Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Biblioteka
AutorWiadomość
Biblioteka [odnośnik]27.09.18 8:36

Biblioteka

Jak to w przypadku większości rodowych bibliotek bywa, ta również jest skarbnicą wiedzy dotyczącej zarówno samej rodziny Abbottów, jak i wszystkich dziedzin, w których specjalizują się jej członkowie - na dwóch piętrach, na obszernych i niebotycznie wysokich regałach znaleźć można zatem księgi oraz pergaminy traktujące o prawie i polityce, ale również o opiece nad magicznymi stworzeniami. Tu i ówdzie rozstawione są również inne pomoce naukowe, takie jak globusy i mapy.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Biblioteka [odnośnik]19.10.18 22:27
26 lipca 1956
Spotkaniu z Abbottem przyświecał jeden, prosty i nieszczególnie – zdaniem Zachary'ego – cel: podtrzymanie dobrych stosunków między ich rodzinami. Proceder ten, kontynuowany przez wieki w różnych kombinacjach i przypadkach był młodemu Shafiqowi doskonale znany z samego Egiptu, gdzie podobne zjawiska również miały miejsce. W swej fundamentalnej idei nie różniły się niczym; były identyczne, prowadziły do tego samego celu, miały jedną i tę samą konkluzję. A jednak Zachary odczuwał pewien dyskomfort, gdy podejmował wizytę u Abbottów, spotykając się z nimi i rozmawiając tak, jakby to wszystko, cała ta wielka, arystokratyczna, polityczna gra nie miała nigdy miejsca. W tym drobnym, aczkolwiek rażącym szczególe doszukiwał się różnic, szczególnie bacząc na subtelność każdego dobieranego słowa czy składanej obietnicy. Tutaj, w Anglii, pośród brytyjskich lordów i lady reprezentacja rodu wyglądała zupełnie inaczej. Nie mógł wykpić się czymś, co dotyczyło tylko jego, choć i tak odpowiadał osobiście za swoje postępki. Przyświecająca Shafiqom jedność w obcym świecie jawiła się na każdym kroku. Wspólnie chełpili się sukcesami swoich krewnych i wspólnie znosili klęski. Działo się to, czego w Egipcie w zasadzie nie miało miejsca. Wystarczało słowo, by konkretny członek rodu poniósł konsekwencje swej niesubordynacji i tylko na nim odbijało się piętno. Tylko jego dotyczyło to, co się działo. A tutaj Zachary mógł jedynie westchnąć z bezradności, która ogarniała go podczas tych wizyt.
Zjawiwszy się w Dolinie Godryka, miejscu uchodzącym niemal za święte pośród niektórych klas społecznych Anglii, Zechariah czuł się zaledwie niezbyt swobodnie. Szaty, choć luźne, zdawały się być za ciasne, a towarzystwo zaufanego sługi nie dodawało otuchy. Mężczyzna był z nim jedynie dla jego bezpieczeństwa i tego, by zająć się tym wszystkim, czym jemu nie wypadało kalać swoich rąk. Przez całą podróż nie zamienił z nim ani jednego słowa. Milczał i zastanawiał się, czemu to wszystko miało służyć. Chociaż nie miał lat doświadczeń nestora czy swego ojca, doskonale zdawał sobie sprawę, że podtrzymywanie dobrych relacji z Abbottami nie niosło żadnego celu albo tylko on jeden nie był w stanie pojąć istoty tego mariażu. Nie robił tego pierwszy raz. Przybywał do Doliny po raz wtóry i wszystko toczyło się tak samo za każdym razem. Dzisiejsze spotkanie absolutnie nie miało różnić się niczym od poprzednich. Wszystko miało przebiec niczym w perfekcyjnie wykonanym harmonogramie działań, słów oraz gestów i na kolejne dni, tygodnie mieli zapomnieć o nim, by przypomnieć sobie o wizycie w chwili, gdy ponowna sugestia zostanie wysunięta poprzez jedną ze stron.
Zachary, wkraczając do włości Abbottów, niemal bez większego wyczucia czy uwagi stawiał kolejne kroki do miejsca, w którym miało odbyć się spotkanie. Nie wiedział, czy było ono kolejnym elementem gry, czy wybierano je z uwagi na umiłowanie Shafiqa do wiedzy. W gruncie rzeczy nie przejmował się tak niezauważalnymi detalami, jednakże musiał przyznać, że kolekcja ksiąg w bibliotece wywierała odpowiednie wrażenie. I z całą pewnością stanowiła miłą odskocznię dla myśli zmuszonych zajmować się sprawami całkowicie nieistotnymi dla ich posiadacza.
Lucanie — przywitał się z lekkim skinieniem głowy, ściskając jego dłoń całkowicie bez większego entuzjazmu. Przez tak długi okres czasu przywykł, że czynność ta była kolejnym punktem odhaczanym na liście zadań do wykonania. — Ostatnio frapuje mnie myśl, jak w tym wszystkim funkcjonuje Ministerstwo. Minął niespełna miesiąc od tego tragicznego pożaru — urwał, przypominając sobie własny udział w tych wydarzeniach, kurtuazyjnie przemilczając je — jednak wciąż nie mogę przyjąć do wiadomości, że tak się to skończyło. Czyż można było zapobiec tej katastrofie? — Zapytał, rzucając przelotne spojrzenie na księgi niemal wołające go, by zgłębił ich sekrety, uwagę skupiając na swoim rozmówcy. Rozmówcy głęboko zakorzenionym w ministerialnych sprawach, o których Zachary w gruncie rzeczy nie miał większego pojęcia. Kiedyś jednak będzie musiał je poznać i może to właśnie z tych spotkań miała płynąć jego osobista, nieokreślona przez nikogo lekcja.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Biblioteka [odnośnik]10.03.19 18:46
Rozumiał, dlaczego ojciec wyznaczył do tego zadania właśnie jego. Dlaczego nie zajął się tym osobiście - bo tak naprawdę wśród "młodszego" pokolenia w jego rodzinie, to właśnie on był najstarszy. A także, jeśli wziąć by pod uwagę dla przykładu takiego Rudolfa, najrozsądniejszy. W przyszłości to właśnie on miał więc reprezentować swój ród w kontaktach z innymi - a choć sam Lucan nie do końca rozumiał, co właściwie podtrzymywało pozytywne stosunki Abbottów z Shafiqami, nie zamierzał się sprzeciwiać. Oczekiwano od niego, że poprowadzi to spotkanie i nie miał w tej kwestii nic do gadania. Nawet jeśli zdecydowanie bardziej wolałby poświęcić ten czas na zabawę z synem lub rozmowę ze swoją własną małżonką. Tymczasem oto jednak czekał - pozwolił sobie usiąść w jednym z foteli ustawionych w bibliotece, nie bardzo mając ochotę sterczeć jak kołek pośród niezliczonych regałów zapchanych księgami. Pozwolił już sobie nawet nalać alkoholu z karafki przyniesionej przez skrzata, w ten oto sposób powoli umilając sobie czas oczekiwania.
Szczerze powiedziawszy, gdy stawał twarzą w twarz z Shafiqiem, odruchowo starał się zachować pewien dystans. Nie do końca wiedział, co było powodem tej rezerwy, być może po prostu młody mężczyzna o śniadej cerze i niezwykle jasnych oczach wydawał mu się odrobinę zbyt egzotyczny. Wywiązywał się jednak należycie z roli gospodarza, witając swojego gościa mocnym uściskiem dłoni, następnie proponując mu miękki fotel stojący tuż obok tego, w którym jeszcze paręnaście minut temu sam się rozsiadł, oczekując przybycia Zachary'ego.
- Przykro mi przyjacielu, ale niewiele będę mógł ci powiedzieć na ten temat - odpowiedział, oferując mu jednocześnie szklankę tego samego alkoholu, w którym sam się też już oczywiście zdążył rozsmakować - Jak zapewne wiesz, panuje okrutny chaos. Minister robi co może, aby wszystko jakoś funkcjonowało, ale to nie jest proste. - zasępił się odrobinę. - Jakikolwiek cel przyświecał temu całemu Voldemortowi, wiedział co robi. - Po tych słowach na chwilę ucichł. Tak, rycerze zdecydowanie wiedzieli, w jaki sposób sparaliżować Londyn, zasiać przerażenie w sercach mieszkańców całych Wysp Brytyjskich. Lucan także był przerażony, ale nie tylko przez świadomość skali pożaru i ponad półtorej setki utraconych żyć. Zakon miał świadomość, że kryło się za tym coś więcej. - Śledztwo nadal trwa, niestety większość odkryć jest objęta póki co tajemnicą. Nawet ja nie mam dostępu do informacji o tym, co odkryły organy ścigania. - odpowiedział, zajmując swoje miejsce. W końcu Wizengamot zajmował się tylko wydawaniem wyroków, nie prowadzeniem całego śledztwa.


We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Lucan Abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : 24
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Re: Biblioteka [odnośnik]10.03.19 19:29
Z wolna podążał za gospodarzem tego spotkania, odrywając wzrok od przyciągających uwagę woluminów, mknąc spojrzeniem w stronę jednego z foteli, w którym zasiadł, rozgaszczając się i przyjmując jedną z tych póz oraz min, które świadczyły o należytym zaangażowaniu w rozpoczętą rozmowę. Uważał za właściwe skierowanie jej od samego początku na ministerialno–polityczne tory; doskonale wiedział, czym zajmował się Abbott i jaką pełnił funkcję. Wydawał się doskonałym źródłem pewnych spostrzeżeń, nie zaś plotek czy domysłów otaczających arystokrację niemal z każdej strony, w którą by nie spojrzał. Nie miał wątpliwości; kroczył pewnie, z odpowiednim podejściem kultywował tradycję pętającą dwa rody w sojuszu. Nie musiał tego rozumieć.
Staram się to wszystko zrozumieć, ale odnoszę dziwne wrażenie, że jakiś element tego wszystkiego mi umyka. Jest tak, jakby było w tym coś jeszcze. Coś, co skrywa się za zaklęciem zwodzącym bądź iluzją, której nie da się przełamać znanymi nam czarami — rzekł, przyjmując szkło wypełnione alkoholem, niemal od razu wyczuwając intensywny zapach mocnego trunku. Zbyt mocnego, jak na względnie pełnione standardy, lecz nie narzekał. Domyślał się, że miał jedynie wypełnić i umilić czas; nic więcej ponad to.
Skinął głową w zrozumieniu, ale słowa Lucana niewiele mu wyjaśniły. Nadal czuł, że błądził i znajdował się w miejscu, w którym nie powinien być; miejscu, gdzie jego własne bezpieczeństwo było zagrożone, a on sam miał jak najszybciej je opuścić. Wrażenie to kładł na karb ostatnich wydarzeń, w których brał udział, a także na poziom dezinformacji ogarniającej społeczeństwo.
Czyż to nie okrutne, że społeczeństwo błądzi po ulicach Londynu i nie ma pojęcia, z jakim zagrożeniem się mierzy? — zapytał, upijając niewielki łyk alkoholu, czując palące gorąco na języku i w przełyku. — Oczywiście rozumiem całkowicie potrzebę zachowania szczegółów w tajemnicy. Nie chcemy przecież siać paniki, ale czy naprawdę ma się to sprowadzać do stanu, w którym się znaleźliśmy? — Wątpliwości tłoczące się w myślach znalazły swe ujście. Pytania zadał szybko, bez większych emocji, oddając jedynie swoje własne zainteresowanie tematem spędzającym mu sen z powiek. Liczył, że to spotkanie przyniesie jakiekolwiek odpowiedzi. Nikłe, nieco zamglone, ale odpowiedzi, które będzie w stanie skonfrontować z rzeczywistością, w której żył.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Biblioteka [odnośnik]10.03.19 20:10
- A domyślasz się, co to może być? - zwrócił spojrzenie na swojego rozmówcę. Nie do końca był pewien, czy powinien obawiać się jego słów. Czy mężczyzna nawiązywał może do faktu istnienia zakonu, który swoimi, niekonwencjonalnymi działaniami próbował zdziałać coś więcej niż ministerstwo, ale który działał jednak w absolutnej tajemnicy? Czy też może próbował odgadnąć motyw, który przyświecał poplecznikom Voldemorta kiedy podkładali ogień w ministerstwie? Sam pożar i śmierć tak wielu osób mogły być celem i działaniem samym w sobie, ale zakon już miał trop, wiedział, że tam chodziło o coś jeszcze. Pożar był tylko odwróceniem uwagi. Czego oczywiście Zachary'emu powiedzieć nie mógł. Ani nie chciał.
- Być może masz rację. To jest okrutne - doskonale rozumiał potrzebę zachowywania tajemnic. Towarzyszyły mu od wielu lat i to w licznych aspektach jego życia. Jako pracownik Wizengamotu musiał zachowywać milczenie w kwestiach swojej pracy, nie mógł zdradzać żadnych informacji dotyczących procesów, nazwisk oskarżonych czy dat procesów. Jako dziedzic Abbottów musiał chronić swoją rodzinę, a w szczególności żonę i syna, niestety przez fakt, że osobiście przynależał do Zakonu Feniksa, niejednokrotnie musiał również łgać Melanii w żywe oczy na temat tego, gdzie wymyka się z domu. Można by wręcz rzec, że tajemnice były jego chlebem powszednim, dlatego też nie dyskutował z potrzebą zatajenia szczegółów dotyczących śledztwa przed społeczeństwem. - Ale jaki mamy wybór? Co jeszcze można zrobić, aby ochronić społeczeństwo, nie wzbudzając przy tym paniki? Wiem, że jeśli powiem, że ministerstwo robi obecnie co może, zabrzmi to jak zwykły frazes rodem ze stron Proroka, czy nawet Czarownicy, ale tak właśnie jest. - mimowolnie rozłożył ręce w odrobinę bezradnym geście.
Głową mógł poręczyć za Skamanderów, Weasleya czy Foxa, ale nawet czwórka świetnie wyszkolonych aurorów to było za mało, aby stawić czoła terrorowi sianemu przez Voldemorta i jego rycerzy. Oczywiście łowców czarnoksiężników pod dowództwem Bones było więcej, ale tylko tym czterem Lucan ufał tak naprawdę.


We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Lucan Abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : 24
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Re: Biblioteka [odnośnik]10.03.19 21:02
Z lekkim wahaniem zaprzeczył ruchem głowy. Nie wiedział, nie miał pewności, czym mógłby być ten brakujący element, który szybko pozwoliłby mu uzupełnić układankę i uzyskać obraz kompletny, czytelny, łatwy w odbiorze. Jednocześnie zastanawiał się, czy Lucan mógł mieć jakąkolwiek wiedzę w tym temacie, a którą świadomie zatajał, przezornie próbując chronić niczego nieświadomych obywateli Wielkiej Brytanii bądź celowo, chcąc na tym ugrać coś dla siebie.
Nic, niestety, nie przychodzi mi do głowy. To irytujące uczucie... — urwał, wykonując nieszczególnie określony ruch ręką, jakby dla podkreślenia tego, czego nie potrafił wyrazić. Dopełniając ciszy, wziął kolejny, równie niewielki łyk trunku, trzymając go nieco dłużej w ustach, świadomie przyjmując gorąco trawiące organy, by wolno przełknąć, zastanawiając się nad przyznaną mu racją. Z wątpliwością, lecz przyznaną, co wcale nie przyprawiało go o zadowolenie. Posiadanie racji w kwestiach, co do których nie miał pewności – a ani trochę się na nich nie znał – wywoływało w nim dziwne zmieszanie, jakby brodził w bagnie pochłaniającym go w ciągu sekund. Z drugiej strony doskonale wiedział, jaką wagę posiadały tajemnice. Bycie uzdrowicielem zobowiązywało go do przestrzeganie długiej listy przyrzeczeń, których trzymał całkowicie i absolutnie, nie poddając ani we własną, ani w cudzą wątpliwość, że mógłby dopuścić się ujawnienia sekretu.
I w zasadzie nic nie możemy z tym zrobić — odważył się odpowiedzieć, niejako kierując tę kwestię ku zamknięciu. Jeśli jednak istniały jakiekolwiek przesłanki do dalszego jej rozpatrywania, nie widział przeszkód, choć z pewnością niechętnie ponownie zanurzy się w rozważania o tym, jak mogliby uzyskać nieco więcej informacji ze strony Ministerstwa Magii. Lucan dał mu dostatecznie do zrozumienia, że na oficjalnych organach władzy nie można było w tej chwili polegać – zatem mógł liczyć tylko na siebie i otaczających go bliskich.
Frazes, który pozwala zachować publiczny spokój — przyznał, dobrze wiedząc, że te słowa naprawdę nic nie znaczyły. — Zapewne nie istnieją żadne odpowiednio stonowane środki, które pozwoliłyby na rozpoczęcie nieinwazyjnych działań. Pozostaje nam zatem w spokoju przyglądać się. Przyglądać i mieć nadzieję, że to wszystko dobiegnie końca i nie staniemy na skraju przepaści. — Tylko taką mógł mieć nadzieję. Nie liczył na wiele, a może wręcz przeciwnie i to właśnie dlatego pobrzmiewało w nim rozczarowanie, że tak niewiele dało się zrobić. Trudno było mu stwierdzić, co rzeczywiście sądził. Mętlik w głowie trwał; i jeszcze długo miał takim pozostać, tego jednego był absolutnie pewien.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Biblioteka [odnośnik]12.03.19 1:56
Gdyby poznał kierunek,  którym pomknęły myśli Shafiqa, Lucan jna pewno poczułby się odrobinę urażony. Nigdy nie szukał korzyści da siebie, nie, jeśli miałbyje zdobyć w sposób niezgodny z prawem, lub zwyczajnie niegodziwy. Jego rodzina od wielu pokoleń miłowała sprawiedliwość, a Lucan, będący wierny swoim przodkom, kierował się takimi samymi zasadami. Nigdy nawet nie przemknęłoby mu przez głowę, by czerpać zyski z tragedii tak wielkiej, jak ta, która miała miejsce w ministerstwie. To już nawet nie było by niegodziwe, to byłoby zwyczajnie złe.
- To tak, jakby elementy układanki nie chciały wskoczyć na swoje miejsce. Z resztą i tak jest ich zbyt mało, aby mogły utworzyć pełny obraz - postanowił ubrać swoją myśl w słowa. Dla szarego obywatela pożar ministerstwa jeszcze na długo miał pozostać nierozwiązaną tajemnicą. Chociaż świat już dowiedział się o istnieniu voldemorta, jego cele wciąż pozostawały niejasne, chociaż środki, które stosował powinny uświadomić społeczeństwo, że oto powstało kolejne zło. I to zło potężniejsze i bardziej mordercze niż Grindelwald.
- Nic nie zostanie osiągnięte, jeśli nagle ludzie zaczną biegać dookoła z jak spanikowane kurczaki z odciętymi łbami. - mruknął cicho. Miał wrażenie, jakby Zachary miał mu coś za złe. Prawdopodobnie to, że Lucan nie podzielił się z nim żadną konkretną informacją. - Pozwolę sobie jednak zauważyć, że fotel ministra w końcu trafił w odpowiednie ręce. - Longbottom będzie wiedział, jak pokierować ministerstwem a także wszystkimi aurorami w taki sposób, aby finalnie dopaść tego mordercę. Lucan głęboko wierzył w tę rodzinę. Pomimo dość dramatycznej przeszłości, która łączyła jego i Longbottomów, Abbott byl pewien, że kto jak kto, ale stary lew na pewno wiedział co robi. - My za to możemy, a nawet powinniśmy go wesprzeć. Moja rodzina na pewno dużo chętniej zaakceptuje jego, niż kolejnego szaleńca pokroju Tufta.
Gdyby tylko dało się zrobić coś więcej, Lucan na pewno byłby pierwszym, który podjąłby jakąś akcję. Chociaż w pewnym sensie jednak ją podejmował. Jako zakonnik.


We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Lucan Abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : 24
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Re: Biblioteka [odnośnik]13.03.19 21:22
Zastanawiał się. Brał pod uwagę wszelkie możliwości, wszak zachłyśnięcie się władzą ostatnimi czasy widział jako rzecz powszechną. Nie mówił tego głośno – nie miał na celu urażenia, jednakże myśl ta błądziła, coraz mocniej osadzając się w światopoglądzie, w jego własnym wyrazie tego, jak odbierał i jak ofiarowywał siebie otaczającego go rzeczywistości. Podejrzewał więc, że podzielenie się tym spostrzeżeniem wywołałoby afront, którego wolał uniknąć. Nie miał najmniejszej ochoty na dyskusje tego rodzaju ani też nie chciał naruszać podtrzymywanego od lat sojuszu. Co całkowicie byłoby zgodne z jego poglądem, skoro już uważał zażyłość z Abbottami za bezsensowną, a przede wszystkim bezcelową i nieprzynoszącą stosownych korzyści.
Zgadzam się w zupełności — odpowiedział, przytakując lekkim skinieniem głowy, nie mając w tej kwestii zbyt wiele do powiedzenia. Już wyraził własną wątpliwość, iż coś umykało, tkwiło w miejscu, w którym być nie powinno, konsekwentnie zaburzając odbiór tego, co było prawdą samą w sobie. Istotnie był także nieco rozczarowany informacyjnym skąpstwem Lucana. Domyślał się jednak, że nie wszystkie wieści przepływały przez zajmowany przezeń urząd, a część informacji podlegała należytej tajemnicy, mimo to nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że coś mógł wiedzieć, a dezinformacja w społeczeństwie była stosownym zagraniem będącym mu – i ewentualnie innym osobom – na rękę.
Być może tak będzie lepiej, choć zastanawia mnie, jak na te wieści zareagował świat mugoli — stwierdził, sugerując tym samym zahaczenie o temat wyjątkowo bliski, jeśli chodziło o konsekwencje ostatnich wydarzeń. Ukrywając się jak szczury, Ministerstwo musiało podjąć szeroki zakres działań, które nie otworzyłyby czarodziejskiego świata. Zapewne starali się, jak tylko mogli, lecz obecność anomalii, nad którymi nie potrafili zapanować, dawała Zachary'emu jasno do zrozumienia, że ministerialny chaos sięgał zdecydowanie dalej aniżeli tylko na stanowisku samego Ministra. Nie wiedział, jak miał odnieść się do tej zmiany. To, co uważał, co pochodziło z kuluarów rodzinnych rozmów, nie mogło wyjść na światło dzienne; były to z resztą plotki, które przyjmował do świadomości.
Niewiele mi wiadomo o Ministrze Longbottomie. Liczę jednak, że jego czyny będą odzwierciedleniem stanowiska, które zajmuje — rzucił zdawkowym tonem w odpowiedzi, absolutnie nie wiedząc zbyt wiele o obecnym nadzorcy angielskiej polityki. Mógł tylko łudzić się, że w słowach Lucana tkwiło choć ziarnko prawdy. — Jak wiesz, moja rodzina trzyma się z dala od angielskiej polityki — dodał krótko, dość dobitnie przypominając, że Shafiqowie nie przykładali ręki do Ministerstwa. Nie zamierzał precyzować, ile prawdy było w tym stwierdzeniu. Byłby głupcem, gdyby nie brał pod uwagę, że cała angielska arystokracja nie patrzyła im na ręce. Ręce, które jego ród przyodział w białe rękawiczki, wmawiając wszystkim, iż ta gra ich nie dotyczy.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Biblioteka [odnośnik]13.03.19 23:43
- Na temat świata mugoli niestety posiadam jeszcze mniej informacji, niż na temat tego, co dzieje się w naszym - wiedział tyle, co z pogłosek. Co z oficjalnych ogłoszeń. I tyle, ile widział na ulicach. Nawet pomimo raczej pozytywnego nastawienia do wszystkich mieszkańców Wysp Brytyjskich, magicznych czy tych nie, Abbottowie nigdy nie próbowali bratać się z mugolami. Lucan wiedział o ich świecie tyle samo, co sam Shafiq. - Prawdopodobnie są przerażeni. I tak jestem pod wrażeniem, że nie dochodzi do żadnych większych incydentów po ich stronie. Przynajmniej z tego co słyszałem.
Ministerstwo leżało w gruzach i musiało się teraz jakoś podnieść, ale nawet w obliczu takiej tragedii, nie można było zapomnieć o mugolach. Lucan również był ciekawy, co niemagiczni musieli sobie myśleć o tym całym chaosie. Ale zaraz potem musiał się skupić na swojej pracy. W obliczu takiej paranoi Wizengamot musiał przeprowadzać więcej procesów, ludziom zwyczajnie odbijało, a cele w Tower coraz bardziej się zapełniały.
- Moja rodzina ma z rodem Longbottomów bardzo dobre stosunki i mogę ręczyć, że to właściwy człowiek na właściwym stanowisku - próbował przekonać Shafiqa do swoich racji, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę, że samymi słowami niewiele zdziała. Sojusz utrzymywany pomiędzy ich rodami trwał od dawna, ale tak naprawdę niewiele znaczył. Nie w oczach Lucana. I domyślał się, że w opinii Zachary'ego jest podobnie. Tym samym, jego słowa znaczyły równie mało. Ponadto, Longbottom sam musiał dowieźć swojej wartości. Abbott nie miał wątpliwości, że prędzej czy później zacznie się rewolucja. I że raczej nie spodoba się ona większości rodów.
W odpowiedzi na kolejne słowa Shafiqa, Lucan tylko skinął głową ze zrozumieniem. Nie jemu było oceniać, czy takie podejście do sprawy było dobre, czy też raczej mogło raczej szkodzić. Z jednej strony taka postawa pozwalała na życie zdecydowanie bardziej wolne od zmartwień. Jak to się mówiło, co z oczu, to z serca. Z drugiej jednak strony, w obecnych czasach ciężko było się nie zamartwiać o to, jakie czekało na nich jutro. Szczególnie po ostatnich wypadkach. Nie dało się nie widzieć. Być może za jakiś czas nawet ród Shafiq będzie musiał zacząć się interesować polityką. Miał cichą nadzieję, że ich sojusz przetrwa takową rewolucję, jeśli kiedykolwiek miałaby miejsce. Zawsze lepiej było mieć u boku przyjaciela, niż wroga. Nawet jeśli był dość niechętny.


We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Lucan Abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : 24
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Re: Biblioteka [odnośnik]14.03.19 23:01
Odpowiedź Lucana wydawała mu się być zaskakująca; nie takiej się spodziewał, gdy wiedział, że Abbottowie raczej przychylali się ku mugolskim problemom. Jednakże nie zareagował. Spokojnie wysłuchał tego, co mężczyzna miał do powiedzenia, nawet przytaknął lekko, niemal aprobując, iż nie interesował się zbyt mocno problemami gorszego sortu.
Doszły mnie słuchy, że mugole reagują na magię — wyrzucił z siebie jednym tchem z nieskrywaną pogardą, niemal z niedowierzaniem w głosie. Nie mógł uwierzyć, że Ministerstwo nic nie robiło w tym kierunku, kiedy tak głośno mówiło o dochowywaniu tego całego Kodeksu Tajności. A może robiło to na tyle skutecznie, że inni o tym nie wiedzieli. Trudno było mu stwierdzić, która z opcji mogła być tą prawdziwą, a nie chciał oddawać się analizowaniu wszelkich za i przeciw. Jeszcze nie teraz; miał zbyt wielki mętlik w głowie, by dokonać względnie racjonalnej oceny.
W swoim czasie zobaczymy, czy Minister Longbottom to właściwy człowiek na to stanowisko — odpowiedział tylko, nie poruszając głębiej tematu. Nie wiedział wiele, właściwie nie wiedział nic i takiego stanu rzeczy wolał dochować, jeśli to wszystko miało zakończyć się rewoltą. Nie chciał tego, lecz czy nie w ten sposób zaczynały się wielkie wojny. Ludzie zajmowali nowe stanowiska, zmieniały się odwieczne zasady, a najmniej istotni w tym wszystkim odnajdywali powód do złapania frędzla władzy, jakby miałoby być to ich jedynym, słusznym wybawieniem. Krótkowzroczne myślenie tego rodzaju doprowadzało go jedynie do potępienia, którym obstrzeliwał, gdy tylko miał okazję; na szczęście nie działo się to teraz.
Miejmy nadzieję, że chwilowe kłopoty Ministerstwa są tylko chwilowe — powiedział jeszcze, rzucając w stronę Lucana krótkie spojrzenie, którym sygnalizował, że harmonogram spotkania powoli zmierzał do ostatniego punktu. Podniósł się z miejsca i zrobił kilka kroków w stronę jednego z regałów, nie sięgnął jednak po żaden z woluminów kuszących jego uwagę. Odwrócił się za to w stronę swojego gospodarza i spojrzał nań, dość wnikliwie przyglądając się sylwetce starszego czarodzieja.
Nie śmiem poddawać w wątpliwość twoich słów, sir, lecz martwi mnie, czy tak nagłe dostąpienie władzy nie stanie się środkiem ku upadkowi. — Stwierdził, rozglądając się nieco po bibliotece. Wiedza również mogła być tym, co mogło sprowadzić klęskę; a raczej jej brak. Niewiedza w kwestiach około politycznych także, choć w tym wypadku Zachary wahał się, czy rzeczywiście niedomiar informacji mógł zaszkodzić.
Pora już na mnie — odezwał się nagle, kiwając głową w stronę czarodzieja. — Pokój z tobą, Lucanie. Oby pozostał jak najdłużej. — I tym pokojowym gestem, słowem, zakończył spotkanie rozpisane zgodnie z harmonogramem. Nadeszła pora, by wrócił na wyspę i przemyślał wszystko, czego się dowiedział, wszak nie wyszedł z niczym, choć słowa padały dość oględnie i wymijająco.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Biblioteka [odnośnik]15.03.19 0:49
- Reagują. Ale to nie jest tajemnicą. I dzieje się od czasu pierwszomajowego wybuchu - zmarszczył brwi, spoglądając na swojego rozmówcę. To, że w wyniku wciąż niewyjaśnionych zdarzeń nad całymi Wyspami Brytyjskimi zawisły metaforyczne czarne chmury, a dzieci, mugole i charłaki nagle zaczęli wywoływać niekontrolowane, magiczne wypadki, nie było przecież żadną nowością. Ale niestety, z tym ministerstwo faktycznie nie mogło nic zrobić, wykazując się niezwykłą nieudolnością. Przecież to zakonnicy - a także, to musiał przyznać bardzo niechętnie, rycerze - biegali nocami od miejsca do miejsca, próbując uspokoić rozszalałe anomalie. Niestety, wszyscy ci, którzy nie powinni władać magią wciąż stawali się jej ofiarami.
- Ja także żywię taką nadzieję. Dla dobra nas wszystkich - i bez takich zdarzeń ministerstwo miało problemy. Ciało nie mogło prawidłowo funkcjonować bez sprawnego mózgu - który w tym przypadku został w dużej mierze sparaliżowany. Całe szczęście, że jednak istnieli ludzie, którzy gotowi byli uleczyć to centrum dowodzenia. Żałował tylko, że aby zbudować coś dobrego, coś właściwego, potrzebowali na to tak dużo czasu i sił oraz zasobów - ale do zniszczenia wielu lat historii i odebrania niezliczonych żyć wystarczyło jedno prawidłowo rzucone, niszczycielskie zaklęcie.
- Życzę ci tego samego, przyjacielu - fakt, że nawet nie podali sobie dłoni na pożegnanie, był chyba najlepszym wyznacznikiem tego, że żadnemu z nich specjalnie nie zależało na wyjątkowo ciepłych stosunkach pomiędzy ich rodzinami. Lucan nie był pewny, do jakiego stopnia mógł ufać Shafiqowi - stąd też to odrobinę chłodne traktowanie. Nie można było mu jednak zarzucić, by specjalnie ukrywał prawdę przed swoim gościem.
Służba odprowadziła Zachary'ego oraz jego sługę do drzwi, tymczasem Lucan podszedł do okna, swoje spojrzenie wbijając w powoli wschodzący na niebo księżyc. Czasami zazdrościł mu tej beznamiętności, z którą spoglądał na ziemię i wszystkie sprawy, które się na niej toczyły. Ludzie rodzili się, umierali, knuli, kochali, wbijali najbliższym nóż w plecy - a księżyc po prostu wschodził, wykonując swoje zadanie bez zawahania, bez emocji, co noc wschodząc na niebo.

zt x2


We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Lucan Abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : 24
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Re: Biblioteka [odnośnik]02.06.21 22:24
12 listopada

Nadszedł dzień, którego każdy nieprzystrojony do matematycznego myślenia umysł mógł obawiać się strachem szczerym i głębokim... Livia przez dłuższą chwilę wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze złotawej toaletki, w duchu powtarzając, że przecież sobie poradzi, że nie będzie tak źle. Wszak pan Beckett słynął ze swojego cierpliwego podejścia oraz analitycznej biegłości, z pewnością zdolny do tego, by w mig odnaleźć drogę, jaką mógłby poprowadzić ją ku numerologicznej świetności. Był bardzo utalentowanym człowiekiem! Tworzył skomplikowane świstokliki, które służyły także w ich dworku, a ponadto wspaniale radził sobie z transmutacją, jakiej tajniki ujawniał przed nią już wcześniej. To właśnie on, nikt inny, zaszczepił w młodej Abbottównie przekonanie, że zaklęcia te mogą być nie tyle użyteczne, co także po prostu piękne.
Służka ostatni raz rozczesała rdzawe pukle, nim Livia wydała z siebie ciche westchnienie, świadczące o tym, że była gotowa. Ukrywanie się przed gościem byłoby zachowaniem pozbawionym dobrego smaku, a ona przecież ceniła czas pana Becketta, jak i samo jego zaangażowanie w jej edukację; wstała zatem z wygodnego krzesła i odebrała od towarzyszącej jej kobiety nowo zakupiony podręcznik, z którym wyruszyła ze swojej sypialni w stronę rodowej biblioteki. To tutaj miała rozpocząć się lekcja. W obecności guwernantki pojawiła się tam już chwilę później, ubrana w długą lawendową sukienkę, z serdecznym uśmiechem na ustach, gdy tylko zarejestrowała obecność czekającego na nią nauczyciela, przed którym dygnęła grzecznie.
- Dzień dobry, panie Beckett - Livia powitała go, pewna, że widok poczciwego czarodzieja napawałby ją jeszcze większą radością, gdyby nie fakt powodu jego wizyty. Numerologia. Och, słodka Helgo, czymże zawiniła przeznaczeniu, by musieć się mierzyć z tak skomplikowaną dziedziną? - Czy zaoferowano już panu herbatę? Przyznaję, że jestem zdenerwowana naszą dzisiejszą lekcją... A ziołowy napar z pewnością ukoiłby wszelkie strachy - zwróciła się do towarzyszącej im służki, która spojrzała jeszcze na Steviego, by upewnić się, że nie oczekiwał niczego więcej, a potem opuściła komnatę w celu przygotowania arystokratce rzeczonego napoju. W tym czasie Abbott zajęła miejsce w pewnej odległości od starszego mężczyzny i delikatnie ułożyła na blacie stołu jej nowiutką lekturę, przez moment wodząc palcem wzdłuż grawerowanego tytułu. - Proszę mi powiedzieć, panie Beckett... Numerologia, czy to trudna dziedzina nauki? - zapytała nagle niepewnie, pozbawiona poprzedniego animuszu. Zaznajomiony z dziecięcym zachowaniem mógł rozpoznać w niej lęk o to, że nie podoła. Że zawiedzie.
Livia Abbott
Zawód : działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : 10
UROKI : 2
ALCHEMIA : 12
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494
Re: Biblioteka [odnośnik]18.06.21 15:45
Od kiedy świat się zmienił, Stevie nawet nie dziwił się, że mało kto puszcza już dzieci do Hogwartu. Gdy jego córka była w szkole, na ostatnim roku rządził tam Grindelwald. Każdy dzień pełen był strachu o życie Beatrix. Na miejscu pana Abbotta zrobiłby dokładnie to samo i młodą Livie zostawił w domu, na wszelki wypadek. A już zwłaszcza teraz. Dlatego też nie miał problemu z nauczaniem jej transmutacji, tak samo zresztą jak resztę dzieciaków w Dolinie. Czasu miał bardzo mało, ale możliwość zaszczepiania w młodych umysłach smykałki do nauki była niezwykle intrygująca. W końcu jemu też ktoś kiedyś to zaszczepił. Dzisiaj więc siedział w bibliotece, wypatrując gospodyni. Rodzina Abbottów sprawowała czarodziejską pieczę nad krainą, w której żył, to też Beckett miał do nich dodatkowy szacunek, wyjątkowo mocno zakorzeniony w potrzebie poczucia bezpieczeństwa. To jednak ostatnio zdawało się upływać. - Dzień dobry, Livio - powiedział, gdy ruda dziewczynka zjawiła się w bibliotece, gotowa na swoje pierwsze lekcje numerologii. Jak zwykle wykazywała się niezwykłą gracją. Nie był pewien czy była to wola jej ojca, czy może młodej dziewczynki, aby zgłębić tę dziedzinę, ale zamierzał dać z siebie wszystko, aby już po pierwszej lekcji zrozumiała nieco więcej na temat liczb. - Nie będzie tak źle - spróbował pocieszyć ją. - Ale jeśli masz ochotę to ja też chętnie się napiję - z walizki wyciągnął na stolik cztery obszerne tomy, które głucho uderzyły blat, oznajmiając tym dźwiękiem, że przeczytanie ich od deski do deski było nie lada wyczynem. Spojrzał więc na lekturę która leżała przed panną Abbott. Była dobrym wstępem, ale żeby w istocie zrozumieć naturę numerologii, trzeba było zgłębić temat. - Panno Abbott - uśmiechnął się, wyciągając dłoń do przodu i wręczając jej kilka kartek pergaminu z uprzednio narysowanymi tam pustymi tabelkami. Czy to trudna dziedzina nauki... Niemal chciał roześmiać się, przytakując głową, ale nie miał zamiaru straszyć dziecka. Znał ją już kilka lat, nauczał ją w końcu wcześniej transmutacji, a teraz w oczach panienki mógł dostrzec strach. Mina mu pochmurniała, gdy zastanawiał się, w jaki sposób jej to wyjaśnić. - gdyby każdy miał zostać numerologiem, to żaden z nas nie znalazłby porządnej pracy - no taka prawda... - Jeśli w waszym rezerwacie jest, powiedzmy, 150 znikaczy, to czy znasz imię i pochodzenie każdego z nich? - rozpogodził minę. - Z numerologią jest podobnie, jak ze znikaczami. Każda liczba ma swoją historię i swoje znaczenie. Nie każdy będzie pamiętać każde z nich, tak samo jak ja, wybacz mi Livio, nie zapamiętam imion waszych znikaczy, tak samo ty nie musisz zapamiętać każdego znaczenia. Wszyscy mamy swoje talenty, ważne byśmy wiedzieli, że znikacze mają swoje miejsce, tak samo jak to miejsce ma numerologia. To czego dziś się pouczymy to wiedzy na temat tego, że te liczby istnieją i gdzie je znaleźć - próbował mówić jak najprościej, świadomy, że to pierwsza lekcja dziewczynki i jest zestresowana.


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Biblioteka [odnośnik]20.06.21 0:20
Uśmiechnięta promiennie na widok jednego ze swych nauczycieli młódka skinęła głową i spojrzała na służącą w znany, znaczący sposób, bez słowa prosząc ją o przyniesienie i zaserwowanie herbaty. Nie trwało to długo. Kobieta po chwili pojawiła się ponownie w bibliotece i rozlała gorący, parujący napój do zdobnych, porcelanowych filiżanek, podczas gdy Livia zajęła miejsce nieopodal pana Becketta przy podłużnym stole. Jej podręcznik w niczym nie przypominał opasłych lektur, jakie z odmętów torby wydobył czarodziej. Czy tego wszystkiego będzie musiała się nauczyć i ona? Niepewność zalśniła w szmaragdowych oczętach, usta rozchyliły w niemym pytaniu, lecz uspokojenie nadeszło wręcz błyskawicznie, wychwycone wprawnym spojrzeniem mężczyzny.
- Ojej... - jęknęła cichutko pod nosem, nim Stevie z kojącym uśmiechem wręczył jej pergaminy z nakreślonymi tabelami. Były puste, nie zawierały spisanego polecenia, stanowiły więc jeszcze enigmę. Co będą w nich zapisywać? Abbottówna przyjrzała się im dokładnie, by potem przenieść wzrok na swego nauczyciela; mówił jej prawdę. Świata nie przepełniali numerologowie, nie czaili się oni w każdym zakątku Somerset, a nawet jeśli, pan Beckett z pewnością był spośród nich wszystkich najzdolniejszy. Przestrach powoli ulatywał z zielonych tęczówek wpatrzonych w leciwe oblicze siedzącego obok czarodzieja. Wierzyła mu, w to, że każdy miał swoje miejsce, należało jedynie pojąć gdzie leżała własna biegłość. - Serce bije mi trochę wolniej, panie Beckett, gdy mówi pan o tym w ten sposób. Otwieranie bram nowych dziedzin zawsze jest dla mnie wyzwaniem, przeszywa mnie zdenerwowaniem... Ale przyłożę się, obiecuję - zapewniła z powracającym na blade lico uśmiechem, subtelnym i słodkim. Ona znała imiona i historię wszystkich znikaczy w rezerwacie, on natomiast - znaczenia wszystkich liczb we wszechświecie. Nie bez powodu lord Romulus pokładał nadzieje w tym konkretnym mieszkańcu Doliny Godryka, zawierzając w jego ręce edukację młodszej latorośli już po raz drugi. Livia ułożyła przed sobą pergaminy i sięgnęła prędziutko po herbatę, by upić z niej łyk, po czym wskazała dyskretnie na lektury przyniesione przez gościa. - Powinnam wyposażyć się w takie podręczniki? Wyglądają... och, bardzo onieśmielająco. Jakby zaklęta w nich była wiedza tysiąca umysłów. Zna pan ich treść na pamięć? - spytała, ciekawa. Należąca do niej książka nie dorównywała w połowie nawet jednemu z tomów, przypominała raczej przedszkolną zabawę w obliczu mądrości spozierającej z nieco pożółkłych stronic egzemplarzy należących do Becketta. - Tak właściwie, przyznam się panu, choć napawa mnie to zawstydzeniem... Nie wiem nawet za co odpowiada numerologia. Bazuje na liczbach, oczywiście, ale dlaczego liczby mają znaczenia? Dlaczego są ważne dla nas, czarodziejów, i dla mugoli? - kasztanowe brwi ściągnęły się delikatnie w wyrazie konsternacji i zaintrygowania. Nigdy nie należała do uczennic, które nie zadawały pytań. Od lat walczyła z zażenowaniem własną niewiedzą, byle tylko wyzbyć się jej z młodego umysłu za pomocą wyjaśnienia bardziej doświadczonych od siebie person; tak było i teraz, gdy przyglądała się Steviemu uważnie, chłonna i chętna poznać tajemnice jego profesji. - Należy ich szukać? - dodała po chwili, wspomniał przecież o znajdowaniu liczb. Nie było to tak, że skrywały się wyłącznie na kartkach?


slipping out of notice,
the beats of the heart chime, they are unmistakeably a sign of life. painted as far as the heavens reach, the sky is tinted in a shade of blue. endlessly it repeats itself, almost as if it were atop a boxed garden.
Livia Abbott
Zawód : działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : 10
UROKI : 2
ALCHEMIA : 12
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494
Re: Biblioteka [odnośnik]20.07.21 21:57
Zawsze nieco fascynacji wywoływało, jak taka młódka jednym skinięciem prosiła o herbatę, gdy on musiał ją robić albo samodzielnie, albo prosić o to córkę, która zresztą nie podawała filiżanki z taką gracją. Widocznie kwestia pieniędzy załatwiała wiele, nie było w tym zresztą nic złego. Mógł liczyć na dobre wynagrodzenie za lekcje dla dzieci pana Romulusa, a zresztą on sam często okazywał się być więcej niż pomocą, zwłaszcza w sytuacjach mocno kryzysowych, gdy pieniędzy na projekt brakowało, a i nie było skąd ich zdobyć. Kiwnął głową z podziękowaniem za gorący napar, obserwując jeszcze, jak stróżki pary wodnej unoszą się wzwyż i otulają stolik swoim zapachem. Ach, gorąca herbata. Tej także brakowało w Warsztacie i to wcale nie przez fakt, że razem z córką pili jej kolosalne ilości. Zwyczajnie nie wszędzie można już było ją dostać. - Jestem przekonany, że sobie poradzisz i co więcej, że spodoba ci się to - powiedział z uśmiechem, chociaż rzeczywiście nie miał pojęcia, czy Livia odnajdzie w numerologii ścieżkę taką, jaką odnalazł w niej on sam. Zresztą, jak już wcześniej wspomniał, świata nie wypełniali numerolodzy, tak samo jak nie wypełniali go specjaliści do spraw magicznych stworzeń (chociaż Trixie zapewne byłaby zachwycona). Wszechświat nie był także pełen astronomów, chociaż jemu samemu przydałyby się korepetycje z tej dziedziny. Od kiedy było coraz trudniej o komponenty, sam musiał czytać o nich jak najwięcej, studiując niebo i przede wszystkim całą teorię. Zresztą, ta wcale tak daleko od numerologii nie leżała. Ponownie spojrzał na podręczniki, na które dyskretnie wskazała Livia. - Mniej więcej... - odparł, drapiąc się po wąsie i uświadamiając sobie, że faktycznie, prawdopodobnie zna ich treść na pamięć. Ale przecież była to kwestia logiki i pragmatyzmu, a nie kucia na pamięć treści. - Nie musisz ich kupować, przyniosłem je dla ciebie - oznajmił, czasem zapominając, że przecież dziewczynka nie musiała korzystać z używanych książek. Czasy były jednak ciężkie, więc być może nawet jej ojciec będzie wdzięczny, że nie musi podejmować takiego wydatku samodzielnie. - Przydadzą ci się w trakcie naszych lekcji, ale nie musisz czytać ich od deski do deski - uspokoił młodą damę. - Potraktuj je bardziej jako... jako słownik, o! - już miał zabierać się do tego, aby wytłumaczyć jej wszelkie podstawowe zagadnienia, gdy ta samodzielnie zaczęła pytać. Albo z grzeczności, albo faktycznie ciekawa tego czym zajmował się na co dzień Stevie Beckett. - Numerologia to nauka o liczbach..., szeroko rozumiana nauka o liczbach - poprawił się, bo interpretacji przecież było wiele. - Wszystko, na co patrzysz, o na przykład... Na przykład ta filiżanka! - wskazał na podstawkę, na której stało teraz porcelanowe naczynie. - Wiesz, że ta herbata składa się z liczb? Spójrz, na oko może być w niej ile mililitrów? Dwieście? Sto pięćdziesiąt? - upił łyk gorącego naparu, czując, jak jego słodki smak uderza w podniebienie, przyzwyczajone do kawy zbożowej i zwykłej wody. - A ile może być w niej łyków? Czternaście? Mogę założyć się, że Twoich łyków będzie więcej niż moich... Policzymy to? - zaproponował, chcąc nieco uprzyjemnić początek przygody z numerologią, wskazać dziewczynce, że jest to dziedzina wybitnie ciekawa i obecna wszędzie. Rozpoczął więc picie herbaty, skrupulatnie licząc każdy łyk. - Ile już masz? Ja dziewięć - odstawił filiżankę na spodek, zapisując liczbę na kawałku pergaminu i sięgając po pierwszy tom, w oczekiwaniu, aż Livia policzy swoje łyki herbaty. Nie chciał wybijać jej z rytmu, pospieszać, albo dezorientować. Książkę otworzył w pierwszej połowie i palcem wskazał na pigułkę wiedzy dotyczącej podstawowego znaczenia liczb, tak, aby dziewczynka samodzielnie na głos mogła przeczytać ich znaczenie. - Co powiesz mi o dziewiątce? - i jakie znaczenie miała we wszechświecie ta herbata?


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Biblioteka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach