Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Tyły posiadłości
AutorWiadomość
Tyły posiadłości [odnośnik]07.12.18 22:05

Tyły posiadłośći

Tyły posiadłości są wykorzystywane do przeróżnych celów i przez to nigdy nie są puste. To tutaj domownicy chodzą na spacery, bawią się i rozgrywają rodzinne mecze Quidditcha. Dodatkowo nieopodal tylnego wyjścia stoją drewniane ławy, na których każdego ranka ktoś pije orzeźwiającą kawę, o ile pozwala na to pogoda. Z bluszczu, oplatającego ściany okazałej posiadłości, zawsze słychać ciche odgłosy małych zwierząt.
Jest to dość duży obszar, z którego rozchodzą się ścieżki do pozostałych części majątku: rodzinnych szklarni, stajni oraz plaży.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tyły posiadłości Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]05.07.19 15:24
/16.12?

Co prawda na moim pierwszym spotkaniu z lordem nestorem Archibaldem zapowiedziałem, że z tym freskiem się powinienem wyrobić do końca miesiąca, ale ostatecznie prace się trochę przeciągnęły, ze względu na... w sumie składało się na to wiele czynników - z początku faktycznie bywałem w Weymouth codziennie i spędzałem całe godziny na uzupełnianiu ściany, ale z czasem się okazało, że choćbym chciał, to jednak nie potrafię być pracoholikiem; do tego dochodziło zlecenie dla Fantasmagorii, które także stresowało mnie coraz bardziej, bo i dni do premiery kurczyły się w zastraszającym tempie; ta cała wystawa mojej mamy, na której także musiałem pokazać się z jak najlepszej strony i wreszcie cała masa pomniejszych robótek, jak chociażby pozowanie w ognisku artystycznym pani Pinkstone. Tam również czułem się coraz bardziej swobodnie, łapałem coraz lepsze kontakty wśród uczniów oraz kadry i być może jeśli wszystko będzie zmierzać w tak dobrym kierunku, to z modela stanę się mistrzem i zaproszę kiedyś młode, artystyczne umysły do nauki w pracowni pana Bojczuka? To były takie marzenia, ale w tym momencie totalnie nie miałem czasu na bujanie w obłokach. Nie wiem czy pan Prewett się już niecierpliwił, czy jednak wszystkie moje tłumaczenia (a tych było mnóstwo! raz jak zachlałem pałę i nie było mnie tutaj przez bite trzy dni, to powiedziałem, że przecież wszystko musi ładnie wyschnąć, nie mogę na mokrej ścianie pracować, a proces schnięcia to jeszcze do tego wszystkiego musi naturalnie przebiec, bez użycia magii; później zwaliłem obsuwę na karb artystycznego szaleństwa; a jeszcze innym razem wspomniałem o bardzo czasochłonnych przygotowaniach do kilku większych wystaw w kraju i za granicą; przepraszałem za każdym razem, żeby nie było) przyjmował ze względnym spokojem? Nigdy jakoś szczególnie nie dał mi do zrozumienia, że jest niezadowolony z mojej pracy, ale czasem miałem wrażenie, że po prostu jest na to za miły. Druga sprawa, że naprawdę odwalałem kawał porządnego fresku, co uświadamiałem sobie z każdym kolejnym pociągnięciem pędzlem, a tych do końca brakowało już niewiele. Barwne plamy zdobiły idealnie płaską ścianę, zdobiły także moje dłonie i gładkie policzki, bo nie umiałem się nie ubrudzić. Błękit naznaczył także pojedyncze loczki, odstające od mojej głowy we wszystkie możliwe strony. Przygryzłem końcówkę pędzla, odsuwając się o kilka kroków w tył, zręcznie lawirując między wszelkimi drobiazgami rozrzuconymi po podłodze wokół miejsca pracy. Posiadłość Prewettów chyba dawno nie widziała takiego chaosu! Mrużę lekko ślepia, postukując drewnianą końcówką pędzla w dolną wargę, czas na krótką kontemplację; kucam gdzieś pod ścianą i wspieram na niej plecy, tylko właśnie w tym momencie okazuje się, że to wcale nie ściana, a drzwi prowadzące do ogrodu, w dodatku niedokładnie zamknięte, więc zanim choćby zdążę krzyknąć, lecę w tył, na śnieg i to prosto pod nogi... no właśnie, czyje? W lekkim przestrachu przesuwam spojrzeniem w górę, zatrzymując je dopiero na delikatnym licu nieznajomej panienki.
- Lady Prewett! - bo niewątpliwie nią była; co prawda nie znałem zbyt wielu członków magicznej socjety, ale ta tutaj była tak samo ruda jak cała reszta Prewettów - Ja właśnie... yyyy... - myślę gorączkowo nad jakimś wytłumaczeniem, tylko nic sensownego nie przychodzi mi do głowy. Rzucam więc pierwsze co przychodzi mi na myśl, pospiesznie zbierając się z podłoża - Ja właśnie chciałem zaczerpnąć trochę świeżego powietrza, bo te wszystkie specyfiki bywają bardzo... em... DUSZĄCE, w głowie się od nich może zakręcić, tylko się potknąłem się, bo te progi wasze to takie... wysokie - w myślach strzelam sobie porządnego liścia w czoło, bo co ja w ogóle gadam i czemu nie mogę się po prostu przymknąć.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]16.08.20 23:35
7 maja 1957 r.

Słońce mrugało do niej, kiedy wkraczała do malowniczych ogrodów Weymouth. Błękit sukni haczył o zielenie wypielęgnowanych traw, migał pośród krzewów i zawiłych ścieżek. Niebieskie fale stroju powiewały lekko wraz z każdym lekkim krokiem – dobrze wyuczonym, wprawnym, ale jakby spiętym. Zupełnie jakby nawet powabny chód potrafiła odegrać w najbardziej stresującej chwili. Delikatną spódnicę porastał finezyjny wzór. Haft wędrował dookoła jasnowłosej postaci, układając się w charakterystyczny ciąg łodyg i kwiatów. Zielenie i fiolety zdawały się przebijać przez wiosenny strój. Lady Matka nie znosiła tej sukienki, marszczyła nos za każdym razem, kiedy Bella ośmielała się ją przyodziać. Chwaliła dopasowany gorset, pięknie odsłonięte ramiona i dość wąski, zgrabny rękaw, ale wiosenne nici uznawała za zbyt dziecięce, zbyt beztroskie i za mało poważne dla córki płomieni. Tymczasem Isa właśnie w tych jedwabiach czuła się jak rozkwitający kwiat, jak żywe doświadczenie pięknego poranka, jak radość, która przecież nigdy dotąd nie umykała z tych gładkich policzków. Aż do teraz. Odzienie okazało się siłą, w nim znów czuła się jak dama, w nim mogła zachwycać się ogrodami Prewettów bez wstydu, bez wstrętnego uczucia obcości pośród pięknych rzeźb i najwspanialszej roślinności.
Obawiała się, że ogarnie ją niemoc, że bezwładnie opadnie na kolana jeszcze przed bramą ukochanego kuzyna Archibalda. Wykluczona ledwie kilka dni temu odtąd musiała budować swój świat od nowa. Jakąż to pociechą okazał się elegancki pergamin Prewettów dokładnie w chwili, gdy w samotnych ścianach Kurnika wycierała łzy, których nikt nigdy miał nie ujrzeć. Wieść po świecie arystokratów angielskich roznosiła się szybko, bardzo szybko! Niemniej gest krewnego zadziałał jak pasta na poparzone ciało. A przecież żaden Selwyn nie może zranić się ogniem. I nawet tak się nie czuła. Właściwie to minęło zbyt mało czasu, aby potrafiła spojrzeć na wszystko w spokoju i trzeźwości myśli. To ona wysunęła miecz płomienia w stronę ciotki, to ona wzgardziła różanymi lordami, to ona rozerwała ledwo co zagojone rany między salamandrą i smokiem. Wyobrażała sobie gniew, szyderstwa, ale o faktycznych konsekwencjach tej decyzji być może nigdy się nie dowie. Mogła jedynie oswajać się sama z nową rodziną, z całkiem odmiennym domostwem. Wolna i wreszcie dotykająca bez zniewagi obcych ran i pokiereszowanych ciał. Wkrótce stanie się uzdrowicielką, wkrótce odsłonią się przed nią wszelkie tajemnice zwyczajnego życia. A może właśnie dopiero to miało być tą niezwykła kartą? Tak wiele pytań pragnęła skierować do kuzyna, tak wiele wątpliwości chciała rozwiać, tak bardzo tęskniła za widokiem jego dostojnego oblicza. Lady Morgana zamknęłaby ją w wieży, gdyby tylko dowiedziała się, kogo lady Selwyn ośmieliła się odwiedzić. Teraz jednak umarła. Już żadna salamandra jej nie szukała. Żadna prócz tej jednej, którą wytrącono z gniazda. Teraz budowali je razem. Dom i schronienie.
Posiadłość olśniewała. Na nowo poczuła się jak dama, jak ozdoba pięknych salonów, jak królewna pośród wiekowych portretów. Zrzucony diadem nie sprawił, że porzuciła nawyki, nie uczynił z niej na nowo pospolitej panienki. Isabella dalej była damą.
– Najdroższy Archibaldzie! –
zachwyconym głosem zaczepiła jego sylwetkę zbliżającą się ku niej. Serce załomotało jej niemożliwie, o mało co nie potknęła się o skrawki własnej sukni, o mało co nie zapomniała o wzorcowych powitaniach. Wszak to sam nestor, wspaniały lord! Duma salonów. Powietrza złapała tyle, że ledwo co pomieściła się we własnym gorsecie. Potok włosów zafalował nad jej pelerynką, kiedy tylko w dwóch krokach dopłynęła do kuzynowej postaci. – Twój widok jest moją radością – oświadczyła poruszona.
Od tygodnia emocje buchały w niej jak w gotującym się kociołku. Ale czy tak nie było od zawsze?
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Tyły posiadłości A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]19.08.20 16:05
Promienie słońca raziły Archibalda, kiedy spoglądał w niebo. Podziwiał piękne kłębiaste chmury i przyglądał się ptakom, które wesoło ćwierkały, latając wokół dachu posiadłości. Tegoroczna wiosna okazała się wytchnieniem po zeszłorocznych anomaliach. Jeszcze tydzień temu cierpiał na problemy ze snem, obawiając się powtórki nieprzyjemnych wydarzeń, a teraz nie potrafił opuścić ogrodów. Spędzał tutaj większość wolnego czasu, najczęściej pracując przy długiej drewnianej ławie, ale tym razem siedział z ciekawą książką i oczekiwał przyjścia Isabelli. Pogoda rozpieszczała – jeszcze nie przyszły męczące letnie upały, ale za to odeszły chłodne deszcze przedwiośnia. Wiatr lekko kołysał koronami licznych drzew, których szum akompaniował śpiewającym ptakom. Nawet Archibald, który nie przepadał za żadnymi zwierzętami, czerpał radość ze spędzania czasu w takim miejscu.
Nie mógł się doczekać rozmowy ze swoją kuzynką. Z zainteresowaniem obserwował dalszy rozwój wydarzeń ze Stonehenge, najbardziej skupiając się na rodach, które były najbliższe jego sercu. Kolejne wydziedziczenie u Selwynów wzbudziło w nim niepokój. Lady Morgana nie rzucała słów na wiatr – faktycznie postanowiła przeprowadzić rewolucję wśród swoich najbliższych krewnych, sukcesywnie wypalając niepasujące gałęzie ze swojego drzewa genealogicznego. Archibald czuł się w obowiązku przygarnąć te osoby pod swoje skrzydła, nie tylko z miłości do swojej rodziny, ale również z wrodzonej przekory. Nie zamierzał zostawiać Isabelli samej sobie, nawet jeżeli inni zaoferowali już jej pomoc. Wydawało mu się, że dzisiejsze spotkanie niesie jasny przekaz – porzucenie nazwiska Selwyn nie oznacza porzucenia reszty rodziny. Miał nadzieję, że ich rozmowa podniesie Isabellę na duchu i da jej nadzieję w tych trudnych czasach.
Skrzat niezwłocznie powiadomił go o przybyciu gościa. Archibald zamknął książkę i odłożył ją na ławę (kolejny zielnik do kolekcji, tym razem poświęcony florze Australii). Wygładził białą koszulę i swoje ulubione jasnobrązowe spodnie, które trochę się pomarszczyły przez długie siedzenie na zewnątrz. Pozwolił sobie dzisiaj na mniej oficjalny strój, kamizelkę i marynarkę pozostawiając na oparciu krzesła w sypialni. Wszak ich dzisiejsze spotkanie miało przebiec w miłej i rodzinnej atmosferze.
Szybko zauważył zmierzającą w jego kierunku Isabellę. Uśmiechnął się od ucha do ucha, wyciągając do niej ręce w geście powitania. Wstyd się przyznać, ale nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnio się widzieli. Zdecydowanie częstszy kontakt miał z Aleksandrem, ale może wynikało to z ich wspólnej pracy czy też jego talentu do pakowania się w tarapaty. Isabella zawsze zdawała się być rozsądniejsza, lepiej panowała nad swoim ognistym charakterem, odziedziczonym po przodkach. – Isabello, jak dobrze cię widzieć! – Jego donośny głos rozległ się po ogrodzie, kiedy podchodził do kuzynki. Kulturalnie ucałował ją w policzek na powitanie, nie potrafiąc wyzbyć się uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy. – Mam nadzieję, że podróż obyła się bez niespodzianek. Teleportowałaś się, przybyłaś świstoklikiem? – Zainteresował się, będąc przekonanym, że w razie czego ma w komodzie jeszcze jeden aktywny świstoklik do Kurnika. Musiał się w takowy zaopatrzyć, żeby znowu nie wylądować w męczącym labiryncie, zastawionym przez Aleksandra dla niechcianych gości. – Piękna suknia! – Nie potrafił zignorować tych barw, ani roślinnego wzoru, który zawsze przykuwał jego wzrok. Wskazał dłonią ławę, przy której mieli usiąść i porozmawiać przed obiadem. Mieli sobie dużo do opowiedzenia.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]28.08.20 20:01
Świeżość gubiła się między kwiatowymi haftami, świeżość wiła gniazda między kolorowymi spinkami w jej włosach. Nikt za nią nie podążał, nikt nie upominał damy, kiedy uczyniła coś nietaktowanego, nikt nie strzegł jej cielesnej twierdzy. Odtąd sama dla siebie stała się murem, azylem i marzeniem. Odtąd mogła podążać ścieżką pragnień, przez które lady matka osłabłaby bez najmniejszej wątpliwości. Krew miała zdobić jej fartuch, krew miała przelewać się między palcami uzdrowicielki. A serce trwać chciało po prawicy wszystkich wykluczonych Selwynów i im też chciał służyć. Okazywano jej wiele zrozumienia, pojmowano jej pasje i zachwyty, pozwalano jej obdarowywać sympatią zwykłych czarodziejów i mugoli. Isabella była wolna i dopiero teraz pojmowała, kto tak naprawdę pozostawał jej przyjacielem, kto nie opuszczał jej w chwili dokonywania zbrodni na własnym rodzie. Źle się działo w siedzibie płomieni, ginęły dawne ideały, zjawiały się nowe, które swymi gnijącymi ramionami obejmowały nieświadome latorośle zbyt łatwo i ciasno. Martwiła się, nie przestała myśleć o ojcu i matce, nie przestała śnić o bracie, o wszystkich szlachetnych przyjaciołach, chociaż nagle okazało się, że jest sama. Tylko Kurnik okazał jej miłość, tylko dla Kurnika wciąż istniała. Kilkunastoletnie znajomości spłonęły, kiedy odeszła, pozostawiając różany pierścień Morganie. Archibald zdawał się przeczuwać, co takiego działo się z Isabellą, może nawet rozszyfrował jej troski i wątpliwości. Zapewne wiedział, co tak bardzo pragnęła usłyszeć. Przecież ją znał. Nawet miesiące rozłąki, dyktowane niechęcią nowej nestorki wobec przyjaźni z nie konserwatywnymi familiami, nie potrafiły poróżnić i ugasić dwóch salamandr. W żyłach Prewetta rozkwitały paprocie, ale były niezwykłe. One płonęły płomieniem Wendeliny. I nie zgasły. Tego była pewna, to tylko ujrzała w jego oczach z chwilą pierwszego wspólnego spojrzenia. Archibaldzie! Cała jej postać wołała go. Nie mógł wątpić w jej radość. Drobne uprzejmości przyozdobiły jej usta uśmiechem.
– Tak bardzo ucieszył mnie twój list. Ostatnie kilka dni to tak wiele emocji, znacznie silniejszych niż mój pierwszy sabat, a przecież to było tak niezwykłe. Zdaje mi się, jakbym utknęła na olbrzymiej magicznej karuzeli. Wciąż kręci mi się w głowie. Czuję się tak, przejęta, tak… tak niepewna i jednocześnie szczęśliwa. Och, kuzynie! – wzdychała, wyrzucając z siebie te wszystkie odczucia nagle, prędko, w potrzebie, za którą Prewett niekoniecznie mógł nadążyć. – Dziękuję za twe miłe słowa. Świstoklikiem. Niezbyt przyjemna to podróż, ale jestem tutaj, a Weymouth to takie przepiękne miejsce. Dokąd pójdziemy? Czy pozwolisz mi później znów ujrzeć wspaniałe paprocie? – zapytała, nie kryjąc swego entuzjazmu. Archibald jednak wskazał ławę, a Bella posłusznie usiadła na niej, nie spuszczając z kuzyna wzroku. Tak wiele spraw ją zastanawiało, tak wiele rzeczy chciałaby z nim omówić. Był jej szczególnie bliski, bo dzielił dokładnie te same pasje. Wspaniały uzdrowiciel, zielarz, dostojnik. Oszalałaby, gdyby jeszcze przejawił zdolności alchemiczne. Tak wiele ich łączyło. Z wielką ulgą przyjęła deklarację o tym, że wciąż nazywał ją kuzynką. Wygładziła nierówności na sukni, nie potrafiąc powstrzymać gestu prawdziwej szlachcianki, a potem popatrzyła na Prewetta z odwagą iskrzącą się w głębi oczu. Nie bała się kolejnych psikusów losu. Odkrywała, że nawet po porzuceniu diademu szczęście wciąż trzymało ją pod swoim miłym płaszczem. Tak wiele miała do powiedzenia, ale nagle chyba ogarnęła ją niemoc. Zupełnie jakby mimo zapewnień obawiała się, że słowa jej go zranią lub rozczarują. Bardzo tego nie chciała.
– Czy lady Prewett czuje się dobrze? Opowiedz mi o swoich pociechach. Czy któreś z nich przejawia twoje uzdrowicielskie talenty? Chciałabym wiedzieć tak wiele – odezwała się, pozwalając sobie jednak najpierw na oczywiste szlacheckie uprzejmości. Nie widziała jednak małych arystokratów od długiego czasu i naprawdę pragnęła o nich usłyszeć. – Wiesz, drogi Archibaldzie, wydaje mi się, że teraz będę mogła być prawdziwą uzdrowicielką. Alexander będzie czuwał nade mną, ale byłaby byłabym wielce rada, gdybyś i ty zechciał ofiarować mi swoje nauki, jak tylko… - urwała, by nabrać powietrza, urwała, bo poczuła, że nie do końca potrafi dokończyć. Jak tylko przestanę zachowywać się jak szlachcianka? Jak tylko przestanę po nocach histeryzować? Jak tylko co? – Jak tylko będę gotowa – dokończyła w końcu, czując, że jej serce próbuje rozerwać klatkę gorsetu.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Tyły posiadłości A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]31.08.20 23:30
Mógł się jedynie domyślać jak wiele sprzecznych emocji kłębiło się w jego kuzynce. Miał szczęście urodzić się w postępowej rodzinie oraz wątpliwą przyjemność zostać nestorem, co gwarantowało mu bezpieczeństwo i ciągłość rodzinnych tradycji. Nieoczekiwane przyjście lady Morgany do władzy zaskoczyło wszystkich. Archibald podejrzewał, że również konserwatywną część brytyjskiej szlachty. Nie potrafił uwierzyć w nieszczęśliwy wypadek śmierci poprzedniego nestora – czuł w kościach, że to właśnie ich ciotka maczała w tym palce. W normalnej sytuacji zapewne miałby do Isabelli żal, że postanowiła zrezygnować z przywilejów i opuścić swój ród. Nigdy nie potrafił zrozumieć osób, które wybierają wydziedziczenie; odnosił wrażenie, że każdy decydował się na ten ostateczny krok pod wpływem chwili, by później tego żałować do końca życia. Jednak w obecnej sytuacji nie potrafił winić kuzynki za podjęcie tej trudnej decyzji, bo na jej miejscu zapewne zrobiłby to samo.
- Mi też sabat wydawał się kiedyś stresującym przeżyciem, a teraz chętnie poszedłbym na niego jeszcze raz, byle tylko uniknąć innych wydarzeń - zgodził się z Isabellą. Od jego pierwszego sabatu minęło tyle lat, że pomału zaczynał się zamieniać w mgliste wspomnienie, ale emocje z nim związane wciąż pozostawały żywe. Niepokój, przemieszany z ciekawością. - Ale wierzę, że w twoim życiu zaszło teraz mnóstwo zmian. To było bardzo odważne, to co zrobiłaś - przyznał, na chwilę poważniejąc. Nie tylko zmieniła swoje życie, ale też doprowadziła do częściowego upadku jej rodu, był tego pewien. Morgana na pewno miała wobec niej ambitne plany, które teraz spłonęły na panewce. Zdecydowanie nie był z tego powodu smutny, wręcz przeciwnie, obserwował ten powolny upadek z satysfakcją.
- Och, oczywiście! Jak chcesz możemy od razu udać się do ogrodów. Niedawno zakwitł niecierpek nowogwinejski, cudownie pachnie! Wydaje mi się też, że na dniach powinny również zakwitnąć ogniki szkarłatne - ożywił się na moment, ale rośliny zawsze wywoływały w nim entuzjazm, zupełnie niezrozumiały dla większości magicznej socjety. - Na kwiaty paproci trzeba jeszcze trochę poczekać, ale do przesilenia zostały niecałe dwa miesiące, więc już zdecydowanie bliżej niż dalej! - O paprocie Prewettowie dbali lepiej niż o cokolwiek innego na tej wielkiej posesji. Zresztą sama szklarnia nie dawała złudzeń, że to właśnie tam hoduje się magiczne paprocie – zdecydowanie wyróżniała się na planie kilku pozostałych, była większa i bardziej zdobiona.
- U Lorraine wszystko w porządku. Zresztą jak u nas wszystkich - to nie do końca było prawdą, wszak działanie w Zakonie na nich wszystkich odcisnęło duże piętno, ale Archibald uważał, że jak na sytuację zaostrzającej się wojny, nie mieli na co narzekać. - Miriam jest bardzo dociekliwa. Uwielbia zwierzęta. Gdyby mogła, założyłaby w Weymouth zoo. Myślę, że jest bliska pójść w ślady Julii i zostać magiweterynarzem - zaśmiał się, chociaż wolałby, żeby jednak wybrała leczenie ludzi. - Winnie jest... bardziej oderwany od rzeczywistości. Nie wydaje mi się, żeby chciał spędzać czas w takim molochu jakim jest szpital. W tym roku chciał założyć swój własny ogródek, więc ma w jednej ze szklarni swoje małe poletko. Stara się o nie dbać, co bardzo mnie cieszy, ale i tak nakazałem skrzatom dbać o to miejsce kiedy nie widzi. Nie jestem przekonany czy rośliny lubią być podlewane sokiem pomidorowym - uśmiechnął się. Jego dzieci wciąż były małe, choć rosły jak na drożdżach, więc wszystko w ich życiu mogło się jeszcze zmienić. Wstał zza ławy, by zrealizować prośbę Isabelli i oprowadzić ją po ogrodzie. Miała rację, jeszcze zdążą się nasiedzieć.
- Naprawdę? Bardzo się cieszę, w lecznicy na pewno przydadzą się dodatkowe ręce do pomocy - stwierdził, spokojnie idąc wydeptaną ścieżką w stronę szklarni. - Nauki? Nie widzę problemu, nigdy nie mam dość rozmów na te tematy - szczególnie teraz, kiedy musiał zrezygnować z pracy w szpitalu. - A jaka dziedzina magomedycyny interesuje cię najbardziej? Tylko proszę, nie mów, że magipsychiatria - wciąż uważał ten dział uzdrowicielstwa za eksperyment. Jeden psychiatra w rodzinie w zupełności mu wystarczy. - Rozumiem. W takim razie odezwij się, kiedy będziesz chciała się spotkać - domyślał się, że teraz nie ma głowy do nauki. Zresztą on chyba też nie potrafiłby się odpowiednio skupić. Wciąż próbował pogodzić się ze zwolnieniem i znaleźć sobie miejsce w domu.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]06.09.20 19:26
Porzucenie przywilejów z pewnością zabolało. Tak samo jak oddalenie od wszystkich bliskich, pozostawienie całego dobytku, wzgardzenie zakorzenioną głęboko w duszy przyszłością, wyrzeczenie się symboli prowadzących przez całe życie, pogwałcenie legend i zignorowanie tak świętych tradycji, w które mocno wierzyła. Długa lista niewygody, długa lista wzgardy i przekleństw wiązała się z jej decyzją. Wciąż odnajdywała w szlachectwie niesamowite wyróżnienie, ogromną misję i wygodę bogatego życia – szczególnie dla damy. Okazywało się jednak, że pokłócona społeczność szlachciców, fala rewolucji, ścisk nienawiści i obrzydliwe podziały dewastowały to, co kochała w swej dawnej grupie społecznej najmocniej. Arystokraci przestali kontynuować dzieło przodków, porzucili rodowe idee na rzecz dziwnie przeinterpretowanych poglądów. Tak widziała to Bella, kiedy nestorowie odcinali gałąź po gałęzi, gardząc własną krwią przez odmienne spojrzenie na świat. Rodzina nie miała znaczenia, pasje utraciły wartości, pielęgnowane dotąd obyczaje kurzyły się, nienawiść i wyższość nad mugolami zaczęły organizować życie szlachciców kosztem własnej historii. Pojmowała wyjątkowość rodów, ale czy ona dawała im wymówkę do krzywdzenia pozostałych? Poglądy Belli ewoluowały, szukały swojej nowej formy, z dnia na dzień przemieniały się, ale zdecydowanie odbiegały od głosu ciotki. Archibald był taki dobry, podejrzewała, że ze spokojem przyjmie jej opowieść, otuli płomienne serce zrozumieniem i nie zadepcze zagubionej owcy – że wskaże jej drogę lub chociaż pozwoli podeprzeć się na swym ramieniu.
– To było… –
zaczęła pewnie, choć przerwała, zastanawiając się nad istotą wspomnianej odwagi. – To było przerażające, Archibaldzie. To ostatnie, czego kiedykolwiek spodziewałam się doświadczyć. Wciąż trudno mi uwierzyć, że jestem… że nie jestem już córką swoich rodziców, siostrą swojego brata i narzeczoną – odparła ponuro i na koniec popatrzyła w niebo, jakby to między obłokami skryły się kojące odpowiedzi. – Podziwiałam jej siłę, jej kobiecą moc, zdolność podporządkowania sobie wielkich ludzi. I jednocześnie się jej bałam. Podziwiałam też Rosierów, wciąż podziwiam. Są bez pamięci oddani swoim rodzinnym więzom, w pełni zanurzeni w smoczej tradycji, choć niezdolni do zboczenia z jednej jedynej ścieżki, przygaszeni w emocjach, bezwzględnie, wręcz niepokojąco. Jednak wszyscy okazali mi tyle sympatii. Zaufali mi, potraktowali jak jedną z róż. Wolę nie myśleć, jak bardzo ich rozczarowałam, choć.. choć chyba myślę o tym przez cały czas. Zdaje się, że byłam nadzieją Morgany na sojusz z różami. Dziś on już nie istnieje – mówiła otwarcie, najwyraźniej potrzebując porozmawiać z kuzynem o tych wszystkich politycznych sprawach, które nie do końca pojmowała jako kobieta wciąż odsuwana, jako przepustka, marionetka, gwarancja tego lub tamtego porozumienia. Morgana jako dusza Selwynowego przedstawienia świetnie manipulowała ludźmi. Isabella nie pozwoliła jej dłużej dyrygować, zerwała się ze smyczy jak ta kapryśna kukiełka. Spektakl nie mógł dalej trwać. Czy Prewett mógł pomóc pojąć Isie to wszystko? Jako nestor na pewno wiedział o wiele więcej, na pewno przypuszczał, do czego dążyła starsza lady Selwyn i co teraz się stanie w Kent.
Rozbłysły przyjemne ogniki w jej oczach, kiedy tylko zaczął mówić o roślinach. – Z największą przyjemnością, kuzynie. Poczułabym, że moja wizyta w twoich progach jest niepełna bez możliwości podziwiania wspaniałych roślin. – Nie kryła radości, jej wyznania były szczere, płynęły z głębi serca.
– Cudowne paprocie, wyobrażam sobie, jak dojrzewają w cieplarniach niczym drogocenne perły na dnie oceanu. Pod twoją opieką rozkwitają wspaniałe zioła, Archibaldzie. Gdybym mogła porwać ze sobą moje szklarnie z Beaulieu. Och, pociechą jest mi jedynie maleńki zielarski domek w progach Alexandra. Obiecałam mu, że zajmę się każdą najmniejszą sadzonką. Lecznica potrzebuje usłużnych roślin –
kontynuowała, zdradzając lordowi nestorowi swoje zielarskie plany. Rośliny stały się jej pociechą. W Kurniku raczej nikt nie obdarzył ich troską. Praca zielarska mogła oderwać Bellę od natrętnego rozważania na wiele parzących duszę tematów. – Zatem mogłabym się od Miriam wiele nauczyć. Zwierzęta podglądam tylko w towarzystwie parującego kociołka, i tylko ich resztki. Winnie aspiruje na małego zielarza, może to on weźmie pod swoje dorosłe skrzydła paprotkowe dziedzictwo. Dzieci to wielka radość, niezmierzone uroki ich fantazji wydają się tak inspirujące. Z pewnością jesteś dumnym ojcem, kuzynie – stwierdziła, choć nie miała bladego pojęcia o rodzicielstwie. Znała jedynie opowieści ciotek, ich nauki i rady, które miały przygotować młodą lady do roli żony i matki. – Nie zniosłabym bezczynności, a moje marzenia o leczeniu wreszcie mogą rozkwitnąć. Jestem przejęta, tak bardzo podobają mi się te wizje. Twa wiedza z pewnością wesprze moje początkowe doświadczenia. Zawsze zazdrościłam Alexowi tego, że będzie mógł spełniać się w roli uzdrowiciela dorastaliśmy blisko siebie, podglądałam jego medyczne próby i marzyłam, by odbierać praktykę razem z nim. – Westchnęła, czując niepojętą mieszaninę uczuć podczas przywoływania właśnie tych wspomnień. – Jeszcze nie wiem. Chciałabym móc dotknąć każdej dziedziny. Wiedza teoretyczna zdaje się być ledwie namiastką prawdziwej misji uzdrowiciela – rozważała głośno, nieco natchniona. Pamiętała cenne nauki lorda Shafiqa, który nie gasił jej zapału, chociaż wiedział, że Isabella nigdy nie zostanie dopuszczona do pracy przy prawdziwych przypadkach. – Dziękuję – odparła wdzięczna, pełna wiary w to, że kiedy nadejdzie pora lord Prewett stanie się jej wielkim mistrzem. Może już nim był, choć nie dane było mu o tym wiedzieć. – Archibaldzie, a jak ty się czujesz? Dźwigasz wielką rolę, utraciłeś swój szpital, opiekujesz się rodziną sprzeciwiającą się tym nowym porządkom – powiedziała, wcale nie kryjąc troski. Być może w oddechach wojny nestor nie miał czasu na wytchnienie, spokojnym sen tym bardziej. Dobrze widziała, co działo się z Alexandrem. – Czy jest coś, co mogłabym dla ciebie zrobić? Co zdołałoby przynieś ulgę twemu sercu? – zapytała, nie spodziewając się jednak, że potrafiłaby przynieść mu pociechę. Na pewno wokół siebie miał krewnych i przyjaciół gotowych wspierać go na każdym kroku. Ale Bella czuła się jedną z nich i jeśli jednak istniała jakaś iskra, która uczyniłaby jego dni przyjemniejszymi, gotowa była mu ją dostarczyć.
Co teraz poczniesz, kuzynie?
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Tyły posiadłości A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]16.09.20 1:29
Zdawał sobie sprawę, że Isabella musi sama odnaleźć się w nowej sytuacji. Nie mógł jej dołączyć do swojego rodu, tak samo jak nie mógł tego zrobić dla Alexandra, choć był mu równie bliski co rodzony brat. Ewentualnie mógł znaleźć dla nich wolne komnaty w Weymouth. Długo się zastanawiał jak rozwiązać tę sytuację, ale ostatecznie stwierdził, że to w żaden sposób by im nie pomogło. Musieli nauczyć się żyć poza arystokratyczną rzeczywistością, a spanie w pałacu mogłoby to znacznie utrudniać. Sam nie potrafił sobie wyobrazić sytuacji, w której zostaje pozbawiony swojego szlachectwa – to była nieodłączna część jego osobowości i miał wrażenie, że nie odnalazłby się w innym życiu. Tym bardziej sytuacja kuzynostwa spędzała mu sen z powiek, a choć ta decyzja bolała, wydawała się najrozsądniejsza. Sami musieli dojść do tego, co chcą zrobić z nowym rozdziałem swojego życia, a Archibald mógł tylko zaproponować pomocną dłoń. Teraz utwierdzał się w swoim przekonaniu, kiedy spokojnym krokiem szedł przez okazały ogród, słuchając szczerego wyznania kuzynki.
- Nie da się wymazać więzów krwi. Wydziedziczenie jest tylko umowne. Będą udawać, że nie jesteś członkiem ich rodziny, ale przecież tak wiele wspomnień z tobą wiążą. Nie zapomną tak szybko jak się wydaje - stwierdził, chociaż nie był przekonany czy to słowa pocieszenia. Sam był ojcem, więc tym bardziej nie sądził, by rodzice Isabelli mieli przejść nad tym wydarzeniem do porządku dziennego.
Archibald spuścił wzrok na ścieżkę, po której spokojnie szli, zaplatając ręce za plecami. Ciężko było się nie zgodzić ze słowami Isabelli. Prewett też zawsze czuł bijącą od Morgany siłę, jej pewność siebie i spryt. Jako dziecko nieszczególnie lubił przebywać w jej obecności; rozsiewała wokół siebie nieprzyjemną aurę. Teraz już wiedział do czego naprawdę jest zdolna. - Nie można odmówić Morganie inteligencji i sprytu - przyznał niechętnie. - Udało jej się zostać nestorem, w dodatku będąc kobietą, a to duże osiągnięcie - kolejne westchnięcie. - Ale nie wzbudziła zaufania wśród konserwatywnej szlachty na szczycie. Selwynowie od wieków byli nastawieni pozytywnie do mugoli, a przynajmniej neutralnie, więc taki przeskok do jawnej nienawiści nie mógł się od razu spotkać z aprobatą. Sojusz z takim rodem jest niepewny. Nic dziwnego, że próbowała wydać Lucindę Burke'om, a ciebie Rosierom. To jedne z najbardziej konserwatywnych rodów. Szuka poparcia, więc twoje wydziedziczenie na pewno odbije się na jej interesach - nigdy nie lubił zajmować się polityką, ale sytuacja ciotki była jasna nawet dla niego. Podejrzewał, że nie jest jej łatwo utrzymać dobrą reputację Selwynów, co tylko wzbudzało w nim satysfakcję. Chciał oglądać jej porażki.
Temat roślin był miłą odmianą. Zaczynał miewać migreny przez ciągłe zamartwianie się wojną i rodowymi niesnaskami. Gdyby nie ten ogród i szklarnie, zapewne dawno by oszalał. - Podoba mi się to porównanie - zaśmiał się, ale nigdy nie ukrywał, że paprocie są jego dumą i hołubił je nie gorzej niż własne dzieci. Zresztą to bardzo wrażliwe rośliny, które potrzebują profesjonalnej opieki. Nie dopuściłby do pracy byle kogo. - Dziękuję - co prawda na pochwałę zasługiwali liczni ogrodnicy, którzy każdego dnia dbali o obszerną kolekcję Prewettów (znaczna część z nich pochodziła z rodziny), ale Archibald lubił myśleć, że te piękne okazy to przede wszystkim jego zasługa. - Jestem pewny, że będziesz czerpała równie dużą radość z pielęgnowania poletka u Alexandra. Przynajmniej wszystkie rośliny zostaną potem zużyte - zauważył. - Oczywiście możesz zabrać ze sobą parę sadzonek! Mamy duży wybór, jak widzisz - nie żałował kuzynce roślin. Wręcz przeciwnie, byłby dumny, gdyby ich okazy równie pięknie kwitły na innej ziemi. To by znaczyło, że są silne i dobrze wyhodowane.
- To podobnie jak ja - zaśmiał się, kiedy Bella wspomniała o oglądaniu resztek zwierząt. Zabrzmiało to nieco brutalnie, ale faktycznie częściej widywał spreparowane części magicznych stworzeń. Nie przeszkadzało mu to – od dziecka miał złe kontakty ze zwierzętami. Nie fascynował się nimi, w zasadzie ich nie lubił, nie rozumiał. - To prawda, jestem z nich dumny - uśmiechnął się, ale jak można nie czuć dumy z dwójki tak wspaniałych dzieci? Oczywiście miały swoje za uszami i Archibald czasem tracił do nich cierpliwość, ale nie potrafił się zbyt długo na nie gniewać.
- Teraz nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś i ty została uzdrowicielką. Każdy magomedyk jest na wagę złota, szczególnie teraz, kiedy do szpitala zaczyna się wkradać propaganda - niechętnie wrócił do tematu Munga i panującego w nim Lowe'a. Tak samo pytanie Belli nieco wybiło go z rytmu – nie przywykł do tego, że ktoś pyta o to jak sobie radzi. Ludzie chyba wychodzą z założenia, że po prostu musi sobie radzić, natomiast Archibald wciąż czuł się jak dziecko we mgle. Polityka nigdy nie była bliska jego sercu, co zresztą widać po wielu decyzjach, które podjął jako nestor. Popełnił kilka błędów, nie ze wszystkich zdawał sobie sprawę. Po części kierował się intuicją, nie tylko taktyką i wyrachowaniem. Miał tylko nadzieję, że nie pociągnie swojej rodziny na dno. Nie wybaczyłby sobie takiej porażki. - Trochę przytłoczony - rzadko się do tego przyznawał. Nawet teraz nie spodziewał się, że powie prawdę, ale chyba nie potrafił okłamać Belli. Nie dzisiaj, kiedy sama się przed nim otworzyła. - Zawsze byłem uzdrowicielem. Na tym się znałem i tylko z tym wiązałem swoją przyszłość. Szybko musiałem... zmienić plany - westchnął. Pragnął zostać świetnym toksykologiem, może nawet ordynatorem oddziału. Nigdy nie przeszło mu przez myśl, że zostanie głową rodu, a przynajmniej nie przez najbliższe pięćdziesiąt lat. - Ale jakoś sobie radzę. Dziękuję za troskę, Isabello - szybko uciął temat, kiedy doszedł do wniosku, że jednak nie powinien głośno mówić o swoich obawach. Wszak jest nestorem, głową rodu, to do niego wszyscy mają przychodzić ze swoimi problemami, a on jak niewzruszona skała ma zawsze znaleźć czas i rozwiązanie. - Hmm... W tej chwili wystarczy mi, że dotrzymasz nam dzisiaj towarzystwa - odparł, otwierając drzwi do okazałej szklarni z paprociami. W środku nikogo nie było. Panowała cisza jeszcze większa niż na zewnątrz, nie było tutaj słychać szumu drzew ani śpiewu ptaków. Unosił się jedynie lekki słodkawy zapach, który jednak nie mógł się równać z tym, który będzie bił od kwiatów. - Już zaczynają się pojawiać pąki - stwierdził, delikatnie dotykając palcami zielonych listków paproci. - Możemy się przejść do szklarni obok, tam trzymamy wiele roślin leczniczych, może któraś ci się spodoba - wskazał dłonią odpowiednie drzwi.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]20.09.20 22:09
Kilka miesięcy przed zaręczynami potajemnie spotkała się z Alexem. Pamiętała to dobrze. Pamiętała każde jego słowo i najmniejsze spojrzenie. Opowiadał jej wtedy, jak radzi sobie w nowej rzeczywistości i, choć akurat nie te słowa były tamtego wieczoru najważniejsze, to jednak aż za dobrze utrwaliła sobie w pamięci swoje zdumienie i podziw dla kuzyna, który tak dobrze odnajduje się w obcym świecie, który nie upadł, nie poddał się, ale nauczył się czerpać coś niespotykanego z tej wolności. Bo to była wolność. Wolność, którą dopiero miała poznać, oswoić, ukochać. Już czuła się lżejsza, choć kilka dni nie zmyło wszystkich łez i nie uciszyło rozpaczliwych komentarzy. Lament trwał, ale podświadomie czuła, że jest bezpieczna, że teraz otworzyło się dla niej pozamykane, nieoczywiste piękno. Ono już nie gorszyło, ono nie czyniło jej gorszej, niewdzięcznej, bezwstydnej. Mogła kochać, kogo pragnęła i mogła przyuczać się do roli, o której zawsze marzyła. Do tej pory trwała w błędzie, karmiła się wiecznie tymi samymi fantazjami, dumą, która nie była jej i zachwytem fałszywie kolorującym policzki barwą spełnienia. Nawet gdyby kuzyn zaproponował, gdyby mógł zaproponować jej stanie się częścią oficjalnej rodziny, nie zgodziłaby się. Szlachectwo wciąż wydawało jej się baśniowe, przepiękne, ale teraz dopiero czuła, jak krzywdzi i jak jest zatrute. Czuła aż za dobrze, ale zapewne poczuje jeszcze dotkliwiej, kiedy odkryje nieistniejące dla niej dotąd uroki życia poza pałacami. Pokiwała odważnie głową, pogodny uśmiech rozjaśnił jej nieco przemęczoną od ostatnich rewolucji twarzyczkę. Wciąż szlachetnie piękną, wciąż delikatną i nieskazitelną. To jednak mogło się wkrótce odmienić.
– W twych słowach jest tyle dla mnie pociechy. Jesteś taki mądry, Archibaldzie! Nawet nie wiesz, kuzynie, jak wspaniale się czuje, kiedy ofiarowujesz mi tę nadzieję. Czuję, że nie zapomną. Ja nie zapomnę również. O nich i o tobie – oświadczyła z energią, bardzo natchniona. Zachwycona prawdami, o których głośno nikt dotąd nie śmiał mówić. Pamiętała, jak ją ganiono, kiedy ośmielała się wspomnieć coś wyklętych. Lub gdy proponowała spotkania z nazwiskami, na które Selwynowie patrzyli z pogardą. Lord Prewett nigdy nie był dla niej wstydem, niechęcią, pomyłką. Uwielbiała go! I dzięki jego podporom wznosiła się dumnie, pełna dodatkowej energii i motywacji. Miała ochotę znów uścisnąć jego dłonie i obiecać, że będzie dzielna, że się nie podda. Ale czy nie byłaby to zbytnia poufałość?
– Martwię się o nich wciąż. O tych, którzy nie chcą jej opieki, jej przywództwa. Jest groźna, jest podstępna. Lękam się, dokąd ich poprowadzi, a bardzo nie chcę, by moi bliscy cierpieli, by skazała ich na nienawiść pozostałych rodów i niepewność. Choć, och, to takie nieprzyjemne uczucie, ale wiem, że przecież sama swą decyzją zagroziłam im dokładnie tym samym. Wyobrażam sobie falę pogardy i nieprzyjaznych komentarzy wobec salamander. Morgana z tego wyjdzie, dotrze do chwały, choćby sposobem, boczną drogą, przykrymi czynami. Tak ją podziwiam i tak mnie przeraża –
oświadczyła na koniec i skubnęła paluszkiem idealnie zakręcony złoty lok, który spływał przy jej policzku. Tak bardzo potrzebowała wyrzucić z siebie te wszystkie obawy i wątpliwości, pogrzebać złe emocje, które od chwili wydziedziczenia, a może i nawet od zimy, ciągnęły się za nią upierdliwie, nie dając ani jednej chwili wytchnienia. Czy można było chronić rodzinę i jednocześnie walczyć o siebie? Czy postąpiła źle, wybierając własne szczęście i narażając tym samym krewnych na niedogodności? Czy mama i tata wciąż ją kochali tak w głębi swych płomiennych serc?
– Wspaniała wiadomość! Chciałabym przygotować maści i eliksiry uzdrawiające dla lecznicy, chciałabym też uczynić z naszej małej szklarni uroczy roślinny zakątek. Widzę tu nawet niektóre nieznane mi okazy… -
zauważyła, pozostając świadomą tego, że choć posiadała już naprawdę sporą wiedzę o zielarstwie, wciąż istniało mnóstwo tajemniczych dla niej gatunków. – Byłabym rada, gdybyś któregoś dnia zechciał opowiedzieć mi o nich nieco więcej – zasugerowała grzecznie, mając szczerą nadzieję, że nie jest to jej ostatnia wizyta w tym miejscu. – To tak miłe doświadczenie, móc czuć te wszystkie zapachy natury, spacerować w tak zielonym, kwitnącym otoczeniu. Gdybym nie pragnęła leczyć ludzi, byłabym zielarką. Jest teraz tak wiele rzeczy, które mogę robić – Westchnęła oczarowana, niezmącenie wdzięczna za towarzystwo roślin i towarzystwo kuzyna.
Zachwycona przytaknęła z uśmiechem, choć nieco spochmurniała na wieść o propagandzie. Archibald odszedł stamtąd, a przedstawiciele konserwatywnych rodów pozostali. Świat dzielił się na gorszych i lepszych. Nie podobało jej się to, ale czy dotąd właśnie tak sama nie segregowała społeczności czarodziejów? Na tych lepszych, obytych, bogatych, wykształconych i tych zepchniętych w kąt biedy i pogardy. Przygryzła lekko ustka i zastanowiła się nad tym nieco niepewnie. Gdy jednak nadeszło wyznanie kuzyna, odetchnęła przejęta, porzucając wcześniejsze rozważania prawie natychmiast. Zmiany dotykały ich wszystkich. Biedę, mugoli, nestorów i damy. Wszystkich. – Przecież wciąż nim jesteś, możesz leczyć, nieść pomoc. Przecież będziesz pojawiał się w naszej lecznicy, prawda? Chciałabym twych nauk, twych złotych rad i bystrego spojrzenia. Och, kuzynie, wiem, że wielki londyński szpital nie jest równy leśnej przychodni, ale proszę, nie trać nadziei. Zawsze wysłucham twych trosk. Tak jak i ty dzisiaj wysłuchałeś moich – oznajmiła ciepło, spoglądając na niego z wielkimi, błyszczącymi oczami. W nich można było ujrzeć energię i szczęście, które nie mieściło się w ciasnym gorsecie damy. – Będę więc twą towarzyszką i miłą rozmową. Czy zdarza ci się jeszcze plotkować na salonach, Archibaldzie? – spytała, ale zaraz zamknęła buzię, bo oto weszli do wspaniałej cieplarni. Zdobne, szerokie wnętrze, gęsty zapach wilgotnych liści, wręcz odurzający, przyjemny. – Jeszcze chwila, kuzynie – poprosiła, wchodząc bardziej w alejkę z paprociami. – Tu właśnie pragnęłam się znaleźć. Tak bardzo – powiedziała spokojniej i przymknęła oczy. Wdychała zapachy kwiatów. Gdy uniosła powieki, prawie natychmiast pochyliła się nad roślinami. – Powiadają, że to najpotężniejsze z magicznych roślin. Że są szczęściem – mówiła bardziej do siebie, niż do swojego towarzysza. W końcu jednak wyprostowała się i wygładziła sukienkę, będąc chyba gotową na dalszą wędrówkę. W oczach płonęło wieczne zaintrygowanie. Wieczny płomień.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Tyły posiadłości A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]07.10.20 19:23
Niewiele mógł dla niej zrobić. Zaprosić na obiad, wysłuchać, wspomóc dobrym słowem. A jednak okazało się, że nawet takie błahe spotkanie może kogoś podnieść na duchu. Uśmiechnął się, słysząc jej pochlebne słowa, chociaż ostatnio wcale nie uważał się za takiego mądrego. W ciągu ostatnich kilku miesięcy podjął wiele złych decyzji, które zdecydowanie podkopały jego pewność siebie, lecz próbował sobie wmówić, że każdy początkujący nestor ma coś na sumieniu. Niełatwo odnaleźć się w tej roli, a już szczególnie w tak trudnych czasach.
- Jestem pewny, że sobie poradzą. Pewnie niewielu zdobędzie się na tak odważny czyn jak twój, może postanowią podporządkować się woli Morgany i spróbują przeczekać jej rządy, ale nic im nie będzie - uspokoił kuzynkę, a przynajmniej spróbował, bo sytuacja nie należała do prostych. Wątpił jednak, by Morgana miała wszystkich po kolei truć – co najwyżej (w ostateczności, bo przecież żaden ród nie mógł istnieć bez żadnych członków) jeszcze kogoś wydziedziczy, a ten ktoś na pewno świetnie sobie poradzi, bo Selwynowie są twardzi i zaradni. Och, jak Archibald nie lubił rozmów o polityce, ale niestety w obecnych czasach nie można było ich uniknąć. - Napisałem do niej list - zdradził Isabelli, chociaż początkowo planował, by ta sprawa pozostała między nimi nestorami. - Kiedy dowiedziałem się o twoim wydziedziczeniu. Chyba trochę ją tam wyśmiałem, ale... Isabello, nie mogłem się powstrzymać! Ręce tak mnie świerzbiły, musiałem chwycić za pergamin - zaczął się tłumaczyć jakby zrobił coś złego, lecz po chwili uśmiechnął się wesoło, bo ta krótka wymiana korespondencji sprawiła mu niemałą frajdę.
Ulżyło mu, kiedy rozmowa zeszła na tory lecznicze. W tym temacie czuł się jak ryba w wodzie! Mógł godzinami rozprawiać o pozytywnych skutkach picia wywaru z wnykopieńki czy o możliwościach maści z wodnej gwiazdy. - To świetny pomysł. Czuję, że przez to co dzieje się w Mungu, w lecznicy będzie coraz większy ruch, dlatego na pewno każdy twój eliksir będzie na wagę złota - teoretycznie można było kupować magiczne specyfiki w aptekach albo u prywatnych alchemików, ale o ile taniej i szybciej będzie mieć alchemiczkę zaraz pod bokiem, która w dodatku sama hoduje większość ingrediencji. Taka osoba to skarb, oby Isabella była tego świadoma.
- A ja bardzo chętnie ci o nim opowiem! Tutaj nie mam się komu wygadać, wszyscy moi krewni dobrze wiedzą, co tu rośnie - westchnął ze smutkiem, bo czuł potrzebę pochwalenia się rodową hodowlą, podczas gdy dorośli dobrze ją znali, a dzieci były zanudzone takim wykładem po pięciu minutach. A Archibald lubił mówić i dzielić się wiedzą.
O wiele bardziej niż rozmawiać o swoich problemach, a Isabella musiała wychwycić w jego głosie wystarczająco dużo smutku, by podchwycić ten temat. Wychodzi na to, że ich spotkanie zamieniło się w terapię dla dwóch osób. Skłamałby jednak, mówiąc, że mu to nie odpowiada. Chyba też potrzebował usłyszeć dobre słowo. - W zasadzie... - chciał jej opowiedzieć o lecznicy w Oazie, ale szybko ugryzł się w język. - W zasadzie rozmawiałem o tym niedawno z Aleksandrem. Na pewno będę się czasem pojawiał w lecznicy - odparł zgodnie z prawdą. Może nie codziennie, ale zawsze wtedy, kiedy będą potrzebowali dodatkowej pomocy albo bardziej doświadczonego oka.
- Nie - odpowiedział, zaśmiawszy się krótko. - Nie jestem już tak mile widziany na salonach - Prewettowie mieli zbyt nowoczesne poglądy, by móc znaleźć się w jednym pomieszczeniu z przedstawicielami bardziej konserwatywnych rodów. W zasadzie Archibaldowi w ogóle to nie przeszkadzało, bo nie miał ochoty na prowadzenie politycznych dysput z jakimiś Rosierami. Zdecydowanie więcej radości sprawiało mu obcowanie z paprotkami. Kiwnął głową na znak, że doskonale rozumie prośbę kuzynki. - Nie da się ukryć, że te rośliny mają w sobie coś... bardziej magicznego od pozostałych. Możesz tu zostać tak długo jak ci się podoba - powiedział, samemu przechadzając się powoli pomiędzy okazałymi donicami. Nie mógł się doczekać przesilenia, kiedy wszystkie w końcu zakwitną.
Kiedy zauważył, że Isabella jest gotowa na dalsze zwiedzanie, otworzył przed nią boczne drzwiczki do sąsiedniej szklarni. - Tutaj trzymamy rośliny egzotyczne. W szklarni po przeciwnej stronie, przez którą będziemy wracać, nasze rodzime. Mamy też niedużą szklarnię z roślinami niebezpiecznymi, ale znajduje się bardziej na uboczu, sama rozumiesz - streścił pokrótce, nie chcąc mówić za dużo – niech Isabella wykorzysta ten czas na samodzielne przyglądanie się okazom.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]16.10.20 22:56
Uczynił wiele. Zrobił coś wyjątkowego. Coś, na co być może nie odważyłby się żaden inny nestor. Nazwał ją rodziną w chwili, kiedy cały świat arystokracji winien ujrzeć we wspomnieniu o niej martwą, ciemną plamę, mdłą marę, zdrajczynię niewartą już ani jednego słowa. Jego troska, obietnica opieki i garść uspokajających słów zdecydowanie pozwoliła zakiełkować uldze w sercu dawnej szlachcianki. Być może nie wiedział, ale zdołał zdjąć znaczny ciężar z jej barków. Choć i Bella nie znosiła polityki, istniały rozmowy, które należało odbyć – niezależnie od ochoty. To jednak zdawali się mieć już za sobą. Wykluczona, poza okręgiem pereł i skąpej linii losu obserwować mogła dzieje rodziny jako obcy człowiek. Ten, który odpadł z gry. Ten, który rozpoczynał zupełnie nowy rozdział.  
– List?! – zapytała nazbyt głośno, nie kryjąc olbrzymiego wręcz zaskoczenia. Zdołała już pojąć, że kuzyn w tym konflikcie stawał po stronie wydziedziczonych krewnych, ale nie miała pojęcia, że w związku z tymi wydarzeniami postanowił nawet skontaktować się z ciotką! Ha, najwyraźniej nie doceniała Archibalda. Na samą myśl o tym, co takiego mógłby tam napisać, zawstydziła się i po wyraźnej reakcji i wbiciu w sylwetkę Prewetta dwóch pary roziskrzonych oczu, spłoszona opuściła głowę. Nie chciała, by jej sprawa stała się kłopotem i troską dla innych. Tylko chyba za późno na takie przemyślenia. Zimny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, kiedy tylko lord zaczął mówić dalej. Nie zdradził jej jednak treści listu, co przyjęła z ulgą i jednocześnie rozczarowaniem. Mimo powagi dla tak wielkiej sprawy, nie zdołała powstrzymać uśmiechu. Zganiła się jednak szybko i zamrugała dla porządku. – Wyśmiałeś rację Morgany Selwyn, Archibaldzie? Och! Przecież ona ci tego nie daruje… To naprawdę przez moją sprawę? Ja.. nie wiem, co powiedzieć. Ależ Archibaldzie! Nie chciałabym bardzo, by dopadł cię jej gniew. Wiesz, jest salamandrą, jest płomieniem. Jest podstępna i silna.  Och, jestem pewna, że rozpuści na salonach wstrętne plotki o Prewettach – mówiła, zdradzając nastrój grozy i niepewności, choć to wszystko miało drugie dno. Zabawna nić zdawała się niewidzialnie wpuszczać energię między jej słowa. – Czy otrzymałeś odpowiedź? – podpytała, nie mogąc się powstrzymać. Spoglądała na nestora wyraźnie zaintrygowana. – A może przysłała posłańca z niechlubnym podarkiem? Uważaj, lordzie nestorze. Nie chciałabym widzieć pięknego Weymouth ginącego w morzu płomieni – zakończyła już jedna z powagą. Isabella była pewna, że lady ciotka nie odpuści zniewagi. Tym bardziej tego, że któryś z rodów tak jawnie poparł potępionego przez nią członka rodziny. Jeśli zamierzała odzyskać wpływy pośród konserwatywnych rodzin, musiała wytępić takie zrywy kierowane wobec rodu salamander. Niestety. Bella poczuła smutek, naprawdę nie chciałaby, by kuzyni doznali krzywdy przez wzgląd na jej postępowanie.
Czy istniała większa radość, przyjemniejsza rozmowa niż o wspólnej pasji? Obydwoje trwali nieznośnie zakochani. Zakochani w fascynującej naturze, w pięknie rozkwitającej zieleni. Mogłaby bez końca słuchać o wspaniałych okazach i wyjątkowych przypadkach. Medycznych, zielarskich i wszystkich tych, o których zechciałby jej opowiedzieć drogi kuzyn. Czuła wręcz nienormalną ekscytację. – Możesz mówić bez końca. Wszystkie magiczne rośliny są nasze. A jeśli tylko zdradzisz mi ich trujące lub lecznicze właściwości, och! Będę w gwiazdach, będę w najmilszym ognisku, Archibaldzie! I obawiam się, że zostanę na kolację… – zagroziła i obiecała jednocześnie. – Jest idealnie, jest tak, jak tylko mogłam sobie wyobrażać nasze spotkanie, choć… przyznaję, że bałam się. Nie byłam pewna, jak będziesz na mnie patrzył, po tym wszystkim. Czuję się teraz tak lekka, wciąż chciana, natchniona! Myślałam jeszcze wczoraj, że sobie nie poradzę, ale teraz znów czuję siłę. Dziękuję – wyznała chyba niespodziewanie i dla siebie i dla niego, ale czuła, że były to słowa, które należało wypowiedzieć. Najpewniej powtarzała swą wdzięczność, powtarzała uwielbienie. Nie od dziś jednak trwała jako ta wylewna, wiecznie w burzy słów i emocji. Czy czuł zaskoczenie? – Nie chciałabym ominąć twojej praktyki, kiedy tylko odwiedzisz naszą lecznicę. Już niedługo, jak tylko… – dojdę do siebie. – Jak tylko Alex uzna, że to właściwa pora, zamierzam spędzać tam każdą wolną chwilę. Mam tak wiele do nadrobienia – wyjaśniła krótko i uśmiechnęła się na koniec, wyobrażając sobie, jak wiele dobrego mógłby wnieść swą obecnością i wiedzą.
Oho! Oburzenie sprawiło, że gwałtownie wciągnęła powietrze, kiedy tylko wspomniał o salonach. No tak, rozumiała to. Poniekąd i od niej wymagało, by unikała Prewettów. Nakaz ten wręcz łamał serce i zapewne stał się jednym z wielu powodów, które sprawiły, że dziś nazwała się Presley. – Nie omieszkałabym wspomnieć niemiłym rodom o tych przytykach, kiedy tylko zamarzy im się wspaniały festiwal albo twoje piękne paprocie, kuzynie – zasugerowała żartobliwie. Czy nie należało we właściwy sposób odpowiadać na nieprzyjazne komentarze i zachowania? Spodziewała się, że szlachta jeszcze upomni się o Prewettów, ale może wtedy Archibald nie okaże spodziewanej sympatii.
Zachwyt paprotkowy wreszcie ustąpił. Gotowa do drogi Isabella z radością dotrzymywała kroku kuzynowi, spodziewając się, że ujrzy dziś wiele wspaniałych darów natury. Szczególnie intrygowały ją nieznane, naprawdę nieobliczalne okazji. Dlatego gdy tylko wspomniał o roślinach objętych szczególnym rygorem, oczy jej zapłonęły. – Co to za niebezpieczne rośliny? Możemy się do nich zbliżyć? Czy sam wolisz jednak zachować odpowiedni dystans? Czy Prewettowie pod herbem niewinnej paproci chowają mordercze okazy? Czy możliwe, byś hodował tutaj niedocenioną potęgę? – zapytała i jednak nie powstrzymała tego dziewczęcego chichotu. Archibald wolał uniknąć tematu, ale Bella nie potrafiła zamknąć ust i powstrzymać mknącego szybko zaintrygowanego spojrzenia.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Tyły posiadłości A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]04.11.20 23:27
Twoja sprawa przelała czarę goryczy – wcześniejsze wydziedziczenie Aleksandra wywołało w nim prawdopodobnie jeszcze większą złość. – Już wcześniej planowałem do niej napisać, ale dopiero wczoraj poczułem przypływ siły. Po prostu chwyciłem za pióro i... jakby słowa same przelewały się na pergamin – zwierzył się kuzynce, a jego usta wygięły się w nieco zawadiackim uśmiechu. – Doskonale wiem jaka jest Morgana, nie martw się. Mam pełne prawo napisać do niej list, w końcu też jestem nestorem – chociaż wciąż zdarzało mu się nie patrzeć na to od tej strony, a przecież dołączył do elitarnego klubu i tym samym zrównał się z wieloma wpływowymi czarodziejami. – Chociaż przyznaję, że ten list raczej napisałem z perspektywy siostrzeńca – dodał wesoło, bo jednak Morgana wciąż pozostawała jego ciotką, w dodatku od dziecka znienawidzoną, ale jak ta relacja miała się tylko pogorszyć. – Odpowiednie zaklęcia chronią mury tego pałacu, nie wedrze się tutaj nikt niepowołany – uspokoił kuzynkę, kiedy już spacerowali po szklarni. Odruchowo mówił tutaj ściszonym głosem, jakby roślinom faktycznie mógł przeszkadzać hałas. Postronnym mogło się to wydawać głupie, ale Prewettowie dbali o swoje rośliny równie dobrze co o własne dzieci, wszak zebrane tutaj okazy to ich dziedzictwo. A teraz, od kiedy na palcu Archibalda lśni nestorski pierścień, tym bardziej czuje się za nie odpowiedzialny.
Ależ nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś została na kolację – zaśmiał się cicho, ale ostatnimi czasy tak rzadko kogoś gościli w Weymouth, że chyba wszyscy byli spragnieni takich rozmów z kimś z zewnątrz. Mogłaby nawet przenocować, gdyby tylko wzięła ze sobą coś więcej! Mieli pod dostatkiem pustych komnat. – Gdybym nie znał Morgany i nie wiedział co się teraz dzieje w twojej rodzinie, pewnie nie zrozumiałbym twojej decyzji. Rezygnować z tego wszystkiego... – westchnął, kręcąc lekko głową z niedowierzaniem. Sam był pewny, że nie odnalazłby się poza Weymouth. Nie wyobrażał sobie tak z dnia na dzień przestać być Prewettem. To cała jego tożsamość. – Wydaje mi się, że z tej sytuacji nie było żadnego dobrego wyjścia, każda decyzja wiązałaby się z jakimś bólem – teraz musiała wyrzec się rodziny, ale gdyby nie postanowiła się wydziedziczyć, musiałaby żyć wśród toksycznych ludzi i się im podporządkowywać, a to również nie brzmiało najlepiej. – Nie dziękuj, Isabello. Jestem pewny, że w przeciwnej sytuacji zachowałabyś się tak samo – uśmiechnął się lekko, poprawiając spinkę przy mankiecie, srebrną w kształcie liścia.
Och, nie przesadzałbym z tymi morderczymi okazami! Nie mamy ich znowu aż tak dużo... – zaśmiał się, chociaż z jego postawy dało się wyczytać dumę. – Zresztą warto przytoczyć podstawową mądrość toksykologów, która mówi, że wszystko może być trucizną i nic nie musi być trucizną, wszystko zależy od dawki – uniósł palec wskazujący ku górze, akcentując w ten sposób wypowiedziane słowa. Toksykolodzy powtarzali to sobie od stuleci, a mądrość wciąż nie straciła na aktualności. – Więcej opowiem ci innym razem, kiedy tam pójdziemy – dodał, uśmiechając się półgębkiem, ot, żeby Isabella dalej się zastanawiała, co takiego Prewettowie mogą tam trzymać. – Na razie wracajmy do zamku, skrzaty na pewno już przygotowały posiłek – wskazał kuzynce drzwi wyjściowe, po czym spokojnym krokiem ruszyli w dół niewielkiego wzniesienia w stronę pałacu.

zt <3


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]28.02.21 22:40
7 X 1957

Szlachecki świat był jej szalenie daleki, zwyczaje arystokratów w żadnej mierze nie pokrywały się z jej własnymi, lecz ich wielkie posiadłości zawsze budziły w Sue swego rodzaju fascynację. Wnętrza tych budynków były urządzone w zupełnie inny sposób niż standardowe domy, te ogromne przestrzenie jakimś cudem kojarzyły jej się z tańcem, widziała tu zwyczajnie mnóstwo miejsca na ekspresję, mogłaby bez obaw poruszać się między meblami i nie obijać się o nie, albo puścić pędem przez długi korytarz… Nie miała wielu okazji do poruszania się po tychże, powody do takiego zwiedzania były wszak nieliczne, ale od czasu do czasu pojawiały się w niezbyt oczekiwanych momentach. U Prewettów miała okazję gościć parokrotnie, przychodząc z wizytą do Julii. Tęskniła za nią szalenie, choć myśl, że przebywa w bezpieczniejszym miejscu była pewną otuchą, nawet jeśli jej bojowy duch buntował się przed tym rozwiązaniem. Lovegood karciła się w myślach, podążając za służbą - nie była to jej sprawa i nie powinna wtrącać się w układy między Archibaldem i jego siostrą, zresztą dzisiaj była tu przez wzgląd na pracę. Oraz w celu wykonania zlecenia, krzesającego z niej iskrę ekscytacji. Miała nakładać zabezpieczenia na tak wielki budynek!
Uparcie powstrzymywała się przed dotykaniem każdej napotkanej rzeczy, nie chcąc przypadkiem strącić jakiejś wazy z zamierzchłych czasów albo zostawić brzydkich odcisków na innym zabytku - naprawdę odetchnęła z ulgą, gdy znalazła się na tyłach posiadłości, w dużym ogrodzie, w którym pokusy nie były już tak silne. No, może poza zatopieniem się w gęstym bluszczu. Dobiegały z niego przeróżne odgłosy i zdążyła zamyślić się, identyfikując je po kolei… Na obecność gospodarza zareagowała dopiero, gdy zawołał ją drugi raz, wcześniej zbyt pochłonięta otoczeniem.
- Och, dzień dobry! - odpowiedziała na przywitanie, dygając zgrabnie i uśmiechając się uprzejmie do Archibalda. Była odrobinę niepewna, jak powinna się do niego zwracać - to całe nestorowanie dalej było dla niej jak czarna magia, do tego dochodziła znajomość z Zakonu i ta wyprawa na biwak, na której kazał zwracać się do siebie po imieniu. Na wspomnienie wyprawy pobladła, co mężczyzna mógł zauważyć i najpewniej uznać za stres. Nie odczuwała go jednak - to tylko Bertie znów stawał jej przed oczami, roztrzaskując serce. - Mogę mówić po imieniu, czy tutaj lepiej po lordowemu? - zapytała konspiracyjnym tonem, z rozbrajającą szczerością, bez krzty zakłopotania. Cóż, nie wiedziała - pytała.


through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Susanne Lovegood
Zawód : opiekunka zwierząt, zaklinacz królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : 25
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 33
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Tyły posiadłości 0eeef1df769718811325b39738397252
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]15.03.21 2:10
Archibald postanowił zrobić sobie wolne popołudnie. Nie patrzył na listy (tak naprawdę spojrzał czy nie ma tam niczego ważnego, ale na szczęście nie było), plany, problemy, jakąś wojnę – musiał przewietrzyć głowę, choćby na chwilę, przez godzinkę lub dwie. Ubrał się mniej oficjalnie w wygodne brązowe spodnie i dość luźną beżową koszulę, rezygnując z wszelkich dodatków. Nawet nie zjadł śniadania, tylko od razu popędził na niewysokie wzgórze za posiadłością, gdzie już wiele lat temu jego przodkowie wznieśli okazałe szklarnie. W środku krzątał się skrzat, który ścierał kurze z drewnianych półek i szafek, w których trzymano przeróżne preparaty dla roślin, rękawice dla ogrodników, podkładki pod kolana, grabie, łopatki, wiaderka, koszyczki z nasionami, doniczki z odnóżkami – było tam absolutnie wszystko, co zielarz mógł sobie wymarzyć. Archibald zajął się obrywaniem suchych listków onętków: pięknie się prezentowały, w dodatku zakwitły w tak wielu kolorach, że Archie miał ochotę codziennie tutaj przychodzić i je podziwiać. Róże, jasne i ciemne, pomarańcze, żółcie, biele, fiolety – było na co popatrzeć. W międzyczasie dyskutował z kuzynem na temat hodowli diabelskich sideł, bo z jednej strony była to niezwykle niebezpieczna roślina, ale z drugiej tak ciekawa, że żal byłoby nie spróbować, szczególnie, że mieli do tego odpowiednie warunki. Rozmowa tak go wciągnęła, że zapomniał o reszcie planów na dzisiejszy dzień i był zmuszony przyjąć Susanne w tym jakże niereprezentacyjnym wydaniu. Na wiadomość od skrzata szybko umył brudne od ziemi dłonie, odruchowo poprawił kołnierzyk, i wyszedł jej na spotkanie.
Panno Lovegood! – Zawołał z oddali, kiedy zauważył jej drobną sylwetkę, ale nie zareagowała. – Susanne! – Powtórzył, tym razem głośniej, machając do niej dłonią. Uśmiechnął się uprzejmie, kiedy zwróciła na niego uwagę. – Dzień dobry, cieszę się, że znalazłaś dla mnie czas – odparł, marszcząc nieznacznie brwi, kiedy jego gościni wyraźnie pobladła na twarzy, lecz jej pytanie ponownie go rozchmurzyło. – Możesz po imieniu – odparł, zaśmiawszy się cicho. Już nie pierwszy raz spotkał się ze zmieszaniem ze strony innych Zakonników, kiedy próbowali używać jego oficjalnej tytulatury, ale nie wymagał od nich tej wiedzy. Poza tym rzadko występował w Zakonie w roli nestora, chodził na spotkania jak każdy z nich. – Proszę mi wybaczyć ten strój, ale dopiero co wyszedłem ze szklarni... – dodał pospiesznie, żeby Susanne sobie nie pomyślała, że ją w jakikolwiek sposób lekceważy. – Natomiast jeżeli chodzi o zabezpieczenia, Alexander jakiś czas temu nałożył podstawowe zaklęcia na naszą posiadłość – poinformował ją, żeby wiedziała, że część roboty już została zrobiona. –Zależy mi jeszcze na zabezpieczeniu szklarni, ale sama na pewno lepiej wiesz co można by na nią rzucić – zamyślił się na moment, próbując sobie przypomnieć nazwy niektórych pułapek, ale wciąż miał z nimi problem. – Och, ale gdzie moje maniery! Czy bez problemu udało ci się tutaj dotrzeć? Może jesteś głodna? – Podpytał, zaplatając dłonie za plecami.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Tyły posiadłości [odnośnik]23.08.21 11:10
7 stycznia 1958

Opatulony w ciepłe futro, z czapką naciągniętą na uszy i wełnianym szalikiem owiniętym wokół szyi odsłaniającym jedynie oczy, szybował w powietrzu na miotle. Trzymał w ramionach małego Felixa chronionego przed wiatrem i wciąż prószącym śniegiem jeszcze grubszą warstwą ubrań. Odwrócił się do tyłu, kontrolnie, szukając spojrzeniem swojego brata, który ubrany równie ciepło, tuląc do siebie córeczkę, w milczeniu podążał jego śladem.
Sytuacja w hrabstwie Staffordshire zmusiła ich do podjęcia decyzji o natychmiastowym przeniesieniu najmłodszych latorośli Greengrassów pod opieką Prewettów, do ich rodowej posiadłości w Weymouth. Przeczuwając możliwe zagrożenie, zamierzali uchronić dzieci przed niebezpieczeństwem. Isaiah był wdzięczny, że Archibald zareagował naprawdę błyskawicznie na list siostry, od razu zgadzając się na przyjęcie dzieciaków pod swój dach. Choć z bólem serca, Greengras doskonale zdawał sobie sprawę, że nie było innego wyjścia. Choć wierzył, powtarzał to sobie nieustannie, że jeszcze uda im się przesunąć szalę na ich stronę, że ataki Rycerzy były tylko stanem przejściowym, że na dłuższą metę nie zdołają przejąć ich ziem w swoje posiadanie, to musiał jednak liczyć się również z najgorszym. Stracił już Isoldę, z winy tych samych ludzi, którzy dzisiaj tak bezkarnie wkraczali do będących pod protekcją rodu miasteczek i ziem, nie mógł pozwolić na to, aby to samo spotkało małego Felixa. Chłopiec był wszak oczkiem w głowie ojca.
Lądując na tyłach posiadłości Prewettów, już z daleka dostrzegł, że przy wejściu czeka na nich rodzinna guwernantka Prewettów, która z uśmiechem przejęła od nich dwa nieco zdezorientowane maleństwa. - Tutaj będziesz bezpieczny - powiedział Isaiah, przykucając u boku małego człowieczka i z miłością spoglądając mu w oczy. Pogłaskał go delikatnie po policzku, aby chwilę później przytulić do siebie synka. Kątem oka zauważył, że Elroy żegnał się z córeczką w podobny sposób. Przed oczami stanął mu obraz Mare żegnającej się z Saoirse tuż przed ich wylotem z Derby. Siłą rzeczy  zachowywała spokojną twarz, przygarniając do serca córeczkę. Serca matki, które zapewne tak naprawdę rozpaczliwie wyrywało się z piersi, nie chcą rozstać się z pierworodną. Doskonale rozumiał to uczucie. - Proszę jeszcze raz przekazać podziękowania Archibaldowi. Jesteśmy mu dozgonnie wdzięczni, zarówno jego siostra, Lady Mare, jak i nasza dwójka - zwrócił się do guwernantki, starając się zachować pogodny wyraz twarzy. - Proszę o nich dbać.
Gdy niespełna dwuletni Felix i dwu i półroczna Saoirse zniknęli za drzwiami rezydencji, Isaiah i Elroy z powrotem wskoczyli na miotły i ruszyli w drogę powrotną. Do Derby.

| odstawiam dzieciaki i zt[bylobrzydkobedzieladnie]
Isaiah Greengrass
Zawód : alchemik, lord, twórca malarskich barwników
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Znam nuty przekleństw, na wylot prawdę
aż urwie świt nas, każda z gwiazd zgaśnie.
W dłoniach rwę świat nasz tak bez pamięci
za wszystko co ból wziął na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10152-isaiah-greengrass https://www.morsmordre.net/t10368-kaszmir https://www.morsmordre.net/t10369-isaiah https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10463-skrytka-nr-2204 https://www.morsmordre.net/t10370-i-greengrass

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Tyły posiadłości
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach