Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
[sen] I put a spell on you
AutorWiadomość
[sen] I put a spell on you [odnośnik]04.04.19 19:35

Take off into worlds we've never traveled. This life is a journey through the snow. Let go of it all for the healing. Hold on to surrender our control.


Trzynaście długich nocy czekał na sprawozdanie z zadania, które jego wysłanniczka zobligowała się wypełnić. Dokładnie pamiętał jej wyprostowaną sylwetkę, gdy stała przed mahoniowym biurkiem i wbijała harde spojrzenie w oczy pracodawcy, mierząc jak daleko pozwolił jej zabrnąć tą butą. Pozwalał jej na wiele. Wtedy również chociaż sama zreflektowała się i wycofała z tego niemego pojedynku. Krótkim skinięciem głowy przyjęła powierzony jej obowiązek, by następnie odwrócić się napięcie, przejść całą długość gabinetu i zniknąć w zamykających się za jej plecami drzwiach. Od tamtej pory nie dawała znaku życia, jednak Morgoth wiedział, że miała zjawić się właśnie teraz, że nadchodziła. Nie oznaczało to, że brak informacji sprawiał, że niepokój był mu daleki. Pochłonięty przez mroki gabinet zdawał się odzwierciedlać myśli swojego właściciela i upodabniać się do jego nastrojów — czerń otaczała nie tylko jego umysł, ale również i otoczenie. W tym właśnie momencie cienie zdawały się jeszcze bardziej intensywne, jakby mężczyzna pochłaniał się w swoim skupieniu, analizie i powadze, które na co dzień towarzyszyły mu niczym nieprzenikniona aura. Mało kto potrafił odnajdować się w tej atmosferze, a jednak niektórym udało się przebijać przez mur i stawać się jego częścią. Tak było i z nią. Jego prawe ramię. Jego Vendetta. Jego przyjaciółka. Nigdy nie podważała jego decyzji, nigdy go nie zawiodła i nigdy nie okazała braku szacunku. Dlatego wciąż żyła, gdy jej poprzednicy jeden po drugim padali, dławiąc się własną krwią i próbując ocalić wypływającą z rozszarpanej szyi krew. Ostatni z nich upadł tuż przy jej stopach, a czarna maź dopłynęła go butów najbardziej zaufanego dowódcy, jakiego miał. Z jakim przyszło mu współpracować. Morgoth zdawał sobie sprawę, że jej pewne, niemal bezczelne kroki w jego stronę były wynikiem oczywistego pobłażania dla tego zachowania. Mimo wszystko pozwalał jej na to. Odnosił się do niej niemal z czułością niczym do ulubionego zwierzęcia, chociaż nie pozostawiał wątpliwości co do rozgraniczeń między nimi. Była jego orężem, lecz długo jej zajęło, by zająć ów miejsce. Szczególnie że status krwi nie wzbudzał zaufania w kręgach arystokracji i zwolenników idei czystości. Początkowo odrzucana przez przyjaciół Yaxleya, stała się w końcu przedmiotem zazdrości i podszeptów. Wszyscy widzieli w nim szaleńca, gdy wyciągnął rękę ku nieznanej nikomu dziewczynie, łożąc na jej utrzymanie, dokształcanie się, uzbrojenie. Pozwolił, by zamieszkała na terenach jemu podległych i odpracowała wszystko to, co dla niej zrobił. Widział w niej determinację, ból i chęć drugiej szansy, by stanąć przeciwko tym, którzy ją skrzywdzili. Wykorzystał to, dając jej w dłoń siłę, którą mogła wykorzystać nie tylko dla swojej korzyści, lecz również dla niego. Niebywała zdolność przemiany swego ciała torturowała najmniejszą komórkę kobiecego ciała, jednak w końcu osiągnęła perfekcję. Obserwował przemiany, które przechodziła, dokładając wszelkich starań, by jego twór, jego Vendetta była perfekcyjna w każdym calu. I nie zawiódł się.
Czuł, że nadchodziła. Potrzebował tych informacji, a ona miała przynieść mu je jak na tacy — jak za każdym razem, gdy posyłał ją w teren. Gdy powierzał jej coś, czego nikt inny nie był w stanie zrobić. Nie była jak inni, którzy służyli pod jego dowództwem. Nie bała się wprost wypowiedzieć swoich obiekcji co do wykonywanego rozkazu, chociaż nigdy go nie podważała — dostosowywała i proponowała rozwiązania, które miały ułatwić przebieg kolejnych operacji. Jeśli widziała, że nestor nie pałał chęcią przystania na wspominane uwagi, milkła i akceptowała pierwsze założenie. Wydawała się być tworem idealnym, chociaż nie była wypruta z człowieczeństwa. Tego nie zamierzał jej odbierać. Wewnętrzne przekonanie co do musu posiadania ludzkich odruchów było w nim niezmienne. To dzięki nim wszelkie ludzkie wady mogły stać się diamentem, mimo że początkowo brano je za zwykły węgiel. Właśnie dlatego stawała się jeszcze lepsza w polu niż ktokolwiek inny. Bała się, a równocześnie pokonywała tę słabość, stając się zahartowanym w walce ostrzem. Z daleka usłyszał już jak weszła do pałacu, a jej kroki drżały przy każdym kolejnym stopniu schodów. Zanim zbliżyła się do drzwi, wyczuł charakterystyczny zapach, który ją otaczał. Wróciła do domu. - Spóźniłaś się - powiedział spokojnie, gdy ciemna sylwetka weszła do środka. Mimo że był to tylko dech, z końca długiego gabinetu jego słowa idealnie wybrzmiały na przeciwległym krańcu. Co przynosiła mu w darze za to opóźnienie?



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [sen] I put a spell on you [odnośnik]07.04.19 12:45
Z niecierpliwością wyczekiwała tej chwili – gdy wypełni już powierzone jej zadanie i zwycięsko powróci do siedziby lorda Yaxleya, by z dumą przedstawić zdobyte w terenie informacje. Ani przez chwilę nie wątpiła, czy podoła. Nie dlatego, że lekceważyła swych przeciwników, a z powodu niezachwianej wiary w swe umiejętności – rozwijane długimi, naznaczonymi bólem latami. Doskonale pamiętała wszelkie cierpienia i upokorzenia, które odniosła w trakcie swej podróży, a które w ostatecznym rozrachunku pozwoliły jej zdobyć obecną pozycję. Oficjalnie nie była nikim ważnym, brakowało jej odpowiedniego nazwiska i majątku, lecz dzięki swym licznym talentom zyskała w lordzie nestorze sojusznika, a on zaś zadbał o to, by niczego jej nie brakowało, by mogła rozwijać się, a w końcu – zostać jego szpiegmistrzynią.
Przemierzała znajome korytarze pewnym siebie, stanowczym krokiem w akompaniamencie echa odbijającego się od kamiennych ścian posiadłości. Szła wyprostowana jak struna, odziana od stóp do głów w żałobną czerń, i nikt nie śmiał stanąć jej na drodze ku gabinetowi Morgotha. Służba nauczyła się już, że choć kobieta nie należała do wyższych sfer, to była prawą ręką nestora, a to z kolei zapewniało jej swobodny wstęp do większości komnat rozległej posiadłości Yaxleyów. Podobno wciąż przekazywali sobie z ust do ust opowieści, co stało się z pokojówką, która ważyła się kwestionować jej prawo do przechadzania się surowymi, lecz eleganckimi i odpowiednimi szlachcie korytarzami Yaxley’s Hall.
Zbliżała się do prywatnych komnat swego protektora, lecz wcale nie zwalniała, wprost przeciwnie – żwawo, z tajemniczym uśmiechem błąkającym się po ustach, przemierzała ostatnią prostą, wsłuchując się w równy rytm wystukiwany przez swe obcasy, w melodię bijącego szybciej serca. Wiedziała, że go tam znajdzie, czuła to – surowego, wymagającego, niecierpliwie oczekującego powrotu zaufanej dowódczyni. Miała wielkie szczęście, że wziął ją pod swe skrzydła, pozwolił rozkwitnąć i wskazał sposób na odpłacenie się tym, którzy pod przykrywką służenia społeczeństwu odebrali jej rodzinę. Szlamolubnym, krótkowzrocznym zdrajcom, którzy pod koniec dnia mieli dostosować się lub zginąć.
Zapukała głośno w masywne, dębowe drzwi i, nie czekając na zaproszenie, pchnęła je, by w końcu przekroczyć próg znajomej komnaty. Igrała z ogniem, lecz wiedziała, że ta drobna bezczelność nie miała spotkać się z gwałtowną reakcją siedzącego za biurkiem mężczyzny. Przemówił cicho, mimo to doskonale dosłyszała jego słowa; spóźniłaś się. To nie wybiło jej z rytmu. Tym samym pewnym siebie krokiem skróciła dzielącą ich odległość, wbijając filuterne spojrzenie w twarz swego dobrodzieja, a gdy zatrzymała się na kilka stóp przed zajmowanym przez niego miejscem, przyłożyła wypielęgnowaną dłoń do serca i złożyła mu pełen szacunku, choć nie przesadnie głęboki ukłon.
- Lordzie nestorze – zaczęła, wciąż nie odejmując od niego wzroku, zuchwale napawając się widokiem jego twarzy. Trzynaście długich dni i nocy, tyle właśnie spędziła z dala od niego, od swego wybawcy i przyjaciela. Skąpany w mroku gabinet zdawał się odzwierciedlać jego posępny nastrój; czyżby w trakcie jej nieobecności stało się coś niepokojącego? - Błagam o wybaczenie. Na swe usprawiedliwienie powiem tylko, że udało mi się przeniknąć do szeregów wroga. Wiem, gdzie znajdują się Bones i Longbottom. - Odkrywała karty ze spokojem, z opanowaniem, choć w jej oczach dało się dostrzec dumę ze swych dokonań. Oczekiwała pochwały, nawet jeśli nie zostałaby ona wyrażona słownie; choćby cień zadowolenia, który rozjaśniłby twarz Morgotha, byłby dlań najlepszą nagrodą. Złączyła dłonie za plecami i mimowolnie zaczęła bawić się nałożoną na jedną z nich ozdobą z gęstej plecionki srebrnych kółek, wciąż nie odejmowała wzroku od mężczyzny, próbując odgadnąć jego myśli. Mogła być na każde jego skinienie, mogła być oddana jak najwierniejszy, najlojalniejszy pies, wiedziała jednak, że to nie zatrze skazy, którą otrzymała wraz z narodzinami. Nie pozwoli na zapomnienie o przepaści między szlachetnie urodzonym, wyniesionym na piedestał lordem nestorem a córką skundlonej, wydanej za pozbawionego odpowiedniego nazwiska kandydata czarownicy z pośledniejszego rodu.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: [sen] I put a spell on you [odnośnik]08.04.19 17:55
Wyciągnięcie jej z rynsztoka ideologicznego, jak i dosłownego nie było aktem miłosierdzia. Gdyby nie dostrzegł w niej tlącej się iskry nienawiści i łaknienia zemsty pod maską zobojętnienia, nie stałaby przed nim i nie odnosiła sukcesu za sukcesem. Oddawałaby się na ulicach Nokturnu, próbując przetrwać w tym nędznym świecie za byle pieniądze lub nie żyłaby już w ogóle. Zmarnowany potencjał nie były w stanie wybić się ponad podziały i stworzyć czegoś, czego jeszcze żadne oczy nie widziały. Chciał mieć oręż, przedłużenie swojego ramienia, którego zaufanie byłoby lojalne niczym stal, z której wyrabiało się od setek lat białą broń dla dziedziców Yaxleatha. I on zamierzał posiąść najmocniejszą, najostrzejszą wǣpen; coś niezrównanego i potężnego. Władanie szablą i sztyletem opanował do perfekcji, lecz to nie w nich krył się sekret. Ludzkie oczy odbijały duszę człowieka — najpotężniejszy oręż, dar od bogów. A inni z taką łatwością tym wzgardzali. Pochylając się nad zrezygnowaną, odrzuconą przez wszystkich dziewczyną, dawał jej pierwszą lekcję. Morgoth nie czuł w tamtym momencie współczucia, bo nie oczekiwał podobnej emocji w stosunku do swojej osoby i ona również nie powinna tego łaknąć. Nie było piekła ani nieba — sami tworzyli ten świat, dlatego sięganie po swoje, po to, czego się pragnęło było niepodważalną zasadą przeżycia. W ich rzeczywistości. W dźwięku wciąż stykających się ze sobą kling. Ile godzin spędził na obserwacji udoskonalania swojej sekretnej broni? Walczyła z najlepszymi, uczyła się od mistrzów, poruszała się zwinnie niczym pantera, a jednak nigdy nie zdołała pokonać tego, który dał jej to wszystko; tego, którego nazywała swoim protektorem. Nie mogła czy nie chciała? Zmagania między nimi posiadały w sobie wiele przekory i balansowania po cienkiej granicy chęci przekroczenia nienaruszalności, która winna trzymać bestie w ryzach. Bo czy oboje nie byli do siebie podobni pod tym względem? Posiadali wiele twarzy, o których wiedziała garstka. Morgoth nie wyłożył nigdy wszystkich kart przed swoją Artemisią. Miała posiadać trwogę i szacunek wobec niego jako do człowieka. Ślepe oddanie, które widział w jej oczach za każdym razem, gdy wracała, dopełniało wszelką kontrolę nad nią, wszelką rozmowę, wszelkie niewypowiedziane między nimi słowa. Tak samo miało być i teraz gdy znajomy demon nawiedził dom swojego pana, wracając z ziemskiego kresu. Kroki tak dźwięczne, tak rozpoznawalne, zapach odurzający w swej istotowości wyczulone zmysły czarodzieja składały się na postać kroczącą w jego kierunku. Obserwował jej ruchy, które synchronizowały się z każdym kolejnym krokiem i poruszeniem sukna. Podarował ją jej, by była dla niej zbroją — subtelnie i precyzyjnie łączone łuski największego z drapieżników żyjących na ziemi zapewniały odpowiednią prezencję oraz bezpieczeństwo. Niezawodność. Bo ta perła zasługiwała na dopieszczanie, wypolerowanie. Później potrafiła już sama wpasować się w to, czego pragnął jej nestor. Wiedziała, że zawsze poluźniał wtedy smycz, dając jej zaczerpnąć głębszego oddechu i wykorzystywała go do sprawdzenia jak daleko się przysunie do właściciela. Ta gra trwała już tak długo, że Morgoth mógłby podejrzewać, że od zawsze.
Blizna na lewym oku błysnęła w nikłym świetle przygaszonych świec, gdy podniósł wzrok na kobietę. Nie odezwał się na jej słowa powitania i wyjaśnienia okoliczności opóźnienia. Nie liczył się z przegraną. Doskonale zdawała sobie sprawę, że jeśli poległaby, mogła w ogóle nie wracać, lecz czy to cokolwiek by jej dało? Zamiast tego przyniosła kolejną wiadomość o sukcesie, a przy nikłym pokłonie słychać było chrzęst wyrafinowanej sukni. Pod pancerzem z łusek kryło się pokryte bliznami ciało, lecz czy i jego nie było takie samo? Blizny uczyniły ze mnie tym kim jestem, powiedział jej kiedyś w niezliczonych momentach, które współdzielili ramię w ramię. Uczył ją, kształtował, aż nie stała się idealną klingą. Aż nie stała się jego. Nie odstępowała go na krok. Bo i jak oręż miał pozostawać z daleka od swego właściciela? Teraz wystarczyło wysłać ją w świat, by być pewnym, że powróci z głowami, które jej wskazał. Zielone tęczówki wbijały się w stal oczu kobiety i konfrontowały się z nią, w ciszy przekazując sobie wszystko, co tylko chciały. - Mów - odparł w końcu po wieczności milczenia. Nie ruszył się z miejsca, obserwując jedynie czystą perfekcję stojącą tuż przed nim. Nieoszlifowany diament stał się klejnotem koronnym, które zdobiły jego rodzinną spuściznę i nikt nie mógł zaprzeczyć, że to szaleństwo było wszystkim.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [sen] I put a spell on you [odnośnik]27.04.19 18:44
Oczekiwała reakcji lorda nestora w milczeniu, nie odejmując wzroku od jego lica, nie przestając bawić się ozdobą owiniętą wokół jednej z dłoni. Wpatrywała się w niego z nabożną czcią, niczym w obraz namalowany ręką mistrza, z zaczepnym uśmiechem wyginającym wyraźnie wykrojone usta. Nie ruszała się z miejsca, wciąż wyprostowana niczym struna, z dumą nosząca otrzymaną od swego protektora suknię; był to jeden z najcenniejszych prezentów, jakimi ją obdarował. Próbowała odgadnąć myśli Morgotha, dostrzec gest, choćby drgnienie, które mogłyby zdradzić tak skrzętnie skrywane emocje. Nigdy nie odsłonił się przed nią w pełni, nigdy nie dawał złudzeń, że pewnego dnia przestanie dzielić ich przepaść bez dna. Wszyscy wiedzieli jednak, że łączy ich coś więcej niż chłodna relacja wyniosłego arystokraty i podległej mu służki. Nie była jedną z wielu, cieszyła się jego względami, zajmowała specjalne miejsce wśród otaczających go czarodziejów... Na jak wiele mogła sobie pozwolić? I na ile cenił sobie jej towarzystwo? Wbijał chłodne spojrzenie wprost w jej oczy, mimo to nie zawstydziła się, nie opuściła pokornie wzroku; zamiast tego odpowiedziała mu tym samym, bez słów okazując zuchwałość. Była to tylko gra pozorów, przekora, na którą mogła sobie pozwolić - mężczyzna potrafił przejrzeć ją na wskroś, a lata owocnej służby udowodniły mu, że ma do czynienia z bezgranicznym oddaniem.
Skinęła krótko głową, gdy zażądał dalszych wyjaśnień.
- Przyjęłam tożsamość zabitej Penelope Snape - tej samej, którą nie tak dawno udało nam się pochwycić, przesłuchać i zmusić do wyjawienia swych powiązań z opozycją - podjęła temat, a jej usta wygiął grymas nieudolnie skrywanego obrzydzenia. Czarodzieje pokroju wspomnianej mugolaczki budzili w niej skrajne emocje. Nie tylko nie należało im się miejsce w ich tradycjonalistycznym, dbającym o wielowiekowe ideały społeczeństwie, nie tylko byli ignorantami, ale i stale rozpleniającym się zagrożeniem, które powinno zostać zduszone w zarodku. Gdyby nie oni, nie szlamy i stający w ich obronie ekstremiści, jej rodzina nadal by żyła... Lecz czy wtedy dane by jej było zaznać wygód szlacheckiego życia? Poznać lorda nestora? Powoli uniosła dłoń do twarzy, by założyć za ucho wymykający się z upięcia kosmyk włosów. Przemilczała informację na temat przygotowań, które poczyniła, by zminimalizować ryzyko związane z wcieleniem się w rolę zabitej dziewczyny; to było oczywiste, że część czasu musiała poświęcić na zapoznanie się z nową tożsamością, jej charakterem, powiązaniami, relacjami, gestami czy sposobem mówienia. - Wykorzystałam szyfr, z którym się zdradziła, by skontaktować się z innym przedstawicielem ruchu, niejakim Saulem McKinnonem. W trakcie jednego ze spotkań udało mi się dowiedzieć, że Bones wciąż oferuje pomoc z poważniejszymi sprawami czy poszlakami, które uda im się pozyskać. To niezwykle lekkomyślne, biorąc pod uwagę fakt, że jest poszukiwania nie tylko przez nas, ale i przez ministerialne organy ścigania - urwała, pozwalając sobie na krótki uśmiech. Obrzydzenie i nerwowość, które stanowiły pęknięcie na masce opanowania, zniknęły; zdawała raport, wciąż pławiąc się w samozadowoleniu z sukcesu. Naturalnie, nie mogli liczyć na wspomnianych aurorów czy przedstawicieli policji; Edith przestała być głową departamentu, wciąż jednak cieszyła się uznaniem wielu pracujących tam czarodziejów. I choć nic nie zostało im oficjalnie udowodnione, to nieudolność w poszukiwaniu byłego ministra, Longbottoma, tylko potwierdzała te sympatie. - Wraz z McKinnonem wystosowałam list do Bones z prośbą o spotkanie. Z początku nie odpowiadała, później zaś zwyczajnie nie chciała na to przystać. Użyłam jednak wszelkich argumentów - a słodki, naiwny Saul chętnie mi z tym pomógł - by nakłonić ją do zmiany decyzji. Przekonała ją obietnica przekazania informacji, które mogłyby zdyskredytować kilku powszechnie szanowanych arystokratów. - Zamilkła, powoli wodząc wzrokiem po twarzy rozmówcy, zatrzymując się na dłużej na lśniącej w blasku świec bliźnie przy lewym oku. Wiele dałaby za to, by móc poznać jego myśli. By odgadnąć istotę łączącej ich relacji, dowiedzieć się, czy widzi w niej królową Medb, tą, która uderza do głowy, czy było to tylko złudzenie, niedościgniony ideał spędzający sen z powiek.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: [sen] I put a spell on you [odnośnik]27.04.19 21:42
Nie trzeba było zbyt głęboko szukać, by dostrzec, że towarzystwo wcielenia bogini wojny, którą sobie ukształtował, budziło w nestorze poczucie zadowolenia. Każdy jej krok, każdy jej oddech świadczył o jego zwycięstwach — tych nadchodzących i tych odbytych. Stanowiła przedłużenie jego dłoni, docierając do miejsc zbyt odległych, zbyt niedostępnych. Pojawiała się tam, gdzie głowa rodu nie mogła, jednak mistrzyni nie miała sobie równych. Nie zawodziła, dopilnowując, by opowieści o demonach nocy rozprzestrzeniały się wśród gawiedzi, zapoczątkowując popłoch i legendy. Mity o bestii. Ten, kto nie doceniał propagandy był głupcem, a dbający o poczucie strachu Morgoth wiedział o tym doskonale, dbając o echo dokoła Rycerzy Walpurgii. Dokoła siebie. Mając miecz, którym była jego dobra przyjaciółka, byli nie do powstrzymania. Ostra klinga nie miała litości nad wrogami, podobnie jak i pan dzierżący głownię. Byli jednym, chociaż broń tańczyła dopiero wtedy, gdy czuła na sobie ciepło dłoni tego, który poń sięgał. Lecz miecz stworzony był do walki i picia krwi pod nim padających, dlatego złym było, gdy zaniedbywało się ów żywot. Nie musieli się jednak o to martwić, a żadna rdza nie pojawiała się na stali, z której byli wykuci — on w ogniach własnego pochodzenia, ona w ogniach bólu, który zgotował jej nestor, przekuwając w piękno. Od wielu lat trwała już wojna, a oni znajdowali się w oku cyklonu, nie musząc darować przewin przeciwnikom. Nie musząc się kryć i nie musząc przed nikim się tłumaczyć. Mieli za sobą Ministerstwo Magii i każdy jego departament. Mieli władzę i pieniądze. Bank Gringotta okradał pomniejszych i nie stawał po stronie wrogów arystokracji. Czysta krew. Sanguinem et ferrum potentia immitis. Czystej krwi i żelaza moc nieugięta. Dewiza jego rodu widniała na gładkich kobiecych plecach, gdy rozkazał wypalić jej motto na znak lojalności, przynależności, pamięci. Sam stał wtedy, obserwując jak nie wydawała z siebie żadnego dźwięku, przyjmując żar pieczęci, przyłożonej jego dłonią. Wiedział jednak, że ogar pozwoliłby na wszystko, byle tylko dostrzec zadowolenie na twarzy właściciela. Upodobała go sobie w sposób, którego nie potrafił czasem pojąć, nie wierząc w ideały. A czy jeden z nich nie należał do niego? Nie tylko należał, jednak chciał się mu oddawać. Właśnie ona jemu. Oto czym była lojalność i Morgoth nie mógł zastąpić jej nikim innym. Ufał tylko jej oddaniu i gotowości do zrobienia dla niego wszystkiego.
Słuchał w milczeniu padających z ust kobiety słów, pozwalając jej na badanie swojej twarzy w ten zuchwały sposób. Wiedział, że czerpała z tego satysfakcję, dlatego godził się na ów ustępstwo. Na luksus bezpośredniości, którą wykazała w stosunku do niego. Nikt go nie miał prócz niej. Nawet jego żona, lecz ona pozostawała oddzielona od wszelkich spraw związanych z działaniami męża. Ten świat, ten męski świat nie pozostawiał wątpliwości, że miały w nim przetrwać tylko wilki. I żmije. Słysząc nazwisko schwytanej, nie zareagował. Snape. Jej ciało wciąż wisiało w najgłębszych podziemiach pałacu przypięte na wieki grubymi kajdanami do jego murów. Miała tam gnić do końca świata — aż robaki nie zjedzą zgniłego mięsa, aż nie odsłonią bielących się kości, aż kości nie rozpadną się w proch, dając miejsce nowemu miejscu kaźni. Milczał, aż Morrigan nie skończyła mówić, a między nimi nie zalęgła się cisza. Morgoth wpatrywał się w łuski na sukni kobiety, nie dostrzegając ich jednak, pozwalając, by jego spojrzenie sięgało dalej — ku nieistniejącemu punktowi, gdy zbierał myśli. Podniósł się w pewnym momencie i wolnym krokiem obszedł wielki stół, by stanąć przy swojej mistrzyni. - Jest ci oddany? - Pytanie wybrzmiało krótko, lecz oboje wiedzieli, co się za nim kryło. Nie musiał wymawiać imienia wspomnianego przez nią mężczyzny. Jego oczy mówiły to, czego nie wyrzekły usta. Wiedziała. Czy owinęła go sobie wokół palca? Czy sprawiła, że nie mógł oddychać w jej obecności? Czy był gotowy zrobić wszystko dla fałszywego wyobrażenia nieżyjącej już Penelope Snape? Czy i ona zrobiła wszystko, żeby utrzymać go przy sobie? Lord nestor nie zamierzał jednak wymagać bez nagrodzenia wysiłków, podjętych w jego imię. Jego dłoń dotknęła chłodnej brody kobiety, gdy stał tak blisko, górując nad nią wzrostem, a po chwili mogła poczuć jak kciuk niemal przeraźliwie wolno przejeżdżał po jej wargach. - Se deófol hine þám hálgan æteówde on þǽra hǽþenra goda híwe . . . hwílon on Mercuries þe men hátað Óþon, hwílon on Ueneris. . . þe men hátað Nemhain. - Głos choć cichy wybrzmiewał dokładnie w każdym kącie komnaty, jednak trafiał tylko do wybranej. - Chcę ich - powiedział niemal wprost do jej ust, patrząc na kobiece linie. Mógł czuć tak wyraźnie jej zapach i ciepło, chociaż dla innych pozostawała jedynie chłodnym północnym wiatrem. Nie była tym jedynie przez prawo, które do niej posiadał i doskonale o tym wiedzieli. Oboje. Nie przerywał pieszczoty, która zawsze pobudzała głód. Widział to w niej i wiedział, że głodne psy nigdy nie były lojalne. Dopiero po dłuższym czasie przeniósł spojrzenie z jej ust na oczy, wpatrując się w nie pełnym intensywności wzrokiem. - Chcę ich wszystkich.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [sen] I put a spell on you [odnośnik]28.04.19 23:59
Gdy przerwała swą opowieść, w gabinecie zapanowała cisza. W spokoju, bez poczucia wstydu zbierała myśli, by móc przedstawić swe dokonania w jak najdokładniejszy sposób; chciała być równie elokwentna i opanowana, co lord Yaxley. Zdawało jej się, że dostrzega w jego spojrzeniu zadowolenie, o które tak wytrwale zabiegała, i zamierzała je podsycić, nie zaś ugasić nieopatrznie wybranym słowem czy gestem. Wciąż stała przed biurkiem w bezruchu, jedynie jej pierś to unosiła się, to opadała pod wpływem miarowego oddechu, choć serce biło szybciej niż zwykle. Drgnęła, gdy Morgoth wstał z zajmowanego do tej pory miejsca, a płomienie świec zachybotały pod wpływem wywołanego w ten sposób podmuchu. Momentalnie odszukała jego twarz wzrokiem, zadzierając w tym celu głowę; przewyższał ją wzrostem. Gdy stanął tuż przed nią, mimowolnie rozchyliła wargi, przypatrując mu się z nieudolnie skrywaną łapczywością. Odetchnęła głębiej, napawając się towarzyszącym mu zapachem palonego torfu i tytoniu. Tych trzynaście dni z dala od niego, z dala od Yaxley's Hall, były prawdziwą udręką.
Dopiero gdy zadał pytanie, Maeve znów skupiła się na wspomnieniu wyprawy; bezwolnie przywołała obraz żałosnego Saula, jego dziecięcą wprost naiwność. Tak łatwo było przekonać go, że jest zmarłą Penelopą, bez większego wysiłku oddaliła wszelkie - nieliczne - podejrzenia. Łagodność i sympatia, które mu przy tym okazała, tylko przypieczętowały jego los, los posłusznej kukiełki. Znała się na sztuce manipulacji, wprawnie odczytywała potrzeby mężczyzn, zaś McKinnon cierpiał na ciężki przypadek nieuleczalnego zadurzenia w gnijącej w zamkowych lochach pannie Snape; głupstwem byłoby tego nie wykorzystać.
- Zrobiłby dla mnie wszystko - odpowiedziała miękko, z błyskiem w oku; w jej głosie pobrzmiewało lekceważenie. Wspomniany mężczyzna był słaby, prostoduszny, łatwowierny, nie mogła nim nie gardzić. Starała się odsunąć od siebie wszelkie wspomnienia związane z zabieganiem o jego względy, z marnowaniem cennego czasu, byle tylko zyskać sobie jego bezgraniczne oddanie. Była już w domu, u boku swego pana i władcy.
Zamarła w bezruchu, gdy stojący tak blisko Morgoth skrócił dzielący ich dystans i delikatnie, acz władczo sięgnął do jej brody. Gdyby odważył się na to ktokolwiek inny, straciłby już rękę lub zwijał się na podłodze w męczarniach, on jednak miał do niej wszelkie prawo, ba, jego bliskość stanowiła dlań najlepszą nagrodę. Czym zasłużyła sobie na tę nieoczekiwaną pieszczotę? Serce przyśpieszyło swój bieg, zaś oddech stał się niespokojny, gdy napawała się dotykiem swego dobrodzieja. Pamiętała wszelkie pozornie przypadkowe muśnięcia, które oferował jej do tej pory, pamiętała też tę noc, gdy osobiście wypalił motto swego rodu na bladej skórze pleców - lecz to, to było coś więcej. Przez krótką chwilę zastanawiała się, czy tylko igra z nią, czy bawi go głód który musiał przecież dostrzec w posyłanych mu drapieżnych, zaborczych spojrzeniach; szybko odrzuciła te niespokojne myśli, gdy przeniósł dotyk na jej wciąż rozchylone wargi i zaczął mówić językiem przodków. Poddała się tu i teraz, pozwalając, by ta chwila intymności zmąciła zmysły, spijając każde kolejne słowo spływające z ust lorda. Stał tak blisko, niebezpiecznie blisko; czuła ciepły oddech otulający skórę, przyjemne dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa. Była zwiastunką wojny, jego słusznej i świętej wojny, była ostrzem, którym sięgał buntowników łudzących się, że skryją się przed jego czujnym wzrokiem.
Nie wiedziała, ile czasu minęło, nim znów przerwał otulającą ich ciszę; potulnie podchwyciła stanowcze, władcze spojrzenie mężczyzny. Zrobiłaby wszystko, by spełnić jego życzenie. - Dostaniesz ich głowy na srebrnej tacy, jedną po drugiej - odpowiedziała z trudem, próbując odzyskać władzę nad ściśniętym gardłem, drżącym od dojmujących emocji głosem. Najpierw tej przeklętej Edith, później Longbottoma, do którego miała ją ona doprowadzić, a później całej reszty buntujących się szlamolubów, naiwnych wichrzycieli walczących dla skazanej na niepowodzenie strony. Pożądanie ścierało się z rozsądkiem, którego resztka wciąż utrzymywała ją na swym miejscu.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: [sen] I put a spell on you [odnośnik]29.04.19 21:55
Patrząc na nią, wciąż widział każdy wspólnie przechodzony etap. Każdy, który tworzył drogę ku jej odnowie. Ku jej odrodzeniu kończącym się ochrzczeniem w nowym imieniu. Jego imieniu. Po zagubionej, zaszczutej i wypranej z życia dziewczynie nie było śladu, gdy w jej miejsce weszła silna, niezależna kobieta; wojowniczka nie do złamania. Lata spędzone pod jego opieką wyłuskały ze straconej sprawy cud, który oparty był na nienawiści do wspólnego wroga i chociaż to właśnie było motywacją i źródłem napędzającymi ją do przodu, Morgoth wiedział, że się to zmieniło. Początkowo była niczym nieoswojone zwierzę, które kąsało karmiącą je rękę. Lecz on nie bił. W odpowiedzi czekał, chociaż jego krew kapała na ziemię i wsiąkała w glebę wiele razy. Za każdym patrzyła na niego z niezrozumieniem, gdy ani drgnął, chociaż musiał czuć ból. Zdawał sobie sprawę, że nie okazując strachu, przenosząc się na zrozumienie i cisze porozumienie mogli przejść dalej. I przełamał barierę cierpliwością, by wkroczyć do przedsionka nauki. Zarówno odpowiedniej dykcji, taktyk wojennych, jak i strategii poruszania się na polu walki, jednak wymagał od niej znajomości historii, języków, aż do etykiety. Ćwiczyła pod okiem mistrzów, lecz on zawsze tam był. Wpatrzony z góry w wykuwaną stal milczący właściciel dopatrujący rozwoju swej inwestycji. Dostrzegł w niej błysk, iskrę, od której miał zacząć się pożar pochłaniający państwa i niszczący pradawne sojusze. Dar metamorfomagii otrzymany przez nią jeszcze przed narodzinami był potężną mocą sprawiającą, iż ich spektrum działania jedynie się rozszerzało. Z każdym mijanym dniem, tygodniem, miesiącem podopieczna robiła niesamowite postępy, a zadowolenie, które odczuwał, trafiało momentalnie do niej. Wiedziała. Pomimo tego, że lord nestor nie pozwalał sobie na chociażby najmniejszą zmianę w mimice. W trakcie trwania jej metamorfozy zawiązała się między nimi silna relacja, początkowo oparta jedynie na świadomości własnego rozwoju. Dopiero później Morgoth zauważał, że kobieta nie patrzyła na niego jak wcześniej. Lojalność nie była oparta już jedynie na oddaniu człowiekowi, który umożliwił jej zemstę na dawnych wrogach, lecz wdarły się tam uczucia silniejsze i o wiele mniej kalkulacyjne. Była gotowa dla niego zabić, wyczekując przeszywającego spojrzenia, w którym odnalazłaby chociażby zalążek zadowolenia z efektów jej działań. Był właścicielem nie tylko jej wyćwiczonego ciała, ale i umysłu. Czy mógł przewidzieć taki obrót spraw? Wiedział, że prędzej czy później się to wydarzy, a eskalacja była jedynie kwestią czasu. Była kobietą. I nawet jeśli zbudowana ze stali, ocieplała się pod wpływem dotyku dłoni właściciela.
Dostaniesz ich głowy.
- Wyda ci innych. Zaprowadzi do ich kryjówki. Upewnisz się i przekażesz mi sprawdzone informacje. To musi się wydarzyć jednej nocy, by nikt nie przeżył. A potem... Zrób z nim, co chcesz - powiedział, chociaż przypominało to bardziej pomruk wydobywający się z głębokich pięter gardła. Igrał z nią i doskonale o tym wiedziała, gdy niewypowiedziane łaknienie wzrastało z każdą mijającą sekundą. Napięcie pomiędzy nimi osiągało apogeum, jednak Yaxley wciąż był chłodny jak zawsze. To ona się zmieniała i doskonale wiedział dlaczego. Stal miękła, by na nowo uhardzić się dzięki pracy doświadczonego kowala. Prawdą było, że każda kobieta nią pozostawała, a w odpowiednich ramionach zmieniała się w otwierający kwiat. - I wróć. Do domu - powiedział. Wiedział, że jej pragnienie było zbyt niebezpieczne, by pozostało tłumione. Poprzez nie, mogła nie być skuteczna całkowicie jak sobie by tego życzył. Rozproszenie, którego ryzyko nadchodziło, jeśli udałoby się jej zebrać wszystkich zwolenników proporca jaśniejącego feniksa, byłoby jedynie przeszkodą do zwycięstwa. A w wielkim stopniu wszystko zależało od niej. I jej efektywności. Przy nim stawała się słaba i oboje wiedzieli, że porzuciłaby misję dla niego, gdyby uznała, że to właśnie było słuszne. Twór idealny, jednak zamierzał wymagać od niej złamania nawet i tej zasady wierności. Gdy zamilkł, sięgnął jej dolnej wargi, by przygryźć zębami jej miękkość i poczuć kobiece tchnienie. Nie spieszył się, pozwalając na przedłużającą się przyjemność, chociaż zostawił niedosyt, odsuwając się i ponownie wymierzając ku niej uważne spojrzenie. Odszukał z łatwością zamglone oczy, wydając kolejny niewerbalny rozkaz, którego nie mogła podważyć. Wróć do mnie, moje dzieło.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [sen] I put a spell on you [odnośnik]04.05.19 15:17
Nie była pewna, kiedy dokładnie przestała dostrzegać w nim jedynie swego wybawcę. Tego, który uchronił ją przed losem wzgardzonej, porzuconej na pastwę losu młódki – bez środków do życia, bez rodziny. Zapewnił jej najlepszych nauczycieli, pozwolił zamieszkać na swych ziemiach, zadbał o to, by nie brakowało niczego. Od początku wiedziała jednak, że nie czynił tego bezinteresownie, z dobroci serca; miał wobec niej ambitne plany, a za każdą oferowaną dobroć równie wiele wymagał. Każdego dnia oddawała się nauce walki, treningom pojedynków, ale i masochistycznemu szlifowaniu swego daru ze świadomością, że nie mogła go zawieść, jeśli nie chciała trafić na ulicę. Lecz to tylko mobilizowało do wytrwałych starań, dzięki którym osiągnęła swą obecną pozycję. Z początku gryzła i drapała, przepełniona nieufnością do obcych, jednak lord Yaxley był cierpliwy, wytrwały. Musiał wierzyć, że każda inwestycja w oswajaną powoli młódkę przyniesie mu jeszcze większy zysk. W którym momencie utraciła trzeźwość osądu? Gdy wypalił motto swego rodu na jej plecach? W trakcie jednej z samotnych rozmów na temat historii i polityki, gdzie pozwalał jej poznać się lepiej, zajrzeć w swe myśli? A może gdy pojedynkowali się, zaś ona nie mogła – nie chciała – go pokonać? To nie było ważne. Ważnym był fakt, że pojawiło się między nimi napięcie, które stanowiło rysę na idealnym, wypracowanym latami wyrzeczeń i cierpień wizerunku. Nie potrafiła w pełni cieszyć się swymi przywilejami, gdy widziała go w towarzystwie lady Yaxley, czcigodnej małżonki, matki jego dziedziców. Nie była w stanie zachować kamiennej twarzy w chwilach takich jak ta – kiedy stał blisko, zbyt blisko i prowokował ją każdym kolejnym ruchem, muśnięciem warg, słowem. Czyżby dostrzegł zmianę w zachowaniu swej szpiegmistrzyni? Badał jej granice, by następnie bezlitośnie wytknąć porywy niewieściego serca, na które nie powinna sobie pozwalać? Nie była głupią trzpiotką, doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, że nie był mężczyzną dla niej. Potomek szlacheckiego rodu, ba, wyniesiony na piedestał nestor potrzebował równie szlachetnej, pięknej i wychowanej do tej roli czarownicy. Potrzebował arystokratki, która będzie jaśnieć u jego boku, pięknie śpiewać i rodzić mu zdrowych, uzdolnionych synów i córki. Przepaść między potężnym, wpływowym lordem a nią, wyrwaną z rynsztoka sierotą, nie miała dna. Mimo to trudno było jej pozostać obojętną, co było dlań zarówno dodatkową motywacją, by służyć mu możliwie jak najlepiej, jak i przekleństwem.
Robiła wszystko, co mogła, by zachować resztki rozsądku i nie przekroczyć granicy, zza której nie byłoby już odwrotu. Nie było to jednak łatwe – lord nie tylko kusił swym nienagannym wyglądem, ale i odurzającym zapachem, bolesną bliskością. Dzielnie walczyła ze słabością, która ściskała gardło i przejmowała władzę nad głosem. Lecz po tylu dniach z dala od Morgotha ta nieoczekiwana poufałość była jeszcze trudniejsza do zniesienia niż zwykle. Kiwała w milczeniu głową, gdy cichym pomrukiem wydawał kolejne rozkazy; nie mogła zdobyć się na nic innego, nie w tej chwili – wciąż przeżywała dotyk, którym naznaczył jej rozchylone wargi. Wykorzysta McKinnona, by dzięki jego wstawiennictwu wyprosić spotkanie nie tylko z Edith, ale i Longbottomem – a później zakończy to wszystko, na chwałę tego, który dał jej drugą szansę.
- Tak – odezwała się w końcu cicho, z trudem; nie potrafiła oderwać od niego wzroku, okazać charakterystycznej buty i zaczepności. Spokorniała, otumaniona przez niezrozumiałe zachowanie lorda – i tego, w jaki sposób reagowała na łaskawie ofiarowaną intymność. – Zrobię co trzeba, by uzyskać te informacje. A później dopilnuję, by wszyscy zginęli.
Silna wola topniała, gdy władca kontynuował kuszenie; wróć, do domu. Tak musiało się stać, wykorzysta słabość przeciwnika, by zdobyć głowy zakonników, dostarczyć je na srebrnej tacy do Yaxley’s hall. Powróci do zamku, który od wielu lat stanowił przystań, bezpieczne schronienie, by znów stanąć u boku nestora – tam, gdzie jej miejsce. Serce zabiło szybciej, gdy mężczyzna wypowiedział te słowa. Od wielu lat łączyło ich milczące porozumienie, przyjaźń, mimo to nie rozpatrywała ich w tej kategorii. Stanowiła drogą inwestycję, nie wyobrażała sobie nawet, ile galeonów kosztowały lekcje, które otrzymywała od najlepszych w swym fachu czarodziejów, czuła jednak, że chodzi mu o coś zgoła odmiennego. Że jej los nie jest mu obojętny z innego powodu.
Zadrżała, budowane latami opanowanie obróciło się w pył, gdy lord posunął się jeszcze dalej i poczuła jego zęby na swej wardze. Przymknęła powieki, z trudem stłumiła cichy jęk, który mimowolnie wyrwał się z jej piersi i położyła dłoń na przedzie szaty Morgotha z zamiarem odepchnięcia go, mimo to nie uczyniła tego. Zwykle silna, niezależna, teraz okazywała jawną słabość, a kłębiące się w niej sprzeczne uczucia tylko utrudniały odzyskanie kontroli nad sobą i swym losem. Czekała na to tak długo, na chwilę, w której uzyska jego przychylność i na tej płaszczyźnie, lecz czy nie bawił się nią? Nie wyśmiewał w ten sposób zbyt jawnego oddania? Śmiesznej zaborczości?
- Proszę – wyszeptała w końcu, a w jej głosie wybrzmiała nuta nieudawanej uległości. Znów spoglądała ku jego twarzy zamglonym, przepełnionym głodem wzrokiem. Sama nie wiedziała jednak, czy błaga o koniec tej tortury, czy może raczej o przekroczenie granicy, której sama nie śmiała naruszyć.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: [sen] I put a spell on you [odnośnik]30.05.19 21:52
Widział, jak oddana mu była. Widział, że spełniała się, wykonując polecone przez nestora rozkazy. Jednak były takie momenty, kiedy na jej marsowym czole dostrzegał delikatne, prawie niewidoczne oznaki zmian. Przypomnienie ich, przywołanie w pamięci nie było wszak trudne, gdyż wszystkie kręciły się wokół jednej i tej samej osoby — wiedział, że nie podchodziła entuzjastycznie do momentów, kiedy odpowiadała za ochronę jego żony. Dystans, który okazywała nie czaił się w momentach, gdy stała tuż obok niego. Nie przeszkadzało jej również czuwanie nad dziedzicami wielkiego rodu ludu bagien. To Marine odciskała się niechętnym piętnem na skórze szpiega idealnego. Jednak nie interesowało go to w żadnym aspekcie — była wszak jego podopieczną, jemu służyła i miała wykonywać rozkazy wypowiadane jego ustami. Pomimo niechęci wobec lady Yaxley wywiązywała się perfekcyjnie, a Morgoth dość często zlecał jej stróżowanie nad najbliższymi. Unikanie niewygodnych tematów miało pokazać kobiecie, że nie zamierzał jej odpuszczać. Że znał ją zbyt dobrze, by miała przed nim coś do ukrycia.
Dlatego też wiedział, że przekroczenie granicy fizyczności miało być dla niej czymś wyczekiwanym. Czymś zaskakującym, ale równocześnie upragnionym. Jeden gest wystarczył, by zatrzęsła się w posadach zgodnie z jego przewidywaniami. Wiedział, że do tego dojdzie. Że jej oddanie uplasuje się tak mocno, że nie wyzbędzie się ze swojego wnętrza również i tej sfery. Że każda kobieta miała pozostawać nią do końca, nieważne jak długo i silnie by się zapierała. Była dla niego narzędziem pracy i tego też oczekiwał, jednak nie była wyzbyta z emocji, a towarzystwo autorytetu i opiekuna wywoływało w niej silne uczucia. Nie tylko przywiązania. Drżała pod jego dotykiem, pozwalając mu na to, żeby zbliżył się tak, jak nikt inny. Jak długo wyczekiwany kochanek, któremu chciała się oddać w zupełności. Wiedział, że już dawno temu zrobiła to całkowicie, chociaż nigdy nie pozwolił, by wybrzmiała między nimi ta ostatnia nuta. Gdy brali ją inni, nie mogła odczuwać tego, co przychodziło wraz z jego dotykiem. Wiedział to. Bo to nie ich pragnęła. Nie odepchnęła go, chociaż ciężar jej dłoni na jego klatce piersiowej nie uszedł jego uwadze.
Proszę.
- To słabość - powiedział chłodno, nie puszczając jej podbródka i wpatrując się głęboko w kobiece oczy. - Co zrobisz, żeby się jej wyzbyć?
Wystawiał ją na próbę, lecz nie naigrywał się z niej. Wszystko, co robił, było ukierunkowane na fakt, by była jak najsilniejsza. Jak najskuteczniejsza. Jak najdoskonalsza. Jego słowa również nie niosły za sobą potępienia. Wszak wszystko, co kusiło i odciągało uwagę powinno być zniszczone. W kilka chwil później Maeve mogła poczuć pod palcami lewej dłoni chłód wsuwanej rękojeści sztyletu. Dawno temu nauczył ją, co powinna robić z tym, co ją rozpraszało. Była gotowa pozbyć się najdroższego jej sercu elementu układanki?



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: [sen] I put a spell on you [odnośnik]09.06.19 12:32
Błagała o koniec, ten jednak nie nadszedł. Morgoth ani nie przekroczył kolejnej granicy, ani nie dał jej spokoju, wciąż trzymając za podbródek, nie odsuwając się choćby o krok. W tej chwili była żałośnie słaba, krucha, delikatna, jak gdyby cofnęła się o wiele długich lat, zapomniała o wszystkich naukach, które odebrała pod protekcją lorda Yaxleya. Łudziła się, że nigdy do tego nie dojdzie - że będzie w stanie grać, chować prawdziwe uczucia za maską obojętności, a przezwyciężenie tej słabości uczyni ją jeszcze silniejszą. Zamiast tego odkryła się w pełni, drżąc pod jego niespodziewanym dotykiem, pozwalając sobie na to zdradliwe jęknięcie. Nie była w stanie zachować jasności umysłu, gdy górujący nad nią wzrostem mężczyzna był tak blisko, perfidnie kusił, prowokował do uwydatnienia skazy, którą już dawno musiał w niej dostrzec. Co ją zdradziło? Kiedy zyskał pewność, że jej oddanie wykraczało poza wdzięczność i przywiązanie, które mogła odczuwać względem swego patrona...?
Próbowała odrzucić od siebie nachalne obrazy tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby tylko Morgoth postanowił posunąć się dalej; rozbuchana wyobraźnia nie była jednak łatwa do poskromienia, a już zwłaszcza w takiej chwili. Wciąż czuła znajomy, intensywniejszy niż zwykle zapach lorda, zaś jego dotyk zdawał się palić skórę. Nie śmiała odwrócić wzroku, oderwać go od intensywnie zielonych oczu swego pana i władcy, nawet jeśli mógł swobodnie czytać jej w myślach. Miał ją w garści.
Zacisnęła wargi, gdy podszyte chłodem słowa położyły kres panującej w gabinecie ciszy; dawno już nie słyszała od niego równie dotkliwej nagany. Jego intencje mogły być zupełnie inne, lecz dla Maeve każda, choćby najmniejsza, oznaka niezadowolenia urastała do rangi zasłużonej krytyki. Jak zamierzał ukarać ją za tę słabość? I czego od niej wymagał? Panika przesłoniła zdolność logicznego myślenia, gdy zadał swe pytanie. Gdyby tylko wiedziała, jak wyzbyć się tej słabości, już dawno by to uczyniła. Łudziła się, że może udawać obojętną, profesjonalną do szpiku kości, a z czasem rola ta stanie się prawdą, jednak zaprzepaściła tę szansę. Obawiała się, jak to spotkanie wpłynie na ich relacje, czy po wykonaniu zadania nie odsunie jej od siebie, nie zepchnie na boczny tor, nie zmusi do rozłąki.
Rozchyliła wargi, gdy poczuła w dłoni chłód metalu. W lot zrozumiała, że jest to rękojeść sztyletu, znała jego ciężar aż za dobrze. Cóż to miało znaczyć...? Zmarszczyła brwi w niezrozumieniu, choć wiedziała, jaka sugestia stała za tym gestem. Jej oddech znów przyśpieszył, tym razem przyczyną była narastająca złość. Nigdy nie podniosłaby na niego ręki, doskonale o tym wiedział, nie zamierzała również pozować na tragiczną, niespełnioną kochankę, która musi zginąć, gdyż do końca swego żywota nie zazna szczęścia w ramionach lubego. Wzburzenie pomagało odzyskać kontrolę nad swym ciałem, przywrócić jasność umysłu. - Nie to - odparła w końcu, a w jej głosie zadźwięczała nuta stanowczości. Wypuściła ostrze z dłoni, pozwoliła mu upaść na kamienną podłogę z nieznośnym brzękiem.
Wstyd mieszał się z gniewem, wzrok przesłaniała mgła zapomnienia; gabinet zaczął znikać, tak samo jak stojący tuż przed nią lord Yaxley. Jak zareagował na takie zachowanie? Czy zezłościło go nieposłuszeństwo swej podwładnej...? Tego już nigdy miała się nie dowiedzieć, pierwsze promienie słońca wyrwały ją z tej przedziwnej mary, zostawiając z poczuciem niedosytu i zakłopotaniem.

| 2 x zt


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
[sen] I put a spell on you
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach