Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Aleja lewitujących drzew
AutorWiadomość
Aleja lewitujących drzew [odnośnik]01.11.18 18:08
First topic message reminder :

Aleja Lewitujących Drzew

Lasy są nieodłącznym elementem historii oraz fachu Ollivanderów - najróżniejsze gatunki drzew na przestrzeniach lat odsłaniały przed różdżkarzami swoje tajemnice. Inaczej sprawa miała się z fascynującym gatunkiem, zdolnym do lewitacji nad ziemią, zaś niemożliwym do osadzenia w niej. Około roku 1719 ówczesnemu nestorowi udało się sprowadzić do Lancaster dwie sztuki, młode sadzonki, które umiejętnie osadzono w pobliskim lesie. Początki nie były łatwe, drzewa jak duchy próbowały snuć się po lesie, lecz czas oraz wytrwałość zdołały zrobić swoje. Po latach gatunek odnalazł się w nowym otoczeniu, a ilość drzew była sukcesywnie powiększana aż do momentu, w którym wypełniły spory kawałek przestrzeni. Teraz można ujrzeć zarówno stare, ogromne drzewa, ale także parę niewielkich, lewitujących wyraźnie wyżej. Aleja jest miejscem dosyć osobliwym - twarde i gładkie korzenie tworzą w powietrzu wyjątkowe wzory, unoszą się zaś na tyle wysoko, by nie obawiać się o zahaczenie głową. Na temat tego miejsca krążą plotki - nie każdy wierzy w jego istnienie - nie każdy miał bowiem okazję je odwiedzić, jako że położone jest na prywatnym terytorium Ollivanderów.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Aleja lewitujących drzew - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]08.02.19 16:38
Budzenie się ze świadomością, że za ścianą kryła się bliska osoba, która miała w sobie niekończące się pokłady czułości, nie było w stanie być zastąpione niczym innym. I chociaż każde otwarcie przez profesora oczu oraz zrozumienie, że nie był u siebie w mieszkaniu, wiązało się z początkowym niezrozumieniem, kolejne etapy sprawiały, że nie żałował. Nie potrafił spokojnie spać, dlatego budził się raz po raz każdej nocy. W międzyczasie chodził po Hogsmeade, wypielęgnowanym przez Pomonę ogrodzie, snuł się też po domu. Raz czy dwa widział rozlane na poduszce włosy zielarki, która zostawiała do sypialni uchylone drzwi. W przeciwieństwie do niego, jej twarz nie krzywiła się pod wpływem przeżywanych we śnie koszmarów, a spokojny oddech nie zwiastował żadnego nieszczęścia. Nie mówił jej o tym, ale cieszył się, że chociaż ta strefa pozostawała poza władaniem ciemności między nimi. Pomona już i tak dzieliła z nim wiele przykrych emocji, które przekazywał jej w kolejnych opowieściach lub w długotrwałym milczeniu, które zdawało mu się ostatnio coraz częściej. Było to do niego wręcz niepodobne, jednak po takim szoku nie można było się dziwić. Każdy wszak musiał uporać się i przeżyć żałobę bez względu na to, ile minęło od faktycznego odejścia bliskich osób. Wciąż było za wcześnie, żeby powiedzieć jak miało to przebiec u Jaydena i jak długo jeszcze miało to trwać, jednak póki co nie myślał o tym. Pośpiech też mógł być złym doradcą, a próba pokonania słabości bez uwzględnienia własnych odczuć mogła zakończyć się katastrofą. Wydarzyło się ich już wystarczająco, dlatego Vane chciał uniknąć kolejnej.
Dlatego starał się czerpać z chwili, która trwała. Kiedyś nie byłoby to takie trudne, ale chciał się chociaż w ten nikły sposób odwdzięczyć za aktualną opiekę panny Sprout. Wiedział, że starając się być tu i teraz, nie tam i potem mógł sprawić jej chociażby odrobinę przyjemności. Zobaczenie uśmiechu na jej twarzy na pewno miało także zbawienny wpływ na niego samego, jednak było w tym coś odmiennego, czego nie do końca rozumiał. Sama obserwacja zielarki była dla niego czymś uspokajającym i nie musiał szukać daleko, by to zrozumieć. Ostatnie miesiące okazały się ważne dla ich relacji, dlatego przyzwyczajenie się do swojej obecności było niezwykle proste. Być może aż za bardzo. - To nie rozkazy, a twoja obecność tak na mnie działa - sparował odpowiedź towarzyszki, nie przejmując się faktem, że czerpał z tej krótkiej, acz niejednoznacznej wymiany zdań wyraźną przyjemność. Chyba tego też mu brakowało. Kompletnego oderwania. Odetchnął na słowa kobiety, gdy mówiła o tym, by jadł więcej, jednak nie odezwał się już więcej, pozwalając, by moment na ławce płynął swoim rytmem. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem na odpowiedź Pomony o uczniach, ale nie zamierzał tego naprostowywać. Wiedział, że zrozumiała, ale eleganckie wybrnięcie, które lekko naciągało prawa logiki, musiało być formą ochrony przed prawdą, dlatego nie zapytał dalej. Nie pozwolił też jej tkwić w marazmie niedopowiedzenia. - Może poproś jakiegoś hodowcę, żeby przyszedł na zajęcia? Goście zawsze są jakimś urozmaiceniem - skomentował, pamiętając, że dzieci szybko się nudziły. Na zajęciach astronomii już samo przejście przez zamek w środku nocy było wielką frajdą, dlatego nie mógł narzekać na brak zainteresowania. Jednak nawet i to mogło przestać bawić, gdy było powtarzane kilkadziesiąt razy. Przez chwilę milczał, aż rzucił zupełnie odcinając się od tego, o czym mówili przed chwilą. - Wiesz, że zapomniałem o tym, że moja rodzina to w sumie lennicy Ollivanderów? Przez to... Wszystko straciłem rezon. Vane'owie od wieków wspomagali ich swoją wiedzą, a teraz... Teraz jestem na ślubie jednego z nich, chociaż od jakiegoś czasu nie słyszałem o naszej współpracy. Ciekawe jak to się w życiu plecie - mruknął. Odetchnął, odchylając głowę w tył, by pozostać w takim stanie bierności jeszcze jakiś czas. Przymknięte oczy pozwalały mu na odpłynięcie w bliżej nieznane tereny czystej pustki, gdzie nie było szczęścia, lecz nie było też bólu. Jednak nie mogli tak trwać w nieskończoność. Zamiast na tańce zabrał Pomonę w stronę znajdującej się kawałek dalej rzeki Lune, gdzie mogli w spokoju pospacerować, podziwiając otaczające ich piękno natury. Szukanie samotności z daleka od większego tłumu było częścią planu Jaydena, lecz nie był zupełnie osamotniony. Towarzysząca mu cicha postać zielarki sprawiała, że czuł się już mniej zagubiony niż zawsze i jeśli tylko miałby wyruszyć z kimś w niekończącą się podróż życia, byłaby to właśnie ona.

|zt


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]28.03.19 14:56
Tak wyobrażałabym sobie… wspólne życie. Dzielenie między siebie trosk oraz szczęścia, poznawanie siebie nawzajem, codziennych nawyków, niuansów budujących daną osobę. Czerpanie siły z siebie nawzajem, popychanie się do kolejnych spełnionych ambicji lub zainteresowań, zaufanie obdarzane sobie codziennie. Może to brzmi banalnie, ale chyba w tym tkwi sekret - w prostocie. Dziwię się jednak, że podobne więzi można wytworzyć z przyjacielem, któremu przecież pomagam stanąć na nogi. To nie jest sytuacja mająca trwać wiecznie, to rozwiązanie tymczasowe. Staram się nie myśleć o tym, że ten koniec kiedyś nadejdzie, że znów poczuję smutek samotności; to jeszcze nie teraz. Lepiej koncentrować się na tym, co jest, nie na tym, co dopiero będzie. Po co psuć sobie radość z teraźniejszości już teraz, zamartwiając się przyszłością? Och, to brzmi tak nierozsądnie! Dobrze, że nikt nie jest w stanie usłyszeć moich myśli.
Na razie cieszę się chwilą. Rekonwalescencją złamanego serca pewnego astronoma, który ostatnio coś za bardzo patrzy na ziemię zamiast gwiazdy. Pamiętam jak jeszcze niedawno utyskiwałam na jego bycie powietrzem, wznoszenie się do góry oraz separację z ugruntowaną rzeczywistością, ale dzisiaj żałuję, że nie może wciąż szybować w przestworzach. Tak beztroski jak wtedy. Świat sprowadził go do mnie, z nieznanych mi powodów - w swym egoizmie na to nie narzekam, chociaż wiem, że to nie tak powinno wyglądać. Niestety nie mogę zmienić tego, co się stało. Mogę tylko próbować jakimś cudem osłodzić każdą bolesną chwilę jego egzystencji. To nic, że wierzę w siebie za bardzo. To nic, że za jakiś czas odbije się to na mnie ze zdwojoną siłą. Jestem tu i teraz, myśląc optymistycznie za nas oboje.
- W takim razie pozostaje mi pogratulować sobie niezaprzeczalnego uroku osobistego. - Tym razem nie wytrzymuję i śmieję się cicho. Kto jak kto, ale ja uroku to nie mam za grosz. Skoro jednak postanowiliśmy sobie nieco podokuczać, to wezmę to za dobry początek. Trudny, bardzo, bardzo początkowy początek, ale cieszę się z najdrobniejszych rzeczy. Zwłaszcza, że dla innych mogą stanowić kamień milowy.
Nie chcę rozmawiać o dzieciach. Musiałabym się zagłębić w problemy uczuciowe, w całe to bagno, przez które przeszłam i które odrzuciłam już za siebie. Tak, kiedyś marzyła mi się rodzina - mąż oraz dzieci, ale to tylko mrzonki, nic więcej. Definicja pięknego, udanego życia w spokoju oraz miłości, ale nie każdemu to jest pisane. Pogodziłam się już z tym jakiś czas temu. Nie chcę do tego wracać, do gdybania, zastanawiania się… jest jak jest. Szczęście ma różne oblicza i można znaleźć je w nieoczekiwanych odsłonach, tego zamierzam się trzymać. - Och, jesteś genialny! Dziękuję! - stwierdzam z entuzjazmem, prawie dławiąc się jakimś fikuśnym ciastkiem, ale wszystko jest pod kontrolą.
Chwilę później poważnieję, kiwając głową ze zrozumieniem. - Życie jest nieprzewidywalne - przytakuję. - Ale czasem w ten dobry sposób. Na przykład zawsze ty mogłeś teraz samotnie podziwiać sufit, a ja wzdychałabym nad kolejnymi roślinami do przycięcia… a tak to jesteśmy tutaj razem. Z bajecznym jedzeniem i pięknymi terenami do podziwiania! - Tak, staram się to wszystko obrócić w jakąś pozytywną nutę, ale wiem, że to trudne. Dlatego przystaję na spacer tylko we dwoje, chociaż to sprytne posunięcie ze strony Jaydena - zapomniałam wyciągnąć go na parkiet!

zt.



( i need your teeth )
in me, slow and vicious, to tell me my armor is just skin, bones, only bones


Pomona Vane
Zawód : nauczycielka zielarstwa
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna

ty je­steś tym co księ­życ
od da­wien daw­na zna­czył
tobą jest co słoń­ce
kie­dy­kol­wiek za­śpie­wa



OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 https://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 https://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t3831-skrytka-bankowa-nr-838#71331 https://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]17.11.21 17:00
Do ustalenia

- …dziadek mówił, że te drzewa wcale tutaj nie rosły, ale zostały sprowadzone ponad 200 lat temu! I są niesamowite, nawet zimą! Myślisz ciociu, że jest więcej takich niesamowitych drzew? Może są takie, które rosną tylko w jaskiniach? Chociaż czy to by nie sprawiało, że są one po prostu korzeniami, które nigdy nie wyrosły ponad ziemię? To byłoby przykre, tak myślę, bo przecież rośliny potrzebują mieć słońca, żeby móc wyrosnąć. Znaczy, nawet pod wodą jest światło, ale dochodzi inne. Podobno niektóre glony są nawet fioletowe! Nie widziałem ich, ale zastanawiam się czy są drzewa, które mają fioletowe liście? Nie takie jasne, różowe, ale takie fioletowe! - mówił z uśmiechem i choć mówił dużo, wcale nie miał problemów z tempem. Nie wyrzucał z siebie słów z zadyszką, mając raczej w zwyczaju mówić cicho, choć gdy tylko temat go zafascynował, mówił odrobinę głośniej. W końcu jego rodzeństwo stanowczo było tym głośniejszym, a on nigdy nie był typem, który potrafił walczyć o bycie w centrum uwagi. Był cichy, dobrze ułożony i nigdy nie było mu śpieszno do łamania zakazów rodziców. Czasem dostrzegał jak jego starsze rodzeństwo to robi, tak samo jak dostrzegał że Faith nie daje łatwo za wygraną, kiedy coś nie jest po jej myśli. On za to taki nie był - choć mogło to być ze stresu, że coś znów mogło się stać? Wszyscy w końcu mu powtarzali, że nie powinien biegać czy skakać, że nie powinien się przeciążać, cokolwiek to miało znaczyć.
A z drugiej strony wcale mu to nie przeszkadzało, kiedy mógł przyglądać się dyskusjom w domu. A i dostawał uwagę, tak jak teraz od cioci Mare, kiedy wyszli na spacer!
- Dużo ptaków też na nich siada, lubią je skubać. Znaczy, gałęzie… - wyjaśnił z uśmiechem, poprawiając swoją czapkę, kiedy znów zadarł nos do góry, aby przyjrzeć się nieco lepiej korzeniom i drzewom, temu co nad nimi lewitowało.
Uśmiechnął się szerzej, dostrzegając jakiegoś małego ptaszka. Cóż, nie było ich wiele w zimę i trochę tęsknił, bo czasem łatwiej było porozmawiać z ptakiem niż z rodzeństwem. Szczególnie z jego sową, która była bardzo dobrym rozmówcą!
Laurel Ollivander
Zawód : n/d
Wiek : 9
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t10783-laurel-ollivander#328040 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]17.11.21 20:08
Dziecięcy słowotok, cóż za piękna rzecz!
Spacerujący obok Mare chłopczyk wyglądał naprawdę uroczo, gdy z zaskakującą jak na swoje rozmiary prędkością wyrzucał z siebie skróconą historię alei lewitujących drzew. Dotychczas Mare nie miała jeszcze okazji wysnuć się tak głęboko w tereny przylegające do dworku Ollivanderów — zazwyczaj była bowiem gościem u rodziny swego męża, dlatego też jej obowiązkiem było towarzyszenie właśnie jemu. Musiała jednakże przyznać, że dzieci sir Havelocka i lady Lynette były szczególnie poruszającą gromadką. Do tego stopnia, że zwykła się zastanawiać, jak w ich wieku zachowywać będzie się jej własna córka. Saoirse powoli zbliżała się ku swym trzecim urodzinom, Laurel miał lat dziewięć. Jeszcze sześć lat.
— Myślę, że gdzieś na świecie na pewno są drzewa o fioletowych liściach — odparła głosem ciepłym i miękkim, spoglądając na chłopca. Skorzystała z okazji, by poprawić ułożenie czapki na jego głowie, gdyż ta zsunęła się ponownie, gdy poderwał spojrzenie ku górze. — Ale gdzie ono się znajduje, nie mogę ci powiedzieć. Za to wuj Isaiah albo wuj Archibald na pewno będą wiedzieli, gdzie takie znaleźć.
Ciepły uśmiech rozlał się na twarzy damy, która przystanęła na moment, by przyjrzeć się lewitującym drzewom i zasiadającym na nich ptakom. Gdyby nie miała możliwości zobaczenia słynnych drzew na własne oczy, należałaby chyba do grona sceptyków podważających ich istnienie. Była bowiem człowiekiem nauki, potrzebowała twardych i klarownych dowodów. Pomimo statusu damy była dobrym obserwatorem, potrafiła wyłapać niektóre z niuansów, stojąc w opozycji względem tych z lady, które uważane były za mało problematyczne, gdyż w główkach ich nie kiełkowała ani jedna myśl. Mare potrafiła nie tylko dostrzec to, co łatwo umykało uwadze innych, potrafiła wyciągać i formułować wnioski, którymi lubiła się dzielić. A w małym Laurelu widziała dokładnie tę samą ciekawość otaczającego go świata i chęć nauki.
— Skubią dla zabicia czasu, czy dlatego, że im smakuje? — spytała, ciekawa tego, cóż otrzyma w odpowiedzi. Zresztą, rozmowa z tym małym lordem była prawdziwą przyjemnością. Oddechem, którego potrzebowała od czasów ponurych wydarzeń rozciągających się od Staffordshire do Somerset. Jasny płomień dziecięcej radości życia oświetlał nawet największe ciemności. Tego była pewna.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]18.11.21 15:23
Słuchał cioci Greengrass uważanie, szczególnie przy sugestii, aby napisał list z zapytaniem do jednego z wujków. Musiał przyznać, że był to bardzo dobry pomysł, chociaż z pewnością musiał pamiętać o tym, aby wysłać list, kiedy wysyłał swoją sowę. Już kilka razy zdarzyło mu się o tym zapomnieć, że jednak nie każdy rozumie mowę ptaków i nie każdy potrafi zrozumieć przekazane słowa za pomocą samego ptaka, i że trzeba jednak dołączyć list do posłańca.
Nie wydawało mu się, aby ktoś miał mu za złe, kto otrzymał samą sowę, ale wciąż nie był to wcale skuteczny sposób komunikacji - szczególnie, kiedy chciał uzyskać odpowiedzi na dręczące go pytania!
- To doskonały pomysł ciociu!- zaraz zawołała głośniej, szeroko się uśmiechając. Pokiwał również głową jakby poważniejąc. - Napiszę do wuja Isaiaha na temat drzew! Na pewno powinien wiedzieć, albo może będzie miał książkę? Muszę o tym pamiętać. Czasem tylko mówię na głos, co chcę przekazać w liście, bo czasem jeszcze ręka mnie boli od pisania, a jak powiem Szyszynce to jest jednak łatwiej, ale też wujek chyba nie rozumie sów, prawda? - zapytał niepocieszony tym faktem, chociaż tuż po zapytaniu lady Mare odnośnie celu skubania przez ptaszki korzeni.
- Oh... Nie wiem... - powiedział w końcu nieco zawiedziony po dłuższej chwili robienia tęgiej miny, jakby próbował przywołać do siebie ten skrawek informacji. Bo powinien pamiętać czy jego przyjaciele skubali gałęzie i korzenie tych drzew dla zabawy, czy jednak dlatego że im smakowały! A może wiły z nich gniazda? Przecież to też było bardziej niż realną opcją!
Zaraz jednak znów zadarł głowę do góry.
- Przepraszam! Przepraszam, mam pytanie! - zaćwierkał melodyjnie, próbując skontaktować się z latającymi ponad ich głowami ptakamim. - To tylko na chwilę, obiecuję! Dlaczego skubiecie te drzewa? Są smaczne czy po prostu się wam podobają? - znów zaćwierkał, podążając wzorkiem za tymi ptakami, które sfrunęły nieco niżej do nich, przysiadając na korzeniach tuż nad ich głowami, wyraźnie zainteresowane głosem Laurela.
Laurel Ollivander
Zawód : n/d
Wiek : 9
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t10783-laurel-ollivander#328040 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]18.11.21 15:23
The member 'Laurel Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 68
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Aleja lewitujących drzew - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]28.11.21 18:01
Mare uśmiechnęła się ciepło, słysząc, że mały lord Ollivander zgadzał się z jej pomysłem wystosowania zapytania do kogoś, kto zna się na roślinach lepiej niż ona sama. Mare była człowiekiem czynu — podobnie jak jej starszy brat, a jeszcze wcześniej pan ojciec, upodobała sobie medycynę, którą traktowała jako odpowiednie nakierowanie energii. Prawda była taka, że pomimo dość łagodnego charakteru, trudno było jej o cierpliwość konieczną do odpowiedniej opieki nad roślinami. Była przecież jak morze; jednego dnia łagodna i spokojna, innego nieposkromiona.
— Gdy wrócę na Grove Street 12, będę mogła zajść do naszej rodowej biblioteki. Polecę poszukać ksiąg o fioletowych drzewach i gdy tylko takie odnajdziemy, wyślę ci wszystkie, co ty na to? — zaproponowała, spoglądając na chłopca z zainteresowaniem. Jego entuzjazm względem tego tematu był naprawdę zaraźliwy. Jeszcze chwila i sama Mare zechciałaby zanurzyć się w tajemniczej krainie, gdzie pod powierzchnią wody można natknąć się na wielkie połacie lasów, na które składały się drzewa o fioletowych liściach. Może trudno było w to uwierzyć, lecz drzewa, które wisiały nad powierzchnią ziemi, również należały do swego rodzaju indywiduów. Świat nie zamykał się na jednym czy drugim dworku szlacheckim. Choć tylko w ich granicach mógł być względnie bezpieczny. Przynajmniej na jakiś czas.
Serce ścisnęło się z żalu, gdy dojrzała zbolałą minę chłopca. Nie chciała w żadnym wypadku wyrządzić mu przykrości, jedynie pociągnąć temat, którym wydawał się żywo zainteresowany. Na całe szczęście nie musiała proponować mu powrotu do zamku i skosztowania owocowego ciasta, chłopiec poderwał głowę do góry i zwrócił się (prawdopodobnie) do siedzących na gałęzi ptaków. Początkowo Mare zamrugała powoli, próbując ocenić, czy to, co widzi, to próba nabrania cioci Greengrass, czy może faktyczny przypadek zwierzęcoustości, o której do tej pory czytała wyłącznie w książkach.
Jej wątpliwości rozwiały się, gdy jeden z ptaszków wzbił się w powietrze, zakręcił kółko nad Laurelem i Mare, by następnie zatrzymać się na jednym z korzeni całkiem niedaleko spacerujących.
— Ćwiiiirrr! Jakbyś miał dziób, chłopczyku, dzióbałbyś tutaj razem z nami! — ptak zaświergotał ochoczo, by następnie nastroszyć sobie piórka. — Są przepyszne, ćwir ćwir! Ale rosną tylko tutaj, a to bardzo źle! Powinny być wszędzie!
Dłoń Mare spoczęła na ramieniu chłopca, nad którego uchem następnie się nachyliła.
— I cóż takiego mówią ptaki? Rozumiesz je? — wydawała się być tym tematem prawdziwie zafascynowana. Zieleń spojrzenia skrzyła ciekawskimi iskierkami, gdy sunęła nim pomiędzy małym Laurelem a ptakami.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]09.12.21 21:47
Jego oczy błyszczały wręcz z ekscytacji na słowa o nowych książkach - bo w końcu to często było jego jedyne okno na świat. Nie rozumiał, dlaczego nie powinien wychodzić poza tereny posiadłości Lancaster Castle, ale nie zwykł łamać zakazów i nakazów dawanych mu przez osoby starsze. Bo w końcu starsi wiedzieli lepiej, prawda? Mieli o wiele więcej lat na czytanie i poznawanie świata niż on! Z pewnością mieli mnóstwo czasu na poznanie wszystkiego... a to znaczyło, że mieli o wiele więcej wiedzy! Na pewno tak było.
- Oh tak ciociu, tak! Bardzo chętnie przeczytam wasze książki jeśli coś się znajdzie o takich drzewach! - zachwycił się jeszcze bardziej.
Choć stanowczo nie zauważył zdziwienia lady Greengrass, kiedy tylko zaćwierkał do ptaszka. Dla niego i dla jego rodziny dar, który posiadał, był tak naturalny i zwyczajny, że nikt nie zwracał już na niego większej uwagi. Nie wiedział, że było to coś niezwykle rzadkiego - bo w końcu jemu to towarzyszyło tak po prostu.
- Smakują wam! Ojej, to bardzo dobrze! Smacznego! Cieszę się, że wam smakują! Są tylko tutaj, nie ma ich w Anglii nigdzie indziej - odćwierknął im za moment, ciesząc się jeszcze bardziej, obserwując przez moment jak ptaszki skubią i dopiero zwrócił uwagę z powrotem na ciocię, kiedy usłyszał jej głos.
- Oh, tak! Smakuje im, mówią że są przepyszne i nigdzie indziej ich nie ma, ale to jest tak, jak mówił mi tata, że to nasz przodek je tutaj sprowadził! Ale było ciężko je zasadzić - wyjaśnił, kiwając głową z powagą, zaraz zerkając na drzewa. Co też w nich było takiego innego? Wiedział, że drzewa różniły się między sobą - zapachem i strukturą, tym jak rosły, tym gdzie rosły i tym jak wyglądały. Ale musiało być również coś niezwykłego w samej strukturze tego magicznego drzewa! Musiał stanowczo nieco więcej poczytać o ich okazach, nieco częściej je tutaj odwiedzać i zapytać o opinię innych ptaszków.
- Oh! Ciociu, urwiesz mi kawałek? Ale ostrożnie, chciałbym nieco obejrzeć! Jestem ciekawy dlaczego one tak je lubią! - poprosił, samemu nie będąc w stanie dosięgnąć, a stanowczo chciał odkryć sekret, co specjalnego było w drewnie unoszącymi się nad ich głowami - poza oczywistością w postaci unoszenia się nad ich głowami.

| kość ciekawości!
Laurel Ollivander
Zawód : n/d
Wiek : 9
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t10783-laurel-ollivander#328040 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]09.12.21 21:47
The member 'Laurel Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Aleja lewitujących drzew - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]12.12.21 12:21
Ciekawa była, czy ojciec Laurela również przejawiał taką miłość do dzieł pisanych, gdy był w podobnym wieku. Niestety, różnica wieku, która panowała między Mare a Havelockiem była zbyt duża, by pozwalała na posiądnięcie takiej wiedzy. Wydawało się, że jedyną osobą zdolną do potwierdzenia jej przypuszczeń był wujek małego lorda, z którym obecnie spacerowała, sir Cassius, albo jej własny mąż, Elroy. Musiała pamiętać, żeby spytać o to męża przy kolacji. Wiedziała, że Elroy nie opuściłby okazji na podzielenie się jednym lub dwoma sekretami z okresu młodości swego kuzyna. Ciekawe, czy i wtedy odnajdywali wspólny język?
Isaiaha przyjdzie jej z pewnością zapytać o te pozycje z rodowej biblioteki, które mogły w jakikolwiek sposób zainteresować Laurela. Nie była pewna, czy wśród woluminów Greengrassów znalazły się książki traktujące wyłącznie o drzewach, lecz jeżeli tak było, szwagier był odpowiednią osobą do posiadania wiedzy na taki temat.
Obserwowanie świergoczącego chłopca stanowiło naprawdę niecodzienny widok. Ollivanderowie byli rodziną przepełnioną sekretami — począwszy od lewitujących drzew, przechodząc przez drewno entów, kończywszy (tymczasowo) na zdolności porozumiewania się ze zwierzętami. Możliwe, że każda inna czarownica, która mogła przyglądać się przebudzeniu tej umiejętności, przeszłaby płynnie do zadawania pytań. Mare pamiętała jednak, że każde uchylenie rąbka tajemnicy przez panów Lancashire wiązało się z okazaniem sporego zaufania. Nie zamierzała przesuwać jego granic, a przez to również dopytywać. Prawdopodobnie Laurel podzieli się opisem swych dzisiejszych przygód z rodzicami. Cokolwiek, co postanowi Havelock, przez Mare będzie odebrane jako decyzja słuszna. Nawet jeżeli w jej wyniku mały lord dostanie zakaz rozmawiania z ptactwem przy ciociach.
— Było ciężko przez korzenie, prawda? Normalne drzewa mają je w ziemi, a one... — wskazała dłonią na jedno z pobliskich drzew, którego korzenie rozciągały się mniej—więcej na wysokości kolan Laurela — Jak myślisz, co było w tym najtrudniejsze? To, że drzewa mogły odlecieć? — gdyby miała wyobrazić sobie największą trudność, pomyślałaby właśnie o tym. Co bowiem powstrzymywało drzewa przed lotem jeżeli nie korzenie puszczone w ziemię?
Prośba Laurela spotkała się z delikatnie uniesionymi brwiami.
— Myślisz, że mogę ją zerwać? A nie chciałbyś, żebym podniosła cię do góry? — w jej głosie zabrzęczała nuta niepewności. Nie znała się na drzewach w nawet najmniejszym stopniu, lecz była wystarczająco świadoma tradycji Ollivanderów, by wiedzieć, że ułamywanie gałązek drzew znajdujących się pod ich opieką mogło skończyć się... Niezbyt miło. Mare natomiast była dość silną kobietą, podniesienie dziewięciolatka nie nadwyrężyłoby jej zdrowia. Pomijając już oczywiście rozwiązania pozwalające na uniesienie chłopca przy użyciu magii.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]15.12.21 21:31
Dla niego było to aż naturalne - życie w miejscu, w którym było tyle niezwykle rzeczy i roślin, z jednej strony pozbawiało podobne rzadkości całego uroku, ale z drugiej dawało mu o wiele głębsze zrozumienie i poznanie świata magii, w którym przyjdzie mu żyć. Okazja, aby uczyć się o Entach czy drzewach rosnących nad ziemią nie była czymś co dostawało każde rodzące się dziecko w tym świecie - a więc tym bardziej chłopiec powinien dbać i korzystać z tego, co dawało mu życie. I wyraźnie robił to chętnie, z pewnością odziedziczając pewnego rodzaju zapał po swoich rodzicach co do poznawania świata przyrody. To jakie zwyczaje posiadały Enty, to że pod pierzyną ze śniegu były mniej aktywne i jakby bardziej senne, a mimo to wciąż migrowały i przechadzały się po terenach Ollivanderów. Laurel miał szczęście wiedzieć o tym wszystkim, a fakt, że otaczało go tak wiele fascynujących rzeczy i zagadnień sprawiał, że wcale nie zostawały mu w głowie chęci ucieczki poza mury zamku Lancaster i sprawdzenie, co było gdzieś tam dalej. Choć kto wiedział czy w ciekawskim chłopcu kiedyś to pragnienie się nie obudzi? Na razie sam zamek zaspokajał wszystkie jego potrzeby, ale co będzie za dwa czy pięć lat? Kiedy już się dowie, że prawdopodobnie nigdy nie przyjdzie mu uczęszczać do szkoły magii.
- Drzewa odlecieć? Nie bądź śmieszna ciociu! - zawołał zaraz chichocząc na taką wizję, że niektóre z drzew mogłyby odfrunąć niczym balony czy ptak z tego lasu - alei, a może ogrodu? - Nie jestem pewny, ale wydaje mi się, że to jak drzewa pobierają składniki z ziemi, tak to gdzie te drzewa występują, tam muszą być inne warunki. Dlatego mamy szklarnie, żeby rośliny mogły rosnąć w zimę! Albo z innego kraju, gdzie jest cieplej! - dodał z uśmiechem, kiwając głową. - Ale nie wyobrażam sobie jak te drzewa mogłyby rosnąć tutaj, a jednak rosną! Znaczy, tak jak ja potrzebuję jeść, żeby urosnąć tak i te drzewa, ale nie pobierają wszystkiego z ziemi... - mówił nieco zagmatwanie, znając dużo ze słownictwa, pamiętając wiele zapisków i wyjaśnień, choć nie potrafią ich jeszcze dobrze do końca przekazać.
- Tata nie będzie miał nic przeciwko - zapewnił lady Greengrass, bo w końcu sam nigdy nie otrzymał reprymendy za pożyczanie gałęzi i roślin, kiedy chciał się im bardziej przyjrzeć. Tym bardziej teraz.
Choć zanim ciocia Mare zdążyłaby się pochylić po chłopca, dwie księgi wyraźnie pozostawione w jednej z nieodległych szklarni, nadleciały na miejscu, tworząc swoistego rodzaju schody dla chłopca, aby mógł swobodnie wejść po nich i samodzielnie sięgnąć do gałązek. A że doskonale rozpoznał, co się działo, z uśmiechem ruszył, aby wspiąć się po twardych okładkach.
Laurel Ollivander
Zawód : n/d
Wiek : 9
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t10783-laurel-ollivander#328040 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]17.12.21 18:22
Kiedyś myślała o sobie jako o dziecku naznaczonym specyficznym rysem ciekawości. Im żyła dłużej na tym świecie, tym bardziej przekonywała się, że to nie ciekawość stanowiła jej opiekunkę, nie ona prowadziła ją przez życie, bowiem robił to upór. Upór, zacięcie, które pomagało rozwijać skrzydła fantazji, wspierało odwagę w sięganiu po to, co sobie upatrzyła. Upór, który umyślnie i nie (to zazwyczaj na prośby matki i pani Salley o krótkich palcach) ostrzyła i tępiła na przemian, dostosowując go do warunków, w których przyszło jej wzrosnąć. Czasami myślała, że gdyby nie tragedia, która spadła na jej rodzinę nim zdążyła wypowiedzieć swe pierwsze słowa, może nie byłaby tą samą osobą, którą była teraz. Może to właśnie nieskrępowana ciekawość, która pokazywała się teraz w Laurelu, stałaby się jej cnotą.
Może jak on, spoglądałaby w dalszym ciągu z tymi iskierkami w zielonych oczach, na świat który ją otaczał. Może udałoby się jej postawić na swoim, spełnić marzenia w całości, nie tylko w przygotowanych przez rodziców częściach. Zawsze, gdy nawiedzały ją myśli podobnego rodzaju, wdychała skrzące chłodem powietrze, drażniąc płuca igiełkami mrozu. Gdy wypuszczała z płuc powietrze zmieniające się prędko w parę wodną, wiedziała, że nie miało to znaczenia. Była szczęśliwa z tego, kim się stała.
I miała nadzieję, że chłopiec spacerujący niedaleko niej będzie w jej wieku równie zadowolony. Był przecież obdarzony niezwykłym szczęściem, a pojęcie jego istoty dawało człowiekowi zdecydowanie więcej niż świadomość własnych przywilejów.
— Nie są związane z gruntem — zauważyła łagodnie, choć starała się przy tym przybrać podobny ton, którym raczyła swoich wykształconych rozmówców. Laurel przyjmował wszystko tak, jak widział i było w tej prostocie spostrzeżeń coś naprawdę urokliwego. Prędko jednak podłapał tok myślenia, próbował racjonalizować sobie zjawisko, które nie było znowu takie proste do wytłumaczenia. Mare, gdyby miała zgadywać, uznałaby, że związały się z tym miejscem przy pomocy potężnej magii i że to właśnie potęga przodka Laurela i jego ojca związała je z tym miejscem. W jaki sposób? Na to pytanie musieli odpowiedzieć mądrzejsi. — Wiesz o nich bardzo dużo, sir. Nie mogę się doczekać, by porozmawiać o nich z tobą za kilkanaście lat, gdy będziesz już dorosły.
Nie dlatego, że jako dziecko opowiadał jej o sekrecie w zagmatwany sposób. Była ciekawa tego, czy i w jakim kierunku rozwinie się jego głód wiedzy. Ten musiał z pewnością przejść na niego po mieczu, Havelock wydawał się być równie żywo zainteresowany tym tematem. Na tyle żywo, że Mare powstrzymała się przed uniesieniem brwi ku górze, słysząc, że ojciec Laurela nie miałby nic przeciwko łamaniu gałęzi. Może nie przez jego własnego syna...
Nim zdążyła odpowiedzieć, obok niej rozległ się krótki, acz intensywny świst. Książki? Pytającym spojrzeniem powłóczyła za Laurelem, gotowa do rzucenia zaklęcia na wypadek, gdyby lewitujące książki miały zamiar skrzywdzić chłopca. Wyglądało jednak na to, że te pomagały mu w dosięgnięciu celu.
Magia dziecięca.
— Ostrożnie — upomniała go miękko, przystając obok książkowych schodków, gotowa do ewentualnej interwencji, gdyby pragnął stracić równowagę.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]17.12.21 21:06
Jeszcze wiele czasu przed Laurelem zanim zdoła zrozumieć w pełni magię i magiczne rośliny, to co go otaczało, ale z jego zapałem było pewne, że prędzej niż później będzie miało to miejsce. Zrozumienie dlaczego niektóre magiczne rośliny lepiej dostosowują się do danych warunków, jak można je przenieść i czego potrzebują dokładnie by rosnąć poza tymi rzeczami, które widać na pierwszy rzut oka.
W końcu magia Laurela opierała się jedynie na tym co odczuwał. Nie potrafił jej ukierunkować, zapanować nad nią czy rzucać zaklęć - choć nie mógł się szczerze doczekać moment, w którym dostanie swoją pierwszą różdżkę. Wciąż się zastanawiał nad tym jakie drewno będzie do niego pasowało - było w końcu tak wiele opcji! A jaki rdzeń? Jak będzie wyrzeźbiona, w jaki sposób będzie leżała w jego wciąż niewielkiej dłoni?
- Możemy rozmawiać o wiele częściej, ciociu, nie musimy czekać aż będę starszy. Tak jak teraz rozmawiamy - odpowiedział chłopiec z uśmiechem, nie do końca rozumiejąc co też ciocia miała dokładnie na myśli. Ale cóż, pojmował świat na własny sposób, wiele wciąż obserwując i ucząc się, i wciąż mając czas na pojmowania chociażby sugestii z rozmów.
Sam już kilkukrotnie był świadkiem jak książki same do niego zlatują - może dlatego absolutnie się nie bał? Nie zdziwił, jakby doskonale samemu wiedząc, co miał teraz zrobić.
Lord Ollivander rzadko się na niego gniewał - a przynajmniej tego nie pokazywał. Stąd też było przekonanie Laurela co do tego, że nie spotka go żadna kara za kolejne zachowanie pod wpływem chwili i chęci rozwoju.
- Będę ostrożny, często to się dzieje w taki sposób... - zapewnił, bo choć nie należał do najbardziej sprawnego fizycznie dziecka przez swoją chorobę, wchodzenie po książkach wcale nie było dla niego jakąś nowością, bo działo się to również wcześniej.
Małymi rączkami w końcu sięgnął do drzew, urywając fragment odpowiedni, chwilę się jeszcze nad tym zastanawiając i oceniając, która będzie się nadawać najlepiej do przyjrzenia.
Po wszystkim obrócił się z uśmiechem do cioci, decydując się na prostsze zejście w postaci przeniesienia się do niej na ręce i przy okazji przytulenia się.
- Możemy już wrócić na zamek? Obejrzę czy coś jest ciekawego w tym jak korzonki są zbudowane... - poprosił lady Greengrass, nie mogąc się doczekać możliwości do przyjrzenia bliżej gałązce.
Laurel Ollivander
Zawód : n/d
Wiek : 9
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t10783-laurel-ollivander#328040 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Aleja lewitujących drzew [odnośnik]17.12.21 21:23
Dzisiejszy dzień obfitował w niespodzianki. Od przedpołudniowego spotkania z Faith, do spaceru z jej bratem bliźniakiem — Mare po cichu spodziewała się, że bliźnięta będą się od siebie różnić, lecz poza początkowym, formującym się pod skórą dziewczynki gniewem i wybuchem dziecięcej magii Laurela, nie wydawali się znowu tacy odmienni. Oboje byli wychowani według najwyższych szlacheckich standardów. Oczywiście, jak to dzieciom, zdarzały im się momenty delikatnych wpadek, takich jak prędkie, rozemocjonowane odpowiedzi rzucane przez Faith zamkniętej w obrazie lady Mathildzie, jak kilka sekretów Ollivanderów zdradzonych przez szybkie chłapnięcie językiem Laurela. Lady Mare, lub ciocia Mare, jak nazywali ją młodzi lordowie i damy Lancashire była jednak dziecięcą sojuszniczką. Wszystko, co dziś widziała, a co mogłoby potencjalnie narazić dzieci na negatywne konsekwencje — czy to ze strony guwernantów, czy rodziców — zatrzymywała dla siebie.
Słowa chłopca sprawiły, że uśmiechnęła się znacznie szerzej. Gdyby nie czapka wciśnięta na głowę, pewnie i jego jasne włosy chciałaby wygładzić w opiekuńczym geście. Dzieci Havelocka i Lynette miały w sobie urok, przed którym Mare niezdolna była długo się bronić.
— I będziemy dalej. Miałam na myśli to, że jeszcze nie masz swej różdżki, a już wiesz tak dużo. Wiedza to naprawdę duży atut, Laurelu. Pielęgnuj ją w sobie tak, jak twój pan ojciec pielęgnuje lasy Lancashire, dobrze? — łagodny ton lady Greengrass wpasował się z krajobraz z łatwością, jakby wreszcie wyniosła z tego spotkania lekcję. Nie wszystko, co działo się na świecie, trzeba było pojmować rozumem. Czasami najpiękniejsze rzeczy wymykały się ludzkiemu zrozumieniu i takie powinny pozostać. Należało cieszyć się z małych rzeczy, z możliwości przeżycia tych niezwykłych chwil na własnej skórze, a nie wsłuchując się w opowiastki kogoś innego.
Słysząc jego tłumaczenia, pokiwała z uznaniem głową. Sama wypatrywała podobnych objawów przebudzenia magii u swojej córki — Saoirse miała za kilka miesięcy skończyć trzy lata, a to najwyższa pora na pierwsze manifestacje mocy. Ostatnimi czasy oddawała się lekturze ksiąg traktujących o dziecięcej magii. Związanie dzieci ciekawych świata z książkami, księgami i woluminami przewijało się jako częsty motyw, choć — podobnie jak w przypadku wcześniejszej rozmowy z ptakami — Mare miała okazję obserwować je po raz pierwszy. Archibald podobno dąsał się jako dziecko, Roratio i Procella byli nieustraszeni. Ona sama cechowała się natomiast perfekcją, do której dążenie zostało z nią nawet w dorosłym życiu. Oby Laurel nigdy nie zatracił swego uroku.
Trzask łamanej gałązki przywrócił ją na powrót do rzeczywistości. Laurel wyciągał ku niej ręce, a ona zgodnie z wcześniejszą obietnicą objęła go mocno, zdejmując ze szczytu książkowych schodków. Był naprawdę rozkosznym dzieckiem; przez moment pomyślała nawet, że gdyby wreszcie udało jej się urodzić syna, chciałaby, by cechował się podobnie łagodnymi manierami co drugi z synów Havelocka.
— Oczywiście. Mam nadzieję, że nie zmarzłeś za mocno? Za chwilę się rozgrzejemy.

| z/t x2


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Aleja lewitujących drzew
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach