Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Coriander Sprout
AutorWiadomość
Coriander Sprout [odnośnik]01.01.19 0:05

Coriander Sprout

Data urodzenia: 2 listopada 1926
Nazwisko matki: Skamander
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: czysta ze skazą
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: magiwet w przytułku dla magicznych zwierząt
Wzrost: 179cm
Waga: 82kg
Kolor włosów: spłowiały brąz
Kolor oczu: niebieskie
Znaki szczególne: galaktyka większych i mniejszych blizn i bliznowców rozsianych po ciele; najbardziej charakterystyczne są trzy dość długie i szerokie, bladoróżowe pręgi na lewym ramieniu i chowana pod zarostem, niewielka, odcieniem zbliżona do cery Coriandera, wklęsła blizna na linii szczęki (pod spodem znajduje się mała szczerba w kości)


Był ciekawskim chłopcem, pełnym energii i… trzeba przyznać, uporu. Zanim jeszcze był w stanie poruszać się choćby na czterech, już wyciągał się, czołgał w zasadzie, żeby tylko móc zobaczyć więcej niż to co, dostrzegał z łóżeczka. Jak jeszcze nie mógł ustać, a co dopiero chodzić, podciągał się na czym tylko się dało, by dosięgnąć tego, co akurat wydawało mu się ciekawe. Nie miał pojęcia ile zmartwień przysporzył świeżo upieczonym rodzicom, ile wysiłku kosztowało ich zapewnienie mu bezpieczeństwa. Dla niego byli po prostu dwójką najwspanialszych, najweselszych, najukochańszych ludzi na świecie. Wszystkie po prostu przeterminowały mu się jednak dosyć szybko. Przyszło mu bowiem zostać starszym bratem. Widok pierwszego i następnych dzieci, maleńkich, bezbronnych – jego rodzeństwa, najbliższej rodziny, a skoro tak to przecież i odpowiedzialności – bardzo zmieniło młodziutkiego Coriandra. Przestał być gwiazdą we własnym domu, uwaga i troska przestała skupiać się na nim. Teraz to on dbał, a właściwie dopiero uczył się dbać o innych. Przybyło mu również innych, domowych obowiązków. Kiedy tylko mógł, pomagał mamie przy hodowli a tacie w aptece. Nie dostawał oczywiście żadnych szczególnie wymagających zadań, były jednak one coraz to bardziej odpowiedzialne. Ponad wszystko zaś uczyły go cierpliwości. Medykamenty przygotowywane przez ojca, hipogryfy pod opieką mamy – wszystko to wymagało dużej uważności i rozwagi w działaniu. Szczególnie tak małej osoby, która nie obroni się przecież ani siłą, ani magią. Pierwszym jej przejawem przyszło mu cieszyć się dosyć późno, miał już bowiem skończone dziewięć lat. Nie było to też nic szczególnie efektownego. W zimny wieczór, pomagając mamie przy jednym z osłabionych, młodych hipogryfów rozgrzał nagle powietrze wokół siebie, siłą rzeczy darując też trochę więcej ciepła zwierzakowi. Zostali najlepszymi przyjaciółmi.


Golden child, Lion boy; Tell me what it's like to conquer.

Opuszczenie domu nie mieściło mu się w głowie. Miał tu rodzeństwo, miał „własnego” hipogryfa, zupełnie poważne obowiązki. Uczył się przez cały czas czegoś nowego od rodziców i z książek, które mu kupowali – dlaczego więc nie mogło tak pozostać? Wiele opowieści o niesamowitych przygodach, które tam przeżyli i wspaniałych ludziach, na których się natknęli kosztowało państwa Sprout przekonanie Coriandra, że list z Hogwartu to wspaniała wiadomość. Ekscytacja przyszła później – kiedy przyszło do dopasowywania pierwszych, szkolnych szat (jakie kolory przyjdzie mu nosić?), kompletowania podręczników (co to niby znaczy: historia magii w nowym wydaniu?!) i wreszcie wybierania pierwszej różdżki. Chichotał, choć nie bez pewnej dozy zażenowania, kiedy współpracy odmawiały kolejne proponowane mu przez różdżkarza drzewce. Sprout, od którego odrzuca rośliny! No naprawdę… być może to jego reakcja i następujące zaraz po niej zapewnienie, że nie śmieje się w żadnym wypadku ze sprzedawcy poddało mu chyba właściwy pomysł. Bangkirai, sierść psidwaka. Psotna, lecz przyjazna. Długaśna jak na dziecko, ale i Coriander był na tym etapie chłopcem bardzo szczupłym i jak na swój wiek wysokim.
Hufflepuff…! Czyli bez zaskoczenia. Wielu z jego krewnych tam właśnie należała za czasów szkolnych. Teraz należało jeszcze zasłużyć na miano wychowanka Helgi. Trzeba przyznać, że się starał. Wpojoną w domu odpowiedzialność i uczciwość z łatwością przełożył na swoje zachowanie w szkole, otwartość, która wydawała mu się tak oczywista zdobywał sobie sympatię dużej części uczniów – w szczególności tych, którzy nie cieszyli się w otoczeniu popularnością. Rozgryzienie skąd brała się ta specyficzna hierarchia wśród uczniów, która gwarantowała jemu stosunkowo ciepłe przyjęcie a innym problemy, szczególnie ze strony przedstawicieli domu węża, zajęła mu chwilę. Zrozumiał jednak wreszcie, ile miał szczęścia nie tylko ze względu na to jak subiektywnie wspaniała była jego rodzina, ale jak ściśle związana ze światem magii. Nie pojmował przy tym powagi sytuacji. Słyszał coś i czytał o Dumbledorze, o Grindelwaldzie, o konfliktach w świecie czarodziejów, ale przecież byli w szkole. Mieli się uczyć, bawić, a nie szarpać o dorosłe sprawy. Realizowanie tego założenia przychodziło mu dość lekko, miał podstawowe rozeznanie w niektórych z nauczanych przedmiotów, dzięki czemu miał czas i na naukę innych i na mniej zobowiązujące zajęcia – jak choćby poznawanie ogromnego zamku i przylegających do niego, dostępnych dla uczniów, terenów. W tych okolicznościach poznał osobę, która miała w późniejszych latach ogromny, być może największy wpływ na kształtowanie jego osoby. Silwanus Kettleburn. Nauczyciel, autorytet, a jednakzupełnie oderwany od oczekiwań, jakie Coriander miał względem kogoś zajmującego tą pozycję. Oderwany był też w dużej mierze od zasad panujących w szkole, jak i tych, które przypisuje się często zdrowemu rozsądkowi…
Zaangażowanie w zajęcia, w długie rozmowy ze swoim nowym guru, w pisanie listów, którymi zasypywał rodzinę, wreszcie w życie towarzystkie w samej szkole, młodziutki Sprout niemal przeoczył rozpoczęcie Wielkiej Wojny Czarodziejów i mugolskiego konfliktu na podobną skalę. Kiedy jednak napięcia między uczniami stawały się coraz bardziej widoczne, kiedy coraz więcej osobistych historii zaczęło się splatać z nagłówkami gazet, nie dało się już uniknąć tematu. Przykro było dowiadywać się o co trwają walki, okropnie uświadomić sobie, że nawet szkoła nie mogła obronić ich przed konsekwencjami tego, co działo się poza nią. Nic jednak nie uderzyło go bardziej, niż świadomość, że ta wojna nie dzieje się tylko gdzieś tam, daleko – jej konsekwencje mogły dosięgnąć wkrótce nawet jego, nawet jego młodsze rodzeństwo. To wzbudziło w nim pierwszą falę prawdziwej niezgody na taki stan rzeczy. Dopiero z czasem z pełną mocą – nie na zasadzie uogólnionego współczucia, ale gotowości do podjęcia działania – jego stanowisko objęło też innych uczniów, przyjaciół, znajomych. Odwagi w działaniu dodawał mu Kattleburn. Skoro działanie w zgodzie z sobą warte było wielokrotnego zawieszenia w obowiązkach a nawet utraty co po niektórych części ciała, to co dopiero działanie w imię przyzwoitości, a nawet bezpieczeństwa uczniów o szczególnie niskim statusie. Zachowania uczniów skupionych wokół jednego ze ślizgonów z jego rocznika już dawno przestały być żartami. A jednak on sam zawsze świecił przykładem. Co tu kryć, był dla Coriandra konkurencją także na poziomie osobistym. Był równie pracowity, a do tego... cóż, trudno było odmówić mu talentu. Sprout miał rękę do roślin, do zwierząt – miał z nimi bliski kontakt od dziecka. Zaklęcia użytkowe, nawet transmutacja szły mu całkiem nieźle. Dzięki pilnej nauce trzymał dobry poziom z mniej fascynujących go przedmiotów takich jak Historia Magii. Kiedy jednak przychodziło do OPCMu w wymiarze praktycznym, do uroków… brakowało mu przekonania, zajadłości, która tak lekko przychodziła Tomowi. Tak, jakby to wszystko działo się naprawdę, nie na zajęciach. A nie mógł przecież wiedzieć, że niedługo tak właśnie będzie. Obydwaj byli prefektami, gdy otwarta została Komnata Tajemnic. Byli odpowiedzialni za bezpieczeństwo młodszych kolegów, za utrzymywanie porządku. Momentalnie zapomniał o wszelkich zaszłościach, animozjach, różnicach – chciał współpracować. Riddle nie był zainteresowany.
Groza tamtych miesięcy ogromnie zmieniła Coriandra. Kolejne ataki, bezradność dyrekcji, ostateczne wskazanie na Hagrida jako winnego. Wszystko to było trudne do przyjęcia, do zrozumienia. Ciekawość stopniowo zastępowała podejrzliwość, lekkoduszność – kalkulacje. Celem nadrzędnym stało się dla niego zdobycie umiejętności potrzebnych do obrony jedynej rzeczy, która pozostawała w jego oczach nienagannie czysta, jasna, piękna: własnej rodziny.  Nie tracił, nie potrafiłby stracić już jednak z oczu szerszego kontekstu. Inni też potrzebowali obrony. Na co dzień nawet w większym stopniu. Przegrał starania o stanowisko naczelnego prefekta, po drodze jednak starał się być jak najlepszym prefektem dla swojego domu a przede wszystkim przygotowywał się do następnego etapu życia. Harował jak wół. Wciąż pomagał w przerwach swoim rodzicom, wciąż znajdywał czas na rozmowy z Kattleburnem, starał się być dostępny dla swojego rodzeństwa i nie zaniedbywać przyjaźni, a jednak wszystkie jego wspomnienia z tamtego czasu związane są z nauką, nauką, nauką. Nie tylko potrzebował doskonałych wyników, by dostać się na ministerialny kurs dla aurorów. Oczekiwał od siebie wykształcenia możliwie szybko faktycznych umiejętności, przydatnych w wykonywaniu przyszłego zawodu. Tyle samo co w bibliotece zasuwał w klubie pojedynków a nawet – quidditchowym boisku. Udało mu się zdać wszystko, czego potrzebował. Udało mu się przejść wstępne egzaminy. Teraz musiał już jedynie przeżyć szkolenie. Rygorystyczne samo w sobie, prowadzone w czasach wojny stało się nie ucieczką, a suplementem do horroru. Mimo chronicznego braku snu, rutyny codziennych przygotowań, Coriander pamięta ten czas bardzo precyzyjnie. Głównie dzięki kolejnym datom śmierci – własnej siostry, kursantów, nauczycieli, mistrzów. Nie musiał być wielkim zwolennikiem Albusa Dumbledore’a, by jego śmierć odczuć jako mały koniec świata. Miał na to jednak tylko krótką chwilę. Samodyscyplina z konieczności wyparła sentyment.


Fearless child, Broken boy; Tell me what it's like to burn.

Ukończenie kursu było tryumfem i niewątpliwie powodem do dumy. Dało też Sproutowi poczucie, że faktycznie ma szansę zdziałać coś na rzecz bezpieczeństwa innych. Dodało mu otuchy. Dość szybko został oddelegowany do działu śledczego – otwartość, która kiedyś czyniła go przede wszystkim miłym towarzystwem, teraz stała się narzędziem pozwalającym wczuć się poniekąd w rolę tych po przeciwnej stronie, przewidzieć ich strategie, zapobiegać tragediom. Oczywiście, nie zawsze się to udawało. Klęska niejednokrotnie oznaczała czyjąś śmierć. Kiedy pierwszy raz przyszło mu być jej świadkiem pożałował, że nie mógł zamienić się na miejsca. Była to oczywiście myśl naiwna, ale nie opuszczała go długimi miesiącami. Odreagowywał, jak każdy. Tu papieros, tam szklanka, tu butelka. To jeden z kolegów z pracy (cóż za ironia!) zapoznał go z widłami. Raz, wyjątkowo. To był naprawdę podły dzień. Zapomniał o nim i o tym, jak sobie z nim poradził na długi czas. Pracy nigdy nie brakowało, a kiedy miał chociaż odrobinę wolnego czasu, poświęcał go rodzinie. Czas zapętlał się, jedno zakończone śledztwo oznaczało początek pracy nad kolejnym, jedna ludzka tragedia zastępowana była kolejną, zanim jeszcze pierwsza pozwoliła o sobie zapomnieć. W czyjeś wstrzeliła się własna - ciężka choroba, którą przeszedł jego młodszy brat na szczęście nie okazała się śmiertelna. Przyszła nowa dekada, a świat wokół zdawał się tylko bardziej pogrążać w podłości. A może to on po prostu głębiej się w nią zapadał? Reszta jego rodzeństwa dorastała, rozpoczynała własne życie, oddalała się. Na horyzoncie pojawił się jednak niespodziewanie inny jasny punkt. Znał ją jeszcze z lat szkolnych. Już wtedy była tym właśnie – jasnym punktem na ciemnym tle. Teraz jednak była też dorosłą, choć może ledwie, kobietą. Powabną. Niezwykłą. Kochaną.
To, że kiedyś założy własną rodziną było wizją bardzo głęboko zakorzenioną w jego wyobrażeniu przyszłości i nigdy, nawet gdy wszystko inne stało się niepewne, nie przeszło mu przez myśl, że mogłoby stać się inaczej. Po części był to obraz stereotypowy – dom, żona, ogród, dzieci – prawdziwie dorosłe życie. Jednocześnie jednak miało to dużo wspólnego z jego tęsknotą za ciepłem domu, z którego pochodził. Było w nim więcej chaosu, stosunkowo luźne podejście do konwencji i ról, a jednak była to… no, po prostu rodzina. Bliscy na zawsze. Nie chciał długo na to czekać. Nie miał też wątpliwości co do swoich uczuć. Poprosił o rękę samej Królowej Argyll. Nie rozczarował się. W każdym razie, jeszcze nie wtedy. Od tego momentu prowadził jakby podwójne życie. Próbował stać się, poniekąd na nowo, kompanem, Korkiem, kandydatem na męża. Jednocześnie jednak był tym, co robił. Jego czas, jego myśli pochłaniała ponura rzeczywistość bocznych uliczek Londynu i niedoścignieni w kreatywności zbrodniarze na większą skalę. Był pewien, że mu na niej zależało. Czy jednak tak naprawdę chodziło o nią? Czy rzeczywiście to ją znał? Czy dostrzegał osobę zza wizerunku scenicznego, rzeczywistość zza wyobrażeń? Jak na śledczego, z latami doświadczenia za pasem, bardzo wiele mu umknęło. Dostatecznie dużo by skończył przed ołtarzem sam, bez panny młodej. Zasłużony w większym czy mniejszym stopniu, był to dla niego ogromny cios. Zaczął unikać rodziny, zaczął unikać pracy. Odświeżył za to znajomość z Kettleburnem, zacieśnił relację z butelkami, przypomniał sobie o niezwykłych właściwościach smoczych pazurów. Jego rezygnacja z pracy otarła się o dezercję. Przez jakiś czas wstawiennictwo współpracowników pomagało go chronić, kiedy jednak zadecydował, że w trakcie śledztwa musi dostać wolne ze względu na nie cierpiącą zwłoki sprawę, jaką okazała się wyprawa do zagranicznego rezerwatu smoków, wymuszono na nim deklarację. Wybrał wyprawę.


oh darling, even rome fell

Wrócił po miesiącach, jako nowy człowiek. Miał w sobie więcej z puchona Korka, niż śledczego Sprouta. Odzyskał lekkość w sposobie bycia. Trudniej przedstawiała się sprawa splamionego honoru. Dla jednych powodem do wstydu było zerwane w ostatniej chwili narzeczeństwo, dla innych – utrata posady. Gorsi od tych surowo go oceniających byli chyba tylko ci, którzy decydowali się nad nim litować. Coriander unikał wszystkich. Obrał nowy kierunek, choć kiedy ktoś o to pytał, wskazywał bez zawahania, że to na tym właściwie się wychował, to było w jego naturze. Opieka nad zwierzętami. Rok spędził w Hogwarcie, pod okiem Kettleburna. Tam, jak i w innych miejscach do których dostęp dzięki niemu otrzymał miał szansę zapoznać się z jego ulubionymi stworzeniami, które najkrócej można zakwalifikować jako „te groźne”. Kolejny rok spędził na studiach pod okiem profesjonalnego magiweterynarza w Londynie. Równolegle zatrudnił się w miejscowym przytułku dla zwierząt. Ciężka praca nie była mu obca, a wymiar godzin większy niż pełen w pracy ze zwierzętami był doskonałym powodem, by nie spotykać nigdy nikogo znajomego.


Patronus: Brzmi to jak ponury żart, jeśli wziąć pod uwagę późniejsze zdarzenia, jednak to właśnie pierwsze rodzinne ognisko, na które zaproszona została Caileen jest wspomnieniem, dość silnym, dość ciepłym, by pozwolić Coriandrowi wyczarować patronusa. Przybiera on formę psa - dużego mastifa, poczciwego obrońcy rodziny, którego trochę pamięta z dzieciństwa, a którym trochę chciałby być.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 152 (rożdżka)
Zaklęcia i uroki:153 (rożdżka)
Czarna magia:00
Magia lecznicza:00
Transmutacja:50
Eliksiry:00
Sprawność:10Brak
Zwinność:5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
angielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
ONMSIV40
SpostrzegawczośćII10
Ukrywanie sięI2
Zręczne ręceI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Wytrzymałość FizycznaII5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Neutralny00
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka (gra na gitarze)I0.5
Muzyka (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleII7
QuidditchI0.5
Taniec współczesnyI0.5
JeździectwoI0.5
PływanieI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 1
[bylobrzydkobedzieladnie]


przyjdź śmierci, ale tak skrycie, tak skrycie bym nie czuł twego zbliżenia, bo sama rozkosz konania, rozkosz konania mogłaby
wrócić mi życie


Ostatnio zmieniony przez Coriander Sprout dnia 18.01.19 12:10, w całości zmieniany 1 raz
Coriander Sprout
Zawód : magiwet
Wiek : 31 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
raise a glass to freedom,
something they can
never take away,
no matter what
they tell you
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6883-coriander-sprout#179691 https://www.morsmordre.net/t6996-silva#183813 https://www.morsmordre.net/t6995-raise-a-glass-to-freedom#183804 https://www.morsmordre.net/f248-hartlake-road-18-3 https://www.morsmordre.net/t6997-skrytka-bankowa-nr-1708 https://www.morsmordre.net/t7442-c-sprout#203517
Re: Coriander Sprout [odnośnik]29.01.19 21:20

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

W domu Sproutów nigdy nie brakowało radości i ciepła, a także prawdziwie rodzinnej atmosfery. Najstarszy z rodzeństwa Coriander szybko musiał nauczyć się odpowiedzialności i rozwagi, a także troski wobec bliskich. Wszystkie te cechy okazały się pomocne w szkolnych czasach, gdzie został przykładnym wychowankiem Domu Borsuka i dobrym, utalentowanym uczniem. Jego młodość przypadła na dość burzliwe czasy i nawet Hogwart nie był całkowicie bezpieczny. Trudno było pogodzić się z takim stanem rzeczy, niesprawiedliwością i podziałami, zwłaszcza gdy wyrosło się w domu tak pełnym tolerancji - ale rzeczywistość poza gronem rodziny nie zawsze była kolorowa, niemniej jednak Coriander zamierzał robić wszystko, by zadbać o najbliższych. Ambicje skierowały go na kurs aurorski, na który, dzięki wytrwałej nauce i dyscyplinie, udało mu się dostać. Praca aurora nie była jednak łatwa, często wiązała się z dylematami moralnymi oraz bólem, gdy ktoś kogo znał tracił życie. Jasnym punktem na horyzoncie było uczucie, niestety ukochana porzuciła go tuż przed ślubem, co ostatecznie doprowadziło do okresu załamania i rezygnacji z pracy. Może aurorstwo tak naprawdę nigdy nie było mu pisane? Może jego przeznaczeniem była nie walka z czarną magią w zakamarkach Londynu, a poznawanie i opiekowanie się magicznymi stworzeniami, co pokochał jeszcze w Hogwarcie? Obranie w życiu nowego kierunku (a może tak naprawdę powrót na stary z pomocą dawnego szkolnego nauczyciela) pomogły mu odzyskać radość i satysfakcję, w końcu zwierzęta nie oceniały i nie potępiały za życiowe błędy. Rzeczywistość jednak znów się psuła - czy i Coriander pewnego dnia postanowi jasno zadeklarować swoje stanowisko? Nie ulegało wątpliwości, że dobre serce i troska o najbliższych nie pozwolą mu na obojętność.

 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Percival Blake
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Coriander Sprout Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Coriander Sprout [odnośnik]29.01.19 21:21
WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRY- Maść z wodnej gwiazdy (1 porcja, stat. 26)

[03.06.19] Otrzymano od Charlene: maść z wodnej gwiazdy (1)

INGREDIENCJEposiadane: -

BIEGŁOŚCI-

HISTORIA ROZWOJU[18.01.19] Karta postaci, -50 PD
[12.05.19] Zmiana wizerunku postaci: Calle Strand -> Iwan Rheon
[12.05.19] Zakup zaklęć ochronnych: Cave Inimicum, Repello Mugoletum (darmowe)
[12.05.19] [G] Zakup: peleryna niewidka, -100 PM
[20.06.19] Zużycie: peleryna niewidka
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Coriander Sprout Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Coriander Sprout
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach