Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946
AutorWiadomość
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]20.11.18 23:49
Listopadowa noc zapadła nad Hogwartem, tuląc cały zamek w mroku. Było dziś nieprzyjemnie chłodno, więc wszyscy grzali się pod kołdrami w objęciach Morfeusza. Jesienna aura czyniła ospałym, uczniowie i nauczyciele wcześniej tego dnia snuli się jak umęczone duchy, upodabniając się swoim zaangażowaniem do profesora Binnsa. Zdawało się, że wszystko co żyje zapadło teraz w głęboki sen... łącznie z nieżyjącymi, bo nawet Irytek od rana unosił się z niespotykanym dla siebie spokojem koło Wieży Astronomicznej. Ktoś jednak nie spał, oparł się czarowi jesiennej nocy. Szesnastoletni Artur Longbottom przyczaił się w zapomnianym kącie biblioteki, gotowy dziś wybrać się w poszukiwaniu nieznanego. Dzisiejszy cel był pierwszą rzeczą, która przychodziła takim jak on jako od razu do głowy – Dział Ksiąg Zakazanych.
Było coś w tym dniu, coś sprawiającego, że te ryzyko nie wydawało się tak wielkie. Miał dziś szczęście, zupełnie jakby wypił Felix Felicis. Zręcznie omijał wszelkie podejrzenia i unikał niepotrzebnego zwracania na siebie uwagi. Postanowił ruszyć sam, choć wiedział, że na pewno znalazłby chętnych towarzyszy. Coś takiego jednak powinien załatwić bez świadków.
Ruszył między pułkami, żałując braku peleryny niewidki. Koniecznie musiał w końcu sobie taką zorganizować, ile ułatwiłaby ona w jego wyprawach. Z drugiej strony, tak było ciekawiej.
Zamarł w bezruchu, słysząc zbliżające się kroki. Były bardzo blisko, nie miał szans schować się na czas bez robienia hałasu. Musiał zaryzykować, pozostał w bezruchu, co dawało nadzieję na pozostanie niezauważonym. Nie używał zaklęcia Lumos, pozwalając oczom naturalnie przyzwyczaić się do półmroku. Już przychodziło mu do głowy tysiące wymówek, które powinny uratować skórę jeżeli zostałby zauważony. Najłatwiej chyba poszłoby mu z profesorem Slughornem, w końcu członkostwo w Klubie Ślimaka nie jest bez znaczenia. Chód jednak nie przypominał mu nikogo z kadry pedagogicznej, może w takim wypadku kręci się tu inny uczeń. Kroki należały do innego poszukiwacza tajemnic czy prefekta? Było w nich coś znajomego...
Artur jeszcze nie wiedział, że obie te opcje są prawdziwe.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]29.11.18 19:16
Pamiętała ten dzień dokładnie, tak, jakby wydarzył się wczoraj a nie przed kilkoma miesiącami. Umknęła przed letnim skwarem na poddasze domu, barykadując się na strychu wraz z zakupionymi zawczasu podręcznikami, mającymi przygotować ją na trudny rok SUMów: własnie przeglądała gruby wolumin poświęcony historii magii, gdy przez niewielkie okienko przeleciała sowa, zahaczając się pazurkami o podłokietnik miękkiego fotela. Później chronologia zlewała się w jedną wielką, dziecięcą radość: chłód odznaki prefekta w ręce, rumieńce występujące na policzki, rozentuzjazmowane spojrzenie, wczytujące się w list od opiekuna domu i samego dyrektora Hogwartu. Oczywiście, że się tego spodziewała, ba, z niecierpliwością wypatrywała potwierdzenia swej nienagannej reputacji, ale gdy uczniowskie marzenia stały się faktem, wypełniła ją wielka ulga. Miała sporą konkurencję wśród Ślizgonek, pochodzących z możnych i wpływowych rodów, a mimo to obowiązki prefekta powierzono właśnie jej. Cieszyła się, że przebywała akurat na poddaszu, samotnie, pozwoliła sobie bowiem na kilka podskoków prostej, uroczej radości, przysięgając swemu odbiciu w lustrze, że to ostatni raz, gdy zachowuje się tak nieodpowiedzialnie.
Dotrzymała danego samej sobie słowa i odkąd przekroczyła mury szkoły, zachowywała się jeszcze poważniej, nudniej i sztywniej niż przedtem. Wielu sądziło, że było to wręcz niemożliwe, ale udowodniła im, że nie mieli racji. Z zachowawczej dziewczynki stała się panną posiadającą pewną władzę - i już wtedy, podczas jesiennych popołudni, w czarnych oczach Deirdre można było dostrzec niepokojący zalążek blasku, wypełniającego ją wiele lat później, gdy posiadła prawdziwą potęgę. Na razie jednak, w beztroskich, szkolnych czasach, nie szafowała życiem, nie przekraczała też granic poznania, ściśle trzymając się narzuconych ram i pilnując regulaminów. Uwielbiała to robić. Sprawdzać, czy nikt nie wykorzystuje tajnych przejść do swych niecnych celów. Pouczać niesfornych chłopców, zachowujących się więcej niż nieprzyzwoicie w otoczeniu dziewcząt. Z dumnie uniesioną głową prowadzić przerażonych pierwszorocznych, pomagając im odnaleźć drogę do sali wróżbiarstwa. Nade wszystko jednak - chociaż nie przyznawała się wtedy do tego nawet przed samą sobą - uwielbiała karać. Zwracać uwagę, dbać o to, by doprowadzić edukacyjny światek do upragnionego porządku. Już od pierwszych tygodni piątego roku zasłynęła jako prefekt surowy i nadgorliwy, chociaż bez wątpienia sprawiedliwy. Nie przymykała oka na złe zachowania Ślizgonów, lecz zapobiegawczo omijała rejony, w jakich do takowych występków mogłoby dojść.
Dzisiejszego późnego wieczoru patrolowała rejony biblioteki, spokojne jeszcze o tej porze roku. Zajęcia dopiero się zaczynały, listopadowe noce były już chłodne i nikt nie uczył się do późnych godzin nocnych, nie próbując także odwiedzać zakazanych rejonów. Podekscytowanie powrotem do Hogwartu także minęło - Deirdre wybrała ten konkretny korytarz niby przypadkiem, chłodno kalkulując, że nie spotka pomiędzy półkami nikogo innego. Drugi prefekt patrolował korytarz na pierwszym piętrze, została więc sama. Z książkami. I z nieograniczonym dostępem do nich. Szykowała się na ten wieczór od dawna, ale podążała wąskimi przejściami pomiędzy półkami cicho, nie okazując emocji, oświecając drogę przed sobą udanym lumos. W końcu zdało się, że usłyszała dziwny trzask - natychmiast skręciła w bok, tylko sobie znanym skrótem wśród zbiorów wychodząc tuż obok nocnego marka. A właściwie nocnego...
- Artur - wyrwało się jej z ust odruchowo, gdy uniosła zapaloną różdżkę, zapewne oświetlając Gryfona. Nie spodziewała się go tutaj, ba, nie spodziewała się nikogo, dlatego też na jej młodzieńczej już buzi wykwitł wyraz zaskoczenia. Szybko go powstrzymała, nie opuszczając jednak zitanowego drewna - wolała, by Artur nie przyglądał się jej zbyt intensywnie - mógłby dostrzec na jej twarzy coś więcej oprócz karzącego niezadowolenia. - Co tu robisz o tej porze, Longbottom? - spytała ostrym, chłodnym tonem, który wypróbowywała już od kilku tygodni. Wychodził jej coraz lepiej, ale i tak pomiędzy głoskami czaiła się nie tak dawna nieśmiałość zagubionej, wytykanej palcami egzotycznej Ślizgonki, niepasującej nigdzie.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]02.12.18 14:36
Zamarł, na moment oślepiony światłem z różdżki. Dostrzegł znajomą sylwetkę o czarnych niczym noc włosach, a po chwili egzotyczne rysy. Nie sposób było pomylić jej z nikim w Hogwarcie.
- Dei - wyrwało mu się cicho, na szczęście panował nad swoim głosem na tyle, że było to słyszalne tylko dla nich.
W pierwszej chwili poczuł ulgę, w końcu Deirdre pewnie by go nie wydała, ba, mogła nawet znaleźć się tu z tego samego powodu co on. Po chwili jednak poczuł chłód, potwierdzony tylko przez jej słowa.
Co tu robisz o tej porze, Longbottom? Była od tego roku dumną posiadaczką odznaki prefekta. Słyszał różne plotki, zwłaszcza od innych Gryfonów. Ponoć była bardzo sumienna w swojej nowej roli, z naciskiem na surowość, co oczywiście nie przysparzało jej sojuszników. W pokoju wspólnym Gryffindoru zarzucano jej stronniczość, jednak Artur nie wierzył w takie oskarżenia, czasem nawet robił za adwokata Tsagairt. W końcu każdy uważa nie swoich prefektów za niesprawiedliwych, niezależnie od prawdy.
Mimo wszystko jeszcze nie doświadczył osobiście jej władzy, więc nie mógł mieć pewności. Wydawało mu się po prostu, że ją zna, przynajmniej na tyle ile można poznać kogoś tak zagadkowego. Deirdre była w pewnym sensie dla niego łamigłówką, zagadką mimo kilkuletniej znajomości. Może to powodowało, że nadal utrzymywali ze sobą kontakt, bez względu na konflikt między ich domami.
- Wieczór z książkami - stwierdził prosto. - Zgaduję, że mamy takie same plany - zaryzykował, mając nadzieję, że prawdziwa natura Deirdre tego wieczoru wzięła górę. Natura, którą razem dzielili.
Nie odrywał z niej wzroku, czekając na jakąś reakcję. Zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem w jej wcześniejszych słowach nie czaiła się dawna nieśmiałość. Ta sama, którą wyczuł w pociągu do Hogwartu, gdy przypadek skrzyżował ze sobą ich drogi.
- To jak, dokąd idziemy? Masz jakiś konkretny dział na oku podczas naszej tajnej wyprawy? - spytał, kładąc nacisk na naszej.
Znowu zaryzykował, może trochę za bardzo. Miał wrażenie, że nadal brakuje mu wyczucia, choć szybko się uczył niuansów dyplomacji w Klubie Ślimaka.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]03.12.18 8:43
Niewielkie światełko lumos wydobywało z mroku każdy szczegół twarzy Artura, obnażając odmalowujące się na niej zaskoczenie, zdezorientowanie i chwilową ulgę. Cieszył się, że ją widział? Czyżby liczył na łaskawość, wynikającą z ich dość niecodziennej sympatii, do której Deirdre wolała się publicznie nie przyznawać? Spoglądała na niego surowo i beznamiętnie, nie była jednak jeszcze mistrzynią aktorstwa, dlatego na jej policzkach wykwitł intensywny rumieniec. Podekscytowania i zakłopotania jednocześnie: nie spodziewała się tutaj nikogo, a już zwłaszcza nie przewidywała natknięcia się na Longbottoma. Przyłapanego na gorącym uczynku, znajdował się przecież niezwykle blisko stalowych, bogato zdobionych krat, oddzielających dostępną przestrzeń biblioteki od tej zakazanej, dostępnej tylko ze specjalnym pozwoleniem. Zgodą, jakiej sama - jeszcze - nie uzyskała, zbyt niepewna jeszcze swej pozycji jako prymuski, by ryzykować prośbę wystosowaną do opiekuna Ślizgonów.
Stojąc twarzą w twarz z nonszalanckim Arturem, musiała stanąć także na wprost samej siebie:ona także krążyła wokół biblioteki w zapewne podobnym celu. Podświadomość ratowała ją przed wyrzutami sumienia - złamałaby przecież regulamin - kierując jej krokami bez udziału zdrowego rozsądku. Tajemnice, skryte w księgach, w dodatku tych zakazanych, nęciły ją coraz mocniej, kusiły mrocznymi sekretami, niedostępnymi dla zwykłych uczniów. Zbyt głupich i nieodpowiedzialnych: kilkunastoletnia Deirdre już zaczynała budować w sobie odrazę do przeciętności, lecz mogła jeszcze zawrócić z tej ścieżki. Na razie kroczyła nią powoli, pełna zupełnie ludzkich wątpliwości, także sprowadzających się do tego, czy powinna szturchnąć Longbottoma różdżką w pierś i zaprowadzić go do opiekuna Gryfonów, czy może kontynuować rozmowę, oswajając powoli kiełkującą w jej głowie wizję wspólnego czerpania korzyści z tego nieoczekiwanego spotkania.
- Deirdre - poprawiła go dość oschle, właściwie nikt nie zwracał się do niej tym pieszczotliwym zdrobnieniem, nie lubiła go; czuła się wtedy udziecinniona, a przecież uważała się za tak szalenie dorosłą - typowe odruchy wieku nastoletniego. - Biblioteka jest zamknięta o tej porze, Longbottom. Skoro nie potrafisz odcyfrować godzin otwarcia, wiszących na drzwiach, wątpię, żebyś podołał przeczytaniu całej książki - skomentowała lodowato, próbując dodać sobie pewności siebie przez dumne uniesienie brody do góry. Ciągle mierzyła chłopaka chłodnym spojrzeniem, nieco obniżając jednak różdżkę, łaskawie rezygnując z oślepienia go. Blask, podkreślający jego twarz od dołu, nadawał mu nieco diabolicznego wyglądu, zwłaszcza, gdy tak beztrosko sugerował wspólne spędzenie nocy. W bibliotece. Poszukując zakazanego. - Chyba sobie żartujesz, jestem prefektem - syknęła, zniżając głos do szeptu, tak, jakby bała się, że ktokolwiek usłyszy podobne sugestie. To nic, że byli tu całkiem sami; odruchowo obejrzała się przez ramię. - Idziemy do opiekuna Gryffindoru, ta wyprawa na pewno będzie miała dla ciebie nieprzyjemne konsekwencje - odpowiedziała ostro, ale nie ruszyła się z miejsca, jedynie nieco nerwowo przestępując z nogi na nogę. Nie potrafiła jeszcze dobrze ukrywać swych uczuć, na jej twarzy malowało się wahanie, podkreślane tylko zabawnie przywoływaną dojrzałością w całej sztywnej posturze. Może powinna mu zaufać? Może działanie we dwoje nie było takim złym pomysłem? Zacisnęła usta, bijąc się z własnymi myślami; nienawidziła wątpliwości oraz niejasnych sytuacji, a właśnie w takiej się znalazła.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]03.12.18 19:27
Najśmieszniejsze w całej tej sytuacji było to, że wcale nie bał się konsekwencji. Nie został złapany w Dziale Ksiąg Zakazanych, a za samo wałęsanie nocą po Hogwarcie nie groziły wcale aż tak straszne konsekwencje. Oczywiście, zapewne nie uniknąłby kary, ale sądził, że skutecznie by potrafił umniejszyć jej wymiar. Z tego wszystkiego najbardziej nieprzyjemna byłaby reprymenda od ojca, choć nawet jej już przestał się obawiać tak jak w dzieciństwie. W całej tej sprawie bał się najbardziej tego, że to właśnie Deirdre go może wydać.
Uświadomił sobie, że nie przemyślał dobrze sprawy, jak głupek dał się kierować emocjami, należało tutaj na spokojnie przemyśleć sprawę. Nie wziął pod uwagę ile znaczy dla niej nowa funkcja. Zastała wyróżniona za swoje starania, wybrana spośród innych Ślizgonek, często o bardziej szlacheckim pochodzeniu. Dla Artura takie sprawy miały co raz mniejsze znaczenie, ale wiedział, że dla Dei status krwi nadal był bardzo istotny.
- Przepraszam, Deirdre - poprawił się. - Nie pomyślałem w jakiej sytuacji cię stawiam - oznajmił ze szczerą skruchą.
Puścił mimo uszu uwagę o czytaniu, choć nie spodziewał się aż tak ciętej odpowiedzi. Odruchowo rozejrzał się, byli tu całkiem sami. Deirdre się wahała, mimo słów o zaprowadzeniu do opiekuna domu, nadal nie ruszyła się z miejsca. Musiała być teraz rozdarta między obowiązkami a swoją ukrytą naturą, sztywna postawa zdradzała niepewność.
- Nikt się o tym nie dowie, to będzie nasz sekret, tylko ty i ja - zaproponował szeptem. - Powinienem ci wcześniej o tym powiedzieć. Razem nam się uda, będzie trudniej nas zaskoczyć... możesz mi zaufać - zapewnił szczerze łagodnym tonem.
Nie chciał na Deirdre za bardzo naciskać. Żałował, że nie pomyślał o wspólnej wyprawie wcześniej, choć musiał przyznać, że jej zaangażowanie w rolę prefekta utrudniało wszelkie takie propozycje. Czy zaryzykowałby?
- Ja ci ufam - wyznał, rumieniąc się przy tym nieco. Miał nadzieję, że w magicznym świetle nie widać zmiany koloru jego twarzy.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]03.12.18 21:33
Rzadko kiedy zdarzało się, by ktoś ją przepraszał - tak po prostu, tak szczerze, nie próbując nic na tym ugrać. W oczach Artura nie lśniła panika spowodowana przyłapaniem na gorącym uczynku, nie skamlał też i nie rozglądał się nerwowo dookoła, wykorzystując kłamliwe wyrazy zawstydzenia, by ją zdekoncentrować lub uniknąć kary. Pomimo swego szlacheckiego pochodzenia nie spoglądał też na nią z góry, cedząc przeprosiny wyłącznie z musu, z ironią i pogardą typową dla stanu wysokiego, potwornie przeżywającego zwrócenie uwagi przez kogoś bez odpowiedniego rodowodu. Longbottomowi znów udało się ją zaskoczyć, przez dłuższą chwilę przyglądała mu się w milczeniu, spodziewając się wejścia w którąś z tych dwóch ról. Nic z tego, natrafiła na kogoś niewpisującego się w schemat i poczuła się przez to jeszcze niewygodniej. Mało kto, oprócz najbliższych przyjaciół, traktował ją w ten sposób. Zakłopotała się jeszcze bardziej, postanawiając puścić te słowa mimo uszu - nie potrafiła reagować na nagłą sympatię. - Mówisz tak, żebym cię oszczędziła? - spytała podejrzliwie, dalej chłodno, lecz z jej twarzy coraz wyraźniej przebijało coś innego, nieużywanego, trochę dziecięcego. Miała niespełna piętnaście lat i chociaż chciała, by traktowano ją jak dorosłą, to ciągle posiadała w sobie wiele z małej dziewczynki - naprawdę pragnącej obdarzyć kogoś zaufaniem.
- Nie uda ci się mnie urobić, Longbottom, nie jestem jakąś zadurzoną w twoich pięknych oczach Puchonką - skwitowała znów chłodniej, mimowolnie dając mu do zrozumienia, że jest świadoma czaru, jaki roztaczał wokół siebie. Sama stroniła od spraw damsko-męskich, skupiając się wyłącznie na nauce. Na moment znów zamilkła, doskonale zauważając rumieniec Artura - widocznie zaraźliwy, spąsowiała jeszcze bardziej, nerwowo stukając obcasem bucika w podłogę. - Rusz się, idziemy do opiekuna domu - powiedziała nagle niezwykle głośno, podchodząc do Longbottoma i popychając go lekko w bok. Był od niej wyższy i lepiej zbudowany, miała jednak nadzieję, że jej posłucha. - A więc mi zaufaj- szepnęła mu prosto do ucha, po sekundzie znów powracając do srogiej miny - tym razem szturchnęła Gryfona różdżką w ramię. - Należy ci się naprawdę surowa kara - zadeklamowała na potrzeby sceny - i na wszelki wypadek, gdyby jakiś złośliwy duch ich podsłuchiwał - po czym skinęła głową w bok, spoglądając na chłopaka znacząco. Wcale nie kierowała nim w stronę wyjścia z biblioteki a wręcz przeciwnie, wgłąb pomieszczenia, pomiędzy wysokie półki. Liczyła na to, że wychowanek Gryffindoru posiada oprócz ślepej odwagi chociaż połowę jej wartości inteligencji i czytania między oczywistymi wierszami. - Jak coś pójdzie nie tak, bierzesz wszystko na siebie - szepnęła ponownie, gdy znaleźli się znów bliżej siebie: była ciągle zarumieniona i zawstydzona, bardziej faktem pokrętnego nadwyrężania regulaminu niż równie niemoralną bliskością chłopca.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]09.12.18 21:26
Artur czekał w napięciu, bowiem teraz ważyła się sprawa najwyższej wagi, a nie chodziło tu o wydanie lub niewydanie. Ważyła się znajomość z Deirdre, jak ważna dla niej samej ona była. Coś ich łączyło, a Artur w swej młodzieńczej naiwności wierzył, że to była więź zdolna przetrwać różne próby, coś szczególnego, ponad podziałami istniejącymi w ich uczniowskim świecie. Z niepokojem przeszło mu przez myśl, iż może coś do niej czuje, tam głęboko w słabym sercu, skazanym na powtarzanie błędów, ułomnym w porównaniu z siłą czystego umysłu i logiki. Czy nie potrafił już obiektywnie spojrzeć na Tsagairt?
- Nie musisz mnie oszczędzać, chcę żebyś mi zaufała - szepnął, czując, że w jego głosie w każdej chwili może zabrzmieć błagalna nuta, jednak nie miałoby to nic wspólnego z ratowaniem samego siebie. Chodziło o ratowanie ich - Dei i Artura.
Starał się zachować spokojną twarz, jednak przez maskę przebijała nikła nuta nadziei. Chciał jej zaufać, tak jak chciał jej zaufania. Postanowił więc zrobić ten pierwszy krok w swojej głowie, mimo że umysł ostrzegawczo bił na alarm. Miał kierować się rozumem, chciał chłodno kalkulować, unikając tym sposobem bólu oraz słabości. Być ponad to, ponad własne ograniczenia.
Wypuścił powoli powietrze, kierując się czymś wymykającemu się logice. Uczucia w jego głowie powiedziały jasno: ufam ci, Deirdre.
Trochę nie wiedział jak zareagować na uwagę Deirdre o oczach i Puchonkach. Odnosiła się do kogoś konkretnego? A może, w ten dziwny sposób, zdradzała coś ze swoich myśli? Zachował dość rozumu, aby nie skomentować jej słów. Zwłaszcza tego, że to w jej oczach, nie jego, było coś niezwykłego.
Drgnął na jej głośne ponaglenie do ruszenia się z miejsca. Dlaczego powiedziała to tak głośno, czyżby...? Odsunął na bok wątpliwości. Ufał jej, już tak postanowił.
A więc mi zaufaj - chyba jeszcze żaden inny szept nie przyniósł mu takiej ulgi.
- Nie zapomnę ci tego - rzucił oschle w odpowiedzi na zapewnienia o surowej karze. Grali, inaczej te słowa byłyby ciepłe i padłyby zaraz po "zaufaniu". Same jednak by się nie zmieniły, a ich znaczenie jest tak naprawdę jedno - nie zapomnę, że wybrałaś nas.
Ruszył we wskazanym kierunku, zagłębili się między wysokie półki.
- Już mówiłem, że możesz mi zaufać - szepnął z odrobiną wesołości i zakłopotania.
Znów zarumienili się synchronicznie.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]10.12.18 14:47
Gdyby stał przed nią jakikolwiek inny Gryfon, nie wahałaby się nawet sekundy, triumfalnie prowadząc łobuziaka do opiekuna domu, z nadzieją, że ten przykładnie ukarze szwendającego się po nocy ucznia. Co prawda niezbyt wierzyła w rozsądek profesorów, otrzymujących pod opiekę akurat rozwrzeszczaną bandę gryfoniątek - wydawało się jej, że traktują swych podopiecznych pobłażliwie, wręcz chwaląc za niebezpieczne wyczyny, odbywające się w szarej strefie szkolnego regulaminu - ale chyba nawet najbardziej łagodny nauczyciel nie zignorowałby takiej późnowieczornej wycieczki. Problem w tym, że natrafiła właśnie na Artura. Kogoś, z kim znała się od lat i kto niezmiennie kojarzył się jej ze wsparciem: z tamtą długą, pierwszą podróżą do Hogwartu, kiedy nie wyśmiewał jej lęków a oswajał z nową rzeczywistością, stanowiąc bufor pomiędzy nieśmiałą i przestraszoną samotniczką a setką nieznanych ludzi. Później także pomagał jej nie zgubić się w zmiennych korytarzach, zdradzał najspokojniejsze miejsce w bibliotece, wskazał nawet jedno tajne przejście - i chociaż ich relacja zmieniała się z kolejnymi latami, rozluźniając się głównie ze względu na wrogie barwy domów, to nie traktowała go tak, jak pozostałych czupurnych Gryfonów.
Dlatego też mu zaufała - zła na samą siebie za tą słabość, wmawiała sobie jednak, że darowała mu życie (albo punkty do Pucharu Domów) wyłącznie dla własnej korzyści, jaką było zaspokojenie głodu wiedzy. Tak, pomijając elementy uczuć znacznie łatwiej akceptowało się sytuacje, w jakiej się znaleźli. Gorący rumieniec nieco przygasł, spływając w dół, na szczupłą szyję, wystającą zza wyprasowanego na sztywno mundurka. Szła szybko, poszturchując różdżką Artura - co sprawiało jej nieco niepokojącą satysfakcję - ale gdy znaleźli się już w głębi biblioteki, przestała bawić się w musztrującego prefekta. - Jeśli tego pożałuję, to ty też tego pożałujesz - ostrzegła go raz jeszcze, odwracając się przez ramię, tak, że końcówki długich, czarnych włosów smagnęły go po twarzy. Chaotyczność tej krótkiej wypowiedzi świadczyła o poddenerwowaniu: zazwyczaj Deirdre dbała o to, co mówiła. - Widziałam, gdzie bibliotekarka chowa klucze. Są tam. Lepiej będzie wyjąć je bez użycia magii, może ma tu jakieś zaklęcia ochronne - powiedziała szeptem, gdy znaleźli się przy biurku Pani Wilkinson. - To nie jest kradzież, prawda? My tylko pożyczamy - dodała prawie prosząco, potrzebując zewnętrznego zapewnienia, że właściwie nie łamie regulaminów i zasad, a jedynie wykorzystuje je do celów naukowych. - To tam, wyżej - wskazała na wysoką komodę, po czym cichutko przesunęła drewniane krzesło. Była lżejsza, szczupła i smukła, a także zręczniejsza od barczystego nastolatka. Wspięła się na siedzenie i nieco zachwiała, mocniej przytrzymując oparcie. Kolana jej drżały, dawno nie denerwowała się tak bardzo - nie tylko tym, że zaraz spadnie, łamiąc sobie nogę, ale tym, że przeżywała jedną z pierwszych przygód w swym prawie dorosłym życiu. Spojrzała odruchowo w dół, na Artura, podświadomie licząc na to, że będzie ją asekurował.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]10.12.18 17:16
Denerwowało go ciągłe poszturchiwanie, ale dalej grał zrezygnowanego ucznia, który był prowadzony na spotkanie z przeznaczeniem/profesorem. Chyba już zaczynał rozumieć, co tak podobało się Dei w roli prefekta. Władza miała słodki smak, a zwłaszcza w konfrontacji z podlegającymi ludźmi. Kto wie, może właśnie ma przed sobą zwiastun tego, jakim typem kobiety Tsagairt stanie się w przyszłości.
- Będzie dobrze, razem mamy więcej sprytu niż wszyscy pozostali prefekci razem wzięci - zażartował, nadal jednak mówił szeptem.
Smagnęła Artura przy obrocie włosami po twarzy. Zastanawiał się czy zrobiła to specjalnie, choć trudno było mu podać prawdopodobny powód. Niezaprzeczalnie jednak zaczął czuć ekscytację wynikającą z ich małej przygody i miał wrażenie, że jej też udziela się nastrój. Przygody były jak narkotyk, ryzykuje się uzależnienie. Już zaczął rozmyślać nad innymi ciekawymi miejscami, do których mógłby ją zabrać.
- Też tak sądzę, lepiej klucz zdobyć konwencjonalnie - przyznał cicho. - Tylko pożyczamy, do tego w końcu służą biblioteki - oznajmił z łobuzerskim uśmiechem.
Rozejrzał się uważnie, nie było śladu po pani Wilkinson lub innych prefektach. Wydawało się bezpiecznie, ale z drugiej strony tak samo myślał przed niespodziewanym spotkaniem z pewną Ślizgonką. Deirdre wskazała wysoką komodę i bez wahania podsunęła sobie krzesło. Był pod wrażeniem, bo nie kojarzył, żeby robiła wcześniej takie rzeczy, ale mimo to pewnie dążyła do niezgodnego ze świętym regulaminem celu. Wspięła się nieco chwiejnie, a Artur przeżył krótką rozterkę - trzymać ją czy krzesło? Podświadomie wolał trzymać Dei, ale nie wydawało się to szczególnie rozsądne ani grzeczne, mogło jej się to nie spodobać. Finalnie zdecydował się na drugą opcję, tym razem posłuchał się rozumu. Mocno złapał mebel, akurat wtedy gdy Deirdre spojrzała czy ją asekuruje.
- Trzymam cię - zapewnił, będąc też w każdej chwili gotowy, żeby ją złapać w razie upadku.
Miał nadzieję, że w razie czego zrobi to w elegancki sposób, a nie wywróci się razem z nią jak jakaś łamaga.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]11.12.18 19:03
Rozbawienie rzadko gościło na twarzy Deirdre: pozostawała obojętna na większość psot, wesołych skojarzeń oraz słownych przepychanek, często po prostu nie rozumiejąc ich drugiego dna. Wychowana wśród książek, w domu pełnym sztywnych zasad oraz okazywanej na każdym kroku pokory, została pozbawiona szansy na rozwinięcie dziecięcej niefrasobliwości. Traktowała życie niezmiernie poważnie, zwłaszcza jak na kilkunastolatkę, która powinna przejmować się uśmiechami chłopców i snuć plany na przyszłość, a nie koncentrować się wyłącznie na nauce. I sięganiu po więcej, wiedzy wiedzy, więcej obowiązków, więcej wyzwań - to przesłaniało jej widok na rzeczywistość nawet w tak niecodziennej sytuacji. Nawet nie uśmiechnęła się na komentarz Artura, biorąc go całkowicie poważnie - i zgadzając się z nim, uważała się za idealną kandydatkę na prefekta. Jej regulaminowość oraz wiedza o zamku skryta w głowie Artura mogła uczynić z nich parę idealną - jeśli chodzi o pilnowanie zasad, rzecz jasna.
Z ulgą natomiast przyjęła dalsze słowa chłopaka. Uspokoiły ją, potwierdziły przepuszczenia; inaczej reagowała, gdy ktoś na głos potwierdził jej przypuszczenia bądź ją pochwalił. Mimo zachowawczości, niezmiernie łaknęła akceptacji z zewnątrz, z czego sama nie zdawała sobie sprawy. Nawet łobuzerski uśmiech, bez wątpienia dodający blondynowi uroku, jej nie przeszkadzał - odwzajemniła odruchowo uniesienie kącików ust, a gdy to zrobiła, w policzkach ukazały się urocze dołeczki. Mało kto widział Tsagairt uśmiechniętą: ten mimowolny grymas zmieniał twarz nie do poznania.
- Dokładnie, tylko pożyczamy. Na chwilkę - potwierdziła raz jeszcze, cicho, szybko i zgrabnie zabierając się do zdobywania klucza. Cieszyło ją wsparcie Artura, czuła się pewniej, widząc, że przytrzymuje krzesło - i że nie połasił się na obejmowanie jej łydek. Chłopcy w tym wieku mieli naprawdę niedorzeczne pomysły: słyszała o tym w dormitorium, machinalnie wyłapując z rozmów rówieśniczek jakieś głupoty[/]. O pocałunkach, pięknych oczach, ciepłych ramionach i innych nastoletnich podchodach, które niesamowicie Deirdre brzydziły - a tak [i]naprawdę, po prostu przerażały, jak każde spotkanie z silniejszymi uczuciami.
Mniej obawiała się konsekwencji tego wieczoru. Szybko pochwyciła odpowiedni kluczyk i zgrabnie zaskoczyła z krzesła tuż obok Artura, zamierzając zakomenderować następne działania, ale w tym samym momencie usłyszała dziwny szelest, stukot, jakby kroki. Ktoś się zbliżał, ktoś jaśniał między oddalonymi półkami. Serce Dei zabiło potwornie głośno, podchodząc jej do gardła; od razu zrobiło się jej niedobrze. Zbladła, ale odruchowo schyliła się i opadła na ziemię, ciągnąc za sobą Artura. Jedyną potencjalną ochronę przed wzrokiem tego kogoś stanowiło potężne, szerokie biurko bibliotekarki. Szybko wpełzła pod blat wstrzymując oddech, tak wystraszona, jak jeszcze nigdy w życiu.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]12.12.18 22:31
Będzie za tym tęsknił, uświadomił sobie. Tymi wędrówkami po zamku, odkrywaniu jego tajemnic, często na przekór regulaminowi. Był ostrożny, pozostawał raczej nieuchwytny, ale przez to miał wrażenie, że sporo rzeczy ominął. Powoli, ale nieubłaganie, kończyła się jego nauka w Szkole Magi i Czarodziejstwa w Hogwarcie, a jeszcze tyle pozostało do zobaczenia. Nadal nie odnalazł wejścia do Komnaty Tajemnic, wszystkich tajnych przejść, nie zbadał dostatecznie Zakazanego Lasu. Marzyło mu się stworzenie kiedyś mapy, na której będą ukazane wszystkie sekrety Hogwartu. Czy zachowałby ją dla siebie jako pamiątkę? Raczej nie, ukryje ją gdzieś, może w tajemniczym pokoju na siódmym piętrze, z ukrytym wejściem naprzeciw gobelinu z Barnabaszem Bzikiem tańczącym z trollami. Dziwne miejsce, bowiem zmienia się z czasem diametralnie, raz to była toaleta, innym razem składowisko różnych różności. Jeszcze nie rozgryzł mechanizmów nim rządzących.
Z zamyślenia zbudziła go Deirdre zeskakująca z krzesła. Chyba szykowała się do kolejnej porcji wyjawiania swojego planu, gdy usłyszeli w oddali hałas. Dei pociągnęła Artura za sobą pod biurko. Wyrabiała się, choć Longbottom zaczynał podejrzewać, że to może nie być jej pierwszy raz. Z drugiej strony mogła zaplanować wszystkie ewentualności, ta opcja wydawał się nawet bardziej prawdopodobna.
- Spokojnie - szepnął jej niemal do ucha, czując od niej narastające zdenerwowanie. - Jeśli nas zauważy, to najpierw zobaczy mnie. Wtedy ja wyjdę, a ty pod żadnym pozorem się nie ruszaj. Odwrócę uwagę bibliotekarki, skłonię, żeby od razu mnie stąd wyprowadziła. Ciebie tu nie ma, jestem sam, jasne?
Pięknie, zgrywał bohatera, do tego całkiem szczerze. Chyba naprawdę zaczynał mieć problem z Dei.
Nie żeby sam też się nie denerwował, nic z tych rzeczy. Mimo wszystko jednak był nieco bardziej przyzwyczajony do takich sytuacji. Z drugiej strony szybciej od niej dotarło do niego jak blisko są teraz ze sobą. Pod nawet tak dużym biurkiem nie było wiele miejsca dla dwóch osób, więc byli mocno ściśnięci. To dopiero spowodowało szybsze bicie serca oraz niezłą dawkę zakłopotania, podkreśloną do tego rumieńcami. Nie wiedział co robić z rękami, starał się wygospodarować dla nich jak najbardziej neutralną przestrzeń.
- P-przepraszam - wydukał cichutko, niepewny za co dokładnie przeprasza.
Spróbował zebrać myśli, znaleźć rozwiązanie. Kojarzył tylko jedno tajne przejście w bibliotece, ale ta opcja nie wchodziła w grę. Po pierwsze, było daleko i nie zdążyliby się do niego bezpiecznie przedostać. Drugi powód był nieco bardziej osobisty. Tajne przejścia bywały, cóż, dobrem wspólnym. Nie tylko on o nim wiedział, nawet nie on je odkrył, pokazała mu je chyba Just. Artur ufał Deirdre, ale reszta użytkowników by go chyba zabiła, gdyby się dowiedzieli, że pokazał je prefektowi ze Slytherinu. Nie miał zamiaru też się oszukiwać - innych uczniów, zwłaszcza gryfońską część - pewnie bez wahania by wydała. Miał szczęście, że był Arturem Longbottomem i kilka lat temu przypadkiem spotkali się w pociągu.
Kroki zbliżającego się nocnego wędrowca były w dziwny sposób nierytmiczne. Nie przypominało to chodu osoby kulawej lub rannej. Starał sobie przypomnieć sposób poruszania każdego profesora i pracownika w Hogwarcie, rozgryzł chyba już wszystkich, no może poza profesorem Albusem Dumbledorem. On potrafił być nieprzewidywalny, prawdziwy człowiek-zagadka z każdej strony. Coś było nie tak, ale na razie nie potrafił powiedzieć co. Zerknął na Deirdre, może jej przyszło coś do głowy.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]13.12.18 16:06
Pod biurkiem było niezwykle ciasno i ciemno; w powietrze wzbił się kurz, osiadający szarą mgiełką na niezwykle czarnych włosach Deirdre. Pod sobą miała niewygodny parkiet, twardy i skrzypiący przy każdej próbie poruszenia się - tuż za sobą boczną ściankę mebla, równie nieprzyjemną w dotyku. Nawet kiedy podkuliła pod siebie kończyny, ledwo mieściła się na niewielkiej przestrzeni, wkrótce dzielonej także i z Arturem, mogącym poszczycić się znacznie większymi gabarytami. Tsagairt prawie się zapowietrzyła, zarówno z powodu panicznego lęku przed przyłapaniem na łamaniu regulaminu, jak i przez bezpośrednią bliskość przedstawiciela przeciwnej płci. Zawstydzenie z tego drugiego powodu pojawiło się dopiero po kilku chrapliwych oddechach, wręcz dzielonych wraz z Longbottomem. Znajdowali się okrutnie blisko siebie, z poplątanymi kończynami, splecionymi tak, by obydwoje mogli znaleźć schronienie pod ciężkim, dębowym blatem. Była pewna, że chłopak może na własnej klatce piersiowej odczuć jak bije jej serce: szybko, histerycznie; ale zanim zdążyłaby popaść w nerwową katatonię, usłyszała szept Artura. Uspokajający, w rzeczowy sposób przedstawiający wyjście ewakuacyjne z sytuacji. Spoglądała mu prosto w oczy, najpierw z niewyobrażalną ulgą, potem - gdy wróciły resztki rozsądku - nieco podejrzliwie. Kto normalny poświęciłby się w ten sposób? Który Gryfon ryzykowałby własną reputacją, by osłonić Ślizgonkę? Może to wszystko było jakimś okrutnym żartem, psikusem, przygotowanym w celu dyskredytacji surowej prefektki? Lodowaty dreszcz przebiegł jej po plecach, ale blondyn nie wyglądał na rozbawionego - owszem, potwornie zawstydzonego, lecz nie zacierającego ręce, by wpędzić ją w tarapaty.
W odpowiedzi pokiwała tylko głową, trochę się uspokajając. Nawet nie zwróciła uwagi na przeprosiny, przekręciła się nieco, by zrobić im więcej miejsca, przez co to ona teraz częścią szczupłego ciała półleżała na chłopaku - skupiała się jednak wyłącznie na tym, co działo się poza obrębem biurka, nie przejmując się tym, że długie, czarne włosy rozpuściły się i przesłaniały teraz twarz Artura gęstą woalką. Znajdowali się naprawdę blisko i Deirdre ze zdziwieniem zorientowała się, że Longbottom naprawdę ładnie pachniał. To znaczy, jak na chłopaka. Otrząsnęła się z tej dekoncentracji, by nasłuchiwać, bez ruchu: ktoś się zbliżał a później oddalał...zrzucając książki z półek? Tak nie zachowywała się bibliotekarka ani woźny, lecz ryzyko i tak było spore. - Powinniśmy się stąd ruszyć - Ktokolwiek wędrował teraz pomiędzy półkami, mógł wszcząć alarm lub narobić takiego rabanu, by przywołać tutaj nauczycieli. Deirdre przez moment obracała ciepły już kluczyk między palcami, po czym, ostrożnie, wysunęła spod biurka rękę, przesuwając klucz po blacie. Biblotekarka była stara, mogła zapomnieć schować go do szafki przed zmianą - na twarzy Azjatki pojawiło się rozczarowanie, dziś nie mogli dostać się do Działu Ksiąg Zakazanych, ale i tak będą mieli dużo szczęścia, jeśli wyjdą stąd żywi. I ciągle pozostający uczniami Hogwartu, nie wyrzuceni ze szkoły za niegodne harce. - Co robimy? - spytała szeptem nieco bezradnie, zawstydzona; tajemniczy ktoś śpiewał coś pod nosem, a dźwięki te dobiegały od strony głównego i jedynego wyjścia z biblioteki. Znaleźli się w pułapce. Nic już nie ochroni jej przed odebraniem oznaki prefekta. Z całych sił starała się powstrzymać wyginające się w podkówkę usta, przez co jej twarz nabrała jeszcze bardziej zbolałego wyrazu.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]14.12.18 23:43
Artur nie zdawał sobie sprawy z podejrzeń, które pojawiły się u Dei. Dla niego coś takiego byłoby nie do pomyślenia, stanowili w końcu drużynę. Bez sensu, żeby oboje oberwali, skoro może jedna osoba. Tak jest najlogiczniej, ale działa tylko wśród bliskich sobie osób. Wśród Gryfonów takie podejście wydawało się naturalne, to chyba była największa zaleta Gryffindoru. Ba, problemem się okazywało, gdy ocalony się nie godził na taki obrót spraw, nie chciał zostawiać wybawcy samego. Głupie, ale jednocześnie urocze.
Artur nie zdawał sobie też sprawy z jej przemyśleń na temat zapachu, jednej z potencjalnych poszlak, że tak samo jak on miała w swoim sercu coś kiełkującego, jakby widmo jakiegoś romantycznego uczucia...
Artur był w końcu młodzieńcem, a chłopcy w jego wieku z reguły nie zdają sobie sprawy z wielu rzeczy.
Starał się nie myśleć o półleżącej na nim Deirdre, wsłuchany w zbliżające się odgłosy. Tak się na nich skupił, że nawet nie zauważył ręki dziewczyny, która powędrowała na blat biurka. Cóż za zamieszanie, ten ktoś chyba zrzucał książki z półek, do tego jeszcze śpiewał, zupełnie jakby zależało mu na byciu zauważonym. Jaki kawalarz tak bardzo łaknie uwagi...
No właśnie, kawalarz! Artur westchnął, jak mógł wcześniej się nie domyślić. Jest tylko jedna osoba w zamku, która pasuje idealnie do takiej roli – Irytek! Musiało znudzić mu się snucie koło Wieży Astronomicznej. Usłyszał jak ten znalazł się obok biurka, poltergeist zaczął robić niezły bałagan, przewracając co popadnie. Kwestią czasu było odkrycie ich kryjówki. Co robić? Myśl!
Wtedy go olśniło, w umyśle znalazł odpowiednią szufladkę, w której było wszystko co wiedział o Irytku. Duch wydawał się nieustraszony, w swoich figlach nie zważał na nikogo... właściwie prawie nikogo. Bał się tylko jednej osoby, też ducha, samego Krwawego Barona. Trzeba działać.
- Kto się ośmiela mi przeszkadzać? - spytał przeciągle, nawet nieźle udając głos ducha Slytherinu.
Irytek jęknął boleśnie i rzucił się do ucieczki, zupełnie jakby zobaczył bazyliszka. Artur uśmiechnął się zadowolony, choć świadom, że teraz wyprawa do Działu Ksiąg Zakazanych była jeszcze bardziej ryzykowna niż na początku.
- Masz rację – szepnął. - Powinniśmy ruszać...
Wtem zamarł, bowiem usłyszał w oddali oburzone wrzaski. Wrzaski osoby, na którą w swej ucieczce wpadł Irytek, co gorsza, był to głos prawdziwego Krwawego Barona.
- W nogi – syknął Artur, odruchowo łapiąc Deirdre za rękę i ciągnąc za sobą.
Starał się uważać, żeby się nie przewróciła, teraz liczyła się każda sekunda. Irytka pewnie już olśniło, że został oszukany i najchętniej rozprawiłby się z winowajcą. Biegli korytarzem, pewnie Artur sam byłby szybszy, ale nie miał zamiaru zostawiać dziewczyny. Nie mogli równać się z lecącym duchem, ale jeszcze go nie widzieli. Nagle za nimi pojawił się jakiś błysk, chłopak nie miał zamiaru wnikać co go spowodowało. W pobliżu była gruba zasłona, za którą postanowił wskoczyć, licząc, że nie zostali jeszcze zauważeni. Przycisnęli się do ściany, żeby ich sylwetki nie były widoczne pod tkaniną. Wtedy usłyszeli cichy zgrzyt i przewrócili się prosto w czarną pustkę, która chwilę wcześniej była kamienna i jak najbardziej materialna.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]15.12.18 17:42
Starała się powstrzymać drżenie szczupłego ciała, ale nie potrafiła jeszcze aż tak stanowczo zapanować nad odruchami. Po prostu się bała, niepokoiła, denerwowała, przed oczami mając odmalowany w najostrzejszych, najbardziej kontrowersyjnych barwach obraz siebie samej wyrzucanej ze szkoły. Zawiedzionego Horacego Slughorna, zbulwersowanego dyrektora Hogwartu, zawiedzionych nauczycieli zaklęć i jeszcze bardziej bledszego niż zwykle profesora Binnsa. Nie, nie mogła ich zawieźć; swych mentorów, wzory do naśladowania, potężnych i szanowanych czarodziei, którzy tak chętnie dzielili się z nią swą wiedzą. Brzuch zaczął ją boleć z przestraszenia, cała zesztywniała, czując jednak dziwne pokrzepienie, emanujące z ciepłego ciała Artura. Ciepłego i sztywnego, był kanciasty i twardy, raczej nieprzyjemny w dotyku; same mięśnie i kości. Zauważała to podświadomie, zbyt zalękniona, by móc analizować takie zaciekawiające zmysły szczegóły.
Nie mogła jednak zignorować nagłego głosu, który wydał z siebie Longbottom. Wytrzeszczyła na niego oczy, z przestrachem i niezrozumieniem. Co on najlepszego wyprawiał? Dlaczego się odzywał, dlaczego zdradzał ich kryjówkę? Szturchnęła go w ramię zaciśniętą piąstką, ale sekundę później usłyszała dziwny pisk przerażenia, łomot zrzucanych książek i potworne przekleństwa, wypowiedziane głosem...Irytka. Poltergeista, najbardziej denerwującego z całego zgromadzenia hogwarckich duchów. W końcu zrozumiała, co chciał osiągnąć Artur zmianą swego tonu i spojrzała na niego z autentycznym uznaniem. - Jak... - zaczęła, chcąc spytać, jak rozpoznał irytującego duszka i jak na to wpadł, ale zanim zdążyła dokończyć zdanie, chłopak wyczołgał się spod biurka, wyciągając także i ją spod blatu. Szybko i zdecydowanie. Nie sprzeciwiała się mu, przyjęła pomocną dłoń, słysząc ponownie jakiś dziwny raban. Nigdy nie bała się tak bardzo, dlatego bez najmniejszego słowa sprzeciwu pozwoliła Gryfonowi pociągnąć się w nieznane. Ledwie nadążała za jego długimi, szybkimi susami; dreptała za nim mocno go spowalniając, wkrótce z trudem łapiąc powietrze. Jakim cudem znalazła się w takiej sytuacji? Cała rozczochrana, z wymiętym mundurkiem, wyglądającym jak wyjęty psidwakowi z gardła, uciekając w panice przed rozwścieczonymi duchami, ręka w rękę z wychowankiem Gryffindoru. Resztką przytomności zerknęła w dół, upewniając się, że nie zgubiła w ferworze ucieczki odznaki prefekta, ale ta ciągle widniała na jej piersi, niczym ironiczny dowód niekompetencji.
Coś błysnęło tuż za ich plecami - może zaklęcie, może materializujący się Irytek, chcący obrzucić ich łajnobombami - a w tym samym momencie Artur wciągnął ją za grubą, zakurzoną kotarę. Spodziewała się, że zderzą się ze ścianą, ale w mroku usłyszała zgrzyt - a później wsparcie pleców zniknęło. Coś stuknęło, zatrzeszczało, a później zapanowała zupełna cisza. I ciemność; dłoń, ściskająca rękę Artura drżała, lodowato zimna i spocona, ale Dei wyjątkowo się tym nie przejmowała, próbując cokolwiek dostrzec w półmroku. - Gdzie-gdzie jesteśmy? - wychrypiała zdenerwowanym szeptem, z jednej strony pragnąc sięgnąć po różdżkę, z drugiej - nie wyobrażając sobie, by mogła puścić jedyną znajomą osobę, znajdując się sama w całkowitej ciemności. - Artur? - spytała nieco żałośnie, szybko jednak postanawiając się opanować. Wygłupiła się. Zupełnie - lecz na razie strach przyćmiewał urażoną dumę, pozwalając jej mocno splatać własne palce z tymi należącymi do starszego chłopca.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]15.12.18 22:42
Słyszał o Peruwiańskim Proszku Natychmiastowej Ciemności, jednym z największych sojuszników uczniów łamiących regulamin. Tak sobie wyobrażał jego działanie, natychmiastowo znaleźli się w ciemności. Próbował przejrzeć mrok, ale jego oczy jeszcze się do niej nie przyzwyczaiły, o ile coś takiego miałoby szansę powodzenia. Starał się wymacać ścianę za nimi, która okazała się szorstka i jak najbardziej nieprzepuszczalna. Musieli natrafić na jakieś tajne przejście, z pewną satysfakcją przyjął do wiadomości, że Hogwart nadal jest pełny niespodzianek. Kto wie, może są pierwszymi uczniami od wieków...
Z dziwnego zadowolenia wybił go zdenerwowany szept Deirdre, którą nadal trzymał za rękę i nie miał zamiaru puścić, w końcu mogli się rozdzielić w tych ciemnościach.
- To pewnie jakieś tajne przejście - szepnął, powstrzymując się od sugerowania dotarcia do Komnaty Tajemnic. - Jestem z tobą - zapewnił, jakby dla potwierdzenia nieco mocniej ścisnął jej dłoń, jednak uważając przy tym, żeby nie sprawić Deirdre bólu. - Spróbuję trochę poświecić - oznajmił, w końcu równie dobrze mogli mieć przed sobą niewidoczną przepaść.
Sięgnął po różdżkę i bez większych problemów rzucił Lumos. Światło nie odkryło za wiele, zgodnie z domysłami chłopaka ukazał się ciasny korytarz, który zakręcał gdzieś w nieznane. Zmęczyła ich ta cała gonitwa, więc postanowił chwilę odpocząć i zebrać myśli, nie miał zamiaru bez chwili zastanowienia iść przed siebie. Starał sobie przypomnieć plątaninę znanych mu przejść, może dzięki jakimś prawidłowościom przewidziałby dokąd to przejście prowadzi. Przyjrzał się jeszcze ścianie, przez którą tu wpadli, ale nie było na niej widać żadnych mechanizmów lub szczególnych punktów.
- Wychodziłem z gorszych opresji - zapewnił, dodając przy okazji też sobie otuchy. - Chyba dziś nie wybierzemy się na czytanie, więc trzeba będzie jeszcze podrzucić klucz - stwierdził, starając się na chwilę ją odciągnąć od zamartwiania się obecnym położeniem, będąc jednak nieświadomym, że Dei już rozwiązała ten problem.
Czuł, iż powinien coś więcej powiedzieć, ale jak na złość nic sensownego mu nie przychodziło do głowy. Bo co, miał zapytać czy może ją dalej trzymać za rękę? Nie brzmi ani trochę sensownie. Opuścił nieco różdżkę, świadom właśnie pojawiających się na jego twarzy rumieńców. Nie udało mu się tak ich zamaskować, więc wystarczył tylko rzut oka, żeby dostrzec zmianę kolorystyki. Chyba tej nocy pobił jakiś rekord czerwienienia się szóstoklasistów.
- Niezła przygoda, co? - zdołał wydukać.
Świetnie Artur, jesteś mistrzem konwersacji - pomyślał z ironią.


Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Nocna wycieczka po bibliotece, 1946
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach