam czarodziejami, zainteresował się zdarzeniami z dnia - kuna widziana była w okolicy północnej granicy, ale zastawiono już pułapki, problem powinien niedługo rozwiązać się sam; niestety jedna z samic nie przetrwała wczorajszej ulewy, ale udało się uratować jej jajko, bezpiecznie czekało na wyklucie w otoczonym zaklęciem ochronnym i ogrzewającym inkubatorze. Zdążył nieco oschnąć w cieple sypiącego skry kominka i znów musiał wyjść na zewnątrz, żeby w końcu dotrzeć do domu.
Dunster Castle majaczył już na horyzoncie, myśli już krążyły wokół parujących półmisków, w końcu nie jadł od niemalże południa, a zimne, mokre dłonie sięgały już po miękki, biały ręcznik, chcąc choć odrobinę pozbyć się nadmiaru wody.
Kiedy coś zadrgało spazmatycznie pod korzeniami jednego z wielu starych dębów rosnących ze spokojem w rezerwacie. Coś, co przykuło jego uwagę, zgromadziło ją całą, by falą dreszczy wywołać stanu obawy i strachu. Złota kulka znów drgnęła. Przemoczona do ostatniej lotki ledwo się trzymała, ledwo brała oddech, z siłą walcząc o kolejne. Natychmiast zdjął płaszcz i zgromadził materiał tak, by stworzyć coś na kształt ciepłego, suchego (podszewka na plecach nie podeszła jeszcze deszczem) gniazdka. Teraz już truchtał w stronę dworu, który był z każdym krokiem coraz bliżej. Wszedł wejściem przy kuchni, strasząc Cysię tak, że aż podskoczyła. Minął przejście - również i służbę, która z drżeniem pobiegła za nim aż do gabinetu, wołając znane frazesy o zmianie ubioru i wysuszeniu się, bo nie miał jeszcze w tym roku czarodziejskiego kataru. Nie patrzył na to. Właściwie nie obchodziło go teraz nic, tylko to, co trzymał owinięte płaszczem.
- Dajcie znać lady Abbott, że jestem już w domu - rzucił tylko w pośpiechu, nie zamykając drzwi do swojego gabinetu; znak, że każdy mógł tam teraz wejść. - I poproście tutaj lady Livię. Prędko. Musi mi pomóc.
Miała wspaniałe dłonie do zwierząt. Miała wrażliwość, której młode dziewczęta powinny jej zazdrościć - wrażliwość, która nie pozwalała najmniejszemu ze stworzeń, by odeszło z tego świata bez ani jednej myśli o nim, bez troski i opieki.
Rhennard Abbott
Zawód : działacz na rzecz praw zwierząt
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
who hurt you?
my own
expactations
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11085-rhennard-abbott#341563 https://www.morsmordre.net/t11149-remus https://www.morsmordre.net/t11148-opowiem-ci-o-moim-ulubionym-znikaczu#342899 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle
Re: Hol [odnośnik]08.05.22 15:48
Sprawdzenie przyswojonych informacji na temat magicznej historii wydarzyło się tuż o poranku, zaraz po śniadaniu, na którym to Cassius ponownie nadszarpnął nerwami młodej damy, bawiąc się jedzeniem, zamiast zjeść je z wdzięczną godnością. W porównaniu do mieszkańców Somerset, którzy odejmowali sobie od ust, by do sytości nakarmić dzieciątka pod swoimi skrzydłami, Abbottom wciąż, mimo wojny, której szczegółów nie była świadoma, wiodło się pomyślnie. Dlaczego z taką trudnością najmłodszej latorośli lorda Romulusa przychodziło to zrozumieć, docenić? Po historii magii nadszedł natomiast czas na astronomię, czytanie map nieba, śledzenie gwiezdnych szlaków w oparciu o zmiany w naturze ich świata, magicznego świata; ułożenie konstelacji, położenie planet, to wszystko miało znaczenie również wobec egzystencji ichniej fauny, a jeśli istniało coś, co mogło zaszkodzić lub wspomóc znikacze w rezerwacie pod protekcją jej rodziny, Livia przykładała się do owych zagadnień z należytą pieczołowitością, skupiona niemal ponad własne możliwości. Dopiero później należało poświęcić czas nauce gry na harfie oraz malarstwu, gdzie to próbowała odwzorować martwą naturę ustawioną na stoliczku nieopodal, z różnym skutkiem. Jednak to praktyka uczynić mogła mistrza. Praktyka częsta i nielekceważona, toteż dzierżyła w dłoni pędzel i operowała kolorem zgodnie z poleceniami swojego maestro, do posiadłości sprowadzonego na polecenie lorda Abbotta.
Gdy lord Rhennard powrócił do rodzinnych włości, Livia odpoczywała przy wieczornej herbacie, pozwoliwszy ulubionej służce, Poppy, rozczesywać pukle rdzawych włosów, przez które ząbki zdobionej szczotki przesuwały się jak przez jedwab. Myśli wciąż mąciła z kolei korespondencja z wujem; powracała pamięcią do usłyszanych podczas spaceru słów, o tym, jakoby wielu członków dobrej organizacji znanej pod nazwą Zakon Feniksa poległo gdzieś na odległych polach walki, jednocześnie niwelując zagrożenia, jakie rzekomo prezentowali względem ładu nowego, szkodliwego Ministerstwa Magii. Nie chciała poruszać tego tematu w obecności najdroższego pana ojca, to mogło bowiem wzmóc w nim smutek, rozjątrzyć ranę, jeśli przeżywał utratę bliskich kompanów. Czuła więc, że mogła porozmawiać o tym jedynie z wujem. Najstarszy brat nie powiedziałby jej całej prawdy, wciąż traktując ją jak dziecko, stawiwszy siostrę na równi z kilkuletnim Cassiusem, w dzielnej próbie ochrony ich dzieciństwa - tylko że dzieciństwo, jej dzieciństwo, nadciągało ku końcowi. W tym roku, już w maju, miała stać się siedemnastoletnią panną; panną marzącą o ożenku z arystokratą o szlachetnym sercu, życzliwym usposobieniu i zahartowanym duchu. Z arystokratą pokroju lorda Rhennarda Abbotta.
Służąca o wypiekach czerwonych jak letnie jabłka wpadła do saloniku, w którym przebywała młoda dama, prędko oznajmiwszy powrót czarodzieja, oraz to, że potrzebował pomocy w swoim gabinecie. To sprawiło, że nawet nie poprawiła fryzury, nie poprosiła Poppy, by zaplotła choćby prędki warkocz, zamiast tego prędziutko zmierzając w wyznaczonym kierunku, podczas gdy niewysokie obcasy czółenek uderzały o białe marmury w sekwencji dźwięku niosącego się subtelnym echem po korytarzach Dunster Castle. Zatrzymała się przed drzwiami, zapukała jeszcze, choć te były uchylone w niemym zaproszeniu, po czym weszła do środka z rumieńcami znaczącymi piegowatą twarz.
- Panie wujku, wzywałeś - odezwała się łagodnie, niepewnie, wzrokiem taksując jego postać w poszukiwaniu źródła takiego pośpiechu. - Czy coś się stało? Jesteś ranny? - młodzieńcze serce zatrzepotało w piersi, zlęknione samą taką myślą. Postąpiła kilka kroków do przodu, dłonie splatając przed sobą, oparłszy je o miękki, bladoróżowy materiał sukienki, jednej z niewielu, które nigdy nie spotkały się z nożyczkami w dłoniach niesfornego Cassiusa. - Tak przemokłeś... Pozwól, że natychmiast poproszę służbę o przygotowanie dla ciebie szat na przebranie - delikatnie zmarszczyła brwi i obróciła się w kierunku drzwi.


slipping out of notice,
the beats of the heart chime, they are unmistakeably a sign of life. painted as far as the heavens reach, the sky is tinted in a shade of blue. endlessly it repeats itself, almost as if it were atop a boxed garden.
Livia Abbott
Zawód : działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : 10
UROKI : 2
ALCHEMIA : 12
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494
Re: Hol [odnośnik]13.05.22 0:06
Nie rozumiał potrzeby bronienia słabszych. Tej zakorzenionej zbyt głęboko, by dorastające chłopiec mógł wejrzeć i zobaczyć, co tak naprawdę się stało, że ta cecha tak mocno objawiła się w jego charakterze. Mógł pojąć to prędko, gdy podpatrywał dziadka w trakcie jego codziennych czynności dbających o zdrowie i bezpieczeństwo znikaczy, ale spostrzegawczość nigdy nie była jego mocną stroną. Potrafił za to słuchać i w ten sposób pojmował fakty, rozumiał zależności między tym, co niewidzialne a tym, co niezrozumiałe. Starszy Abbott mówił, że bezbronność nigdy nie jest wyborem maluczkich, ale my, jako silniejsi, zawsze takowy mamy - stać się drapieżnikami wykorzystującymi słabe punkty czy rozpostartymi ramionami dbającymi o tych, którzy zadbać o siebie nie mogą? Wybór był oczywisty, odpowiedź przejrzysta i jasna. Poszedł w jego ślady. Gęsta krew, przez pokolenia zbierająca w sobie odwagę i niezależność rodu Abbottów, wartkim strumieniem płynęła również w żyłach Rhennarda Phillipa, pierworodnego i spadkobiercy rodowego bogactwa, jakim były nie tylko złote galeony, ale przede wszystkim - rycerskość i znalezienie sposobu na oddawanie siebie samego innym, poświęcenie, oddanie sprawie, która była tak bliska ich sercu. Te same prawdy przekazywano każdemu kolejnemu dziecięciu, w którego krwionośnych naczyniach pulsowała błękitna krew tknięta błogosławieństwem samego Edwarda Abbotta. Niektóre z nich przyjmowały ją lepiej, inne z większym oporem.
W Livii widział poniekąd własne odbicie. Bo co innego musieć, a co innego chcieć przyjmować wiedzę, którą tak pieczołowicie usiłują oddawać nam rodzice. Jej ruchy nie były wymuszone, bystry wzrok z niewymuszoną uwagą obserwował nauczyciela, a uwaga skupiała się na rozmówcy w sposób, w jaki ptaki obserwują nowego przybysza w swoim lesie. Była mądra, nie przemądrzała. Była rezolutna, nie wyrywała się do przodu. Miała pasje, ale potrafiła wpleść je z gracją między rodowe obowiązki. Obserwował ją z dumą, z nieudawanym entuzjazmem przyjmując ją jako towarzyszkę na ogrodowych spacerach i pomocniczkę wśród wysokich drzew rezerwatu zamieszkiwanego przez ich najmniejszych, najdelikatniejszych przyjaciół. Jej zapał do doświadczania była ogromny, czemu przyglądał się z rosnącą fascynacją. Rzadko chwalił Livię w towarzystwie Romulusa, brat mógł czuć się przez niego dotknięty, obracając dobre słowa przeciw sobie - czy pragniesz mi przekazać, bracie, że moi synowie nie dorównują swej siostrze? To mężczyźni zajmowali i zajmować mieli wyższe pozycje, kobiety nigdy nie mogły lśnić bardziej niż oni. Więc przekazywał słowa uznania tylko samej zainteresowanej. I ufał jej tak, jak ufa się najbliższemu przyjacielowi.
Jej talenty były ogromne - wrażliwość odczytywał za największą z zalet, intelekt i ogładę stawiając zaraz za nią. Tym razem jednak Livia miała być postawiona w sytuacji stresowej, wymagającej połączenia wszystkich cech w jeden spójny mechanizm mogący zapewnić walczącemu o życie ptaszkowi siły na przetrwanie. Gdy weszła (a należy wiedzieć, że nieco zszokowany był jej szybkością pojawienia się w drzwiach), otulał znikacza ręcznikiem znalezionym blisko biurka, za nic robiąc sobie swój własny stan.
- Wejdź, Livio - powiedział prędko i zaraz pokręcił głową, rozsiewając na boki kropelki wody uparcie skapujące na ziemię. - Nie teraz, moja droga, nie ma na to czasu. Mamy do uratowania życie, a to ważniejsze niż moja sucha szata. - wyciągnął do niej dłoń i gdy podeszła, delikatnie podsunął jej drobną sylwetkę w stronę blatu i zawiniątka, na którym leżał maleńki ptaszek, mniejszy niż zaciśnięta kobieca pięść. Spod jego lotek widać było mokry, skołtuniony delikatnie puch, oblepiony i ciężki. Ptak drżał spazmatycznie. - Rozgrzej o siebie dłonie i otul go nimi delikatnie, ale tak, by okryć w całości. Potem nachyl się i spróbuj chuchać na niego ciepłym powietrzem swojego oddechu, żeby go ogrzać. Ja przygotuję, co trzeba.
Odszedł do niej, z całego serca wierząc, że Livia go posłucha i prędko wykona polecenia. To podlotek. Nie był pewny, czy przeżyje następne minuty, ale musieli za wszelką cenę spróbować. Sięgnął instynktownie po różdżkę, zanim zdołał znaleźć cokolwiek innego. Jego myśli były rozkojarzone, ale samo przywołanie wspomnienia z balu, na którym tańczyli razem z Cecylią, było proste - trudniej było już zachować przejrzystość myśli, jej klarowny obraz.
- Expecto patronum - wyszeptał niepewnie. Srebrna mgła zaledwie błysnęła. Nie miał na to czasu. Znów. Uśmiechnięta twarz Cece, jego szczęście, jej radość wypełniająca jasną twarz. Jakie ściany były wtedy w sali balowej? Ktoś koło nich tańczył? Kogoś szturchnął? - Expecto patronum. - szept znów był nie taki, jaki powinien być, niewyraźny, niepewny. - Merlinie.
Mirabelka pojawiła się za jego plecami, jakby instynktownie słyszała potrzeby swojego pana.
- Ręczniki. Świeże, czyste, ogrzane. Natychmiast - rozkazał skrzatce, która zaraz zniknęła. - Livio?
Wiedział, że sobie poradzi. Że jej intuicja powie, jak się zachować, co robić. Była mądra. I tej mądrości nigdy jej nie odmówił.
Rhennard Abbott
Zawód : działacz na rzecz praw zwierząt
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
who hurt you?
my own
expactations
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11085-rhennard-abbott#341563 https://www.morsmordre.net/t11149-remus https://www.morsmordre.net/t11148-opowiem-ci-o-moim-ulubionym-znikaczu#342899 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Hol
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach