Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Shelta Vane

Go down 
AutorWiadomość
Shelta Vane
Shelta Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zaręczona
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 19
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif

Shelta Vane  Empty
PisanieTemat: Shelta Vane    Shelta Vane  I_icon_minitime19.12.18 15:29


Shelta Vane

Data urodzenia: 28 sierpnia 1931
Nazwisko matki: Wadock
Miejsce zamieszkania: Fleetwood w Lancashire
Czystość krwi: Półkrwi
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: Naukowiec: alchemik, numerolog, konstruktorka magicznych połączeń teleportacyjnych
Wzrost: 170
Waga: 60
Kolor włosów: ciemno brązowe
Kolor oczu: brązowe
Znaki szczególne: Ciemniejsza karnacja skóry, piegi


Rodzina od strony matki, jak i ona sama była magiczna bardziej niż można było sobie to wyobrazić zwykłym czarodziejom. Byli Romami, nazywani dziwakami, czasem również szaleńcami, lecz takimi, którzy podbijali serca. Dziadkowie Shelty swoją życzliwością i otwartością zaskarbili sobie przychylność portowej wioski do której przybyli z początkiem XX wieku. Otworzyli kantynę w której strudzeni morskimi podbojami ludzie morza mogli odnaleźć dla siebie bezpieczną przystań, wyspać się pod pierzyną, zasmakować w dobrym jedzeniu i cieple którym roztaczali. To właśnie to ostatnie uwiodło czarodzieja i marynarza Nicholas Vane w półkrwi Vadomie Wadock, która tak jak jej przodkowie w otaczającej magii dostrzegała coś więcej niż większość - niewidzialne duchy o różnych imionach; pradawne siły mnogiej ilości minionych pokoleń; coś mistycznego czego nie dało się zamknąć w zwykłych słowach, a co jednak pozwalało na snucie baśniowych ballad ku ich chwale. Wiara ta obfita była w dziwne rytuały, zapomniane i śmieszne pogańskie ceremoniały, niewytłumaczalne zachowania, pełne barw i życia taneczne obrządki przy ogniu. Było w tym coś mistycznego oraz romantycznego. I to też Nicholas w niej pokochał.

Domem Shelty i jej rodzeństwa stało się piętro karczmy dzielone z najbliższą rodziną. Zawsze było przepełniony hałasem, kolorem, życiem. Tętniły nim ściany niewielkich pokoi dzielonych z licznym rodzeństwem, kuchenna podłoga w porze obiadowej, salon z kołyszącym się w rytm matczynej piosnki paleniskiem, przestrzeń korytarza gdy tylko ojcowska stopa oznajmiała swym stukotem powrót z długiej, morskiej podróży. Dziewczynka była gorliwą słuchaczką ojcowskich opowieści o błękitnym bezkresie, szalonych przygodach, jak również magii. Nie takiej zwyczajnej, a tej dotyczącej nieba. To od niego przejęła miłość do gwiazd, astronomii, jednego nieba rozciągającego się nad każdym i wskazującym drogę tym, którzy się w nie zapatrzą. W noc w którą odszedł patrzyła w ciemne sklepienie przeszklonymi oczami dopóki nie nastał świt. To była noc spadających gwiazd.

Niespokojne morze potrafi wyciągnąć piętrzącą się falę po tych, których ukochało i tak też się stało w przypadku ojca Shelty. Najgorszy po stracie nie był jednak żal, a tęsknota. Otwartą ranę zasklepywała rodzinna miłość oraz czas. Ten w końcu płynął dalej dla małej czarownicy odkrywającej już nie tylko domowe ciepło, lecz również te kryjące się w rodzinnej karczmie. Gwar głównej sali, snute przez podchmielonych marynarzy opowieści zapełniały lukę. Zabawny wujek, który konspiracyjnie serwował najlepsze kremowe piwo pilnował by smutek nie zaprzątał jej buzi. Dziadek co prawda wyganiał z kuchennego zaplecza, gdy pojawiły się pierwsze przebłyski niekontrowanej dziecięcej magii zmieniającej napitki w losowo inne, lecz robił to z taką zręcznością, że krzacząca się magia nie była taka straszna, a zabawna. Nieco szalona babcia była lekarstwem na każdy rodzai nudy. Mama zaś najlepszą doradczynią - to w końcu ona pomogła wybrać najlepszą sowę podczas szkolnych zakupów. Wszystko to sprawiło, że pomimo doznanej straty dzieciństwo miała wspominać w przyszłości z przyjemnością.

Trafiła pod skrzydła Hufflepuffu. Domu otwartego na wszystkich tak bardzo pasującego do jej samej. Nie czuła się osamotniona. Wiedziała, że w tych samych murach znajdowali się jej bliscy. Zawsze byli gdzieś nieopodal. Może niekoniecznie obok, lecz za którąś ścianą z kolei zawsze. Wyczuwam ich magię - powtarzała nieraz pod nosem wyglądając przez okno w stronę gwiezdnego nieba i choć było to jedynie jej wyobrażenie wierzyła w nie tak głęboko, że pokrzepiała ją ta myśl za każdym razem gdy tego potrzebowała. A zdarzało się to często. Hogwart był podzielony przez skorowidz, przez ponure wydarzenia wywołujące strach i niepokój, a niedługo również przez wojnę której konsekwencje rzucały cień na bezpieczne niegdyś mury szkoły. Shelta była gdzieś w tle tego wszystkiego. Jej krew nie była rozcieńczona do tego stopnia by spotykał ją ostracyzm, jak również nie była na tyle czysta by czuła się w obowiązku gardzić gorszymi. Wychowano ją w cieple i życzliwości, równości wobec nieba, ziemi, morskiego sztormu. W tych nieciekawych czasach przyjęła rolę ostoi, pocieszycielki dla tych którzy sami cierpieli z samotności niezrozumienia, szarości świata.

Uczennicą była co do zasady pokorną, sumienną nie oznaczało to jednak, że wybitną. Nie radziła sobie z praktycznymi zajęciami związanymi z urokami. Ledwie lepiej było z białą dziedziną magii. Na podobnie mizernym poziomie klasowała się z zajęć lotu na miotle czy historii magii przewidując pomimo braku daru, że nie grozi jej kariera gwiazdy quddicha lub brylowanie na sali posiedzeń wizengamotu. Jednak naukowa - jak najbardziej. Była wybitna z numerologii. Tam gdzie inni dostrzegali męczące i niemające końca wyliczenia tam ona widziała język za pomocą którego mogła wchodzić w dialog z magią. Rozmawiała z nią niezwykle płynnie co przekładało się na osiągnięcia w dziedzinie transmutacji. Biegle radziła sobie również z mapami nieba. Astronomia była dla niej ojcowską spuścizną o którą dbała. Alchemia czerpiąca z mocy tejże stała się więc w sposób naturalny jej siłą. Nie poruszała się tak sprawnie w świecie ingrediencji, jak babcia, lecz umiejętności te nie przeszkadzały jej w osiąganiu sukcesów przy ważeniu mikstur.  

Na przerwy świąteczne oraz wakacyjne zawsze wracała do domu. Czerpała z rodzinnej bliskości. Pomagała również w prowadzeniu karczmy odciążając dziadków oraz matkę przesiadując na kuchennym zapleczu, wirując między stolikami z zamówieniami bądź porządkując noclegowe pokoje. latem spacerowała po plaży, tańczyła przy ognisku. Zimą rysowała łyżwiami magicznie zamrożony płat morza. Gdy dzień był luźniejszy, a atmosfera sprzyjająca śpiewała wraz z biesiadnikami, tańczyła. Gęste od papierosowego dymu powietrze, słony swąd potu, morza oraz ostry zapach rumu odprężał odganiając zbliżające się z roku na rok widmo egzaminów. Nie czuła obaw związanych z osiągnięciem określonego pułapu punktów. Obawiała się tego, co miało przyjść po tym. Jak dotąd to nauczyciele stawiali przed nią wyzwania, zadawali prace domowe. Rodzina kochała ją bezwarunkowo. Nie mieli wobec niej żadnych oczekiwań. Kiedy więc opuściła szkolne mury pierwszy raz czuła się zagubiona. Jej życie zależało od niej. Problem w tym, że nie wiedziała czego chce.

Z chwilą otrzymania wyników rozesłała podania o przyjęcie na staż do wszystkich możliwych departamentów. Po przeciągającej się ciszy na parapecie w końcu zasiadła ministralna sowa. W dziobie trzymała odpowiedź z Departamentu Magicznych Gier i Sportów i to tam, w Urzędzie Patentów Absurdalnych zaczęła się jej dorosła przygoda. Stawiane przed nią zadania nie należały do trudnych. Problem polegał na tym, że z czasem nie wyobrażała sobie spędzenia całego swojego życia na próbie tłumaczenia, że samorozpakowujące się papierki do cukierków nie mają sensu, kiedy to nie da się w nie nic zapakować. By uchronić się od popadnięcia w mizantropię uciekła do Departament Transportu Magicznego na stanowisko asystentki jednego ze szkoleniowców w Komisji Kwalifikacyjnej Teleportacji. O ile teleportacja zawsze fascynowała ją jako magiczny proces tak praktyczna jej strona bez zagłębiania się w teorie była nudna. Rutynę monotonni pomagania w wypełnianiu formularzy przez kursantów, organizowania sal, instruowania w zasady bezpieczeństwa przerywana była na szczęście przez wypadki inicjowane przez tych nieuważnie słuchających instrukcji śmiałków. I niech Melin im będzie za to wdzięczny. Po podwyższeniu swoich kwalifikacji poprzez zdobycie oficjalnej, alchemicznej licencji udało jej się wywalczyć przeniesienie do Biuro Głównego Sieci Fiuu gdzie początkowo była odpowiedzialna za nadzorowanie jakości oraz samą produkcję udostępnianego do publicznego użytku proszku Fiuu, a potem również za konserwowanie samej sieci. Z powodu braków kadrowych po roku została przeniesiona do Urzędu Świstoklików niby na chwilę, lecz ostatecznie została na dłużej. Podobała jej się praca, lecz nagła stabilizacja dopuściła do głosu pytanie: tak będzie aż do emerytury?

Z dnia na dzień porzuciła pracę w Ministerstwie po którym tłukła się od departamentu do departamentu przez prawie pięć lat. Zrezygnowana i bez planu na siebie czy nawet na kolejny dzień wróciła do rodzinnego domu. Pomagała prowadzić rodzinną karczmę, jak również realizowała drobne alchemiczne i świstoklikowe zlecenia. W ten sposób któregoś razu nawiązała kontakt z drobnym naukowcem potrzebującym numerologicznej konsultacji. Wieść o tym poniosła się dalej pocztą pantoflową. Dobre słowo sprawiło, że coraz więcej miała podobnych ofert zarobku. Jedną z takich prac wspomina co prawda bardzo nieprzyjemnie... Pomagała pewnemu znawcy fauny w badaniach nad gumochłonami. Niefortunny wypadek sprawił, że wpadła do wanny w której było prowizorycznie przetrzymywane całe stado. Wspomina to wydarzenie z niewypowiedzianą odrazą i do tej pory skóra jej cierpnie na widok niepozornego stworzenia. Niemniej - ku jej zaskoczeniu, okazało się, że to jest coś czego szukała od samego początku. Naukowa kariera okazała się być samą w sobie ścieżką rozwoju, pasji, pracy. Nie rozumiała czemu zdała sobie z tego sprawę dopiero w chwili kiedy stało się to jej życiem. Coraz rzadziej pomagała w karczmie, tańczyła, bawiła się na lodzie. Częściej przesiadywała nad grubymi tomami oraz rozległymi mapami nieba.

Obecnie prócz oferowania konsultacji numerologicznych, realizowania alchemicznych zleceń oraz konstruowania świstoklików sama zaczyna wykorzystywać zgromadzoną wiedzę do podejmowania się własnych badań. Jej pracownią i domem stała się stara latarnia znajdująca się w tym samym miasteczku co rodzinna karczma. Zakupiła ją z uzbieranych przez siebie środków oraz wsparciu mecenasa który dostrzegł w niej potencjał. Co prawda latarnia wciąż potrzebowała remontu, lecz teraz kiedy nastał niespokojny czas była wdzięczna, że mogła znajdować się blisko rodziny. Każdy dzień spokoju darowany jej przez los przyjmowała z wdzięcznością nie wiedząc jeszcze jaką rolę przyjdzie jej przyjąć tym razem, w tym zmąconym świecie, nad którym ponownie pochylała się wojna. Do dziś pluła sobie w brodę na wspomnienie swej naiwnej ulgi gdy doszły ją informacje o rzekomym pokoju, który zdawał się być fikcją. Nie była głucha. Słyszała narzekania rodziców na Hogwart, na metody Gellerta chcącego wojny, nowego porządku oblanego niepotrzebną i nie wartą tego wszystkiego krwią. Wzburzała się słysząc o nowych, nieudolnych pomysłach kolejno następujących po sobie Ministrów. Nie potrafiła się jednak poruszać w po politycznych tematach, nie miała na nie wpływu. Starała się więc wpłynąć na to co umiała - na szalejącą magię. Anomalie nie były czymś naturalnym. Nie potrafiła jeszcze ustalić ich przyczyny, wyłączyć ich, lecz pracowała nad tym nie wiedząc jeszcze, że przed końcem roku '56 pojawi się jeszcze większe zagrożenie dla świata magicznego oraz mugolskiego niż Grindewald czy anomalie.

 
Patronus: Nie umie wyczarować

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 5+2 różdżka
Zaklęcia i uroki:0 0
Czarna magia:00
Magia lecznicza:00
Transmutacja:19+1 różdżka
Eliksiry:10+2 różdżka
Sprawność:0Brak
Zwinność:5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Angielski (rodzimy)II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
ZielarstwoI2
ONMSI2
AstronomiaIII25
NumerologiaIV40
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
NeutralnyNeutralny
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka (śpiew)I0.5
GotowanieI0,5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Taniec współczesny I0,5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 3
[bylobrzydkobedzieladnie]




magic is in the air tonight


Ostatnio zmieniony przez Shelta Vane dnia 26.01.19 12:52, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Shelta Vane  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Shelta Vane  Empty
PisanieTemat: Re: Shelta Vane    Shelta Vane  I_icon_minitime26.02.19 21:35

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Rodzina Shelty była bardzo magiczna nawet jak na standardy czarodziejów. Młoda panna Vane od maleńkości była otoczona zarówno magią, jak i miłością licznych bliskich. I choć morze pewnego dnia zabrało jej ojca, ten zdążył zaszczepić w jej umyśle fascynację astronomią, a reszta bliskich oraz gwar prowadzonej przez dziadków karczmy nie pozwalały długo się smucić. Świat wciąż był piękny i pełen wartych poznania tajemnic. To z tych czasów wyniosła otwartość i życzliwość, które zaprowadziły ją w szeregi Puchonów, gdzie odnalazła swój drugi dom, zachowując swą dobroć nawet w trudniejszych chwilach, kiedy nawet wśród uczniów magicznej szkoły dały się zauważać podziały i konflikty. Może nie odnalazła w sobie talentu do uroków, ale miała duszę naukowca, brylując podczas zajęć z numerologii, eliksirów czy astronomii. Niezwykle umiejętnie wchodziła w dialog z magią, poznając jej teoretyczne podstawy. Mimo takich pasji i talentów nie tak łatwo było jednak odnaleźć swoją życiową drogę. Choć rodzina ofiarowała jej wsparcie bez względu na wszystko, wolny duch Shelty potrzebował ukierunkowania. Próbowała naprawdę różnych zawodów, w każdym z nich próbując odnaleźć siebie i odkryć, do czego właściwie chciała dążyć. Nie pociągały jej nudne, prozaiczne zajęcia w ministerstwie ani stabilizacja, bystry umysł potrzebował nieustannej stymulacji - ale może to właśnie kariera naukowa okaże się tym, czego pragnęła? Z tak rozległą wiedzą w trudnej dziedzinie numerologii świat badawczy stał przed nią otworem i mogła jeszcze wiele dokonać. I chociaż rzeczywistość stawała się coraz bardziej niespokojna, na horyzoncie majaczyły kolejne wyzwania, z którymi Shelta mogła się zmierzyć - i to nie tylko naukowe. Być może nadejdzie dzień, kiedy i ona będzie musiała opowiedzieć się po którejś ze stron. Co wybierze?

 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzała: Deirdre Mericourt


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Shelta Vane  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Shelta Vane  Empty
PisanieTemat: Re: Shelta Vane    Shelta Vane  I_icon_minitime26.02.19 21:36

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRY-

[30.03.19] Oddano Marcelli Figg: eliksir przeciwbólowy (6 porcji, stat. 10), wywar ze szczuroszczeta (3 porcje, stat. 10), maść z wodnej gwiazdy (2 porcje, stat. 10)

INGREDIENCJEposiadane: jagody z jemioły, strączki wnykopieńki, czułki szczuroszczeta, srebrny gwiezdny pył x8

[13.02.19] Ingrediencje (wrzesień/październik)
[21.03.19] Wykorzystano: płatki ciemiernika x3, strączki wnykopieńki, jagody z jemioły
[01.04.19] Ingrediencje (listopad/grudzień)
[09.05.19] Wykorzystano: ropa czyrakobulwy
[21.09.19] Wykorzystano 1 x sproszkowany srebrny pył
[27.09.19] Otrzymano od Percivala: srebrny gwiezdny pył x2
[03.10.19] Ingrediencje (sty/lut/mar)
[04.10.19] Wykorzystanie: sproszkowany meteoryt x4
[09.10.19] Wykorzystanie: sproszkowany meteoryt

BIEGŁOŚCI
[28.03.19] Wsiąkiewka (wrzesień/październik) +1 PB
[29.07.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień) +0,5 PB
[18.02.20] Wsiąkiewka (sty-mar): +1 PB

HISTORIA ROZWOJU[25.01.19] Karta postaci, -50 PD
[28.03.19] Wsiąkiewka wrześniopaździernik +1PB, +60PD
[28.03.19] Wykonywanie zawodu (wrzesień/październik): +50 PD
[24.07.19] Wykonywanie zawodu (listopad/grudzień), +50 PD
[29.07.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień) +30 PD, +0,5 PB
[21.09.19] Stworzenie świstoklika typu I
[18.02.20] Wsiąkiewka (sty-mar): +60 PD


Powrót do góry Go down
 

Shelta Vane

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20