Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Cmentarzysko statków
AutorWiadomość
Cmentarzysko statków [odnośnik]09.12.18 19:18
First topic message reminder :

Cmentarzysko statków

Chociaż opustoszała, skalista wyspa położona na Morzu Północnym nie ma swojej oficjalnej geograficznej nazwy, to przez podróżujących pobliską trasą żeglarzy nazywana jest Cmentarzyskiem. Owiana legendami równie gęsto, co nigdy nieopadającą mlecznobiałą mgłą, stanowi czarny punkt na morskich mapach, który co ostrożniejsi starają się omijać szerokim łukiem. Niewielu jest jednak w stanie wskazać, gdzie dokładnie się znajduje, bo jej położenie zdaje się stale zmieniać - choć bardziej sceptyczni twierdzą, że wpływ na to mają silne, oplatające wyspę prądy, które znoszą nieuważnych kapitanów na manowce. Okręty, które miały nieszczęście znaleźć się w pobliżu, rzadko wychodzą z tego bez szwanku, gdyż usiane ostrymi skałami mielizny w połączeniu z często nawiedzającymi ten rejon sztormami, bardzo szybko zamieniają się w śmiercionośną pułapkę. W efekcie cała wyspa otoczona jest przez osiadłe na dnie wraki statków, których pochylone w różnym stopniu maszty wyłaniają się z mglistych oparów niczym ostrzegawcze znaki; chodzą słuchy, że to właśnie tutaj swoją ostatnią podróż zakończył niesławny Syreni Lament, pociągając na dno niemal setkę pasażerów i członków załogi, aczkolwiek samego okrętu nigdy nie odnaleziono.
Mimo czyhających na wyspie niebezpieczeństw, z czasem stała się ona dość popularnym celem samozwańczych poszukiwaczy artefaktów - zwłaszcza, gdy odkryto istnienie wydrążonego w czarnych skałach systemu grot i jaskiń, służących w przeszłości bliżej nieznanemu przeznaczeniu. Większość korytarzy zapadła się, czyniąc poruszanie się po skalnych komnatach prawie niemożliwym, ale od czasu do czasu wciąż można spotkać tutaj śmiałków, liczących na to, że uda im się odnaleźć nieco więcej niż rozkładające się zwłoki rozbitków i zaścielające wyspę kości. Ci, którym udało się zwiedzić Cmentarzysko i wrócić, twierdzą zgodnie, że jest nawiedzone: podobno po zmierzchu korytarzami niesie się echo syreniego śpiewu, a wśród kamiennych ścian snuje się duch zakrwawionego mężczyzny z ziejącą w klatce piersiowej dziurą, opowiadającego historię utraconej miłości, która odebrała mu wszystko - łącznie ze zmysłami i wyrwanym z piersi sercem.
Mało kto zdaje sobie sprawę, że prawdziwa tajemnica wyspy nie znajduje się na powierzchni, a pod nią - jeżeli ktoś zdecydowałby się zanurkować, i udałoby mu się dotrzeć w pobliże dna, odnalazłby częściowo zniszczoną wioskę trytonów, sprawiającą wrażenie, jakby jej mieszkańcy opuścili ją w pośpiechu, pozostawiając za sobą większość cennego dobytku i prywatnych pamiątek.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 27.02.19 23:08, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]24.02.19 22:53
Lucinda wierzyła, że finalnie uda im się znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Sama prawdopodobnie potrzebowałaby na to o wiele więcej czasu, ale w końcu nie była sama. Był Drew, który był runistą tak jak ona i był obok Black, który widział już wcześniej jaśniejące na ścianie znaki. Zagadka była stworzona tak by nikt o przeciętnym intelekcie nie był w stanie jej rozwiązać. Chyba w tej przekorności losu trafili w końcu na jakieś szczęście – runy były ich szczęściem.
Siła zaklęcia, które wypowiedział Drew aż ją poraziła. Było szczególnie silne i Lucinda wierzyła, że właśnie ta siła pozwoli im się stąd wydostać. Widząc jak jego ręka drętwieje wypuszczając różdżkę z dłoni domyśliła się, że to anomalia zakradła się ukradkiem tak samo jak zakradła się do niej w ładowni. Blondynka podeszła bliżej do mężczyzny spoglądając na niego z niepokojem i kładąc mu rękę na ramieniu. Anomalie, które spotykali na swojej drodze były różne. Czasami trudne do rozpoznania w swej naturze. Lucinda miała nadzieje, że to nic więcej. Miała nadzieje, że po chwili wszystko wróci do normy o ile w ogóle mogła o normie myśleć.
W następnej chwili wszystko działo się bardzo szybko. Wymiana zdań z syreną i czarnowłosą czarownicą dało jej wiele do myślenia. Lucinda wierzyła, że ktoś tak długo uwięziony w takim miejscu finalnie musiał się przystosować. Nawet jeśli w słowach animaga była prawda to prawdopodobnie bardzo głęboko ukryta pod stertą brudnych kłamstw. Osądzanie kogoś w takim momencie było raczej głupotą, ale czy to nie przez nią i jej kombinacje znaleźli się w tym miejscu? Nikt tak naprawdę nie chciał tu być, nikomu tak naprawdę nie zależało na tym co mogą tu znaleźć.
Głosy jakie słyszała były tylko echem. Nie widziała twarzy i nie wiedziała czy powinna ufać komukolwiek poza samą sobą. Zależało jej jedynie na tym by w końcu się stąd wydostać, a syrena była do tego kluczem i nie można było z tym negocjować. Szlachcianka bała się jedynie, że to wszystko obróci się przeciwko nim. Niejednokrotnie już to widziała. Zaufanie kosztowało czasami nazbyt wiele.
Kiedy Drew wydał polecenie do rzucającego zaklęciem Blacka, Lucinda przeniosła spojrzenie na poruszający się krąg. Wiedziała co planuje. Potrafiła dodać dwa do dwóch i wierzyła, że nie ma innego sposobu – runy same im to podpowiedziała. Spoglądała w oczekiwaniu na to co się zaraz wydarzy. Jeżeli runy im sprzyjały i jeżeli w ogóle los im sprzyjał to właśnie kupili bilet do domu. Chociaż coś jej podpowiadało, że to jeszcze nie był koniec.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]25.02.19 0:19
Tristan zrezygnował z próby uchronienia się przed atakiem smoka – bestia, rozdrażniona już nie tylko niestabilną energią, ale również poruszeniem wody i hałasem, zacisnęła zęby na lewym barku czarodzieja; ostre jak brzytwy kły bez trudu przebiły się przez ubranie, skórę i mięśnie, a chociaż ból nie zalał zakończeń nerwowych od razu, przez chwilę wstrzymywany jeszcze przez krążącą w żyłach adrenalinę, to ciemna woda wyraźnie zabarwiła się czerwienią – podobnie jak szata, splamiona intensywnie wypływającą z rany krwią.
Smok nie zaatakował Rosiera ponownie, zamiast tego kierując się ku Bojczukowi – a Tristanowi dając okazję do przeprowadzenia własnego ataku. Śmierciożerca podpłynął do skalnego brzegu, wynurzając się z wody w momencie, w którym czarnowłosa kobieta kończyła swoją tyradę. Nie mógł jej zatrzymać, świstoklik został już aktywowany – ale mimo osłabienia udało mu się posłać w stronę animażki śmiercionośną klątwę. Jadowicie zielony promień przeciął powietrze, a w niezwykłych oczach czarownicy – jednym brązowym, drugim błękitnym – błysnął strach, jednak z jedną ręką opuszczoną wzdłuż tułowia, a drugą  zaciśniętą na książce, nie miała czasu na reakcję. Gdy zniknęła, przeniesiona przez świstoklik, razem z nią zniknął promień klątwy – a obserwujący zajście czarodzieje mogli być pewni, że gdziekolwiek się pojawi, wyląduje jedynie jej nieruchome ciało.
Deirdre nie odpowiedziała już na pytania syreny, ich rozmowę przerwało pojawienie się czarnowłosej kobiety – ale gdy tę dosięgło śmiercionośne zaklęcie, w oplecionych czernią oczach istoty pojawiła się na moment wdzięczność; w ten sposób umierała ostatnia z trzech osób, które sprowadziły zgubę na plemię jej pobratymców.
Johnatan, który stanął oko w oko ze smokiem jako następny, zareagował błyskawicznie: zanim silny ogon stworzenia zdołał podciąć mu nogi, wyrosła przed nim silna tarcza, osłaniając go przed atakiem. Lśniące łuski przesunęły się po świetlistej barierze, jednak przez nią nie przeniknęły, a sam smok – osłabiony wreszcie działaniem uspokajającej mikstury – zanurzył się z powrotem w głębinach, niknąc czarodziejom z oczu.
Gdy po grocie echem poniósł się zgrzyt pierwszego z zatrzymanych kręgów, uwaga syreny całkowicie przeniosła się w tamtym kierunku: uniosła się wyżej, starając się przyjrzeć poczynaniom pozostałej trójki czarodziejów, doskonale zdając sobie sprawę, że jej los spoczywał teraz w ich rękach. Drew, który wciąż nie był w stanie utrzymać w dłoni różdżki, nie mógł samodzielnie rzucić zaklęcia na oświetlone magiczną kulą symbole, ale ani on, ani Lucinda, nie potrzebowali magii, by rozwikłać znaczenie run. W momencie, w którym Macnair krzyknął teraz!, w pomieszczeniu rozległa się wypowiedziana przez Alpharda inkantacja, a chociaż samo zaklęcie nie należało do udanych, to okazało się wystarczające go obudzenia do życia trytońskich symboli. Podobnie jak te po drugiej stronie komnaty, rozbłysły srebrzystym błękitem, wypełniając nim również łączące je z kręgami żyłki – a w sekundzie, w której światło dotarło do obracających się kręgów, cały mechanizm znieruchomiał, po raz pierwszy od pojawienia się tutaj czarodziejów, wypełniając przestrzeń całkowitą ciszą.
Przez chwilę wydawało się, że nic się nie stało: powietrze zastygło w bezruchu, komnaty nie wypełnił dźwięk fanfar, ani nie zalał księżycowy blask – ale zanim w głowach obecnych mogłaby zrodzić się myśl o porażce, biały blask zaczął wypełniać również wyryte na posadzce runy.
Jako pierwsze rozbłysły teiwaz, eihwaz i laguz, a wraz z nimi – pojaśniała unosząca się w wodzie sylwetka syreny. Deirdre, Tristan i Johnatan, którzy znajdowali się najbliżej, mogli zobaczyć, jak stopniowo znikają czarne, oplatające jej twarz i skórę linie, oraz jak rozpraszają się ciemne obwódki wokół oczu. Srebrzystowłosa istota uniosła ręce, opuszczając spojrzenie na pętające jej nadgarstki kajdany, które zalśniły i opadły w dół, dokładnie w tej samej chwili, w której na kręgu zapaliły się jera, kenaz i sowulo. Ehwaz, mannaz i dagaz rozbłysły zaraz potem – a chociaż razem z nimi jaśniejszym blaskiem pokryła się również oddzielająca syrenę bariera, to ta pozostała na swoim miejscu, wciąż stanowiąc nieprzekraczalną, przejrzystą ścianę między nią, a czarodziejami. Muirgheal była wolna, a jej oprawcy – martwi, ale nie był to koniec działania zaklętej w kręgach magii.
Othila, inguz i gebo aktywowały się jako ostatnie, a chociaż znaczenie wynikające z połączenia zewnętrznej i wewnętrznej runy pozostawało dla Lucindy i Drew tajemnicą, to oboje byli świadomi, jakie działanie kryła w sobie inguz, niosąc śmierć i zniszczenie. Czego – tego nie wiedzieli, jednak w momencie, w którym zalśniła kamienna posadzka, oślepiającym światłem rozbłysnąć zdawała się również cała grota: zapłonęły trytońskie symbole oplatające podtrzymujące strop kolumny, błękitem wypełniły się też żłobienia na ścianach, wyciągając z mroku nie tylko samą komnatę, ale też biegnąc w dół, w głębiny, barwiąc kolorem i światłem czarną do tej pory wodę. Ułamek sekundy później wszystko to – od kolumn, przez ściany i posadzki – zaczęło drżeć, najpierw lekko, później coraz bardziej intensywnie, a znajdujący się w grocie czarodzieje mogli mieć wrażenie, że wibracje rozchodzą się na wszystkie strony, oraz że oni sami trzęsą się wraz z pomieszczeniem. Ich uszy wypełnił huk, gdy pękła pierwsza z masywnych kolumn, a z sufitu posypały się luźne kamienie – a później nie było słychać już nic za wyjątkiem trzasku pękających skał, poruszających się tak mocno, że z niemożliwością zaczęło graniczyć ustanie na nogach. W tym samym czasie na kamienne podesty wdarła się woda, której poziom zaczął się stopniowo podnosić, chociaż obserwujący to czarodzieje mieli wrażenie, że to nie morze występuje z brzegów, a cała wyspa zapada się w morze.
Syrena nie potrzebowała wiele czasu, by zrozumieć, co się dzieje. – Woda – odezwała się – a chociaż zwracała się do stojącej najbliżej Deirdre, to jej głos niósł się wyraźnie po całej grocie. – Uciekajcie do wody – dodała, po czym odwróciła się, jej ogon zalśnił czernią, a ona zniknęła, rozmywając się w rozciągającej się za barierą głębinie.
Polecenie mogło wydawać się szalone, takie samo było jednak stanie w miejscu: z każdą chwilą z sufitu spadały coraz większe jego fragmenty, a wkrótce potem zaczęły spadać również ciała – poszarzałe trupy raz po raz upadały w wodę, niektóre wciąż poruszające się, inne zupełnie nieruchome. Jedna z kolumn, ta na samym środku, przechyliła się gwałtownie, po czym runęła – prosto na wciąż stojącego na ścieżce Bojczuka. W kierunku znajdującego się w wodzie Tristana pomknął spory kawałek sufitu, a skała pod stopami Deirdre rozłamała się na pół, grożąc wciągnięciem jej w powstałą w ten sposób szczelinę. Pod wodą zniknęły ścieżki docierające do wysepki z kręgami – a sama wysepka przechyliła się gwałtownie, tworząc tym samym równię pochyłą, na której znajdowali się Drew, Alphard i Lucinda.
Wasze uszy wypełnił śpiew – piękny i melodyjny, który niektórzy z was słyszeli już tego dnia parokrotnie, zdający się dochodzić prosto spod waszych stóp.

Obowiązują zasady poruszania się w trakcie pojedynku.

Smok ma żywotność równą 300, statystykę sprawności równą 30 i statystykę zwinności równą 50 (w wodzie) lub 5 (na lądzie). Ataki wycelowane w słabe punkty istoty zadają jej 100% obrażeń, wszędzie indziej - 20% obrażeń. Znajomość słabych punktów warunkuje biegłość onms lub poinstruowanie przez kogoś, kto takowe zna.

Atak smoka odebrał Tristanowi 60 punktów żywotności (kąsane, szarpane). Rana mocno krwawi i jest źródłem intensywnego bólu, który utrudnia korzystanie z lewej ręki.

Smok został zneutralizowany na 3 tury (2/3).

Porcja skrzeloziela wystarczy na przemianę trwającą 3 tury (2/3). Tristan, pamiętaj, że posiadając skrzela, nie jesteś w stanie oddychać ponad wodą - jeżeli znajdujesz się na powierzchni, powinieneś przynajmniej raz na kolejkę nabrać oddechu pod wodą.

ST wykonania uników (rzut) (do rzutów dolicza się podwojoną zwinność):
Tristan (fragment sufitu) = 96
Deirdre (pękająca posadzka) = 13
Johnatan (kolumna) = 74
Drew (utrzymanie równowagi) = 86
Lucinda (utrzymanie równowagi) = 75
Alphard (utrzymanie równowagi) = 33

Oprócz uniknięcia obrażeń (w dowolny sposób) każde z was może w tej kolejce wykonać jedną dodatkową akcję, jednak jeżeli unik okaże się nieudany, drugą akcję uznaje się za niebyłą.

Działające zaklęcia:
Lumos Maxima x2
Arresto Momentum (obie ściany - Mistrz Gry zapomniał pokolorować kręgów na mapce, wszystkie powinny być niebieskie)

Pozostałe użycia mocy organizacji: Tristan (4/5), Deirdre (3/4).

mapa:
żywotność i ekwipunek:

Na odpisy czekam do 26 lutego do godz. 23:59. W razie pytań - zapraszam. <3
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]25.02.19 10:17
Oczami wyobraźni juz widziałem jak ogon bestii urywa mi nogi, albo przynajmniej sprawia, że kolana wyginają mi sie w drugą stronę, zacisnąłem powieki, jednak nie poczułem uderzenia. Gdy rozchylilem nieśmiało jedno ślepię zobaczyłem świetlistą barierę. A wiec tym razem się udało! Magia okazała się posłuszna, zaś różdżka zechciała współpracowac. Takie wlasnie było to niesforne palisandrowe drewienko - kapryśne, jednak niezawodne w sytuacjach krytycznych. Przesunąłem spojrzeniem za zwierzęciem znikającym pod powierzchnią wody, a moja tarcza rozmyła się w powietrzu. Powietrzu, które przecinały kolejne męskie krzyki. A pózniej wokół zapanowała kompletna cisza, gęsta i niepokojąca. Nagły blask wstępujący na każdą ścianę, na każdą część groty zaatakował oczy. Zwróciłem twarz w kierunku syreny i dostrzegłem to - jak czarne żyłki zstępują z jej ślicznego lica, a kajdany opadają w toń. Była wolna i poczułem jakąś dziwną ulgę jak o tym pomyślałem. Ale zaraz w moim sercu na nowo zagościł strach - ziemia uciekała nam spod stóp, wszystko drżało, grota zaczęła się walić, a my z trudem utrzymywaliśmy równowagę. Runęły kolumny, w tym jedna prosto w moją stronę więc starałem sie uskoczyć w bok, tym samym unikają zgniecenia. Woda. Głos syreny rozbrzmiał w moich uszach. To było szalone, gdzieś w głębinach wciąż grasował smok, ale z drugiej strony zostanie tutaj wydawało sie równie pokręcone. No cóż, chyba nie mieliśmy wyboru; dałem nura w morską toń, uprzednio przykładając różdżkę do policzka.
- Bąblogłowa - rzuciłem. W następnej chwili po okolicy rozniósł sie śpiew, prawdziwie nieziemski, melodyjny, piękny... Czy to on miał nas doprowadzić do domu? Ale skąd właściwie pochodził?

1 kostka unik, 2 zaklęcie




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]25.02.19 10:17
The member 'Johnatan Bojczuk' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 48

--------------------------------

#2 'k100' : 19

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :
Cmentarzysko statków - Page 18 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]26.02.19 17:39
Lucinda przyglądała się kręgom, które pod wpływem wypowiedzianego przez Blacka zaklęcia zatrzymały się w dokładnie takim ułożeniu, które prawdopodobnie było potrzebne by uratować syrenę. Kobieta przyzwyczaiła się już do tego, że runy to zagadka, która od czasu do czasu wymaga po prostu ryzyka. Czasami nie wystarczy poznać jakie znaczenie ma jedna, czasami one po prostu do siebie nie pasowały, a jednocześnie niosły ze sobą coś niesamowicie ważnego. Tak było tym razem. Musieli zaryzykować bo tak naprawdę nie było innego wyjścia z tej przeklętej groty i blondynka miała jedynie nadzieje, że swoim działaniem nie zrobią wszystkim jeszcze większej krzywdy.
Szlachcianka nie mogła zobaczyć czy runy pomogły syrenie uwolnić się z oplatających jej dłonie kajdan, ale wierzyła, że gdyby ich magia niosła ze sobą coś złego to ktoś odpowiednio by zareagował. Byli przez chwile jedną drużyna. Wszyscy chcieli się już stąd wydostać.
Kiedy kolejne runy rozświetliły się na kręgu, a blask rozpromienił się po całej grocie na chwile ją oślepiając pomyślała, że to nie wróży niczego dobrego. Jak w odpowiedzi wszystko wokół nich zaczęło drżeć i dosłownie walić im się na głowy. Blondynka przeniosła spojrzenie na stojącego obok Drew. Znajdowali się w środku kręgu i ucieczka gdziekolwiek była właściwie niemożliwa. W tym samym momencie, w którym syrena krzyknęła by ukryli się w wodzie ich krąg stał się niestabilny i zabierając im grunt pod nogami ponownie zmuszał do spotkania z wodą. - Następnym razem kiedy wpadnie mi do głowy pomysł związany z żeglarską przygodą to wybij mi go z głowy. - powiedziała podniesionym głosem nie do końca wiedząc co powinna w takiej sytuacji zrobić. Lucinda starała się utrzymać, ale w sytuacji jak ta nie było to wcale takie proste. - Bąblogłowa- rzuciła na siebie już trzeci raz w ciągu tej nocy.  


1 kostka mnie ratuje, 2 kostka rzucam zaklęcie


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]26.02.19 17:39
The member 'Lucinda Selwyn' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 7

--------------------------------

#2 'k100' : 25

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :
Cmentarzysko statków - Page 18 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]26.02.19 17:45
- Deirdre, pani - odpowiedziała od razu, próbując powiązać imię syreny z jakąś legendą lub z faktem pochodzącym z grubych tonów dotyczących historii magii: bezskutecznie. Zaniepokojna, zmęczona i osłabiona kapryśną czarną magią, miała nerwy napięte niczym postronki. Rozumiała ryzyko, które podjęła, jasno stając po stronie srebrzystowłosej piękności. Uwięzionej, zaklętej, wykorzystywanej; uśmiechnęła się słabo na kolejne pytanie Muirgheal, kątem oka ciągle obserwując jednak poczynania animażki. - To pęta niemagiczne, nieoczywiste, trudne do opisania - odparła cicho. - Ręczę za nich. A gdy okażą ci brak szacunku, spotka ich mój gniew - kontynuowała, odnosząc się do kwestii przyjaciół, lecz nie mogła dokończyć zdania: wokół znów rozpętał się chaos. Usłyszała morderczą inkantację, promień zielonego światła uderzył w plecy czarownicy; jej oczy zaszły mgłą, usta rozchyliły się po raz ostatni, ale nie wydarł się z nich żaden agonalny krzyk. A później - wszystko zaczęło się rozpadać na kawałki, w potwornym trzasku i złowieszczych zgrzytach, wybrzmiewających jeszcze straszniej w kontraście do krótkich sekund absolutnej ciszy. Syrena była wolna, zniknęła gdzieś w wodnych korytarzach, uprzednio sugerując, że i dla nich woda byłaby jedyną ucieczką.
Deirdre odwróciła się gwałtownie w stronę brzegu wysepki a ziemia pod jej stopami rozstąpiła się. Spróbowała przez nią przeskoczyć, przekroczyć jak najszybciej i najzwinniej, dostrzegła bowiem przewracające się kolumny oraz osypujący się sufit. Wielkie połacie kamienia ze zgrzytem rozrywały się, a mniejsze elementy konstrukcji spadały - wprost na wyłaniającego się na wpół z wody Tristana. Doskonale widziała kawał mięsa, wyrwany z jego ramienia; ciało zalewała krew, barwiąca wodę wokół niego, zlepiająca część materiału: a mimo swego stanu zdołał posłać Niewybaczalną klątwę w tą, która sprowadziła na nich to wszystko. Mericourt poczuła fascynację, wypartą nieco przez lęk: o niego, o siebie, w tej kolejności. - Protego - wychrypiała, chcąc wyczarować magiczną tarczę nad Rosierem, by osłonić go od spadającego sufitu. Szła ku brzegowi na chwiejnych nogach, część wysepki się zapadła, buty przemokły; po omacku sięgnęła do kieszeni, wyciągając z niego skrzeloziele, gotowa, by wsunąć je do ust i wskoczyć do nieznanej toni, połykając ziele, gdy znajdzie się już pod wodą. Zaufanie nigdy nie przychodziło jej łatwo, ale postanowiła uwierzyć słowom syreny.

1. unik
2. zaklęcie

niewiemczymogęzrobićtyleakcji, ale jak coś to wg kolejności można uznawać za niebyłe!


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]26.02.19 17:45
The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 7

--------------------------------

#2 'k100' : 77

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :
Cmentarzysko statków - Page 18 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]26.02.19 21:17
Spróbował rzucić zaklęcie w stronę ściany dokładnie w tej samej chwili, gdy tylko usłyszał donośne teraz wykrzyczane przez mężczyznę. Jego próba okazała się jednak nieudana. Od dłuższej chwili miał pewną trudność z tym, aby zebrać się w sobie i wreszcie przełamać własne słabości. Ale dziwnym trafem z trytońskich symboli zaczęło wybijać jasne światło. Rozświetliły się wszystkie, usiane po całej grocie. I kamienny mechanizm również się zatrzymał i Black naprawdę miał nadzieję, że tym samym otrzymali odpowiednie konfiguracje przy ułożeniu run.
Nie był pewien czy zdołali uwolnić syrenę, ale usłyszał dobrze jej głos, gdy wszystko wokół zaczęło się walić. Woda. Uciekajcie do wody. Znów miał wylądować w tej przeklętej wodzie. Poprzysiągł sobie, że już nigdy więcej nie wsiądzie na żaden obiekt pływający, jeśli wcześniej nie nauczy się pływać. Może opanowałby tę sztukę, gdyby nie Cygnus i jego chęć utopienia nielubianego brata. Jeśli przeżyje, rozprawi się z tym nadętym imbecylem ostatecznie! Urządzi mu własną lekcję pływania.
Najpierw powinien chociaż utrzymać się na nogach. Widział jak woda zalewa boczne korytarze, jak wszystko się wali. I kamienne podłoże pod jego nogami przechyliło się gwałtownie. Starał się utrzymać równowagę, czyniąc to instynktownie, próbując jakoś przenieść swój środek ciężkości. W tym samym momencie chwycił mocniej swoją różdżkę.
Bąblogłowa – wyrzucił z siebie niezbyt spokojnie. Niech tym razem magia okaże się dla niego łaskawa.

| 1. rzut na utrzymanie równowagi
2. zaklęcie + anomalia
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]26.02.19 21:17
The member 'Alphard Black' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 90

--------------------------------

#2 'k100' : 5

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :
Cmentarzysko statków - Page 18 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]26.02.19 23:48
Ramię przeszywało bólem, szczęście w nieszczęściu, że była to ręka lewa, nie prawa - czuł, jak poszarpana koszula zachodzi krwią, ale koncentrował się na celu - na animażce, ku której się rzucił, ofiarując jej to, przed czym ją przestrzegał. Strach w jej oczach wywołał satysfakcję przysłaniającą zawód, że nie rozegra tego całkiem na własnych zasadach: nie miał wątpliwości co do tego, że szmaragdowy promień zaklęcia ugodził kobietę - ale miała umierać długo i boleśnie, inaczej. Obrócił się, Drew, Lucinda i Alphard rozpracowali system więżący syrenę. Światło uderzyło łuną, zgrzyt nie pozostawiał wątpliwości - powrócił spojrzeniem ku podwodnej królewnie, wyczekując efektu - nie wątpił w runiczne zdolności Macnaira ani spryt Blacka, ale to miejsce pełne było bezdusznych i zdradliwych pułapek. Dziwna cisza zwykle nie była znamieniem niczego dobrego - a jednak, czerń opadła z ciała syreny, jakby macki czarnej magii uwolniły ją ze swoich sideł. Mimowolnie spojrzał na jej ogon, kiedy więżące ją pęta z wolna opadały. Nim jednak zrobił cokolwiek: jaskinia zadrżała, a kolejne trytońskie znaki rozjaśniały się dziwnym światłem. Bez pamięci zakochany mężczyzna zrobił wszystko, by zachować przy sobie to stworzenie. Raz jeszcze dostrzegł czarny błysk nad wodą - nim jaskinia zaczęła się rozpadać. Nie wierzył własnym oczom, gdy z sufitu do wody zaczęły wpadać poszarzałe ciała - jeśli istniało coś, co mogło ich teraz ocalić, to była to wyłącznie łaska syreny.
Słyszał inkantację wypowiedzianą przez Deirdre, jednak odłam sufitu wydawał się ogromny - kiedy tylko czarownica wskoczyła w wodę obok, sam rozmył się w smolistej mgle, pozwalając kamieniowi uderzyć w wodę - samemu przeobrażając się znów we własne ciało ledwie moment później, za życzeniem syreny wracając pod wodę, gdzie z ulgą znów mógł odetchnąć; uważnie rozglądał się wokół, wpierw odnajdując Deirdre - całą - potem szukając syreny, a na końcu smoka; nie mogli ryzykować, że bestia przebudzi się z uspokajającego eliksiru w najgorszym momencie, ale abstrahując od niebezpieczeństwa, jakie niosła obecność srebrnika, pozostawienie go na pewną śmierć w tym miejscu byłoby gwałtem na naturze, na magicznej tradycji, na spuściźnie czarodziejskiego świata. Coś tak pięknego zasługiwało na życie. Już pod własną postacią - wpierw dając Deirdre znak, by nie płynęła za nim - zamierzał się do niego zbliżyć, wychwytując skryty kształt w podwodnych ciemnościach, powoli, jak najbliżej szyi, bacząc, by nie rozdrażnić stworzenia żadnym ruchem ani nie wykonać gestu, który smok mógłby uznać za agresywny - w końcu różdżką celując w odsłonięty płat pomiędzy pyskiem a tułowiem. - Orbis - wyartykułował bez przekonania; póki eliksir działał na stworzenie, istniała szansa, że w apatii nie rzuci się go zagryźć - nie zamierzał go krzywdzić, powinien wydostać się stąd razem z nimi. Przynajmniej spróbować. Nie mieli dużo czasu, a on był ranny, woda nie ułatwiała sprawy - pozostało im ufać, że syreni śpiew naprawdę niósł niezwykłą magię.

1. mgła
2. zaklęcie



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]26.02.19 23:48
The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 50

--------------------------------

#2 'k100' : 63

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :
Cmentarzysko statków - Page 18 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]27.02.19 11:26
Zielona wiązka światła rozbłysnęła w grocie, a następnie zniknęła wraz z animażką, która zapewne padła martwa tam, gdzie ją poniosło. Nieszczególnie zrobiło mu się jej żal, właściwie wyszło im to na dobre – każdy winien płacić za swe błędy, a ona popełnia ich naprawdę wiele. Zacisnąwszy różdżkę w lewej dłoni przełożył ją do prawej, gdy tylko na nowo odzyskał na nią kontrolę. Nie potrafił czarować niewiodącą ręką, a coraz donośniejszy huk stóp nie wróżył nic dobrego i szatyn musiał być gotów na każdą okoliczność.
Zaklęcie Alpharda okazało się cele i zatrzymało oba kręgi w odpowiednim momencie, na co Drew od razu zwrócił swą uwagę. Pragnął czym prędzej zrozumieć, czy postąpił słusznie, czy intuicja go nie zawiodła, bowiem to on był odpowiedzialny za ułożenie run i idące za takowym konsekwencje. Momentalnie usłyszał huk, przeraźliwy trzask dobiegający jego uszu i już wtedy wiedział, że magia zadziałała – w jakiś sposób, choć wciąż nie wiadomo czy dobry, rozgryźli paskudną zagadkę. Animażka wspominała, że niejaki James zna się na starożytnych runach, więc czyż to nie on odpowiedzialny był za stworzenie ów więzienia? Wątpił, aby jakakolwiek syrena była w stanie to zrobić. Pozostawało jedno pytanie; dlaczego?
Nie potrafił rozgryźć jednego ułożenia, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że Inguz nie wróżył niczego dobrego. Selwyn swymi wcześniejszymi słowami tylko potwierdziła jego obawy, ale nie mieli wyjścia i musieli postawić wszystko na jedną kartę. Deirdre jasno przedstawiła swój punkt widzenia, istota miała być bezpieczna, dlatego też to stało się priorytetem przy wyborze.
Rzucił krótkie spojrzenie Lucindzie, gdy „wysepka” składająca się z kręgów momentalnie się przechyliła zmuszając ich do szybkiej reakcji. Gdzieś w środku siebie chciał jej pomóc, móc zrobić cokolwiek, ale wiedział, że póki sam nie ustanie na nogach to na nic się zdadzą jego wszelkie starania. Skupił się starając utrzymać równowagę na istnej równi pochyłej; no dawaj łamago, czasem na Nokturnie po kilku głębszych było gorzej. Pomyślał, a następnie skierował na siebie różdżkę wypowiadając szybko -Bąblogłowa.- zrobił to wiedząc, że i tak prędzej czy później skończy ponownie w morskiej brei.

|
1. Unik
2. Zaklęcie




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]27.02.19 11:26
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 41

--------------------------------

#2 'k100' : 77

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :
Cmentarzysko statków - Page 18 7oUtC7Z
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]27.02.19 23:08
Świat zdawał się rozpadać wokół was: skalne ściany, kolumny, podesty – wszystko to drżało, wibrując intensywnie i pękając, uginając się pod siłą nieznanej wam magii, skażonej przez coraz bardziej niestabilną anomalię. Potężne fragmenty stropu z hukiem uderzały o powierzchnię wody, a zaraz za pierwszą kolumną upadła druga – tym razem uderzając w jedną ze ścian groty i wybijając w niej wyrwę, z której trysnęła woda, zalewając coraz szczelniej przestronną niegdyś jaskinię. W samym środku tego chaosu znalazły się również inferiusy: dziesiątki, setki spadających z góry ciał, póki co wstrzymujących się jednak od ataku, może nie zauważając jeszcze obecnych tuż obok czarodziejów, a może – nie mając takich rozkazów.

Johnatan, dzięki wyrobionemu refleksowi, zareagował jako pierwszy, w ostatniej chwili unikając bliskiego spotkania z upadającą kolumną, jednak wypowiedziana inkantacja nie utworzyła wokół jego głowy bańki z drogocennym tlenem; uderzył o wodę nieosłonięty, niemal natychmiast przecinając powierzchnię i wpadając pod nią, zmuszony do polegania jedynie na hauście zaczerpniętego w bezwarunkowym odruchu powietrza. Ledwie znalazł się pod wodą, otoczyła go ciemność, chłód i ruch; tuż obok niego upadł kolejny z kamiennych odłamków, a siła uderzenia pociągnęła go w dół, niżej, w głębiny – i nagle Bojczuk nie miał już pojęcia, gdzie była góra, a gdzie dół. Wokół niego wirowały szare ciała, w półmroku błyskały puste oczodoły; jeżeli próbował wrócić na powierzchnię – to nie wiedział jak, a jego ręce i nogi zdawały się jedynie bezsensownie młócić wodę. Powietrze w płucach skończyło się szybko, szybciej niż mógłby się spodziewać, powodując najpierw pieczenie, a następnie przytłaczające uczucie osłabienia. Tracił świadomość, opadając coraz niżej w mętnej toni, szczelnie otulony gęstniejącym mrokiem – i ciszą, zakłócaną jedynie przez śpiew, nieziemski i piękny, kołyszący go do snu, z którego najprawdopodobniej nie miał się już obudzić.

Tristan zareagował instynktownie, po raz drugi przeistaczając się w kłąb czarnej mgły i dzięki temu unikając bolesnego (i najprawdopodobniej śmiertelnego) zderzenia z oderwaną od sufitu skałą; kamień uderzył z hukiem w wodę, rozpryskując dookoła ciemne krople, a sam Rosier powrócił pod powierzchnię, znów otoczony przez chłodny półmrok. Bez trudu odszukał spojrzeniem Deirdre, już teraz chronioną przed utonięciem przez połkniętą w porę porcję skrzeloziela – nigdzie nie dostrzegał jednak obiecującej pomoc syreny. Wypatrzenie wciąż znajdującego się w grocie smoka graniczyło niemalże z cudem – srebrnik, dzięki załamującym w charakterystyczny sposób światło łuskom, był pod wodą prawie niewidzialny – ale Tristan, dzięki długoletniemu doświadczeniu smokologa, zdołał zlokalizować oświetloną niebieskawym blaskiem bestię. Wciąż wydawała się spokojna, nawet nieco apatyczna; mikstura uspokajająca sprawiła, że ruchy smoka utraciły sporo na zwinności, z trudem udawało mu się więc unikać ostrych, przecinających wodną powierzchnię skał. Tristan, płynąc w kierunku stworzenia, widział na własne oczy, jak jeden z fragmentów uderza w smoczy grzbiet, co prawda ześlizgując się po ochronnym pancerzu z łusek, ale nadrywając biegnącą wzdłuż ciała płetwę; woda zabarwiła się smoczą krwią, a sam smok zawył, wydając z siebie smutny, skrzekliwy dźwięk, i już miał rzucić się do ucieczki, gdy dosięgło go świetliste lasso, zaciskając się dokładnie na odsłoniętym płacie skóry. W następnej sekundzie Tristan poczuł szarpnięcie, gdy bestia postanowiła mimo wszystko pomknąć do przodu, najpierw prawie wciągając ich oboje na kolejny skalny pocisk, a później ciągnąc w dół, ku ciemności. Eliksir stopniowo przestawał działać, podobnie jak mijały efekty zażytego skrzeloziela, a ziejąca w barku rana również nie ułatwiała zadania. Rosier mógł poczuć, że słabnie – pozbawiony najpierw sił, a później tlenu, gdy zniknęły znaczące szyję skrzela – ale zanim zdążył podjąć decyzję, czy zostawić smoka i ratować siebie, czy spróbować wrócić na powierzchnię, dostrzegł pod sobą mignięcia syrenich ogonów – a melodyjny śpiew pozbawił go przytomności.

Nagłe przechylenie kamiennej posadzki zaskoczyło zarówno Lucindę, jak i stojącego tuż obok niej Drew – żadne z nich nie zdołało utrzymać równowagi na rozsypujących się kamieniach, upadając prosto na kamienne kręgi, które wciąż świeciły jasnym blaskiem. Lucinda poczuła ostry, rozlewający się ból w okolicy lewego łokcia, gdy ten spotkał się z twardym podłożem jako pierwszy; Drew upadł bardziej niefortunnie, najpierw lądując na plecach, a ułamek sekundy później – gdy pęd powietrza popchnął go do tyłu – uderzając tyłem głowy w jeden ze skalnych odłamków. Przed oczami zatańczyły mu ciemno-jasne plamy, a świat zawirował wokół niego gwałtownie, wywołując mdłości. Lucinda zsuwała się po kamiennej pochylni tuż obok niego, a ich inkantacje rozległy się niemal jednocześnie, tuż przed tym, jak oboje wpadli do wody – jednak jedynie wokół głowy Drew wytworzyła się okrągła bańka z życiodajnym powietrzem. Udane zaklęcie przypłacił ponownym upuszczeniem różdżki, która przecięła powierzchnię tuż obok niego, zaczynając powoli opadać w stronę dna; Lucinda musiała liczyć wyłącznie na pojemność własnych płuc, nabierając oddechu przed zanurzeniem głowy pod wodę. Macnair, nawet jeżeli chciałby jej pomóc, to nie miał takiej możliwości, bo niemal natychmiast rozdzieliły ich ciemności – i ruch wody, wypieranej przez zapadającą się wyspę, która, przechyliwszy się prawie do pozycji pionowej, pomknęła w dół, ciągnąc za sobą wszystko, co znajdowało się w pobliżu. Lucinda, osłabiona wcześniejszymi kontuzjami i obrażeniami, bardzo szybko traciła orientację, słabnąc z każdą sekundą pozbawioną możliwości zaczerpnięcia powietrza; jeżeli chciała powrócić na powierzchnię, to nie wiedziała, w którą stronę popłynąć – chaos i mrok sprawiały, że wszystkie kierunki wyglądały tak samo. Nie dostrzegała nigdzie Drew ani Alpharda, nie mówiąc już o reszcie grupy; widziała jedynie migające coraz bliżej inferiusy, ocierające się o nią raz po raz, ale nieczyniące jej żadnej krzywdy. Jej płuca zaczęły piec, a później nieznośnie palić – a gdy rozlegająca się dookoła, syrenia melodia, zmusiła ją do zamknięcia powiek, wiedziała, że nie pozostało jej wiele czasu. Nieco dłużej przytomność udało się zachować Drew, który zaraz po rozdzieleniu z Lucindą dostrzegł swoją różdżkę, dryfującą kilka metrów od niego. Jeżeli spróbował jej dosięgnąć, to mu się to udało – jednak zaciśnięte w palcach wężowe drewno na niewiele mogło się zdać wobec panującego w wodzie chaosu. Powierzchnia zniknęła mężczyźnie z oczu, podobnie jak sylwetki jego towarzyszy, których nie był w stanie odróżnić od dziesiątek szarych ciał, opadających razem z nim na dno; jeden z nich zaplątał się w jego szatę, inny uderzył w niego od góry, przebijając bańkę z tlenem i sprawiając, że do uszu Macnaira wcisnęła się woda – choć nie tylko ona; dotarł tam także śpiew, podobny temu, który słyszał jeszcze w celi – a nim jego powieki stały się ciężkie, a umysł osunął się w nicość, czarodziej zdołał dostrzec sylwetkę syreny, chwytającej go za ramiona, oraz poczuć muśnięcie miękkich włosów na policzkach.

W przeciwieństwie do dwójki jego towarzyszy, Alphardowi udało się utrzymać na nogach, unikając bolesnego upadku na kamienny podest, jednak skupienie na sprawnym balansowaniu i utrzymaniu równowagi, nie pozwoliło mu już na poprawne rzucenie zaklęcia. Wokół jego głowy nie pojawiła się okrągła bańka, a sam Black nie miał czasu, by spróbować ponownie – bo skała, która do tej pory dawała oparcie jego stopom, zwyczajnie zaczęła zanurzać się razem z nim pod wodę; lodowata ciecz objęła najpierw jego kostki, a następnie łydki, kolana i uda; w następnej sekundzie buty ześliznęły się po mokrej powierzchni, a sama wysepka, wraz z kamiennymi kręgami, przechyliła się do pionu, tworząc opadającą w stronę dna ścianę i ciągnąc za sobą również Alpharda. Jeżeli chciał, mógł się jej uczepić – ale jej stabilność nie uchroniła go przed koniecznością zanurzenia nieosłoniętej w żaden sposób głowy pod wodę. Zaczerpnięte jeszcze na powierzchni powietrze wystarczyło na krótko, a płuca mężczyzny – nieprzyzwyczajone do pływania czy przebywania pod wodą – bardzo szybko zapłonęły, domagając się życiodajnej porcji tlenu. Black nie potrafił pływać, jednak nawet gdyby posiadł wcześniej tę umiejętność, na niewiele by mu się to zdało, bo ledwie znalazł się w wodnym półmroku, stracił orientację; dół stał się górą, góra – dołem, a wszystko to bezładnie wirowało dookoła, mieszając się z otaczającymi go, szarymi ciałami. Jeżeli chciałby zawołać o pomoc, to nie miał jak, ani do kogo – bo nie widział żadnego ze swoich towarzyszy, ściągany coraz niżej i niżej, w ciemność, z każdą chwilą czując w uszach narastające ciśnienie, przez które z trudem przebijał się miękki śpiew; nie zdążył jednak dostrzec, kto śpiewał, ani czy rzeczywiście ktoś to robił – być może piękne dźwięki były jedynie wytworem jego odpływającej w nicość świadomości? – bo jego pozbawiony tlenu umysł wreszcie się poddał, popychając go w objęcia snu.

Deirdre bez trudu udało się uniknąć upadku w otwierającą się tuż pod jej stopami szczelinę, ale wylądowanie na stabilnym (jeszcze) terenie wcale nie oznaczało końca kłopotów – poziom wody wciąż podnosił się coraz wyżej, zalewając jej buty, kostki, łydki; choć w instynktownym odruchu próbowała ochronić Tristana, rzucając nad jego głowę protego, to magiczna tarcza była zbyt słaba, by dotrzeć tak daleko – zamiast tego rozciągnęła się bezpośrednio nad głową czarownicy, zupełnym przypadkiem ratując ją przed lawiną oderwanych nagle od stropu kamieni. Gdy wskoczyła w wodę, poczuła chłód – przejmujący, mrożący do kości – który zelżał po chwili, odegnany nieco działaniem skrzeloziela. Zgniłozielona roślina zadziałała niemal od razu, zalewając boki kobiecej szyi intensywnym pieczeniem, które ustało kilka sekund później, przywracając jej możliwość swobodnego zaczerpnięcia oddechu. Eleganckie buty zsunęły się z rozrośniętych w płetwy stóp, a chociaż błony między palcami rąk i nóg ułatwiały Deirdre poruszanie się, to manewrowanie wśród opadających w stronę dna kamieni nie należało do najłatwiejszych zadań. Straciła orientację zaraz po zanurzeniu, otoczona przez półmrok, chociaż dzięki działaniu magicznego ziela i tak dostrzegała najwięcej: widziała unoszące się dookoła inferiusy, widziała również sylwetki znajdujących się najbliżej niej towarzyszy: ciągniętego w dół Johnatana oraz Tristana, który po chwili zniknął jej z oczu, gnając za smokiem. Skrzela pozwoliły jej również zachować przytomność najdłużej: jako jedyna dostrzegła moment, w którym ciemności rozproszył złotawy blask, a tuż pod jej stopami zaczęły przemykać smukłe sylwetki trytonów i syren, sprawnie wyszukując czarodziejów wśród inferiusów, i chwytając ich w silne objęcia. Jedna z wodnych istot uchwyciła się także jej, a jeżeli Deirdre spojrzała jej w oczy, mogła rozpoznać w odmienionych rysach Muirgheal; sekundę później jednak i ona zapadła w sen, ukołysana do niego rozlegającym się wszędzie dookoła śpiewem.

---

Ocknęliście się w akompaniamencie przyciszonych rozmów, lekkiego kołysania statku i ogrzewających wasze twarze promieni słonecznych – w chwili, w której statek rejsowy, powracający z cotygodniowego kursu po otwartym morzu, zaczął przybliżać się do londyńskiego portu. Zaraz po przebudzeniu powitały was pełne ulgi, choć nieco zdziwione i skonfundowane spojrzenia załogi, której członkowie wyjaśnili wam, że zostaliście zabrani na pokład kilka godzin wcześniej, gdy jeden z żeglarzy zauważył dryfującą na wodzie, uplecioną z morskiej trawy tratwę – z szóstką nieprzytomnych czarodziejów leżących na niej ramię w ramię. Jednym z najdziwniejszych elementów tej historii był fakt, że nikt z załogi – z samym kapitanem włącznie – nie był w stanie wyjaśnić, dlaczego właściwie statek znalazł się w tamtym miejscu, ani z jakiego powodu sternik zdecydował się zboczyć z wytyczonego kursu, kierując okręt na nieznane dotąd wody. Liczyło się jednak to, że byliście bezpieczni, a wasze obrażenia zostały doraźnie zaleczone – choć raczej nie mieliście już szans, aby zdążyć dotrzeć na umówione spotkania.

Drew i Lucinda – po odzyskaniu przytomności znaleźliście tuż obok siebie siatkę uplecioną z morskiej trawy, a w niej – rzeźbioną fantazyjnie skrzynię, którą po raz pierwszy mieliście okazję oglądać w ładowni Syreniego Lamentu. Jeżeli zapytaliście o nią któregoś z członków załogi, poinformował was, że mieliście ją przy sobie, gdy odnaleziono was na tratwie, a ponieważ znajdowała się między wami, to trudno było ustalić, do którego z was należała.

Tristan – gdy odzyskałeś przytomność, wciąż czułeś osłabienie; chociaż rana na barku już nie krwawiła, to zanim udzielono ci pomocy, straciłeś sporo krwi. Nie odnalazłeś obok siebie ani świetlistego lassa, ani tym bardziej schwytanego smoka, ale krótko po przebudzeniu odnalazł cię znajomy smokolog, z którym zdarzało ci się pracować w przeszłości, i który – jako jeden z pasażerów statku – rozpoznał cię, gdy wciągnięto was na pokład. Według jego opowieści, w momencie waszego odnalezienia wciąż miałeś palce zaciśnięte na uprzęży osłabionego i rannego srebrnika; statek rejsowy nie miał warunków, żeby zabrać go na pokład, dlatego aktualnie znajdował się on pod opieką smokologa, który osobiście zorganizował transport bestii, ale decyzja co do jego dalszych losów zależała od ciebie – ponieważ posiadanie smoków było w Wielkiej Brytanii nielegalne, nie mógł on zostać u czarodzieja długo.

Deirdre – obudziły cię lekkie mdłości i ból mięśni, ale oprócz tego czułaś się względnie dobrze; gdy odzyskałaś przytomność, ratowniczka medyczna, która udzielała ci pomocy, dyskretnie poinformowała cię, że z twoim dzieckiem najprawdopodobniej również wszystko było w porządku – dobrze jednak, żeby obejrzał was wykwalifikowany uzdrowiciel. Jeżeli przejrzałaś swoje kieszenie, w jednej z nich znalazłaś czarną łuskę – identyczną jak te, którymi pokryty był ogon Muirgheal.

Alphard – obudził cię gwałtowny kaszel, a gdy w pełni odzyskałeś przytomność, poczułeś ból w płucach – ale oprócz tego nie dręczyły cię żadne dolegliwości. Jeżeli sprawdziłeś stan swojego dobytku, odkryłeś, że wciąż masz przy sobie kompas, jednak jego igła nie wskazywała już żadnego konkretnego kierunku – pozostałe dwa zostały zniszczone.

Johnatan – obudziłeś się w zaskakująco dobrej kondycji, w towarzystwie jednego z członków załogi, z którym zdarzało ci się w przeszłości pływać na statkach, a który słyszał, że znajdowałeś się na pokładzie zaginionego Syreniego Lamentu. To od niego dowiedziałeś się, że wasza szóstka była jedynymi ocalałymi, których do tej pory udało się odnaleźć; reszta pasażerów – i sam statek – zdawały się dosłownie zapaść pod ziemię (lub pod wodę). Oznaczało to, że aktualnie byłeś jedyną osobą, która znała dokładnie położenie wyspy; jeżeli będziesz chciał nanieść współrzędne na mapę, umożliwią ci to twoje umiejętności w dziedzinie kartografii.

Nie wiedzieliście, co dokładnie stało się z żyjącymi pod wyspą trytonami i syrenami, ale mogliście się domyślać, że większości z nich udało się ujść cało z wywołanej przez runiczny układ katastrofy. Jeżeli jednak ktokolwiek z was zdecyduje się powrócić do wioski, odkryje, że jest opustoszała – jej mieszkańcy woleli ją porzucić, niż pozwolić, by po raz kolejny ich spokój zakłócili czarodzieje.

---

Mistrz Gry gorąco dziękuje wszystkim za udział w wydarzeniu oraz za wspólną zabawę, zaangażowanie i wyrozumiałość – mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze, jak ja. ♥ Jeżeli macie jakieś uwagi odnośnie samego wydarzenia lub sposobu jego prowadzenia, będę wdzięczna za każdy feedback, zarówno pozytywny, jak i negatywny – z niektórych niedociągnięć zdaję sobie sprawę, z innych być może nie, dlatego jeżeli coś Wam się nie podobało lub Was irytowało, albo czuliście się w jakikolwiek sposób pokrzywdzeni, dajcie mi znać – obiecuję przyjąć krytykę na klatę.

Nie macie obowiązku fabularnego uleczenia obrażeń, jednak powinniście uwzględniać ich skutki w rozgrywce fabularnej.

Tristan - jeżeli nie chcesz, aby po ugryzieniu smoka pozostały blizny, powinieneś do końca obecnego miesiąca fabularnego rozegrać wątek z uzdrowicielem. W innym wypadku blizna na lewym barku zostanie dodana do znaków szczególnych w karcie postaci. Decyzja co do losów Srebrnika Morskiego należy do ciebie - pamiętaj jedynie, że jeżeli zdecydujesz się umieścić go w rezerwacie, będzie potrzebował zapewnienia właściwych gatunkowi warunków.

Lucinda - przez następny tydzień będziesz odczuwać trudności w chodzeniu, dokuczać będzie ci też ból w stłuczonym łokciu; dolegliwości mogą powracać przy gwałtownych zmianach pogody, zwłaszcza przed burzami. Skrzynia znajduje się w posiadaniu twoim i Drew, jej otworzenie będzie możliwe po zdjęciu ciążącej na niej klątwy. Jeżeli zdecydujecie się to zrobić i próba będzie udana, zgłoście się do Mistrza Gry.

Drew - skrzynia znajduje się w posiadaniu twoim i Lucindy, jej otworzenie będzie możliwe po zdjęciu ciążącej na niej klątwy. Jeżeli zdecydujecie się to zrobić i próba będzie udana, zgłoście się do Mistrza Gry.

Deirdre - w twoim posiadaniu znalazła się czarna łuska z syreniego ogona, który według słów animażki dawał syrenie zdolność podporządkowywania sobie woli innych istot. Dalsze badania nad niezwykłą pamiątką mogą pomóc w ujawnieniu i wykorzystaniu jego magicznych właściwości.

Alphard - w twoim posiadaniu znalazł się jeden z trzech stworzonych przez Abernathy'ego kompasów. W tej chwili zdaje się on nie wskazywać żadnego kierunku, jednak dalsze studia nad publikacjami naukowca mogą pozwolić zarówno na odtworzenie niezwykłych właściwości instrumentu, jak i na zrozumienie magii kryjącej się w alfabecie trytonów.

Johnatan - jako jedyny wszedłeś w posiadanie współrzędnych geograficznych wyspy, a dzięki biegłości kartografii jesteś w stanie odwzorować je na mapie. Dalsze studia nad malowidłem, które udało ci się rozpracować w jednej z komnat, mogą pozwolić ci na opanowanie techniki tworzenia podobnych obrazów. Jako jedyny ocalały członek załogi Syreniego Lamentu, stałeś się również swego rodzaju sławą w londyńskim porcie; jeżeli udasz się do któregoś z tamtejszych pubów, możesz być pewien, że co najmniej kilku marynarzy postawi ci kolejkę ognistej, byle usłyszeć historię przeklętego statku.

Podsumowanie wydarzenia wraz ze zdobytymi przez Was punktami doświadczenia pojawi się za chwilę w temacie z zapowiedzią. Jeżeli chcecie, możecie dodać jeszcze posty kończące lub kontynuować rozgrywkę na statku rejsowym.

Jeszcze raz mocno dziękuję!
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 18 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 18 z 21 Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20, 21  Next

Cmentarzysko statków
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach