Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Gabinet Archibalda
AutorWiadomość
Gabinet Archibalda [odnośnik]07.12.18 22:03
First topic message reminder :

Gabinet Archibalda

Gabinet Archibalda znajduje się we wschodnim skrzydle posiadłości niedaleko biblioteki. Główną część pomieszczenia zajmuje mosiężne biurko, na którym zawsze leży mnóstwo papierów i zużytych piór. Obok biurka stoi regał z książkami, które Archibald woli mieć zawsze pod ręką: przede wszystkim są to grube encyklopedie, poświęcone uzdrowicielstwu lub roślinności. Po obu stronach biurka stoją wygodne fotele, które nierzadko służą za dodatkową półkę. Archibald nie potrafi utrzymać tutaj porządku.
Naprzeciwko biurka znajduje się duże okno, wyglądające na tyły posiadłości, przez które w ciągu dnia wpada mnóstwo światła.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Archibalda - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]13.12.20 12:36
Steffen wyciągnąwszy aparat, skierował go na list od lady Morgany i spróbował zrobić zdjęcie pergaminowi. Na efekty swojej pracy musiał jednak czekać do chwili wywołania zdjęcia.

Mając przed sobą oba listy mógł je ze sobą porównać. Steffen nie znał się na grafologii, nie mógł być pewien, że list pisała ta sama osoba, ale na pierwszy rzut oka charakter pisma wyglądał bardzo podobnie, niemalże identycznie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Archibalda - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]21.12.20 22:12
Miał nadzieję, że jego sesja zdjęciowa listu od Morgany przyniesie oczekiwany rezultat. Nie liczył w końcu na fotograficzną finezję, chciał tylko uchwycić runy oraz podpis zdradzieckiej lady doyenne. Zakończywszy sesję, zabrał się do porównywania obu listów. Całkowitej pewności mieć nie mógł, ale dały mu ją przecież słowa lorda Archibalda. Porównując charaktery pisma, uśmiechnął się pod nosem. Były niemalże identyczne. Proszę proszę, lord Lestrange wypisuje ekspresyjne listy do poszukiwanego listem gończym nestora!
Przeczytał list do Archibalda jeszcze raz, zapamiętując charakterystyczne, emocjonalne zwroty. Niedługo miał się wybrać do Francisa z pewnym zleceniem i bardzo chętnie zacytuje mu pewne fragmenty, niby przypadkiem wplatając je w rozmowę.
W końcu odłożył list od Francisa na miejsce, zabrał własny list i starannie zabezpieczył list od Morgany. Zamknięty i obłożony zaklęciem nienaruszalności, nie miał już nigdy nikomu zagrozić.
Czas wywołać zdjęcia!

/zt


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]08.08.21 23:10
| 28 października 57' |

Nie sądził, aby była potrzebna mu rozmowa, wystarczyło mu gadania z Anthonym, Michaelem i Philippą, choć przy tej ostatniej jakoś mało potrafił się uzewnętrznić; przy tym pierwszym też nieszczególnie wywalał wszystkie swoje winy i grzechy, które leżały mu na sercu. Jedynie Tonks niczym powiernik jego tajemnic wiedział część, którą nawet nie była ta sfera, z jaką postanowił zgłosić się do nestora Prewettów. Wraz z mijającymi sekundami przestawał mieć tak wielką pewność co do tego, czy jego próba uzewnętrznienia się Archibaldowi w tak delikatnej kwestii jest dobra... były to przecież tylko przypuszczenia, a raczej zmartwienia, nic więcej. Mądrym wydawało się zwrócić do tych, którzy rozumieli pewne kwestie, których nie rozumiało się samemu.
Powitawszy skrzata oraz każdą osobę z rodziny Prewettów, w tym szczególnie młokosów, dla których musiał pojawić się uśmiech na jego twarzy. Nawet nie było ciężko, choć jego ciemne pręgi pod oczami mówiły coś całkowicie innego. Nie spał zbyt dobrze ostatnimi czasy, a może raczej zbyt dobrze. Głównym problemem były drżące dłonie. Wydawało się, że nie bardzo potrafił nad tym zapanować, dlatego starał się chować je gdzieś za plecami, bo w kieszeniach nie wypadało, to jeszcze pamiętał. Skrzat zaprosił go do gabinetu, gdzie powinien znaleźć właściciela włości. Kiedy drzwi się za nim zamknęły, odnalazł wzrokiem uzdolnionego w toksykologii czarodzieja.
- Cześć Archi... Archibaldzie. - nie wiedział, w jaki sposób się do niego zwracać, nie byli przecież już takimi samymi osobami, przynajmniej drugi rudowłosy, który stał się głową całej rodziny, a nawet i rodu. Naprawdę nie powinien przychodzić do niego ze swoimi problemami, z pewnością tamten miał mnóstwo własnych... - Wybacz, że zajmuję czas. Naprawdę nie chciałem martwić ani nic. - zaczął powoli wypruty z całej tej energii, którą potrafił emanować jak to kiedyś. Był przybity, bo znalazł się w kompletnie nowej sytuacji, której nie potrafił zrozumieć. Na dodatek tego wszystkiego pojawiła się ona i w sumie to właśnie przez nią, a może nawet i przy niej zrozumiał, że zaczęło się z nim coś dziać. Wprawdzie były dwie - one. Jasno i ciemnowłosa. Świat naprawdę stroił sobie z niego żarty. Wyciągnął rękę, aby się przywitać. Drżąca ręka wydawała się zdradzać wszystko.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]02.12.21 12:01
10 lutego 1958

Dzieci Archibalda stały niecierpliwie w holu wraz ze swoim młodszym kuzynostwem z Derbyshire. Dziewczynki ubrane w niebieskie sukienki z kokardami we włosach, chłopcy – w brązowe spodnie i beżowe koszule z kołnierzami w haftowane zielone listki. Przebierały z nogi na nogę, szeptały sobie coś do ucha, chichotały z tylko sobie znanych żartów. Czekały. Rano zostały poinformowane, że cioteczka (i ukochana mama dla najmłodszej Saorise) Mare odwiedzi Weymouth. Archibald, mimo że o co najmniej dwie dekady starszy, ekscytował się nie mniej od nich, choć nie stał na baczność pod drzwiami. Siedział z Lorraine w bocznym salonie, gawędząc przy popołudniowej kawie. Coraz trudniej było znaleźć przyjemny i neutralny temat do rozmów – większość ich życia została boleśnie przywłaszczona przez wojnę, ale starali się pośród tego szaleństwa zachować odrobinę normalności.
Wkrótce służba powiadomiła Archibalda o przybyciu siostry. Dzieci były zachwycone gościem (teraz przychodziło ich zdecydowanie mniej niż zazwyczaj), ale w końcu razem ze wszystkimi zasiadły do stołu na obiad. Upłynął w miłej rodzinnej atmosferze; brakowało tylko Roratio, który jak zwykle włóczył się gdzieś w bardzo ważnej sprawie. Po posiłku Archibald celowo wycofał się ze spotkania, by dać siostrze czas na spokojne nadrobienie zaległości z córką. Miriam i Edwin niechętnie poszli do pokoju muzycznego na ostatnie zajęcia tego dnia.
Niebo już ściemniało, kiedy Archibald ogłosił wszem i wobec, że musi omówić pewną ważną kwestię z Mare, i wezwał ją do swojego gabinetu. Panował tam... chaotyczny porządek. Na drewnianym biurku leżało mnóstwo papierów i kopert, ale Archibald wiedział czego powinien szukać w którym stosie. W kącie pomieszczenia, nieco dalej od okna i stojącego przed nim biurka, znajdował się kawowy stoliczek i dwa wygodne fotele. To tam mieli spędzić dzisiejszy wieczór, dywagując o pewnej ważnej kwestii. – Mare, moja siostro najdroższa! – Zaczął, polewając czerwone wino do kieliszków. – Nawet nie wiesz jaką mi sprawiasz przyjemność tymi odwiedzinami – dodał, kiedy skrzat niemalże niewidzialnym ruchem postawił tacę z przekąskami: pieczone migdały i kruche plastry ziemniaczane z tymiankiem. – Potrzebuję rozmowy z Tobą jak powietrza. Przysięgam, że w przeciwnym wypadku uduszę się od nadmiaru myśli, galopujących pod moją czaszką bez wytchnienia, tak w kółko i w kółko! – Dramatycznie zarysował swój obecny nastrój, podając jej kieliszek, po czym opadł na fotel naprzeciwko niej. Brakowało mu prawdziwe szczerej rozmowy. Roratio był zbyt młody, żeby wszystko zrozumieć, a Lorraine nie musiała wysłuchiwać jego żali – już i tak była wystarczająco poddenerwowana obecną sytuacją. – Jak sprawy miewają się w Derby? Co u Elroya? Saorise dała ci kolejny rysunek? Widziałem, że czymś zajmowała się z Miriam z rana. Przysięgam, że wtedy nie zauważyłem żadnej żaby – zaśmiał się cicho, sięgając szczupłymi palcami po kruchego ziemniaczka.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]05.12.21 16:26
11 lutego 1958
Atmosfera gęsta od wyczekiwania nie zamykała się wyłącznie w bezpiecznych murach Weymouth Palace. Zazwyczaj spokojna i wyważona lady Mare odliczała dni dzielące ją od wizyty w rodzinnym dworku z niecierpliwością godną małej damy, ale czy ktokolwiek, kto wiedział, w jakim położeniu znajdowała się przez ostatni miesiąc, mógł być prawdziwie zaskoczony takim obrotem spraw? Zaproszenie wystosowane przez brata przyjęła z ogromną ulgą, choć wciąż nie mogła zdobyć się na to, by podziękować mu za nie w liście. Wojna rozdarła damę na dwie części, z których jedna pragnęła za wszelką cenę pozostać na swych ziemiach, odwdzięczyć się poddanym za ofiarność, jaką wykazali się przy ich bronieniu. Druga z kolei pragnęła zaszyć się w spokojnym miejscu z rodziną oddać się obowiązkom matki i żony. Obie posiadły własne rozterki, których nie mogła ze sobą pogodzić. Wyrzuty sumienia związane z rozstaniem z córką spędzały jej sen z powiek, zmuszały do przemyśleń, czy mogła się w ogóle nazywać dobrą matką. Myśli nie ustępowały pomimo świadomości, że w Weymouth Saoirse jest bezpieczna, otoczona opieką bliskich i na pewno nie brakuje jej niczego poza... towarzystwem mamy i taty. Rozstanie się z Derby, oznaczało także ustąpienie w obowiązkach, które z dnia na dzień stały się jej rzeczywistością. Wiedziała jednak, że mąż i jego krewni staną na wysokości zadania. A mimo to miała wrażenie, że swym wyjazdem daje sygnał, iż nie zależy jej wystarczająco.
Postanowiła cieszyć się wizytą. Z okien magicznego powozu obserwowała znajomą okolicę pokrytą jasnym puchem, aż wreszcie, po południu zjawiła się w Weymouth, przywitana najpiękniejszym, najbardziej uroczym i najbardziej wzruszającym komitetem powitalnym, jaki mogła sobie wyobrazić. Kilka łez wzruszenia musiało pocieknąć jej po twarzy, gdy brała córkę na ręce, gdy przytulała dzieci brata i synka szwagra, gdy zimowe powietrze wypełniło się dziecięcym trajkotaniem typowym dla takich okoliczności. Nie obyło się również bez odpowiedniego przywitania braci, bratowej oraz kochanej mamy. Dopiero możliwość spotkania się z nimi osobiście pokazała jej jak na dłoni, jak bardzo za nimi tęskniła.
Ucieszyła się, że mogła spędzić z córką trochę czasu. Choć widziały się kilkanaście dni wcześniej, zauważyła, jakie zdołała poczynić postępy w swym rozwoju. Elroy z pewnością będzie dumny z ich pierworodnej.
Tak samo jak niechętnie Miriam i Edwin przenieśli się do jednego z pokoi, aby odebrać ostatnie tego dnia lekcje, tam samo Mare powierzyła opiekę nad córką swej matce. Wezwanie do gabinetu Archibalda było spodziewane i pomimo tego, że najchętniej zjawiłaby się tam z córką, była szczęśliwa z możliwości spędzenia kilku chwil sam na sam ze starszym bratem. Czasami miała wrażenie, że tylko on ją rozumiał.
— To ty nie wiesz, jaką radość sprawiłeś mi tym zaproszeniem, Archie — odparła, ledwie powstrzymując się od chichotu na widok stanu, w którym znajdował się gabinet brata. Stan typowy dla męskiej uwagi, choć kobietę doprowadziłby zapewne do szału i wzmożonej chęci sprzątania. Zajęła jednak miejsce na jednym z foteli, ochoczo odbierając kieliszek czerwonego wina. Brat jak zawsze wspinał się na wyżyny gościnności, za co była mu ogromnie wdzięczna. — Och, braciszku... Nie może być chyba tak źle? Rada jestem móc ulżyć Ci w tej gonitwie, ale odnoszę wrażenie, że z grzeczności przeceniasz moje możliwości — był przecież taki mądry i rozważny; niemal od zawsze stanowił dla niej wzór postępowania i bardzo często mniej lub bardziej świadomie wpływał na to, jakich wyborów dokonywała sama. Zakręciła delikatnie kieliszkiem, obserwując, jak winny osad przykleja się do ścianek naczynia. Pomimo wojny i wynikających z niej braków brat wciąż potrafił odnaleźć dojście do wina najwyższej jakości.
A potem zaczęła się lawina pytań, na którą najpierw odpowiedziała cichym, perlistym chichotem.
— Teraz już rozumiem, co masz na myśli, mówiąc o tym uduszeniu... — wyglądało na to, że brak odpowiednich gości uruchomił w Archibaldzie niezwykłą wręcz potrzebę wygadania się. Mare skłonna była oddać mu wszystkie godziny w dobie, byleby tylko ulżyć tej specyficznej, właściwej tylko dla przyzwyczajonych do salonowego życia arystokratów, przypadłości.
Wolną dłonią sięgnęła po plasterek ziemniaka, który niedługo później chrupnął pomiędzy jej zębami.
— Nie uwierzysz w to co powiem, ale w przeciągu ostatniego miesiąca osobiście pojedynkowałam się z ministerialnymi policjantami... — w tonie Mare czuć było pierwsze nuty skruchy, bowiem nawet teraz, jako żona i matka, przy Archibaldzie była przede wszystkim jego młodszą siostrą. Spojrzała więc na niego przepraszająco, trochę z dołu, pozwalając sobie na niepewny uśmiech, który znał już dobrze z okresu ich dziecięcych i nastoletnich psot. — Oraz, jak pisałam w liście, musiałam rozwiązać kwestię olbrzyma, który zadomowił się na jednym z mostów. Do tego cały czas napływają do nas potrzebujący, sytuacja nie jest najlepsza, ale wydaje mi się, że wreszcie stajemy na nogi. To, co stało się w Staffordshire... To dlatego nie mogłam przyjechać wcześniej. Czuję się odpowiedzialna za tych ludzi, nie chcę ich zawieść. Co do Elroya, to jemu powinieneś podziękować, bo jest osobiście odpowiedzialny za to, że w ogóle zgodziłam się wyjechać.
Pewniejszy siebie uśmiech zatańczył na jej wargach na samo wspomnienie męża. A później przeszli do przyjemniejszych tematów w postaci twórczości małych dziewczynek. Mare uniosła dłoń w górę, gestem prosząc brata o cierpliwość, po czym z wewnętrznej kieszeni wierzchniej szaty wyciągnęła złożoną kartkę koloru pomarańczowego. W środku widniał rysunek kilku rudowłosych postaci — jedne były wyższe, drugie niższe, ale wszystkie trzymały się za patykowate dłonie. W prawym górnym rogu żółtą kredką zostało narysowane słońce, niebieską kilka chmur na nieboskłonie. Na samym dole kartki widniała dedykacja "kochanej mamie i cioci — Saoirse i Molly".
— Sam zobacz — z rozczulonym uśmiechem podała bratu kartkę, ciekawa jego reakcji. [bylobrzydkobedzieladnie]


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me


Ostatnio zmieniony przez Mare Greengrass dnia 15.05.22 11:49, w całości zmieniany 1 raz
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]27.01.22 21:20
Luty nie rozpieszczał pod względem dostępu do światła – na zewnątrz robiło się coraz ciemniej, choć wcale nie było tak późno. Z tego powodu Archibald zasunął ciemnozielone zasłony, by w pomieszczeniu zrobiło się trochę przytulniej, po czym kilkoma machnięciami różdżki zapalił żyrandol nad biurkiem i kilka pomniejszych lamp porozstawianych po kątach. Od razu zrobiło się przytulniej, intymniej, idealnie na odpoczynek po ciężkim dniu (tygodniu, miesiącu, roku tak naprawdę). Dopiero wtedy ostatecznie opadł na fotel naprzeciwko siostry, z przyjemnością mocząc usta w drogim winie – półwytrawnym, jego ulubionym.
Och, Mare, nie bądź taka skromna. Oboje dobrze wiemy, że bez ciebie Derbyshire nie wyglądałoby tak jak teraz – Dorset z pewnością też nie. Masz wyjątkową zdolność przemówienia ludziom do rozsądku, nie zapominaj o tym – skwitował, uśmiechając się lekko pod nosem, ale podarowywał jej ten komplement z głębi serca. Nie od dziś uważał swoją siostrę za wzór wszelkich cnót, jakie lady powinna w sobie pielęgnować – ach, gdyby tylko Rory też był taki ułożony, świadomy, odpowiedzialny! Na szczęście Archibald jeszcze nie tracił wiary, że tak jeszcze się stanie; ich brat wciąż jeszcze był młody, miał prawo popełniać błędy, choć ten czas pomału mu się kończył.
...i być może przeceniał powściągliwość swojej siostry? Na jego twarzy wymalowało się przerażenie, a dłoń z migdałem zatrzymała się w połowie drogi do jego ust, słysząc następujące po sobie słowa. – Z ministerialnymi policjantami? – Powtórzył głośnym szeptem, nie mogąc uwierzyć w tę opowieść. Jak to mogło się stać! Jak Elroy mógł dopuścić, żeby jego żona z kimkolwiek się pojedynkowała! To było skrajnie nieodpowiedzialne i, przede wszystkim, nie-bez-pie-czne. Migdał wypadł mu z dłoni, lądując miękko pomiędzy oparciem fotela a jego udem. – Ach, Merlinie... – mruknął, próbując odnaleźć zgubę, ale migdał zdawał się rozpłynąć w powietrzu. – Jak do tego doszło?! Zaatakowali cię? Przecież to... niedopuszczalne! – Chwilę po tym, jak wypowiedział te słowa, przypomniał sobie, że w dzisiejszych czasach granica dopuszczalności znacznie się przesunęła, w dodatku na ich niekorzyść. – A do tego olbrzym! – Załamał ręce, w końcu się prostując, zrezygnowawszy z poszukiwań migdała; skrzaty z pewnością tu posprzątają. – Mare, nawet nie wiem co powiedzieć, dlatego zapytam się tylko, czy wszystko na pewno dobrze się skończyło? – W jego głosie dało się usłyszeć rezygnację, a brwi zbliżyły się lekko, leciutko, do siebie. Nie był zadowolony z tych wieści i ciężko mu było to ukryć, tak jak większość emocji, które w sobie przeżywał. – Potrzebujący... W Dorset też mamy ten problem. Ostatnio z terenów Wiltshire i Hampshire przechodzi coraz więcej ludzi, a ja nie mam gdzie ich pomieścić. To znaczy... Zaplanowałem budowę schronienia, ale obawiam się, że wszyscy i tak się tam nie pomieszczą, poza tym, to tylko chwilowo rozwiązuje problem... – mruknął, z nerwów upijając kolejny łyk wina. – Musiałem zdemontować boisko na morzu, wyobrażasz sobie? Pamiętasz jak graliśmy tam w quidditcha z samego rana? – Naturalnie przeszedł z teraźniejszych problemów na miłe wspomnienia, wracając do chwili, kiedy piękni i młodzi organizowali rodzinne (lub międzyrodzinne) rozgrywki w quidditcha, które uwielbiał, nawet jeżeli większość z nich przesiedział na trybunach. Nigdy nie był typem sportowca, a zasad quidditcha nigdy w pełni nie opanował, ale nie przeszkadzało mu to w delektowaniu się chwilą. Był za to świetnym kibicem! – Dawno nie rozmawiałem z Elroyem, muszę do niego koniecznie napisać – zamyślił się, spoglądając na mocno zapisany elegancki kalendarz – czekało go jeszcze tyle pracy w tym tygodniu. – Powiedz, jak prezentuje się teraz sytuacja w Derby? Tylko szczerze... poprosił, przechylając głowę lekko na bok, wyczekując satysfakcjonującej odpowiedzi. Przeżyli ciężkie chwile, co do tego nie miał wątpliwości.
Odebrał od siostry rysunek, po chwili orientując się, że trzyma go do góry nogami. Tym razem nie miał wątpliwości co rysunek przedstawia – to z pewnością była ich rodzina. Uśmiechnął się, rozczulony tym widokiem. – Robią postępy, widać co jest namalowane! – Zażartował, oddając siostrze rysunek. – Odkładając żarty na bok, nawet nie wiesz jak się cieszę, że Molly tak polubiła rysowanie. Inaczej nie wiem czym wypełniałaby dnie, chyba na oglądaniu jak Edwin biega po ogrodzie – westchnął, wciąż nie mogąc do końca pogodzić się z faktem, że akurat jego córkę musiała dopaść Klątwa Ondyny.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]20.03.22 18:17
Żadne miejsce pod jasnym, czy — jak teraz — ciemnym niebem nie mogło równać się przytulności Weymouth. Choć Mare przez sześć lat małżeństwa zdołała uczynić Grove Street 12 w Derby swoim, miała podobne zakątki, w których lubiła się zaszywać, nie mogła powstrzymać nuty słodkiej nostalgii za każdym razem, gdy miała okazję odwiedzać Dorset. Serce, gorące serce rudowłosej damy ściskało się czasami w tęsknocie za znajomymi korytarzami, za twarzami i głosami, które w pamięci mogła odtwarzać w nieskończoność. Więź, która łączyła rodzeństwo Prewett należała do wyjątkowych i z tego też powodu mogła przetrwać wszystkie dystanse i rozterki. Z Archibaldem mogła rozmawiać tak, jakby ostatni wątek podejmowali przy wspólnym śniadaniu, a teraz powracali w zacisze prywatnych komnat i gabinetów po dniu pełnym pracy, mimo tego, że nie widzieli się już jakiś czas. Ale właśnie to uwielbiała w swych kontaktach z bratem — ten cichy pakt, by trzymać się jak najbliżej siebie pomimo fizycznej rozłąki.
Skromnie opuściła wzrok, przyjmując komplement brata. Oczywiście, że dostrzegła, iż nie był on tym, które Archibald czasami zmuszony był składać na czyjejś ręce tylko z czystej kurtuazji i dlatego, że wypadało, że tak wypadało, gdy było się nestorem. Ciężar na ramionach brata był poniekąd inspiracją do podejmowania podobnych działań przez jego młodszą siostrę. Jak to czasem bywa w podobnych relacjach, starszy brat stanowił dla niej wzór, najpewniejszy z pewnych.
— Pozwolisz zatem, że się z tobą zgodzę? — spytała, ledwo powstrzymując narastający w niej chichot, gdy znów wzniosła na niego wzrok i przechyliła głowę w kierunku lewego ramienia. Skoro tak naciskał, nie będzie się z nim spierać. Komplementu należało odmawiać bowiem jeno raz, góra dwa razy, w innym przypadku dawało się pretekst do myślenia, że w istocie nie docenia się własnych umiejętności. — Ostatnio miałam ku temu więcej okazji, niż mogłabym sobie tego życzyć. Ale szczęśliwie wydaje się, że wszystko wreszcie kieruje się ku dobremu. Poza sytuacją na Portland nie miałeś ostatnio większych problemów? — przysunęła kielich do ust, upijając z niego jeden, niewielki łyk. Wraz z Elroyem dali tam z siebie wszystko, choć na wspomnienie budowniczych wciąż miała wrażenie, że złość płynąca przez jej żyły byłaby w stanie przerodzić się w magię o ładunku przynajmniej Bombardy Maximy. Nie, żeby zamierzała próbować.
Spodziewała się dokładnie takiej reakcji brata. Szczęśliwie i tym razem nie przyszło jej się rozczarować. Obawy Archibalda były przecież jak najbardziej zasadne, a jej ostatnie przygody — delikatnie rzecz ujmując — mocno nietypowe. Boleść wystąpiła więc na jasną twarz damy, której kolejnym zadaniem było wytłumaczenie bratu, że wcale nie planuje pójść w ślady innych niepokornych dam, a wydarzenia ostatnich tygodni stanowiły po prostu zlepek prawdziwie niefortunnych zdarzeń, z których wszystkie musiały, po prostu musiały uderzyć w Greengrassów.
— Ty wiesz, że to niedopuszczalne. Ja wiem, że to niedopuszczalne. A te zbiry Malfoya panoszą się po moich ziemiach i atakują, gdy wybrałam się na spacer. Co prawda jest w tym też część mojej winy, zboczyłam z trasy na Black Rock, to słynny punkt wspinaczkowy w Derbyshire, bo usłyszałam... — odłożyła kieliszek na niedaleki stolik, wzdychając ciężko. Przez moment wydawało się, że szukała odpowiednich słów, lecz po jakimś czasie przymknęła powieki. Wdech, wydech. — Usłyszałam płacz dziecka, Archie. Wiem, to mogła być pułapka, ale znasz mnie, wiesz, że jako kobieta i jako matka nie mogę przejść obok czegoś takiego obojętnie — zrozum mnie, braciszku, zdawało się prosić jej spojrzenie, niemalże skrzące od łez, gdy wychylona delikatnie do przodu składała tajemnicę swego pojedynku w dłonie doświadczonego brata. — Ojciec małej był urzędnikiem w Ministerstwie, odszedł po przewrocie, a tamci dotarli aż tam, by go dopaść. Teraz, szczęśliwie oczekują na osądzenie, bez różdżek. Ale spokojnie, to incydent. Dobrze wiesz, że nie sprawia mi przyjemności bieganie po lesie i pojedynkowanie się z kim popadnie.
Smutny uśmiech wystąpił na jej wargi, gdy sama sięgnęła po leżące niedaleko migdały. Wsunęła sobie jednego do ust, udostępniając przestrzeń do rozmowy bratu, który przybliżał jej aktualną sytuację w związku z potrzebującymi. Gdzie się nie obrócić, tam potrzebujący. Co zrobić z tak wielką masą ludzi? Sama powoli zaczynała wprowadzać swój plan w życie, ale przy okazji dbała o odbudowanie zniszczonego hrabstwa. W dodatku te okropne mrozy, splot samych nieprzyjemności.
I choć kiwała w milczeniu głową, przekazując Archibaldowi wyraźny znak, że rozumie jego bolączki, gdy wspomniał o boisku na morzu jej oczy zalśniły blaskiem, głowa uniosła się nieco do góry, znów skrzyżowali spojrzenia.
— Oczywiście, że pamiętam! Procella zawsze nas wszystkich wyprzedzała, do czasu aż Roratio nie wsiadł na dorosłą miotłę... — tym razem nie powstrzymywała śmiechu, ponownie chwytając za kieliszek, choć póki co służył jej tylko za sposób na skrycie ust. Po boisku na morzu nie było już niestety śladu. Miało posłużyć za coś lepszego, pilniejszego. — To koniec pewnej epoki — podsumowała, powracając jednak do pewnej melancholii, która chyba nie zamierzała jej prędko opuścić. Po fazie wyparcia i gniewu przyszedł moment smutku i akceptacji.
— Jak się miewa sytuacja w Derby... Elroy na poważnie wziął obowiązki lorda—wojownika, tak się ma. Na całe szczęście nie chodzi nigdzie sam, zawsze z jakimś istotnym wsparciem, tak mi się wydaje. Z aurorem Tonksem, z naszymi smokologami — dobrze wiesz, z którymi, a raczej k t ó r y m — Ostatnio obmyślił sobie plan na aktywizację młodych lordów, takich, którym w wieku bliżej do mnie i Roratio. Nastroje... Już są lepsze. Mamy wiele pracy, ale największe ogniska udało nam się ugasić. Chociaż nie zaskoczę cię, gdy powiem, że na samym początku było tragicznie. Wyobrażasz sobie, że Malfoy, Abraxas, jego syn — jeszcze pomyślisz, że to Minister, ale nie, posłali nam kogoś mniejszego rzędu — Wysłał Isaiahowi list wzywający do poddania się i negocjacji? Za tyle nas mają. Niedoczekanie.
Wspomnienia pierwszych tygodni stycznia wciąż paliły niczym świeża rana. Mare musiała skroplić ją ponownie w winie, Archibald nie zasługiwał na towarzystwo rozgniewanej siostry.
Zareagował jednak przednio, przesuwając główny temat ich rozmowy na dzieci. Może nie był szczególnym entuzjastą dziecięcej sztuki, ale obrazki takie jak te naturalnie roztapiały nawet najmocniej skute lodem dorosłe serca.
— Molly ma talent, ale tego nie trzeba ci mówić — uśmiechnęła się ciepło, gdy brat próbował dotrzeć do tego, gdzie góra, a gdzie dół. Dorosły mężczyzna, ale czasami i on chwytał za serce siostry niemal dziecięcą nieroztropnością. — Wygląda na dość zdrową, gdybym nie wiedziała, co jej jest, pomyślałabym, że jest po prostu spokojna. Oczywiście do czasu, gdy nie zacznie mówić — znów pozwoliła sobie na krótki śmiech. Bratanica miała naprawdę talent do zagadywania każdego, kto przypadł jej do gustu i postanowił poświęcić jej odrobinę czasu. — Nie myślałeś, żeby zaangażować ją jeszcze w naukę gry na jakimś instrumencie? Śpiew odpada, wymęczyłby ją ponad miarę, ale... Chociażby harfa? Saoirse mogłaby zacząć uczyć się już za kilka miesięcy, mogłyby robić postępy razem, skoro się polubiły.
Gra na harfie była bowiem szczególnie ceniona w rodzie Greengrass, ale nic nie stało na przeszkodzie, by zorganizować kuzynkom wspólne lekcje. Przynajmniej na początek.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]29.03.22 21:49
Archibald zaśmiał się gorzko, kręcąc zawartością kieliszka. Pytanie Mare wcale nie było zabawne, niemniej szara rzeczywistość, wisząca nad jego głową, zdawała się ciągle stroić z niego żarty. Za każdym razem, kiedy udało mu się opanować jeden pożar, z drugiej strony wybuchał następny – i tak w nieskończoność. Podejrzewał, że koledzy po fachu zza wschodniej granicy nie mieli tak wiele pracy i mieli więcej czasu na picie wina w miłym towarzystwie. Ta myśl niezmiennie go denerwowała, choć w tej chwili nic nie mógł na to poradzić. Nie był w stanie uprzykrzać im życia, musząc ratować swoje własne. – Najdroższa siostro, ależ oczywiście, że miałem inne problemy – odpowiedział, upijając łyk, tym razem większy niż ostatnio. Odstawił kieliszek na stolik, odsuwając szklaną nóżką talerzyk z kruchymi ziemniaczkami o kilka milimetrów. – Z tych większych zdecydowanie było to Portland, wręcz desperacka budowa obozu dla napływających zewsząd uchodźców, a także... – przerwał na chwilę, zastanawiając się, czy powinien opowiadać o tej ostatniej inicjatywie. Ale komu miał o niej opowiedzieć, jeśli nie Mare? – ...a także baza dla wilkołaków, ale nie mów o tym nikomu, proszę – zastrzegł, a choć na jego gabinet było nałożone muffliato, jakby odrobinkę ściszył głos. – Widzisz, kiedyś jeden z nich zgłosił potrzebę znalezienia takiego miejsca, gdzie on i jego pobratymcy mogliby swobodnie się przemieniać. Miejsce, gdzie byliby bezpieczni, ale też nie stanowiliby zagrożenia dla innych. Co prawda nie wygłosił tej prośby bezpośrednio do mnie... – westchnął, trochę zmęczony swoją własną dobrocią. – ...ale jego słowa ciągle mi rezonowały gdzieś w głowie, rozumiesz? Długo zwlekałem z tą decyzją, naprawdę długo, i wciąż nie wiem czy była właściwa, ale zaproponowałem mu opuszczoną wioskę w Dorset – zakończył, spoglądając wyczekująco na Mare, czekając na jej reakcję i ocenę pomysłu. Podskórnie wciąż uważał, że to nie była szczególnie rozsądna decyzja, ale z drugiej strony ktoś musiał im w końcu pomóc. – Tyneham, pamiętasz? Nikt tam nie mieszka, aura tego miejsca raczej nie zachęca do spacerów... – dodał po chwili, chcąc udowodnić, że nie jest to aż tak głupie na jakie wygląda. Nie wybrał pierwszego lepszego odludnego miejsca. – Jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie, na razie to są tylko plany – dodał, wrzucając chrupiącego ziemniaczka do ust.
Nieskromnie uważał, że zna swoją siostrę jak mało kto, dlatego był pewny, że do walki (och, jak to okropnie brzmiało!) zmusiła ją siła wyższa. Niemniej krew w żyłach zaczęła przepływać nieco szybciej, bo denerwował się na samą myśl niebezpieczeństwa w jakim Mare się znalazła. – Wiem, Mare, wiem – powiedział, kładąc na moment dłoń na jej dłoni. – Ale... Następnym razem może kogoś wezwij, co? Myślałaś kiedyś o zakupie lusterek dwukierunkowych? – Rzucił pomysłem, odchylając się z powrotem do tyłu. Przecież istnieją sposoby bezpośredniej komunikacji.
Mam nadzieję, że je odbudujemy, kiedy to wszystko się skończy... Na razie surowce bardziej były potrzebne komuś innemu – odparł, choć ze smutkiem w głosie. Dobrze, że przynajmniej pozostało mu z tego miejsca wiele miłych wspomnień.
Aktywizacja młodych lordów? A to ciekawe... – powiedział, choć od razu przemknęła mu myśl, że chyba nie chciałby widzieć na takich zajęciach swojego brata. Nie dlatego, że nie potrzebuje nauki przydatnych zaklęć ofensywnych i defensywnych, ale dlatego, że entuzjazm Elroy'a mógł za bardzo wybudzić na razie przestudzony entuzjazm Roratio. I Archibald bał się, że drugi raz nie uda im się nad nim zapanować. Rwał się do walki, co Archibald rozumiał, ale wolał, by walczył tak jak on sam – za kulisami. Czasami w ten sposób można było zdziałać jeszcze więcej. – On nie potrafi usiedzieć na miejscu, prawda? – Zażartował, ale wiedział, że jest w tym ziarnko prawdy. Mare dobrze to nazwała, Elroy aspirował do miana lorda-wojownika. – Doprawdy, nie rozumiem intencji tych listów. Służą chyba tylko temu, żeby nas zastraszyć. Przecież nikt na zdrowym ciele i umyśle nie poddałby swojego hrabstwa, a już na pewno nie im – zdenerwował się nieznacznie, co od razu odznaczyło się różowością jego bladej cery. Nazwisko Malfoy, niegdyś nawet lubiane, teraz przyprawiało go tylko o bóle głowy.
Naturalnie chodzi na zajęcia z pianina, całkiem dobrze jej idzie, ale chyba nie czuje do tego... pasji? Przynajmniej nie tak dużej jak do rysowania – od razu zapisał sobie w głowie, by wysłać Lorraine na rozmowę z nauczycielką muzyki, być może Molly lubi grać bardziej niż mu się wydawało, wszak skrajnie rzadko podglądał swoje dzieci podczas zajęć. – Ale może harfa, faktycznie...? Hmm, pomyślę nad tym – podziękował siostrze, unosząc kieliszek do góry. – Swoją drogą, pyszne te ziemniaki, ostatnio ciągle sobie je zamawiam na przekąskę – przyznał, łapiąc za jeszcze jednego, ochoczo krusząc go w ustach.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]01.04.22 16:13
Dobrze znała ten rodzaj śmiechu. I wiedziała, że nie zwiastował on niczego wyłącznie dobrego. Był on echem wszelkich zmartwień, które kumulowali w sobie, zbyt dumni, by prosić o pomoc kogoś z zewnątrz. Zbyt przejęci stawianymi przed nimi wyzwaniami, aby w ogóle pomyśleć o odpoczynku. Ciągle zajęci, ciągle myślami gdzieś indziej, gnali przez świat tak prędko, aż brakło im tchu, gdy chcieli życiową drogę przechodzić tym samym rytmem, którym poruszali się w trakcie spacerów po ogrodach Weymouth. Wojna nie była łaskawa dla nikogo, a dla rodzeństwa Prewett przygotowywała coraz to nowe, szczególne niespodzianki. Najpierw wszelkie niespodziewane przygody (jeżeli można było to w ogóle nazwać w ten sposób) Archibalda, potem list gończy i groźby, założenie Sojuszu, aż wreszcie okrutna bliźniaczka fortuny zwróciła się ku Mare, zsyłając na jej ziemie katastrofę za katastrofą, zraszając ją krwią niewinnych ludzi. Niewinnych, których Mare na zawsze będzie miała na sumieniu, o których pamiętać będzie zawsze, gdy jasne palce damy zacisną się mocniej na oparciu fotela, na nóżce kieliszka wina.
Powłóczyła wzrokiem za odsuwaną przez brata miseczką z kruchymi ziemniaczkami. Za chwilę spróbuje ich jeszcze raz, teraz jednak nie mogła sobie pozwolić, by byle chrupanie wybiło ją z rytmu słuchania wszystkiego, o czym opowiadał. O Portland wiedziała niemal wszystko, choć na samo wspomnienie zuchwałych buntowniczych zacisnęła lekko usta, tłumiąc nadchodzące do niej sceny z tamtego dnia. Wszystko skończyło się dobrze, musiała sobie przypomnieć, zbyt dumna, by uznać jakikolwiek inny rezultat. Miała nadzieję, że podjęte przez nią i jej męża starania przyniosą oczekiwany skutek i choć odrobinę ulżą mieszkańcom wyspy.
— Widzę, że zajmują nas te same sprawy... — tym razem w jej uśmiechu więcej było szczerej radości niż rozczarowania, które na moment zawisło nad ich głowami. — Zaczęłam poważnie przygotowywać plany otworzenia jadłodajni w Staffordshire. Póki co to nic wielkiego. Do czegoś większego potrzebujemy spokoju, ale sam dobrze rozumiesz, że głód nie czeka na zaspokojenie do czasu opanowania wojny — smutny uśmiech zginął chwilę później za kieliszkiem wina, z którego upiła kolejny łyk, nie podążając jednakże za przykładem brata i trzymając się raz ustalonej porcji. Nieco zamyślona sięgnęła po kolejną porcję chrupiących ziemniaczków, od razu wsuwając je sobie do ust, nie przewidując, że w tym samym momencie Archibald będzie opowiadał jej o...
Wilkołakach i o tym, że pragnął darować im jedną z wiosek?
— Pamiętam Tyneham... — przytaknęła, wolno puszczone kosmyki rudych włosów poruszyły się wraz z ruchem głowy. — Tylko Archie... — ściszyła głos do szeptu, a i tak przebijał się przez niego smutek. Przy bracie mogła być zupełnie szczera i w iście Greengrassowej manierze wyłożyć mu na stół wszystkie karty, zaprezentować własny punkt widzenia. — Musisz być ostrożny. Oni muszą być. Gdy do uszu brygadzistów dotrze informacja, że jakaś grupa... Nawet jeden wilkołak... Że oni znaleźli tam schronienie... — widziała jak po ataku Rycerzy Walpurgii wyglądało Lavedale. Brygadziści żyli z eliminowania niebezpiecznych jednostek. Mare oczywiście podchodziła do wilkołaków ze wskazaną i zrozumiałą ostrożnością, ale jako aspirujący uzdrowiciel zawsze próbowała myśleć o likantropii jako o jednostce chorobowej, a o wilkołakach jako o ludziach nieuleczalnie chorych. Czy chory odpowiedzialny był za swój stan? Nie, jeżeli sam umyślnie nie pragnął zachorować. — To duża odpowiedzialność, braciszku. Musisz być pewny, że będziesz w stanie jej sprostać.
Kolejna odpowiedzialność do dorzucenia. Już dawno przestała czuć, że bratu ciąży wyłącznie nestorowski sygnet. Dzielnie radził sobie z każdym zadaniem, za które się zabierał, ale chciała, by pamiętał, że nie musi wszystkiego dusić w sobie, że po to ma trójkę rodzeństwa, by dzielić ciężar proporcjonalnie na ich czwórkę. Dlatego też, gdy dłoń brata spoczęła na niej, dołożyła na wierzch kolejną, skutecznie przykrywając tą Archibaldową. Dwie szmaragdowe pary oczu spotkały się na długą chwilę, policzki brata zaróżowiły się od emocji, a Mare uśmiechnęła się tylko kątem ust na propozycję zakupu lusterek dwukierunkowych.
— Mamy je z Elroyem. Czasami tylko nie ma szczególnie czasu, by z nich skorzystać, wiesz? — przechyliła głowę w kierunku swego lewego ramienia, przymykając na moment oczy. Westchnęła też cicho, może odrobinę ciężko, poświęcając kilka chwil na uspokojenie gonitwy myśli. W teorii wszystko było proste, a gdy tylko opuszczali bezpieczeństwo murów czy to Weymouth, czy Grove Street 12... — Ale to my powinniśmy sobie je kupić, wiesz? Żebyśmy zawsze mogli porozmawiać z kimś na poziomie — palce siostry zacisnęły się na dłoni brata, gdy ta pozwoliła sobie na dźwięczny, radosny śmiech. Dość już mieli w życiu przeszkód, by kolejną stała się odległość. A czasy, w których przyszło im żyć, nie zapowiadały się spokojniej.
Wesołość nie opuszczała jej jednak, gdy rozprawiali o jej mężu. Elroy był naprawdę ciekawym przypadkiem. Zbliżał się powoli do wieku lat czterdziestu, gdyby Lacus żył, i tak byłby starszy od najstarszego z braci Prewett, a jednak różnił się zupełnie temperamentem tak od Archibalda, jak i od Mare, choć przy niej łagodniał znacząco, jak to zakochany mężczyzna, obiecując jej konieczne bezpieczeństwo oraz wszystkie wygody świata.
— Nie. Przyznam ci się, że czasami doprowadza mnie tym do jasnej gorączki, bo rzadko kiedy przyjmuje moje prośby tak po prostu. Wszystko musi być uargumentowane, uwielbia prowadzić dyskusje dla samego dyskutowania, ale nie byłabym szczęśliwsza z nikim innym, wiesz? — nawet jeżeli doprowadził ją do płaczu w końcu stycznia, gdy upierał się, że nie potrzebuje jej pomocy w obliczu ran po czarnomagicznym zaklęciu, które — gdyby nie przytomna reakcja Tonksa — mogłoby doprowadzić równie dobrze do jego śmierci. Rany, które otrzymał, otrzymał w trakcie spełniania danej jej obietnicy. Znalazł się w podziemiach, by bronić bezpieczeństwa Derby, bezpieczeństwa mieszkańców, Greengrassów, ich córki i wreszcie jej samej. — Co do listów zaś, są one tylko świadectwem tego, jak bardzo oderwani od rzeczywistości są ci, którzy nam grożą. Podstawą przygotowania do walki jest poznanie swego przeciwnika — co oni sobie myśleli, próbując listami grozić najpierw Archibaldowi, a potem rodzinie jego siostry? Mogli chociaż poszukać kogoś, kto nie był aż tak blisko związany z Dorset. — Niedługo przekonają się, że pycha kroczy przed upadkiem.
A upadek boli znacznie bardziej, gdy odbywa się z dużej wysokości.
Pokiwała kilkukrotnie głową, w zamyśleniu oddając się relacji brata. Spodziewała się, że o postępach w nauce Molly lepiej byłoby porozmawiać z Lorraine, pewnie bardziej zorientowaną w kierunku, w którym poruszała się jej córka. Jednakże nawet minimalne zorientowanie Archibalda w tej kwestii szczególnie ucieszyło jego młodszą siostrę. Był naprawdę troskliwym ojcem, choć jego córka wkraczała powoli w wiek coraz to trudniejszych pytań.
— Jeżeli pozwolisz, porozmawiam o tym z mamą i Lorraine. Powiedz mi lepiej jak się miewa Winnie — przecież nie mogli rozmawiać tylko o jednym z dwójki dzieci Archibalda! Byłaby okropną ciotką, gdyby faworyzowała któreś z nich. — Masz rację, Archie. Muszę przekonać naszego kucharza by spróbował takie podstawić Elroyowi, gdy wróci z rezerwatu. Myślę, że mu zasmakują.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]02.04.22 20:14
Ostatnie miesiące nie należały do najprostszych, aczkolwiek Archibald zaczynał zauważać chwilowe światełko w tunelu. Bał się mówić o tym głośno, żeby nie przywołać kolejnego nieszczęścia na swoje ziemie, ale naprawdę odnosił wrażenie, że sytuacja w Dorset zaczyna być stabilna. Nie było idealnie, i prawdopodobnie długo miało tak nie być, ale na pewno było lepiej. Życzył siostrze tego samego, choć położenie ich hrabstw z pewnością utrudniało prace. Dla niego już sąsiedztwo Malfoy'ów i Lestrange'ów było udręką, mógł sobie tylko wyobrażać jak ciężko być niebieską wyspą jak ziemie Greengrassów. Jednak jeżeli ktoś miał sobie z tym poradzić, to z pewnością oni.
Doskonale to rozumiem. Schronienie, które udało nam się wybudować, też nie należy do najbardziej luksusowych – westchnął ociężale. – Najważniejsze, żeby zapanować nad chaosem, a potem... Potem można to ewentualnie rozbudować – powiedział to, co wmawiał sobie samemu od kilku dni. Miał nadzieję, że uchodźcy na razie doceniają fakt, że jest im ciepło i nie goni ich żaden niebezpieczny czarodziej z różdżką. Dopiero w następnej kolejności Archibald miał zamiar rozbudować schronienie i potrzebną infrastrukturę. – Masz już przygotowany budynek? Pracowników? Czy kucharze będą działać w ramach wolontariatu? – Dopytał, dopijając kieliszek wina. Od razu dolał sobie kolejną porcję, proponując również dolewkę siostrze, choć widział, że jeszcze nie dokończyła poprzedniej.
Wiem, Mare, wiem. Dlatego tak zwlekałem z decyzją. Nie myśl sobie, że nie widzę minusów tej sytuacji. W pierwotnym planie nie zamierzałem informować o tym mieszkańców okolicznych miejscowości. Wyobrażasz sobie jaki by wznieśli bunt? Nikt, absolutnie nikt by się nie zgodził, żeby obok nich zamieszkały wilkołaki – i nie mógł powiedzieć, że tych ludzi nie rozumie, sam by nie chciał. – Brygadziści to następny problem – zgodził się. – Ale oni opowiedzieli się po naszej stronie. I muszą dostać coś w zamian – dodał, rozluźniając kołnierzyk koszuli. Nie sądził, że kiedykolwiek przyjdzie mu się mierzyć z podobnymi problemami.
No jeżeli nie masz czasu wyjąć lusterka z kieszeni i powiedzieć do niego choćby jednego słowa, droga siostro, to ja nie wiem co ci doradzić! – Skwitował jej wypowiedź z przekąsem, bo w ich świecie chyba nie istniał żaden szybszy sposób komunikacji. Może poza patronusem, ale to zaklęcie wymagało dużych umiejętności. I nieszczególnie nadawało się do plotek... – A wiesz, że to niegłupi pomysł? – Zgodził się z Mare, wrzucając do ust kilka chrupiących ziemniaczków. Będzie musiał się za takimi rozejrzeć.
Też to zauważyłem! Przyznam ci się... Czasami przyznaję mu rację dla świętego spokoju – zaśmiał się, nie uważał jednak Elroya za złego człowieka – absolutnie! – co za wyjątkowego. – Cieszę się, że na siebie trafiliście. Mieliśmy szczęście, prawda? – Uśmiechnął się łagodnie na myśl o ich drugich połówkach: większość szlachciców nie mogła się takim pochwalić. – Co mi przypomina o jeszcze jednym z moich nowych obowiązków, chyba najgorszym ze wszystkim, swatki – wyrzucił ręce do góry, bo chyba już nie było rzeczy, której mógł nie lubić bardziej. – Mam nadzieję, że Rory sam sobie znajdzie kogoś sensownego, bo naprawdę nie chciałbym go do niczego przymuszać – skrzywił się lekko na samą myśl. Nie chciał stać się nestorem, którego sam tak bardzo nienawidził w młodości.
Pycha kroczy przed upadkiem... Pięknie powiedziane – zgodził się, unosząc kieliszek.
Och, tak! One zdecydowanie lepiej się w tym orientują, ja nie dałbym rady ogarniać Dorset i Weymouth jednocześnie – zaśmiał się, nie od dzisiaj uważając rodzinny pałac za oddzielny świat, który wymagał swoich własnych naczelników. – Winnie ma się bardzo dobrze! Nigdy nie kończy mu się energia ani pogoda ducha, pod tym względem niezmiennie przypomina mi naszego brata – odparł. Nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, ale w towarzystwie Edwina zdarzało mu się zamieniać w kopię własnego ojca, kiedy strofował go za tę zbytnią energiczność: uważał jednak, że są niektóre miejsca i sytuacje, kiedy trzeba ją opanować. Wierzył, że siedmiolatek jest w stanie to zrobić.
Musimy częściej to robić, nie uważasz? Świat chyba się nie zawalił odkąd weszliśmy do gabinetu.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]05.04.22 17:25
Plany, plany, plany. Mare nie nawykła do ich plecenia, zazwyczaj — zgodnie z manierą arystokratek — pozostawiając je bardziej odpowiednim członkom rodziny. Sprowadzało się to więc do słuchania opinii męża, ojca lub brata i przytakiwanie im, z braku innej możliwości. Jednakże początek stycznia postawił na równe nogi wszystkich, także Mare, która znalazłwszy się w centrum chaosu, zmuszona została do zapanowania nad nim najlepiej, jak tylko umiała. Och, oczywiście, że chciałaby wrócić do czasów błogiej beztroski, a zasmakowawszy przez miesiąc goryczy rządzenia, z którą musiał zmagać się kochany Archie odkąd na palcu zastygł mu nestorski sygnet uznała, że chyba nie miała lepszej okazji na współczucie we wszystkich mordęgach, które przechodził brat.
Ale dzięki tym mordęgom właśnie, mogli zbudować jeszcze jeden most porozumienia. Słowa o opanowaniu chaosu zastały Mare już nie siedzącą prosto, od linijki, w wyuczony wychowaniem sposób, a przyciśniętą mocniej plecami do miękkiego oparcia, z przymkniętymi powiekami i policzkami zaróżowionymi lekko od alkoholu.
— Mądrego aż miło posłuchać — wtrąciła, wznosząc powieki, a wraz z nimi podrywając także i długie rzęsy, których cień przysłonił jednak zieleń tęczówek. Nie były one już jasne, bardziej niż zwyczajny dla niej szmaragd przypominając ciemniejszy w barwie malachit. — Szczerze mówiąc, to wszystko dzieje się bardzo szybko. Staffordshire i... — zakręciła nadgarstkiem lewej ręki, uważając, by nie potrącić przy tym prawej, wciąż trzymającej kielich z winem — To wszystko. A ja jestem ostatnimi czasy jeszcze tak senna, jak nigdy. Ale odwiedziłam kilka miejsc, by zabrać się za to porządnie. Jest taki zajazd w Lancashire, polecił mi go kuzyn Elroya, sir Havelock Ollivander. Nazywa się "Pod Gruszą" i prowadzi go taka przemiła czarownica, pani Skamander. Doprawdy, Archie, jeszcze nigdy nie rozmawiałam z nikim, kto tak bezinteresownie kocha chyba wszystkich ludzi. W każdym razie pani Skamander zdecydowała się nam pomóc, wypożyczyłam od niej księgi rachunkowe, żeby prześledzić też mniej—więcej jak rysują się koszty i szczerze powiedziawszy, nie wygląda to najgorzej. Na pewno jest lepiej, niż zakładałam, ale ostatnio niemal tonę w tych wszystkich księgach... — cierpiętnicze westchnienie rozdarło klatkę piersiową Mare, która tym razem oparła potylicę o oparcie fotela, by później przekrzywić głowę w kierunku drzwi wejściowych. — Masz szczęście, że Rory zaczął interesować się zarządzaniem. Nie mam pojęcia, jak dawałeś sobie radę z tym wszystkim sam...
Ale były na świecie większe problemy niż senność lady Greengrass, nawet o podłożu, o którym rodzeństwo dowie się za kilka tygodni. Powrót do tematu wilkołaków i ich wioski sprawił, że Mare zagryzła lekko wnętrze policzka w zamyśleniu. Ale nawet mimo strachu, który gnał przez jej żyły — czy można było bać się czegokolwiek, kogokolwiek bardziej niż to, co już widziała? Dziecięcy bucik w wiosce Lavedale zostanie z nią na zawsze. Wilkołaki, chciała w to wierzyć, zostawiali po sobie mniej śladów.
— Jakkolwiek nie jest to ciężkie — dla nas, ale i dla nich — Jeżeli pokazali dobre serce, naszym obowiązkiem jest im za to odpłacić.
Tylko tak mogło być sprawiedliwie. Tylko tak mogli zmienić ten świat. Przecież po to było to szerokie wszystko. Dlatego w Taunton nawoływała do spokoju, do rozciągnięcia rodzinnej solidarności i matczynej miłości na sąsiadów, na znajomych, po to nalegała na unię i solidarność. Bo od wieków liczyły się zasługi i dobre serce, a nie pochodzenie i krew. To trudna lekcja, lecz konieczna. Przełamanie strachu i barier nigdy nie było przecież proste.
— Wyobraź sobie, że ciężko jest wyciągnąć lusterko i powiedzieć tylko słowo, gdy leci w ciebie Bucco czy coś innego... — zsunęła się nieco w dół fotela, przy okazji — jak za starych, dobrych czasów — udając lekko obrażoną. Oczywiście, że w normalnej sytuacji miałaby na to wszystko czas, ale świat stawał na głowie i ciężko było za nim nadążyć! Poprawiła się na miejscu dopiero gdy brat przyznał jej rację. — Prawda? I och, zupełnie bym zapomniała, mam dla ciebie prezent, Archie! — uśmiechnęła się szeroko, przekładając kieliszek z ręki prawej do lewej tak, by w prawej mogła pojawić się jej różdżka. Bliźniacze do różdżki Archibalda eukaliptusowe drewno wykonało dwa obroty, a do pomieszczenia wleciała niewielka, choć opakowana w ozdobne papiery Greengrassów — czarne motyle na błękitnym tle — torebka. Wylądowała idealnie na kolanach brata, a Mare wykonała tylko ruch podbródkiem, zachęcając go do otworzenia pakunku.
— Czy Greengrass bez zacięcia do dyskusji może być jeszcze Greengrassem? — spytała, przekrzywiając głowę w bok i wypuszczając z ust krótki chichot. Po tym jednak pokiwała głową, teraz już znów w krainie marzeń. Zarówno ona, jak i brat mieli niezwykłe szczęście zawrzeć swe małżeństwa z miłości i w miłości je rozwijać. Swatki?powtórzyła za nim z naciskiem, a uśmiech, który wyszedł na jej wargi przypominał o najbardziej chaotycznych genach Prewettów, obecnych przede wszystkim u bliźniaczki — Procelli i najmłodszego z rodzeństwa Roratio. — Gdybyś jednak potrzebował pomocy, mogę delikatnie rozpytać tu i ówdzie — i tak oto, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nic w wyrazie twarzy Mare nie było już z chochlika, powróciła do niemal anielskiej niewinności tak gładko, jak mogła to robić jedynie wyćwiczona w podobnych konwenansach dama.
— Ach, nie mogę się doczekać, by dorwać tych małych urwisów! — oznajmiła uradowana, nawet nie zwracając uwagi, że właśnie zrównała ze sobą małego bratanka i młodszego od niej samej ledwie o pięć lat brata. No ale trudno! Takie prawo starszej siostry! Dopiero na słowa brata uśmiechnęła się jakoś rozmarzona, z pewnością spokojniejsza niż chwilę wcześniej. Kieliszek z winem wzniósł się ku górze, gotowy do toastu. — Za spokój i zamknięty gabinet, Archie. I więcej okazji do takich brojeń.

| przekazuję Archibaldowi 100gram białej herbaty z zaopatrzenia


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]05.04.22 23:33
To pewnie przesilenie, szybko ci przejdzie – zbagatelizował jej objawy, bo sprawiała wrażenie zdrowej czarownicy i na pierwszy rzut oka Archibald nie mógł stwierdzić żadnej choroby. Na początku swojej kariery ciągle znajdował we wszystkich schorzenia i nie omieszkał się przebadać całkiem zdrowej osoby, tak na wszelki wypadek, ale z czasem ta paranoja mu minęła. –I przemęczenie, ta sytuacja w Staffordshire na pewno dała wam w kość – stwierdził ze smutkiem. Gdyby ktoś mu powiedział, że właśnie tak spędzą z siostrą początek swojej życiowej drogi, martwiąc się o życie własne i swoich poddanych, uznałby to za nieelegancki żart. Nie sądził, że kiedykolwiek przyjdzie mu żyć w tak skomplikowanych czasach.
Nie dawałem – zaśmiał się. Nie przed każdym potrafił tak otwarcie i lekko przyznać się do błędu czy własnych ułomności, ale Mare zajmowała szczególne miejsce w jego sercu. – Rory jest zaskakująco pomocny, ale wiem, że mi też przydałaby się ta wiedza – westchnął. Już zaplanował spotkanie z profesorem Roratio, by i jemu wytłumaczył podstawy ekonomii. To z pewnością ułatwi mu pracę. – Nigdy nie przykładałem się do takich dziedzin, nie sądziłem, że kiedykolwiek będę ich potrzebował. Wolałem siedzieć nad atlasem anatomicznym niż w księgach rachunkowych – przyznał niezadowolony, ale przecież nie mógł wiedzieć, że za kilka lat w kraju wybuchnie wojna i właśnie cyferki będą mu najbardziej potrzebne do pracy. – Ale dość o mnie, ten pomysł naprawdę brzmi sensownie, Mare. Mieszkańcy Stafford i Derby mają szczęście, posiadając taką lady na swoich ziemiach – skomplementował siostrę już nie pierwszy raz w przeciągu tego miłego popołudnia, ale za każdym razem był to komplement wielce zasłużony.
Dobrze wiesz, że to tylko naprędce wymyślona wymówka! – Wyraz jego twarzy szybko się zmienił, kiedy zamiast komplementu zaczął ją strofować. Czasem był dla Mare po prostu starszym bratem. – W takim razie to poćwicz – dodał, wzdychając przeciągle, i chyba mówił to całkiem serio. Zaraz jednak się rozpogodził, kiedy Mare wspomniała o prezencie. Brwi powędrowały do góry, bo nie spodziewał się żadnych upominków. – A co to takiego... – mruknął, smukłymi palcami pozbawiając prezent ozdobnego papieru. Wystarczyło jedno spojrzenie na charakterystyczne wysuszone listki, by się domyślić co było w środku. – Dziękuję, Mare. Skąd wiedziałaś, że właśnie białej herbaty ostatnio brakuje w naszych spiżarniach? Chyba każę ją zaparzyć do kolacji – uznał to za doskonały pomysł, a deficyt czegokolwiek w spiżarniach był dla niego nowością i sam jeszcze nie wiedział jak się z tym czuje.
Chcę mu jeszcze dać trochę czasu. Niech na razie znajdzie samego siebie, dopiero potem będzie w stanie znaleźć żonę – bo to nie było tak, że każdy młody lord od razu nadawał się do roli męża – każdy z nich też musiał odpowiednio dojrzeć, by być w stanie zająć się nową rodziną. A Archibald uważał, że choć Rory ma wielkie serce, jeszcze nie do końca jest gotowy do takiego zadania. Na szczęście wiek jeszcze mu pozwalał na kawalerstwo.
W zasadzie możemy już zejść na dół, chyba wystarczająco długo cię tutaj przetrzymałem – zaśmiał się, łapiąc za kieliszek, by dołączyć do miłego toastu. – Dziękuję Mare za tę rozmowę – dodał, podnosząc się z fotela. Wygładził lekko wymiętoloną koszulę i podał siostrze dłoń, by pomóc jej wstać. – Następnym razem zatrzymam cię w Weymouth na cały weekend – uprzedził, puszczając ją przodem z gabinetu. Czuł się zdecydowanie lżej na sercu niż przed kilkoma godzinami.

zt <3


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]26.04.22 11:43
To pewnie przesilenie — i pewnie brat miał rację. Mare nie miała problemu z przyjmowaniem opinii autorytetów, choć kilkuletnie towarzystwo Greengrassów nauczyło ją, jak skutecznie podważać argumenty, jej zdaniem, słabe. Ten płynący z ust Archibalda taki się nie wydawał — ufała mu w wielu kwestiach, w tym oczywiście medycznych. Gdyby miał wiedzę, że wokół panuje jakiś niezwykle zaraźliwy wirus, jako troskliwy brat pewnie wyszedłby przed diagnostyczny szereg, chcąc być pewien, że nic podobnego jej nie dolega. Dodatkowe podniesienie sytuacji w Staffordshire i idącego za nią przemęczenia, momentu odpuszczenia stresów sprawiło, że lady Greengrass pokiwała kilkukrotnie głową w zrozumieniu i zgodzie. Sama zwracała uwagę na to, jak ta sytuacja odbijała się na zdrowiu i humorze jej męża, choć wpływu na swe własne samopoczucie wolała nie zauważać. Dobrze było mieć jednak kogoś, kto zrobi to za ciebie, w komfortowych warunkach rodzinnego domu, bez konieczności przyjmowania diagnozy jako wewnętrznej porażki. Naprawdę potrzebowali takiego spotkania.
Śmiech brata wyrwał ją z drobnego zamyślenia. No tak, mogła przyznać mu rację w myślach, bowiem mało kto rodził się z całym wachlarzem predyspozycji do godnego prowadzenia rodu. Archibald dawał sobie radę naprawdę nieźle, a ilość wysiłku, którą wkładał w prowadzenie Prewettów ku dobremu zauważali praktycznie wszyscy. Nie tylko w Weymouth, nie tylko w Dorset, ale w całym kraju.
— Dobrze wiedzieć, że nie zostałeś z tym sam — odezwała się wreszcie, miękko i ciepło, wznosząc przymknięte dotychczas powieki tak, by zieleń spojrzenia skupić na twarzy brata. — Też wolałabym anatomiczne atlasy, ale muszę spędzać odpowiednią liczbę godzin także nad księgami rachunkowymi, by więcej osób miało okazję przyglądać się diagramom naczyń krwionośnych i rozkładowi energii magicznej — uśmiech zbladł nieco, choć wciąż był szeroki, zaś w oczach zabłysł pewien wyjątkowy rodzaj smutku. Smutku z powodu straconej szansy, marzenia rozbitego tak mocno, że nigdy nie można było poskładać jego części na nowo. Mare nigdy nie zostanie uzdrowicielem, nie pójdzie śladami ojca i brata, ale przez swój upór tkwić będzie na orbicie własnych marzeń, pomagając w ich realizacji tym, którzy bardziej się do tego nadają. To przecież też szlachetne podejście i nie ma w tym nic złego. Niektórzy po prostu... źle reagują na widok krwi, a damom takie słabości są w dalszym ciągu hojnie wybaczane.
I po radości, że pomysł jej spotkał się z aprobatą starszego brata, szybko przyszło ściągnięcie na ziemię, strofowanie, o którym niemalże zapomniała wraz z przejściem pod motyle skrzydła. Teatralnie skrzyżowała ręce na wysokości swych piersi, wydęła lekko dolną wargę i nabrała powietrza w usta, wypychając także swoje poliki.
— Nie wszystko idzie jak po sznurku i według instrukcji, Archie! — zaoponowała prędko, chyba równie poważnie, co brat, lecz dla szybkiego złagodzenia nagle narastającego konfliktu wypuściła powietrze z ust, powoli i cicho, choć dalej pozwalała sobie na jeszcze kilka sekund spoglądania na brata spod byka. Zupełnie rozpromieniła się, dopiero gdy mężczyzna rozpakował paczkę, a i jego twarz wyraźnie się rozpogodziła. W tym samym momencie wzniosła się ponownie na fotelu, zajmując raz jeszcze perfekcyjną pozę, po czym przechyliła się do przodu, by resztę rozmowy poprowadzić szeptem. — Wszędzie jej teraz brakuje, ale pamiętam, że to twoja ulubiona. A skoro ulubiona, to jej brak musi być szczególnie dotkliwy. Gdy tylko zauważyłam ją w naszych zapasach, wiedziałam, że muszę się podzielić — chichot zabrzmiał na krańcu zdania, bowiem była z siebie naprawdę szczególnie zadowolona. Dobry humor towarzyszył jej także w dalszym ciągu rozważań, tym razem dotyczących ewentualnego ożenku ich najmłodszego brata. Postawa Archibalda, który nauczony pewnie własnymi doświadczeniami z aranżowanym małżeństwem, zdecydował się pozwolić Roratio odnaleźć siebie i własną drogę, zyskała aprobatę jego siostry. Mżawka był jeszcze młody, chaotyczny, wydawał się nie do końca świadom tego, czego chce. Gorące porywy serca miał wpisane w krwi, która krążyła jego żyłami, lecz chyba wszyscy jego krewni chcieliby, by ożenił się z miłości, nie z obowiązku. Choć spełnienie tego drugiego również było szczególnie wskazane.
— Cała przyjemność po mojej stronie, Archie — uśmiechnęła się szeroko, podając mu dłoń i przy oferowanej pomocy powstała z fotela. Korzystając z ostatniej chwili, gdy byli sami, objęła brata, wtulając się na kilka chwil w jego bok, zupełnie spokojna, choć... odrobinę wzruszona. — Bardzo za tobą tęskniłam, wiesz? — spytała szeptem drżącym od drobnego zakłopotania. Choć byli dorośli, czasami takie formy czułości wciąż wychodziły im kanciasto, lecz nikt nie mógł podważyć uczucia, które łączyło całą czwórkę rodzeństwa Prewett. — Ale chodźmy już. Pewnie już na nas czekają...

| z/t :pwease:


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]13.05.22 20:34
1.04

Pięć minut przed południem - Hector zawsze przybywał wszędzie punktualnie, choć gdy się stresował, to punktualnie równało się z "za wcześnie" - do gabinetu Archibalda zapukał nieco skonsternowany skrzat domowy, który zapowiedział że "pan Vale" przybył do Weymouth Pałace i jest gotów się z nim zobaczyć i poprosił aby go wprowadzono gdy lord Prewett będzie gotowy i bardzo naciskał na oddanie skrzatowi swojej różdżki. Stworzenie ewidentnie powtarzało słowa samego pana Vale, na jednym wydechu, w dodatku dość zafrapowane. Nikt nigdy nie oddawał temu skrzatowi swojej różdżki, więc ten niepewnie wyciągnął ją do Archibalda, pytając co ma z nią zrobić i przepraszająco (jeszcze raz) podkreślając, że pan Vale naprawdę naciskał.

Gdy Archibald wydał już stworzeniu stosowne dyspozycje, w drzwiach pojawił się wreszcie "pan Vale", blady i jeszcze bardziej skonsternowany od skrzata domowego. Skrzaty odebrały od niego czarny płaszcz, więc był ubrany w koszulę, czarną marynarkę i czarną kamizelkę, w elegancki strój jak od linijki. Ten styl nie zaskakiwał, Archibald zawsze widywał takiego Hectora, ale tym razem marynarka wyglądała na jedną z najlepszych - taką, jakie Vale zwykle ubierał na spotkania z ważnymi klientami i w jakiej rozmawiał z lordem Greengrass, jakiej nie założyłby na spotkanie z najlepszym przyjacielem.
Ale teraz wszystko się zmieniło, teraz chyba powinien go nazywać tylko dawnym przyjacielem. Może jedynie znajomym. Wiedział, że Archibald bywał... porywczy, ale tamten zwrot z listu wziął za szczerą prawdę. Hector był tchórzem i zepsuł wszystko, co między nimi - to był przecież fakt. A obydwoje wierzyli w fakty, Archibald nawet bardziej. Wyrzuty sumienia zżerały go od roku, a dzisiaj, gdy przeczytał poranny numer "Walczącego Maga" (całe szczęście gazeta trafiła na jego próg dopiero po powrocie z pracowni z udanym meridianem, w innym przypadku nie potrafiłby się skupić), osiągnęły apogeum. Za późno, już za późno. Inaczej wyobrażał sobie to spotkanie, chciał być... chciał porozmawiać o... chciał myśleć o...
...już sam nie pamiętał scenariusza ułożonej przez siebie przemowy, w każdym razie chciał myśleć o czymkolwiek innym niż to, że trzy-czwarte poszukiwanych przez listy gończe już nie żyje i że Archibald tym bardziej jest teraz na celowniku. Co, jeśli widzi go po raz ostatni? Powinien się cieszyć, że w ogóle go widzi, powinien się chociaż blado uśmiechnąć, ale serce waliło mu jak oszalałe i Archibald już od pierwszego rzutu okiem mógł rozpoznać wyraz twarzy dawnego przyjaciela. Mały Hector wyglądał tak czasem przy starszych od siebie Ślizgonach, zanim nauczył się im pyskować dzięki uprzejmości starszego przyjaciela. Miewał też taką minę, gdy było bardzo ślisko, ale dzielnie udawał, że sobie poradzi i ściskał laskę bardzo kurczowo. Miał taką minę, gdy pierwszy raz odezwał się do niego starszy lord Prewett, pan ojciec Archibalda, ale potem mu przeszło. Wyglądał tak też tydzień przed owutemami, gdy spotkali się z Archibaldem w Hogsmeade (zapewne tylko dzięki inicjatywie starszego o rok rudzielca, inaczej Hector spędziłby cały semestr tydzień w bibliotece, żałując, że musi spać i jeść i czasem z niej wychodzić) i Vale był tak zestresowany egzaminami, że nie był w stanie przełknąć ani łyka kremowego piwa.
Wziął głęboki wdech.
-D..dzień dobry. - nie byłby sobą, gdyby nie pamiętał o dobrych manierach. Zwykle jednak głos mu nie drżał. Utkwił w Archibaldzie uważne spojrzenie, mając nadzieję, że nie zdradza przy okazji własnego strachu (zdradzał). Pomimo nerwów, chciał zobaczyć jak najwięcej, przekonać się, jak Archibald się ma, jak zmienił go ostatni rok, jak stres odbił się na jego twarzy - mógł mu się przyjrzeć choćby jako magipsychiatra (jeśli nie jako przyjaciel), przecież potrafił.
Normalnie uśmiechnąłby się na widok bałaganu w gabinecie, ale nie dzisiaj.
Archibald też mógł dostrzec, że ostatni rok albo ostatnie tygodnie odcisnęły piętno czasu na jego przyjacielu. Hector miał trochę więcej siwych włosów, głębsze cienie pod oczyma, troszkę schudł (jak wszyscy tej zimy), ale przede wszystkim miał niepodobne do siebie, przejęte spojrzenie. Najwyraźniej bał się czegoś równie mocno jak niegdyś owutemów...
... czyżby spotkania z Archibaldem?
Nie, nie tego. Bał się tego okropnie, przez cały miesiąc, ale dziś wydarzyło się coś jeszcze gorszego. A że nie lubił dusić rzeczy w sobie, postanowił szybko to wyjaśnić. Archibald na pewno wiedział, a mimo wszystko nie odwołał spotkania, znalazł dla niego czas...
-...tak mi przykro, Archibaldzie. - wymamrotał, wyciągając z kieszeni wydanie "Walczącego Maga". Zakładał, że Prewett już wie, ale pamiętał, że nie lubił tej gazety - i chciał wyjaśnić, skąd samemu się dowiedział. -Co teraz... co teraz z tobą? Jeśli... znaczy, nie musisz mi mówić, ale... - teraz nie był już w stanie podtrzymać kontaktu wzrokowego, choć zawsze potrafił, zawsze odkąd poszedł na specjalizację. Wzrokiem uciekał tylko tamten niezręczny nastolatek, którego Archie pamiętał z Hogwartu. Nie doktor Hector Vale. -...martwię się. - wydusił ledwo słyszalnym szeptem, ostrożnie kładąc gazetę na jego biurku. Chciał mu najpierw przekazać prezent, spoczywający w kieszeni spodni, ale w obliczu tego wszystkiego meridian nagle wydał się nieistotny.


ekwipunek: prezent


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Gabinet Archibalda [odnośnik]26.05.22 21:52
Archibald od rana siedział w gabinecie, gdzie w akompaniamencie coraz silniejszego deszczu próbował skupić się na pracy. W końcu porzucił rachunki i rozliczenia, z których i tak niewiele rozumiał, a także część korespondencji, bo słowa nie chciały mu się składać w logiczną całość. Wyjął z szuflady czysty kawałek pergaminu i zaczął wypisywać eliksiry i zioła jakich ostatnio brakowało w ich domowej apteczce. Nie było to pilne zajęcie, ale na niczym innym nie potrafił się skupić. Co jakiś czas wysyłał skrzatkę do regałów porozstawianych w różnych częściach posiadłości, żeby już samemu nie biegać jak szalony. Jego rozkojarzenie brało się przede wszystkim z najnowszego wydania Walczącego Maga, a choć dostawał mdłości na sam widok tej gazety, nie mógł zignorować dzisiejszych wiadomości. Co prawda dowiedział się, że większość wymienionych tam osób żyje, ale… Nie wszyscy. Losy części z tych osób pozostawały nieznane, w tym losy Aleksandra, i właśnie to sprawiało, że ledwie trzymał się na nogach. Inną sprawą był fakt, że spośród dość rozległej listy poszukiwanych osób, ostał się tylko on z ledwie kilkoma innymi nazwiskami. Czy się bał? Oczywiście, choć cały czas sobie przypominał, że właśnie taki był cel tego artykułu. Zasiać strach i panikę, a Archibald nie miał zamiaru się poddawać tym emocjom, dlatego dzielnie udawał, że wszystko jest w porządku. A nic nie było w porządku. Zaczynał coraz lepiej rozumieć Elroy’a, z którym spotkał się zaledwie kilka dni wcześniej. Działają, starają się, robią co mogą, ale to wciąż było za mało.
Nic nie mógł poradzić na to, że spotkanie z Hectorem spadło przez to wszystko na drugi plan. Nawet z lekkim zaskoczeniem przyjął informację skrzatki o jego obecności – szybko spojrzał na zegarek, upewniając się, że faktycznie wkrótce wybije dwunasta. Skonsternowany odebrał od niej różdżkę, obracając ją w palcach. Od razu poczuł charakterystyczny aromat świętego drzewa – a więc cały czas ta sama. Odłożył ją na brzeg biurka, jeszcze nie wiedząc co myśleć o tej ostrożności przyjaciela. Powiedział skrzatce, żeby go przyprowadziła tutaj do gabinetu. Sam stanął przy oknie, poprawiając mankiety białej koszuli, w których lśniły srebrne spinki w kształcie prostych kwadratów, nic ekstrawaganckiego. Ubrany był jak zwykle schludnie, ale nieszczególnie elegancko czy wyniośle, ot, normalnie. Włosy dalej rude, gdzieniegdzie poprzetykane siwizną, ale ciężko było ją zauważyć – pod tym względem czas był dla niego łaskawy. Niedawno zapuszczona broda schludnie przystrzyżona, żeby uniknąć wizerunku na nestora-myśliciela. Dłonie zdobiła mu wyłącznie obrączka; sygnet bezpiecznie spoczywał w niedużym pudełeczku, w zasadzie niezakładany.
Powitał Hectora raczej surowym spojrzeniem, słysząc oficjalnie powitanie z jego strony. Rok. Dwanaście długich miesięcy bez żadnego słowa. Widział skruchę wymalowaną na jego twarzy, jego niepewne zachowanie, zupełnie jakby cofnęli się w czasie o piętnaście lat. I sam już nie wiedział czy powinien być zły, czy jednak przyjąć obecność przyjaciela, którą w tej chwili potrzebował. Potrzebował jej też wtedy, kiedy znany przez niego świat zdawał się runąć: kiedy musiał zrezygnować z pracy w szpitalu, a jego twarz zawisła w całym kraju niczym wizerunek niebezpiecznego przestępcy. I to wspomnienie spowodowało, że jednak złość i żal przeważyły. – Teraz się martwisz? – Prychnął z niedowierzaniem. – O rok za późno, Hectorze – odpowiedział, nie spuszczając z niego wzroku – dobrze pamiętał, że za tym nie przepada, a chciał, żeby poczuł się niekomfortowo. Tylko raz zerknął na numer Walczącego Maga, który Vale położył na biurku. – I nie jestem jasnowidzem, żeby przewidzieć co się teraz wydarzy – dodał, wkładając dłonie do kieszeni spodni, by po chwili z powrotem je wyjąć. Sam już nie wiedział co ze sobą zrobić. Od rana buzowała w nim złość, niepewność i zmęczenie, a przyjście Hectora zadziałało na niego jak zapalnik. – Rozsyp kamienie na podłodze, może coś nam powiedzą – zaproponował, zamaszyście wskazując dłonią na przestrzeń przed nimi. – A to czytadło to sama propaganda, większość tych osób żyje i ma się dobrze – mimo wszystko nie miał ochoty patrzeć na zadowoloną twarz ministra, dlatego od razu wyrzucił gazetę do kosza.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Gabinet Archibalda
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach