Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]14.10.18 18:19

Salon

Salon ten właściwie powinien być nazywany salonikiem ze względu na swoje niewielkie rozmiary. Okna wychodzą na ulicę, a kominek znajduje się w idealnej odległości od dwóch miękkich foteli i małej kozetki. Dzięki temu, w mroźniejsze wieczory można usiąść przy nim z kubkiem gorącej czekolady w dłoni i oddać się lekturze bądź rozmowie. Jedyne na co trzeba uważać to drobne bibeloty rozrzucone po podłodze, albo ukryte pod poduszkami.


Our hearts
become hearts of flesh when we learn where the outcast weeps
Cecily Hagrid
Zawód : Ratownik w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You have not lived today until you have done something for someone who can never repay you
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Salon Tumblr_nv6n6eEOtY1tesu1wo2_500
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6548-cecily-hagrid https://www.morsmordre.net/t6560-slepohulk https://www.morsmordre.net/t6559-piesc-hagrida https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6562-skrytka-bankowa-nr-1658#167375 https://www.morsmordre.net/t6561-cecily-fallon-hagrid
Re: Salon [odnośnik]22.06.19 14:42
4 listopad | ETAP I d - opracowanie metody utrwalenia i zabezpieczenia trwałości magicznych splotów sieci.

Rozsiadała się wygodnie w salonie z filiżanką herbaty, która miała najpierw ostygnąć, a właściwie zrobić się całkowicie zimną, zanim Tangie postanowi sięgnąć po nią. Na razie jednak znosiła pod fotel kilka ksiąg z których zamierzała skorzystać w podczas swojego dzisiejszego zadania. Czuła coś, co chyba było podobne do ciekawości i odrobinę niepewności. Zazwyczaj zajmowała się prostą stroną Starożytnych Run. Był klątwy, które składały się z Run, ona je znajdowała i ściągała. Teraz chodziło o coś innego. Coś, czego wcześniej nie robiła. Bała się chyba trochę, że może popełnić błąd, który będzie odbijał się później echem na tym, co próbowali stworzyć.
Sięgnęła w końcu po pusty pergamin i księgę. Najpierw sprawdziła znaczenie liczb, ilość run też musiała mieć znaczenie. Krótkie rozpoznanie dało jej początkowy obraz. Najlepiej było celować w liczę siedem, oznaczającą całość i pełnie, lub też trzy która zgodnie z książką miała zdolność nasilania, czy też podkreślania znaczenia. Zapisała je na górze pergaminu sięgając po księgę o Starożytnych Runach. Znała je, ale w tym etapie wolała wspomagać się czymś, nie chcąc popełnić jakiegoś błędu.
Wypisywała wiec po kolei wszystkie te, które mogły okazać się odpowiednimi; Gebo - odpowiedzialne za połączenie i zjednoczenie wszystkich run i slotów, Nauthaiz wspierające wytrzymałość, Isaz odpowiadające za stałość, Laguz - odpowiedzialny za rytmiczny przepływ, Algaiz ze swoją naturalną ochroną.
Odchyliła się lekko na foteli marszcząc pokaźnych rozmiarów brwi.
Pięć, tyle było odpowiednie od samego początku. Musiała podjąć decyzję czy powinna dobrać dwie kolejne runy do tych, wspomagając działanie niektórych, czy też odjąć dwie, licząc na magiczne właściwości liczby trzy. Sięgnęła po herbatę, unosząc ją odrobinę. Odstawiła ją jednak zaraz na stolik - nadal była za ciepła.
Sięgnęła po kolejną z ksiąg ze stosika, który przyniosła. Musiała dokładniej zbadać ten temat. Zastanowić się i przemyśleć. Otworzyła księgę na koniunkcji run i zaczęła przesuwać wzrokiem po znanej już teorii, jednocześnie podstawiając ją do tego, co zamierzała tutaj osiągnąć.

Starożytne Runy IV +100
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Salon [odnośnik]22.06.19 14:42
The member 'Tangwystl Hagrid' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 87
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]22.06.19 15:19
Chwilę to trwało nim przebrnęła przez cały fragment o koniunkcji Starożytnych Run, ale jakoś od początku wiedziała, że przyda jej się to. Nie myliła się. Z każdą chwilą z którą czytała, przekonywała się do tego, że run powinno być jednak siedem. Ta liczba zdawała się mieć większą umiejętność wiązania i wspierania niż druga z liczb, nad którą zastanawiała się wcześniej. Odłożyła książkę i podniosła na nowo pergamin na którym wypisała już pięć run.
Gebo, Nauthaiz, Isaz, Laguz, Algaiz. Na początek musiała wybrać Runę, która zostanie fundamentem zakreśliła w kółko Gebo. W roli fundamentu powinno sprawdzić się najlepiej. Odpowiadała za połączenie i zjednoczenie. Wybranie ten runy na spoiwo miało gwarantować dobre połączenie z resztą run. Dalej kolejno początkowo wybrane cztery Starożytne Runy; Nauthaiz wspierające wytrzymałość, Isaz odpowiadające za stałość, Laguz - odpowiedzialny za rytmiczny przepływ, Algaiz ze swoją naturalną ochroną. Zerknęła ponownie na Runy. Sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła czarny woreczek. Wysypała kamienie, na których sama wyryła runy i wybrała pierwsze pięć, układając wokół Gebao cztery wybrane wcześniej. Zerknęła na pozostałe sięgając po Othalę. Uniosła ją od góry i marszcząc brwi zaczęła się jej przyglądać. Othala, odpowiadała za bezpieczeństwo, mogła więc zapewnić dodatkową ochronę. Położyła ją przy Algaiz w takim zastosowaniu dawała dodatkową ochronę runie, która miała chronić wszystkie pozostało. Dobrze, pozostawało wiec postawić kropkę nad i.
Sięgnęła po Dagaz, Ehwaz i Mannaz. Odwracała przez kilka chwil kamienie w dłoni każdy z nich rozpatrując w kontekście stworzonej już kompozycji. Wydęło lekko usta. W końcu odkładając Dagaz. Za chwilę na stoliku obok reszty kamieni wylądował też Mannaz. Ehwaz, odpowiedzialne za współdziałanie i posiadające zdolność do adaptacji miało wspomóc adaptacje run do warunków i tego, co od nich oczekiwali. Powinien więc znajdować się niedaleko głównej runy. To one dwie od teraz miały stanowić fundament tego runicznego składu, który miał wspomagać sploty. Podniosła się sięgając po herbatę, która w końcu nadawała się do picia. Zerknęła z góry na ułożone na stoliku kamienie. Zmarszczyła brwi.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Salon [odnośnik]22.06.19 15:19
The member 'Tangwystl Hagrid' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 16
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]22.06.19 15:25
100+87+100+18=305
305/250


Pociągnęła z kubka potężny łyk, a potem drugi i trzeci opróżniając go prawie całego na raz. Odłożyła go z lekkim stuknięciem na stół. Sięgnęła po różdżkę i uważnie, lekko by nie podkusić anomalii machnęła różdzką wydobywając wiązkę białej magii do ułożenia na stole. Kamienie zalśniły, jednak pozostały stabilne. Ułożenie było dobre, jeśli nie nic nie poruszyło się, ani nie odeszło na bok. Skinęła do siebie lekko głową. Dobrze.
Sięgnęła po czysty pergamin i pióro, przepisując ułożenie. Każdą z run dokładnie opisała, wypisując też jej znaczenie, po które będą sięgać w czasie rozrysowywania schematu w odpowiednich miejscach. Musieli mieć świadomość. Użycie złego znaczenia, mogło całkowicie zmienić znaczenie układu. Dmuchnęła na pergamin, uniosła go, jeszcze przez chwilę na niego patrząc po czym jeszcze raz skinęła głową. Przepisała wszystko raz jeszcze. Potem zabrała się za list do Shlety, chcąc ją poinformować o osiągnięciu rozwiązania.

| zt
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Salon [odnośnik]25.09.19 12:11

11 marca '57


Ależ był z siebie dumny, udało mu się zdobyć diable w przeciągu jakiejś godziny od momentu, w którym sowa Hagrid wylądowała na parapecie jego tymczasowego lokum. Wystarczyło tylko zagadać do jednego z kręcących się w pobliżu opuszczonych magazynów typków, a on już pokierował go tam, gdzie czekał na niego zjarany sprzedawca; mówią, że najgorsza z możliwych osób, które rozprowadzają narkotyki, to ta, która sama je bierze, ale Keat niekoniecznie się z tym zgadzał - odpływający nieco, podstarzały już jegomość był jednocześnie potwierdzeniem tego, że to, co sprzedawał, nie było jedynie garścią zasuszonych, przeterminowanych zielarskich ingrediencji.
Najważniejszą rzecz zdążył więc załatwić, potem jeszcze tylko przywdział strój dość osobliwy (ale miał on służyć do zadania specjalnego, więc może efekty wizualne niekoniecznie powinno się w tym przypadku oceniać) i okręcił się wokół własnej osi, teleportując się na Harley Street. W akompaniamencie charakterystycznego dźwięku pojawił się w mieszkaniu Tangie, na dzień dobry obrywając w głowę, bo wylądował tuż pod jakąś nisko zawieszoną półką.
Tutaj następuje cezura, żeby nikogo nie gorszyć plugawymi wyrażeniami; wydostał się z ceglanej klitki, strzepując z kurtki sadzę. Nie zdjął czapki, gogli do quidditcha, szczelnie owiniętego wokół szyi i połowy twarzy szalika, ani nawet grubych rękawic ze smoczej skóry - uznał, że w takiej zbroi wszelkie obiekty latające będą miały problem z tym, żeby cokolwiek mu zrobić.
- Hagrid? - była w kuchni? Miał nadzieję, że w ogóle ją zastał, może zdążyła już się spakować i wynieść jak najdalej od mieszkania nawiedzonego przez chmarę lokatorów na dziko. Cholera wie, skąd w ogóle tyle się ich wszędzie pojawiło. Zalęgły się w większości domostw czarodziejów, doprowadzając wszystkich do szału. Zrobił krok w stronę ściany, gdzie siedziała jedna z bahanek, przez chwilę jedynie się jej przyglądając, po czym zamachnął się mocno wyprostowaną dłonią, starając się nią trafić w owocówkę i zrobić z niej jedynie mokrą plamę, ale cwaniara poderwała się do lotu, umykając przed nim w ostatniej chwili. Bahanka tryumfalnie okrążyła jego głowę, po czym usiadła na suficie.

| mam ze sobą diable ziele
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Salon [odnośnik]15.10.19 16:51
Obrzydliwe cholerstwa wzięły i się no normalnie zalęgnęły w jej domu. Nie miała pojęcia skąd, ani jak bo w sumie za dużo to w tym domu nie robiła, głównie spała, albo siedziała i coś czytała, sporą część czasu spędzając teraz nad badaniami, do których zaprosiła ją Shelta. W sumie to się cieszyła, że ta ino, mimo że obyciem trochę nie grzeszyła, to Vane się jej nie wstydziła. Badania same w sobie w nowy etap weszły i coraz mocniej rosła nadzieja, że uda sie im na nowo przywrócić sieć Fiuu. Właściwie to jakoś nie zależało jej na tym, czy ona działała czy nie, ale niektórzy nie lubili mioteł - tak jak i ona. Bo ona, miała do nich coś więcej niż awersję. To zdecydowanie była wojna i to taka porządna i wielka. Ale w sumie nie to było ważne, bo ona to tam sobie jakoś brała i z pomocą Błędnego radziła. No koniec końców miał być taki, że jeśli komuś to miało pomóc, to przecież było warto, nie?.
Ale nie o tym. Bahanki. Gdy tak stała i na nie patrzyła, to jedyne co chciała to wziąć nogi za pas i wyjść i już wiecej nie wracać do domu. Nieprzyjemne ciarki obrzydzenia przechodziły przez nią całą, gdy tylko myślała o nich i nic nie potrafiłą z tym zrobić. No ale coś jednak musiała. Napisała list i zabrała się do pakowania, bo to wyjście z sytuacji nadal zdawało jej się jakieś takie najbezpieczniejsze. Powracająca sowa od Keatona wcale nie zatrzymała jej kolejnych ruchów, gdy machając różdżką wrzucała rzeczy do wielkiego kufra. Pójdzie do Shelty, o tak, ona ją na pewno przyjmie. A to mieszkanie zostawi samo sobie i niech one sobie już robią, co tylko chcą.
- Nie drażnij tego, Keaton! - krzyknęła wchodząc do salonu akurat w momencie by dostrzec dokładnie zamach na ustrojstwo które się skądś wzięło i zalęgło. Ale było już za późno. Widziała w złowieszczych - Czy tobie życie niemiłe? - zapytała, jej racjonalność uleciała gdzieś całkiem. Nie lubiła owadów, zwyczajnie, normalnie, nie. A owocówki jej właśnie pod takie podchodziły. W prawej dłoni trzymała różdżkę, uniesioną, żeby w razie potrzeby wziąć i rzucić zaklęcie ochronne. W lewej miotłę, żeby gdyby magia zawiodła odgonić stwory czymś innym nie pozwalając do siebie podejść z żadnej strony. - Trzeba to wszystko spalić. - stwierdziła poważnie. Tak, to była jedyna nadzieja. Całą kamienicę jeśli będzie trzeba - oczywiście, najpierw wyprowadzając gdzieś wszystkich mieszkańców.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Salon [odnośnik]16.11.19 0:09
Się wzięły i się zalęgły, odzalęgnąć pewnie zbyt łatwo się dać nie zamierzały. Ale dobrze, że się gremium ekspertów zebrało, coś się pewnie zaraz zdziała i na problem natury bahankowatej.
Problemem mogło się również okazać nastawienie samej Hagrid, w której obumarł duch wojowniczki czy tam strażniczki domowego ogniska, westalką również zwaną. Bo jeśli się nie mylił, to ona naprawdę pakowała manatki.
Na powitanie uniósł tylko jedną brew - zaskoczony nieco. Paskudztwo może i do najurodziwszych nie należało, ale żeby tak zaraz się tego... bać? Z domu się wyprowadzać?
- Nie drażnię, Tang, bawię się tylko - uśmiechnął się paskudnie, tuż przed jej nosem klaskając dłońmi, co miało zresztą być zamachem na życie stwora latającego. Udanym, poznać można po zadowoleniu, którym aż kipiał. Przez chwilę. Nim zaczął liczyć, ile jeszcze się tego po ścianach plącze. I domniemywać, ile tych co wredniejszych chowa się po kątach. W zakamarkach wszelakich.
- To chyba im powinnaś zadać to pytanie, skoro uznały, że zalęgnięcie się w czyimś domu to świetny pomysł - on się z nimi patyczkować nie zamierzał, obiecał, że się tą chmarą zajmie, no i tak też się stanie. Może tylko trochę zbyt ochoczo się do tego rwał, ale nie mógł się już doczekać, kiedy przetestuje swoją tajną broń. Broń masowej zagłady. Eksterminującą bahanki owocówki.
- Ta miotła to na mnie? - zapytał opadając na kanapę, jednocześnie zezując w stronę rekwizytów Tangie; przy okazji pozwolił też sobie na wredny uśmiech - bardzo chciałby zobaczyć Hagrid w akcji z tą plątaniną witek, choć nie do końca wiedział, co dokładnie chciała z tym zrobić, ale cholernie go to zaintrygowało.
- Podoba mi się ten dramatyczny ton, nie powiem - naprawdę starał się nie wybuchnąć śmiechem, kiedy przedstawiła mu swoje genialne rozwiązanie. - Ale może najpierw spalimy coś innego, z kamienicą trochę nam pewnie zejdzie, zacznijmy od fajki, co? - uznał, że zabawniej będzie, jak jej nie powie, jaka to magiczna mieszanka skrywała się w bletkach, stworzonych z przypadkowych świstów.
Sam wetknął sobie diable ziele do ust, jej również go podsuwając.
Fajka pokoju stać się miała wojennym orężem, nieść zagładę latającym poczwarom.
Truchło bahanki, którą własnymi rękami ubił, jak trofeum leżało sobie na podłokietniku, przykuwając jego uwagę; nigdy jeszcze na żywo takich dziwów nie widział, nie mógł wykorzenić z siebie niezdrowej fascynacji wszystkimi magicznymi stworzeniami. Nawet trutniami, które tylko zakłócały domową harmonię.
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Salon [odnośnik]27.11.19 0:45
Się wzięły i zalęgły - Hagrid była o tym całkowicie przekonana, zresztą na potwierdzenie tej tezy przed nosem przeleciało jej kolejne cholerstwo. Odskoczyła do tyłu wyciągając przed siebie miotłę. Dużo kosztowało ją zachowanie względnego spokoju - choć czy to właściwie był spokój, to można się było sprzeczać. Otworzyła usta, a później je zamknęła prawie sapiąc ze złości. Tylko się bawił On tylko się bawił, kiedy ona walczyła o własne życie.
- Tylko się bawisz? - zapytała podnosząc nienaturalnie wysoko na co dzień dość niski głos. Lewa dłoń w której trzymała miotłę ruszyła się, by pomknąć w kierunku głowy Keatona i nie trafić w nią, gdy ten zwinnie uniknął jej mało celnego ciosu. Oparła ją zaraz o ziemię, a trzonek o własne ciało, by wolną dłonią móc podrapać się po karku i ze zmarszczonymi brwiami powędrować po ścianie od jednego szkodnika do drugiego. - To wcale nie jest zabawne. - mruknęła rozdrażniona i widocznie już u kresu własnej wytrzymałości kiedy to zaproponował jej, że to tych niewielkich ohydztw powinna się pytać. O nic nie zamierzała ich pytać i jak sytuacja miała tak dalej wyglądać, a obiecujący pomoc Keaton wcale nie miał być pomocy, to zamierzała stąd wyjść i już nigdy, ale to przenigdy nie wrócić. Bo i nie było po co. Znajdzie sobie nowe mieszkanie. Takie bez tego czegoś co lata i przyprawia ją o dreszcze. Gdy jeden z robali zbliżył się niebezpiecznie, machnęła kijem od miotły a gdy odleciał wzdrygnęła się widocznie z obrzydzeniem, którego nie próbowała nawet ukryć. Tak się nie dało dalej żyć. Nie, to małe latające coś miało siłę sprawczą by ją wykończyć. A niewiele takich rzeczy na świecie było. Zaliczały się do nich jeszcze pająki z których najmocniej obawiała się akromantuli. Po prostu nie. Nie rozumiała czemu coś takiego istniała i nie chciała tego zrozumieć. Spojrzała wilkiem na Keatona gdy z jego ust potoczyło się kolejne głupkowate pytanie.
- Śmiejesz się ze mnie? - zapytała mrużąc pokaźne, brązowe brwi, jej wzrok jednak zatrzymywał się na nim tylko na krótkie chwile, by zaraz sprawdzać gdzie znajduje się zagrożenie. Kolejne słowa na początku nie zwróciły jej uwagi. - Spalimy? - zapytała wędrując spojrzeniem za jedną z bahanek, która zdawała się niebezpiecznie ruchliwa i niezdecydowana. Gdy do jej uszu dotarł dźwięk ognia z rozszerzonymi w zdumieniu oczami spojrzała znów na niego. - Na galopujące jednorożce, czyś ty całkiem ino rozum postradał? - chyba drżała, chociaż trudno było jej stwierdzić czy ze złości na tego gamonia, czy ze strachu przed tymi na górze. Oczy ją zapiekły, chociaż nie miała pojęcia dlaczego. - Idź sobie. Sama sobie poradzę. - prychnęła nie ruszając się jednak o krok, głównie dlatego, że nie wiedziała też za bardzo za co najpierw się zabrać i czy za coś w ogóle. Nie pomagało też to, że miała problem z odczytywaniem ludzi jako takich. Zacisnęła wargi, widocznie zagubiona. Od czego zacząć? Pakowanie chyba. Tak, musiała skończyć się pakować.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Salon [odnośnik]02.12.19 20:44
Ależ się ofuczyła, jaką minę dziwną zrobiła, jakby co najmniej coś zdrożnego powiedział, a przecież co jej przeszkadzało, że dla niego to wszystko tak trochę (odrobinę) było zabawą, no co? Jakby nie można już było przyjemnego z pożytecznym połączyć i te latające potwory ubić, zakatrupić na śmierć (tutaj jeszcze całą gamę czasowników od mordowania pochodzących można spokojnie wstawić, ale chwilo akurat te dwa mi najbardziej pasują), a przy okazji jeszcze się rozerwać (i je też, wiadomo, cel nadrzędny został zapamiętany!).
- Kurrrrrr... - syknął tylko, bo w sumie więcej już zrobić nie zdołał, jak się tak serdecznie odwdzięczyła za ten jego ratunek, że z miotłą na niego ruszyła, a trzeba przyznać, że całkiem gibka jest chyba albo wyjątkowo jej się ta akcja udała - niemniej jednak, ledwie zdołał odskoczyć - ...wa - popis swych zdolności akrobatycznych zakończył dosadnym łącznikiem, po czym łypnął na nią tak złowrogo, jak tylko potrafił, niestety efekt grozy zniwelował szybko wybuch śmiechu. - Jakbyś z taką wprawą zaczęła miotać tą miotłą na prawo i lewo, to pozbyłabyś się problemu szybciej niż zdążyłbym powiedzieć centraur Rautr na rauszu po sztrausie... w sumie nie wiem, jak to dalej leciało, więc pewnie faktycznie zdążyłabyś wiele rzeczy zrobić, zanim bym jakiegoś oświecenia doznał - do tego inteligentnego wniosku doszedł, na nim też poprzestał, choć mimowolnie zaczął się zastanawiać, jak ten łamaniec językowy brzmiał i czy on jednak czegoś w nim nie poplątał, niekoniecznie własny język.
- Śmieję się z Ciebie. Zgadłaś. Dziesięć punktów dla Gryffindoru! - oznajmił łaskawie, przy okazji popisując się hojnością. Dziesięć to trochę dużo za ten wątpliwy przejaw inteligencji, ale niech straci, niech już będzie. - Żeby postradać rozum, musiałbym go najpierw mieć, tak to chyba zazwyczaj działa, więc dzięki za troskę, nie martw się, niczego nie straciłem - niech jej smutno nie będzie, też błysnął intelektem jaśniejszym niż gama zaprezentowanych przy okazji zębów i mrugnął do niej, bo jakoś tak... dobry humor już mu wszedł. - Tang, no cholera, myślisz, że po co tu się dowlokłem? Klient w Parszywym zarzekał się, że bahanki nie tolerują diablego ziela, nawet artykuł o tym był w jakiejś gazecie, pokazał mi fragment, z tego, co nie zostało jeszcze zalane piwem i dało się odczytać, to na serio działa, a na zioło mam sto procent gwarancji, bo mi go zaufany człowiek sprzedał, nie trułbym cię przecież jakąś słabą mieszanką - za kogo ty go masz, Tang? Jak pić, to tylko nierozcieńczoną ognistą, jak kraść, to galeony, co nie?
No, a potem zaciągnął się raz a porządnie. I znowu, przymykając oczy z błogim wyrazem twarzy, całkiem oddając się relaksacyjnej czynności. Kłęby dymu wydmuchnął wprost na zalęgające się w fałdach firanki bahanki, już z precyzją, która wymagała bacznej obserwacji każdego ze stworzeń.
Nadal nie mógł przestać się ekscytować tym, że właśnie w warunkach (nie)kontrolowanych przeprowadzają swoje małe badanie naukowe.
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Salon [odnośnik]28.12.19 0:34
Taki niby przyjaciel taki kolega, co to obiecał przyjść i pomóc w tym jakże trudnym położeniu. Taki oto, co stał i perfidnie śmiał się z niej, gdy ona sama lekko w panikę wpadała nie bardzo wiedząc co i jak ze sobą zrobić, albo począć. A on? A on się śmiał! Nie, nie potrzebowała kolegów takich wcale.
- Ty… - zaczęła oskarżycielsko celując w niego miotłą. - Ty! Ty już nie bądź taki hop za mądry, bo nie wychodzi to wcale Keaton. - wytknęła mu widocznie zła. W złości tej brwi ściągając mocniej i dostając wypieków na twarzy. - A nawet w ogóle, ot co! - dodała jeszcze oskarżycielsko, choć sensu doszukać nie mogła się w tym żadnego już sama. A gdy kolejne słowa opuściły jego usta prawie wzięła i purpurowa zrobiła się z tego wszystkie zaciskając usta mocniej i jeszcze mocniej brwi marszcząc. Jak w ogóle mógł brać tak i otwarcie przyznać, że nie z nią a nie z niej się śmiał? Nie wiedziała i chyba już nie chciała się dowiedzieć. Choć Burroughs bywał dziwaczny, to ona rzadko rozumiała dlaczego nie potrafiąc dobrze odczytywać emocji, a może zwyczajnie ich nie rozumiejąc. Wiedziała jednak, kiedy ktoś śmiał się z niej. W większości możliwości, które znajdowały się gdzieś obok i wcale jej się t nie podobało. Bo wolała, gdy ludzie śmiali się z nią, a nie z niej.
- Czasem wolę jak milczysz, lepiej wtedy - zakreśliła ruch dłonią owijając jego sylwetkę. - cały wyglądasz. - stwierdziła prostolinijnie, kompletnie poważnie nie doszukując się, a może nie zauważając w wypowiadanych przez siebie słowach czegoś nieodpowiedniego.
- Ty jesteś jakiś normalnie nienormalny, Keaton, że klientom w Parszywym na słowo wierzysz. Co ja nie wiem jak parszywy wygląda? - zapytała podejrzliwie, by zaraz lękliwie zerknąć w stronę jednej z bahanek która zbliżyła się za bardzo. Zasłoniła głowę, by machnąć nad nią kilka razy miotłą odsuwając od siebie krwiożercze coś. Przestąpiła z nogi na nogę by spojrzeć podejrzliwie na skręta. - Nie mam zielonego pojęcia, jak to się robi. - wyznała jednocześnie sie przed nim wzbraniając i trochę ufając słowom, które wypowiadał. Chociaż pamiętała, że to on zawsze problemu ku nim ściągał.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Salon [odnośnik]08.02.20 4:19
Taki przyjaciel i taki kolega - właśnie dlatego jak obiecał, że przyjdzie, to przyszedł, i to z całym arsenałem zbrojeń. To jest swym umysłem ostrym, najostrzejszym. I jeszcze na podorężu mając to całe diable ustrojstwo. A że się śmiał? Trudno było się nie śmiać, może trochę brzmiało to szyderczo, ale przecież go znała, przecież wiedziała, że on nie ma paskudnego serca. W gruncie rzeczy. No już, już, niech się trochę pozłości, ale nie za długo, szkoda urody. Milczeć nie będzie. Nawet jeśli wtedy lepiej wygląda.
- A skąd wiesz? Ze zdjęcia w jakimś szmatławcu? Mikroskopijnego? Tuż obok tendencyjnego nagłówka i artykułu o tym, że tam tylko hołota bywa? - nie, Keaton, śmietanka londyńskiego towarzystwa. - A jednak - niby trochę go zirytowała tą gadką o Parszywym, ale cały się rozpromienił, gdy tylko sięgnęła w końcu po skręta. - Zaraz ci świat pozielenieje, tak intensywnie, soczyście zielony się zrobi, nie musisz mieć zielonego ani żadnego innego pojęcia, wystarczy, że wiesz, zaciągniesz się, normalnie - jak papierosem...? - papierosa to chyba kiedyś paliła? Nie mogła przejść przez życie z nim pałętającym się u boku i nie zostać do tego zmuszoną.
Poprawił się wygodnie na fotelu, przyglądając jej poczynaniom, lecz po chwili coś go rozproszyło. Bahanki dwie pomiędzy nimi mignęły - nie to było jednak najdziwniejsze.
- I co? Myślisz, że to działa? Jakby... no ewidentnie wolniej latają, sama zobacz, takie ospałe się zrobiły, płyną w powietrzu, a skrzydełka... jasna Avada, zobacz, jak się mienią pięknie, skrzą tak cudnie, jak u elfów... Tang, czemu jak zmrużę jedno oko, to jest ich mniej, a kiedy je otworze, i patrzę normalnie tak, no dwoma, to jakby nienormalnie widzę, więcej ich, dub... dube... podwajają się chyba? Patrz, teraz zamykam, zaraz ich mniej, otwieram i o, tu był jeden, a nagle są dwa - no więc siedzi tam sobie. I na przemian to lewe, to prawe oko zamyka. A chichot zmienia się w niekontrolowany śmiech, im dłużej czasu oddaje się tej czynności. - Wiesz co? Wystarczy, że z jednym otwartym okiem będziesz po domu chodzić, od razu problem zrobi się mniejszy... o połowę - łypie na nią jednooki, z zafascynowaniem przyglądając się falującej sylwetce Tang; choć może to wielobarwna poświata za nią sprawia takie wrażenie, sama Hagrid wygląda raczej, jakby ją coś skurczyło, zdeformowało, wykrzywiając ręce, jej ciało wije się w powietrzu, pulsuje, snuje jak dym. - Myślałaś kiedyś o tym, jak to jest - być taką bahanką? - zaskakujące - jemu jeszcze się to nie zdarzyło. Aż do teraz. Bo nagle zaczął odczuwać jedność, pragnienie scalenia się z otaczającym go światem; zapragnął być wszystkim, być tego wszystkiego częścią. Sięgnął dłonią w stronę Tang, iskra przebiegła po jego palcach, mrowienie powinno być odczuwalne w lewej ręce, to ją przecież wyciągnął, ale stał się jednością, i w prawej poczuł to samo, aż sapnął zdziwiony, zaskoczony niezmiernie. - One żyją naprawdę krótko, mnożą się, istnieją dla swych potomków, same jednak przemijają zbyt szybko, wyobraź sobie tylko, o, jedno mrugnięcie - jednego - oka, ich życie przemija - zasnuł się oparami dymu. I melancholii. Odczuwał smutek każdym włóknem swojego ciała, spod zamkniętej powieki pociekła samotna łza - w otwartym oku skrzyła się druga. - Wyobrażasz to sobie? Takie życie? Co byś zrobiła, wiedząc, że jutro umrzesz? - z powiększoną źrenicą wyglądał jak cyklop; nachylił się zaciekawiony w jej stronę, skracając dzielący ich dystans.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Salon [odnośnik]11.02.20 20:38
Była na skraju prawdziwej histerii, na razie nadal wyprowadzka jawiła się jako lepszy sposób na pozbycie się szkodników, niż dalsze przebywanie w tym miejscu. Ale myślała, że jak przyjdzie on - dwa metry chłopa, a chłop powinien wiedzieć co z tym robić, to może mieszkanie jeszcze da sie ocalić. A on co? On sobie żarty stroił sprawiając, że Tangwystl czerwieniała ze złości cała, co nie zdarzało jej się często. Duże i wyraziste brwi uniosły się do góry, kiedy ten zaczął mówić. Te same brwi zaraz zmarszczył się. A niezrozumienie przemknęło przez jej twarz.
Westchnęła na informację, że zaciągnąć się trzeba, jak papierosem, bo te nie kojarzyły jej się z niczym przyjemnym. Więc przez kilka długich chwil patrzyła na skręta nie będąc przekonana co do tego, że sposób ten cokolwiek zdać może.
Ale postanowiła mu zaufać… chociaż zdarzało się, że wcale najlepiej na tym nie wychodziła w jej własnym mniemaniu. Ostrożnie przytknęła końcówkę do ust, by pociągnąć, czy zaciągnąć jak to mówili. Dym zaczął gryźć ją w gardło więc zaczęła kaszleć, czując jak łzy napływają jej do oczy. Zamrugała kilka razy, krztusząc się i oddając to cholerstwo Keatonowi. Jak chce, niech sam sobie pali. Ona więcej nie będzie. Rozejrzała się jednak posłusznie na nowo marszcząc pokaźne brwi. A potem spojrzała na Keatona, kiedy tymi oczami tak zamykał.
- Wygląda jakby regulator w równym mruganiu ci padł. - stwierdziła siadając obok niego. Sama zamknęła jedno oko ostrożnie, a później drugie, próbując porównać widoki, ale to zdanie które powiedział sprawiło, że przekrzywiła lekko głowę. - Mogłabym nosić opaskę na jedno. - zgodziła się jakaś dziwnie spokojniejsza. Mniej histeryczna niż przed chwilą.
- Nie myślałam. - przyznała zgodnie z prawdą, opierając głowę o plecy kanapy. Przymknęła powieki mając wrażenie, że jej się jakoś tak faluje we spojrzeniu. Ostatnie z pytań sprawiło, że zmarszczyła mocniej brwi. - Jak to co? - zapytała głupio otwierając oczy, zaraz je zamknęła jednak. - To samo co zawsze. - przyznała bo nigdy nie zastanawiała się jakoś nad swoim ostatnim dniem, ani tym co i jak powinno wyglądać w ogóle.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Salon [odnośnik]11.02.20 21:07
No to patrzy na Tangie, a ona się biedna z tym skrętem męczy, zupełnie tak, jakby jego lekcje nic nie dały i nie pamiętała już ani trochę, jak wtedy w klasie trzeciej (jej, jego czwartej, bodajże, kto by taką prehistorię ogarniał, no błagam). - No zobacz, powtórz - aż jej zademonstrował, jak się to robi, starając się pokazać, jednocześnie z nią się zaciągnął, jakby dzięki temu miało jej lepiej pójść (nie poszło).
- Regulator? To jakiś mugolski artefakt? - w sensie, regulator mógł coś regulować, ale czy ona nie odnosiła się czasem do jakiejś machiny? Bo trochę tak to brzmiało. Ale dobrze, że jak z nim mrugać zaczęła, to chyba też dostrzegła zauważalną różnicę, nawet o tej opasce wspomniała. - No dobrze by ci było, zostałabyś jednooką Tangie albo jednooką Hagrid? W sumie nie wiem, co brzmi groźniej, ale z taką opaską to nawet w porcie miałabyś szacunek ludzi morza, piratka jak się jednym okiem patrzy - zawyrokował, jednocześnie przystawiając swoją rękę do jej twarzy, że niby jego ręka to ta opaska - i przy okazji sprawdził, jak Tang by w niej wyglądała.
A że w jednej ręce miał skręta, w druga też już była trochę zajęta, to widząc przysiadającą na oparciu bahankę, jakoś tak dziwnie się wygiął, i podeszwą buta ją wykończył. - Niech spoczywa w niepokoju - wyrwało mu się, całkiem był z siebie zadowolony, bo to było popisowe wykończenie tegoż właśnie szkodnika.
Potem zaciągnął się znowu i już dał spokój z tą opaską, jak chce, to niech razem z nim to jedno oko mruży, ewentualnie zrobi sobie jakąś prowizoryczną. - Widzisz, ja też nie myślałem - odparł inteligentnie niezmiernie, wnosząc wiele do tej rozmowy. Jak już sobie powiedzieli, że nigdy o byciu bahankami nie myśleli, to jakoś tak zadumał się w egzystencjalnych oparach wirującego świata. - Mógłbym latać, ale najbardziej na świecie to bym chciał być smokiem, a nie bahanką... ale nie takim smokiem w rezerwacie, tylko dzikim, wolnym, mającym swoje siedlisko z dala od ludzi, gdzieś w górach - przez chwilę, jak o tym mówił, to nawet poczuł się tak, jakby się unosił. Zamknął oczy, odpływając trochę, cholera, kto by pomyślał, że takie mocne skurwysyństwo dostał. Nieźle go siekło. Widać, że towar porządny. - To w sumie byłoby piękne, wiesz? Spędzić ostatni dzień zupełnie tak, jakby nic się miało nie zmienić... Ale ja bym chyba tak nie potrafił, porwałbym się na coś szalonego, najbardziej szaloną rzecz, może nawet wygrałbym wyścig ze śmiercią - zmarłby szybciej, krzyżując przeznaczeniu szyki? Wtryniając swoje trzy knuty nawet do czegoś takiego.
Jakoś tak z tymi powiekami ciężkimi myśleć mu się zaczęło równie ciężko, ciężar nie przeszkadzał im jednak płynąć wciąż, gdzieś dalej.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach