Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Pokój dzienny z jadalnią

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

wiesz, że mały ogień
wielki las podpala?

OPCM : 45
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Metamorfomag
Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 4e0db9e91a8859115dd5d8e9e4d43a6e

Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 Empty
PisanieTemat: Pokój dzienny z jadalnią   Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 I_icon_minitime23.12.18 16:53

First topic message reminder :

Pokój dzienny z jadalnią

Do pokoju dziennego wejść można prosto z przedpokoju lub okrążając dom i przechodząc przez kuchnię. Idąc pierwszym sposobem na wprost znajdują się dwie kanapy i ściana okien. Dalej, na prawo stoi stół jadalniany, a jeszcze dalej biały fortepian, wykonany przed wieloma laty na zamówienie matki Alexandra, podarowany mu na piąte urodziny. Za fortepianem znajduje się wyjście na werandę, a obok, na tej samej ścianie co przejście do przedpokoju - tyle, że na drugim końcu salonu naturalnie - wejście do kuchni.
Zaklęcia ochronne: Cave Inimicum, Mała twierdza (okna), Tenuistis
[bylobrzydkobedzieladnie]




I moje prawdy uśpione,
ja nie mam serca do stworzeń
co to się karmią dramatem,
a popijają cudzym płaczem.
I moje racje laickie,
ja nie mam serca do istnień
co to się żywią tragedią,
a odurzają nie swoją klęską.


Ostatnio zmieniony przez Alexander Farley dnia 02.06.20 13:30, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

wiesz, że mały ogień
wielki las podpala?

OPCM : 45
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Metamorfomag
Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 4e0db9e91a8859115dd5d8e9e4d43a6e

Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 I_icon_minitime03.12.19 9:19

| podkład (jeff bright jr - a sky full of flowers)

Alex rzucił Percivalowi spojrzenie mówiące "podpadłem bez szansy na ratunek", wiodąc nim zaraz na górę schodów, tak jak Percival. Zakłócona radiem cisza była okropnie wymowna i dobitnie informująca wszelkie osoby przebywające w domu, że Charlotte nie miała ochoty widzieć kogokolwiek. Farley czuł się z tym dziwnie, trochę nieswój: w jednej chwili z całkowicie zagubionego człowieka pozbawionego przeszłości i rodziny został starszym bratem - kimś, kto z definicji miał być oparciem, kimś kto wskazywał drogę i do kogo można było się zwrócić z każdym problemem. Niestety, miał też wiele tajemnic, o których Lotcie najzwyczajniej na świecie powiedzieć nie mógł, które tworzyły szeregi zasad i zakazów, których nie mógł wytłumaczyć jej zachowując dyskrecję. Kroczył po bardzo kruchym lodzie, który rozpaczliwie jęczał pod jego stopami.
Z chwilowych rozmyślań ponownie wyrwał go głos Percivala. Alexander spojrzał na niego, może z lekka zaskoczony tym nagłym wyznaniem. Skinął jednak głową, wolno, z namysłem. - Ja też się cieszę, że ją mam - przyznał, odwracając się znów do ramienia mężczyzny. Mimo bluzgów Farley zachował kamienną twarz doceniając, że jedyna forma wyżywania się jaką uskuteczniał wobec niego Nott była werbalna. Już wiele razy zdarzało się, że mniej odporny na ból pacjent zaczynał wierzgać rozpaczliwie, a wtedy młody uzdrowiciel miał nieplanowany trening z koordynacji i robienia uników. - Twardy jesteś - mruknął jeszcze z uznaniem zanim na moment odwrócił do szafek, aby wyjąć z nich cukiernicę i po nastawieniu łokcia zanieść ją wraz z herbatą do pokoju dziennego. - Do usług - odparł z uśmiechem, zerkając jeszcze przelotnie na swojego gościa. - Jakbyś kiedyś potrzebował pomocy uzdrowicielskiej to drzwi stoją otworem, tutaj i w Mungu. Na Archibalda też możesz na pewno liczyć, jest jaki jest, ale rozum i serce ma po właściwej stronie - przyznał, opadając na ławę fortepianową. Uśmiech na komentarz o oknach przez chwilę na ustach Gwardzisty, gdy ten wpatrywał się w zasnuty zimą świat za oknem. Zniknął dopiero na chwilę przed tym, jak Farley wyrzucił z siebie wszystkiego, co leżało mu na żołądku w temacie legilimencji. Percival jednak się nie wycofał, nadal będąc pewnym swojej decyzji - na której uzasadnienie miał cały szereg logicznych argumentów. - Słusznie - przytaknął drugiemu zdrajcy z cichą, chłodną kalkulacją. On również nie zamierzał się wycofać z tego, co postanowili: pomoc Percivalowi w nauce stanowiła nie tylko formę bardzo brutalnej pomocy, ale też sposób na zabezpieczenie tajemnic Zakonu.
Powoli uciekające w bok spojrzenie prędko powróciło jednak do brodatej sylwetki przycupniętej na podłokietniku kanapy, a z twarzy Alexa dało się wyczytać zdeterminowanie. - Wiem. Byłem przy Śmierciożercach w Ministerstwie, kiedy rzucali pożogę; pomagałem im uprowadzić ministra; wizytowałem dwukrotnie w Azkabanie jako intruz, więc mam oględne pojęcie o tym, czego mogę doświadczyć. I postaram się nie przeskoczyć od razu do konkluzji - powiedział z pewnością w głosie. Nawykł do widywania okropności, a intuicja podpowiadała mu, że w swoim poprzednim życiu doświadczył ich jeszcze więcej. I chociaż nie potrafił w pełni wybaczyć Percivalowi za rzeczy, które ten robił wcześniej, to wciąż potrafił odstawić je na bok, unieść się ponad uprzedzenia; nie pozwalał przeszłości przesłonić tego, co działo się w teraźniejszości oraz tego, co pozostawało w sferze oczekiwań wobec przyszłości. - Czuj się jak u siebie - Alexander wskazał niezobowiązującym gestem na kanapę, odwracając się po tym do klawiszy. Sam również potrzebował oczyścić umysł, a nie istniało na to wiele lepszych rozwiązań od gry na fortepianie. Zagubił się wśród pięciolinii, kropek i kresek, które pod jego palcami nabywały kształt dźwięków, poza którymi przestawały istnieć czas i przestrzeń: aż do momentu, gdy dobiegł go głos Percivala.
Alexander skończył frazę, a oderwane od instrumentu palce zacisnął na różdżce. Rzucił wpierw niewerbalne Muffliato na pomieszczenie, nie chcąc niepokoić Lotty krzykami. Podniósł się potem i zbliżył do smokologa od strony oparcia kanapy, pozostając poza zasięgiem wzroku czarodzieja.
- Spróbuj stawić mi opór. Jeżeli dostanę się do środka postaraj skupić się na momencie we wspomnieniu, w którym możesz postawić przede mną mur, zmuszając do wycofania; albo stwórz w nim drzwi, przez które wypchniesz mnie ze wspomnienia. Nie będę napierał mocno, bo nie o to chodzi - powiedział jeszcze cicho, merytorycznie, kiedy unosił różdżkę. Był bardzo skupiony.
- Legilimens.




I moje prawdy uśpione,
ja nie mam serca do stworzeń
co to się karmią dramatem,
a popijają cudzym płaczem.
I moje racje laickie,
ja nie mam serca do istnień
co to się żywią tragedią,
a odurzają nie swoją klęską.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 I_icon_minitime03.12.19 9:19

The member 'Alexander Farley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 82


Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 34
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 I_icon_minitime21.12.19 22:44

Wcale nie czuł, że zasłużył na uznanie dźwięczące w głosie Alexandra, wewnętrznie żałując, że nie potrafił znieść bólu z nieruchomą twarzą; nie znosił okazywać słabości – a jeszcze bardziej nienawidził bycia zdanym na czyjąś laskę i niełaskę, nawet jeśli po drugiej stronie stała osoba obdarzona przez niego zaufaniem. Całkowicie irracjonalnie; po części zdawał sobie nawet sprawę z tego, że w rzeczywistości daleko mu było do roli damy w opałach, ale konieczność poproszenia o uzdrowicielską pomoc i tak niemal zawsze wiązała się w jego przypadku z wyraźnym dyskomfortem – i to nie tylko fizycznym. Być może dlatego na ogół jak ognia unikał szpitali, z uporem obrażonego hipogryfa udając, że nic mu nie było – dopóki nie przekroczył granicy, za którą udawać nie był już w stanie. – Jeździłem na wyprawy z magomedyczką, która zawsze groziła nam spętaniem Esposas, jeśli za bardzo jej przeszkadzaliśmy w składaniu nas – odpowiedział pół-żartem, pół-serio, podążając za gospodarzem do pokoju. Podziękowania za zaoferowaną pomoc zatańczyły mu przelotnie na języku, ale zanim zdążył je wypowiedzieć, wspomnienie imienia Archibalda wykrzywiło jego usta w niekontrolowany grymas. Niektóre uprzedzenia nigdy się nie starzały. – Nie wątpię – mruknął cierpko, tonem, który świadczył o tym, że wyraźnie wątpił – być może nie tyle podejrzewając Prewetta o przeprowadzenie niecnego zamachu na jego życie, co o doprawienie uzdrowicielskiej przysługi jakimś wyjątkowo okrutnym i jednocześnie wyszukanym żartem.
Nie miał jednak okazji do zastanawiania się nad tym zbyt długo, sprowadzony na ziemię wizją nadchodzącej nauki. Traktowanej przez niego wyjątkowo poważnie; kiwnął krótko głową w reakcji na odpowiedź Farleya, lekko wytrącony z równowagi tym, jak spokojnie i pewnie brzmiał jego głos, kiedy mówił o tym, co przeżył, znajdując się pod działaniem paskudnej klątwy. Śmiałe zapewnienie nie uspokoiło jego nerwów całkowicie – wciąż istniały rzeczy, których wolałby nie wywlekać na światło dzienne, i to nie tylko związanych bezpośrednio z jego służbą w szeregach Czarnego Pana – ale wierzył, że Gwardzista nie rzucał słów ani obietnic na wiatr. W ogóle mu wierzył – że nie nadużyje złożonej w jego ręce władzy, ani że nie wykorzysta jej, by mu zaszkodzić – chociaż skąd właściwie brało się w nim to przekonanie, tego określić nie był w stanie.
Nie wiedział, ile dokładnie minęło czasu, odkąd opadł ostrożnie na kanapę, wsłuchując się w grę Alexandra, do chwili, w której postanowił przerwać ciszę – ale muzyczne preludium zdawało się już samo w sobie cofnąć go do przeszłości, zatapiając umysł w zagrzebanych głęboko wspomnieniach. Tych skąpanych w zielonoszarym świetle lasów Sherwood, zaglądających przez przestronne okna do wnętrza pokoju muzycznego, w którym szczupłe palce Elise z wprawą i gracją poruszały się po klawiszach pianina; coś ścisnęło się we wnętrzu jego klatki piersiowej, kiedy pod powiekami dostrzegł niewyraźny zarys delikatnego profilu kuzynki, prawie siostry – i być może był to jeden z powodów, dla którego zdecydował się na uchylenie powiek oraz zasygnalizowanie swojej gotowości do rozpoczęcia ćwiczeń.
Pozornej – bo wciąż zanieczyszczonej niepokojem, potęgującym się tylko, gdy sylwetka Alexandra zniknęła mu z oczu, a mężczyzna znalazł się za jego plecami. Percival poruszył się odrobinę nerwowo, poprawiając się na kanapie, i zastanawiając mimowolnie, czy ze strony byłego Selwyna było to działanie celowe. Nie zadał jednak pytania formującego mu się na ustach, zamiast tego wysłuchując ostatnich wskazówek – odzywając się dopiero, gdy wybrzmiały. – Stwórz drzwi? Jak?.. – wyrwało mu się jeszcze, prawie się odwrócił, chcąc posłać czarodziejowi zdezorientowane spojrzenie – ale nie zdążył tego zrobić, bo w następnej sekundzie jego myśli nie były już jego.
To nie był pierwszy raz, kiedy doświadczył skutków legilimencji, ale bez względu na to, jak wiele razy pozwoliłby komuś na przekroczenie bram swojego umysłu, nie słabło paskudne uczucie nagości – zakropione przeszywającym czaszkę bólem, dezorientującym, tym gorszym, że nie fizycznym – a fantomowym, nieuchwytnym, niemożliwym do opisania słowami. Trudnym do zniesienia; chyba krzyknął – choć nie był pewien, bo wszystkie dźwięki zagłuszył nagle grzmot, przeciągłym dzwonieniem wdzierający się do jego uszu. Zniknęła kanapa, rząd okien i śnieg za nimi, zniknął też chyba sufit nad jego głową – bo w jego barki i plecy uderzył grad, ostry, tnący bez trudu gruby materiał płaszcza i pozostawiający po sobie głębokie rozcięcia, pulsujące piekącym, gorącym bólem, studzonym jedynie przez lodowaty wiatr. Oczy zasnuła mu ciemność, rozganiana bielą błyskawic, w której dostrzegał przed sobą zakapturzone sylwetki, oświetlane piorunami i promieniami zaklęć; tuż obok niego jęczał walący się pod własnym ciężarem budynek – a on wiedział, że w środku znajdował się ktoś, kto potrzebował pomocy. Adrenalina wypełniła jego żyły niemal natychmiast, wyostrzając zmysły, sprawiając, że czuł więcej: strachu, bólu i lodowatej determinacji, mieszających się ze sobą w żałosną mieszankę, której najchętniej nie pokazywałby nikomu, ale którą – wbrew swojej woli – dzielił się z obecnym w jego umyśle intruzem, w jednej sekundzie odsłaniając przed nim nie tylko myśli odważne, pchające go do przodu, ale również i te wstydliwe i zduszane w zarodku: o tym, by uciec, by ratować siebie. Nie zrobił tego teraz, tak samo, jak pamiętał, że nie zrobił tego wtedy – wyciągając przed siebie różdżkę, z której błysnęła salwa ostrych jak brzytwa noży, mających za moment utkwić w plecach ubranej na czarno czarownicy. Podążył za nimi spojrzeniem, ale nim zdążyły dosięgnąć celu, spod stóp zniknął mu grunt – i zaczął spadać w dół, niżej i niżej, w niekończącą się czeluść, za towarzystwo mając tylko tę rozpychającą się obecność, której chciał się pozbyć, wypchnąć, wyrzucić – najlepiej wpychając niżej w tę wydartą w ulicy wyrwę, stopniowo napełniającą się siekącym z nieba deszczem i gradem.
Znów był w salonie Alexandra.
Musiał krzyczeć – być może inkantacje zaklęć, może przekleństwa, może nic konkretnego – bo w gardle czuł suchość; dyszał też ciężko, a na karku i skroniach skroplił mu się pot. Zacisnął powieki, pochylając się do przodu i starając się opanować chwilową falę mdłości, nie do końca pewien, czy udało mu się własnoręcznie wyrzucić mężczyznę ze swoich wspomnień – czy może ten wycofał się sam. – To był wieczór, kiedy byliście w Azkabanie. Kiedy Rycerze zaatakowali lodziarnię Fortescue na Pokątnej – powiedział zachrypniętym głosem, chcąc nadać obrazom kontekst. Były świeże, na tyle, że wciąż o nich myślał – i być może dlatego było to pierwsze wspomnienie, które zdołał dostrzec Alexander. – Potrzebuję chwili. – Wziął głęboki oddech, prostując się powoli. Otworzył oczy – po przebywaniu w ciemnościach, bielejący za szybami śnieg wydał mu się nagle oślepiający. – Wycofałeś się sam? – zapytał, odwracając się i szukając wzrokiem Farleya. To, że musiał zapytać, chyba nie było dobrym znakiem.

| osiemdziesiąty drugi wątek w mojej wsiąkiewce (nie licząc retrospekcji) to obrona lodziarni, a tutaj rzuciłam na test sporny; 245/270 (25 - psychiczne)





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

wiesz, że mały ogień
wielki las podpala?

OPCM : 45
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Metamorfomag
Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 4e0db9e91a8859115dd5d8e9e4d43a6e

Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 I_icon_minitime26.12.19 0:47

Alexander prychnął, z lekka rozbawiony.
– Jaka szkoda, że w Mungu nie pozwalają na takie zabiegi – westchnął, kręcąc głową. Wielu problematycznych pacjentów przydało by się skuć od czasu do czasu, ale za takie działania najpewniej czekałaby go przynajmniej dyscyplinarka, a w najgorszym wypadku – ze względu na jego październikowy antyawans społeczny i zdecydowaną sympatię dyrektora Lowe względem czystej krwi – huczne zwolnienie. Pochmurną myśl Alexandra rozwiała jednak odrobinę kąśliwa uwaga Percivala; czoło młodego Gwardzisty wygładziło się, a chłopak zaśmiał się. – Nie wiem dlaczego, ale nie ty jeden reagujesz tak na Archa. Najwidoczniej coś jest na rzeczy – mruknął, lekko się przy tym zgrywając przy pomocy podejrzliwego tonu głosu, godnego nawet samego Sherlocka Holmesa. Musiał przyznać, że tak właściwie to przyjemna atmosfera spotkań z Percivalem wydawała się powstawać aż za łatwo. Farley nie przywykł do tego, że życie tak po prostu mu coś od siebie daje: od czerwca miał wrażenie, że tylko przed czymś ucieka lub o coś walczy, tracąc przy tym wszystko, co tylko można było stracić.
Wszystkie negatywne myśli wypchnął jednak za drzwi w chwili, w której pozwolił sobie na zgubienie się pośród białych i czarnych klawiszy fortepianu. Spokój, jaki osiągał w czasie gry był dla niego chyba zupełnie nieosiągalny w jakiejkolwiek innej sytuacji. I właśnie w tym zupełnym wyciszeniu zbliżył się do Notta z różdżką w dłoni, wypowiadając frazę aktywującą umiejętność, a której Farley nie był do końca dumny. Nawiązywała ona bowiem do tego wszystkiego, co czaiło się w mroku niepamięci Alexandra: jego drugiej, ciemniejszej strony, która współistniała z nim odkąd pamiętał, a której genezy nie umiał odkryć. Wdarcie się do umysłu Percivala przyszło mu wręcz za łatwo. Jaźń Gwardzisty nie napotkała oporu, wyciągając się coraz bardziej, wbijając się głęboko we wspomnienie, prosto w wir walki. Gdzieś na granicach świadomości wyczuwał ból, jaki wydobywanie wspomnienia powodowało: na moment dzielili z Percivalem coś więcej, niż do tej pory. Alexander poczuł emocje towarzyszące mężczyźnie w nocnej potyczce, tak dobrze znane i samemu Farleyowi z każdego z jego pojedynków. Tętno przyspieszyło jak na komendę, a ramiona skuliły się pod naporem ciężkiego, zimnego gradu i wiatru. Różdżka w dłoni zdawała się jedyną ostoją w burzową noc, jakby jedyna nadzieja, której należało trzymać się jak najmocniej. I to wszystko wciąż poddawało się instynktowi, który kalkulował naprędce, starając się walczyć o przetrwanie; instynkt z kolei, krzyczący do niego strachem i bólem, musiał uginać się woli, woli uratowania kogoś i skrzywdzenia kogoś innego. Bitwa przeciwieństw gorzejąca w istnieniu, zaburzona nagłym przesunięciem się środka ciężkości, zniknięciem gruntu pod stopami, rozgorączkowaną próbą... Dość.
Alexander wycofał się; wrócił salon wypełniony zimowym blaskiem wpadającym przez rzędy okien. Powoli pojawiały się kolejne elementy wystroju pomieszczenia, a w końcu i sylwetka siedzącego przed nim mężczyzny. Uzdrowiciel milczał, nie odważając się na przełamanie ciszy, jaka rozsiadła się między nimi. Poruszył się dopiero w chwili, w której Percival odezwał się ponownie, przestępując z nogi na nogę. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Alex pokiwał tylko głową. Wciąż milczał, kiedy obchodził sofę, aby usiąść na siedzisku obok Percivala. Brwi miał lekko ściągnięte, a jego serce jeszcze nie uspokoiło się po nagłym zrywie. – Pomogę – mruknął, po czym machnął różdżką w kierunku towarzysza jakby od niechcenia. Paxo wymówił inkantację, po czym znów zamilkł, uspokajając oddech do końca.
– Wiesz... jeżeli mogę skomentować – zaczął niepewnie – to nie masz  się czego wstydzić. Nie ważne, czy jesteś byłym Rycerzem Walpurgii czy Gwardzistą. Strach to normalna rzecz. Nie policzę ile razy sapał mi na kark – wyznał, milknąc znów na chwilę. – Ale tak, wycofałem się sam. Drzwi to taka metafora. Widzisz, wspomnienie jest najbardziej osobistą rzeczą, jaka do nas należy – powiedział, spoglądając na siedzącego obok smokologa. – Nie jesteśmy stworzeni do obrony czegoś, co w naturalnym porządku nie powinno być możliwe do skradzenia. Dlatego, żeby obronić swój umysł trzeba go zdepersonifikować. Musi przestać być twój. To po prostu pomieszczenie z drzwiami; pomieszczenie, nad którym masz kontrolę. Za każdymi drzwiami kryje się pokój-wspomnienie. Jestem jak włamywacz wyważający drzwi. Wdzieram się do pokojów z impetem, jeżeli dasz radę zaryglować drzwi poprzez wyparcie wszelkich osobistych uczuć względem wspomnienia, nie będę miał czego użyć jako łomu. Albo, jako pan pokoju, możesz stworzyć drzwi, które otworzą się łatwo, ale tak naprawdę wprowadzą mnie w coś, co nie ma jakiejkolwiek wagi, czego nie będę mógł wykorzystać przeciwko tobie, do nieistniejącego wspomnienia – wyjaśnił, w międzyczasie podciągając nogi na kanapę i siadając po turecku bokiem do oparcia, tak, aby patrzeć wprost na siedzącego obok czarodzieja. – Wiem, że to nie jest łatwo, ale do tego właśnie dążysz. Do wyłączenia emocji, wyciszenia ich, zignorowania. Skup się na melodii, którą grałem, spróbuj stworzyć na niej nieistniejące wspomnienie, do którego nie masz jakiegokolwiek przywiązania. Niech do będzie wszystko, o czym myślisz; w ten sposób powinieneś skutecznie zamknąć przede mną swój umysł – powiedział Alexander, a w jego oczach i delikatnej gestykulacji widać było, jak bardzo młodzian pasjonował się tematem ludzkiego umysłu.
– Daj znać, jak będziesz gotowy – powiedział tylko, samemu wykonując lekki ruch głową w celu rozluźnienia karku. Kiedy Percival potwierdził, Alexander ponownie zacisnął palce na hikorowym drewnie swojej różdżki. Legilimens wymówił inkantację aktywującą zdolność wnikania do cudzych umysłów.

| zt x2[bylobrzydkobedzieladnie]




I moje prawdy uśpione,
ja nie mam serca do stworzeń
co to się karmią dramatem,
a popijają cudzym płaczem.
I moje racje laickie,
ja nie mam serca do istnień
co to się żywią tragedią,
a odurzają nie swoją klęską.


Ostatnio zmieniony przez Alexander Farley dnia 29.02.20 17:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 I_icon_minitime26.12.19 0:47

The member 'Alexander Farley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 21


Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Supercalifragilisticexpialidocious
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 29dcd797e08c26682d2d5e08269b2561

Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią   Pokój dzienny z jadalnią - Page 2 I_icon_minitime29.02.20 17:28


06.04.1957 r.?


Po kilku kieliszkach whisky zdołał się rozgościć na kanapie w domu Alexandra. Nogę niekulturalnie postawił na nodze. Nalewał ponownie Skamanderowi ognistą z butelki, którą przyniósł w ramach skromnego prezentu. Po pierwsze, wyznawał w końcu zasadę, że jako gość nigdy nie powinien pojawiać się z pustymi rękami. Po drugie, myślał że Anthony’emu potrzebne jest coś do rozgrzania obolałej duszy i ciała. Doszli obecnie do ¾ butelki, opowiedzieli sobie sporą część rzeczy, które zmieniły się przez rok. W ciągu kilku kieliszków Macmillan zaczął nawet nucić (choć nie było to najlepsze wykonanie) jakąś ruską piosenkę, którą zapamiętał z podróży po Rosji. Jak to się stało, że dotarł aż tutaj i właśnie upijał swojego imiennika – nie był w stanie sobie przypomnieć. Chyba ktoś mu wspomniał o Skamanderze i jego stanie, wspomniał też co się wydarzyło, a Macmillan zwyczajnie nie mógł nie skorzystać z okazji, żeby spotkać swojego kompana w „zbrodni”. Nie chciał go jednak zadręczać jakimikolwiek poważnymi sprawami. Miał mu przecież dodać otuchy, a ponoć właśnie alkohol najlepiej poprawiał nastrój.
I słuchaj, słuchaj – kontynuował jedną ze swoich być może nudnych opowieści ze Wschodu. – Jak tamten Rus przyfanzolił temu drugiemu, to ten wypluł wszystkie przednie zęby. Nagle zrobiło się zamieszanie. – Tu parsknął śmiechem, bo wciąż doskonale pamiętał widok zakrwawionych ust i posypanych na podłodze zębów. – W ruch poszły krzesła i stoły. Ja stoję przy tym barze i piję tą wódkę, która o dziwo wcale nie jest taka mocna jak to ją opisywali, ale była całkiem smaczna. W moją stronę nagle leci stół, więc padam na ziemię, żeby nie oberwać. Stół uderza w barmana, barman wyciąga różdżkę. Zaczyna się wojna. Wszyscy rzucają zaklęciami. Ja piję wódkę i czekam aż jakieś trafi we mnie. Krzesła i stoły latają na przemian z zaklęciami – próbował zrelacjonować dawne wydarzenie z początków swojej podróży. – Ech, to są wspomnienia – westchnął dziwnie zadowolony, dopijając pozostałości whisky z kieliszka.
Jego spojrzenie natomiast uciekło w stronę fortepianu, które Alexander trzymał w salonie. Nic jednak o nim nie wspomniał, choć zastanawiał skąd je były Selwyn załatwił. Wyciszył się na chwilę i zamilknął. Wstał i przespacerował się po pokoju, próbując dostrzec jakiekolwiek charakterystyczne elementy.
Strasznie ładny ma ten dom – stwierdził niespodziewanie, mając na myśli swojego dalekiego kuzyna Alexandra. – Skromny, ale całkiem ładny. – Dodał, znowu robiąc drobną pauzę. – Za nasze zdrowie, Skamander, za nasze zdrowie – zarzucił ponownie przeskakując na kolejną kwestię, którą było ponowne wzniesienie toastu. Sam szybciutko popił kolejną porcję alkoholu. I o dziwo jeszcze się trzymał, choć ponownie zaczął nucić nieznaną nikomu piosenkę z ruskiego repertuaru. Choć gadał jak nakręcony, to mimo wszystko nie chciał zirytować Skamandera. Był więc obecnie trochę rozdarty czy powinien kontynuować swoje pijackie opowieści, czy może zostawić go w spokoju i jedynie nalewać kolejne porcje alkoholu.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
 

Pokój dzienny z jadalnią

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dolina Godryka, Kurnik-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20