Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]15.01.19 17:13

Kuchnia

Jasne, miłe pomieszczenie, w którym najczęściej przesiaduje cała rodzinka - zaraz obok salonu, który z resztą jest największy w całym domu. Kuchnia jest łączona z jadalnią, a ta z kolei spełnia również funkcję czytelni, pokoju nauki i małego salonu do picia herbaty, więc w ogóle jest to bardzo dobrze przemyślane i nikt nie potrzebuje wymyślnych pomieszczeń dla bogaczy. Zimą jest to najcieplejsze miejsce w domu ze względu na obecny piecyk i mniejszą przestrzeń do ogrzania.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem


Ostatnio zmieniony przez Marcella Figg dnia 27.01.19 22:29, w całości zmieniany 1 raz
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]16.01.19 18:31
Marcella & Henrietta3 września

Henrietta opuściła dom zaraz po odebraniu wiadomości od Marcelli. Co prawda czytała właśnie jedną z pasjonujących opowieści o plumpkach, ale list wydawał się alarmujący i wymagający nagłej interwencji. Pukała do drzwi, ale nikt nie otwierał, dlatego ostatecznie pociągnęła za klamkę i po prostu weszła do środka. Znała rozmieszczenie pomieszczeń dlatego swoje kroki od razu skierowała do kuchni, gdzie miała okazję zetknąć się z Marcysią. Odetchnęła widząc ją całą i zdrową i przeszła się pomiędzy robaczkami zajmującymi dużą część podłogi. Jakaś epidemia. Zanim zajęłaby się drobnymi, niegroźnymi insektami, atakującymi roślinki, a nie ludzi, przywitała się z Marcellą, obejmując ją krótko. Krótkie objęcie wynikało z prostej rewelacji, jaką chciała się z dziewczyną podzielić. Odsunęła się od niej, kucając przed domniemanymi insektami i... tak jak podejrzewała.
Marcella. To nie JAKIEŚ robaki. To są larwy.
Z jakiegoś powodu jej koleżanki chyba wcale to nie uspokoiło, czego Henrietta nie od razu mogła zrozumieć, bo przecież jej zaangażowanie, z jakim wpatrywała się w te stworzonka, wskazywało na to, że nie jest to codzienny widok, a co więcej, bardzo zaszczytny.
To zaskakujące. To larwy elfów. Elfy zwykle wysiadują jaja pod liśćmi. U ciebie zadomowiły się w kuchennych ziołach.
Tylko dlatego Henrietta miała o nich taką wiedzę, ponieważ ich obecność znała raczej z lektur tomików zielarstwa, prawiących o ochronie i pielęgnacji roślinek. Kilka razy rzucił jej się w oczy opis elfów, ale nigdzie nie były one opisane jako szkodniki.
Marcella, musisz im pomóc. Nie będą mogły przędz w tych warunkach swoich kokonów. Musisz im zapewnić dobre środowisko. Z przykrością cię informuję, że przez okres kilku następnych tygodni ta kuchnia będzie całkowicie wyłączona z użytku.
Henrietta była poważna. Podniosła część larw i ułożyła je na listkach bazylii w Marcysiowej kuchni. Stanęła przez kobietą i wpatrywała się w jej oczy z rzetelnym profesjonalizmem.
Przyniosę ci kilka roślin ozdobnych, jakie hoduję u Bertiego. Już dawno nie ma już tam dla nich miejsca. Pomogę ci. Nie masz pojęcia jakie masz niesamowite szczęście, że postanowiły się u ciebie zadomowić najprawdziwsze larwy elfów.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Kuchnia [odnośnik]16.01.19 19:00
To była jakaś epidemia! Wczoraj już pojawiły się te małe robaczki na podłodze, a wtedy mąż jej starszej siostry się ich na szybko pozbył. Marcella nie miała pojęcia o co z nimi chodzi, ale gdy się pojawiły, zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Jedna z nich zaczepiła się na jej kostce, kiedy robiła sobie jedzenie na nocną zmianę do pracy. Wtedy na jej kostce pojawiły się jakieś straszne zaczerwienienia, które do tego swędziały. Wtedy szybko siostra przyłożyła do nich aloes (przynajmniej tak mówiła, Marcy się na tym kompletnie nie znała). Dzisiaj jednak były w domu sama. Siostra z mężem wyjechali do teściowej, Arabella gdzieś wyszła. Chciała tylko herbatę z mlekiem! O zbyt dużo nie prosiła. Gdy odsłoniła zasłonkę w kuchni, nagle one się pojawiły, jakby światło słoneczne je przyciągało. Wyszły powoli zza listków jakiejś roślinki, którą jej siostra postawiła na oknie... Marcella poczuła jedną z larw na swoim palcu, który niemal momentalnie spuchł i zaczerwienił się, po czym uciekła z kuchni, żeby napisać list do osoby, która mogłaby się znać na tym najlepiej. Potrzebowała ratunku. Na szczęście Henrietta zainterweniowała szybko, nawet szybciej niż Marcella się spodziewała, przez co zastała pannę Figg w piżamce składającej się z koszuli do kostek i w wałkach na włosach, które z rana założyła jej Arabella.
- Henia, ale ja nie wiem co to jest, ale one mnie uczulają. - jęknęła niezadowolona. - Weź, kapciem je! Bombardą! - nagabywała do natychmiastowego pozbycia się tej plagi.
Gdy usłyszała tę diagnozę z ust koleżanki, prawie zbladła. Jak to kuchnia wyłączona z użytku? Jakie zapewnianie środowiska, co to ma znaczyć?!
- Ale ja muszę jeść, a na razie każdy kontakt z tymi robakami sprawia, że mam jakieś dziwne poparzenia! - jęknęła smutno. Co ona w ogóle gadała, przecież to nie mogło się tak skończyć. Położyła dłoń na ramieniu Henrietty i spojrzała na nią poważnie. - Nie obchodzi mnie to, jakie to szczęście, elfy muszą odejść.
Niestety nie miała na sobie okularów, więc nie zauważyła, że jedna z różowiutkich larw wlazła jej na nogę i zaczęła się wspinać wyżej. Dziewczyna pisnęła jak oparzona i strzęsła szybko robaka ze stopy po czym wskoczyła na krzesło ze zbolałą miną. Złapała za kapeć, który chwilę temu miała na nodze, żeby jakby coś mieć jakąś broń ze sobą.
- Heeeenia!
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]01.03.19 23:16
Henietta była zbyt skupiona na zbieraniu larw do wyjętego z kieszeni, niewielkiego pojemniczka, aby zwrócić uwagę na panikującą Marcellę. Nawet jej krzyk nie zwrócił szczególnej uwagi dziewczyny. Po chwili wyprostowała się i oznajmiła:
Sprawdzę szybko, czy na pewno się nie mylę i zaraz wrócę z czymś większym – powiedziała. W trzymanym przez nią pudełku nie zmieściłyby się wszystkie larwy. – Zaczekaj chwilę. Tylko nie rób im krzywdy! Proszę cię! To tak wielkie szczęście, że się u ciebie pojawiły!
Chwilę później dziewczyna zniknęła zza drzwiami, zostawiając Marcellę samą w kuchni. Na szczęście w nieszczęściu już po chwili do kuchni weszła Constance. Miała na sobie strój zdradzający, że właśnie przerwała pracę w ogrodzie. Mimo brudnych rąk jej ubiór był czysty, a ruchy zdradzały elegancję, której brakowało jej przyrodniej siostrze.
Weszła do pomieszczenia i rozejrzała się. Jej krewna była wyraźnie przerażona i zestresowana.
Co tu się wyprawia? – spytała, unosząc brew. Po chwili dojrzała pełzające wokoło larwy. – Marcella, coś ty zrobiła w tej kuchni? Obiad muszę zaraz przygotować, chłopcy są głodni, a ty tu nie wiadomo co wyczyniasz. Twoje wrzaski w ogrodzie słychać! – Jej szkocki akcent wydawał się wzmacniać, gdy była zdenerwowana.
Podeszła do jednej z larw, biorąc ją na palec.
Elfy? Dziewczyno, skądś ty je wytrzasnęła? Jak one się tu znalazły? – Westchnęła głośno. – Zanieśmy je do ogrodu, będą przynajmniej ładnie wyglądać, jak już wyrosną z nich elfy – zarządziła, kierując się w stronę szafek. Z jednej z nich wyjęła dwie niewielkie miski, jedną podając Marcelli.
Nie czekając, aż dziewczyna się ruszy, Clarcence zaczęła zbierać larwy do miski.
Ile tego się namnożyło – stwierdziła, kręcąc głową. – Naprawdę, jak ty to zrobiłaś?
Była zmęczona po całym dniu pracy na dworze a tu takie coś! Jej chłopcy byli dziś nie do zniesienia i regularnie dostawała wyjce od swoich rodziców u których nocowali. Nie mogła więc w spokoju zająć się ogrodem. Wstała o świcie, by zadbać o śniadanie dla wszystkich, przy okazji zamartwiała się opłatami i stanem budynku: marzył się jej remont sypialni, którą dzieliła z mężem. A tu nagle Marcella sprawia, że na jej głowę spada coś takiego. Jakby miała mało na głowie!


I show not your face but your heart's desire


Ostatnio zmieniony przez Ain Eingarp dnia 07.03.19 20:43, w całości zmieniany 2 razy
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kuchnia 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]03.03.19 19:25
Jęknęła żałośnie, gdy nagle okazało się, że koleżanka chętniej ratuje te stworzenia niż biedną Marcellę zmuszoną do stania na krześle. Martwiła się, że po przejściu tych strasznych rzeczy po jej skórze już na dobre będzie miała czerwoną skórę przez kilka dni... I pewnie jeszcze będzie musiała łyknąć ku temu jakieś leki, pójść z tym do Munga, pokazać to komuś! To brzmi po prostu strasznie. A zwolnienia w pracy brać nie mogła i tak mieli mało ludzi. Jej poczucie obowiązku zwyczajnie kompletnie na to nie pozwalało.
Na pewno podziękuje Henrietcie za to, co się stało. Oj, na pewno tak będzie.
W końcu pojawiła się Constance. Jak zwykle w spódnicy, z wyniosłym wyrazem twarzy momentalnie wprawiła swoją siostrę w zakłopotanie. Momentalnie jej twarz stała się jeszcze bardziej niezadowolona niż chwilę temu. Nie było nawet mowy, żeby zeszła z tego krzesła i naraziła się na dotyk tych małych, strasznych skurczybyków...
- To nie moja wina, Connie... - jęknęła dziewczyna. Bo to naprawdę nie była jej wina, chciała sobie tylko zrobić kanapkę przecież. Do pracy musiała dzisiaj iść! A tutaj się działy jakieś cuda, zielone robaczki chodziły po kuchni. - To wylazło z Twojej jakiejś roślinki. Bazylia chyba to jest. Powiedz sama skąd żeś to wzięła!
Pokręciła szybko głową.
- Przecież i tak umrą w ogrodzie, zaraz będzie zimno. I mam na nie uczulenie, nie będę mogła z domu wyjść. Musimy coś innego wymyślić... I wyrzucić tę doniczkę! - Naprawdę naprawdę się to jej nie podobało. Nie miała wcale aż tak dużo czasu do wyjścia przecież, a nadal siedziała w piżamie i kapciach, tylko dlatego, że pojawiły się tutaj te larwy. - To tak od wczoraj w ogóle... Ale wpadł Kenti i trochę się ich pozbył...
Nie wzięła od Connie nawet tej miski. Nie miała zamiaru dotykać tych strasznych stworzeń. To nie było tak, że bała się robaczków, bo zazwyczaj nie czuła przed nimi żadnego strachu. Tym razem jednak to była zupełnie inna sytuacja... W końcu mogła przez nie być niedysponowana.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]03.03.19 20:18
Pokręciła głową, spoglądając na Marcellę. Och to dziewczę, kiedy ona w końcu dorośnie? I czy ona naprawdę myśli, że wszyscy wokół mają czas, aby wokół niej skakać, bo akurat wymyśliła sobie fobię przed elfami?
Złaź z tego krzesła, Marcela – rozkazała tonem nieznoszącym sprzeciwu. – I przestań się wygłupiać. Nie ważne, czyja to wina, trzeba tu zrobić porządek. I to szybko, jeśli nie chcesz mi pomagać przy obiedzie – zagroziła. Dobrze wiedziała, że blondynka musi wkrótce wyjść do pracy, której woli nie opuszczać i raczej nie spodoba się jej pomysł ze wspólnym gotowaniem.
Westchnęła i spojrzała na roślinę o której najwyraźniej mówiła Marcella.
To nie bazylia, tylko majeranek – ofuknęła ją. – I stoi tu od dobrych paru miesięcy, na pewno nie przyniosłam jej tu z elfami.
Zbierała larwy, kątem oka spoglądając na krewną. Faktycznie, wyglądało na to, że może mieć alergię. Nie wyglądała najlepiej… ale właściwie nigdy nie wyglądała szczególnie dobrze. Nic dziwnego, że w pierwszej chwili nie zauważyła żadnej różnicy.
Nie jesz przypadkiem za dużej ilości pączków, Marcela? – spytała, nieco łagodniejszym tonem, marszcząc brwi. – Może to od nich uczulenie? Nie od elfów? – spytała. – A jak umrą to trudno. Chcą żyć na naszych terenach to muszą się przyzwyczaić do naszej zimy. O wyrzuceniu kwiatka nawet nie myśl, nie on jest tu winny. – Spojrzała znacząco na policjantkę.
Jednocześnie zorientowała się, że mimo wrzucania do miski kolejnych larw, ich wcale nie maleje. Dzięki Marcelli w ich kuchni znajdowała się cała chmara małych elfów, których raczej nie pozbędzie się samodzielne przez wsadzanie ich do miseczki. Szczególnie, że jej przyrodnia siostra wcale nie paliła się do pomocy.
To czemu nie powiedziałaś mi o tym wczoraj? – spytała, unosząc brew.
Ech, trzeba sobie z tym poradzić jakoś inaczej! Constance zatrzymała się i zamyśliła na chwilę.
Planta carere może pomóc – stwierdziła. – Ale nie wiem, czy zadziała na te robactwo, które jest na ziemi. Cóż… spróbujmy.
Wyciągnęła różdżkę.
Planta carere – powiedziała.
Znajdujące się na roślinie larwy znikły, jednak te, które rozsypały się na podłogę, wciąż tam były. Musiały poradzić sobie z resztą plagi w inny sposób.


| Zgodnie z ustaleniami Constance ma zielarstwo co najmniej na poziomie I



I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kuchnia 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]03.03.19 20:18
The member 'Ain Eingarp' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :
Kuchnia HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]04.03.19 16:30
Strasznie jej przeszkadzało to, że siostra momentalnie ją o wszystko obwiniła, jednak nie miała tak mocnego charakteru jak Connie. W końcu kobieta była od najmłodszych lat jej przewodniczką, jako starsza o niemal piętnaście lat. Pomagała w domu ile mogła, czasami nie dbając o swój komfort, a gdy ojciec zniknął z ich życia, zamieszkała tutaj, przyjaźniąc się ze swoją macochą. Obie kobiety niesamowicie przytłaczały biedną Marcy. O ile zazwyczaj nie miało miejsce nic podobnego, to tym razem poczuła się kozłem ofiarnym sytuacji. To przecież nie jej wina, że z jakimś zielskiem ktoś wpuścił larwy do domu. Pewnie to wina synków Constance, oni ciągle nie myją rąk po powrocie z ogrodu.
- Przecież wiesz, że nie mogę Ci pomagać, idę do pracy na popołudnie. Uwierz mi, że gdybym mogła to bym pomogła. - fuknęła niezadowolona. Krzesło było jej bezpiecznym miejscem, nie miała ochoty ani trochę się z niego ruszać. Tutaj na pewno nie dopadną jej te okropne larwy.
Aż wciągnęła mocniej powietrze, gdy Connie wspomniała o pączkach. - Oczywiście, że nie! Wiesz, że jem ostatnio mniej. Poza tym to jak te elfy się po mnie wspinały to dostałam tego, widzisz? - spytała i pokazała czerwone wykwity na rękach, które mogły niedługo przejść w wysypkę. Na szczęście na razie nie swędziały, a Figg kompletnie nie wiedziała co i dlaczego. Może to lepiej dla jej spokoju.
- Byłaś dziadków... - przypomniała siostrze dosyć grzecznym tonem. Musiała wrócić wczoraj dosyć późno, skoro nie spotkały się gdy Marcy wracała z pracy. Oczywiście miała na myśli teściów Connie, którzy mieszkali w Anglii.
Majeranek został uwolniony z plagi. Oby ta nie przeszła na inne roślinki, bo pewnie już za majeranek Connie będzie przykro. Świeże zioła w domu to jednak zły pomysł. Nadal więc nie miała zamiaru schodzić z bezpiecznej strefy. - Może je zadymimy? Będą trochę mniej ruchliwe i dadzą się złapać... Jakbyś miała jakieś rękawiczki...
W sumie nie brzmiało to głupio. W domu będzie trochę brzydko pachniało, ale chociaż będą mogły jakoś je przenieść do ogrodu.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]05.03.19 11:43
Zdecydowanie nie podobało jej się podejście Marcelli. Miała już dwadzieścia sześć lat, a mimo to cały czas siedziała jej na głowie. Bez męża, bez własnego mieszkania i wizji na lepszą przyszłość. Miała przecież mężczyznę, miała karierę – i musiała to wszystko zepsuć. To jednocześnie zasmucało i irytowało Constance, która chciała dla swojej przyrodniej siostry jak najlepszego życia. Jednocześnie pragnęła, aby Marcella znalazła w życiu szczęście i miała dosyć troszczenia się o dorosłą już siostrę. Bo o ile osób na raz można dbać? Mąż i dwójka rozrabiających dzieci to było wystarczająco dla jednej kobiety.
Spojrzała na policjantkę z odrobiną irytacji w oczach.
Marcy, to rusz się i pomóż mi tu posprzątać – stwierdziła. – Złaź z tego krzesła, nie masz pięciu lat.
Przyjrzała się rękom Marcelli. Musiała przyznać, że to wygląda na uczulenie.
Nic ci nie będzie, chłopcy ostatnio dostali podobnego… Tylko tego nie drap, jak zacznie cię swędzieć – oznajmiła.
No tak. W końcu wróciła bardzo późno, musiała spędzić trochę czasu z rodzicami: byli coraz starsi i radzili sobie coraz gorzej, dlatego Connie po prostu nie mogła zostawić ich samych, gdy potrzebowali odrobiny towarzystwa i pomocy. Westchnęła przeciągle.
Zrobi mi się tylko bałagan w kuchni – oznajmiła. – Spróbujmy zmieść te, które znajdują się na ziemi.
Ruszyła do kąta pomieszczenia w którym stała wielka, stara miotła. W bogatszym domu pewnie już dawno zostałaby wymieniona na nowszą, jednak Constance wolała nie wyrzucać przedmiotów nadających się do użytku. Poza tym miała do niej pewien sentyment. Przy miotle stała szufelka.
Oby nie zaczęły przed nią uciekać… – stwierdziła, ponownie przygotowując różdżkę. – Facere! – rzuciła zaklęcie na obydwa przedmioty.
Stała, czekając aż miotła zacznie robić to, co do niej należy, mając nadzieję, że upora się prędko z całym tym bałaganem. Gdy przedmiot zaczął „tańczyć” ruszyła w stronę miseczki, wrzucając do środka te larwy, które próbowały upuścić pojemnik. Oby wyrosły z nich ładne elfy: przynajmniej będzie jakiś pożytek z tego całego zamieszania. Będą ładnie wyglądać wiosną, gdy zaczną kwitnąć kwiaty.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kuchnia 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]05.03.19 11:43
The member 'Ain Eingarp' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :
Kuchnia JghiIea
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]06.03.19 12:59
Doskonale wiedziała co myśli o niej Connie, jednak teraz, w momencie, gdy Marcella przeszła przez taką wielką zmianę. Nadal jednak nie miała dość oszczędności, żeby się wynieść. W dodatku chciała pomagać Arabelli jak i reszcie swojej rodziny. Ona i jej bliźniaczka pierwszy raz od lat mieszkały ponownie razem. To było jak najpiękniejszy powrót do korzeni, ponownie razem, ponownie cieszyły się swoim towarzystwem! Jedyną osobą, która narzekała, była Constance... Ale Marcella miała jej również wiele do zarzucenia, nawet więcej niż starsza siostra mogła się spodziewać. Była zła, że tak szybko po śmierci ojca zaczęła sprowadzać w domu swoje rządy. Momentalnie po jego śmierci wprowadziła się do domu w Bargaly, mimo iż wcześniej mieszkała niedaleko domu rodzinnego swojego męża.
Marcy przewróciła oczami lekko. Nie chciała, żeby siostra wypominała jej błędy. Jeden krótki incydent szybko ją podłamał i w końcu opuścił ją niemal każdy. Ukochany odszedł, kariera zniknęła, musiała zacząć wszystko od nowa. Komentarze Connie wcale jej nie pomagały. Rozumiała, że tę nieznośną gromadkę trzeba było trzymać silną ręką, ale bez przesady!
- Mimo wszystko wolałabym tego uniknąć, dobra? - westchnęła ciężko. Jak ona będzie się prezentować w pracy jak przyjdzie z takimi czerwonymi śladami na rękach?
Westchnęła cicho i powoli zeszła z krzesła, stając za tą nieszczęsną miotłą, która zaczynała już zamiatać larwy. Rozejrzała się za jakimiś rękawiczkami - w końcu złapała za rękawice ogrodowe Connie i założyła je na dłonie po czym wzięła do ręki pojemnik. Mimo że była już całkiem gotowa do akcji, spojrzała kątem oka na siostrę, która zrobiła znaną już jej doskonale minę. Taką minę, jaką robiła zawsze gdy zaczynała mieć migrenę.
- Hej, wszystko okej? Ból głowy? Zasunąć zasłony? - Spytała troskliwie. Wiedziała doskonale jaka Constance robi się nieznośna, kiedy boli ją głowa, a skoro chłopcy byli u babci, to ona bedzie główną ofiarą wyżywania się i krzyków. To naprawdę niefajne uczucie, więc starała się jak najszybciej zapobiec całości problemu.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]07.03.19 20:42
Ostatnie, czym Marcella powinna się przejmować w swojej pracy, był wygląd. Tak przynajmniej sądziła Connie: gdyby siostra powiedziała jej o swoim zmartwieniu, na pewno ponownie by ją ofuknęła. Swoje życie naraża, jest w nieustającym niebezpieczeństwie, a martwi się alergią! Ech, jeszcze głupie to i młode. Oczywiście prezencja była ważna, ale alergia przecież może zdarzyć się każdemu i jeśli współpracownicy Marcelli tego nie rozumieją to oni mają problem, nie jej siostra.
Na całe szczęście policjantka nie odezwała się na ten temat ani słowem, unikając tyrady wygłoszonej przez Constance. Marcella w końcu zaczęła jej słuchać, schodząc posłusznie z krzesła, co pani domu przyjęła z ulga. Jeszcze tego brakowało, aby jej siostra wykłócała się z nią o to przez kolejne pół godziny.
Gdy dopadła ją anomalia, chwyciła się za głowę, powstrzymując cisnące się na język brzydkie słowo. Wszak inteligenta i elegancka kobieta powinna takowych unikać. Na całe szczęście po chwili przeszywający ból głowy przeszedł. Constance wyprostowała się.
Nie, nie trzeba. Już jest lepiej – powiedziała, rzucając spojrzenie w stronę siostry.
W międzyczasie miotła zaczęła robić swoje. Zmiotła wszystkie larwy elfów w niewielką kupkę i choć te próbowały się rozchodzić to zaczarowany przedmiot skutecznie im to uniemożliwiał. Constance chwyciła więc drugą miskę i pochylając się, zaczęła zgarniać je dłonią do pojemnika.
Po chwili wszystkie zebrane przed miotłę larwy znajdowały się w miejsce, a kobieta wstała, rozglądając się wokół.
Widzisz gdzieś jeszcze jakieś? Może któreś się pochowały… – powiedziała, skupiona na wypatrywaniu elfów. Po dłuższej chwili wypatrzyła jedną, próbującą wpełznąć pod szafkę.
Mam cię! – Schyliła się, podnosząc stworzenie.
Jeśli Marcella wskazała jej kolejne larwy, Connie zebrała je, nie mając ochoty prosić się o to siostry. Zdecydowanie miała dosyć już jej marudzenia i panikowania tego dnia. Ech, jak można tak panikować przy tak małych stworzonkach? A ta cała alergia nie wyglądała w końcu tak źle.
Idę je wypuścić do ogrodu – zarządziła, chwytając obydwie miseczki. – Trzymaj się w tej pracy, Marcella – rzuciła, wychodząc.


| z/t


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kuchnia 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]08.03.19 11:02
To nie było tak, że Marcella nie mogła napisać listu do pracy mówiac, że jest chora i nie może przyjść. Mogłaby przecież, ale po prostu tego nie chciała. Zawalanie pracy to ostatnia rzecz, jaką chciała robić, a uczulenie wcale by nie pomogło jej w postanowieniu chodzenia tam. Chociaż Connie mogła mieć trochę racji. Dziewczyna pakowała się w kłopoty ciągle, w pracy niemal codziennie była wystawiona na uderzenia, skręcenia, złamania i temu podobne nieprzyjemne wydarzenia, a mimo to nagle poza pracą uczulenie stanowiło wielki problem. Bo to było poza pracą. Siostra nie miała okazji jej obserwować w czasie służby, ale Figg odznaczała się ogromnym profesjonalizmem. Gdy chodziło o pracę, stawała się bardzo profesjonalna, trzymała emocje na wodzy i starała się, by nie wpływały na jej działania. Gdy zaś przychodził koniec jej zmiany ponownie wracała ta sama ciepła kluska, która w tej chwili stała na krześle i ani myślała z niego zejść.
Siostra czasami była nieznośna w swojej krytyce, ale kiedy trzeba było, jej pomoc była nieoceniona. Na przykład teraz - w końcu, mimo namawiań i narzekań, udało jej się pozbierać wszystkie larwy i rudowłosa mogła w końcu bezpiecznie zsunąć się z krzesła. Widziała jak Connie łapie ostatnią larwę do pudełka. Odetchnęła głośno z ulgą.
- Dzięki! - powiedziała tylko i odetchnęła z ulgą. Kiedy Constance wyszła, rozejrzała się jeszcze dokładniej po zakamarkach kuchni, żeby sprawdzić czy nigdzie nie pozostały. Włożyła nawet rękawiczki i jeszcze raz przejrzała wszystkie roślinki siostry, stojące na parapecie i odetchnęła z ulgą, bo nie wypatrzyła ani jednego robaczka. Przynajmniej na tyle na ile nie zawodził jej wzrok. Mogła już w pełni spokojnie przygotować się do pracy, więc szybko ugotowała sobie owsiankę na mleku z pestkami dyni i gruszkami. Tak wyposażona wróciła do swojego pokoju. Jasne, że później Connie pewnie jeszcze nakrzyczy na nią, że je poza kuchnią, ale naprawdę już nie miała ochoty tam siedzieć. Jeszcze znowu napadnie ją jakieś dziwne, małe stworzenie... Wszystko się tutaj mogło zdarzyć, naprawdę!

| zt


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]23.03.19 18:37
13 listopada
Godzina trzynasta. Nocne zmiany zupełnie pozbawiały ją życia i wyciskały dobry humor. Czasy niestałej pracy minęły dawno temu i pozostawiły po sobie tylko słodkie wspomnienia uderzeń wiatru o policzki. Jakie słodkie było życie, gdy większość czasu skupiało się na klepnięciu tyłkiem na miotełkę. Łatwość z jaką Marcelka posługiwała się tym magicznym przedmiotem sprawiała, że każdy lot nie był męką związaną z zawodem. Był przygodą, uczuciem lekkości, słodkim dotknięciem idealnej chwili. A wlot w chmurkę, nie do opisania! Świat nagle wydawał się mleczny i czysty, całkowicie oderwany od tych przedziwnych wydarzeń, z którymi musieli się uporać.
Wstała dopiero teraz, ale i tak czuła się zmęczona. Potrzebowała porannej(?) toalety. Im szybciej tym lepiej. Szybka kąpiel w podgrzanej zaklęciem wodzie z dodatkiem jakichś ziół, których pełno w szafce miała Constance, najstarsza z bandy dzieciaków Blathaira. Następnie układanie włosów - loczki same się nie nakręcą. Na szczęście dzisiaj miała mieć wolne - jutro tylko przeżycie porannej zmiany, a za dwa dni kolejny wolny dzień. Ten dzień miał być specjalny... Smutny, ale jednocześnie jednoczący całą rodzinę. Może nawet Kenty do nich wpadnie na obiad. Jeśli nie, spotkają się na miejscu.
Rocznica śmierci Lowri była dla Marcelli bardzo smutnym dniem. Wpatrywała się w fotografię kobiety umieszczoną na szarym nagrobku zastanawiając się jak to by było, gdyby nadal żyła, gdyby to ona wychowała Kenty'ego i bliźniaczki. Jednak nigdy jej nie poznała. Nie miała pojęcia jakie wartości mogłaby chcieć im przekazać.
Trudno było uwierzyć, że od pół roku już nie miały nad sobą rodzica, nikogo kto by im przewodził. Wprawdzie Connie próbowała przejąć rolę pani domu, macocha również działała w tym temacie, ale to nie było to samo co zobaczyć uśmiech ojca przy porannej kawie.
Właśnie, kawa. Tego potrzebowała dzisiaj dziewczyna. Upięła więc włosy w wysoki kucyk, zakręciła loczki na grzywce i zeszła do kuchni, gdzie zobaczyła Arabellę. Uśmiechnęła się pogodnie i pomachała jej lekko. - Hej. Wstawiałaś wodę?
Jakoś długo nie otrzymała odpowiedzi. Zauważyła, że spojrzenie siostry padło na nią i zatrzymało się jakoś za długo. Oczywiście ze względu na charakter całego zajścia nie mogła mieć pojęcia co wytworzyło się na jej twarzy. Klątwa pojawiła się nagle i nie mogła wiedzieć o jej istnieniu...


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem


Ostatnio zmieniony przez Marcella Figg dnia 29.03.19 15:57, w całości zmieniany 2 razy
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]29.03.19 15:54
Kolejny chłodny dzień zbudził dziewczynę ze snu. Jakoś nie potrafiła spać w te niemalże zimowe wieczory, a odrobina ruchu zawsze sprawiała, że Arabella miała choć odrobinę chęci do życia. Z tym u dziewczyny ostatnio było niezbyt dobrze, chociaż stara się trzymać w dobrej kondycji psychicznej. Nie tyle dla siebie, co dla reszty rodziny, aby nie musiała się ciągle zamartwiać, o ile w ogóle to robiła. Tak naprawdę dopiero na początku października, kilkanaście lat temu, Arabella po raz ostatni widziała swój rodzinny dom przez długi okres czasu. Dzisiaj wyjątkowo wzięło się ją na wspomnienia z tym związane, choć za wiele ich nie było. Zwykła podróż starym, już niezbyt używanym powozem z końmi. Większość swojej podróży przespała, starając się jakoś odgonić myśli. Najsmutniejsze momenty zawsze łatwo zapadają w pamięć, a czemu te dobre tak szybko z głowy uciekają?
Kto by to wiedział, tak samo jak kto by wiedział jak długo trwa ciąża kugucharów. W książce, którą Arabella właśnie czytała, nie było to zbytnio sprecyzowane. Zdziwiła się, że po tylu latach badań wciąż może być jakakolwiek wątpliwość w stosunku do tego. W mugolskim świecie to byłoby nie do pomyślenia, aby wydrukować książkę z tak rążącymi błędami. A co jak to jest w sumie prawda? Czy długość ciąży jest wprost proporcjonalna do liczby kociąt? Dziwny ten świat. Nie chcąc dalej zaprzątać swojej głowy jakimiś chochlikami drukarskimi, zamknęła książkę odkładając ją pod parapet i energicznym ruchem wstała w kierunku piecyka, wyciągając po drodze ze trzy kawałki drewna z kartonowego pudełka. Wrzuciwszy je do jednej z górnych komór, rozłożyła wokół nich rozpałkę, którą zakupiła w jednym z normalnych sklepów i starała się cokolwiek wykrzesać przy użyciu krzesiwa i krzemienia. Miała w tym już pewną praktykę, lecz oczywiście o wiele łatwiej byłoby użyć zwykłej zapalniczki, której Arabella albo nie widziała albo po prostu jej tutaj nie było. Do tej pory nie miała okazji sama zapalać w piecyku, bo wszechobecni czarodzieje za pomocą jednego zaklęcia przyśpieszali ten proces kilkukrotnie, więc po co charłaczka ma się męczyć.
Na myśl o czarodziejach, jak na złość jeden z nich się pojawił za plecami kobiety. Speszyło ją to nieznacznie i szybkim ruchem starała się wyciągnąć ręcę z zapalonego już piecyka, uderzając się prawym nadgarstkiem o żelazne drzwiczki. Delikatnie skrzywiła twarz, lecz nie było to na tyle groźne, aby musiała zaraz lecieć się opatrywać.
Ym, hej, hej – powiedziała dość niemrawo i wstając, obróciła się na pięcie, aby przywitać swoją siostrę delikatnym uśmiechem, rzucając w kąt blatu przyrządy do rozpalania ognia. – Och... Och! – Pierwsze wrażenie odnowionej twarzy Marcelli wywołało w Arabelii zdziwienie, lecz potem już sama nie wiedziała, czy to jakaś specyficzna maść na jędrną skóre czy co, więc póki co nie zamierzała się pytać, pewnie jej to zejdzie, a ona nie wyjdzie na przedszkolaka nie znającego podstawowych kosmetyków. – Właśnie... Właśnie to zamierzałam zrobić, wiesz? Tylko niestety nie wychodzi mi to tak szybko... Przynajmniej będzie smaczna! Tak patrząc po tobie to chyba dzisiaj jakaś mocniejsza mieszanka ziół? Jakbym tylko wiedziała na co one są, ale jeżeli coś będzie ładnie pachniało, to musi być dobre. – Otworzywszy szafkę chciała odszukać jakieś co fajniejsze sproszkowane rośliny, lecz wszystko wyglądało tak samo - zielona bezpostaciowa masa. Otworzyła pierwszą lepszą paczkę i starając się przypomnieć podstawy podstaw łaciny, których kiedyś zaczerpnęła, odgadnąć co to za roślina. – Wiedziałaś o tym, że koguchary mają tym dłuższą ciążę, im więcej kociąt tam jest? Ciekawe czy one jakoś zabierają matce pokarm, interesujące! – Głupszej teorii już nie dało się usłyszeć z ust Arabelli, ale pamiętając ostatnie rozmowy, chciała dawać znać swojej rodzinie, że coraz więcej wie o ich wspaniałym świecie, nawet jeżeli nie czuje sama do tego całkowitego przekonania.
Gość
Anonymous
Gość

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach