Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Leśne huśtawki [ślub]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Leśne huśtawki [ślub]   01.11.18 18:06

Huśtawki w głębi lasu

Okoliczne lasy kryją wiele tajemnic. Jedną z nich jest fakt, iż schodząc ze ścieżki i wchodząc między drzewa odrobinę głębiej, natrafić można na huśtawki zwisające z grubszych gałęzi niektórych drzew. Nie jest ich wiele i nie znajdują się blisko siebie, siedząc na jednej, trudno jest między drzewami dostrzec kogoś innego. Są idealnym miejscem dla osób potrzebujących odrobiny odosobnienia. Powiększają się magicznie, dostosowując do ilości osób, jakie trzeba pomieścić - maksymalnie na jednej zmieszczą się cztery.


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Leśne huśtawki [ślub]   04.11.18 20:08

Leśne huśtawki



W dniu ślubu na niemal całym terenie posiadłości Ollivanderów niewątpliwie jest gwarno i tłoczno. Na wesołych weselników napotkać można niemal wszędzie. Niewątpliwie z resztą weselne zabawy, czy muzyka która towarzyszyć będzie gościom do wczesnych godzin porannych stanowią niemałą atrakcję. Są jednak osoby którym ciężej jest znieść tłumy i nieprzerwany nadmiar bodźców jaki wiąże się z weselem w sposób dość oczywisty. To właśnie tym osobom dedykowane jest to miejsce. Trafi tu każda osoba, która spróbuje uciec od tłumu, wtopić się między drzewa szukając między nimi odrobiny wytchnienia. Ziemię w obszarze w którym znajdują się huśtawki nakropiono amortencją, aby każdy kto nadejdzie mógł czuć zapach dla niego najprzyjemniejszy, związany z najmilszymi wspomnieniami. To właśnie idąc za tym zapachem weselni uciekinierzy trafić mogą na jedną z nielicznych rozwieszonych na drzewach huśtawek, odpocząć w ciszy, daleko od tłumów. Huśtawki ozdobione zostały kwiatami i światłami, tego typu elementy znaleźć można także w drodze prowadzącej do nich - stanowić mają wskazówkę dla osób o słabszej orientacji w terenie, by nikt nie zagubił się w lesie.



Dzieci mają obowiązek rzucić dwiema kośćmi k20 przy każdym poście - suma kości wskazuję anomalię lub jej brak - zastępuje to kość anomalie - DN.

anomalie dzieci:
 




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I don't feel anything,
anything
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne huśtawki [ślub]   22.12.18 18:12

|Na dzień ślubu Ollivanderów

Głupio było to przyznać, ale ponownie się spóźnił na czyiś ślub, tym razem Ollivanderów. Ostatnio w ogóle nie potrafił się zorganizować. Coś po prostu podstawiało mu chochliki na każdym kroku, zupełnie tak jak gdyby coś przeskrobał przez ostatni czas. Nie potrafił przy tym rzucać się w tłum i pchać do młodej pary jak gdyby nigdy nic się nie stało. Oni i tak mieli dzisiaj swój dzień, po co więc miałby zawracać im głowę swoją osobą… i tak pewnie na każdym kroku byli zatrzymywani przez całą masę gości. Po co więc miałby dodatkowo ich męczyć? Lepiej, żeby chociaż chwilę odpoczęli i złapali oddech. Swój prezent, w postaci całej skrzynki kilkudziesięcioletniej whisky wraz z wielkim bukietem fioletowych wrzosów postanowił zostawić na widocznym miejscu wraz z innymi upominkami. Do tego dołączył także granatową kartkę z gwiazdami, którą wypisał długimi najlepszymi życzeniami dla młodej pary od rodziny Macmillanów. Miał nadzieję, że młoda para Ollivanderów zaakceptuje i wybaczy mu ten skromny prezent. Sam jednak nie znał ich najlepiej, a i nie znał preferencji młodej pary.
Nie potrafił odnaleźć się wśród tłumu. Cieszył się. Oczywiście, że cieszył się szczęściem Ollivanderów. Dobrze, że zacieśniali więzy z Prewettami. Tak powinno być. Ważne, żeby byli szczęśliwi. Dobrze, że dali także chociaż chwilę szczęścia innym w tym wyjątkowo ponurym czasie. Szkoda tylko, że on, Anthony, nie potrafił zbyt długo przebywać wśród gości. Peszył się i bał, że może ktoś go za chwilę zaczepi. Szybko więc skłonił się od głównych atrakcji tego wspaniałego dnia i miejsc zapełnionych czarodziejami zarówno „zwykłego” jak i „wyższego” pochodzenia. Miał nawet ochotę zniknąć zaraz po pozostawieniu swojego, jak mu się wydawało, skromnego prezentu. W końcu – komu był tam potrzebny? Może lepiej było odejść niż niepotrzebnie prawić tłum i psuć komuś nastrój swoim zamyśleniem. Szedł wolnym krokiem pomiędzy drzewami i rozmyślał co było lepszym rozwiązaniem – zniknięcie ot tak czy może powinien pozostać jeszcze chwilę i dopiero wtedy odejść.
Wtedy przed sobą zauważył rudowłosą czuprynę, która była mu dziwnie znajoma. Najpierw się zbliżył, potem przystanął na chwilę, gdy zrozumiał kogo widzi. Poczuł niewyobrażalny wstyd. Nie wiedział co powinien zrobić. Zbliżyć się, choćby się przywitać czy może uciec zanim i ona go zauważy. Zmagał się z własnymi myślami. Nie chciał psuć jej wieczoru, bo pewnie pojawiła się tutaj (jak zakładał) w czyimś towarzystwie, ale jednocześnie odczuwał potrzebę przeproszenia jej za to co stało się podczas festiwalu. Ale co jeżeli ona obraziłaby się jeszcze bardziej na jego widok? Chociaż… Sama pisała, że złość minęła i że powinni porozmawiać, więc wszystko było w porządku. Tylko czy powinni porozmawiać teraz czy kiedy indziej? A niech to… zaciągnął się mocno powietrzem, jak gdyby zaciągał się whisky, która miałaby mu dodać odwagi… a w końcu zdecydować się podejść do panny Weasley. Widać jednak było, że wyjątkowo się wstydził. Kiedy stanął przed nią nie wiedział co powiedzieć, a kilka razy otwierał usta i je zamykał. Najpierw chciał zacząć od „przepraszam”, potem od „miło cię widzieć”… ale skończyło się na tym, że jedynie obserwował huśtającą się czarownicę w dziwnym zamyśleniu.
Wybacz, że przeszkadzam – odpowiedział dopiero po chwili, wyrywając się z zapatrzenia w ozdoby huśtawki. Zmusił się na drobny uśmiech, który szybko zniknął. Czuł się nieswojo, jak gdyby stanął przed profesorem po tym jak coś przeskrobał. Może nie powinien podchodzić? Co jeżeli rudowłosa nie chciała go widzieć? – To znaczy… miło cię widzieć i ładnie wyglądasz – dodał trochę odważniej, mając nadzieję, że to mu jakoś pomoże odzyskać odwagę, ale zaraz się speszył, myśląc że zabrzmiało to wyjątkowo głupio. – Ale jeżeli przeszkadzam to mogę odejść – odezwał się zaraz ciszej. – To znaczy… Jeśli na kogoś czekasz, bo nie wiem czy na kogoś czekasz… – dodał jeszcze ciszej, a i zdawało się, że trochę się jąkał. – Może lepiej pójdę – mruknął na koniec wyjątkowo cicho, tak że prawie w ogóle nie można było go usłyszeć. Nerwowo przy tym bawił się palcami swojej prawej dłoni. Jedyne co go minimalnie uspokajało to roztaczający się zapach vilijamovki, wrzosów i whisky. Miał wrażenie, że zapach ten dochodzi właśnie od panny Weasley. Nie wiedział w końcu, że huśtawki zostały nakropione amortencją.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Ria Weasley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
inhale courage
exhale fear
OPCM : 25
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Leśne huśtawki [ślub]   23.12.18 1:10

Głupio było to przyznać, ale Ria znała młodą parę dość mgliście. Większość Prewettów była spokrewniona bliżej z Brendanem i Nealą niż z nią, co zaowocowało w nić powiązań wyraźnie cieńszą tuż przy tej gałęzi Weasley’ów, natomiast Ollivanderów kojarzyła jedynie ze sklepu różdżkarskiego na Pokątnej. Jednak Urien nalegał na przybycie do Lancashire. Stwierdził, że zapraszanie wszystkich na arystokratyczny ślub to świetny pomysł, który powinien zostać pochwalony przez ogromną ilość gości uczestniczących w ceremonii. Rhiannon nie zamierzała się z nim kłócić; wciąż tkwiła w ekscytacji spowodowanej powrotem ukochanego brata na łono rodziny. Poszłaby za nim nawet (a może znając rudowłosą to przede wszystkim…) do piekła, gdyby miał takie życzenie. Nie oponowała również kiedy matka układała włosy córki już drugą godzinę, choć sama dwudziestodwuletnia czarownica odebrała to raczej jako tortury. Podpierała głowę niemalże zasypiając na kuchennym krześle, szurała nogami pod stołem i wzdychała iście męczeńsko, ale Elaine wydawała się niezrażona zachowaniem młodej kobiety. Prawdopodobnie przyzwyczajona do ekscentrycznego charakteru Rigantony nie zwracała już uwagi na wszelkie objawy boczenia się niereformowalnej latorośli. - Będziesz wyglądać pięknie, zobaczysz! - zapewniała podekscytowana. Żadne tłumaczenia, że to przecież panna młoda powinna olśniewać wszystkich zebranych, nie pomagały. Zresztą, Julia nie miała w Rii żadnej konkurencji, nawet na co dzień, dlatego może wymówki panny Weasley rzeczywiście nie miały w ogóle logicznego uzasadnienia. Świadomość przegranej w batalii z matką nie napawała rudzielca zadowoleniem, acz starała się myśleć o nieprzyjemnościach. Ten dzień był dniem wyjątkowym dla nowożeńców i wszyscy powinni cieszyć się ich szczęściem. Inną sprawą było podejrzenie, że ślub stanowił kolejny aranżowany mariaż pozbawiony uczuć, za to intratny dla obu rodów. Harpia gubiła się w arystokratycznych problemach, prawidłach bądź zwyczajach, nie odnajdując się w tym obcym świecie. Potomkowie Mac Rossy nie należeli do niego - już nie. Oddalali się z każdym kolejnym pokoleniem, aż wreszcie pozostali szlachcice zadecydują o wykreśleniu ich nazwiska ze skorowidzu.
Sukienkę ubrała ładną, schludną, choć prostą. Bez żadnych zdobień, pomijając obszycie złotą nicią. Jasny, beżowy kolor podkreślał ognistość włosów, skręconych i sypiących się na zakryte plecy. Kosmyki zostały nieznacznie zebrane u góry spinką z lisem, niknącym w gąszczu wszechobecnej rudości. Buty, choć nie najnowsze, to wciąż eleganckie; wyciągane zresztą na wyjątkowe okazje. Tak samo jak naszyjnik otrzymany niegdyś od ojca, teraz zwisający z szyi Rhiannon. Płatek śniegu niekoniecznie pasował do ubioru bądź pory roku, ale dodawał energii, której tak potrzebowała.
Dotarli na miejsce we czworo, ale każdy osobiście złożył życzenia młodej parze; każdy także ofiarował im swój prezent. Nie były to żadne imponujące podarki, raczej takie od serca. W ładnym, drewnianym pudełku wyłożonym czerwonym, błyszczącym materiale spoczęła własnoręcznie zrobiona przez Rię różdżka Kupidyna mająca zapewnić państwu Ollivander wieczną miłość, a także zakupiona niewielka figurka ruszającego się trolla. Bardzo ciekawe połączenie, jak stwierdził ze śmiechem Urien. Rudowłosa zasypała to wszystko pysznymi łakociami, w części zrobionymi przez nią oraz Elaine i całość obwiązała czerwoną wstążką. Naprawdę życzyła parze wszelkiej pomyślności, nie uśmiercając jeszcze swojej romantycznej części osobowości.
Pobawili się chwilę rodzinnie, ale kiedy rodzice zaczepili jakichś znajomych, a brat czarownicy porwał do tańca kolejną uroczą damę, Weasley postanowiła nieco odpocząć od zgiełku oraz tłumów gości. Podążyła oznaczoną ścieżką, aż dotarła do wolnych huśtawek. Ostrożnie zasiadła na jednej z nich, palcami oplatając grube liny. Czarownica uśmiechnęła się do siebie oraz do odgłosów lasu, jakie były w tym miejscu słyszalne. Starała się nie grzebać w ziemi nogami, ponieważ takie działanie nie wpłynęłoby korzystnie na stan butów.
Zamyśliła się, z początku nie zauważając zbłąkanego wędrowca - który mógłby niepostrzeżenie uciec, czego jednak nie uczynił. Z otępienia wyrwał ją znajomy głos; tęczówki od razu skierowały się w stronę jego źródła. Tony. Serce dziwnie przyspieszyło, zaś w gardle zaschło. Milczała więc krótką chwilę starając się wyłapać sens słów jakie uderzały w nią nieśmiało, z obawą. - Nie przeszkadzasz - odpowiedziała w końcu. - Ciebie również. Dziękuję - powiedziała grzecznie, uprzejmie. Starała się zachowywać ostrożnie, wiedząc jak bardzo stojący przed nią mężczyzna był płochliwy. I jak bardzo ona sama zachowywała się okropnie. Przy nim musiała uważać na słowa. - Ty również prezentujesz się bardzo dobrze - zapewniła, nie chcąc pozostać dłużną w komplementowej batalii. Przez ułamek sekundy zaczęła się zastanawiać czy oni kiedykolwiek widzieli siebie nawzajem w tak eleganckiej odsłonie. Choć jej elegancja nie mogła dorównywać tej jego, to wciąż nie prezentowali się w ten sposób na co dzień.
Nie mogła powstrzymać uśmiechu, odnosząc wrażenie, że Rhiannon przeżywała deja vu z festiwalu lata. - Nie czekam na nikogo. Przyszłam odpocząć trochę od hałasu - wyjaśniła spokojnie, wciąż z uniesionymi delikatnie kącikami ust. - Zo… - zaczęła, podnosząc rękę i wystawiając ją w kierunku Tony’ego, ale nie dokończyła. Znów chciała ułożyć swoje życzenie w formę rozkazującą, nie mogła. Nie mogła kazać mu zostać. - Druga huśtawka jest wolna - zaproponowała zamiast tego, racząc czarodzieja sugestią. Wyciągnięta dłoń znów oplotła linę. - To znaczy, jeśli nie czekasz na nikogo. Lub nie masz żadnych planów na dalszą część wieczoru. Lub jeśli nie szukasz lepszego towarzystwa - dodała ugodowo, nie chcąc, żeby czuł się przyparty do muru lub osaczony. Usiłowała brzmieć przy tym neutralnie.





Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I don't feel anything,
anything
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne huśtawki [ślub]   26.12.18 15:07

Wstydził się za swoje zachowanie. Gdyby nie kuzynostwo nigdy pewnie nie dowiedziałby się, że podziałał na niego urok wili (chyba, że on sam w końcu by o tym pomyślał). Nie wiedział, że w jakikolwiek sposób uraził pannę Weasley podczas konkurencji w labiryncie. Głupio mu było za to co się stało, a jakoś nie był przekonany co do tego, żeby Ria ot tak mu to wszystko zapomniała. Nerwowo więc wyczekiwał odpowiedzi od rudowłosej, jak gdyby od niej miało zależeć całe jego życie. To bawił się swoimi palcami, to poprawiał kraje swojej złotawo-brązowej szaty. Poprawiał nawet kilka razy fioletowo -niebiesko-żółty pled, który owijał jego pierś od prawej pachy do lewego barku, a następnie zwisał swobodnie po jego plecach. Wszystkie te kolory związane były, a ozdobą miała być srebrna brosza z zawołaniem jego rodu.
Sam wygląd Rii go onieśmielał i sprawiał, że czuł się tym bardziej niepewnie. W innym przypadku, jak mu się zdawało, nie zauważyłby nawet jej sukienki i uczesania. Przecież zawsze traktował ją trochę jak małą siostrzyczkę. Teraz po raz pierwszy spojrzał na nią w inny sposób, szczególnie gdy przypomniał sobie perypetie, które zdążyły się wydarzyć po jego powrocie z podróży. Kobiecość wyjątkowo silnie uderzała w jego oko. Wcześniej Ria zawsze kojarzyła mu się z „małą Rią”, dzieckiem, z którym bawił się od czasu do czasu podczas wizyt na ziemiach Weasleyów i którą sporadycznie ratował z opałów. Teraz widział ją w dorosłym wydaniu. Skończyły się czasy odbierania jej jako małej dziewczynki, co sprawiało, że Macmillan czuł się wyjątkowo nieśmiało, jak gdyby stał przed zupełnie obcą kobietą.
Uśmiechnął się nieśmiało i spojrzał na swoje buty, byleby tylko nie utkwić spojrzenia w oczach rudowłosej i zawstydzić się jeszcze bardziej. Zachowywała się w jego oczach tak, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Denerwował się. Nie wiedział jak w ogóle powinien ją przeprosić. Martwił się tym, że nawet gdyby to zrobił, to ona by ich nie przyjęła. Skinął głową w podziękowaniu na jej komplement. Sam fakt, że nie czekała na nikogo trochę go uspokoił – znaczy, nie musiał się martwić tym, że ktoś nakryje go na kajaniu się.
Nie, nie czekam na nikogo – odpowiedział jej, na chwilę zerkając w jej stronę, zaraz jednak uciekł spojrzeniem w stronę lasu.
Był gotów nawet chwycić jej dłoń, gdy ją wyciągnęła…ale spóźnił się. Nie wiedząc co zrobił ze swoją wyciągniętą ręką, postanowił szybko przeczesać włosy i poprawić broszę. Czuł się tak, jak gdyby właśnie nie zasłużył na to, żeby znajdować się w towarzystwie rudowłosej. Zupełnie tak, jak gdyby dyskretnie chciała powiedzieć, że może najlepiej by było, gdyby jak najszybciej odszedł i zostawił ją w spokoju.
Może lepiej postoję – dodał po chwili ciszy, opierając się o drzewo w pobliżu huśtawki, na której siedziała panna Weasley. Wolał mieć możliwość szybkiego pozostawienia w spokoju czarownicy, gdyby okazało się, że jest dla niej nieproszonym gościem w obecnej sytuacji. – Nie jest mi potrzebne lepsze towarzystwo – wyjaśnił. – Lepsze nie istnieje– dodał cicho i zaczął myśleć nad tym jak przejść do rzeczy. W rzeczywistości jednak znowu wywołał długą ciszę. Kilka razy próbował zebrać się na powiedzenie czegokolwiek, ale zaraz zamykał usta i czerwienił się.
Głu… głupio mi – zaczął nieśmiało, uśmiechając się przy tym nerwowo. Zerknął w jej stronę i na dłuższą chwilę utkwił swoje spojrzenie w zielonych oczach. Zdawało się, że spogląda na nią z odwagą… ale ta nie było prawdziwa. Bał się niewyobrażalnie tego, co mogła odpowiedzieć dziewczyna. – Jeżeli rozumiesz co mam na myśli – dodał, a myślał przecież o tym, co wydarzyło się podczas Festiwalu Lata. Nie wiedział jednak jak dalej pociągnąć swoją myśl. Płoszyło go to, że może znowu zapląta się w swoich myślach, a nie chciał zostać źle zrozumiany. – Nie chcę cię zamęczać swoim towarzystwem. Chcę tylko powiedzieć, że…  Nieodpowiednio… Nieracjonalnie… To znaczy głupio, tak głupio, to chyba najbardziej odpowiednie słowo, znaczy głupio się zachowałem… – A jednak, zaplątał się w swoich myślach. Zacisnął na chwilę oczy. Potrzebował szybkiego skupienia. – Chciałbym tylko wiedzieć czy naprawdę się na mnie nie złościsz? – Wydusił z siebie bardzo szybko słowa.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Ria Weasley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
inhale courage
exhale fear
OPCM : 25
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Leśne huśtawki [ślub]   11.01.19 22:37

Wybaczyła mu szybko, choć w gruncie rzeczy Ria nie miała czego wybaczać. Jak zwykle tamtego dnia doszedł do głosu ognisty temperament czarownicy - zazwyczaj najpierw działała, dopiero później zastanawiała się nad konsekwencjami swoich czynów. Postąpiła źle. Nie mogła obarczyć winą Tony’ego za to, co się stało, ponieważ ta nie leżała po jego stronie. Sprawcą całego zamieszania była tamta para arystokratów, grająca nieczysto podczas konkurencji odnajdywania wyjścia z labiryntu. Rzucenie na Macmillana uroku wili miało swoje późniejsze reperkusje; fala nieporozumień popłynęła z szybkim nurtem rzeki zostawiając wszystkich w bagnie niepotrzebnych emocji. Weasley miała sobie za złe, że się wtedy uniosła i od tamtej pory zastanawiała się co powinna powiedzieć poszkodowanemu mężczyźnie, jak przeprosić? Myślała nad tym zdecydowanie zbyt długo - na tyle, że rudzielcowi ostatecznie zabrakło odwagi. Tak, to niepojęte, ale tak właśnie było. Zaczęła przekonywać samą siebie, że szlachcic na pewno zapomniał o całej sprawie - co więcej nie obchodziło go zdanie jakiejś tam Rhiannon z odległego Ottery St. Catchpole i nie czuł się zobowiązany do wyjaśnienia minionej sytuacji. Nie dziwiłaby się takiemu podejściu. Wreszcie zamknęła się w sobie koncentrując na rodzinie oraz treningach drużyny. Powoli, acz nieuchronnie zbliżała się do myśli, że tak po prostu musiało już być. Że w pewnym sensie drogi tych dwoje rozeszły się i być może miały przecinać się jedynie okazjonalnie podczas podobnych uroczystości do obecnej.
Harpia nie spodziewała się tutaj kogokolwiek zastać - już na pewno nie Tony’ego. Poczuła niepewność zmieszaną z dziwaczną formą tęsknoty; chyba brakowało jej tej nieśmiałości, brzmienia skruszonego głosu oraz zestresowanej postawy czarodzieja. Nawet krępująca atmosfera nie zdołała przyćmić radości tlącej się delikatnie w sercu Rii. Pomimo emocjonalnego rozedrgania nie pozwoliła sobie na nieostrożne ruchy. Dobrze, poza tym jednym, kiedy zapragnęła zachęcić Macmillana do pozostania z nią tutaj, w tym ustronnym miejscu. Starała się mówić tylko przemyślane rzeczy - delikatnie, żeby broń Merlinie nie urazić nieśmiałego mężczyzny. Cały czas uśmiechała się subtelnie w nadziei, że tym samym doda mu otuchy, aczkolwiek Pogromca prawie w ogóle nie patrzył na spokojną Weasley. Nie miała świadomości, że tym samym peszyła go jeszcze mocniej, rudowłosa zamierzała uzyskać wręcz odwrotny efekt - jak zawsze z marnym skutkiem.
Okręciła się lekko na huśtawce, cały czas zerkając w stronę opierającego się o drzewo szlachcica. Słuchała go uważnie; nie mogła się nie uśmiechnąć na wzmiankę o towarzystwie. Zacisnęła mocniej dłonie na konopnych węzłach próbując pozbierać myśli. Zastanawiała się jak zacząć tę rozmowę i choć wielokrotnie przeprowadzała ją w głowie to teraz nagle wszelkie płonne przemowy zniknęły. W umyśle pozostała jedynie przykra pusta.
Już otwierała usta kiedy Tony postanowił przemówić pierwszy. Znów wytężyła słuch nie przerywając mu w żadnym momencie wypowiedzi. - Nie złoszczę się - potwierdziła zgodnie z prawdą, gdy między nimi uniosło się pytanie. - Długo myślałam nad tym wszystkim - przyznała bez ogródek. Chciała być z nim szczera. - I doszłam do wniosku, że jestem ci winna przeprosiny. Przepraszam cię - zaczęła skruszona. - Niepotrzebnie się wtedy uniosłam. Nie byłam zła na ciebie tylko na tamtych ludzi, ale odbiło się na tobie. Przecież nie byłeś świadomy tego, co mówiłeś i robiłeś - kontynuowała, cały czas patrząc na Macmillana. Wiedziała, że to będzie go peszyć, ale Rhiannon zależało na tym, żeby uwierzył w padające słowa. Ich prawdziwość mogła zostać podważona ciągłym uciekaniem spojrzenia na bok. - Chodzi o to, że… odebrałam twoją wypowiedź tak, jakby arystokracja była nietykalna, a wszystkich innych można było obrażać do woli. Ale przecież nie mogłeś mieć tego na myśli. Nie wierzę, że mógłbyś posiadać tak krzywdzącą opinię. Wiem, że jesteś dobrym człowiekiem i nigdy nie zrobiłbyś tak okrutnych założeń - stwierdziła na zakończenie. Wreszcie przestała przebierać nogami i wstała stając tuż przed czarodziejem. - Przepraszam, że zwątpiłam. Nie zwątpię więcej - obiecała. Obietnice Weasley’ów znaczyły wiele. Jednak czy Tony uwierzy Rii? Nie wiedziała, dlatego wpatrywała się w niego wyczekująco, nieco zadzierając głowę. Chciała, żeby uwierzył.





Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I don't feel anything,
anything
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne huśtawki [ślub]   13.01.19 13:45

Uspokoił się, słysząc że czarownica się nie złościła. Stres wciąż był obecny, ale zdawało się, że powoli odchodzi. Niepewność jednak nie mijała. Trzymała się go wyjątkowo mocno. Gdyby nie to, że przez cały sierpień męczył się z efektami uroku. Inna sprawa, że zdawał sobie sprawę z tego, że miał wyjątkowego pecha do dobierania słów. Przejmował się możliwością doprowadzenia do kolejnej, niewybaczalnej gafy słownej.
On także chciał być szczery. Zależało mu na pannie Weasley, z czego w rzeczywistości nie zdawał sobie sprawy. Żałował jedynie, że nie podjął próby rozmowy wcześniej. Zbyt wiele jednak myślał, wbrew swojej woli, o lady Rosier. Zdawało się, że pech go nie opuszczał od momentu, kiedy przekroczył granicę Wielkiej Brytanii. Najpierw wybuchł kociołek pewnego czarownika, potem mugole próbowali do niego strzelać. Oby od teraz było tylko lepiej.
Przeprosiny z jej ust brzmiały dziwnie. To nie ona była tutaj winna. Gdyby tylko on nie był na tyle słaby, żeby dać się omamić wili i jej zdolnościom podczas Festiwalu… Może wtedy wszystko by się inaczej potoczyło. Nie uraziłby rudowłosej, nie byłoby ciszy między nimi. Inaczej by dzisiaj rozmawiali, pewnie tak jak przed Festiwalem. Całkowicie rozumiał, dlaczego Ria się uniosła. Doskonale znał weasleyowską naturę i całkowicie ją akceptował, a nawet i lubił.
Nie masz za co mnie przepraszać – stwierdził wykorzystując moment, gdy rudowłosa łapała oddech. – Wszystko rozumiem. – Nie chciał przerywać jej dalej. W ciszy i skupieniu słuchał jej.
Oczywiście, że nie sądził w taki sposób, jaki przedstawiła to rudowłosa. Nigdy nie twierdził, że arystokracja była nietykalna. Nikogo nie można było obrażać do woli, przynajmniej on tak uważał. Ba, w jego oczach szlachta powinna być pod większym nadzorem niż ktokolwiek inny. Tak też w sumie było, choć nie zawsze. Niektórzy z kolei, tak jak on, czasami sami skazywali siebie na wytknięcie palcami.
Zdawał się zaskoczony, gdy czarownica stanęła tuż przed nim. Spojrzał niepewnie w jej stronę. Serce niebezpiecznie mu przyśpieszyło. Miał wrażenie, że czuje się tak, jak na Horrizont Alley. Nie wiedział, co powinien zrobić. Panna Weasley, takie miał wrażenie, wyjątkowo mocno wdzierała się w niego swoim spojrzeniem. Milczał dość długo, zbierając w głowie słowa.
Też bym się uniósł na twoim miejscu – odpowiedział w końcu. – Naprawdę nie masz mnie za co przepraszać. Nigdy, co prawda, nie pomyślałbym w ten sposób o tobie. Znasz mnie przecież – wyjaśnił ze skromnym uśmiechem na twarzy. – Naprawdę. Zresztą, powinniśmy chyba o tym zapomnieć albo… sam nie wiem… To znaczy. To, co powiedziałaś wiele dla mnie znaczy… Bardzo… – znowu zaczął się gubić w swoich słowach. Chciał jedynie podkreślić, że obietnica tego, że nie zwątpi w niego nigdy więcej była dla niego wyjątkowo drogocenna. – Ale pewnie powinniśmy potraktować to, co się stało podczas Festiwalu jak wyjątkowo nieprzyjemny psikus.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Ria Weasley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
inhale courage
exhale fear
OPCM : 25
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Leśne huśtawki [ślub]   16.01.19 20:46

Nie mogła się złościć. Już nie. Musiałaby być bezwzględna i okrutna, czego nie można było powiedzieć o Rii. Bywała za to w gorącej wodzie kąpana, przez co najpierw robiła, a dopiero później myślała. Czarownica próbowała nad tym panować, ale próby rzadko kiedy kończyły się pomyślnie. Widocznie tak prezentowała się natura żywiołowych rudzielców i zapalczywych Gryfonów, którą można było pokochać lub znienawidzić. Zdarzało się, że Weasley nienawidziła w sobie tej cechy - gdyby nie ona, nie brałaby udziału w większości kłopotliwych bądź zawstydzających wydarzeń. Dokładnie tak jak w konkurencji na festiwalu lata, gdzie Harpii puściły nerwy podczas kolejnego etapu w labiryncie. Niepotrzebnie; oskarżenia były krzywdzące, niesprawiedliwe i… zabrały tej dwójce sporo czasu jaki mogli spędzić ze sobą. Tak normalnie, po ludzku - pomijając czas rekonwalescencji zauroczonego Tony’ego, wtedy prawdopodobnie jakiekolwiek miłe słowo skierowane do szlachcica mogłoby zostać odebrane jako atak na jego osobę. Co zabolałoby bardziej niż rozłąka nieroztropnego zachowania Rhiannon. Niestety czasu nie można cofnąć. Nie można zmienić biegu wydarzeń, zanurzyć się w przeszłości dla lepszej przyszłości. Nawarzone piwo należało wypić. Najlepiej od razu, do dna.
Co też uczyniła. Przyznając się do błędu, do własnych słabości oraz wad jakie tkwiły w niepozornym ciele okraszonym przyjemnym uśmiechem. Nikt nie był idealny, ale wszyscy pragnęli za takich uchodzić. Rii jakoś szczególnie zależało na tym, żeby Macmillan postrzegał ją po prostu dobrze; źle czuła się z myślą, że mogłaby zostać uznana za wroga lub osobę niewartą choćby rozmowy. Zależało jej. Nie do końca zdawała sobie sprawę z powodu kotłujących się w klatce piersiowej uczuć, acz przyjęła je do siebie nie starając zgładzić. Zdusić w zarodku, wyrzucić do kosza. Jak dotąd wyczuwalne w sercu emocje sprawiały wrażenie przyjemnych, łagodnych i po prostu miłych. - Wydaje mi się, że mam. Nie powinnam być tak impulsywna. Nie chcę zrażać do siebie ludzi - wyznała cicho, ze smutnym, niemrawym uśmiechem. W głębi ducha kobieta żyła nadzieją, że Tony wybaczy jej ten wybryk, choć teoretycznie przez zauroczenie nie miał o nim pojęcia. Dowiedział się później od osób trzecich, nie powinno tak być. - Mam do siebie żal, że ci nie powiedziałam wcześniej, że nie porozmawiałam z tobą - dodała już wstając. Również serce Weasley zaczęło bić szybko; jednocześnie czuła, że sytuacja wymagała od niej tego kroku, wbrew temu, że stojący naprzeciwko mężczyzna znów zaczął się peszyć. Celem rudowłosej było sprawienie, żeby uwierzył w jej słowa skoro mówiła szczerze i bez ogródek. Czasem ciężko jest się zdobyć na podobny gest - uczucia oraz duma często tłamszą zdroworozsądkowe rozwiązania powodując ich kapitulację. Poświęciła komfort czarodzieja jeśli to oznaczało, że zdoła w ten sposób rozmówczyni zaufać.
Oczekiwanie na odpowiedź nie wiązało się z żadnymi nieprzyjemnościami, Rhiannon czekała cierpliwie aż Macmillan zbierze myśli. Nie poganiała zwyczajnie stojąc z nieprzerwanym, delikatnym uśmiechem na ustach. - Znam - potwierdziła, unosząc kąciki ust znacznie wyżej. - Dobrze - zgodziła się na propozycję psikusa. - Jednak nie zapomnę. Chcę, żeby to była dla mnie ważna lekcja. Mam nadzieję, że rozumiesz - dodała. Następnie wyciągnęła dłoń w stronę arystokraty. - To co, zgoda? - spytała wyraźnie weselej. Chyba właśnie przez uścisk dłoni przypieczętowywało się pakt, umowę między dwojgiem ludzi? - Słyszałam, że niedługo zacznie się konkurencja z zadaniami oraz zagadkami, może chciałbyś się ze mną wybrać? Wdaje mi się, że zasłużyliśmy na chwilę beztroski - zaproponowała nagle. W ostateczności jeśli Tony się nie zgodzi, wybłaga brata o towarzystwo. Nie znała się na łamigłówkach, ale z jakiegoś powodu zapragnęła znaleźć się w lesie i poczuć ducha rywalizacji. Co prawda Harpii najbardziej zależało na obecności pewnego wstydliwego szlachcica, ale nie mogła go do niczego zmusić. - To znaczy, nie naciskam - zastrzegła od razu. Miała w pamięci płochliwość czarodzieja. - Choć byłoby mi niezwykle miło. - Nie kłamała, zresztą Rii momentalnie poprawił się humor.





Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Powrót do góry Go down
 

Leśne huśtawki [ślub]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Lancashire, Lancaster Castle-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19