Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój dzienny z jadalnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I was once told that
walking through a doorway
could cause someone to forget
even the most precious
memories they had
OPCM : 40
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Pokój dzienny z jadalnią   23.12.18 16:53

Pokój dzienny z jadalnią

Do pokoju dziennego wejść można prosto z przedpokoju lub okrążając dom i przechodząc przez kuchnię. Idąc pierwszym sposobem na wprost znajdują się dwie kanapy i ściana okien. Dalej, na prawo stoi stół jadalniany, a jeszcze dalej biały fortepian, wykonany przed wieloma laty na zamówienie matki Alexandra, podarowany mu na piąte urodziny. Za fortepianem znajduje się wyjście na werandę, a obok, na tej samej ścianie co przejście do przedpokoju - tyle, że na drugim końcu salonu naturalnie - wejście do kuchni.




- I'm made of ivory, I'm a cannibal.

- What have you done? You're not a weapon, are you?
Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I was once told that
walking through a doorway
could cause someone to forget
even the most precious
memories they had
OPCM : 40
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   01.03.19 21:50

13. października 1956r., popołudnie
Spotkanie z Rorym napełniło mnie absurdalną mieszanką spokoju i strachu. Nie wiedziałem, co najmłodszy z rodzeństwa Prewett zamierzał, ale znając jego nie zwiastowało to dla mnie nic dobrego. Kiedy tylko dopadnie Archibalda i zacznie zadawać mu pytania... cóż, mogłem mieć pewność, że będę miał do czynienia z Fluviusem w jednej z najbardziej rozeźlonych i zdeterminowanych postaci, jakie mógł przybrać mój drogi rudy uzdrowiciel.
Poczułem się odrobinę lepiej, jednak powrót do domu był bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Było tu okropnie czysto - chociaż harmonię zaburzała moja niedopita poranna herbata i porzucony kałamarz z piórem. Podszedłem do blatu i upiłem łyk zimnej i okropnie gorzkiej herbaty - liczyłem na to, że zadziała jak uszczypnięcie w bok, jednak oczekiwałem zbyt wiele. Pochmurna pogoda sprawiała, że wnętrze kurnika z lekka szarzało, wytracając intensywność kolorów, które starałem się włączyć do wnętrza domu odkąd tylko go zakupiłem nieco ponad miesiąc temu. Z irytacją i dość głośnym brzękiem odstawiłem filiżankę i wyszedłem z kuchni prosto do salonu. Tam na żółtej kanapie leżał ciepły, miękki koc. Bez większego zastanowienia wszedłem pod niego, kładąc się i skupiając na tym, żeby tak po prostu oddychać. Byłem zmęczony. Nie robiłem tak naprawdę nic od trzech dni, a miałem wrażenie jakbym miał za sobą kolejną wycieczkę do Azkabanu. Zacisnąłem szczękę wciągając głośno powietrze przez nos, pusty wzrok wbijając w okno, na którym zaczynały tańczyć pierwsze krople deszczu. Jak łatwiej byłoby, gdyby nic nie istniało, gdybym mógł zapomnieć o świecie, a świat zapomniał o mnie. Jak bardzo chciałbym, żeby...
Moje rozmyślanie przerwało dziwne uczucie w klatce piersiowej. Rozlało się ono po moim ciele, wprawiając mnie całego w niekomfortowy stan wewnętrznego drżenia. Poderwałem się z sofy i złapałem za różdżkę, jednocześnie krzywiąc się z bólu i sycząc przeraźliwie - obite na Stonehenge żebra przypomniały znów o tym, że nie byłem niezniszczalny. Ale to było teraz nieistotne, ponieważ ktoś aktywował zaklęcia ochronne. Ktoś przeszedł przez labirynt i aktywował zaklęcia ochronne. Myśl ta przebiegła przeze mnie jak zbłąkany ładunek elektryczny. Zaraz usłyszałem też walenie do drzwi i jakiś stłumiony głos. Nie wiem, czy Śmierciożercy by pukali - mimo wszystko zachowałem jednak szczególną ostrożność i oddychając płytko zacząłem iść w kierunku drzwi wejściowych. Wychynąłem jak najbardziej dyskretnie z korytarzyka, wyglądając przez okno na ganek. A to, co zobaczyłem sprawiło, że nie wiedziałem czy zacząć się śmiać czy próbować uciekać przez werandę jak najdalej stąd. Opuściłem różdżkę i zawahałem się przez chwilę - lecz tylko przez chwilę. Prędzej czy później musiałem się z nim w końcu zmierzyć, jednak naiwnie myślałem, że nastąpi to raczej później. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je jednym pewnym ruchem, z góry patrząc na zapadającego się w ganek kuzyna.
- Wiedziałem, że nakładając zaklęcia o kimś zapomniałem - westchnąłem, witając Archibalda spojrzeniem podkrążonych oczu wyzierających z bladej twarzy. Po czym kichnąłem, wyglądając przy tym już całkowicie żałośnie.




- I'm made of ivory, I'm a cannibal.

- What have you done? You're not a weapon, are you?
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
Archibald Prewett

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : toksykolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   01.03.19 23:30

Od pamiętliwych wydarzeń w Stonehenge minęły zaledwie trzy dni, a Archibald miał wrażenie jakby minęło już co najmniej parę miesięcy. Wszystko wywróciło się do góry nogami, a on nie potrafił się w tym odnaleźć. Nawet nie pojawił się w pracy, co było najgłośniejszym sygnałem, że coś jest nie tak - chyba nigdy nie wziął urlopu, a pracował w szpitalu ponad dziesięć lat. Był jednak za bardzo zmęczony, zarówno fizycznie jak i psychicznie, żeby być w stanie skupić się na pacjentach. Jego głowę zaprzątały całkiem inne sprawy, w zdecydowanej większości związane z rodziną, wszak teraz naprawdę był za nią odpowiedzialny. Nie tylko za Edwina i Miriam, ale również za każdego kuzyna i małego bratanka, babkę, ciotkę i wuja. Wszystko spoczywało na jego barkach, a jednocześnie cały czas trzymała go myśl, że nawalił już na szczycie. Jak zwykle dał się ponieść emocjom, żonglując rodzinnymi koligacjami jak szalony, przysparzając sobie więcej wrogów niż to było konieczne. Od powrotu ze Stonehenge nie przespał porządnie żadnej nocy, wciąż będąc zbyt poddenerwowanym i zestresowanym, żeby móc po prostu odpocząć. Nie miał czasu na bezczynne leżenie na kanapie, każde popołudnie spędzając w towarzystwie wuja Eddarda, który cierpliwie opowiadał mu o nowych obowiązkach. Archibald niejednokrotnie miał ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że popełnił olbrzymi błąd, ale z szacunku do starszego członka rodziny udało mu się pohamować emocje. Nie zmieniało to jednak faktu, że był po prostu przerażony.
Jakby tego było mało, zamartwiał się o zdrowie najbliższych mu osób. Większość odpowiedziała na jego listy, a Artur z Mare nawet mieli ich odwiedzić następnego dnia, ale jedna osoba jak zwykle musiała się wyłamać. Pierwszego dnia Archibald dał Alexandrowi czas - jeżeli życie Archibalda się skomplikowało, to życie Alexa naprawdę wywróciło się do góry nogami. Wielokrotnie łapał się na chęci odwiedzin, ale szybko wyrzucał ją z głowy - podejrzewał, że kuzyn sam musi sobie wszystko ułożyć, nie chciał się narzucać. Drugiego dnia ręce świerzbiły go, żeby wysłać dziesięć kolejnych listów, chociaż nie dostał odpowiedzi na pierwszy z nich. Trzeciego powiedział sobie dość i postanowił wyruszyć do Doliny Godryka. Jeszcze nie odwiedził Alexa w Kurniku, co uważał ze swojej strony za ogromne niedopatrzenie. Z tego też powodu nie od razu znalazł jego nowy dom, lecz kiedy już mu się to udało, nie miał żadnych wątpliwości kto mieszka w środku. Westchnął głęboko, spoglądając na okazały labirynt. Sam miał przed domem podobny, tylko jeszcze większy. Szczerze mówiąc, nie do końca wiedział na jakiej zasadzie działa, więc po prostu wszedł do środka, myśląc, że po chwili ściany rozstąpią się i przepuszczą go do drzwi. Ale nic takiego się nie stało, wręcz przeciwnie, im dłużej szedł tym częściej natrafiał na ślepe zaułki. W którymś momencie zaczął po prostu kopać liściastą ścianę, korzystając z okazji, że nikt go nie widzi. Potrzebował tego prymitywnego wyładowania energii. Zmęczony usiadł na ziemi, wlepiając spojrzenie w lekko zachmurzone niebo. Jak to wszystko miało teraz wyglądać? Zadał sobie to pytanie chyba setny raz w przeciągu ostatnich dni, ale znowu nie udało mu się na nie odpowiedzieć. Labirynt przepuścił go do drzwi, więc bez myślenia wszedł na ganek, ale nawet nie zdążył zapukać, kiedy jego stopy zaczęły się zapadać. - Cholera jasna, Alex! - Krzyknął ze złością, próbując się wyrwać z potrzasku, jednak ruchome piaski zdawały się wówczas jeszcze szybciej go wciągać. Przez jego obolałe ciało przeszła nieprzyjemna fala bólu, ale była niczym w porównaniu z rosnącą frustracją. Na szczęście udało mu się sięgnąć dłonią do drzwi, więc zaczął walić w nie najmocniej jak mógł aż w końcu w progu pojawił się Alex - powód całej wyprawy. Wyglądał fatalnie, co tu kryć, i nie umknęło to uwadze Archibalda, ale wyjątkowo się tym nie przejął. Chyba każdy uczestnik szczytu prezentował się podobnie. - Naprawdę? - Zapytał z przekąsem, wznawiając próby wydostania się z pułapki, ale piasek sięgał mu już do ramion. - Może łaskawie byś mi pomógł zamiast tak bezczynnie stać? - Wlepił w niego wzrok, oczekując natychmiastowej pomocy, bo już czuł na swoim karku dreszcz paniki. Nigdy nie posądzał się o klaustrofobię, chociaż może nie powinno go to dziwić, skoro wychowywał się na wybrzeżu. - I dlaczego nie odpowiedziałeś na mój list? Naprawdę tak ciężko napisać te pare słów? Narysować pieprzoną kreskę, cokolwiek! - Wykrzyczał, naprawdę nie mogąc się już ruszyć, ale może to i lepiej, bo w tej chwili za siebie nie ręczył. Jego na co dzień blada twarz nabrała czerwonego odcienia, a oddech znacznie przyspieszył, chociaż poczuł ulgę na widok prawie całego i zdrowego Alexa.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I was once told that
walking through a doorway
could cause someone to forget
even the most precious
memories they had
OPCM : 40
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   06.03.19 23:11

Powoli, bardzo powoli nabrałem powietrza w płuca, po czym równie ostrożnie je wypuściłem, wzdychając. Niepełny, niezwykle nieśmiały oddech ze wstrzymaniem klatki piersiowej jasno wskazywał na to, że moje żebra jeszcze nie miały się dobrze. Patrzyłem na czerwieniejącą ze łości twarz Archibalda, który z każdą chwilą zapadał się coraz głębiej w ganek. Poniekąd cieszyłem się z takiego obrotu sytuacji, bo miałem mętne wrażenie, że mógłbym oberwać w twarz. Należało mi się, ale jeżeli w jakiś sposób byłem w stanie tego uniknąć to bardzo głęboko w duchu cieszyłem się, że zapomniałem dodać kuzyna w wyjątki zaklęć ochronnych.
- Już - mruknąłem markotnie, a ramiona wyraźnie mi opadły. Gdyby Archie bardziej lubił zwierzęta to zauważyłby zapewne podobieństwo pomiędzy moją miną, a wyrazem pyska psidwaka, który zrobił totalną demolkę w domu wiedząc, że to ostatnia rzecz, którą należało zrobić. Przykucnąłem i trzy razy zastukałem jej końcem w próg. - Fluvius Archibald Prewett - wymamrotałem pod nosem, po czym dodałem jeszcze jedno puknięcie w drewno. Wyprostowałem się z ciężkim stęknięciem i obserwowałem, jak ruchome piaski zaczynają kotłować się wokół uwięzionego już po samą brodę kuzyna, kawałek po kawałku wypychając go ku górze. Oparłem się o framugę z założonymi rękoma czekając, aż ganek wypluje uzdrowiciela. Normalnie stałbym tak z szelmowskim uśmieszkiem, na podorędziu mając przynajmniej kilkanaście przytyków dotyczących jego osoby, ale teraz sobie darowałem, przybierając minę klasyfikującą się gdzieś pomiędzy "pomocy" a "mam dosyć życia". Przełknąłem ślinę i odepchnąłem się lekko od framugi. Odchrząknąłem i spojrzałem Archibaldowi w oczy szybko orientując się, że ze względu na różnicę wzrostu wyprostowanie się nie było najlepszym pomysłem.
- Herbaty? - zapytałem i nie czekając na odpowiedź zniknąłem we wnętrzu domu, tak aby jak najprędzej przestać patrzeć na starszego kuzyna z góry. Poszedłem prosto do kuchni, od razu odkładając na bok różdżkę i nastawiając wodę. Omiotłem spojrzeniem stertę listów piętrzącą się na kuchennym stole, jednak wiadomości od Archibalda nie było nigdzie na widoku - zapewne napisał jako pierwszy i koperta leżała gdzieś smutno na dole stosiku. Poczułem jeszcze mocniejsze wyrzuty sumienia na myśl o tym, że w czasie kiedy ja spałem zalany eliksirem nasennym, Archibald czekał prawie trzy dni na wiadomość ode mnie, po drodze pewnie dorabiając się przynajmniej trzech siwych włosów.
- Czuj się jak u siebie, tylko zdejmij proszę buty w przedpokoju - zawołałem przez ramię, przypominając sobie że w Weymouth po marmurach nie chadza się raczej w samych skarpetkach, bo byłoby to w przeciwieństwie do obyczajów w Kurniku bezsensowne - lecz Arch mógłby nawet się nad tym nie zastanowić i wtarabanić się wprost na umytą przez Sue podłogę, dlatego zdecydowałem się zainterweniować, nim będzie za późno.
Otworzyłem szafkę chcąc wyjąć z niej kubki, jednak zamarłem w pół ruchu, zauważając na półce obok nich poduszkę z jednej z salonowych kanap. Ściągnąłem brwi, nie do końca pewien, jak ona mogła się tam znaleźć. Ostatecznie jednak wzruszyłem ramionami i wyciągnąłem ją, wraz z kubkami umieszczając na blacie. Usłyszałem, jak zbliża się Archibald i ledwo powstrzymując się od westchnienia zdecydowałem się zacząć ostrzał pytaniami, nim on się tego podejmie.
- Jak Miriam i Edwin? - wypaliłem od razu, kiedy tylko myśl o prewettowych latoroślach powróciła do mej głowy. Bałem się momentu, w którym przyjdzie mi wyjaśnić im to wszystko, co stało się na Stonehenge. - Wiedzą już? - dorzuciłem, praktycznie wstrzymując oddech w oczekiwaniu na odpowiedź. To było dla mnie ważne, tak ważne pomimo wielu innych spraw, które wymagały mojej uwagi. Nerwowo ściskałem w dłoniach kubek, taki duży, pomarańczowy - jeden z moich ulubionych, teraz jednak budzący we mnie nieuchronną nutę rozgoryczenia.




- I'm made of ivory, I'm a cannibal.

- What have you done? You're not a weapon, are you?
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
Archibald Prewett

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : toksykolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   07.03.19 12:18

Odetchnął z ulgą gdy ruchome piaski zaczęły pomału wypluwać go na ganek. Stanie na stabilnym podłożu było niezwykle przyjemne; szkoda, że człowiek zaczynał to doceniać dopiero po takich przygodach. Otrzepał z piasku pobrudzone ubranie, chociaż i tak nie udało mu się go doprowadzić do początkowego stanu. Nie przejął się tym jakoś szczególnie - przecież nie przyszedł na elegancki bal, a na rozmowę do kuzyna. Mógł ubrać się w zwykłe spodnie i koszulę, pozostawiając wszelkie sygnety (przede wszystkim ten najważniejszy, wciąż niezwykle ciążący na palcu) w szufladzie pod kluczem.
Wreszcie mógł przyjrzeć się Aleksandrowi, więc bezceremonialnie zeskanował go spojrzeniem od stóp do głowy, jakby chciał się upewnić czy na pewno ma wszystkie kończyny i żadnych oparzeń trzeciego stopnia. Dzięki wieloletniej pracy uzdrowiciela potrafił szybko oceniać stan zdrowotny ludzi, i choć wydawało mu się, że wyhaczył kilka z męczących go dolegliwości, nie zamierzał interweniować. To nie było nic poważniejszego od tego co dokuczało im wszystkim, przynajmniej takie odniósł wrażenie.
- Chętnie - odpowiedział, wchodząc za Aleksandrem do środka. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to ilość światła. Ten domek przypominał akwarium, ale Archibald nie potrafił powiedzieć, że mu się to nie podoba. Wręcz przeciwnie, podobało mu się to bardzo, i to była jedna z rzeczy które zmieniłby w pałacu w Weymouth. Ciężkie zasłony zdecydowanie ograniczały przepuszczanie promieni słonecznych, a szkoda, szczególnie w pomieszczeniach, których okna wychodziły na plażę. W zasadzie mógł to zmienić, przeprowadzić wielki remont, ale nie miał teraz głowy do takich, mimo wszystko błahych, rzeczy.
- Och, no tak - mruknął, kiedy omal nie wparował mu w pobrudzonych butach do domu. Już się kiedyś spotkał z tym przedziwnym zwyczajem, nie sądził jednak, że Alex tak szybko go przejmie. Dalsza część domu spodobała mu się tak samo jak początek; musiał przyznać, że było tutaj dość przytulnie. Chociaż zdziwił go widok szczotki do włosów wsadzonej w wazon z kwiatami. Postanowił jednak nie zawracać sobie tym głowy i dołączył do Alexa w kuchni. - Ładnie tutaj - skwitował, pozwalając złości na razie ulecieć. Najważniejsze, że kuzyn stał przed nim cały i zdrowy - to, że nie napisał do niego nawet jednego uspokajającego słowa miało go jeszcze trochę pomęczyć, ale zrzucił to na barki wydziedziczenia. Nawet nie próbował zrozumieć jak wielka to musi być zmiana. Sam nigdy nie zostanie postawiony w podobnej sytuacji, nie pojmie z czym tak naprawdę się wiąże. Zmarszczył jednak czoło, kiedy zobaczył poduszkę na półce z kubkami. Czy powinien jednak zacząć się martwić jego stanem zdrowia? - Przeprowadzasz jakiś eksperyment? - To jedyne co przeszło mu przez myśl. Oparł się o ścianę, wyglądając na zewnątrz przez jedno z wielu okien. Było tu tak dziwnie spokojnie, o wiele bardziej niż w Weymouth. Chociaż z drugiej strony czasem miał wrażenie, że to on jest nośnikiem tej stresowej atmosfery i zabiera ją ze sobą gdziekolwiek nie pójdzie.
Taktyka Aleksandra okazała się słuszna, bo Archibald już układał w głowie tuzin pytań, którymi miał go zamęczyć, jednak wspomnienie dzieci skutecznie odwróciło jego uwagę. Spuścił wzrok na podłogę, wzruszając ramionami. - Jak to dzieci. Czują, że coś się dzieje, ale większość dnia spędzają na zabawie - odparł, szczerze zazdroszcząc im tej beztroski. - Jeszcze nie wiedzą - dodał, podnosząc wzrok. Nie potrafił znaleźć odpowiedniego momentu na takie rewelacje, chociaż znając naturę dzieci, pewnie nie odbiorą tego w ten sam sposób co reszta rodziny. - Nie wiem jak im to wytłumaczyć. Nie zrozumieją, że można kogoś wyrzucić z rodziny, mimo że nie zrobił nic złego - wychowując się w niemal idyllicznym Dorset jeszcze nie miały okazji zetknąć się z drugą twarzą arystokratycznego świata, a Archibald nie chciał ich uświadamiać, chociaż wiedział, że powinien. Nawet Weymouth nie było takie święte jak mogłoby się wydawać.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I was once told that
walking through a doorway
could cause someone to forget
even the most precious
memories they had
OPCM : 40
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   10.03.19 17:47

Herbata była dobra na wszystko, a już zwłaszcza na zmartwionego kuzyna u progu.
Patrzyłem na schowane w szafce pudełeczka i torebeczki jednocześnie myśląc intensywnie o wszystkim i o niczym - nie byłem w stanie skupić się na jednej konkretnej rzeczy, dlatego wlepiałem oczy w napisy na każdym pojemniku. Herbata. Podobno musiała być dopasowana do okazji, jednak ja nie byłem szlachcianką żeby kiedykolwiek przykładać wagę do takich rzeczy. Piłem to, na co miałem akurat ochotę, dlatego bez zastanowienia wyciągnąłem najzwyklejszą zieloną herbatę dla siebie i białą dla Archibalda.
- Dziękuję. Starałem się żeby było po prostu dobrze - odparłem i uśmiechnąłem się ciepło. Kurnik był po prostu spokojnym miejscem, w którym mogłem się schować - teraz było to potrzebne jeszcze bardziej niż kiedy kupowałem dom przed miesiącem. - Nie dostaniesz tu niestety sprowadzanych prosto z Chin herbacianych białych kruków, ale mam nadzieję, że wybaczysz mi to niedociągnięcie - rzuciłem z lekkim posmakiem sarkazmu na języku, boleśnie świadom tego, że zakup jakichś wymyślnych napitków mógłby nadszarpnąć mój budżet na tyle, że nie byłoby mnie stać nawet na chleb. Okazuje się bowiem, że ceny jedzenia pomimo wciąż takich samych wartości liczbowych na etykietach potrafią solidnie skoczyć w górę jeżeli zmienia się stan skrytki bankowej ich nabywcy. Zerknąłem wyczekująco na imbryk, lecz ten w dalszym ciągu nie gwizdał - westchnąłem, obracając się do Archibalda z lekkim wzruszeniem ramionami. Na jego pytanie opuściłem je jednak, ściągając brwi w objawie niezrozumienia. Eksperyment? Podążyłem wzrokiem za spojrzeniem kuzyna i nagle wszystko stało się jasne. - Ach - westchnąłem, uśmiechając się na myśl o jasnowłosym indywiduum, które było autorem tego skonfundowania. - Niedaleko mieszka Sue Lovegood, czasem tu zagląda - dodałem, resztę pozostawiając za kurtyną milczenia. Kto chociaż odrobinę poznał jakiegoś Lovegooda ten wiedział, że nie do końca dało się ich opisać słowami.
Odmierzyłem do kubków przy pomocy łyżeczki odpowiednią ilość liści, po czym schowałem saszetki i wróciłem do nerwowego zerkania w stronę gotującej się wody. Wiedziałem, że ta rozmowa będzie odrobinę jak pojedynek, ponieważ chyba każdy z nas miał do drugiego wiele pytań i potrzebował jeszcze większej ilości odpowiedzi - i chociaż odrobinę pokierowany taktyką, tak mimo wszystko w ostatnich dniach nagminnie nawiedzały mnie myśli o małych Prewettach. Zaciskałem palce na kubku, choćby w jakichś sposób chcąc zminimalizować napięcie drapiące od środka w ściany mojego ciała.
- Chciałbym z nimi porozmawiać jak już zdecydujesz się im powiedzieć - powiedziałem, patrząc na Archa z powagą, ale przede wszystkim prośbą. - Zmieniło się wszystko, wiem, ale tak długo jak mogę być częścią waszego życia, tak nie wyobrażam sobie by miało się zmienić to jak są dla mnie ważni - powiedziałem, a ledwo zamknąłem usta czajnik zaczął cicho pogwizdywać. Zatrzymałem na Archibaldzie swoje spojrzenie na krótką chwilę nim odwróciłem się, by zdjąć imbryk z ognia. Woda nie zdążyła się całkiem zagotować - aż takim ignorantem w dziedzinie parzenia herbaty w końcu nie byłem, by zieloną i białą zalewać wrzątkiem, przecież w moich żyłach płynęła angielska krew - więc czym prędzej napełniłem kubki i wręczając kuzynowi jasnozielony sam złapałem za pomarańczowy.
- Usiądziemy w salonie - wyjaśniłem tylko, ruszając korytarzem do pokoju dziennego. Minąłem fortepian i jadalniany stół, ostatecznie opadając na granatową kanapę. Westchnąłem cicho i zacząłem intensywnie wpatrywać się w chyboczący się w kubku napar, w głowie wyobrażając sobie rozmowę jaką miałbym przeprowadzić z Miriam i Edwinem.
Sam fakt, że zaistniała sytuacja w której trzeba było im wytłumaczyć coś takiego był zwyczajnie okrutny.




- I'm made of ivory, I'm a cannibal.

- What have you done? You're not a weapon, are you?
Powrót do góry Go down
 

Pokój dzienny z jadalnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dolina Godryka, Kurnik-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19