Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Biblioteka
AutorWiadomość
Biblioteka [odnośnik]15.01.19 8:26

Biblioteka

Biblioteka Crouchów stanowi jedno z najpiękniejszych i najcenniejszych pomieszczeń w całej siedzibie. Znajdują się tu wielojęzyczne zbiory zawierające traktaty naukowe, polityczne i filozoficzne, dzieła wszelkich literatur, liczne encyklopedie, dzienniki, słowniki oraz rodowe dokumenty. Biblioteka jest dwupoziomowa, a na jej piętro wiodą majestatyczne schody wykonane z rzadkich gatunków drewna – podobnie jak parkiet, rzeźby podtrzymujące balustradę oraz liczne kolumny zdobiące ściany pomieszczenia. Uwagę zwraca także barwny, misternie malowany sufit, nad którym pracował sztab zagranicznych artystów. Dzięki okazałym oknom zajmującym jedną ze ścian biblioteka jest pełna światła, a mieszkańcy rezydencji uwielbiają spędzać w niej czas, odpoczywając z książką w ręku na wygodnych fotelach i sofach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Biblioteka [odnośnik]05.12.20 10:50

| 15.08.1957

Pallas Manor, z zewnątrz utrzymane w prostym i odnoszącym się do rodowych korzeni klasycystycznym stylu, w środku potrafiło zachwycać, czasem wręcz przytłaczać wszechobecnym luksusem, bogactwem i przepychem. Nic w tym zresztą dziwnego - każdy mieszkaniec rezydencji włożył w nią jakąś cząstkę siebie: Hermes Crouch pozostawił na drugim piętrze korytarz pełen starych i malowniczych gobelinów, Lucrezia Crouch zadbała o skupisko gęsto osadzonych rzeźb w sali na trzecim piętrze, a Decius Crouch stworzył długi korytarz słynący z prostoty i skromności, której próżno było szukać w ogromnej bibliotece - jednym z najpiękniejszych pomieszczeń w Pallas Manor.
Właśniej w niej spędzał najwięcej czasu. Zachwycała go ilość dzieł, których nie byłby w stanie przeczytać w ciągu całego życia. Kochał jej kolory, spokój i ciszę, wszystko od nieskazitelnych podłóg po misternie malowany sufit, nad którym - jak opowiadała mu martwa już babka - pracował sztab najlepszych zagranicznych artystów.
To tutaj czuł się swobodnie. Tutaj mógł odpoczywać, myśleć i pracować, na przykład nad projektami makiet, których w ostatnim czasie nie stworzył zbyt wiele. Wciąż zastanawiał się dlaczego? Wydawałoby się, że po ukończeniu szkoły znajdzie na to więcej czasu, jednak rozleniwił się na tyle mocno, że nie robił nic - jedynie leżał i niemal do nikogo się nie odzywał.
Tym razem było odrobinę inaczej. Inaczej, bo w tej samej bibliotece - po zaproszeniu - pojawiła się po długim czasie rozłąki Angelique Blythe we własnej osobie, niezwykle utalentowana dziewczyna, która inspirowała go... do wszystkiego! Zawsze za nią przepadał i nie chodziło jedynie o fakt, że potrafiła poruszyć go samym talentem - zwyczajnie go interesowała, intrygowała. I sprawa wcale nie leżała w jej wyjątkowych genach.
Owszem, Hecotr był chłopcem młodym, raczej łatwo ulegającym wpływom ludzi, ale nigdy nie spojrzał na Angelique jak na obiekt westchnień. Może to zasługa jego specyficznego charakteru? Oczywiście, dostrzegał jej zapierające dech w piersiach piękno, ale postrzegał ją jako najpiękniejszą modelkę z portretu najwspanialszego artysty, muzę która inspiruje do wielkich rzeczy. Patrzył więc na nią czysto i niewinnie, wręcz dziecinnie.
Nawet teraz, gdy lokaj zapowiedział jej przybycie, jedynie skrzyżował z nią spojrzenie i posłał szeroki uśmiech - nie poczuł nic poza wszechogarniającą radością. Przeszył go tylko jeden dziwny dreszcz - może rzeczywiście wywołany przez zadziwiające piękno towarzyszki.
— Panno Blythe! — zawołał przesadnie oficjalnym tonem:  najchętniej zwróciłby się do niej po prostu imieniem. — Wybacz, jeśli mój list oderwał cię od obowiązków, ale tak bardzo nie mogłem doczekać się najbliższego koncertu, że postanowiłem dłużej nie zwlekać. — dodał całkiem szczerze, bo wizja kolejnego występu Angelique była jedną z niewielu rzeczy, które ostatnio podtrzymywały go na duchu.  
— Dużo się zmieniłem? Może zmężniałem? — zażartował, bo od tamtego czasu wcale nie przybrał na wadzę - wciąż był delikatnym chłopcem, którego pewnie zapamiętała.
Za chłopakiem mogła zaś zauważyć stół zawalony projektami i księgami traktującymi o architekturze: wciąż pamiętał o marzeniu Angelique o wybudowaniu dworku i musieli go w końcu ruszyć!

Gość
Anonymous
Gość
Re: Biblioteka [odnośnik]12.12.20 22:10
| 15 sierpnia 1957 r.

Rzadko bywała w pałacowych murach. Nie były jej domem – w przeciwieństwie do szlachty, mieszkała w zwyczajnym domu. Owszem, dzięki funduszom ojczyma, miała zapewnioną całkiem sporą garderobę, bo jej kolekcja sukienek nie mieściła się w szafie… Ale każdy przecież wiedział, że to nie mogło się równać ze wspaniałością jakiegokolwiek dworku! Kiedy widziało się taką budowlę, po prostu było się pewnym, że nie stawiał jej przypadkowy architekt, a prawdziwy mistrz nad mistrzami w swoim fachu. I choć Angelica nie posiadała absolutnie żadnej wiedzy na ten temat, tak bardzo kochała wszelką klasyczną sztukę, że nie mogła zadowolić się byle czym. Od razu krzywiła się, gdy ktoś chciał porównać te dwie tak drastycznie różne rzeczy – to jakby postawić obok siebie osła i wierzchowca.
Ale posiadłość, w której miała się niebawem zjawić, nie była głównym powodem jej ekscytacji i radości. Był nim jej mieszkaniec. A może i przyszły właściciel? Może trochę go idealizowała, ale naprawdę wyróżniał się na tle wszystkich takich samych arystokratów. Był pełen barw. A w kategorii bardziej jej bliskich, powiedziałaby, że był bardziej skomplikowany… składający się z wielu taktów i wielu różnych dźwięków. Zaryzykowałaby stwierdzeniem, że nigdy w życiu nie spotkała się z taką melodią, która byłaby z jednej strony tak prosta, z drugiej zaś tak nieoczywista. Po prostu taka, jaki był on.
Temu uczuciu jednak daleko było do zauroczenia. Dzieliły ich aż cztery lata różnicy, na domiar wszystkiego ona była starsza! W życiu nie zniosłaby ukochanego młodszego od siebie – czułaby się nieważna i stara i nieustannie miałaby wrażenie, że jej partner ogląda się za jakąś młodszą, bardziej w swoim wieku. A przecież była ćwierćwilą, tak czy nie? Miała tendencję do narzekania na swoje geny, ale bez przesady – znała swoje możliwości. Wzrok jej pokrewnej duszy powinien spoczywać tylko na niej, nie na jakiejś podrzędnej wywłoce, której tylko pod koniem nie widziano.
Hectora suma summarum bardziej postrzegała jako wiernego wielbiciela. A nawet wsparcie, którego często znaleźć nie umiała. Była mu natchnieniem, a on – jakby w symbiozie – był dla niej oparciem, którego kurczowo się trzymała. Postrzegała go trochę jak młodszego brata, który nie wiedział jeszcze do końca, którą drogą podążać. Była jednak gotowa pomóc mu ją odnaleźć. Nie wskazać – bo sama swojej nawet przecież za bardzo nie znała. Sytuacja zmieniała się drastycznie z dnia na dzień, ciężko było więc to określić.
Przybyła więc o umówionej godzinie – bo spóźniać się nie wypadało – jak zawsze dbając o odpowiednią prezencję. Nie potknęła się, nie powiedziała nic odpowiedniego, więc mogłaby to uznać za sukces… „Mogłaby”, ale nie uznała. W końcu tak ją już wychowano. Miała być damą, nie taboretem czy proletariatem.
Szalenie miło mi cię widzieć, lordzie Crouch – odpowiedziała z dużą rezerwą, ukłoniwszy się grzecznie. W duchu jednak walczyła z chęcią nazwania go po prostu „Hectorem”. Był od niej sporo młodszy i zdecydowanie daleko było mu do wizerunku srogiego lorda. – To prawda. Dużo czasu opłynęło od naszego ostatniego spotkania. – Przechyliła głowę w bok, a kaskada spiętych złotych pukli niesfornie podążyła za swoją właścicielką. Koncerty nie dawały jej tyle radości co spotkania z tymi, których darzyła sympatią. Ale nie chciała otwarcie tego przed nim przyznać.
Uśmiechnęła się nieco pobłażliwie na jego słowa. Przez te kilka miesięcy raczej nie dałby rady się za specjalnie zmienić. Był dalej młody i pełen werwy.
Nic się nie zmieniłeś, lordzie Crouch… No dobrze, może zrobiłeś się troszeczkę bardziej przystojny, mój drogi lordzie – odparła nieco przekornie. Nie było to jednak aktem uwodzenia, bardziej przekomarzania.
Za jego postacią zdążyła zauważyć jakieś projekty rozłożone na stole. Czyżby chodziło o plany jej dworku? Utkwiła w projektach zaciekawione spojrzenie, po czym przeniosła je na Hectora.
Pracowałeś nad czymś, lordzie?




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Biblioteka Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Biblioteka [odnośnik]27.12.20 19:10
Chociaż bardzo nienawidził formalnego tonu, którym się posługiwali, to musiał przyznać, że przynajmniej na początku wypadało go użyć. Sam zresztą czuł się dziwnie, gdy zwracała się do niego per Lordzie Crouch - pewnie przez fakt, że tak jak ona widziała w nim młodszego brata, tak on postrzegał ją niczym starszą siostrę, dojrzalszą i bardziej doświadczoną przez życie. Poza tym czuł się przy niej - mimo oczywistej różnicy wzrostu - mały, jakby to ona była Lady, nie on Lordem. I wcale mu to nie przeszkadzało: właściwie to kiedy tylko znajdowała się blisko, wszystko traciło na znaczeniu, w tym pozycje, tytuły i nazwisko. I bardzo mu to odpowiadało, bo na ogół nie przepadał za trzymaniem się sztywnych reguł i zasad, które narzucało mu arystokratyczne towarzystwo. Był przecież dużo młodszy i mniej dojrzały od osób wśród których musiał się obracać: dziwnie się czuł, gdy ktoś starszy zwracał się do niego tak formalnie.
Szczególnie dziwnie słyszeć to było z ust Angelique, ale dobre wychowanie to dobre wychowanie! W końcu nie miał do czynienia z wywłoką, której tylko pod koniem nie widziano, a z Angelique Blythe, ćwierćwilą i najlepszą śpiewaczką operową! Klasa sama w sobie, ot co.
— Tylko troszeczkę? — uniósł brew i posłał jej kolejny uśmiech. — Czyli jeszcze jest dla mnie ratunek. Mam nadzieję, że przy następnym spotkaniu będzie trochę lepiej. Postaram się. Przy okazji... może się czegoś napijesz? — dopytał jeszcze, po czym - na pytanie o projekty - kiwnął głową i podążył w kierunku stołu.
Właściwie nie było to nic specjalnego - prawie nic nie zdążył ustalić, najważniejsze znajdowało się przed nimi. Musiał dowiedzieć się więcej o życzeniach i pomysłach Angelique. Była na tyle nietuzinkową postacią, że wolał nie robić jej żadnych przesadzonych niespodzianek.
— Pracowałem. — odparł w końcu i ponownie zwrócił na nią wzrok. — Mademoiselle Angelique Blythe, wybacz za ewentualną imperytnencję, ale wolałbym gdybyśmy mówili do siebie po imieniu. Gdy panienka zwraca się do mnie per lordzie, czuję się trochę staro. A starość równa się zmarszczkom! — dodał przesadnie poważnym tonem, po czym parsknął śmiechem.
— Tak, Angelique, pracowałem i to nie nad byle czym. Pamiętasz jak rozmawialiśmy o twoim dworku? Ostatnio trochę nad nim myślałem, ale przed rozmową z tobą nie podjąłem żadnych większych decyzji. Myślałem jedynie, żeby wzorować się na dworku Fawleyów. Widziałaś go może? — zapytał, bo podejrzewał, że poza Pallas Manor odwiedzała także inne siedziby szlacheckie. Dworek Fawleyów był najmniejszą, ale niezwykle urokliwą, być może idealną dla Angelique, która chyba nie potrzebowała ogromnego pałacu.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Biblioteka [odnośnik]01.01.21 3:23
Pomimo formalnego zwrotu nie mogła zaprzeczyć, że czuła się przy nim swobodnie. Nawet jeśli była obecnie w pałacu, nie w swoim domu, wiedziała, że nic jej tu nie grozi. Co prawda czuła na sobie nieustannie piorunujące spojrzenia tutejszej szlachty – prawdopodobnie obawiającej się, że Angelica niedługo do nich dojdzie, a półwila będąc tu dla Hectora, próbuje wkupić się w ich szeregi – ale nie czuła się zagrożona. Była przy osobie, którą darzyła sympatią (choć nie kochała), więc wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku.
Pokręciła głową z uśmiechem, nie dowierzając. Naprawdę nic się nie zmienił. Takiego właśnie go zapamiętała.
Oj, Hectorze, dla mnie zawsze będziesz męski i przystojny. Nie musisz nawet pytać – zaśmiała się dźwięcznie, czysto. Tak jak przystało na półwilę. – I mam nadzieję, że wkrótce znajdziesz kobietę, która będzie ci to mówić codziennie. Zasługujesz na to. – Nie była kokietką, ale jej słowa usłyszane przez kogoś obcego na pewno mogłyby zostać tak odebrane. Z Hectorem jednak była pewna, że jej wypowiedź zostanie potraktowana jako spory komplement. W końcu byli w bardzo dobrych relacjach i dość dobrze się znali.
Zastanawiała się, co powinna odpowiedzieć na wzmiankę o napoju. Szampan? Niczego nie świętowali? Wino? Był dość młody, jego rodzina jeszcze stwierdzi, że półwila próbuje bezczelnie go upić. Ciężko czasem było się obracać w arystokratycznych kręgach – wszystko mogło zostać odebrane jako obelga.
Poproszę o filiżankę brytyjskiej herbaty, jeśli to nie problem. Długo jej nie próbowałam – odpowiedziała grzecznie. Nie chciała prosić o wodę, żeby czasem Crouchowie nie pomyśleli, że uznawała ich za biednych. Herbata wydawała się najbezpieczniejszym wyjściem.
Uśmiechnęła się nieco przekornie na jego słowa. Mogli darować sobie formalności – martwiła się jednak, jak zapatrują się na to jego krewni. Nie byli w końcu w posiadłości zupełnie sami. Wszystkie ściany miały uszy, a wolałaby, żeby Hector nie miał z tego tytułu nieprzyjemności.
Ach tak? – zapytała zupełnie niewinnie. – Nie lubisz być nazywany „lordem Crouchem”, mój lordzie? – Uniosła kącik ust, drocząc się z nim jeszcze przez chwilę, po czym się zachichotała, zakrywając usta ręką. Czasami, gdy była przy kimś bliskim, nie mogła się powstrzymać. Nie lubiła, kiedy jej bliscy czuli się urażeni. Lubiła za to, kiedy troszeczkę się denerwowali.
Złożyła przed sobą ręce swobodnie, patrząc na swojego rozmówcę z jakąś niewypowiedzianą czułością. Od dłuższego czasu się tak nie czuła. Ich spotkanie było dla niej prawdziwym relaksem, a towarzystwo Hectora sprawiło, że rozluźniała zazwyczaj spięte stresem mięśnie. Był dla niej ukojeniem, którego nie wiedziała do dziś, że potrzebuje.
Wybacz, Hectorze, już przestaję – oznajmiła w końcu, kręcąc głową, nie wierząc w samą siebie. Podeszła do niego bliżej. – Czy to jakiś projekt?
Zamrugała, z daleka bacznie śledząc każdy znak postawiony na pergaminie. To wszystko wyglądało całkiem intrygująco, zastanawiała się jednak, o co konkretnie chodzi.
Mojego? – Zmarszczyła brwi, kontemplując przez chwilę jego słowa. – Ach, racja, rozmawialiśmy o tym. – Pokiwała głową w zrozumieniu.
Dworek Fawleyów musiał być wspaniały. Naprawdę chciałaby go kiedyś zobaczyć, ale jakie były na to szanse? Mogła tylko fantazjować w duchu.
Niestety, nie miałam okazji. Lordowie i lady Fawley nigdy mnie jeszcze nie zaprosili do siebie – odparła ze smutkiem. – Mam nadzieję, że to kiedyś się zmieni. – Ale w istocie, cały pomysł brzmiał wspaniale. Każdy dworek wydawał jej się tonąć w majestacie, więc każdy – Blackowy, Crouchowy, Fawleyowy, Carrowowy – byłby dla niej dobry.




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Biblioteka Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Biblioteka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach