Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Leśny staw
AutorWiadomość
Leśny staw [odnośnik]01.11.18 18:08
First topic message reminder :

Leśny Staw

Niewielki staw jest przyozdobiony roślinnością o wyjątkowo przenikliwym odcieniu zieleni, zmieniającym się w zależności od światła. Przestrzeń nad powierzchnią wody jest przecięta powalonymi pniami drzew, paprocie są tu wyjątkowo dorodne, a w wodzie, jeśli dobrze się przyjrzeć, można dostrzec magiczne muszelki, emanujące lekko złotawym światłem - są lepiej widoczne w nocy i sprawiają, że staw rozświetla delikatnie okolicę. Muszle zostały wrzucone do wody wiele lat temu przez Marlette Ollivander, badaczkę roślinności wodnej, która przywiozła je po badaniach prowadzonych na terenie Włoch, uznawszy, że będzie to doskonała pamiątka oraz nawiązanie do rzymskich korzeni rodu. Ducha Marlette dosyć często można spotkać w tym miejscu, zwłaszcza nocną porą.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Leśny staw [odnośnik]29.12.18 13:24
Pokraśniał z zadowolenia słysząc komplement padający z ust Brendana - nie dlatego, że wątpił w swą prezencję, ale docenienie przez aurora, nawet jeśli tyczyło się jego wyglądu a nie umiejętności, sprawiało mu wiele satysfakcji. Wypiął dumnie pierś, jakby to sobie zawdzięczał fakt, że nie wyglądał już jak potłuczony, krwisty befsztyk. Wszelkie honory należało oddać uzdrowicielom, lecz napojony alkoholem mózg radośnie zignorował ten fakt. - Dzięki, brachu, zawsze można na ciebie liczyć - odparł jowialnie, wciskając dłonie jeszcze głębiej w kieszenie eleganckich spodni, przez co na ich przedzie pojawiły się grożąće przerwaniem szwów wybrzuszenia. - No oczywiście, że się znamy, chodziliśmy razem do szkoły! - odparł ze zdziwieniem. Był przekonany, że każdy wie o łączącej go z Ulyssesem przyjaźni, otrzymał przecież spersonalizowane zaproszenie na tą wspaniałą uroczystość. - Takich dwóch jak nas czterech to nie było ani jednego - rozpoczął swą opowieść od dość marnego zapożyczenia cytatu. Spoglądał z nostalgią na spokojną taflę stawu, niczym kapitan wpatrujący się w wody falujące tuż przed ukochanym statkiem. - Ulek, mądrala, wiadomo, czasem powstrzymywał nas od różnych głupot. Ja i Fox odpowiadaliśmy za wszystkie dziwactwa - oj Brendan, coś czuje, że nie polubiłbyś mnie za szczenięcych lat - roześmiał się głośno, mrugając do Weasleya z ukosa, zawadiacko. - No i Nott - dodał trochę kulawo, chwiejąc się na czubkach palców u stóp. Spojrzał w dół, nieco zakłopotany, umykając wzrokiem, dzięki czemu ujrzał wspaniałą szansę na zmianę tematu.  - Ładne masz buty, pastowane Fleetwoodem? - spytał ze szczerym zainteresowaniem, nie widząc nic zdrożnego w wykorzystywaniu środków do pielęgnacji mioteł w innych celach.
Gdy temat powrócił na znajome tory niechęci do okrutnych szumowin i śmierdzących Mulciberów, Wright skrzywił się widowiskowo, ignorując ból pokiereszowanej twarzy. - Pomogę ci go skopać, pieprzony morderca i szaleniec - wycedził z podsyconą alkoholem wściekłością a nozdrza rozchyliły się z gniewu. - Wiesz, że chciał zabić mojego smoka? Biednego, bezbronnego smoka? Który nigdy nikomu nie zrobił krzywdy? - pożalił się z ojcowską rozpaczą, pewien, że Brendan zrozumie okrutny los bezradnego smoczątka, któremu groziła śmierć z rąk egzekutora. Smutek szybko został przegnany tematem panienek, a twarz Jaimiego rozpromieniła się w ciągu sekundy. - No co ty, Brendan, wyglądasz czadersko - Dał mu przyjacielskiego kuksańca, z uznaniem spoglądając na elegancką fryzurę, może nieco zbyt ulizaną jak na jego standardy, ale chyba tak właśnie nosiła się szlachta. - Jesteś lordem, do tego całkiem do schrupania. A za aurorem panny taborem! - zakrzyknął wesoło, szczerze dzieląc się spostrzeżeniem na temat przystojności Weasleya. - No, mi możesz powiedzieć. Masz jakąś słodką kurkę na oku? - pochylił się ku niemu, by zagwarantować dyskrecje wyznania. - Jest tu dużo pięknych kobiet, Weasley, gdyby moje serce nie było beznadziejnie zajęte, już bym porywał jakąś do tańca - wyznał, spoglądając na niego porozumiewawczo. Już planował jak zasłużyć na miano najlepszego skrzydłowego, mogącego jakoś wspomóc Brendana w trudnej sztuce weselnego podrywu.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Leśny staw [odnośnik]29.12.18 19:59
Ściągnął lekko brew, zastanawiając się nad cytatem przytoczonym przez Benjamina i mimowolnie szukając w tej opowieści pozostałej dwójki, wkrótce przyjmując za fakt, że takich dwóch, jak ich czterech, faktycznie mogło być niewielu. Ollivander, Wright, Fox i Nott, choć jeśli policzyć Ślizgonów za połówki, wciąż wychodziła bardziej trójka niż dwójka. Nieważne, Ben miał inne zalety niż matematyka.
- Malfoy i Nott, doborowe towarzystwo - tylko jeden z nich odłączył się później od rodziny, drugi - stał się bestią, dołączając do Rycerzy Walpurgii. - Długo miałeś jeszcze kontakt z tym drugim? - Z tym, który pozostał arystokratą, Malfoy zdążył stać się Foxem: tak naprawdę niewiele o nich wiedział, kiedy kończyli Hogwart, on dopiero się w nim pojawił. - Wydaje się... wiesz, niezbyt do was pasować - Odnalazł twarz Bena, który błądził wzrokiem gdzieś po swoich stopach - nie bardzo potrafił to zrozumieć. Trudno było zawieźć się na przyjacielu - ale czego można było się spodziewać po synu Nottów? Nie wierzył, by w szkole różnił się od swojej rodziny - wtedy rodzina wyparłaby się go z łatwością. Ollivander pasował na tego stonowanego, być może pierwsze wrażenie było całkiem słuszne.
- Co?  - w pierwszej chwili nie zrozumiał, co ma miotła do butów - A - olśnienie nadeszło po chwili - Nie - nie stosował pasty do mioteł do butów, choć musiał przyznać, że nie był to głupi pomysł. - Pastujesz buty Fleetwoodem? To działa? - Fleetwooda miał w domu zawsze, a buty pastował rzadko, jeśli to miało szansę zadziałać, mógł wynieść z tego wesela więcej dobrego, niż się spodziewał. Mimowolnie przeciągnął spojrzeniem ku butom Benjamina, oceniając ich stan, ale jeśli Ben kiedykolwiek tego próbował, to na pewno nie dzisiaj. Kiedyś sprawdzi - spróbuje. Najlepiej, kiedy nikt nie będzie patrzył.
- Z tym smokiem to już przesadził - przyznał, nie sądząc, by podchmielony Ben był w stanie wyczuć ironię w jego głosie; Wrightowie, Josie, Alex, oni wszyscy zawdzięczali mu swój stan. Nie umniejszając tragedii starego smoka - chyba jednak nie do końca dowierzał określeniu bezbronny - Zakonnikom zrobił więcej złego. - Miałem kursantkę - stwierdził po chwili milczenia. - Mię - Tak jakby jej imię mogło coś zmienić. - Pochodziła z jego rodziny - nie podobało mu się, że stawała przeciwko nim, że próbowała zostać aurorką. Pewnego dnia Mia... po prostu zniknęła - Winił za to Mulcibera. Gdyby ta dziewczyna miała inny charakter, mógłby objąć ją opieką, ochroną, potrzebowała jej - ale nie chciała na to przystać. A teraz - najpewniej zginęła z różdżki swojego pochrzanionego krewnego.
Prędko też zrozumiał, że ucieczka przed ciotkami wypytującymi o stan cywilny nie do końca się udała, choć kiedy spotkał Bena, nie sądził, że Wright godnie je zastąpi. Pokiwał głową z uśmiechem, czując kuksańca, nerwowo rozglądając się wokół, czy na pewno nikt nie słyszał okrzyku Benjamina. Ktoś gotów byłby stwierdzić, że Brendan się o niego prosił.
- Dzięki, Ben, naprawdę doceniam - zapewnił go bez zawahania, w duchu wzywając Merlina, by jego słowa ucichły. - Ale to chyba nie jest mój dzień, wciąż czekam na tą jedyną. Wiesz jak jest, grom z jasnego nieba, motyle w brzuchu, brak oddechu... przy żadnej tego dziś zupełnie nie odczułem - zapewnił go, całkowicie poważnym tonem, zupełnie jakby na poważnie wziął też jego zmartwienie. Wcale poważny nie był, miłości nie szukał ani o niej nie myślał, ale takiego wytłumaczenia Wright by zapewne nie przyjął. - Skoro jesteś dziś sam, nic nie stoi na przeszkodzie - masz nową twarz, korzystaj z niej - zauważył, badawczo przyglądając się Benjaminowi. - Chodzi o tę półwilę? - Już dawno o niej nie słyszał, nie znał jednak nikogo innego, kto mógłby zajmować dziś serce Bena. Przeszłość czasem lepiej było pogrzebać - wspomnienia blakły i nie trwały wiecznie.


Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Leśny staw [odnośnik]29.12.18 21:16
Powinien przewidzieć, że czujny nos - ucho? czy aurorzy mieli także doskonały słuch? - Brendana wyczuje specyficzny zapaszek ciągnący się za tym konkretnym szlacheckim nazwiskiem, ale alkohol całkowicie stłumił benjaminowy instynkt samozachowawczy, co poskutkowało niemiłym zdziwieniem. Wywołanym, rzecz jasna, skupieniem uwagi Weasleya nie na bohaterze dzisiejszego, ślubnego wieczoru, nie na nawróconym i wydziedziczonym Malfoyu w skórze lisa, a na pozornie najmniej interesującym przedstawicielu rodu autorów skorowidza czystości krwi. Jaimie przestąpił nieco nerwowo z nogi na nogę, rzucając rudowłosemu spojrzenia z ukosa, trochę podejrzliwe a trochę pełne mimowolnego szacunku, jakby podejrzewał, że Bren pojął trudną sztukę legilimencji - niekoniecznie wiedział, jak na to zareagować. - No, mam. To znaczy miałem. Potem nie miałem. A teraz...no, to skomplikowane. On naprawdę zawsze był dobry, miał w sercu ciepło, światło i pasję i... - odparł dość bełkotliwie, w czym z pewnością nie pomagał alkohol buzujący w jego żyłach. - Pasował, pasował do mnie - dodał odruchowo, nie zdając sobie sprawy, że może to zabrzmieć dwuznacznie. Znów zamilkł, wpatrując się w dal, po czym westchnął rozdzierająco, jakby serce łamano mu na pół kołem. Dziwnie było wspominać Percivala na ślubie; jeszcze niedawno to sam Nott występował w roli pana młodego, czego Ben nigdy nie zobaczył na własne oczy. Nie wiedział, czy tego żałował, czy też nie i nawet nie chciał się nad tym zastanawiać, preferując komplementowanie butów stojącego obok aurora. - Pewnie, że działa. Buty są błyszczące. I naprawdę szybciej się w nich chodzi. Nikt mi nie wierzy, ale przysięgam na...na moje smoki, że tak jest. Spacerujesz wręcz fruwająco. Polecam - skomentował zaaferowany, szybko zmieniając nastrój z sentymentalnego na podekscytowany, mówiąc tonem żywcem wyjętym z jakiejś czarodziejskiej reklamy radiowej. Brakowało tylko podkreślenia oszczędności oraz niezwykłego rabatu, o ile po pastę udałoby się wraz z najnowszym egzemplarzem Przelotu Sportowego.
- Przesadził, śmierdzący psidwakosyn. Dla niego nie ma żadnej świętości - zgodził się z Brendanem, tym razem wpadając w słuszny gniew. Wysunął pięści z kieszeni spodni i jedną z nich wygroził niewidocznemu przeciwnikowi. Dłoń zamarła w powietrzu w pół ruchu, gdy Brendan opowiedział mu o Mii; krótka, treściwa historia, która jednak poruszyła pijanego Jaimiego do głębi. Obrócił się przodem do Weasleya, spoglądając na niego z mieszaniną smutku i niedowierzania. - Myślisz, że to on? Że mógł jej coś zrobić? - spytał, chociaż znał przecież odpowiedź; widział ją w jasnych oczach Brena, w zaciętym wyrazie jego piegowatej twarzy. Widział ją też w sobie, znał przecież parszywy charakter Ramseya, który gotów byłby z zimną krwią zamordować swojego krewnego. Skoro podnosił rękę na niewinne smoki, jego dusza była więcej niż skażona.
Przejście z tematu morderstwa do kwestii pięknych kobiet nie zajęło mu wcale długo; zadumał się, owszem, znów powracając spojrzeniem do stawu, który najwidoczniej pod wpływem alkoholu miał działanie hipnotyzujące - a później znów za swój cel obrał Weasleya. Nie, nie mogli się smucić, robili to na co dzień - znajdowali się na weselu więc ich obowiązkiem było weselenie się. Koniec kropka. - Ależ z ciebie romantyk, nie spodziewałem się, brachu! - zakrzyknął bez kpiny, ze szczerym, ale zadowolonym zdziwieniem. - Znów coś nas łączy! Ja też ufam żołądkowi. Jak czuje motyle, to wiem, że to to. Rozum mówi nie, ale to ignoruję. Liczy się bicie serca, ogień w oczach, ta pewność, że...to jest to, ze to to ta osoba - kontynuował zaciekle, wyrażając się niezbyt schludnie i chaotycznie. Objął Brendana ramieniem, gotów zadeklamować jakiś poemat o miłości, ale niestety - dla siebie samego - żadnego nie znał. - Moja nowa twarz odrzuca a nie przyciąga - dodał, na moment markotniejąc i spoglądając na Weasleya z pewną urazą - czyżby z niego kpił? Szybko jednak zapomniał o przewrażliwieniu na punkcie nowych blizn, bo Brendan celnie poruszył drugi trudny temat. Harriett. - Na gacie Merlina, ty to jednak jesteś auror... - wychrypiał ze zdziwieniem, raczej sam do siebie niż w celu pochwalenia przenikliwości Brendana. - Ale nie, nie o nią. Ona...zdradziła mnie. Lafirynda. Wiesz z kim? Z tym kutafonem Rosierem. Uwierzysz? Z francuskim, obleśnym gagatkiem. Krzyż jej na drogę - warknął, odsuwając się od Brendana, po czym wzruszył ramionami. - Dobrze jej tak - dodał burkliwym tonem, kopiąc butem jakiś nieistniejący kamyk, porzucony nad brzegiem stawu przez falę lub jakiegoś nadgorliwego skrzata. -W ogóle kobiety to zdradzieckie kutafony, co nie? - dorzucił jeszcze, znów spoglądając na rudzielca, w oczekiwaniu, by potwierdził to niezwykle rzeczowe spostrzeżenie.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Leśny staw [odnośnik]29.12.18 22:20
Pośród czterech nazwisk to jedno odstawało; o tym jednym wiedzieli, że stał po stronie wroga - po stronie tych, którzy zrobili to Benowi - tego jednego nie spodziewał się usłyszeć i z tym jednym nie rozumiał, co się stało. Wright go bronił, usprawiedliwiał i w zasadzie nie zamierzał o to winić gwardzisty, w przeszłości ich łączyło wiele, a dziś trudno było mu zaakceptować, że podzieliło ich wszystko. Prawie wszystko? Ściągnął rdzawą brew mocniej, wpatrując się w twarz Benjamina.
- A teraz? - pociągnął, miał, nie miał, a teraz - teraz co? znowu miał? Jego słowa wywoływały konsternację, zmieszanie, niedowierzanie, swoiste poczucie niepokoju, czegoś nieobojętnego i nieoczywistego; ale może to było tylko mylne przeczucie zbyt nasyconego podejrzliwością aurora, może Ben - po prostu - tęsknił za przyjacielem, którego zdradę odczuwał do dziś. Widział wojnę w czerni i bieli, ale nie mógł winić innych za ich zagubienie. Dla wielu - dawne życie i podtrzymujące je filary runęły, zakopując dawne przyjaźnie nowymi waśniami. Nie wychwytywał dwuznaczności innej niż ta, którą zasugerował przed momentem - silną przyjaźń trudno było zerwać.
- Co ty mówisz... - mruknął z podziwem, ściągając wzrok na swoje buty; zamierzał sprawdzić, czy to prawda, na własnych butach. Jeśli dało się nią smarować miotłę, to w zasadzie czemu nie buty, a trik dawnego zawodowca wydawał się wiarygodny. - Wszyscy to robicie? - Wy - miotlarze; Benjamin już do nich nie należał, ale swojego czasu miał rozległe znajomości. Pytał rzecz jasna o pastę Fleetweeda, choć wszedł w nią dość gładko z poprzedniego tematu. Trudniej było mówić o Mulciberze, o Mii, o kolejnych zaginionych, zbrodnie trzęsły zaczarowanym światem jak huragan, odbierając czarodziejom ułożoną harmonię. Nie brzmiało to dobrze.
- Nie mogę mieć pewności - stwierdził. - Była Mulciberem, ostatecznie mogła dać mu się namówić na odejście. Albo po prostu uciec. Ale to był typ niedorosłej buntowniczki, awanturniczki. Gdyby chciała po prostu odejść, nie zrobiłaby tego po cichu. - Choć i do tego nie był przekonany. - Raczej oplułaby mnie na zajęciach i wyszła z podniesioną głową. - Choć może niekoniecznie stawiało go to w dobrym świetle jako nauczyciela - na niektórych nie było mocnych. - Myślę, że stało się coś złego. - A jeśli Mulciber gotów był przeciąć więzy krwi za nieposłuszeństwo, naprawdę nie istniały dla niego żadne świętości. - Zrobimy z jego gęby wycieraczkę przed kwaterą Zakonu - dodał, lekko poddenerwowanym tonem głosu, szybciej, nieco głośniej; czasem trudno było pohamować emocje. Przy rozmowach o kobietach nie czuł ich tak silnych - i on objął Benjamina ramieniem, poklepując go przy tym pokrzepiająco, kiedy wsłuchiwał się w jego romantyczną przemowę.
- Gorzej, kiedy się okazuje, że te motyle w brzuchu to po prostu nieświeże mięso z wczoraj - zauważył, wzruszając lekko swobodnym ramieniem. - Nie powiem, Ben, jestem nie mniej zaskoczony - nigdy bym nie przypuszczał, że taki z ciebie poeta. - I on nie drwił, miłość, choć nie dla niego, była piękna  - a on potrafił cieszyć się szczęściem innych. Nie wypuścił go z objęcia, kiedy postawił granicę żartu - kątem oka przyglądając się lśniącym bliznom na jego twarzy. - Prawdziwe piękno jest w środku, Ben, a inteligentne kobiety o tym wiedzą - poprawił się, poważniejąc, zgodnie zresztą ze swoim przekonaniem; tylko wydmuszka skreśliłaby Wrighta za to, jak wygląda jego twarz - a na takie szkoda mu przecież było czas. Był bohaterem. Gwardzistą Zakonu Feniksa, walczył o lepsze jutro. - Kiedy to wszystko się skończy, a my ostatecznie wygramy i ogłosimy światu, że to ty poprowadziłeś nas w bój, nie doliczysz się kobiet, które będą o ciebie zabiegały. - Odwaga, heroizm, poświęcenie; to, nie piękna twarz, było cechami prawdziwego mężczyzny. - Poza tym, do tego czasu wszystkich fircyków dawno zamkniemy za kratami i będzie mniejsza konkurencja - mruknął, drgnąwszy lekko żelazną dłonią - i ona nie dodawała Wealseyowi animuszu. Początkowo nie pojął nawet, jak trafnie dobrał słowo, gdy Ben wyznał prawdę o Harriett.
- Nie wierzę - burknął ponuro, Ben na to nie zasługiwał, na zdradę, trujący sztylet wbity w serce - przez plecy - od kobiety, którą kochał. - Wygląda na to, że tylko na niego zasługiwała - Na gnoja. - Wiem, że to łatwo powiedzieć, Ben... ale na wojnie odsłaniają się instynkty. Obnażają ludzi - pokazują ich takimi, jakimi są naprawdę. Spójrz na Ollivanderów, nie zawahali się zaprosić na swoją ceremonię mugolaków - dali namacalny dowód swojej szlachetności. Jeśli ona wolała zadawać się z kimś tego pokroju, chyba nie była już po prostu kobietą, którą poznałeś. - Ludzie się zmieniają. Czasy się zmienia. Wszystko się zmienia, panta rhei. - Czas iść do przodu. - Choć serce nie słucha, uznał, że skoro wcześniej wyznał, że jego serce jest zajęte - mówił właśnie o niej. - No - w rozemocjonowaniu przyznał mu rację, ale zaraz zorientował się, że nieco się w tym zapędził. - Co? - ściągnął rdzawą brew w konsternacji, kolejny raz nerwowo rozglądając się wokół, upewniając się, że nikt nie słyszał jego szumnego wyznania - zwłaszcza młoda lady Ollivander, która krążyła gdzieś nieopodal z równie młodym adoratorem ani Justine towarzysząca Arturowi. A tym bardziej - że nikt nie pomylił jego głosu z głosem Benjamina. - Nie możesz nazywać wszystkich kobiet zdradzieckimi kutafonami tylko dlatego, że trafiłeś na tępą lafiryndę, która wolała puścić się z jakimś skurwysynem! - wyjaśnił mu cierpliwie podniesionym w złości szeptem, tak, by na pewno nikt wokół go nie usłyszał, zwłaszcza dzieci, choć w rzeczywistości brzmiał dostatecznie głośno. - Słuchaj Ben, napij się jeszcze trochę, a potem weź na parkiet którąś z tych ślicznych dziewczyn, które widziałeś. - Nie czekając na reakcję, wysunął z kieszeni szaty różdżkę. - Accio ognista - wymamrotał pod nosem - coraz mocniej czując, że sam musiał się napić.


Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Leśny staw [odnośnik]29.12.18 22:20
The member 'Brendan Weasley' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 23

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Leśny staw - Page 2 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Leśny staw [odnośnik]30.12.18 11:12
Alkoholowe rozgogolenie nie pozwoliło Benjaminowi dostrzec ostrzegawczego sygnału mimiki Brendana - dziwnie zmarszczona brew wywołałaby popłoch, lecz instynkt samozachowawczy odpłynął w siną dal, wetknięty w pustą butelkę po skrzacim winie. - A teraz - nie wiem. Taka zdrada boli, właściwie, to jedna z wielu zdrad - zaśmiał się głucho i znów żałośnie, znów powracając myślami do podniosłej atmosfery ślubu. - ale wierzę mu. Na gacie Merlina, wierzę. To się wie, co nie? Patrzysz w oczy takiego zbira i wiesz. I nie ma znaczenia, czy wcześniej złamał ci serce albo szczękę - bełkotał dalej bez większego ładu i składu, nie tylko z powodu upojenia - to, co czuł do Percivala nawet w stanie niewinnej trzeźwości nie pozwalało się zgrabnie ubrać słowa czy nawet myśli. - Na szczęście nie kieruję się już wyłącznie sercem a rozumem. Główka pracuje, co nie? I to jej trzeba ufać - podsumował zaskakująco sensownie, stukając się palcem wskazującym w czubek głowy: nie w czoło, to ciągle było nabrzmiałą, nieco zaropiałą, powoli gojącą się tkanką.
- No, serio. Tylko zdrowy rozsądek może nas uratować! - Benjamin źle odebrał pełne zdziwienia retoryczne westchnienie Brendana, dopiero podążając za wzrokiem rudowłosego orientując się, że chodziło mu o magiczne właściwości pasty Fleetwooda, przyśpieszającej chód i dodającej butom niezwykłego błysku. - A nie wiem nawet, nigdy nie gapiłem się innym graczom na buty - przyznał w zadumie, łaskawie nie kończąc, że za szczenięcych lat przyglądał się nieco nerwowo klatkom piersiowym innych graczy, i to nie tylko w celu ocenienia, czy on sam ma najpotężniejszą muskulaturę. - Podejrzewam, że tak. Potrzeba matką wynalazku. Albo ojcem. Zdecydowanie wolałbym być ojcem. To znaczy, jeśli mógłbym zdecydować. A ty? - spytał z powagą i gracją przeskakując z jednego tematu na drugi niczym pikujący żmijoptak, dopasowujący się kształtem zarówno do głównej nawy katedry jak i do pudełka po zapałkach. - Ta Mia...pewnie też miała matkę - westchnął ze szczerym smutkiem, kopiąc czubkiem buta wilgotną ziemię. - Oplułaby cię? Ech, widać, że krew Mulciberów. Ramsey to też niewychowana gnida - Na powrót wrócił do wściekłości, nie dbajac o to, że mimowolnie porównuje zapewne zmarłą dziewczynę do gnidy. Nie o to mu chodziło, lecz nie wyłapał niegrzecznej dwuznaczności, ponownie prześlizgując się do tematu znacznie podnioślejszego.
Zarechotał w zachwycie słysząc żart o mięsie - wybitne poczucie humoru Brendana na moment wyrwało go z objęć nostalgii, po czym nieco zachwiał się podczas kontynuacji przemowy. - Ja tam nie chcę żadnej pięknej panny, wiesz? Nie o to mi chodzi, nie dlatego walczę, nie wykorzystam tego nigdy do zaimponowania mu...jej...komukolwiek - czknął cicho, szczerze zwierzając się ze swojego dystansu dotyczącego płci pięknej. - Już raz się przejechałem, na miłości i ogólnie no.... i...nigdy więcej - spochmurniał, burcząc pod nosem jakieś nokturnowe przekleństwo. - No, właściwie to dwa razy. A tak dokładniej to - zaczął liczyć na wystawionych przed sobą palcach, lecz coś mu nie szło. Raz, gdy w Pokoju Życzeń Percival zaprzepaścił ich plany na wspólną przyszłość. Dwa, gdy spopielił wioskę pełną mugoli, ignorując jego złote rady. Trzy, gdy złamał mu serce, wybierająć Inarę i idąc z nią do ołtarza. A może to było już cztery? Czy powinien jako jeden policzyć haniebne odebranie mu diamentowej karty z Czekoladowej Żaby, kiedy obaj byli w drugiej klasie? Zmarszczył brwi i pokręcił głową, rezygnując z rozwijania numerologicznych obliczeń. - wiele razy. Za dużo, by zliczyć - dokończył dość pogodnie jak na tak przykre wspomnienia. - Tak, do przodu. W bój. W śmierć. W krew - dodał z powagą, porzucając optymizm. Na sekundę, później znów ucieszył się, że Brendan przyznaje mu racje, ale zanim zdążyłby ponownie objąć go niedźwiedzim uściskiem, ten wycofał się z zdawkowego potwierdzenia, udzielając mu życiowej lekcji. Wright słuchał go ze skupieniem, chłonąc każde słowo. - Nie mogę? Na pewno? - spytał z rodzierającym smutkiem, po czym kiwnął z pokorą głową. W niektórych kwestiach zgadzał się z Weasleyem w ciemno i bez dyskusji. Zwłaszcza, gdy ten przywoływał mu ognistą oraz radził poderwać jakieś panienki na poprawę humoru. To była prawdziwa przyjaźń. To i wspólne oddawanie życia w imię samobójczej idei. Łza wzruszenia zakręcila się w oku Jaimiego. - Pójdę. Ale chodź ze mną. Widziałem takie dwie siostry, wydawały się dobrze tańczyć, gibka kibić, długie pęcinki, te sprawy. Damy im po kwiatku! Jak dżentelmeni a nie fircycy - zapalił się do tego pomysłu, również sięgając po różdżkę. - Orchideus - mruknął, licząc na to, że uda mu się wyczarować przepiękny bukiet, który wykorzystają, by zdobyć niewieścią uwagę oraz zaprocentować w ich oczach.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Leśny staw [odnośnik]30.12.18 11:12
The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :
Leśny staw - Page 2 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Leśny staw [odnośnik]30.12.18 14:23
Nie do końca nadążał za jego słowami, nie do końca wychwytywał z nich sens, nie do końca je rozumiał. W jedną z wielu zdrad nie wnikał, ktoś pokroju Notta miał z pewnością sposobność dokonywać ich więcej i częściej. Kiedy Brendan patrzył w oczy zbira zawsze wiedział jedynie tyle, że był winny; niezależnie od wszystkich usprawiedliwień, które potrafił znaleźć na swoją obronę, niezależnie od strasznych okoliczności, które uczyniły z niego złego człowieka, był na tyle słaby, by poddać się pokusie. Nie wybaczał - był jak ostrze sprawiedliwości, które pragnęło jej wymierzenia. Jego serce nigdy nie stało po stronie tych, którzy czynili źle.
- Wierzysz mu - w co? - zapytał więc, wciąż nie rozumiejąc; czy Benjamin próbował rozmawiać z tym potworem? Kontaktował się z nim? Czy zdawał sobie sprawę z tego, że rozmawiając z tym wężem mógł nawet nieświadomie przekazywać mu informacje, które wszyscy rycerze mogli wykorzystać przeciwko Zakonowi? Z potworami nie mogli już rozmawiać - musieli je wytępić, jednego po drugim, wsadzić za kraty, pozbawić mocy sprawczej, oczyścić świat z nienawiści. Oni - nie zawahali się, stojąc naprzeciwko Hanny. - Chcesz powiedzieć, że się z nim widziałeś, Ben? - Mało mu było wrażeń po tym, co zrobili z jego twarzą? Może źle rozumiał - może Benjamin mówił o wspomnieniu, o metaforycznym spojrzeniu w oczy, może tylko przemawiał przez niego alkohol; nie wiedział. Tak jak nie wiedział, czy pasta Fleetwooda faktycznie zadziała, ale pewne rzeczy najlepiej było sprawdzić empirycznie.
- Chyba nie byłbym ani najlepszym ojcem ani matką - odpowiedział szczerze, na poważnie zastanawiając się nad zadanym pytaniem; matką rzecz jasna być nie mógł, ale o ojcu wiedział tyle, że istniał i odszedł, nim Brendan urósł na tyle, by dopatrywać się u niego wad i ujrzeć jako człowieka, a nie brązowiejący pomnik bohatera. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, czy chciałby być takim ojcem: o rodzicielstwie w ogóle myślał niewiele - z oczywistych względów nie musiał. - Ale jakbym miał wybierać jedno albo drugie, chyba bardziej wiedziałbym, co robić, jako matka - Matki miały bardziej oczywiste zadanie. Kochać, karmić, kąpać, przebierać - nie potrafił tego, ale jakby ktoś pokazał mu, jak to robić, może by podołał. Ojciec miał stanowić autorytet - niezachwiany i taki, który zostanie na długie lata. To znacznie trudniejsze zadanie - tak mu się przynajmniej wydawało. Uśmiechnął się, słysząc uwagę Benjamina - prościej było wierzyć w to, że Mia odeszła sama. Że dała się porwać ideom głoszonym przez starszego Mulcibera, że odezwał się w niej zew krwi, że wróciła do swoich. Skinął głową, uznając wtrącone pijacko mu za przejęzyczenie nie budzące  podejrzeń.
- Wiem, Ben, to nie o to w tym chodzi - Nie chciał, by pomyślał, że Brendan sądził, że Wright brał udział w walce z tego powodu; nie, takie podejście nie pozwoliłoby mu przejść przez próbę. Benjamin miał szlachetne serce i chciał po prostu lepszego życia dla wszystkich: prędzej czy później - to się uda. Poklepał go pokrzepiająco po ramieniu, nie znajdując odpowiednich słów, aby go pocieszyć - nie znał jeszcze boleści rozstania, a mówią, że z blizn żartują ci, którzy nie zaznali rany. - Po prostu nie trafiłeś na odpowiednią osobę - spróbował mimo to - Pewnego dnia poczujesz to znowu - motyle w brzuchu i skręt kiszek z powodu innego niż biegunka, daj sobie trochę czasu. Albo złap szansę, kiedy się pojawi  - Spojrzał na niego znacząco, kiedy w jego rękę wpadła przywołana butelka ognistej - miał nadzieję, że zza rogu nie wyłoni się rozeźlony wujek, któremu wydarł tę butelkę z rąk. Nie przywołał kieliszków i nie zamierzał szybować szkłem nad głowami dzieci, więc wzniósł niemy toast butelką, z której pociągnął łyk i podał ją przyjacielowi. Poczuł, że sam będzie potrzebował wzmocnienia, kiedy tylko usłyszał jego dalsze słowa.
- Na pewno - odparł z przekonaniem, krótko, bo to była sprawa, co do której wszelka dyskusja wydawała się zbędna; z domu wyniósł szacunek do kobiet. - Dobra - idea skrzydłowego chroniącego podrywacza, niefortunnie obrócona o sto osiemdziesiąt stopni, stawiając na jego miejscu Brendana, była mu obca. Widział jednak, że przyjaciel na niego liczył - nie miałby odwagi mu teraz odmówić. - Ale skończmy z odzwierzęcymi porównaniami, w porządku? - Żadnych pęcin, Ben. - Pij i idziemy - Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba.


Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Leśny staw [odnośnik]30.12.18 16:47
Brendan drążył, bez złośliwej dociekliwości, raczej po bratersku, co tylko utrudniało trzymanie języka za zębami. Jaimie przechodził prawdziwe katusze, z całych sił powstrzymując się od zalania rudego kamrata szczegółami swej traumatycznej relacji z Percivalem. Ta pozostawała sekretem, tajemnicą zbyt trudną, by móc podzielić się nią nawet z najbliższymi przyjaciółmi i chociaż Fox dawał mu do zrozumienia, że coś podejrzewa, to oficjalnie Wright nigdy nie ujawnił przed nim prawdziwej natury przyjaźni łączącej go z przebiegłym Ślizgonem, który nie raz i nie dwa skopał mu serce. Za każdym razem mu wybaczał, ostatnio także, ale...teraz było inaczej. Zdawał sobie sprawę jak naiwnie i głupio to brzmi, więc postanowił zamknąć jadaczkę. Odkaszlnął a z jego ust wydobyły się alkoholowe opary. - No, mignął mi gdzieś tam. Na Festiwalu Lata. Ledwo się powstrzymałem, żeby do niego nie podejść, nie złapać z przodu za fraki, nie potrząsnąć, nie przycisnąć do drzewa i nie... - kontynuował z wręcz namietną zaciekłością, w porę wyhamowując brutalną wizję, jaka wcale nie zakończyłaby się morderstwem z premedytacją a innym rodzajem kontaktu fizycznego. - I nie roztłuczenia mu głowy o pień - zakończył szybko i trochę kulawo, znów wpędzony przez samego siebie w kozi róg. Rozmowa o rodzicielstwie spadła mu z niebios, zaśmiał się znowu, w głos, tak, że kilka ozdobnych kaczek, pływających spokojnie po ich stronie jeziorka, zatrzepotało skrzydłami z oburzeniem i odleciało w bezpieczniejszy i cichszy rejon szuwarów. Donośny ton Wrighta niósł się po wodzie we wszystkie kierunki. - Brendan mamą, niech skonam - z trudem pohamował dalszy rechocik, kolejny raz poklepując po plecach Weasleya. - Naprawdę nie wiedziałem, że taki z ciebie równy gościu - wyznał, ocierając wierzchem dłoni łzę rozbawienia, spadającą z kącika oka. Uważał Brendana za nieco sztywnego służbistę - a tu proszę, romantyk o wyrafinowanym poczuciu humoru, do tego doskonały słuchacz. Ben zapisał w pamięci, by nie oceniać książki po okładce a aurora po jego zawodzie. - No coś ty, matki mają nudniejsze zajęcia. Jakieś tam śpiewanie i zmienianie pieluch. Tatowie to pożyją. Mogą składać magiczne kolejki, podbierać synom te samoukładające się klocki, grać z nimi w Qudditcha - nie zgodził się, rzewnie wspominając własne dzieciństwo. Tak samo kochał mamę, jak i tatę, lecz znacznie więcej czasu spędzał z tym drugim, wyrastając na jego prawie idealną kopię. - No, ale może u szlachty to inaczej wygląda - dodał uprzejmie, nie chcąc urazić Brendana. Właściwie niewiele wiedział o jego rodzinie i dzieciństwie, lecz jakoś skręcanie w tę ścieżkę konwersacji wydawało mu się trochę zbyt intymne. Lepiej było rechotać z powodu żartów o niestrawnościach i podziwiać spacerujące nieopodal piękności. Tak, życie było - w tym konkretnym momencie, podczas weselnego wieczoru, w stanie skrajnego upojenia alkoholem - całkiem proste i znośne.
- A więc wypijmy za chwytanie szans. Za pokaźne bioderka - wzniósł toast, cierpliwie czekając aż Bren wypije łyk trzymanej w ręku ognistej; przejął ją z ostrożnością typową dla matki, trzymającej w rękach niemowlę, po czym wygulgał znacznie większą porcję alkoholu. Z radością zauważył udane zaklęcie, z różdżki wypadł pokaźny bukiet kwiatów, obwiązany fantazyjnymi tasiemkami. - Dobra, ty trzymaj tego różowego chabazia. Pasuje ci do włosów - zaczął rozdzielać wyczarowane kwiaty, nieco je gniotąc. To nic, że mógł wyczarować drugi bukiet, nie wpadł na to, chcąc zwiększyć szansę ich obydwu na udany podryw. - Ja wezmę fioletowego. Bo pasuje do oczu, zielonych. Jak kogoś kochać, to tylko z zielonymi oczami - zanucił nieistniejącą piosenkę, ostrożnie kładąc butelkę whisky na ziemi, by zająć się dopieszczaniem florystycznego prezentu. Gdy skończył, jedną wiązankę wcisnął Brendanowi, drugą zaś przytulił do swej piersi. - Dobra, żadnego zezwierzęcenia. Dżentelmeństwo. Taniec. Elegancki. Będzie wspaniale - potwierdził, zaklinając samego siebie, po czym westchnął rozdzierająco. Splunął na dłoń i przetarł jej wilgotnym wnętrzem rozczochrane, ciemnobrązowe loki, spoglądając na Weasleya, jakby porównywał jego fryzurę z własną. - Ale mam prośbę, nie szpanuj przed nimi swoją wspaniałą ręką, dobrze? Przy czymś takim nie mam szans - powiedział cicho i śmiertelnie poważnie, stukając paznokciem w magiczną protezę, którą naprawdę czuł się zagrożony. Kto wie, jakie cuda potrafią te specjalistycznie uformowane palce oraz jakie ukryte bajery tam dodano. Mając nadzieję, że Weasley okaże się łaskawy, skinął mu głową, klepnął go pomiędzy łopatki, po czym schylił się po whisky, by wypić jeszcze trochę. - No, to na odwagę. I idźmy w tany, weselić się, weselić, jak prawdziwe pany - znów zanucił coś bez sensu; coś, co słyszał na jakimś innym, mugolskim weselu, po czym pociągnął Brendana w stronę rozstawionego pomiędzy drzewami parkietu.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Leśny staw [odnośnik]30.12.18 17:26
Patrzył na Bena, przyglądając się jego zmasakrowanej twarzy błękitnymi tęczówkami w ciszy, w spokoju, ostatecznie - pomimo zgrzytu, jaki nastał pomiędzy jego wypowiedziami - nie drążąc już tematu; być może sprzeczności wywołane zostały alkoholem, być może miotanie się pomiędzy dawną przyjaźnią a dzisiejszą nienawiścią było dla niego zbyt trudne. W końcu przytaknął mu głową - na zgodę - rąbnięcie nim o pień to jedyne, na co Nott dzisiaj zasługiwał. Nie wracał do tej rozmowy, za jego myślą idąc dalej. I cicho westchnął - niezbyt podobała mu się jego kobieca wersja siebie, nie tak dawno temu poznał ją we śnie; jako muza Matthew Botta nie spisywał się najlepiej i pewnie podobnie byłoby z nim jako z matką. Ale odpowiedź Benjamina - choć zaskakująca - utwierdziła go w przekonaniu, że miał rację. Nie nadawał się do tego. Nigdy nie złożył z ojcem kolejki ani klocków, choć miał we wspomnieniach kilka wypraw na miotle; częściej go nie było, niż był, młodo odszedł. W zasadzie oboje młodo odeszli.
- Chyba nie jesteśmy typową szlachtą, Ben - wyznał mu z rozbawieniem, także zatrzymując się przed tą ścieżką - rozmowy o dzieciństwie wydawały się zbyt ckliwe i nieodpowiednie, dobrze ujęte - intymne - a do wywołanych wspomnień niekoniecznie lubił wracać: choć całym sercem kochał tak swój rodzinny dom, jak oboje rodziców. - Zabawna sprawa: wszyscy twierdzą, że ich nie interesujemy, ale z jakiegoś powodu ci sami ludzie przewertowali całą naszą historię i spisali cały nasz rodowód w tym ich śmiesznym skorowidzu. - Nie interesował on ani jego ani nikogo z jego rodziny; ich obecność na jego kartach była dziełem przypadku, czego wiele zacnych czystokrwistych rodzin nie mogło im wybaczyć. W poważaniu mieli tę całą czystość - jak i zaszczyty i pieniądze, wiedząc, że te nie mogły kupić wszystkiego. Skrzywił się lekko na słowo bioderka, nie lubił przedmiotowego traktowana kobiet - i nigdy tego nie robił - ale nie miał serca pouczać rozklejonego Benjamina. Znał go zresztą dość dobrze, by wiedzieć, że to i tak niewiele da.
- Jasne - burknął, zabierając różowego kwiatka, z podejrzliwością przyglądając się też różowej tasiemce. Róża wydawała się młoda, świeża i ładna, nawet wyjęta z bukietu - ale każda młoda Weasleyówna w pierwszych latach swojego życia odbierała lekcję, by nigdy, ale to nigdy nie ubierać różowych sukienek, które potwornie gryzą się z rdzawą barwą włosów. Znał tę lekcję, bo miał młodszą siostrę. Cóż, bywa - nie powiedział nic, ostatecznie to nie był kwiat dla niego, a dla panny, którą miał zaprosić do tańca - nie potrafiąc tańczyć; dobrego wrażenia i tak nie miał szansy zrobić. - Masz moje słowo, że nie będę tego robił - obiecał, uświadamiając sobie, że bez dłoni jego taniec będzie jeszcze mniej atrakcyjny niż wtedy, kiedy dłoń posiadał - i nagle dopadł go wstyd, że może nie powinien był tego robić żadnej kobiecie. Nawet w imię przyjaźni i chęci wsparcia przyjaciela. Ale kości zostały rzucone, na wycofanie się było już za późno. - Nie wystarczy, jak po prostu z nią usiądę? - upewnił się, kiedy - ciągnięty przez Bena - zbliżał się już do parkietu; to tam odnaleźli upatrzone przez Benjamina siostry - starszą wnet porwał Wright, sam został z młodszą, która, szczęśliwie dla niego, miała jasną sukienkę, przy której różowy kwiat nie wyglądał tak źle, jak przy jego ognistych włosach. Obserwując brylującego już na parkiecie Benjamina od słowa do słowa próbował poznać dziewczynę: ta jednak wydawała się znudzona jego towarzystwem. W końcu, w odpowiedzi na podejrzliwe spojrzenie Bena, poprosił ją do tańca - i choć się zgodziła, przez większość czasu myślami była zapewne gdzieś indziej; deptał jej nogi, nie poruszał się w rytm, a na dodatek zamiast dłoni mógł jej zaoferować zimną goblińską stal protezy, która nieco przeraziła dziewczynę z dobrego domu. Na koniec ją przeprosił - więcej zrobić nie mógł. Oglądając się na Bena o duszy wodzireja, wkrótce potem bezszelestnie zniknął z przyjęcia.

/zt x2


Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Leśny staw [odnośnik]13.01.19 0:05
Zdawała sobie sprawę z tego, że ponura aura zasiadała na jej ramionach. Jednak teraz musiała być jeszcze mocniej skupiona, jeszcze bardziej wyczulona na wszystko, co działo się dookoła. Nie była już ratowniczką pogotowia, która wszędzie potrafiła dostrzec dobro. Była kursantką, gwardzistką, zgodziła się przyjąć na swoje ramiona ciężar, który tylko niewielu miało nieść. Ich poświęcenie było ceną, zapłatą - paradoksalnie, za jedynie nadzieję, że uda im się zwyciężyć w tej wojnie. Zmarszczyła lekko brwi na słowa Artura, a potem westchnęła lekko.
- Mogłabym, jednak nic z tego czego chcę, nie jest dostępne. Nie mogę tego mieć. Dlatego postanowiłam się tym nie zadręczać, tylko skupić na tym, co jest naprawdę ważne. - uniosła dłoń i podrapało się lekko po nosie marszcząc brwi. Nie zadręczać - dobre sobie. Łatwiej wypowiadało się słowa, niż rzeczywiście postępowało zgodnie z nimi. - Może kupie sobie psa. - zdecydowała spokojnie. Bernardyna. Tęskniła czasem za swoim świetlistym towarzyszem, choć nie żałowała tego, jaką formę przyjął teraz. Kolejne słowa sprawiały że zmarszczka na czole powiększyła się. Na jej myśli przyszedł Mulciber, a zaraz po nim Macnair. Jej wzrok przesuwał się po jeziorze, trafiając na Bena. Wright przeszedł swoją własną drogę, każdy z nich niósł ze sobą doświadczenie. To jednocześnie ono czyniło ich silnymi, ale i spaczonymi. Przesunęła wzrok na Brendana z którym rozmawiał ich spojrzenia spotkały się, uniosła dłoń w krótkim, żartobliwym geście mającym imitować salutowanie, usta przybrały lekki uśmiech.
- Obrać właściwą drogę można zawsze, jednak ona nie należy do łatwych. To właśnie jej trudność niektórych przerasta. - odpowiedziała mu poważnie. Macnair był dobry, wiedziała, że tak, ale po drodze pozwolił by egoizm został jego kompasem, by myśl o sobie była tą najważniejszą. I sądziła, że to one właśnie doprowadziły go miejsca, po drugiej stronie barykady. - Odrobina egoizmu nigdy nikomu nie zaszkodziła. To jego przesyt i chciwość pchają ludzi do złych wyborów. - zakończyła. A jego słowa przyniosły jej odrobinę czystego śmiechu. Tego potrzebowała, choć rozmowa toczyła się wokół poważniejszych tematów. Zaraz znów zasznurowała usta. Przymknęła powieki.
- Nie odtrącam jej, Arturze. Nadal wierzę i mam nadzieję, że uda nam się zwyciężyć. Ignoruję jedynie nadzieję, które odnoszą się stricte do mnie, bo wiem, że są one płonne. - wyjaśniła spokojnie. Choć i to odrzucanie nie szło jej genialnie. Wciąż miała nadzieję go zobaczyć, wciąż miała nadzieję choć na jeden taniec. Płonne nadzieje, które nie miały się spełnić.
- Walczącego o co? - zapytała marszcząc brwi i unosząc dłoń, by założyć kosmyk za ucho. Zaśmiała się lekko kręcąc głową. - Praca za biurkiem nie jest dla mnie. - odpowiedziała mu na dziwną wizję jej, spisując jakieś papiery. Pokręciła jeszcze raz głową i westchnęła spoglądając na światełka na tafli wody. - Poprosisz mnie w końcu do tańca, Turry? - zapytała nie unosząc na niego spojrzenia. Znów oplotła się dłońmi. Jego tu nie było, nie wiedziała czy w ogóle się zjawi i wątpiła, by do niej podszedł, nawet, jeśli tutaj by był. Kochała go, ale nie mogła mieć. Los bywał okrutny, miłość razem z nim.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 31 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Leśny staw - Page 2 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Leśny staw [odnośnik]15.01.19 15:12
Zauważył skinienie głowy Brendana, który wraz z Benjaminem również wybrali leśny staw do oderwania się od weselnych zabaw. Pomachał w ich kierunku, ale nie postanowił na razie podchodzić - obie pary zakonników miały własne rozmowy, które chcieli w spokoju kontynuować. Na pewno będzie jeszcze okazja spotkać się podczas uroczystości.
Postanowił nie wnikać w temat jej pragnień, pomimo ciekawości. Wiedział co nie co, rozmowa o tym mogła okazać się dla Justine zbyt bolesna, niepotrzebnie rozdrapując ledwo zabliźnione rany. Nie zadręczać się, cóż za proste, ale jednocześnie trudne do realizacji zaklęcie.
- Pies to dobry pomysł - stwierdził entuzjastycznie. - Pasowałby do ciebie york z bojowym temperamentem - zażartował, pozwalając sobie przy okazji na złośliwy uśmieszek.
Podążył za jej wzrokiem, jeszcze raz zwracając uwagę na Bena i Brendana. Pamiętał rozmowę na ten sam temat z Wrightem, ciekawe jak może się różnić spojrzenie innej Gwardzistki.
- Brzmisz jak profesor Dumbledore - przyznał z uśmiechem, ale mimo takiego wyrazu twarzy w jego głosie czaił się smutek. Tak, z nim to wszystko byłoby prostsze. - Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe - zacytował zdanie, które wyryło mu się w pamięci. - We wszystkim trzeba mieć umiar - zauważył w odpowiedzi na przesyt egoizmu. - To tak jakby w pudełku fasolek wszystkich smaków był tylko jeden smak. Okropne!
Pokiwał głową, zachowując milczenie. Dobrze, że nadal miała nadzieję, szkoda tylko braku jej dla własnego życia. Wydała mu się teraz taka krucha, przez chwilę zastanawiał się czy jej nie przytulić, w prostym geście okazać wsparcie. Powstrzymał się, uznając takie rozwiązanie za nierozsądne.
- Może się wydawać, że już masz przed sobą wszystkie karty, wszystkie możliwości, które daje ci życie. Wszystko się jednak zmienia, zawsze może pojawić się coś nowego - oznajmił ostrożnie, chcąc w ten sposób pocieszyć przyjaciółkę. - Jak z kartami czekoladowych żaby, nigdy nie wiesz co się zaraz trafi - dodał bardziej wesołym tonem. - Coś dzisiaj nie mogę się powstrzymać od analogii do słodyczy.
Rozbawiła go swoim pytaniem i deklaracją odnośnie pracy za biurkiem. Tak, zdecydowanie nie pasowała do takiego zadania.
- Skrzaty mają nieźle pod górkę, może kiedyś spróbuję poprawić ich los - wyznał z małym zakłopotaniem, charakterystycznym dla wyjawienia naiwnych fantazji.
Następne pytanie nieźle go zaskoczyło, kompletnie się nie spodziewał takiego obrotu spraw.
- Tutaj? - wyrwało mu się zdziwionym tonem. - Przypominam, że jeszcze mnie nie nauczyłaś tańców współczesnych, więc będziemy skazani na klasyczną wersję. Odpowiada ci to?
Uśmiechnął się szczerze. W tej propozycji czaił się jakiś smutek, ale taka spontaniczność miała w sobie coś pozytywnego. Przypominała o dawnej Just, dziewczynie pełnej zapału, jeszcze nie przygniecionej troskami.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Leśny staw [odnośnik]27.01.19 2:38
Sukienka z każdą chwilą zdawała się ją uwierać - a może bardziej nie pasować. Zwłaszcza, gdy sięgała do okolicy bioder chcąc wcisnąć kciuk w szlufkę i na niej zawiesić dłoń, albo próbowała włożyć dłoń w kieszeń na tyłku, której nie było. Wzdychała wtedy ciężko, sfrustrowana strojem, który miała na sobie. Nie miała podstaw by już kłamać, choć wcześniej zdawało się, że kłamała ciągle. Teraz po prostu nie mogła mówić o niektórych rzeczach - co zdawało się oczywiste.
- Goń się, Longbottom. - mruknęła wywracając oczami. Co ona niby miałaby robić z jorkiem, który jedyne co potrafił to głośno szczekać. Uniosła dłoń i odgarnęła jakiś kosmyk włosów z policzka. Jednak nie utrzymywała długo maski urażonej pani, bo nigdy nie potrafiła się długo gniewać. Czasem wściekała się szybko i okropnie, była trochę jak burza i deszcz, ale po nim zawsze przychodziła też tęcza. - Myślę o bernardynie, to była pierwsza forma mojego patronusa. - wyjaśniła, choć z pewnością był tego świadomym. Wątpiła, mu musiała wyjaśniać oczywistość, a jednak jakoś czuła się w obowiązku. Na kolejne słowa spojrzała na niego bez początkowego zrozumienia, z rozszerzonymi w zdumieniu oczami, które zaraz pokryły się lekko zmarszczonymi oczami.
- Czy ten czas nie jest obecny zawsze? - zapytała retorycznie wzruszając lekko ramionami. To dziwne, że ktoś porównywał ją do Dumbledora, nie miała nawet połowy jego mocy czy mądrości. Poczuła się odrobinę nieswojo, co poruszyło jej dłonią i założyło włosy za ucho, jak zawsze gdy czyła zdenerwowanie lub zawstydzenie, nie zaczerwieniła się jednak. - Nie mogę się nie zgodzić. - powiedziała jedynie, by zaraz zmarszczyć mocniej brwi. - Wszystkiego.. co? - zapytała zawieszając na nim spojrzenie. - Czasem nie mam pojęcia skąd bierzesz te swoje porównania. - mruknęła wzdychając cicho i kręcąc głową. Nie miała ochoty już dłużej paterzyć na światełka, dlatego zawiesiła wzrok przed sobą. Wprawiały ją one w przygnębienie, które rozwiewała odrobinę obecność Artura.
- Naprawdę nie mam pojęcia, skąd je bierzesz. - powtórzyła raz jeszcze, gdy padły kolejne wypowiedziane przez niego słowa. Pokręciła znów głową i westchnęła lekko przymykając powieki. Uniosła głowę ku niebu i otworzyła oczy, by zerknąć na niego gdy mówił.
- Czy skrzaty nie są zobowiązane do służby danego rodu, czy miejsca? - zapytała, bo w sumie szczerze powiedziawszy nie miała pojęcia jak to wygląda. Wiedziała, że w szkole to skrzaty gotowały posiłki ale jaką miały umowę z dyrektorem - nie miała pojęcia. Bo właściwie nigdy się tym nie zainteresowała, może powinna była? Jednak wielu ludzi w jej okolicy miewało problemy, więc nigdy nie pomyślała o skrzatach.
- A coś jest tu nie tak? - zapytała przekręcając się i opuszczając głowę. - Ty prowadzisz, ja depczę. - zgodziła się przybierając usta w uśmiech przekręcając głowę lekko w bok. Wyciągnęła w jego kierunku ręce.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 31 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Leśny staw - Page 2 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Leśny staw [odnośnik]03.02.19 13:12
Stwierdził, że kobiety mają trudniej. W tym wypadku pod względem stroju, musiały wymyślać najrozmaitsze kreacje. Tonks nie przywiązywała do tego wielkiej wagi, ale wiele obecnych dziś dam założyło swoje sukienki tylko raz, przy następnej tego typu okazji pewnie pojawią się w czymś nowym, próbując coś udowodnić. Mężczyźni mieli lepiej, ich szaty miały być eleganckie i odpowiadać statusowi, ale nikt raczej nie wymagał niczego więcej.
Uśmiechnął się bezczelnie. Goń się, Longbottom, dawno tego nie słyszał. Dziwnie to zabrzmi, ale lubił jej bezpośrednie odzywki.
- Bernardyn byłby dobrym wyborem, to wspaniałe psy - stwierdził, choć sam nigdy nie miał własnego psa, ale poprzez znajomych doświadczył jak przyjacielskie potrafią być bernardyny. - Lubiłem twojego wcześniejszego patronusa - wyrwało mu się niezobowiązująco, nie ukrywał za tymi słowami żadnego przekazu, stwierdzał tylko fakt.
Skinął jedynie głową na potwierdzenie jej słów. Zawsze był jakiś mrok, ale dla równowagi światło też było obecne. Skrzyżował ręce i przez moment śledził ruch świeczek.
- Z "Wielkiej Księgi Dziwnych Porównań" - wyjaśnił żartobliwie, stukając wymownie palcem w skroń. Przydałaby się taka książka, może kiedyś ktoś ją napisze.
Przeszli na temat skrzatów, nieco wstydliwe dziwactwo Artura. Gdyby tylko wiedziała co wyrabia w opuszczonym amfiteatrze...
- Tak, co ciekawe, bardziej przywiązują się do rodu niż konkretnych jego członków - potwierdził. - Nie chce od razu rewolucji, tylko lepszego traktowania dla nich - wyjaśnił zakłopotany własnymi wyznaniami. Niewielu osobom by o tym mówił. - To tylko takie pomysły, mamy teraz co innego na głowach... możesz już się zacząć śmiać...
Wzruszył ramionami. Nie był to równy parkiet, brakowało muzyki oraz woda znajdowała się niebezpiecznie blisko, chwila nieuwagi i całe buty będą mokre. Z drugiej strony, czy o to nie chodziło w tańcu - można to zrobić wszędzie, byle mieć partnera.
- Brzmi jak jakiś plan - przyznał. - Czekaj, musimy to zrobić jak należy - stwierdził i z wprawą ukłonił się przed Justine. - Mogę panią prosić do tańca?
Rozpoczęli taniec w scenerii, która pasowałaby do jakiegoś idyllicznego obrazu.

| taniec klasyczny I
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Leśny staw [odnośnik]03.02.19 13:12
The member 'Artur Longbottom' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 41
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny staw - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Leśny staw
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach