Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pokój herbaciany
AutorWiadomość
Pokój herbaciany [odnośnik]08.01.19 20:17
First topic message reminder :

Pokój herbaciany

Salon przeznaczony do spotkań przy herbatce. Widoczny jest znaczny wpływ damskiego grona mieszkańców w ozdabianiu pomieszczenia. Miejsce często wykorzystywane do przyjmowania dobrze znanych gości.
Pomieszczenie utrzymywane jest w ciepłych, przyjaznych kolorach. Na ścianach znajdują się pamiątki związane z Quidditchem oraz ważnymi dla dworku kobietami. Na półkach znajdują się zdjęcia ślubne wielu generacji Macmillanów. Nad drzwiami znajdują się dwie małe, skrzyżowane ze sobą miotełki. W gablotce znajdują się kolekcje najpiękniejszych filiżanek z ruchomymi elementami, głównie związanymi z motywami kwiatowymi.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój herbaciany - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój herbaciany [odnośnik]30.11.21 21:54
Prudence od lat walczyła o to, aby być na tyle samodzielną, by znaleźć się w tym miejscu, w którym była teraz. Zawsze musiała udowadniać swoją wartość. Pokazywać, że jest kimś więcej niż po prostu damą. Gdy tylko skończyła naukę w Hogwarcie wyraziła chęć brania udziału w wyprawach naukowych. Oceany i jego głębiny ciekawiły ją od zawsze. Z początku mierzyła się z ostrymi słowami rodziny, z czasem jednak przywykli do tego, że nieco odbiega od standardów. Nie umiała żyć złotej klatce, potrzebowała nieco wolności. Dążyła ku temu, aby stać się szanowanym magizoologiem. Nie było łatwo, jednak udało jej się zapewnić o tym, że nie są to tylko zachcianki. Faktycznie stała się specjalistą w dziedzinie, która ją interesowała. Demonstrowała swoje zdanie nie tylko w tematach związanych z nauką, sporo jeździła po świecie, uważała więc, że ma prawo okazywać swoje zdanie w różnych tematach. Może czasem reagowała nie do końca przemyślanie, emocjonalnie, jednak uważała, że nie zawsze warto tracić czas na spekulowanie, a lepiej jest reagować po prostu szybciej. Nie widziała siebie w roli statecznej matki, czy też żony. Zapewne zanudziłaby się na śmierć. Miała świadomość, że nie może zbyt długo uciekać przed obowiązkami, bowiem sznur coraz silniej zaciskał jej się na szyi. Nie da się uciec przed nieuniknionym. Liczyła jednak na to, że trafi jej się ktoś wyrozumiały, kto zrozumie jej wcale nie tak łatwą naturę.
- Tak właściwie jak wyczuć granicę między głupotą, a odwagą.- zamyśliła się na moment, chyba sama zaczęła rozważać, jak to właściwie było. Ile razy decyzje, które podejmowała okazywały się być nie do końca odpowiednie? Nie zliczyłaby tego. Z drugiej jednak strony inaczej stałaby bezczynnie, ktoś inny by cierpiał. Nie potrafiłaby żyć z tą świadomością. Wolała się mierzyć z konsekwencjami swoich impulsywnych decyzji. Nie zawsze było to łatwe, na jej poczynania w końcu skierowane było wiele oczu, jednak nie miała problemu z tym, aby brać na siebie odpowiedzialność. - Jest poczucie wolności, z którym nie potrafisz walczyć. Chociaż bardzo byś chciała, chociaż wiesz, że niekoniecznie ten wybór jest odpowiedni, nie da się wybrać inaczej. Sama wiesz, jak wygląda to z boku, jak są odbierane takie osoby, kobiety, szczególnie z rodzin jak nasze.- widać było, że Macmillan musiała już nieraz rozmyślać na ten temat. Miała więcej szczęścia niż rozumu, że przyszła na świat właśnie w tej rodzinie, można rzec, że byli dużo bardziej wyrozumiali od całej reszty arystokracji, jednak nadal pozostawali szlachtą. Zaczęła uważać na to, gdzie się pojawiała, wolała, żeby słuchy nie doszły do dziadka Sorphona, bo mógłby przypadkowo jeszcze wpaść na jakiś głupi pomysł. Od czasu spotkania z olbrzymem, starała się działać tak, żeby myśleli, że stoi z boku. Wiedziała, że prędzej, czy później znowu wpadnie, to jedynie kwestia czasu, jednak póki co, nie musiała się martwić wymyślaniem wymówek.
Zauważyła zmieszanie Mare. Spodziewała się tego. Wszyscy w jej otoczeniu tak właśnie reagowali na rewelacje związane z tym, któremu udało się jej zawrócić w głowie. Przez rozsądek zakończyła tą relację, nie do końca leżało to w jej naturze, jednak pomimo tego wszystkiego to rodzina była dla niej najważniejsza, nie chciała ich stracić. - Oddałam je Mare. Pierwszy raz w całym swoim życiu poczułam coś takiego. Co jeśli to była jedyna okazja, jeśli już nigdy więcej mi się coś takiego nie przydarzy?- oczy jej się zaszkliły. Chyba jeszcze przed nikim się nie otworzyła, nie mówiła co czuje. Anthony myślał, że jest to jej kolejna zachcianka, sposobność, aby zrobić mu na złość. Wcale nie chodziło o niego. Kiedy poczuła dotyk Lady Greengrass na swoich dłoniach jedna, samotna łza spłynęła po jej policzku. Przymknęła na chwilę oczy, aby się nieco uspokoić. Nie chciała wprowadzać dramatycznej atmosfery. Nie do końca jednak jeszcze pogodziła się z tym wszystkim, było to dosyć świeże.
- Zdaję sobie sprawę, że nie jest to przyjemna historia. Widziałam jak oni działają. Spotkałam ciała bez głów i inne okropieństwa, jednak może nie dzisiaj. Nie warto. Rzadko zdarza się okazja, żeby trochę przyjemniej spędzić czas.- potrzebowały oddechu, nie było więc sensu wracać do tematów, którymi się ciągle otaczały.
- Och, na pewno za nią tęsknisz.- odparła słysząc słowa Mare na temat oddelegowanie córki do rodzinnego domu. Tym razem to ona uścisnęła dłoń Lady. - Na pewno jest jej dobrze u Twojej rodziny, nie potrafię sobie jednak wyobrazić, jaka tęsknota musi Cię wypełniać.- może sama nie była matką, jednak potrafiła sobie wyobrazić, jak silna jest to więź i jak musi boleć rozstanie. Saoirse w końcu była jeszcze malutka, Mare na pewno wiele by dała, aby móc widzieć codziennie tą małą istotę. Jednak bezpieczeństwo najważniejsze. - Och, planujesz powiększyć rodzinę? Wspaniale, szkoda, żeby takie doskonałe geny się zmarnowały!- powiedziała z entuzjazmem. Dobrze widzieć, że ma ona takie kolorowe plany na ten rok. Może czasy nie były najłatwiejsze, dalekie od normalności, jednak przyszło im przeżywać ten najlepszy czas w życiu właśnie w takim świecie, nie warto zapominać o tym, że życie jest tylko jedno. Trzeba znaleźć w nim choć trochę normalności.
- Akurat jeśli chodzi o tą książkę, to jak najbardziej. Jest raczej pełna ciekawostek, smaczków. Nie wymaga specjalistycznej wiedzy, nawet laik może po nią sięgnąć, może akurat będzie to bodziec, który Cię zaciekawi.- lubiła czasem przeczytać coś lekkiego, związanego ze swoim głównym tematem zainteresowań.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój herbaciany - Page 5 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Pokój herbaciany [odnośnik]05.12.21 14:43
Nie mogła nawet przypuszczać, jaką drogę przeszła Prudence, by znaleźć się w miejscu, w którym była obecnie. Życie arystokratki, wbrew obiegowej opinii gminu nie było bowiem proste. W zdecydowanej większości przypadków damy nie mogły liczyć na beztroskę, którą czarodzieje niższego urodzenia pamiętali ze swych lat dziecięcych. Zawsze obserwowane, wystawiane na próbę przez bony, guwernantki, matki, ciotki, babki i siostry musiały dostosować się do oczekiwań, jakie przed nimi postawiono. Każde wystąpienie poza linię kończyło się w jakimś rodzaju bólu; rozczarowania, braku wsparcia względem porywów młodego serca, czasami kar cielesnych, innymi razy wyłącznie chłodnego milczenia, gdy rodzinne gremium uznało, że nie było się godnym do zamienienia nawet kilku słów. Ale nawet pozostawanie w ramach idealnej lady obkupione było szeregiem wyrzeczeń. Znała je Mare, znała je Prudence. Na zawsze pozostaną ptakami zamkniętymi w złotych klatkach, a każde jej opuszczenie pierwszej przypominać będzie o tym, jak okrutny był świat na zewnątrz, drugiej z kolei, że nigdy nie przyjdzie jej w pełni zasmakować tego, jak żyły ptaki wolne.
Pytanie, które zawisło między nimi, sprawiło, że uśmiech na twarzy Mare zbladł delikatnie, na rzecz bardziej skupionej, poważnej miny.
— Człowiek odważny podejmuje ryzyko pomimo świadomości negatywnych konsekwencji. Głupi nie wie nawet, że konsekwencje nadejdą — podzieliła się myślą na głos, przyglądając się swojej przyjaciółce uważnie. Czy zgodzi się z jej zdaniem? Gdyby nie poszukiwała odpowiedzi, nie zadałaby tego pytania na głos. Smukłe palce lady Mare, wśród których znajdował się jeden zdobny w złoty pierścień z czarno—zielonym motylem rodu Greengrass, sięgnęły po filiżankę z herbatą. Uniosła ją do swych ust, nie odrywając wzroku od swojej rozmówczyni. Kolejne słowa wypowiadane przez lady Prudence sprawiły, że powieki rudowłosej kobiety opadły, gdy skinęła głową na znak, że rozumie. Wiedziała, jak są postrzegane. Nie znała jednak tego głodu wolności, a mimo to próbowała sympatyzować z uczuciami starszej siostry i przyjaciółki najlepiej, jak tylko potrafiła. — Świat, w którym żyjemy, operuje według ustalonego porządku. Może nie jest idealny, jednak sądzę, że ze spokojnym sumieniem można uznać go za wystarczający. Każda z nas ma swoją rolę, moja droga. Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, mężom przystało w milczeniu się zbroić...
Pozwoliła sobie na cytat z jednego z wierszy, który chyba najlepiej oddawał jej nastrój odnośnie poruszanej kwestii. Kobiety i mężczyźni mieli swe ustalone role, tak samo jak arystokraci i gmin. Nie na walce pomiędzy tymi dwoma grupami opierał się świat, a na rozsądnej współpracy, dostrzeżeniu, że choć są różni, są w stanie uzupełniać swe braki, a nie wykorzystywać słabości drugiej strony.
Ostrożnie odłożyła filiżankę z herbatą, ciesząc się później, że wybrała na ten gest akurat tamten moment. Gdyby bowiem do jej uszu doszły słowa Prudence, gdy wciąż miała w ręce naczynie z naparem, prawdopodobnie uczyniłaby większą krzywdę, wylewając nieumyślnie gorącą ciecz. To, o czym mówiła Prudence było dla Mare czymś niemożliwym do przeżycia, czymś, o czym mogła czytać w książkach będących wyobrażeniem niskourodzonych o tym, jak wyglądało życie zamkniętych w dworkach błękitnokrwistych. Znała siłę miłości, była przecież zakochana bez pamięci w swym mężu, wiedziała, że uczucie zmieniało wszystkich, których się dotknęło. A jednak romans z kimś innym niż lord... Sama ta wizja napełniła jej serce naturalnym przestrachem o losy Prudence. Czy ktoś wiedział? Przecież nie za takie występki można było utracić rodowe nazwisko...
Ponownie wyciągnęła obie dłonie w kierunku lady Macmillan. Wychyliła się do przodu ze swego fotela, łapiąc ją za dłonie. Chciała dać jej poczucie wysłuchania, tego, że nie była ze swoim problemem sama, a jej sekret, tak długo jak pozostawał tylko w świadomości lady Greengrass, był bezpieczny.
— Prudence... Najdroższa, nie płacz — jedna z dłoni wyswobodziła się z uścisku, aby ułożyć się łagodnie na policzku blondwłosej damy, gotowa na otarcie każdej łzy. Pierwszy raz od dawna nie wiedziała jednak, co powiedzieć. Jak ubrać w słowa myśli, które przecież musiały wybrzmieć, lecz nie mogły być teraz równie surowe, co zwykle. Po samej postawie lady Macmillan widać było, że rozumiała naturę swego błędu. Czy złamane serce nie stanowiło wystarczającej kary? — Tak długo, jak wyciągniesz z tego wnioski na przyszłość i nie powtórzysz błędu, tak długo możesz nie żałować tego doświadczenia.
To okrutne, owszem. Ale na takich zasadach został zbudowany świat, w którym przyszło im żyć. I w tym przypadku powiedzenie o tym, że zdrowe ryby płyną pod prąd, nie miało sensu. Tylko nierozsądni i zakochani postępowali wbrew rozsądkowi i zasadom logiki.
Słaby uśmiech powrócił na jej wargi, gdy Prudence zgodziła się z jej słowami, że dziś nie było warto rozmawiać o horrorach wojny. Raz jeszcze pogłaskała przyjaciółkę po policzku, po czym powróciła na swe miejsce, by oprzeć się wygodniej o udostępniony jej fotel.
— Niedługo wracam do Derby, razem z nią. Nie możemy w dalszym ciągu żyć w lęku. Jej miejsce jest wśród wzgórz naszych ziem. Jestem bardzo wdzięczna i bratu, i mamie, ale... Sama rozumiesz. Gdy tylko zjawiła się na tym świecie, obiecałam, że będę ją chronić, nawet za cenę własnego życia. Chcę dotrzymać tej obietnicy.
Na wspomnienie doskonałych genów uśmiechnęła się, skromnie spuszczając wzrok na stolik pomiędzy nimi. Ciekawe, co na takie słowa odpowiedziałby Elroy?
— Chciałabym urodzić syna. Elroy świata poza Saoirse nie widzi, lecz... Jako żona i arystokratka mam obowiązki względem rodziny. I to jest jeden z nich. Najlepiej byłoby, gdybym urodziła mu kilkoro synów, jeżeli gwiazdy będą nam przychylne — zawsze marzyła o dużej rodzinie. Wychowana jako jedno z piątki dzieci nie wyobrażała sobie sytuacji, w której Saoirse pozostanie jedynaczką.
— W takim razie byłabyś tak miła i udostępniłabyś mi tę pozycję? Zaraz po przeczytaniu odeślę ci ją z powrotem. Choć może, kto wie, będzie już na tyle bezpiecznie, że będę mogła ze spokojnym sumieniem ugościć cię w Derby?


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Pokój herbaciany [odnośnik]09.12.21 20:50
Przyszło im urodzić się w rodach szlacheckich. Nie wiązało się to wcale z łatwym życiem, jakby się wielu wydawało. Od zawsze musiały spełniać czyjeś oczekiwania. Jak widać, patrząc na Prue chociażby nie zawsze udawało się dokładnie zaplanować losów młodej damy, gdyby nie to, że nie bała się głośno komentować pomysłów rodziny, zapewne już dawno pozostałaby żoną lorda. Zresztą miała już jednego narzeczonego, na całe szczęście gdzieś przepadł i miała na chwilę chociaż spokój od gadania starszyzny. Miała świadomość, że temat powróci niczym bumerang, wszak czas pędził do przodu, lat jej przybywało, co powodowało, że była coraz mniej atrakcyjna. Kto bowiem zechciałby starą pannę? Kiedy wokół pojawiały się coraz to młodsze, piękniejsze damy. Kolejne pokolenia. Właściwie, to nawet nie przeszkadzałoby jej to, aby zostać starą panną. Mieszkać sobie w niewielkim domu i zajmować badaniem stworzeń, wiedziała, że jest to jedno z tych marzeń, którego nigdy nie spełni.
- Tak konsekwencje, nawet w czasach jak te bywają bolesne.- musiała się mierzyć z gniewem członków rodziny. Wysłuchiwać wywodów na temat swojego nieodpowiedzialnego zachowania. Na całe szczęście trwały tylko chwilę, czym to było wobec całego życia? Nauczyła się przyjmować krytykę, kajała się przed nimi. Z czasem zaczęli się przyzwyczajać do jej niesubordynacji, wiedziała jednak, że przyjdzie taki moment, taka decyzja, że nawet dla nich będzie to zbyt wiele, przekroczy granicę, a wszystko się urwie. Dlatego też nie dzieliła się praktycznie z nikim tym, co robiła w wolnym czasie. Prościej było to ukrywać, bowiem docierały do nich informacje jedynie w momentach, w których nie miała już innej możliwości.
Słuchała tego, co do powiedzenia miała jej Mare, która tak jak ona była uwięziona w tym świecie. Zdawała sobie sprawę, że Greengrass dużo prościej przychodziło godzenie się z rolą, jaką przyszło im dzielić. Ona od zawsze miała problem z dostosowywaniem się do standardów. Krew, która płynęła w jej żyłach była gorąca, często zbyt szybko reagowała, miała tego świadomość. Nie chciała jednak z tym walczyć, nie miała zamiaru zastanawiać się zbyt długo nad każdą podjętą decyzją, szczególnie kiedy czasu było tak niewiele.
Nie rozmawiała jeszcze praktycznie z nikim o uczuciu, jakim darzyła Tonksa. Tak właściwie wiedziały o tym jedynie jej przyjaciółki i Anthony, który dowiedział się zupełnie przypadkiem. Próbował jej przemówić do rozsądku, właściwie to mu się udało. Konsekwencje decyzji, którą miała podjąć były dla niej zbyt wielkie. Nie była aż tak odważna, aby porzucić rodzinę, dotychczasowe życie dla mężczyzny. - Kochana Mare, skąd mogę wiedzieć, czy podjęłam dobrą decyzję, czasem się zastanawiam, co by się stało gdybym postąpiła inaczej, czy byłabym teraz szczęśliwa? Wydziedziczona, jednak u boku ukochanego mężczyzny. Nie mam pojęcia, czy postąpiłam słusznie, a co jeśli nigdy więcej nie będzie mi dane doświadczyć czegoś podobnego?- często rozmyślała po nocach. Zastanawiała się, co by było gdyby się zdecydowała. Nie umiała jednak żyć bez rodziny, nie potrafiła ich zostawić.
Czuła, że dobrze robi otwierając się przed Mare, kto inny jak nie druga lady był w stanie zrozumieć jej dylematy? Może i były zupełnie różne, jednak doskonale zdawały sobie sprawę, jak działa ich świat, czego nie do końca mogły wiedzieć jej przyjaciółki. Potrzebowała takiego oczyszczenia, konfrontacji z kimś, kto rozumiał jej podejście.
- Masz rację, niech wróci do domu. Matki muszą mieć możliwość wychowywać swoje dzieci, nie możemy się bać. Dzieci muszą widzieć, że jesteśmy silni, rozumiem dlaczego tak postąpiłaś, jednak wydaje mi się, że dobre robisz, że pozwalasz jej wrócić. Na pewno tęskni, nie wątpię, że jest jej dobrze u Twojej rodziny, jednak nic nie zastąpi jej ciebie.- rzekła spokojnie. Rozumiała dlaczego Mare postępowała tak, a nie inaczej, pomimo tego, że sama nie miała dzieci.
- Życzę Ci, aby udało się spełnić to marzenie. Z tego, co mówisz, jesteś matką o jakiej marzy każde dziecko, chciałabym być kiedyś jak Ty.- jak na razie jednak czuła, że nie jest gotowa, właściwie to czyich dzieci miałaby być matką? Zapewne minie sporo czasu, zanim będzie miała możliwość sprawdzić się w takiej roli.
- Oczywiście, weź ze sobą tę książkę, jak będziesz mieć jakieś pytania, co do treści, to chętnie Ci na nie odpowiem. Wiele bym dała, żeby pojawić się w Derby, wierzę, że nastroje się tam uspokoją i będę miała możliwość Was odwiedzić.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój herbaciany - Page 5 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Pokój herbaciany [odnośnik]12.12.21 12:05
Były córkami swoich rodzin; ze wszystkimi ich wadami i zaletami, które otrzymały w spadku wraz z nazwiskiem i czystością krwi. Mare bywała często zbyt staroświecka, bywali tacy, którzy uważali, że nie potrafiła się bawić, że obowiązki damy traktowała jako najważniejsze na świecie i swe główne przeznaczenie. Nie mylili się — Mare podchodziła do swych obowiązków wyjątkowo poważnie, a w szczególności w sytuacjach publicznych. Chciała, by ludzie widzieli w niej odpowiedzialną kobietę, żonę i matkę, która własnym poświęceniem dawać mogła przykład siły odwagi i miłości kobietom, z którymi miała przyjemność rozmawiać. Prudence również czerpała pełnymi garściami z dziedzictwa swej rodziny. Wolny duch, gotowość do zajmowania stanowiska bez owijania w bawełnę i uciekania się do przyjemnych półsłówek tylko z szacunku do manier. Obydwie postawy były jednak mieczami obosiecznymi.
— Przede wszystkim w tych czasach — gorzkie podsumowanie zbiegło się z delikatnym skinieniem głową. Kosmyk rudych włosów przesunął się po materiale sukni Mare, przeskakując wprost na zielony materiał rękawa. Czasy, w których przyszło im żyć, nie były wcale lepsze od tych, w których wzrastały ich matki. Wręcz przeciwnie — Mare uważała, że atmosfera wojenna jednocześnie wzmocniła i tak twarde jak żelazo zasady postępowania szlachty, jednocześnie zamykając niemal wszystkie drzwi swobodnej ekspresji. Czasy wojenne nigdy nie były proste. Teraz wszyscy znaleźli się w swego rodzaju rozkroku; bezpieczne wydawały się być tylko ściany szlacheckich dworków. Za ich granicami rozciągał się świat przerażający, świat czyhający na bezpieczeństwo każdego, kto postanowi postawić stopę poza cienką, czerwoną linią.
— Zarówno ja, jak i moi krewni rozumiemy siłę porywów serca — spokojny głos Mare rozbrzmiał raz jeszcze, zupełnie tak, jakby chciała stanowić kontrę dla rozemocjonowania, które (zupełnie zrozumiale) wypływało ze słów lady Macmillan. Oczywiście, że Prewettowie znali ich siłę. Z siły miłości powstał ich ród, przez Aenghusa i Caer, których pieśń uśpiła wszystkich na trzy dni i trzy noce. Jej własny brat zakochał się w Lorraine tak mocno, że dla niej podjął ryzyko zerwania pierwszych zaręczyn i pójścia w trudne konkury do lorda Abbott. Mare rok spędziła ze ściśniętym żołądkiem, niepewna tego, czy na kolejnym Sabacie będzie mogła zobaczyć swego ukochanego bez wybranki serca przy boku. Główną różnicą między sytuacją Prewettów a tą, w której niespodziewanie odnalazła się Prudence było jednak to, że miłości rudowłosego rodzeństwa także wzrosły w szlacheckich ideałach. Ale Mare znała historie o tym, że ktoś z ich rodu postanowił żyć jak przeciętny czarodziej, u boku żony czy męża z gminu. Wybór ten, jak każdy inny, wiązał się jednak z konsekwencjami.
Tylko nierozsądni sądzili, że będą na tyle szczęśliwi, by zachować wszystko. Wolność, szlachectwo, bogactwo i miłość.
— Ale wszystkie nasze przywileje wymagają poświęceń, Prudence — smukłe palce Mare przesunęły się po jasnym policzku przyjaciółki, odgarniając jeden zagubiony kosmyk jasnych włosów w geście niemalże dziecięcym. — Jeżeli jesteś pewna uczucia, prawdziwie pewna... Idź za głosem serca. Ale jeżeli masz nawet jedną, najmniejszą wątpliwość, błagam, byś nie podejmowała decyzji pochopnie.
Uśmiechnęła się, gdy usłyszała słowa przyjaciółki. Tak, ta rozmowa zdecydowanie podziałała dobrze na obie kobiety. Mare potrzebowała odrobiny pewności — Archibald rozumiał powody, dla których zarówno Saoirse, jak i mały Felix znaleźli się w Weymouth. Ba, nalegał wciąż, by i Mare przeniosła się do rodzinnej rezydencji, przynajmniej na czas uspokojenia sytuacji toczącej hrabstwa Greengrassów. Lady Prewett, matka Mare również podchodziła do tego pomysłu zdroworozsądkowo, choć cieszyła się z możliwości spędzenia większej ilości czasu z wnuczką. Mimo to lady Greengrass pamiętała, że przede wszystkim była matką i żoną. Nie mogła pozostawić ani Elroya, ani Saoirse samych. Nigdy więcej.
— Jeszcze wszystko przed tobą, Prudence. Ale pamiętaj, jeżeli kiedyś zdarzy się, że spóźnią się twe dni kobiece, chcę być pierwszą, której o tym powiesz! — macierzyństwo nie było dla każdej kobiety, lecz ciepło, z jakim Prudence podchodziła do swych krewnych i przyjaciół stanowiło wystarczający powód do myślenia, że lady Macmillan mogłaby się z powodzeniem sprawdzić w roli matki. A może nawet przyszłoby im przejść przez ciążę w tym samym czasie? Och, gdyby Prudence urodziła córkę, a Mare syna, może za kilkanaście lat mogłyby połączyć swe rodziny małżeńską unią? To przecież cudowny pomysł!
— Będziemy cię oczekiwać w Derby, najdroższa. Dziękuję za książkę — uśmiech na twarzy rudowłosej damy rozciągnął się jeszcze bardziej, gdy przejęła książkę w swe ręce. Przytuliła wolumin do swej klatki piersiowej w sposób, w jaki dzieci tuliły misia. Już na pierwszy rzut oka widać było, że prezent (bo był to prezent, prawda?) był dla niej wyjątkowo drogi. Tematyka bliska serca Prudence mogła wpłynąć pozytywnie na ich wzajemne zrozumienie.
Rozmawiały jeszcze kilka godzin, do czasu, aż za oknem znów zrobiło się ciemno. W drzwi pokoju herbacianego zapukał wtedy jeden z towarzyszących Mare czarodziejów, dając znać, że muszą już wyruszać, by zdążyć na kolację w Weymouth. Czarownica pożegnała się z przyjaciółką wylewnie, raz jeszcze dziękując za gościnę i za książkę.
Kilkanaście minut później wizyta stała się wspomnieniem.

| z/t


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Pokój herbaciany [odnośnik]13.12.21 21:13
Nie dało się nie zauważyć, że wiele je różniło, jednak równie wiele łączyło. Przyszło im żyć w tym trudnym świecie, w którym musiały się odnaleźć. Jakoś radzić z obowiązkami, do których przez lata były przygotowywane. Każda z nich miała do nich zupełnie inne podejście, jednak zależało im na tym, aby pomóc ludziom. Robiły to po swojemu, cel miały jednak jeden. To chyba było w tym wszystkim najważniejsze.
- Oby to wszystko się jak najszybciej skończyło.- rzekła jeszcze, chociaż sama w to wątpiła. Wojna trwała i jej końca nie było widać. Do tego wróg był silniejszy, co nie wróżyło niczego dobrego. Zastanawiała się, czy mają jeszcze jakiekolwiek szanse. Powoli zaczynała tracić nadzieję, zapewne nie ona jedna. Tylko na nich, jej, czy Mare ciążył obowiązek podnoszenia morali. Jak właściwie miały to robić, skoro przynajmniej ona, sama zaczęła wątpić w powodzenie.
- Zdaję sobie z tego sprawę Mare, dlatego właśnie podjęłam tą dosyć trudną dla mnie decyzję.- miała świadomość, że nie można mieć wszystkiego. Wybrała rodzinę, sama nie wiedziała po co aż tak mocno uwikłała się w tą sytuację, skoro od samego początku była skazana na niepowodzenie. Tak musiało być, nie była w stanie porzucić rodu dla mężczyzny, szczególnie, że jak do tej pory uczucie, które ostatnio ją ogarnęło było dla niej czymś zupełnie obcym. Nie miała pojęcia, czy nie narodziło się właściwie przez to, że została uwięziona w Puddlemere. Brakowało jej emocji, przygód, uwielbiała ryzykować. Może przez to pozwoliła sobie na taką niesubordynację. Na szczęście w miarę szybko dotarło do niej, że to co robi jej szkodzi. Lepiej późno, niż wcale.
- Już nie mam wątpliwości, wydaje mi się, że postąpiłam słusznie.- wiele zawdzięczała swojej rodzinie, nie zamierzała teraz przez moment zawahania wszystkiego porzucić. W końcu nie miałaby nic, poza tą miłością, co dla niej było chyba niewystarczające, bo od zawsze chciała czerpać z życia jak najwięcej.
- Sporo czasu minie zanim się tak stanie.- odparła jeszcze do kobiety. Nie spodziewała się, że szybko przyjdzie wyjść jej za mąż. Chyba, że Tony spełni swoje groźby i odda ją w ręce Bernarda. Miała nadzieję, że nie będzie potrzebowała aż takiej desperacji i znajdzie się ktoś, z kim będzie mogła rozpocząć nowe życie.
Pogawędziły jeszcze trochę. Czas szybko płynął w takim towarzystwie. To spotkanie najwyraźniej dobrze zrobiło każdej z nich.

// zt


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój herbaciany - Page 5 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Pokój herbaciany
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach