Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Vericai Larsen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vericai Larsen
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Pracownik Ministerstwa Magii w Wydziale Zwierząt
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
To breathe your air
To lie with you
To die with you
I’m alive by you
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Vericai Larsen    09.11.18 1:29



Data urodzenia: 04.07.1926
Nazwisko matki: Borgin
Miejsce zamieszkania: Princes Road 47, Redhill
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: Pracownik Ministerstwa Magii w Wydziale Zwierząt
Wzrost: 1,79 m
Waga: 71 kg
Kolor włosów: Ciemnobrązowe
Kolor oczu: Niebieskie
Znaki szczególne: Blizna po dotkliwym oparzeniu po prawej stronie ciała, ciągnąca się od obojczyka, przez część klatki piersiowej; delikatne blizny na obu przedramionach, będące pamiątkami po kocich pazurach. Wzrost nieznacznie powyżej przeciętnej.


Czujesz to, prawda? Czujesz to, ilekroć opuszki twoich palców dotykają tego miejsca... Słyszy to, prawda? Słyszysz, ilekroć wstrzymujesz oddech... Nie uciekniesz przed tym, nie uciekniesz przed prawdą. Zostałeś naznaczony. I nic już się...

Usiądź wygodnie. Nie przewracaj oczami, nie rób krzywej miny. Nie oczekuj niemożliwego i nie osądzaj. To tylko słowa, pamiętasz? Słowa kłamią. Nie, nic nie mów, nie masz prawa głosu, nie, kiedy siedzisz naprzeciwko, chcąc się czegoś dowiedzieć. Nie lubię mówić, nie w ten sposób, nie, kiedy wiem, że to i tak strata czasu. Ale skoro muszę. Spójrz mi w oczy i bądź ze sobą szczery. Kiedy stąd wyjdziesz, będziesz czuł, że wiesz wszystko, co było ci potrzebne, by mnie osądzić, by mnie zaszufladkować. Dobry, zły. Nieistotny. Ale to tak nie działa, świat tak nie działa. Nigdy nie wiesz, co tak naprawdę myśli budząca się przy tobie kobieta czy zasypiający mężczyzna. Nigdy się nie dowiesz, możesz przeniknąć do umysłu drugiej osoby, możesz myśleć, że jest dla ciebie otwartą księgą, ale prawda zawsze będzie ukryta. Głębiej.
Dobrze, myślę, że jesteś gotowy.
Nie wiem czego się spodziewasz, nie wiem, czego można oczekiwać od kogoś takiego jak ja. Ale pozwolę ci wysnuć własną opowieść z moich słów.


Shall we begin?


Może znasz to uczucie, gdy przed snem otula cię ciepła pierzyna, a do ucha szeptane są słodkie, pełne miłości słówka? Może jak przez mgłę pamiętasz słowa, a przynajmniej melodię kołysanki śpiewanej wysokim, dźwięcznym głosem matki? A może twoje czoło wciąż mrowi na pamięć jej ciepłych warg, kiedy całowała cię na dobranoc, by ustrzec cię przed złymi snami. Nie?
Witaj w moim świecie.
Rodziny są różne. Wiem to, jedni mają lepsze, drudzy gorsze, ale każdy, kogo zapytam, mówi, że nikt nie kocha tak mocno jak matka.
Pójdźmy o krok dalej, czym jest miłość? Do czego daje nam prawo? Co możemy nią usprawiedliwiać?
Pamiętam miłość matki z tych rzadkich momentów, kiedy siadała w wielkim fotelu, a jej cichy głos rozlewał się po chłodnym, ciemnym wnętrzu mojej komnaty. Lubiłem to. Lubiłem, gdy czytała mi o rzeczach, których nie potrafiłem pojąć, jak opowiadała mi historie o potędze czystej krwi, o tradycji, o przeznaczeniu. Zawsze wciskałem się pomiędzy jej nogi a fotel, kiedy opowiadała mi historię naszej rodziny, o ogniu i wodzie, o ucieczce, schronieniu i pustce, która pozostała w naszych sercach.
Zawsze po tym wplatała palce w moje przydługie, ciemne włosy w cichej pieszczocie i siedzieliśmy tak długimi minutami, nim w końcu zostawiała mnie za sobą, zamykając szczelnie drzwi.
Nasz dworek nie był duży i nie mieszkaliśmy tam sami. Domyślasz się już może?
Poza naszą dwójką był jeszcze on, mężczyzna z jasną brodą i zimnymi oczami.
Myślisz, że mówię prawdę? Myślisz, że to wszystko, co pamiętam?
Błąd.
Ta historia nie zaczyna się w tym miejscu.

Byłem oczekiwany. A przynajmniej tak pozostało w mojej pamięci, możesz wierzyć bądź nie, sam już nie wiem, nie po tylu latach. Byłem szczęściem, które jej ofiarowano. Otaczał mnie kojący zapach jaśminu, który tak uwielbiała matka, ciepło i łagodna melodia wydobywana ze stojącego w rogu fortepianu. Czasami śpiewała, tuląc mnie do swej piersi, zawsze wówczas w zasięgu mojego wzroku przebywał wielki czarny kot. Kiedy późnym wieczorem kładła mnie w łóżku obok siebie, otaczając ramionami, jakby bała się, że ktoś mnie jej odbierze, on sam zasypiał w naszych nogach.  
Czasami żałuję, że nikt po mnie nie przyszedł. Sama mnie oddała.
Nie rozumiałem tego wtedy i nie rozumiem nawet teraz. Ale wiem jedno. Kobiety są słabe.
Moja matka była słaba, a w mojej pamięci na zawsze pozostanie ten dzień. Dzień, w którym do naszego domu wszedł obcy.
Pachnąca jaśminem, ciepła komnata zamieniła się w woń wilgoci, ciemność i zimny kamień. Byłem pozostawiony sam sobie, odkąd skończyłem cztery lata, zbyt szybko, by w mojej pamięci utkwiła miłość, którą mi wcześniej ofiarowała. Jeśli i ona nie jest czystą imaginacją poranionego umysłu.
Po tamtym dniu, po widoku matki i łzy spływającej po jej jasnym policzku historie, które mi czytała i opowiadała zmieniły się. Dzielnych czarodziejów ratujących swoje dwory zastąpił ogień. I woda. I mord. A kiedy trząsłem się ze strachu, świeca gasła i drzwi zamykały się z głuchym łoskotem.
I wszystkim, co mogłem zrobić, było wtulenie się twarzą w fotel, pragnąc zatrzymać woń jaśminu na dłużej.
Kiedy narodziła się we mnie magia, nie było przy mnie matki. Zniknęła za drzwiami, jak zwykle pozostawiając za sobą niedokończoną historię. Może gdyby została, może gdyby nie odepchnęła od siebie moich chłodnych dłoni, to wszystko skończyłoby się inaczej.
Nigdy się nie dowiemy, prawda?
Pamiętam tamtą noc jak przez mgłę, pamiętam czarny knot stojącej na stoliku świecy. Pamiętam moje dłonie, mój umysł wypełniony trzaskiem ognia i wrzaskami niewinnych, moich przodków, mojej krwi.
A później ogarnęło mnie gorąco.


Kiedy się obudziłem, leżałem w niedużym powozie przykryty grubymi kocami. Obok mnie siedział zamyślony mężczyzna, w którym dostrzegłem odbicie samego siebie. Był inny. Był różny od delikatnej matki, od mężczyzny, którego czasem widywałem przy stole. Był inny. Nie miał tego samego gładkiego czoła, ani srebrzystych włosów związanych jedwabną wstążką. Nie miał na sobie bogato zdobionej szaty, a z jego oczu nie biła zimna surowość.
Wydawał się dziki. I lubiłem tak o nim myśleć. Wydawał się zepsuty, głośny i ruchliwy.
Ale to on nazywał mnie skrzywdzonym kocięciem. Długo tego nie rozumiałem. Długo tęskniłem za chłodem mojej komnaty i zimnymi oczami mojej matki odprowadzającej mnie po cichym posiłku tam, gdzie było moje miejsce.
Nie rozumiałem jedzenia palcami, nie rozumiałem, dlaczego jem w łóżku, w lesie czy na podłodze.
Byłem przerażony, przez kilka dni chowałem się pod drewnianym łóżkiem, wychodząc dopiero nocą, kiedy uważałem, że ten dziwny człowiek śpi.
A on zawsze czekał, przemawiając do mnie, wyciągając otwartą dłoń z czekoladą.
I w końcu uległem.
Mój świat zaczął nabierać barw, moje usta otwierały się coraz częściej.  Nie wiem, ile czasu minęło, nim stałem się normalny. Powoli zapominałem o moim dawnym życiu, o dworku i komnacie. Przywykłem do zielonych terenów Ålfoten, wzgórz i wody, pozostawiając dawnego siebie daleko za sobą.
Nazwałbym kilka lat mojego życia idyllą. A później wszystko zaczęło się zmieniać.
Dorastałem, a magia była coraz trudniejsza do ujarzmienia. Ojciec pomagał mi ją kontrolować i pożytkować na to, co naprawdę miało znaczenie. Nie były to prawdziwe czary, nie byłem w stanie używać jej tak, jak on, ale czasami, targany silnymi emocjami, sprawiałem, że rzeczy po prostu się działy i z czasem udało nam się wspólnie zapanować nad ogniem. Ogniem, którego się bałem, przy którym traciłem kontrolę. Który budził w moim umyśle niemoje wspomnienia, odgłosy łomotania i krzyku i ten zewsząd otaczający mnie swąd.
Rozumiesz coś, cokolwiek z tego co mówię? Patrzysz na mnie i widzisz dziecko, któremu naprawiono świat, które otrzymało beztroskie dzieciństwo?
To dobrze, ja też lubię tak myśleć. Nawet, jeżeli żaden z nas nie wie, jaka jest prawda.
Ale zacznę jeszcze raz, dobrze? Wydaje mi się, że o czymś zapomniałem, że pominąłem najważniejsze. Pamiętaj, nie osądzaj.

Chowałem się pod łóżkiem, wciśnięty w najdalszy kąt mojej klatki. W głowie huczały mi słowa mężczyzny powtarzającego, że to wszystko dla mojego dobra. Otwierał ją nocami i czekał na moją reakcję. Przez kilka dni w ogóle z niej nie wychodziłem, robiąc pod siebie, ale od tego była magia. Żebym zawsze był czysty. Nie mówił do mnie zbyt dużo, ale słyszałem jego głos, kiedy opuszczał ten nieduży, drewniany dom. Szedł za niego, sam nie wiedziałem jeszcze gdzie i wówczas rozlegało się miauczenie, syczenie, a czasem nawet ryczenie. A później wszystko ustawało, kiedy zaczynał mówić. Nasłuchiwałem, przyciskając policzek do zimnej kraty mojego więzienia. Łzy spływały mi po twarzy, kiedy przypominałem sobie nogi matki, ich ciepło, gdy się w nie wtulałem. Tęskniłem za wonią jaśminu, a zapachów, które otaczały mnie w tym obcym miejscu, nawet nie potrafiłem nazwać.
W końcu klatka zniknęła a ja dostałem własny pokój. Ale nie było to łatwe, nie przyszło po prostu z dnia na dzień. Testował mnie, sprawdzał. Pokazał moje nowe życie i wyjaśnił, zasady, jakimi się kierujemy. Rozumiałem to wszystko i przyjmowałem z wdzięcznością. W końcu zniknęły zamki i iluzja, w której żyłem. Odkryłem, że mój pokój nie należał tylko do mnie, że wszystko to, co mnie otaczało, było zgoła inne. Zrozumiałem, że mruczenie, które dawniej słyszałem, wcale nie dobiegało zza ściany, a jego źródło było tuż przy mnie.
Otaczały mnie koty. Jedyna wspólna między moim starym i nowym życiem.
Ojciec nie wychodził zbyt często, a gdy to robił, nie było go całymi dniami, a razem z nim znikało kilka kotów. Początkowo nie rozumiałem, co się dzieje, ale z czasem przyszła świadomość. A ja polubiłem moje życie.
Runy i historie o Borginach stały się odległym wspomnieniem zastąpionym przez puszyste ogony, świeże mięso i wibracje kocich ciał. Czasami przychodzili do nas ludzie, ludzie podobni do mojej matki i mężczyzny, który całkowicie ją odmienił. Zawsze patrzyli na mnie z góry do momentu, gdy wołałem Freję.
Opowiedzieć ci o niej? Była prezentem, była tym, co zostało z ostatniego Wampusa ojca po zarazie, która zdziesiątkowała jego koty. Okoliczności, w której mi ją powierzył nie są dla ciebie istotne, wszystkim, co musisz wiedzieć, jest to, że nie była po prostu kotem. Nie rozumiałem jeszcze wówczas dokładnej wagi wszelkich zezwoleń i dokumentacji, którą zajmował się ojciec, ale miałem świadomość, że Freja była wyjątkowa. Była agresywna wobec obcych, którzy trzymali się od niej z daleka. Jednocześnie grzała mnie chłodnymi nocami, śpiąc wyciągnięta wzdłuż mojego ciała. Potrafiłem z nią rozmawiać, z nimi wszystkimi, z kotami. A Freja? Była piękna, była potężna, była uosobieniem tego, czego sam w głębi duszy pragnąłem. Mieliśmy więź, karmiłem ją, wyczesywałem, czuła moją magię i to ona pobudzała ją do mruczenia, chroniła przed światem.
Czasem wyobrażałem sobie, że Freja będzie wieczna, że zestarzejemy się razem. Spędzaliśmy dużo czasu, ja Freja i Yesonis.
O czym to ja mówiłem? Ach tak, czarodzieje. Ojciec nie lubił mówić o mojej matce i jej rodzinie. Zamiast tego uczył mnie jak dbać o koty, jak prowadzić interesy. Pokazał mi świat, do którego instynktownie czułem, że należę. A później mnie wygnał.

Dobrze, może to zbyt duże słowo, jednak zostałem wysłany do Durmstrangu, miejsca, które tak bardzo różniło się od domu, w którym spędziłem ostatnie cztery lata. Miałem problem, by się w nim  odnaleźć, czułem się przytłoczony, zamiast poznawać innych uczniów, godzinami wpatrywałem się w zielone tereny za oknem, uwięziony w grubych murach.
Szkoła przypomniała mi dawny dom, komnaty i łzy w oczach matki, gdy po raz pierwszy zaryglowała za mną drzwi.
Początki były trudne. Nie znałem swoich korzeni, nie tak naprawdę, wszystkim, co wiedziałem, były historie opowiadane mi przez matkę. I koty.
To Durmstrang, jego grube mury i czarna magia mnie ukształtowały.
Nie żałuję tego.
Czułem się oderwany od rzeczywistości przemykając korytarzami, jednocześnie mając wrażenie, jakbym wrócił do swojego prawdziwego domu. Uczucie było dziwne, było sprzeczne, zarazem było również początkiem czegoś znacznie większego, rozdarcia, które wzmagało się we mnie z każdym dniem.
Można by powiedzieć, że byłem podatnym gruntem i szybko zacząłem chłonąć ideologie moich kolegów. Na moje szczęście, mimo że ojciec szybko zaczął mi się jawić jako ktoś niegodny swojej krwi, byłem mu wdzięczny, że zapewnił mi chociaż minimalną pozycję w tym świecie, przewagę nad tymi wszystkimi, których krew nie była tak dobra. I chociaż nie mogłem się równać ze szlachtą, cieszyłem się z tego, co mam.
Dorastałem, kształtowałem się i ostatecznie gubiłem we własnym umyśle. Moja niechęć do brudnej krwi rosła z każdym rokiem, tak jak rosła dziura w moim wnętrzu. Apogeum zdawała się osiągnąć jednak dopiero na moim czwartym roku, kiedy w szkole pojawiła się delikatna jasnowłosa o wyjątkowym imieniu. Eir. Nigdy się do niej nie zbliżyłem i nie odkryłem przed nią swojej prawdziwej natury, swojej historii. Nie byłem pewien, jakie łączą nas stosunki, kim dla mnie jest, wiedziałem tylko, że nim się narodziła, zostałem odizolowany od życia mojej matki. Nic więc dziwnego. Jednak obserwowałem Eir z odległości, patrzyłem, jak dorasta, jak się rozwija. I pragnąłem jej życia. Ale to musiało poczekać, szkoła była etapem przejściowym, była nową klatką. Skupiałem się przede wszystkim na rozwijaniu moich zdolności w urokach i czarnej magii, rozumiałem, że jedno bez drugiego nie istnieje. Na własną rękę starałem się uczyć również o samej obronie przed czarna magią, jako że wydawało mi się logicznym, że tylko w ten sposób będę w stanie lepiej ją pojąć. Zajęć typowo ze zwierzętami nie było zbyt wiele w przeciwieństwie do rozmaitych aktywności fizycznych. Szczerze mówiąc, nie byłem ich największym zwolennikiem, mimo wszystko największą przyjemność czerpałem z pływania. Chociaż woda w jeziorze była zimna, lubiłem w nią wchodzić, pozwalać, by mnie osaczyła. Myślałem wówczas o opowiadanych przez matkę historiach, dalekich wyprawach i płomieniach. Czasami po prostu unosiłem się na nierównej tafli, wpatrując w szare niebo, innym razem moja twarz zanurzona była pod wodą, a ja próbowałem odnaleźć w niej ślad po dawnych czasach i ogniu trawiącym Innenborg.
Borgin.
Czasami zapominałem, że nim jestem, czasami po prostu pozwalałem sobie być Larsenem.
Myślisz, że to prawda? Że zapominałem? A ty jesteś w stanie zapomnieć swojego imienia? Czy wystarczy, że wmówisz sobie, że dzisiaj obudziłeś się z czarnymi oczami i stanie się to prawdą?
Nie. I tak samo było ze mną, choćbym chciał, nie potrafiłem zapomnieć. Nawet, jeśli byłem wówczas tylko dzieckiem… Ale nie byłem zwykłym dzieckiem, byłem czarodziejem. I przez wiele lat śniłem moje wspomnienia. I nawet gdybym chciał, to one zdecydowanie nie zamierzały pozwolić mi zapomnieć.
Okres nauki w Durmstrangu był niezwykle istotny, pomógł mnie ukształtować i odkryć moją naturalną zdolność do czarnej magii. Dzięki temu dałem się poznać jako zdolny uczeń, niektórzy nauczyciele zwiastowali mi wielką przyszłość. Ale na niej mi nie zależy. Pragnę czegoś innego. Pragnę odzyskać to, co utraciłem.

Skończenie Durmstrangu nie było niczym wielkim. Tak naprawdę wiedziałem, że po szkole po prostu wrócę na wakacje do domu i tak już zostanę. Byłem potrzebny ojcu, bo bez mojej obecności miał więcej problemów z kotami. Byłem dla niego cenny przez moją zdolność i czasami wydawało mi się, że gdyby jej nie odkrył, to nie znajdowałbym się w tym samym miejscu, co teraz. Kto wie, czy nie pozbyłby się mnie już dawno. Zresztą, z tego co mi było wiadomo, Anglia, do której tak pragnąłem się przenieść, znajdowała się w ciężkiej sytuacji, odkąd, gdy byłem jeszcze w Durmstrangu, wybuchła II wojna mugoli.
Mugole, właśnie! Pewnie zastanawiasz się, co mam na ich temat do powiedzenia.
Moja matka powtarzała mi ich zasługi w wybiciu naszych przodków. Opowiadała o prześladowaniach i wyjaśniła, że dlatego właśnie czarodzieje się ukrywają. I cóż, być może nie ma we mnie jakiejś wielkiej nienawiści, ani czegoś takiego, ale powiem ci coś. Zapamiętaj mnie dobrze i nie zrozum źle, ale oni po prostu są zbędni. Nie. Są zabójczy i autodestrukcyjni. Niszczą naszą ziemię, wycinają lasy, zanieczyszczają wody, nienawidzą wszystkich i wszystkiego. Wydaje mi się, że w tej jednej rzeczy ojciec i matka byli zgodni. On też niejednokrotnie powtarzał, że mugole są zarazą naszego świata. Zawsze klął na nich, kiedy kolejny kot zatruwał się skażoną wodą czy mięsem.
Pewnie chcesz wiedzieć więcej, zastanawiasz się, co siedzi w mojej głowie, prawda? Ale to zaraz, jeszcze do nich wrócimy.

Może zapytasz dlaczego? Może zastanawiasz się, dlaczego nie zdecydowałem się wynieść tak daleko, jak było to możliwe, wrócić do korzeni i podążyć swoją drogą?
Odpowiedź jest prosta, jeśli masz odpowiedni umysł, nie każdy bowiem jest w stanie to pojąć. Nie wróciłem dla ojca. Wróciłem dla moich kotów. Przez te dziesięć lat nawiązałem z nimi więź tak wielką, że nie byłem w stanie po prostu przekreślić tej części mojej historii. Zatrudniłem się u ojca. Inaczej nie mogę tego nazwać, wciąż wiedziałem, że to on jest stroną dowodzącą, ja po prostu robiłem to, co musiałem, by zapewnić kotom wszystko, czego potrzebowały.
W naszym domu zaczęły pojawiać się różne osobistości, które znałem z gazet, nazwiska, które kojarzyłem ze szkolnych korytarzy. Czekałem, czy wśród nich kiedykolwiek pojawi się jakiś Borgin, jednak bezskutecznie. Wciąż nie wiedziałem nawet, jakim sposobem poznali się moi rodzice, a jedyną wskazówką był kot, którego pamiętam z naszej starej posiadłości. Teraz zastanawiam się, czy dostała go właśnie od niego, czy ich spotkanie miało być zwykłą transakcją, z której wynikło coś więcej, a może kot był pożegnaniem. Nie sądzę, bym miał się tego kiedykolwiek dowiedzieć.
Co to ja mówiłem… Ach tak, powróciłem do ojca, opiekowaliśmy się zwierzętami, podczas gdy czarodziejski świat szalał. Tak naprawdę żyliśmy na uboczu i wydarzenia nie dotyczyły nas bezpośrednio, mimo to prenumerowaliśmy odpowiednią prasę, z której mogliśmy dowiedzieć się, co się działo w świecie.
Pamiętnym rokiem był tysiąc dziewięćset czterdziesty piąty, rok zwycięstwa Grindelwalda nad Albusem Dumbledore’em. To zwycięstwo dawało nadzieję na lepszy świat dla wszystkich czarodziejskich istot. Ale czy coś naprawdę uległo zmianie?

Powiedz mi, wydaje ci się, że wiesz już o mnie dość dużo, prawda? Spójrz mi w oczy i spróbuj nie zaprzeczyć. Uważasz, że zdradzam zbyt wiele, czyż nie? Że najwyraźniej nie jestem interesujący, jak mógłbyś oczekiwać, że mój ojciec nie podołał mojemu wychowaniu i można spisać mnie na straty?
Być może się nie mylisz. A może to moja zasługa? Może nie potrzebuję twojego zainteresowania by robić to, czego pragnę? Jak myślisz, jak wiele pominąłem?
Podpowiem ci. To, że o czymś nie wspominamy, nie znaczy, że nigdy się nie wydarzyło. Jak sądzisz, jak wiele rzeczy miało miejsce przez trzynaście kolejnych lat, które spędziłem u boku ojca w Ålfoten.
Nie opowiem ci jednak o nich, coś musi zostać dla mnie, dla wszystkich tych, którzy zechcą mnie odkryć. A przynajmniej spróbować. Chciałbym jednak, byś znał koniec historii. Byś pojął z czym mnie zostawiono, być może dopiszesz coś do tej historii, wiem, że każdy z nas lubi to robić. Każdy myśli, że wie więcej, niż jest w rzeczywistości.
Wiem jednak, że ty też dużo przeszedłeś. Pamiętasz tę noc? Noc z trzydziestego kwietnia na pierwszego maja? Ja nigdy jej nie zapomnę. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko i gwałtownie. Chciałbym powiedzieć, że nie pamiętam zbyt wiele z tamtej nocy. Nie wiem, co dokładnie mnie obudziło. Ból, huk, czy wrzask. A może wszechobecny ogień?
Kiedyś to musiało się stać, kiedyś ta idylla musiała dobiec końca. Dlaczego jednak w ten sposób?

Wciąż nie wiem, kto do końca był odpowiedzialny, czy to jedno ze stworzeń, czy może historia zatoczyła koło, ale wszystko stanęło w płomieniach. Tamtej nocy wszystko działo się zbyt szybko, być może, gdybyśmy mieli więcej czasu, to by się tak nie skończyło. Każdy z nas jednak podjął własne decyzje. Wszyscy trzej mieliśmy wspólny cel. Uratować jak najwięcej kotów, a przynajmniej uwolnić je, by uciekły. Byliśmy zbyt wolni a magia zbyt nieposłuszna. Tamtej nocy mój świat stanął w płomieniach. Zabrał to, co było najcenniejsze. Straciłem zbyt wiele, by nie pozostały we mnie blizny. Winię siebie, bo przeze mnie oboje stracili życie. A żadne z nich na to nie zasługiwało.
Nie czekaj na łzy. Pogodziłem się z tym, mimo że minęło tak niewiele czasu. Wiedziałem, że Freja i Yesonis zostaną w Ålfoten, to był ich dom. Szkody były zbyt wielkie, płomienie szalały zbyt długo, bym mógł mówić o ciałach… Sprawiłem, że wszystko zalała woda. Kryjąc ich pod powierzchnią.
Nie żałuj mnie. To musiało w końcu nastąpić, musiałem opuścić Norwegię a nie sądzę, by był inny sposób, bym był w stanie odejść. Zabrałem ze sobą jedno kocię, mieszańca, jednego z dwóch maluchów, którego w ostatnim swoim miocie podarowała mi Freja. Długo zastanawiałem się, jak ją nazwać, jakie imię będzie odpowiednie, by uczcić pamięć o tym wspaniałym Wampusie. Teraz Skuld mieszka razem ze mną w mieszkaniu przy Princes Road, będąc miniaturką swojej matki.
Znalazłeś już swoje odpowiedzi? Wiesz wystarczająco dużo? To dobrze, cieszę się. Widzę, że ty też jesteś zadowolony. A wiesz kim jest Yesonis? Ach i jeszcze jedno. Freja nigdy nie istniała.
A teraz wybacz mi. Mam dużo pracy, każdego dnia staram się odnaleźć w tym nowym, szarym świecie. Być może jeszcze o mnie usłyszysz, może staniemy któregoś dnia ramię w ramię, bądź skrzyżujemy nasze różdżki podczas bitwy. Do zobaczenia.


Patronus: Znasz to uczucie, kiedy patrzysz na istotę doskonałą? Ja znam. Widywałem je przez większość swojego życia, otaczałem się nimi, dawały mi ułudę ucieczki, jednocześnie trzymając mocno przy ziemi. Koty.  Mniejsze, większe, te dzikie i udomowione. Spuścizna mojego ojca, dziedzictwo, które odrzuciłem. Ale czy na pewno?
Koty wydają się idealne. Ale tylko jeden z nich jest czystą perfekcją, a wiesz, co jest największą ironią? Że jest niemagiczny. Ironia, czyż nie? Ze wszystkich istot, które poznałem, to Manule przyprawiały mnie o szybsze bicie serca, ilekroć miałem przyjemność z nimi obcować. Były wyjątkowe. Ale były również zepsute. Jak ja. Były dwa, kotka i kocur, większość czasu spędzały w ukryciu, ale czasem widywałem je nocą, kiedy światło księżyca posrebrzało ich gęstą szatę, gdy wylegiwały się pomiędzy drzewami w stworzonej dla nich złotej klatce. Były zagubione, były rozdarte, a przede wszystkim niezdolne do życia w niewoli, do życia w warunkach, jakie dla nich stworzono. Nigdy nie dały potomstwa i jestem pewien, że prędzej czy później odeszłyby, tak po prostu, przygniecione losem, jaki je spotkał.

Wiele lat wyczarowanie patronusa było dla mnie niemożliwe, wiele rzeczy musiałem pojąć, z innymi się pogodzić, a jeszcze więcej zepchnąć w tył mojego umysłu, pozostawić do rozwiązania na lepszy czas.
Ale w końcu to zrozumiałem. Wspomnieniem, którego potrzebowałem do stworzenia świetlistego obrońcy, była chłodna noc, kilka lat temu, jeszcze przed tym, gdy wszystko się skończyło. Podjąłem wówczas jedną słuszną decyzję, nie mogąc znieść widoku mizerniejących Manuli. Wypuściłem je, ofiarowałem im wolność, której sam tak bardzo pragnąłem. Nie odeszły od razu, zamiast tego, przez jedną krótką chwilę, kiedy klęczałem na ziemi, wtulając głowę w ich miękkie futra, uwierzyłem, że i dla mnie jest nadzieja.  Odkrycie tego zajęło mi więcej czasu, niż chciałbym się do tego przyznać, ale to właśnie widok znikających w ciemności Manuli stał się dla mnie najszczęśliwszym wspomnieniem.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 50
Zaklęcia i uroki:60
Czarna magia:172
Magia lecznicza:00
Transmutacja:00
Eliksiry:73
Sprawność:53 (waga)
Zwinność:6Brak
JęzykWartośćWydane punkty
AngielskiII0
NordyckiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
AstronomiaI2
KłamstwoII10
ONMSIII25
RetorykaI2
Starożytne RunyI2
SpostrzegawczośćI2
Ukrywanie sięI2
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
EkonomiaII10
Odporność PsychicznaI5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
NeutralnyNeutralny
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
AktywnośćWartośćWydane punkty
GenetykaWartośćWydane punkty
Zwierzęcioustny-4 ( +8 )
Reszta: 0

Wyposażenie

Dwa koty





Ostatnio zmieniony przez Vericai Larsen dnia 13.11.18 10:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Vericai Larsen
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Pracownik Ministerstwa Magii w Wydziale Zwierząt
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
To breathe your air
To lie with you
To die with you
I’m alive by you
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Vericai Larsen    Yesterday at 23:51

Dobra, tym razem już naprawdę skończyłam ^^


Powrót do góry Go down
 

Vericai Larsen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» INFO: Wymiana międzyszkolna 2014/2015

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18