Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Tajemnicze miejsce

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Tajemnicze miejsce   12.11.18 10:26

First topic message reminder :

Tajemnicze miejsce

Opis pojawi się po odkryciu lokacji przez uczestników eventu Noc.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Tajemnicze miejsce   13.01.19 10:47

Anomalie bazowały na czarnej magii, to co czuł — może było prawdą, może iluzją, a może trochę jednym i drugim. W dobie magicznych zaburzeń wszystko było możliwe. Jeśli dzieci, go otoczyły były prawdziwe mogły mu zrobić krzywdę w każdej chwili. Ich nieustabilizowana moc miała wyniszczające działanie. Nie wiedział, jak wpłynie na niego ich obecność, co zrobią, ale nie zamierzał zbyt długo przy nich pozostać. Jeśli miały ścisły związek ze źródłem mogły go do niego zaprowadzić. Być może potrzebowały ofiar, może anomaliia musiała się czymś karmić – mocą, magią. On miał jej w sobie niemało, ale nie zamierzał zostać pochłonięty przez źródło. Może anomalia wypaczała wszystko wkoło, je też. Nie ufał im ani trochę, ich słowa wcale go nie przekonywały. masz to coś nie musiało mieć pozytywnego wydźwięku; nie w kontekście finalnych zamiarów. Oddychał spokojnie, uspokajając się po idiotycznej walce z samym sobą. Kiedy coś przyssało się do jego dłoni, zmarszczył brwi i spróbował wyciągnąć go z przepastnej paszczy dziecka, lub tego, co sądził, że nim było. Nie chciał robić tego zbyt gwałtownie i używać za dużo siły. Wciąż niewiele wiedział, niewiele widział.
— Czym jesteście? Jesteście żywe?— spytał cicho, słowa poleciały w eter. To było istotne. Łapały go za łydki. Mogły kucać, niemożliwe by były tak małe. Mogły leżeć, wlec się, wić wokół niego. To nie wróżyło zbyt dobrze. Na myśl przyszedł mu ten eksperymentalny inferius z chaty. — Martwe?— Pytanie, czy były w ogóle prawdziwe. Czuł nieprzyjemne szarpanie, dziecięce lepkie rączki oblepiały go nieprzyjemnie. — Pójdę dokąd chcecie. Może zostaniemy przyjaciółmi. Co wy na to? Powiedzie mi co tu porabiacie, a potem w co lubicie się bawić najbardziej— podjął, bezskutecznie próbując wypatrzyć coś w mroku. Nie mógł mieć dzieci po swojej stronie; wyjątkowo go nie lubiły. I z wzajemnością. Pozostawał więc ostrożny. Czy były wrogo nastawione, nie wiedział, co chciały z nim zrobić, ani dokąd go chciały prowadzić, ale nie protestował. Na razie poddał się ich szarpaniom, póki nie wiedział gdzie jest źródło i gdzie znajdują się pułapki, które wcześniej dostrzegł. Potrzebował klarownego rozeznania w sytuacji. — Veritas Claro— wyciągnął różdżkę przed siebie i zażądał od niej bezwzględnego posłuszeństwa. Ruszył przed siebie, chciał iść, niech prowadzą go dokąd chcą. Na razie.

| Chcę iść tam, gdzie mnie dzieci ciągną, a jeśli mnie nie ciągną na tyle, by im się poddać to chcę iść tu. Rzucam K100 na zaklęcie, K6 na orientację.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tajemnicze miejsce   13.01.19 10:47

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 86

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


--------------------------------

#3 'k6' : 2


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tajemnicze miejsce   13.01.19 12:34

Justine podniosła zakrwawiony nóż: był lepki od jeszcze ciepłej cieczy, śliski, z trudem utrzymywała go między palcami. Pomimo osłabienia nieustannie próbowała uleczyć Tildę, zasklepić ciągle otwartą ranę - bezskutecznie. Uzdrowicielskie zdolności przyszłej aurorki zdawały się rozpływać w mroku, zupełnie ją opuszczać, tak samo jak nadzieja na to, że zdołają wydostać się z tej matni. Ciężar odpowiedzialności za obydwie kobiety spadł na jej barki, czuła lęk, że znów nie podoła, że znów zawiedzie, że na jej oczach zginie kolejna osoba. Na razie główne zagrożenie - czy aby na pewno główne? - w postaci Mulcibera zniknęło w otaczających je ciemnościach, lecz to nie oznaczało spokoju.

Fancourt zdołała owinąć ramię podartym materiałem. Krwawienie nieco osłabło, lecz prowizoryczny opatrunek szybko przeciekał a obdarty rękaw nie był sterylny. Do niedawna biegła w magicznej medycynie ratunkowej Just wiedziała, że to rozwiązanie tymczasowe i na dłuższą metę może kobiecie bardziej zaszkodzić niż pomóc. Na razie jednak działało, a czarownice miały daleką drogę do przebycia.

W całkowitej ciemności. Próba oświecenia dalszej drogi przez Lestrange nie powiodła się i chociaż początkowo kobiety szły obok siebie, to już po kilkunastu krokach mrok obezwładnił ich zmysły, oblepił je niepewnością i bezradnością. Zarówno Tilda, jak i Justine zgubiły się w mroku, błądziły po niepewnym gruncie, nie słysząc i nie widząc nic. Ciemność nie tylko je otaczała, wkradła się także do ich umysłów, powodując niezwykle realne wizje. Samuela mordującego niewinne dzieci, słodkiego Freddiego i niewinną Margaux - oraz Tildę napadaną w ciemnym zaułku Nokturnu; miejsca, które stało się jej domem a które odwróciło się przeciwko niej. Fantomowo czuła na sobie ciężar męskiego ciała, smród potu i alkoholu, trzaski rozrywanej szaty; upokorzenie, ból i strach. Koszmarne obrazy nie tylko przesuwały się przed oczami kobiet, one wbijały się zatrutym ostrzem w ich serca i mięśnie, utrudniały poruszanie się, mieszały w głowie. Dopiero po kilkunastu długich minutach, ciągnących się niczym godziny, kobiety, wyczerpane i prawie oszalałe, zauważyły lekki blask ogniska - Tonks rozpoznała także wibracje anomalii. Ruszyły w tamtą stronę, przerażenie popychało ich do przodu, do instynktownej ucieczki z mroku - nie mogły zauważyć, że znajdują się na krawędzi urwiska, z którego zsunęły się na sam dół. Bolesny upadek jeszcze bardziej zmącił im w głowie, ale nie zgubiły różdżek.

Alix wytrwale szła przed siebie, być może dzięki szczęściu a być może dzięki ostatniemu skutecznemu urokowi bardziej wierząc w siebie - nie zgubiła się w odmętach lasu i chociaż oplatająca ją ciemność wzmagała ból twarzy, to półwila kroczyła pewnie w kierunku wskazanym uprzednio przez Justine i Tildę. Jako pierwsza znalazła się w pobliżu wąwozu a przez mrok przebiły się przyśpiewki, śmiechy oraz odrzucające dźwięki mlaskania. Ciemność także rozjaśniła się nieco a łuna ogniska przyzywała, kusiła - Lestrange ruszyła w tamtą stronę, lecz grunt usypał się spod jej nóg. Sturlała się na sam dół wąwozu, lecz grube futro, które miała na sobie zamortyzowało uderzenia.


Mulciber samotnie przemierzał mrok - nie licząc towarzystwa dzieci, lepkich łapek i pulchnych usteczek. Kręcące się wokół niego istoty co chwila chichotały, przezbywały się ze sobą i wesoło deklamowały kolejne rymowanki. Ty ją kochasz, ona ciebie nie - ciekawe kto niedługo obudzi w trumnie się?, dobiegło do uszu Ramseya. - Żywe, jak najbardziej, psyjacielu. Najżywsze - usłyszał cichy głosik dobiegający gdzieś z dołu, obok jego kolana, po czym poczuł, że ktoś wyciera umorusaną w czymś gęstym twarzyczkę o jego spodnie a glutowata maź spływa w dół materiału. - Czujemy, że lubisz takie zabawy. Spodoba ci się! Będziemy się bawić - i nie pójdziemy spać o zmroku, o nie! - uzupełnił drugi głosik, tym razem dziewczęcy, nieco niewyraźny: tak, jakby wypowiadająca się dziewczynka ssała trzymany w ręku kciuk. Ramsey nie mógł być tego pewien do momentu rzucenia zaklęcia - kosztowało go ono nieco sił, zakręciło mu się w głowie, osłabł, lecz dzięki mocnej inkantacji magiczna ciemność zniknęła, pozostawiając jedynie naturalny, nocny półmrok. Wokół niego kłębiły się dzieci - piątka - w poszarpanych ubrankach. To, co utrudniało dziewczynce z dwoma warkoczykami poprawne wypowiadanie się był faktycznie kciuk - lecz nie jej własny a należący do kogoś innego, odgryziony, broczący jeszcze krwią. W czerwonej mazi umorusane były wszystkie maluchy, kręcące się pod nogami czarodzieja. Gdy ten zgodził się na wspólny spacer, pisnęły radośnie, po czym chwyciły go za ręce i pociągnęły za sobą, prowadząc przez coraz bardziej gęśty las. Zwinnie prześlizgiwały się pomiędzy sporadycznymi głazami, omijały jamy oraz osuwiska, ciągle chichocząc, szturchając się i mówiąc coś pod nosem. Dzięki Veritas Claro Ramsey mógł dostrzec między drzewami, w oddali, murowane zabudowania; trzypiętrowy budynek z powybijanymi oknami; zniszczony wyglądał obskurnie, lecz za czasów świetności musiał służyć jakimś oficjalnym celom. Szpital, szkoła lub ochronka dla dzieci - to były pierwsze skojarzenia Mulcibera; dzieci jednak nie poprowadzły go w tamtą stronę, skręciły w bok, sobie tylko znaną ścieżką kierując się w stronę blasku ognia i coraz głośniejszych dźwięków zabawy.

| Na odpis macie czas do 15.01 do 13:00.

Krwawienie Tildy zatrzymane na 5 kolejek.

Veritas Claro (Ramsey): 1/5 kolejek

Kontynuujecie wątek już tutaj.



Powrót do góry Go down
 

Tajemnicze miejsce

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19