Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Fair Isle
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Fair Isle

Na zielonych pagórkach otulonej morską tonią Fair Isle, należącej do terytorium Szkocji, porozrzucane są pojedyncze domostwa i gospodarstwa. Szelest traw poruszanych morską bryzą i leniwe beczenie owiec zdaje się być muzyką, która wypełnia niezwykle sielankową atmosferę wyspy. Każdy tutaj każdego zna, lecz mieszkańcy są niezwykle gościnni - każdy przybysz witany jest wręcz z otwartymi ramionami, czego nie były w stanie zmienić nawet targające czarodziejskim światem zawirowania polityczne roku '56.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Fair Isle - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


The member 'Alexander Farley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 46
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Fair Isle - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Merdanie ogonem, przebieranie łapami, skakanie na każdego kto był w okolicy - świetlisty pies pojawił się w formie wyraźnej i silnej, jak zawsze informując o swojej obecności z radością i entuzjazmem. Wkrótce dołączył do niego patronus Alexa - kruk, którego przez sekundę pies oczywiście chciał złapać.
Oba patronusy wykonały jednak swoje zadanie, a oni mogli wracać. Kiedy emocje opadły i wszystko było gotowe, Bertie rozejrzał się po twarzach swoich towarzyszy.
- Czy ktoś choć przez sekundę wątpił, że damy sobie radę? - odezwał się, gdy ruszyli już w drogę powrotną. Miętus na pewno się za nimi stęsknił. A każde z nich zdecydowanie chciało wrócić do siebie. Kiedy tylko wsiedli do zielonkawego samochodu, Bertie otworzył schowek z którego wyjął spora paczuchę słodyczy. Piekł ich w tej chwili na potęgę i testował ich właściwości, więc i zabierał ze sobą.
- To prototypy więc mogą być troszkę zbyt energiczne, ale częstujcie się. - powiedział zaraz. - Tylko nie otwierajcie więcej niż jednego na raz.
Poprosił jeszcze, bo nie chciał żeby słodycze zasłaniały mu widok. W opakowaniu znajdowały się inne małe paczuszki, a każda otwarta wypuszczała złotego znicza. Tak jakby - ciasteczko wyglądało niemal dokładnie jak złoty znicz, jedynie odrobinkę mniej błyszczało i nie uciekało, a latało dookoła tego kto je wypuścił. Złapane nadal trzepotało skrzydełkami - jak się okazało wafelkowymi - piłeczka za to składała się z orzeszka otoczonego musem czekoladowym w ładnie zapieczonym wafelku pokrytym warstewką kruchego karmelu zabarwionego na kolor znicza.
- Skoro już radośnie wracamy to sobie na was potestuję. - zadecydował, bo w sumie to nadal nie wiedział czy złapanie ciasteczek nie jest trochę za trudne i czy nie powinien ich jeszcze spowolnić. Zobaczy się. W każdym razie zaraz przekręcił kluczyk w stacyjce, wcisnął właściwy przycisk i wzbili się samochodem w górę. Zadowoleni z dobrze wypełnionego zadania, pełni wiary w lepszą przyszłość (niewątpliwie Bott nadrabiał w tym za Alexa ale to detale) wyruszyli w drogę powrotną do Londynu.
Ciekawe jak poszło pozostałym?

zt x 3



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 25
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Fair Isle - Page 4 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott

Powrót do góry Go down

26 października 1957 roku

Robiło się coraz zimniej, a Frances jak co roku zauważała, iż angielska jesień jest jej, najmniej ulubioną porą roku. Nie lubiła ciągłego deszczu psującego misternie układane fale, kałuż w które czasem zdawało jej się wejść eleganckim bucikiem oraz zimnego wiatru, jaki wdzierał się pod eleganckie sukienki oraz płaszczyki. Z każdym kolejnym dniem października upewniała się w przekonaniu, iż jesień lubiła jedynie, gdy obserwowała przez okno spadające liście w ramionach męża ogrzewając się przy płomieniu kominka. Nie zawsze jednak mogła trwać w ciepłych ścianach domu bądź pracowni profesora Lacework. Bywały dni gdy musiała zmierzyć się z niesprzyjającą pogodą i dziś był właśnie jeden z takich dni.
Pani Wroński aportowała na Fair Isle nieprzyjemnie odkrywając, iż samotna wyspa była o wiele zimniejszą, od niewielkiego hrabstwa Surrey. Ciche westchnienie wyrwało się z jej ust, a eteryczna alchemiczka mocniej owinęła się ciepłym, futrzanym szalem. Nie miała ochoty marnować soboty na wycieczki po wyspach, Aegis jednak wyraził się jasno - potrzebowali specjalnej ingrediencji do ich badań, a dostawca nie mógł pojawić się w Anglii co sprawiało, iż musiała osobiście odebrać przesyłkę - profesor Lacework w ostatnich dniach czuł się gorzej, a pani Wroński nie chciała stracić niezwykle mądrego mentora.
Stukot obcasów towarzyszył jej, gdy kroczyła kamienną dróżką w kierunku skupiska niewielkich domków, gdzie umówiona była z dostawcą ingrediencji. W tym zupełnie zwyczajnym dniu nie miała najmniejszego pojęcia, iż na wyspie Fair znajdował się niezwykle znudzony poltergeist. Nic z resztą dziwnego, gdy wyspę zamieszkiwała ledwie garstka czarodziejów, zaznajomionych z jego wybrykami. A dwie, nowe dusze w tym nudnym otoczeniu wydały mu się niezwykle kuszącą opcją rozrywki, której z pewnością nie zamierzał przegapić okazji do odrobiny zabawy.
Frances krocząc drogą poczuła nieprzyjemne ukłucie w piersi. Czyżby w ostatnim czasie zaniedbała odpoczynek? Starała się, by spędzać odrobinę mniej czasu nad księgami, nadal jednak daleko było jej do zrównoważonej codzienności. I wszystko byłoby zupełnie normalne, gdyby nie nagły przymus; dziwne ciągnięcie eleganckich pantofelków w kierunku kroczącego naprzeciwko mężczyzny. Alchemiczka krokiem pełnym gracji obróciła się wokół własnej osi, by z przerażeniem wymalowanym na twarzy, miękko oprzeć przedramiona na jego ramieniu, wlepiając w niego spojrzenie przerażonych, szaroniebieskich tęczówek.
- Hakuna matata... - Melodyjne słowa wyrwały się z jej ust, a wystraszona kobieta uniosła dłoń do ust, zmuszając się by zrobić krok w tył. - Ja... Ja pana... - Zaczęła, nie było jednak dane jej skończyć, gdyż dziwna siła zmusiła ją by ująć męskie dłonie i wraz z nim obrócić się wokół osi. - Jak cudownie to brzmi! - Kolejne słowa piosenki uciekły z jej ust, a gdzieś w oddali doleciał ich złośliwy śmiech.
Święta Roweno, tylko nie to!
Frances Wroński
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Powrót do góry Go down

Byłem aurorem, nawet jeśli obecne Ministerstwo Magii było ponurym żartem i chyba najchętniej widziałoby mnie w celi lub jako zdrajcę wartości wyznawanych w moim rodzie. Byłem więc stróżem bez prawa, zamiast tego kierowałem się ludzką przyzwoitością. Docierały do mnie niepokojące wieści o bandytach rabujących w Northumberlandzie transporty żywności. Na razie był to jeden incydent, kto wie czy się powtórzy, jednak wolałem to sprawdzić. Trop wiódł mnie do pogodnej Fair Isle w Szkocji, gdzie niby miała się znajdować ich kryjówka.
Tak po prawdzie, to wątpiłem, abym ich tu znalazł. Odległość była zbyt duża jak na grupę skupiającą się na konkretnym hrabstwie Anglii. Nie miałem jednak w zwyczaju ignorować poszlak, zwłaszcza że na razie nie miałem ich zbyt wiele. Poza tym... lubiłem to miejsce. Tak po ludzku, ludzie tu byli życzliwi i gościnni, zupełnie jakby morze oddzielało ich od zepsucia.
Wyspa powitała mnie charakterystycznym wiatrem z północy, który jednak miał w sobie coś orzeźwiającego. Może po chłodzie Azkabanu w końcu uodporniłem się na zwykłe zimno? Byłoby miło, po odzyskaniu zdrowia czułem się lżej niż wcześniej, a przynajmniej dziś tak było.
Nie odnalazłem wskazówek, co irracjonalnie przyjąłem z ulgą. Nie chciałbym, żeby Fair Isle zostało zbrukane grzechami Wielkiej Brytanii. Dlatego też zdecydowałem się przed powrotem przejść uliczkami, rozkoszując się chwilą normalności.
Nagle poczułem dziwne ukłucie i nieprzyjemne zimno, odruchowo poprawiłem ciemny płaszcz, choć w tym momencie akurat nie wiało. Zamrugałem zdezorientowany, zastanawiając się czy to nie efekt długotrwałego zmęczenia.
Nie zauważyłem nieznanej mi kobiety do momentu aż ta oparła się się na moim przedramieniu. Wtedy z przerażeniem poczułem, że nie ja steruję swoimi ruchami, byłem co najwyżej pasażerem. Spojrzałem na nią zdezorientowany.
- Hakuna matata... - powtórzyłem równie melodyjnie, nie posądzając samego siebie o takie tony. Chciałem coś zrobić, ale zdecydowanie nie zakręcić się z nieznaną mi damą. - Wie pani co się dzie... - chciałem zapytać, jednak jakaś siła postanowiła zmienić moje słowa. - To nie byle bzik! - dokończyłem śpiewnie, szczerząc się przy tym w wymuszony sposób.
Przysiągłbym, że usłyszałem w oddali jakiś śmiech, ale moje ciało postanowiło to zignorować. Zamiast tego zaczęło prowadzić tanecznym krokiem nieznajomą.
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Fair Isle - Page 4 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Sytuacja w jakiej znalazła się eteryczna alchemiczka wydawała się jej być niezwykle niezręczna. Pani Wroński, mimo podbudowanej w ostatnim czasie pewności siebie, nadal pozostawała kobietą nieśmiałą, zdecydowanie wolącą towarzystwo obszernych ksiąg oraz alchemicznych kociołków niżli nieznanych jej czarodziejów. Przedziwna, niezrozumiana siła pchała jej kroki w kierunku nieznanego jej mężczyzny, zmuszała do przekroczenia granicy dotyku wywołując kolejną falę niezręczności. Nie zwykła do podobnych gestów względem nieznajomych, a fakt, iż tym nieznajomym był obcy mężczyzna, wywołał kolejną, nową falę niezręczności. Frances była niezwykle zapatrzona w swojego ukochanego męża, przez co podobne sytuacje nie dość, iż były abstrakcyjne, to jeszcze niezwykle dla niej nieprzyjemne.
Przerażenie błyszczało w szaroniebieskich oczach, gdy dziwny urok zmuszał ją do wykonywania kolejnych tanecznych kroków. I on począł wypowiadać dziwne słowa, ledwie ułamek chwili później kręcąc się z nią w kolejnym piruecie.
- Ja naprawdę nie…- Zaczęła, lecz nie było jej dane dokończyć, gdyż nieznajomy pował ją do tańca. Obróciła się wokół własnej osi w dziwnym piruecie, ostatkami własnych sił zmieniając ustawienie własnych stóp, by niewielkie obcasiki znalazły pewniejsze podparcie, tym razem ratując się przed paskudnym upadkiem wprost na mokrą ziemię.
- I już się nie martw, aż do końca twych dni! - Kolejne słowa uciekły z jej ust, kolejne taneczne kroki wykonała wraz z nieznanym mężczyzną, mimo iż nie miała najmniejszej ochoty, by wykonywać te wszystkie ruchy. Co też się działo? Bystry umysł nie potrafił zrozumieć, czemu stracił panowanie nad resztą ciała oraz nie potrafił go odzyskać. Przyzwyczajony do perfekcji oraz dokładnego planowania każdego, choćby najmniejszego szczegółu codzienności, daleki od jakiejkolwiek spontaniczności czy głupich wybryków. Nic z resztą dziwnego, wpierw była prefektem, później prefektem naczelnym, by finalnie objąć stanowisko prawej ręki profesora.
- Naucz się tych dwóch, radosnych słów! - Tym razem słowa uciekły z jej gardła w tym samym momencie, w którym identyczne słowa uciekły z ust towarzyszącego im mężczyzny. - A czy pan… - Zaczęła w panice, głos jednak uwiązł jej w gardle, a tajemnicza siła nie pozwoliła dokończyć zdania. Ponownie poczuła przymus wykonania kilku kroków oraz kolejnego piruetu, by ponownie - o zgrozo - oprzeć rękę na męskim ramieniu. - Hakuna matata! - Znów wyrwało się z jej ust. A druga dłoń zatoczyła pół kręgu w powietrzu, jakoby chciała  - To urok?! - Udało jej się wypowiedzieć kolejne, niezwykle krótkie pytanie, nim znów została zmuszona do ruchu. Wykonała krótką, karykaturalną wersję dziwnego stepu, by odrzucić jasną etolę, która padła wprost w brudną kałużę. Szaroniebieskie spojrzenie błysnęło rozpaczą, a z ust wyrwał się cichy jęk rozpaczy. Nie miała jednak okazji zareagować, gdyż siła uroku poderwała jej dłonie, by te wskazały na nieznajomego mężczyznę.
- Gdy był z niego mały wieprz… - Wyrwało się z jej ust, a pierwsze łzy przerażenia uciekły z jej oczu. Urok na chwilę odpuścił skupiając się na mężczyźnie, a jasnowłosa alchemiczka uniosła dłonie do ust, nie potrafiąc uwierzyć w to, co właśnie wypowiedziała. Nigdy, przenigdy nie skierowałaby podobnych słów w kierunku jakiegokolwiek czarodzieja. -Tak bardzo przepraszam! -  Pisnęła wystraszona, załzawionym spojrzeniem obserwując pląsy nieznajomego.
A śmiech w oddali jedynie przybrał na sile.
Frances Wroński
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Powrót do góry Go down

Istny nonsens, kuriozum, pojęcie obecnego wydarzenia wydawało się bezcelowe. Gorączkowo myślałem nad przeciwzaklęciem, ale nie potrafiłem odgadnąć czego byliśmy ofiarą. Zdecydowanie nie był to Imperius, te straszliwe zaklęcie niewybaczalne znacznie mocniej wpływało na umysł, całkiem łamiąc wolę ofiary.
- Coś nas kontroluje... - zdołałem jedynie wydusić, ale jakaś siła nie pozwoliła mi dokończyć.
Widziałem w oczach kobiety panikę, wręcz niepodrabialną. Była niewinną ofiarą, więc starałem się ukradkiem zerkać w okna w poszukiwaniu prawdziwego winowajcy. Z drugiej jednak strony, nie byłem w stanie nawet sięgnąć po różdżkę. Ileż bym dał w takiej chwili za możliwość posługiwania się magią bezróżdżkową, niestety brakowało mi umiejętności do opanowania tak elitarnej sztuki. Przynajmniej na razie.
- Naucz się tych dwóch, radosnych słów! - zacząłem śpiewać równo z nieznajomą. - Chyba tak, choć nie jest wygląda na żaden mi zna... - zacząłem wyjaśniać w chwili wytchnienia, ale nieznana moc miała inne plany.
Wtem wyprostowałem się pod wpływem nieznanej magii, dumnie wypinając klatkę piersiową. Przyłożyłem do niej dłoń, która z jakiegoś powodu skojarzyła mi się z raciczką. To kompletnie bez sensu, skąd taka myśl?!
- Gdy był ze mnie mały wieeeprz! - odpowiedziałem donośnym głosem, prostując przy tym w wymachu rękę. Cóż, było w tym coś zabawnego, w końcu spora cześć szlachty nie mogła jeść wieprzowiny.
Miałem wrażenie, że to nie koniec i jeszcze jakieś "świńskie żarty" usłyszę. Nie byłem na kobietę zły, w końcu w tym wszystkim byliśmy bezwolnymi ofiarami.
- Nic się nie stało - zapewniłem przytłumionym głosem, kiedy nagle moje ciało zaczęło nonszalancko iść w kierunku pobliskiej kałuży. Co to miało być, ta moc zechce mnie w niej utopi? Śmiech robił się coraz bardziej niepokojący i wszystko było możliwe. Nieznajoma uraczyła mnie kolejnymi wersami na mój temat, kiedy coraz bardziej zbliżałem się do... teraz mnie w przerażeniu olśniło. Do wodopoju!
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Fair Isle - Page 4 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Jasna etola spoczywająca w paskudnej kałuży była widokiem niemal równie okrutnym, jak pomazane czy przedarte karty wiekowych ksiąg bądź brudne kociołki porozrzucane po pracowni bez większego ładu oraz składu, nie wspominając już o dziwnych tańcach z obcym mężczyzną, nie będący jej cudownym mężem. Szaroniebieskie spojrzenie zaszło nieprzyjemną wilgocią, a gdzieś w środku, w delikatnym dziewczęciu narastała dziwna złość na tego, kto fundował jej tak nieprzyjemne przeżycia.
- Albo ktoś... - Rzuciła szybciutko, nim nieznana siła dalej ciągnęła ją w dziwne pląsy ( które, przynajmniej w jej mniemaniu, zamężnej kobiecie z pewnością nie wypadały), wyrzucając z jej ust słowa, których nigdy nie wypowiedziałaby z własnej woli. I mimo iż pioseneczka zdawała się mieć przyjemne brzmienie, obawiała się iż w pewien sposób urazi nieznanego jej mężczyznę i ktoś, nie daj Roweno, będzie tego świadkiem. Kolejne słowa mężczyzny wypowiedziane między kolejnymi piruetami sprawiły, że pani Wroński zmarszczyła brew w zastanowieniu. Jej wiedza z zakresu uroków była niewielka, podstawowa gdyż zawsze idea magii typowo bojowej napawała ją czystym przerażeniem, szybko jednak bystry umysł począł dokładnie analizować wiedzę, która była jej znana. Nie istniał żaden eliksir, który potrafiłby sprawić, iż ktoś będzie marionetką w czyichś rękach (a ta idea wydała jej się niezwykle fascynująca sprawiając, że alchemiczka potrzebowała wysilić umysł, by nie wpaść w te rozmyślania) zwłaszcza bez wypicia eliksiru. Frances była pewna, iż z pewnością wyczułaby smak magicznej mikstury, gdyby ktoś spróbował ją jej posunąć gdzieś w ciągu dnia to raz, drugim argumentem przeciw tej teorii był fakt, iż jedyne miejsce w którym wypiła filiżankę herbaty był jej własny dom, podczas wspólnego śniadania z mężem.
- Woń przykrą rozsiewał kiedy kończył jeść... - Kolejne słowa uciekły z jej ust, a szaroniebieskie spojrzenie wilgotnych oczu w przepraszającym geście zatrzymało się na chwilę na buzi nieznajomego mężczyzny. Tanecznym krokiem ruszyła za nim w bliżej nieznanym jej kierunku, z całych sił jednak opierając się kolejnym ruchom, by choć odrobinę spowolnić drogę. - ...Innym jego kąpanie ciężko było znieść. - Kolejne słowa uleciały z jej ust skutkując w kolejną porcję niezadowolenia eterycznej alchemiczki. Przedstawienie zdawało się przejść na jej towarzysza, a pani Wroński niemiała zamiaru dłużej czekać, nim dziwny prześladowca spróbuje ich popić, bądź Merlin jeden wie, co jeszcze. Ostrożnie spróbowała wyciągnąć różdżkę, a gdy żadna dziwna siła nie przysporzyła  jej problemów, eteryczna alchemiczka cichutko wypowiedziała zaklęcie. - Homenum Revelio - Wypowiedziała, mając nadzieję iż zaklęcie pomoże jej odnaleźć sprawdzę tego paskudnego przypadku. Wiązka magii powędrowała w powietrze, szybko jednak rozpłynęła się, pozostawiając czarownicę bez rezultatu. Ciche westchnienie wyrwało się z jej piersi, w myślach ganiąc się iż nie przywiązywała więcej uwagi do zaklęć ochronnych. Szaroniebieskie spojrzenie z niepokojem zerknęło w kierunku mężczyzny, coraz bardziej zbliżającego się do zimnej wody otaczającej niewielką wyspę. Kolejna salwa śmiechu wybrzmiała w powietrzu, a pani Wroński, wiedziona impulsem, wycelowała różdżkę w tamtym kierunku. - Albalis - Wypowiedziała prostą inkantację, posyłając kolorowe śnieżki w kierunku, z którego dochodził głos. Kto wie, może jeśli w jakiś sposób zdekoncentruje tego, kto rzucał na nich dziwny urok? Pogoda z pewnością nie sprzyjała kąpieli w zimnej wodzie, a myśli kobiety ciągle wędrowały w kierunku biednej etoli, leżącej samotnie pośród kałuży.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Powrót do góry Go down

Zagadką pozostawała dla mnie ta pieśń, wymykając się całkiem jakimkolwiek konkretnym skojarzeniom, nigdy w życiu jej nie słyszałem... jakby została wyrwana z innych czasów, w których zapewne byłaby oczywista. Wpadała na swój dziwny sposób w ucho, zapewne zyskałaby popularność wśród dzieci, choć teraz nie w głowie było mi się nią cieszyć.
Cały czas gorączkowo próbowałem rozgryźć dziwne zjawisko, tak niepodobne do znanych mi metod pozbawienia kogoś wolnej woli. Nie było na szczęście tak przerażające jak zaklęcie niewybaczalne, ale daleko jednak obecny stan był od komfortu. Przestałem przejmować się treścią wypowiedzi, które były godne jakiś wymysłów Irytka. Spojrzałem pokrzepiająco na nieznajomą, starając się dać znać, że wszystko rozumiem.
- Mówią o mnie żem cham, jam subtelny gość - wyśpiewałem jak przystało na subtelnego gościa. Kroczyliśmy dalej jak bohaterowie chorego musicalu, aż spodziewałem się, że zaraz dołączą do nas mieszkańcy i jako głośny korowód pomkniemy ulicami. - ...przykre że, przy mnie ktoś wciąż zatykał nos - wyznałem melodyjnie, rzeczywiście taka perspektywa nie wydawała się szczególnie sympatyczna. Spróbowałem sięgnąć po różdżkę, ale wtedy bezradnie same rozłożyły mi się ręce. - Och! Co za wstyd! - podsumowałem, po raz pierwszy zgadzając się z tekstem.
Zauważyłem, że nieznana mi czarownica i partnerka w zbrodni sięgnęła po różdżkę. Nie wiem jak udała się jej ta sztuka, może ta dziwna moc w imię dobrej choreografii skupiła się na moment bardziej na ułożeniu naszych nóg. Nie dałem po sobie nic poznać, żeby przypadkiem nasz oprawca nic nie zauważył.
Musieliśmy coś zrobić, bo jeszcze trochę, a wytańczymy drogę prosto do morza. Pierwsze zaklęcie, sądząc po wyrazie jej twarzy, okazało się nieudane, jednak po chwili sięgnęła po prostszą magię, kierując się złośliwym śmiechem niewidocznego żartownisia. Śnieżki przecięły powietrze, ale nie dostrzegłem efektu, bowiem moja postać zamknęła oczy w lamencie wstydu.
- Och... co za wstyd - szepnąłem własnym głosem.
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Fair Isle - Page 4 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Fair Isle

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach