Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Korytarz przy skrytkach
AutorWiadomość
Korytarz przy skrytkach [odnośnik]17.10.18 12:59
First topic message reminder :

Korytarz przy skrytkach

Tuż po zjechaniu kolejką na jedne z wyższych poziomów, czarodzieje posiadający w banku swe oszczędności, znajdą się na krótkim korytarzu. Jest to jedna z wielu odnóg skomplikowanego labiryntu sejfów, torów, wagoników i jaskiń, w których wykuto kolejne sale. Ten konkretny korytarz znajduje się blisko powierzchni, jest często uczęszczany. Sklepienie stanowią setki skał, podłoże zaś jest wyślizgane od setek par butów - gdzieniegdzie wystają także stalaktyty i stalagmity. W środku jest cieplej niż na zewnątrz, powietrze zaś jest suche i nieco drażniące. Jedyne oświetlenie stanowią powtykane w kamienie co kilkanaście stóp  płonące pochodnie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Korytarz przy skrytkach - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]01.05.21 22:15
Nie wiedziała, czy jakiekolwiek wsparcie w tym momencie byłoby jakąkolwiek korzyścią dla Sheili. Pewnie nawet gdy (albo gdyby) odnalazłyby tego goblina, ten najpewniej wyparłby się wszystkiego, uznając ją za histeryczkę. Nie było łatwo dochodzić swoich praw kiedy było się nastoletnią czarownicą bez żadnego większego słowa do powiedzenia, bez rodziny, która mogłaby jakkolwiek ją wesprzeć, bez…zasadniczo bez czegokolwiek, bo nawet mieszkanie, w którym obecnie przebywała, było tym, które James zajął kiedy z Londynu zniknęli mugole.
James kiedyś powiedział, że jej oczy przynosiły pewne ukojenie i może w tym coś było, kiedy tęczówki łączące w sobie zieleń z bursztynowym brązem wpatrywały się w Evelyn ze spokojem i pewnym wycofaniem. Jeżeli miałoby to jakkolwiek pomóc, gotowa byłaby nawet wpuścić kogoś do swojej głowy, chociaż znając pewną nadgorliwość urzędników, którzy bardzo skrupulatnie podchodzili do zadań które dawały im nawet cień kontroli nad kimś innym, to wcale mógł nie być dobry pomysł. A zresztą, kto by zaświadczył, czy człowiek który wykorzystałby legilimencję powiedziałby potem prawdę? Część, całkiem spora w myślach Sheili, na pewno powiedziałaby to, co pasowałoby bardziej do sytuacji i byłoby zyskiem, a nie stratą. Prawda nigdy nie konała tak bardzo jak w tych czasach.
Opuściła dłonie, nie czując, aby stanie z ramionami rozpostartymi w jakiejś męczeńskiej pozie na dłuższą metę miało jakkolwiek się sprawdzać, zerkając też na nieznajomą, ale nie przyglądając jej się zbytnio – nie chciała, aby wzięte to było pod uwagę, że nagle wpatruje się w jej dokumenty i interesuje się, po co kobieta w ogóle przyszła w to miejsce. Czekała cierpliwie, nie zamierzając się ruszyć z miejsca, ani też nie patrząc nagle ku wolności w celu ucieczki. Na tan komentarz pokiwała głową, nie mogąc zaprzeczyć, że to byłoby idiotyczne.
- Nie da się zaprzeczyć, że planowanie by tutaj właśnie konało w ostatnich podrygach logiki – westchnęła, przeczesując swoje włosy dłonią, zakładając je lekko za ucho. Nawet jeżeli podążałaby droga, którą czasem obierali jej bracia, nie mogłaby najpewniej radzić sobie z własnym problemem. Miała jeszcze chwile, w których musiała decydować o sobie samej, ale naprawdę nie do końca wiedziała, czemu przed niektórymi rzeczami coś ją cofało. Po prostu nie powinna. Zbyt wiele rzeczy na sumieniu na pewno by zmieniło ją w sposób, w który by nie chciała się zmieniać. – Różdżki nie ma ten, kto próbował ją zarejestrować ze skutkiem takim, że mu ją nie oddali. Niestety, jako osoba dość…niewielkich wpływów, nie mam żadnej możliwości wyproszenia u urzędników jakiejkolwiek reakcji.
Powiedziałaby to nieco gorzej, ale w momencie, kiedy stała przed osobą, której nie rozumiała i nie znała wcale, bardzo dobrze wiedziała, że jakakolwiek krytyka Ministerstwa mogłaby być strzałem w głowę. Albo równie dobrze mogłaby skakać do Tamizy i liczyć na to, że nie wypłynie. James zdecydowanie nie byłby zadowolony, Eve by załamała ręce, a Thomas może po prostu by się w końcu popłakał. Wydawało się jednak, że kobieta zwróciła się w jej kierunku chętna do przynajmniej pozornej rozmowy, a to już było coś. Z pozornymi kwestiami w końcu nie zwracano się do złodziei. Odetchnęła lekko, zastanawiając się, czy to mogło oznaczać, że jej los wygląda nieco lepiej.
- Nie zależy mi na to, żeby nagle go zwalniać, w sensie tego goblina. Po prostu chcę, aby ten błąd się nie powtórzył albo żeby nie było problemów takich jak ja mam teraz. Pewnie mój przyjaciel, Steffen Cattermole mógłby pomóc rozwiązać tę sytuację, ale on raczej pracuje w terenie. – Steffen był oczywiście jej pierwszą myślą w tej sytuacji, ale dopiero potem przypomniała sobie, że nie uświadczyć go na miejscu to jednak rzadkość. Pytanie o miejsce pracy było łatwiejsze. – Na Iverness Street, w Camden Town. W zasadzie bardziej pomagam Adelaidze Steeler, która bardziej ode mnie umie zajmować się strojami. Poprosiła mnie, abym w drodze z wizyty w Ministerstwie odwiedziła bank i wybrała ze skrytki parę materiałów.
Sięgając powoli do kieszeni wysunęła ostrożnie mały kluczyk, pokazując go wraz z wiadomością od Adeli samej zainteresowanej, na razie z daleka, nie chcąc od razu oddawać wszystkie rzeczy które mogłyby zostać skonfiskowane. Już raz się na tym sparzyła.  
- W razie czego jeszcze może pani porozmawiać z osobą która mnie całkiem dobrze zna, Jayden Vane.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]17.05.21 21:36
Parsknęła. Naprawdę nie mogła się powstrzymać od prostej reakcji, której raczej nie wypadało ukazywać. Nie mogła się jednak nadziwić, że kobieta od tak, bez różdżki poruszała się po mieście, ba, poszła nawet do banku! Evelyn z pewnością zrobiłaby piekło na ziemi i tak długo męczyła urzędników, aż w końcu z czystego wyczerpania psychicznego oddaliby jej własność. Może była to kwestia przywiązania do przedmiotu, do różdżki, która była jej pierwszą i którą traktowała niemalże jako przedłużenie własnej dłoni. – Niezbyt to mądre, poruszanie się w obecnych czasach bez różdżki. Czasy są… Niesprzyjające – podsumowała własne myśli i choć nie dało się w nich usłyszeć współczucia, to jednak chwilowo dało się odczuć miększą nutę w tonie kruczowłosej. Może było to spowodowane faktem, że Evelyn sama miała mieszane uczucia względem Ministerstwa, prawdopodobnie właśnie dlatego zaszyła się na swoim pustkowiu i gdy nie musiała, zwyczajnie nie opuszczała swojej ziemi. Nie chciała widzieć tego, co się działo na ulicach, nie chciała słyszeć pogłosek, widzieć listów gończych i klepsydr. Wolała udawać, że jeszcze jest szansa, by świat został naprawiony, choć wmawianie sobie tego było z każdym dniem trudniejsze.
Despenser, jako kobieta biznesu, właścicielka hodowli, do spraw związanych z dopełnieniem wszystkich obowiązków, była nastawiona bardzo krytycznie i wymagała skrupulatności od siebie, więc tym bardziej również od innych. Goblin zapewne nie był tu pierwszy raz, nie zostałby dopuszczony do pracy bez wcześniejszego nadzoru, więc kruczowłosa śmiała sądzić, że mógł to być już nie pierwszy jego wybryk. Ona nie dawała szans i również temu winowajcy, gdyby to od niej zależało, nie okazałaby żadnej, nawet najmniejszej, wyrozumiałości. Niektórzy nie nadają się do niektórych prac i trzeba było surowo stawiać granicę pomiędzy tym, co dobre dla pracownika, a co będzie najlepsze dla firmy i jej reputacji. – Ja oczywiście powiadomię bank o tym wydarzeniu, jestem niemal pewna, że będą od razu wiedzieć kto konkretnie zawinił, choć sami tego przede mną nie okażą, tacy już są… Myślę jednak, że mają na tyle dużo przyzwoitości, że sami załatwią sprawę wewnątrz swojej struktury. Oby – zawyrokowała, myślami będąc już gdzieś dalej, próbując przemyśleć najlepszy i najbardziej dobitny sposób przekazania wszystkich informacji o dzisiejszym zajściu w jak najkrótszym czasie, ale i z odpowiednim, dobitnym efektem. Prawdopodobnie nie miała tu zbyt wielkiego pola do popisu, ale była zacięta, a to bywało dla urzędników męczące i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, gdyż uwielbiała używać tej techniki od lat. Odkąd wszystko spadło na jej własne barki i musiała uczyć się brutalnego życia w biznesie bez żadnej pomocy, bez ramienia na którym mogłaby się wesprzeć, bez autorytetu, który odszedł zbyt szybko.
Już miała rozpocząć biadolenie, że aż tylu imion i nazwisk nie potrzebuje do uwiarygodnienia tożsamości kobiety, lecz wtem zasłyszała znane sobie nazwisko. Jaydenie Vane, na Merlina i wszystkie czorty tego świata, czy będzie dane mi spotkać kogoś, kto nie będzie mi o tobie przypominał? Biorąc pod uwagę wydarzenia sprzed sześciu dni, na dźwięk personaliów czarodzieja, oczy Evelyn zwęziły się nieprzyjaźnie, jakby w jednej chwili  uderzył ją cały natłok emocji, które odczuwała w dzień ich ostatniego spotkania – odrzucenie wyciągniętej dłoni, coś, co spowodowało, że kruczowłosa poczuła się uderzona obuchem, zakrywając swoją niemoc gniewem i potokiem słów, które nieubłagalnie opuściły jej usta, paląc jednocześnie most ich jakże niezwykłej relacji dwóch zupełnie obcych sobie osób. Ona jeszcze nie ochłonęła, była w stanie ocenić mężczyznę używając słów niewybrednych i chyba buc był tym najprzyjemniejszym, najbardziej łaskawym ze wszystkich określeń, jakimi się posiłkowała na myśl o tym człowieku. – Nie będzie to konieczne – mruknęła niechętnie, powstrzymując się przed wywróceniem oczami, co nie było takie proste, jak się mogło wydawać. Nie miała zamiaru wchodzić dalej drążyć i dopytywać, bowiem Sheila skutecznie, choć zapewne zupełnie nieświadomie, odwróciła uwagę Evelyn od sedna sprawy, przynajmniej na tyle, by ta już nie chciała drążyć szczegółów z życia prywatnego młodej czarownicy. – Skoro mamy to już za sobą i już nie jesteś w moich oczach złodziejem, gotowym umrzeć w niezbyt bogatej skrytce, a co za tym idzie – całkowicie bezmyślnym to… Porozmawiajmy na korytarzu - gestem dłoni i wymownym spojrzeniem wskazała drzwi od skrytki, chcąc tym samym wyprosić niechcianego gościa z pomieszczenia. Wolała przebywać na korytarzu, zamknąć skrytkę i tym samym powoli zmierzać do rozstrzygnięcia dzisiejszej, jakże niespotykanej, wizyty w banku. Uprzejmościami mogły się w końcu wymieniać poza skrytką, prawda? A i będzie to bardziej komfortowe dla każdej ze stron. – Jak rozumiem, po dzisiejszym wydarzeniu nie będziesz chciała w przyszłości przebranżowić się na przestępcę, hm? To dla ciebie chyba mało opłacalny biznes? – Postanowiła wprowadzić w rozmowę odrobinę humoru, działanie było zamierzone, bowiem sytuacja miała w sobie już tyle absurdów, że aż szkoda byłoby nie skorzystać z możliwości. W życiu Despenser mało było humoru, a niekiedy i największy ponurak potrzebuje odmiany. Kobieta przed nią była na tyle młoda, że przypominała hodowczyni ją samą, lata temu, przez co łatwiej było patrzeć na czarownicę przychylniejszym okiem.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak
Korytarz przy skrytkach - Page 3 Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]20.05.21 12:02
Może i to dziwne podejście, ale w jakiś dziwny, pokrętny sposób cieszyło ją to, że reakcja Evelyn wydawała się prześmiewcza – w końcu jeżeli czuła rozbawienie, być może napięcie powoli zaczęło z niej schodzić. Co prawda Sheila dalej musiała być ostrożna, jeżeli chodziło o podejście do tej kobiety – w końcu oskarżyła ją z marszu o kradzież, tak więc panna Doe, pełna swojej rodzinnej i wrodzonej nieufności, musiała też być dalej ostrożna. Pilnować w końcu musiała siebie i teraz braci, dlatego sama najchętniej trzymałaby się z dala od kłopotów, te jednak znajdowały ją, jak widać, nawet i bez jej chęci. Nie wydawało się jednak, aby kobieta chciała już bardziej na nią naskakiwać, dlatego, przynajmniej na ten moment, musiała przełamać się nieco bardziej.
- Ostatnio wpadam w tyle kłopotów, nawet mając przy sobie różdżkę, że podejrzewam, że po prostu to już moja wina, i pewnie przyczepiłam do siebie jakiegoś pecha. – Naprawdę, tyle wydarzeń, ile ją spotkało, kazało jej się zastanawiać, czy aby na pewno wszystkie decyzje dookoła powinna podejmować z jakąkolwiek logiką. Kiedy próbowała trzymać się z dala od problemów, zaczął gonić ją podejrzany człowiek a potem jakiś biedny mężczyzna rozbił sobie głowę o bruk, kiedy gonili go policjanci, spotykała przeklęte kobiety, gonione przez naczynia kuchenne, a potem nagle nagabywały ją bogate damy, którym nie wypadało odmówić kiedy ceniło się sobie swoje życie. Miała szczerą nadzieję, że ani James ani Thomas nie będą pakować się w jakieś dziwniejsze wydarzenia, już wystarczyło, że wcześniej musieli uciekać przed ludźmi, którzy wymordowali im większość rodziny.
Działanie instytucji, takich jak Gringott, zastanawiając się, że najczęściej w takich zadaniach polegała na osobach, które rozumiały te zagadnienia nieco bardziej. Dlatego też zwracała się w takiej chwili do bliskich, tak jak w banku na pewno zwróciłaby się do Steffena, tak jak prosiła go o naukę transmutacji, by ostatecznie mogła zostać animagiem. Nie wiedziała, jak szybko by jej się to udało, zwłaszcza, że obecnie poświęcała się głownie teorii, jednak za to musiała przyznać, że miała nadzieję, iż wszystko będzie w porządku i nie zostanie biedronką czy czymś podobnym. Cudownie byłoby móc biegać po lesie na czterech łapach. Teraz jednak nie był czas na rozmarzenie się, za to musiała skupić się na obecnej chwili. I tym, że chyba Evelyn nastawiała się na zniszczenie cudzej kariery. Cóż, Sheila mogła pomóc w tym wypadku raczej wskazując winowajcę.
- Goblin, który mnie tu prowadził, nazywał się Odben, jeżeli to może jakoś pomóc. I w sumie lepiej powiadomić ich prędzej niż później, bo jak myślę, to taki pracownik może wprowadzić kogoś o wiele groźniejszego do przypadkowej skrytki. – Na szczęście dla panny Despenser, Sheila naprawdę nie była kimś, kogo chęć nachodziła na kradzież. Co gorsza, gdyby próbowała, mogłaby się okazać w tym całkiem dobra, kiedy musiała ćwiczyć sprawność dłoni w ramach swojego własnego zawodu. Miała jednak w sobie jeszcze trochę godności i uczciwości, czego nikt nie przypisywał jej ludziom, dlatego wolała w ten sposób łamać stereotypy i schematy.
Zauważyła raczej nieprzyjemną reakcję na wspomniane nazwiska, a wiedząc, że lepiej jest odpuścić niż ciągnąć niepokojący temat, skoro nawet udało się jakoś do tego czasu udobruchać nieznajomą jej kobietę. Wolała nie drażnić jej zbędnie, a i w wielu wypadkach, to tak naprawdę nie był jej interes i najpewniej taką informację by otrzymała, gdyby próbowała o coś wypytać. Nie złośliwie, oczywiście, ale starała się jak najlepiej, prawda? Dlatego ostrożnie przeszła przez próg, oddychając nieco głębiej kiedy znalazła się poza skrytką, tak jakby niebezpieczeństwo zamknięcia jej tam i pozostawienia jej na długie godziny zmalało właśnie. Schowała trzymane przez nią notatki i kluczyk do kieszeni, mając nadzieję, że teraz wszystko będzie spokojnie i rozmowa przebiegnie w bardziej lżejszym tonie, co Despenser chyba również próbowała wyczuć.
- W ogóle nie chciałam się przebranżawiać na przestępcę, nie wiem, gdzie znalazłabym czas pomiędzy byciem grajkiem ulicznym, krawcową i jeszcze zbierając ubrania do prania i cerowania po moim bracie. Człowiek aż nie znajduje wolnej chwili na takie przyjemności jak kradzieże. – Uśmiechnęła się, parskając lekko, spoglądając jeszcze na Evelyn. Wiedziała, że kobieta pewnie najadła się równie dużo nerwów co ona, chociaż pewnie nie więcej (a przynajmniej tak to postrzegała ze swojej perspektywy osoby zupełnie bezbronnej). – Jeżeli bank robiłby jakiekolwiek problemy w tej sytuacji, proszę napisać do mnie na Camden Street 10, do Sheili Doe. Zrobię wszystko, żeby pomóc wyjaśnić tę sytuację, chociaż znając gobliny, najpewniej raczej potraktują mnie jako nikogo ważnego.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]01.06.21 17:25
Prawdopodobnie w Evelyn wstąpiła nieczęsto wychylająca się dobroduszność. Jeżeli już i tak byle zawirowanie przypadków wytypowało akurat ją, to musiała przyjąć to jak najszybciej na tzw. klatę i iść dalej, zostawiając wszystko za sobą. Gdyby jednak postawiła na polemikę, cała sytuacja zostałaby niemiłosiernie rozciągnięta, zajmując tym samym zbyt wiele drogocennego czasu. Wybrała dla siebie mniejsze zło, mając nadzieję, że wybór okaże się słusznym. Trzeba napomknąć, że zmiana zachowania Despenser nie miało absolutnie nic wspólnego z zaufaniem – wciąż traktowała Sheilę jak osobę całkowicie nieznaną, jedynie zrezygnowała z obwiniania dziewczyny o całe zło tego świata, w tym mając na myśli również sytuację, gdy ta znalazła się w jej skrytce bankowej.
Nie skomentowała zasłyszanych słów, nie miała nic do powiedzenia, bowiem co miała powiedzieć? Była prawdopodobnie ostatnią osobą, która mogłaby wesprzeć nieznajomą dobrą radą, zresztą takowe wyciągała równie nieczęsto przy bliskich jej otoczeniu osobach. Mogła powiedzieć, tak po prawdzie, że zawsze wyrażała się w aspektach wsparcia dość oschle i jednocześnie nadopiekuńczo w stosunku do własnych przyjaciół, dziwiąc się za każdym razem, że jej słowa są tak poprawnie odbierane. Herbert doskonale znał na własnej skórze jej dobroduszne rady, najczęściej te, które wyrażała niewybrednie, gdy tylko dochodził do niej ogrom wydarzeń wirujących wokół jej przyjaciela. Tak, Evelyn Despenser zdecydowanie była ciężka w relacjach, ale jeżeli już wkroczyło się w krąg jej przyjaciół – stawała się niemal nieznośna, chcąc chronić wszystkich na których jej zależało. Była również hipokrytką, broniąc i ganiąc wszystkich wokół za bezmyślne pakowanie się w tarapaty, choć sama wielokrotnie uczestniczyła w niemniej bezmyślnych wydarzeniach i co gorsze, nie wycofywała się, a brnęła dalej, nie zważając na potencjalne niebezpieczeństwa, nie lękając się konsekwencji. Miało to poniekąd związek z jej rodziną i nią samą, a konkretniej – z tym, czym stawała się podczas comiesięcznych pełni. Jakby sama potrzebowała sprawdzić, czy w sytuacjach niebezpiecznych poczuje lęk przed śmiercią, jakby uczucie strachu miało obudzić w niej jakąś świadomość.
Skrzyżowała ręce na piersi, zapamiętując w umyśle imię pracownika, o ile oczywiście cokolwiek jej to pomoże, kto wie, nawet imię mogło być nieprawdziwe, ba, mogło należeć do kogoś zupełnie innego. Niemniej jednak był to już jakiś trop, jakiś szczegół, który mógł ułatwić jej załatwienie sprawy i próbę wymierzenia sprawiedliwości. Nawet w przypadku, gdy był to nieszczęśliwy w skutkach błąd, mogła wnioskować o przypilnowanie ów goblina w przyszłości. Jakkolwiek się ta historia nie zakończy, Evelyn będzie mieć poczucie, że nie zostawiła tego przypadkowi, zrobiła to, co do niej należało i chociaż spróbowała zapobiec powtórce z rozrywki. – Spróbuję coś temu zaradzić – powiedziała jedynie, wracając do swojej standardowo ograniczonej ilości wypowiadanych słów. Była bowiem minimalistką, która wolała mówić tylko tyle, by zachować należyty przekaz i mieć pewność, że jej rozmówca zrozumie wszystko w pełni. Tu sytuacja była i tak o tyle trudna, że rozmowa z goblinami w większości wcale nie należała do przyjemności i ratunkiem było tylko to, że z samą kruczowłosą rozmawiało się tak miło, jak z rozjuszonym wilkiem.
- Co by się nie stało, pozostań przy swoim. Nie nadajesz się na przestępcę Sheilo – jej słowa, choć wypowiedziane beznamiętnie, miały w sobie siłę, wyznaczając pewność, którą kruczowłosa w nie włożyła. Patrząc na kobietę przed sobą wątpiła, by ta nadawała się na długofalowego przestępcę, choćby zwykłego kieszonkowca. Nigdy nie wiadomo komu próbuje się coś ukraść. Można było wiele razy wyjść z utargiem z kradzieży, ale ten jeden mógł przesądzić o końcu kariery, a kto wie, może nawet o końcu żywota. Evelyn pamiętała o tych wszystkich wcześniej zasłyszanych nazwiskach, jej rozmówczyni miała przyjaciół, więc nawet w ciężkich czasach będzie miała się do kogo zwrócić po pomoc i choć znała z tego całego natłoku tylko jedno nazwisko, to już ono upewniało ją w tezie, która postawiła. – Mam nadzieję, że to nie będzie konieczne, ale dobrze, jeżeli wystąpią jakiekolwiek problemy wiedz, że się nie zawaham – wyjaśniła z niemal niezauważalnym uniesieniem kącików ust. Miała jednak dużą dozę wiary w to, że wcale nie będzie musiała korzystać z tej opcji, gobliny zapewne same podejrzewały, że coś jest nie tak, nie przez przypadek w końcu to oni zajmowali się bankiem, a ona miała im przynieść jedynie potwierdzenie tychże podejrzeń.
- Osobiście przypomnę jedynie, żebyś jednak udała się jeszcze raz do skrytki. Tylko tym razem upewnij się zawczasu, że to ta właściwa – puściła jej oczko, mające być małą przekorą co do dzisiejszego zdarzenia. Mimo tego werbalnego kuksańca wiedziała, że kobieta od dziś będzie zwracać szczególną uwagę w banku. Nie tylko na skrytki, ale na wszystko, co się dzieje wokół niej podczas pobytu w banku, a kto wie, może wyostrzy to jej uwagę również poza nim. Ludzie uczą się całe życie i prawdopodobnie była to kolejna cenna lekcja, której we dwie doświadczyły.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak
Korytarz przy skrytkach - Page 3 Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]04.06.21 9:32
Niewiele się spodziewała po Evelyn, przynajmniej pod jej własnym względem. Była dla niej obcą, dlatego nie oczekiwała, aby nagle stała się dla niej kimś ważnym. W tych czasach trzeba było pożytkować swoje siły i jeżeli ktoś nie stanowił większego zagrożenia, przechodziło się nad tą osobą do porządku dziennego. I to nie w celu złośliwości, czy nieuprzejmości, po prostu trzeba było mierzyć siły na zamiary, a niebezpieczeństwem zajmować się najpierw. Ona w tym momencie przestała być zagrożeniem, a więc i przestała być godna uwagi. Jej słowa wcale nie musiały oddziaływać na pannę Despenser – skoro ta stwierdziła, że nie widzi w niej złodzieja, równie dobrze mogłaby po prostu odejść. Nie wiedziała, czy los jeszcze je kiedykolwiek zetknie, ale póki co, skoro Evelyn umiała widzieć w niej kogoś więcej niż złodzieja. Nie wydawało się, aby nagle z tego wszystkiego mogła zostać klientką, ale jeżeli kiedyś zobaczą się w innych okolicznościach, to spotkanie przebiegnie lepiej. I może nawet porozmawiają nieco dłużej.
Pewnie rozumiałaby tę nadopiekuńczość. Wychowała się pod okiem braci, którzy byli jej jedynym światem oprócz dziadków. Trzymali się blisko, a chronili się najbardziej na świecie. Teraz, kiedy w końcu odnalazła ich, po dwóch latach rozłąki, była pewna, że jeszcze bardziej rzucą się w swoją stronę, pilnując jej jak oka w głowie. A ona będzie suszyć im głowę za każdym razem, kiedy będą wracać pobici, doprowadzając swoje zmartwienie nad nimi niemal do histerii.
- Dziękuję za sporą wiarę, ja również czuję, że nie chcę kierować się w tym kierunku. Jak widać po tej sytuacji, wystarczy mi w życiu kłopotów. Jedyne, czego mogę życzyć pani, to i to, aby zdecydowanie mniej obcych osób znajdowała pani w swojej skrytce. – Chciała się uśmiechnąć, nie wiedziała jednak, jak to wyszło. Stres powoli z niej schodził, a to znaczyło, że nabuzowanie i napompowanie emocjami ustępowało zmęczeniu i pewnej irytacji. Nie na Evelyn, bo to nic z jej winy nie było, a i Sheila mogła się jedynie cieszyć, że spotkana osoba przestała oskarżać ją o kradzież. Raczej na bank, na tę całą sytuację, na tego goblina, który zamknął ją w skrytce, której mógł nikt nie otworzyć przez następny miesiąc – wtedy już na pewno uznano by ją za złodzieja, a zwłoki pewnie wyrzucili gdzieś smokowi po to, aby się pobawił – i w ogóle na życie ostatnimi czasy. Nie prosiła o zbyt wiele, ale problemy i tak pakowały się i garnęły się do niej. – Mam nadzieję, że wszystko przebiegnie w spokoju. Wolałabym nie sprawiać już więcej kłopotów niż zrobiłam to dotychczas.
Przejechała jeszcze dłonią, niemal bezwiednie układając włosy i rozglądając się po okolicy. Parsknęła sama lekko, kiedy panna Despenser wspomniała o tym, iż powinna udać się do właściwej skrytki. Fakt, że przez całą tą sytuację niemal o tym zapomniała, więc skończyłoby się to tak, że ani nie wzięłaby tego, co potrzebowała, ani nie zyskała nic na czasie.
- To chyba dobry czas, aby się tam udać, chociaż w tym momencie postaram się uzyskać pomoc od nieco sprytniejszego goblina, niż ten poprzedni. Powodzenia, pani…- Doszło do niej, że nawet nie wiedziała, z kim rozmawiała. Kobieta nigdy jej się nie przedstawiła, stąd i Sheila nie mogła powiedzieć o niej cokolwiek więcej. – Powodzenia. Mam nadzieję, że jeżeli przyjdzie nam się jeszcze spotkać, będzie to w przyjemniejszych warunkach.
Jeżeli kobieta jej nie zatrzymywała, Sheila uniosła dłoń na pożegnanie i udała się w kierunku, z którego przyszła. Potrzebowała asysty aby nie zgubić się w tych miejscach, nie chcąc jeszcze bardziej błądzić. Miała szczerą nadzieję, że dzisiejszy dzień jeszcze zmieni się na lepsze.  

zt


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]28.07.21 20:59
1.12-24.12

Do banku wciąż spływały kosztowności. Skąd się brały? Z ograbionych mugolskich domów? Trafiały do ministerialnych skrytek, a Steffen wolał o tym nie myśleć.
Podobnie jak o windykacji.
Część właścicieli sprzedanych domów, wśród nich sam Steffen, musiała jedynie uregulować należną (zdaniem goblinów) kwotę, która pokojowo została wyjęta z ich skrytek. Z częścią nie można się było jednak skontaktować i... gobliny po prostu wzięły, co ich. Cattermole sam był przy tym, jak otwierano jego skrytkę, ale widział też, jak kosztowności znikają ze skrytek innych.
Najlepsze zabezpieczenia na świecie - tyle, że wasze pieniądze są zabezpieczone przed wszystkimi, oprócz goblinów... - myślał z goryczą, kątem oka obserwując zabezpieczenia. Czy potrafiłby złamać część z nich, czy też tylko gobliny miały do nich dostęp? Wciąż był młodszym specjalistą, w teorii nie mógłby sobie pozwolić na wiele, ale przecież już przy włamaniu do Gringotta się udało. Obserwował więc bacznie, choć głowę miał spuszczoną. Widział wynoszone z opuszczonych skrytek monety, widział skrywane w nich kosztowności. Jeszcze po nie nie sięgnięto, jeszcze legitymowano się prawem i złymi intencjami przy sprzedaży mieszkań po zawyżonej cele, ale przecież właściciele tych skrytek już nigdy nie wrócą do Londynu. Gobliny w teorii były uczciwe, ale... co jeśli Ministerstwo wywrze naciski na to, by zawindykować nie tylko należne kwoty, ale wszystko w opuszczonych skrytkach? Steffen bał się o tym myśleć, a zarazem miał poczucie, że powinien tu być. Choćby jako świadek.
I może przenieść własne oszczędności do szuflady w domu, gdy już zabezpieczy lepiej Szczurzą Jamę.
Cóż, praca w Gringottcie... była niegdyś spełnieniem jego marzeń. A teraz... sam nie wiedział. Nie przeszkadzały mu docinki ani nieufność goblinów, nie. Zresztą, po nocach próbował uczyć się ich języka, a z pomocą Floreana i okazjonalnymi radami od Zlaty, a to nieco ułatwiało mu codzienne przebywanie w banku.
Przeszkadzało mu to, że do jego wymarzonej pracy, przystani nauki, do spełnienia ambicji każdego runisty - wślizgnęła się polityka. I to polityka, z którą się nie zgadzał. Czasami jedynym, co pomagało mu przetrwać dni w banku była posępna satysfakcja, że go okradł - i że nikt nie wiedział. I że pomógł Zlacie pozbyć się tamtego psychopaty z windykowanego mieszkania, o czym również nikt nie wiedział. Nawet ona.
Przygarbione plecy, lekko spuszczona głowa, pobladła cera, oczy skupione na runach, dłoń pewnie zaciśnięta na różdżce. W pracy był szarym, niepozornym Steffenem, interesującym się jedynie zabezpieczeniami. Jedynie. Tak, jak gobliny interesowały się jedynie złotem, prawda? A nie tym, że władza uznawała za gorszą każdą inną krew niż czysta. Również ich krew. Steffen widział, jak współpracownicy czasem na niego patrzyli. Jak na kogoś, kto może wtopić się w tłum, kto nigdy nie jest inny. Miał w papierach krew półkrwi, ale mugolskie pochodzenie zataił. Myślicie, że jestem taki jak o n i? A może w ogóle was to nie obchodzi? - myślał czasem z goryczą, ale przecież skupiał się tylko na pracy.

A pracy było mnóstwo. Coraz bardziej docierały do niego własne braki w dziedzinie numerologii i poprzysiągł sobie, że musi się szybko podszkolić. Gobliny nie były chętne do udzielania korepetycji, przyjęły go z pewnymi wymaganiami, więc po nocach wertował zaawansowane podręczniki i obiecał sobie poprosić o pomoc wujka Stevie'ego, gdy tylko ten znajdzie czas. Sam zaproponował badania nad uniemożliwieniem działania świstoklików w banku - ale teraz brakowało mu wiedzy, by wdrożyć je w życie. Musiał więc obserwować, jak nad jego pomysłem pracują bardziej zaawansowane w dziedzinie numerologii gobliny, samemu będąc sprowadzonym do roli pomocnika, specjalisty od transmutacji, chłopca na posyłki od rzucana prostych zaklęć. Praca niewdzięczna, ale płaciła dobrze. A przy okazji - wiedział, na jakim etapie są te badania. Że opracowanie sposobu zajmie jeszcze trochę, bowiem goblinom zależało, by był doskonalszy od tego w Ministerstwie.
Że w razie potrzeby mogę dać Ministrowi Longbottomowi znać i poprzedni sposób na opuszczenie tego miejsca nadal się uda. Zakon Feniksa już raczej nie będzie nigdy potrzebował nic z Gringotta, ale ta myśl dawała mu czasem nikłą nadzieję i pocieszenie. Że nie jest sprzedawczykiem.

Pracował też bezpośrednio z klientami. Czystokrwistymi, bogatymi czarodziejami, którzy pozostali w Londynie, a którzy w obliczu wojny zapragnęli indywidualnych usług, lepiej zabezpieczonych skrytek. Niektórzy cenili pracę z goblinami, inni, chyba bardziej nieśmiali lub bardziej uprzedzeni wobec szpiczastoustych, cenili sobie milczącego, młodego czarodzieja.
Zabezpieczał więc dla nich, wszystko czego zapragnęli. Nie potrafił nakładać klątw, ale w kilka godzin nakładał skomplikowane pułapki. Poczuł cień sympatii wobec otyłego mężczyzny, który zarządał Duny rozprowadzonej przed swoją skrytką. Kilka godzin modyfikował pułapkę tak, by była odpowiednio niewielka i nie zajęła całego korytarza, a także by nie uwzględniała goblinów. Ani nawet jego samego, nie był wszak upoważniony. Lepkie Ręce i Nierusz były podstawą, a niektórzy życzyli sobie, by nakładał je na każdy przedmiot z osobna. Praca była żmudna i stresująca, zwłaszcza, że do kosztowności nie dopuszczano go samego - czarował nad brylantową kolią w obecności klientki, surowej starszej damy, oraz jeszcze bardziej surowego współpracownika-goblina. Patrzyli mu na ręce, gdy starannie rozprowadzał nad biżuterią białą magię, która miała poparzyć każdego, kto dotknie kolii.
Klątwa Pokrzywki działa podobnie, widać czarna i biała magia nie są od siebie tak odległe - myślał, gdy później musiał sprawdzać znalezione artefakty właśnie pod kątem klątw.

Łamanie klątw wciąż było jego ulubioną częścią tej pracy, ale niestety częściej musiał poświęcać się właśnie pułapkom, badaniom nad zabezpieczeniami, oraz posępnej windykacji w Londynie. Tym, co przyciągnęło go do Gringotta była możliwość pracy w terenie, ale nigdy nie wyobrażał sobie, że zamieni pasjonujące groty na opuszczone mieszkania w Londynie. Bank słynął wszak z poszukiwania rzadkich artefaktów, ale wojna niestety spowolniła te prace. Nie zrezygnowano z wycieczek po Anglii ani chyba nawet wyjazdów za granicę, ale młodszych pracowników - takich jak Steffen - częściej pozostawiano w stolicy. Gobliny nie cierpiały ryzyka, a wojna była zbyt nieprzewidywalna - i choć Steffenowi nie zdradzano szczegółów odnośnie poszukiwań artefaktów, to miał wrażenie, że zamrożono wszystkie misje poza tymi priorytetowymi. Oddział łamaczy klątw na terenach ogarniętych wojną byłby w końcu kiepskim pomysłem. Chyba wciąż trwały wykopaliska w Irlandii, chyba ktoś niedawno wybrał się do Szkocji, niektórzy współpracownicy nadal nie wrócili z Egiptu - ale to tyle. Rutyna zastąpiła obietnicę przygód, a choć Steffen był pierwszym chętnym do ryzykownych wypraw w terenie, to nie wiedział, czy te nie ruszą pełną parą dopiero po wojnie. A kiedy ta w ogóle się skończy...?

Przynajmniej mógł zdejmować klątwy na miejscu. Nie wszyscy ufali ministerialnym łamaczom, a wielu czarodziejów "znajdowało na strychu" tajemnicze przedmioty. Ci bogatsi prosili o pomoc gobliny, za stosowną opłatą, wyższą od tej ministerialnej. Steffen sprawdzał więc żmudnie kolie, pamiętniki, dzienniki, obrazy, skrzynie, a nawet srebrne zastawy obiadowe, które trafiały potem do skrytek. Czasem Hexa Revelio nie wykazywało nic, ale często musiał zdejmować klątwy - przerażony tym, ilu czarodziejów miało w domach czarnomagiczne przedmioty, a zarazem rad, że nadal może to robić i wprawiać się w trudnej sztuce łamania klątw. Trafiały się proste, jak Klątwa Pokrzywki lub Głodu, ale w grudniu uporał się również z Klątwą Fałszywego Proroka - którą musiał zdjąć zarówno z ozdobnego pierścienia, jak i z jego ekscentrycznej właścicielki - oraz Klątwą Zapomnienia. Najbardziej lubił zresztą kolegów z działu łamania klątw - jeden z nich nadal pamiętał, jak w lecie Steffen zdjął z kogoś trudną Klątwę Opętania i od tej pory odnosił się do Cattermole'a nieco życzliwiej niż reszta goblinów.

Osiem godzin, każdego dnia. Czasem dziewięć albo dziesięć, jako młodszy specjalista musiał brać w końcu nadgodziny. Dni zlewały się w jedno, ale przynajmniej w murach banku nie musiał myśleć o tym, jak pusty jest Londyn bez mugoli. Czasem bywał tak zapracowany, że nie mógł ani nie musiał myśleć w sumie o niczym - nawet o tym, że praca wcale nie jest tym, czego się spodziewał. Rutyna zastąpiła idealistyczne marzenia o wielkiej przygodzie, ale przynajmniej na wypłatę nie mógł narzekać.

/zt


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 30 +4
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 35 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]28.07.21 22:28
Mówią, że nie wolno wyrokować po pierwszym wrażeniu, że należy bardziej zagłębić się w psychikę drugiego człowieka, by w ogóle móc próbować go ocenić. Cóż, ci co to mówią z pewnością nigdy nie byli bezpośrednio napadani, okradani i nikt, absolutnie nikt nigdy nie naruszał ich przestrzeni i prywatności. Evelyn nie chciała oceniać Sheili, jednak wydarzenia mówiły same za siebie, pozostawiając niesmak i ogólnie pojęte złe wrażenie. Nawet jeżeli był to zwykły zbieg okoliczności, wypadek, jednorazowy incydent, to i tak poruszył czułą strunę kruczowłosej, która od tej pory zapewne będzie bardziej czujna, ostrożna i przede wszystkim mniej ufna służbom. Kaprys wymalowany na jej twarzy wystarczał, by móc wyczytać z niego ogólne zniechęcenie spowodowane korzystaniem ze skrytek i gdyby nie okres wojny i wszystkie zagrożenia za tym idące, zapewne trzymałaby swoje drogocenne dokumenty i pieniądze choćby w skarpecie. Możliwe, że tam byłbyby o wiele bezpieczniejsze...
- Nie dziękuję, choć mam nadzieję, że te słowa się sprawdzą. - Podchodziła sceptycznie do wymiany zdań z kobietą i siliła się na zwykłą, dość wymuszoną uprzejmość, ale miało to również swój cel – kto wie, czy w przyszłości ta sieć kontaktów się nie zwiąże i ktoś z otoczenia młodej kobiety nie odwiedzi hodowli Evelyn? Różnie bywa na tym świecie, a przypadki uwielbiają chodzić po ludziach. Mimo wszystko miała już powyżej uszu niecodziennych sytuacji w swoim życiu i również życzyła sobie mniej obcych osób, czy niezapowiedzianych gości w nieodpowiednich miejscach i o nieodpowiednim czasie.
- Proszę tym razem po prostu upewnić się, najlepiej dwukrotnie, czy to odpowiednia skrytka. Jeszcze przy obecności goblina – zaproponowała niewzruszenie, wypowiadając słowa ze swoją zwyczajną obojętnością w tonie, zupełnie tak, jakby już była zbyt zmęczona, by wkładać w to spotkanie więcej swojej energii. Zauważyła zawahanie w wypowiedzi kobiety, lecz nie uczyniła nic, by to zmienić. Nie czuła potrzeby przedstawiania swoich personaliów, to też nie zająknęła się na ten temat ani słowem. – Życzę miłego dnia – skinęła kobiecie głową z delikatnym, niemal niezauważalnym uśmiechem na ustach i odwróciła się, by rozpocząć drogę w kierunku wyjścia z tego przeklętego banku. Swoją drogą nie miała zamiaru zostawić tej sprawy samej sobie i już obmyślała plan, który miał jej pomóc w rozdysponowaniu odpowiednich argumentów w stronę goblinów, które w najprostszy sposób pozwolą jej osiągnąć swój cel i wymierzyć sprawiedliwość. Nie ma możliwości, by taka sama sytuacja wydarzyła się podobnie, przecież ucierpi na tym wizerunek banku, miasta i obiecywanej wszechobecnie ochrony. Odkładała plan złożenia skargi na inny dzień, ale coś tknęło ją dosłownie w progu banku, a uczucie to było tak silne, że obróciła się na pięcie i bez większego rozmyślania skierowała do pierwszego lepszego goblina, który wyglądał na wyżej postawionego w strukturze firmy. Cóż, co masz zrobić jutro, zrób dziś – nieprawdaż?

/zt.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak
Korytarz przy skrytkach - Page 3 Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]27.10.21 14:21
4 stycznia 1958 roku
Rytmicznie wystukiwany o blat lakierowanego biurka rytm zdradzał zniecierpliwienie. Wpatrywała się w spiętrzony obok stos papierów czekających na uzupełnienie sprawozdań. Prowadzenie dokumentacji było najmniej satysfakcjonującym z zajęć, jakie wiązały się z zagranicznymi ekspedycjami i choć Claire nie miała problemu z przedzieraniem się przez druki, tak monotonność dzisiejszego zadania uparcie ściągała jej powieki do dołu. Krótko zerknęła na zawieszony na ścianie zegar, analizując pokrętne wskazówki. Grymas na kobiecej twarzy świadczyć mógł wyłącznie o rezygnacji i pogodzeniu się z marnym losem. Już sięgała po spoczywający na szczycie stosu dokument, kiedy rozległo się przeciągłe chrapnięcie. Współdzielący z nią pokój Burt Sheridan siedział w fotelu z głową zwieszoną w tył na oparciu. Zamknięte oczy i szeroko rozwarte usta wskazywały na to, że absolutnie nie jest on świadom irytacji koleżanki. Ta wyprostowała się natychmiast, przeklinając w myślach Sheridana, jego rodzinę, a nawet i kota; stanęła nad mężczyzną, przez krótką chwilą przyglądając się tej błogiej sielance, by zaraz wysunąć jesionową różdżkę i wycelować nią w mężczyznę.
- Clavum! - Czarodziej od razu zbudził się i rozejrzał w popłochu, z trudem skupiając wzrok na stojącej przed nim czarownicy. - Wychodzę, a ty zajmij się wreszcie czymś pożytecznym.
- A-ale przecież drzemka jest ważną częścią dnia, bez tego nie da się pracować, ani w ogóle skupić! - Burt próbował się wytłumaczyć, przyjmując szeroki, zaspany uśmiech na twarz, ale Claire była już w drodze do drzwi, nie zwracając na niego uwagi.
Długie, zawiłe przejścia wciąż skrywały przed panną Fancourt wiele sekretów i nawet po utartych ścieżkach, przemierzanych regularnie od ponad dziesięciu lat nie mogła przejść z zamkniętymi oczami. Nie dlatego, że ich położenie zmieniało się, podobnie jak w przypadku ruchomych schodów Hogwartu, ale dlatego, że bez odpowiednio uważnego spoglądania pod nogi można było potknąć się o goblina. W ostatniej chwili zatrzymała się gwałtownie, a pochmurny wzrok spoczął na półgoblince, którą wszak rzadko można było spotkać na korytarzach banku - a może zwyczajnie mijały się w trakcie pracy?
- Oh, ty też tutaj - bardziej stwierdziła, niż zapytała, a mrukliwy ton jej głosu nie poniósł się po kamiennym korytarzu. - Xayrli tong, Zlata - przywitała ją po goblidegucku, wsuwając dłonie w kieszenie długiej, wełnianej spódnicy. - Wyglądasz fatalnie, nie mów, że wprowadzili znów zmiany w postępowaniu dla działu windykacji. - Obie brwi uniosły się ku górze w powątpiewaniu. Ciągła zmienność była cechą ludzką, działalność goblinów zdecydowanie różniła się od tej prowadzonej wyłącznie przez czarodziei. Wyciągnięte z zajęć o historii magii informacje na temat życia goblinów nie do końca pokrywały się z faktami rzeczywistego życia. Przez lata ciągłej współpracy dochodziło do niezbędnych zmian, jakie miały usprawnić funkcjonowanie obu gatunków, ale i te wymagały pewnych poprawek. Bank Gringotta nie był w tym odosobniony i pomimo swej wielkiej sławy z dbałości o szczegóły, pracownicy banku podchodzili z pewnym sceptycyzmem do kolejnych zmian, zwłaszcza gdy bezpośrednio wiązały się z wykonywanymi przez nich zadaniami.
Claire Fancourt
Zawód : klątwołamaczka w banku Gringotta
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if it scares you it might be
a good thing to try
OPCM : 14 +4
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +1
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10616-claire-fancourt https://www.morsmordre.net/t10763-atena#326881 https://www.morsmordre.net/t10764-claire#326882 https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10762-skrytka-bankowa-nr-2336#326880 https://www.morsmordre.net/t10765-claire-fancourt#326891
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]01.12.21 12:54
Nie cierpię, kiedy obie moje prace ze sobą kolidują. W dzień trzeba nakurwiać papierologię - ostatnio nic tylko siedzę w papierach - a w nocy muszę tropić pewnego przyjemniaczka, na którego dostałam zlecenie. Doba jest stanowczo za krótka, żeby się ze wszystkim wyrobić, ale olać banku nie mogę. To moja przykrywka, miejsce, gdzie czuję się dobrze, jak w rodzinie, mimo że co niektórzy łypią na mnie krzywo. Czy to kwestia, że nie jestem w stu procentach goblinem? Czy może obrzydza ich to, czym się zajmuję? Nie wiem. Z pracy jestem dumna, a i goblinem się czuje bardziej niż człowiekiem. Szczególnie teraz, kiedy władze patrzą na mieszańców wszelkiej maści krzywo.
Jest jeszcze jedna rzecz, która motywuje mnie do pozostania w Gringottcie - dostęp do danych osobowych. Wszystkie adresy, nazwiska, udzielone dostępy do skrytek. Wszelkie możliwe informacje, związane z wprowadzaniem i wyprowadzaniem gotówki. Dzięki temu mogę być skuteczniejsza w swojej drugiej pracy.
Oczywiście, muszę uważać, żeby ktoś się nie dojebał. Dlatego nie daje im pretekstów - praca jest wykonywana dobrze, pieniądze od dłużników zwracają na łono banku. A to, że czasem zdarzają się zgony podczas zajęcia nieruchomości… No cóż. Przypadki chodzą po ludziach. Najważniejsze to trzymać się statystyk, żeby w papierach było czysto.
Z racji tego wszystkiego, cel na dzisiejszy dzień był prosty - przewalić papiery, sprawdzić, czy czegoś nie przegapiłam, zaplanować sobie resztę tygodnia. I przetrwać.
Przetrwać.
Kurwa, obym dziś dorwała typa, no maksymalnie jutro, bo się chyba poskładam. Albo zrobię jakiś durny błąd, co mi tu rozpierdoli resztę planów biznesowych.
Z tymi myślami szłam po korytarzu, trzymając absurdalnie wielki, obity w paru miejscach kubek z kawą. Bez mleka. Bez cukru. Oczywiście, mogłam wyskoczyć z hajsu i skołować sobie eliksiry… tylko że nie. Kawerka pomoże. Eliksiry kosztują, a ta tutaj jest darmowa.
-Hę, co? - unoszę głowę, próbując zrozumieć, kto mi dupę zawraca. Na szczęście to nikt, z kim nie chciałabym gadać. - Bu yaxshimi, bilmayman.
Claire jest w porządku. Mniej chaotyczna niż większość ludzi, którzy tu pracują, tak że da się z nią i na trzeźwo wytrzymać.
-Na szczęście jeszcze nie. Ale pewnie się to zmieni. Przez te nowe podatki i inne “przyjemne” rzeczy... - nie chciałam być sarkastyczna w miejscu pracy, ale jestem zbyt senna na zabawę w teatrzyki i opowiadanie, jakie tu wszystko jest cudowne. - Przybyło nam dłużników. Jeszcze wieją poza miasto i weź ich potem szukaj, jak ten debil, po całej wyspie. Tak że tylko czekać, aż kierownictwo pozmienia procedury.
Krzywię się i upijam trochę czarnej, gorzkiej cieczy.
-A u was to jak? Też słyszałam, że macie od groma roboty. Ale ty to wyglądasz na wyspaną... - unoszę brew, przyglądając się jej uważnie. - To jak z tym jest? Faktycznie macie wysyp czarnoksiężników-panikarzy, czy to tylko plotki, które rozsiewa Cattermole?


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Korytarz przy skrytkach - Page 3 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]11.12.21 19:32
Poznając Zlatę można sobie uświadomić, że z całą pewnością nie jest to osoba, z którą chciałoby się mieć na pieńku. Można bagatelizować jej niepozorny wzrost i drobną posturę, ale widząc szereg błyszczących, ostrych jak sztylety zęby w wykrzywionych w złowieszczym uśmiechu ustach, zwykle robi się krok w tył i dokonuje ponownego przemyślenia początkowych zamiarów. Claire miała przyjemność poznać Zlatę nieco bliżej, przynajmniej na tyle, by nie uciekać w przestrachu na jej widok. Ceniła sobie jej czarne niczym najgęstsza smoła poczucie humoru, dobrze odnajdując się w ulicznym żargonie i niewybrednych komentarzach. Daleko jej wszak było do poukładanej, cnotliwej panny, więc towarzystwo Raskolnivowej bardzo jej odpowiadało.
- Pewnie jeszcze łudzą się, że ci uciekną - mruknęła, sarkastycznie unosząc kącik ust. Słyszała plotki, że dział windykacji mocno odżył w momencie, w którym Zlata Raskolnikova do nich dołączyła. Statystyki skoczyły w górę, pieniądze na bankowych kontach również, długi nierzadko trafiały także i do Claire w postaci drogocennych przedmiotów, które miała sprawdzać pod kątem bezpieczeństwa, mnożąc jej dodatkowo pracę. - Myślisz, że jakie zmiany wejdą? Raczej nie będą to umorzenia. - Bankowi to by się nie opłacało, ale kiedy instytucją rządzą gobliny, wszystko może się zdarzyć i nigdy nie można było być pewnym jak blisko prawdy jest się w swoich prognozach.
- Zgadza się, rodzi to sporo papierkowej roboty, którą trzeba wykonać w wyższym priorytecie. Zwykłe zadania też trzeba zrobić, więc zostajemy po godzinach - wyjaśniła lakonicznie, machnąwszy niedbale ręką. W tym wszystkim najbardziej irytowało ją to, że stale odsuwał się termin następnej wyprawy. Gobliny wolały ograniczyć ekspedycje do minimum, zostawiając sobie jak najwięcej sił na miejscu. - Wczoraj wezwali wszystkich do sprawdzenia przedmiotu z podejrzeniem Klątwy Przeklętego Ognia, który, jak się później okazało, był wyłącznie marnym żartem i nieudolną runą jakiegoś amatora.
Wtedy to do jej nozdrzy dotarł zapach smoliście czarnej kawy. Twarz Claire złagodniała i kobieta pochyliła się nieco, by zerknąć do zawartości kubka półgoblinki. Podobny zestaw był celem jej aktualnej misji i dodatkowy przystanek na tej drodze oddalał ją od cennej nagrody. Z drugiej jednak strony Zlata była osobą, z którą marnowanie czasu omawianie aktualnego stanu banku było naprawdę przyjemną rozrywką.
- Jest jeszcze kawa w socjalnym? Mam nadzieję, że nie rzucili się wszyscy na raz. Sheridan zostawił wszystko na mojej głowie i wkrótce oszaleję - burknęła, wywracając oczyma. - Nie wiem jakim cudem dalej się tu utrzymuje. - Panna Fancourt nieczęsto narzekała na niedolę własnego losu, zazwyczaj zaciskając zęby i prąc do przodu, pokonując wszelkie przeciwności, lecz kiedy w grę wchodził mężczyzna, którego zachowanie gwarantowało mu łatkę buca, wszystko w niej wrzało.
Claire Fancourt
Zawód : klątwołamaczka w banku Gringotta
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if it scares you it might be
a good thing to try
OPCM : 14 +4
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +1
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10616-claire-fancourt https://www.morsmordre.net/t10763-atena#326881 https://www.morsmordre.net/t10764-claire#326882 https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10762-skrytka-bankowa-nr-2336#326880 https://www.morsmordre.net/t10765-claire-fancourt#326891
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]06.04.22 0:55
-No nie będę ludziom zabraniać posiadania marzeń. Nawet takich idiotycznych - odpowiadam, uśmiechając się w podobny sposób.
Miło było w końcu pożartować z kimś na poziomie. Czasami żałowałam, że nie mogę opowiedzieć Fancourt więcej śmiesznych historii z tej mojej… drugiej pracy. Na pewno by jej się spodobały. Niestety za słabo ją znam, żeby sobie pozwolić na więcej swobody. Ciekawe, co kryje się w jej głowie? Jestem pewna, że w końcu każdy klątwołamacz w pewnej chwili musi zmierzyć się z pokusą, stworzenia czegoś mrocznego i pięknego, a nie tylko niszczenia splotów czarnej magii.
-Nie no… nie sadze, że umorzą. Kraj potrzebuje złota. - i będą go z ludzi wyciskać na wszelkie możliwe sposoby, a przede wszystkim - naszymi, goblińskimi rękami. Tak im wszystkim od zawsze było wygodniej. Nawet w naszym banku byliśmy i jesteśmy, pilnując wykonanych przez nas monet, tylko i wyłącznie na usługach kolejnych pokoleń szlacheckich zjebów. I gdyby jeszcze były z tego jakieś większe korzyści… a tak, chujnia z grzybnią i dziwaczna ciecz zamiast kawy.
-Coś tam jest, ale na twoim miejscu to bym tego nie tykała. Może i wygląda jak kawa, ale na pewno nią nie jest. Mogę ci nalać czegoś z naszych prywatnych zapasów. - robię niedbały gest głowa w stronę komorniczego skrzydła. - I sobie odpoczniesz od Sheridana. Typa podobno żona z domu wystawiła na próg, bo go przyłapała w ich własnym łóżku, jak posuwał jakąś flądrę, i teraz mu odwala. A przynajmniej ktoś tak na stołówce gadał.
Kolejny łyk kawy sprawia, że zaczynam odżywać coraz bardziej, a mózg w końcu zaczyna współpracować z resztą ciała.
-Wiesz co. To jak mówisz, że same beznadziejne zadania ostatnio dostajecie, to będę coś dla ciebie miała. Chodź, pokażę.
Robię w tył zwrot i kieruję się wprost do naszego magazynu. Tam, za niepozornymi drzwiami, kryły się kolejne - magicznie zabezpieczone o ciężkim, okrągłym zamku, przypominającym ster statku. Sprawnym ruchem układam odpowiednią sekwencję run, przekręcam koło, po czym wchodzę do środka - do królestwa ciągnącego się labiryntu regałów, przepełnionych najróżniejszymi szpargałami, i sięgającymi aż po sam sufit.
-Znaleźliśmy taki badziew u jednego z naszych "klientów". Osobiście nie mam bladego pojęcia, co to ma być, ani co robić, chociaż wstępnie udało mi się wyjaśnić, że to jakieś zaklątwione gówno. - rzadko pozwalam sobie na używanie mocniejszego języka w robocie, ale nie byłam w stanie dopasować odpowiedniego słowa do tego, z czym przyszło nam się mierzyć.
Kiedy w końcu znalazłyśmy się na miejscu, bez zbędnych komentarzy przywołałam ruchem dłoni nieduże i nadpalone w paru miejscach drewniane pudełko, wielkości szkatułki na biżuterię, a następnie uchyliłam wieko, ukazując zawartość.
-Powiem tak. Widziałam wiele dziwacznego badziewia, ale coś takiego to po raz pierwszy.
Wewnątrz pudełka była koślawo robiona ze szmatek i Merlin wie czego jeszcze… lalka. Jej porcelanowa twarz patrzyła w przestrzeń pustymi, na wpół startymi oczami. Było w niej coś niepokojącego. Może to ta twarz, a może wrażenie, że coś porusza się pod cienką warstwą materiału.
-Alderbreight myśli, że to może być jakiś klucz, bo nie znaleźliśmy miejsca, gdzie delikwent trzymał swoją kolekcję obrazów - a taką na sto procent posiada - ale ja to nie wiem. A ty co o tym myślisz?


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Korytarz przy skrytkach - Page 3 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]06.04.22 12:43
Pokiwała głową ze zrozumieniem, zgadzając się ze Zlatą. Była jedną z nielicznych osób w Banku Gringotta, które nie doprowadzały jej do szewskiej pasji, pewnie też dlatego, że nie identyfikowała się w żaden sposób z toksycznymi, męskimi przekonaniami, którzy na każdym kroku starali się podkreślić swoją wyższość nad biednymi, słabymi kobietami.
- Oh nigdy nie pogardzę propozycją dobrej kawy. A o tej akcji z Sheridanem też już słyszałam, chyba nawet sam mi o tym wspominał. Nie bezpośrednio oczywiście, a kolegom w socjalnym, mając gdzieś to, że stoję obok i mogę cokolwiek słyszeć. Wydawał się być z siebie dumny, co też wcale mnie nie dziwi. Czasem odnoszę wrażenie, że większość tutaj ma nie po kolei w głowie… - mruknęła, wywracając oczami, mając głęboko w pogardzie swoich współpracowników. Nie wszystkich, oczywiście, a tych, którzy rozumiem pozamieniali się z małpami.
Ciemne brwi drgnęły, unosząc się ku górze w zainteresowaniu, kiedy Zlata nie czekając na reakcję Claire ruszyła w kierunku skrzydła dla windykatorów. Panna Fancourt rzadko bywała w ich magazynie, zazwyczaj pracując w sali specjalnie przystosowanej do działań na zaklętych przedmiotach. Dostarczane jej były pod nos, opatrzone etykietą i z załączoną teczką do zdawania raportów, z tym większą ochotą ruszyła za półgoblinką.
Krocząc wśród piętrzących się po sufit regałów przesuwała zaciekawionym wzrokiem po kolejnych, zakurzonych przedmiotach i pudłach z mało mówiącymi jej napisami. Niektóre opisane były w języku goblideguckim, przy którym musiała przysiąść na dłuższą chwilę, aby poskładać litery i rozpoznać znajome słowa. Zdecydowanie łatwiej przychodziło jej porozumiewanie się nim w mowie, niż piśmie, jednak na obecne potrzeby nie wymagała od siebie lepszej znajomości języka goblinów. Zatrzymała się przy stoliku, czekając aż Raskolnikova przywoła odpowiednie pudło, ze ściągniętymi w dziubek ustami oczekując zdjęcia pokrywy z nadsmalonego pojemnika.
- Nazwisko klienta pozostaje tajemnicą? Jeśli przewijał się wcześniej w rejestrach, będzie łatwiej określić czego można się po tym spodziewać. - ”Zaklątwione gówno” było jednym z częstszych zwrotów, jakie stosowano w tutejszych murach, zwłaszcza w towarzystwie osób, jakie z klątwami miały wyłącznie sporadyczny kontakt. Często jednak ciężko było nazwać to, z czym przychodziło im mieć styczność, jako że ludzie byli naprawdę kreatywni, gdy sięgali do skrajnych, desperackich czynów, chwytając się wszystkiego w przypływie chwili. Jeszcze nim zajrzała do środka już zaczęła zastanawiać się co półgoblinka nazywa mianem dziwacznego badziewia, lecz zawartość szkatułki zdziwiła także i ją.
- To zostało zarekwirowane? Sam właściciel wam to wręczył, czy po prostu wzięliście to, co było? - Im więcej wiedziała na temat tajemniczej skrzynki i jej zawartości, tym lepiej przyjdzie im rozpoznać co to właściwie jest. Klienci niechętni oddania swoich zasobów często uciekali się do rozmaitych sposobów, by wymierzyć złośliwego pstryczka w nos tym, którym przyszło odbierać dług. Szczególnie kreatywni byli przecież ci, którzy znali się kreśleniu run i tchnieniu w nie magii wedle własnego upodobania. Byłoby przecież miło, gdyby nic niespodziewanie nie wybuchło im w twarze. Claire sięgnęła do kieszeni wełnianej spódnicy wyjmując zeń skórzane rękawiczki, jakże niezbędne przy pracy z zaklętymi przedmiotami. - Dotykaliście tego? Czy klient mówił jakie ma to właściwości? W jakim miejscu było to przechowywane? - Kolejne pytania mające przybliżyć ją do zrozumienia istoty lalki. Czarownica ostrożnie sięgnęła po zlepek szmat, a gdy nie zanotowała żadnego szczególnego oddziaływania, zaczęła uważnie obracać ją w dłoniach, oglądając lalkę. Pierwszym określeniem, jakie przychodziło jej na myśl, było brzydka. Nic dziwnego, że trzymana była w pudełku, a nie na półce w reprezentacyjnym miejscu. Porcelanowa buzia nosiła już ślad wieku o czym świadczyła przetarta farba na policzkach oraz ustach lalki, szklanych oczach majaczył się pewien niepokój. - Czuć, że jest to przedmiot wzbogacony magią. Czytałam o lalkach, które wiąże się z duszą człowieka celem związania ich losu, którym można manipulować. Pierwotnie miały one znaczenie ochronne, jednak z czasem zaczęto je stosować także z innych, mniej moralnych pobudek, zresztą jak wszystkie klątwy. - Przez lata swojej pracy natknęła się na zapiski traktujące o podobnych lalkach, jednak na terenach europejskich były słabo praktykowanym zwyczajem, toteż przyglądała się jej z nieukrywanym zainteresowaniem.
Claire Fancourt
Zawód : klątwołamaczka w banku Gringotta
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if it scares you it might be
a good thing to try
OPCM : 14 +4
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +1
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10616-claire-fancourt https://www.morsmordre.net/t10763-atena#326881 https://www.morsmordre.net/t10764-claire#326882 https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10762-skrytka-bankowa-nr-2336#326880 https://www.morsmordre.net/t10765-claire-fancourt#326891
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]07.04.22 0:35
-Coś w tym jest… - odpowiedziałam, mimowolnie kiwając głową. Ludzie, którzy tu pracują, a szczególnie ci z fujarami, bardzo często zachowują się tak, jakby to właśnie oni stanowili centrum wszechświata. Zawłaszczają sobie przestrzeń, która do nich nie należy. Ale ma to swoje plusy - nie zwracają uwagi nikogo innego. A tacy to lubią mielić ozorem. Ilu to ciekawych i pożytecznych rzeczy się dowiedziałam w taki oto sposób! I to takich, które pomogły mi później w pracy.
Tej drugiej pracy, oczywiście.
Drogę, jaką razem z Fancourt pokonałyśmy do magazynu, mogłam bez problemu przemierzyć z zamkniętymi oczami. A wszystko przez to, że z każdej akcji najczęściej wracało się z powozami, a teraz coraz częściej jedynie z workami i woreczkami, wypchanymi drogimi przedmiotami, które miały zostać później wystawione na aukcje i sprzedane za pokaźną sumę, aby spłacić długi. Część z nich od razu dało się wycenić - wśród komorników było naprawdę wielu znawców sztuki, mody, drogich alkoholi i magicznych przedmiotów. Trochę to niepokojące z jednej strony, lecz z drugiej, to całkiem przyjemnie jest porozmawiać z kimś o porządku doryckim, jednocześnie zmywając z różdżki zakrzepłą krew klienta, który z bliżej nieokreślonych powodów raczył był się rzucać.
Istniały jednak przedmioty, z którymi nikt za bardzo nie wiedział, co właściwie należałoby zrobić. Jak i czy warto to w ogóle wycenić. Czy szukać dalej ukrytych dóbr?
-Nazwisko? - zmarszczyłam brwi, starając się sobie przypomnieć dane tego tajemniczego przyjemniaczka. - Watkins… Czy jakoś tak? Wiesz, to nie moja sprawa była, bo robiłam tam po prostu za wsparcie… militarne.
Na samo wspomnienie tej akcji cicho się zaśmiałam.
-Jak za pierwszym razem nasi tam poszli, to zostali niemile zaskoczeni przez siedzące w krzakach inferiusy. Wiali, aż się za nimi kurzyło. - po czym dodałam, bo było to całkiem sprytne. - Koleś sobie ubitych mugoli przemienił i zabarykadował się w domu. Ale jak przyszliśmy za drugim razem go dojeżdżać, to poszło już sprawniej. Niestety, nie mógł opowiedzieć nam o pudełku, bo… no wiesz, jak to jest. Ogłuszonego i wleczonego do Tower to ciężko o cokolwiek wypytać.
Machnęłam od niechcenia ręką. Przynajmniej było o jedną niepłacącą szumowinę mniej.
-Pudełko z lalką znaleźliśmy w jego sejfie. Takim porządnie zabezpieczonym, ukrytym w ścianie za tapetą. I tyle. Żadnych kosztowności, żadnych artefaktów i tych cholernych obrazów. Nic. Tylko to.
Wskazałam ruchem głowy na paskudną lalkę.
-Rzucałam na to okiem na miejscu, żeby się mniej więcej zorientować, czego kategorycznie z tym nie robić, no ale to by było na tyle.
Byłam ciekawa, co Claire sądzi o tym znalezisku. Co z tym robić… no i najważniejsze - czy pomoże nam to w jakikolwiek sposób odzyskać dług. Jednak jej odpowiedź dość mocno mnie zdziwiła.
-Czekaj. Czyli że… - nachyliłam się bliżej do brzydkiej lalki. - Ktoś właśnie może nas podsłuchiwać czy coś w ten deseń? Albo, że to zaraz ożyje i zrobi nam tu rozpierdol? Dobrze rozumiem?


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Korytarz przy skrytkach - Page 3 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]07.04.22 13:35
Jak bardzo lubiła wylewać z siebie gorycz oraz niechęć, czerpiąc dziwną satysfakcję ze złowróżenia, tak prędko porzuciła temat nielubianych współpracowników. Mając w perspektywie o wiele ciekawsze zajęcie, nie zwlekała zbyt długo nad podjęciem decyzji, od razu podążając za półgoblinką. Gringottowe podziemia nadal skrywały przed nią wiele tajemnic i czasem odnosiła wrażenie, że podobnie do hogwarckich schodów zmieniały swoje położenie. Często irytowała się, gdy wskutek tego marnowała czas na odnajdywanie właściwych korytarzy, lecz dawało to marną namiastkę przygody.
Słów Raskolnikovej słuchała już mało uważnie, za bardzo wpatrzona w szmacianą lalkę, kiedy wyprostowała się nagle zdumiona, a zimny pot lał się wzdłuż pleców na wspomnienie inferiusów i zorganizowanej barykady wezbrały się w niej mdłości.
- I teraz mi o tym mówisz, kiedy już tego dotykam? - oburzyła się, choć wcale nie odrzuciła od siebie lalki. W ciemnych tęczówkach zaiskrzyła ciekawość, która okazała się być silniejsza od strachu. Kierował nią stały głód wiedzy i sięgania po to, co nieznane czy skrzętnie ukryte, zwłaszcza kiedy umysł ogarnięty był już nudą i rozglądał się za wszystkim, co tylko może dostarczyć odrobiny rozrywki. - Od kiedy to macie i dlaczego nie trafiło do nas wcześniej? Chociaż… nieistotne - mruknęła po pierwszej fali oburzenia. Gdyby nie pokątne podrzucenie przedmiotu, lalka pewnie spędziłaby najbliższy miesiąc w magazynie, a później prace nad nią przejąłby jeden z tych podstarzałych łamaczy klątw, a ten zrzuciłby zadanie na żółtodzioba. Już wkrótce tuszowaliby nieszczęśliwy wypadek, a gobliny po raz kolejny cieszyłyby się z własnego sprytu, że cały bank ukryły pod ziemią, skąd na powierzchnię mało kiedy wydostają się krzyki czy odgłos wybuchu. - Ktoś tu ma ewidentnie jakąś manię… - mówiła bardziej do siebie, niż do Zlaty, nie poprzestając w skrupulatnym przeglądaniu kolejnych warstw materiału. Zwykła nie bagatelizować żadnego ze znaków ani symboli, zbyt dobrze wiedząc jak kreatywni potrafią być czarodzieje w chowaniu swoich sekretów.
- Oh, salom! - uśmiechnęła się nagle, przechodząc wraz z lalką kilka kroków przed siebie, by światło zawieszonego dalej żyrandola ułatwił rozpoznanie wsiąkniętego w materiał znaku. - Ktoś bardzo sprytnie stwierdził, że nałoży runę w miejscu, gdzie są plamy, co czyni ją niemal niemożliwą do znalezienia. Spójrz, co widzisz? - zwróciła się do Zlaty i dopiero po chwili schyliła do półgoblinki, zapomniawszy przecież, że ta z racji swego pochodzenia jest od niej niższa o półtorej głowy. Przesunęła obleczonym w rękawiczkę palcem, odkrywając rozmazane wzory. - Nie dotykaj! - fuknęła ostrzejszym tonem, bardziej w ramach odruchu, niż przewidując zamiar Raskolnikovej. - Mówiłaś, że waszym celem jest kolekcja obrazów? Watkins musi być więc artystą czy innym kolekcjonerem, zazdrośnie chroniącym swoich dzieł. Na pierwszy rzut oka można by uznać, że to Ehwaz. Runa bardzo popularna i często stosowana, najczęściej służy jako element wywołujący u ofiary ból, fizyczny lub psychiczny. - Nakreślona mieszanką krwi i zwierzęcego tłuszczu odwrócona runa w kształcie litery W miała dość wyraźnie zaznaczone zewnętrzne ramiona, jak i linie dolne. - Ale wiedząc z kim mamy do czynienia, warto przyjrzeć się ponownie. - Na twarzy Claire nadal malowała się ekscytacja, a ciemne spojrzenie tkwiło wyczekująco w Zlacie, czekając cierpliwie, aż ta dostrzeże to, co chciała pokazać jej Fancourt.
Claire Fancourt
Zawód : klątwołamaczka w banku Gringotta
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if it scares you it might be
a good thing to try
OPCM : 14 +4
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +1
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10616-claire-fancourt https://www.morsmordre.net/t10763-atena#326881 https://www.morsmordre.net/t10764-claire#326882 https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10762-skrytka-bankowa-nr-2336#326880 https://www.morsmordre.net/t10765-claire-fancourt#326891
Re: Korytarz przy skrytkach [odnośnik]07.04.22 19:08
-Słuchaj, myśmy wszyscy to dotykali i żyjemy. - wzruszyłam ramionami. - Żadnych zjazdów, schiz, sraczki czy innych wątpliwych przyjemności. Zresztą, żadne z nas nie dotykało tego gołymi rękami. Aż takimi amatorami to nie jesteśmy.
Wyszczerzyłam zęby. Słowa Claire nie były przykre. Sama też bym poczęstowała zjebą każdego, kto i daje mało informacji i maca coś, czego stanowczo macać nie powinien. W tej sytuacji miałam również pewność, że oburzenie było tylko pewnym bezwarunkowym odruchem, bo ewidentnie myśli kobiety były już gdzie indziej. Wszędzie rozpoznałabym ten dziwny błysk w oczach.
-A bo ja wiem? Z tydzień? Dwa? - przeczesałam włosy palcami, bo tak łatwiej mi się myślało. - Wiesz, jak to jest z tą biurokracją. Pewnie już gdzieś ktoś wysmarował papier, że wasz dział ma się zająć, ale pewnie to gdzieś utknęło. - wskazałam na lalkę. - Tak więc proszę, jest cała twoja, częstuj się, nie musisz mi dziękować. - wgramoliłam się na stół, żeby wygodnie usadowić się na powycieranym drewnianym blacie i sobie zapalić. Nie chciałam przeszkadzać Fancourt w tym, co aktualnie robiła.
Jej myśli odpłynęły gdzieś daleko w krainę run, klątw i dziwacznych rozwiązań zjebanych ludzi. Watkins na bank miał nierówno pod sufitem. Z pozoru niegroźny odludek, okazał się śmiertelnym zagrożeniem dla okolicy - i, podobno, nie tylko dla mugoli. Przynajmniej tak okoliczni twierdzili. Ale nie to było najgorsze. Najbardziej obrzydliwym w tej historii był fakt tego, że typ wziął kupę hajsu, a spłacać to oczywiście nie ma komu.
Kiedy już prawie wypaliłam całego fajka, Fancourt nagle powiedziała coś głośniej i poszła z lalką w inne miejsce pomieszczenia. Jakoś tak odruchowo zeskoczyłam ze stołu i podążyłam jej śladem, chcąc zobaczyć, co ona tam właściwie znalazła. Niestety, musiałam poczekać, aż łaskawie podstawi mi lalkę pod nos, no bo kurwa latać to ja nie umiem.
-No… Widzę. Chyba. Nie wiem. Ale przyznam. Całkiem to pomysłowe. - przyznałam, gniotąc niedopałek papierosa w dłoni i chowając go do kieszeni. Nie mam czasu zbierać opierdolu za pety w magazynie.
-Wyluzuj. - zmarszczyłam brwi. - Nie mam w zwyczaju pakować paluchów, gdzie nie trzeba. Jakoś do tej mojej prawie czterdziestki jakoś dożyłam…
Ale ona już nie słuchała i robiła mi wykład o runach, z którego rozumiałam cały chuj, czyli nic. Eh, dlaczego za dzieciaka spałam w szkole na tej lekcji?
-Dobra, czekaj, czekaj. Po kolei. - westchnęłam ciężko. - Czyli mamy runę, która miała udawać taką od spuszczania wpier… robienia krzywdy, tak? I że lalka może być połączona z kimś magicznie?
Podsumowałam.
-Ale przyznam szczerze, że za cholerę nie wiem, o co ci chodzi z tą inną runą. Bo... - urwałam. - No nie był mój specjalnie ulubiony przedmiot w szkole. No ale pytanie jest teraz takie, co z tym czymś teraz mamy robić? Przesłuchać lalkę? Czy jak?


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Korytarz przy skrytkach - Page 3 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Korytarz przy skrytkach
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach