Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Grudzień 1943

Go down 
AutorWiadomość
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#214545
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I don't care what nobody says
We're gonna have a baby
People call us renegades
Because we like living crazy
OPCM : 31
UROKI : 20
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Grudzień 1943 Empty
PisanieTemat: Grudzień 1943   Grudzień 1943 I_icon_minitime08.02.19 20:42


a l l    i    w a n t    f o r    c h r i s t m a s    i s...


pomona & jayden♪♫♬

Wiedział już od długiego czasu, że te święta miał spędzić w szkole i nie było mu z tego powodu specjalnie przykro. Co prawda wcześniej tlił się w nim mały ogienek buntu, jednak odpuścił, gdy zostało mu przedstawione całe spektrum sprawy. Dziadków oczywiście nie było, bo podróżowali, a rodzice zostali zaproszeni na wystawne przyjęcie, gdzie miała panować typowa atmosfera dla czarodziejów i czarownic z wyższych sfer. Wielkie wydarzenie, jakim były coroczne bale w pałacu zimowym nie były byle czym, a prestiż artystów tam występujących rozlewał się na całą Wielką Brytanię, nierzadko również wykraczając poza jej granice. Pani Vane miała tam zagrać koncert, będąc równocześnie gwiazdą tegorocznej Gwiazdki. Oczywistym więc było, że musiała się tam pojawić i jej syn nie robił jej wyrzutów - wręcz przeciwnie. Gdy tylko się dowiedział, kazał jej się zgodzić i nawet się na niego oglądać. I tak musiał się uczyć do egzaminów, dlatego nie miał absolutnie za złe, że koniec końców rodzice zdecydowali się na odmienne niż zwykle spędzenie świąt. Domyślał się, że gdyby poprosił, zostaliby, ale nie zamierzał absolutnie tego wykorzystywać. Zarówno mama jak i tata potrzebowali spędzić trochę czasu wspólnie, szczególnie, że byli zapracowanymi osobami. Zresztą wizja spędzenia kilku dni w Szkole Magii i Czarodziejstwa oznaczać mogła tylko jedno - nowe doświadczenie, a co za tym szło również i przygody, niespodziewane zwroty akcji i znajomości, których wcześniej nie było możliwości zawiązać. JD jeszcze nigdy nie został w Hogwarcie na ten czas, dlatego pod pewnym względem był wyjątkowo zaintrygowany tym jak miała się ów przerwa odbywać. Przecież uczniowie wracali z powrotem do szkoły dopiero po Nowym Roku, dlatego Vane miał mieć prawie dwa tygodnie na zapoznawanie się z sytuacją. Było to ciekawe doświadczenie, szczególnie że nie miał być sam - młodszy o sześć lat Jeremy także pozostał w dormitorium, stając się poniekąd cieniem starszego kolegi. Chodził krok w krok za Krukonem, niemalże się do niego przyklejając. Jaydenowi nie przeszkadzało jego towarzystwo, dlatego pozwalał mu na chodzenie za sobą przez całe dnie. Prócz nich zostało jeszcze parę osób z Ravenclawu, jednak były to same uczennice, które miały inne plany niż zajmowanie się młodszym kolegą. Wszystkie jeszcze spały w bożonarodzeniowy poranek, gdy zarówno Jeremy jak JJ zabierali się za odpakowywanie prezentów. Różowych pakunków nawet nie ruszali, wiedząc doskonale, że nikt przecież nie spakowałby w podobny papier podarunku dla któregoś z ich dwójki. A przynajmniej tak twierdził pierwszoklasista i Vane nie zamierzał się z nim kłócić. Jego prezenty zazwyczaj były obklejone ciemnoniebieskim materiałem z motywami astronomicznymi, bo jakimi innymi? Dość sporym zaskoczeniem było odkrycie dziwnego przedmiotu, o którym nie miał większego pojęcia. Przyglądał mu się przez dobrą chwilę, jednak nic nie przychodziło mu do głowy do czego mógł służyć. W pewnej chwili przez głowę Jaydena przemknęła myśl, że to wcale nie jest prezent dla niego, dlatego przeszukał pudełko w poszukiwaniu jakichś wskazówek. Znalazł małą karteczkę z pięknie wykaligrafowanym imieniem Pomona, a niżej widniał napis, który postawił więcej pytań niż odpowiedzi.

Kochanie, nie zapomnij, że od teraz jesteś już kobietą. Kocham, Mamusia.

- To dla dziewczyn - rzucił Jeremy, patrząc na przedmiot trzymany przez starszego kolegę z wyraźnym niesmakiem wypisanym na twarzy. - Mam trzy starsze siostry - dodał jakby to miało cokolwiek Vane'owi powiedzieć. Chłopiec szybko zajął się swoimi pakunkami, najwidoczniej nie zamierzając mówić nic więcej.
- Najwidoczniej ktoś się pomylił - Jayden nie wyglądał na specjalnie zdegustowanego, wzruszając ramionami i podnosząc się z ziemi, by pójść po płaszcz. Jeśli prezent trafił w jego ręce, oznaczało to, że jego właścicielka również znajdowała się na terenie Hogwartu. Skrzaty roznoszące podarunki miały wystarczająco dużo obowiązków, a podobny materiał opakowania mógł je zwyczajnie zdezorientować. Jedyną niedogodnością, którą odczuwał w tamtym momencie Vane, był fakt, że odpakował cudzą własność. Miał nadzieję, że ta cała Pomona nie miała mieć mu tego za złe. - Pójdę jej poszukać - oznajmił krótko, obowiązując szyję szalikiem w kolorach swojego domu.
- Nie brzydzi cię to? Fuj - mruknął jeszcze pod nosem Jeremy, zanim ruszył śladem starszego Krukona. Bo jakżeby inaczej. Zabrał jeszcze ruszającą się figurkę rycerza - najwidoczniej wizja zostania sam na sam ze zgrają dziewczyn nie oznaczała dla niego niczego dobrego. Jay nie widział w tym nic złego, jednak jego pojmowanie niektórych spraw diametralnie różniło się od reszty rówieśników. Żałował przez moment, że nie było przy nim Wilsona ani Evey czy Cyrusa. Mogliby mu pomóc, ale musiał radzić sobie sam.
- Hej, znasz może Pomonę? - Nie wiedział, ile razy zadawał to samo pytanie przypadkowo spotkanym osobom na korytarzu, w dormitorium, aż w końcu trafił na resztki ocalałych po świątecznym śniadaniu uczniów. Liczył na to, że tam właśnie znajdzie poszukiwaną, która pozostawała postacią zagadkową, wręcz legendarną. Szukał jej wszak cały poranek i nikt nie mógł mu dać żadnej konkretnej wskazówki. Dopiero gdy trafił na Puchonów, jeden z nich zaśmiał się krótko, ale szybko się uspokoił, patrząc na sporo wyższego Krukona. - Pomona Sprout z Hufflepuffu? Powinna być gdzieś przy szklarniach. Rozpoznasz ją, bo ma duże... No, rozpoznasz ją - rzucił krótko nim umknął wraz ze swoimi kolegami za drzwiami Wielkiej Sali. JJ zastanawiał się o co chodziło, ale nie zajmowało to mu myśli zbyt długo, bo w końcu dostał wskazówkę. Miejsce zdawało się dość konkretne, a sali z zielarstwa nie wspominał zbyt dobrze. Był totalną fajtłapą z tego przedmiotu, a negatywy jakimś dziwnym trafem zapamiętywało się najlepiej. Chociaż nie mógł narzekać, bo nauczyciel był wspaniałym człowiekiem. To ten przedmiot był taki... Inny. Zbiegając po schodach prowadzących do szklarni, Vane myślał jednak nie o swoich porażkach, a o tym, że bardzo chciałby spotkać tam dziewczynę, której prezent wylądował pod jego choinką. Gdy tylko zobaczył grupkę Puchonek, miał nadzieję, że jedną z nich będzie ów poszukiwana dość nagminnie Pomona. Nie miał pojęcia jak miał ją rozpoznać, ale liczył na to, że nie będzie musiał specjalnie się z tym trudzić.




I could be a wolf for you
I could put my teeth on your throat. I could growl. I could eat you whole. I could wait for you in the dark. I could howl against your hair.
Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
Pomona Sprout

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 https://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 https://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 https://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 https://www.morsmordre.net/t3831-skrytka-bankowa-nr-838#71331 https://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
Zawód : nauczycielka zielarstwa
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona

bywają noce
gdy wilki milczą i tylko
księżyc wyje



OPCM : 25
UROKI : 11
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Grudzień 1943 Empty
PisanieTemat: Re: Grudzień 1943   Grudzień 1943 I_icon_minitime27.02.19 14:44

Święta. Kocham święta! Są magiczne, pełne pyszności przygotowywanych przez wszystkie Sproutówny dzielnie pomagających mamie w kuchni, mocy najserdeczniejszych życzeń oraz białego, miękkiego śniegu! Kiedy my pieczemy kolejne pierniczki, tata z braćmi idą do lasu po największą i najpiękniejszą choinkę, którą później wspólnie ubieramy. Dlatego zawsze wygląda jak ofiara mikstury buchorożca. Wszyscy zakładają ozdoby na raz, tak jak im pasuje, bez pomyślunku, składu i ładu, dlatego wielkie, zielone drzewko jest symbolem rodzinnego chaosu. Z jednej gałęzi zwisają tysiące bombek - bo przecież Sproutów jest co niemiara i każdy chce mieć czynny udział w strojeniu choinki. Czasem zastanawiamy się z mamą jakim cudem roślina jest w stanie przetrwać do nowego roku, ale tatko zawsze śmieje się, że to prawdziwa magia miłości utrzymuje ją przy życiu. Ja mu wierzę, bo mam najmądrzejszego tatkę na świecie i na zielarstwie zna się jak nikt inny!
Niestety, w tym roku nie poczuję prawdziwie świątecznej atmosfery. To znaczy czuję, ale nie tak rodzinnie. Chodzi o to, że moja przyjaciółka Amy nie może wrócić do domu, bo stała się u niej straszna tragedia. Wszyscy pojechali na pogrzeb bliskich krewnych, ale nie chcieli biednej dwunastolatki targać na tak smutne wydarzenie właśnie w okresie prawdziwej szczęśliwości. Kilka innych dziewcząt również zostaje w Hogwarcie, więc napisałam do mamy taki długi i wyczerpujący list, że przecież nie mogę w tych ważnych dniach opuścić mojej drogiej koleżanki. Mama jak to mama, zmartwiła się bardzo, ale dosłała nam całą masę lukrowanych pierniczków na osłodę trudnych czasów jakie nastały. Nie przyjmując do wiadomości, że pod okiem skrzatów nie mamy szans być głodne. Wstyd się przyznać, ale gdyby nie współczucie dla mojej kochanej kumpeli, to pewnie zjadłabym je wszystkie sama. Nie dlatego, że nie lubię się dzielić - po prostu kocham mamine ciasteczka, nic na to nie poradzę. Zawsze czekam na nie z zapartym tchem, nierzadko podjadając podczas wspólnego pieczenia. Jestem trochę niedobrą córką.
Uczta była przewspaniała, chociaż bardzo kameralna. Niewiele osób zostało w tym roku w Hogwarcie, nas puchonów było chyba najwięcej. Nie przejmowałam się tym jednak, spędziłam wspaniale czas w towarzystwie cudownych koleżanek, z którymi wymieniłyśmy się symbolicznymi prezentami i ciepłymi życzeniami. Pozostaje już tylko pójść spać i poczekać na podarki od Świętego Mikołaja…
Tak jak zwykle nie przejmuję się otrzymanymi pakunkami, doceniając możliwość bycia z najbliższymi, tak w tym roku… no nie jestem zachwycona. Pudełko jest pięknie zapakowane, w niebieski, lśniący papier pełen migających gwiazdek, ale w środku oprócz słodyczy jest też kawałek ubrania. Kolorowego, wesołego, ale nie mogę zidentyfikować do czego służy. Oglądam je raz po raz, aż w końcu rozumiem - przecież dojrzewam, przestaję być dziewczynką, a staję się kobietą. Potrzebuję biustonosza, to naturalny proces. Jednak jego założenie okazuje się trudniejsze niż przypuszczałam i potrzebowałam wprowadzić kilka przeróbek, ale wreszcie się udało. To właśnie wtedy poczułam dumę i zadowolenie.
Dlatego kiedy siedzimy następnego dnia w szklarni to jestem uśmiechnięta i wesoła, ale nie zdradzam koleżankom co takiego dostałam od rodziców, niech popuszczą wodze wyobraźni! Byle nie teraz, gdyż jesteśmy tu w celach naukowych. - … i chodzi o to, że musicie podkopać te cebulki do połowy, żeby mogły zapuścić korzenie w ziemi, ale też żeby z łatwością wyskoczyły jak osiągną już dojrzałość - wygłaszam nauczycielskim tonem pełna zadowolenia, że tyle wiem o roślinach. To zasługa mojego kochanego tatki, on wie o nich wszystko. A ja chcę dzielić się tą wiedzą z innymi. Niestety ciąg dalszy przerywa wtargnięcie… dwóch chłopców. Marszczę niezadowolona nosek i słyszę ciche szepty oraz chichoty moich koleżanek. Wyraźnie zawstydzonych. Ja z kolei wstaję i podchodzę do dwójki uczniów pewnym siebie krokiem, w końcu mam braci, więc żadni chłopcy mnie nie wystraszą. W razie czego umiem gryźć i kopać po kostkach! Bo jednak chłopcy to straszne urwisy są, trzeba umieć się bronić. - Coś się stało? - pytam dwóch, jak się okazuje, krukonów stojących w drzwiach. - Profesor Beery zapewnił nas, że szklarnie są dzisiaj wolne - dodaję, sądząc, że przyszli tu w celach naukowych, tak jak my. W zastanowieniu drapię zmarszczony nos, przez co zostawiam na nim smugi ziemi; nie znajdują się one zresztą tylko tam, grzebanie w gruncie to brudna praca, więc na pewno mam jeszcze plamy na brodzie i ubraniu. Nie przejmuję się tym. Zamiast tego na pucołowatej twarzy pojawia się stonowany, zachęcający do zwierzeń uśmiech.





( i need your teeth )
in me, slow and vicious, to tell me my armor is just skin, bones, only bones


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#214545
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I don't care what nobody says
We're gonna have a baby
People call us renegades
Because we like living crazy
OPCM : 31
UROKI : 20
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Grudzień 1943 Empty
PisanieTemat: Re: Grudzień 1943   Grudzień 1943 I_icon_minitime09.03.19 20:53

Nie wiedział, kogo miał szukać. Nie wiedział jak miał niby poznać tę Puchonkę. Jedyne co znał to jej personalia i schowany w kieszeni prezent, który miał być przeznaczony dla jej oczu. I tylko dla jej. Tak się jednak nie stało, stąd też poszukiwania miały trwać aż do momentu, w którym pełnoprawna właścicielka nie miała rozpoznać pisma matki i nie stwierdzić, że właśnie do niej kierowana była ów paczka. A przy okazji nie rozgrzeszyć nieuważnego Krukona. Jay czuł się winny, że odpakował podarek nieprzeznaczony dla niego, jednak nie mógł wiedzieć, że akurat w tym roku, akurat w stosunku do niego skrzaty zwyczajnie się pomylą i nie będą zorientowane do kogo ów paczka była zaadresowana. Musiał przyznać, że nigdzie nie widniało wyraźnie zaznaczone imię. Być może zmylił je papier? W końcu co roku dostawał w bardzo podobnym opakowaniu i stąd ta cała pomyłka, chociaż Vane dalej wałkował w głowie swoją własną winę. Zupełnie jakby miało mieć to jakieś znaczenie po fakcie dokonanym. Owszem, mógł nie odpakowywać prezentu. Ale czy był jasnowidzem, który przewidziałby podobne zdarzenie? Otóż nie. Musiał się więc pogodzić z faktem, że szukał nieznanej sobie uczennicy, by sprezentować jej prezent, który winna była dostać tego ranka. Oddanie czyjejś własności stało się nagle niesamowicie ważne, a istotność całej sprawy urosła do wielkości wieży astronomicznej.
Schodząc w kierunku krużganków i szklarni, mógł dostrzec już grupkę uczennic, które ożywione o czymś rozmawiały. Trochę żałował, że obecność jego i Jeremy'ego miała im przeszkodzić w wymienianiu wiadomości z poranka świątecznego, jednak była to konieczność. W końcu istniała spora szansa, że właśnie tam znajdowała się poszukiwana przez niego osoba. Chciałby, żeby tak właśnie się stało. Z pewną ulgą zarejestrował, że w jego stronę szła jedna z siedzących nieopodal szklarni młodych czarownic. Może wiedziała, gdzie znajdowała się jego zguba. Uśmiechnął się lekko speszony na powitanie, ale zaraz przypomniał sobie o swojej misji. - To nie chodzi o to - zaczął, przejeżdżając dłonią przez nieład, który miał na głowie. - Szukam... - rzucił, ale zaraz poczuł ciągnięcie za rękaw młodszego kolegi. - Nie teraz, Jeremy - mruknął, machając ręką na Krukona, znów wracając spojrzeniem na uczennicę przed sobą. Była raczej w odpowiednim wieku na drugą klasę. Do tego należała do domu borsuka. Musiała wiedzieć. Po prostu musiała i koniec. - Szukam Pomony. Mam coś dla niej. Znaczy... Jej... Mam jej coś do przekazania... Oddania. No, mam po prostu coś jej. Wiesz, gdzie ona jest? Mówiono mi, że znajdę ją właśnie tutaj. - Słowa uciekały z ust przyszłego astronoma, gdy próbował jakoś wprawnie przekazać informacje, które miał w głowie. Nie było to jednak takie proste, szczególnie że na śniadanie uraczyli ich świątecznym ponczem. Z dnia poprzedniego. Ciężar niesionego w kieszeni pudełeczka sprowadził go na ziemię. - Mówiono mi, że ją poznam, ale... - urwał, odnajdując spojrzeniem lekkie zabrudzenia na twarzy młodszej koleżanki. Najwyraźniej nawet i podczas przerwy od zajęć zielarki uwielbiały zajmować się roślinami zostawionymi przez nauczyciela. Sam nigdy nie potrafił odnaleźć wspólnego języka z zielarstwem. A to jakaś mandragora go dziabnęła, a to figa uciekła i musiał ją gonić przez cały zamek... Były to zabawne zajęcia, ale talentu to do nich nie miał. Dobrze jednak było widzieć, że inni potrafili się w tym odnaleźć. - Mówiono mi, że rozpoznam pannę Sprout, ale coś mi się nie udaje. Nie wiem po czym miałbym ją rozpoznać. Powiedziano mi tylko, że znajdę ją właśnie tutaj. Powiesz mi, która to? - dopytał, przejeżdżając spojrzeniem po koleżankach odważnej Puchonki jakby miał zgadnąć. Zaraz jednak wrócił uwagą do samej zainteresowanej, czekając na jej odpowiedź.




I could be a wolf for you
I could put my teeth on your throat. I could growl. I could eat you whole. I could wait for you in the dark. I could howl against your hair.
Powrót do góry Go down
 

Grudzień 1943

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19