Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Oranżeria
AutorWiadomość
Oranżeria [odnośnik]01.11.18 18:07

Oranżeria

Oszklona dobudówka ustawiona na metalowej konstrukcji jest jedną z bardziej “współczesnych” części posiadłości Ollivanderów. Nie odbiega jednak wystrojem od reszty, stapiając się z zamkiem przez kamienną posadzkę czy ustawione gdzieniegdzie rzeźby. Jest to miejsce w którym Ollivanderom zdarza się spożywać śniadania, oranżeria jest bowiem wysunięta na wschód, co wiąże się z pięknym światłem wpadającym przez oszklone elementy, komponującym się wspaniale z roślinnością. Centrum pomieszczenia stanowi niewielka sadzawka, szum wody dobrze słyszalny jest jednak dosłownie z każdego jego punktu za sprawą niewielkich źródełek prowadzonych w ścianach i podłodze celem odpowiedniego ogrzania pomieszczenia.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Oranżeria  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Oranżeria [odnośnik]04.11.18 20:04
Oranżeria



W oranżerii pojawił się stół z przekąskami. Jest długi, ustawiony blisko sadzawki, tutaj muzyka jest zdecydowanie cichsza, wygrywane melodie mieszają się z szumem wody. Na stole znajdują się dobre alkohole, różne rodzaje win w tym wysokiej jakości wino skrzacie, Quintin, nie brakuje także dobrej, starej whisky prosto z destylarni Blishena czy Toujours Pur w eleganckich kieliszkach.
Nie tylko alkoholami człowiek żyje, piękna zastawa pełna jest także słodyczy zarówno magicznych jak i bardziej zwyczajnych, zawsze jednak magicznie pysznych. Kokosowe kuleczki ucieszą niewątpliwie każde podniebienie, elegancko zdobione sałatki zdobią zarówno oko jak i język, koreczki, galaretki, przekąski mięsne - każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, skrzaty pracujące w kuchni Ollivanderów zdecydowanie nie próżnowały przed weselem, oby więc goście zadbali o to by ich trud nie poszedł na marne, a wszystkie przekąski zniknęły!




Dzieci mają obowiązek rzucić dwiema kośćmi k20 przy każdym poście - suma kości wskazuję anomalię lub jej brak - zastępuje to kość anomalie - DN.

anomalie dzieci:



I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Oranżeria  3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Oranżeria [odnośnik]12.12.18 2:34
Przekraczając ten magiczny wiek siedemnastu lat nagle obfitość zakazanych owoców zastępuje ich niedostatek. Oczywiście wciąż, jak na lorda przystało, miał gdzieś z tyłu głowy listę oficjalnych zakazów i nakazów (schowanych za tytułami książek, których treść Rory musiał znać niemalże na pamięć - odżałowanej pamięci Czego młody czarodziej unikać powinien, czyli sto porad na każdą kłopotliwość znudziło go tak bardzo, że w trakcie tej lektury co najmniej trzy razy był bliski śmierci). Niemniej jednak Prewett lubi się poruszać na granicy tego, co kategorycznie zabronione - balansując blisko krawędzi, na tyle jednak asekurancko, że nie groziło mu jej przekroczenie. A wraz z dorosłością odebrano mu przyjemność wynikającą z popełniania mikroprzestępstw w już nie tak bardzo makroograniczającym świecie. Nadal mógł co prawda podwędzić snobistycznemu wujkowi szalenie drogą fajkę, ale przyjemność jej wypalenia drastycznie malała, skoro oficjalnie było mu już wolno zaciągnąć się magicznym dymem.
Wciąż jednak, choć od tamtej chwili miał na karku trzy lata więcej, czuł się nie ma miejscu, kiedy ktokolwiek proponował mu używki w obecności rodziców... a nawet Archibalda - w końcu w jego przypadku zacierała się granica pomiędzy bratem a rodzicem.
Rory odrobinę się zawahał, podchodząc do starszego Prewetta z całym naręczem obiecująco pobrzękujących butelek. Ale kiedy, jak nie weselu siostry, powinna mieć miejsce ich wspólna alkoholowa inicjacja (żadna libacja, kulturalne sączenie trunków jak na dżentelmenów przystało - być może, jeśli czarodziejską społeczność ukarano tak okrutnie, powstała kontynuacja niezastąpionego podręcznika dobrych manier, tym razem w wersji dla dorosłych - tam z pewnością opisaliby zalecenia dotyczące spożywania procentów w podobny sposób).
- Lord Prewett pozwoli, że zaprezentuję dzisiejszą ofertę... - z wielce poważną miną karykaturalnym gestem położył trzy butelki na podłużnym stole - tuż obok kokosowych kuleczek. - Degustację zalecałbym zacząć od najmniej szumiącego w głowie Quintina - dumny dwudziestolatek był już w stanie bez problemu otworzyć wino, zabezpieczone w taki sposób, że niemożliwym okazywała się próba przechytrzenia producentów i odkorkowania alkoholu przez niepełnoletnich czarodziejów (nie to, żeby miał jakieś doświadczenie...). - Odpowiednio schłodzone, gospodarze dobrze się spisali - to by było na tyle, jeśli chodzi o jego znajomość magicznych trunków. Nie czekając na protesty brata, nalał mu odrobinę do szklaneczki, po czym polał również sobie i oparł się kościstymi czterema literami o suto zastawiony stół. Mrugnął do Archibalda porozumiewawczo, kończąc przedstawienie (przynajmniej na ten moment).
- Nigdy nie przywyknę do jej nowego nazwiska - wyrwało się Gideonowi, nim zdążył powstrzymać się od wypowiedzenia tych słów. Ich gorzkawy posmak zneutralizował łykiem wina.
Ciekaw był, czy i Archie potrafi dostrzec w tym radosnym dniu więcej szarości niż kolorów; czy i brat nie  do końca jest się w stanie pogodzić z koleją rzeczy - z tym, że i ona musiała w końcu opuścić ich przystań. - Wiesz, czy... Lorrie miała może... widziała jej przyszłość? To, jak odnajduje się w nowej roli? - pod powierzchnią pozornej neutralności kryło się wiele emocji; nigdy nie potrafił sceptycznie patrzeć na to, co widziało trzecie oko wybrańców - dlatego z takim szacunkiem odnosił się do jakichkolwiek refleksów hipotetycznie dokonanych w enigmatycznej przyszłości zdarzeń.


kołyszę się na nitce nieokreślonych pragnień, palce zaczepiam o rozszczepione na liściu słońce, chwytam umykający wszechświat

Rory Prewett
Zawód : botanik
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
and meet me there,
with bundles of flowers
we'll wait through
the hours of cold
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6716-roratio-prewett https://www.morsmordre.net/t6753-listy-z-nieba-rory https://www.morsmordre.net/t6769-plants-can-read-your-mind https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t6751-skrytka-bankowa-nr-1686#176204 https://www.morsmordre.net/t6754-r-g-prewett#176213
Re: Oranżeria [odnośnik]14.12.18 13:25
Przeżył ten dzień kilka lat temu, kiedy Mare wychodziła za Artura. Wydawało mu się, że dzięki temu ślub Julki będzie prostszy, ale wcale nie był. Najwidoczniej nie da się przyzwyczaić do bliskich osób, opuszczających rodzinny dom na zawsze. On miał w nim zostać do końca swoich dni i obserwować ciągłe migracje. Nie chciał nawet myśleć w jaki sposób przeżyje ślub Miriam, ale na szczęście ten dzień ma nastąpić dopiero za kilkanaście lat, więc może w międzyczasie odnajdzie jakieś rewolucyjne rozwiązanie. Tymczasem postanowił pochodzić po pięknych terenach Lancashire, podziwiając przygotowanie Ollivanderów do ślubu. Na razie nie mógł im niczego zarzucić; wszystko wyglądało na dopięte na ostatni guzik, a skupienie się na przyrodzie przemawiało do jego prewettowego gustu.
Ostatecznie dotarł do oranżerii, uświadamiając sobie, że z przejęcia nie zjadł nawet śniadania. Zaczął rozglądać się po suto zastawionym stole, kiedy usłyszał obok siebie dobrze znajomy głos młodszego brata. - Zamieniam się w słuch - skrzyżował ręce na piersi, przyglądając mu się z uwagą. Duża różnica wieku nigdy nie pozwoliła im na typową braterską relację, ale Archibald odnosił wrażenie, że mimo wszystko zaczyna się ona pomału zacierać. Rory dorósł, on się nie zestarzał. Mogli razem pić wino na ślubie siostry. - Interesują mnie dwie pozostałe butelki, ale niech będzie - zgodził się, odbierając od niego kieliszek, by odwrócić się i oprzeć w ten sam sposób o stół. Zawiesił wzrok na stojących nieopodal ludziach, wyraźnie prowadzących jakąś żywą dyskusję. Nie kojarzył ich zbyt dobrze, to musieli być goście pana młodego. - W końcu przywykniesz - westchnął, leniwie kręcąc kieliszkiem. Przynajmniej tak mu się wydawało, że dzisiejszy nierealny dzień stanie się czymś odległym. - Nie wiem czy ona przywyknie - musiał z kimś podzielić się tą obawą, a Rory też na pewno zauważył z jaką niechęcią Julia podchodziła do ewentualnego ożenku. Wypił łyk schłodzonego wina, faktycznie pysznego, takiego jakie lubił najbardziej. - Ulysses to dobry człowiek - musiał to powiedzieć również dlatego, żeby samemu poczuć się lepiej. Znał go od dziecka i nigdy się na nim nie zawiódł, Julia mogła trafić o wiele gorzej. Chociaż z drugiej strony wątpił, żeby nestor był zdolny do wybrania jej całkiem niepasującego wybranka - wuj Eddard rzadko popełniał w tym temacie błędy, nie licząc wpadki z niedoszłą żoną Archibalda. Całe szczęście, że Archie zdobył się na sprzeciw i wziął sprawy w swoje ręce, w przeciwnym wypadku zapewne do końca swojego życia chodziłby zły i sfrustrowany.
- Wydaje mi się, że nie - Lorraine nigdy o tym nie wspomniała, a raczej starała się z nim dzielić swoimi wizjami, nawet jeżeli Archibald w ogóle ich nie rozumiał. Dar żony wciąż pozostawał dla niego niezbadaną zagadką i podchodził do niego dość sceptycznie. Westchnął cicho, upijając jeszcze jeden łyk wina, po czym ponownie zaczął przyglądać się zawartości stołu. Był głodny, co tu kryć. - Na Merlina, Rory, jesteśmy na ślubie siostry, musimy się rozchmurzyć - stwierdził, zerkając na brata, kiedy poszukiwał dla siebie odpowiedniej przekąski. Zainteresowały go mięsne koreczki, ale obawiał się w nich wieprzowiny - miał lekką paranoję na tym punkcie. Ostatecznie postanowił nałożyć sobie na talerzyk trochę sałatki. - Opowiadałem ci jak pierwszy raz piłem wino? Miałem wtedy sześć lat - zaśmiał się na to przezabawne wspomnienie, chociaż skończyło się szlabanem stulecia. Już wtedy Ulysses wydawał się nad wyraz dojrzały jak na swój wiek.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Oranżeria [odnośnik]27.12.18 15:05
Nigdy nie rozumiał, jaki jest sens wznoszenia wydumanych toastów; także powtarzanie tych najbardziej utartych w formie grzecznościowej niekoniecznie do niego przemawiało - w tych okolicznościach uznał jednak, że symboliczne uniesienie kieliszków może stać się częścią odprawianego przez niego rytuału zaklinania szczęścia; nawet jeśli nie będzie miało magicznej mocy, z pewnością nie zaszkodzi, prawda?
- Wypijmy więc właśnie za to - żeby z czasem Julie odnalazła tu swój dom - niekoniecznie przywyknęła do tego stanu, bo zakłada to bierną postawę i przyzwolenie na to, by o własnym szczęściu decydowały czynniki zewnętrzne; ona - choć bez wątpienia chwilowo daleko jej do entuzjazmu - jest w stanie o to szczęście zawalczyć. Nie brak jej zawziętości; jeśli spojrzy na Ulyssesa nieco przychylniej... kto wie, czy nie skończyłoby się to przyjaźnią - choć na pierwszy rzut oka nie uznałby lorda Ollivandera za idealny materiał na jej przyjaciela, to jednak wbrew pozorom ta dwójka - absolutne przeciwieństwa - mogłaby okiełznać nawzajem swoje temperamenty, uzupełnić się tworząc spójną całość (chciał, naprawdę chciał w to wierzyć).
- W porządku - wtrącił rudzielec ugodowo, choć nie powstrzymał się przed cichym westchnięciem; Archibald miał oczywiście rację, ale Rory nie był najlepszy w tłumieniu swoich uczuć; martwił się o siostrę i nie potrafił tego ukryć - uroczyście przysięgam, że nie będę już dzisiaj więcej smęcił - dodał pompatycznym tonem dla pokreślenia wagi przysięgi i, kiedy Archie nakładał sobie na talerz sałatkę, bezczelnie podkradł mu jeden z mięsnych koreczków. Jednocześnie - lekceważąc tradycję (do dzisiaj pamięta płomienną przemowę któregoś z Macmillanów dotyczącą tego, że Ognistą należy pić wyłącznie w niedużych, masywnych szklankach) - zapełnił opróżnione kieliszki whisky Blishena.
- Nie, tego chyba jeszcze nie słyszałem... - Archie dysponował pokaźnym repertuarem tym podobnych opowiastek, więc Rory nie był w stu procentach pewien, czy nie słyszał już tej historii, ale najpewniej nie, skoro nie mógł jej z niczym skojarzyć. - Chcesz powiedzieć, że ta wpadka z Winnie'em to była tak naprawdę kontynuacja zapoczątkowanej przez ciebie tradycji? - roześmiał się,  przypominając sobie alkoholową inicjację najmłodszego z Prewettów.


kołyszę się na nitce nieokreślonych pragnień, palce zaczepiam o rozszczepione na liściu słońce, chwytam umykający wszechświat

Rory Prewett
Zawód : botanik
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
and meet me there,
with bundles of flowers
we'll wait through
the hours of cold
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6716-roratio-prewett https://www.morsmordre.net/t6753-listy-z-nieba-rory https://www.morsmordre.net/t6769-plants-can-read-your-mind https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t6751-skrytka-bankowa-nr-1686#176204 https://www.morsmordre.net/t6754-r-g-prewett#176213
Re: Oranżeria [odnośnik]02.01.19 2:17
- Tak, to dobry toast - zgodził się, a jego usta wygięły się w niezbyt przekonującym uśmiechu, kiedy stukał swoim kieliszkiem w kieliszek brata. Niby przeżył ceremonię zaślubin, słyszał ją i widział na własne oczy, a jednak wyprowadzka ukochanej siostry wydawała mu się niezwykle odległa i nierealna. Z kim będzie się spotykał wieczorami w bibliotece, dzieląc się zakonowymi obawami? Czy Julia da sobie radę bez ich wspólnych spacerów po plaży, podczas których mogła mu opowiedzieć o każdym swoim najgłupszym pomyśle, a on mógł próbować wyrzucić go jej z głowy, by ona ostatecznie i tak wprowadziła go w życie? Oczywiście, że sobie poradzi, głupie pytanie. Julia zawsze sobie ze wszystkim radzi, dlatego Archibald nie powinien się zamartwiać, a jednak nie potrafił przestać. Mógł do końca ślubu udawać, że wszystko jest w porządku, ale wcale tak nie było. I był pewien, że Rory uważa tak samo, ale mimo wszystko Archibald nie chciał przez cały dzień tylko siedzieć i się zamartwiać. Każdy szlachcic musiał przez to przejść, prawda? Julia nie była w żaden sposób gorsza, żeby mieć z tym więcej problemów. - Trzymam cię za słowo - zmierzył brata wzrokiem, raczej w formie żartu niźli faktycznej groźby. Brak smęcenia Rory'ego również jemu pomoże w utrzymaniu fasonu. - Czy to wieprzowina? - Zapytał szybko, lekceważąc fakt kradzieży; musiał wykorzystać sytuację i dowiedzieć się czy dzisiejszy bufet próbuje go zabić.
Archibald uwielbiał dzielić się z bratem zabawnymi historiami, chociaż zazwyczaj ograniczał się do tych, w których jedną z głównych ról grała ta najmłodsza prewettowa latorośl. W końcu pamiętał najwcześniejsze momenty jego życia, więc mógł napisać opasłą mineję z osobną historią na każdy dzień roku. Rzadko wracał do tych odległych czasów, kiedy Rory'ego nie było jeszcze na świecie - przede wszystkim dlatego, że sam niewiele z tego pamiętał. Już wziął głęboki wdech, już otworzył usta, kiedy usłyszał wcale-nie-tak-zabawne pytanie. - To nie była wpadka. Kto jak kto, ale ty powinieneś dobrze wiedzieć, że wyliczona dawka odpowiedniego alkoholu dobrze wpływa na trawienie - wytłumaczył szybko, żeby już skończyć ten męczący temat. Wystarczyło mu, że Lorraine bez przerwy wypomina mu ten felerny dzień. Gdyby chociaż wiedziała cokolwiek o magomedycynie! - Natomiast ja wypiłem je z własnej woli razem z Garrettem, bo wydawało nam się, że to magiczny eliksir, który sprawi, że zrobimy się dorośli - nie potrafił powstrzymać uśmiechu, cisnącego się na usta, bo teraz ten proces myślowy wydawał mu się niedorzeczny! - Traf chciał, że po jakimś czasie przyjechali Ollivanderowie i Ulysses nakrył nas na tym haniebnym uczynku - jedna z oliwek uciekała przed widelcem i musiał zrobić krótką przerwę, żeby wreszcie ją nabić i zjeść. - Wiesz co zrobił? Zabrał nam to wino i powiedział, że w ten sposób zapobiega katastrofie - Powiedział wtedy dużo więcej, ale te słowa najbardziej zapadły Archibaldowi w pamięci. Tak samo jak poważna wina ośmioletniego Ulyssesa. - Zawsze był bardzo rozsądny i sprawiał wrażenie jakby miał co najmniej dwadzieścia lat więcej niż w rzeczywistości. Jestem pewny, że będzie o nią dbał. To... po prostu dobry człowiek - wzruszył ramionami, biorąc łyk kojącego alkoholu. Wiedział, że Julia ma całkiem inny charakter: bardziej porywczy, jak każdy z nich. Jednak znał ją na tyle dobrze, by sądzić, że taki rozważny Ulysses u jej boku może być ogromną pomocą, gwarantem bezpieczeństwa, szczególnie teraz. - Nie, to było smęcenie, Rory! Zrób coś!


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Oranżeria [odnośnik]03.01.19 16:58
- Chyba tak, nigdy nie potrafiłem tego rozróżnić - zmrużył oczy, przyglądając się podejrzliwie identycznie wyglądającemu koreczkowi - swoją drogą, czy to pułapka na osoby ze świniowstrętem? - zadał na głos dręczące go już jakiś czas pytanie; Archie pewnie znał na nie odpowiedź. - Czy chorzy nie mogą jeść wieprzowiny? I po jej zjedzeniu mają wysypkę albo duszności? - wspaniały temat do rozmowy, Rory.
- Ciotka Euphemia powiedziałaby, że tylko winni się tłumaczą... - wyszczerzył się do brata, prezentując całą gamę zębów. - Ale ja oczywiście w pełni się z tobą zgadzam... Nic tak świetnie nie nadaje się na problemy z trawieniem pięciolatka, jak hojny kieliszek procentów - to z pewnością będzie jedna z tych historii, którymi będzie raczył już nieco starszą Miri i Winnie'ego. Archie może i dysponował sporym arsenałem historii z dzieciństwa Roratio, ale Rory równie skrupulatnie odnotowywał w pamięci te, w których bratu na śliskiej drodze ojcostwa czasem podwija się noga. Żeby potem - kiedy przyjdzie już czas na spełnienie tej powinności i jemu, mógł w razie czego do nich sięgnąć, gdy Archie stanie się świadkiem popisowych wpadek i zacznie mu je wypominać. Bo tego, że nie nadaje się na ojca, Rory był całkowicie pewien. Aż dolał sobie ukradkiem ognistej i zapił myśl o ewentualnych dzieciach... ta perspektywa stawała się coraz mniej odległa, zważywszy na fakt, że zdążył się już zaręczyć.
Słysząc puentę tej uroczej historii z dzieciństwa, roześmiał się głośno, kręcąc z niedowierzaniem głową. - Przyznaj się, że to ty jako pierwszy wysnułeś ten wniosek - dodał po chwili, wiedziony ciekawością. - Jestem sobie to w stanie wyobrazić tak dobrze, jakbym oglądał to wspomnienie w myślodsiewni... cały Ulysses, on chyba urodził się z powagą godną lorda - wciąż jeszcze pamiętał ich pierwsze spotkanie; znacznie starszy chłopiec trochę go przerażał swoim spokojem i czujnym spojrzeniem, które zdawało się widzieć wszystko. Nawet te sprytnie wrzucone pod stół brukselki. - Fakt, to już można zakwalifikować do kategorii smęcenia... to teraz czas na kolejną historię z serii alkoholowe inicjacje. W moim przypadku wyglądało to nieco mniej zabawnie, ot, na którymś weselu zaciekawił mnie cudaczny kieliszek, z którego piła coraz weselsza babcia... - tej historii Archie nie mógł znać, akurat zdążył się już rozpocząć rok szkolny w Hogwarcie, na ślubie padał śnieg, a Rory po raz pierwszy założył na nogi łyżwy - potem, gdy ona zaczęła dziarsko gibać się na parkiecie, zawstydzając chyba wszystkich, którzy się na nim znajdowali, upiłem łyka czerwonego soczku; a że napój był słodki, zagarnąłem całość i gdy dno naczynia świeciło już pustką, poczułem tylko jak świat zabawnie się wygina. Jakąś godzinę później zgarniali mnie śpiącego z krzesła, opowiadając wszystkim, jak to uczyłem się do późna i stąd ta cała senność... czerwonych wypieków na twarzy i bełkotu nie potrafili logicznie uzasadnić - biedny papa, ile on się wtedy najadł wstydu; potem przez kilka najbliższych wesel Rory był pod jego czujnym nadzorem.
- Wiesz co... rozgrzewka za nami, zmierzmy się z Toujours pur... a potem możemy iść poszukać dziadka Brena i jego najwspanialszej laski - drewnianej, gwoli niedomówień - on jest chyba najskuteczniejszym antidotum na smutki...
Nic nie zwiastowało tego, jak mocny był to trunek. Po jednym łyku Rory wykrzywił się, nie dając rady udawać, że to dla niego nic takiego. - Jak... - odkaszlnął, a grymas na jego twarzy zarysował się wyraźniej - jak tym się można delektować? - czy do alkoholu z najwyżej półki trzeba... dorosnąć?


kołyszę się na nitce nieokreślonych pragnień, palce zaczepiam o rozszczepione na liściu słońce, chwytam umykający wszechświat

Rory Prewett
Zawód : botanik
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
and meet me there,
with bundles of flowers
we'll wait through
the hours of cold
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6716-roratio-prewett https://www.morsmordre.net/t6753-listy-z-nieba-rory https://www.morsmordre.net/t6769-plants-can-read-your-mind https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t6751-skrytka-bankowa-nr-1686#176204 https://www.morsmordre.net/t6754-r-g-prewett#176213
Re: Oranżeria [odnośnik]05.01.19 22:03
Pytania o świniowstręt nieco zbiły go z tropu. Wydawało mu się, że ten temat nie jest szczególnie interesujący dla osób zdrowych, nawet jeżeli w pewnym stopniu zajmują się magomedycyną. Archibald zdawał sobie sprawę, że świniowstręt w gruncie rzeczy nie jest niebezpieczny, o ile chory dba o swoją dietę. On w tym swoim dbaniu czasem popadał w paranoję, ale przecież nie mógł sobie pozwolić na atak duszności. A już w szczególności podczas ślubu siostry! Nie wybaczyłby sobie takiej wpadki. - Mam nadzieję, że nie - mruknął niezadowolony, zastanawiając się, czy ukryte poczucie humoru Ulyssesa byłoby do tego zdolne. - Dokładnie tak. Nie mogą jeść wieprzowiny ani przebywać w pobliżu świń. Inaczej męczą ich duszności i okropnie swędząca wysypka na całym ciele - na razie przeżył atak jedynie raz, ale doskonale go pamiętał i uważał, żeby już nigdy się nie powtórzył. Niezwykle nieprzyjemna rzecz, już pomijając kwestie estetyczne. Przez kilka dni musiał transmutować skórę, żeby nie straszyć pacjentów czerwonymi krostami. - Nie wiedziałeś o tym? - Zdziwił się, raczej podejrzewając brata o celowe pytania, żeby go zdenerwować. Młodsze rodzeństwo chyba tak po prostu miało.
- Ciotka Euphemia powiedziała w swoim życiu parę mądrych rzeczy, ale tym razem się nie zgadzam - westchnął zniecierpliwiony, bo już dość miał tłumaczenia rzeczy oczywistych. - Rory, jestem toksykologiem, nie otrułbym własnego dziecka - dodał, mając nadzieję, że to ostatecznie zakończy tę dyskusję. Pewnie i tak Lorraine będzie mu to wypominać przez najbliższe osiemdziesiąt lat. Wolał skupić się na zabawnej anegdotce, chociaż trzymał nerwy na wodzy, wspominając Garretta.
- Już nie pamiętam, ale to możliwe - zaśmiał się, lepiej zapamiętując koniec tej historii, zapewne przez silne emocje związane z konfrontacją z rozwścieczonym ojcem. Cóż, potrafił być surowy, kiedy wymagała tego sytuacja.
Zamienił się w słuch, kiedy Rory postanowił podzielić się swoją alkoholową historią. Naprawdę słuchał go z zainteresowaniem, bo jakimś cudem nigdy nie słyszał tej opowieści, a przecież musiał ją poznać! Na pewno obfitowała w wiele krępujących sytuacji, które mógłby wspominać - och, dlaczego go wtedy tam nie było? - Nie wierzę - zaśmiał się szczerze, odwracając się, żeby pochwycić bezmięsny koreczek. - Ile bym dał żeby zobaczyć reakcję rodziców - otarł pojedynczą łzę śmiechu z policzka, próbując wyobrazić sobie całe zajście, ale na pewno w rzeczywistości było jeszcze zabawniejsze. - To dlatego wtedy na ślubie lorda Lestrange musiałeś cały czas siedzieć przy matce - oświeciło go nagle po tych wszystkich latach. Mały Rory siedział znudzony przy stole, kiedy on razem z siostrami próbowali go odbić z nadopiekuńczych rąk rodzicielki, ale nawet ich trójka nie dała wtedy rady.
- Niech będzie - zgodził się, wszak dziadek Bren nigdy nie tracił pogody ducha. Archibald nie wiedział jak to robi, sam był na co dzień dość poważny. - Może po drodze trafimy na moje dzieci. Mam nadzieję, że niczego nie spaliły - westchnął, odbierając od Rory'ego kieliszek z Toujours pur. Anomalie bywały nieobliczalne, ale dopóki obok Winniego i Miriam był jakiś dorosły, starał się nie martwić. Uniósł kieliszek, a widząc, że brat już swój wypija, szturchnął go w ramię. - A toast? Teraz wypijmy za to, żeby Julia - zaciął się na moment, nie bardzo wiedząc jak ugryźć ten temat - była bezpieczna i szczęśliwa - dodał szybko, wypijając zawartość swojego kieliszka, krzywiąc się przy tym nieznacznie. Też nie był fanem tego trunku, chyba wolał wytrawne wino. - Nie wiem - wzruszył ramionami, spoglądając na brata. - O, uważaj, wujek Maurycy - Archibald od razu się odwrócił, przyglądając się sałatce, jakby była najciekawszą rzeczą tego wieczoru, ten jeden wyjątkowy raz przeklinając rudy kolor swoich włosów. Może ich nie zauważy.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Oranżeria [odnośnik]23.01.21 20:36
15. września
Dumał chwilę nad odpowiednim miejscem - musiało być odpowiednio zaciszne, a jednocześnie dobrze położone względem całego zamku, trasa z niego nie mogła zająć zbyt wiele. Nie próbował tworzyć konkretnych scenariuszy, nie dało się przewidzieć, jaka sytuacja mogła zmusić do użycia świstoklika, lecz im bardziej przemyślane i strategiczne położenie wybierze, tym lepiej. Ostateczny wybór padł na oranżerię. Roślinność stanowiła całkiem dobrą kryjówkę przed wścibskimi spojrzeniami krewnych, mało kto zauważyłby aportację w tym właśnie miejscu, a na tym mu zależało. Miał aż nadto wścibskich pytań i dobrych rad, chciał zwyczajnie robić swoje. Na początek - prostsze. Rozejrzał się kontrolnie, obserwując dokładnie dobrze znajome otoczenie. Dłoń zaciskała się już na drewnianej, niewielkiej figurce, przedstawiającej pawie pióro - dębowy liść uznał za zbyt oczywisty. Przedmiot ułożył na ziemi, chwycił szklaną, zakorkowaną fiolkę i przyjrzał się jej zawartości, połyskującej w porannym świetle. Księżycowy pył nie miał takiej mocy, jak inne ingrediencje astronomiczne, lecz był całkowicie wystarczający i dobry na rozgrzewkę przed maratonem wytwórstwa, który dziś czekał Ollivandera. Odkorkował fiolkę, starając się nie rozsypać przy tym pyłu, po czym wysypał zawartość na drewniane dzieło, starając się rozłożyć proszek równomiernie. Ot, czysty perfekcjonizm. Pochylił się nad przedmiotem, koncentrując na nim spojrzenie i celując w niego różdżką - tą jednak od czasu do czasu kierował na różne strony pomieszczenia, ściągając magiczne wiązki z otoczenia w ten jeden splot, którego supłem miał być świstoklik. W skupieniu zajmował się magią, nie pozwalając myślom na odpłynięcie gdzieś dalej, w zakątki, które mogłyby zaszkodzić całemu procesowi, aż wreszcie, sadząc, że zrobił już wystarczająco, skierował tabebujowe drewno ponownie na pawie pióro.
- Portus - wypowiedział pod nosem, pragnąc przemienić przedmiot w magiczny przekaźnik, środek transportu. Pył z wolna wchłaniał się w drewno, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów ani smug, a Ollivander czekał cierpliwie, chcąc, by cała ingrediencja została wchłonięta.

| świstoklik typu I, z księżycowego pyłu (st 40), drewniana figurka pawiego pióra


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Oranżeria  49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: Oranżeria [odnośnik]23.01.21 20:36
The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 38
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Oranżeria  Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Oranżeria [odnośnik]23.01.21 20:51
Przez długą chwilę miał wrażenie, że wszystko poszło zgodnie z planem - a przynajmniej takie znaki dawała mu magia oraz zachowanie ingrediencji. Wchłaniała się poprawnie, połyskując lekko, lecz ostatecznie musiał coś zepsuć. Nie próbował zwalać winy na jakość księżycowego pyłu - mimo regularnych ćwiczeń, był raczej mierny w transmutacji i wiele brakowało mu jeszcze do poziomu, który gwarantowałby spokojne tworzenie świstoklików. Z cierpliwością i zaciekawieniem podniósł przedmiot, chcąc sprawdzić, czy zamknął w nim odpowiednią moc - niestety, oczom ukazało się niepozorne pęknięcie, które dla różdżkarza było wyraźnym znakiem. Nic z tego. Nie zniechęcał się porażką, zamiast tego poświęcił chwilę na poszukiwanie dziury, tudzież błędu, który musiał popełnić przy pierwszej próbie. Ostatecznie doszedł do wniosku, że powodem było zbyt prędkie przerwanie zaklęcia - mogły zaważyć sekundy, ale na ziemi dostrzegł resztki drobinek ingrediencji, te zaś powinny zostać wchłonięte całkowicie. Zanotował w pamięci, by następnym razem uważać, po czym wrzucił figurkę do woreczka przeznaczonego na zmarnowane figurki. Nie chciał używać tego samego przedmiotu, nie było potrzeby ryzykowania. Tym razem na dłoni pojawiła się drewniana miniaturka klucza. Obrócił ją parę razy między palcami i zabrał się do powtarzania procesu. Figurkę ułożył na ziemi, kawałek od poprzedniej, wyjął następną, pełną fiolkę, której zawartość niespiesznie wysypał na rzeźbione drewno i przyłożył do niego koniec różdżki, nie przejmując się czasem, który miał spędzić nad tym wszystkim. Traktował to jako wyraźny rozwój - na to nigdy nie szczędził sił.
Chłonął otoczenie powoli, ostrożnie, skupiając się na każdej wiązce magii z osobna, jakby chciał zamknąć szczegóły oranżerii w małym kluczyku, leżącym u jego stóp. Było to zadanie bardzo angażujące, ale niezmiennie ciekawiące Ollivandera. Aspekt numerologiczny był mu już dobrze znany, jedynie ta transmutacja, stawiająca ograniczenia... - Portus - powtórzył, uznawszy, że może już przejść do inkantacji.

| świstoklik typ I, księżycowy pył (st 40), drewniana figurka - klucz


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Oranżeria  49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: Oranżeria [odnośnik]23.01.21 20:51
The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 12
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Oranżeria  Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Oranżeria [odnośnik]23.01.21 21:10
Tym razem szybciej dowiedział się, że jego działania nie odniosły skutku. Zmarszczył brwi, gdy figurka zadrżała alarmująco, lecz nie przerywał zaklęcia - i tak nie odzyska już ingrediencji, a jeśli dowie się, co stanie się po podtrzymaniu efektu, może prędzej wywnioskuje popełniony błąd. Klucz złamał się najpierw z cichym trzaskiem, po czym zaczął przechodzić przez stadia niekontrolowanej transmutacji, przybierając kolejno coraz dziwniejsze kształty, aż wreszcie rozsypał się - nie wybuchał, nie roznosił drzazg wokół, zwyczajnie starł się na proch, wymieszany z księżycowym pyłem. Ollivander cmoknął z niezadowoleniem, prędko przenosząc szczątki do wolnego słoiczka, by jak najszybciej zapomnieć o porażce i ruszyć dalej.
Następna wylosowana figurka była zwykłą, drewnianą kulą, bardzo gładką i przyjemną z dotyku, bez żadnych wystających drzazg. Ułożył ja ostrożnie na niedużym kopcu z księżycowego pyłu, by przypadkiem nie sturlała się z pochyłości - nie było sensu obsypywać jej, gdyż cały pył i tak rozsypałby się na boki. Nim powrócił do łapania otoczenia w magicznych wiązkach, rozciągnął się nieco, pozwalając sobie na chwilę przerwy - parę kroków tu, parę tam, szybka powtórka teorii i mógł wracać do pracy. Różdżka została uniesiona, krótkie machnięcie zainicjowało cały proces i znów koncentrował się na scenerii, obserwując skrupulatnie każdą roślinę po kolei, wsłuchując się w szum wody i odległe dźwięki dziedzińca. Wszystko to składało się na owe miejsce, nawet zapach wilgotnej ziemi, przebijający się przez zmysły. Czerpał z oranżerii, prowadząc magię według własnych zasad, gdyż posiadł już do tego stosowne umiejętności - powoli splatał kolejne elementy.
- Portus - padło po raz trzeci, z takim samym opanowaniem, mimo dwóch porażek. Nie skupiał się na nich. Zaklęcie łączyło różdżkę z przedmiotem, z niepozorną kulą, przewodząc między nimi magię, która miała zapieczętować całość i sprowokować ingrediencję do ujawnienia drzemiącego w niej potencjału. Prawdę mówiąc, miał nadzieję, że tym razem powiedzie mu się lepiej, bo o ile nie miał nic przeciwko ćwiczeniom, nie mógł spędzić w oranżerii całego dnia.

| świstoklik typ I, księżycowy pył (st 40), drewniana figurka - kula


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Oranżeria  49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: Oranżeria [odnośnik]23.01.21 21:10
The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 72
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Oranżeria  Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Oranżeria [odnośnik]28.01.21 19:24
Wolał upewnić się parokrotnie - przyjrzał się dokładnie kuli, wyszukując wokół niej drobinek księżycowego pyłu, nie dostrzegł jednak najdrobniejszego błysku, co tylko potwierdzało powodzenie, które wyczuwał już po rzuceniu zaklęcia. To poprzednie porażki zmuszały go do chwilowego zwątpienia, ale teraz nabrał pewności, że absolutnie nie ma się czym martwić. Chwycił utworzony świstoklik z pewnością, by umieścić go w osobnym, skórzanym woreczku, gdzie miał bezpiecznie czekać na dostarczenie swojemu nowemu właścicielowi. Ulysses nie chciał kończyć na jednym sukcesie, ale wiedział, że nie będzie miał zbyt wiele czasu na dalsze próby - postanowił więc poświęcić na tworzenie świstoklików jeszcze dwie godziny, nie więcej. Będzie spokojniejszy, jeśli przekaże rodzeństwu przynajmniej po sztuce...
Czarna figura w kształcie ćwierci księżyca znalazła się na dłoni Ollivandera, czekając na swoją kolej. Przyglądał się jej chwilę, nim położył (tak jak wcześniejsze) na ziemi. Obawiał się, że wytwórstwo silniejszych wersji świstoklików może skończyć się fiaskiem, dlatego wolał nie marnować cennych ingrediencji, zajmie się tym w swoim czasie, gdy poczuje się nieco pewniej w transmutacji, do której wracał już od jakiegoś czasu. Teraz ponownie używał księżycowego pyłu, powoli i równomiernie osrebrzając niewielką rzeźbę, stającą się przez ingrediencję coraz bardziej dosłownym księżycem. Mężczyzna szukał punktu zaczepienia przez parę sekund, wyznaczając sobie początek w... sadzawce. To od niej planował czerpać najpierw. Uniósł różdżkę powoli i niczym dyrygent prowadził coraz dalej, z miejsca na miejsce, ściągając całe to otoczenie w niepozorny przedmiot. Starał się utrzymywać przepływ magii na jak najbardziej stabilnym poziomie, pilnował go skrupulatnie, mając w myślach ciche pluski wody, intensywną zieleń liści wspaniałych roślin. Uczył się tego miejsca na nowo, jakby chciał zapoznać z nim świstoklik i podskórnie wiedział, że jest to właściwa droga.
- Porstus - wypowiedział cicho, gdy po wyczerpującej godzinie mógł wreszcie zamknąć oranżerię w małym księżycu - a przynajmniej taką miał nadzieję, powoli dopadało go zmęczenie.

| świstoklik typ I, księżycowy pył (st 40), drewniana figurka - księżyc


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Oranżeria  49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Oranżeria
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach