Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 pączki i wafle

Go down 
AutorWiadomość
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f246-szkocja-newton-steward-bargaly-dom-nad-palnure-burn https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : magiczna policja
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
choć wiecznie płonie ten świat
to w sercu wierzę, że ja
już się nie zmienię
OPCM : 35
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

pączki i wafle Empty
PisanieTemat: pączki i wafle   pączki i wafle I_icon_minitime26.01.19 22:52

początek lata 1956, Bargaly

Godzina czternasta. To był aż grzech, aby spać tak długo, a mimo to rodzina Figg całkowicie rozumiała młodą dziewczynę, która musiała wyspać się po nocnej zmianie w pracy. Taki tryb życia bardzo źle wpływał na jej zdrowie - bywało, że całe dnie była strasznie śpiąca, a nocami nie potrafiła zmrużyć oka. Świstoklik przeniósł ją do domu ledwie po siódmej rano, gdzie szybko wskoczyła w piżamę i położyła się spać, a teraz obudziły ją dziwne szmery z pierwszego piętra domu oraz to, że najwyraźniej jej macocha musiała się krzątać po pokojach sąsiadujących sypialni dziewczyny. Gdy zerknęła na zegarek, pomimo lekkiego bólu głowy stwierdziła, że nie będzie dalej spać. Przez to nie zmrużyłaby oka tej nocy, a na rano miała kolejną dziesięciogodzinną zmianę w pracy. Bez sensu, wszystko bez sensu!
Nie spodziewała się, że ktokolwiek przyjdzie. Właściwie poza rodziną i bliskimi przyjaciółmi bardzo rzadko miewali gości. Czasami wpadał jej starszy brat, czasami siostra z mężem i dzieciakami. W swoim otoczeniu Marcella nigdy nie czuła się skrępowana, a tak pięknego ra... popołudnia potrzebna była herbata, tak, herbata z mlekiem. Gdy tylko podniosła się z łóżka, wzięła do ręki szlafrok wiszący na ramie jej łóżka i narzuciła go na długą do kostek białą nocną koszulę. Nie czesała się, nie umyła twarzy, nie zrobiła ze sobą właściwie nic. Tylko dosyć śnięta zeszła na dół, włożywszy stopy w wielkie, puchate kapcie, które stały pod jej łóżkiem. Były to bardzo wyjątkowe kapcie! Gryzły, gdy ktoś inny niż ona chciał sobie z nich skorzystać. Kiedyś jej brat się na to naciął, a ona miała mnóstwo śmiechu z tego jak krzyczał, żeby uwolnić go od krwiożerczego kapcia!
Jakże ogromne było jej zdziwienie po tym jak przekroczyła próg kuchni. Przy niewielkim stole siedział jej braciszek, wesoły i uśmiechający się przygłupio jak zwykle. Najwyraźniej postanowił ich odwiedzić. Naprzeciwko niego, wyprostowany i jak zwykle dumny, z przyciętą elegancko brodą pan domu - Blathair Figg, ojciec Marcelki. A już przy nich dziewczyna, której rudowłosa nie kojarzyła. Co znaczyło tyle, że była obca.
A ona właśnie przyszła się przywitać w koszuli nocnej, ze zmęczonymi oczami i nawet z nieumytymi zębami. Co za okropny początek znajomości.


Powrót do góry Go down
Clarence Waffling
Clarence Waffling

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6362-clarence-waffling https://www.morsmordre.net/t7114-poczta-clary#188541 https://www.morsmordre.net/t6383-wafelek https://www.morsmordre.net/t3566-pokoj-clary
Zawód : numerolog, włóczęga, kelnerka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
mieć ręce pod głową
zmrużone oczy
patrzeć jak życie
się toczy…
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

pączki i wafle Empty
PisanieTemat: Re: pączki i wafle   pączki i wafle I_icon_minitime11.02.19 21:30

Nie czuła się najlepiej. Okres rekonwalescencji był długi i intensywny, choć powierzchowne rany zdołały zabliźnić się już wcześniej. To umysł potrzebował terapii - ciepłych słów, kojących zapewnień, stawiania trafnych pytań. Znalezienia na nie odpowiedzi. Potrzebowała ich jak nikt inny w tamtym czasie, ponieważ odciśnięta na Clarze trauma wymagała wyplenienia z umysłu; magipsychiatra i tak stwierdził, że kobieta nigdy nie pozbędzie się swych najczarniejszych lęków. Nie, dopóki nie odnajdzie czegoś dużo bardziej przerażającego, czego oczywiście nie życzył pacjentce. Fakt ten znacząco utrudniał powrót do zdrowia niejakiej Waffling, przez co psychika wciąż pozostawała krucha. Niczym cienka porcelana gotowa do wyślizgnięcia się z rąk i uderzenia o bruk. Towarzyszący temu rozprysk na pewno byłby piękny w swym tragizmie, ale na pewno dużo poważniejszy w skutkach niż utrata filiżanki. Dodatkowo panikowała na samą myśl o opuszczeniu murów Świętego Munga - dokąd miała się udać? Nie miała niczego. Oprócz niewielkiego, zniszczonego kuferka pełnego książek oraz kilku ubrań i toaletowych przyborów. Nie miała domu, rodziny, pracy. Zupełnie, jakby pojawiła się znikąd, ciśnięta w nową rzeczywistość pełną wyzwań - tych nie do podołania. Przerażenie zwiększało się wraz z upływającym czasem, jednak uzdrowiciel nie mógł już nic na to poradzić. Clarence musiała wreszcie opuścić szpitalne mury, zacząć żyć po swojemu.
Przecież tego pragnęłaś, prawda?
Z pomocą przyszedł on. Znów. Wydawało jej się, że mężczyzna zniknie z jej życia, przecież zrobił już wystarczająco dużo. Uratował ją. A ona nigdy nie zdoła spłacić tego długu, cokolwiek zrobiłaby w tym kierunku. Mogła napaść na bank oddając mu cały łup z kradzieży - i tak pozostałaby na minusie, w niewyrównanych rachunkach. On z kolei zapragnął ten dług wdzięczności powiększać zapraszając czarownicę do domu. Clara wzbraniała się przed tym szalonym pomysłem dość długo, acz w końcu uległa. Smutna prawda prezentowała się nadzwyczaj żałośnie: nie miała dokąd pójść. Gdzie się podziać i co ze sobą zrobić. Powrót do rodziny nie wchodził w ogóle w grę, równie dobrze mogła powiesić się gdzieś na suchej gałęzi, efekt pozostałby ten sam.
Stanowczość pana Figg również nie pomagała w przełamaniu niekończącej się karuzeli dobroci, co poskutkowało całkowitym poddaniem się ich woli. Posłusznie udała się z mężczyznami do Szkocji, dotąd kojarzonej przez Waffling jedynie z powodu Hogwartu. Dom otoczony wrzosowiskami oraz całą masą pięknych, rozłożystych drzew zrobił na niej pozytywne wrażenie. Kuchnia pozostawała równie urokliwa co okolica i speszona Clarence zasiadła przy stole, oczekując wspomnianej przez czarodziejów Marcelli, która miała się nią zająć, cokolwiek to znaczyło. Zegar zaczął już wskazywać czternastą i Clarence miała wrażenie, że nieznajoma już się nie zjawi. Nie w tym stuleciu. Zdławiła westchnięcie, nieco niespokojnie poruszając stopą pod stołem. Uśmiechała się niepewnie, nie wiedząc jak się zachować i o czym mówić.
Wreszcie dostrzegła rude kosmyki oraz zaspaną twarz i ledwie powstrzymała się przed zbyt energicznym powstaniem z krzesła. Nadal nie miała pojęcia co powiedzieć, jak wytłumaczyć tę przedziwną sytuację. - Cześć, jestem Clara - palnęła głupio, przejęta i zawstydzona, nabierając powietrza w płuca. Zestresowana spojrzała na mężczyzn siedzących przy tym samym stole, jakby mając nadzieję na ratunek.
Kolejny już.





Odpłynę wiotkim statkiem w szerokie ramiona horyzont pęknie jak szklana obroża pożegnają mnie ciszą gęstych drętwych zmierzchów iluminacje światła jak ostatni pożar.

Powrót do góry Go down
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f246-szkocja-newton-steward-bargaly-dom-nad-palnure-burn https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : magiczna policja
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
choć wiecznie płonie ten świat
to w sercu wierzę, że ja
już się nie zmienię
OPCM : 35
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

pączki i wafle Empty
PisanieTemat: Re: pączki i wafle   pączki i wafle I_icon_minitime15.02.19 13:14

Och, słodki bracie, powinieneś teraz spłonąć. Jego kompleks bohatera właśnie wywalało poza skalę i gdyby nie fakt, że był on dziedziczny wśród wszystkich Figgów, pewnie miałaby mu to za złe. Marcy doskonale wiedziała, że w jego sytuacji zachowałaby się tak samo. Gdy decydowało się już ratować kogoś, należało się tą osobą zająć. Na tym polegała odpowiedzialność, tak zostali nauczeni. Być może właśnie dlatego, Bhlatair, siedzący po prawicy od sprawcy zamieszania, miał na twarzy wypisaną dumę - w oczach, w gestach, w uśmiechu. Wychował bandę naprawdę niesamowitych dzieciaków, zaczynając od Constance, a kończąc na najmłodszej z całego grona. A on, Kentigern Figg, był najlepszym tego przykładem. Zadowolony ze swojej, często głupiej, brawury, teraz zrzucał odpowiedzialność za swoją zdobycz na biedną Marcy, która sama nie do końca wiedziała, co się właściwie dzieje.
W końcu została niejako przymuszona do zasiadania z nimi przy tym stole i wysłuchania całej opowieści - o ratunku, o odwadze, o osobie Clary, która nie miała gdzie pójść. Nie mogła odmówić, po prostu nie mogła, moralność nigdy nie pozwalała jej odmawiać nikomu, kto potrzebował jej pomocy, nawet za cenę jej własnego komfortu. Widziała wzrok ojca, który liczył na nią zdecydowanie zbyt mocno, mocniej niż by tego chciała. Przez chwilę nawet przemknęło jej przez myśl, że kto wie... Może nawet uda jej się wyciągnąć z tej znajomości więcej niż mogła przypuszczać.
Kenty szybko się zebrał, tłumacząc się, że ma dużo pracy w domu. Na odchodne poczochrał Clarę po włosach, zwracając się do niej per młoda. Kiedy Marcella została już w pewien sposób wprowadzona w sytuację, nie musiał nawet martwić się o to, że cokolwiek się stanie. Zmył się więc szybko. Bhlatair jednak kontynuował rozmowę z dziewczyną. Pytał o rzeczy bardzo proste i nienarzucające. Co lubi jeść, jaka jest jej ulubiona herbata, skąd pochodzi jej akcent. Zapewne miał zamiar umilić jej pobyt w domu Figgów poprzez jakieś drobne przyjemności. Marcy natomiast przywitała się grzecznie i przeprosiła towarzystwo - musiała doprowadzić się do stanu względnej używalności. W swojej własnej, prywatnej strefie już mogła poczuć się swobodniej i rozpoczęła poranny rytuał w spokoju. Poczesała się, włożyła jakieś w miarę wyjściowe ubrania, stopy wsunęła w twarde, drewniane klompie, których używała do chodzenia po domu i ogrodzie. Kiedy ponownie zeszła na dół, Clara była już otoczona - do pogadanek dołączyła żona pana Figg, dużo młodsza od niego Irma. Kobieta przygotowała słodką herbatę z sokiem z kwaśnych porzeczek i końską ilością miodu, postawiła na stole domowe ciasteczka maślane, kilkakrotnie proponowała Clarence jakieś przekąski, typu gruszkowe ciasto. Marcy przewróciła oczami.
- Zamęczycie dziewczynę, naprawdę! - burknęła tylko i kiwnęła głową na Clarence. - Chodź, pokażę Ci ogród. - Zaproponowała i uśmiechnęła się pogodnie, żeby dać chociaż nieznaczny znak, że wcale nie czuje się tak, jakby nie chciała tu być. Bo właściwie wobec Clary czuła się całkowicie neutralnie, to jej brat był głupi.


Powrót do góry Go down
Clarence Waffling
Clarence Waffling

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6362-clarence-waffling https://www.morsmordre.net/t7114-poczta-clary#188541 https://www.morsmordre.net/t6383-wafelek https://www.morsmordre.net/t3566-pokoj-clary
Zawód : numerolog, włóczęga, kelnerka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
mieć ręce pod głową
zmrużone oczy
patrzeć jak życie
się toczy…
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

pączki i wafle Empty
PisanieTemat: Re: pączki i wafle   pączki i wafle I_icon_minitime01.03.19 20:08

Czuła wstyd. Rozpalający trzewia, druzgoczący organy. Wstyd było przyznać się do tego, że nie miała gdzie mieszkać. Zwykle radziła sobie sama - zatrudniała się gdzieś i spała gdziekolwiek, ale po wypadku na wyspie Posępnej Clara nie umiała wrócić do siebie. Myśl o szukaniu pracy i zakotwiczenia się w przypadkowym miejscu Wielkiej Brytanii napawała kobietę lękiem. Bała się, że niebezpieczeństwo czyhało na nią wszędzie; miniony miesiąc niewiele pomógł w rekonwalescencji wypaczonego strachem umysłu. Z pomocą przyszedł człowiek tak interesujący, że aż nierealny - dużo starszy, wiecznie rozpogodzony, nie wyglądał jak ofiara kwintopeda. Może był nieustraszony oraz nieśmiertelny? Zazdrościła mu. Też zawsze chciała taka być, ale wrażliwa natura nie pozwalała Waffling na rozwinięcie skrzydeł w dziedzinie odwagi i brawury. Uratował ją jednak i czuła się przy nim bezpiecznie, dlatego ostatecznie pozwoliła zaprowadzić się do szkockiej krainy pełnej serdecznych, wspaniałych Figgów. Nie mogła się nadziwić jak wiele miłości odnalazła w jednym domu, będąc tu raptem kilka chwil. Im również zazdrościła - w dzieciństwie zawsze marzyła o kochających rodzicach oraz cieple domowego ogniska. Później przestała godząc się z okrutnym losem, ale zakurzone pragnienia odżyły w niej na nowo. Nie, nie zamierzała zostawać tu na zawsze prosząc o azyl oraz adopcję, nie była aż tak szalona. Jednak może kiedyś Clarence udałoby odnaleźć swoją bezpieczną przystań pachnącą świeżo upieczonym ciastem i wypełnioną dźwięcznym śmiechem domowników? Pragnęła w to wierzyć, nawet ze świadomością tkwiącą w umyśle, że nie podoła temu wyzwaniu, ponieważ los nie zwykł sprzyjać zagubionej w życiu czarownicy. Nadzieja - tyle pozostało ze zgliszczy historii.
Zajęcie miejsca przez Marcellę przy stole przyjęła z ulgą, acz następująca po tym opowieść wywołała jeszcze większe poczucie zażenowania. Policzki zapłonęły żywym ogniem, wzrok utkwił w nierównej fakturze stołu. Żałowała, że nie miała większej mocy i nie umknęła sama przed dzikim stworzeniem. O pokonaniu go nawet nie śniła, widziała ohydny pysk potwora oraz przerażające odnóża. Był szybki, zwinny i wyjątkowo żądny krwi. Prawdopodobnie nikt od dawna nie odwiedzał tamtejszej wyspy - trudno było się temu dziwić.
Podniosła wzrok dopiero w momencie, kiedy Kenty podniósł się z miejsca i poczochrał jej i tak nieułożone włosy. Uśmiechnęła się do niego blado oraz odprowadziła wzrokiem aż zniknął z jego zasięgu. Jeśli to było jeszcze możliwe, Clara poczuła się jeszcze mniej pewnie z brakiem znajomego mężczyzny u boku. Zacisnęła jednak szczękę, nie przestając podtrzymywać przyjemnie wygiętego do góry łuku ust i pożegnała spojrzeniem także Marcy, choć ta miała do nich wrócić według zapewnień wszystkich domowników.
Konwersacja z panem Figgiem, choć oczywiście bardzo przyjemna i rzeczywiście pozbawiona niewygodnych pytań, okazała się dość niezręczna. Waffling miała problem z odpowiedziami na tak podstawowe pytania jak ulubiona herbata - nie wiedziała, która nią była. W domu dostawała całe życie jedną i nie miała odwagi pytać o inną, w szkole kontynuowała tę politykę, przez co jadła i piła to, co znajdowało się aktualnie na stole. Nigdy nie wybrzydzała. Jednak starała się udzielić jak najbardziej wyczerpujących odpowiedzi, na miarę swoich możliwości. Nie chciała przecież wyjść na niewdzięczną i niewspółpracującą kiedy wszyscy dookoła starali się zapewnić komfort dwudziestoletniej kobiecie. - Bardzo dobra herbata, pani Figg. Myślę, że będzie moją ulubioną - odezwała się wreszcie, nieco ośmielona serdecznością kobiety, bliższą jej wiekiem. Nie umniejszając oczywiście gospodarzowi. Co było dość dziwne - z oczywistych względów Clarence lepiej czuła się w towarzystwie mężczyzn.
Przeprosiła wszystkich i udała się z Marcellą do pięknego ogrodu. - Wiem, postawiono cię w niezręcznej sytuacji, ale to nie był mój pomysł. - Zaczęła się tłumaczyć. Chciała brzmieć przepraszająco. - Po prostu… mam chyba pecha w życiu - zaśmiała się dość nerwowo, ale podziwianie okolicy pozwoliło uniknąć kontaktu wzrokowego. Bała się co mogłaby dostrzec w twarzy towarzyszki. - Mogę spytać czym się zajmujesz? - zadała pytanie, uznając, że może to dobry moment na zmianę tematu, na jakiś neutralny, choć nie miała pewności czy aby na pewno chciała o tym rozmawiać.





Odpłynę wiotkim statkiem w szerokie ramiona horyzont pęknie jak szklana obroża pożegnają mnie ciszą gęstych drętwych zmierzchów iluminacje światła jak ostatni pożar.

Powrót do góry Go down
 

pączki i wafle

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19