Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Lada
AutorWiadomość
Lada [odnośnik]10.02.19 18:18

Lada

-
Miejsce, w którym można zapłacić za słodycze lub złożyć zamówienie. Jest odgrodzone od reszty sklepu drewnianą ladą, za którym zawsze stoi jakiś pracownik. Na ladzie znajduje się waga oraz część pustego blatu, po bokach jednak zawsze dostrzec można świeże wypieki przygotowywane na miejscu, skryte oczywiście pod szklanymi pokrywkami do czasu aż ktoś nie zdecyduje się zamówić kawałka lub dwóch.


Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:32, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Lada Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Lada [odnośnik]11.02.19 16:09
Był tu już kilka razy przed zakupem, jednak to zdecydowanie nie było to samo. Wtedy nic nie było pewne. Rany, nadal nic nie jest pewne, ale staje się takie namacalne i realne! Z tym poczuciem, wrażeniem, że jego życie właśnie bardzo się zmienia, obładował Roratio wszystkimi tobołkami, jakie do tej pory nieśli we dwóch (powstała trochę choinka bożonarodzeniowa, tylko zamiast choinki Rurek, a zamiast bombek narzędzia, puszki i inne bzdury) i wygrzebał w końcu klucz. Z lekkim dreszczem emocji wsunął go do dziurki w drzwiach i przekręcił, wchodząc zaraz do środka. Zaaferowany tym, że po raz pierwszy stoi wewnątrz SWOJEGO lokalu trochę zapomniał o biednym Prewettcie, zajął się za to szczerzeniem zębów do ścian i dopiero dźwięk jakiegoś chyba młotka spadającego mu o ziomeczku przypomniał.
- A! - odezwał się, odwracając się i na Rurka patrząc, zaraz zdjął z jego ramienia torbę, która chyba najmocniej go unieruchamiała, bo gdyby mu na stopę zleciała to byłby ból, a w sumie to wisiała na brzegu tego ramienia i zabrał kilka innych bzdur dopiero na Rurka narzuconych, łaskawie sprawiając że ten zaczął odzyskiwać możliwość poruszania się. Prawie jak rzeźbiarz który sprawia, że jego marmur może się ruszać!
Eh, za dobry humor dziś ten Bott ma.
- Widzisz to wszystko? - wrócił zaraz do paplaniny, bo w sumie to po drodze paplał już prawie bez przerwy i bez opamiętania, ale co poradzić kiedy tyle emocji jest w jednym człowieku. - Znaczy ja wiem, narazie białe ściany, ale co tu będzie? - postawił puszki z farbą pod jedną ścianą, miotły zaraz też postawił żeby od razu zaczęły zamiatanie, narzędzia, elementy mebli do poskręcania które dali radę zabrać i wszystko, w sumie to mogło wyglądać jakby na wszystko miał właściwe miejsce, ale on po prostu kładł gdzie popadnie, byle szybciej zabrać się za roboty i kompletnie nie wiedział od czego zacząć. Z Ruderą było tak samo, kiedy wszedł do zapadłej, śmierdzącej pleśnią ruiny, która wyglądała jakby stanięcie na jakiejś desce miało wiązać się z upadkiem co najmniej piętro niżej i cieszył się, że zrobi sobie z niej dom. I w sumie to zrobił. Choć trwało to długo, a tutaj nie miał aż tyle czasu, trzeba zacząć zarabiać tak poza ciągłym ładowaniem kasy w ten biznes. - Tu będzie cała ściana w półkach, to te drewniane dechy co u mnie pomniejszaliśmy, jak się powiększą, zamontujemy je tutaj i poprzecznie wbijemy szafki na małych podporkach. I tu będą kolorowe cukierki, fasolki, lizaki i wszystko na wagę i w ogóle. - stwierdził, a jak mówił, jego ręce latały w gestykulacji jeszcze bardziej pozbawionej kontroli niż zazwyczaj, radzimy nie zbliżać się bardziej niż na metr, mają zadziwiające pole rażenia. - A na tych ścianach po bokach od tego będzie ta tapeta co ją Gwen malowała. Więc możemy zacząć od naklejenia jej, po prawej dwa pasy, tak do drzwi, po lewej tylko do okna. Choć w sumie to lepiej najpierw pomalować co ma być malowane. - dodał i w końcu spojrzał na swojego towarzysza - W sumie to wolałbym żebyś trzymał pędzel niż młotek. - przyznał w końcu, bo ufał przyjacielowi i wierzył w niego, ale nie był przekonany połączeniem szlachcic-młotek w sumie. To może lepiej pomalować i pokleić, a z półkami poczekać. To w sumie i tak najlogiczniejsza kolejność!
Tak zadecydowawszy, ruszył zaraz po folię i zaczął ją rozkładać na podłodze pod ścianami.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Lada Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Lada [odnośnik]31.03.19 1:45
14.11.56r


Bertie nie mógł usiedzieć w miejscu i chyba było to widać. Od samego rana tu siedział, ustawiał, lekko przestawiał meble, pakował kolejne rzeczy, ostatecznie zabrał się za rozkładanie słodyczy na półkach kiedy wszystko było gotowe. Na szczęście nie sam - było tego mnóstwo, a przecież jeszcze musi upiec świeże babeczki, ciasta i ciasteczka do części kawiarnianej. Musi zacząć z pompą, więc nie może jutro niczego brakować!
- Neala! Dobrze, że jesteś. - odezwał się na widok rudej dziewczynki, kiedy ta weszła do cukierni, wpuszczając tym samym trochę świeżego, deszczowego powietrza. Bott podleciał na swojej miotle na chwilę w jej kierunku, nie przeszkadzając jednak, bo niechże się dziewczę rozpłaszczy. - Jak masz ochotę to zrób sobie coś do picia, są już różne herbaty i gorąca czekolada. - dodał zaraz, wskazując na miejsce za kasą, które pewnie już znała, jednak dzisiaj nabrało pełnego zaopatrzenia. Zaraz jednak sam wrócił do piernikowych sów, które w ich opakowaniach - klatkach porozwieszał na haczykach dostosowanego stojaka. - Porozkładasz kasztanowe ludziki? - Dodał zaraz potem, wskazując małe opakowanka ze słodyczami które wyglądały jak ludziki z kasztanów i wykałaczek. - Tylko uważaj, jeśli zaczną tańczyć to się ich nie uspokoi. W sensie muszą mieć podomykane opakowania od góry na pewno, zwróć na to uwagę. - poprosił ją jeszcze, bo te ludziki to miały w sobie masę energii, ale lepiej żeby się nią nie dzieliły z półką na którą będą stały bo jeszcze wszystkie pospadają. Sam Bertie podleciał z powrotem do wielkiej tuby z Fasolkami Wszystkich Smaków i wsypywał kolejne porcje tychże smakołyków.
Zlatywał, kręcąc się lekko. I był radosny i wesoły, bo hej! Wszystko zapowiadało się świetnie. Było kolorowo, półki szybko się zapełniały, choć to na pewno zajmie im jeszcze chwilę, trzeba posprzątać, a potem on zniknie w kuchni.
- Ciekaw jestem, jak to będzie jutro wyglądało. - przyznał, bo chyba nie da rady rozmawiać dziś o czymkolwiek innym. Jutro jest TEN dzień. Drzwi lokalu wreszcie się otworzą, wszystko się zweryfikuje, biznes ruszy lub pozostanie niezauważony. Bott wsypał kolejny słój fasolek do tuby na nie i zaczął ten słój podrzucać, zdecydowanie ma dzisiaj za dużo energii w sobie. - Czy faktycznie przyjdą ludzie. I w ogóle. Planowałem zrobić coś na zasadzie promocji z bańkami cukrowymi na Pokątnej, ale w tym deszczu raczej nie będą się niestety unosiły. - dodał trochę zawiedziony tym, że pogoda z nim nie współpracuje, choć no - co poradzić! I tak będzie świetnie.
Prawie upuścił słoik, podrzucając go znowu, więc odstawił go w końcu i sam podleciał do witryny. Jedna z dwóch witryn miała być zajęta słodyczami związanymi z quidditchem, więc zabrał się za rozwieszanie jej w taki sposób, żeby piłki latały między sobą, ale nie mogły wydostać się poza witrynę. Niestety jednak cynamonowy kafel mu uciekł, dopadł Nealę i zaczął ją uderzać, czy raczej stukać, bo był w końcu tylko cynamonowym ciasteczkiem i nie miał za dużej mocy oczywiście. Zaczepiało po prostu, żeby je zjeść.
- Muszę popracować nad tą witryną, żeby z niej nie uciekały.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Lada Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Lada [odnośnik]10.04.19 21:31
Pierwsza praca.
Pierwsza p r a w d z i w a praca.
Znaczy, to nie tak, że to, co robiłam u pana Celeba wcale nie było prawdziwą pracą. Ale tam to na początku chodziłam z przyzwyczajenia i chęci - a potem pan Celeb zostawił mnie na dzień idąc coś załatwić i zapłacił chociaż w sumie się na to nie umówiliśmy. Ale to było nawet miłe. A tutaj, no trochę inaczej było. Bo w sumie trochę jednocześnie się bałam - że sobie nie poradzę i w ogóle - a i znów ekscytowałam - bo jak mogłabym nie? Nawet zimno mi nie przeszkadzało, chociaż ja rzadko kiedy się na coś skarżyłam. Weszłam do cukierni i od razu doszedł do mnie głos pana Bertiego. Znaczy, Bertiego. Uśmiechnęłam się promiennie ściągając płaszcz z ramion.
- Oh, panie Bertie. Znaczy, Bertie. Herbata to coś, co z pewnością ukoi moją duszę. - zawyrokowałam, w podskokach ruszając za ladę za którą zabrałam się za robienie sobie ciepłego napoju. Może i zimno mi nie przeszkadzało, ale zdecydowanie doskwierało. Wszystko wyglądało dokładnie fenomenalnie! I to była prawda najprawdziwsza. Zerknęłam w kierunku pudełek, które wskazał i klasnęłam w dłonie.
-Och, z największą przyjemnością. - zapewniłam solennie mojego nowego szefa i ruszyłam we wskazanym kierunku. - Już moja w tym głowa szefie, żeby żadne biodrami nie wzięły i wymachiwać nie zaczęły. - rozszerzyłam oczy w zdumieniu i zakryłam usta w zdumieniu na ten rym, co wziął i z ust mi wypłynął. Zaśmiała się też lekko i opuściłam dłoń ustawiając się przy kasztanowych ludzikach zaczynając je układać wedle rozporządzenia które dostała. No i oczywiście sprawdzając dokładnie, czy te wieczka zamknięte były. Bo no nie chcieliśmy żadnej słodkiej imprezy przed czasem.
- Oh, będzie genialnie. - powiedziałam odkładając sprawdzone pudełko. Biorąc następne do dłoni. - Ge-nial-nie. - powtórzyła oglądając kolejne opakowanie dokładnie i układając je ze starannością. - A nie da się rzucić jakiegoś zaklęcia chroniącego przed deszczem? No na obszar przed cukiernią. - zapytałam unosząc błękitne spojrzenie na mężczyznę. Bo w sumie to czytałam o takim kiedyś, co przed warunkami pogodowymi chronić miał ale sama nigdy go nie rzucałam, więc no pewności brak mi było co do tego. Skupiona na opakowaniach nie zauważyłam jaką to wojnę prowadzono z witryną. Dopiero gdy coś obiło się o mnie zdziwiona uniosłam wzrok i spojrzałam na ciastko w kształcie kafla.
- I niesfornością łakoci. - zaproponowałam uśmiechając się i łapiąc w piegowate dłonie. Spojrzała na nie i przekręciła głowę. - Na jakiej zasadzie one wiedzą? - zapytałam w sumie ciekawa. Bo skąd to ciastko wiedziała żeby uderzać we mnie z nie w ścianę? Bo ściana w sumie też blisko była.


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Lada [odnośnik]12.04.19 0:22
Neala miała w sobie entuzjazm, który już przy pierwszym spotkaniu przypadł Bertiemu do gustu. To coraz rzadsza cecha, zdolność cieszenia się drobnymi rzeczami. Może to kwestia jej wciąż bardzo młodego wieku, może jednak panience Weasley dane będzie z tego nie wyrosnąć. Takich osób brakowało, więc i Bott miał taką nadzieję.
Zatrzymał się przed witryną na swojej miotle, kiedy dziewczyna robiła herbatę i usiłował to jakoś opanować. Dużo już było zrobione, jednak Bott czuł jak czas właściwie ciągle go nagli, tyle drobiazgów w końcu jeszcze zostało! Zaraz jednak uśmiechnął się szeroko, kiedy w końcu ktoś zamiast niego zaczął wyrokować radosną przyszłość. Zuch dziewczyna.
- Hmm... - Spojrzał na widok za oknem. Nie był przekonany co do naturalności tej ulewy. Od długiego czasu chyba nikt nie był, a jednak Bertiemu do tej pory nie przyszło do głowy by sprawdzić czy proste caelum zadziała. Coś w głowie podszeptywało mu, że to mało prawdopodobne, jednak co właściwie szkodzi spróbować? - Caelum - odezwał się zaraz. - Zaklęcie które chroni przed zjawiskami atmosferycznymi. Tylko nie wiem czy będzie wystarczająco silne. Ale masz rację, spróbuję jak skończę z wystawką.
Kafel mu uciekł, ale udało mu się zatrzymać resztę. Znicz złapał już całkiem regularną trasę. Okej. Jeszcze chwila.
- Wiesz... każdy słodycz działa trochę inaczej. Jest inną mieszaniną wypieku i magii. - Coś się w nim zmieniało, wychodziło na wierzch. Bott na prawdę lubił to co robił, lubił kombinować, sprawdzać, szukać sposobów. - Z tłuczkami był problem, bo z początku po prostu chaotycznie latały, ale pomyślałem że gdyby zaczęły wyczuwać ruch, nabrałoby to większego sensu.
Każdy słodycz przeszedł przez jakąś fazę, jakieś testy, próby, od pomysłu zawsze trzeba było sporo czasu aby dana rzecz nadawała się do sprzedaży. Dlatego Bott był tak mocno styrany przez ostatni miesiąc, a jednocześnie dlatego miał w sobie tak wiele entuzjazmu.
- W każdym razie sposobem na tłuczki okazało się proste zaklęcie wykrywające ruch, jakie jest wykorzystywane jako część składowa niektórych zaklęć ochronnych - wyjaśnił w końcu, bo może i samo zaklęcie było całkiem proste, ale znalezienie go to była prawdziwa mordęga. Szczególnie, że nadal tak na prawdę uczył się szperania w magii i rozkładania zaklęć czy przedmiotów na czynniki pierwsze. Im dalej w numerologię jednak wchodził - a ta była do tego celu cholernie przydatna - tym lepsze rzeczy z niej wyciągał. - Zaatakował cię bo mówiłaś akurat, kiedy mi uciekł.
Na jego twarzy znowu pojawił się szeroki uśmiech, kiedy nakładał barierę ochronną na witrynę. Słodycze nie powinny z niej już uciekać, ale jednocześnie dzieciaki nie powinny wsadzać w nią rąk. Odsunął się na moment żeby popatrzeć na swoje dzieło - tort w formie stadionu do quidditcha, nad nim latające piłki, bramki, wszystkie elementy, zadbał nawet o postaci na trybunach i wychodzące na murawę drużyny które rozpoczną swój mały pseudo meczyk z chwilą otwarcia.
- Masz jakąś pasję?
Spytał tak ni z tego ni z owego, ale w sumie skoro młoda dziewczyna zbiera pieniądze to najpewniej na naukę czegoś co ją pociąga. Tak przynajmniej mu się zdawało - dach nad głową i jedzenie w końcu ma, znając Brendana w to akurat nie wątpił.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Lada Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Lada [odnośnik]08.06.19 11:32
Byłam podekscytowana tym wszystkim, co się działo. A właściwie to tym, że ktoś w ogóle chciał, żebym wzięła i pracowała dla niego. Znaczy, pan Celeb wcześniej chciał, ale to bardziej samo wyszło, bo sama tam wcześniej przychodziłam. I byłam i robiłam rzeczy. A tutaj. Tutaj przyszłam ale nie tak do końca sama. Znaczy sama przyszłam, ale od razu wiedziałam, że pracować będę. Jeszcze Brendanowi nie powiedziałam, ale miałam nadzieję, że raczej się ucieszy niż zły będzie tak jak po tym, jak pana Matta do domu wpuściłam.
- Moja mama zawsze mówiła, że czasem najprostsze rozwiązania najskuteczniejsze są. Dlatego wielu je pomija, sądząc, że to coś tak łatwego nie może zadziałać tak dobrze. Staram się o tym nie zapominać. - podzieliłam się z nim spokojnie, oglądając kolejne pudełko i odstawiając je na miejsce. Może ktoś uznałby to za monotonne, czy jakieś nudne, ale mnie sie podobało zwracanie uwagi na szczegół. Na to, by jedna rzecz składająca się na większą całość nie zepsuła całkiem wszystkiego. Wzięłam kolejne pudełko. Trzymałam w rękach kolejne pudełko, ale uniosłam wzrok, zatrzymałam je na Bertiem, który zaczął mówić i zmarszczyłam lekko brwi. Mieszanina wypieku i magii? Nie umiałam sobie jakoś tego całkiem wyrazić. Ciastka mojej mamy nie skakały i nie tańczyły. A też były smaczne i słodkie. Przekrzywiłam lekko głowę spoglądając na niego.
- A gdybym stała nieruchomo mówiąc, to też by do mnie poleciał? - zapytała ciekawa. Bo w sumie ruszające się słodycze może nie były nowością, ale mechanika ich funkcjonowania już tak.
- Pasję? - powtórzyła po nim, odkładając na chwilę pudełko i unosząc dłoń do rudych włosów. - A można tylko jedną mieć? Bo w sumie to nigdy się nie zastanawiałam nad tym. Ale chyba nie jest tak, że tylko jedną rzecz kocham, a drugiej wcale. Wszystko trochę fascynujące potrafi być. Poza eliksirami. - zmarszczyłam brwi. - Eliksirów jakoś nie potrafię zrozumieć. - przyznałam wzdychając ciężko. Jakoś nie rozumiałam tego wszystkiego. Niby podobne do gotowania, które mi świetnie wychodziło - a jednak całkowicie inne. Wzdrygnęłam się lekko na myśl o szczurzym ognie.


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Lada [odnośnik]20.06.19 19:38
- Mamy to z reguły są mądrzy ludzie, warto pamiętać takie rady. - stwierdził na stwierdził, a na jego twarzy pojawił się szerszy uśmiech. Jego mama też dawała mu wiele rad. Nie skacz z tego dachu, połamiesz się, czy na przykład jeśli kiedykolwiek wylądujesz w Azkabanie, policzę się z tobą. No, w tym drugim to rada jest bardziej ukryta, ale jest. I wszystkie jej rady są cenne i mądre, choć Bertie czasami chciałby umieć słuchać ich tak dobrze jak teraz Neala swojej mamy.
Zerknął jak dziewczynka przygląda się opakowaniom, zaraz jednak wrócił do własnego zajęcia, dopracowując wystawkę, poprawiając kolejnych graczy i pilnując piłek.
- Mhmm. - mruknął pod nosem, kiedy temat obrócił się w kierunku cukiernictwa. - To był trudny słodycz, bo nie mógł szukać jakiegokolwiek ruchu, miał kierować się przede wszystkim na ludzi i najlepiej w okolicę ust. - wyjaśnił zaraz nastolatce problematykę tego konkretnego wyrobu. - Dlatego rozpoznaje ich ruch. - dodał z dumą, bo to naprawdę było nielada osiągnięcie żeby ciastko tak działało. Rozmawiał nawet z uzdrowicielem o anatomii i eliksirach, szukając czegokolwiek na tyle charakterystycznego by nakierować słodycz w tym kierunku.
W końcu zostawił wystawkę. Wyglądała całkiem dobrze. Rozejrzał się dookoła, trochę nie wiedząc w co powinien teraz wsadzić ręce, bo roboty było nadal szalenie wiele. W końcu zabrał się za rozkładanie piernikowych sówek na zaplanowanej wcześniej półce.
- Jasne, że nie. - pytanie Weasleyówny wywołało na jego twarzy nowy, odrobinę szerszy uśmiech. W sumie to duża ilość zainteresowań jest naturalna, a jakiś jeden kierunek lub kilka ale konkretniejszych dopiero z czasem trzeba wybrać na swoją drogę. - Zgadzam się. Eliksiry to koszmar.
Zmarszczył lekko nos.
- Niby to trochę podobne do gotowania, ale jednak ma całkowicie inny charakter. Zawsze mi wszystko albo zaczynało śmierdzieć, albo parowało albo wybuchało. No, raz zrobiłem eliksir który wydawał dziwne dźwięki, jakby syczał na mnie czy coś w tym stylu i moim zdaniem to był znak żeby przestać bezcześcić kociołki.
Rozłożył ręce w odruchu, typowym elemencie swojej gestykulacji i w sumie to duże szczęście, że nic przy okazji nie wywalił. Powinien na prawdę zacząć sobie te ręce wiązać przy rozmowach.
- W sumie jak wygląda twoja nauka? Jesteś poza Hogwartem w końcu. - dopiero jak dziewczyna wspomniała o eliksirach, bardziej pomyślał, że sporo musi sama nadrabiać. - Byłaś w nim w ogóle, czy od początku uczysz się w domu?
Zagadnął jeszcze z ciekawości.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Lada Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Lada [odnośnik]05.07.19 15:21
Uśmiechnęłam się promiennie, na słowa, które wypowiedział pan Bertie. Znaczy Bertie. Tak, zdecydowanie było dokładnie tak jak mówił. Mama, była jedną z mądrzejszych osób, jakie znałam. Tata pewnie też ale jego nie miałam już ani jak ani kiedy poznać. Żałowałam tego czasem, nawet często. Ale wtedy myślałam sobie, że pewnie w jakiś sposób przypominał Brendana i to w nim odnajdywałam jego cząstki.
- Wszystkie pamiętam! - powiedziałam więc szybko, prawie od razu unosząc dłoń i drapiąc nią się lekko po nosie. - Przynajmniej nadzieję taką mam, że je wszystkie pamiętam. - dodałam jeszcze naprawdę na to licząc. Nie chciałam z biegiem czasu zapomnieć tego jaka była, jak smakowały jej potrawy, jakie biło od niej ciepło i mądrość. Brakowało mi jej. Pamiętałam dźwięk jej głosu i zapach ubrań i skóry, gdy przytlała mnie mocno, ale łagodnie jednocześnie i nigdy nie potrafiłam pojąć w jaki sposób potrafi zrobić te dwie rzeczy jednocześnie.
Przeglądałam spokojnie i uważnie kolejne opakowania nie chcąc zawieść pana Botta, który przecież zaufał, że dobrze wykonam zajęcie, które mi powierzył. Pudełko ustawiałam jedno za drugim obok siebie. I brałam kolejne by je dokładnie obejrzeć. Słuchałam też uważnie słów, które wypowiadał w moim kierunku cukiernik będąc pod wrażeniem. Pączka to ja usmażyć umiałam, że już sprawić żeby mówić zechciał, za bardzo nie wiedziałam jak. A co dopiero latanie czy tańczenie. W głowie jakoś zmieścić mi się to do końca nie mogło.
- Oh, a czy jakbym szła, ale nie mówiła to też by był w stanie się nakierować na mnie? - zapytałam zastanawiając się głośno nad słowami, które padły. Sięgnęłam też po jedno z ostatnich pudełek odstawiając je w odpowiednie miejsce.
- Ależ ulga! - powiedziałam pełna błogości i ulgi - Już się bałam, że zdecydować przyjdzie mi zaraz raz i na zawsze. - a tego nie chciałam, bo jeszcze nie byłam pewna co tak naprawdę interesuje mnie najmocniej i najbardziej. Dopiero w zamiarze miałam wziąć i dowiedzieć się tego, a nie już brać i decydować.
- Byłam. - potwierdziłam, odkładając ostatnie z pudełek. Ułożyłam na biodrach dłonie. - Rok pierwszy. Potem Bren powiedział, że źle tam się dzieje i w domu uczyć się będę. - wzruszyłam lekko ramiona i uśmiechnęłam promiennie. - I tak jest od tego czasu. Mam prywatne zajęcia i dużo sama czytam, żeby zadawać pytania potem. - wyjaśniłam spokojnie. Czasem brakowało mi znajomych, ale potrafiłam znaleźć sobie zajęcie. - Co dalej robić? - zapytałam jeszcze, rozglądając się po sklepie.


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Lada [odnośnik]10.07.19 0:19
- Chciałbym mieć twoją pamięć skoro tak. - Uśmiechnął się lekko na potwierdzenie Neali, nie ciągnąc już jednak tematu. Rozkładał kolejne piernikowe sówki, trochę się kręcąc przy tym na miotle i zastanawiając się jak je poukładać. Stresowało go to otwarcie chyba bardziej niż chciał przyznać, trochę za bardzo chciał żeby było idealnie i trochę za bardzo już patrzył na kompletne detale mimo, że w sumie to ogółu jeszcze nie miał. Ale co poradzić, póki co znalazł miejsce dla większych okazów.
- Nie, wtedy dalej by krążył w swoim miejscu. Sam z siebie nie ucieknie daleko od opakowania. - przyznał. Lepiej by było, żeby ciasteczko leciało do ust zawsze i pewnie z czasem tak zostanie dopracowane, obecne rozwiązanie wydawało się jednak Bottowi wystarczające na ten moment. Niech więc póki co pozostanie.
Zielone, większe opakowania powoli znalazły swoje miejsce na niższych półkach, Bott zerknął na Weasleyównę w czasie rozmowy o pasjach i uśmiechnął się przy tym szerzej.
- Masz masę czasu, spokojnie. - masę? Chyba tak. Czas galopuje, temu nie ma sensu zaprzeczać, jednak piętnastolatka ma pełne prawo poszukiwać, czy wręcz dobrze że rozgląda się i szuka czegoś bardziej odpowiedniego dla siebie.
I Bott był pełen podziwu dla tego, że Neala uczy się w domu, bo zajęcia prywatne to jedno, ale zgadywał że sporą część musi sama nadrabiać właśnie w czytaniu. Pomyślał trochę o Clarze, która nigdy nie miała problemów z szukaniem wiedzy na własna rękę, sam jednak był pod tym względem wybiórczy i jak już coś go znudziło w czasach szkolnych to żaden wół go do nauki nie mógł zaciągnąć. Cóż - po szkole przyszło mu niektóre rzeczy nadrabiać.
- Chyba teraz czekają cię SUMy, zgadza się? Będziesz na nie jechała do szkoły? - nie był w sumie pewien w jakiej klasie powinna być Neala, ale jakoś tak mu się wydawało. Zaraz zabrał się za mniejsze sówki.
- Hm. - rozejrzał się zaraz po pomieszczeniu i uniósł na miotle wyżej, żeby lepiej rozeznać się w tym, co jeszcze tutaj mają do rozstawienia.
- Ten kolorowy płyn w buteleczkach, to są Słodkie Bańki. - wskazał na kąt pomieszczenia. - Trzeba im poprzyczepiać kółka do dmuchania i niech będą pod ścianą na tej długiej półce.
Wskazał gestem jedną ze ścian, półka w sumie powinna wystarczyć na to.
- Do której godziny masz dziś czas? - spytał zaraz, bo im więcej kończył, tym bardziej uświadamiał sobie, jak wiele jeszcze trzeba zrobić. Przez myśl mu przeszło, że może tu przenocuje, jednak jutro otwarcie więc jakoś musi się prezentować. No cóż - zabrał się za szybsze rozkładanie opakowań. - Jutro będę cię pewnie potrzebował od rana. Może być spory chaos, właściwie jeśli będzie to będę szczęśliwy. - przyznał wprost. Dużo klientów, dużo ciekawskich to duży chaos. Tak po prostu było. - Chyba najlepiej jeśli zajmiesz się tą częścią sklepu i po prostu promocją. Weźmiesz tackę, powykładasz część słodyczy, będziesz częstować. Możesz po prostu dmuchać bańki. Korzystaj ze wszystkiego co tu będzie.
Stwierdził zaraz.
- U góry będzie dwóch kelnerów i możliwe że będzie im trzeba chwilami trochę pomóc. - przyznał. - Na trochę przed twoim wyjściem ci wszystko pokażę po krótce, powinienem wcześniej ale sama widzisz jak to w tej chwili wygląda.
Tak, że nic nie jest na miejscu, a Bott nie może zrobić nic prócz przyznania że źle zagospodarował czas i przyspieszenia z pracą. Ale da radę - tego akurat był pewien. Nie było tragicznie, a jedynie trochę gorzej niż w tym momencie powinno.
- Przyszłościowo pewnie będziesz głównie stała za ladą, narazie ja się tym zajmę, ale jak będzie luźmiej, przyjdź do mnie to będę ci powoli pokazywał co i jak. Z tym na spokojnie.
Przeszedł zaraz do konkretniejszych informacji, choć tak na prawdę i tak wszystko wyjdzie w praniu - Bertie pamiętał jak zaczynał pracę w cukierni. Nie było to skomplikowane, obserwował co i jak robią inni, kilka razy go Cynthia upomniała, że coś źle trzyma czy takie detale i się wyrobił, Neala pewnie odnajdzie się tu jeszcze szybciej.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Lada Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Lada [odnośnik]16.07.19 0:37
Zaśmiałam się lekko na stwierdzenie które padło z ust mężczyzny układając ostatnie z pudełek w zgrabnej kupce. Wszystkie dokładnie sprawdziłam, bo trochę nie do końca za dobrze by było dać jakąś druzgocącą plamę, gdy dopiero co pracę dostałam.
- Moja mama pamięta, że to co ważne, na zawsze wyryte jest w sercu. - podzieliłam się z nim jedną z kolejnych myśli, które przekazała mi mama już kilka dobrych lat temu. Jednak byłam pewna, że i w tym przypadku, rację miała. Bo ja sama, to co ważne pamiętałam. Czasem zdarzało się ulotne, trudne do uchwycenia, ale później wracało do mnie samo. Spokojnie. Czasem starczyło tylko poczekać. Zamyśliłam się nad kolejnymi słowami, dotyczącymi latających słodyczy i skinęłam lekko głową. Teraz mocniej byłam w stanie zrozumieć ich sposób funkcjonowania, chociaż nadal nie miałam pojęcia jak w ogóle można było coś takiego dokonać. Niby czekoladowe żaby były czekoladowe i same się ruszały, ale nigdy nie pomyślałam, że no ktoś je takimi zrobiłam. Po prostu… takie były od zawsze, prawda?
Zamyśliłam się na kolejne stwierdzenie marszcząc pokaźnie rudne brwi. Wydęłam też usta. Wzięłam wdech i wypuściłam powietrze z ust wzruszając lekko ramionami.
- Właściwie to tak, ale prawdziwie to nie wiem. Muszę w sumie zapytać Brendana. - przyznałam całkiem spokojnie. Właściwie rzeczywiście byłabym teraz pewnie na piątym roku w Hogwarcie. Ale nie miałam pojęcia, czy podczas kształcenia domowego w ogóle jeździ się na egzaminy do Hogwartu. Może to inaczej całkiem wygląda. Wiedziałam, że kto jak kto, ale Bren będzie znał odpowiedź na to pytanie.
Na kolejne polecenie uniosłam dłoń i zasalutowałam nią, tak, jak widziałam w pudełku z ruchomymi obrazami należącym do pani Cecyli. Robił tak jakiś mężczyzna mówiąc:
- Tak jest, szefie. - chociaż on nie mówił szefie, tylko generale. Ale to nie miało znaczenia. Ruszyłam do słodkich baniek zabierając się do kolejnej pracy. Trzymając jedną w dłoni odwróciłam się do pana Botta wzruszając lekko ramionami. - Jeśli wyślemy Brenowi informację i zostanę odprowadzona, to tak długo jak trzeba. W innym wypadku najlepiej, żebym nie chodziła sama po zmroku. - pamiętałam dokładnie, co się stało ostatnim razem i jaki zły przez to wszystko był Brendan, a ja wolałam jednak za mocno go nie denerwować, jeśli nie musiałam. Czasem przypadkiem tak całkiem niechcący mi to wychodziło. - Rano, to zbiór różnych godzin. O której dokładnie mam byc? - zapytałam więc spokojnie, uśmiechając się lekko, przyczepiając kółko do kolejnych baniek i ustawiając je na wskazanej półce. - Oh.. Oh! - zachwyciłam się, bo ten plan brzmiał po prostu genialnie. - Naprawdę? - zapytałam, a oczy mi się trochę zaświeciły. Bo większość tego, co znajdowała się tutaj była po prostu nie z tej ziemi i możliwa do zjedzenia. Uśmiech nie schodził z jej ust. Podskoczyłam kilka razy w miejscu, łapiąc za kolejną bańką. - Jak można coś nazywać pracą, kiedy jest przyjemnością? - zapytałam, ale wcale nie czekałam na odpowiedź, mówiąc dalej. - Ja się tam znajdę, gdzie potrzeba będzie. Potrafię to doskonale. - zapewniłam z nieschodzącym z ust uśmiechem. Półka wypełniała się kolejnymi bańkami, do których mocowałam kółka. - Na spokojnie. - potwierdziłam, nigdzie się przecież nie wybierałam. Nigdzie się też nie spieszyłam. Mieliśmy czas, prawda?


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Lada [odnośnik]17.07.19 13:25
Uśmiechnął się choć nie powiedział nic więcej. Możliwe, że coś w tym było, bo te na prawdę ważne rzeczy w nim zostawały. Może nie zakazy i nakazy, w każdym razie nie wszystkie, ale te subtelne wskazówki dotyczące jak żyć, które dobry rodzic potrafi podsunąć i tym samym sprawia, że młody człowiek jest jakby mniej zagubiony w swojej drodze do odkrywania kim właściwie jest.
Jego uśmiech poszerzył się w chwili salutowania, ale potem musiał poważnie przemyśleć sprawę. Jakoś tak miał na uwadze że nie zatrudnia dorosłego, a i od dorosłego nie oczekiwałby rannej zmiany zaraz po wieczornej pracy.
- Zacznijmy od jutra, chyba tak będzie łatwiej. - stwierdził, zaraz biorąc się za kolejne produkty na kolejnych szafkach. - Otwieramy o ósmej, ale jutro trzeba się będzie bardziej przygotować więc spotkajmy się o siódmej trzydzieści.
Zaproponował podobnie jak innym pracownikom.
- Generalnie będziemy otwarci od ósmej do szesnastej, jedynie w kuchni pracuje się trochę inaczej ale to narazie ciebie nie dotyczy. - proponował Neali w liście, że trochę ją poduczy i jeśli będzie chciała to i tam część pracy dla niej się znajdzie, narazie jednak nie miał czasu na uczenie, a w sumie nawet nie był pewien czy dziewczynę bardziej to zainteresuje. Tak czy inaczej, to póki co musi zaczekać.
- Dwudziesta pierwsza? - spytał po chwili. - To jednorazowa sytuacja.
Na pewno przyjdzie tu jeszcze ktoś do pomocy w późniejszych godzinach, póki co i tak pewnie będzie miał wyrzuty sumienia że wykorzystuje do cna dobre chęci nastolatki.
Uśmiechnął się szerzej widząc entuzjazm Neali - wiedział, że się dogadają, bo właśnie tego szukał. Chciał, żeby jego pracownicy lubili to miejsce. Oby tak pozostało! Póki co sam nastawiał się coraz bardziej pozytywnie mimo oczywistych obaw.
- Tak, naprawdę. - stwierdził. - To tylko na początek, ale trzeba pokazać klientom, że jak nam dadzą szansę to nie pożałują. - puścił jej oczko. Skończył właśnie rozstawianie opakowań z cukierkami. - Praca która nie daje przyjemności to nic czym warto sobie zawracać głowę na dłużej. - dodał tylko, a była to jedna z tych niewielu rzeczy które bądź co bądź bardzo młody cukiernik mógł powiedzieć ze szczerego doświadczenia. Pracował w wielu miejscach i długo szukał czegoś co mógłby po prostu robić zawsze i z przyjemnością. Aż na jego drodze stanęła Cynthia.
- Na pewno. - stwierdził z przekonaniem, bo może i nie znal Weasleyówny zbyt długo, ale miał po prostu dobre przeczucia względem tej współpracy. Widział, że dziewczyna chce to robić, a to mu wystarczyło. - Dobra, ty możesz porozkładać jeszcze Eksplodujące Pchełki. - wskazał na małe słoiczki zapełnione do połowy bardzo ruchliwymi, skaczącymi cukiereczkami z masą nadzienia w środku. - Gdzieś przy Fasolkach. - zerknął na zegarek. - W tej okolicy powinny być generalnie drobniejsze rzeczy. Jak trafisz na duże słoje z różnymi cukierkami to trzeba je przesypać do tub. - wskazał na szklane tuby, część była już zapełniona fasolkami, cześć cukierkami ale dwie były jeszcze wolne. - Z antresoli się to wygodnie robi, u góry mają klapki, które po prostu trzeba unieść.
Podsumował większą część zadania jakie miał dla rudowłosej.
- Cukiernia będzie otwarta przez cały tydzień. Póki co biorę cię pod uwagę po prostu jako pomoc. - uśmiechnął się lekko. Liczył na Nealę jako na pracownika, ale nie był na tyle szalony by dziewczynkę bez większego doświadczenia po prostu wrzucić do sklepu i liczyć że będzie sama wiedziała co i jak. - Jak powiedziałem, pomożesz kelnerom, mi przy pracy za ladą, pewnie za tydzień czy dwa po prostu będziesz pracować jak inni, tylko zobaczysz ile dni w tygodniu faktycznie jesteś w stanie poświęcić. Minimum to trzy, cztery wydaje mi się dobrą opcją, ale nie znam w praktyce nauki i pracy w jednym czasie.
Znów się uśmiechnął. Liczył, że jego plan jest dobry. Cynthia trochę mu z nim pomagała, dzieliła się swoim doświadczeniem, jednak wiele rzeczy będzie musiał sprawdzić na własnej skórze.
- Nie chcę, żeby mi twój brat urwał głowę bo ci czas na naukę zabieram czy coś.
Trochę sobie żartował, ale w sumie to starszy Weasley faktycznie go troszkę przerażał.
- Narazie jesteś tu dzisiaj, jutro otwarcie, pojutrze będziesz miała przerwę, ale przyjdź w środę i czwartek. Cztery dni w tygodniu wydają mi się całkiem rozsądne.
Zobaczy się jak praktyka. Póki co starał się zdążyć z aranżacją wszystkiego do ustalonej godziny, by po niej wraz z Nealą opuścić cukiernię i odprowadzić rudowłosą do domu.


zt! <3



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Lada Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Lada [odnośnik]31.07.19 23:31
W sumie dobrze mi tutaj było. Nie czułam się jak pod jakimś rządem kogoś, tylko jakbym rzeczywiście była w stanie w czymś pomóc. Coś zrobić. I robiłam to bardzo sumiennie przyklejając do baniek kółka i układając je na półce w równych odstępach pilnując, żeby wyglądały idealnie.
- Siódma trzydzieści nie brzmi źle. - zgodziłam się, skinając lekko głową na chwilę odwracając się w stronę mojego świeżo upieczonego szefa. Śmieszne porównanie - czyż nie? Bo to cukiernia. Ale no, nieważne. Wszystko mnie tu ekscytowało i cieszyłam się, że dostałam taką szansę.
- Oh, a będzie? - zapytała rozwierając oczy w zdumieniu. Trochę chciałam, ale trochę się bałam. No bo co, jakbym wzięła i coś zepsuła? To byłby dopiero niefart. Całkowity. Ale znów jak gotowałam, to Brendan jakoś jadł to wszystko i jakoś nie mówił że złe czy niedobre.
- Dwudziesta pierwsza. - zgodziłam się spokojnie, skinając lekko głową. Przeszłam kawałek by złapać za skrawek jakiegoś pergaminu i sklecić krótką notkę do Brendana, która chwilę później wędrowała już do niego za sprawą sowy.
- Kto by nie dał szansy tańczącym ciastkom? - zapytałam uśmiechając się szeroko. A że z mówieniem raczej problemów nie miałam nigdy, to też nie sądziłam, że i będę go mieć kiedy dochodzić będzie do wielkiego otwarcia. Jedno, czy dwa słowa a nawet zdania. Za chodzenie i mówienie miałam zacząć zarabiać. Aż w sumie sama nie wierzyłam do końca w swoje własne szczęście. Z werwą zabrałam się do kolejnego polecenia, podnosząc pod nos słoiczek. Przez chwilę patrzyłam jak te podskakują by potem zająć się układaniem ich koło fasolek. Dostrzegam jeden większy słój i odłożyłam go na bok, by jak skończę z jednym wziąć się za drugie.
- Możemy spróbować cztery, a jak będzie to średnio szło ze sobą, to zejdziemy do trzech. - zaproponowałam spokojnie wkładając na półkę kolejny słoiczek. Wierzyłam w to, że dam sobie radę z jednym i drugim. Zresztą byłam z tematami do przodu, głównie dlatego, że w domu lubiłam czytać książki i sięgac po nowe rzeczy. Ostatnie miesiące nieszczęśliwie dla mnie sprawiały, że mogłam jedynie teoretycznie uczyć się wszystkiego. Anomalie nie omijały nikogo.
- Brendan nie urywa głów. - zapewniłam Bertiego spokojnie, bo ten pomysł jakiś niestworzony do końca mi się wydał. Trochę nie rozumiał też, czemu ludzie czasem zdawali się go bać, ale chyba tak już miał.
- Tak jest, szefie. - zgodziła się na wyznaczone dni, przyniosła sobie kilka tub i zajęła się przesypywaniem cukierków. Czas mijał dalej, pod kolejnymi komendami i zadaniami. Ale nie czułam się zmęczoną. Bardziej rozbudzona. Wiedziałam, że będę miała jeszcze o czym myśleć w domu.

| zt :pwease:


She took things too seriously, or not too seriously at all. She hated with every fiber of her being, or loved with every piece of her heart. There was no in-between for her. It was either all or nothing.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i am under no obligation
to make sense to you
OPCM : 10
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +3
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Lada [odnośnik]21.12.19 12:53
bertie & jayden4 marca
Tkwienie w tym marazmie wysysało z niego więcej energii niż sądził. Stan oczekiwania jednego tygodnia wydawał się być całą wiecznością, bo chociaż było to tylko siedem dni, istota, którą w sobie zawierały, nie miała sobie równych. Bo jak można było być tak po prostu spokojnym, gdy cała przyszłość od tego zależała? Nie potrafił się skupić na prowadzonych przez siebie zajęciach, na badaniach, na spotkaniu nauczycieli był duchem zupełnie gdzie indziej. Nikogo nie dziwiło jego roztrzepanie, jednak od końca wakacji nie był sobą i ludzie to dostrzegali. Nie pytali, nie przeszkadzali, wyczuwali mimo wszystko tę inność, którą ze sobą niósł. Zamknięty w sobie nie przypominał tego samego astronoma, którym był rok wcześniej. Unosił się w eterze zawieszony między ziemią a niebem, nie wiedząc dokładnie jak odnaleźć drogę do jednego z żywiołów. I któremu winien był poświęcić się w całości. Niegdyś to powietrze było oczywistym celem, lecz po Świętach Bożego Narodzenia nie potrafił dać się mu porwać tak jak niegdyś. Związany silnym połączeniem z gruntem nie mógł się oderwać i uciec. Nie chciał tego, wiedząc, że nie miało to być w żadnym przypadku proste. Przyszłość malowała się w niewiadomych barwach, a on tkwił w niepewności. Serce za każdym razem przyspieszało bicia, gdy myśli wybiegały właśnie ku zbliżającemu się spotkaniu, ku postaci tak dobrze znanej, bliskiej, a jednocześnie nieosiągalnej, dalekiej. Po wizycie w Trzech Miotłach wspólnie stwierdzili, że nie będą przed sobą uciekać. Pomona otworzyła mu drzwi do mieszkania, jednak mijali się w nim niczym duchy. Tęskniące za swoim towarzystwem, ale nie będące w stanie ze sobą funkcjonować. Stan zawieszenia, który sobie dali na przemyślenia dalszych kroków nie był jednak najtrudniejszą rzeczą. Znów znajdowanie się tak blisko siebie, jednak nie wkraczali sobie wzajemnie w przestrzeń bezpieczeństwa. Jayden chciał dać zielarce czas, nie chciał się narzucać, obawiając się, że gwałtowniejszy ruch znów spowodowałby jej oddalenie. Że historia z końca roku się powtórzy, a on zostanie ogołocony ze swojego człowieczeństwa popadając jedynie w bezrefleksyjną egzystencję.
Wiedział, że zasługiwał na to wszystko, lecz ten stan musiał czasami zostać przerwany. Vane musiał dać swojemu umysłowi odpocząć nawet na siłę, gdy ten non stop pracował. Z grubym skoroszytem zapisków badań odnoszących się do sieci Fiuu pod pachą wykorzystał przerwę w zajęciach, by przenieść się do centrum Londynu. Potrzebował zmienić okolicę. Hogwart był zbyt znany, a natykanie się na każdym kroku na zatroskane twarze patrzące na niego pytająco, irytowało. Hogsmeade zdawało się być przesiąknięte szeptami sąsiadów o tym jak bardzo niestosowna była relacja dwójki profesorów. Zniknięcie w tłumie wielkiego miasta wydawało się więc idealnym rozwiązaniem. Oczywistym wyborem była Ulica Pokątna, chociaż odkąd Jayden dowiedział się, że właścicielka Słodkiej Próżności zginęła w wybuchu, którego nie był w stanie powstrzymać, to miejsce nie było tak samo radosne jak niegdyś. Przypominało mu o błędach i własnych niedoskonałościach, o tym, że nie walczył odpowiednio silnie, a jego magia przeciekała przez palce, zamiast formować się w pięść przeciwko każdemu, kto czyhał na życie innych. Przyspieszył jednak kroku, mijając znajome budynki i wiedząc, że chciał dotrzeć do jednego z miejsc, gdzie jeszcze się nie pojawił. Niezbyt głośne dzień dobry rozbrzmiało, gdy Jayden wszedł do środka, przejeżdżając dłonią przez włosy i pozbywając się nagromadzonej na nich wilgoci. Rozejrzał się po wnętrzu, zauważając jedynie osamotnioną, młodą czarownicę w kącie z książką. Prócz niej cukiernia Wszystkich Smaków była pusta. Ten dzień dodatkowo był zasnuty ponurą otoczką siwych chmur wiszących od samego rana nad głowami Brytyjczyków, przez co nawet w tak radosnym miejscu jak cukiernia, ludzi praktycznie nie było. - Spore tłumy dzisiaj - mruknął do siebie, podchodząc do wystawionych na półkach słodkości.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Lada [odnośnik]21.12.19 15:00
Dla Bertiego był to po prostu kolejny dzień. Łączenie dwóch zawodów nie było tak łatwe jak na samym początku, radził sobie jednak jak mógł. Dla przykłądu dziś, gdy nie było zbyt wielu osób, przeglądał sobie za ladą korespondencję związaną z pracą w Ministerstwie i sortował listy. Kiedy jednak usłyszał delikatny dźwięk dzwoneczka w drzwiach, schował kolejne kartki pergaminu pod ladą i oparł się dłońmi na drewnianym blacie, zerkając ku wejściu. Pamiętał spotkanie z dawnym nauczycielem w Próźności. Od tamtego czasu minęło mnóstwo czasu, bardzo wiele zdążyło się także wydarzyć. Skinął mu jednak po prostu głową.
- Dzień dobry. - na wzmiankę o tłumach na twarzy Bertiego pojawił się lekki uśmiech. Klienci przybywali falami, lub nie było ich w ogóle, mało kiedy ruch był umiarkowany, choć cukiernia w ostatecznym rozrachunku prosperowała całkiem nieźle. Dziś Bertie cieszył się tą daną mu od losu odrobiną spokoju.
- Proszę nie wypowiadać tego słowa. To magiczne zaklęcie, które potrafi ściągnąć lawinę dziesięciolatków. - ostrzegł poważnym tonem, choć wyraz jego twarzy zdradzał wesołość. - Można w czymś pomóc?
Dodał zaraz, by upewnić się czy klient woli sam pobuszować sobie między regałami i wybrać sobie coś z nich, pogapić się na ciasta przy ladzie i podumać, czy jednak woli na szybko porozmawiać i zdać się na Botta w kwestii tego z czym wyjdzie lub siądzie tu zaraz do stolika.
- Z rzeczy niemagicznych, ledwo godzinę temu wyjąłem z pieca placek wiśniowy z odrobiną wiśniówki i szarlotkę. - dodał chyba bardziej z potrzeby wypowiadania słów, niż dla jakiejś szczerej reklamy. Za ladą było kilka ciast, trochę ciasteczek i babeczek, na półkach jeszcze więcej słodyczy w opakowaniach.
Lewą ręką leniwie sięgnął po swój pasiasty, błękitno szary kubek z czarną kawą, którą tym bardziej doceniał w tak ponure dni. Jego i jego nieprzeciętnie dużą pojemność. Rozkoszując się przyjemnie cierpkim smakiem w spokoju czekał na jakąś informację z ust jedynego obecnie klienta w cukierni.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Lada Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Lada [odnośnik]14.01.21 22:02
Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Lada Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Lada
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach