Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Korytarz przy skrytkach

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz przy skrytkach - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Korytarz przy skrytkach - Page 3 Empty
PisanieTemat: Korytarz przy skrytkach [odnośnikKorytarz przy skrytkach - Page 3 I_icon_minitime17.10.18 12:59

First topic message reminder :

Korytarz przy skrytkach

Tuż po zjechaniu kolejką na jedne z wyższych poziomów, czarodzieje posiadający w banku swe oszczędności, znajdą się na krótkim korytarzu. Jest to jedna z wielu odnóg skomplikowanego labiryntu sejfów, torów, wagoników i jaskiń, w których wykuto kolejne sale. Ten konkretny korytarz znajduje się blisko powierzchni, jest często uczęszczany. Sklepienie stanowią setki skał, podłoże zaś jest wyślizgane od setek par butów - gdzieniegdzie wystają także stalaktyty i stalagmity. W środku jest cieplej niż na zewnątrz, powietrze zaś jest suche i nieco drażniące. Jedyne oświetlenie stanowią powtykane w kamienie co kilkanaście stóp  płonące pochodnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Sheila Doe
Sheila Doe

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Zawód : Krawcowa
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Korytarz przy skrytkach - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnikKorytarz przy skrytkach - Page 3 I_icon_minitime01.05.21 22:15

Nie wiedziała, czy jakiekolwiek wsparcie w tym momencie byłoby jakąkolwiek korzyścią dla Sheili. Pewnie nawet gdy (albo gdyby) odnalazłyby tego goblina, ten najpewniej wyparłby się wszystkiego, uznając ją za histeryczkę. Nie było łatwo dochodzić swoich praw kiedy było się nastoletnią czarownicą bez żadnego większego słowa do powiedzenia, bez rodziny, która mogłaby jakkolwiek ją wesprzeć, bez…zasadniczo bez czegokolwiek, bo nawet mieszkanie, w którym obecnie przebywała, było tym, które James zajął kiedy z Londynu zniknęli mugole.
James kiedyś powiedział, że jej oczy przynosiły pewne ukojenie i może w tym coś było, kiedy tęczówki łączące w sobie zieleń z bursztynowym brązem wpatrywały się w Evelyn ze spokojem i pewnym wycofaniem. Jeżeli miałoby to jakkolwiek pomóc, gotowa byłaby nawet wpuścić kogoś do swojej głowy, chociaż znając pewną nadgorliwość urzędników, którzy bardzo skrupulatnie podchodzili do zadań które dawały im nawet cień kontroli nad kimś innym, to wcale mógł nie być dobry pomysł. A zresztą, kto by zaświadczył, czy człowiek który wykorzystałby legilimencję powiedziałby potem prawdę? Część, całkiem spora w myślach Sheili, na pewno powiedziałaby to, co pasowałoby bardziej do sytuacji i byłoby zyskiem, a nie stratą. Prawda nigdy nie konała tak bardzo jak w tych czasach.
Opuściła dłonie, nie czując, aby stanie z ramionami rozpostartymi w jakiejś męczeńskiej pozie na dłuższą metę miało jakkolwiek się sprawdzać, zerkając też na nieznajomą, ale nie przyglądając jej się zbytnio – nie chciała, aby wzięte to było pod uwagę, że nagle wpatruje się w jej dokumenty i interesuje się, po co kobieta w ogóle przyszła w to miejsce. Czekała cierpliwie, nie zamierzając się ruszyć z miejsca, ani też nie patrząc nagle ku wolności w celu ucieczki. Na tan komentarz pokiwała głową, nie mogąc zaprzeczyć, że to byłoby idiotyczne.
- Nie da się zaprzeczyć, że planowanie by tutaj właśnie konało w ostatnich podrygach logiki – westchnęła, przeczesując swoje włosy dłonią, zakładając je lekko za ucho. Nawet jeżeli podążałaby droga, którą czasem obierali jej bracia, nie mogłaby najpewniej radzić sobie z własnym problemem. Miała jeszcze chwile, w których musiała decydować o sobie samej, ale naprawdę nie do końca wiedziała, czemu przed niektórymi rzeczami coś ją cofało. Po prostu nie powinna. Zbyt wiele rzeczy na sumieniu na pewno by zmieniło ją w sposób, w który by nie chciała się zmieniać. – Różdżki nie ma ten, kto próbował ją zarejestrować ze skutkiem takim, że mu ją nie oddali. Niestety, jako osoba dość…niewielkich wpływów, nie mam żadnej możliwości wyproszenia u urzędników jakiejkolwiek reakcji.
Powiedziałaby to nieco gorzej, ale w momencie, kiedy stała przed osobą, której nie rozumiała i nie znała wcale, bardzo dobrze wiedziała, że jakakolwiek krytyka Ministerstwa mogłaby być strzałem w głowę. Albo równie dobrze mogłaby skakać do Tamizy i liczyć na to, że nie wypłynie. James zdecydowanie nie byłby zadowolony, Eve by załamała ręce, a Thomas może po prostu by się w końcu popłakał. Wydawało się jednak, że kobieta zwróciła się w jej kierunku chętna do przynajmniej pozornej rozmowy, a to już było coś. Z pozornymi kwestiami w końcu nie zwracano się do złodziei. Odetchnęła lekko, zastanawiając się, czy to mogło oznaczać, że jej los wygląda nieco lepiej.
- Nie zależy mi na to, żeby nagle go zwalniać, w sensie tego goblina. Po prostu chcę, aby ten błąd się nie powtórzył albo żeby nie było problemów takich jak ja mam teraz. Pewnie mój przyjaciel, Steffen Cattermole mógłby pomóc rozwiązać tę sytuację, ale on raczej pracuje w terenie. – Steffen był oczywiście jej pierwszą myślą w tej sytuacji, ale dopiero potem przypomniała sobie, że nie uświadczyć go na miejscu to jednak rzadkość. Pytanie o miejsce pracy było łatwiejsze. – Na Iverness Street, w Camden Town. W zasadzie bardziej pomagam Adelaidze Steeler, która bardziej ode mnie umie zajmować się strojami. Poprosiła mnie, abym w drodze z wizyty w Ministerstwie odwiedziła bank i wybrała ze skrytki parę materiałów.
Sięgając powoli do kieszeni wysunęła ostrożnie mały kluczyk, pokazując go wraz z wiadomością od Adeli samej zainteresowanej, na razie z daleka, nie chcąc od razu oddawać wszystkie rzeczy które mogłyby zostać skonfiskowane. Już raz się na tym sparzyła.  
- W razie czego jeszcze może pani porozmawiać z osobą która mnie całkiem dobrze zna, Jayden Vane.




Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Powrót do góry Go down
Evelyn Despenser
Evelyn Despenser

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Zawód : hodowca magicznych stworzeń
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
My mother's child dancеs in darkness and sings heathen songs by thе light of the moon and watches the stars and renames the planets
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Korytarz przy skrytkach - Page 3 Original

Korytarz przy skrytkach - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnikKorytarz przy skrytkach - Page 3 I_icon_minitime17.05.21 21:36

Parsknęła. Naprawdę nie mogła się powstrzymać od prostej reakcji, której raczej nie wypadało ukazywać. Nie mogła się jednak nadziwić, że kobieta od tak, bez różdżki poruszała się po mieście, ba, poszła nawet do banku! Evelyn z pewnością zrobiłaby piekło na ziemi i tak długo męczyła urzędników, aż w końcu z czystego wyczerpania psychicznego oddaliby jej własność. Może była to kwestia przywiązania do przedmiotu, do różdżki, która była jej pierwszą i którą traktowała niemalże jako przedłużenie własnej dłoni. – Niezbyt to mądre, poruszanie się w obecnych czasach bez różdżki. Czasy są… Niesprzyjające – podsumowała własne myśli i choć nie dało się w nich usłyszeć współczucia, to jednak chwilowo dało się odczuć miększą nutę w tonie kruczowłosej. Może było to spowodowane faktem, że Evelyn sama miała mieszane uczucia względem Ministerstwa, prawdopodobnie właśnie dlatego zaszyła się na swoim pustkowiu i gdy nie musiała, zwyczajnie nie opuszczała swojej ziemi. Nie chciała widzieć tego, co się działo na ulicach, nie chciała słyszeć pogłosek, widzieć listów gończych i klepsydr. Wolała udawać, że jeszcze jest szansa, by świat został naprawiony, choć wmawianie sobie tego było z każdym dniem trudniejsze.
Despenser, jako kobieta biznesu, właścicielka hodowli, do spraw związanych z dopełnieniem wszystkich obowiązków, była nastawiona bardzo krytycznie i wymagała skrupulatności od siebie, więc tym bardziej również od innych. Goblin zapewne nie był tu pierwszy raz, nie zostałby dopuszczony do pracy bez wcześniejszego nadzoru, więc kruczowłosa śmiała sądzić, że mógł to być już nie pierwszy jego wybryk. Ona nie dawała szans i również temu winowajcy, gdyby to od niej zależało, nie okazałaby żadnej, nawet najmniejszej, wyrozumiałości. Niektórzy nie nadają się do niektórych prac i trzeba było surowo stawiać granicę pomiędzy tym, co dobre dla pracownika, a co będzie najlepsze dla firmy i jej reputacji. – Ja oczywiście powiadomię bank o tym wydarzeniu, jestem niemal pewna, że będą od razu wiedzieć kto konkretnie zawinił, choć sami tego przede mną nie okażą, tacy już są… Myślę jednak, że mają na tyle dużo przyzwoitości, że sami załatwią sprawę wewnątrz swojej struktury. Oby – zawyrokowała, myślami będąc już gdzieś dalej, próbując przemyśleć najlepszy i najbardziej dobitny sposób przekazania wszystkich informacji o dzisiejszym zajściu w jak najkrótszym czasie, ale i z odpowiednim, dobitnym efektem. Prawdopodobnie nie miała tu zbyt wielkiego pola do popisu, ale była zacięta, a to bywało dla urzędników męczące i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, gdyż uwielbiała używać tej techniki od lat. Odkąd wszystko spadło na jej własne barki i musiała uczyć się brutalnego życia w biznesie bez żadnej pomocy, bez ramienia na którym mogłaby się wesprzeć, bez autorytetu, który odszedł zbyt szybko.
Już miała rozpocząć biadolenie, że aż tylu imion i nazwisk nie potrzebuje do uwiarygodnienia tożsamości kobiety, lecz wtem zasłyszała znane sobie nazwisko. Jaydenie Vane, na Merlina i wszystkie czorty tego świata, czy będzie dane mi spotkać kogoś, kto nie będzie mi o tobie przypominał? Biorąc pod uwagę wydarzenia sprzed sześciu dni, na dźwięk personaliów czarodzieja, oczy Evelyn zwęziły się nieprzyjaźnie, jakby w jednej chwili  uderzył ją cały natłok emocji, które odczuwała w dzień ich ostatniego spotkania – odrzucenie wyciągniętej dłoni, coś, co spowodowało, że kruczowłosa poczuła się uderzona obuchem, zakrywając swoją niemoc gniewem i potokiem słów, które nieubłagalnie opuściły jej usta, paląc jednocześnie most ich jakże niezwykłej relacji dwóch zupełnie obcych sobie osób. Ona jeszcze nie ochłonęła, była w stanie ocenić mężczyznę używając słów niewybrednych i chyba buc był tym najprzyjemniejszym, najbardziej łaskawym ze wszystkich określeń, jakimi się posiłkowała na myśl o tym człowieku. – Nie będzie to konieczne – mruknęła niechętnie, powstrzymując się przed wywróceniem oczami, co nie było takie proste, jak się mogło wydawać. Nie miała zamiaru wchodzić dalej drążyć i dopytywać, bowiem Sheila skutecznie, choć zapewne zupełnie nieświadomie, odwróciła uwagę Evelyn od sedna sprawy, przynajmniej na tyle, by ta już nie chciała drążyć szczegółów z życia prywatnego młodej czarownicy. – Skoro mamy to już za sobą i już nie jesteś w moich oczach złodziejem, gotowym umrzeć w niezbyt bogatej skrytce, a co za tym idzie – całkowicie bezmyślnym to… Porozmawiajmy na korytarzu - gestem dłoni i wymownym spojrzeniem wskazała drzwi od skrytki, chcąc tym samym wyprosić niechcianego gościa z pomieszczenia. Wolała przebywać na korytarzu, zamknąć skrytkę i tym samym powoli zmierzać do rozstrzygnięcia dzisiejszej, jakże niespotykanej, wizyty w banku. Uprzejmościami mogły się w końcu wymieniać poza skrytką, prawda? A i będzie to bardziej komfortowe dla każdej ze stron. – Jak rozumiem, po dzisiejszym wydarzeniu nie będziesz chciała w przyszłości przebranżowić się na przestępcę, hm? To dla ciebie chyba mało opłacalny biznes? – Postanowiła wprowadzić w rozmowę odrobinę humoru, działanie było zamierzone, bowiem sytuacja miała w sobie już tyle absurdów, że aż szkoda byłoby nie skorzystać z możliwości. W życiu Despenser mało było humoru, a niekiedy i największy ponurak potrzebuje odmiany. Kobieta przed nią była na tyle młoda, że przypominała hodowczyni ją samą, lata temu, przez co łatwiej było patrzeć na czarownicę przychylniejszym okiem.




I've learned to live
half alive

Powrót do góry Go down
Sheila Doe
Sheila Doe

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Zawód : Krawcowa
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Korytarz przy skrytkach - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnikKorytarz przy skrytkach - Page 3 I_icon_minitime20.05.21 12:02

Może i to dziwne podejście, ale w jakiś dziwny, pokrętny sposób cieszyło ją to, że reakcja Evelyn wydawała się prześmiewcza – w końcu jeżeli czuła rozbawienie, być może napięcie powoli zaczęło z niej schodzić. Co prawda Sheila dalej musiała być ostrożna, jeżeli chodziło o podejście do tej kobiety – w końcu oskarżyła ją z marszu o kradzież, tak więc panna Doe, pełna swojej rodzinnej i wrodzonej nieufności, musiała też być dalej ostrożna. Pilnować w końcu musiała siebie i teraz braci, dlatego sama najchętniej trzymałaby się z dala od kłopotów, te jednak znajdowały ją, jak widać, nawet i bez jej chęci. Nie wydawało się jednak, aby kobieta chciała już bardziej na nią naskakiwać, dlatego, przynajmniej na ten moment, musiała przełamać się nieco bardziej.
- Ostatnio wpadam w tyle kłopotów, nawet mając przy sobie różdżkę, że podejrzewam, że po prostu to już moja wina, i pewnie przyczepiłam do siebie jakiegoś pecha. – Naprawdę, tyle wydarzeń, ile ją spotkało, kazało jej się zastanawiać, czy aby na pewno wszystkie decyzje dookoła powinna podejmować z jakąkolwiek logiką. Kiedy próbowała trzymać się z dala od problemów, zaczął gonić ją podejrzany człowiek a potem jakiś biedny mężczyzna rozbił sobie głowę o bruk, kiedy gonili go policjanci, spotykała przeklęte kobiety, gonione przez naczynia kuchenne, a potem nagle nagabywały ją bogate damy, którym nie wypadało odmówić kiedy ceniło się sobie swoje życie. Miała szczerą nadzieję, że ani James ani Thomas nie będą pakować się w jakieś dziwniejsze wydarzenia, już wystarczyło, że wcześniej musieli uciekać przed ludźmi, którzy wymordowali im większość rodziny.
Działanie instytucji, takich jak Gringott, zastanawiając się, że najczęściej w takich zadaniach polegała na osobach, które rozumiały te zagadnienia nieco bardziej. Dlatego też zwracała się w takiej chwili do bliskich, tak jak w banku na pewno zwróciłaby się do Steffena, tak jak prosiła go o naukę transmutacji, by ostatecznie mogła zostać animagiem. Nie wiedziała, jak szybko by jej się to udało, zwłaszcza, że obecnie poświęcała się głownie teorii, jednak za to musiała przyznać, że miała nadzieję, iż wszystko będzie w porządku i nie zostanie biedronką czy czymś podobnym. Cudownie byłoby móc biegać po lesie na czterech łapach. Teraz jednak nie był czas na rozmarzenie się, za to musiała skupić się na obecnej chwili. I tym, że chyba Evelyn nastawiała się na zniszczenie cudzej kariery. Cóż, Sheila mogła pomóc w tym wypadku raczej wskazując winowajcę.
- Goblin, który mnie tu prowadził, nazywał się Odben, jeżeli to może jakoś pomóc. I w sumie lepiej powiadomić ich prędzej niż później, bo jak myślę, to taki pracownik może wprowadzić kogoś o wiele groźniejszego do przypadkowej skrytki. – Na szczęście dla panny Despenser, Sheila naprawdę nie była kimś, kogo chęć nachodziła na kradzież. Co gorsza, gdyby próbowała, mogłaby się okazać w tym całkiem dobra, kiedy musiała ćwiczyć sprawność dłoni w ramach swojego własnego zawodu. Miała jednak w sobie jeszcze trochę godności i uczciwości, czego nikt nie przypisywał jej ludziom, dlatego wolała w ten sposób łamać stereotypy i schematy.
Zauważyła raczej nieprzyjemną reakcję na wspomniane nazwiska, a wiedząc, że lepiej jest odpuścić niż ciągnąć niepokojący temat, skoro nawet udało się jakoś do tego czasu udobruchać nieznajomą jej kobietę. Wolała nie drażnić jej zbędnie, a i w wielu wypadkach, to tak naprawdę nie był jej interes i najpewniej taką informację by otrzymała, gdyby próbowała o coś wypytać. Nie złośliwie, oczywiście, ale starała się jak najlepiej, prawda? Dlatego ostrożnie przeszła przez próg, oddychając nieco głębiej kiedy znalazła się poza skrytką, tak jakby niebezpieczeństwo zamknięcia jej tam i pozostawienia jej na długie godziny zmalało właśnie. Schowała trzymane przez nią notatki i kluczyk do kieszeni, mając nadzieję, że teraz wszystko będzie spokojnie i rozmowa przebiegnie w bardziej lżejszym tonie, co Despenser chyba również próbowała wyczuć.
- W ogóle nie chciałam się przebranżawiać na przestępcę, nie wiem, gdzie znalazłabym czas pomiędzy byciem grajkiem ulicznym, krawcową i jeszcze zbierając ubrania do prania i cerowania po moim bracie. Człowiek aż nie znajduje wolnej chwili na takie przyjemności jak kradzieże. – Uśmiechnęła się, parskając lekko, spoglądając jeszcze na Evelyn. Wiedziała, że kobieta pewnie najadła się równie dużo nerwów co ona, chociaż pewnie nie więcej (a przynajmniej tak to postrzegała ze swojej perspektywy osoby zupełnie bezbronnej). – Jeżeli bank robiłby jakiekolwiek problemy w tej sytuacji, proszę napisać do mnie na Camden Street 10, do Sheili Doe. Zrobię wszystko, żeby pomóc wyjaśnić tę sytuację, chociaż znając gobliny, najpewniej raczej potraktują mnie jako nikogo ważnego.




Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Powrót do góry Go down
Evelyn Despenser
Evelyn Despenser

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Zawód : hodowca magicznych stworzeń
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
My mother's child dancеs in darkness and sings heathen songs by thе light of the moon and watches the stars and renames the planets
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Korytarz przy skrytkach - Page 3 Original

Korytarz przy skrytkach - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnikKorytarz przy skrytkach - Page 3 I_icon_minitime01.06.21 17:25

Prawdopodobnie w Evelyn wstąpiła nieczęsto wychylająca się dobroduszność. Jeżeli już i tak byle zawirowanie przypadków wytypowało akurat ją, to musiała przyjąć to jak najszybciej na tzw. klatę i iść dalej, zostawiając wszystko za sobą. Gdyby jednak postawiła na polemikę, cała sytuacja zostałaby niemiłosiernie rozciągnięta, zajmując tym samym zbyt wiele drogocennego czasu. Wybrała dla siebie mniejsze zło, mając nadzieję, że wybór okaże się słusznym. Trzeba napomknąć, że zmiana zachowania Despenser nie miało absolutnie nic wspólnego z zaufaniem – wciąż traktowała Sheilę jak osobę całkowicie nieznaną, jedynie zrezygnowała z obwiniania dziewczyny o całe zło tego świata, w tym mając na myśli również sytuację, gdy ta znalazła się w jej skrytce bankowej.
Nie skomentowała zasłyszanych słów, nie miała nic do powiedzenia, bowiem co miała powiedzieć? Była prawdopodobnie ostatnią osobą, która mogłaby wesprzeć nieznajomą dobrą radą, zresztą takowe wyciągała równie nieczęsto przy bliskich jej otoczeniu osobach. Mogła powiedzieć, tak po prawdzie, że zawsze wyrażała się w aspektach wsparcia dość oschle i jednocześnie nadopiekuńczo w stosunku do własnych przyjaciół, dziwiąc się za każdym razem, że jej słowa są tak poprawnie odbierane. Herbert doskonale znał na własnej skórze jej dobroduszne rady, najczęściej te, które wyrażała niewybrednie, gdy tylko dochodził do niej ogrom wydarzeń wirujących wokół jej przyjaciela. Tak, Evelyn Despenser zdecydowanie była ciężka w relacjach, ale jeżeli już wkroczyło się w krąg jej przyjaciół – stawała się niemal nieznośna, chcąc chronić wszystkich na których jej zależało. Była również hipokrytką, broniąc i ganiąc wszystkich wokół za bezmyślne pakowanie się w tarapaty, choć sama wielokrotnie uczestniczyła w niemniej bezmyślnych wydarzeniach i co gorsze, nie wycofywała się, a brnęła dalej, nie zważając na potencjalne niebezpieczeństwa, nie lękając się konsekwencji. Miało to poniekąd związek z jej rodziną i nią samą, a konkretniej – z tym, czym stawała się podczas comiesięcznych pełni. Jakby sama potrzebowała sprawdzić, czy w sytuacjach niebezpiecznych poczuje lęk przed śmiercią, jakby uczucie strachu miało obudzić w niej jakąś świadomość.
Skrzyżowała ręce na piersi, zapamiętując w umyśle imię pracownika, o ile oczywiście cokolwiek jej to pomoże, kto wie, nawet imię mogło być nieprawdziwe, ba, mogło należeć do kogoś zupełnie innego. Niemniej jednak był to już jakiś trop, jakiś szczegół, który mógł ułatwić jej załatwienie sprawy i próbę wymierzenia sprawiedliwości. Nawet w przypadku, gdy był to nieszczęśliwy w skutkach błąd, mogła wnioskować o przypilnowanie ów goblina w przyszłości. Jakkolwiek się ta historia nie zakończy, Evelyn będzie mieć poczucie, że nie zostawiła tego przypadkowi, zrobiła to, co do niej należało i chociaż spróbowała zapobiec powtórce z rozrywki. – Spróbuję coś temu zaradzić – powiedziała jedynie, wracając do swojej standardowo ograniczonej ilości wypowiadanych słów. Była bowiem minimalistką, która wolała mówić tylko tyle, by zachować należyty przekaz i mieć pewność, że jej rozmówca zrozumie wszystko w pełni. Tu sytuacja była i tak o tyle trudna, że rozmowa z goblinami w większości wcale nie należała do przyjemności i ratunkiem było tylko to, że z samą kruczowłosą rozmawiało się tak miło, jak z rozjuszonym wilkiem.
- Co by się nie stało, pozostań przy swoim. Nie nadajesz się na przestępcę Sheilo – jej słowa, choć wypowiedziane beznamiętnie, miały w sobie siłę, wyznaczając pewność, którą kruczowłosa w nie włożyła. Patrząc na kobietę przed sobą wątpiła, by ta nadawała się na długofalowego przestępcę, choćby zwykłego kieszonkowca. Nigdy nie wiadomo komu próbuje się coś ukraść. Można było wiele razy wyjść z utargiem z kradzieży, ale ten jeden mógł przesądzić o końcu kariery, a kto wie, może nawet o końcu żywota. Evelyn pamiętała o tych wszystkich wcześniej zasłyszanych nazwiskach, jej rozmówczyni miała przyjaciół, więc nawet w ciężkich czasach będzie miała się do kogo zwrócić po pomoc i choć znała z tego całego natłoku tylko jedno nazwisko, to już ono upewniało ją w tezie, która postawiła. – Mam nadzieję, że to nie będzie konieczne, ale dobrze, jeżeli wystąpią jakiekolwiek problemy wiedz, że się nie zawaham – wyjaśniła z niemal niezauważalnym uniesieniem kącików ust. Miała jednak dużą dozę wiary w to, że wcale nie będzie musiała korzystać z tej opcji, gobliny zapewne same podejrzewały, że coś jest nie tak, nie przez przypadek w końcu to oni zajmowali się bankiem, a ona miała im przynieść jedynie potwierdzenie tychże podejrzeń.
- Osobiście przypomnę jedynie, żebyś jednak udała się jeszcze raz do skrytki. Tylko tym razem upewnij się zawczasu, że to ta właściwa – puściła jej oczko, mające być małą przekorą co do dzisiejszego zdarzenia. Mimo tego werbalnego kuksańca wiedziała, że kobieta od dziś będzie zwracać szczególną uwagę w banku. Nie tylko na skrytki, ale na wszystko, co się dzieje wokół niej podczas pobytu w banku, a kto wie, może wyostrzy to jej uwagę również poza nim. Ludzie uczą się całe życie i prawdopodobnie była to kolejna cenna lekcja, której we dwie doświadczyły.




I've learned to live
half alive

Powrót do góry Go down
Sheila Doe
Sheila Doe

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Zawód : Krawcowa
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Korytarz przy skrytkach - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnikKorytarz przy skrytkach - Page 3 I_icon_minitime04.06.21 9:32

Niewiele się spodziewała po Evelyn, przynajmniej pod jej własnym względem. Była dla niej obcą, dlatego nie oczekiwała, aby nagle stała się dla niej kimś ważnym. W tych czasach trzeba było pożytkować swoje siły i jeżeli ktoś nie stanowił większego zagrożenia, przechodziło się nad tą osobą do porządku dziennego. I to nie w celu złośliwości, czy nieuprzejmości, po prostu trzeba było mierzyć siły na zamiary, a niebezpieczeństwem zajmować się najpierw. Ona w tym momencie przestała być zagrożeniem, a więc i przestała być godna uwagi. Jej słowa wcale nie musiały oddziaływać na pannę Despenser – skoro ta stwierdziła, że nie widzi w niej złodzieja, równie dobrze mogłaby po prostu odejść. Nie wiedziała, czy los jeszcze je kiedykolwiek zetknie, ale póki co, skoro Evelyn umiała widzieć w niej kogoś więcej niż złodzieja. Nie wydawało się, aby nagle z tego wszystkiego mogła zostać klientką, ale jeżeli kiedyś zobaczą się w innych okolicznościach, to spotkanie przebiegnie lepiej. I może nawet porozmawiają nieco dłużej.
Pewnie rozumiałaby tę nadopiekuńczość. Wychowała się pod okiem braci, którzy byli jej jedynym światem oprócz dziadków. Trzymali się blisko, a chronili się najbardziej na świecie. Teraz, kiedy w końcu odnalazła ich, po dwóch latach rozłąki, była pewna, że jeszcze bardziej rzucą się w swoją stronę, pilnując jej jak oka w głowie. A ona będzie suszyć im głowę za każdym razem, kiedy będą wracać pobici, doprowadzając swoje zmartwienie nad nimi niemal do histerii.
- Dziękuję za sporą wiarę, ja również czuję, że nie chcę kierować się w tym kierunku. Jak widać po tej sytuacji, wystarczy mi w życiu kłopotów. Jedyne, czego mogę życzyć pani, to i to, aby zdecydowanie mniej obcych osób znajdowała pani w swojej skrytce. – Chciała się uśmiechnąć, nie wiedziała jednak, jak to wyszło. Stres powoli z niej schodził, a to znaczyło, że nabuzowanie i napompowanie emocjami ustępowało zmęczeniu i pewnej irytacji. Nie na Evelyn, bo to nic z jej winy nie było, a i Sheila mogła się jedynie cieszyć, że spotkana osoba przestała oskarżać ją o kradzież. Raczej na bank, na tę całą sytuację, na tego goblina, który zamknął ją w skrytce, której mógł nikt nie otworzyć przez następny miesiąc – wtedy już na pewno uznano by ją za złodzieja, a zwłoki pewnie wyrzucili gdzieś smokowi po to, aby się pobawił – i w ogóle na życie ostatnimi czasy. Nie prosiła o zbyt wiele, ale problemy i tak pakowały się i garnęły się do niej. – Mam nadzieję, że wszystko przebiegnie w spokoju. Wolałabym nie sprawiać już więcej kłopotów niż zrobiłam to dotychczas.
Przejechała jeszcze dłonią, niemal bezwiednie układając włosy i rozglądając się po okolicy. Parsknęła sama lekko, kiedy panna Despenser wspomniała o tym, iż powinna udać się do właściwej skrytki. Fakt, że przez całą tą sytuację niemal o tym zapomniała, więc skończyłoby się to tak, że ani nie wzięłaby tego, co potrzebowała, ani nie zyskała nic na czasie.
- To chyba dobry czas, aby się tam udać, chociaż w tym momencie postaram się uzyskać pomoc od nieco sprytniejszego goblina, niż ten poprzedni. Powodzenia, pani…- Doszło do niej, że nawet nie wiedziała, z kim rozmawiała. Kobieta nigdy jej się nie przedstawiła, stąd i Sheila nie mogła powiedzieć o niej cokolwiek więcej. – Powodzenia. Mam nadzieję, że jeżeli przyjdzie nam się jeszcze spotkać, będzie to w przyjemniejszych warunkach.
Jeżeli kobieta jej nie zatrzymywała, Sheila uniosła dłoń na pożegnanie i udała się w kierunku, z którego przyszła. Potrzebowała asysty aby nie zgubić się w tych miejscach, nie chcąc jeszcze bardziej błądzić. Miała szczerą nadzieję, że dzisiejszy dzień jeszcze zmieni się na lepsze.  

zt




Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Powrót do góry Go down
 

Korytarz przy skrytkach

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Bank Gringotta-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21