Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Cmentarzysko statków
AutorWiadomość
Cmentarzysko statków [odnośnik]09.12.18 19:18
First topic message reminder :

Cmentarzysko statków

Chociaż opustoszała, skalista wyspa położona na Morzu Północnym nie ma swojej oficjalnej geograficznej nazwy, to przez podróżujących pobliską trasą żeglarzy nazywana jest Cmentarzyskiem. Owiana legendami równie gęsto, co nigdy nieopadającą mlecznobiałą mgłą, stanowi czarny punkt na morskich mapach, który co ostrożniejsi starają się omijać szerokim łukiem. Niewielu jest jednak w stanie wskazać, gdzie dokładnie się znajduje, bo jej położenie zdaje się stale zmieniać - choć bardziej sceptyczni twierdzą, że wpływ na to mają silne, oplatające wyspę prądy, które znoszą nieuważnych kapitanów na manowce. Okręty, które miały nieszczęście znaleźć się w pobliżu, rzadko wychodzą z tego bez szwanku, gdyż usiane ostrymi skałami mielizny w połączeniu z często nawiedzającymi ten rejon sztormami, bardzo szybko zamieniają się w śmiercionośną pułapkę. W efekcie cała wyspa otoczona jest przez osiadłe na dnie wraki statków, których pochylone w różnym stopniu maszty wyłaniają się z mglistych oparów niczym ostrzegawcze znaki; chodzą słuchy, że to właśnie tutaj swoją ostatnią podróż zakończył niesławny Syreni Lament, pociągając na dno niemal setkę pasażerów i członków załogi, aczkolwiek samego okrętu nigdy nie odnaleziono.
Mimo czyhających na wyspie niebezpieczeństw, z czasem stała się ona dość popularnym celem samozwańczych poszukiwaczy artefaktów - zwłaszcza, gdy odkryto istnienie wydrążonego w czarnych skałach systemu grot i jaskiń, służących w przeszłości bliżej nieznanemu przeznaczeniu. Większość korytarzy zapadła się, czyniąc poruszanie się po skalnych komnatach prawie niemożliwym, ale od czasu do czasu wciąż można spotkać tutaj śmiałków, liczących na to, że uda im się odnaleźć nieco więcej niż rozkładające się zwłoki rozbitków i zaścielające wyspę kości. Ci, którym udało się zwiedzić Cmentarzysko i wrócić, twierdzą zgodnie, że jest nawiedzone: podobno po zmierzchu korytarzami niesie się echo syreniego śpiewu, a wśród kamiennych ścian snuje się duch zakrwawionego mężczyzny z ziejącą w klatce piersiowej dziurą, opowiadającego historię utraconej miłości, która odebrała mu wszystko - łącznie ze zmysłami i wyrwanym z piersi sercem.
Mało kto zdaje sobie sprawę, że prawdziwa tajemnica wyspy nie znajduje się na powierzchni, a pod nią - jeżeli ktoś zdecydowałby się zanurkować, i udałoby mu się dotrzeć w pobliże dna, odnalazłby częściowo zniszczoną wioskę trytonów, sprawiającą wrażenie, jakby jej mieszkańcy opuścili ją w pośpiechu, pozostawiając za sobą większość cennego dobytku i prywatnych pamiątek.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 27.02.19 23:08, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarzysko statków - Page 21 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]10.01.22 3:11
Wyćwiczył spostrzegawczość, latami obserwując swoich pacjentów. Mowę ciała, ton głosu, drobne tiki, ekspresję spojrzenia. Choć nie chciał przyglądać się Rodachanowi na tyle natarczywie, by go speszyć, to zauważył, jak dystans mężczyzny powoli maleje. Zdołał go przekonać do opowiedzenia swojej historii, choć prawdę mówiąc lord wcale nie potrzebował namawiania. Wydawał się skory do podzielenia się własnymi przeżyciami. Ba, Hectorowi wydawało się, że jego zainteresowanie spotkało się ze... zdziwieniem rozmówcy. Trochę go to zasmuciło, budząc zastanowienie co do poprzedniego uzdrowiciela. W filozofii Vale'a każdy pacjent, nawet najbardziej szalony i irracjonalny, zasługiwał na wysłuchanie. Zbudowanie zaufania, zachętę do kooperacji. Jak podszedł do niego magipsychiatra Traversów? Dlaczego Rodachan był z początku tak nieufny, a później tak spragniony posłuchu?
Słuchał więc, oferując mu swój czas i uwagę. Bez oceniania i powstrzymując cisnące się na usta pytania. Zauważył na przykład, że choć lord wspomniał o Rycerzach Walpurgii, to nie odniósł swojej misji bezpośrednio do obecnie toczącej się wojny. Kim były osoby naznaczone kruczą pieśnią, o których wspominał? Wrogami rządu, mugolami, a może zupełnie inną grupą, znaną tylko jemu i jego Morrigan? Zarazem wspomniał o nagrodzie za udział w walkach. Vale przechylił lekko głowę, zastanawiając się, jak odnieść wojnę do nasilenia się symptomów Traversa.
-Jak przeżył lord walki? Był lord... na przykład ranny albo w niebezpieczeństwie, czy wszystko przebiegło pomyślnie? - zapytał wreszcie, cicho i ostrożnie. Wiedział, że przemoc i stres mogą uaktywnić u pacjentów dawne choroby albo zaowocować nowymi. Jedni wpadali w popłoch na dźwięk fajerwerków, innych prześladowały twarze zabitych, czy to możliwe, że lord Travers szukał ukojenia w micie? Hector wiedział, że musi o to dopytać bardzo delikatnie. Arystokrata był postawnym mężczyzną, wyrosłym w poszanowaniu dla waleczności swoich przodków. Ktoś taki nie przyjąłby do wiadomości, że wojna nasila jego stres, że krew wywołuje jakiekolwiek wyrzuty sumienia - raczej zepchnąłby wszelką słabość do własnej podświadomości, antropomorfizując własną ambicję w postać Morrigan.
Racjonalne podejście do powrotu na Kruczy Półwysep ucieszyło Hectora, prędkie odrzucenie teorii jasnowidzenia (racjonalnej i dopuszczającej możliwość, że wizje są w jakiś sposób prawdziwe) - trochę zaniepokoiło. Teraz, gdy słuchał go dłużej, dostrzegał fanatyzm.
Wziął głęboki oddech, wiedząc, że musi baczyć na każde słowo. Nie chciał powielać opinii poprzedniego magipsychiatry, która pozostawiła pacjenta złaknionego posłuchu i niewyleczonego. Był zarazem odpowiedzialny za jego zdrowie i nie chciał nieostrożnym zdaniem podsycić jego objawów ani potwierdzić wiary w szaloną opowieść. Czy spotkali się na jednorazową konsultację, czy też Rodachan zdecyduje się na dalszą terapię - Hector Vale poważnie podchodził do swojego zadania, ofiarowując lordowi niepodzielną uwagę i układając w głowie roztropną opinię magipsychiatryczną.
Nie wierzył w bogów, w jego domu uczono, że to mugolskie przesądy. Że starzy, prawdziwi bogowie Celtów ze Shropshire odeszli, że to nauka i magia są królowymi świata. Słyszał jednak o Morrigan, niegdyś bogini, obecnie legendzie. Czy to możliwe, by istniała naprawdę - w ich czasach? Nie jemu decydować.
-Słyszał lord o zakładzie Pascala? - zapytał. -Był francuskim czarodziejem, numerologiem. - na tyle mądrym, że docenianym nawet przez mugoli, w których nauki się wtrącał. Vale roztropnie nie powiedział konserwatywnemu arystokracie o związkach Francuza z niemagicznym światem i kontynuował: -W swoich pismach opisał mistyczną wizję, ale nie był pewien jej prawdziwości. W końcu uznał, że będzie żył tak, jakby jego bóstwo istniało - i albo otrzyma za to nagrodę, albo, jeśli wizja była fałszywa, pozostanie w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Nie porzucił jednak dotychczasowego życia, nadal pisał książki i obracał się w kręgach elit. Powiedział lord, że działalność w wojnie... - przełknął ślinę, nie śmiać powiedzieć imienia Czarnego Pana na głos. Pierwszy raz spotkał się w cztery oczy z kimś, kto wprost mówił o spełnianiu jego woli. Choć cieszył się z bezpiecznego Londynu, to lękał się czarnej magii, przypominającej mu o klątwie, której ofiarą padł w dzieciństwie. Wolał trzymać się od tego wszystkiego z daleka, na bezpieczny dystans. Dzisiaj chodziło jednak o zdrowie pacjenta, nie o politykę. -...że wojna i służba rodzinie zgadza się z wolą Morrigan. Wygląda więc na to, że pozostając w Anglii spełnia lord swoją powinność względem nich wszystkich - rodziny, wojny, wizji. Jeśli przyjąć podobny zakład jak Pascal, powrót na Kruczy Półwysep wydaje się ryzykiem, a spełnianie powinności wobec bliskich - głosem rozsądku.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]14.01.22 3:36
Puenta przemyśleń Hectora Vale wiodła do tego, że skoro Travers chętnie dzielił się swoją historią - widocznie nie wstydził się swojego jestestwa. Tym, co mogłoby go rozsierdzić, były niezręczne pytania, na które nie potrafił racjonalnie odpowiedzieć - a które jeszcze z ust nowego magipsychiatry nie padły. Mężczyzna wszak starał się zrobić wszystko, by Rodachana do siebie nie zrazić, podczas gdy rodowy uzdrowiciel pracował z nim przez kilka okrągłych miesięcy. Było zbyt wcześnie, by twierdzić, że metody tego pierwszego były niepoprawne; można nawet przypuszczać, że były wprost proceduralne. Być może jednak filozofia Vale'a różniła się na tyle, by klient, a może przyszły pacjent dał mu szansę. Problem tkwił jednak w tym, że za zgłoszeniem do Hectora tkwiła specyficzna intencja. Jak było powiedziane na początku, Rodachan chciał dać nauce jeszcze jedną szansę... ale nie na wyleczenie, a wykluczenie konieczności leczenia, co było podstawową barierą w procesie terapeutycznym.
- Bywałem ranny tyle razy, żem nie jest w stanie policzyć w pamięci. Wiem, do czego zmierzasz - i stanowczo zaprzeczam, by miało to związek z wypełnianiem mego przeznaczenia. To ryzyko wpisane w zawód, jaki uprawiamy w rodzinie z pokolenia na pokolenie. - żegluga wiązała się z wielkim ryzykiem i nie były to tylko bitwy morskie, które oczywiście staczał na przestrzeni kilkunastu lat morskiego żywota, ale również sztorm, który czasami zbierał swoje żniwa wyjątkowo krwawo.
- Jestem historykiem-mitologiem, badam dzieje czarodziejskiego świata. Znam historię Pascala i tegoż zakładu. - to zabawne, że wypowiada to osoba tak rosłej postury, której dłonie - wielkie, grubopalczaste, niezgrabne, z odciskami - dzierżą wyraźne znamiona ciężkiej pracy fizycznej. Czy ktoś taki rzeczywiście mógł być tak oczytany, by zwać się historykiem? A no mógł, co więcej - pisał nawet własną historyczną książkę. - Sugerujesz więc, że winienem pozostać w domu i wypełniać jej wolę, oczekując, aż sama ześle mi kolejną nagrodę, bo może się okazać, że jestem niegodzien powrotu. To dlatego moja więź z tym miejscem tak słabnie? Dlatego każdego dnia czuję, że coraz bardziej się od niej oddalam, choć robię co w mojej mocy, by przynieść jej zadowolenie? Wciąż czuję, że jest moją patronką, wciąż wierzę w jej obecność, ale... jeśli teraz nie wrócę na Kruczy Półwysep, nie wiem, czy jeszcze ją ujrzę. Czuję, że wzgardziłem jej nagrodą, opuszczając tedy wyspę pod przymusem - i mogę jej więcej nie otrzymać. - to dopiero było zaskakujące. Travers chyba przyjął, że jego rozmówca zaakceptował istnienie tegoż bóstwa i zwyczajnie się go poradził. Ewidentnie nie miał z kim o tym rozmawiać, bo każdy patrzył na niego jak na szaleńca - teraz już nawet jego własny brat. Ciekawe, czy potrzebował teraz magipsychiatry, czy może przyjaciela. - Przekonaj mnie, że warto nawiązać z Tobą dłuższą współpracę. Jaki wpływ chcesz na mnie wywrzeć? Jaki Twoim zdaniem byłby jej cel?
Rodachan Travers
Zawód : Kapitan Zemsty Kruka Padlinożercy
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5/65
SPRAWNOŚĆ : 15/5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10852-rodachan-travers https://www.morsmordre.net/t10900-badb-catha#332054 https://www.morsmordre.net/t10903-w-ciemnej-grocie-blyszczy-skarb https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10902-skrytka-bankowa-nr-2382#332058 https://www.morsmordre.net/t10901-rodachan-travers
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]14.01.22 20:42
Stanowczo zaprzeczam... Im gwałtowniej pacjenci zaprzeczali, tym smutniejsze stawało się spojrzenie Hectora Vale. Zachowywali się, jakby upór był ich tarczą, a same słowa - orężem, które mogło odgonić problem. Szukając jego pomocy, obnażali jednak gardę, a opór zdawał się pustym gestem.
-Nie wątpię, że życie zdążyło zahartować lorda, rodzina przygotować do wojny, a geny pańskich przodków są mocne. - odpowiedział spokojnie, choć ostatnie słowa wplótł do zdania jedynie z kurtuazji. Wiedział, że arystokraci upatrywali w czystej krwi siłę, ale obracając się w kręgach prywatnych uzdrowicieli dowiedział się o chorobach genetycznych nękających to hermetyczne środowisko. Przed wojną, obserwując rumiane i żywiołowe mugolskie dzieci na placach zabaw w londyńskich parkach, wspominał własne chorowite dzieciństwo i czuł nieokreślony żal.
-Domyślam się jednak, że każda bitwa jest jednak inna i stawia przed lordem nowe wymagania. Nawet wychowanie i doświadczenie nie ochroni przed każdą raną na ciele... lub psychice. - zauważył. Mógł przytakiwać niektórym kwestiom aby ułagodzić swojego pacjenta, ale nie mógł bagatelizować wpływu nieustannego stresu na umysł - nawet najsilniejszy. -Odpowiedni odpoczynek i przepracowanie własnych emocji pomagają. - wtrącił cicho.
Atmosfera zdawała się wyciszyć - tak, jakby wzburzone wcześniej morze przerodziło się w rytmiczne fale - gdy wspomniał o Pascalu. Uśmiechnął się lekko, słysząc, że lord Travers słyszał już tą opowieść i że interesuje się historią magii. Faktycznie, nie wyglądał na typowego intelektualistę, ale pozory mylą - a Hector starannie zanotował jego pasję w pamięci, szukając punktów zaczepienia w późniejszej konwersacji, albo późniejszej terapii. Wciąż nie był pewien, czy Rodachan przybył jedynie po jednorazową konsultację, ale nawet w takich przypadkach zachowywał się równie profesjonalnie i spoglądał na znajomość równie perspektywicznie, co przy długoterminowej współpracy.
-Czy to kwestia wiary, czy nagrody? - ośmielił się zapytać, z delikatnym uśmiechem. -Czy jeśli pomimo braku prędkiej nagrody, pomimo słabnącej metafizycznej więzi, będzie lord nadal spełniał swoje obowiązki - to czy nie będzie to wyrazem głębszej lojalności? Podobno prawdziwą miłością nie są romantyczne uniesienia, a umiejętność trwania przy kimś w powszednej codzienności, pomimo braku... równie wzniosłych emocji. Nie możemy kontrolować swoich emocji, ale możemy kontrolować swoje czyny i w ten sposób okazywać wierność. - zauważył, ani razu nie używając imienia bogini (choć sprawiał pozory jakby zgadzał się z lordem i mu wierzył, nie zamierzał potwierdzać tego jednoznacznie - nigdy), i w zamian odnosząc się do zwykłych relacji międzyludzkich. Małżeńskich, feudalnych, każdych. Brzmiał niemal jak ekspert, choć nim nie był. Hector Vale nie miał przecież nawet przyjaciół. Miał tylko pacjentów, którzy byli dla niego wszystkim, dla których potrafił być przyjacielem - nawet jeśli tylko jedna strona czuła się w tej relacji komfortowo, a druga uważnie obserwowała rozmówcę, bacząc na każde słowo i wydając w myślach diagnozy.
-Wydajesz się rozdarty i pełen tęsknoty. Terapia pomoże nazwać te wątpliwości, znaleźć sedno problemów - nawet jeśli nie tych, który dręczy cię obecnie, to takich, które można rozwiązać szybciej aby pomóc przywrócić równowagę. W razie potrzeby, co ocenię podczas kolejnych spotkań, eliksiry antydepresyjne pomogą odzyskać radość życia, a inne oczyścić umysł przed lub po bitwach - jestem licencjonowanym alchemikiem i oferuję je dla swoich pacjentów. Ze swojej strony, ,uszę być jednak pewien, że nasze spotkania nie ściągną na mnie gniewu pańskiej rodziny. Domyślam się, że korzystał lord z usług innego magipsychiatry, obdarzonego ich zaufaniem. Zaszczytem byłoby dla mnie zaoferować swoje usługi, ale zarazem reputacja w moim zawodzie jest wszystkim - i choć jestem pewien, że moje metody nie przyniosą lordowi ani Traversom żadnej szkody, to świadom jestem ludzkich trosk, zazdrości lub animozji i nie chciałbym przysporzyć sobie wrogów.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Cmentarzysko statków [odnośnik]16.01.22 3:48
To zabawne, że z perspektywy Hectora szukanie pomocy było obnażeniem gardy. Gdyby tylko wiedział, że Rodachan Travers był zbyt dumny, by ją spuścić i sięgnąć po czyjąkolwiek 'pomoc', jak gdyby w ogóle jej potrzebował - dwa razy zastanowiłby się, czy chce przyjąć tego pacjenta pod swoje skrzydła. A może Vale wiedział doskonale, że jest inaczej, a to wielmożny lord w zaparte brnął w kłamstwa, tak naprawdę podświadomie zdając sobie sprawę z tego, że potrzebuje tej pomocy? Trudno było to rozpatrywać na tym etapie, choć bez wątpienia pewne przemyślenia magipsychiatrze już mogły się nasuwać.
- Poświęciłem wiele miesięcy, pracując nad własnymi emocjami. Doszedłem do wniosków, które uczyniły mnie lepszym synem, bratem, a za rok, najdalej dwa - jeśli wojna nie zabierze mnie w ofierze - również mężem. Pragnę odnowić dawne więzi z bliskimi przyjaciółmi. Miałem czas by wypocząć, a teraz, kiedy stanąłem na nogi - moja rekonwalescencja została doceniona. Mianowano mnie kapitanem Zemsty Kruka Padlinożercy, tego majestatycznego galeonu, który się przed nami jawi. Na jego pokładzie służę Królowej Umarłych, służę Czarnemu Panu i swojej rodzinie. Realizuję pasje na morzu i lądzie, w żegludze i w historii. Doświadczam rzeczy, których prawdopodobnie nigdy nie będzie Ci dane przeżyć - uczestniczę w morskich bitwach, likwiduję wrogą działalność przemytniczą, badam starożytne ruiny, runiczne symbole, żyję pełnią życia. - ta wypowiedź napawała go dumą, bo mężczyzna naprawdę miał życie bogate w przygody i nie marnował w nim ni chwili na wytchnienie. To mogło go w końcu zabić, ale mógł szczerze powiedzieć, że w swoim niedługim życiu zgromadził tyle przeżyć, ilu nie zgromadzili nestorzy niektórych rodów. Rodachan zwyczajnie korzystał z niego garściami i osiągał zadowolenie. - Zgłosiłem się do Ciebie, bo słyszałem, że posiadasz otwarty umysł i jesteś gotów bliżej przyjrzeć się mojemu przypadkowi, aby ostatecznie zanegować, że Morrigan jest tworem wyobraźni. Nie jest; ona istnieje, objawia mi się w snach, objawiła mi się na Kruczym Półwyspie, zesłała na mnie wiele wizji na jawie i uczyniła mnie tym, kim jestem. A zwą mnie Krukiem Padlinożercą nie bez powodu. Nie każdy może dostąpić jej patronatu. - wyraźnie ustalił pewne ramy tej współpracy. To, czy Hectorowi uda się je przesunąć, zależało już od kolejnych spotkań; obecnie jednak Rodachan Travers był przekonany, że ma rację, a to świat wokół się myli. Klasyczny przypadek fanatyzmu, do tego nadzwyczaj niebezpieczny - mężczyzna bowiem objął kultem bóstwo sprawujące opiekę nad wojną i śmiercią... i jak wynikało z jego słów, sam tą śmierć zadawał.
- Zgadzam się z tym twierdzeniem. Nie musisz dłużej przekonywać mnie, bym pozostał w Wielkiej Brytanii - tę decyzję podjąłem wbrew pozorom już dawno. - przyznał szczerze, bo choć wciąż ciekawiła go sugestia magipsychiatry, który zdaje się, zyskał jego skromne zaufanie - uparcie trwał przy własnym zdaniu i błędem byłoby oczekiwać, że ktoś tak łatwo nim pokieruje. Najwyraźniej rzeczywiście przepracował pewne kwestie we własnym zakresie.
- Nie terapia. Współpraca. Wspólnymi siłami udowodnimy, że nie istnieje żaden problem, z którym pomogłaby mi nauka. Owszem, żyję w dużym stresie i przystanę na kurację eliksirami, ale niechaj sednem tej współpracy będzie oczyszczenie mnie ze znamion zarzucanego mi szaleństwa. - słowo się rzekło. Hector wciąż miał szansę zanegować podjęcia się tej terapii, widząc nastawienie pacjenta... pytanie tylko, czy skoro klient już sięgnął po jego pomocną dłoń, nie istniała żadna szansa, by nakierować go na właściwy tok myślenia? - Nie znajduję się dłużej pod opieką rodowego magipsychiatry, a decyzje, które podejmuję - to moje decyzje. Mojej rodziny nie interesuje, z kim współpracuję - tak długo, jak nie jest terrorystą. Bądź więc pewien, że ze strony rodu Travers nic Ci nie grozi, jeśli powierzane Ci sekrety pozostaną naszą tajemnicą. W innym wypadku, skłonny jestem własnoręcznie zadać Ci śmierć, Hectorze Vale. - przestroga była bardzo nieprzyjemna, ale szczera. Ktoś taki jak Rodachan Travers nie należał do osób, które uroniłyby choćby łzę po swojej ofierze. Miał na sumieniu zbyt wiele żyć i niespecjalnie obciążały jego kręgosłup moralny. - Przetrawię to spotkanie w zaciszu zamkowej komnaty i wyślę Badb Catha z listem, w którym zawrę ostateczną decyzję co do nawiązania tej współpracy. Bywaj. - zakończył, wręczając mu sakiewkę pełną czarodziejskiej waluty, a tedy nie było już śladu po rosłym mężczyźnie, gdyż na horyzoncie ostał się jedynie czarny Kruk Padlinożerca wzlatujący ku pokładzie swojej Zemsty.

ztx2 <33
Rodachan Travers
Zawód : Kapitan Zemsty Kruka Padlinożercy
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5/65
SPRAWNOŚĆ : 15/5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10852-rodachan-travers https://www.morsmordre.net/t10900-badb-catha#332054 https://www.morsmordre.net/t10903-w-ciemnej-grocie-blyszczy-skarb https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10902-skrytka-bankowa-nr-2382#332058 https://www.morsmordre.net/t10901-rodachan-travers

Strona 21 z 21 Previous  1 ... 12 ... 19, 20, 21

Cmentarzysko statków
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach