Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Mokradło
AutorWiadomość
Mokradło [odnośnik]08.01.19 20:16
First topic message reminder :

Mokradło

Znajdujące się w pobliżu moczary są jednym z głównych elementów dworku. Na swój sposób ozdabiają posiadłość. Większość gości stwierdza jednak, że są wyraźnie przerażające.
Istnieją legendy mówiące o tym, że mokradło jest nawiedzane przez tajemniczego ducha czarodzieja, który tragicznie zmarł podczas polowania. Inni mówią, że nieszczęśliwiec zgubił się we mgle i z tego powodu wprowadza w błąd każdego, kogo spotka na drodze.
Zaleca się aby na tym terenie korzystać z wodoodpornego, wysokiego obuwia.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 20 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Mokradło [odnośnik]22.05.20 18:33
Wdawanie się w szczenięce pyskówki należało do ulubionych rozrywek Benjamina - i nie zmieniło się to z czasem, cwaniakowanie oraz wymyślanie coraz dziwniejszych docinek pozwalało złagodzić nieco napięte w towarzystwie Percivala mięśnie oraz w ten werbalny sposób ulżyć niewypowiedzianym podtekstom. Bądź, co gorsza, uczuciom, dlatego Jaimie, pomimo podniosłej atmosfery zaślubin (kto by pomyślał, że dożyją momentu, gdy ich drogi druh Anthony stanie na ślubnym kobiercu - dopiero co pił ognistą whisky po raz pierwszy, puszczając pianę nosem) miał chwilowo wrażenie, że cofnęli się do beztroskich, szkolnych chwil. Ubłoceni jak po wymagającym wielu wyglądowych poświęceń meczu Quidditcha, przezbywający się o zieloną ślizgońskość, jednocześnie blisko siebie i z przyczyn społecznych - oddaleni od siebie. - To ta twoja groźba, która ma sprawić, że będzie mi łatwiej cię... - rzucił arogancko, unosząc wysoko krzaczastą brew, ale nie dokończył, zostawiając finał retorycznego pytania do wyobraźni współtowarzysza zabawy. Oby bawił się równie dobrze, co sam Wright, nie mogący powstrzymać szerokiego wyszczerzenia zębów, gdy ostra końcówka floretu przecięła kilka guzików, rozchełstując elegancką koszulę niedawnego arystokraty. - Daj spokój, przecież będę grzeczny. Znasz mnie - zapewnił, z humorem jeszcze doskonalszym, bo nic nie działało na jego nastrój tak dobrze, jak cedzący i nieco zirytowany Percival, błyskający tymi niesamowicie zielonymi oczami. Brakowało tylko odwzajemnienia kuksańca, lekkiego uderzenia w bark, a później...
Cóż, nie mógł się rozmarzać, bo najwidoczniej zabawa, w której brali udział, zbliżała się do wielkiego końca. Bagno stawało się powoli przeszłością, pokonali agresywną cebulkę, mogąc ruszyć dalej, a Ben nie obraził się nawet o wspomnienie o jakiejś Zosi, która oczywiście została natychmiast uznana przez zaborczą część jego prostolinijnej osobowości za damskie zagrożenie. Zbył jednak irracjonalne obrażenie, pozwalając sobie tylko na wyminięcie Blake'a na wąskiej ścieżce i szybkie odciśnięcie błotnistego śladu własnej dłoni na tyle jego szaty. Na szczęście znak ten wtopił się w błotne tło po wcześniejszej zabawie w smoka, nikt więc nie miał dowodów na haniebne zachowanie - a i zemsta nie była możliwa, bo niedługo znaleźli się znów na polanie. Wysłuchując podekscytowanego organizatora.
- Uważnie patrz, gdzie zabiorą lisy. Musimy odbić naszego rudzielca. Nazwiemy go Garry - szepnął do ucha Percivala, o dziwo wcale nieprzejęty poniesioną porażką. Bawił się wyśmienicie i właściwie wcale nie zależało mu na głównej nagrodzie. Te pocieszenia przyjął z dumą, pozwalając, by broszka ogiera, przypięta do jego piersi, zarżała wesoło. - Wiesz, dlaczego mam takiego patronusa, co nie? - zagadnął jeszcze cwaniacko, mrugając do Blake'a, po czym żwawo ruszył do stanowiska pogotowia estetycznego, gdzie przy pomocy innych czarodziejów doprowadził się do porządku. - Zaatakowała go cebulka. Ledwie uszedł z życiem - powiedział z kamienną miną do pewnej zaaferowanej dziewoi, która sprawnie pomagała przy czyszczeniu i cerowaniu ubrań i z wyraźną troską (i zdecydowanie zbyt długo) wpatrywała się w poodrywane guziki na przedzie koszuli Percivala. Później zaś otrzepał się, poprawił elegancką marynarkę i po złożeniu gratulacji zwycięzcom, ruszył wraz z Blake'm z powrotem do głównego dworu, by dalej celebrować ten wyjątkowy dzień. W jeszcze lepszym niż przed kilkudziesięcioma minutami humorze.

| Percy i Ben zt


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 20 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Mokradło [odnośnik]28.05.20 17:00
Nie spodziewał się, że tak szybko rozwiąże ostatnią, skomplikowaną zagadkę. Krążąc wśród identycznych skrzyneczek, jedna z nich wyróżniała się malutką, ledwo dostrzegalną kropeczką. Rozszerzając błękitne źrenice, przeskoczył do odpowiedniego rzędu. Lis, pędem ruszył w jego stronę skuszony nowym znaleziskiem. Wyławiając przedmiot, podniósł go do góry i krzykną donośne: – Mam! – ruchem głowy nakazał, aby wrócili się na skraj polany, a przede wszystkim sprawdzili kolejną, wartościową nagrodę. Mężczyzna uchyli wieko i delikatnie wydobył ozdobną lupę. Obejrzał ją z każdej strony wczytując w kręconą sentencję napisu z mocno ściągniętym, skupionym czołem. Niemalże instynktownie przyłożył ją do oka, widząc, że miała wyjątkowe, wręcz magiczne działanie:
– Wow, widzę dosłownie wszystko! Zobacz. – powiedział w kierunku towarzyszki i przekazał pozłacane trofeum. Odetchnął ciężko zdając sobie sprawę, że przygoda na bezlitosnych mokradłach powoli dobiegała końca. Lis kręcący się wokół kostek, pragnął jak najszybszej atencji, dlatego też przykucnął i energicznie pogładził go po rudawej, przyjemnej sierści. – Spisałeś się na medal! Szkoda, że nie możemy zabrać cię ze sobą. – skwitował z niewymuszoną nostalgią. Dłoń drapała spiczaste uszy, długi pyszczek zakończony skarbnicą węchu. Bez niego nie daliby sobie rady. Podnosząc się do góry, odwrócił głowę ku partnerce i z delikatnym uśmiechem rzucił: – Idziemy zobaczyć, czy udało nam się wygrać. Po tak różnorodnych poświęceniach, powinniśmy mieć co najmniej podium. – zwierzak w podskokach wyprzedził parę zawodników. Łapiąc ślad rozpoczął wędrówkę do miejsca, z którego wyruszyli w gęsty, zielony bór.
Droga prowadząca do mety okazała się dużo bardziej łaskawa. Mokra trawa pozostawiała wilgotne ślady na zabrudzonych, eleganckich ubraniach. Zmrok powoli dopadał pobliskie tereny; brakowało wiodących promieni majowego słońca. Zrobiło się chłodniej, powietrze było rześkie, wonne, dodawało przyjemnego ukojenia strapionym płucom. Rineheart wziął głęboki oddech i jeszcze kilkukrotnie rozejrzał się po obszernych koronach długowiecznych drzew. Nie spodziewał się, że rodzinna okolica świętującego przyjaciela jest tak różnorodna i malownicza. Pomagając Corze przedostać się przez gęstsze zarośla, wytoczył się na rozległą polanę. Oczy nie mogły przyzwyczaić się do rażącej jasności, dlatego przymrużył je nieznacznie. Okazało się, że ktoś stawił się przed nimi. Nieznajoma para dopełniała formalności stojąc przy pulchnym organizatorze. Zawiesił na nich wzrok badając najistotniejsze wyróżniki. Nie miał pojęcia kim są i jakie relacje łączą ich z szczęśliwym Panem Młodym. Wyciągnął zgięte ramię w stronę blondynki, aby ta ujęła je bezpiecznie i przeszła kilka kroków dalej. Przemierzając odległość, jako pierwszy przerwał wymowne, nieco smutne milczenie: – Mimo tego, że nie wygraliśmy to naprawdę świetnie się bawiłem. Bez twoich zdolności wylądowałbym pewnie na szarym końcu. – dopełnił wypowiedź ciepłym, pokrzepiającym śmiechem. Personel pomocniczy znalazł się przy nich chcąc odebrać i zbadać odważnego futrzaka. Biedne zwierzę nie ze swojej winy ucierpiało podczas wyprawy, wyczute przez złowrogiego osobnika swojego gatunku. Już na pożegnanie nachylili  się nad zdolnym przewodnikiem, pozwalając aby ostatni raz otarł i oblizał szorstkie ręce. – Do zobaczenia młody, byłeś najdzielniejszy. – dłoń prześlizgnęła się po sierści. Podniósł się do góry i spoglądając na zwierzęcego medyka, dodał stanowczo: – Proszę na niego uważać. – w tym samym momencie pozostałe pary wychodziły z leśnej gęstwiny. Stojąc bokiem, zmarszczył brwi szukając tej jedynej, wyjątkowej sylwetki. Zaplótł ramiona na klatce piersiowej nie ruszając się ani milimetr. Piękna, dobrze znana zieleń sukienki wyłoniła się z ciemnego wnętrza. Wyglądała tak, jakby zadania nie sprawiły jej żadnego problemu. Nie dziwił się. Wyciągnął szyję z nadzieją, że uda mu się złapać choć przelotne spojrzenie bliźniaczych tęczówek, wątły cień uśmiechu wyrysowany na soczystych czerwonych ustach. Znak, który pozwoli na natychmiastową reakcję, jedno słowo. Leczo ona czekała, na niego. Młody mężczyzna pojawił się obok pełen całkowitego rozbawienia. Widział jak stan przenosi się na jego partnerkę, jak beztrosko spędzają ze sobą czas. Jak świetnie czują się w swoim towarzystwie. Wnętrzności ścisnęły się od razu. Nie mógł dłużej na to patrzeć, westchnął ciężko i opuścił głowę w stronę ziemi. Przez jakiś czas trwał w dziwnie zgarbionej, skulonej pozycji, zbierając skłębione myśli. Skoro tak chciała… Twarz zachmurzyła się, usta ścisnęły w ciaśniejszą linijkę. Ręce splótł na plecach czekając na oficjalne wyniki konkursu. Noga wystukiwała nieznany, niezrozumiały rytm. Był oznaką zdenerwowania.
Organizator ogłosił zwycięzców wręczając nagrody. Niestety liczyła się tylko jedna para - musieli objeść się smakiem. Poklaskując miarowo czekali aż nagrody pocieszenia trafią w ich ręce. Butelka znamienitego trunku oraz broszka z wizerunkiem patronusa, wykonującego zwinne ruchy. Uśmiechnął się na krótko: – Wszędzie lisy… Piękna sprawa. – wymamrotał i ulokował spojrzenie na jasnej twarzy Cory. Dobrze, że była obok. Czuł się pewniej i na pewno trochę swobodniej. Gdy formalności dobiegły końca, odczekał jeszcze chwilę, aby pozostali rozeszli się po posiadłości. Nie szukał już znajomej aparycji. Chciał odnaleźć pełny kieliszek i wypić go pospiesznie, do dna. – Choć, doprowadzimy się do ładu z naszymi kreacjami, a potem poszukamy czegoś do jedzenia. Nie wiem jak ty, ale dopiero poczułem, że umieram z głodu. – personel zajął się rekonstrukcją zniszczonej i ubrudzonej odzieży. Po kilku minutach mogli w pełnej klasie wrócić do weselnej zabawy natchnieni dobrą energią rywalizacji.

| zt dla Cory i Vincenta



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Mokradło [odnośnik]07.06.20 1:32
Zadane przez Gin pytanie popchnęło go jeszcze bliżej krawędzi, nieomal miał już chęć wyznać jej cały sekret, pozwolić tajemnicy odsłonić welon i spojrzeć jej prosto w oczy. To jednak nie był moment na takie wynurzenia, toteż jeszcze ostatkiem swojej trzeźwości umysłu i rozsądku powstrzymał cisnącą się na usta historię.
Zagnały mnie jednocześnie dalej i bliżej niż Szkocja – odparł tajemniczo, równie enigmatyczny uśmiech przywołując na usta.
Constantine nie był pewien czy to towarzystwo Virginii, ekscytacja weselną zabawą, jakieś jeszcze inne niezrozumiałe czarodziejskie wpływy czy też może mieszanka wszystkiego – prawda była jednak taka, że nie spodziewał się, że czas będzie leciał tak prędko. Wciąż jeszcze na lekkim haju po doświadczeniu piosenki Gin (tudzież lady Virginii, nieustraszonej rycerki broniącej w tajemnicy bezbronnych lordów) rozwiązywał numerologiczne równania jak przez sen. Na poły spodziewał się, że przy tym rozkojarzeniu jego wyniki okażą się błędne, na poły jednak wydawało mu się, że to by było całkowitym dyshonorem jakby nie mógł rozwiązać tak prostych schematów. Prędko okazało się jednak, że jego godność dziś nie ucierpi, a podziw i radość na twarzy Virginii po odnalezieniu kolejnego skarbu sprawiała, że Kostek czuł za mostkiem przyjemnie rozlewające się ciepło. Na to niezwykle kojące doznanie jego ciało zareagowało spokojem i odprężeniem. Bez wahania zaoferował Gin ramię, ignorując niezadowolone spojrzenie sennego liska, który tym razem nie miał okazji nawet wygodnie się ułożyć na trawie. Rude zwierzę z równie małą ekscytacją co wcześniej zaczęło prowadzić ich ścieżką, która ku zaskoczeniu lorda Ollivandera zaprowadziła go wraz z towarzyszką na miejsce rozpoczęcia zabawy.
Chyba nie udało nam się wygrać – oznajmił dość lekko, posyłając lady Macmillan pocieszający uśmiech. Sam wciąż jednak był zdania, że pogoń za króliczkiem była zdecydowanie przyjemniejsza niż jego złapanie, które to przecież oznaczało koniec całej przygody. Całkiem energicznymi oklaskami obdarzył za to faktycznych zwycięzców, po czym uważnie obejrzał ich nagrody za uczestnictwo, o wiele więcej uwagi poświęcając srebrnej ptaszynie, która ozdabiała broszkę jego towarzyszki. Constantine z lekkim zaniepokojeniem zauważył, że niezwykle wiele z bliskich mu osób miało za patronusy ptactwo, zaś on sam prezentowany był przez gronostaja: drapieżnika pożerającego te niewinne uskrzydlone istoty.
Odrzucił jednak te smętne i niepokojące spostrzeżenia i zaproponował Virginii odświeżenie się, odniesienie zdobytych skarbów do dworku i odwiedzenie parkietu.

| Dziękujemy za zabawę! <3
zt Virginia i Constantine



speak to me in colours
Constantine Ollivander
Zawód : malarz, ilustrator, projektant różdżek
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

biegł zanosząc się łkaniem
uszy bolały go z zimna
biegł boso w piżamie
zając ścigany przez wilka

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8143-constantine-z-ollivander https://www.morsmordre.net/t8189-frida#235750 https://www.morsmordre.net/t8195-gdzie-drzewa-zdobi-srebrny-plaszcz#236026 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-lancaster-castle https://www.morsmordre.net/t8198-skrytka-nr-1970#236050 https://www.morsmordre.net/t8196-c-z-ollivander#236045
Re: Mokradło [odnośnik]12.06.20 1:55
Czas wypełniony kolorowymi, wirującymi światełkami umykał swobodnie przenosząc wyjątkowe, spektakularne wydarzenie na początek nowego, malowniczego dnia. Otaczający świat budził się do życia witając wytrwałych celebrantów nadzwyczajnym widokiem. Pierwsze promienie jaśniejącej kuli, przebijały przez ostatnie zwiastuny granatowej, majowej nocy. Półokrągły księżyc wygaszał swój blask - pozostawiał kilka drobnych, bliźniaczych, punktów na rozległym obszarze niebiańskiego sklepienia. Ptasia orkiestra akompaniowała uśpionym muzykom grającym niezbyt żywiołowe utwory. Mrukliwy bas oraz dźwięczny fortepian wyróżniał się na tle pomieszanych, nieskoordynowanych dźwięków. Tłum, który jeszcze kilka godzin temu oddawał się rozwiązłej konsumpcji hucznej ceremonii, opadł z sił, poddał wyciszeniu i błogiemu odpoczynku. Pojedyncze jednostki z zapałem, zawziętością, brakiem rytmicznej koordynacji przesuwały się po drewnianym, wysłużonym parkiecie. Z oddali ogromnego ogrodu można było wyłapać perlisty śmiech upojonych alkoholem par, gwar grubiańskich rozmów, pierwszych kłótni czy wzmożonych krzyków pełnych niespotęgowanej uciechy. Wydarzenie wkraczało w finałowe stadium – zostali jedynie prawdziwi weterani.
Wnętrze szlacheckiego pałacu pochłonęło zdecydowanie na długo. Pewne niespodziewane wydarzenia pokrzyżowały niewyraźne plany, które tak dokładnie, skrupulatnie rozkładał wewnątrz chłonnego umysłu. Kończąc niewygodne spotkanie, pośpiesznie wyszukiwał skrawku świeżego, wiosennego powietrza. Nagromadzone informacje wirowały w niestabilnym wnętrzu powodując niezrozumiały, rozchwiany bełkot. Przechodząc przez kolejny, elegancki salon, otarł się o nieznajomych uczestników. Ich senny pochód spowodował dekoncentrację, wybicie z rytmu. Niezgrabnie wytoczył się na jeden z balkonowych tarasów. Barierki z zaplątanymi ornamentami przyozdabiały długie sznury lampek, przypominających malutkie świeczki. Płomyki migotały cyklicznie rażąc nadwrażliwy zmysł wzroku. Przymrużył oczy podchodząc do najbliższej, cienkiej granicy. Zamrugał kilkukrotnie rozglądając się po ekskluzywnej okolicy – ile czasu minęło? Jak długo go nie było? Stracił świadomość? Czy Howell znalazła towarzystwo, a może rozpoczęła zacięte poszukiwania? Westchnął zrezygnowany. Balowy zapał przeminął doszczętnie. Opierając łokcie na metalowej strukturze, ułożył na nich brodę wyłapując jeden, charakterystyczny punkt. Patrzył na statyczne wierzchołki drzew, kształtne chmury, pierwsze kolory wschodzącego, psotnego słońca, pragnącego przejąć kontrolę nad rozbawioną rzeczywistością. Ciekawe czy ty też to teraz widzisz. Ciekawe gdzie i z kim przepadłaś.
Dobitna mieszanka mocnych słów wypowiedziana przez ciemnowłosą Wright, a także okoliczność ich nietuzinkowej konfrontacji, spowodowały, iż na dłuższą chwilę zatrzymał się na owym aspekcie. Wiele zdań nie zdążyło dotrzeć do odpowiednich synaps – wydawały się tak absurdalne, odrealnione, niezrozumiałe. Lecz czy nie był sobie winny? Naskoczyła bez żadnych, wcześniejszych wyjaśnień. Postanowiła samoistnie wziąć sprawy w swoje ręce – wybadać grunt, rozpoznać niezrozumiałą sytuację. A może pomóc zagubionym interesantom? Patrzył w oczy, powiedział całkowitą prawdę. I choć niespodziewany napad wytworzył nagromadzone pokłady agresji, starał się być spokojny, opanowany, hamować typowo pijackie, niegrzeczne zachowania. Po kilku tygodniach bezwarunkowego milczenia, zrozumiał swój błąd. Nie wiedzieć czemu, uczestnicząc w tak istotnym, kwietniowym spotkaniu – spanikował. Pragnienie ucieczki zakiełkowało, drobne pnącza oplątały męską sylwetkę. Wycofał się przytłoczył, miał wrażenie, że zmieniając otoczenie, rzucając w wir pracy poradzi sobie z nadmiarem nieoczekiwanych faktów. Nieznana organizacja wraz ze specyficznymi wyznawcami, zagubiony członek rodziny, nieustający konflikt, brak zorganizowania, poukładania zupełnie nowego życia, a przede wszystkim ta relacja. Koneksja, której pragnął tak bezwarunkowo. W którą chciał zaangażować się całkowicie, oddać wszystko co ma, jednocześnie obezwładniając obawami, niespełnionymi wymaganiami, niedoskonałością. A co jeśli nie podoła? Nie uda im się zbudować trwałego porozumienia? Nie będzie taki jak oczekiwała, nie sprosta obietnicom, wyzwaniom? Coś nieokreślonego przywoła do zmiany kursu? A co jeśli zwątpi i ponownie odpłynie w nieznane? A jeśli pojawi się konkurencja? Potrząsnął głową strzepując okropne myśli. Te nie chciały odczepić się na dobre, wędrując w stronę zaproszonej partnerki, przyjaciółki, powierniczki. Czy dzisiejszego, cudownego dnia stała się ziarnkiem niezgody? Ich wspólny widok wyzwolił tak wiele kontrowersji, wymyślnych niedomówień. Była cudowną opoką, która zgodziła się, aby mu towarzyszyć. Nie zadawała pytań, nie drążyła – podeszła do sprawy wyrozumiale. Z drugiej strony chciał się przede wszystkim odwdzięczyć. Wynagrodzić jedenaście lat okropnego milczenia. Pokazać bajkowy świat, którym mogła się zachwycić. Nie miał odwagi, aby wystosować inne zaproszenie. Nie poinformował, nie uprzedził, zapadł pod ziemię. Czy powinien czuć się winny? Czy on sam nie zrozumiał czegoś na opak? A ona? Istota w ciemnej zieleni krążąca po obszernym zamczysku, miała do tego prawo? Wersja wydarzeń przedstawiona przez odzianą w czerwień znajomą brzmiała wiarygodnie, jednakże musiał przekonać się na własne oczy. Twarz nieznajomego jegomościa widniała w halucynogennej wizji – pamiętał ten wyzywający, złowrogi wzrok. Coś było nie tak. Nabierając powietrza w zmęczone płuca, postanowił działać. Ruszył przed siebie odmawiając zaproponowanego przez kelnera, bursztynowego trunku. Rozpoczął dokładne poszukiwania pięknej kobiety, za którą zdążył zatęsknić. Za którą wodził wyczekującym, spragnionym wzrokiem przez większość ceremonii. Przez którą cierpiał wewnętrzne katusze, gdyż od kilku, okrutnych dni nie usłyszał tembru głosu, nie zobaczył ulotnego uśmiechu, nie dotknął miękkiej skóry, nie zatopił w błękicie błyszczących źrenic. Przecież nie warto cierpieć, prawda?
Nie miał pewności, że blondynka znajduje się na weselu. Przeszukiwał wszystkie, najbardziej charakterystyczne pomieszczenia. Kilkukrotnie serce poderwało się do góry, żołądek zacisnął nieznacznie, gdyż bardzo podobny profil prześlizgnął się w zasięgu wzroku. Musiał przeszukać tereny zewnętrzne. Główny parkiet, stoły, obszerny bar – wszystko pozostawało puste. A może nie była sama? Zmarszczył brwi, przestań tak myśleć. Potykając się o wystającą skarpę, wpadł na jeszcze jeden pomysł. Odwrócił się na pięcie i pomknął w stronę polany, gdzie jeszcze kilka godzin temu poszukiwali wartościowych nagród. Dłoń powędrowała do skroni, gdyż ta pulsowała miarowo od nadmiaru wyskokowej, odurzającej cieczy. Buty zapadały się w miękkiej trawie, zgiełk zabawy niknął za plecami – obcował jedynie z naturą. Pobudzające kolory niebieskiego sufitu wchodziły w pełną okazałość. Opadały na lekko zamglone miejsce, na którym znajdowała się tajemnicza nieznajoma. Zatrzymał się na chwilę chcąc lepiej przyjrzeć się niesamowitemu widokowi. Czyżby odnalazł zgubę? Zrobił kilka, niepewnych kroków do przodu. Przeczesał włosy, prześlizgując wąskie palce po zmęczonych oczach, zadbanym zaroście. Wygładził marynarkę. Wchodząc głębiej, w typowy obszar odchrząknął i spokojnie, dość niepewnie wypowiedział:
– Wszędzie cię szukałem.myślałem, że odeszłaś, ale z nim. Nie ruszył się z miejsca. Zamilkł, cała gama emocji przeniosła się na spojrzenie, które tak intensywnie wdzierał w plecy odziane w zielony materiał. Cóż za piękne zjawisko.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Mokradło [odnośnik]15.06.20 16:21
dziękuję ślicznie za zabawę<3

- Co to za subtelna sugestia? Że niby nie potrafię przegrywać? - bez przesady; poza tym, może nie wygrali (ostentacyjnie starał się nie dostrzegać, kto zwyciężył i stanął tyłem do bukieciarza), ale bawił się przecież świetnie. - Chodź, podziękujemy naszemu przewodnikowi - skinął na nią głową, po czym podszedł do ścigającego motyla lisa, żeby ostrożnie pogładzić go po głowie. Ruda kita poruszyła się energicznie, a nosek trącił go w palec, może przypadkiem, a może w ramach pożegnania. - Za duży mają wybór - klęska przesytu - nie wiem, czego najpierw spróbować, może zacznę od deseru - tak finezyjnych ciast, to chyba nigdy w życiu nie widział. - Zapamiętam, na każde nasze następne spotkanie będę zabierał podręczną lodówkę - przy Tonks nie musiał się zastanawiać nad czym, czy w ogóle wiedziała, co to za mistyczny artefakt. Obrał kurs na jedzenie, a gdy oddalili się od zgromadzonych na odległość pozwalającą na swobodną konwersację, przypomniał sobie o pewnej kwestii, która chodziła mu po głowie od pewnego czasu.
- Wiesz, po kanałach dorwałem się do książki o zabezpieczeniach, przewertowałem te bazujące na OPCM, ale zerknąłem też do działu z tymi opierającymi się na transmutacji i rzuciło mi się w oczy jedno, w którym ogólnie chodzi o to, że postać z obrazu przemieszcza się pomiędzy ramami, jest twoim szpiegiem - zaczął, zerkając w jej stronę, żeby upewnić się, czy nie przytłoczył jej tym słowotokiem. - Będę się wybierał na dniach do Ministerstwa, żeby zarejestrować różdżkę i trochę się tam rozejrzeć, wiesz, w jakiej sprawie... zacząłem zastanawiać się, czy przy okazji nie przyjrzeć się jednemu z obrazów, który moglibyśmy... skopiować, Gwen to malarka, na podstawie mojego wspomnienia pewnie dałaby radę namalować go raz jeszcze, a gdyby umieścić w Ministerstwie nasz obraz, moglibyśmy mieć tam swoje oczy... i to takie, na które chyba nikt nie będzie zwracał przesadnej uwagi - mówił jej to wszystko w oczywistym celu - potrzebował zgody Gwardii na działanie. Ale także opinii Just. Niekoniecznie jako gwardzistki.
Ale o tym porozmawiają już później.

zt



from underneath the rubble,
sing the rebel song


Ostatnio zmieniony przez Keat Burroughs dnia 03.08.21 9:01, w całości zmieniany 1 raz
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Mokradło [odnośnik]01.07.20 19:52

Pijany pojedynek



O zabawie polegającej na upiciu się część z gości usłyszała zapewne z rozmów i plotek między stolikami i namiotami. Każda osoba, która wcześniej zgłosiła się do sir Thomasa (grubiutkiego czarodzieja) została przyporządkowana przy pomocy złotej magicznej monety do jednej z grup: grupy pana młodego lub pani młodej. Osoby przyporządkowane do pana młodego otrzymały błękitno-złote muchy lub chusty, a grupa pani młodej czerwono-złote/rude. Osoby te otrzymały także informację o której godzinie i gdzie powinni się spotkać. Jako miejsce zbiórki wyznaczony został teren pomiędzy ogrodami a moczarami.
Na magicznym zegarze w rezydencji wybiła pierwsza. Wybrane osoby, które zebrały się w określonym miejscu po tej godzinie mogły zauważyć ogromnych rozmiarów dębowy stół. Uginał się on pod ciężarem różnorodnych alkoholi. Wzdłuż stołu ustawiono długie drewniane ławki. Sir Thomas o wyjątkowo rumianych policzkach i czerwonym nosie już czekał, popijał whisky i gotów był przywitać się z każdym z graczy. Wokół wciąż kręcili się goście, niektóre pary wciąż tańczyły gdzieś w oddali.


Na zebranie się macie 72h. W razie pytań proszę o kontakt na konto Anthony'ego Macmillana. W razie problemów/wakacji/itp. także proszę o kontakt.



I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Mokradło - Page 20 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Mokradło [odnośnik]02.07.20 12:54
Ria była jego kuzynką, a Anthony przyjacielem - nie mogło go tu zabraknąć. Przez całą uroczystość starał się jednak nie rzucać specjalnie w oczy. Brylował raczej w ściśle rodzinnym gronie. Miał co prawda wokół siebie samych sojuszników, lecz ci pomimo tego, że nie pragnęli jego śmierci w pierwszej kolejności nie zawsze żywili do niego radosne uczucia. Nie chciał zepsuć uroczystości jakimś zamieszaniem które mógłby zrodzić gdyby rozmowa z Roselyn ułożyła się nie tak, jak powinna. Nie daj Merlinie sprowokowałby tym do działania Wrightów. Na samą myśl poczuł uderzenie zmęczenia. Aż ciężej oparł się na krześle. Wydawało mu się, że gdzieś w tle mignęła mu sylwetka znanej półwili, lecz nie miał odwagi się w tym upewnić. Zresztą - nie było ku temu potrzeby. To był zamknięty rozdział i taki też powinien pozostać.
W miarę upływającego czasu nałożona przez siebie samego musztra zaczęła się luzować. Trudno było jednak zachować chłodny dystans w gronie radującej się zamążpójściem kuzynki rodzinie; głupio wychylającym się znanym, przyjacielskim twarzom o odchodzącej od pionu postawie zachęcających do wypicia za szczęście młodych; niepewnie brylujących między szlachtą na parkiecie nastolatków. Chcąc nie chcąc lekka atmosfera wytrwale przegryzała się przez solidne mury Skamandera sprawiając, że ostatecznie i on nie mógł się przed nią bronić. W zasadzie ciężko było to robić przez cały dzień, a właściwie już nawet noc. Właśnie tym sposobem wylądował właśnie tutaj z zamiarem wzięcia udziału w najbardziej żenującej, jak i upodlającej konkurencji z której, jak zakładał - wyjdzie o własnych siłach lub cudzych z nadzieją, że przy tej drugiej opcji niewiele zapisze się w jego pamięci.
Zasiadł przy stole po stronie obozu panny młodej - w sumie bardzo trafnie został przez los przydzielony. Rozsiadł się w miejscu ściągając z siebie wierzchnią, garniturową część szaty i luzując zapięcie koszuli pod samą szyją dając do zrozumienia przeciwnikom, że zamierza na poważnie podejść do postawionego przed nim zadania spicia przeciwnej strony stołu. Żarty się skończyły!


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Mokradło [odnośnik]03.07.20 14:47
Po wcześniejszej zabawie na mokradłach zdążyła już dawno zmienić strój. Nową sukienkę zastąpiła nieco znoszona, lecz dalej elegancka, w zielonej barwie, którą na szybko wyciągnęła z szafy. Nie zmieniała biżuterii, którą dostała od młodziutkiej lady Macmillan, bo tą udało jej się prędko wyczyścić czarem.
Od samej zabawy minęło już kilka dobrych godzin. Heath, którego dość długo miała na oku, chyba poszedł już spać, a ona sama mogła zaznajomić się z niektórymi gośćmi na ślubie. Akurat rozmawiała z jakąś przyjaciółką rodziny panny młodej, gdy między zebranymi rozległ się szmer: kolejna zabawa, tym razem alkoholowa! Gwen sama z siebie prawdopodobnie nigdy by na nią się nie zapisała, ale jej towarzyszka skutecznie ją namówiła… chwilę później łamiąc obcas i uznając, że woli jednak wrócić do domu. Ostudziło to nieco entuzjazm panny Grey, jednak uznała, że skoro i tak jest już zapisana to przecież nic nie straci, prawda? Odrobina szaleństwa jej nie zaszkodzi, a taki wieczór jak ten był jednym z niewielu w trakcie wojny, gdy mogła pozwolić sobie na odrobinę rozluźnienia.
Zjawiła się na miejscu jako druga, zasiadając jednak po drugiej stronie stołu. Została przydzielona do drużyny pana młodego, co w jej odczuciu miało trochę sensu. Nawet, jeśli to było zupełnie losowe… to przecież Anthony’ego znała; Rię znała głównie z opowieści i z widzenia, chociaż przynależność rudowłosej do Zakonu sprawiała, że widywały się ostatnio nieco częściej.
Uniosła dłoń na powitanie w stronę Anthony’ego, witając się z uśmiechem z zakonnikiem i byłym aurorem i poprawiła strój tak, aby lepiej układał się na krześle. Ciekawe, kto jeszcze się zjawi? Czy znała te osoby? To było całkiem możliwe: przyjaciele Macmillanów byli w większości Zakonnikami, a tych kojarzyła zwykle przynajmniej z widzenia. Miała nadzieję jedynie, że nie jest dużo za wcześnie i że już za chwilę na miejscu pojawią się kolejni goście.
Przeszło jej jeszcze przez myśl, że Heath naprawdę powinien już spać. Guwernantka powinna go dopilnować, ale to żywiołowe dziecko. Kto wie, może przypadkiem jej się wymknął? Mimo wszystko, czuła się za chłopca odpowiedzialna. Zwłaszcza teraz, gdy jego ojciec wyjechał, a ona sama mieszkała z nim pod jednym dachem, niemal codziennie go doglądając i ucząc.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Mokradło [odnośnik]03.07.20 16:55
Naprawdę nie miał pojęcia, kiedy to się stało - hamował się z piciem, bo ślub był przecież szlachecki, a on nie chciał stawiać Rii i Anthony'ego w kłopotliwej sytuacji, gdyby skończył tak, jak na każdym innym weselu - całkiem nieświadom tego, co właściwie robi, oddając się muzyce, chwili i alkoholowi.
Liczył wypite kieliszki Ognistej (a było ich sześć tylko, z samego szampana, natomiast, zrezygnował całkiem, jakoś żaden inny trunek niż produkowana przez Macmillanów whisky zupełnie mu nie pasował do tego wesela).
W głowie zdążyło mu jednak już zaszumieć, a uderzenia gorąca rozpłynęły się czerwienią po jego twarzy, która przybrała wygląd spokojnie mogący konkurować z prezencją największych portowych moczymordów. A nawet, stopień wyżej, z Bojczukiem samym.
Chód jednak wciąż kontrolował, nie zataczał się, pilnował godnie pionu, zmierzając tam, gdzie jeszcze go nie było.
Na jakieś zawody, konkretnie. Drużynowe. Ktoś zakrzyknął, że musi wziąć w nich udział, więc kim on był, żeby zaprotestować. Jeszcze nie wiedział, czego się konkretnie spodziewać - po cichu liczył na zapasy, które ponoć są ulubionym sportem Macmillanów; dziś ktoś dobry kwadrans (i jeden kieliszek, może pora najwyższa zacząć odmierzać czas w nich właśnie, żeby przygotować się na to, co ma zadziać się już zaraz) rozwodził się przy nim na ten temat, chętnie by spróbował.
Inny głos skierował go w stronę drużyny panny młodej, na co Burroughs obruszył się tylko, że on przecież jest mężczyzną i czy nie powinien jednak zasilić grona pana młodego, w końcu okazało się jednak, iż w gruncie rzeczy chodzi tylko o, w jakim kolorze dostanie muchę.
Z uwolnieniem się ze swojej własnej nie miał najmniejszego problemu - ten pojawił się dopiero wtedy, gdy czerwień, złoto i rdzawy odcień zaczęły mienić mu się przed oczami, a także, co gorsza, plątać się w dłoniach. Ten koniec trzeba przełożyć tu, a potem...? Tak się na tym skoncentrował, że niemal odbił się od stołu, do którego go skierowano.
- Skamander - rzucił krótko, w ramach powitania, choć spojrzenie wciąż miał wlepione w przewieszony na karku fragment smętnie zwisającego materiału, z którym nic już się zrobić nie dało. Usiadł gdzieś w pobliżu Anthony'ego, nagle doznając olśnienia, gdy tak kątem oka łowił, jak auror przybiera groźną minę i przygotowuje się do walki. - Jak to cholerstwo można zawiązać? - zapytał, oficjalnie się poddając. Sam sobie z tym nie poradzi.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Mokradło [odnośnik]03.07.20 23:02
Większość kobiet raczej stroniłaby od tego typu zabaw, ale nie Jamie. Od czasu do czasu lubiła się przecież napić, zwłaszcza jeśli nie miała następnego dnia treningu (bo jeśli miała to wtedy musiała sobie wielu przyjemności odmawiać), poza tym z czystej przekory wobec głęboko wzgardzonego patriarchatu chciała wziąć udział w rozrywce uważanej za męską. Idąc w stronę miejsca zbiórki nawet myślała że będzie jedyną kobietą wśród samych mężczyzn, ale podczas losowania składów spotkała ją niespodzianka, były i inne kobiety, w większości jej znane, a także mężczyźni, z których też kojarzyła prawie każdego (przynajmniej z widzenia). Zakon Feniksa najwyraźniej tłumnie odwiedził to miejsce.
Pora była już późna i Jamie sama się dziwiła że wciąż tu była, skoro nie przepadała za tego typu imprezami, ale słyszała wcześniej o tej zabawie i postanowiła na nią poczekać, skoro ominęło ją szukanie skarbów, na które nie dotarła, bo pomyliła drogę i zanim znalazła się we właściwym miejscu, wszyscy już wyruszyli. Pozostawało jej wtedy pałętanie się gdzieś wśród gości ze starannym ominięciem okolic parkietu, by nikomu nie przyszło do głowy zapraszać jej do tańca, tym bardziej że tutejsze tańce zapewne nie przypominały swobodnych hulańców z podrzędnych pubów. A w wymuskanym balowym tańcu siebie nie widziała. Ani trochę. Oszczędzała też siły (i wątrobę) na później, więc podczas wesela nie wypiła zbyt wiele, tylko kieliszek szampana podczas jakiegoś toastu i jakiś czas później trochę ognistej. Jej sukienka, do której założenia zmusiła się, bo niestety tak wypadało (cóż, nadal nie doczekali czasów, kiedy kobietom wolno było nosić spodnie zawsze i wszędzie) nie była już pierwszej świeżości, a idąc w stronę mokradeł trochę wybrudziła dół. Nie przejmowała się tym jednak, przesadne wymuskanie nie było dla niej. Nie mogła się doczekać, kiedy wróci do domu i zedrze z siebie to kretyńskie wdzianko, po czym weźmie długą kąpiel, przebierze się w luźną piżamę i pójdzie spać.
Na miejscu znajdował się wielki dębowy stół zastawiony rozmaitymi alkoholami, czekał też na nich wszystkich wyjątkowo rumiany (czyżby od częstego zerkania do kieliszka?) mężczyzna. Jamie skinęła głową i jemu i innym którzy już się zebrali. Miała nadzieję na ciekawą rywalizację i liczyła na to, że nie odpadnie za szybko. Przydzielono ją do drużyny panny młodej, nie mogła zatem przynieść wstydu Rii. Nie odzywała się, czekając aż zabawa się rozpocznie i wszyscy ruszą do picia, choć podejrzewała że to nie będzie takie proste jak się wydawało.

wygląd






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Re: Mokradło [odnośnik]04.07.20 0:12
Nie mogła odmówić takiemu zakończeniu wieczora, jej rodzina w podobnych zabawach kończyła wszystkie domowe spędy. Dziwiła się, że zbliżając się wraz z Tonks do stołu nigdzie nie dostrzegła swoich braci. Szybko odsunęła od siebie myśl, że od pewnego czasu nie widziała nigdzie ani Benjamina ani Percivala. Było już późno, ale nie na tyle, by obaj wrócili do domu. I to bez słowa. Rozglądała się tylko chwilę, Joe musiał zaszyć się gdzieś ze słodką Susie. To dziwiło ją mniej.
— Na pewno chcą dać wszystkim fory, nie mieliby z nimi szans — mruknęła do przyjaciółki, ciągnąc ją za sobą. Z jakiegoś niezrozumiałego jej powodu, Just nie była szczególnie zadowolona faktem, że zamierzała ją upić. Lub dać upić komuś innemu. Nie miała jednak wyjścia. Szczera rozmowa w kuchni obligowała je obie do tego, by właśnie w ten sposób spędzić resztę wieczoru. Bawić się świetnie, udowodnić wszystkim, że niczego więcej nie potrzebowały i dać ponieść się wirowi zabawy. Na moment tylko zapomniała o tym, kiedy otrzymawszy czerwono złotą chustę zbliżyła się do stołu, przy którym dostrzegła już Jamie, Skamandera i Keatona. Zmierzyła wzrokiem tych dwóch i przewróciła oczami. — Mam nadzieję, że przegramy — mruknęła z niezadowoleniem. — I ktoś wyniesie stąd szybko tę głupią gęś — dodała pod nosem, odrywając wzrok od Anthony'ego, by zawiązać sobie chustkę. Jakimś cudem idealnie pasowała do jej intensywnie czerwonej sukienki. — Nogami do przodu. Nieprzytomną. Zalaną w trupa. —Nie mówiła poważnie. Wewnętrzny duch rywalizacji nie pozwoliłby jej przegrać, ani sabotować drużyny upijając swojego własnego członka, ale na samą myśl, że musieli grać ciagle po tej samej stronie robiło jej się niedobrze. Na szczęście, picie było dopiero przed nią.
— To nie jesteśmy razem?— zdziwiła się, spoglądając na chustę Tonks. Spojrzała na nią ze zmarszczonymi brwiami, a po chwili uśmiechnęła się wymownie i złośliwie. No tak, przynajmniej miała okazję ją upić. Z pewnością się o to postara. — Mam ci życzyć powodzenia?— Szturchnęła ją lekko w bok i pomachała do Jamie. Mimochodem, jej wzrok zboczył w bok, na dwójkę czarodziejów, na dłużej zatrzymując go na brunecie.



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 20 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Mokradło [odnośnik]04.07.20 2:16
Michael pojawił się przy boku Just, akurat gdy Hania życzyła im powodzenia. Albo nie życzyła, w zależności od interpretacji.
-To my powinniśmy życzyć Wam powodzenia, tylko to może Wam pomóc. - uśmiechnął się szeroko do Hani, z jednej strony ciesząc się, że jeszcze jest trzeźwy... ale z drugiej strony nieco żałując, bo po kilku kieliszkach więcej puściłby jej perskie oko. Ale nie na trzeźwo i na pewno nie przy Just.
-Powodzenia. - dodał więc, zerkając żartobliwie to na Hanię, to na siostrę. A potem mimowolnie podążył spojrzeniem za wzrokiem Hani i równie mimowolnie zmarszczył brwi na widok jakiegoś pajaca w kilcie. Na spotkaniu Zakonu ten cały Keaton wydawał się... poważniejszy. I co on robił dzisiaj z jego siostrą? Najchętniej spytałby Just, ale chyba nie wypadało.
No nic. Odchrząknął nerwowo, w duchu ciesząc się, że wśród ich rywali nie ma Percivala (to akurat równy gość, ale co robiła u jego boku panna Wright? Najchętniej spytałby Tonks, ale naprawdę nie wypadało).

Skinął dziewczynom głową i odszedł nieco w bok, dając Just szansę na zamienienie kilku słów z Hannah we względnej prywatności. Rozejrzał się po swojej drużynie i posłał Gwen zdziwiony uśmiech.
-Piłaś kiedyś ognistą, przed tym weselem? - zagaił wesoło, stając obok niej. Wspominała, że zajmuje się teraz Heathem, czy od opiekunek oczekiwano również doceniania rodowego trunku Macmillanów, czy wręcz przeciwnie?
Poprawił starannie swoją błękitno-złotą muchę i powiódł wzrokiem po reszcie drużyny, ciekaw, kto jeszcze się zjawi. Może i Gwen wyglądała delikatnie, ale byli w drużynie pana młodego, który chyba jest obyty z alkoholami, a przynajmniej z ognistą. Sam uważał, że ma mocną głowę, Just też... Mieli naprawdę dobre szanse...
...przynajmniej dopóki Michael nie dojrzał Vincenta, na którego widok momentalnie zrzedła mu mina.
Chłopie, co ci jest? I jakim cudem zdążył doprowadzić się do tego stanu, podczas gdy Mike był... cóż, w dobrej formie? Umiał się lepiej bawić?
Z Corą?


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Mokradło - Page 20 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Mokradło [odnośnik]04.07.20 17:00
To był zły pomysł. Wiedziała to już w momencie, kiedy Hannah postanowiła, że jest zupełnie odwrotnie. Mimo to, jednak poszła za nią. Obiecała przecież. Co nie zmieniało, że pomysł wlewania w siebie takiej ilości alkoholu w imię zawodów, nie tyle wydawał jej się zły sam w sobie, co źle miał się skończyć. Też, nie bardzo miała wybór, kiedy dłoń Wright zaciskała się na jej nadgarstku ciągnąc ją za sobą. Po chwili więc odpuściła próbę wyswobodzenia się, czy ucieczki godząc się ze swoim własnym losem.
- Może postanowili wystawić ciebie jako reprezentantkę rodziny? - mruknęła, nadal kręcąc nosem. W tej konkretnej chwili nie miałaby nic przeciwko, żeby być właśnie tam, gdzie znajdował się Ben, czy też Joe - mówiąc wprost, gdzieś skąd Hannah nie zgarnęłaby ją na tą atrakcję. I właściwie, może jeszcze przekonałaby się do czegokolwiek, a właściwie do tego by urzeczywistnić to, co obiecały sobie w kuchni, gdyby nie fakt, że gdy przyszła jej pora na przydział grupy, szybko zrozumiała kilka rzeczy. Błękitne tęczówki prześlizgnęła się po osobach, zawieszając na chwilę na Vincencie. Westchnęła w duchu. Niepewna co powinna zrobić jako następne. Kiedy pytanie o dobór drużyn wypadł z ust przyjaciółki uniosła własną chustę ku górze i uśmiechnęła się krzywo stojąc plecami do swojego stołu.
- Na to wychodzi. - podsumowała krótko, by zaraz unieść jedną z brwi na uśmiech, który ta jej zaserwowała. - Nie podoba mi się ten uśmiech. - mruknęła marszcząc nos i prawie podskakując, kiedy Michael zjawił się obok. Spojrzała na niego, by zerknąć znów za jego plecy, jasne tęczówki przesunęły się po sylwetce podróżnika. Jednak uciekły, nim zdążył zauważyć, że na niego patrzy. - Będziesz jutro umierać na kaca, za to, że mnie tutaj zaciągnęłaś. Obiecuję ci to. - burknęła, odsuwając się od przyjaciółki i wywracając oczami. Wzięła wdech w płuca, zbierając w sobie siłę, żeby podejść do stołu. To naprawdę był zły pomysł. Przynajmniej takim się wydawał. Skutecznie unikała go przez większość imprezy, by teraz, zaciągnięta właściwie siłą tutaj, trafić z nim do jednej druży. - Naprawdę, czasem nie wiem, czemu cię słucham. - westchnęła cierpiętniczo w końcu ruszając w kierunku swojej drużyny rzucając ostatnie spojrzenie swojej przyjaciółce. Unosząc dłoń, żeby przywitać się z osobami z jej drużyny.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Mokradło - Page 20 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Mokradło [odnośnik]04.07.20 23:34
Naprawdę nie wiedział, co go właściwie podkusiło. Nigdy nie należał do takich, co to specjalnie przepadali za alkoholem - jedna, dwie szklaneczki i jemu to zwyczajnie wystarczyło. Okazja czy nie, po prostu rzadko kiedy decydował się na więcej. Spojrzenie jego żony wprost mówiło mu, że to był zwyczajnie zły pomysł. Sam także uważał, że wlewanie w siebie litrów alkoholu - i to jeszcze na uroczystości takiej jak ślub Macmillanów - to po prostu strzał w stopę. Ale tu chodziło o coś więcej. Bo przecież sam Anthony - tak, ten sam Anthony z którym Lucan od lat żarł się o byle co, którego najchętniej w ogóle by unikał - rzucił mu wyzwanie. I chociaż była to zwyczajna dziecinada, jak niby Lucan miałby nie podnieść rzuconej mu rękawicy? Szkoda tylko, że nie mieli pić przeciwko sobie. Wtedy Abbott miałby jeszcze większą motywację, aby wygrać. Tymczasem jednak, jak na ironię, został przydzielony do drużyny mającej pana młodego... reprezentować. To już chyba była czysta złośliwość ze strony tego okropnego Macmillana.
Słowo się już jednak rzekło, pomimo pełnego rozczarowania spojrzenia małżonki, Lucan zjawił się w końcu przy długaśnym stole zastawionym mnóstwem alkoholi. Przez krótką chwilę poczuł się trochę niepewnie - rzadko można było zetknąć się z taką ilością wysokoprocentowych trunków w jednym miejscu. Zaraz jednak mężczyzna skupił się na tym, jak zostały podzielone ich drużyny. Całkiem ładną zgraję tu mieli, nie ma co.
- No, no. - mruknął, dostrzegając Skamandera. Dobrze że chociaż mógł się skupić na konkretnej osobie, którą mógł uznać za swojego rywala w piciu! - Skoro już wszyscy się tu zebraliśmy, musimy im pokazać gdzie raki zimują - odezwał się, stając obok Justine i Michaela.
Wiedział, że będzie potem cierpieć. Liczył się z tym, że kac, który zapewne jutro go dopadnie, będzie prawdziwie morderczy. Żona także zapewne nie da mu zapomnieć tego, jak się dziś sponiewiera. Ale było za późno żeby się wycofać, poza tym, cholera, jutra mogło już nie być. Kiedy mieli okazję do zabawy, grzechem było ją przepuścić.


We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Lucan Abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Re: Mokradło [odnośnik]05.07.20 20:51
Dotychczas raczej stroniłem od weselnych zabaw, trzymając się gdzieś z boku, wybrałem rolę postronnego obserwatora, w czym towarzyszyła mi szklaneczka ognistej whisky. Kusiły jedynie tańce, którego nie sposób na weselu odmówić, choć kroków nie znałem prawie wcale. Usłyszawszy jednak o alkoholowym pojedynku na rzecz panny lub pana młodego nie mogłem oprzeć się pokusie ciekawości, by tego nie sprawdzić. Nie spodziewałem się takiej zabawy na weselu arystokracji, choć właściwie - dlaczego nie, skoro i tak łamali konwenanse zapraszając na tę ceremonię czarodziejów, czarownice, a nawet niemagicznych spoza czarodziejskiej socjety? Alkohol, który sam już zdążyłem dotąd wypić, jedynie utwierdzał mnie w przekonaniu, że jest to dobry pomysł. Powiedziano mi, bym odnalazł sir Thomasa, grubiutkiego czarodzieja, tak więc uczyniłem i znalazłem się na mokradłach. Rzut złotą monetą zadecydował, że mam stanąć przy stole, gdzie "walczyć" będziemy za pannę młodą, Rię z domu Weasley, dlatego ruszyłem w tamtą stronę. Obecność Skamandera nie wzbudziła we mnie zdziwienia, za to czarownicy o krótkich, ciemnych włosach i Hannah już bardziej. Przypuszczałem, że do takiego pojedynku w szranki staną wyłącznie mężczyźni, których reputacja nie ucierpi zbytnio, jeśli nie potoczy się po ich myśli, z drugiej jednak strony - Macmillanowie raczej nie pozwolą, by spotkało je coś nieprzyjemniejszego niż kilka krzywych spojrzeń. Sam zresztą wypiłem już chyba trochę za dużo, krew płynęła szybciej, powinienem był martwić się o siebie i bardziej przemyśleć udział w pojedynku, ale było już za późno. Na oczach Skamandera nie mogłem się wycofać. Co to, to nie.
- Drogie panie, panowie - skłoniłem się lekko przed Jamie i Hannah, po czym zwróciłem do swoich towarzyszy z drużyny panny młodej. - Na ból głowy najlepsza jutro będzie tłusta jajecznica na bekonie - zagadnąłem pannę Wright, stając obok i spoglądając na resztę towarzystwa. Takie tłuste śniadanie nazajutrz będzie potrzebne chyba nam wszystkim. Żałowałem jedynie, że sam nie potrafię naprawdę porządnej.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 20 Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054

Strona 20 z 29 Previous  1 ... 11 ... 19, 20, 21 ... 24 ... 29  Next

Mokradło
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach