Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Norwich, Norfolk

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Norwich, Norfolk - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Norwich, Norfolk - Page 2 Empty
PisanieTemat: Norwich, Norfolk   Norwich, Norfolk - Page 2 I_icon_minitime21.11.18 9:13

First topic message reminder :

Norwich, Norfolk

Wyjątkowo duże, nowoczesne i pełne ludzi miasto, znajdujące się przy ujściu rzeki Wensum. Kilka kamienic ulokowanych obok siebie jest zamieszkiwanych wyłącznie przez małą wspólnotę czarodziejów, głównie bezdzietne rodziny i starsze pokolenia. Znane jest z malowniczych, średniowiecznych uliczek i monumentalnej Katedry Świętego Jana. Kilka razy do roku, w trakcie pełni księżyca alchemicy i łowcy ingrediencji z całego kraju zjeżdżają się, aby w jej katakumbach zbierać wyjątkowo rzadką odmianę magicznego grzyba, który porasta szczeliny w ścianach podziemi budowli.
 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jamie McKinnon
Jamie McKinnon

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20*
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Norwich, Norfolk - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Norwich, Norfolk   Norwich, Norfolk - Page 2 I_icon_minitime21.05.20 22:49

Życie Jamie w ciągu ostatniego roku bardzo się zmieniło. Dwudziestego piątego czerwca miał minąć rok, odkąd zginął jej ojciec, co wyznaczyło nowe priorytety w jej życiu i uzmysłowiło, że kariera sportowa wcale nie jest rzeczą najważniejszą. To wtedy też ograniczyła niemal do zera te swoje metamorfomagiczne przygody i zabawę w przybieranie innych ról, co tak lubiła robić między kolejnymi meczami, kiedy była młodsza. Stała się rozsądniejsza i bardziej skupiona. A w listopadzie dołączyła do Zakonu Feniksa jako sojusznik, by końcem marca dołączyć do organizacji. Ona, niegdyś beztroska zawodniczka quidditcha żyjąca chwilą i nade wszystko ceniąca dobrą zabawę. Nie lubiła odpowiedzialności i zobowiązań, ale czuła, że ojciec nie byłby z niej dumny, gdyby chowała głowę w piasek i ignorowała to, co się dzieje.
Ale dzisiaj i ona nie chciała myśleć o wojnie. Chciała znów przypomnieć sobie, jak to jest bawić się swoim darem metamorfomagii, choć dzisiejsze wyjście nie miało być tylko zabawą, a przygotowaniem. Lekcją. Nie zapominała o tym, idąc do swojego stolika w sukience i pantofelkach, których nie wcisnęłaby na swoje prawdziwe stopy.
Jako że wyglądała inaczej i nikt tutaj nie wiedział, że była Jamie McKinnon, zawodniczką Harpii z Holyhead, mogła czuć się nieco mniej głupio z faktem, że miała na sobie ubiór tak daleki od jej codziennego stylu bycia. Jak niewiele było trzeba, by nowoczesna, postępowa Harpia przypominała grzeczne, potulne dziewczątko. Wystarczyła metamorfoza ciała i odpowiedni strój, by nikt nie rozpoznał w niej ścigającej znanej z prezencji chłopobaba.
Nie zmieniła się w nikogo konkretnego, przybrała przypadkową twarz, zmetamorfowała włosy, wzrost i sylwetkę. Normalnie była wysoka i szczupła, ale umięśniona, teraz zaś była średniego wzrostu i drobnej budowy, a sukienka po matce podkreślała wąską talię, którą stworzyła sobie metamorfomagią. Przy stoliku numer trzynaście uśmiechnęła się do kobiety, która już tam była. Nieznajoma wyglądała na artystyczną duszę. I Jamie nie mogła nawet śnić, że obok siedziała dawna rówieśnica z Hogwartu.
Nie spodziewała się też, że zaraz zostanie przytłoczona potokiem słów.
- Tak, to naprawdę wspaniałe – przytaknęła, choć nie miała pojęcia, kim jest ów Watkins. – Swoje? – zapytała, starając się zamaskować przestrach, który ją wypełnił na myśl, że mogłaby zostać wywołana na środek, a nie znała nawet żadnego cudzego wiersza, nie mówiąc o stworzeniu własnego. Jedyną rzeczą, jaką kiedykolwiek pisała, były szkolne wypracowania (które nigdy nie były w czołówce najlepszych) no i listy. – Dawno nie byłam na żadnym wieczorku poetyckim, a wyjście tutaj było pomysłem bardzo spontanicznym i nie planowanym z wyprzedzeniem, więc nie zdążyłam niczego przygotować. Po prostu zatęskniłam za atmosferą takich miejsc – mówiła, starając się modulować głos tak, by nie mówić jak Jamie McKinnon. A co za tym idzie musiała też uważać na dobór słownictwa. I udawać że naprawdę ją to wszystko interesowało, więc przy okazji doskonaliła umiejętności aktorskie. Starała się opierać na obserwacjach własnej młodszej siostry i jej koleżanek, a także niektórych dziewcząt pamiętanych z Hogwartu. Niektóre jej koleżanki z Hufflepuffu i Ravenclawu były właśnie takie. A ona nie. Jamie McKinnon zawsze była trochę jak chłopak. Jak kolejny syn swoich rodziców, nijak nie chcąca być grzeczną, cichą i spokojną. W końcu zabawy chłopców zawsze były ciekawsze, a bracia jawili się jako znacznie lepsi kompani niż młodsza siostra, delikatna jak kwiat i bojąca się robić tego, co jej starsze rodzeństwo. Także w Hogwarcie psociła z kolegami i ciągle zbierała szlabany.
A kim był jej ulubiony autor? Problem w tym, że nie pamiętała żadnego nazwiska poety. Nie czytała klasyków, nie odróżniała od siebie żadnych nurtów literackich, zawsze mając poezję za straszliwe nudy. Książki przygodowe dało się czytać, nawet je lubiła swego czasu, ale poezja? Nudy! Ale musiała sobie przypomnieć nazwisko z tomiku wierszy, który niedawno widziała w pokoju swojej młodszej, wrażliwszej na piękno siostry. To było chyba jakieś francuskie nazwisko. Perrot? Jakoś tak. Jej siostra kiedyś się rozpływała nad jego poezjami.
- Lubię dzieła różnych autorów, ale swego czasu lubiłam wiersze niejakiego Perrota, to czarodziejski poeta z Francji – skłamała, mając nadzieję, że niczego nie pokręciła i że dobrze pamiętała to francuskie nazwisko z okładki rzewnych, dziewczyńskich wierszydeł. – Ale tak naprawdę moje preferencje zależą od nastroju i ulegają zmianom, więc gdyby zapytała mnie pani za miesiąc, pewnie podałabym innego twórcę.
Niezbyt wygodnie na dłuższą metę się tak siedziało z nogą na nogę, jak się nie było do tego przyzwyczajoną, więc przemieniła nogi i znowu poprawiła sukienkę. Dobrze, że czarodzieje ogólnie byli niemodni i przestarzali, więc jej krój niezbyt się wyróżniał. Tutaj wiele nawet młodych dziewcząt wyglądało jakby wygrzebało z czeluści szaf kreacje po matkach i babkach. Jak kobiety mogły w czymś takim chodzić na co dzień? Ona zdecydowanie wolała coś bardziej swobodnego. Najlepiej spodnie, bo jak w takiej kiecce miałaby wsiąść na miotłę? Jej codzienny ubiór musiał być zarazem dogodny do latania, bo nigdy nie było wiadomo, kiedy najdzie ją ochota na oderwanie się od ziemi.
Podała dziewczynie dłoń, a na jej twarzy o rysach znacznie delikatniejszych niż te prawdziwe pojawił się uśmiech.
- Jane – przedstawiła się, wybierając pierwsze lepsze imię, brzmiące podobnie do jej własnego, przez co łatwo będzie je zapamiętać. Poza tym wydawało się delikatne i dziewczęce, a taką próbowała tu dziś udawać. Męskawa Jamie z imieniem pasującym zarówno do dziewczyny jak i chłopaka (jakże proroczo matka jej je wybrała!) dziś stała się uroczą Jane w ciemnozielonej sukience, mającą słuchać wierszokletów i dyskretnie przypatrywać się grzecznym panienkom.
- A jakich twórców lubi pani? I czy przygotowała pani własny wiersz? Czy raczej, Paulette, jeśli mogę pozwolić sobie na taką poufałość? – zapytała, nadal próbując utrzymać się w roli, którą dziś przybrała. I chyba za mało się przygotowała, na przyszłość musiała pamiętać, by nie przychodzić do przybytku żadnej sztuki nie dowiedziawszy się wcześniej absolutnie nic na jej temat.








Powrót do góry Go down
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

I am half agony,
half hope.

OPCM : 15
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

Norwich, Norfolk - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Norwich, Norfolk   Norwich, Norfolk - Page 2 I_icon_minitime23.05.20 14:25

(nie zwracajcie na mnie uwagi, ja tu tylko na chwilę)

| 1 maja


Nigdy wcześniej nie była w Norwich. A gdyby nie to, że w Norfolk znajdowała się Clidona, to Maeve mogłaby powiedzieć nawet, że nigdy nie była w całym tym hrabstwie – jak do tej pory nie przeszkadzało jej to zbytnio, lecz teraz, gdy żyła na wygnaniu i musiała szukać nowych sposobów na zarobek, żałowała, że nigdy wcześniej nie poświęciła więcej czasu na podróże, chociażby te w obrębie granic Anglii. Świat nie kończył się na Londynie, o czym brutalnie przekonała się kilka tygodni temu, zaś by pomagać dotkniętym przez czystkę czarodziejom musiała ruszyć się z domu Vane’ów i – korzystając to z miotły, to z umiejętności teleportacji – wędrować od jednej miejscowości do drugiej. Rozmawiać z kolejnymi osobami, robić notatki, ale też pocieszać, na tyle, na ile była w stanie, na ile potrafiła, samej wciąż nie potrafiąc przystosować się do nowych realiów, zaakceptować diametralnych zmian, które zaszły w jej życiu. Niektórzy pragnęli odnaleźć zaginionych bliskich, z którymi nie mieli kontaktu od tamtej pamiętnej nocy, w trakcie której rozpoczęły się prześladowania, inni – wyprowadzić ich w jednym kawałku z niszczonej przez Malfoya stolicy.
Miasto tętniło życiem, a przynajmniej takie wrażenie odnosiła, ostatnio spędzając większość czasu w głuszy, w odległym zakątku Irlandii, gdzie miała nadzieję pozostać bezpieczną. Nie bez trudu próbowała skierować się do tej części Norwich, którą podobno zamieszkiwała niewielka wspólnota czarodziejów; przez dłuższą chwilę błądziła między wybudowanymi w dawnym stylu budynkami, wodząc wzrokiem między kolejnymi mijanymi wystawami sklepowymi i szyldami, powoli zaczynając denerwować się na nieumiejętność odnalezienia właściwej drogi. W końcu jednak dojrzała odchodzącą w bok uliczkę, przy której wisiał opisany w liście znak – to musiało być tutaj, nie miała żadnych wątpliwości. Odetchnęła z niekłamaną ulgą i, wciąż ściskając w kieszeni różdżkę, ruszyła ku burym, zakurzonym kamienicom, w kółko powtarzając w myślach numer budynku i mieszkania, gdzie miała się zgłosić. Uważnie rozglądała się przy tym dookoła, nie chcąc dać się zaskoczyć; może i Norwich nie było terroryzowanym przez sługusów Malfoya Londynem, lecz oni nie stanowili jedynego zagrożenia – wszak w każdej chwili mogła paść ofiarą napadu rabunkowego, nawet i z rąk mugoli. Wyglądało jednak na to, że nic takiego się nie wydarzy, nie tym razem; w spokoju dotarła do trzeciej klatki schodowej od lewej, by zaraz później zacząć wspinać się po schodach w górę, na najwyższe piętro; jednak zanim zapukała w dębowe, zadbane drzwi z przekrzywioną siódemką, skupiła się na niewerbalnym rzuceniu Carpiene. Po drugiej próbie poczuła znajome mrowienie, magia spłynęła do ściskanego kurczowo drewienka różdżki, lecz przy tym nie ujawniła położenia żadnej pułapki – była strażniczka odetchnęła z namiastką ulgi i mimowolnie poprawiła opadające na twarz włosy, wyprostowała materiał ubranej na tę okazję szaty. Nie powinna tego dłużej przeciągać.
- Pani Lloyd? – zapytała grzecznie, siląc się na spokojny ton głosu, gdy już drzwi stanęły przed nią otworem i ukazała się w nich zgarbiona czarownica o siwych, zebranych w kok włosach. Nie miała pojęcia, z kim dokładnie przyjdzie jej rozmawiać, w jakim wieku będzie szukająca pomocy kobieta; dotychczasowy kontakt ograniczał się do kilku oszczędnych listów, lepiej było załatwiać takie sprawy twarzą w twarz, zwłaszcza w obecnych czasach. – Maeve Clearwater, miło mi panią poznać. Pisałam do pani w sprawie mieszkania... – urwała, z nienachalną uwagą obserwując twarz stojącej przed nią rozmówczyni – trzymającej na widoku różdżkę, niewątpliwie podejrzliwej. Oczywiście, nie przyszła tu w sprawie oglądania nowego lokum, a po to, by zaoferować swe usługi, na taki jednak znak się umówiły – miała więc nadzieję, że staruszka nie spanikuje, zamiast tego pozwoli jej wejść do środka i przejść do rzeczy. Uśmiechnęła się blado, lecz szczerze, a następnie powoli wysunęła dłoń z kieszeni marynarki, tym samym pokazując, że jest bezbronna, dając znak dobrej woli; serce biło jej szybko, podejmowała niemałe ryzyko, lecz coś – może zmysł obserwacji, a może intuicja – podpowiadało przecież, że nie pcha się do paszczy lwa, a ma przed sobą zrozpaczoną, drżącą o życie bliskiej osoby kobietę, która nie miała się już do kogo zwrócić. Po krótkiej, lecz pełnej napięcia chwili wyczekiwania w progu została wpuszczona do środka mieszkania pod numerem siódmym – niewielkiego, pachnącego zastanym powietrzem i kotami, lecz na swój sposób uroczego, pełnego bibelotów i ruchomych zdjęć krewniaków. – Czy możemy tutaj w spokoju porozmawiać? – zapytała miękko, próbując modulować głos tak, by brzmiał mile dla ucha; blada, naznaczona siateczkami zmarszczek twarz staruszki wzbudzała w niej tkliwość. Co robili teraz jej dziadkowie? Czy byli bezpieczni…? Nie mogła teraz o nich myśleć; musiała skupiać się na celu wizyty. Kiedy tylko pani Lloyd ostrożnie przytaknęła, Maeve przypomniała sobie o rzuconym nie tak dawno Carpiene, mieszkanie nie zostało obłożone zabezpieczeniami – no tak, po cóż czarownica miałaby dbać o zaklęcia wygłuszające czy alarmujące, mieszkała wśród swoich. Była strażniczka zaoferowała, że się tym zajmie; nie tylko na potrzeby tego spotkania, ale i na wszelki wypadek. Londyn może i był daleko, lecz nikt nie był w stanie przewidzieć, czy niepokoje nie dotrą i do Norwich. Albo raczej – kiedy to zrobią. Dlatego też nim jeszcze przeszły do meritum, panna Clearwater sięgnęła po różdżkę i zajęła się tkaniem podstawowych pułapek, o których przypomniała sobie w trakcie zabezpieczania domu Vane’ów; po chwili mieszkanie było objęte działaniem Muffliato i Szklanych domów, o resztę będzie mogła zadbać później, o ile tylko właścicielka wyrazi taką chęć. – Dziękuję za herbatę, to naprawdę miłe z pani strony – podjęła, kiedy już przeszły do małego saloniku, zajęły miejsca na przykrytej kraciastym pledem kanapie. Jej spojrzenie mimowolnie podążyło w kierunku wskakującego na kolana staruszki kota, dużego, o rdzawym futrze. – Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by pani pomóc. Niech tylko pani powie, co się stało. – Domyślała się, że chodziło o zdobycie jakichś informacji, odnalezienie kogoś – inaczej przecież nie zostałyby ze sobą skontaktowane. Prawda…? Nie wiedziała jednak, jak trudne mogło być takie zadanie, i czego dokładniej od niej wymagano. – Och, tak, tak, oczywiście. Dziękuję za przybycie, moja droga. Nie wiedziałam już, co robić. Na pewno nie zgłosiłabym się do Ministerstwa, nie teraz… Moja wnuczka, Lavender… – Siwowłosa czarownica umilkła, wpatrując się w ścianę niewidzącym wzrokiem. – Ostatnie, co mi napisała, to że opuści Londyn. Skieruje się do Doliny Godryka – dodała słabym, drżącym od emocji głosem. Maeve zamarła w bezruchu, czując, jak gdyby jej pierś przygniatał ogromny ciężar; powoli wyciągnęła z torby swój nieodłączny notatnik, każda informacja mogła okazać się na wagę złota. – Przestała dawać znaki życia, a moja sowa, Helga, wraca bez dostarczenia listu… Owszem, jest już wiekowa, lecz przecież nigdy, przenigdy się tak nie zachowywała... – Była strażniczka starała się nie wyciągać pochopnych wniosków, niewątpliwie jednak nie brzmiało to dobrze. Potrzebowała więcej szczegółów, by móc spróbować odnaleźć jakikolwiek trop. – Wiem, że łatwo to powiedzieć, lecz proszę być dobrej myśli. Możliwe, że Helga nie jest w stanie dotrzeć do Lavender, bo ta musiała się gdzieś schować, przeczekać kilka dni. Kiedy ostatnio miała pani z nią kontakt? Czym zajmowała się pani wnuczka w Londynie, pani Lloyd? I w jakim jest wieku? To byłaby wielka pomoc, gdybym mogła zobaczyć jej zdjęcie… – Powiodła dookoła wzrokiem; nie wątpiła, że na jednej z półek stoi i podobizna zaginionej Lavender.
Po krótkiej wymianie zdań Maeve dowiedziała się już, że wnuczka pani Lloyd była stażystką w Ministerstwie Magii; że zamierzała uciec z miasta, następnie skierować się do Doliny Godryka – dlaczego tam? – a dopiero później wrócić do Norfolk. Poznała kilka nazwisk współpracowników i najbliższych przyjaciół, niewątpliwie powinna się z nimi skontaktować; możliwe, że będą wiedzieć coś więcej na temat obecnych planów młodziutkiej, bo ledwie dwudziestoletniej dziewczyny. Nim zebrała się do wyjścia, powtórzyła obietnicę, że zrobi wszystko, co w jej mocy, by odnaleźć Lavender całą i zdrową; wtedy też staruszka włożyła jej w dłoń niewielką sakiewkę, jak to nazwała – zaliczkę. Przez krótką chwilę Maeve wahała się; chciałaby pomagać bez myślenia o pieniądzach, z dobroci serca. Przyjmowanie takich datków godziło w jej dumę, a także poczucie przyzwoitości. Wiedziała jednak, że z czegoś musi żyć – a odkąd doszło do rozpadu Ministerstwa, nie mogła już liczyć na strażniczą pensję. – Dziękuję – odpowiedziała cicho, słabo, po czym grzecznie się pożegnała i śpiesznie wyszła na ulicę z zamiarem jak najszybszego powrotu do Irlandii. Nie było czasu do stracenia.

| zt




This is who we are
a product of war
Powrót do góry Go down
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

Norwich, Norfolk - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Norwich, Norfolk   Norwich, Norfolk - Page 2 I_icon_minitime23.05.20 22:45

Miała beztroskie życie. Nikt nie oczekiwał od niej zaangażowania w wojnę, w jakąkolwiek politykę. Trzymano ją pod kloszem, nie wypuszczając samotnie poza tereny Grove Street 12, zawsze dbano o jej bezpieczeństwo. Właściwie niewiele wiedziała o życiu poza arystokratycznymi kręgami - jedynie z opowieści przyjaciół bądź znajomych, w większości jeszcze za czasów Hogwartu. Jednak pomiędzy teorią, a praktyką, zawsze pozostawała ogromna przepaść, zwłaszcza w przypadku konieczności wydobycia z siebie ogromnych pokładów empatii. Umysł Eunice zawsze pozostawał otwarty na wiedzę oraz nowości, chłonny nieznanych jeszcze informacji, lubował się w szeroko pojętej kreatywności, acz nigdy nie zdołałby całkowicie postawić się w cudzej sytuacji. Butach, które już zawsze miały być zbyt wielkie, mających sobie za nich metamorfomagiczne zdolności szatynki. Ćwiczyła je skrupulatnie nie chcąc zaniedbywać niezwykłego daru, lubiła próbować być kimś innym, choć zwykle pozostawała anonimowa. Miała problem z przejęciem znanej sobie twarzy - musiałaby tym samym uszczknąć dla siebie sporej wielkości kawałek z ichniejszego życia. To brzmiało zbyt intymnie, jak czytanie cudzych myśli; wolała tworzyć od podstaw. Odnajdywać nieodkryte jeszcze kreacje, bawić się przygotowaną rolą bez wyrzutów sumienia. Nie zamierzała nikogo ranić, każda zmiana nosa bądź głosu prowadziła wyłącznie do potrzeb duchowych. Wiecznie głodnych, nieustannie szukających nowych wrażeń - jednak czy było w tym coś złego? Pragnąć przywłaszczyć sobie więcej niż ofiarowywał mało łaskawy los? Mieć ambicje, działać z potrzeby serca? Wydawało jej się, że nie. Posiadała w tym względzie mocno ograniczone zasoby oraz narzędzia, choć wcale nie zazdrościła innym. Nie uważała nikogo za gorszego, mającego mniej wartościowe życie, ale jednocześnie doceniała bogactwo własnego. Wszystko na świecie odznaczało się zaletami oraz wadami, nic nie nosiło znamion perfekcji - a ideały jawiły się Greengrassównie jako nudny pył osiadający rutyną na codzienności. Zwykle mało interesującej; każdy sam nadawał rzeczywistości odpowiedniego znaczenia.
Tak jak ona teraz. Mogła wybrać mało rozwijający sen, oczekiwanie przed oknem na to, aż wydarzy się cud, ale zamiast tego dała porwać się nawoływaniom niespokojnego ducha. Przemiana idealnie odgrywała obecne samopoczucie szlachcianki - chciała dzisiaj taka być. Barwna, głośna, przyjazna i natchniona. W tej formie nikt nie mógł jej tego odebrać. Mogła pozostać sobą nie będąc sobą. Czy to miało jeszcze jakiś sens? - Dokładnie tak! W końcu o to chodzi w sztuce, żeby się rozwijać, prawda? Poszerzać horyzonty oraz w swej kreatywności obsypywać innych inspiracją - przytaknęła żywiołowo, szeroki uśmiech nie schodził z piegowatej twarzy. Właściwie miała już pytać o czym napisała czarownica, pragnąc tym samym otrzymać zapowiedź przed nadchodzącym czytaniem, ale okazało się, że rozmówczyni nie przygotowała niczego na dzisiejszy wieczór. W szarych tęczówkach odbiło się rozczarowanie, ponieważ po tych kilku sekundach znajomości Paulette bardzo chciała poznać twórczość Jane. - Wielka szkoda, aczkolwiek rozumiem potrzebę spontaniczności, w końcu jesteśmy panami własnego życia. Dlaczego mielibyśmy kierować się czymś innym niż własnymi pragnieniami? Niech poniesie nas wiatr! - Bardzo mocno czuła się w rolę, bardzo też podkoloryzowała ewentualne odniesienia do prawdziwej siebie, ale hej, to tylko zabawa. Nie musiała, wręcz nie powinna być sobą, nie tak w stu procentach. - Może następnym razem. - Puściła do nieznajomej oczko. Starała się pozostawać sympatycznie zakręcona, jak ktoś, kto ma dużo myśli na głowie oraz wiele uczuć w sercu; akurat to stwierdzenie zahaczało blisko domu. Podobało jej się to. Balansowanie pomiędzy fikcją i odrobiną prawdy, wyzwalanie ukrytych pragnień oraz tworzenie nowych, będących odległymi orbitami w greengrassowej galaktyce. Niesamowite. Powinna częściej podejmować się podobnych działań, przemieniać się i bawić tym, co otrzymała w genach. Cieszyć się życiem.
Z uwagą słuchała wynurzeń siedzącej obok kobiety, oparła nawet głowę na łokciu oddając zainteresowanie rozpoczętym przez siebie tematem. Wkrótce poczuła skrępowanie zasłyszawszy nazwisko francuskiego poety. Eunice znała ten język, zaczytywała się w prozie oraz poezji w przekładach oryginalnych, ale Perrot... zarumieniła się nieco, nie wiedząc do końca co odpowiedzieć. Wyprostowała się wiercąc na krześle. - Hm… to… dość odważny wybór - odparła cicho, nie chcąc niczego sugerować siedzącym nieopodal czarownicom. - Czy to prawda, że jego wiersze są, tak jak to opisują recenzje…pikantne? - Zadała to pytanie mimo wewnętrznego zawstydzenia. Autorzy spoza Wielkiej Brytanii nierzadko cechowali się większą swobodą w ekspresji, acz tych omijała pozbawiona śmiałości, żeby sięgnąć po niejako zakazany owoc. Tym bardziej poczuła respekt do towarzyszki dzisiejszego wieczoru, musiała być niesamowicie odważna poznając tego typu literaturę. - Doskonale to rozumiem, choć jest coś przyjemnego w powrotach do znanego, prawda? Jakby powracało się do domu - dodała z rozmarzeniem oraz większym animuszem, ostatecznie ignorując temat jaki miał miejsce dosłownie przed momentem. Rumieniec powoli bledł, zwłaszcza, że zakamuflowana Jamie postanowiła przedstawić się podekscytowanej Nice. - Tak, tak, nalegam, mów mi Paulette Jane - przytaknęła radośnie. Kto wie, może ta znajomość przetrwa dzisiejszy wieczór? Tylko… czy byłaby w stanie okłamywać uroczą brunetkę na dłuższą metę? Co za ironia, gdyby tylko wiedziała! - Owszem, przygotowałam nawet kilka. Jednak nie zdradzę ci nic, będziesz musiała posłuchać - uśmiechnęła się zawadiacko, mrugając przy tym znacząco. - Co do twórców, ach, jest tego tyle! Poza tymi, co wymieniłam, absolutnie kocham Baudelaire’a, Larkina, Ginsberga… och a jaka Plath jest genialna! Czytujesz także kobiecą poezję? Co o niej myślisz? - Zaraz zasypała rozmówczynię gradem następnych, z pewnością nie ostatnich pytań. Pragnęła jednak poznać jej opinię, wymienić się spostrzeżeniami mającymi za zadanie wymiany kreatywnych fluidów. Nie zniechęcając się udawaną nadekspresją oraz przesytem, taka miała dzisiaj być. Zapłonąć i spalić do cna.




don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Powrót do góry Go down
Jamie McKinnon
Jamie McKinnon

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20*
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Norwich, Norfolk - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Norwich, Norfolk   Norwich, Norfolk - Page 2 I_icon_minitime24.05.20 13:28

Jamie nigdy nie była trzymana pod kloszem, dorastała w zwykłej rodzinie i miała możliwości, by korzystać z życia, popełniać błędy i uczyć się na nich. Dar metamorfomagii dawał jej zaś do ręki kolejne możliwości, jakich nie miało jej rodzeństwo. Mogła zmieniać się w kogoś innego, najczęściej przybierała formę przypadkowych osób. Przemiana w kogoś konkretnego była trudniejsza, bo pozostawał problem koloru oczu, którego jak dotąd nie udało jej się pokonać. Nie mówiąc o tym, że trzeba było naprawdę dużo wiedzieć o danej osobie, jej zachowaniu, nawykach i umiejętnościach, by skutecznie ją udawać. Dlatego bezpieczniej było nie przybierać tożsamości kogoś konkretnego. Czasem jednak to robiła dla zabawy, często za zgodą danej osoby, ale raczej nie wykorzystywała tego w konkretnych ani tym bardziej złych celach, a raczej po prostu trenowała i szokowała otoczenie, przybierając wygląd na przykład swojej matki czy brata. No i w Hogwarcie mając w perspektywie przyłapanie na nocnych wędrówkach zmieniła się w jednego ze swoich ślizgońskich wrogów, ale była to przemiana na tyle nieudolna, że podstęp się nie udał. Ale była wtedy sporo młodsza i mniej umiała.
Ciekawe, czy potrafiłaby udawać konkretną osobę w sytuacji poważniejszej niż robienie psikusów? Czy potrafiłaby skutecznie naśladować czyjeś zachowanie tak, by nikt się nie zorientował, że nie była tą osobą? Dziś jednak była po prostu Jane, dziewczyną wymyśloną i nieistniejącą tak naprawdę. Może gdzieś w kraju istniała kobieta wyglądająca bardzo podobnie, ale Jamie stojąc przed lustrem po prostu zmieniała poszczególne elementy twarzy i sylwetki tak, żeby stworzyć z tego kogoś niepodobnego do prawdziwej siebie. Każdy poszczególny element jaki stworzyła składał się na wygląd tej ślicznej młódki, jaką teraz była. Ale trudniejszym wyzwaniem niż sama przemiana i przebranie się w kobiecy strój było udawanie artystycznej duszy, kiedy nigdy się nie odczuwało żadnego zainteresowania sztuką w żadnej postaci. Jamie nie czytała klasyków literatury i poezji ani tym bardziej nie tworzyła własnych utworów, nie malowała, nie była też muzykalna i jedyne co umiała zaśpiewać to stadionowe przyśpiewki z boisk quidditcha. To jej siostra miała bardziej artystyczną duszę. Jamie była zbyt niespokojna i energiczna, by w spokoju wysiedzieć nad tego typu zajęciami.
- Dokładnie tak – przytaknęła, kontynuując swoje udawanie młodej artystycznej duszy. – Zbyt późno się dowiedziałam o tym wieczorku, ale mimo braku własnego utworu bardzo chciałam tu przyjść i posłuchać tego, co stworzą inni – ciągnęła dalej swoje kłamstewka, musząc dość spontanicznie reagować na sytuację i przebieg rozmowy, bo tego nie mogła zaplanować wcześniej i musiała myśleć na gorąco. Paulette sprawiała jednak sympatyczne wrażenie, różniła się od ludzi jakimi otaczała się na co dzień. Artyści zdawali się żyć we własnym świecie, zakręceni i oderwani od rzeczywistości. Na co dzień otaczali ją gracze quidditcha i fani tego sportu, to było trochę inne środowisko niż to, w jakim jako Jane znalazła się teraz. I było to w zasadzie jej pierwsze zderzenie ze światem literatów i poetów, którzy w oczekiwaniu na rozpoczęcie wieczorku szeptali z ekscytacją z czarodziejami siedzącymi obok lub ćwiczyli szeptem recytację swoich utworów. Atmosfera ich niecierpliwego i radosnego oczekiwania była niemal namacalna. Było też widać, że ci ludzie różnią się od bywalców boisk quidditcha czy innych lokali o mniej artystycznej duszy. – Następnym razem na pewno coś przygotuję – zapewniła jeszcze, choć nie planowała następnego razu tutaj ani tym bardziej tworzenia czegoś. Dla niej większą zabawą byłoby udanie się do bardziej przyziemnego lokalu, gdzie nie musiałaby silić się na grzeczność i artystyczność. Wolałaby już zmienić się w mężczyznę i ćwiczyć plucie na odległość lub wziąć udział w jakiejś bójce. Ale to, co robiła teraz było wyzwaniem i mogło ją czegoś nauczyć, jeśli chodzi o udawanie kogoś innego.
Widząc, że jej towarzyszka się zarumieniła i nazwała jej wybór odważnym zorientowała się, że Perrot najwyraźniej nie był takim zwykłym poetą. Czyżby jej delikatna siostrzyczka czytała i odważniejsze utwory? Zaskakujące. Chociaż musiała to jakoś dopasować do tej dziewczyny, jaką w jej wyobrażeniu była Jane.
- Czasem warto próbować czegoś świeżego, odmiennego od typowej klasyki, zwłaszcza gdy rozprawia o tym tak wiele moich koleżanek. Musiałam koniecznie sprawdzić, o czym była mowa i było to doświadczenie… zupełnie nowe – rzekła, starając się jakoś wybrnąć. Poprawiła włosy i przygładziła materiał sukienki, tęskniąc za swoimi spodniami. – Rzeczywiście to dość odważne utwory, francuscy autorzy są bardziej wyzwoleni. Piszą o sprawach, które angielscy autorzy często pomijają. – Tak jej się wydawało z tego, co słyszała.
Uśmiechnęła się, przedstawiając się swoją zmyśloną tożsamością. Jane łatwo będzie jej zapamiętać.
- Masz bardzo artystyczne imię. – Paulette tak właśnie jej się kojarzyło. Takie imię mógłby swojemu dziecku nadać tylko jakiś natchniony artysta. – W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak czekać, aż je przeczytasz – znowu się uśmiechnęła, po czym rozejrzała się po otoczeniu, by znów wrócić spojrzeniem do Paulette. – O tak, lubię kobiecą poezję, ma pewne wyjątkowe miejsce w moim sercu. Kobiety trochę inaczej patrzą na pewne sprawy. – W rzeczywistości chyba nie czytała żadnego dzieła wymienionych autorów, a przynajmniej tego nie pamiętała. Mogła co najwyżej widzieć te nazwiska na półce swojej siostry czy matki. One na pewno wiedziałyby, co powiedzieć. Jamie nawet nie wiedziała, czym tak naprawdę poezja kobieca różni się od męskiej, musiała improwizować. – Ciekawe, czy i tutaj, w tym pomieszczeniu kryją się talenty na miarę twórców, których wymieniłaś. Ja jestem dopiero początkująca w tej materii, ale po to tu jestem, żeby się czegoś nowego nauczyć. – Bezpieczniej było udawać kogoś, kto nie mógł się popisać dużymi umiejętnościami. I tak musiała się bardzo wytężać, żeby udawać zainteresowaną tematem rozmowy i nie zdradzić się z tym, że w rzeczywistości nic nie wiedziała o poezji, a posiadała jedynie nikłe skrawki zapamiętane z tego, co czasem mówiła jej siostra, a ona zwykle nie słuchała jej wynurzeń o sztuce zbyt uważnie.








Powrót do góry Go down
 

Norwich, Norfolk

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20