Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Początek nowej znajomości, VI 1956
AutorWiadomość
Początek nowej znajomości, VI 1956 [odnośnik]15.03.19 22:18
| 19 czerwca 1956

Ledwie wczoraj powróciła z Hogwartu i wszystko w niej dosłownie chciało śpiewać z radości. Przez cały wczorajszy wieczór buzia jej się nie zamykała, tak bardzo była podekscytowana znalezieniem się w domu. Swoim prawdziwym domu, bo Hogwart nigdy nie stał się nawet jego namiastką, traktowała go jako zło konieczne – do którego teraz już nie musiała powracać. Wczoraj rano po raz ostatni opuściła wiekowe mury pełne pleniącego się plebsu; gdyby nie obecność licznych szlam i mieszańców, niedopuszczalna tolerancja nauczycieli oraz konieczność uczenia się wielu niepotrzebnych na salonach rzeczy może nawet mogłaby to miejsce polubić, ale zawsze zazdrościła tym spośród krewnych i znajomych, którzy mieli szczęście pobierać nauki w Beauxbatons, gdzie nie zapominano o ważności artystycznych dziedzin. Przecież Elise nie miała nigdy skalać rąk prawdziwą pracą, nie musiała być mądra ani pamiętać tych wszystkich rzeczy które wtłaczano do jej głowy w Hogwarcie, bo tylko niektórych potrzebować będzie na salonach – a większość tego, co na salonach potrzebowała, i tak przyswajała w dzieciństwie i przez letnie wakacje spędzane w Ashfield Manor. Umiała się zachować, pięknie grać, śpiewać, a także czarować swoją osobą, na dodatek była naprawdę urodziwa. Czego pragnąć więcej?
Ale ten etap już minął i dopiero teraz Elise mogła poczuć się naprawdę dorosła, kiedy wyzwoliła się z ograniczeń szkolnego życia, a już za dwa dni miał mieć miejsce jej debiutancki sabat. Miała łącznie tylko trzy dni na przygotowania, ale matka już zawczasu zadbała o zamówienie dla niej odpowiedniej sukni od Parkinsonów, którą miała tylko przymierzyć, by dopasowano ostatnie detale. Sabat był dla niej ważniejszy niż niedawno napisane owutemy, na których wyniki nie czekała z niecierpliwością, bo plasowały się w kategorii ważności znacząco poniżej spraw towarzyszących debiutowi na salonach, który miał być dla niej ważniejszym sprawdzianem niż jakikolwiek szkolny egzamin. Tych kilka literek i tak nie miało mieć większego znaczenia niż ukontentowanie ojca, który i tak nie miał dla niej czasu, bo była tylko córką, a nie wymarzonym synem.
Spędziła wczorajszy wieczór na witaniu się z ulubionymi zakątkami, a także z krewnymi. Wiedziała że jej drogi kuzyn Percival niedawno, w kwietniu, ożenił się i że w ich domu zamieszkała nowa osoba, którą bardzo chciała poznać i przeprosić za niemożność bycia na uroczystości, ale nauczyciele plebejskiego pochodzenia nie rozumieli, jak ważne dla młodych dam i kawalerów są rodzinne wydarzenia. Na szczęście czas ograniczeń dobiegł końca, teraz Elise z własnej woli nie zamierzała nawet przebywać w pobliżu nikogo, kogo krew nie była przynajmniej czysta. Tych siedem lat nie wypleniło z jej głowy silnych wartości wpajanych od najwcześniejszych lat w rodzinnym dworze. Nadal była typową lady Nott, która kochała salonowy blichtr i patrzyła z góry na wszystkich, którzy nie byli tak idealni jak ona – bo na przykład mieli nieczystą krew, nieodpowiednie poglądy, byli biedni lub nie szanowali tradycji.
Nie wiedziała jeszcze, jaką osobą była żona Percivala. Uczyła się podobno w Beauxbatons, czego Elise już jej zazdrościła. Nie miały okazji się poznać za sprawą różnych szkół i znacznej różnicy wieku, dlatego nie miała pojęcia, do jakiej kategorii zaliczała się ta kobieta. Wcześniej wiedziała tylko, że ktoś taki istnieje, a teraz ta osoba została częścią jej rodziny, mieszkała pod tym samym dachem, więc Elise koniecznie musiała ją poznać i naprawdę miała nadzieję, że się zaprzyjaźnią.
Rano zaraz po śniadaniu, wiedząc że do planowanej przymiarki sukni miała jeszcze kilka godzin, udała się do komnat, gdzie według skrzata domowego znajdowała się Isabelle. Wcześniej poleciła jeszcze skrzatowi spalić jej szkolne szaty, co miało być symbolicznym znakiem zakończenia tego etapu raz na zawsze, ale jej myśli krążyły już głównie wokół spraw przyjemniejszych. Niespecjalnie przejmowała się tym, że może jej w czymś przeszkodzić; nie nawykła do przejmowania się uczuciami innych osób, swoje stawiając na piedestale. Poza tym poznanie jej osoby było niewątpliwie ważną rzeczą, więc wychodziła z założenia, że Isabelle się ucieszy na jej widok. Elise chciała ją poznać, porozmawiać choć krótko, by wyrobić sobie opinię i dowiedzieć się, kto spędzi życie u boku Percivala jako lady Nott, kogo spotkał zaszczyt przyjęcia ich znakomitego nazwiska. Percy bardzo długo zwlekał z wypełnieniem rodowego obowiązku, ale mężczyznom wolno było więcej, dlatego na niego Elise patrzyła dużo łaskawiej niż na kobiety, które dobiegały dwudziestego piątego roku życia i nadal były same. Był dla niej jak starszy brat i nie mogła nawet śnić o tym, że za kilka miesięcy zdradzi cały ród włącznie z żoną. Teraz nadal był ukochanym kuzynem, a jego małżonka, na co liczyła, mogła okazać się interesującą towarzyszką rozmów w posiadłości, gdzie większość jej kuzynostwa była od niej dużo starsza.
Zatrzymała się przed drzwiami komnaty i zapukała. Dopiero usłyszawszy potwierdzenie wsunęła się do środka, mimo wciąż młodej godziny wyglądając jak na Nottównę przystało – ubrana w zieloną suknię, nie tak strojną jak te na wyjścia ale nadal odpowiednią do jej pozycji, a także obdarzona onieśmielającą urodą, której brzydsze dziewczęta zawsze jej zazdrościły.
- Witaj, Isabelle – powitała ją z szerokim uśmiechem na pełnych wargach, uważnie taksując ją wzrokiem. Małżonka Percivala była całkiem ładna, choć jak zauważyła w duchu, nie tak ładna jak ona. I nie była też najmłodsza, ale Percy uchronił ją przed możliwym zostaniem starą panną. – Cieszę się, mogąc wreszcie cię poznać. Ledwie wczoraj powróciłam z Hogwartu po ostatnim roku nauki... Wybacz, że nie mogłam uczestniczyć w waszych zaślubinach, ale jestem pewna, że były przepiękne – mówiła głosem przepełnionym egzaltacją, choć była to gra pozorów; ciekawe, jak biegła była w niej Isabelle? – Pewnie już słyszałaś, że jestem ulubioną kuzynką Percivala, prawda? Och, mam nadzieję, że uda nam się zaprzyjaźnić – kontynuowała w podobnym przymilnym tonie, choć nie było to całkowicie fałszywe, bo naprawdę liczyła na to, że znajdzie w niej bratnią duszę o podobnych poglądach i priorytetach, materiał na przyjaciółkę. Nie wiedziała też oczywiście, czy była ulubioną kuzynką Percivala, ale to nie przeszkodziło jej tak o sobie powiedzieć, przecież tak wspaniała osóbka jak ona musiała być ulubiona, prawda?
Elise Nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Re: Początek nowej znajomości, VI 1956 [odnośnik]16.03.19 20:19
Lady Nott. Isabelle wciąż nie mogła oswoić się ze swoim nowym tytułem i rolą żony - nowa pozycja życiowa i nowe twarzy bardzo ją onieśmielały. Ale przy Percivalu znikał cały niepokój. Mąż był dla niej wsparciem, opoką, skałą. Przy nim zawsze czuła się bezpieczna, kochana i godna roli lady. Chciała być dla niego jak najlepszą towarzyszką życia, więc zawsze stresowała się poznawaniem jego krewnych. Sympatia szwagra, lorda Eddarda nieco ją uspokoiła. Przed ślubem i na samej ceremonii poznała większość rodziny i czuła się już coraz pewniej i spokojniej w posiadłości Nottów. Pamiętała jednak, że wciąż są osoby, których nie spotkała. Na przykład Elise, kuzynka męża. Z tego co słyszała, panna Nott żałowała, że nie mogła uczestniczyć w zaślubinach i uwielbiała przyjęcia i Sabaty. Sama Isabelle miała wręcz przeciwne odczucia i poznała własnego męża właśnie dlatego, że oboje szukali wytchnienia od zgiełku na Sabacie. Miała nadzieję, że jej dystans do życia towarzyskiego nie rozczaruje młodej damy. Wciąż boleśnie pamiętała złośliwości niektórych szlachcianek z Beauxbatons - Angielki i osoby o niższym statusie krwi nie odważyłyby się na dokuczanie pannie Carrow, zresztą większość z nich zjednała swoją życzliwością. Ale szlachetnie urodzone Francuzki, szczególnie modnisie i półwile nie miały czasami zahamowań i zazdrościły Isabelle dobrych wyników w nauce. Ukojeniem był dla niej klub jeździecki, a nawet towarzystwo kolegów - młodzi szlachcice nie zajmowali się tak przyziemnymi sprawami jak kobiety i mniej agresywnie demonstrowali swoją zazdrość. Rywalizacja w jeździe na aetonanach była zdrowa i budująca. Rywalizacja w doborze sukni była dla Isabelle niezrozumiała, dezorientująca i przykra.
Ale Elise to kuzynka jej męża, więc na pewno ma złote serce i ciekawe zainteresowania! Pomimo różnicy wieku, powinny się zaprzyjaźnić. Obie były jeszcze młode i miały mieszkać w jednej posiadłości. Isabelle miała nadzieję, że zrobi na powinowatej dobre wrażenie.

Gdy Elise wpadła do jej komnaty, pani Nott siedziała w fotelu z atlasem ziół na kolanach. Próbowała nauczyć się nowej receptury alchemicznej i usiłowała doczytać, jakie konkretnie składniki powinna kupić. Czy wszystkie powinny być w pełni dojrzałe, czy pączki też się sprawdzą? Jak powinny wyglądać liście i jak rozpoznać, czy handlarz nie próbuje opchnąć towaru gorszego sortu? Isabelle miała swoich sprawdzonych zielarzy, ale czasami musiała wybrać się po coś na ulicę Pokątną. Jako, że większość czasu spędziła we Francji i rodowych posiadłościach, nie była tam stałą klientką i czasami ktoś myślał, że może sobie bezczelnie pogrywać z niziutką i niepozorną dziewczyną.
Nieco rozkojarzona (liście nie powinny być wystrzępione... ) podniosła wzrok i uśmiechnęła się blado.
-Ty musisz być Elise! - spojrzała na dziewczynę ciepło. Sama wydawała się być nieco onieśmielona (w przeciwieństwie do "ulubionej kuzynki Percivala") ale życzliwa.
-Sporo o Tobie słyszałam i cieszę się, że wreszcie się spotykamy. Jak podobała ci się nauka w Hogwarcie? - zapytała z ciekawością. Sama bardzo dobrze wspominała lata w Beauxbatons, ale wszyscy chwalili sobie również angielską szkołę. Była bardzo zainteresowana hogwarckimi sposobami nauczania, pracownią zielarstwa, Zakazanym lasem, podziałem na domy, magicznymi stworzeniami...!


Stal hartuje się w ogniu


Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Re: Początek nowej znajomości, VI 1956 [odnośnik]16.03.19 23:39
Elise podczas swojego ostatniego roku często zastanawiała się, jak to będzie, kiedy sama wyjdzie za mąż i zamieszka z inną rodziną. Była przekonana, że o tak znakomitą partię jak ona będą zabiegać adoratorzy, że ojciec będzie przebierać w ofertach, starając się wybrać tą najkorzystniejszą politycznie, a ona sama zostanie postawiona przed faktem dokonanym. Oby tylko nie musiała czekać tak długo jak Isabelle, wszak dwadzieścia cztery lata były już dosłownie o włos od granicy staropanieństwa, a jak było wiadomo, najatrakcyjniejszymi kandydatkami na żony były młódki – urodziwe i wszechstronnie utalentowane artystycznie. A ona wpisywała się w tą kategorię, bo nawet siedem straconych lat w Hogwarcie nie odarło jej z talentów, choć niewątpliwie w Beauxbatons mogłyby rozkwitnąć lepiej, pielęgnowane przez cały rok, a nie tylko w wakacje i ferie świąteczne.
Elise uwielbiała przyjęcia i bale, i z utęsknieniem czekała na swój pierwszy sabat mający odbyć się już pojutrze. To tam miała zadebiutować wraz z innymi świeżo upieczonymi absolwentami szkół i stać się pełnoprawną częścią brytyjskiej socjety. Był to dla Elise najważniejszy dzień w życiu, później ważniejszy miał się stać tylko ślub, pieczętujący jej przynależność do jakiegoś mężczyzny z dobrego rodu o jedynych słusznych poglądach.
Nie mogła jeszcze wiedzieć, że Isabelle była inna, że należała do kategorii dziewcząt, których Elise nie darzyła sympatią – choć na pewno nie aż tak, jak nie znosiła zdeklarowanych starych panien jawnie podkreślających swój bunt i pragnienie niezależności. Nie mogła wiedzieć, że różniły się tak bardzo, ale niewątpliwie wkrótce się dowie.
Elise była jedną z ostatnich osób, które można by było posądzić o posiadanie złotego serca. To należące do młodej Nottówny było na wskroś zepsute od nadmiaru dóbr. Była do granic możliwości rozpieszczona, egocentryczna i przekonana o własnej niezwykłości, a także płytka i powierzchowna. Była przywiązana do rodziny, kochała matkę, siostry i kuzynostwo, ale Isabelle była obca, więc na jakieś pozytywne uczucia z jej strony musiała dopiero zapracować, na razie była czystą kartą dopiero czekającą na zapełnienie. Tak czy inaczej, Elise Nott była ucieleśnieniem stereotypu rozpieszczonej arystokratki.
Pierwsze wrażenie było bardzo ważne i choć czasem okazywało się mylne, zwykle dużo mówiło o danej osobie. Elise lekko uniosła brwi, widząc na kolanach żony Percivala zielnik zamiast romansidła dla dam z wyższych sfer, jakie Elise czytała w sporych ilościach (nawet jeśli nie wierzyła w miłość i przedkładała bogactwa i pozycję nad uczucia, to nie przeszkadzało jej czytać płytkiej kobiecej literatury) ale nie było jeszcze czymś szczególnie rażącym. Sama przechodziła kiedyś epizod zainteresowania magicznymi stworzeniami pod wpływem opowieści Percivala o smokach, choć w szkole się z tym nie afiszowała. To była ich mała, słodka tajemnica.
Ucieszyła się jednak, że Isabelle poprawnie zgadła jej imię – a więc zapewne już o niej słyszała. To dobrze, bo Elise byłaby bardzo zawiedziona, gdyby musiała się przedstawiać.
- W rzeczy samej – potwierdziła. Choć Percy w listach wypowiadał się o niej pozytywnie, nie mogło to zastąpić spotkania twarzą w twarz i samodzielnego wyrobienia sobie opinii. – Skoro już wróciłam, będziemy teraz mieć mnóstwo czasu, żeby się dobrze poznać! W końcu teraz jesteśmy już rodziną – mówiła dalej; w nadchodzących tygodniach będzie musiała przyzwyczaić się do nowej osoby, choć naprawdę liczyła na odkrycie w niej przyjaznej duszy i dobrej towarzyszki do herbatek, podwieczorków i ploteczek. – Hogwart był... No cóż, z pewnością nie tak wyszukany i artystyczny jak Beauxbatons. Za dużo było tam uczniów z gminu i nauki nieprzydatnych na salonach rzeczy. Zawsze żałowałam, że nie mogłam pobierać nauk we Francji, tam mogłabym przynajmniej pielęgnować moje zamiłowanie do muzyki. Ale na szczęście ten etap już za mną i już nigdy, przenigdy tam nie wrócę – zakończyła swoje kapryszenie, efektownie wzdychając i okręcając się na pięcie, pozwalając żeby jej sukienka zawirowała wokół kostek. Wady szkoły przeważały nad zaletami, jedynym pozytywem nauki tam była bliskość krewnych, których większość też się tam uczyła. Dzielenie dormitorium z kuzynką i najlepszą przyjaciółką w jednym, Marine, osładzało gorycz tych siedmiu lat izolacji od luksusów i specjalnego traktowania. Po tym czasie jeszcze bardziej doceniała swój ród, dwór i wychowanie. Elise nasiąknęła ideologią czystości krwi tak silnie, że nigdy podczas tych siedmiu lat nie pozwoliła sobie na wątpliwości. Ba, Hogwart wręcz utwierdził ją w przekonaniu o wyższości krwi czystej nad brudną. – Raduję się z tego niezmiernie i z utęsknieniem czekam na sabat, to będzie mój pierwszy! Dziś będę przymierzać suknię, którą założę. A ty? Pewnie już od dawna masz kreację, w której wystąpisz u boku Percivala? – spytała w dobrej wierze, przekonana że to przecież świetny temat do rozmowy, który zachwyciłby większość jej koleżanek. Sama była bardzo zachwycona i podekscytowana zarówno zawarciem nowej znajomości, jak i czekającymi ją przymiarkami najnowszej kreacji, w której pojutrze zobaczą ją wszyscy, którzy w tym kraju się liczyli, a kto wie, może i przyszły kandydat na męża?
Elise Nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Re: Początek nowej znajomości, VI 1956 [odnośnik]19.03.19 0:36
Isabelle nie miała nawet świadomości, że Elise uważa ją za kogoś na granicy staropanieństwa. Sama słyszała podobne rzeczy tylko od własnej ciotki i nie sądziła, że takie opinie może podzielać młodziutka kuzynka męża. Sama nie uważała własnego zamążpójścia za późne - wiedziała, że ma obowiązek wyjść za mąż w odpowiednim wieku, ale sądziłą, że odpowiedni moment i mężczyzna same się znajdą. I się znalazły. Nigdy nie chciałaby śpieszyć się z małżeństwem tuż po ukończeniu szkoły, bo wtedy nie poznałaby swojego ukochanego. No, chyba, że znałaby go już wcześniej - wtedy faktycznie nie miałaby nic przeciwko szybkiemu ślubowi.
Zamknęła zielnik, aby okazać dziewczynie pełną uwagę. Pomimo swojego zamiłowania do nauki i dobrze maskowanej niechęci do bali oraz sabatów, Isabelle wiedziała, czego się od niej wymaga i jak ma wyglądać jej życie. Jego resztę miała spędzić w posiadłości Nottów, więc zależało jej na jak najlepszych stosunkach z rodziną.
-Bardzo się cieszę, mogąc być częścią waszej rodziny. - odpowiedziała uprzejmie. Zwykle miała spokojny, wręcz statyczny wyraz twarzy, a jej lekki uśmiech był oznaką zarówno radości, jak i zwykłej grzeczności. Oczy Isabelle lśniły jednak szczerym szczęściem - była zakochana we własnym mężu i cieszyła się każdym dniem małżeństwa.
Nie miała pojęcia, co Elise rozumie poprzez uczniów z gminu - sama nie wyrażała się tak o czystokrwistych uczniach biedniejszych od siebie i część swoich dobrych koleżanek znalazła nawet wśród nieszlachcianek. Były mniej...fałszywe od niektórych artystokratek. Nie mogła z nimi oczywiście utrzymywać tak regularnych kontaktów, jak ze szlachtą i wiedziała, że ich czas w szkole pewnie rozpłynie się we mgle wspomnień. Niemniej, były to miłe wspomnienia. Podobnie jak Elise, wychowana była za to w niechęci do mugolaków i chociaż nie czuła potrzeby mówienia o tym głośno, rozumiała krytyczne opinie młodej Nottówny. Pewnie rozczarowałoby ją, że kuzynka Percivala nie lubiła wszystkich pasjonujących przedmiotów, które były "nieprzydatne na salonach". Nie znała się jednak na Hogwarcie i nie wiedziała, co kryje się pod tym pojęciem. Może faktycznie uczono tam rzeczy nudnych i nieprzydatnych, nie tak pasjonujących jak eliksiry i opieka nad magicznymi zwierzętami? Zresztą, każdy mógł mieć inne hobby i zainteresowania!
-Swój pobyt w Beauxbatons wspominam bardzo miło, bo mogliśmy tam rozwijać zarówno zdolności artystyczne, jak i naukowe. - zrecenzowała krótko swoją naukę. -Przykro mi, że Hogwart nie spełnił Twoich oczekiwań. - dodała prostolinijnie i szczerze.
-Gratuluję pierwszego sabatu! To duże przeżycie. Na pewno będziesz wyglądać pięknie! - uśmiechnęła się blado. Cieszyła się ekscytacją Elise, choć dla niej samej pierwszy sabat był przeżyciem niezmiernie stresującym. Była niezmiernie onieśmielona i nie mogła się niczym cieszyć, ale faktycznie znalazła tam swojego pierwszego adoratora. Tyle, że po jakimś czasie pokazał on swoją prawdziwą, fałszywą twarz.
-Zamówiłam już suknię w rodowych kolorach Nottów. - przyznała, nie oferując jednak detali, na które zapewne liczyła Elise. Isabelle nie wpadło nawet do główy, że panna Nott chce obgadać kreacje ze szczegółami - dla niej samej nie liczyły się takie drobnostki i kwestię kroju dekoltu lub rodzaju koronek pozostawiała zwykle własnej ciotce. Tym razem po raz pierwszy szła na sabat jako żona Percivala, więc najważniejsze wydały się jej barwy okazujące solidarność z rodziną.


Stal hartuje się w ogniu


Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Re: Początek nowej znajomości, VI 1956 [odnośnik]19.03.19 14:59
Elise mimo młodego wieku miała bardzo konserwatywne poglądy. Młodzieńczy radykalizm kazał jej patrzeć na wiele spraw w dość czarno-biały sposób, a matka zawsze mówiła, że kobiety, które długo są pannami, zazwyczaj zostały nimi, ponieważ były mniej urodziwe i utalentowane bądź miały inne priorytety niż zamążpójście. O ile braku urody i talentu można było współczuć i patrzeć na takie kobiety z litością, tak nigdy nie rozumiała pędu ku karierze, co przecież powinno być domeną mężczyzn. Rolą kobiety było wyjść dobrze za mąż i w ten sposób spełnić oczekiwania rodu i przynieść mu chlubę. Elise od dziecka uczona była gardzić odstępcami, czarnymi owcami, które nie potrafiły spełniać oczekiwań i przynosiły rodowi wyłącznie wstyd. Była tylko jedna stara panna, którą Elise szczerze szanowała – lady Adelaide Nott, kobieta która podporządkowała życie rodowi i salonom, nie zmarnowała go na niestosowną pracę, ani, gdy osiągnęła późny wiek, nie zhańbiła się byle jakim małżeństwem z nieszlachetnym mężczyzną. Gdyby tak Elise miała nieszczęście owdowieć, pewnie poszłaby w jej ślady, poświęcając resztę swego życia rodowi i dbałości o to, by młode pokolenia Nottów nigdy nie zboczyły z jedynej słusznej drogi. Myśli o tym, że mogłaby zostać starą panną, nie brała nawet pod uwagę, była zbyt piękna i doskonała, i było kwestią czasu, kiedy adoratorzy zaczną zabiegać o jej rękę. Chociaż smuciła ją myśl o zmianie nazwiska i opuszczeniu Ashfield Manor, wiedziała, że w im młodszym wieku wyjdzie za mąż, tym lepiej będzie to wyglądało.
Dla niej Isabelle była kobietą, która z niewiadomego powodu długo zwlekała, a choć Percival też zwlekał długo, Elise wyznawała podwójne standardy i w przypadku kobiet późny wiek wydawał jej się o wiele bardziej rażący. Z jej osiemnastoletniego punktu widzenia dwudziestoczterolatka była już kobietą dojrzałą, a gdyby wiedziała o jej miłosnych rojeniach, zapewne by ją wyśmiała za podobną naiwność. Elise nie wierzyła w miłość, matka już kilka lat temu, podczas ślubu jej siostry Rosalind, wybiła jej z głowy wiarę w śluby z miłości. W ich świecie najważniejsza była polityka. Jej rodzice nigdy się nie kochali, a byli ze sobą z obowiązku, więc nie miała w otoczeniu wzoru miłości i dlatego, kiedy już wyrosła z wieku wczesnonastoletniego, przestała na nią liczyć. Wiedziała, że to nie miłość popchnie ją do ślubnego kobierca, a obowiązek wobec rodu, tylko i wyłącznie, zaś męża dla niej wybiorą ojciec i nestor, kierując się tym, co najlepsze dla Nottów.
Nottowie byli jednym z najbardziej salonowych rodów, to właśnie oni organizowali najlepsze sabaty i przyjęcia. Elise nigdy nie uczono więc skromności i nieśmiałości, a pozwalano nasiąknąć dumą graniczącą wręcz z butą. Nottówna z chęcią przyjmowała wszystko, co pozwalało jej się czuć lepszą od innych. Dlatego właśnie wywyższała się ponad tymi, w których żyłach nie płynęła krew szlachetna, których nazwiska nie figurowały w Skorowidzu Czystości Krwi, stanowiącym dla niej świętość, wyrocznię mówiącą jasno, z kim warto się zadawać, a z kim nie. Co prawda w szkole nie traciła czasu na jawne upokarzanie niżej urodzonych, bo była ponad takie rzeczy; traktowała ich zazwyczaj jak powietrze. Jeśli dopuszczała do siebie koleżanki o krwi czystej ze skazą, to głównie dlatego, że na ich tle mogła błyszczeć jaśniej i niekiedy wykorzystywać je do swoich celów – ale nigdy nie obdarzyła żadnej szczerą przyjaźnią, bo nie były kimś jej równym. Szlamy były natomiast jak najmarniejszy pył, niewarte nawet tego, by na nie spojrzeć. Jej świat zaczynał się i kończył na szlachetnie urodzonych, życie gminu nie interesowało jej w żadnym stopniu, choć wiedziała, że był potrzebny, bo ktoś musiał pracować na ich wygodne życie. Nie kryła się też szczególnie ze swoimi poglądami, które wpasowywały się w światopogląd Nottów i podążała szlakami wytyczonymi przez rodzinę z dumą.
- To dobrze – odpowiedziała na jej słowa. – Mam nadzieję, że ci się tu podoba. Spotkał cię niezwykły zaszczyt, że możesz być częścią naszej rodziny – dodała z przekonaniem, pewna, że wiele panien marzy o tym, by poślubić kogoś z Nottów, a Percival był przecież bardzo dobrą partią, więc Isabelle znakomicie trafiła. – Pewnie mąż już zdążył oprowadzić cię po naszym dworze i pokazać wszystkie najważniejsze miejsca? Choć jeśli chcesz, również mogę cię kiedyś oprowadzić. Powinnyśmy w końcu się dobrze poznać – zaoferowała się. – Jak się tu odnajdujesz? Pewnie tęsknisz czasem za Sandal Castle, ale jestem pewna, że pokochasz życie wśród nas, Nottów.
Najbardziej pasjonującej wiedzy Elise nauczyła się nie w szkole, a w rodzinnym dworze. To tu uczyła się muzyki i innych gałęzi sztuki, historii znakomitych rodów Skorowidzu, a Percival opowiadał jej dużo o smokach i magicznych stworzeniach. Ashfield Manor było jej domem, chociaż darzyła sentymentem również rodzinne strony swej matki.
- Hogwart nie był dobrym miejscem dla szlachetnie urodzonych dam, ale tym bardziej doceniam swoją rodzinę i wszystko, co mi zapewnia – rzekła. Teraz mogła rozwijać swoje muzyczne umiejętności bez ograniczeń, a także stroić się w piękne suknie, chodzić na bale i przebierać w adoratorach. Czas brzydkich, zgrzebnych szat i tolerowania pod tym samym dachem szlam, mieszańców i biedoty dobiegł końca. Nielubiana szkoła była już przeszłością, nie straci tam już żadnego roku życia więcej. – Już pojutrze czeka mnie wielki, wielki dzień, najważniejszy w całym dotychczasowym życiu, więc muszę się dobrze przygotować. Ty już debiut masz za sobą, ale teraz zjawisz się na salonach już nie jako panna, a jako żona Percivala. Och, już nie umiem się doczekać, kiedy ja będę mogła zwać się czyjąś żoną, a najpierw narzeczoną. Narzeczeństwo musi być przepiękne i dumne, ale pewnie sama już wiesz, jak to jest. Opowiesz mi? – rozmarzyła się, w wyobraźni widząc siebie u boku jakiegoś bardzo przystojnego kawalera z szanowanego rodu również lubiącego brylować na salonach. W jej wyobraźni ten kawaler był zdumiewający podobny do ukochanego kuzyna Flaviena, którego zawsze podziwiała i uważała za ideał. – Jestem też przekonana, że będziesz cudownie wyglądać w zieleniach Nottów – pokiwała głową; zielony to wspaniały kolor, najpiękniejszy. Większość jej sukien również miała takie barwy, a ta na debiut też będzie zielona, w najdoskonalszym odcieniu zbliżonym do rodowych barw. Musiała nią przyćmić inne panny, by jak najwięcej spojrzeń kierowało się na nią. – Opowiesz coś więcej? Och, nie daj się prosić! W końcu to dla nas obu będzie wielki dzień, a z kim lepiej go omówić, jak nie z inną młodą damą? – dopytywała, zdziwiona że Isabelle nie zasypuje jej szczegółami. – Ja dopiero dzisiaj zobaczę moją suknię, ale matka wspominała, że jest doskonała, utrzymana w barwach naszego rodu i zdobiona w sposób, który na pewno przypadnie mi do gustu. Kiedy już ją zobaczę, to chętnie opowiem o wrażeniach, a może nawet ci się pokażę? Jestem pewna, że inne dziewczęta będą mi zazdrościć, a kawalerowie będą prześcigać się w proponowaniu mi tańca.
Kobiecego towarzystwa trochę jej brakowało, bo między nią a matką istniała przepaść pokolenia, więc mimo wszystko nie o wszystkim mogła z nią porozmawiać tak, jak mogłaby z rówieśniczką. Już zatęskniła za towarzystwem Marine, która po Hogwarcie wróciła na wyspę Wight. Isabelle co prawda była sporo starsza, ale może akurat odnajdą wspólny język? Może jej lakoniczność była spowodowana zwykłym onieśmieleniem aurą roztaczaną przez Elise, ale kiedy to już opadnie, odkryją w sobie pokrewne dusze? Na to liczyła.
Elise Nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Re: Początek nowej znajomości, VI 1956 [odnośnik]20.03.19 9:45
Isabelle też nie sądziła, że będzie dane jej się zakochać, dopóki nie poznała Percivala. Wcześniej kierowała się w życiu logiką i rozsądkiem. Wiedziała chociażby, że poznany w Beuxbatons lord Rosier jest czarujący i przystojny, ale zdusiła w sobie te myśli przy pierwszym spotkaniu - ich rody nie były w dobrych warunkach, więc pozwalanie sobie na jakiekolwiek fantazje byłoby nielogiczne. Ale z Percy'm to co innego. Miała szczęście, że należał do zaprzyjaźnionego rodu, bo zupełnie straciła głowę. Na sabacie nie mogła od niego oderwać wzroku i pewnie nie obchodziłoby jej - o zgrozo! - czy jest szlachcicem czy stajennym. Nigdy nie przeżyła czegoś takiego i nigdy nie myślała, że tak oszaleje. Elise też doradziłaby uważania na własną słabość, ale w tej kwestii panna Nott nie pytała jej akurat o radę.

Uśmiechnęła się, chociaż nieco blado.
-Jestem zaszczycona, mogąc być żoną Percy'ego. - czy jej dobór słów był celowy? Rodzina powinna być dla niej równie ważna co mąż, brała go z całym pakietem. Ale to Percy był pierwszy. Cieszyła się, że był szlachcicem, że mogą być razem. Ale zarazem wciąż była dumną lady wychowaną w rodzinie Carrow i nie uważała organizacji imprez za coś bardziej nobilitującego od hodowli koni i organizacji polowań. Każdy ród miał swoją specjalność, coś, co wyróżniało go na tle innych. Aetonany, bale...przecież to wszystko było piękne i wyjątkowe. Isabelle starała się odnaleźć wartość we wszystkim i w każdym. Więc chociaż cieszyła się z bycia częścią rodziny Nott, nie uważała własnej za ani trochę gorszą.
-Chętnie zwiedzę posiadłość razem z Tobą. Percy już mnie oprowadził, ale na pewno masz własne ulubione miejsca i patrzysz na wszystko kobiecym okiem, nieco inaczej niż on. - ucieszyła się, również pragnąc spędzić z Elise więcej czasu. Miała szczerą nadzieję, że się polubią, ale nie domyśliła się jeszcze, że kuzynkę męża może drażnić jej lakoniczność. Ciotka zwracała jej uwagę na nieodpowiednie obycie, ale umysł Isabelle działał nieco inaczej niż ten ciotki i innych młodych dam. Pojmowała świat logicznie i prostolinijnie, udzielając konkretnych odpowiedzi jakie przyszły jej do głowy i nie kombinując, jak ubrać wypowiedź w więcej słów.
Nieco speszyły ją dwie prośby o opowieści - tym bardziej, że miała nadmiar wrażeń z okresu narzeczeństwa i prawie nic do powiedzenia o sukni. Spróbowała jednak poskładać swoje, nagle chaotyczne, myśli w logiczną całość i odpowiedzieć Elise najlepiej jak umiała. Z przelewaniem opowieści na papier nigdy nie miała problemu, ale na bieżąco wypowiadane słowa to co innego.
-Narzeczeństwo było piękne. Mieliśmy z Percy'm czas żeby się lepiej poznać, dowiedzieć się co lubimy, co sprawia nam radość...więc w związek małżeński wchodziłam już z przyjacielem, bez lęku. - a przy okazji miała czas obyć się z fizyczną obecnością ukochanego, którego widok zawsze peszył ją i zachwycał. Do ślubu wyleczyła się ze wstydu, a zachwyt pozostał.
-A suknia...jest szmaragdowa i wąska... - drobniutka Isabelle wyglądałaby jak lalka w wielkiej krynolinie. -Z okrągłym dekoltem, obszyta haftem. - dodała, przypominając sobie terminologię używaną przez ciotkę.
-Bardzo chętnie zobaczę twoją suknię. Na pewno zrobisz wielkie wrażenie.
Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Re: Początek nowej znajomości, VI 1956 [odnośnik]22.03.19 0:54
Elise była przekonana, że jej podobna słabość nie czeka. Nigdy nie pokochałaby kogoś należącego do niższej kategorii, o nieczystej krwi. Jak bowiem można pokochać kogoś, kogo pokochanie byłoby zdradą rodziny, hańbą oraz nie gwarantowałoby luksusów, do których przywykła i które były dla niej ważniejsze niż miłość? Dlatego właśnie Elise uważała, że miłość to słabość odzierająca ze zdrowego rozsądku, irracjonalna i głupia. Nie chciała być zakochana, nawet jeśli w głębi duszy czuła pewną fascynację najdroższym Flavienem i uważała go za najlepszą partię na salonach. Głęboko gardziła dziewczętami i mężczyznami, którzy zakochiwali się w przedstawicielach pospólstwa i porzucali dla nich swoje rody. Tacy ludzie zasługiwali wyłącznie na potępienie i wypalenie z rodowych drzew, bo zgniłe gałęzie należało kategorycznie odcinać. Elise byłaby gotowa wyrzec się nawet własnej siostry, gdyby ta powiedziała, że zakochała się w mugolaku lub mieszańcu. Nie wiedziała, że za kilka miesięcy naprawdę ktoś z rodziny zada im wszystkim taki cios i zdradzi ich.
Słysząc jej słowa uniosła lekko brwi.
- Odnoszę wrażenie, że Percy nie jest ci obojętny – zauważyła dość szczerze, a kącik jej ust uniósł się w górę. Choć nie uchodziła za zbyt mądrą, to jednak miała dość rozumu, żeby zauważać międzyludzkie zawiłości, a Isabelle nie wypowiadała się o Percivalu jak większość aranżowanych małżonek, które często traktowały swoje związki po prostu jako wymuszoną rodowym obowiązkiem konieczność. Ale to nawet lepiej, że darzyła go sympatią, Percival zasługiwał na szczęście, zresztą naprawdę trudno było go nie lubić. Mimo różnicy wieku i zainteresowań Elise naprawdę uwielbiała swojego kuzyna, choć wielu rzeczy o nim nie wiedziała. Chodzili do szkoły w różnym czasie, on był już dorosły kiedy ona była dzieckiem i dopiero uczyła się podstaw funkcjonowania świata, na wielu etapach się minęli. Wiedziała, że był inny od większości Nottów, ale nie miała jeszcze pojęcia, jak bardzo.
Rodowa duma także była czymś całkowicie naturalnym i Elise absolutnie nie zamierzała umniejszać Carrowom, którzy po zawarciu związku Percivala i Isabelle mieli stać się sojusznikami, a jako rodzina o słusznych poglądach zasługiwali na szacunek. Zupełnie inna sprawa była z rodami wrogimi Nottom, bo z Prewettami łączyła ich zaciekła niechęć i rywalizacja od wieków, a Weasleyami gardziła większość szlachty, otwarcie drwili z ideologii czystości krwi i Skorowidzu, więc dla Elise zasadniczo nie różnili się zbytnio od szlam, których tak ochoczo bronili i nie uważała ich za równych innym rodom.
- Oczywiście, z przyjemnością pokażę ci te bardziej kobiece zakątki! – zgodziła się. – Pokażę ci najpiękniejsze zakamarki ogrodów, a także pokój muzyczny... i co tylko zechcesz. Lubisz może muzykę? Albo malarstwo bądź jakąkolwiek inną sztukę? – zapytała, przekonana że dama, i to absolwentka Beauxbatons, na pewno miała jakieś ciekawe umiejętności, którymi mogłaby się z nią podzielić. – W jakim domu byłaś w Beauxbatons? Nawet jeśli nie miałam szczęścia się tam uczyć, słyszałam o tym, że dzieliliście się według upodobań artystycznych. – A to mogłoby jej powiedzieć wiele ciekawego o małżonce Percivala.
Elise była dość gadatliwa i ciekawa nowych osób. Zawieranie nowych znajomości nie przerażało jej, a ciekawiło. Lubiła poznawać nowych ludzi, pod warunkiem że pochodzili z wyższych sfer. Jako że dopiero pojutrze czekał ją debiut, wiele osób miała dopiero poznać, bo do tej pory nie miała wstępu na sabaty i poznawała innych szlachetnie urodzonych tylko w gronie osób w zbliżonym do niej wieku w Hogwarcie, a także, rzecz jasna, krewnych i przyjaciół rodu, a Nottowie mieli ich sporo.
Znowu ją zaskoczyła, mówiąc o swoich odczuciach małżeństwa. Elise bardziej pytała o przywileje i dumę płynące z prezentowania się na salonach z pierścionkiem zaręczynowym na dłoni, ale cóż, to co usłyszała też było ważną informacją, jeśli chodzi o relację Isabelle i Percivala.
- Dzięki temu spełnienie rodowej powinności było łatwiejsze? – zapytała więc. – Masz zatem prawdziwe szczęście, że znalazłaś z narzeczonym wspólny język, nie każdej kobiecie się to udaje. – Jej rodzice byli pierwszym z brzegu przykładem związku bez miłości, podyktowanym obowiązkiem, a narodziny wyłącznie córek sprawiły tylko, że ojciec odsunął się od matki i skupił na rozwijaniu pozycji i kariery, a także czuł głęboką zazdrość wobec starszego brata, który doczekał czterech synów – Percivala i jego braci. – Cóż, ja nawet na to nie liczę, ale najważniejsze jest spełnienie obowiązku wobec rodu, więc poślubię tego mężczyznę, którego wybiorą dla mnie ojciec i nestor – dodała z przekonaniem, pewna że tak właśnie trzeba. – Jestem bardzo ciekawa, z jakiego będzie rodu i czy będzie tak jak ja lubić przyjęcia i bale. Myślę, że cierpiałabym nieznośnie, gdyby zamknięto mnie w zimnym zamczysku i nie pozwalano cieszyć się blaskiem salonowego życia. – Na samą taką myśl się wzdrygnęła, dlatego w głębi duszy miała nadzieję, że jej mąż nie będzie żadnym ponurakiem stroniącym od świata tak ukochanego przez Nottów. Wydania za mąż za osobnika z rodu promugolskiego raczej nie musiała się obawiać, jej ojciec nie zmarnowałby żadnej z córek na mariaż z kimś, kto zmierzał prosto do upadku. Sympatia do szlamu tym właśnie była: upadkiem. Miała nadzieję, że po ślubie jej życie nie zmieni się drastycznie, i że nadal będzie mogła grać na fortepianie i być stałym bywalcem przyjęć, a także pławić się w luksusach. Miłości nie potrzebowała, za to wygód i towarzystwa owszem. – Jednak wierzę też, że ojciec mój wybierze dla mnie możliwie najlepszą partię. Mam nadzieję, że w kolorach rodu przyszłego męża będę wyglądać równie dobrze, jak w naszych zieleniach. Nie umiem się już doczekać, kiedy będę mogła pochwalić się kuzynkom i przyjaciółkom pierścionkiem, który mi podaruje – mówiła, co było dla niej całkowicie naturalne i nie widziała w swoich słowach nic płytkiego ani niewłaściwego. Taka już była, przykładała wagę do rzeczy płytkich i powierzchownych, bardziej interesując się sferą materialną niż uczuciową, i nade wszystko kochając budzić podziw i być uważaną za wyjątkową. – Och, i chętnie zobaczę twój! Pochwalisz się pierścieniem od Percivala? Z pewnością jest przepiękny!
Znowu lekko się okręciła, podekscytowana myślą o, miała nadzieję, rychłych zaręczynach. Chciała dumnie pysznić się pierścieniem i opowiadać wszystkim o tym, jak przystojny i dobrze wychowany jest jej narzeczony. Chciała wzbudzić podziw i zazdrość. Isabelle będąc w tak późnym wieku pewnie budziła już plotki i wątpliwości, a Percy wybawił ją od przykrego losu starej panny. Ale może nie została nią bez powodu? Nawet po tej krótkiej rozmowie i jej lakonicznych odpowiedziach mogła już zacząć dochodzić do wniosku, że ma do czynienia z szarą myszką, niepewną siebie i nieco zahukaną. Ale wierzyła też, że jak trochę pobędzie wśród Nottów to się zmieni i ośmieli, a Elise chętnie pomoże jej wydobyć z siebie ukryty blask i zostać prawdziwą panią na salonach, godną noszenia nazwiska Nott.
- Chętnie ją pokażę. Chcę, żeby wszyscy ją dobrze widzieli i podziwiali mnie w tym wielkim dniu – rzekła pewnym siebie głosem.
Elise Nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Re: Początek nowej znajomości, VI 1956 [odnośnik]26.03.19 23:54
Isabelle nigdy nie czytała romansów, ale miała bardziej romantyczne pojęcie o miłości niż Elise. Zauroczenie Percivalem było dla niej zaskakujące i obezwładniające, ale cieszyła się, że doświadczyła czegoś takiego. Brak kontroli nad własnymi emocjami był nieco niepokojący, ale żyło się jej pełniej, lepiej.
-Jest moim mężem. - przyznała oględnie, ale nagły rumieniec zdradził jej...głębsze uczucia. Jako żona była mu winna oddanie i sympatię. Czuła jednak do niego o wiele więcej. W głębi duszy wiedziała, że uczucie Percivala nie jest tak intensywne jak jej. Starała się też nie speszyć go ogromem własnych emocji, co akurat przychodziło jej łatwo, bo zawsze była skryta. Widziała za to, że Percy interesuje się jej zainteresowaniami, że lubi z nią rozmawiać, że uspokajająco działa na niego jej osobowość. Miała nadzieję, że spędzą ze sobą długie lata w szacunku i sympatii. Szczęśliwi. To o wiele więcej, niż zdarzało się w szlacheckich rodzinach. Widziała małżeństwa lordów z półwilami, które interesowały się tylko modą i wydawały pieniądze lekką ręką. Rozumiała zauroczenie tymi pięknościami i wiedziała, że sama nie obezwładnia nikogo własną urodą. Ale ile można razem żyć bez tematów do rozmów? Słyszała też o małżeństwach, w których jedna strona wciąż łudziła się, że mogła trafić lepiej. Oziębłych żonach, które oddalały się od mężów, gdy tylko urodziły obowiązkowego dziedzica. Ona taka nie będzie. Z tego co słyszała, nie była taka również jej matka - ojciec wyraźnie za nią tęsknił. Miała nadzieję, że Percy doceni to wszystko. Nawet nie podejrzewała, że może kiedyś wyrzec się rodziny - zarówno Nottów, z którymi łączyły go więzy krwi, jak i żony i dziecka.
-Bardzo lubię sztukę. Muzykę, a szczególnie malarstwo, rzeźbę i literaturę. Chętnie zobaczę ogrody, pokój muzyczny...i waszą bibliotekę. Percy już mi ją pokazywał, ale może pokażesz mi swoje ulubione, bardziej kobiece książki? - odpowiedziała, uśmiechając się. -Niestety nie posiadam talentu malarskiego, ale moja matka i ciotka pochodziły z rodu Fawley, wychowały mnie na przyszłą panią mecenas. Sama trochę piszę. - dodała skromnie, bo większość opowiadań chowała od lat do szuflady, chociaż w Beauxbatons pokazywała je rówieśnikom i nauczycielom i dostawała dużo komplementów. -Byłam Smokiem. Wszyscy mieliśmy styczność z wieloma dziedzinami sztuki, ale w moim domu kładło się nacisk przede wszystkim na literaturę. - mimowolnie uśmiechnęła się szerzej, bo dobrze wspominała pobyt we Francji i rozwój swoich zainteresowań.
Niestety, temat znów zmienił się na stosunki międzyludzkie, a raczej międzynarzeczeńskie. Na tym polu nie czuła się już tak komfortowo.
-Och...hm, tak.-nigdy nie myślała o Percym jako o powinności. Był dla niej przyjacielem, w którym się zakochała i miała szczęście, że ich rodziny oraz sam zainteresowany zgodzili się na ich ślub.
-Tak, obowiązki są...najważniejsze. - przyznała jednak, choć bez przekonania. -Mam nadzieję, że trafisz na dobrego i miłego człowieka, który będzie traktował cię z należnym ci szacunkiem. Czas i otwartość na drugiego człowieka mogą sprawić, że nawet obowiązek stanie się...przyjemny. - jej twarz znów nabrała tego dziwnego, nieznanego Elise, marzycielskiego wyrazu.
-Z twoim czarem możesz przebierać w adoratorach. Pamiętaj, że jeśli wybór ojca i nestora z jakiegokolwiek powodu cię zaniepokoi, zawsze możesz dać im do zrozumienia, że wyjdziesz za kogoś...jeszcze lepszego. - dodała szczerze, nieco ściszonym głosem. -Czas do namysłu pomaga w decyzji, to w końcu na całe życie. - nie sugerowała Elise sprzeciwiania się niczyjej woli, ale doskonale pamiętała własne swaty z adoratorem, który czekał na majątek jej ojca. Oskarżyła go wtedy o niegodne zachowanie i zgrabnie wywinęła się z czyhającego na nią narzeczeństwa. Było warto.
Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Re: Początek nowej znajomości, VI 1956 [odnośnik]30.03.19 20:40
Elise miłości w swoim życiu nie chciała i nie potrzebowała – przynajmniej tak myślała. Chciała spełnić obowiązek wobec rodu i przeżyć resztę swych dni w dostatku. Gardziła kobietami które porzucały to dla miłości ponad podziałami, ale mężczyznami również. Bo miłość do kogoś niegodnego to słabość. Za to miłość na salonach... była czymś rzadkim, ale niewątpliwie osładzającym gorycz obowiązku, jeśli już kogoś taki cud spotkał.
Isabelle zarumieniła się, kiedy zapytała ją o Percivala. To wyraźnie sugerowało, że nie był tylko mężem. Na jej twarzy nie malowała się obojętność i chłód, jak na twarzy jej matki, kiedy musiała przebywać w jednym pomieszczeniu z ojcem. Poza obowiązkiem i trzema, a od kilku lat już dwoma córkami nie łączyło ich nic. To było coś innego. Elise nie zasypała ją już bardziej szczegółowymi pytaniami na ten temat – jeszcze. Miały w końcu mnóstwo czasu, żeby o tym porozmawiać. Miesiące, jak nie lata, bo przecież nawet po swoim ślubie nie przestanie być częścią rodziny Nott i gościć na ich włościach. Na ten moment była pewna, że Isabelle pozostanie Nottem już do końca życia, i żadna nie śniła, że to pewnego dnia ulegnie zmianie.
- Oczywiście, że chętnie ci wszystko pokażę – zapewniła. Naprawdę chętna do tego, by dać żonie Percivala szansę, by wprowadzić ją w życie Nottów. Na ten moment trudno było jeszcze wyrobić sobie o niej konkretne zdanie. Wydawała się zahukana, nieśmiała i naiwna jak na swój wiek, ale pewnie wciąż oswajała się z nowym miejscem, a Elise, choć ledwie wróciła z Hogwartu i dopiero pojutrze miała debiutować, była prawdziwą lwicą Nottów. Była przekonana, że kilka tygodni znajomości i Isabelle nie będzie poznawać samej siebie, a z czasem stanie się najprawdziwszą lady Nott, która będzie dumnie lśnić u boku Percivala na salonach.
- Jeśli lubisz muzykę, to z pewnością się dogadamy. Nieskromnie przyznam, że znakomicie gram na fortepianie. A ty, na czym grasz? – zapytała od razu. – Chętnie zobaczę oraz posłucham twoją twórczość i z równie wielką przyjemnością podzielę się własną. – Była w końcu nie tylko uzdolnioną pianistką, ale potrafiła też śpiewać, znała podstawy malarstwa, a także wiedzę teoretyczną z zakresu różnych sztuk. Choć nie uczyła się w Beauxbatons, dziedzictwo rodu matki zrobiło swoje. – Moja pani matka wywodzi się z rodu Lestrange, więc mimo tych siedmiu lat spędzonych w Hogwarcie w dzieciństwie oraz w czasie letnich wakacji miałam naprawdę dużo do czynienia ze sztuką, a zwłaszcza z muzyką.
Ciekawiły ją jednak te sprawy międzynarzeczeńskie i małżeńskie, bo skoro skończyła Hogwart, kwestią czasu był moment, kiedy ojciec znajdzie dla niej narzeczonego i wyda ją za mąż, a ona będzie musiała go poślubić nawet jeśli nie obdarzy go sympatią.
- Też na to liczę. Zasługuję na wszystko, co najlepsze, a to tyczy się również narzeczonych – rzekła z przekonaniem. Oczywiście, że chciała być dobrze traktowana, adorowana i podziwiana. Doskonale znała swoją kobiecą rolę, ale nie chciała być uległą służącą, była dumną lwicą z rodu Nott i to wokół niej należało skakać, by zadowolić jej zachcianki. Choć zdanie męża było najważniejsze, to kobieta była szyją, na której kręciła się głowa. – Nie umiem się doczekać, kiedy ich poznam. Może już pojutrze na sabacie pierwsi adoratorzy zaczną zabiegać o moje względy? – Było to całkiem prawdopodobne, debiutantki zawsze były powiewem świeżości, którego mężczyźni byli spragnieni, a Elise wierzyła, że będzie jedną z najpiękniejszych, i w dodatku Nottówną. Kawalerowie wręcz musieli zwrócić na nią uwagę.
Porozmawiały jeszcze trochę o różnych sprawach, głównie kluczących wokół sztuki i narzeczeństwa, a później w komnacie pojawił się skrzat, informując Elise, że jej matka oraz garderobiana czekają, by dokonać przymiarek sukni.
- Och, chyba muszę już iść, droga Isabelle, suknia nie może czekać! – powiedziała, nie umiejąc się doczekać, kiedy ją ujrzy. – Jestem pewna, że będziemy mieć jeszcze wiele czasu na rozmowy. – Miały w końcu całe miesiące na to, by się poznać i polubić... bądź nie. Ale wolałaby tą pierwszą opcję. – Tak jak obiecałam, pokażę ci wszystko, co dama mieszkająca w Ashfield Manor zobaczyć i poznać powinna.
Pożegnała się z nią, a potem musiała niestety jej komnaty opuścić, bo nie wytrzymałaby przedłużania niepewności co do zobaczenia swojej debiutanckiej kreacji.

| zt?
Elise Nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Re: Początek nowej znajomości, VI 1956 [odnośnik]14.04.19 20:02
Dwie kobiety z wielkimi nadziejami. Elise nie wiedziała jeszcze, że charakteru Isabelle nie zmieni się w kilka tygodni. Isabelle miała nadzieję wpasować się w rodzinę Nottów pomimo nieśmiałości i nieco odmiennego wychowania. Żadnej nie śniło się, że w październiku staną się dla siebie obce wedle prawa. Że tygodnie ciężkiej pracy nad znajomością, przekonywania się do siebie, oprowadzania po posiadłości i wspólnego mierzenia sukien pójdą właściwie na marne. Że każda z nich będzie przeżywać żałobę po swojemu i zastanawiać się, dlaczego Percival nie kochał ich i ich rodziny dość mocno. Pomimo diamentralnie różnych charakterów, łączyło je jedno - pragnienie bycia najważniejszymi i jedynymi w tym, co dla nich ważne. Isabelle wystarczyła skala samej relacji z Percivalem, a bardziej salonowa Elise marzyła zapewne o dominacji na balach i sabatach. Młoda pani Nott była ciekawa, jak przebiegnie salonowa kariera Elise. Chciała się jej przyglądać i ją wspierać, ale będzie jej to dane tylko przez kilka miesięcy.
-Nie gram na żadnym instrumencie, w Beauxbatons skupialiśmy się na literaturze. Kiedyś trochę pisałam. - skromnie spuściła oczy, ale pamiętając o własnej wartości, dodała: -Ale znam się na muzyce i z radością posłucham Twojej gry.
Ciotka z Fawleyów była niepocieszona, że Isabelle nie przejawia talentu do muzykowania lub malarsrtwa, więc starannie zadbała o jej edukację w zakresie wiedzy o tych formach sztuki. Miała nadzieję zrobić z niej prawdziwą panią mecenas, która będzie wspierać inwestycje męża w zakresie kompletowania rodowej kolekcji sztuki, albo choćby dekorowania salonu i sypialni.
-Moja mama była z rodu Fawley, wśród nich również są znakomici artyści. - chętnie zaproponowałaby Elise odwiedziny w posiadłości Fawleyów, byłaby to nie rada atrakcja. Niestety, nie byli ze sobą zbyt blisko - najlepsze relacje Isabelle miała z ciotką, a innych nie widziała latami.
-Na pewno olśnisz wszystkich na sabacie. - uznała szczerze. Ona sama czuła się nieco olśniona, a raczej przytłoczona, pewnością siebie Elise. Wiedziała jednak, że wielu mężczyzn to uwielbia. Kuzynka Percivala zapowiadała się na prawdziwą salonową lwicę.
-Miłego mierzenia!
Gdy za Elise zamknęły się drzwi, z pewną ulgą powróciła do lektury. Nie tak wyobrażała sobie kuzynkę Percy'ego, ale mimo wszystko była wdzięczna za to spotkanie i za obecność młodej damy w nowej rodzinie.

/zt
Isabelle Carrow
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xyz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Początek nowej znajomości, VI 1956
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach