Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Sypialnia Alexa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
– Czy to boli?
– Umieranie?
Nie, w ogóle nie boli.
To coś takiego jak zaśnięcie,
tylko jest szybsze i łatwiejsze.
OPCM : 40
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sypialnia Alexa 21d440135bc4f8e1b34baa343c132f0b

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime31.12.18 1:49

Sypialnia Alexa

Po zakupie Kurnika z powodu przeciekającego dachu poddasze znajdowało się w zdecydowanie najgorszym stanie. Wystarczyło jednak poświęcić trochę czasu i energii (własnych i uczynnego sąsiada, Bertiego Botta), żeby wnętrze znów nadawało się do użytku. Całe pomieszczenie, tak jak reszta domu, zostało pomalowane na biało - lecz pomimo wszelkich starań farba uparcie nie chciała trzymać się jednej ze ścian. Później do środka wprowadziło się stare, ciężkie łóżko, wielka szafa, biurko, stoliki nocne i rośliny.
Zaklęcia ochronne: Muffliato
[bylobrzydkobedzieladnie]




I make a list in my head of every act of goodness I’ve seen someone do.

It’s like a game. Repetitive. Even a little tedious after more than twenty years.

But there are much worse games to play.


Ostatnio zmieniony przez Alexander Farley dnia 01.08.19 18:05, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
– Czy to boli?
– Umieranie?
Nie, w ogóle nie boli.
To coś takiego jak zaśnięcie,
tylko jest szybsze i łatwiejsze.
OPCM : 40
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sypialnia Alexa 21d440135bc4f8e1b34baa343c132f0b

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime15.03.19 17:31

21. października 1956

Czułem się dosyć dziwnie w tej całej sytuacji - wiedziałem, że ze względu na swoją pozycję miałem wiele do powiedzenia w kwestiach Zakonu, jednak moment w którym rzuciłem jakąś propozycję, a ona faktycznie została dobrze przyjęta sprawił, że jakoś tak namacalnie dostałem do rąk dowód na istotność swojego głosu. Po ostatnim spotkaniu trochę w to zwątpiłem, kiedy patrzono na mnie z pobłażliwością podobnej tej, którą obdarza się chłopca, który dzierżąc patyk i upierając się, że to miecz, przychodzi do grupy dorosłych utrzymując, że idzie polować na smoki. Czułem się w tym wszystkim mocno nieswojo i całkowicie nie wiedziałem, co tak właściwie robię. Informacja o zaginięciu Josephine sprawiła, że nie potrafiłem tak właściwie się skupić. Może dlatego próby transmutowania łóżka w sofę szły mi opornie, kilkukrotnie obdarowując mnie przy okazji anomaliami, a wśród nich była między innymi migrena i moja ulubiona - krew z nosa. Cały cyrk powtórzył się przy transmutacji szafy w drugą sofę - dopiero po tym zabiegu uświadomiłem sobie, że mogłem tak po prostu założyć kolejne Muffliato na pokój dzienny, zamiast gimnastykować się z przemienieniem mojej własnej sypialni w - całkiem przytulny co prawda - pokój przesłuchań. Na stojącym w kącie pokoju biurku postawiłem myślodsiewnię, a po krótkim namyśle doszedłem do wniosku, że przyda się jeszcze jeden stół, żeby ustawić go pomiędzy kanapami i tym samym stworzyć taką naturalną barierę, dystans, który miałby dać Percivalowi poczucie bezpieczeństwa. Transmutowałem więc stolik nocny w większy stolik kawowy, przy okazji dzięki szczodrości anomalii oślepiając się rozbłyskiem światła na dobrych parę minut. Siedziałem więc tak i mrugałem intensywnie, czekając aż efekt spowodowany wypaczoną magią minie. Miałem przy okazji chwilę nad zastanowieniem się, dlaczego zdarzało mi się być takim półgłówkiem. No ale cóż, skoro już tak się stało to nie będę teraz zmieniał wszystkiego na ostatnią chwilę, nie było na to czasu. Transmutowałem jeszcze drugi z nocnych stolików w fotel, bo po przeliczeniu miejsc siedzących spotkałem się z pewną niezgodnością co do potencjalnej liczny przybyłych. Tym razem - na szczęście - obyło się bez przygód w postaci anomalii.
Z ciężkim westchnieniem wstałem z sofy, która jeszcze do niedawna była szafą, po czym zszedłem na parter i nastawiłem wodę na herbatę. Nie wiedziałem, czy powinienem czy też nie, czy było to przesłuchanie czy nie do końca. Nie wiedziałem jak się przesłuchuje ludzi, wiedziałem tylko jak się ich wysłuchuje - a do tego drugiego potrzebna była jak najbardziej przyjazna atmosfera. To ułatwiało otworzenie się.
Na kilka tur przeniosłem wszystkie kubki, dzbanki, cukier i inne dyrdymały potrzebne do w miarę prawidłowego podania herbaty, po czym zacząłem nerwowo kręcić się po domu. Ciągle myślałem o Josephine, z każdą chwilą coraz bardziej mając ochotę wywiercić sobie dziurę w głowie. Pełen irytacji dopadłem do płaszcza i wyłuskałem z niego papierosy i cudowne, mugolskie zapałki. Wyszedłem na ganek i odpaliłem, zaciągając się dymem. Machinalna czynność pozwalała w jakiś sposób się odciąć i wyciszyć. Przynajmniej do momentu, w którym zaklęcia ochronne dały mi znać, że ktoś wszedł na teren posesji.
- Już myślałem, że herbatka odwołana - uniosłem kącik ust, odpychając swoją odzianą we flanelową koszulę w kratę i dżinsy postać od ściany.

| No dzień dobry, gramy na życzenie Bena (:*) w sypialni Alexa - po wejściu schodami na górę są to pierwsze drzwi na lewo. Czas na odpis to 36h, bo trzeba się streścić!




I make a list in my head of every act of goodness I’ve seen someone do.

It’s like a game. Repetitive. Even a little tedious after more than twenty years.

But there are much worse games to play.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 42
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sypialnia Alexa 565cc0a39bb19d6167cc0c70d0dfef69

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime15.03.19 22:24

List od Bena mówił niewiele. Ale nosił znamiona powagi, której nie mogła zignorować, zwłaszcza, że wspomniany został w nim też inny gwardzista. Zdawała sobie sprawę, dlaczego nie wymienił żadnego imienia, czy tym bardziej nazwiska. Po tym, co stało się na Stonhenge musieli być jeszcze ostrożniejszy. Bardziej uważać na każdy kolejny krok, który mógłby ściągnąć na nich jeszcze większe niebezpieczeństwo. Tym bardziej, że ledwie kilka dni temu widziała się z Mulciberem, gdy szalejąca anomalia wyciągnęła ją z własnego łóżka.
Szalejąca anomalia, zmienione pod jej wypłwem dzieci, spośród których udało jej się ocalić jedynie jednego. Łobuza. Łobuza, które postanowiła wziąć ze sobą, nie chcąc ponownie oddawać go systemowi, który tak bardzo skrzywdził go tym razem. Wiedziała, że zrobiła głupio. Wiedziała, a jednak nie potrafiła postąpić inaczej. Ale Łobuz milczał, nie chcąc wypowiedzieć nawet słowa. Jakby był zaklęty. Cała jego pewność odpłynęła. Czasem jadał, ale nie zawsze i żadne z nich - ani ona, ani Kieran, ani Jackie, nie mieli pojęcia co zrobić. Więc zwyczajnie pozwalali mu być. Była jedna zasada - jeśli skrzywdzi kogoś, nie będzie mógł dłużej zostać z nimi. Ale Łobuz nie wychodził.
Miała nowy płaszcz. Z jej ulubionego niewiele zostało po tym, jak ciągnęła na nim Tildę przez pożar i leśną ściółkę. Nadal nie wiedziała jak udało jej się tego dokonać. Pomóc iść Bertiemu i ciągnąć Tildę. Ale oboje żyli, to był sukces. Choć przy liczbie zmarłych dzieci nadal w jej ustach pozostawał gorzki posmak. Miała nowy płaszcz. Ten był krótszy, opinał dokładniej talię. Miał wysoki kołnierz i rozkloszowane rękawy. Rozchodził się szerzej od talli, aż do pośladków, chowając w materiale dwie duże kieszenie w ktorych niezmiennie trzymała dłonie. W prawej zaciskając dłoń na różdżkę w lewej zaś trzymając fiolkę wiecznego płomienia, na wypadek, gdyby okazał się przydatny. Kilka innych filolek miała zapiętych na pasie, którego nie było widać pod płaszczem, w tym smoczy eliskir. Srebrna broszka od Adriena standardowo wpięta była od wewnętrznej strony spodni, zimny metal dotykał jej ciało. Jasne włosy sięgały dziś do ramion, a twarz pozostawała skupiona. Oczy mierzyły uważnie otoczenie
Jeszcze tutaj nie była, ale chyba zawsze bywały te pierwsze razy. Wiedziała, że spotkają się z kimś, choć nie miała pojęcia, kogo przyjdzie jej zobaczyć. Weszła na teren i gdy dotarła do Alexa i usłyszała jego słowa zmarszczyła lekko nos i pokręciła nim lekko.
- Chyba wolę kawę. - stwierdziła w końcu spoglądając na Alexa. - Dobrze cię widzieć. - dodała wchodząc na ganek. Nie pozostawało nic więcej, jak poczekać.





She made broken look beautiful, and strong look invincible. She walked with the Universe on her shoulders and made it look like a
"pair of wings"

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
Benjamin Wright

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Sypialnia Alexa 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 8:45

To miał być ważny wieczór. Dla niego, dla Percivala, ale przede wszystkim dla Zakonu Feniksa. Benjamin doskonale zdawał sobie z tego sprawę, gdy więc szli już wąską ścieżką ku azylowi Alexandra, był znacznie bardziej milczący niż zazwyczaj. Ręce wcisnął głęboko w kieszenie ulubionej, skórzanej, mugolskiej kurtki, brodę ukrył za wysoko postawionym kołnierzem, lecz na brodatej, poranionej twarzy nie malował się niepokój, lęk czy inne negatywne uczucia. Jedynie zamyślenie, przerwane dopiero, kiedy ich twarze - Percival szedł tuż obok niego - omiótł niedaleki blask światła, padający z przymkniętych okiennic Kurnika.
- Pamiętaj, co ci mówiłem - zwrócił się do Blake'a, posyłając mu pokrzepiający uśmiech. Długą rozmowę odbyli w zaciszu własnego domu w środku lasu, gdzie zapewnił przyjaciela, że włos mu z głowy nie spadnie - i że owszem, momentami może być niezbyt przyjemnie, ale że nie powinien przesadnie się martwić. Jeśli będzie szczery, rozmowa powinna potoczyć się płynnie, a Wright ufał i sznaował wszystkich Gwardzistów, którzy mieli pojawić się tej nocy we włościach innego szlachcica, wybierającego drogę rozsądku. - Będę tuż obok - dodał ciszej, poważnie spoglądając w ciemnozielone oczy, po czym pewnie wkroczył w łuk światła, tupiąc na ganku. Tuż za progiem prawie wpadł na Alexandra i Justine; obydwoje poklepał po ramieniu.
- Co tu tak stoicie jak odźwierni, nie mamy czasu na arystokratyczne powitania i wciskanie ludziom szampana już od progu - mruknął z udawaną posępnością czarodzieja znużonego francją-elegancją podobnych spędów. - Stare nawyki nie rdzewieją, co nie, Selwyn? - puścił oczko do Alexandra, po czym odsunął się nieco. - To Percival. Percival, to Alexander S...w sumie nie wiem, jak masz teraz na nazwisko, wybacz. Uzdrowiciel. Miałeś już z nim przyjemność - odkaszlnął dziwnie, wykrzywiając wargi, ale zapewne zostało to uznane za tik naprężonej, zabliznowaconej skóry. - A to Tonks. Też moglaby cię poskładać w całość, lecz teraz bardziej prawdopodobne, że pobawi się z tobą z Esposas - dokonał kolejnej, luźnej prezentacji, nie chcąc, by w Kurniku panowała grobowa atmosfera. - Prowadź, Alex - dodał, po czym ruszył za blondynem w kierunku...pokoju gościnnego. Trochę dziwnego, meble wyglądały trochę sypialnianie, ale nie zwracał uwagi na szczegóły. Szybko omiótł spojrzeniem układ sof, po czym zajął samotny fotel. Choć wygodny, za bardzo przypominał krzesło przesłuchiwanego, dlatego też zaklepał je dla siebie, zapadając się w miękkim siedzisku.
Pozostało tylko - poczekać aż zjawią się wszyscy. Na szczęście mieli do czynienia z ludźmi szanującymi swój czas - w końcu niewiele im go na ziemi pozostało, a Rycerze Walpurgii czyhali na każdy ich błąd - więc gdy wszyscy zainteresowani znaleźli się już w sypialni, Benjamin westchnął ciężko. - Zjawiliśmy się tutaj, w tym szacownym gronie, by porozmawiać z Percivalem do-niedawna-Nottem. Wielu z nas może kojarzyć go jako Peregrina, wspominanego przeze mnie podczas poprzedniego spotkania Zakonu Feniksa - pozwolił sobie na zaanonsowanie głównego tematu, spoglądając na Percy'ego - poważnie, wręcz profesjonalnie, ale życzliwie. Ten krótki wstęp mówił właściwie wszystko, miał do czynienia z Gwardzistami, którzy orientowali się w sprawie Peregrina, a Wright nie chciał też nadopiekuńczo wypowiadać się za Percivala. - Ufam mu. A po ostanich wydarzeniach w Stonehenge - po raz pierwszy wypowiedział tę nazwę poprawnie, ćwicząc ją przed przybyciem do Alexandra - jakiekolwiek wątpliwości dotyczące jego...twoich intencji z mej strony zostały rozwiane - znów zwrócił się do Notta, po czym wygodniej rozsiadł się w fotelu.

| tak jak Alex napisał, im szybciej odpiszecie, tym lepiej! kolejność nie zobowiązuje, ale trzymajmy się 1 posta na kolejkę, żeby nikt nie został pominięty/zagadany




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
Brendan Weasley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 13:15

Peregrin. Dodać dwa do dwóch nie było wcale trudno, rozmawiał z Benjaminem o Percivalu na weselu Ulyssesa i Julii, ale to dopiero gazeta z opisem wydarzeń pod Stonehedge otworzyła jego oczy do końca, zmywając z nich bielejącą mgłę; Percival Nott sprzeciwił się rodzinie, stając się tym samym zdrajcą krwi. I nie tylko krwi, wiedzieli o nim, że ongiś był rycerzem; trudno było podejrzewać ten spektakl o inscenizację, wiedział, że arystokracja poważnie podchodziła do podobnych słów, ale jak można było zaufać komuś, kto stał po stronie wroga? Kiedyś Avery, dzisiaj Nott, czy nauka na własnych błędach przyniosła im efekty? Najwyraźniej nie, kiedy znalazł się we wskazanym pomieszczeniu w domu Alexandra, bez przekonania omiótł je spojrzeniem.
- Przytulnie - skomentował na powitanie, pomijając zwyczajowe grzeczności. Jego słowa nie były komplementem, sądził, że legilimenta wiedział nieco więcej o przesłuchaniach - nie powiedział jednak nic więcej, skinąwszy głową gwardzistom i przesuwając się pod jedną ze ścian. Skrzyżował ręce na piersi, oczekując rozwoju zdarzeń, nie korzystając ani z poczęstunku ani z wygodnego siedziska. Nie tak powinno to wyglądać. Uniósłszy spojrzenie utkwił błękitne tęczówki na twarzy mężczyzny, którego jako jedynego w towarzystwie nie znał: Percival Nott. Milczał, kiedy Benjamin zabrał głos, ale i nie spojrzał na niego, wciąż badając twarz przesłuchiwanego. Rzekomo przesłuchiwanego, okoliczności przypominały raczej przyjemną pogawędkę niż faktyczne przesłuchiwanie potencjalnie nawróconego zbrodniarza. Wydawało się, że Wright był pewien barwy jego serca, ale tylko głupiec wyzbyłby się podejrzliwości. W zasadzie on i Sam mieli w tym największe doświadczenie - dlatego kątem oka spojrzał na wyższego rangą gwardzistę, na razie w milczeniu, oczekując od niego poprowadzenia rozmowy. Wyraz jego twarzy nie był przyjemny, sroga zaduma przetknięta była wyłącznie podejrzliwością. Krytycznie podchodził do słów Benjamina, czyn Percivala nawet jeśli heroiczny musiał pozostawić wątpliwości. A oni, gwardia Zakonu Feniksa, odpowiadali za znacznie więcej, niż swoje sumienie: mieli na barkach bezpieczeństwo wszystkich Zakonników. Byli w stanie narazić je tak lekko?
- Nie zapominajmy, że skruszony arystokrata już raz zamydlił nam oczy - przypomniał w pierwszym słowie, o sylwetce Persusa Avery'ego więcej słyszał, niż widział, ale nie mogli pomijać faktów. Jednoznacznie zakreślił swoje wyjściowe stanowisko w sprawie, jeśli Percival zdołał już przekonać Benjamina, z pewnością miał na dowód swojej szczerości znacznie więcej, niż tylko publiczne olanie rycerskiej sprawy - Brendan wierzył w rozsądek gwardzistów.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Sypialnia Alexa Tumblr_nkleo3UYru1sibekyo2_500

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 15:10

To mieszanka wrażeń prowadziła go na miejsce spotkania. Mimo faktu, że bez kłopotu mógł pokonać całą drogę na miotle, gdy znalazł się w Dolinie Godryka, wylądował, a miotłę zarzucił na ramię. Szedł pieszo, nie starając się wybitnie spieszyć. Potrzebował kilka rzeczy sobie ułożyć, nawet jeśli podobne myśli krążyły po jego głowie od jakiegoś czasu. Sylwetka przedstawianego na spotkaniu Peregrina, wyklarowała swoja tożsamość nieco wcześniej, chociaż - do niedawna, nie umiał przypisać twarzy do personaliów. Wydarzenia, które... wdarły się do jego umysłu, urządzając tam bunkrowy festiwal - zmieniły wiele. Do tej pory nie mógł zrozumieć, dlaczego anomalia był w stanie wyrwać mu fragment rzeczywistości, która - jako oklumencie - powinna była być niedostępna. Jeszcze dziwniejsze, że spotkał tam kilka postaci, które z mniej lub bardziej pobieżnych rozmów - przeżyły historię na tym samym poziomie. Wśród nich, był i Blake. Wydziedziczony podczas zlotu czarnoksięzników... na Stone. Wiedział o wszystkim z pierwszej ręki, od obecnego tam Anthonego. I gorzko żałował, że nie przybył tam razem z nim. Tylko, czy to by coś zmieniło
Być może, nie zawsze zgadzał się z działaniami Wrighta, ale mu ufał. Był gwardzistą i fakt - że postanowił przedstawić im byłego szlachcica, miał znaczenie. Incydent w bunkrze, dopisał kredyt zaufania. Ale wciąż było wiele "ale", które trzeba było poznać i zrozumieć. Zbyt dobrze pamiętał jątrząca wszystkich - zdrajcę, który za ich milczącym pozwoleniem, wdarł się w ich szeregi. Jakimi głupcami byli, że się na to zgodzili? Dlaczego bez pytania, tylko na zasadzie zaufania słowom Luno. Byli naiwni, ale - te czasy musiały minąć. Gorzka i bardzo bolesna lekcja, którą otrzymali, nie mogła się powtórzyć i być może dzisiejsze spotkanie miało o tym zaważyć.
Prawdopodobnie miał przybyć jako ostatni, ale nie zważał na to. Musiał się przygotować i dlatego w kieszeni czarnego płaszcza, owinięta w mały pakunek, leżała fiolka veritaserum, kilka dni wcześniej przysłana na jego prośbę od Charlie. Tylko raz wsunął dłoń, sprawdzając zawartość, upewniając się, że przypadkiem zniknęła. Być może wykraczało to ponad jego kwalifikacje - i jako aurora i gwardzistę? Ale zaplecze musiał mieć.
Nim zatrzymał się przed wyznaczonym wejściem, wyciągnął z wolnej kieszeni paczkę z papierosami. Wsunął w zęby zwitek i odpalił mugolska zapalniczkę. Przez sekundę przyglądał się żarzącemu tytoniowi, ale podniósł głowę, omiatając spojrzeniem okolicę. W nawyk weszła mu czujna obserwacja, tym bardziej, gdy znajdował się w nowym miejscu. Trwał kilka minut w miejscu, pozwalając by wiatr szarpnął płaszczem, zmuszając Skamandera, by uniósł kołnierz wyżej. Nim wszedł do środka, dostrzegł kilka, zebranych już sylwetek. Dogasający pet rzucił pod buta, a sam wysunął się otulającej go aureoli dymu.
Przywitał skinieniem zebranych, nieco dłużej zatrzymując wzrok na postaci Percivala, ale nie mówił niczego konkretnego. Przynajmniej do czasu. Mimowolnie też skrzyżował spojrzenie z Brendanem, prawdopodobnie skupiając myśli na tym samym. W dużej mierze to na nich ciążył obowiązek przesłuchania, jako aurorów z doświadczeniem. Dlatego uważnie miał słuchać wypowiedzi i rozpoczynającego Wrighta i oczekując na samego smokologa - Nie zapomnijmy - zgodził się z drugim aurorem - Ale dlatego tu jesteśmy - i jakby na potwierdzenie, wyciągnął z kieszeni fiolkę z eliksirem - Veritaserum - i postawił na stoliku, podsuwając bliżej Percivala. To jedna z opcji, którą chciał wykorzystać. Jedna  z kilku, która krążyła mu po głowie. Wzrok najpierw przesunął na ich gospodarza - legilimentę, jakby chciał mu zaznaczyć ewentualność, którą mogli dziś wykorzystać, potem po kolei spojrzał na zebranych, ostatecznie konfrontując się z Wrightem i na koniec, z Percivalem. Od jego decyzji i odpowiedzi, zależało w końcu całe spotkanie.

Mam za sobą fiolkę veritaserum






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 17.03.19 2:11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
anyone: percy no
percy: no one tells me what to do
ben: percy no
percy: ok
OPCM : 24
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 16:26

Chociaż już od jakiegoś czasu spodziewał się, że Ben w końcu upomni się o dotrzymanie danego mu słowa – nie tak znowu dawno, choć Percival miał wrażenie, że od ich pamiętnej rozmowy minęły całe wieki – to gdy szedł u jego boku, pokonując znajomą już drogę do Kurnika, nie czuł się wcale pewnie, z każdym krokiem coraz szczelniej obwarowując się niewidzialnym murem ostrożności, przez który nie były w stanie przebić się nawet szczere zapewnienia przyjaciela. Ufał mu – całkowicie i bezwarunkowo, do punktu, w którym był w stanie bez większego sprzeciwu powierzyć w jego ręce własne życie – co zresztą na pewien sposób właśnie robił – ale jego zaufanie kończyło się na Wrighcie, nie obejmując bynajmniej ludzi, z którymi miał się spotkać. Nie miał złudzeń, choć ostatnie dni, spędzone w skrytym przed światem domu w lesie, zdecydowanie sprzyjały ich snuciu; jego przeszłość, mimo że zmasakrowana, wcale nie zniknęła, przypominając o sobie w losowych momentach, a tego wieczoru bezpardonowo wlewając się z powrotem do jego życia przez brutalnie wykopane drzwi. Nie chciał po raz kolejny się w niej taplać, ale wiedział też, że nie mógł znów chaotycznie jej wypchnąć; należało ją przewertować, wyciągnąć na wierzch i starannie poukładać – nienawidził jedynie faktu, że nie miał mieć nad tym żadnej kontroli.
Yhm – mruknął w stronę Jaimiego, potwierdzając, że pamiętał – ale nie będąc w stanie wyartykułować bardziej rozbudowanej wypowiedzi. Milczał również, gdy Ben witał się z dwójką stojących na ganku czarodziejów, jedynie nieznacznie kiwając w ich stronę głową. Drobna, jasnowłosa kobieta była mu zupełnie obca (choć przez moment mógłby przysiąc, że gdzieś już ją kiedyś widział – i że było to całkiem niedawno), a nić porozumienia, którą w trakcie ostatniej rozmowy nawiązał z Alexandrem, póki co pozostawała dla niego niewidoczna, być może niknąc w ciasno otaczającej go mgle niepewności – nierzednącej również, gdy po wejściu na górę znalazł się w przytulnie urządzonym salonie na poddaszu, wypełnionym zapachem świeżo zaparzonej herbaty. Miękkie sofy i fotele zapewne w innych okolicznościach skutecznie wywołałyby u niego poczucie normalności i bezpieczeństwa, ale jego zakończenia nerwowe pozostawały napięte zbyt mocno, by na to pozwolić; przyjazna atmosfera, w jego odczuciu, tchnęła fałszem, najprawdopodobniej stanowiącym jedynie odbicie jego własnych myśli, zmuszających go, by spodziewał się najgorszego. Nie ze strony Alexandra, uzdrowiciel udowodnił już, że nie miał wobec niego nieszczerych intencji, domyślał się więc, że wystrój stanowił w jego wykonaniu próbę odjęcia sytuacji powagi; problem polegał na tym, że raczej nie było to możliwe – a mimo że jeszcze nikt nie polecił mu, by oddał skrytą w wewnętrznej kieszeni różdżkę, to taka zapobiegawczość wcale by go nie zdziwiła. To nie była beztroska pogawędka, wszedł między lwy – a chociaż Benjamin, przedstawiając go, nie po raz pierwszy okazał mu wsparcie, to wcale nie oczekiwał od niego stanięcia po jego stronie w sytuacji, w której obranie stron stałoby się koniecznością. Wciąż pamiętał ich rozmowę po przegranym pojedynku, padające wtedy słowa odbijały się w jego głowie wyjątkowo wyraźnie, nie będziesz dla mnie najważniejszy – i nie powinien, lojalność przyjaciela musiała leżeć gdzieś indziej, a Percival właśnie za to go zresztą cenił. – Dziękuję, Ben – rzucił cicho w jego stronę, póki co nie decydując się jednak na zabranie głosu. Chwilę wcześniej, po zdecydowanie zbyt długo trwającym momencie zawahania, zdecydował się na zajecie miejsca na samej krawędzi jednej z kanap. Kusiło go zachowanie pozycji stojącej, zwłaszcza, że dwóch kolejno zjawiających się w pokoju mężczyzn – Samuel, oraz rudowłosy, dobrze zbudowany czarodziej, którego nie rozpoznawał – również zignorowało sofę, ale podejrzewał, że mogłoby to zostać błędnie rozczytane jako stawianie oporu. Czuł też na sobie ich uważne spojrzenia, a chociaż przyrównanie go do Avery’ego sprawiło, że musiał ugryźć się w język, to postawa nieznanego mu czarodzieja paradoksalnie nadała gruntowi pod jego nogami odrobiny stabilności; wrogość i podejrzliwość były w końcu tym, czego się spodziewał, szczera niechęć miała sens; jej brak drażnił jego czujność i konfundował, Ben sugerował mu przecież dosyć jednoznacznie, ilu ludzi z winy Rycerzy stracił Zakon – nie wierzył, że obecni w pomieszczeniu członkowie organizacji nie obarczali go za to winą przynajmniej częściowo.
Nie uciekał wzrokiem przed kontaktem wzrokowym, ale w jego spojrzeniu nie było milczącego wyzwania – nie miał zamiaru z nikim walczyć, a kilka krótkich zdań wystarczyło, by wzbudzić u niego uprzejmy szacunek. Wystarczyłyby zresztą same słowa Benjamina, na którego starał się jednak nie zerkać zbyt często; to było jego bagno, i konsekwencje jego czynów, musiał poradzić sobie z nimi sam – nie wisząc niepotrzebnie na już i tak obciążonym ramieniu przyjaciela. Coś wywróciło mu się nieprzyjemnie w żołądku, gdy usłyszał słowo veritaserum, spomiędzy warg nie wyrwał się jednak protest – zwyczajnie czekał, akceptując fakt, że tym razem nie on miał wydawać polecenia, ani decydować o tym, jak miała przebiegać rozmowa.





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
– Czy to boli?
– Umieranie?
Nie, w ogóle nie boli.
To coś takiego jak zaśnięcie,
tylko jest szybsze i łatwiejsze.
OPCM : 40
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sypialnia Alexa 21d440135bc4f8e1b34baa343c132f0b

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 17:09

- Ciebie również, Tonks - powiedziałem, zaciągając się znów papierosem i wypuszczając dym gdzieś na bok, żeby nie wadził czarownicy. Nerwowość nadal mnie nie opuszczała, dlatego westchnąłem cicho i sięgnąłem do stojącej na zewnętrznym parapecie popielniczki, gasząc w niej niedopałek. - To ja przyniosę ci tę kawę. To znaczy, zapraszam, chodź ze mną - zreflektowałem się od razu, otwierając drzwi i zapraszając Justine do środka. Szybko skierowałem się do kuchni, gdzie na szczęście było dość wody, aby szybko doprowadzić ją do wrzenia i przyrządzić kubek czarnej kawy. Podałem go Tonks, jednak kiedy spojrzałem na nią zrozumiałem, że muszę wziąć się w garść. - To przez tę całą sprawę z Josephine. Jak się niczym nie zajmuję to dostaję kociokwiku - mruknąłem tylko, jednak zaraz poczułem, jak kolejne osoby zbliżają się do Kurnika, lecz nim zdążyłem cokolwiek zrobić, do środka wpadł Ben, zajmując swoją osobą znaczną część niezbyt pokaźnego przedpokoju.
- Szampana? Chciałbyś, teraz to już co najwyżej piwo. Chyba, że zrezygnuję z chleba - odpowiedziałem, prawie uginając się pod ciężkim klepnięciem w ramię. Obecność coraz większej liczby osób sprawiała, że zaczynałem zapominać o samym sobie i tym, co mnie gryzło, przed oczami mając znów tę największą i najważniejszą ze spraw. Przewróciłem oczami na powitania, posyłając Percivalowi wstrzemięźliwy, lecz mimo wszystko całkiem ciepły uśmiech. - Farley, Ben. Farley - udostępniłem Wrightowi kawałek wiedzy, nim nie zaprowadziłem ich na poddasze. Całą procedurę powtórzyłem też z Brendanem i Samuelem kiedy zjawili się u progu. Zamknąłem za sobą drzwi świadom, że kiedy otworzą się ponownie bardzo wiele kwestii będzie wyglądało całkowicie inaczej.
Powiodłem spojrzeniem od Benjamina, przez Samuela i Justine aż do Brendana - całe spektrum zupełnie różnych przekonań. Cel jednak był jeden. Powstrzymując się od westchnięcia złapałem za kubek, ten pomarańczowy, po czym skierowałem się w stronę sofy, na której siedział Percival. Opadłem na siedzisko obok niego, zachowując pewien pozwalający na swobodę dystans. Upiłem łyk herbaty, nie zważając na ton Weasleya - mieliśmy dwa różne podejścia co do uzyskiwania od ludzi informacji i szanowałem to. Teren jednak należał do mnie. Obserwowałem, jak Skamander stawia przed sobą fiolkę Veritaserum. Wpatrywałem się w nią przez krótką chwilę nim nie poczułem na sobie wzroku Samuela. Był dość wymowny. Skinąłem lekko głową, odstawiając kubek na blat i powiodłem spojrzeniem po zgromadzonych.
- Pozwolę sobie być dziś w głównej mierze obserwatorem i słuchaczem. Szwajcarią, powiedzmy. Buforem - powiedziałem, zatrzymując spojrzenie na głównej gwieździe dzisiejszego spotkania. - Wątpię by ktokolwiek chciał dziś wyciągać różdżki przeciw sobie, jednak Percivalu, czy zechciałbyś na pewien czas oddać mi swoją? - zapytałem spokojnie, chowając wszelkie dręczące mnie problemy głęboko za wyćwiczonym w czasie pracy w Mungu opanowaniem. Nie widziałem w nim co prawda niebezpieczeństwa, nie w chwili, kiedy na tak małej przestrzeni znajdowało się tylu Gwardzistów. Miało to raczej w moich oczach zapewnić bezpieczeństwo samemu przesłuchiwanemu.
Nie bez powodu usiadłem też obok już-nie-Notta. Cały czas byłem skupiony, sięgając własną jaźnią ku niemu, jednak nie próbując wedrzeć się do środka. Sprawdzałem tylko, czy w jego słowach nie pojawia się fałsz.

| Jako legilimenta rzucam na test sporny - jeżeli Percy zdecyduje się kłamać w swoim następnym poście niech zrobi to samo.




I make a list in my head of every act of goodness I’ve seen someone do.

It’s like a game. Repetitive. Even a little tedious after more than twenty years.

But there are much worse games to play.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Sypialnia Alexa Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 17:09

The member 'Alexander Farley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 9


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 42
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sypialnia Alexa 565cc0a39bb19d6167cc0c70d0dfef69

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 18:54

Weszła do środka za Alexem, skinając mu jeszcze głową i na ledwie sekundę unosząc jeden kącik ust w czymś na rodzaj karykatury uśmiechu. Obserwowała spokojnie, jak Alex przyrządza jej kawę w milczeniu odbierając kubek od niego. Skinęła raz jeszcze głową na jego słowa. Rozumiała go, sama gdy myśli dawały jej się we znaki, nie pozwalała sobie na chwilę spoczynku. Ćwiczyła, albo uczyła się. Robiła coś, żeby zająć dłonie i myśli. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, jednak drzwi uchyliły się wpuszczając do środka nowe sylwetki. Odwróciła najpierw tylko głowę w kierunku Wrighta, jego dostrzegając jako pierwszego. Poczuła wielką dłoń na ramieniu. Dopiero po chwili dostrzegła drugą jednostkę. Jej błękitne spojrzenie zawiesiło na nim. Pomknęło szybko od góry do dołu, jednak twarz nie zmieniła się w żaden sposób. Przeniosła wzrok na Bena i mimowolnie wywróciła oczami na formę przedstawienia, niejako uznając, że pobawi rozbrzmiało w jej głowie w więcej niż jednym znaczeniu.
- Zdecydowanie tęskniłam, Wirght. - powiedziała jedynie, kierując się w kierunku pokoju gościnnego z specyficznym wystrojem. Zanim obróciła się na pięcie zerknęła jeszcze na mężczyznę - Percivala. Wyciągnęła z kieszeni i wsadziła ją w zęby by ściągnąć z ramion płaszcz, który rzuciła na kanapę. Biała koszula standardowo wciśnięta była w spodnie z wysokim stanem, teraz już widoczny był pas mieszczący różne fiolki. Wyciągnęła osikową różdżkę z ust. Obserwowała Brendana, z później Samuela jak wchodzą, na tym drugim zawieszając spojrzenie na dłużej. Gdy Ben zaczął mówić zawiesiła na nim spojrzenie. Ufała Benowi, wiele ich łączyło i wiele już ze sobą przeszli. Ale teraz odpowiadała nie tylko za siebie. Musiała być uważna, czas na błędy się skończył. A i Brendan miał rację, choć nie była wtedy w szeregach zakonu, znała tamte wydarzenia. A arystokraci wiele razy udowodnili jej, co sądzą o niej samej. Zawiesiła wzrok na samie, a potem na Veritaseum, które postawił na stoliku. Wzrok przesunął się też po myślodsiewni. Wysłuchała też Alexa, nie schowała jednak swojej. Nie usiadła na też na kanapie zsuwając z stóp w swoim własnym odruchu butów. Z pozycji stojącej łatwiej było zareagować i się obronić. Zachowanie Bena świadczyło, że może nie być takiej potrzeby. Ale czy mieli całkowitą pewność?
Zmrużyła lekko oczy spoglądając na mężczyznę, przekrzywiła głowę nie miała pojęcia kim był, co zrobił ani dlaczego postanowił im pomóc. Wokół jego jednostki pozostawało zbyt wiele pytajników, by pytania nie znalazły się w jej głowie. Spojrzała na Benjamina a potem znów na Veritaserum. Jej wzrok znów zawiesił się na Wright’cie. Ale nie zdecydowała się skierować słów do niego. Niebieskie tęczówki skrzyżowały się ze spojrzeniem gościa.
- Wypijesz je? - zapytała, składając propozycję, prześlizgując się spojrzeniem po Alexie, Samuelu i Brendanie. - Będziemy mieć pewność, co do prawdziwości słów. - stwierdziła oczywistość. Pod Veritaserum - z tego co rozumiała - nie będzie w stanie ich okłamać. Jeśli chciał pomóc, nie będzie to dla niego problemem. Istniała jeszcze inna opcja, cięższa - w końcu Alex był w stanie wejść do jego głowy i wspomnień. Ale eliksir zdawał się łagodniejszy. Choć nie sądziła, by sytuacja w której się znalazł była łatwa, to nie mogli sobie pozwolić na to, by wyszedł stąd i ich tożsamość, czy sekrety wykorzystał jako kartę przetargową w innej grze - jeśli jakąś prowadził Było zbyt wiele niepewności i niewiadomych z którymi musieli się rozprawić. - Ufam ci Ben, ale w tej chwili nie mamy całkowitej pewności. - wzrok znów zawisł na Brendanie, a potem przesunął się na Samela, który powinien podjąć decyzję. - A uważam, że ta nam jest niezbędna. - dodała wzruszając lekko ramionami. Rycerze Walpurgii zabili ich przyjaciół, zabijali też ich. Teraz, przez wydarzenia na Szczycie Voldemort znał też ich personalia - możliwe, że właśnie stąd Mulciber wiedział, że jest w Zakonie, co zasugerował w lesie kilka dni temu. Obiecał jej odciąć kończyny i wydłubać nogi, pamiętała dokładnie i tylko umiejętności Bertiego ją chyba przed tym uchroniły. Choć nadal nie miała całkowitej pewności, co robiło rzucone przez niego zaklęcie - z pewnością nic dobrego. Nie ulegało wątpliwościom, że to co zrobił Percival był odważne. Ale... Właśnie, zawsze jakieś pozostawało. Jeśli postawią na złe wybory, jeśli ktoś z tego powodu zginie, będzie to ich winą. Która obarczy ich sumienie.





She made broken look beautiful, and strong look invincible. She walked with the Universe on her shoulders and made it look like a
"pair of wings"

Powrót do góry Go down
Frederick Fox
Frederick Fox

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Zawód : łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
OPCM : 46
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sypialnia Alexa Giphy

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 19:31

Od Alexa wiedziałem, co miało dziś wydarzyć się w czterech ścianach jego mieszkania. Chciałem tam być - czułem, że powinienem, nie tylko ze względu na Zakon Feniksa, ale i na Percivala. Do dziś nie wiedziałem, czy wydarzenia, które zapamiętałem z Kumbrii były prawdziwe. Koszmary powracały co noc, nie potrafiłem jednak zebrać się do napisania listu, upewnienia się, że to naprawdę się wydarzyło, że już-nie-Nott był tam swoim ciałem i duchem. Że po latach spotkałem jego we własnej osobie, bez maski, która rozdzieliła nas w ostatnich latach. Że spotkałem przyjaciela ze szkolnego dormitorium, druha, który przełamywał razem ze mną wszystkie stereotypy, partnera w zbrodni przeciwko życiu, które przyszło nam wieść z racji urodzenia. Znałem go przecież od dziecka, Malfoyowie zawsze byli blisko z Nottami, ale z żadnym innym nie nawiązałem takiej nici porozumienia jak z tym właśne.
Nici, której zerwania nia potrafiłem zrozumieć.
Jego przynależność do Rycerzy Walpurgii jątrzyła się niczym głęboka, paskudna rana. Wiedziałem, że Ben także nie mógł się z tym pogodzić, ja na swój spsób próbowałem wyrzucać ten fakt z głowi - ale powracał uporczywie, czepił się jak rzep psidwaczego ogona. I bardziej niż tego, co Percy miał nam do przekazania, chciałem dowiedzieć się dlaczego. A może po prostu chciałem go zobaczyć, jeszcze raz - przecież w Kumbrii staliśmy ramię w ramię, widziałem w nim rozsądnego i dobrego człowieka, tego samego, którego przez lata uważałem za przyjaciela.
To nie mógł być sen.
Obowiązku aurora zatrzymały mnie w pracy na dłużej; trafił mi się wyjątkowo oporny podejrzany, i choć dawno byłem po służbie, nie mogłem porzucić swoich obowiązków. Gdy tylko wydostałem się z Tower, złapałem Błędnego Rycerza i pognałem w kierunku mieszkania Alexandra. Wbiegłem po schodach, wpadając do pokoju z lekką zadyszką. Spotkanie - a raczej kolejne przesłuchanie - już trwało.
- Przepraszam za spóźnienie. - Rzuciłem krótko, nie usprawiedliwiając się i łapiąc kilka głębszych oddechów. - Nie musicie nas sobie przedstawiać. - Dodałem, zarzymując spojrzenie w Percivalu na dłużej. Moje tętno przyspieszyło - i byłem pewien, że jego powodem nie był bieg po schodach.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
Brendan Weasley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 19:40

Fiolka postawiona przez Samuela zalśniła, błyszcząc czymś na wzór grozy. Veritaserum dla niektórych było najgroźniejszą trucizną, dla innych najpotężniejszą bronią, dziś między nimi miało szansę stać się sędzią sprawiedliwym. To przesłuchanie miało szansę odegrać swoją rolę w tych śmiesznych warunkach, jeśli nastanie między nimi całkowita szczerość. Serum prawdy było jej jedynym gwarantem. Samuel wykazał się rozwagą, przynosząc ze sobą eliksir - choć nie dziwił się reakcji Percivala, kiedy ten nie wyglądał, jakby zamierzał po niego sięgnąć. Mówienie prawdy zwykle nie było wygodne i rzadko przysparzało przyjaciół. I choć niemo skinął Samuelowi głową, dalej milczał, kątem oka nie odejmując spojrzenia od byłego Notta.
- Buforem - powtórzył za Alexem, przeciągając spojrzeniem ku niemu, upewniając się, czy dobrze go zrozumiał. - Jestem aurorem - przelotnie spojrzał na Samuela, był aurorem jak i on. - Mam przed sobą poszukiwanego czarnoksiężnika, zapewne zbrodniarza, który - jeśli tylko mówi prawdę - może bez przeszkód zostać zamknięty w Azkabanie. Jego dawni przyjaciele raczej go przed nim nie ochronią. Jeśli mam go nie posłać za kraty, muszę mieć ku temu podstawy. Nie będę Szwajcarią, stoję po stronie Anglii jako wysłannik Zakonu Feniksa i prawdę mówiąc nie sądziłem, że wolno mi postąpić inaczej. Nie gramy w warcaby, osądzamy zbrodniarza wojennego. Czy możemy przestać udawać, że to niezobowiązujący tea time? - Przeniósł spojrzenie na Samuela i Benjamina, deklaracji Alexandra nie potrafił pojąć. Wspomniała mu nieco rozmowy o neutralności na spotkaniach Zakonu, jednak nie sądził, że gwardziści mogą mieć problemy z istotą swojej roli. Nie był jednak tutaj od tego, by to ocenić, znajdując się rangą poniżej każdego z nich. Brak formalizmu wokół sprawił, że poczuł się upoważniony do podobnej wypowiedzi. - Niech wypije - i choć brzmiał, jakby zwracał się do pozostałych gwardzistów, spojrzał na samego Percivala, obserwując mimikę jego twarzy. Czy spodziewał się serum prawdy? Czy mógł się przygotować, zażywając antidotum? Nic na to nie wskazywało, a Justine miała całkowitą rację, tylko tak mogli mieć pewność prawdziwości jego słów - tylko tak naprawdę mogli mu zaufać. - I odda różdżkę - Nie rozumiał, dlaczego Selwyn pytał go o zdanie. Stał po stronie wroga. Stał po stronie morderców. I miał im o nich opowiedzieć, niekoniecznie z własnej woli - musiał to zrobić. Obserwował ruchy najmłodszego z nich, kiedy siadał tuż obok przesłuchiwanego - niby opiekun roztaczając wokół niego troskę. Tak nie grał nawet najmilszy glina.
- Wszyscy ci ufamy, Ben - zgodził się ponownie z Justine - ale jeśli się nie mylisz, żaden z tych ruchów nie powinien zakłopotać naszego gościa. - Nie powinien lękać się prawdy ten, kto nie zamierza kłamać. To nie oni dokonywali w przeszłości czynów, które mogłyby rzucić długi cień na ich reputację.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
Benjamin Wright

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Sypialnia Alexa 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 20:51

Gdy już wygodnie rozsiadł się w fotelu, przesunął spojrzeniem po każdej twarzy. Zaciętej, poważnej, Brendana - dobrze było mieć przy sobie głos rozsądku - spokojnej Samuela, zaintrygowanej Tonks, dodającej otuchę Foxa i...zdystansowanej Alexandra. Wright zmarszczył krzaczaste brwi, spoglądając na najmłodszego z Gwardzistów. Mówiącego coś o bezstronności i ewentualnym rozdzielaniu bijących się czarodziei. - Tu nie ma umywania rąk, Farley, decyzję podejmujemy wspólnie, zdanie każdego jest istotne. I błagam, nie zaczynaj mi tu tematu Szwajcarii i neutralności, bo się porzygam - ostrzegł solennie dość krytycznym, lecz jednocześnie znużonym tonem. Selwyn miał tu naprawdę ładny dywan i podłogę. - I co to znaczy buforem, nikt z nas nie zamierza wpychać sobie różdżek w oko lub w inne miejsca - jesteśmy cywilizowanymi ludźmi w odróżnieniu od tych szumowin Rycerzy - mruknął, odrobinę zirytowany podejściem uzdrowiciela. Potrzebowali go jako utalentowanego czarodzieja a nie mediatora, wierzył, że Alex szybko to zrozumie.
Kiedy na stoliku błysnęło szkiełko skrywające w sobie Veritaserum, Jaimie spojrzał na nie bez zdziwienia, ale i bez niechęci. Rozmawiali już o tym, rozumiał wszelkie podjęte środki - zbyt wiele osób zginęło przez cuchnącego złem Perseusa, by mogli pozwolić sobie na lekkomyślność. I chociaż on oddałby za przyjaciela własną miotłę, ba, nawet Okruszka, to zdawał sobie sprawę z podejścia innych. Słowa Justine i Brendana Ben przyjął ze stoickim spokojem, zgadzał się z nimi, potrzebowali pewności. - Oczywiście - dlatego tu przyszliśmy. Z własnej, nieprzymuszonej woli - poinformował tak, jakby jego potężna sylwetka i barczysty Percival nie byli wystarczająco widoczni. - I wiemy, że to nie herbatka, mamy tu przecież legilimentę, myślodsiewnię, kilkoro aurorów i serum prawdy. O innych atrakcjach nie wspominając - dodał prawie pogodnie, chcąc nieco przedstawić Percivalowi całe spektrum rozrywek, w których mógł wziąć udział tego wieczoru. Wspominał o nich wcześniej, ale teoretyzowanie znacznie różniło się od zamknięcia w sypialni z gromadą mniej lub bardziej obcych czarodziejów, łypiących na niego w najlepszym przypadku podejrzliwie. Nazwanie Percivala zbrodniarzem wojennym wywołało na twarzy Wrighta krótki tik, który uwypuklił tylko brzydkie blizny, wcale nie jaśniejące z upływem tygodni. Przesunął spojrzenie na Weasleya. - Z tego co wiem, nie mamy do czynienia ze zbrodniarzem a czarodziejem zagubionym, chcącym odpokutować swoje błędy - a gdybyśmy błędów nie wybaczali, nie siedziałbym tutaj z wami w tej uroczej sypialni - powiedział po prostu całkiem spokojnie i poważnie, bez dramatyzmu; ofiarował Zakonowi Feniksa wszystko, trwał w nim niezwykle długo, ratował życie także niektórych zgromadzonych tu osób i wiedział, że Gwardia mu ufa. Co znaczyło dla niego naprawdę wiele. - Co nie oznacza, że zaraz nadmuchamy baloniki i obsypiemy cię konfetti - zwrócił się do Blake'a, wiedząc, że o tym wie, ale pozostali mogli uznawać, że podchodzi do przyjaciela przesadnie beztrosko. Już nie, zaślepienie uczuciami minęło, lecz nie zmieniło to wiary Benjamina w Percivala. - Potrzebujemy całkowitej pewności. I każdej informacji, która może okazać się przydatna - powiedział, spoglądając prosto w zielone oczy. Poważnie, rzeczowo, starając się przelać w tym spojrzeniu siłę, której Blake'owi i tak nie brakowało. Tak samo jak odwagi, w to akurat nikt nie mógł wątpić.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
anyone: percy no
percy: no one tells me what to do
ben: percy no
percy: ok
OPCM : 24
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime16.03.19 23:44

Nie czuł się wcale swobodnie – ani przez moment, nie, odkąd razem z przygaszonymi światłami drewnianego domu w Sennen pozostawił za sobą swoją strefę komfortu, porzucając ją dobrowolnie na rzecz mającego się rozegrać dzisiaj przesłuchania. Przesłuchania, nie spotkania ani rozmowy – doskonale zdawał sobie sprawę z tego, w jakiej roli występował wśród otaczających go licznie członków Zakonu Feniksa, i ani ciepły uśmiech Alexandra, ani kojąca nerwy obecność Bena, ani parująca na stoliku herbata, nie były w stanie tego zatuszować. Na szczęście; to nie było miejsce ani czas na nieporozumienia, co do tego wydawali się zgodni, mimo że z każdą kolejną mijającą minutą Percival czuł się coraz bardziej przytłoczony. Nie miał pojęcia, dlaczego zjawili się tutaj tak licznie; czyżby spodziewali się, że będą musieli stoczyć walkę – a może po prostu pokazywali w ten sposób swoją przewagę? Co do tego, że ją mieli, nie miał żadnych wątpliwości, a chociaż póki co zdawali się zachowywać pozory, pytając go o zdanie co do oddania różdżki czy wypicia veritaserum, to tak naprawdę podejrzewał, że wybór był w tym wypadku sztuczny – lub że dawali go mu dopóty, dopóki będzie wybierał właściwie.
Wysłuchał ich wszystkich, nie przerywając nikomu, przenosząc jedynie spojrzenie od Alexandra, do drobnej kobiety, którą Ben przedstawił jako Tonks; otworzył usta, żeby odpowiedzieć zarówno jednemu, jak i drugiemu, ale jego uwagę rozproszyły otwierające się drzwi. Drgnął nieco nerwowo, odruchowo kierując wzrok w tamtym kierunku, i coś wywróciło mu się w żołądku, gdy w progu dostrzegł Foxa. Ich spojrzenia skrzyżowały się na moment – nie pierwszy raz w tym tygodniu, bo chociaż gdy widzieli się po raz ostatni, Frederick nosił zupełnie inną twarz, to oczy pozostawały te same. Czy on również zachował w pamięci wspomnienia z Kumbrii, czy były one jedynie majakiem, materializującym się życzeniem jego własnego umysłu, uwierającą myślą o liście, na który nigdy nie dostał odpowiedzi? Chciał zapytać, ale nie mógł – to nie był czas na rozgrzebywanie prywatnych spraw.
Rudowłosy auror skutecznie skupił zresztą na powrót jego uwagę, kontynuując przerwany wątek; jego słowa, choć uzasadnione, uderzały w niego jak ostre kamienie, ale poprzysiągł sobie spokój – nie mógł pozwolić sobie na unoszenie się dumą, Ben na niego liczył; słyszał to w jego wypowiedzi, gdy zabrał głos, chyba bezwiednie używając liczby mnogiej. Stylistyczny zabieg nie umknął jednak Percivalowi; oderwał wzrok od stojącego pod ścianą czarodzieja, na moment spoglądając na Wrighta z wdzięcznością, ale i niemym zapewnieniem; nie musiał go bronić, nie potrzebował adwokata, tak samo jak nie chciał konfetti ani oklasków, na które nie zasłużył; potrafił też zrozumieć potrzebę zabezpieczenia w postaci serum prawdy, a chociaż wypicie zawartości kryształowej fiolki wcale mu się nie uśmiechało, to właściwie podjął decyzję w chwili, w której eliksir pojawił się na blacie.
Odetchnął cicho, nie mógł milczeć już dłużej. – Wiem, kim jestem – zaczął powoli i spokojnie; mimo że niejako zwracał się do nich wszystkich, to kierowany jakimś instynktem, odruchowo zwrócił się w stronę barczystego aurora – nie znał ich hierarchii, jednak to właśnie on zdawał się wyrażać swoje wątpliwości najbardziej bezpośrednio. – Wiem też, co zrobiłem. Ale nie siedzę tutaj dlatego, że przyłapaliście mnie na gorącym uczynku i schwytaliście, tylko dlatego, że zgodziłem się z wami porozmawiać. – Znając ryzyko – i możliwe konsekwencje. – Rozumiem, że nie macie podstaw, żeby mi wierzyć, ale nie jest moją intencją mydlenie wam oczu, wprowadzanie między was podziałów – zerknął przelotnie w stronę Alexandra zanim ponownie skrzyżował spojrzenia z czarodziejem pod ścianą – ani próba uniknięcia odpowiedzialności. To prawda, gdybyś chciał, zapewne bez problemu znalazłbyś co najmniej jeden powód, żeby zesłać mnie do Azkabanu, i może nawet bym ci na to pozwolił, ale z tego, co wiem, Azkaban został zniszczony, a jego strażnicy służą teraz innemu panu. – Wzdrygnął się wewnętrznie na wspomnienie łopoczących nad Stonehenge, czarnych peleryn. – Zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie cofnąć swoich czynów, ale tak, jak powiedziałem jakiś czas temu Benowi, chciałbym przynajmniej spróbować naprawić ich efekty. – Czuł na sobie świdrujące go spojrzenia więcej niż jednej pary oczu, i wiedział, że szukają w jego słowach nieszczerości – ale głos mu nie zadrżał. – Jeżeli takie są wasze warunki, oddam różdżkę i będę odpowiadał na wasze pytania pod veritaserum – dodał po chwili, po czym sięgnął do wewnętrznej kieszeni, wyciągając z niej wykonaną z palisandrowego drewna różdżkę. Nienawidził się z nią rozstawać, a od czasu przygody w Kumbrii odczuwał związany z tym niepokój jeszcze bardziej – ale miał nadzieję, że przez jego gesty nie przesączało się wahanie, kiedy wyciągał różdżkę w stronę Alexandra, rękojeścią skierowaną ku uzdrowicielowi. Dopiero później pochylił się do przodu, ostrożnie chwytając między palce drobną fiolkę, w pełni świadomy faktu, że mogła zawierać cokolwiek, łącznie z trucizną. Zerknął przelotnie na Samuela, rozważając przez sekundę tę ewentualność, ale ostatecznie ją odrzucając – Skamander miał ostatnio okazję, żeby się go pozbyć; gdyby chciał to zrobić, nie siedziałby dzisiaj wśród nich.
Wiedział, że mu się przyglądają, gdy odkorkowywał naczynie, i być może dlatego zadrżały mu palce, sprawiając, że musiał spróbować drugi raz – tym razem skutecznie. Płynnym ruchem przytknął fiolkę do ust, przechylając ją i opróżniając jednym haustem, ale nie patrząc już przy tym na nikogo – skupiając się jedyne na chłodnej cieczy spływającej do jego gardła.
Nie było już odwrotu.

| Percy nie kłamie, nie rzucam więc na test sporny <3





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Sypialnia Alexa Tumblr_nkleo3UYru1sibekyo2_500

Sypialnia Alexa Empty
PisanieTemat: Re: Sypialnia Alexa   Sypialnia Alexa I_icon_minitime17.03.19 13:27

Doskonale zdawał sobie sprawę, jakie wrażenie potrafiła zrobić niepozorna fiolka z veritaserum. Zdarzyło mu się już podawać podejrzanym, chociaż - był to zabieg nieczęsty. Pamiętał przerażone spojrzenia, które dostrzegał wśród niektórych, gdy tylko wspominało się możliwość użycia serum prawdy. Najbardziej ci, którzy mieli najwięcej do ukrycia. Być może, własnie dlatego zatrzymał wzrok na twarzy Percivala, doszukując się jakichkolwiek oznak zaprzeczenia. Każdy miał tajemnice i nawet Skamander czuł ulotny zacisk w żołądku na myśl, że mógłby kiedyś być zmuszony do wypicia gorzkiej prawdy.
Jednak to, co wyłapał, nie wpisywało się w rys podłych krętaczy, których przesłuchiwał - Nie postawiłem tego dla ozdoby - oznajmił tylko krótko, wracając do swojej pozycji, czekając na potwierdzenie pozostałych gwardzistów. Milcząco przysłuchiwał się padającym słowo, ale nikt nie potępił decyzji o przyniesieniu eliksiru. Wszyscy zgadzali się do tego, że była to konieczność - jeśli mieli zgodzić się na obecność przeprowadzonego przez Wrighta mężczyzny, z którym zdążył już zamienić kilka słów i... wrażeń. Byłego rycerza. Kim jeszcze był?
Odetchnął ciężko przez nos, gdy padły słowa Alexandra. Z jednej strony rozumiał, skąd brała się w nim potrzeba stania się buforem, ale poczuł, jak niewidzialna ręka trąca napiętą strunę rozdrażnienia. Nieco chłodniej spojrzał na uzdrowiciela, ale skupił się na potwierdzeniu, jakie otrzymał, odwracając uwagę od znaczenia płynącej treści, tym bardziej, że kolejni ucięli dalsze dywagacje. Nie po to tutaj przyszli - To wciąż przesłuchanie, nawet, jeśli sam zdecydowałeś się na nie zgłosić. I gdybyśmy rzeczywiście przyłapali cię na gorącym uczynku, nie tak wyglądałoby nasze spotkanie - nikt nie czułby się komfortowo na miejscu, w jakim znalazł się Blake, ale środki zachowawcze i padające wyrazy, nie wzięły się z uprzedzeń, a bolesnego doświadczenia, którego nikt nie chciał powtórzyć.
Skinął głową, gdy padła deklaracja i zgoda na stawiane warunki. Podążył więc wzrokiem za wysunięta różdżka, a potem, jeszcze bardziej intensywnie, gdy zawartość niewielkiej fiolki została opróżniona.
Nie musiał czekać długo, by eliksir zaczął działać. Każdy z zebranych mógł zadać pytanie, ale, to Skamander postanowił zacząć - Mówisz, że wiesz, kim jesteś. Powiedz nam w takim razie - kim? - możliwe, że wkradła się tu typowa na śledztwach maniera, decydująca o tożsamości podejrzanego, ale przyszło to naturalnie - I dalej - jak i dlaczego wstąpiłeś w szeregi Rycerzy Walpurgii - nie poruszył się z miejsca, wciąż stojąc przy jednej ze ścian, mając obok siebie sylwetkę Brendana. Nie chciał siadać, pozwalając sobie na komfort obserwacji zebranych. Jedyne co mogło zakłócać mu spokój, to nagła potrzeba wyciągnięcia paczki papierosów, wciśniętą w kieszeń spodni. Zignorował impuls, czekając, aż smokolog zacznie mówić, albo - ktoś zada kolejne pytanie.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
 

Sypialnia Alexa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dolina Godryka, Kurnik-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19