Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]21.01.19 21:54
First topic message reminder :

Kuchnia

Kuchnia znajdująca się w mieszkaniu Gwen wygląda niczym najświeższy, mugolski krzyk mody. Jest dość przestronna i jasna, urządzona w bieli i miętowym kolorze, z drewnianą podłogą. Lodówka i kuchenka wyglądają zawsze na czyste i zadbane: umiejętność czarowana pozwala właścicielce na sprawne i dokładne wyczyszczenie ich. Na środku pomieszczenia znajduje się też sześcioosobowy stół, często zawalony gazetami, książkami, szkicami, ołówkami… i masą innych bibelotów, które akurat Gwen zniosła do kuchni. Rzeczy jednak zwykle ułożone są tak, aby przynajmniej jedno miejsce nadawało się do natychmiastowego spożycia posiłku.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kuchnia [odnośnik]23.02.19 21:25
Zadumała się nad słowami Artura.
Może wypłatę dostają jego potomkowie? – zaproponowała. To wydawało jej się najbardziej sensowne. Choć z drugiej strony czy taki charakter byłby w stanie być z jakąkolwiek kobietą? Wprawdzie mówi się, że każda potwora znajdzie swego amatora, ale życie nie raz pokazywało, że niektórym osobom dane jest życie w samotności.
Zaśmiała się – to prawda, profesor był przy niej zaskakująco kreatywny. Kto wie, może sama obecność kogoś, kto żyje, aby tworzyć, tak na niego zadziałała? Albo to te rude włosy sprawiły, że nazywanie uczennicy „szarą” po prostu mu nie pasowało?
Westchnęła. Zdecydowanie przydałoby się, by ktoś z Hogwartem „coś” zrobił. Sama nie miała jednak ani majątku, ani wpływów w czarodziejskim świecie, by próbować zdziałać cokolwiek w związku z tym. Ale kto wie, co przyniesie życie. Może akurat kiedyś stanie się znaną malarką, zarobi krocie i będzie w stanie sponsorować szkołę… a sponsorując ją, mogłaby mieć przecież wpływ na to, jak działa. Choć nie sądziła, by to kiedykolwiek się stało; czarodzieje byli zbyt przywiązani do pochodzenia, a Gwen nigdy nie mogłaby przecież udawać kogoś pochodzącego z typowej, magicznej rodziny. To po prostu byłoby sprzeczne z tym, kim była i kim chciała być.
Skinęła głową, słuchając słów Artura.
A kto wie, może wystarczyłoby się teleportować w odpowiednie miejsce i powstrzymać kilka osób przed działaniem w odpowiednim momencie – powiedziała ze smutkiem w głosie, obiecując sobie, że jeśli będzie w stanie w ten sposób zapobiec rychłej katastrofie, spróbuje tego dokonać. Nie miała oczywiście na myśli krzywdzenia kogokolwiek. Co najwyżej przekonanie ich od zmiany zdania, lub powstrzymanie ich przed wydaniem katastrofalnego w skutkach rozkazu.
Machnęła ręką. Artur był sympatyczny, ale naprawdę głupio by się czuła, angażując go do jej „zabaw z różdżką”. Miała wrażenie, że mogłaby się czuć jak wtedy, w szkole, przy Johnym. Chłopak wręcz sam się jej narzucał, chodził za nią i po prostu chciał z nią tworzyć, jednak niepewna siebie Gwen miała wrażenie, że robi to z litości, że ma poczucie marnowania czasu z młodszą koleżanką. Teraz wprawdzie zdawała sobie sprawę z tego, że takie odczucia podsuwała jej niska samoocena, ale nie chciała znów przez to przechodzić.
Dziękuję za propozycje, ale nie, nie, naprawdę nie musisz mi pomagać. Muszę poczytać… i sama trochę poćwiczyć. – Przerwała na chwilę, poprawiając włosy. Zamyśliła się na kilka sekund, po czym dodała: – Chociaż z obronnych czarów zawsze chciałam nauczyć się tworzyć patronusa. To tak piękne zaklęcie! Ale spokojnie, popróbuje sama – zapewniła.
Wysłuchała jego słów, kiwając głową i przytakując. Nie chciała wnikać w ten temat. Pewnie i tak niewiele zrozumiałaby z tego, co Artur miałby jej do powiedzenia, a i tu nie chciała go zmuszać do nadmiernego wysiłku. Mieli rozmawiać, spędzać razem czas, a nie studiować magię.
Naprawdę? – spytała zdziwiona. – Właściwie zawsze zastanawiałam się, skąd brane są te rdzenie różdżek… ja mam w swojej jakiegoś owada, no wiesz, to tylko owad. Ale smoki to takie majestatyczne stworzenia. Chyba czarodzieje ich nie zabijają w celu zdobycia jakiś fragmentów do różdżek?
Była naprawdę zmartwiona. To byłoby straszne, gdyby te wielkie gady musiały umierać przez „widzi-mi-się” jakiegoś twórcy różdżek.
Tamten smok chyba był biały… Naprawdę nie wiem, szybko mnie wyprosili. Albo właściwie wyprosił. Jeden z opiekunów smoków do mnie podszedł i praktycznie rozkazał wyjść. Nie był zadowolony z mojej obecności, choć chyba trudno mu się dziwić. Nie wiem, co robili, ale to musiało być trudne.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Kuchnia [odnośnik]28.02.19 22:14
- Nigdy nie pomyślałem, że może mieć potomków - przyznał nieco zaskoczony.
Zakładanie rodziny nie było w stylu Binnsa, ale właściwie nigdy nie poznał go za życia, a duchy wydawały się raczej odbiciem dawnej świadomości niż tym samym człowiekiem. Poza tym profesorowie w Hogwarcie często mieszkali, poświęcając edukacji większą część życia. Kiedy mieliby znaleźć czas na doczesne sprawy?
Coś blokowało go przy każdej próbie myślenia o zmianach w Hogwarcie. Kochał ten stary zamek takim jakim był, z tymi anachronizmami, trwający w jakiejś dziwnej epoce, w zawieszeniu i odseparowaniu od reszty świata. Legendarna szkoła rzadko kiedy robiła sobie coś z zawieruchy trwającej na zewnątrz, pozostając pewnym elementem czarodziejskiego życia.
- Brzmi kusząco, prawda? - stwierdził, uważnie przyglądając się Gwen. - Jak mawiali Rzymianie, "Quis custodiet ipsos custodes?". Kto pilnować będzie samych strażników? - wyjaśnił co chodziło mu po głowie. Ostatnio przypomniał sobie kilka łacińskich sentencji, przypominając sobie ich wycieczkę do muzeum.
Tak łatwa wydawała się naprawa niemagicznego świata, tak proste naprostowanie i poprowadzenie ku właściwej drodze. Wiedział, że to złudne wrażenie, ale nadal władza była ogromna. Czarodzieje sami popełniali błędy, byli tylko ludźmi. Czy naprawdę są w pozycji do korygowania poczynań mugoli? Stąd tylko krok do prób przejęcia nad nimi władzy.
- Rozumiem, pewnie nie uważasz mnie za dobrego nauczyciela - udał urazę, ale już na pierwszy rzut oka było widać w tym żarty. - Wspaniały czar, wbrew pozorom wcale nie wymaga potęgi i doświadczenia, bowiem bazuje na szczęśliwych emocjach. To ucieleśnienie naszego ducha, tego co w nas najlepsze - rzekł z pełnym przekonaniem. - Moim jest sokół - wyznał, sięgając odruchowo po różdżkę, żeby podzielić się z Gwen pięknym doświadczeniem, jakim była obecność patronusa.
Zamarł jednak, przypominając sobie o niebezpieczeństwie.
- Ironia losu, żeby czarodziej obawiał się czarowania - przyznał z rezygnacją, biorąc z powrotem herbatę do ręki.
Zmienili temat na różdżki, Artur musiał chwilę zastanowić się nad odpowiedzią, w końcu sam nie był wytwórcą.
- Różnie - wyjaśnił krótko, zaraz jednak postanowił rozwinąć temat. - Często czeka się na naturalną śmierć stworzenia, ale nie jest to regułą - wyznał. - Jakiegoś owada? - zainteresował się. Cóż takiego skrywała jej różdżka?
Artur zamyślił się nad tajemniczym smokiem, trochę nie słuchając przez to dalszej części jej wypowiedzi.
- Biały... - powtórzył. - Albion Czarnooki? - ni to odpowiedział, ni to spytał.
To były charakterystyczne gady o białych łuskach i oczach, występujące w rezerwacie w Kent. Ich nazwa zgrabnie nawiązywała do historii ojczyzny Gwen oraz Artura.


Ostatnio zmieniony przez Artur Longbottom dnia 03.03.19 12:49, w całości zmieniany 2 razy
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Kuchnia [odnośnik]01.03.19 14:19
Tak – mruknęła cicho. Gdyby życie mogło być tak łatwe świat były o tyle szczęśliwszy! Niestety, dobrze wiedziała, że nawet jeśli czarodzieje mieliby możliwość, aby wspomagać mugoli to pewnie nie byłoby to aż tak sielankowe. Wielu z czarodziejów miało zbyt duże zapędy do dzierżenia władzy i wyśmiewania się z pozornie słabszych niemagicznych braci, a to przecież nie mogło skończyć się dobrze. Niestety.
Zaśmiała się na żart Artura, ale i tak poczuła się nieco zawstydzona. Kompletnie nie to miała przecież na myśli.
To możliwe – przyznała. – Ale po prostu… jakoś nigdy mi to nie wychodziło. Może dlatego, że w szkole nie byłam zbyt skupiona na nauce? Raczej myślałam o tym, kiedy skończy się rok szkolny i kiedy będę mogła wrócić znów do domu. – Wzruszyła ramionami. – Musi być piękny – dodała, gdy Artur zdradził jej wygląd swojego patronusa.
Gdy mężczyzna nawiązał do anomalii, dłoń Gwen powędrowała w stronę głowy. Właściwie to… może, mimo wszystko, nie powinna tak szybko odrzucać propozycji znajomego?
Właściwie biorąc pod uwagę anomalie… może byłoby bezpieczniej ćwiczyć we dwójkę? – spytała nieśmiało. – No wiesz, nie chce ci zawracać głowy… naprawdę. Ale jeśli dotknęłaby mnie jakaś nieprzyjemna anomalia to szczerze mówiąc nie wiem, czy z moimi umiejętnościami byłabym w stanie sobie z nią poradzić.
Pewnie gdyby nagle wokół zapłonął ogień, spanikowałaby i nie wiedziała co robić, zapominając wszystkich zaklęć, które mogłyby jej w takiej sytuacji pomóc. To naprawdę mogłoby skończyć się źle. W towarzystwie kogoś tak inteligentnego i obytego jak Artur byłaby po prostu bezpieczniejsza, a wewnętrzne bariery zdecydowanie powinna próbować przełamywać.
Jak dobrze, że żądlibąk był tylko owadem. Pewnie nie żył zbyt długo, a nawet jeśli… Gwen sama potrafiła latem zabijać komary, więc byłaby hipokrytką, żałując innych owadów. Ale gdyby miała świadomość, że w jej różdżce znajduje się element smoka, który został zabity, by mogła czarować, pewnie czułaby się z tym nieswojo.
Skrzydło żądlibąka – odpowiedziała Arturowi. Nie była to w końcu żadna szczególna tajemnica, choć chyba jeszcze żadnemu czarodziejowi nie zdradzała jej rdzenia.
Gwen zamyśliła się.
Możliwe, że to ta rasa. Ale naprawdę nie znam się na smokach… Chociaż posiadanie takiego… to byłoby coś! Nawet jeśli mieszkałby na co dzień w rezerwacie.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Kuchnia [odnośnik]03.03.19 13:30
Taki już był urok życia, brakowało prostych rozwiązań. Nawet w baśniach nie zawsze życie układało się tak łatwo, więc dlaczego miałoby w rzeczywistości?
- Aż tak ci się Hogwart nie podobał? - Artur zdziwił się autentycznie. Dla niego coś takiego było nie do pomyślenia. Szkoła Magii i Czarodziejstwa czasem w jego wspomnieniach urastała do krainy marzeń, miejsca za którym tęsknił bardziej niż za domem. - Tak, zwłaszcza na nocnym niebie - przyznał. Nie było w jego słowach nawet odrobiny pychy. Patronus wydawał mu się czymś więcej niż dziełem jego zaklęcia, jakby nie całkiem był osiągnięciem aurora. Jego forma tym bardziej podkreślała przywiązanie Longbottoma do szkoły, bowiem przywoływał wspomnienie swojej podróży przez jezioro, gdy po raz pierwszy zobaczył tajemniczy zamek.
- Słuszna uwaga - przyznał jej rację, nie kryjąc przy tym entuzjazmu. - Nie zawracasz, dla mnie to też dobra okazja do ćwiczeń, tym bardziej że w tym sezonie nie miałem czasu na Klub Pojedynków - stwierdził, próbując uspokoić ewentualne wątpliwości Gwen. Chętnie by jej pomógł, w końcu chodziło o bezpieczeństwo.
Zamyślił się, starając sobie przypomnieć czym cechował się taki rdzeń. Nigdy nie uczył się różdżkarstwa, właściwie jego wiedza opierała się tylko na książkach. Pamiętał gdy po raz pierwszy zaczął szukać w dzieciństwie informacji o rdzeniach, chcąc w ten sposób zwrócić uwagę z reguły obojętnej matki. Dziś wiedział, że niepotrzebnie się starał, ale nauka nigdy nie była marnowaniem czasu.
- Dla lubiących figle? - spytał niepewnie, jakoś ten owad mu się z tym kojarzył. - W Hogwarcie byłaś kawalarzem?
Rozmarzył się na moment. Tak, posiadanie smoka byłoby czymś niezwykłym, choć pewnie niezbyt rozsądnym.
- Swojego smoka nazwałbym nawiązując do mitologii, przykładowo Fafnir - wyjawił konspiracyjnym tonem. - Ewentualnie jakoś sympatycznie, może Szczerbatek...
Artur dopił herbatę, ze zgrozą uświadamiając sobie późną porę. Nie chciał wychodzić, opuszczając tak sympatyczną rozmówczynię, ale czekała go długa droga i wolał nie nadużywać gościnności Gwen.
- Dziękuję za herbatę, pyszna była - podziękował, odstawiając filiżankę. - Niestety musiałbym się zbierać - dodał z żalem, nie udało mu się dobrze ukryć własnych emocji.

| zt?
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Kuchnia [odnośnik]03.03.19 15:11
Pokręciła głową. Chyba trochę źle się wysłowiła.
To nie tak. Hogwart był cudownym miejscem. Ten zamek, te zajęcia, tyle nowych rzeczy! Ale… no wiesz… dzieciaki w tym wieku nie są zbyt miłe. Marzyłam często, by móc tam mieszkać z moją rodziną i tylko z nią, z dala od tych nieprzyjemnych spojrzeń – wyjaśniła. W jej głosie brzmiał smutek. Nie lubiła o tym wspominać. – A skoro źle czułam się wśród uczniów to i zajęcia z roku na rok były coraz bardziej męczące. Byłam… trochę zamknięta w sobie, wiesz? Nie potrafiłam sobie ze sobą poradzić. Ten wyjazd do Francji dobrze mi zrobił… a tak przynajmniej mi się wydaje.
Właściwie dopiero się poznali, a już zaczęła mu marudzić! Naprawdę chciała jednak, aby Artur ją zrozumiał. Lubiła Hogwart – jako miejsce pełne wspaniałości, jako budynek. Ale nie jako szkołę pełną osób, które nie traktowały jej z szacunkiem.
Ale przynajmniej Artur nie miał nic przeciwko wspólnym treningom! Kto wie, może pod jego okiem naprawdę nauczy się porządnie czarować? Poza tym naprawdę chciała mieć pretekst, aby znów się z nim spotkać.
To może daj znać, jeśli znów będziesz miał chwilę? Chyba po tym tygodniu wyczerpałam twój zapas wolnego czasu – zażartowała. W końcu to już ich trzecie spotkanie w bardzo krótkich odstępach.
Zmarszczyła brwi, gdy Artur zasugerował bycie przez nią kawalarzem.
Co? Nie… – Pokręciła głową. – Ale jak kupowałam różdżkę to usłyszałam, że muszę być kreatywna, skoro to ta konkretna mnie wybrała.
Zaśmiała się słysząc propozycje imion dla smoków.
Szczerbatek… to chyba imię dla jakiegoś smoka, któremu nie wyrosły wszystkie zęby? Taki musiałby uroczo wyglądać – stwierdziła, wciąż cicho się śmiejąc. Sama nie miała pojęcia, jak mogłaby nazwać swojego smoka. Zależy, jakby wyglądał i jaki miałby charakter. W końcu jego miano musiałoby do niego pasować.
Skinęła głową; smutek Artura udzielił się także jej samej.
Jasne, nie będę cię tu przecież trzymać. – Uśmiechnęła się smutno, wstając i zbierając zastawę.
Gdy zerknęła na wiszący w przedpokoju zegar zorientowała się, że naprawdę dużo czasu spędzili tego dnia razem. Nic dziwnego, że Artur musiał już wracać. Ech, gdyby byli ze sobą trochę bliżej może mogłaby mu zaproponować, aby czasem spał u niej? W końcu kanapa w salonie była całkiem wygodna, a on mieszkał z dala od Londynu. Chociaż chyba nie byłoby to zbyt stosowne. W końcu młody i przystojny mężczyzna nie powinien nocować u samotnej kobiety. Tak nie wypada.

| z/t


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Kuchnia [odnośnik]04.03.19 11:21
| 6 października

Obudziła się z ogromnym bólem głowy. Próbowała zaciskać oczy i przykrywać się kołdrą, mając nadzieję, że dzięki temu odgoni to nieprzyjemne uczucie, jednak nie była w stanie wytrzymać w bezruchu. Co się stało… przecież ona nie miewa migren…
Im bardziej była rozbudzona, tym mocniej docierało do niej też to, co stało się poprzedniego wieczora. Zaproszenie… szukanie sukienki. Wydawanie na sukienkę wszystkich swoich oszczędności. Taniec. Wyznania wiecznego oddania. Marzenia o wspólnym ślubie w najpiękniejszym z lasów. Idealny wieczór. Pragnienie przysięgi, zniszczone przez jej wybranka, który postanowił złamać jej serce. A potem rozpacz. Olbrzymia rozpacz, przez którą z ledwością trafiła do domu.
Usiadła na łóżku, chwytając się za głowę. Co się wtedy stało? Czemu reagowała tak mocno na mężczyznę, którego przecież nie znała? Czy on jej coś podał? Ale przecież nic nie pili… Miała wrażenie, że to wszystko było snem. Dziś te emocje wyparowały. Zniknęły. Nie było ich.
A może nie zniknęły, tylko jeszcze do końca się nie rozbudziła? Ten cudowny nieznajomy… Percival. Przecież on był najcudowniejszym mężczyzną na świecie. I jednocześnie najbardziej okrutnym. Jak mógł tak ją potraktować? Zostawić samą, tak nagle. Tak się po prostu nie robi. Artur nigdy by tego nie zrobił. Johny też. Żaden z innych znanych jej mężczyzn tak by nie postąpił… prawda?
Choć utwierdzała się w przekonaniu, że go nie kocha, nigdy go nie kochała, a tamta noc była po prostu dziwnym wybrykiem natury to była pewna, że jeśli kiedykolwiek go zobaczy to straci nad sobą panowanie. Tak. Się. Nie. Zostawia. Kobiet. Po prostu nie. Zwłaszcza młodych dziewczyn, w środku nocy!
Ale przecież obiecał, że wyśle jej sowę, prawda? Będzie czekać. Może wyjaśni coś w liście? Przynajmniej może dowiedziałaby się co nim kierowało. I dla jego dobra lepiej byłoby, gdyby jednak naprawdę go wysłał.
Wzdychając, próbowała wstać, jednak zakręciło się jej w głowie. Jęknęła cicho. Ból był prawie nie do zniesienia. Po dłuższej chwili kręcenie ustało. Ruszyła, szukając ubrań.

Pół godziny później już ubrana i umyta siedziała w kuchni, przy stole zawalonym papierami. Popijała herbatę i jadła tosty, marząc, aby głowa przestała ją boleć. Jednocześnie mimowolnie sięgnęła ręką po leżącą niedaleko kartkę oraz ołówek, zaczynając szkicować jego twarz. Ciemne oczy i włosy. Broda. Raczej kwadratowa szczęka. Przystojne, ładne rysy twarzy. Kim był ten mężczyzna? Czemu tak się zachował i co w nich do cholery jasnej wstąpiło?
Gdy skończyła jeść, pozbierała naczynia. Położyła je w zlewie – nie miała teraz siły, aby próbować ich zmywać. Wróciła znów do stołu, siadając na swoim miejscu i zaczęła przeglądać to, co miała na stole.
Właściwie miała na nim rozgrzebane dwa projekty. Opakowania dla Botta oraz ilustracje do książki, nad którą pracowała. Nie miała pojęcia, czy na tym drugim uda jej się zarobić, ale ten projekt sprawiał jej naprawdę masę przyjemności. Ten koncept stopniowo nabierał barw. Planowała, aby każde zwierzę miało kilka ilustracji. Jedną główną, dość dokładną, oddającą rzeczywistość oraz kilka komiksowych, zabawnych, takich, które spodobają się dzieciom. Realistyczny obrazek miał minimalnie się ruszać, machając ogonem, czy ruszając głową. Te mniej dokładnie zwierzątka miały na kartce papieru się bawić, szaleć, stroić dziwne miny i rozbawiać dzieci. Tworząc, łączyła akwarelę z kredkami, uzyskując dokładnie taki lekki efekt, jak chciała.
Miała już przygotowanego nieśmiałka: ten realistyczny próbował zasłonić się swoimi patykowatymi rączkami, jednak były zbyt cienkie, więc i tak był widoczny. Trzy ilustracje dodatkowe, które miały znaleźć się na kartach książki, były nieco nieproporcjonalne, ale miały wielkie oczy i urocze uśmiechy. Powinny spodobać się dzieciom.
Wzdychając po raz kolejny tego ranka, Gwen postanowiła, że czas zabrać się do pracy. Głowa może ją boleć, ale rachunki same się nie opłacą, a marzenia nie spełnia. Nie mogła przecież cały dzień siedzieć, czekając na list od Percivala.
Teraz mogłaby popracować nad ostateczną wersją smoka. Te cudowne zwierzęta po prostu musiały znaleźć się na kartach jej książki. Sięgnęła więc po tomiszcze, które niedawno kupiła w Esach i Floresach i po spisie treści znalazła wielkie gady. Gdy otwarła książkę na odpowiedniej stronie, zaczęła przyglądać się zdjęciom. Sprawdzała proporcje, budowę łusek, zakrzywienie szponów. Zaczęła wypisywać sobie, na co szczególnie powinna zwrócić uwagę. Następnie sięgnęła po czystą kartkę i zaczęła rysować w miarę dokładnie i realistyczne kontury.
Nie potrafiła skupić się na pracy tak, jakby chciała. Głowa cały czas ją bolała, a myśl o Percivalu ją nie opuszczała. Po dłuższej chwili wróciła więc do szkicowania jego portretu. Najpierw jednego. Potem drugiego. Trzeci stworzyła już w szkicowniku. Spędzili ze sobą tylko kilka godzin… ech, jakim cudem tak dokładnie pamiętała jego rysy…? I te oczy… tak głębokie, tak piękne.
Gdyby tylko nie okazał się tak okropnym człowiekiem!
Zdenerwowana, lekko rzuciła notatnikiem, który zatrzymał się na krańcu stołu. Ten człowiek był absolutnie, absolutnie niegrzeczny. Czemu w ogóle zakładała, że pochodził z dobrego rodu? Przecież takie osoby nie mogą się tak zachowywać! Artur się tak nie zachowuje, a przecież jest z szanowanej rodziny!
Wstała i zrobiła kółko po kuchni, próbując się uspokoić. Percivalu, Percivalu, do czego ty wczoraj doprowadziłeś? Po co? I jak?
Oddychając głęboko, postanowiła zmusić się do dalszej pracy. Nie było to łatwe, ale naprawdę nie mogła pozwolić sobie na wolny dzień. Chciała jak najszybciej zrealizować projekty, które na siebie wzięła. Jednak choć zmuszała się ze wszystkich sił, przez cały dzień nie potrafiła w pełni skupić się na pracy. Co chwilę zerkała na okno, wypatrując sowy od Percivala.
Niestety, tego dnia nie przyszedł do niej żaden list. W kolejnych też nie.

| z/t


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Kuchnia [odnośnik]16.03.19 16:06
| 5 listopada

Siedziała w kuchni jak na szpilkach, czekając na Willow. Zdążyła już posprzątać całe pomieszczenie. Zwykle zawalony papierami stół był właściwie pusty: tylko na jego środku stały piękne, świeże czerwone róże, dodające kuchni świeżości. Varda siedziała wraz z właścicielką przy stole, zajmując oparcie jednego z krzeseł. Zastawa czekała na blacie, gotowa do użytku. Zostało tylko wybrać napój: kawa czy herbata? Gwen mimowolnie miała nadzieję, że Willow wybierze miętę. Od spotkania z Arturem ten napar dziwnym trafem stał się jej ulubionym.
Na parapecie okna spoczywała teczka, w której malarka trzymała obrazy przygotowane do swojej książki dla dzieci. Namalowane kredką i akwarelą i przedstawiające liczne magiczne zwierzęta niezwykle się jej podobały, jednak Gwen miała nadzieję, że Willow zgodzi się rzucić na nie okiem i powie jej, czy wszystkie detale są zgodne z rzeczywistością.
Pod oknem leżało zaś owinięte materiałem płótno: obraz przedstawiający Willow wśród jednorożców. Miała nadzieję, że koleżance się spodoba i że będzie mogła podarować je koleżance. Nie chciała sprzedawać jej wizerunku, skoro panna Lovegood zgodziła się pozować jej za darmo,  a jedyne o co miała ochotę ją poprosić to o zgodę do ewentualnego wykorzystania obrazu na wernisażu.
Gwen ubrana była schludnie i prosto: beżowa, domowa sukienka i związane włosy sprawiały, że wyglądała naprawdę swojsko w swoich czterech ścianach. Na nogach malarki jak zawsze spoczywały dyniowe kapcie.
Gdzie ta Willow? Mogła przyjść w każdej chwili, więc malarka nie chciała zajmować się czymkolwiek innym, a siedzenie bez zajęcia przychodziło jej z trudem. Szczególnie teraz, gdy niemal codziennie rysowała portret (lub kilka porterów) Artura i zmuszała się, by tworzyć cokolwiek innego. Nie zawsze jej to jednak wychodziło: nawet, gdy próbowała namalować inną twarz ta i tak mimowolnie z czasem nabierała rysów lorda Longbottoma. Jak więc dobrze, że zwierzątka nie mają twarzy. Inaczej kto wie, jak wyglądałaby „książka” Gwen?
Jak dobrze, że Artur jak na razie nie odwiedził jej w mieszkaniu. Gwen była niemal pewna, że w pewnym momencie albo poprosiłby ją o to, by pokazała mu swoje prace, albo dojrzałby gdzieś swój portret… Malarka obiecała sobie, że będzie je wszystkie palić i wyrzucać, ale jak na razie po prostu nie była w stanie się na to zdobyć.
Zapraszając Willow oczywiście postarała się posprzątać na tyle dobrze, by ani w salonie, ani w kuchni nie pałętały się pojedyncze szkice, jednak kompletnie zapomniała, że w swojej „teczce z książką” też ma przynajmniej jeden szkic swojego znajomego.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.


Ostatnio zmieniony przez Gwendolyn Grey dnia 18.03.19 12:28, w całości zmieniany 1 raz
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Kuchnia [odnośnik]18.03.19 1:36
Listopad powitał ich naprawdę paskudną pogodą. Nawet z natury optymistycznej Willow udzielał się niepokój; ze światem naprawdę działo się coś bardzo złego, co zmuszało do zejścia z obłoków na ziemię nawet Lovegoodów. Ten rok nadrabiał wszystkie dobre, spokojne lata, zsyłając na Willy gorycz bolesnej straty, a także inne trudne doświadczenia, po których nadal zdarzały jej się koszmarne sny.
Przez mugolski Londyn przedostawała się z niepokojem, bo choć większość drogi pokonała Błędnym Rycerzem, to kawałek musiała dojść pieszo. Choć deszczowa aura sprzyjała raczej ponurym, zgaszonym barwom, ona była ubrana dość kolorowo, tak jak lubiła. Przejeżdżająca obok niej mugolska machina ochlapała ją wodą, przed czym w ostatniej chwili uskoczyła w bok, by następnie z ulgą wsunąć się do kamienicy, w której mieszkała Gwen, uciekając przed deszczem. Świat mugoli niewątpliwie cierpiał coraz mocniej, bo anomalie nie dawały niemagicznym spokoju, a burza od kilku dni wisiała nad miastem, naznaczając niebo zygzakami błyskawic i obficie rosząc świat deszczem.
Niedługo później znalazła się już w mieszkaniu koleżanki, która wpuściła ją do środka. Dobrze było znaleźć się w suchym i ciepłym pomieszczeniu, bo choć nie szła długo, to zdążyła zmoknąć i zmarznąć. Willy trochę współczuła Gwen, że musiała żyć tak samotnie, nie miała żadnej rodziny, ale najwyraźniej jakoś sobie radziła. Rozejrzała się z ciekawością, przechodząc za nią do kuchni.
- Masz naprawdę ładne mieszkanie – stwierdziła w zamyśleniu. – Och, chętnie napiję się herbaty, albo mięty – dodała po chwili, bo zdawało jej się, że wyczuła w powietrzu jej charakterystyczną woń. – I z przyjemnością zobaczę portret, a także twoje inne szkice. Jak idzie szkicowanie zwierząt? Narysowałaś któreś z tych, jakie pokazałam ci w ogrodzie? – zapytała z wyraźnym zaciekawieniem, ciekawa postępów Gwen, jeśli chodzi o naukę uwieczniania magicznych stworzeń. Była naprawdę zdolną artystką, lepszą od Willy, która choć rysowała naprawdę ładnie, to daleko jej było do malarzy z prawdziwego zdarzenia, a Gwen prawdopodobnie miała szansę się takim stać. Domyślała się, że jej portret z jednorożcami znajdował się pod oknem, przykryty materiałem i czekający na odsłonięcie przed nią.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Oh, she lives in a fairy tale,
somewhere too far for us to find.
Forgotten the taste and smell
of a world, that she's left behind.



Ostatnio zmieniony przez Willow Lovegood dnia 27.07.19 21:21, w całości zmieniany 1 raz
Willow Lovegood
Zawód : opiekunka stworzeń w ogrodzie magizoologicznym
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Wszystko co utraciliśmy, prędzej czy później do nas wróci. Ale nie zawsze wtedy, kiedy tego chcemy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7002-willow-lovegood https://www.morsmordre.net/t7022-stella https://www.morsmordre.net/t7021-kolejna-dziwna-lovegood https://www.morsmordre.net/f266-sevenoaks-st-julian-road-lesny-dom-rodziny-lovegood https://www.morsmordre.net/t7074-skrytka-bankowa-nr-1668 https://www.morsmordre.net/t7023-willow-lovegood
Re: Kuchnia [odnośnik]19.03.19 9:58
Pogoda faktycznie była okropna i wcale nie sprzyjała Gwen, która od lekcji z Arturem właściwie nie myślała o niczym innym, analizując ich rozmowę na wszelkie możliwe sposoby. Deszcz i burza za bardzo kojarzyły jej się z patronusem, którego nie udało mu się wyczarować i z błyskawicami, które wyprowadziły go wtedy z równowagi. Nie mogła przecież myśleć jednak tylko o nim. Miała przecież innych znajomych, prawda? Na przykład Willow.
Gdy dziewczyna pojawiła się pod jej drzwiami i zadzwoniła do nich, Gwen wstała z miejsca jak poparzona, od razu biegnąc, by otworzyć koleżance. Pokazała jej wieszak i miejsce, w którym może odłożyć buty, po czym zaprowadziła ją do kuchni.
Dziękuję – odparła krótko na pochwałę dotyczącą mieszkania, ręką zahaczając o kark Vardy, głaszcząc ją delikatnie. Sowa wyraźnie nie była z tego powodu zadowolona, ale przynajmniej nie próbowała dziobać właścicielki. – Siadaj, siadaj – zachęciła Willy, wskazując krzesło.
Podeszła do blatu, wyciągając z szafki herbaty.
Jak chcesz mam mięte. Ale mam też zieloną i czarną herbatę – zaproponowała, gotowa wrzucić do wrzątku jakiekolwiek liście Willow sobie wybierze.
Czekając, aż herbata się zaparzy, Gwen podeszła do obrazu.
Szkicowałam – przyznała, zapytana o rysowanie innych zwierząt. – Ale to zaraz! Najpierw to!
Podniosła dość duże, zakryte płótno i postawiła je na blacie stołu. Po chwili odkryła materiał, ukazując dość realistyczną pracę, choć jej barwy były dość pastelowe i jasne, różniąc się tak bardzo od otaczającego ich teraz, szarego świata. Namalowana Willow siedziała jakby zamyślona, co jakiś czas podnosząc wzrok, a jednorożce podchodziły do niej bez lęku, trącając blondynkę pyskami. Na malunku panowała atmosfera łagodności i spokoju.
Jak ci się podoba? – spytała cicho i trochę niepewnie, naprawdę chcąc, aby Willow była zadowolona z jej pracy i nie czuła, że straciła czas, przychodząc do referatu jednorożców. W końcu Gwen jej nie płaciła, koleżanka robiła to z własnej, wolnej woli.
W domu poprawiłam kolory, bo tamte były… zbyt ciemne i naturalne. A jednorożce są tak niezwykłe, że zasługują na swoją własną baśń – wyjaśniła.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Kuchnia [odnośnik]22.03.19 0:59
Willy nawet nie była świadoma rozterek Gwen na temat Artura. Choć oczywiście go znała i lubiła, to dotąd nie zdarzało jej się mieć podobnych, bo nie rozumowała w podobny sposób i zainteresowanie mężczyznami było dla niej w pewien sposób abstrakcyjne. Ale póki co nie miała jeszcze pojęcia, w co wdepnęła jej dawna szkolna koleżanka, z którą znajomość miały szansę teraz odnowić. Weszła do jej mieszkania, w przedpokoju zdejmując mokre buty oraz płaszcz, by nie nanieść wody do mieszkania. Po powrocie do domu i tak będzie musiała wysuszyć wszystko przy kominku.
Uśmiechnęła się na widok sowy Gwen, którą już widziała, kiedy ta przyniosła jej list. Willy naprawdę uwielbiała mieć do czynienia ze zwierzętami. Usiadła przy stole, w zamyśleniu bawiąc się dłońmi.
- W sumie obojętnie, wypiję co zrobisz – powiedziała, wzruszając ramionami, bo nie była zbyt wybredna. Nie przepadała za kawą, która jak dla niej miała niedobry smak, ale herbaty i ziołowe napary lubiła. Lubiła też próbować nowych rzeczy, dlatego naprawdę rzadko na cokolwiek wybrzydzała, a jeśli coś rzeczywiście było niedobre, to często robiła dobrą minę do złej gry.
Zaraz też zwróciła uważne spojrzenie w stronę zakrytego płótna, które Gwen chciała jej zaprezentować. Materiał po chwili opadł, odsłaniając obraz utrzymany w jasnych, pastelowych barwach, w którego centrum znajdowała się Willow i jednorożce. Obraz sprawiał wrażenie sielanki dla kontrastu z obecną burzliwą rzeczywistością oraz przykrymi wydarzeniami, które naznaczyły życie Willow w ostatnich miesiącach. Szkoda, że życie nie mogło wyglądać właśnie tak błogo jak na tym obrazie. Do maja myślała że właśnie tak to wygląda, ale śmierć matki odarła ją ze złudzeń i pokazała, że oprócz jasnych kolorów świat zawiera całą gamę tych ciemnych.
Przez chwilę w milczeniu po prostu patrzyła na ten piękny, sielankowy portret. Gwen naprawdę miała talent, bo zarówno Willy, jak i jednorożce wyglądały realistycznie, mimo że w rzeczywistości podczas pozowania nie znajdowały się tuż obok Willow, a dalej na polanie, ale malarka zdołała i tak uchwycić je dość szczegółowo.
- Jest... naprawdę ładny – odezwała się w końcu. – Podoba mi się. Te kolory, jednorożce i... wszystko. Piękny! – chwaliła, po czym wstała i podeszła bliżej, by obejrzeć obraz z bliska. – Będę mogła go zatrzymać? Chciałabym powiesić go na ścianie w swoim pokoju i móc na niego patrzeć. Jeśli chcesz, mogę zapłacić ci za materiały, które zużyłaś na malowanie go. – Nie była pewna, czy koleżanka chce zapłaty, ale czuła że w dobrym tonie byłoby zaoferowanie czegoś w zamian, zwłaszcza że obraz był naprawdę udany. Sama nie chciała za pozowanie niczego, przybycie do rezerwatu jednorożców było czystą przyjemnością dla kogoś, kto uwielbiał odwiedzać miejsca związane z opieką nad magicznymi stworzeniami.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Oh, she lives in a fairy tale,
somewhere too far for us to find.
Forgotten the taste and smell
of a world, that she's left behind.



Ostatnio zmieniony przez Willow Lovegood dnia 27.07.19 21:22, w całości zmieniany 1 raz
Willow Lovegood
Zawód : opiekunka stworzeń w ogrodzie magizoologicznym
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Wszystko co utraciliśmy, prędzej czy później do nas wróci. Ale nie zawsze wtedy, kiedy tego chcemy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7002-willow-lovegood https://www.morsmordre.net/t7022-stella https://www.morsmordre.net/t7021-kolejna-dziwna-lovegood https://www.morsmordre.net/f266-sevenoaks-st-julian-road-lesny-dom-rodziny-lovegood https://www.morsmordre.net/t7074-skrytka-bankowa-nr-1668 https://www.morsmordre.net/t7023-willow-lovegood
Re: Kuchnia [odnośnik]23.03.19 7:22
Gwen nie naciskała, wkładając do wrzątku pierwszą mieszankę, która trafiła pod jej ręce. Wolałaby wprawdzie, aby Willow, jako gość, dokonała wyboru, ale przecież skupianie się na tym byłoby co najmniej niegrzeczne.
Gdy Willow zaczęła chwalić jej obraz, na twarzy malarki pojawił się szeroki uśmiech. Naprawdę cieszyła się z tego, że koleżance podoba się jej praca. W końcu to był jeden z powodów, dla których tworzyła: chciała, by ludzie byli w stanie poczuć się w jakimś sensie lepiej, dzięki jej obrazom. I jeśli tym razem jej się to udało to jej misja jako malarki została – można by rzec – wykonana.
Dziękuję! Tylko czy te jednorożce nie mają zbyt długich rogów? – spytała. – Miałam wrażenie, że trochę tak… chociaż teraz sama nie wiem – wyjaśniła, spoglądając z boku na swoją pracę. Co prawda nawet jeśli ten element nie był w pełni zgodny z prawdą to i tak nie kłóciło się to z całą przedstawioną na nim historią, ale wolała spytać się specjalistki.
Nie wahała się, słysząc pytanie Willy.
Oczywiście! I nie musisz mi nic zwracać, przecież sama poświęciłaś czas, pozując. Tylko miałabym jedną prośbę… udostępnisz mi go, jeśli będę robiła gdzieś wystawę? Nie chce go sprzedawać, ale może mi się kiedyś w ten sposób przydać.
Dotknęła delikatnie dłonią brzegów obrazu.
Tylko no wiesz… Nie ma jeszcze ramy. Wolisz sama jakąś znaleźć, czy mam to załatwić? Mogę bez problemu jakąś wybrać.
Gwen znała osoby, które się tym zajmowały, ale jednocześnie nie chciała Willow niczego narzucać. W końcu to ona wiedziała, co najlepiej będzie pasowało do jej pokoju. Kim była rudowłosa, aby cokolwiek narzucać koleżance?
Odstawiła obraz na bok kuchni, tym razem go nie zakrywając i podeszła do blatu. Podniosła zastawę i postawiła ją na stole, po czym podeszła do jednej z szafek i zaczęła w niej grzebać.
Gdzieś tu miałam jakieś ciasteczka… Mam niedaleko naprawdę cudowną cukiernie, prowadzi ją bardzo miła kobieta… i można u niej kupić pyszne ciasteczka. Nie włada magią, ale po jej wypiekach tego nie poznasz – wyjaśniła, po chwili znajdując to, o czym mówiła.
Już po chwili ciasteczka leżały na półmisku na środku stołu, a Gwen usiadła obok koleżanki.
Co do moich szkiców – zaczęła, sięgając po filiżankę – to wpadłam na pewien pomysł. Próbuje zrobić ilustrowaną książeczkę dla dzieci. Taką z dużą ilością obrazków, a małą ilością treści i właściwie do niej zaczęłam robić ilustracje. Nie wiem, czy to dobry pomysł i czy to wyjdzie, ale jak chcesz to mogę ci zaraz pokazać, co jak na razie mam.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Kuchnia [odnośnik]24.03.19 23:08
Obraz był naprawdę ładny. Willy lubiła obrazy zwierząt, bo kojarzyły jej się z mamą, która lubiła portretować różne magiczne stworzenia i w ich domu nadal było pełno zarówno obrazów, jak i akwareli czy szkiców. Willow nie była tak dobra jak ona, ale najważniejsza była przyjemność. I coś takiego było w obrazie Gwen, co na moment przywołało wspomnienie jednego z obrazów namalowanych niegdyś przez mamę, przedstawiającego samotnego jednorożca w lesie.
- Chyba nie – rzekła, unosząc lekko brwi i przyglądając się obrazowi wnikliwiej. – Wyglądają całkiem jak prawdziwe.
Ucieszyła się, słysząc że będzie mogła zachować obraz. Naprawdę chętnie ozdobiłaby nim swój pokój, by przypominał jej tamten dzień, miłe spotkanie w rezerwacie, a także odnowienie szkolnej znajomości.
- Jasne – zgodziła się. – A planujesz jakąś wystawę swoich prac? – zapytała, bo chętnie by taką obejrzała. Dawno nie była na żadnej malarskiej wystawie, ostatni raz jeszcze za życia mamy. Chyba w ubiegłe wakacje? Rok temu wszystko wydawało się takie sielankowe i beztroskie. – Nie znam się na ramach, bo o wiele częściej rysuję na papierze niż maluję na płótnie. Jeśli chcesz, możesz wybrać coś ładnego. – W końcu artystka na pewno znała się na tym najlepiej. A pokój Willow wyglądał dość ekscentrycznie, że tak naprawdę wszystko wpasowałoby się w ten chaos pełen pozornie niepasujących elementów. – Chętnie spróbuję ciasteczek. – Willy nigdy nie odmawiała sobie pyszności. Napiła się też herbaty, kiedy już ją dostała, choć musiała sączyć ją ostrożnie, aby się nie oparzyć, bo była wciąż gorąca. Po marznięciu na deszczu coś ciepłego dobrze jej jednak zrobi. Na dworze naprawdę było brzydko i ponuro, i nawet tutaj, w budynku, słyszała odległe echa grzmotów, które budziły w niej niepokój, nawet jeśli z pozoru wydawała się radosna i pogodna jak zwykle.
Kiedy Gwen znowu usiadła obok, Willy poczęstowała się ciasteczkiem i znowu zwróciła na nią uważny, zaciekawiony wzrok, słuchając o ilustrowanej rysunkami zwierząt książeczce dla dzieci.
- Och, to brzmi jak naprawdę świetny pomysł! – pochwaliła. – Jestem pewna, że dzieci doceniłyby twój bajkowy styl. Zamierzasz to urozmaicić jakąś historyjką, czy byłyby to same obrazki z podpisami? – dopytywała. – Jeśli jakieś już stworzyłaś, pokażesz mi? Chętnie rzucę okiem, jak już tu jestem, i powiem ci o swoich wrażeniach. – Gwen miała talent, wiedziała o tym, ale chętnie spojrzy na te ilustracje jako magizoolog. Choć podejrzewała że pewnie będą jej się podobać, bo Willy naprawdę nie była wybredna, i jako Lovegood miała specyficzne poczucie estetyki i potrafiła odnaleźć coś ładnego nawet w czymś, co inni uważali za brzydkie. Bo Willow naprawdę miała zdumiewającą cechę, która pozwalała jej znajdować wszędzie dobre strony nawet po tym, co niedawno przeżyła.


Oh, she lives in a fairy tale,
somewhere too far for us to find.
Forgotten the taste and smell
of a world, that she's left behind.

Willow Lovegood
Zawód : opiekunka stworzeń w ogrodzie magizoologicznym
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Wszystko co utraciliśmy, prędzej czy później do nas wróci. Ale nie zawsze wtedy, kiedy tego chcemy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7002-willow-lovegood https://www.morsmordre.net/t7022-stella https://www.morsmordre.net/t7021-kolejna-dziwna-lovegood https://www.morsmordre.net/f266-sevenoaks-st-julian-road-lesny-dom-rodziny-lovegood https://www.morsmordre.net/t7074-skrytka-bankowa-nr-1668 https://www.morsmordre.net/t7023-willow-lovegood
Re: Kuchnia [odnośnik]25.03.19 18:29
To dobrze. Rzadko maluję konie, a co dopiero jednorożce – przyznała. Lubiła wszystkie zwierzęta, ale jednak częściej szkicowała ptaki, psy czy wiewiórki niż konie, z którymi prywatnie miała dość małą styczność.
Chociaż może to nie byłoby takie głupie? Kiedyś będzie musiała wybrać się do stadniny i spróbować swoich sił na końskim grzbiecie. To musi być coś wspaniałego i chyba warto byłoby spróbować. Może nawet kiedyś jej się to w życiu przyda?
Planujemy z kolegą wernisaż, ale nie mamy jeszcze dokładnych szczegółów, czy nawet tematu. To raczej taki plan planu, nie śpieszy nam się z niczym – wyjaśniła, uśmiechając się delikatnie. – Ale pewnie prędzej czy później coś się zorganizuje. Przynajmniej mam taką nadzieję.
W końcu jak mogłaby się rozwijać jako artystka bez wystaw, bez wernisaży? A na pewno nie chciała spędzić całego życia dorabiając w muzeum. Co prawda to była miła praca: lubiła obcowanie i z ludźmi, i sztuką. Miała jednak nadzieję, że los pozwoli jej na coś więcej. Wiedziała jednak, że do tego potrzeba cierpliwości i miała zamiar się w nią uzbroić.
Skinęła głową. Jeśli Willy tak sobie życzy, Gwen nie miała nic przeciwko.
W takim razie załatwię ramę i wtedy jakoś ci go dam. Jakieś kolory cię interesują? Jasne, ciemne drewno? – spytała.
Gwen napiła się łyka gorącej herbaty.
Naprawdę tak sądzisz? – spytała, odkładając filiżankę. – Myślałam bardziej nad taką wiesz… encyklopedią dla dzieci. Każde zwierzątko miałoby trzy ilustracje. Jedną rzeczywistą i dwie bardziej komiksowe, mniej dokładne. Byłby krótko opisane, a do tego realistycznego zwierzątka prowadziłyby strzałki z informacjami, co jest dla tego gatunku charakterystyczne. Miałam podobne książeczki jako dziecko i bardzo mi się to podobało.
Odsunęła krzesło i wstała na chwilę, sięgając po teczkę.
Mam tu wszystkie prace, które na razie przygotowałam. Mam już skończone nieśmiałki, ogniste kraby, chimerę, smoka, feniksa. Elfy mają tylko tą niedokładną wersje, podobnie jak sfinksy i smoki. Realizm wymaga większej ilości czasu – mówiła, otwierając teczkę podając ją koleżance. Zapomniała, że wewnątrz zaplątało się też kilka innych prac. Poza szybkim szkicem Artura Gwen miała wewnątrz także portret Percivala, który szkicowała w przerwie od pracy nad książką oraz kilka pojedynczych rysunków przedmiotów, które czasem robiła dla rozruszania ręki.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.


Ostatnio zmieniony przez Gwendolyn Grey dnia 29.03.19 1:15, w całości zmieniany 2 razy
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Kuchnia [odnośnik]28.03.19 23:51
Uśmiechnęła się. Jednorożce tak naprawdę nie różniły się mocno od koni, jeśli chodzi o pokrój ciała, poza tym, że miały na czole róg. Miały też niesamowite magiczne właściwości i były uosobieniem niewinności. Naprawdę lubiła te stworzenia i zawsze cieszyła ją możliwość przebywania wśród nich.
- Och, mam nadzieję, że zaprosisz mnie na ten wernisaż, kiedy już go zorganizujecie? – zapytała, znów uśmiechając się z rozmarzeniem, tak jak to miała w zwyczaju. Była pewna, że Gwen zrobi piękny wernisaż, choć jednocześnie zdawała sobie sprawę, że skostniały świat magii mógł nie docenić należycie sztuki tworzonej przez tą zdolną czarownicę mugolskiego pochodzenia, wnoszącą powiew świeżości w ich zastałą rzeczywistość. Do Willy to przemawiało, lubiła świeżości i innowacje, ciekawiło ją to, co nowe i inne. Miała umysł bardzo otwarty na nowości.
- Najlepiej żeby nie było zbyt ciemne, mój pokój jest utrzymany raczej w jasnych, radosnych kolorach – powiedziała. Choć oczywiście przyjęłaby każdy wybór Gwen bez większego sprzeciwu. Czepianie się drobiazgów po prostu nie leżało w jej naturze.
- Tak! Naprawdę myślę, że to dobry pomysł. Kiedy byłam dzieckiem, moja mama i brat także często rysowali mi zwierzęta i uczyli mnie, jak to robić – rzekła, z nostalgią wspominając swoich już nieżyjących bliskich. Wspomnienia po nich oraz umiejętności, których ją nauczyli, pozostały jednak z nią nawet kiedy ich już zabrakło. Wiedziała też, że nie chcieliby, aby było jej smutno. – Mugole także mają książeczki z obrazkami zwierzątek? Ale ich obrazki się nie ruszają, prawda? – dopytywała. – Kiedy ją ukończysz, również chętnie obejrzę efekt.
Patrzyła, jak Gwen sięga po teczkę. Wyciągnęła dłonie, przyjmując ją, by obejrzeć znajdujące się tam rysunki.
- Ładne, naprawdę bardzo ładne – przyznała, powoli kartkując szkice zwierząt; Gwen rzeczywiście zadbała o detale. – Widziałaś kiedyś smoki, feniksy i chimery? – zdziwiła się, bo ile zobaczenie na własne oczy nieśmiałków, elfów i tego typu stworzeń nie było trudne, tak rzadkie stworzenia niezwykle trudno było napotkać, nawet kiedy było się aspirującym magizoologiem. Na świecie nie było wielu feniksów czy chimer, a te drugie były bardzo niebezpieczne. Spotkać smoka było łatwiej, na terenie Anglii znajdowały się dwa smocze rezerwaty, w jednym z nich niegdyś pracował jej brat i to właśnie smok go zabił, ale nawet mimo tego Willow czuła pewną fascynację tymi stworzeniami. Gdyby nie smoki i dawna podróż ojca do rezerwatu szwedzkich krótkopyskich, jej rodzice nigdy by się nie poznali.
Nagle jednak między rysunkami stworzeń, co do których czyniła pojedyncze uwagi, gdy zauważyła, że któreś zwierzę w rzeczywistości wygląda nieco inaczej, znalazła portret kogoś, kto wyglądał bardzo znajomo. Uniosła brwi i chwyciła go w dłonie, rozpoznając w nim Artura.
- Skąd masz szkic Artura Longbottoma? – zapytała ze zdziwieniem, nie mając pojęcia, dlaczego jej dawna znajoma z roku go naszkicowała. Czyżby się znali?


Oh, she lives in a fairy tale,
somewhere too far for us to find.
Forgotten the taste and smell
of a world, that she's left behind.

Willow Lovegood
Zawód : opiekunka stworzeń w ogrodzie magizoologicznym
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Wszystko co utraciliśmy, prędzej czy później do nas wróci. Ale nie zawsze wtedy, kiedy tego chcemy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7002-willow-lovegood https://www.morsmordre.net/t7022-stella https://www.morsmordre.net/t7021-kolejna-dziwna-lovegood https://www.morsmordre.net/f266-sevenoaks-st-julian-road-lesny-dom-rodziny-lovegood https://www.morsmordre.net/t7074-skrytka-bankowa-nr-1668 https://www.morsmordre.net/t7023-willow-lovegood
Re: Kuchnia [odnośnik]29.03.19 1:37
Gwen nie myślał jeszcze nad tym, kto zostanie zaproszony na jej wernisaż, a kto nie, jednak w tej chwili odpowiedź wydała się jej oczywista. W końcu jak mogłaby zapomnieć o kimkolwiek ze swoich znajomych? Nawet, jeśli nie były to bliskie przyjaźnie to przecież nie mogła nie rozesłać zaproszeń do absolutnie wszystkich w tak ważny dla siebie dzień. Odpowiedź malarki nie mogła więc brzmieć inaczej, niż:
Oczywiście! – niema wykrzyknęła z szerokim uśmiechem na ustach.
Malarka nawet nie myślała o tym, że wystawa jej i Bojczuka mogłaby zostać przez kogokolwiek źle odebrana. Przynajmniej teraz, bo przecież ze swoim „współpracownikiem” już na ten temat rozmawiała. Wolała jednak nie zaprzątać sobie głowy zamkniętymi na świat umysłami. W jej oczach to było po prostu niewyobrażalnie przykre.
Przyjęła do wiadomości oczekiwania Willow i obiecała jej, że na pewno wybierze jakiś ładny, jasny kolor. Właściwie Gwen nawet nie przeszłoby przez myśl, aby wybrać inne. Jej koleżanka miała zbyt delikatną, zbyt porcelanową urodę na ciemne kolory.
Musiało być cudownie mieć takich nauczycieli – przyznała Gwen. Ona sama była raczej samoukiem. Jej rodzice nie byli szczególnie uzdolnieni artystycznie i malarka musiała się uczyć wszystkiego sama, lub za pośrednictwem nauczycieli. To jednak nie to samo, co korzystanie z umiejętności i pasji bliskich.
Pokiwała głową.
Tak,  mają. Nie ruszają się, ale no wiesz… mugole mają za to telewizje – stwierdziła. Być może obrazki w książkach były statyczne, ale za to większość czarodziejów nigdy nie zaznała magii filmu.
Z niecierpliwością czekała, co na jej prace powie Willow. W końcu to ona, a nie Gwen, była specjalistką od magicznych stworzeń. Rudowłosa była otwarta na każdy pomysł i każde zastrzeżenie koleżanki. Ucieszyła się ponownie, gdy okazało się, że blondynce podobają się jej prace.
Dziękuję! – odparła, po czym pokręciła głową: – Widziałam tylko smoka, z daleka. Ale kupiłam sobie kilka książek o magicznych stworzeniach i mocno studiowałam obecne tam ilustracje – wyjaśniła. Dla osoby, która znała podstawy anatomii oraz dobrze radziła sobie w rysunku stworzenie obrazu tylko na takiej podstawie było trudne i być może ryzykowne, ale przecież nie niemożliwe. Szczególnie, że zwierzęta mimo wszystko miały w swojej budowie pewne cechy wspólne.
Grzecznie wysłuchała wszystkich uwag Willow, starając się je zapamiętać i obiecując koleżankę, że dokona należytych poprawek. Dzieci przecież nie powinny uczyć się o zwierzątkach z książki zawierającej jakiekolwiek błędy.
Na twarzy Gwen pojawiło się zdziwienie, gdy jej koleżanka znalazła w teczce szkic Artura. Naprawdę nie pamiętała, że któryś (jeden z… kilkunastu? Kilkudziesięciu? Straciła rachubę po pięciu) z nich trafił właśnie w to miejsce. Na twarzy Gwen pojawił się delikatny rumieniec.
Narysowałam – wyrzuciła z siebie w pierwszym odruchu, po czym doprecyzowała: – Znamy się od jakiegoś czasu, Artur pomaga mi w nauce obrony, a mi łatwiej czasem coś przemyśleć… rysując związane z tym obrazy. To trochę jak pamiętnik. Więc też się znacie? Ten świat jest tak mały!
Im dłużej mówiła, tym bardziej kolor jej twarzy wracał do normy. W pierwszym momencie poczuła się zawstydzona znaleziskiem koleżanki, ale… chyba nie było nic złego w tym, że Gwen dawała upust swoim emocjom przez rysunek, prawda?


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987

Strona 2 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach