Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946
AutorWiadomość
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]20.11.18 23:49
First topic message reminder :

Listopadowa noc zapadła nad Hogwartem, tuląc cały zamek w mroku. Było dziś nieprzyjemnie chłodno, więc wszyscy grzali się pod kołdrami w objęciach Morfeusza. Jesienna aura czyniła ospałym, uczniowie i nauczyciele wcześniej tego dnia snuli się jak umęczone duchy, upodabniając się swoim zaangażowaniem do profesora Binnsa. Zdawało się, że wszystko co żyje zapadło teraz w głęboki sen... łącznie z nieżyjącymi, bo nawet Irytek od rana unosił się z niespotykanym dla siebie spokojem koło Wieży Astronomicznej. Ktoś jednak nie spał, oparł się czarowi jesiennej nocy. Szesnastoletni Artur Longbottom przyczaił się w zapomnianym kącie biblioteki, gotowy dziś wybrać się w poszukiwaniu nieznanego. Dzisiejszy cel był pierwszą rzeczą, która przychodziła takim jak on jako od razu do głowy – Dział Ksiąg Zakazanych.
Było coś w tym dniu, coś sprawiającego, że te ryzyko nie wydawało się tak wielkie. Miał dziś szczęście, zupełnie jakby wypił Felix Felicis. Zręcznie omijał wszelkie podejrzenia i unikał niepotrzebnego zwracania na siebie uwagi. Postanowił ruszyć sam, choć wiedział, że na pewno znalazłby chętnych towarzyszy. Coś takiego jednak powinien załatwić bez świadków.
Ruszył między pułkami, żałując braku peleryny niewidki. Koniecznie musiał w końcu sobie taką zorganizować, ile ułatwiłaby ona w jego wyprawach. Z drugiej strony, tak było ciekawiej.
Zamarł w bezruchu, słysząc zbliżające się kroki. Były bardzo blisko, nie miał szans schować się na czas bez robienia hałasu. Musiał zaryzykować, pozostał w bezruchu, co dawało nadzieję na pozostanie niezauważonym. Nie używał zaklęcia Lumos, pozwalając oczom naturalnie przyzwyczaić się do półmroku. Już przychodziło mu do głowy tysiące wymówek, które powinny uratować skórę jeżeli zostałby zauważony. Najłatwiej chyba poszłoby mu z profesorem Slughornem, w końcu członkostwo w Klubie Ślimaka nie jest bez znaczenia. Chód jednak nie przypominał mu nikogo z kadry pedagogicznej, może w takim wypadku kręci się tu inny uczeń. Kroki należały do innego poszukiwacza tajemnic czy prefekta? Było w nich coś znajomego...
Artur jeszcze nie wiedział, że obie te opcje są prawdziwe.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]21.12.18 10:35
Nie przepadała za ciemnością. To nie tak, że się jej bała, co to, to nie, nie była przecież jakąś płaczliwą panienką - po prostu przebywanie w mroku sprawiało Deirdre dyskomfort. Lubił przecież jasne sytuacje, wyraźne kanty, równą, znaną drogę przed siebie. Nieznane sprawiało, że w brzuchu pojawiała się lodowata kula, niepokojąca, przemrażająca ją aż do szpiku kości. Dopiero po latach zdefiniuje to uczucie jako fascynację, prowadzącą ją prosto w objęcia czarnej magii, ale wtedy, w niewinnych latach szkoły nie potrafiła stawić czoła trudnej do pojęcia ciekawości, jaką budziło w niej nieznane, skryte przed wzrokiem, nieprzewidywalne. Ciepła dłoń Artura dodawała jej odwagi, lecz i tak lekko drżała. Bardziej obawiała się tego, co pozostawili na korytarzu zamku - co, jeśli Irytek zdoła ich rozpoznać i doniesie na nich profesorom? - niz tego, co przed nimi, ale i tak była wdzięczna za to, że nie znalazła się w tej pułapce sama.
- Mogą tu przyjść? Irytek? Bibliotekarka? Woźny? - wydukała, z całych sił starając się ukryć lęk, co wychodziło jej raczej marnie. Odruchowo, by ukryć własną zarumienioną biegiem i strachem twarz, chciała zanegować propozycję rzucenia Lumos, ale jednak wolała wiedzieć, się znajdują. Dopiero, gdy lekki blask oświetlił ich sylwetki, zorientowała się, że dalej kurczowo trzyma rękę Artura. Spojrzała w dół i śmiertelnie zawstydzona, szybko wyswobodziła palce z tego uścisku, pąsowiejąc jeszcze mocniej - a sądziła, że nie było to możliwe. - Co, jeśli nas znajdą? Co, jeśli zobaczą, że nie ma nas w łóżkach? Wyrzucą nas ze szkoły, na pewno. A przecież jeszcze nie zdałam SUMów - wyrzuciła z siebie słabym tonem: z nerwów zaczął boleć ją brzuch. Dlaczego była taka głupia, dlaczego nie poskromiła ciekawości, dlaczego posłuchała tego wzbudzającego dreszcze szeptu w tyle głowy, sugerującego, że musi wiedzieć więcej, przejrzeć tajemne księgi - że może przestać być przeciętna? Dei zgarbiła się, wpatrując się w swoje stopy, oddychając nieco zbyt płytko i szybko, by skutecznie udawać dziewczynkę opanowaną i spokojnie zadumaną.
Od nieprzyjemnych myśli oderwała ją jednak rzeczywistość. Rozwiązywanie problemów stanowiło jedno z jej ulubionych zajęć, dlatego od razu podniosła głowę. - Klucz zostawiłam na biurku, bibliotekarka pewnie pomyśli, że wypadł z szafki albo zapomniała go zamknąć za drzwiczkami - powiadomiła go, odczuwając pewną ulgę: chociaż jeden kłopot spadł im w tej w tej chwili z głowy. Gdyby musieli tam wrócić, nieważne czy dziś czy jutrzejszego poranka, Tsagairt pewnie osunęłaby się po ścianie, sparaliżowana perspektywą wydalenia z Hogwartu. - Chyba nie lubię przygód - odpowiedziała szczerze, obejmując się ramionami. - Jak to możliwe, że wychodziłeś z gorszych opresji - i jeszcze jesteś uczniem? - spytała z mieszaniną podświadomego zaciekawienia i jednocześnie skrajnej, oburzonej dezaprobaty. - Ruszmy się, Irytek może przenikać ściany - zaproponowała nieco nieśmiało, postanawiając także wyjąć różdżkę, by szybkim lumos oświetlić sobie drogę. Pozwoliło to też na wyminięcie Artura na wąskim korytarzu i skrycie w półmroku ciągle zaczerwienionej twarzy. Deirdre, co ty najlepszego wyrabiasz?


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 [odnośnik]28.12.18 12:24
Będę za tym tęsknił - pomyślał już któryś z kolei raz.
Takie przygody były tak właściwie głupie, z pozoru niewiele wnosiły, a wiązały się ze sporym (jak na uczniowskie standardy) ryzykiem. Wydawały się zabawą (właściwie tym były) w porównaniu z późniejszymi wyzwaniami pracy aurora lub członkostwem w Zakonie Feniksa. Nie ryzykowali życiem, mogli w miarę bezpieczny sposób próbować nowych rzeczy, przekonać się z jakiej gliny są ulepieni.
Starał się w tej wyprawie chronić Deirdre, co niespodziewanie wywoływało w nim jakieś ciepłe uczucie. Ktoś na nim polegał, ufał mu. Pomagał. W tej chwili Artur, do tej pory nieco sceptyczny wobec przekonywań ojca wobec wskazywania aurorskiej kariery jako tej najbardziej słusznej, zaczął zmieniać swoje nastawienie. Jakby dać jej szansę, walczyć z mrocznymi siłami by chronić innych... na przykład Dei?
- Tak, ale wątpię, żeby znali to przejście - przyznał szczerze. Zaufała mu, więc nie miał zamiaru jej okłamywać.
Chyba niepotrzebnie rozświetlił okolicę, bo jak na zawołanie Deirdre wyswobodziła dłoń. Logiczne, to co bezpiecznie skryte w ciemnościach, w świetle może zawstydzić. Zauważył jej rumieńce, ale nie miał zamiaru komentować. W pewnym sensie odczuł ulgę, że nie tylko on tak ma.
- Za takie coś by nas nie wyrzucili, najwyżej mielibyśmy szlaban i wycieczkę do Zakazanego Lasu, a to też jakaś przygoda - zapewnił z odrobiną wesołości w głosie, niepewny czy Deirdre doceniłaby taki obrót spraw. - A poza tym jak nas złapią, to jesteś prefetką, która przyłapała Gryfona biegnącego nocą po korytarzu biblioteki. Chciałaś mnie złapać, ale niechcący wpadliśmy w jakieś tajne przejście, jasne? - spróbował ją uspokoić, uświadamiając sobie jednak, iż takie rozwiązanie problemu by mu odpowiadało. Musiał ją w końcu chronić.
Usłyszał jej szybki oddech, chyba zaczynała panikować. Chciał ponownie złapać ją za rękę, ale w ostatniej chwili się rozmyślił, to nie byłoby rozsądne. Jedynie musnął palcami jej dłoń.
- Będzie dobrze - dodał spokojnie. - Zostawiłaś klucz na biurku? Super, pomyślałaś o wszystkim, nadajesz się do tej roboty - pochwalił ją, mając na myśli przygody.
Spojrzał na nią z uznaniem, nawet w tak stresującej dla niej chwili pomyślała o zacieraniu śladów. Przy odrobinie szczęścia nikt nie dowie się co było ich prawdziwym celem.
- Szkoda, przemyśl to jeszcze, dobrze sobie radzisz - zasugerował z nadzieją w głosie. - Świetnie się z tobą bawię, naprawdę... choć mam wrażenie, że świetnie bym się z tobą bawił nawet na meczu Qudditcha - wyznał, czując się przy tym nową falę zawstydzenia i czerwienia. Powiedział za wiele?
Szła przodem, więc oboje nie widzieli swoich zaczerwienionych twarzy. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale wydobył z siebie tylko nieartykułowane "mhmmm" na potwierdzenie propozycji ruszenia się. Artur, co ty najlepszego wyrabiasz?

| zt?
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Nocna wycieczka po bibliotece, 1946 - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Nocna wycieczka po bibliotece, 1946
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach