Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Gabinet towarzyski
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Gabinet towarzyski

Wejście do gabinetu znajduje się tak od głównego korytarza Fantasmagorii, jak bezpośrednio od najwygodniejszych lóż głównej sceny; w trakcie antraktów miejsce to służy do spotkań towarzyskich znamienitszych gości, odbywają się tutaj poczęstunki szampanem, po spektaklach niekiedy organizowane są spotkania z artystami. Niekiedy odbywają się tutaj także autonomiczne wieczorki poetyckie. Czarodzieje pogrążają się w intelektualnych dysputach, racząc się przy tym drogim alkoholem i wykwintnymi przystawkami. Poza wydarzeniami, w trakcie tygodnia, gabinet służy przede wszystkim artystom oraz pracownikom Fantasmagorii - zarówno jako miejsce odpoczynku, jak i bardziej formalnych spotkań. Dalej, za gabinetem, mieszą się główne dyrektorialne pomieszczenia.
Wnętrze urządzone jest w morskich barwach nawiązujących fantazją do morskiego świata, główne ozdoby stanowią muszle z różnych zakątków świata, należące głównie do rzadkich wodnych stworzeń, podczas gdy na ścianach znajdują się zaczarowane obrazy wykonane w całości z masy perłowej. Wygodne kanapy, podobnie jak fotele i pufy, mogą pomieścić większą grupę czarodziejów - a wzory na marmurowej posadzce zdają się poruszać jak morskie fale, hipnotycznie przyciągając wzrok. W powietrzu unosi się słodki zapach róż docierający zza okien wychodzących na ogród.
Nałożone zaklęcia: Muffiato.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet towarzyski - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Nie dziwi mnie to oschłe powitanie, właściwie zdążyłem się przyzwyczaić, a przez moje wargi przebiega nawet cień uśmiechu. Kiedy zajmuje swoje miejsce, ja również na nowo zatapiam się w miekkości siedziska i jakby machinalnie wygładzam materiał spodni, uprzednio zakładając nogę na nogę. Rękę wspieram na podłokietniku z prawej strony. Słucham, a mój uśmiech poszerza się nieznacznie z każdym kolejnym słowem; więc przemycony na płótnach duch modernizmu trafił w najbardziej wyrafinowane gusta magicznej socjety, chyba mogłem być z siebie dumny i... byłem. Kiwam delikatnie głową - Dziękuję - kwituję krótko, chociaż wiem już, że przez najbliższy tydzień będę opijać swoje sukcesy - należało mi się, prawda? Marszczę brwi i przez chwilę milczę, dumając nad jej słowami, a w końcu rozchylam wargi, wpierw wypuszczając spomiędzy nich ciche westchnienie - Paryż, paryż, paryż... - zaczynam, machając nonszalancko jedną ręką - Paryż jest cudowny, ale powoli robi się... nudny. Był modny w zeszłym sezonie i dwa sezony wstecz i mniemam, że wszyscy spodziewają się, że teraz też będzie, ale... Fantasmagoria nie powinna podążać za trendami, nie powinna ich nawet wyprzedzać, ona powinna je kreować. Zaskoczmy, zwróćmy się w stronę innych europejskich stolic - podobnych, równie starych, kiedyś będących ośrodkami sztuk wszelakich, ale zimą dużo bardziej urokliwych niż francuskie zakamarki. Proponuję - milknę na moment, chociaż moje usta pozostają na wpół otwarte; wbijam spojrzenie w twarz madame Mericourt, wypatrując wszelkich detali, choćby krótkiego ściągnięcia brwi - Wiedeń. Stolicę kultury, gdzie sztuka jest żywa i widoczna w każdym zaułku; stolicę mody, bo zapewniam, że wśród tamtejszych projektów najlepszych krawców, damy znajdą wiele inspiracji do swoich zimowych kreacji, w końcu stolicę opery, miasto trzech największych kompozytorów wszech czasów - Haydna, Mozarta i Beethovena, miasto, w którym znajduje się być może najpopularniejszy gmach operowy. Bardziej odległy, a przez to i bardziej tajemniczy niż znany wszystkim Paryż. Jeżeli chodzi o malarstwo - zamyślam się na moment uciekając wzrokiem gdzieś w bok, ale szybko powracam do obserwowania twarzy mojej pani mecenas - Dla wszystkich klasycy - Kuster, Ritter, Decker, Engelhart i Kurzweil, dla koneserów głodnych całkiem nowych wrażeń estetycznych - wspaniały Klimt, a dla tych, którzy nie boją się kontrowersji - Schiele, podawany sobie ukradkiem w kuluarach. Tak, pani spodobałby się Schiele - kiwam łbem, mrużąc nieznacznie ślepia. To przypomina mi o tamtym wieczorze w pracowni skrytej pod całunem nocy, przed oczami staje naga sylwetka rozłożona na gustownej leżance, więc mrugam kilka razy, znowu poprawiając się na siedzisku; w głowie mam to co powiedział mi Morgan - Oni wszyscy mają wspólną cechę - każdy przedstawia kobiety w niesamowity sposób, więc niech to będzie sezon poświęcony sile kobiecości. Przedsmak dostali już podczas tamtego wernisażu, teraz powoli dokarmiajmy ich dalej, niech szanowne damy poczują się silne, to ważne w tych ciężkich czasach, a lordowie niech przypomną sobie dlaczego wszyscy kochamy płeć piękną, niech nie zapominają dla kogo walczą. Paryż wróci do łask na wiosnę - kończę, przesuwam dłonią wzdłuż podłokietnika, zaciskając palce na jego krawędzi; drugą wspieram na własnym kolanie - To tylko propozycja - dodaję. Od tej całej paplaniny zaschło mi w ustach, więc powoli sięgam po swój napitek i spijam niewielki łyk.




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk

Powrót do góry Go down

Przyglądała się Johnatanowi w skupieniu, nie tylko rejestrując zmianę, jaką przeszedł od ich pierwszego spotkania - może nie ogromną, ale istotną z punktu widzenia hojnego pracodawcy - ale i pozwalając sobie spojrzeć głębiej. Nie w Bojczuka jako człowieka, ten niezbyt ją interesował, współpracowników traktowała przecież jak narzędzia niezbędne do wykonania celu w stu procentach, a w Bojczuka jako artystę i zarazem generatora renomy, popularności i zachwytów londyńskiej śmietanki towarzyskiej. Był przepustką do innego świata, podartą, podejrzaną i bez wiekowego rodowodu, lecz coś w tym jego chaosie, otwartości i niezwykłym talencie do wyczuwania nowych trendów bez wątpienia przyciągało uwagę. Miał w sobie blask rysy na szkle, brzydkiej, lecz wobec której nie sposób było przejść obojętnie, niezależnie, czy z zachwytem czy irytacją brakiem perfekcjonizmu. La Fantasmagoria potrzebowała takiego bufora bezpieczeństwa, równowagi dla obecnego wszędzie klasycyzmu oraz czołobitnego oddania tradycji. Dzięki odważnej twórczości Johnatana czarodziejskie, niezmienne od lat zasady nabierały lekkości, a w nowatorskie podejście do sztuki skłaniało do refleksji, podkreślając postępowość nowej polityki. O to właśnie chodziło, o trudną do utrzymania równowagę pomiędzy tym, co pradawne i niezmienne, a podkreśleniem innowacji oraz postępu. W przemowie Bojczuka to, co paryskie stawało się synonimem, o dziwo, tradycji, a Wiedeń - opcją na odświeżenie i obsypanie scenografii szczyptą nonszalancji.
- Powinniśmy mieć na uwadze też względy polityczne, Francja wsparła działania naszego Ministerstwa Magii. Nawiązanie stałej artystycznej współpracy z Paryżem byłoby więc dobrym rozwiązaniem - odparła po długiej chwili ciszy, wieńczącej rozwiniętą wypowiedź mężczyzny. Dawała do myślenia; nie zbywała jej od razu, rozważała wszelkie za i przeciw, dalej wpatrzona w niego jak znudzony kot, bez mrugnięcia i jakichkolwiek emocji. - Rozsądnym sojusznikiem jest także Hiszpania. Czy znasz jakichś obiecujących twórców z Madrytu lub Barcelony? - dopytała, a jej myśli pomknęły na moment w stronę Alpharda. Nie czuła jednak smutku ani bólu, Locus Nihil pozbawił ją tej słabości, lecz przecież pamiętała, że lord Black był dla niej ważny. - Aczkolwiek Wiedeń...Cóż, z twojej opowieści wyłania się obraz artystów ważnych z punktu widzenia magicznej historii, opery i walce wiedeńskie są ważną częścią czaroeuropejskiej kultury - zastanowiła się na głos, przekrzywiając głowę nieco w bok. Nie kojarzyła części przywołanych przez Bojczuka nazwisk - rzecz jasna oprócz tych najistotniejszych - lecz wierzyła, że mężczyzna doskonale zna się na ich stylu oraz malarskim poziomie. - Dlaczego wyjątkowo spodobałby mi się akurat...Schiele? Nie kojarzę jego prac z żadnego periodyku o obiecujących debiutantach - zmrużyła nieco oczy, chcąc nie tylko dowiedzieć się więcej o tym konkretnym artyście, ale i o tym, co Johnatan uważa za bliskie jej estetycznemu sercu. - W scenografii nadchodzących spektakli oraz wernisażach dalej chciałabym podkreślać kobiece, syrenie piękno, ale również dodać im trochę dramaturgii. Cierpienia. Mamy wojnę, oczywiście, że gościom La Fantasmagorii zaoferujemy chwile wytchnienia, ale należy przemycić też detale odnoszące się do rzeczywistości. Wyzwań. Bohaterskich czynów. I niewinnych ofiar - ciągnęła, po czym powoli przekartkowała podniesione ze stolika foldery i dokumenty. - Oprócz troski o scenografię zimowych spektakli będę miała dla ciebie jeszcze jedno zadanie. Mam nadzieję, że znajdziesz czas, by się go podjąć? - bardziej stwierdziła niż zapytała, przesuwając opuszką palca po krawędzi kartek tak, by je ze sobą zrównać do do milimetra.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

Czekam na to co powie, niespiesznie unosząc do ust kieliszek z winem, znowu zanurzam w nim wargi, zostawiając na dnie ledwie kilka kropli. Polityka... nie znam się na polityce, widzę co dzieje się na ulicach, czytam gazety, chociaż większość karmi nas propagandą i to tyle; nie wiem kto poparł angielskie ludobójstwo, a kto się sprzeciwił, ale ufam, że tych drugich wciąż jest na świecie więcej. Krzywię się, ledwo widocznie, wciąż przysłaniając usta krawędzią szkła, jednak i to, puste, w końcu odkładam na stolik. Dłoń ponownie wspieram na podłokietniku, w niemej konsternacji ściągając brwi - Znam kilku surrealistów z Hiszpanii, ale wszyscy są dosyć... ekscentryczni - stwierdzam w końcu. Nie pisano o nich w artystycznych czasopismach, które mogła przeglądać madame Mericourt, za to niektóre nazwiska pojawiały się na kartach pism traktujących o sztukach nowoczesnych, te z kolei dostarczano do Ogniska pani Pinkstone, czasem czytałem je swojej grupie, kiedy młodzi oddawali się tworzeniu, głównie po to by się wzajemnie nie rozpraszali beztroskim plotkowaniem. Niemniej teraz kiwam głową - to tylko sugestie, niech je przemyśli i skorzysta, albo zapomni - Ach, Schiele nie jest debiutantem, właściwie - był mugolem - od dawna nie żyje. Był mistrzem w przedstawianiu ekspresji ciała, w sposób... pewnie wielu stwierdziłoby, że nazbyt wulgarny, ale jest coś zachwycającego w tej brzydocie i deformacji - poprawiam się na siedzisku, tym razem nachylając nieznacznie w kierunku kobiety i zniżam ton głosu prawie do szeptu - Pytała pani o to czy umiałbym przedstawić w sposób ekspresyjny i ujmujący obraz zwłok - Schiele by potrafił - trwam tak przez kilka krótkich sekund, by ostatecznie na nowo zagłębić plecy w oparciu kanapy - Dlatego myślę, że spodobałaby się Pani jego sztuka, podobno każdej postaci, którą malował dawał swoje dłonie. Taka ciekawostka - oglądam swoje, na moment opuszczając spojrzenie na palce ułożone na własnym kolanie. Może też powinienem tak robić? Albo doklejać im coś innego?... Nie, baletnice wyglądałyby fatalnie z moim nosem - Rozumiem - kiwam głową, słuchając o tym co czeka nas w nadchodzącym sezonie, ale dopiero ostatnie pytanie (?) rzucone w moją stronę sprawia, że w spojrzeniu odbija się iskra ciekawości - Co to za zadanie? - pytam; to, że się go podejmę jest jasne, czy w ogóle mógłbym odmówić? Być może, ale to zapewne spotkałoby się z dezaprobatą, a wolałem sobie tego darować - A tamten obraz? Spodobał się zleceniodawcy? - pytam, ze zwykłej ciekawości i znowu zawieszam spojrzenie na sylwetce siedzącej przede mną damy.




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk

Powrót do góry Go down


Zmarszczyła odrobinę brwi, zastanawiając się, czy powinna dopytać o poziom ekscentryzmu wspomnianych Hiszpanów. Zazwyczaj nie okazywała emocji, ale jeśli już to robiła – to zawsze w blasku przyświecającego jej celu. Wielkiego lub całkiem drobnego, jak teraz, gdy okazywała niewerbalne niezadowolenie z potencjalnie zbyt kontrowersyjnego tematu sztuki gorącokrwistych madrytczyków. – I tak wytyczamy ścieżki nowych trendów, nie zapędzajmy się jednak w nieprzebytą dżungle prymitywizmu skrytego pod woalką kontrowersji. Niektórzy malarze nie znają umiaru – zdecydowała w końcu, zamykając temat potencjalnej współpracy z Hiszpanią. Szkoda, dobrze wyglądałoby to na papierze, lecz cóż z tego, jeśli na płótnie budziłoby to wstręt lub sprzeczne z linią propagandową Ministerstwa Magii skojarzenia.
Bardziej celowała w pośmiertnych bohaterów, dlatego słysząc o zmarłym Schielem, nie przerwała opisu działań artysty, uważnie przyglądając się Bojczukowi. Lubiła, gdy mówił o malarstwie i twórcach, zmieniał się wtedy, twarz biła wewnętrznym blaskiem: i nie była to tylko ckliwa, zużyta metafora.
- Ten…Schiele, cieszy się poważaniem w czarodziejskiej socjecie? – dopytała ze spokojem, nie mrugając, gdy Johnatan pochylił się ku niej, przenosząc rozmowę na nieco kameralniejsze rejony. Zamyśliła się, oblizując zęby skryte za zaciśniętymi ustami. To, co opowiadał malarz dawało nadzieję na kontakt z niebanalną sztuką, lecz w prywatniejszych okolicznościach. – Z twoich słów wyłania się obraz nietuzinkowego artysty. Obawiam się, że w La Fantasmagorii zbyt cenimy piękno, by oszpecić ściany takimi wynaturzeniami, lecz…gdybyś posiadał dostęp do handlarza dziełami tego człowieka, poinformuj mnie – poleciła w końcu, nie musząc podkreślać, że Bojczuk ostatnio pracował u madame Mericourt na właściwie dwa etaty. Jeśli jednak mógł zapewniać nieosiągalne i dodatkowo świetnie sprawdzał się w wykonywaniu zleconych zadań – nie zamierzała go oszczędzać. Wykorzystanie potencjału, znajomości i talentu, a potem pozostawienie choćby wyssanych do cna zwłok – taki miała plan na tą owocną współpracę. Na wielu płaszczyznach. – Jaki konkretnie obraz masz na myśli? – spytała z lodowatym spokojem. Obrzuciła mężczyznę chłodnym spojrzeniem, doskonale wiedząc, o jaki obraz pyta. Stawiała jednak wyraźną granicę w ciekawości Bojczuka. Otrzymał sowitą zapłatę, a więc była zadowolona.
Poprawiła się na fotelu i podała Bojczukowi gruby folder z technicznymi wytycznymi oraz niezbędnymi detalami, które odmalowała sekundę później w rzeczowej wypowiedzi. – Na początku grudnia promenada nad Tamizą zamieni się w zimowy jarmark. Miejsce przeznaczone dla czystokrwistych czarodziejów, gwarantujące chwile wytchnienia od wojny, pozwalające przypomnieć sobie o tym wspaniałym, pięknym czasie w naszym magicznym kalendarzu– poinformowała beznamiętnie, zaplatając dłonie na piersiach. – Jedną z atrakcji jarmarku będzie wystawa obrazów o tematyce…powiedzmy, inspirującej. Chcemy pokazać na płótnach dokonania ministra Malfoya, postęp, jaki dokonał się w ostatnich miesiącach, ale także zagrożenia ze strony szlamu oraz terrorystów - kontynuowała, bacznie obserwując reakcje Bojczuka na tak propagandową propozycję. - Kilka dzieł twojego autorstwa na pewno przyciągnęłoby uwagę. Później obrazy trafią do la Fantasmagorii, na wystawę stałą, a za kilkanaście lat będą niezwykle ważne ze względów historycznych. Uwiecznianie zwycięstw Cronusa oraz zbrodni, jakich dokonują zamachowcy, pomoże następnym pokoleniom w zrozumieniu tego okresu rozwoju magicznego Londynu - ciągnęła swobodnie, w końcu pozwalając sobie coś, co nawet w najlepszych okolicznościach nie zasługiwało na miano uśmiechu. Raczej: wygięcia warg w sposób zapowiadający odgryzienie głowy, gdy padnie niezadowalająca ją odpowiedź. - Wiem, że czasu zostało niewiele, lecz nie muszą być to arcydzieła. Główny cel: przekazać to, co najistotniejsze. Siłę Cronusa Malfoya, dobrobyt, jaki niedługo osiągniemy - oraz zagrożenia, jakie płyną ze strony drapieżnego szlamu - zakończyła, po czym dorzuciła jeszcze beznamiętnym tonem. - Oczywiście ze względu na ograniczenia czasowe, zaplata znacząco wzrośnie - bo to finalnie przekonywało każdego artystę: złoto.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

Wzruszam ramionami nie zagłębiając się w tematy współpracy z kimkolwiek - ona tu rządzi, ja mogę sobie tylko pogadać, coś zaproponować i mieć nadzieję, że moje sugestie nie okażą się zbyt zuchwałe - Hm - zamyślam się, zanim odpowiem na zadane pytanie; mrużę nieznacznie oczy i spoglądam gdzieś w przestrzeń ponad ramieniem kobiety - Nieoficjalnie - jak najbardziej. To nie jest sztuka dla dam, nie do wieszania nad kominkiem, to coś dla wytrawnych koneserów. Myślę, że mógłby jeszcze wiele osiągnąć, gdyby nie zmarł przedwcześnie. Miał ledwie dwadzieścia osiem lat, Wiedeń dopiero zaczynał się nim na poważnie interesować i dopiero po śmierci naprawdę zainteresował. Teraz, mniemam, nie ma tam ludzi, którzy chociaż trochę interesują się malarstwem i nie słyszeli o Schielem - mógłbym powiedzieć więcej, może nawet zagłębić się we własne interpretacje wybranych dzieł, albo całego życiorysu. Lubiłem to, sztuka sprawiała, że czułem się... chciałbym móc powiedzieć wolny, ale niestety niewoliła mnie odkąd pojawiłem się w balecie. To właściwie przykre - jeszcze rok temu zarzekałem się, że nigdy nie będę malował tak jak chcą tego inni, a tymczasem właściwie tylko to dawało jakiekolwiek materialne korzyści - Oczywiście, madame - kiwam delikatnie głową, w pewnym sensie zadowolony, że zasiałem w niej ziarno ciekawości. Już ja się postaram żeby Schiele wpadł w te piękne dłonie. Później poprawiam się na siedzisku pod naporem lodowatego spojrzenia i wiem, że to był błąd, nie powinienem pytać, szczególnie, że przed oczami stanął mi czarny i niepokojący Mroczy Znak, otulający kobiecą rękę - mrugam kilka razy żeby pozbyć się z umysłu tego obrzydliwego widoku - Nieważne, przepraszam - nie drążę, przez te kilka miesięcy w balecie nauczyłem się nie być nazbyt ciekawskim, chociaż ściany tutaj miały uszy, a personel wyjątkowo lubił plotkować; jeśli jednak chciało się przetrwać, trzeba było znać granicę między tym co możesz powiedzieć, a tym, co lepiej zachować dla siebie. Odbieram folder i przeglądam szybko papiery, bardziej niż na nich skupiając się jednak na tym, co madame Mericourt ma mi do powiedzenia. Marszczę w skupieniu brwi, jednak z każdym kolejnym słowem te unoszą się coraz wyżej w wyrazie niemego zdziwienia - ja, mugolak mający malować propagandowe obrazy mówiące o tym, że szlam jest największym zagrożeniem magicznego społeczeństwa - przecież to kurwa absurd - Dokonania ministra Malfoya?... - powtarzam; które dokonania? Płonący Londyn? Ludobójstwo? Mam malować posokę spływającą uliczkami miasta? Sieroty brutalnie zabijane przez popleczników Lorda, którego imię mrozi krew w żyłach? Triumf bogatych i cierpienie biednych? Gryzę się w język, żeby nic nie mówić. Daję sobie chwilę na przetrawienie tej zjebanej propozycji - To zlecenie dla Fantasmagorii czy dla Ministerstwa? Myślałem, że pracuję dla baletu, nie urzędników - krzywię się. Ona zna moje stanowisko w sprawie panującego sporu, ostatnim razem wyraziłem się dosyć jasno, tymczasem dostaję rozkaz siania propagandy. Na wszystkich znanych bogów - mam ochotę głośno westchnąć, ale zamiast tego chrząkam cicho. Coś mi świta - to nie musi być takie złe, właściwie... cóż, malarstwo miało to do siebie, że pozwalało na wiele interpretacji, a użycie odpowiednich symboli mogłoby nawet... Oczy mi się błyszczą, oby pomyślała, że na wieść o zapłacie - O ile wzrośnie? Dwukrotnie? Pięciokrotnie? - pytam, wydoję z nich jak najwięcej, a później przekażę wszystko tym, którzy uciekają, tym, którzy potrzebują, będę karmić sieroty i dawać odzienie marzącym, nie wiem, kurwa, cokolwiek - Będę potrzebował zaliczki, na już. Muszę zamówić płótna, a zapewniam, że rzemieślnicy policzą sobie dodatkowo za pośpiech. I to niemało. Trzy obrazy, powiedzmy, niekoniecznie małe. Portret ministra Malfoya górującego nad Nowym, Pięknym Londynem, egzekucja na placu i pojmanie obrzydliwej buntowniczki oraz... - milknę, nieznacznie mrużąc ślepia, te wbijam w Deirdre - Właśnie, co jeszcze? Co według pani powinno znaleźć się na ostatnim? Które dokonania ministerstwa uważa pani za najistotniejsze? - pytam, przekrzywiając nieznacznie głowę i wbijając spojrzenie w twarz pani Mericourt.




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk

Powrót do góry Go down

Uśmiechnęła się łagodnie - jak na swoje orientalne standardy, niepozwalające na udelikacenie ostrych rysów i mocno zarysowanych kości policzkowych - gdy potwierdził gotowość do sprowadzenia dzieł specyficznego, wyklętego malarza z Europy Środkowej. Miała nadzieję, że nie kupuje mugolskiego kota w worku zamiast rasowego kuguchara, ale wierzyła, że Johnatan pojął niedawno w pełni z kim naprawdę ma do czynienia. I że nie będzie głupio ryzykował, polecając jej szkaradne rysunki pozbawionego talentu menela zamiatającego wiedeńskie ulice. - Uda się do końca roku? Jeśli płótna naprawdę są tak inspirujące, jak powiadasz, byłyby doskonałym prezentem gwiazdkowym - zapytała powoli, chociaż intensywne spojrzenie wskazywało raczej na konieczność zorganizowania autorskiego płótna przed pojawieniem się pierwszych śniegów. Bojczuk posiadał koneksje, wpływy sięgające dalej niż granice Wielkiej Brytanii, a Deirdre nie szczędziła galeonów. Śmiała twierdzić, że wraz z upływem kolejnych miesięcy współpracy udało się jej w pewien pokraczny sposób wychować rozczochranego artystę, włożyć go w pewne ramy, których mógł sam na razie nie zauważać. Nie drążył tematu aktu, kulturalnie przepraszał, a potem, zamiast się krzywić i okazywać w pełni zwerbalizowane zdziwienie - obrzydzenie? - oferowaną propagandową propozycją, w milczeniu ją rozważał.
Przyglądała mu się uważnie, brwiom unoszącym się zbyt wysoko jak na zachwyt taką propozycją, nos zmarszczony, jakby podstawiła mu pod nos talerz niezbyt świeżych ostryg - nie zareagowała jednak irytacją, dawała mu przestrzeń na popełnianie błędów. Właściwie chętnie by go za takowe ukarała, potrafiłaby bardzo łatwo zniszczyć jego życie; machnięcie ręki, zajmujące tyle - czasu i sił - co rozpłaszczenie natrętnej muchy na ścianie. Na razie jednak był przydatnym owadem, pracowitą mróweczką, znoszącą do gniazda same estetyczne wspaniałości. - Nie przychodzą ci żadne do głowy? Nie widzisz, jak wspaniale rozrasta się Londyn? Jak magiczna Anglia zyskuje na światowym znaczeniu? Jak podnoszone są standardy we wszystkich aspektach życia? - dopytała uprzejmie, a lewy kącik ust nieco zadrżał, ni to w wyrafinowanym rozbawieniu, ni to w zapowiedzi karcącego warknięcia. Cronus Malfoy miał naprawdę wiele do zaoferowania, otrzymał wielki kredyt zaufania i na razie spełniał się jako oficjalny przywódca nowego porządku, czekało go jednak wiele wyzwań. Pomimo tego: należało celebrować już przeprowadzone reformy oraz dokonania, nawet jeśli trzeba byłoby je odrobinę podkolorować.
- Pracujesz dla mnie, madame Mericourt - przypomniała mu dalej lekkim, melodyjnym głosem, chociaż nacisk na poszczególne głoski dodał mu lodowatej, nieco niepokojącej wibracji. Coś podobnego wkradło się do spojrzenia, ostrzejszego, lśniącego od niezbyt przyjemnego błysku: w taki sposób połyskiwała woda w bezdennej studni, zapowiadając długie tortury w lodowatej toni nim opadnie się na dno. Pozbawione słów sugestie trafiły na podatny grunt, a może uczyniła to wizja rosnącego stosiku złota - nieważne, istotne, że Bojczuk przedarł się przez pierwsze zasieki moralności. Co prawda lśniące oczy mężczyzny wzbudziły podejrzliwość Deirdre, ale nie okazała tego, przynajmniej nie od razu. - Wzrośnie na tyle, by godnie opłacić twoją ciężką pracę ku chwale nowego porządku. Oraz, oczywiście, zapewnić najwyższej jakości materiały niezbędne do tworzenia - poinformowała spokojnie, nie wdając się w konkretne stawki. Z każdym zleceniem otrzymywał coraz więcej, nie rzucała słów na wiatr, a jeśli obrazy faktycznie będą tak dobre i wykonane na czas, Johnatan powinien być więcej niż zadowolony z otrzymanego rachunku. - W folderach masz wymiary techniczne, terminy oraz kontakty do osób z otoczenia Ministra: gdybyś potrzebował informacji, szkiców albo innych detali dotyczących lorda Malfoya, by jak najlepiej go odzwierciedlić - wyjaśniła, wiedząc, że Cornelius Sallow dopilnuje, by dzieła były zgodne z wytycznymi: i by nie przemycono w nich jakichkolwiek wątpliwych drobiazgów, mogących obniżyć ich polityczną wartość. - Może warto przedstawić oczyszczenie Londynu ze szlamu. Odebranie ziemi należącej do czarodziejów. Wyrzucenie szkodliwych terrorystów i odzyskanie piękna tego miejsca. Ewentualnie - subtelnego podkreślenia zagrożenia, jakie ciągle stanowią ci obłąkani terroryści. I Cronusa Malfoya jako tego, który ochroni przed nim cywilów - zapronowała w zamyśleniu, dając jednakże Johnatanowi bardzo wolną rękę.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

- Zrobię co w mojej mocy - kiwam delikatnie głową; nieświadomie mrużę ślepia przez krótką chwilę zastanawiając się nad tym kto ze znajomych artystów mógłby mi w tym pomóc i czy rzeczywiście uda mi się ogarnąć choćby jeden obraz przed nadejściem zimy. Tak, to było do zrobienia - Póki co, madame, Londyn, choć pozornie wspaniały, wciąż pachnie świeżą krwią, a w porcie pojawiło się więcej szczurów niż w zeszłym roku. Widzę biedę i drżące dłonie proszące o jałmużnę. Nawet wino w Fantasmagorii smakuje jakoś... mniej luksusowo - przecież to dotykało każdego; do brzegów dobijało coraz mniej statków, problem z dostawami najpierw dotykał tych podrzędnych lokali, ale kiedyś, niebawem, dotrze i na salony, oni także odczują skutki podjętych pochopnie decyzji i chyba podskórnie tego im życzyłem - Niemniej stolica powoli staje na nogi, jeszcze kiedyś będzie tu pięknie - rzucam enigmatycznie; ciężko stwierdzić czy piękno dostrzegam w rosnących jak grzyby po deszczu figurach Malfoya czy może ufam, że prosty lud nie da się stłamsić i pewnego dnia staniemy się świadkami otwartego buntu przeciwko wszystkim krzywdom wyrządzonym nam do tej pory. Dolewam sobie wina, zostawiając na dnie butelki ledwie ostatek, po czym na nowo zatapiam wargi w szkarłatnej cieczy - cierpkiej i kwaśnej. Zanurzam się w lodowatej toni jej intensywnego spojrzenia i ciarki biegną mi wzdłuż kręgosłupa. Powoli poprawiam się na siedzisku, równie niespiesznie ścierając końcem języka resztki wina osiadłe na moich wargach - Więc jeśli taka jest pani wola, zrobię to, namaluję obrazy ku chwale nowego porządku - mówię, kiwnąwszy nieznacznie głową. Niech się dzieje co chce, niech płótna mojego autorstwa ponownie zachwycą, niech zaintrygują, niech o nich mówią, mnie, być może, nie będzie już wtedy w porcie. Może nie będzie mnie nigdzie. Coraz częściej nawiedzały mnie myśli, że powinienem... zresztą - to nieistotne - Mhm - kolejne kiwnięcie. Nie mam powodów by nie ufać jej w kwestiach materialnych - zawsze słono opłacała moją pracę i jeśli tym razem obiecywała równie sowitą zapłatę - chyba mogłem się tylko cieszyć - Rozumiem, dziękuję - zerkam przelotem na papiery, wyłapując kilka mniej lub bardziej znajomych nazwisk tych wszystkich ministerialnych kurew, z którymi być może będę musiał się spotkać - Hm, no dobrze, przemyślę to - stwierdzam po krótkiej chwili ciszy, w umyśle malując kolejne płótna. W końcu jednak zamykam foldery i zaciskam na nich palce obu dłoni, a mój wzrok ponownie zawiesza się na twarzy Deirdre; tym razem bardziej badawczy, intensywniejszy niż wcześniej, jakbym chciał z tych posągowych rysów wyczytać cokolwiek - Jest coś jeszcze. Wynajęto mnie do namalowania pośmiertnego portretu lorda Alpharda Blacka, czy... - zawieszam się na moment - czy znała pani lorda Blacka? Bywał w balecie? - a może bywał w Wenus? Rozkładałaś przed nim nogi? Nazywał cię Orchideą? Cesarzową? Płacił żebyś mu obciągała? - Jaki był? - to przecież normalne, że chcę pochwalić się kolejnym niemałym sukcesem, a skoro w Fantasmagorii bywali wszyscy wysoko urodzeni, to może i Alphard przekraczał czasem tutejsze progi? A ona? Roztaczała swoje opiekuńcze skrzydła nie tylko nad zgromadzonymi tutaj artystami ale przede wszystkim nad gośćmi, prawda?...




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk

Powrót do góry Go down

Patrzyła na niego bez mrugnięcia okiem, jak zawsze - choć w pewien trudny do opisania sposób inaczej, głębiej, jakby starała się zajrzeć pod tą przyjemną, zawadiacką buźkę. Kryła się tam burza, wyczuwała to, ozon w powietrzu, dziwne napięcie, pozorna zgoda, a w środku ścierające się ze sobą sprzeczności, mogące wybuchnąć blaskiem buntu. Być może tylko to projektowała, być może gotowała się na najgorsze - czy zastanawiała się też, jak wygląda pełnia jego mocy poza malarską pracownią? - próbowała go przejrzeć i ocenić, czy złoto jest w stanie wypełnić jego usta na tyle dokładnie, by przestał bluźnić. - Sugerujesz, że podajemy tutaj rozwodnione wino, Johnatanie? - spytała powoli, z uśmiechem sugerującym, że może być to jego ostatni napitek w marnym życiu, ton jednak pozostawał słodki, ujmujący, prawie troskliwy. - W jednym masz jednak całkowitą rację, port staje się siedliskiem paskudnej zarazy. Uwierzysz, że niedawno zagubiono dostawy do la Fantasmagorii? Na szczęście, minister Malfoy na pewno znajdzie na to skuteczny sposób - uspokoiła go, mając w sercu i na języku przeciwne motywacje. Nie znała jego historii, nie chciała jej znać, ale zamierzała zrobić wszystko, by wesprzeć nowy porządek, wszystkimi dostępnymi sposobami. I tymi eleganckimi, propagandowymi, i tymi brudniejszymi, brudzącymi drogi strój krwią. Oby nie tą należącą do Bojczuka, chociaż jeśli nie będzie miała wyjścia, z prawdziwym smutkiem zakończy owocną współpracę.
Na razie przebiegała bez większych uszczerbków na wzajemnym zaufaniu - i liczyła na kontynuację na takich samych zasadach. - Wspaniale. Oczekuję raportów z postępów prac. Rozumiesz, czas nas goni, a muszę mieć pewność, że te obrazy zostaną ukończone w terminie - a potem ozdobią ściany tego wspaniałego miejsca - podsumowała prawie z uśmiechem, nieco rozluźniając ramiona. Kolejny mały sukces na ścieżce ku większym wpływom - i ku zadowoleniu Tristana, sugerującego czym powinna zajmować się madame Mericourt. Miała nadzieję, że obrazy namalowane przez Johnatana zachwycą widzów, a przede wszystkim nią samą: oby przedstawiały rządy Malfoya w prawdziwym świetle, podkreślając dokonania arystokraty. Bojczuk powinien mieć w tym wprawę, wszak przykładał się do odtwarzania także podobizny Alpharda.
Deirdre nie okazała zdziwienia, przywdziała tylko bardziej melancholijny wyraz twarzy. Nieprzesadny, nie wpadała w groteskową przesadę. - Tak, był moim przyjacielem, lecz także częstym gościem La Fantasmagorii - odparła, na moment przenosząc spojrzenie w bok, za wysoko sklepione okno. - To mądry, rozsądny czarodziej, biegły dyplomata - jego śmierć to wielka tragedia dla wszystkich, którzy interesowali się polityką. Potrafił doprowadzić do satysfakcjonującego finału nawet pozornie niemożliwe negocjacje. Charyzmatyczny, odważny, sprytny. Odpowiedzialny - kontynuowała ze spokojem, zastanawiając się, czy i obraz Cronusa Malfoya poprzedzony zostanie zebraniem tak kameralnych informacji. Zamilkła na dłuższą chwilę, jakby wahała się, czy coś dodać; powstrzymała się i powoli wstała z krzesła, poprawiając przód szaty. - Zaliczkę oraz złoto na materiały do naszych obrazów otrzymasz od księgowego - poinformowała jeszcze, wyraźnie dając mężczyźnie do zrozumienia, że czas ich spotkania właśnie się skończył. Była zadowolona, aczkolwiek instynkt podpowiadał, że musi wykazać się większą niż zazwyczaj czujnością jeśli chodzi o zakres realizacji malarskiego zamówienia.

| zt :pwease:


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

| 10 listopada
La Fantasmagorię długo omijały większe problemy, mogące nadwyrężyć jej nienaganną reputację – chroniona politycznie przez nazwisko Rosierów, dzielnie opierała się zakusom wrogich inwestorów, a marmurowy hol stawał się całkowicie odporny na wojenną zawieruchę. Bezpieczny zarówno od ataków terrorystów, jak i od równie groźnego w skutkach odcięcia od luksusowych frykasów, zarówno tych czysto kulinarnych, rozpieszczających podniebienia, jak i tych zachwycających inne zmysły. Gwiazdy baletu pragnęły występować na deskach tej konkretnej sceny, muzycy robili wszystko, by pozostać w pierwszym składzie orkiestry, a całe techniczne zaplecze baletu i restauracji zapewne dziękowało każdego dnia Merlinowi za możliwość komfortowej i stabilnej pracy w renomowanym miejscu. Każdy element działał jak należy, nieustępliwie popychając La Fantasmagorię coraz wyżej na artystycznej drabinie. Wojna i niedostatek zdawały się omijać ten zakątek magicznego portu, a tuż po przekroczeniu progu gość przenosił się do innego, lepszego świata, gdzie na głowę sypał się nie pył ze zniszczonych działaniami Zakonu Feniksa budynków, a co najwyżej brokat z nowej, innowacyjnej scenografii, przygotowany specjalnie dla przedstawień debiutantek.
Nic, co piękne, nie mogło jednak trwać wiecznie, a Deirdre, choć cieszyła się odnoszonym sukcesem, psychicznie przygotowywała się na niespodziewane. Praca w dyplomacji – ale także w Wenus, wśród kapryśnych klientów i braku jakiejkolwiek rutyny – nauczyła ją czujności oraz nieco pesymistycznego przekonania, że jeśli coś może się zepsuć, prędzej czy później tak właśnie się stało. Drobiazgowo przygotowywała więc plany zastępcze oraz wyjścia ewakuacyjne, zapobiegając potencjalnym katastrofom. Wielu udało się uniknąć, ale akurat tego listopadowego, ponurego tygodnia, na ścieżce ku perfekcji pojawiła się przeszkoda trudna do przewidzenia – główna śpiewaczka, mająca uświetnić wernisaż obrazów, dokumentujących debiutancki rok baletnic, ukazujących ich trudy, znoje, ale głównie piękno i magię ciężkiej pracy, gwałtownie się rozchorowała. Deirdre przepuszczała, że symptomy smoczej grypy Gabrielle zauważała już dawno, ale nie chciała tracić zarobku oraz szansy na występ, czekała więc do ostatniej chwili z powiadomieniem madame Mericourt. List wcale nie zastał jej ani w dobrym zdrowiu ani nastroju, a uniżone przeprosiny tylko ją zirytowały: ta młódka miała czelność w ostatnim akapicie wspominać z nadzieją o kontynuowaniu współpracy. Nie ma mowy; Dei nie odpisała jednak w pasywno-agresywnym tonie, koncentrując się na szybkim znalezieniu zastępstwa. Nie było to łatwe, dwa pierwsze wybory okazały się niemożliwe do zrealizowania z powodu konfliktu terminów, zwróciła się więc do ostatniej deski ratunku, panny Angelique, utalentowanej dziewczyny, która pojawiała się już w La Fantasmagorii i podobno nawet sama Evandra wypowiadała się o niej w samych pozytywach. Szybko przeprowadzona korespondencja dawała nadzieję na porozumienie, Mericourt oczekiwała więc panny Blythe z samego rana kolejnego dnia, zapowiadając przybycie czarownicy odźwiernym.
Gdy tylko jasnowłosa kobieta pojawiła się w drzwiach gabinetu, Deirdre podniosła się znad biurka i powitała gościa lekkim uśmiechem. – Panno Blythe, jak dobrze pannę widzieć. Jeszcze raz dziękuję za przybycie i możliwość uzgodnienia szczegółów występu – rozpoczęła spotkanie od razu, rzeczowo i uprzejmie, władczym gestem wskazując kobiecie miejsce na wygodnej kanapie. Nie chciała oddzielać się od śpiewaczki biurkiem, usiadła więc naprzeciwko niej, w głębokim fotelu, machnięciem różdżki przyzywając tacę z przekąskami i napojami, która gładko wylądowała na kawowym stoliku. – Zdaję sobie sprawę, że czasu jest niezmiernie mało, dlatego tym bardziej doceniam panny zaangażowanie – dodała przyjemnym, melodyjnym tonem, w ramach miękkiego wprowadzenia do negocjacji.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

| 10 listopada 1957 r.

Och, czy mogłaby wymarzyć sobie lepszą sytuację? Wokalistka śpiewająca zazwyczaj w Fantasmagorii zachorowała, Angelique zaś trafiła się okazja by ją zastąpić. Blythe nie mogła powiedzieć, że nie było jej to na rękę – w końcu ostatnio w jej rodzinie się nie przelewało. Mimo to nie cieszyła się z tego, co przydarzyło jej się poprzednicy – mogło to dotknąć przecież każdego.
Jednak nie tylko pieniądze interesowały w tym przypadku Angelicę. Fantasmagoria była miejscem tętniącym życiem i pełnym przepychu. Angelique powinna występować tu zawsze, daleko było jej do śpiewaczki ze spalonego teatru. Jak na potomkinię wil przystało nie mogłaby zadowolić się byle czym, nawet jeśli chodziło o pracę.
Pojawiła się w hallu o umówionej godzinie, gdzie została powitana przez pracowników Fantasmagorii, którzy wzięli od niej płaszcz na wejściu. Nie było to nic nowego – w końcu było to dość typowe zachowanie tutaj, w Fantasmagorii. Właściciele nie mogli sobie pozwolić na złą opinię. Brak manier, zwłaszcza w wyższych sferach, skutkował często nie tylko pogardliwym wzrokiem przechodniów, ale i choćby tymczasowym wydaleniem takich delikwentów z uprzywilejowanego kręgu społecznego. Nie mogła sobie wyobrazić nic gorszego i hańbiącego.
Weszła do wskazanego gabinetu cichym, dystyngowanym krokiem. Uśmiechnęła się lekko na widok postaci siedzącej w pomieszczeniu. Wiedziała, z kim ma do czynienia. Mimo że mało kiedy miała przyjemność spotkać Deirdre osobiście, kojarzyła jej wizerunek, szczególnie z gazet. Była znaną i szanowaną osobą, którą niewątpliwie Angelica chciałaby mieć okazję ujrzeć kiedyś z bliska. A tego dnia właśnie do tego doszło.
Dzień dobry, pani Mericourt. – Skinęła głową delikatnie. Była ciekawa, jakie konkretnie zadanie ma dla niej kobieta. Każda partia w jakimkolwiek spektaklu potrafiła się znacząco różnić. – Cała przyjemność po mojej stronie. Właściwie, to ja powinnam bardziej pani podziękować… Kiedy usłyszałam o pańskiej propozycji, nie mogłam posiąść się z radości. Niemniej mam nadzieję, że solistka wydobrzeje, bo nie upatruję nigdy niczyjej szkody. Zaś jeśli o mnie chodzi… Nie wyobraża sobie pani, jaki to dla mnie zaszczyt, by tutaj być w charakterze kogoś innego niż widz czy słuchacz. – Położyła odruchowo dłoń na sercu, jakby chciała, by potwierdziło jej słowa.
Zajęła miejsce wskazane przez Deirdre, uważając, by nie pognieść swojej sukienki. Położyła ręce na kolanach, wyczekując na to, co powie jej przełożona.
Domyślam się. – Potrząsnęła głową w zrozumieniu. – Powinnyśmy zatem przejść do konkretów, czas nagli. Jakie są szczegóły występu?




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Gabinet towarzyski - Page 5 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe

Powrót do góry Go down

Siedząca przed nią śpiewaczka bez wątpienia posiadała ujmujący, melodyjny głos – nawet zwykłe powitanie brzmiało kojąco – lecz to niebywała uroda przyciągała uwagę Deirdre zdecydowanie bardziej. Przez chwilę błądziła po twarzy o idealnych rysach zaintrygowanym spojrzeniem, lecz nie skomentowała piękna czarownicy, uznając je za przemiły bonus do zaistniałej sytuacji. Nie dość, że udało się jej szybko znaleźć zastępstwo dla tej chorowitej lafiryndy, która ośmieliła się zniweczyć wykalkulowany plan madame Mericourt, to jeszcze okazało się, że śpiewaczka zachwyci publikę również swą oryginalną prezencją. W głowie opiekunki La Fantasmagorii już tworzyły się plany przesadzenia gości, tak, by w pierwszych rzędach bocznej sali usadzić wiekowych darczyńców, łasych na wizualne bodźce płynące od takiej ślicznotki. Szybko powróciła jednak do tu i teraz, wszak nie podpisały jeszcze umowy.
- Och, ja również życzę Gabrielle szybkiego powrotu zdrowia – skwitowała niezwykle empatyczną wypowiedź Angelique, właściwie nie kłamiąc: im prędzej zawodząca ją dziewczyna wróci do pełni sił, tym prędzej zda sobie sprawę, że otrzymała wilczy bilet do każdego artystycznego przybytku w tej części Anglii. Deirdre nie miała litości dla potknięć, nawet wynikających z przyczyn losowych. Dla niej Rielle była skończona. A panna Blythe…cóż, może była nieco zbyt miła i gadatliwa, ale wyraźnie zależało jej na tej pracy; a kto wie, czy pod maską wrażliwej duszyczki nie kryje się charakterna diwa? Brzmiała więcej niż dobrze, a jeśli ich surowy trener śpiewu uzna Angelique za cenny klejnot, warto byłoby go oszlifować, by zalśnił na tyle pięknie, by otworzyć szerzej serca (i kieszenie) wpływowych gości magicznego baletu.
- Tutaj znajdzie panna repertuar wraz z wokalnymi technikaliami, przygotowanymi przez nas zespół i dyrygenta - rozpoczęła serię konkretnych informacji, pochylając się nieco w przód, by przekazać ponad stolikiem kawowym gruby folder, pełen zapisów nutowych, uwag trenera śpiewu oraz rozpisanej kolejności piosenek, mających uświetnić finisaż wystawy. – Wernisaż odbędzie się w najbliższy weekend, w sobotni wieczór. Czy zdąży panna przygotować się w ciągu tych kilku dni? – raczej stwierdziła niż zapytała, bacznie obserwując reakcję śpiewaczki na tak napięty harmonogram oraz ilość materiału. – Oczywiście gwarantujemy stałą opiekę i szkolenie profesjonalisty, zajmującego się emisją głosu oraz śpiewem, by zadbać o perfekcję występu. Jest gotowy wspierać pannę całą dobę – dodała z lekkim uśmiechem, jakby pytała, czy to Angelique była gotowa na tak ciężką pracę w nadchodzących dniach. Stal hartuje się w ogniu, a wiotkie i prześliczne śpiewaczki – w płomieniach presji. – Chciałam też upewnić się, że jest panna zarejestrowana jako przykładna obywatelka magicznego Londynu? – zagadnęła jeszcze, zostawiając te kwestię na koniec, bynajmniej z powodu jej nieważności. Nie wpuściłaby na salony kogoś o podłym rodowodzie, rodzina Blythe była znana wśród czarodziejskiej społeczności, lecz wolała dmuchać na zimne.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

Dla wielu muzyków wystąpienie w Fantasmagorii, grając główne skrzypce, było spełnieniem marzeń. Czarodzieje zabijali się, żeby pojawić się tu w roli widza a co dopiero performera. Angelica nie była wyjątkiem, uważała tę szansę za spory zaszczyt, którego nie mogła tak po prostu odmówić. Zastanawiała się jednak, czy podoła. W końcu to nie była zwykła praca, jaką miała na co dzień. Wymagania przedstawione przez panią Mericourt wydawały jej się wysokie, a bycie solistką w Fantasmagorii zdarzało jej się przecież niezwykle rzadko.
Mimo to nie zamierzała rezygnować, a już na pewno nie na wstępie. Lata praktyki i cierpliwych przygotowań nauczyły ją, że zawsze warto spróbować, niż od razu dawać za wygraną. W końcu kto nie ryzykuje, nie pije szampana.
Nie była od dziecka zawistną osobą i nawet teraz, kiedy dostała okazję do występowania w wielkich przybytkach, się to nie zmieniło. Nie pragnęła sławy czy ciągłych komplementów. Była potomkinią wil, to prawda, ale nosiła się z godnością. Pomimo wahań nastrojów i wybuchowości była damą. A damy nie potrzebowały błagać o atencję.
Pokiwała głową na odpowiedź kobiety. Niedyspozycja poprzedniczki ćwierćwili otworzyła drzwiczki do kariery dla złotowłosej Blythe. Wiedziała o tym, nawet jeśli otwarcie nie była na tyle śmiała, by to przyznać… Po prostu pewnych rzeczy nie dało się ukryć.
Przyjęła dokumenty od przełożonej, ze spokojem śledząc każde zapisane na nich słowo. Papierologii było całkiem sporo, ale wierzyła, że temu sprosta. Była przecież jedną z najsławniejszych solistek operowych w kraju. Pracowała już w stanowczo gorszych warunkach i pod większą presją, by teraz się tak po prostu poddać.
Rozumiem – odpowiedziała, kończąc przeglądać zapewnione jej materiały. Cały spektakl wydawał się nie lada wyzwaniem, ale w porządku. Mogła to zrobić, była już przyzwyczajona do tego rodzaju pracy. Odłożyła materiały na stolik, z powrotem skupiając uwagę na twarzy pani Mericourt. – Myślę… Nie, jestem przekonana, że dam radę. Zdążę na czas. Właściwie, pracowałam już w warunkach, gdzie bardziej goniły mnie terminy. – Uśmiechnęła się w odpowiedzi z niekrytą ulgą. Była zupełnie szczera – repertuar wydawał się całkiem znajomy. Nie każdy typ głosu pasował do każdej melodii, w tym wypadku miała jednak szczęście – piosenki zdawały się idealne dla niej. Wszystko zmierzało zatem w dobrym kierunku.
Jej twarz rozpromieniła się jeszcze bardziej na słowa o dodatkowym nauczycielu. Zdecydowanie lepiej było jej ze świadomością, że ktoś nad nią czuwa. Narządy powiązane z głosem były wszak bardzo delikatne i łatwo dało je się przeciążyć, a czasem nawet uszkodzić. Zazwyczaj wiedziała, co robić i przed każdym występem robiła rozgrzewkę, ale wolała mieć obok siebie kogoś w stylu osoby trzeciej, która by tego wszystkiego doglądała. W ten sposób znacznie łatwiej było wychwycić potencjalne zagrożenia i błędy.
Tak, sądzę, że będzie bardzo pomocny. Dziękuję – odparła, kiwając głową na propozycję. – Czy prócz zaleceń profesjonalisty, mogę wdrążyć również własne niuanse? Czy jednak ograniczyć inwencję twórczą do minimum? – Prostota bywała czasem najlepszym rozwiązaniem, nie można było jej jednak łączyć ze zbytnim przepychem. Angelica zaś nie chciała za bardzo ingerować w wizję zleceniodawcy.
Zdziwiła się odrobinę, słysząc pytanie, ale nie poczuła żadnego przypływu gniewu. Bardziej nostalgię. Pamiętała przecież ten nieszczęsny dzień, w którym przyjechała po długiej emigracji do Londynu. Jesień sprawiła, że pozbyła się jego resztek, życie poświęcając teraz na przemyślenia i naukę.
Hm, tak. – Uciekła wzrokiem w bok, oddając się rozmyślaniom. Po chwili wróciła wzrokiem do swojej rozmówczyni. – Nie powiem jednak, żeby rejestracja różdżki była przyjemna. Była co najmniej… bolesna. Panowie powinni przepuszczać damy w kolejce, ale niestety – musiałam stać w niej cały dzień. Ale tak, jestem zarejestrowaną obywatelką Londynu. Mogę pokazać różdżkę. – Nie mogła odmówić sobie, by się na moment poskarżyć na swój niegodny los, ale od razu przeszła do rzeczy. Rozumiała te uciążliwe procedury. W razie czego była gotowa przedstawić cały swój rodowód zarówno ze strony matki jak i ojca. W końcu należała do dwóch znakomitych rodzin – Blythe i Delacour. Nie miała czego się wstydzić.




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Gabinet towarzyski - Page 5 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe

Powrót do góry Go down

Uszminkowane krwistoczerwoną pomadką usta Deirdre rozciągnęły się w zaskakująco przyjaznym uśmiechu. Spodobało się jej to profesjonalne, całkowicie pewne podejście Angelique, oscylujące wokół złotego środka. Bez przesadnej arogancji i artystycznego rozkapryszenia, działającego na nerwy podczas negocjacji oraz współpracy, lecz też bez mdłego zakłopotania oraz dziewiczej niewiary we własne siły. La Fantasmagoria potrzebowała potężnych głosów, talentów i charakterów, nie nudnej, pruderyjnej bylejakości, a panna Blythe zdawała się spełniać te wymagania, przynajmniej te stawiane pod względem debiutantów.
- Cudownie. W takich kryzysowych sytuacjach przydaje się doświadczenie w pracy pod presją czasu - skwitowała pogodnie, nieco już rozluźniona, bo wydawało się, że problem zastępstwa został rozwiązany. Dalej gdzieś w tyle optymistycznych założeń czaiły się cienie podjętego ryzyka, lecz opinie o Angelique oraz polecenie samej lady doyenne skutecznie je usuwały. Zaoferowanie tej konkretnej śpiewaczce pracy było dobrą decyzją, musiało nią być, porażka nie wchodziła w grę. Dziewczyna zdawała się to rozumieć, a choć jej oczy świeciły ekscytacją, to doskonale panowała nad manierami, a co więcej, zadawała celne pytania. Mericourt przyglądała się jej jeszcze przez chwilę uważnie, z uśmiechem, który nie obejmował jednakże oczu, czujnych, przypominających raczej spojrzenie surowego egzaminatora podczas OWUTEMów niż troskliwej opiekunki pracowników magicznego baletu. Tak, Blythe miała czarujący głos, uzupełniający rozświetloną aurę rzadko spotykanej urody, skrzącej się wręcz nawet w przytulnym, leniwym, porannym półmroku gabinetu. Czyżby miała do czynienia z rzadkim przypadkiem czarownicy nie tylko oszałamiająco pięknej, ale i posiadającej pod tą jasną czupryną odrobinę rozumu oraz spore pokłady prawdziwego talentu?
- Wolałabym powstrzymać się od eksperymentów. To dość konserwatywny materiał, nasza publika, przynajmniej w przypadku tego konkretnego wernisażu, jest również nastawiona na to, co przewidywalne i ujmujące - odparła w końcu, decydując się na bezpieczniejszą ścieżkę. Kto wie, co Angelique miała na myśli wspominając o inwencji twórczej. Równie dobrze mogło być to nowatorskie podejście do finalnego zaśpiewu, co jakieś neo skrzeczenie, podobno modne w pewnych petersburskich, baletowych kręgach, będących pod wpływem Strawińskiego. - Jeśli nasza współpraca okaże się owocna oraz satysfakcjonująca, na pewno będzie mogła panna w większym stopniu ingerować w program oraz w sposób wokalnej ekspresji - dodała w ramach zachęty, złotego błysku, mającego zmotywować potencjalną pracowniczkę do ciężkiej pracy, która może zakończyć się nawiązaniem długotrwałej, opłacalnej więzi. Nie obiecywała, ale też nie rzucała słów na wiatr, podejrzewając, że pełna swoboda na scenie jest dla artystów bardziej kusząca niż obsypanie galeonami.
Tych chyba pochodzącej z dobrej rodziny Blythe nie brakowało, przynajmniej na razie. Taktyczne przesunięcie wzroku w bok nie umknęło uwadze Deirdre, nie skomentowała jednak tej reakcji. - Wierzę pannie, ale rozumie panna - procedury. Przy wyjściu jeden z odźwiernych przyjrzy się dokumentom. Przezorny zawsze ubezpieczony. Przyszło nam żyć w niespokojnych czasach, nieprawdaż? - zagadnęła lekko, dając Angelique szanse na wypowiedź w temacie prawie politycznym. - Próby z mistrzem śpiewu rozpoczęłyby się dzisiaj, około godziny czwartej, tuż po podwieczorku. Później powinna się panna udać na przymiarki sukni, nasza nieodżałowana Gabrielle na pewno była od panny nieco pokaźniejszej postury. Nasz kostiumograf na pewno sprawi, że szata tylko podkreśli estetykę występu. Podobnie jak charakteryzatorki, czynią cuda z magicznymi kosmetykami i wonnościami - kontynuowała techniczne wytyczne, chcąc jak najlepiej przygotować pannę Blythe do ciężkiej pracy, jaka miała zająć kilka kolejnych dób. - Czy są jeszcze jakieś pytania? Wątpliwości? - dała dziewczynie dojść do słowa, unosząc oczekująco brew.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

Od dziecka uczono ją odpowiednich manier i obycia w towarzyskim świecie. Wszyscy nie tylko wymagali od niej nienagannej postawy i znajomości zasad dobrego wychowania, ale także wybitnej troski o urodę, wspaniałych kreacji i fantazyjnych upięć. A to był tylko wierzchołek góry lodowej, bo przecież te oczekiwania wynikały wyłącznie z pochodzenia z rodziny Delacour. Będąc córką primabaleriny, musiała sprostać przecież innym nie lada oczekiwaniom – czasami zastanawiała się, czy to jej matka była emerytowaną gwiazdą, czy ona sama.
To wszystko jednak nie przełożyło się na jej charakter – była co prawda odrobinę rozkapryszona jak na każdą potomkinię wil przystało, ale daleko było jej do typowej primadonny. Kiedy inne kobiety lubowały się jedynie w bogactwie, ona odnajdywała przyjemność nie tylko w brylantach i perłach, ale i w prostocie codziennego dnia. Nie potrzebowała atłasowego dywanu ani diademu, żeby wiedzieć, że jest wyjątkowa. Tego akurat – również na swoje nieszczęście – od dawna była świadoma.
Lata pracy w zawodzie i profesjonalizm, jaki wpajali jej od najmłodszego bliscy wreszcie się opłacili. Nie zamierzała się denerwować i puszyć z byle powodu – była absolwentką Beauxbatons i wybitną artystką, która odebrała również bardzo kluczowe domowe wykształcenie. Nie mogła sobie pozwolić na tak karygodne zachowanie – nie przystało, szczególnie w tym wieku. Dalej co prawda czuła odrobinę tremy tuż przed występem, ale kto na jej miejscu by nie czuł? Skupiała się na niej nie para oczu najbliższej osoby, a tysiące ciekawskich spojrzeń obcych.
To prawda – odparła ze skromnym uśmiechem na słowa swojej przełożonej. Nie mogła się z tym nie zgodzić – gdyby nie to, że miała już do czynienia z podobnymi sytuacji znacznie wcześniej, teraz pewnie siedziałaby jak na szpilkach.
Uniosła brwi na odpowiedź Deirdre. Faktycznie, takie podejście całkiem pasowało do sposobu, w jaki był prowadzony przybytek. Poza tym, nie znali przecież Angelici i jej umiejętności aż tak bardzo, wystąpiła tu może raz czy dwa i to okazyjnie. Nic więc dziwnego, że władze Fantasmagorii wolały podejść do wszystkiego z dystansem.
Rozumiem. – Pokiwała głową, nie wiedząc, co jeszcze mogłaby powiedzieć. Postawa, jaką reprezentowała kobieta była bardzo profesjonalna – do tego stopnia, że w pewnym momencie pannie Blythe po prostu zabrakło języka.
Zamyśliła się na chwilę przez słowa o obecnej sytuacji w Londynie. To fakt – nie działo się najlepiej. Mieli prawo nałożyć stosowne procedury. Musiała jednak przyznać, że kiedy tu przyjechała, miała wrażenie, że panował tu rozgardiasz jeszcze większy niż zazwyczaj. A to prawdziwy cud powiedzieć to o angielskiej stolicy przy tak zawsze tętniącym życiem, niespokojnym Paryżu.
Ma pani rację, pani Mericourt – odpowiedziała w końcu szczerze zatroskana ostatnimi wydarzeniami. Chciałaby, żeby to wszystko się już skończyło. Dodatkowa papierologia tylko przyprawiała ją o ból głowy. – Mam nadzieję, że uda się w końcu ująć tych niebezpiecznych kryminalistów. Kto wie, co mogą jeszcze planować. – Pokręciła głową z niedowierzaniem. Wszystkie ich działania wydawały się bezsensowne – jak ktokolwiek mógł ich popierać?
Pani Mericourt przeszła do opisywania dalszych zadań przeznaczonych ćwierćwili i naturalnie – Angelica postarała się, by wszystkie kluczowe informacje zanotować w pamięci. Próby były zawsze ważne w realizacji całego występu, tak samo jak przymiarki – to od nich zależało, czy występ w ogóle dojdzie do skutku i to jak zostanie on odebrany. Nie dziwiła się szczególnie słowom Deirdre, bo była to standardowa procedura.
Ach, dobrze. Będę pamiętać – zapewniła ją swoim melodyjnym głosem.
Czy miała jakieś pytania? Albo wątpliwości? Wszystko wydawało się na ten moment jasne. Pozostała tylko jedna nurtująca ją kwestia.
Hm… Zastanawiam się, czy zarówno próba jak i przymiarki stroju odbywają się w tym samym miejscu co zawsze. – Dawno tu nie była, do tego byłoby to wysoce niezręczne, gdyby weszła do garderoby innej śpiewaczki… „Niezręczne” to jednak niedopowiedzenie, spaliłaby się natychmiast ze wstydu!




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Gabinet towarzyski - Page 5 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe

Powrót do góry Go down

Miała nadzieję – graniczącą z pewnością, wszak siedziała przed nią prawdziwa profesjonalistka, wyszkolona przez najlepszych mistrzów – że jasne postawienie granicy w wyrażeniu scenicznej ekspresji nie zrazi Angelique. I tak właśnie się stało, czarownica zachowała się z klasą i zrozumieniem, bez wszczynania wilich fochów oraz okazywania dramatycznego niezadowolenia. Miła odmiana po szeregu pełnych pretensji pseudogwiazdek, niewychowanych jeszcze przez marszandów czy twórczych opiekunów. Panna Blythe zyskała więc kolejny ważny punkt na liście zalet, mogący przeważyć przy rozważeniach dotyczących zaproponowania stałej współpracy. Decydujący pozostawał jednakże występ, na jaki obydwie przebywające w gabinecie kobiety czekały z równą mieszaniną podekscytowania i niepokoju; kto wie, może nawet Deirdre martwiła się bardziej o to, jak zostanie przyjęty? Wszak to ona odpowiadała głową – dosłownie? – gdyby coś poszło nie tak. Sprawdziła prześliczną śpiewaczkę tak dobrze, jak tylko potrafiła, zebrała rzetelne informacje o doświadczeniu, ale także mniej lub bardziej salonowe plotki, by upewnić się, że zaprezentuje się na wernisażu odpowiednio dobrze. Może nie perfekcyjnie, tą osiąga się ciężką pracą, ale na tyle satysfakcjonująco, by spełnić wygórowane wymagania nie tyle tłumu – ten podczas bankietów bywał rozkojarzony – co madame Mericourt. Była surowa, owszem, czasem wręcz bezwzględna, ale sowicie wynagradzała tych, którzy na to zasługiwali. Zarówno talentem, jak i, co wydawało się w obecnych czasach równie rzadkie, towarzyskim obyciem oraz słusznymi poglądami. Angelique z każdym wypowiedzianym słowem zdawała się zyskiwać sympatię Deirdre, choć nie okazywała tego wprost. Pierwsze wrażenie bywało mylne.
- Jestem pewna, że to kwestia czasu. Minister Magii na pewno robi wszystko, by zapewnić nam bezpieczeństwo i wolność od tych brutalnych terrorystów. Była może panna na ostatniej egzekucji? - zagadnęła, chcąc tym krwawym tematem nieco rozluźnić atmosferę rozmowy kwalifikacyjnej, a przy okazji wybadać grunt. Czy delikatna, eteryczna wręcz potomkini wili brzydziła się przemocy? A może aktywnie popierała działania Ministerstwa? –Nie musi się jednak panna martwić zagrożeniem, a przynajmniej nie tutaj. La Fantasmagoria posiada wybitną ochronę, zarówno czarodziei, jak i niezawodnej magii. Przyjmujemy tu wyjątkowych gości, to więc oaza spokoju, gdzie znikają wszelkie troski – dodała uspokajająco, choć było to więcej niż oczywiste. Nikt o zdrowych zmysłach (i szanujący własne życie) nie zbliżyłby się do magicznego baletu ze złymi intencjami. Renoma baletu, a zwłaszcza nazwisko właściciela budziło słuszny szacunek, wzbogacony o szczyptę grozy. Angelique mogła czuć się tu całkowicie bezpieczna, o ile jej serce biło dla czarodziejskiej socjety, bez załamania rytmu jakimiś litościwymi myślami o szlamie.
- Proszę się nie martwić, na pewno szybko się tu panna odnajdzie. A ja chętnie oprowadzę cię po La Fantasmagorii – powiedziała w końcu łagodniejszym tonem, powoli podnosząc się z fotela. Nie miały czasu do stracenia, im szybciej Angelique poczuje się w tym miejscu swobodnie, tym lepiej się zaprezentuje, korzystając z pełni swej artystycznej ekspresji. – Poinformowałam już pracowników o panny przybyciu oraz planach na najbliższe dni. W razie jakichkolwiek problemów proszę zwrócić się do nich, a w kwestiach niezwykłej wagi: do mnie bezpośrednio – kontynuowała wytyczne, szerokim gestem otwierając drzwi do bocznego korytarza. Przekroczyła próg i zaprosiła pannę Blythe, by ta ruszyła za nią. Przeprowadziła ją krętymi schodami w dół, prosto za kulisy. – Tutaj znajdują się pomieszczenia techniczne i garderoby. Przymiarki, magiczna charakteryzacja, tworzenie kreacji i scenografii do występów, a także otoczka magipirotechniczna – wskazywała poszczególne pomieszczenia, nie zwracając uwagi na spojrzenia pracowników, sztywniejących nieco na widok madame Mericourt. Nie ze strachu, raczej z przejęcia tym, że mogła ocenić ich pracę krytycznie. Tym razem nie patrzyła im jednak na ręce, chcąc zaznajomić Angelique z La Fantasmagorią. – Dalej – pokoje dla gwiazd oraz artystów. Osobna garderoba pozwala skupić się przed występem, doszlifować niedociągnięcia, zebrać wenę, czy cokolwiek pomaga w samotności na doprowadzenie swego recitalu czy widowiska do perfekcji. Twoja garderoba…to będzie numer siedem – zastanowiła się powoli, przechodząc zgrabnie do kolejnego rejonu budynku. Po drodze zapoznała Angelique z kostiumografami, a także pozwoliła zerknąć do sali ćwiczeń, gdzie jeden z trenerów śpiewu przygotowywał młodego tenora do grudniowego recitalu. Dopiero po oprowadzeniu panny Blythe po najważniejszych pomieszczeniach, pokierowała nią ku bocznej sali, na której miała wystąpić. Pomieszczenie przytłaczało przepychem, a była to zaledwie boczna, nie główna scena. Panował półmrok, lecz lewitujące gdzieniegdzie magiczne świece wydobywały z niego stoliki, kurtynę i bogato zdobione ściany. – Tu panna wystąpi – zakończyła oprowadzanie, pozwalając czarownicy zapoznać się z tym miejscem, z jego atmosferą i z akustyką: podobno obydwie były dla śpiewaków tak samo ważne.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Gabinet towarzyski

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach