Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Pokój dzienny z jadalnią

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Autor toWiadomość
Alexander Farley
Alexander Farley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

how do I know?
because I'm not stupid


OPCM : 51
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Pokój dzienny z jadalnią - Page 4 Xnfq1wg

Pokój dzienny z jadalnią - Page 4 Empty
PisanieTemat: Pokój dzienny z jadalnią [odnośnikPokój dzienny z jadalnią - Page 4 I_icon_minitime23.12.18 16:53

First topic message reminder :

Pokój dzienny z jadalnią

Do pokoju dziennego wejść można prosto z przedpokoju lub okrążając dom i przechodząc przez kuchnię. Idąc pierwszym sposobem na wprost znajdują się dwie kanapy i ściana okien. Dalej, na prawo stoi stół jadalniany, a jeszcze dalej biały fortepian, wykonany przed wieloma laty na zamówienie matki Alexandra, podarowany mu na piąte urodziny. Za fortepianem znajduje się wyjście na werandę, a obok, na tej samej ścianie co przejście do przedpokoju - tyle, że na drugim końcu salonu naturalnie - wejście do kuchni.
Zaklęcia ochronne: Cave Inimicum, Mała twierdza (okna), Tenuistis
[bylobrzydkobedzieladnie]





it is said that ignorance kills
but sometimes we die because we are so bloody smart



Ostatnio zmieniony przez Alexander Farley dnia 02.03.21 22:13, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny z jadalnią - Page 4 True-Detective-image-true-detective-36674016-245-150

Pokój dzienny z jadalnią - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią [odnośnikPokój dzienny z jadalnią - Page 4 I_icon_minitime22.02.21 20:35

Daleko było mi do nienagannych manier prezentowanych przez lorda Archibalda Prewetta, lecz wydawało mi się, że moim niewiele można było zarzucić - biorąc pod uwagę, że wychowałem się w domu czarodziejów klasy średniej, w dodatku o zmieszanej krwi, nie posiadali statusu czystokrwistych. Ojciec był jednak mężczyzną starej daty, angielskim dżentelmenem, na takiego samego pragnął wychować mnie, co poniekąd mu się udało - chyba. Do pewnego momentu wydawało mi się, że zdecydowana większość naszego społeczeństwa prezentuje podobny poziom, może była to jednak wina środowiska, w jakim obracali się moi rodzice i ja sam; później niektórzy zarzucali mi bycie sztywniakiem, co budziło moje zaskoczenie, bo sam się za takiego wcale nie uważałem. Miałem szczęście uczestniczyć w przeszłości w kilku eleganckich, uroczystych kolacjach, niekiedy wiązały się one ze spotkaniami z ludźmi z Ministerstwa Magii, więc nie gubiłem się przy talerzu w zastanowieniu którego widelca należy użyć do ryby.
Skinąłem głową i uśmiechnąłem się z zadowoleniem, kiedy lord nestor rodu Prewett potwierdził, że się nie pomyliłem i właśnie tak to powinno wyglądać. Powtórzyłem to zatem przy wszystkich miejscach i talerzach, ułożonych i przygotowanych wcześniej przez Archibalda. Rzeczywiście brakowało serwetek, lecz dzięki uzdrowicielowi prędko dopełniły całości zastawy. Nawet wyszło mu to zaklęcie, musiałem przyznać. Nie ułożyły się co prawda w misterne origami, w łabędzie chociażby nawet, ale elegancko i schludnie spoczęły przy każdym nakryciu.
- Chyba wszystko... - zastanowiłem się, stając obok Archibalda i Vincenta, powiodłem spojrzeniem po stołach, lecz wciąż czegoś na nim brakowało. - A szklanki? Kieliszki? - przypomniałem sobie. Mój wzrok odnalazł jeszcze jedno pudło, które ktoś musiał przypadkiem wsunąć częściowo pod stół. Tam znalazłem brakujące elementy nakryć i znów zacząłem wędrować wzdłuż stołów, by postawić szklankę i lampkę do wina przy każdym nakryciu. - Teraz wszystko - oznajmiłem, wspierając dłonie o biodra, po czym skupiłem spojrzenie na Vincencie, który zastanawiał się nad tym, co zrobić z resztą kwiatów. Nie miałem pojęcia. Nie byłem za dobry w ozdabianiu, przystrajaniu i takich pierdołach. Zawsze uważałem to za babskie zajęcie, tak jak nakrywanie do stołu, ale mniejsza z tym. - Możemy poprosić o rozmnożenie wazonów i ustawić ich więcej w domu, jeśli to potrzebne. Mógłbyś też ułożyć bukiet i dać go Justine - rzuciłem zaczepnie do Rinehearta, podchodząc bliżej. - Oby następne wesele na którym będziemy nakrywać do stołu, to było twoje wesele, Rineheart. Kupiłeś już Justine pierścionek? - niby mówiłem zartobliwie, lecz to nie do końca był żart. Od chwili święta wianków w Oazie przeczuwałem, że coś się święci, a w Azkabanie jedynie utwierdziłem się w przekonaniu, że coś między nimi jest - a jeśli myślał o niej poważnie i ją szanował, to najwyższa pora, by podjął poważne kroki.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
Archibald Prewett

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I can do this, I thought. And even if I can't, I have to.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Pokój dzienny z jadalnią - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią [odnośnikPokój dzienny z jadalnią - Page 4 I_icon_minitime22.02.21 23:17

Szklanki i kieliszki powinny być gdzieś w tych pudłach – powiedział takim tonem, jakby to zdanie faktycznie miało pomóc Cedricowi w poszukiwaniach, choć tyle to pewnie sam wiedział jeszcze przed zadaniem pytania. Następnie stanął u szczytu stołu, obserwując ich dzieło – wszystko prezentowało się całkiem schludnie i elegancko. Brakowało przepychu, przynajmniej w oczach Archibalda, ale właśnie taki był cel. Miało być miło, swojsko, rodzinnie. Tym bardziej nie mógł się doczekać rozpoczęcia ceremonii. Potrzebował takiej przerwy w tym szaleństwie – chwili na zabawę, zapomnienie o obowiązkach i czyhającym niebezpieczeństwie. Wydawało mu się, że większość Zakonników potrzebuje tego samego. Wojna nikogo nie oszczędzała.
Obawiam się, że w tej chwili może być ciężko – odparł w żartobliwym tonie, choć każdy doskonale wiedział dlaczego podróże są w tym momencie ograniczone, a te za granicę to już w ogóle. Poza tym głowa Archibalda była sporo warta – nawet nie był świadomy, że po jego ostatnich wybrykach, ta cena wzrosła dwukrotnie. Ostatnio nie czytał prorządowych gazet, choć prawdopodobnie powinien to robić i trzymać rękę na pulsie, chcąc nie chcąc był wciągnięty w wir polityki, choć bardzo mu się to nie podobało.
Naprawdę? To Jugosławia jest aż tak mała?! Bo myślimy o tej samej osobie, tak? O Anthonym Macmillanie? – Cóż, najwidoczniej Tonika znał cały świat. Archibald pokręcił głową z niedowierzaniem, poprawiając widelczyk deserowy, który trochę krzywo leżał.
Chyba już nie ma co ustawiać bukietów na stole, bo nie zmieści się nam jedzenie. Chyba faktycznie najlepiej będzie ozdobić resztę domu... – zawtórował Cedricowi, spoglądając na niego ze zdziwieniem, kiedy tak płynnie przeszedł do tematu Justine. Uśmiechnął się lekko, ale tak konspiracyjnie, przenosząc wzrok z powrotem na Vincenta. – O, to, to! Wypiłbym za to, gdyby tylko był tu jakiś alkohol – stwierdził, kiedy padły słowa o jego weselu. Przecież z Rinehearta był już stary kawaler! – Ile ty masz lat, co? Najwyższy czas się ustatkować. Spójrz na mnie, jestem już dziesięć lat po ślubie, a w zasadzie jesteśmy w tym samym wieku – fakt faktem, pewnie nie żeniłby się tak szybko, gdyby nestor nie zaczął tego tematu, ale o tym Vincent już nie musiał wiedzieć. Zacmokał niezadowolony, na moment zapominając o tym stole i reszcie zastawy w pudłach, lecz jedno spojrzenie za siebie wystarczyło, by sobie o tym przypomnieć. Zaczął wynosić te pudła za drzwi, żeby nie psuły efektu w jadalni – stamtąd zabierze je skrzat.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, antagonista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak
czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie
wzburzonemu morzu?
OPCM : 25
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Pokój dzienny z jadalnią - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią [odnośnikPokój dzienny z jadalnią - Page 4 I_icon_minitime23.02.21 0:22

Poprawiając ostatnie, wrzosowe gałązki, które przez cały czas psuły wymyślną i nieidealną koncepcję, rzucił okiem na całość długiego stołu. Pojedyncze, brakujące elementy eleganckiej zastawy, szybko pojawiły się w odpowiednich miejscach; wszystko prezentowało się wystawnie i schludnie. Kolorowe serwetki oraz wonne bukiety ożywiały sterylny stół, dodając odpowiedniego, ceremonialnego charakteru. Uśmiechnął się delikatnie zadowolony z wykonanego zadania i owocnej współpracy. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, uczestnictwa w tak wielu, wspaniałych uroczystościach. Nigdy dotąd nie miał okazji pomagać przy organizacji jakiegokolwiek wesela. W jego życiu nie było ich wiele; ot jedno odległe, zapomniane, należące do bardzo dalekiej kuzynki, od strony jego zmarłej matki. Wielu kwestii po prostu nie rozumiał, nie znał zwyczajów, konkretnych tradycji serwowanych w samym środku zabawy. Nie miał też dobrego porównania; ostatnie, arystokratyczne, tragiczne w skutkach zgromadzenie, zakończyło się prawdziwym wstydem i zrujnowaną reputacją. Doprowadził się do niemożliwego, niewybaczalnego stanu upojenia alkoholowego. Zachowywał się karygodnie, nieprzyzwoicie – nadal nie dowierzał, że żaden z pozostałych zgromadzonych nie zwrócił mu uwagi. Nie powstrzymał, gdy była do tego odpowiednia pora. Pokiwał głową twierdząco wsłuchując się w zadania wypowiadane przez szlachcica. Miał rację, to nie był czas na swobodne podróże. Był na celowniku, jego twarz wisiała na każdym budynku zachęcając niebagatelną kwotą. Nie mógł dopuścić do narażenia tak ważnej osobistości, lecz nie odpuszczał zwyczajnej uprzejmości:
– Będzie do tego inna, stosowna okazja. Drzwi stoją otworem. – podsumował krótko i rzucił w jego stronę, porozumiewawcze, ciepłe spojrzenie. Tęsknił za swobodą komunikacji, dalekimi podróżami do odległych, cieplejszych krajów. Brakowało mu morza, specyficznej adrenaliny osiadłej na rozchybotanym sercu. Marzył o malowniczych widokach widzianych o każdej porze dnia oraz nocy. Potrzebował innej atmosfery, regionalnego jedzenia, obcej, inspirującej kultury. Wszystko to było częścią jego rewolucyjnego życia. Przycichło, dla dobra i bezpieczeństwa ogółu. Zaśmiał się mrukliwie: – Oj nie jest aż taka mała… – powiedział, specjalnie przeciągając ostatnie sylaby. Słysząc dalszą wypowiedź, roześmiał się już w głos: – o Anthonym Macmillanie, dokładnie. Podróżowaliśmy wspólnie przez kilka lat. W sumie to… – zastanowił się przez moment, czy powinien zdradzać tak wiele, wrażliwych informacji? Był przecież wśród swoich, prawda? – To dzięki niemu, ponad jedenaście lat temu wypłynąłem z kraju. Jak ten czas leci. – dodał na koniec kręcąc głową i odwracając uwagę. Uciekł, odżył, chciał odszukać samego siebie. Bez słowa wyjaśnienia opuścił dom, rodzinę, oraz najbliższych przyjaciół. Nie rozumiał konsekwencji, nie czuł winy. Był młody, przestraszony i urażony. Nie miał nic do stracenia, zupełnie tak jak teraz. Westchnął cicho rozglądając się po raz ostatni. Jego jasne tęczówki zatrzymały się na aparycji Dearborna, który wystosował całkiem ciekawą propozycję. Szykował się do odpowiedzi, kiedy dźwięczne głoski ułożyły się w znajome imię; Justine. Pobladł momentalnie, odchrząknął krótko i wrócił do rozkładania skręconych listków fioletowych astrów. Dlaczego wyskoczył z takim tematem właśnie teraz? Nie patrząc na towarzyszy, odpowiedział: – Znajdę inne miejsca do ozdoby. Zaraz tam pójdę. – chciał odejść, wywinąć się od odpowiedzialności, lecz złapali go w swoje sidła; dlaczego? Cichy świst powietrza wydobył się na salonową powierzchnię. Podrapał się po karku trochę otępiały, może oniemiały? Naprawdę nie myślał o takich sprawach, była to ostatnia rzecz, którą zaprzątał sobie głowę. Dopiero co wróciła do zdrowia oraz pewnej sprawności. Ponownie przekonywała się do ludzi, doznawała utraconej normalności. Przetrwała tak okrutny miesiąc, w którym nie odstępował jej na krok. Było naprawdę trudno; w jaki sposób miał rozmawiać teraz o najgłębszych uczuciach? Nie wiedział nawet czy była go pewna, czy naprawdę go chciała, czy był prawdziwie odpowiedni.
– Ja, ten… – zaplątał się szukając odpowiedzi. – To chyba nie jest jeszcze właściwy moment na takie zapowiedzi. – wymamrotał cicho odchodząc od stołu i powracając do kupki z roślinami. Zaczął układać je na ramieniu, aby następnie przenieść w dalszą część domu. Zamyślił się, zmarkotniał. Nie był przygotowany na tak istotną okoliczność. Nie miał koncepcji, pierścionka, miejsca, ani pieniędzy... Nie teraz, nie tak szybko... A co jeśli naprawdę powinien się pospieszyć? – Nie kupiłem. – wyjąkał starając się, aby jego głos brzmiał normalnie. Westchnął prostując plecy i przesuwając wzrok po obu sylwetkach. Po dawnym uśmiechu nie było już śladu: – Pewnie macie rację. Gratuluję Archibaldzie. Może ja pójdę już zająć się kwiatami. – odparł pospiesznie i bez potwierdzenia. Wycofał się z salonu, unikając dalszego drążenia niewygodnego tematu. Wszystko to, co mówili jego partnerzy, dawało do myślenia. Nie wiedział na czym stoi. Nie chciał robić czegoś pochopnie, aby ponownie się nie sparzyć.





My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
Archibald Prewett

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I can do this, I thought. And even if I can't, I have to.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Pokój dzienny z jadalnią - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią [odnośnikPokój dzienny z jadalnią - Page 4 I_icon_minitime23.02.21 19:44

W obecnych czasach ciężko było cokolwiek planować. Nikt nie wiedział co przyniesie jutro. Pewnie bezpieczniej byłoby żyć dniem dzisiejszym i nie myśleć za dużo o przyszłości, ale Archibald myślał. Myślał dużo. Miło było na moment oderwać się od przykrej rzeczywistości i puścić wodze fantazji. Wyobrażał sobie co jego dzieci będą robić w przyszłości (Molly z pewnością będzie kogoś leczyć, ale jeszcze nie był pewny czy ludzi czy zwierzęta, natomiast Winnie wykazywał zainteresowanie botaniką – obie te dziedziny były mu bliskie, więc wypełniała go duma na myśl o tych scenariuszach), czym on sam będzie się zajmować (chętnie wróciłby do zawodu w szpitalu i wykurzył Shafiqa ze stołka), co wyremontuje w Weymouth, kiedy będzie na to czas (nie mógł patrzeć na ten dywan na schodach, a strych wymagał gruntownych porządków) – urlop w Irlandii dobrze wpisowywał się w te luźne przemyślenia o przyszłości. Z pewnością nie zapomni zaproszenia Vincenta, miło będzie mieć przewodnika w obcym kraju, kiedy już (o ile) takie wyjazdy będą możliwe.
Niesamowite! Dalej utrzymujecie kontakt? – Być może nawet słyszał historie o Vincencie z jego ust, ale nie miał o tym pojęcia. Pokręcił głową z rozbawieniem, wciąż będąc pod wrażeniem tego zbiegu okoliczności. Chociaż prawdą było, że wówczas nie utrzymywali ze sobą zbyt bliskiego kontaktu, niszcząc swoją znajomość przez jakieś błahostki. Całe szczęscie, że w końcu się opamiętali.
Zauważył zmieszanie na twarzy Vincenta, kiedy temat rozmowy zszedł na ślub. Cierpliwie czekał aż Rineheart wyjąka jakąś odpowiedź – czuł się niekomfortowo przez ich nalot, co nie było znowu takie dziwne. Archibald westchnął przeciągle, zerkając na Cedrica. Może niepotrzebnie go męczyli tym ślubem. Zabrał ostatnie puste pudło z jadalni – Dziękuję za pomoc – pożegnał się z Cedem i wyszedł z na korytarz, gdzie zauważył jeszcze sylwetkę Vincenta. – Nie przejmuj się naszym gadaniem. Koniecznie musimy się spotkać jakoś po ślubie. Irlandia musi poczekać, ale Weymouth dalej aktualne – posłał mu lekki uśmiech, po czym rzucił zaklęcie lewitujące na pozostałe pudła i zniknął w ich towarzystwie za rogiem.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, antagonista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak
czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie
wzburzonemu morzu?
OPCM : 25
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Pokój dzienny z jadalnią - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią [odnośnikPokój dzienny z jadalnią - Page 4 I_icon_minitime24.02.21 15:07

Dalekosiężne planowanie nie wchodziło w grę. Cała masa znamienitych czarodziejów zatrzymała się w teraźniejszości, bardzo bliskiej przyszłości, chcąc uporządkować swe działania. On sam, od pewnego czasu, tonąc w nadmiarze różnorodnych obowiązków, o wiele skrupulatniej planował kolejne dni, kończąc na całości przemijającego tygodnia. Kalendarz zapełniał się drobnymi zapiskami, konkretnymi godzinami, w których stawiał się we wskazanym miejscach umówionych zleceń, rozsianych po całych, deszczowych Wyspach Brytyjskich. I choć lubił pogrążać się w rozanielonych marzeniach, puszczać wodzę fantazji podczas chwili wolnego, był zdecydowanym realistą. Zdawał sobie sprawę, że po nagłym powrocie zmagał się z potwornym ryzykiem. Jego działania, bliskie powiązania wrzuciły go w sam środek rebelianckiej zamieci, w której dość nieoczekiwanie określił swoją stronę. Chciał walczyć o lepszy, bezpieczny byt dla ukochanych jednostek, bliskiej rodziny, przyjaciół pozostawionych na pastwę losu, ryzykujących młode, cenne żywoty. Nie mógł być bierny, patrzeć i przytakiwać tak absurdalnemu i bezpodstawnemu rozlewowi krwi. Mnoga ilość ostatnich wydarzeń jedynie utwierdziła go w tym przekonaniu. Nie chciał przekraczać wyśnionych granic, aby nie doznać rozczarowania. Nie zważał też na swoje życie, które mogło skończyć się niespodziewanie, nawet dziś. Mimo wszystko starał się wyrozumiale podchodzić do sprawy, nie przerzucać wisielczego nastawiania na inne, napotkane postaci. Bez przeszkód wystosował śmiałe zaproszenie, które zapewne jeszcze kiedyś będzie miało okazję, aby się ziścić. Zatrzymał urwany śmiech nie mogąc uwierzyć, że świat był aż tak mały. Pokręcił głową nadal odrobinę nie dowierzając i uniósł brew: – Tak, tak, widzieliśmy się w kwietniu, potem na jego weselu. W sumie to, powinienem się do niego odezwać… – wyrzucił niepewnie, zdając sobie sprawę, że nie rozmawiali od kilku, dobrych miesięcy. Pochłonięci osobistymi niesnaskami utracili poczucie czasu. Arystokrata musiał nacieszyć się też tak niesamowitym, małżeńskim czasem, w którym był przecież tak krótko. Poczuł się dziwnie. Nie wiedział co ze sobą zrobić, dlaczego naskoczyli na niego właśnie teraz. Czy ta informacja, a raczej deklaracja była im tak bardzo potrzebna? Czy powinien się wytłumaczyć, przedstawić swoją perspektywę? Wyjawić osobiste informacje kształtujące taki stan rzeczy? Wyjąkał kilka, ogólnych sylab i wyszedł na korytarz, aby odetchnąć świeżym powietrzem. Tak wiele rzeczy działo się w ostatnich dniach. Zmagał się z plątaniną skrajnych emocji, z którymi kompletnie sobie nie radził. Westchnął ciężko kiwając głową kolejnym, przybyłym gościom i zajął się układaniem ozdób z pozostałych kwiatów. Po krótkiej chwili zauważył nadchodzącą sylwetkę Lorda Prewetta, lecz nie podniósł na niego wzroku. W skupieniu, marszcząc brwi przekładał szczupłe gałązki. Gdy skończył uniósł głowę i wykrzywił wargi w bladym uśmiechu: – W porządku, nie szkodzi. – rzucił chowając nutę kłamstwa i kiwając głową. – Bardzo chętnie odwiedzę Weymouth, pozostaniemy w kontakcie. – zapewnił rudowłosego nie zatrzymując go już ani chwili dłużej.
– Do zobaczenia później. – sam zakończył swe sprawunki i jak najszybciej wybiegł z odświętnego domostwa wracając do siebie. Był niemalże pewny, że spóźni się na główną ceremonię.

| zt dla Vincenta i Archibalda :pwease:





My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny z jadalnią - Page 4 True-Detective-image-true-detective-36674016-245-150

Pokój dzienny z jadalnią - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Pokój dzienny z jadalnią [odnośnikPokój dzienny z jadalnią - Page 4 I_icon_minitime28.02.21 18:38

W moim mniemaniu niczego nie brakowało zastawionym stołom. Zastawa, dzięki Archibaldowi, była elegancka i gustowna, obrusy wyprasowane i schludne, uroku zaś dodawały bukiety kwiatów, które przyniósł Vincent. Jak na mężczyzn poradziliśmy sobie chyba wcale nieźle. Zdecydowanie nie wyglądało to na niedzielny obiad, a prawdziwą uroczystość z wielkiego zdarzenia, ale lord Prewett pewnie był przyzwyczajony do większego przepychu. Może i Alexander pomyśli tak samo? W końcu sam wychował się na szlacheckim dworze, lecz po porzuceniu nazwiska w imię ideałów... Cóż, musiał zadowolić się tym, co miał. A wciąż miał o wiele więcej, niż niektórzy. Dzięki wspólnej pracy, wysiłkom jego rodziny i przyjaciół w tym dniu niczego nie miało zabraknąć. Ani jedzenia, ani alkoholu, ani serdeczności.
Ustawiając ostatni kieliszek wróciłem wspomnieniami prawie dziesięć lat wstecz, no dokładnie to dziewięć, kiedy to sam brałem ślub. To było lato. Nie tak daleko stąd, zaledwie kilka ulic, pobraliśmy się w Dolinie Godryka. Uroczystość, jak i wesele odbyły się w naszym ogrodzie, pod gołym niebem. Uśmiechnąłem się znów do własnych myśli. Do wspomnienia Allyi w białej sukni ślubnej, z wiankiem z polnym kwiatów na włosach i miłością w oczach. To był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia. Miałem nadzieję, że pomimo okoliczności Alexander i Ida tak samo zapamiętają dziewiąty listopada tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego siódmego roku.
Nie przeszkadzałem w rozmowie Archibalda i Vincenta, pogrążony we własnych myślach i wspomnieniach, skupiony na skończeniu nakrywania do stołu. Może to właśnie ta melancholia popchnęła mnie do zadania pytania, które wprawiło wyraźnie Vincenta w zakłopotanie, zwłaszcza, że lord Prewett zaraz mi zawtórował, przypominając, że on sam ożenił się dekadę temu. Co prawda w jego przypadku w grę wchodziła jeszcze powinność wobec rodu, arystokraci, z tego co było mi wiadomo, z reguły pobierali się znacznie wcześniej, nie chodziło wszak o miłość, a intratny sojusz między rodzinami, lecz zwlekanie aż do trzydziestki to co innego...
- Naturalnie, że mamy - żachnąłem się. Obserwowałem uważnie zmiany zachodzące na twarzy Rinehearta, który przyznał się, że pierścionka jeszcze nie kupił. Może dopiero teraz w ogóle o tym pomyślał. Westchnąłem ciężko. To nie była chwila na takie rozmowy, lecz zamierzałem go zapytać - co planuje dalej?
- W porządku. Widzimy się później. Pójdę poszukać Debbie. Sprawdzę, czy nic nie zbroiła. Wybaczcie panowie - powiedziałem, kiedy Rineheart oznajmił, że idzie zrobić użytek z kwiatów, które pozostały i zgodnie z moją sugestią ozdobić nimi dom. Ja sam także opuściłem jadalnię, aby znaleźć Deborah.

| zt





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
 

Pokój dzienny z jadalnią

Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dolina Godryka, Kurnik-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21