Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Durham, wieczór 11.10.1956

Go down 
AutorWiadomość
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Durham, wieczór 11.10.1956 3baJg9W

Durham, wieczór 11.10.1956 Empty
PisanieTemat: Durham, wieczór 11.10.1956   Durham, wieczór 11.10.1956 I_icon_minitime31.03.19 23:04

Adeline Burke

Włosie szczotki powoli zatapiało się w jej srebrzystych kosmykach. Pasma, przypominające płynny jedwab niemalże przelewały się przez nie, gdy lady Burke z powagą wymalowaną na twarzy stała w oknie, wlepiając wyczekujące spojrzenie w spowity ciemnością dziedziniec. W momencie, gdy kolejni członkowie rodziny znikali za pomocą świstoklików zaczynała żałować, że dzisiaj nie towarzyszyła Edgarowi. I chociaż próbowała zachować spokój, to zdecydowanie zbyt często zerkała w stronę zegara. A czas? Igrał na nosie Adeline, mozolnie i jakby ospale przesuwając wskazówki na tarczy. Nawet przyglądanie się twarzy spokojnie śpiącego syna nie koił nerwów damy. Sen? Pobożne życzenie. Stała odziana w koszulę nocną, jej ramiona przykrywał szlafrok z najdroższego materiału, a ona czekała. Jej ręka machinalnie poruszała się w górę i w dół, czasem ledwo musnąwszy włosów. Nie miała ochoty na szukanie towarzystwa, nie tego potrzebowała. Wśród tych, którzy zostali w Durham, nie było twarzy, którą chciałaby teraz ujrzeć. Gdy kroczyła dumnym krokiem w stronę ołtarza, nigdy nie myślała, że z niepokojem w sercu będzie wyczekiwała powrotu męża do domu. Teraz? Czas zweryfikował wszystko - jej butność, roszczeniowe nastawienie i wyniosłość, a także jej stosunek o lorda Burke. Przyzwyczaiła się do tego, że Edgar był obok. Nigdy nie przyznałaby głośno, że ziarenko niepokoju zaczęło kiełkować w jej sercu. Dlaczego? Martwić powinno się o kogoś, kto odgrywa istotną rolę w naszym życiu a Adeline mimo lat spędzonych razem nadal nie potrafiła przyznać, że jej zależy w ten sposób, w jaki powinno kochającej żonie zależeń na mężu. Zmuszeni do koegzystencji nauczyli się razem żyć, rozmawiać i czasem nawet wspólnie cieszyć, ale gdyby miała powiedzieć, że coś ją niepokoiło to niepewność, która prędko wypełniłaby przestrzeń dotąd zajmowaną przez małżonka. Z biegiem lat z czystym sumieniem mogła nazwać rodową posiadłość w Durham swoim domem. To właśnie tu przyszły świat najważniejsze istoty w jej życiu - trójka niesamowitych dzieci, na które patrzyła wzrokiem i z sercem przepełnionym dumą.
Dzisiejszego wieczora chodziło o coś zupełnie innego - przeczucie. Już przed szczytem wiele mówiło się o rewolucyjnych zmianach, jakie mogą tam zajść. Jednak, czy spodziewała się, że dzisiejsza rewolucja wpłynie bezpośrednio na jej pozycję nie tylko w hierarchii rodu, ale także w o wiele większej skali. Gdy z ciemności nieco mocniej zacisnęła palce na szczotce. Nie wyszła mu jednak na przeciw. Odwróciła się dopiero, gdy usłyszała dobiegające z odległego korytarza głosy, a potem kroki zbliżające się w stronę wejścia do ich komnat. Odłożyła szczotkę na bok, przecież o tej pory i tak była jedynie rekwizytem w dłoniach lady. Gdy ujrzała sylwetkę męża głos uwiązł jej w gardle. Nie w takim stanie powinno się wracać z dyplomatycznego spotkania. Nie powiedziała nic, oszczędności słów ucząc się od niego, jednakże w powietrzu wisiało nieme pytanie. Czy otrzyma odpowiedź? Zmniejszyła dzielący ich dystans. Czekała, jak zawsze cierpliwie.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
Edgar Burke

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Zawód : łamacz klątw, B&B
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 25
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Durham, wieczór 11.10.1956 Empty
PisanieTemat: Re: Durham, wieczór 11.10.1956   Durham, wieczór 11.10.1956 I_icon_minitime07.04.19 0:17

Świstoklik wyrzucił go poza granicami rodzinnej posiadłości. Leżał przez chwilę na chłodnej trawie, delektując się ciszą i spokojem rodzinnego hrabstwa. Już nie musiał uciekać przed wiekowymi kamieniami ani rozstępującą się ziemią, żadne zaklęcia nie latały mu nad głową. Pomału zaczynał do niego dochodzić ból zwichniętego barku i obitych żeber, ale wciąż był zbyt oszołomiony żeby zacząć się tym przejmować. W końcu wstał i zaczął spokojnie iść do zamku, marząc jedynie o rzuceniu się na miękkie łóżko. To zabawne jak niewiele człowiek potrzebuje w takich sytuacjach; nagle wszystkie potrzeby stają się banalnie proste. Wiedział jednak, że najpierw będzie musiał porozmawiać z rodziną i opowiedzieć im pokrótce co się wydarzyło. Nie powinien wracać ze szczytu politycznego tak poobijany, brudny i obdrapany. Nie powinien też nosić na palcu sygnetu nestora. Powinien być z niego dumny - pokazywał jak wielkim zaufaniem darzył go dotychczasowy senior rodu. A jednak nie potrafił, przynajmniej jeszcze nie teraz, widząc w tym sygnecie więcej problemów niż przywilejów. Przecież jeszcze kilka temu specjalnie wyjeżdżał na długie wyprawy, chcąc oderwać się od rodzinnej deszczowej Brytanii i obowiązków lorda. Los śmiał mu się prosto w twarz, bez przerwy podrzucając mu pod nogi kłody, których nigdy nie chciał. Małżeństwo, piecza nad sklepem, a teraz jeszcze nad całym rodem. Nie chciał zbyt wielu obowiązków, a teraz na jego barkach leżały absolutnie wszystkie z możliwych. Jeszcze do końca to do niego nie dochodziło; wszystko wydarzyło się za szybko i skończyło zbyt spektakularnie.
Wreszcie wszedł do środka, zupełnie ignorując domowego skrzata. Tak naprawdę w tym momencie nikogo nie chciał spotykać na swojej drodze. Na szczęście korytarze były puste, kiedy zmierzał w stronę sypialni. Spodziewał się tam Adeline, ale i tak zdziwił go jej widok. Po dzisiejszych wydarzeniach prezentowała się wręcz nierealnie w swojej zwiewnej koszuli nocnej i drogim szlafroku, z jasną cerą, niepobrudzoną i w żaden sposób nie poharataną. Niemalże jak porcelanowa lalka, chociaż Edgar dobrze wiedział, że te delikatne rysy twarzy nijak mają się do siły charakteru. Czekała. Spodziewała się, że wydarzy się coś złego? Spotkania dyplomatyczne zazwyczaj nie były tak brutalne, kto jak kto, ale akurat ona powinna być tego świadoma. Przecież jej ród pchał się wszędzie tam, gdzie tylko dało się trochę podyskutować - zupełne przeciwieństwo Burke'ów, trzymających się od polityki z daleka. Zresztą dzieliły ich nie tylko różnice w rodowej mentalności. Różniło ich praktycznie wszystko, a i tak udało im się nawiązać nić porozumienia. Może to niewiele, ale dla Edgara i tak dużo więcej niż się spodziewał po pierwszych dniach wspólnego życia.
- Nie wiem od czego zacząć - odezwał się w końcu, odpowiadając na jej niezadane pytanie. Chciała wiedzieć, a on nie zamierzał niczego przed nią ukrywać, musiał tylko sam ułożyć to sobie w głowie. - Craig już wrócił? - Na razie to interesowało go najbardziej; reszta zdążyła złapać świstoklik i bezpiecznie przedostać się do zamku, tylko on został wśród walącego się zabytku.




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Durham, wieczór 11.10.1956 3baJg9W

Durham, wieczór 11.10.1956 Empty
PisanieTemat: Re: Durham, wieczór 11.10.1956   Durham, wieczór 11.10.1956 I_icon_minitime07.04.19 1:20

Adeline Burke

W każdej wyłaniającej się z ciemności twarzy wyczekiwała tych najbardziej jej przychylnych. Szukała Edgara. Gdy przypatrywała się kroczącym w stronę wejścia sylwetkom, wiedziała, że coś jest nie tak. Postacie dumnych lordów były pozbawione tej bezpardonowości, pewności siebie i twardego, zdecydowanego kroku, który zdążyła zauważyć u przedstawicieli rodu Burke. Niektórzy z nich utykali na jedną nogę, pozbawieni całkowicie aury siły, którą zawsze emanowali. Sprawiało to, że w głowie lady Adeline rodziły się kolejne pytania, a myśli gnały do przodu w różnych kierunkach. Pędziły tak, że ciężko było uchwycić jedną z nich i pójść jej śladem. Jednakże prawdziwa gonitwa zaczęła się, dopiero gdy Edgar przestąpił próg ich wspólnej sypialni. Spojrzenie szaroniebieskich tęczówek uważnie sunęło po ciele mężczyzny, notując w pamięci każde zadrapanie, uszkodzenie materiału wyjściowej szaty i przede wszystkim obrażenia. Nie potrafiła określić swoich emocji, ale to w tym momencie nie było najistotniejsze. Przez krótką chwilę walczyła z odrętwieniem, które opanowało jej ciało. Dłonie zaciskały się na przedramionach, przez co sprawiała wrażenie jeszcze bardziej kruchej. Och, jakże mylne było to stwierdzenie. Najchętniej zarzuciłaby męża potokiem pytań, ale znała go, wspólne lata nauczyły ją tego, że jeżeli Edgar chce się z nią czymś podzielić, to wylewanie na niego masy pytań jest działaniem zbytecznym. - Trzeba wezwać magomedyka - zawyrokowała. Jej znajomość magii leczniczej nie była imponująca. Nie miała także zamiaru eksperymentować z zaklęciami z zakresu magomedycyny w obliczu anomalii, które chętnie odwiedzały czarodziejskie domy przy każdej możliwej okazji. Pytanie zadane z taką powagą sprawiło, że poczuła przebiegające dreszcze. Zacisnęła usta w wąską linię. - Niestety nie, nie widziałam go wśród wracających ze Stonehenge - odparła, zaskakująco dobrze panując nad swoim głosem. Był on spokojny, jednostajny. Naprawdę wiele ją kosztowało to, aby nie oddać drżenia w swoim głosie. Powstrzymywała drżenie dłoni. Irytowała ją reakcja jej ciała, ale nie mogła zbagatelizować tego, że stała w obliczu wielkiej tragedii, chociaż żadna wiadomość nie dotarła jeszcze do jej uszu. Co takiego mogło się stać, że Edgar w taki sposób martwił się o krewniaka? Poza tym powstrzymywała wzrok od natrętnego wracania do dłoni Edgara. Przy studiowaniu jego stanu, nie umknął jej fakt posiadania dodatkowej ozdoby na dłoni małżonka. Czy już teraz spodziewała się tego, jak wiele obowiązków spadło na barki mężczyzny? Jeszcze nie. - Usiądź, proszę - nie była przecież ślepa. Cokolwiek się stało, dała mu przestrzeń, w której mógł się spokojnie rozgościć i zebrać myśli, mimo iż w środku gotowała się z niecierpliwości. Powinna czekać na wyjaśnienia? Pozostawić go w samotności i nakreślić kilka słów do świętego Munga, aby jak najszybciej przystali uzdrowiciela? Skąd mogła wiedzieć, że to teraz w ich jego obowiązku leżało zapewnienie opieki poszkodowanym.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
Edgar Burke

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Zawód : łamacz klątw, B&B
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 25
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Durham, wieczór 11.10.1956 Empty
PisanieTemat: Re: Durham, wieczór 11.10.1956   Durham, wieczór 11.10.1956 I_icon_minitime11.04.19 23:25

Tak więc Craig został w walącym się Stonehenge. Edgar poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku, kiedy przypomniał sobie jak parę miesięcy temu w podobnej sytuacji znalazł się jego własny rodzony brat, pozostawiony na pastwę śmiercionośnych płomieni. Nie pomógł mu wtedy, choć chciał, ale teraz ta chęć się nie liczyła; liczył się tylko fakt, że odszedł bez niego z płonącej Wywerny. Teraz historia zatoczyła koło: kolejny raz ktoś mu bliski walczył o życie, podczas gdy on siedział bezpiecznie w swojej rodowej posiadłości. Dla każdego Burke'a to rodzina była najwyższą wartością, a przynajmniej być nią powinna, natomiast Edgar już nie raz nie poradził sobie z jej obroną. A teraz miał być nestorem? Odpowiedzialnym za każdego bliższego i dalszego członka rodu? Wciąż targały nim wątpliwości. Większość osób z pewnością uzna ten pierścień na palcu za ogromny zaszczyt - on natomiast poważnie się zastanawiał czy aby na pewno jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Czy Caractacus dobrze przemyślał tę decyzję. Mimo wszystko nie pozostawało mu teraz nic innego jak zaufać byłemu nestorowi i powierzyć jego woli swoje dalsze życie.
- Za chwilę - odparł, nie mając teraz ochoty na zamieszanie związane z przybyciem uzdrowiciela. Owszem, bolało go całe ciało, a wybity bark nie pozwalał za bardzo ruszać ręką, ale chciał najpierw porozmawiać z żoną. Opowiedzieć jej o tym co zaszło, wytłumaczyć jakie czekają ich zmiany, wysłuchać co ona ma na ten temat do powiedzenia. Zgodnie z jej prośbą usiadł na łóżku, od razu odczuwając chęć położenia się na plecach i oddania w ramiona Orfeusza, choćby z tym urazami i w brudnych ubraniach. Powstrzymał jednak tę chęć, podnosząc wzrok na wyraźnie zaniepokojoną Adeline. Wtedy sobie uświadomił, że tak naprawdę nie ma żadnego powodu do zmartwień. To kilka niosących zniszczenie zaklęć sprawiło, że Stonehenge zaczęło się walić - przed tym incydentem wszystko szło po jego myśli. Po ich myśli, wszystkich Rycerzy i zwolenników. - Wiem jak to wygląda, ale nie stało się nic złego - zaczął spokojnie, wierząc, że Craig zaraz przekroczy próg zamku cały i zdrowy, a przynajmniej w jednym kawałku. - Obaliliśmy ministra - uznał tę informację za wystarczająco istotną, żeby od niej zacząć. Żaden Burke nie mógł akceptować Longbottoma na tak wysokim stanowisku. Fakt, że już nie grzeje tam stołka, niezwykle Edgara cieszył. - Nowym został Cronus Malfoy - nie znał go najlepiej, ale już po usłyszeniu nazwiska wiedział, że okaże się dużo lepszym ministrem od tej karykatury lorda Harolda. Może Adeline słyszała o nim coś więcej; choć mieszkała w Durham tyle lat, wciąż po części pozostała Crouchem i czasem posiadała informacje, które Edgarowi nawet się nie śniły. Jednak nie ta informacja była najważniejsza. - Na szczycie pojawił się Lord Voldemort - zerknął na żonę; nie miała pojęcia, że jej własny mąż służy w jego szeregach od wielu miesięcy, ale musiały do niej dojść chociażby skrawki informacji na jego temat. - Większość rodów go poparła, my również. Zresztą to on zaproponował Malfoya na ministra - dodał, zdając sobie sprawę, że podaje jej te informacje w niezwykle skróconej formie, ale nie miał ochoty wszystkiego jej teraz opowiadać - zajęłoby to pewnie godzinę, może nawet dłużej, jeżeli przyłączy się reszta rodziny wraz ze swoimi spostrzeżeniami. Westchnął cicho, spuszczając wzrok na swoją dłoń. - I wygląda na to, że jesteś teraz żoną nestora - powiedział, z niejaką ciekawością obserwując jej reakcję na tę wiadomość. Wątpił, żeby kiedykolwiek spodziewała się takich awansów, skoro nawet on sam o nich nie myślał.




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Durham, wieczór 11.10.1956 3baJg9W

Durham, wieczór 11.10.1956 Empty
PisanieTemat: Re: Durham, wieczór 11.10.1956   Durham, wieczór 11.10.1956 I_icon_minitime11.05.19 1:10

Adeline Burke


Czyż najlepszym przywódcą nie jest ten, który wcale tej władzy nie oczekuje? Jeżeliby wierzyć temu stwierdzeniu, to śledząc przemyślenia Edgara można dojść do wniosku, że poprzedni lord nestor nieomylnie wskazał swojego następce, perfidnie omijając przedstawicieli pokoleń starszych, którzy pewnie z dużo realniejszymi rokowaniami na sukces mogliby rościć sobie prawo do nestorskiego pierścienia i władzy, jaka się z nim wiąże. Owszem, wątpliwości były czymś naturalnym podobnie jak troska o kuzyna, którego zostawił za sobą. Zresztą, czy nie to było jego priorytetem? Powrót do domu? A przynajmniej powinien być, bo to właśnie w Durham została ta część rodziny, która powinna być mu najdroższa, żona oraz trójka dzieci, które spodziewały się ujrzeć swego ojca następnego ranka przy śniadaniu. Również Adelinie nie śpieszyło się do uzyskania statusu wdowy. Być może ich związek nie był książkowym przykładem miłosnej historii, jednakowoż wypracowali już pewnego rodzaju układ, który się sprawdzał i krótko mówiąc, wygodnie urządziła się wśród chłodnych murów Durham.
W pierwszym odruchu chciała zaprzeczyć, kategorycznie zabronić odkładania wizyty medyka na późniejszy czas, ponieważ w jej ocenie potrzebował pomocy wykwalifikowanego uzdrowiciela jak najszybciej. Natomiast podczas życia wśród przedstawicieli rodu Burke nauczyła się powściągać swój crouchowy język i zachłysnąwszy się powietrzem, pozwoliła niewypowiedzianemu ponagleniu ulecieć, mając nadzieję, że jej spojrzenie jest wystarczająco wymowne. Wydawało jej się, że z każdym kolejnym słowem sytuacja stanie się dużo bardziej klarowna, ale strzępki informacji, które otrzymała od męża nie zlepiały się w jedną spójną całość, a jedynie wypełniały na razie pusty obraz obrad w Stonehenge. Nie przerwała mu, przyswajając te rewelacyjne wieści. Cronus Malfoy wydawał się w jej oczach godnym kandydatem na ministra już przez sam fakt, że nie należał do rodu Blacków chociaż pewnie większym entuzjazmem cieszyłaby się kandydatura jej ojca. Niemniej jednak w skupieniu poddała analizie kolejne informacje. Chociaż jej wiedza na temat tajemniczego lorda Voldemorta nie była rozległa to Adeline należała do dam, które mają oczy i uszy szeroko otwarte i mimo staranności z jaką dobierała stroje do okazji interesowało ją coś więcej niż nowy krój szaty, który wśród czarownic cieszył się niezmierną popularnością. Dużo bardziej od nowej sukni lady Lestrange interesowały ją wydarzenia, które naprawdę miały znaczenie. Zatem skoro wszystko odbyło się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, dlaczego wyglądasz tak, jakbyś wrócił z jednej ze swych wypraw i zamartwiasz się nieobecnością Craiga - zagaiła, wciąż nie rozumiejąc skąd kurz na jego szacie i dosyć poważne obrażenia. Jednakże to, co przekazał jej na końcu sprawiło, że osłupiała i gdyby nie była dobrze wychowaną damą z pewnością jej szczęka osunęłaby się w dół. W tym momencie potrzebowała jednak podpory, czegoś na czym mogłaby usiąść, aby nie dołożyć Edgarowi zmartwień w postaci mdlejącej małżonki. Ostatecznie zajęła miejsce obok niego, na miękkim materacu ich małżeńskiego łoża. Przez jej twarz przepłynęła fala najróżniejszych emocji, a ta rewolucja zakończyła się przywołaniem delikatnego uśmiechu, za którym często chowała się podczas salonowych batalii. Co miała myśleć? Dlaczego nestor wybrał swego następce? Przecież lord Caractacus podczas opuszczania rodzinnej posiadłości wyglądał dobrze. Na koniec jednak ten wyćwiczony przez lata uśmiech nabrał nowego kolorytu, pewnego rodzaju autentyczności obdartej z crouchowej gry pozorów. - To wspaniała wiadomość Edgarze - odparła i sama nie wiedziała, czy były to słowa pochwały i dumy czy pokrzepiające. - Jestem pewna, że lord Caractacus rozważnie i słusznie wybrał swego następce - dodała po chwili. W takich momentach nadal czuła się niepewna, skrępowana. Obydwoje na przestrzeni lat spędzonych razem chyba nie przywykli do wzajemnego okazywania sobie czułości. Ale teraz wydawało jej się to po prosto właściwe. Jej smukła, delikatna dłoń niepewnie przykryła jego dłoń, ozdobioną sygnetem.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
 

Durham, wieczór 11.10.1956

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19