Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Doki, wiosna, 1951
AutorWiadomość
Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]31.03.19 16:26
Miarowy szum fal na środku oceanu zastąpił hałaśliwy skrzek portowego ptactwa, głośne przekleństwa rzucane przez mieszkańców oraz ciągły rytm szant niesiony od knajpy do knajpy. Zapach morskiej bryzy unoszący się ponad nieprzewidywalną taflą zastąpiła woń rozgrzanych słońcem ryb, przetrawionego alkoholu oraz zmęczonych ludzi. Horyzont zasnuty niekończącą się wodą zastąpiła pstrokacizna doków. Byłem w domu. Ledwie kilka dni wstecz dobiliśmy do ojczystych portów po kilkutygodniowej, morskiej tułaczce. W załodze kapitana Traversa byłem nowy, niedoświadczony, nie miałem pojęcia o żegludze, ani życiu na statku, ale wystarczyła jedna podróż w nieznane bym kompletnie stracił głowę dla tajemniczych głębin. To było właśnie to co chciałem robić w życiu - włóczyć się, mierzyć z oceanem, odkrywać egzotyczne wyspy i odległe kraje, kosztować innych kultur. Więc brnąłem w to dalej, chociaż póki co głównie szorowałem pokład; szorowałem jednak tak mocno, że można się było w nim przeglądać. I z utęsknieniem wyglądałem kolejnej przygody, czekałem aż fale znów zaszumią w głowie.
Bo póki co szumiał w niej tylko rum. Nieprzerwanie obijałem się po porcie szukając łatwego zarobku, mocnego alkoholu i tanich zdzir; a jak wiadomo to wszystko mogłem znaleźć w Parszywym Pasażerze. Zataczam się na jego zacne progi z krzywo skręconą fajką między wargami i czujnym spojrzeniem rzucanym naokoło. Ten wieczór nie różni się od poprzedniego - barman uwija się polewając alkohol, dziewczęta na scenie zadzierają wysoko nogi w rytm kankana, kelnerki lawirują zręcznie między stolikami, podsuwając klientom pełne kufle. Klienci zaś... cóż! Długo by opowiadać! Niezwykłe historie puszczane w eter przeplatają się z pijackim śpiewem. Ktoś kogoś przytula, a ktoś inny właśnie wali kogoś innego w ryj. Niektóre nogi same rwą się do tańca, dłonie obijają o siebie, skórę znaczą krople potu. Kości toczą się po blacie. Pojedyncze asy znikają w brudnych rękawach koszul. I słychać strzęk monet, który przyciąga mnie do siebie jak syreni śpiew. Podchodzę bliżej, by lepiej przyjrzeć się zebranym wokół graczom. Jakiś łysy osiłek z blizną przecinającą prawie całą twarz, wygląda jakby pluł nożami, a srał ogniem. Młodzieniaszek niewiele starszy ode mnie, o chytrym, świńskim spojrzeniu i pulchnych, aczkolwiek zwinnych paluszkach. Stary... no po prostu stary. I ona. W pierwszej chwili nie wierzyłem własnym oczom, ale im dłużej przyglądałem się szaroniebieskim tęczówkom, tym więcej Gillian w nich widziałem. Dostrzegam charakterystyczny pieprzyk pod lewym okiem, znajomy uśmiech wyginający kształtne wargi. Mrużę lekko ślepia, a gdy Stary nagle stwierdza, że on to pierdoli i zmywa się stąd, zręcznie wskakuję na jego miejsce.
- To ja wchodzę. - mówię, Łysy zerka na mnie nieufnie i rozchyla wargi, zanim jednak zdąży cokolwiek powiedzieć, wyciągam sakiewkę z hajsem i kładę ją obok siebie na stoliku - więcej tam drobnych, ale z zewnątrz prezentuje się całkiem ładnie. Koleś uśmiecha się obleśnie do moich skarbów, tym samym zapraszając do gry, zaś gdy na blacie ląduje kolejne rozdanie, ja wbijam spojrzenie w siedzącą po mojej lewej dziewczynę - No popatrz, zawsze spotykamy się w jakiś szemranych miejscach. - mówię, kątem oka zerkając w swoje karty.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]31.03.19 17:53
Dzielnica portowa nie należała do najbezpieczniejszych miejsc w Londynie, ale jednym z jej niewątpliwych plusów był fakt, że niemal w każdym podrzędnym pubie była w stanie odnaleźć godnych kompanów do gry w karty. Czasami oczywiście bywało to problematyczne, gdy łypiący nań spode łba mężczyźni wcale nie dopuszczali do siebie świadomości, że nawet ktoś taki jak ona – niewinna, drobna kobieta – był w stanie poradzić sobie z hazardem. Kiedy jednak woreczkiem pełnym monet wkupywała się w łaski, pobłażliwy uśmiech zdobiący twarz ciemnowłosej zastępował wyraz twarzy pokerzysty a uczciwą grę zwyczajne kantowanie. Igrała z ogniem i Gillian miała tego pełną świadomość, nie raz ani nie dwa zachodząc w głowę ilu wrogów zdołała skolekcjonować na swoim koncie a ile z tych osób nie było w ogóle świadomych chowania kart w rękawach, wyciągania ich spod stołu, czy podglądania trzymanej przez przeciwników po bokach talii, o reszcie mniej lub bardziej spektakularnych sposobach nie wspominając – wystarczyło, że niewiele traciła, czasami nawet nieźle się wzbogacała.
W ostatnim czasie starała się ograniczyć przebywanie w szemranych miejscach i tym bardziej grę w karty, wiedząc, że po prostu jej nie wypada a rodzice mieli wobec tego sposobu życia pełno zastrzeżeń. Kiedy jednak praca dawała się w kość, wcześniejsza próba przefrunięcia nad miastem pod postacią małej kawki nie przyniosła odpowiedniego ukojenia, zadecydowała się zagrać ten ostatni raz. Dlatego też od dłuższej chwili ciemnowłosa zajmowała jedno z miejsc przy stole, zdecydowanie wyróżniając się na tle szemranych typów. Pilnując swojej szklaneczki z alkoholem i wachlarza kart, żeby nikt nie wykorzystał na niej jej sposobów, nie zorientowała się, w którym momentach do gry dołączali się coraz to nowsi ludzie a ona wciąż grała bez nieczystych sztuczek, dopóki jeden z nowych nie zwrócił się wprost do niej. Choć jego słowa mogły być spokojnie wypowiedziane pod adresem każdej z osób w barze, bez problemu poznała znajomy ton głosu chłopaka, dla którego opuściła ostatnią szkolną kolację na zakończenie roku.
Nie wiem o czym mówisz – skłamała, dyskretnie kontrolując otoczenie wokół siebie. Od dłuższej chwili nie była w stanie pozbyć się wrażenia, że ktoś ją obserwuje lub raczej: gapi się na jej ręce, ale uspokajała się myślą, że przecież nie grała w porządnym kasynie dla bogaczy naszpikowanym odpowiednią ochroną i wyszkolonymi krupierami a pubie pełnym ludzi, którzy nie mieli nic do stracenia w życiu. Z trudem skupiła się na kartach, zauważając, że w tej rundzie los nie sprzyjał jej tak, jak w poprzednich – póki co jednak zadecydowała się nie blefować. – Dlatego lepiej skup się na grze – dodała szybko, sugerując mu w ten sposób powagę sytuacji, jeśli nie chciał stracić swojej sakiewki; nawet nie zauważyła, w którym momencie okazało się, że Bojczuk miał największe powodzenie w prowadzonej grze. Zamiast tego zanotowała coraz trudniejsze znoszenie dymu papierosowego, odoru potu, kurzu i oparów alkoholu, które tworząc nieprzyjemną mieszankę zaczynały przyprawiać ją o zawroty głowy.
Gillian Tremaine
Zawód : nielegalna redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : n/d
Rzut oka na świat wykazuje, że okropności nie są niczym innym jak realizmem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6202-gillian-tremaine#151870 https://www.morsmordre.net/t6219-volante#153466 https://www.morsmordre.net/t6220-gossip-girl#153487 https://www.morsmordre.net/f178-pokatna-24-1 https://www.morsmordre.net/t6221-skrytka-bankowa-nr-1543#153488 https://www.morsmordre.net/t6222-g-tremaine#153493
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]31.03.19 19:11
Kolejne złote krążki lądowały we wspólnej puli, a wachlarz kart co rusz ulegał subtelnym zmianom. Czujne spojrzenia wędrowały od jednej twarzy do drugiej, starając się wyczytać z nich... cokolwiek. Uśmiecham się lekko, wbijając ślepia we własne karty, moje brwi unoszą się ku górze.
- Ślepe zaułki, ciemne korytarze, puste sale, tajemne przejścia, zakazane piętra... składzik na miotły? - wyliczam po kolei, przesuwając wzrokiem za kolejną kartą ginącą gdzieś w talii innych, złożonych na blacie. Sam wymieniam jeszcze jedną, w zamian zgarniając kolejne dwie, które niezauważalnie nikną w rękawach mojej koszuli. Byłem niezły w te klocki; nauczyłem się oszukiwać w Dziurawym Kotle. To znaczy, już w Hogwarcie zdarzało mi się uprawiać nielegalny hazard w tajemnicy przed czujnymi oczami nauczycieli oraz prefektów, ale to dopiero dorosłe życie odkryło przede mną wachlarz niezwykłych sztuczek. Który zresztą poszerzył się podczas mojego epizodu w podziemiu. Wchodząc na statek myślałem, że właśnie zostawiam to życie za sobą, jednak gdy moje stopy na nowo sięgnęły lądu, wszelkie machlojstwa upomniały się o mnie bardzo szybko, na nowo wciągając do świata pełnego przekrętów. Nie dziwi mnie więc fakt, że wkrótce zaczynam zwyczajnie niszczyć swoich współgraczy. Gdyby ten wielkolud nie był takim łysolem to właśnie rwałby włosy z głowy, zaś ten drugi... Ten drugi wyglądał jakby uraczono go nieświeżym śledziem. Obydwoje patrzą na mnie spod byka.
- Szczęście początkującego. - wzruszam lekko ramionami - Podbijam stawkę, no dalej, gracie czy pękacie? - wywracam oczami. Poprawiam się na krześle, przekręcając nieco bardziej w kierunku Gill. Jedna z moich dłoni opada niebezpiecznie blisko jej kolana - Może ty lepiej się na niej skup. - rzucam, powoli wysuwając zza mankietu kartę, której zniszczoną krawędzią przesuwam po dziewczęcym udzie. Sam mogłem wyjść stąd bogatszy, ale wraz z Gill mieliśmy szansę ugrać jeszcze więcej i postanowiłem łapać szczęście za ogon, póki wciąż machało mi nim przed twarzą. Trochę się przy tym rozproszyłem, więc gdy Osiłek niespodziewanie uderza pięścią w stół, to ja aż podskakuję. Zwracam twarz w jego stronę, unosząc brew w pytającym geście.
- Przyszliście tu grać czy gadać? - rzuca, a ja mrużę lekko oczy. Koleś jest coraz bardziej zdenerwowany, coraz dokładniej obserwuje każdy mój ruch. Przygląda się także pannie Tremaine i wiem, że jego wybuch jest tylko kwestią czasu. Tylko ile nam go pozostało?
- Człowieku, nie denerwuj się, bo jeszcze ci coś pęknie.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]31.03.19 19:57
Bywając w takim towarzystwie, Gillian zdołała zapoznać się z zasadami kryjącymi się za niemal każdą grą i ów zasad akurat próbowała się trzymać. Między innymi niewskazane były rozmowy pomiędzy graczami, szczególnie wtedy, kiedy stawka poszybowała znacząco w górę. Jednak zamiast o wygranej, jedynym o czym marzyła w tym momencie było silencio rzucone na Bojczuka, który swoją paplaniną wyraźnie ją dekoncentrował.
Składzik na miotły? Doprawdy, za kogo ty mnie masz? – i dlaczego akurat spotkaliśmy się w składziku? Dodała w myślach, dziwiąc się swojemu braku kreatywności z ostatnich dni edukacji w Hogwarcie a zaraz potem obecności chłopaka w tym miejscu. Myśli ciemnowłosej niepokojąco zaczynały odbiegać od gry, zwłaszcza kiedy zastanawiała się, czy ponowne splecenie ich dróg było czystą ironią losu czy celowym działaniem Johnatana. W końcu pożegnała go słowami, by odnalazł ją po szkole, jeśli dalej będzie o niej pamiętał, tymczasem zjawiał się na jej drodze wtedy, kiedy planowała zamknąć jeden z rozdziałów życia.
Szybko jednak powróciła myślami na ziemię i wyprostowała się z niemym jęknięciem, gdy poczuła rękę Bojczuka na swoim kolanie i już chcąc zgromić go spojrzeniem, na dokładkę kopiąc czubkiem buta w kostkę, pod palcami, którymi próbowała wykręcić jego dłoń poczuła kartę. Zdezorientowana w pierwszej chwili nie wiedziała co myśleć o tej sytuacji, dopiero wrzask osiłka z naprzeciwka zmotywował ją do schowania podarowanej karty i oszczędzenia problemów zarówno sobie, jak i jemu.
Zamknijcie się oboje – wysyczała ciemnowłosa, czując się nagle bardziej trzeźwa, ale tylko chwilowo; im dłużej tutaj siedziała i im bardziej czuła na sobie natarczywe spojrzenie nie tylko Johnatana, ale i zebranych wokół wyraźnie zainteresowanych emocjonującą grą, z trudem powstrzymywała zdenerwowanie. Do tej pory nie znalazła się w podobnych okolicznościach. Zawsze małe oszustwa uchodziły Gillian na sucho, przeważnie nie trafiała na kogoś, kogo znała a już na pewno nikt nigdy nie próbował stać się partnerem w zbrodni – powinna przecież wiedzieć, że Bojczuk zwiastował kłopoty, jak wtedy w szkole, ale nim o tym pomyślała, było już za późno. Maska pokerzysty drgnęła, przez ciało przepłynęła gorąca fala a dech w piersi stał się niepokojąco płytki; każdy mógł zauważyć, że ma coś na sumieniu. Każdy, kto nie był odpowiednio pijany.
Pasuję – rzuciła krótko, nie orientując się, w której sekundzie osiłek z drugiej strony chwycił ją za nadgarstek. Zamiast tego jego rozjuszone spojrzenie wytrąciło świeżo upieczoną redaktorkę do końca z równowagi, jednocześnie odbierając jej umiejętność poruszania się. I przyprawiając o mdłości.
Gillian Tremaine
Zawód : nielegalna redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : n/d
Rzut oka na świat wykazuje, że okropności nie są niczym innym jak realizmem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6202-gillian-tremaine#151870 https://www.morsmordre.net/t6219-volante#153466 https://www.morsmordre.net/t6220-gossip-girl#153487 https://www.morsmordre.net/f178-pokatna-24-1 https://www.morsmordre.net/t6221-skrytka-bankowa-nr-1543#153488 https://www.morsmordre.net/t6222-g-tremaine#153493
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]01.04.19 11:30
- Dobra, już nic nie mówię. - macham ręką. Przede wszystkim luzik. W tym momencie z mojej twarzy nie dało się wyczytać niczego, a już na pewno tego, że oszukiwałem nieprzerwanie odkąd tylko usiadłem przy stoliku. Byłem spokojny, czasem przez moje lico przebiegał cień skupienia czy coś w tym guście, ale było to częścią gry. Niestety zabrakło tego luzu Gill - w jednym momencie zrobiła się blada jak ściana, miałem wrażenie, że zaraz się tu porzyga, a gdy osiłek nagle zerwał się z miejsca, zerwałem się i ja.
- Hej!... - krzyczę, ponad stołem wciskam się między niego a dziewczynę i łapię za wszarz siedzącego na przeciw młodzieńca, mocno zdezorientowanego zaistniałą sytuacją - Oszukujesz! - marszczę nos. Zaczyna się tłumaczyć, że wcale nie, a ja w międzyczasie wspieram stopę o krzesło Gill, starając się ją trochę odsunąć - Nie?! A to niby co?! - łapię go za rękę unosząc ją w górę i wyciągam mu z rękawów prawie pół talii. Improwizowałem, nie miałem pewności czy facet faktycznie kantował, ale jak się okazało, w porcie chyba oszukiwali wszyscy. Robi się na zmianę czerwony i zielony, jąka się, a mięśniak już się tak gotuje, że autentycznie zaczyna parować, zgrzytać zębami i wszystko inne. Skoro jednak udało mi się zwrócić uwagę obydwóch, ciągnę ten spektakl dalej. Dezorientacja to podstawa każdej ucieczki. Dziesiątka kier, walet pik i król karo wyskakują zza jego mankietów. Kolejne karty wylatują także z moich rękawów, szybując w kierunku nosa mężczyzny. Chlast, chlast, chlast, strzelam nimi raz po raz, większość nawet trafia w jego parszywy ryj. Później chwytam te leżące na stole i zaczynam je tasować, przekładać, przerzucać, wyczyniać jakieś niestworzone rzeczy, a oni obydwoje patrzą na mnie jak na zjeba, bo już totalnie nie czają o co tu chodzi. Składam talię, a raczej to co z niej zostało, po czym ściskam lekko karty, celując nimi w młodszego mężczyznę i wszystkie jedna po drugiej wyskakują z mojego uścisku prosto w jego ryj. Ostatnią wypstrykuję w powietrze.
- To magia! - mówię. Sięgam po szklankę należącą do panny Tremaine i upijam z niej łyka, bo trochę zaschło mi w gębie, zaś resztę... resztą po prostu chlusnąłem w mordę mięśniaka. Wydał z siebie przeciągły ryk, kiedy mocny alkohol podrażnił gałki oczne, a ja zwróciłem się do Gill w nadziei, że moje słowa najpierw dotrą do niej, a później opcjonalnie do reszty towarzystwa.
- Wiej. - chwytam jeszcze swoją sakiewkę, wciskając ją do kieszeni, bo jednak szkoda zostawiać.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]01.04.19 12:02
Wszystko działo się tak szybko, że Angielka za żadne skarby świata nie była w stanie nadążyć za wydarzeniami rozgrywającymi się wokół niej. W jednej chwili przed oczami zobaczyła kilka fragmentów ze swojego życia a na końcu nich absurdalny napis na nagrobku, głoszący śmierć podczas gry w karty, w drugiej zaś poczuła poluzowanie uścisku na nadgarstku i ujrzała czyjąś czuprynę przed nosem, gdy została odepchnięta do tyłu. Potem miała wrażenie, że wyszła z siebie i stanęła obok. Ktoś krzyczał, ktoś się przepychał, karty latały, część z osób zdezorientowanych równie mocno, co ona, wreszcie włączyła się do walki, piorąc się po gębach z przypadkową osobą obok. Do kompletu brakowało rozbijania sobie szklanek na głowach, lecz huk szkła po chwili również dotarł do uszu ciemnowłosej; stresujący dzień kończył się jeszcze bardziej stresująco niż chciała. Na ogół trzymająca się na uboczu, dzisiaj stała się powodem małych zamieszek w podrzędnym barze: kolejny punkt w życiu odhaczony.
Wiej. Otrząsnęła się z szoku, chociaż dalej nie miała świadomej kontroli nad własnym ciałem, gdy ono samo instynktownie i w przypływie adrenaliny zmusiło ją do ruchu. Niewiele więc myśląc rzuciła się do ucieczki, zwinnie przeciskając się pomiędzy tłumem chlejusów, jednego z nich, Bojczuka, ciągnąc za materiał koszuli za sobą. Chociaż na początku miała ochotę go zamordować, tak była w stanie docenić odsiecz, z którą nadszedł przed chwilą – nie mogła pozwolić, żeby jej wątpliwej jakości książę na białym rumaku został tam w środku z rozwścieczonymi osiłkami, bo wiedziała jak to może się dla niego skończyć. Za to nie wiedziała, czy oszukani w grze partnerzy rzucili się za nimi, ale podejrzewała, że udało im się zgubić się w szalejącym tłumie. Mimo wszystko, kiedy wydostali się na zewnątrz, nie zaprzestała biegu a zmęczenie, mdłości i zawroty głowy na krótki moment ustały, powracając dopiero wtedy, gdy zniknęli w jednym z zaułków. Przylegając plecami do ściany, Gillian spróbowała ustabilizować oddech, biorąc kilka głębszych wdechów a dopiero po tym uniosła wzrok na chłopaka.
Czyś ty upadł na łeb?! – wrzasnęła szeptem ściągając brwi – pozabijaliby nas, na gacie Salazara, tak się nie robi! – kontynuowała i wreszcie dla oczyszczenia atmosfery nieszczególnie groźnymi pięściami zaczęła okładać Bojczuka gdzie popadnie.
Gillian Tremaine
Zawód : nielegalna redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : n/d
Rzut oka na świat wykazuje, że okropności nie są niczym innym jak realizmem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6202-gillian-tremaine#151870 https://www.morsmordre.net/t6219-volante#153466 https://www.morsmordre.net/t6220-gossip-girl#153487 https://www.morsmordre.net/f178-pokatna-24-1 https://www.morsmordre.net/t6221-skrytka-bankowa-nr-1543#153488 https://www.morsmordre.net/t6222-g-tremaine#153493
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]01.04.19 12:52
Sytuacja nie jest zbyt sprzyjająca, ale moja beznadziejnie materialistyczna natura nie pozwala mi rzucić się do ucieczki, jeśli w oczach wciąż błyszczą rozsypane na stole złote galeony, srebrne sykle i miedziane knuty; pospiesznie zapełniam nimi kieszenie, unikając rzucanych na oślep kurew oraz pięści przeciwnika. I dopiero szarpnięcie za koszulę sprawia, że faktycznie zaczynam biec. Więc biegnę tuż za Gill, lawirując między kolejnymi, zataczającymi się marynarzami, aż nie wypadniemy na zewnątrz, a później nie skręcimy w jeden z ciemnych zaułków. Oddech mam przyspieszony, a policzki lekko zaróżowione od pędu. Wspieram dłoń na ścianie ponad ramieniem dziewczyny, łapię w płuca kila głębszych haustów rześkiego powietrza, a kiedy nasze spojrzenia wreszcie się krzyżują to uśmiecham się lekko. Iście czarująco. Spodziewam się, że zaraz tutaj rzuci mi się na szyję albo coś w tym guście, jednak w zamian zaczyna wrzeszczeć, a później okładać mnie swoimi drobnymi piąstkami. Sam nie byłem jakimś mięśniakiem, ale serio, w tym momencie czułem się jakby atakował mnie ogrodowy krasnal. Ratunku! Metr pięćdziesiąt w kapeluszu właśnie próbuje mnie zabić.
- Jeśli to są wyrazy wdzięczności z twojej strony, to wolę nie wiedzieć co robisz kiedy jesteś zła. - śmieję się, zasłaniając przed kolejnymi ciosami, kilka z nich sięga celu, jednak w swoim krótkim życiu zdążyłem już dostać taki wpierdol, że ten konkretny nie robi na mnie większego wrażenia - Ale że jak się nie robi? - pytam głupkowato - Masz na myśli to, że uratowałem ci tyłek, czy to, że cię w końcu znalazłem? Przecież sama tego chciałaś, pamiętasz? - mówię, nawiązując do naszej ostatniej rozmowy w murach Hogwartu. Może nie była to do końca prawda, wcale jej nie szukałem, po prostu żyjąc z dnia na dzień i nie oglądając się na przeszłość. To był przypadek, nie miałem zielonego pojęcia dlaczego los na nowo zdecydował się spleść nasze ścieżki, ale może miał w tym jakiś cel? Niemniej gdy zobaczyłem ją tam, przy stoliku, to pewnie emocje, pewne uczucia oraz wspomnienia momentalnie odżyły, a ja chciałem zapoznać się z nimi bliżej.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]01.04.19 13:21
Uwadze brunetki nie umknęło to, że Bojczuk wcale nie przejął się ciosami i zamiast ostudzić jej zapał, paradoksalnie, poirytował ją jeszcze mocniej. Dlatego też nie zaprzestała okładania go rękoma i szarpania za koszulę, dopóki w wątłych rękach zabrakło sił. Kapitulując – jedynie na krótki moment – wyprostowała się i skrzyżowała ręce pod biustem, obolałe dłonie wciskając pod pachy, a żeby przypadkiem nie zauważył zaczerwienionej skóry, czy śladów po uścisku na nadgarstku, które zdołała dostrzec tuż po odepchnięciu wcześniejszego napastnika. Wprawdzie skóra ją piekła, jednak będąc pod wpływem stopniowo słabnącej adrenaliny nie zwracała na to najmniejszej uwagi.
Nie wiem czy jesteś tak niemądry, czy tak bardzo nie potrafisz czytać sygnałów – wyburczała pod nosem, robiąc krótką przerwę na kolejny wdech powstrzymujący mdłości – ale nie powinieneś mi dawać tej karty, poradziłabym sobie sama – jak zawsze w grze – a ta bójka wyszła przez ciebie – oskarżycielsko wbiła Bojczukowi palec między żebra, licząc na to, że chociaż to go zaboli. Potem tym palcem dźgnęła jeszcze mocniej, gdy chłopak zadecydował się przypomnieć o słowach, którymi pożegnała go przed laty. Gillian zdziwiła się, że w ogóle o tym pamiętał; znając jego wolną duszę i zamiłowanie do kobiet nie podejrzewała, że słowa, którymi próbowała go poniekąd spławić, były w stanie wryć mu się w głowę na dłużej, niż kilka dni, ale z drugiej strony – kobiecej, rzecz jasna – nieco jej to schlebiało. Na początku nie pomyślała o tym, że kłamał, dopóki nie przypomniała sobie jak bardzo ich charaktery były do siebie zbliżone i że każde solenne zapewnienie ze strony Johny'ego powinna dzielić na pół, tak jak w swoim przypadku. Nie zamierzała pozwolić sobie na zrobienie się w konia; co to to nie.
Nie próbuj mydlić mi oczu – cofnęła rękę, robiąc krok w stronę przestrzeni, którą nagła bliskość Bojczuka jej odebrała – a jeśli nawet chciałeś mnie szukać, to mogłeś to zrobić w każdych innych okolicznościach, niekoniecznie przy tamtym stole – jednocześnie pomyślała sobie, że przynajmniej dzięki niemu wyleczyła się z kart i chodzenia po podejrzanych okolicach na długi, długi czas, jeśli nie chciała stracić głowy, godności czy pieniędzy – narobiłeś nam problemów, jak zwykle – dodała, ostatnie słowa wypowiadając dobitnie, gorzko, swoich grzechów nie pamiętając. A kiedy emocje opadły i do nozdrzy redaktorki wdarł się smród doków, niezwykle podobny do mieszanki z baru, zatkała dłonią usta, twarz zasłaniając kaskadą lśniących włosów.
Gillian Tremaine
Zawód : nielegalna redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : n/d
Rzut oka na świat wykazuje, że okropności nie są niczym innym jak realizmem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6202-gillian-tremaine#151870 https://www.morsmordre.net/t6219-volante#153466 https://www.morsmordre.net/t6220-gossip-girl#153487 https://www.morsmordre.net/f178-pokatna-24-1 https://www.morsmordre.net/t6221-skrytka-bankowa-nr-1543#153488 https://www.morsmordre.net/t6222-g-tremaine#153493
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]15.04.19 9:38
A więc o to się rozchodziło, o jedną, głupią kartę, którą chciałem wcisnąć w jej wachlarz. Baby były jakieś dziwne, jak im chciałeś pomóc to się wkurzały, a jak je olewałeś i kazałeś radzić sobie samej, to wkurzenie zamieniało się w prawdziwie nieziemski wkurw, a wtedy to lepiej wiać. Same nie wiedziały czego chcą, nawet jeśli większości się wydawało, że po prostu samodzielności. Co oczywiście po dłuższym zastanowieniu było kompletną bzdurą, bo człowiek, niezależnie od płci, był po prostu zwierzęciem stadnym. Ja potrzebowałem jej uroku osobistego, jej przyjemnej aparycji, która momentalnie przykuwała uwagę, ona moich zręcznych dłoni, które niezauważenie potrafiły czynić cuda. Nie chciałem pomóc jej, chciałem pomóc sobie. Wzruszam lekko ramionami.
- Wiem, że byś sobie poradziła. - wywracam oczami - Ale razem mogliśmy oskubać ich do ostatniego knuta. - kiwam głową, a kiedy mnie oskarża o tą całą bójkę to wzdycham ciężko - To nie ma znaczenia, czy moja czy nie moja... - chciałem dodać coś jeszcze, ale w porę ugryzłem się w język. Myślę, że by nie była zbyt zadowolona gdybym jej nagle wyskoczył z pretensją, że trzeba było po prostu trzymać luz. To w gruncie rzeczy wcale nie było takie proste i nie dziwiłem się, że spasowała. Ze mną było trochę inaczej, faktycznie umiałem zachować zimną krew w podbramkowej sytuacji, ale to głównie dlatego, że moje życie po prostu składało się z samych takich... Ała! Aż podskakuję kiedy niespodziewanie wbija mi palec między żebra i drugi raz, kiedy robi to ponownie. Marszczę nos, jedną dłonią rozmasowując obolałe miejsce, drugą zaś trzymam w pogotowiu, jakby wciąż jej było za mało i postanowiła zaatakować jeszcze raz. Znowu mam ochotę wywracać oczami na prawo i lewo, ale się powstrzymuję, opuszczając także ręce, bo chyba jej trochę przeszło i już nie zamierzała się na mnie rzucać jak rozwścieczony chochlik.
- No ale popatrz, wskazówki doprowadziły mnie akurat pod tamten stół i co z tego? Czemu taka jesteś? - zaborcza taka, ja się tu staram być miłym i w ogóle, a ona ciągle miała muchy w nosie, szczerzyła kły jakby chciała mnie nimi rozszarpać. Po co? Nie mam zielonego pojęcia - Problem to moje drugie imię. - mruczę pod nosem, bo taka prawda i nawet już nie zamierzam z tym walczyć. Czasem starałem się unikać kłopotów, ale one nigdy nie chciały unikać mnie, więc po prostu nauczyłem się płynąć z prądem, unosić na fali problemów, a nie topić gdzieś pod nią. I właśnie dzięki temu moje kieszeni były dzisiaj po brzegi wypełnione monetami, zaś tuż obok mnie stała kobieta ze snów...
- Gill?... - pytam niepewnie, gdy jej lico ginie gdzieś za kotarą czarnych pukli - Wszystko gra? - nie wyglądała za dobrze, więc wyciągam ku niej rękę z zamiarem odsłonięcia lśniącej kurtyny.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]25.04.19 0:10
Zdążyła już zapomnieć, że on po prostu taki był. Chciwy. I że zamiast odpuścić kiedy dobra passa trwała, zabrać wygraną i zwyczajnie odejść, szedł za ciosem, nierzadko tym ciosem obrywając prosto w twarz. Westchnęła cicho, zaciskając wreszcie palce pomiędzy brwiami, na początku nosa.
Na gacie skrzata, zamilcz, miej trochę litości dla moich nerwów – machnęła ręką, dobitnie pokazując, że nie ma zamiaru kontynuować tej dyskusji ani tym bardziej wysłuchiwać tłumaczeń wszelakich. Do niczego przecież nie prowadziły; na każde słowo odpowiedziałby pięcioma kolejnymi i na odwrót, zrobiłaby dokładnie to samo. Pamiętała ten schemat ze szkoły aż za dobrze, gdy pojedynkowali się na słowa.
Zresztą nawet gdyby chciała dyskutować, to próba poskromienia mdłości w towarzystwie tak niedomyślnego człowieka, jakim był Bojczuk, graniczyła z cudem. Już miała wrażenie, że jej twarz pozieleniała i nie jest w stanie zwalczyć palącego uczucia, już widziała sytuację z boku a w myślach opisywała jej niezwykły romantyzm, ale ostatecznie przełknęła wszystko to, co niebezpiecznie podeszło do gardła. Wiedziała jednak, że prędzej czy później tego przeklętego wieczoru do tego dojdzie, lecz miała nadzieję, że nie w obecności chłopaka. Nie mogła sobie pozwolić na taką wpadkę, która znacząco mogła podważyć wcześniejsze krzyki rzucane pod jego adresem.
Niedobrze mi – odparła krótko, treściwie i cicho, odtrącając wędrującą ku niej rękę. A kiedy doszła do siebie, wyprostowała się i zatkała nos rękawem płaszcza, choć wcale nie czuła się na siłach – zabierz mnie stąd – wymamrotała niezrozumiale, ale posłane zaraz po tym spojrzenie mówiło samo za siebie. Wystarczająco wyszła poza swoją strefę komfortu, którą drastycznie odebrało jej pojawienie się Bojczuka. Nie wiedziała jednak w jaki sposób się stąd wydostaną skoro prawdopodobnie gdzieś za rogiem czekali na nich oszukani mężczyźni ani gdzie pójdą; nie była najlepszym kompanem. Naturalnie dla siebie zadzierała nos w każdej sytuacji, nawet w tej, w której zwykle inna, normalna kobieta ugięłaby się i przyjęła czyjąś pomoc; ale normalną kobietą nie była raczej nigdy. – Johny, zaraz zwymiotuję – dodała na koniec w ramach pośpieszenia i zarysowania powagi zaistniałych okoliczności.
Gillian Tremaine
Zawód : nielegalna redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : n/d
Rzut oka na świat wykazuje, że okropności nie są niczym innym jak realizmem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6202-gillian-tremaine#151870 https://www.morsmordre.net/t6219-volante#153466 https://www.morsmordre.net/t6220-gossip-girl#153487 https://www.morsmordre.net/f178-pokatna-24-1 https://www.morsmordre.net/t6221-skrytka-bankowa-nr-1543#153488 https://www.morsmordre.net/t6222-g-tremaine#153493
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]25.04.19 1:21
Wywracam oczami, ale nic już nie mówię, chociaż na język cisną mi się różne zdania. Niemniej, postanawiam wreszcie wziąć jej słowa na poważnie. Odsuwam rękę, kiedy ją odtrąca i unoszę wysoko obie brwi - tego jeszcze brakowało, żeby się tu zerzygała... W sumie to mogłoby być nawet zabawne, potrzymałbym jej włosy, albo coś. No wręcz romantycznie!
- Pewnie masz już dość barów, hm? - unoszę jedną brew - Znam jedno miejsce, gdzie będziesz mogła na spokojnie zwrócić... zrzucić wszystkie zbyt intensywne emocje. - mrugam doń prawym okiem. Nie zdradzałem gdzie pójdziemy, to miała być niespodzianka; chociaż czy nią będzie? Ciężko jednoznacznie stwierdzić, ale tam na pewno nie groził nam gniew oszukanych, ani nikogo.
- No to chodźmy. - kiwam na nią głową. Jedną rękę chowam w kieszeni płaszcza, drugą z kolei wyciągam ku dziewczynie, by zacisnąć lekko palce na jej dłoni, a później spleść je z jej palcami.
Poruszam się po ciemnych, bocznych zaułkach, w obawie, że gdzieś w centrum moglibyśmy trafić na nieprzyjaciół. Port na szczęście znam jak własną kieszeń, może nawet lepiej, więc już niebawem docieramy na miejsce; z zewnątrz kamienica nie prezentuje się zbyt przytulnie - obdrapane ściany, sypiący się tynk, ciemne okna i zmęczone twarze ukryte za szarymi firankami. Kilka par oczu śledziło każdy nasz krok, dopóki nie weszliśmy na klatkę, która prezentowała się równie ubogo. Wskoczyłem na spiralne schody, przemierzając kolejne piętra; pierwsze, drugie, trzecie... Zatrzymuję się przed drzwiami opatrzonymi numerem 13 i naciskam na klamkę, ta jednak nie ustępuję, co w zasadzie było całkiem niezłym znakiem. Mojego uroczego współlokatora najprawdopodobniej nie było w mieszkaniu. Albo właśnie posuwał jakąś portową dziwkę i dlatego się tak pozamykali. No cóż, okaże się już niebawem. Sięgam do sakwy wyciągając z niej klucze i przekręcam je w zamku, uchylając przed Gillian wrota do...
- Witam w moim małym królestwie. - uśmiecham się, przepuszczając ją w progu, a gdy i moje stopy docierają do korytarza, zatrzaskuję za sobą drzwi i wodzę spojrzeniem naokoło - Joe?... - rzucam w przestrzeń, ale odpowiada mi tylko szum wiatru. Czyli jednak wolna chata, cudownie!
- Rozgość się. - zrzucam z ramion płaszcz, odwieszając go na haczyk. Mieszkanie było... dosyć osobliwe, mocno skromne, żeby nie powiedzieć, że po prostu biedne, malutkie. W przejściach wisiały cygańskie przejścia, ściany zdobiły marynistyczne obrazy, a obdrapane meble na wpół puste butelki. Zdążyłem już wnieść tu trochę siebie. Sięgam po jedną z flaszek, upijając z niej łyk i ruszam w kierunku głównego pokoju, który był naszą sypialnią, salonem i całym centrum tego pierdolnika.
- Napijesz się? - pytam, wyciągając w jej kierunku resztki rumu.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]26.04.19 0:44
W zasadzie nie podejrzewała, że zabierze ją do siebie, bo wątpiła w istnienie jego mieszkania. Sądziła raczej, że pójdą albo do niej albo do baru, ewentualnie wynajmowanego przez Bojczuka pokoju w jakimś pubie a tymczasem nieufnie wchodziła po krętych schodach do nieszczególnie zachęcającego miejsca. Chociaż wchodziła było zbyt wielkim słowem; wtaczała się, powstrzymując ponowne zawroty głowy spowodowane niekończącą się karuzelą nierównych stopni, niebezpiecznie uciekających jej spod stóp. I nie wiedziała co dziwiło ją bardziej: to, że z taką łatwością zaufała w gruncie rzeczy obcemu człowiekowi, czy to, że nie wypiła dużo a miała wrażenie jakby spożyła całe morze whiskey. A gdy stanęli przed drzwiami, było jej już wszystko jedno gdzie jest, bo i tak przeczuwała rychłą śmierć; jeśli nie z rąk ogranych chlejusów, to z pewnością z łap potwora z szafy, który z pewnością gdzieś tutaj był. Musiała się położyć, przynajmniej na chwilę w miejscu, w którym mogła zaznać ciszy i nieprzeszytego portowym smrodem powietrza. Poczekała, aż Johny upora się z zamkiem, bokiem spierając się ciężko o ścianę i wbrew przyjętej kulturze, przepuściła go przodem – dla bezpieczeństwa, gdyby ktoś albo coś zamierzało się rzeczywiście na niego rzucić.
Mieszkasz tu? – spytała, spodziewała się jednak twierdzącej odpowiedzi. Jako estetka, perfekcjonistka i po prostu człowiek nieprzepadający za brudem, niemal od razu zauważyła obdarte ściany, puste butelki i samą w sobie obskurność czterech ścian; cóż, przynajmniej zapach był znośny – myślałam, że cenisz się wyżej skoro masz szczęście w kartach i sakiewkę pełną pieniędzy – za picie podziękowała, przerzucając wszystkie zalegające na materacu rzeczy na fotel i wreszcie usiadła w pozycji jak najwygodniejszej, ograniczającej nieprzyjemne dolegliwości. W życiu nie podejrzewała, że ktokolwiek kiedykolwiek zobaczy ją w takim stanie, a zwłaszcza ktoś, kogo nie widziała od ukończenia szkoły – i kim jest Joe? – zgarnęła przyklejone do policzków włosy, wbijając w Johny'ego uważne spojrzenie. Nie potrzebowała kolejnych niespodzianek, ich limit zdecydowanie wyczerpując na najbliższe dwa dni, więc wolała się przygotować na wszelką okoliczność. A kiedy przyłapała się na myśli, że była gotowa spędzić tutaj noc, poczuła jak zapiekły ją policzki. Sparaliżowane alkoholem i adrenaliną bodźce dopiero teraz dotarły do mózgu, nakreślając ogół sytuacji w jakiej się znalazła. I to niespecjalnie się jej spodobało, bo chociaż Bojczuk uratował ją już raz, to nie miała absolutnie żadnej pewności, że w następnych pięciu minutach sam nie zdecyduje się jej skrzywdzić. Ale w stanie średnio trzeźwym kłamca był z niej żaden, dlatego gdy nagle zerwała się na proste nogi, przypłaciła to gwiazdkami przed oczami.
Powinnam wracać – rzuciła w międzyczasie, przecierając twarz; wierzyła, że to jej da cokolwiek, a przynajmniej przywróci normalną percepcję ruchów. I zdecydowanie, którego w ostatniej godzinie nie pokazywała w ogóle.
Gillian Tremaine
Zawód : nielegalna redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : n/d
Rzut oka na świat wykazuje, że okropności nie są niczym innym jak realizmem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6202-gillian-tremaine#151870 https://www.morsmordre.net/t6219-volante#153466 https://www.morsmordre.net/t6220-gossip-girl#153487 https://www.morsmordre.net/f178-pokatna-24-1 https://www.morsmordre.net/t6221-skrytka-bankowa-nr-1543#153488 https://www.morsmordre.net/t6222-g-tremaine#153493
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]26.04.19 12:35
- Może nie zawsze mam. - moje ramiona podskakują lekko. To było dobre mieszkanie, wystarczające. Względnie tanie, w jakże przytulnej okolicy, sąsiedzi nie wpychali nosa w nie swoje sprawy, czasem obserwowali ulicę przez okna, ale w większości mieli wyjebane na to co dzieje się pod, bądź co bądź, ich dachem. Z niektórymi nawet dało się dogadać. Było zdecydowanie większe niż pokój w Dziurawym Kotle, mieściliśmy się na spokojnie z Joe, który pod moją nieobecność pilnował, żeby chata nie zarosła syfem. Bo właśnie, odkąd zacząłem pływać bywałem tutaj rzadko... Zresztą nigdy nie byłem typem domownika, więc nawet przed zaciągnięciem się do załogi, spędzałem w mieszkaniu niewiele czasu.
- Joe to mój kumpel, mieszka tu, razem mieszkamy. - na szczęście nie było go w chacie. Lubiłem typa, w końcu to on mnie wszystkiego nauczył, ale był dosyć... oryginalnym człowiekiem. Coś mi mówiło, że Gill mogłaby go nie polubić. Kobiety nie były zbyt przychylne względem niego, no chyba, że im płacił. Zresztą mniejsza o to. Siadam w jednym z foteli, zakładając nogi na siedzisko, po czym podsuwam sobie niewysoki stolik, szukając na nim resztek tytoniu, a może nawet resztek diablego ziela - wytężam więc wzrok wypatrując zielonych drobinek pośród długich włosów brązowego suszu. Przez chwilę oddzielam palcem jedno od drugiego, ale ostatecznie macham tylko ręką i zaczynam wszystko jak leci zwijać w bibułkę. Marszczę lekko nos, zaś gdy Gillian nagle zrywa się na równe nogi, to wbijam w nią spojrzenie, opuszczając dłonie na własne kolana. Zaprzestaję na moment zwijania skręta.
- Powinnaś. - kiwam łbem - Powinnaś też zastanowić się dwa razy zanim weszłaś do tamtego baru i trzy razy zanim usiadłaś przy tamtym stoliku. Powinnaś grać uczciwie i nie pakować się w kłopoty. A później, po skończonej rozgrywce, powinnaś od razu wracać do domu. Tymczasem jesteś tutaj, więc od kiedy robisz to co powinnaś? - daję jej chwilę na zastanowienie, w tym czasie na nowo unosząc nieznacznie dłonie, przesuwam językiem wzdłuż bletki i jednym ruchem zwijam skręta, wygładzając go opuszkami palców, po czym wtykam go za ucho, żeby nie zgubić gdzieś w ogólnym rozgardiaszu. Powoli wygrzebuję się z miękkiej, zapadniętej poduchy fotela i zbliżam do panny Tremaine, zaglądając jej głęboko w oczy; dłońmi sięgam bladych, dziewczęcych policzków, zaś wargami jej kształtnych ust. Nie wiem czy nie dostanę zaraz w mordę, albo coś w tym guście, ale kto nie ryzykuje ten nie je, czy jakoś tak. A ja po prostu chciałem ją pocałować.




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Doki, wiosna, 1951 [odnośnik]22.05.19 15:52
Doprawdy nigdy nie sądziła, że to Bojczuk zacznie ją pouczać i wygłaszać prawdy o jej zachowaniu. Nie powinna wielu rzeczy, jak na ułożoną córkę przystało, swój limit problemów i kłopotów na dzień dzisiejszy wykorzystując. Tymczasem każde ze stwierdzeń Johny'ego wżerało się jak największa zaraza w jej umysł i rozsądek.
Widocznie nie jestem taka jaka ci się wydaję – powiedziała, cofając się, gdy zadecydował się zagrodzić jej drogę. Słuszność swoich słów poddała w wątpliwość; nie wiedziała co o niej myślał, nie interesowało jej to w zasadzie wcale i nie potrafiła odnaleźć powodu dla którego przeciągała tę dyskusję zamiast po prostu wyjść, ani powodu, dla którego jednak zadecydowała się wejść do tego mieszkania.
Nie stawiała oporu, oszołomiona nadmiarem wrażeń, szybkim przebiegiem zdarzeń i szumiącym wciąż w głowie alkoholem. Ręce, które nagle zaczęły ważyć ponad tonę, opuściła luźno wzdłuż tułowia, a twarz zadarła do góry, z niechęcią zauważając nieprzyjemny ból i wygięcie szyi z powodu różnicy w ich wzroście. Nie ruszyła się nawet wtedy, gdy zdecydowanie zbyt długo spoglądali sobie w oczy, żeby nareszcie zwieńczyć to absurdalne spotkanie pocałunkiem. W pierwszym odruchu odwzajemniła pocałunek, zauważając z zaskoczeniem, że Bojczuk jak na tak niewyparzoną gębę posiadał całkiem przyjemne, miękkie usta. Dopiero potem, po dłuższej chwili, gdy nadszedł moment otrzeźwienia, odepchnęła go od siebie.
Miejże litość nad moimi nerwami – burknęła obruszona, odsuwając się o krok do tyłu – nie możesz pojawiać się w moim życiu w taki sposób i burzyć mój porządek – nie mógł, ale resztka rozsądku podpowiadała jej, że tymi słowami wcale go do siebie nie zraziła a wręcz przeciwnie, zmotywowała do następnego spotkania. Tym razem jednak czuła, że mieszkanie zaczęło ją osaczać, że zaczął osaczać ją i on, i wszystko, łącznie z natłokiem myśli. – Daj mi spokój – chciała powiedzieć coś jeszcze w ostatniej chwili zaniechała swojej decyzji i bez pożegnania uciekła z mieszkania. Nie chciała go widzieć, ale przeczucie, że niedługo ich drogi splotą się ponownie nie odstępowało jej na krok odkąd wybiegła z kamienicy.

zt x2
Gillian Tremaine
Zawód : nielegalna redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : n/d
Rzut oka na świat wykazuje, że okropności nie są niczym innym jak realizmem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6202-gillian-tremaine#151870 https://www.morsmordre.net/t6219-volante#153466 https://www.morsmordre.net/t6220-gossip-girl#153487 https://www.morsmordre.net/f178-pokatna-24-1 https://www.morsmordre.net/t6221-skrytka-bankowa-nr-1543#153488 https://www.morsmordre.net/t6222-g-tremaine#153493
Doki, wiosna, 1951
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach