Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój
AutorWiadomość
Pokój [odnośnik]06.04.19 20:57
First topic message reminder :

Pokój

Mieszkanie Elviry nie jest duże, jednak jako samotna uzdrowicielka spędzająca w nim zaledwie kilka godzin dziennie nie potrzebuje niczego więcej. W głównym pokoju, który stanowi zarówno salon, jadalnię jak i podręczną bibliotekę, wszystkie meble rozłożono schludnie i z rozmysłem. Kanapa, fotel i stolik, nadszarpnięte nieco zębem czasu, szafki oraz komody z ciemnego drewna pełne profesjonalnych ksiąg, świeczniki ze sztucznego srebra, nieliczne impresjonistyczne (i niepokojące) obrazy, najmniejsza nawet popielniczka mają tutaj swoje dokładne miejsce. Granatowe ściany i prosta, drewniana podłoga w połączeniu z dużą ilością wolnej przestrzeni mogą sprawiać wrażenie chłodu, niedostępności, nienaturalności. Elvirze jest jednak wygodnie w bezosobowym mieszkaniu, gdyż jest to jej najprawdziwsza oaza wytchnienia po latach potykania się o stosy poezji w zapuszczonym domu rodzinnym


[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed


Ostatnio zmieniony przez Elvira Multon dnia 20.09.21 18:36, w całości zmieniany 6 razy
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Re: Pokój [odnośnik]20.09.21 1:10
To co działo się na klatce schodowej w pełni brzmiało jak coś, od czego powinni czym prędzej uciekać i nie dać się złapać - nie dzisiaj, nie teraz. Jak mieliby się wytłumaczyć i wywinąć z tego, że rabowali właśnie to mieszkanie, kiedy mieli aż za dużo odpowiednich dowodów na sobie? I przy sobie… Nie było mowy, aby się wyłgali z tego wszystkiego - musieli się zmywać. Jak najprędzej, nie patrząc za siebie.
Poczuł się dużo pewniej widząc jak pięknie jego zaklęcie wyszło, cóż, nie było wstydu przed młodszym bratem w tej kwestii, prawda? Nie mógł sobie pozwolić na bycie pośmiewiskiem, nie w jego oczach! Jak na razie dawał mu właściwy przykład, żeby mógł się uczyć przez obserwacje! Zarówno tego jak można się włamywać do mieszkań (mimo drobnego potknięcia) jak i pięknie dało się uciekać przy pomocy właściwego zaklęcia.
- Tak, dom i z powrotem do Doliny. Wszystko masz, Jimmy? Leć za mną, nie zgub się we mgle - rzucił, wiedząc doskonale, że sam Londyn nie sprzyjał nigdy wyprawą na miotłach. Mróz, wilgoć - to wszystko mogło sprawić, że łatwo było się zgubić. Jednak oni oboje doskonale znali drogę do mieszkania w dokach, więc nie powinno to stanowić problemu, prawda?
- Mam nadzieję, że nie mówiłeś typowi naszych imion? Ani niczego takiego? - rzucił jeszcze do młodszego, zanim sam wsiadł na miotle, aby odlecieć przez portal stworzony za pomocą magii. Ta była przydatna w takich momentach, nawet jeśli niekoniecznie Thomas w pełni nad nią panował - dzisiaj wyraźnie była jego noc. Wszystko wychodziło im zaskakująco dobrze. Teraz tylko skupić się na szybkim powrocie tak, aby Sheila czy Eve sie nie zorientowały, że gdzież zniknęli. Reszta nie powinna mieć z czymś takiem problemu, kto by wnikał gdzie się rodzeństwo podziało?
Zaraz wzbił się w powietrze, zerkając jeszcze za siebie czy młodszy aby na pewno za nim podąża - i czy przypadkiem jakaś sprawa go nie zatrzymała, ale że nic takiego nie zauważył, skupił się na locie.

| Zt.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pokój - Page 5 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Pokój [odnośnik]20.09.21 18:57
31.12

Na czarnym stoliku tańczył płomień pojedynczej, smukłej świecy, której spływający leniwie wosk znikał samoistnie nad srebrzystą krawędzią świecznika. Ciepłe, żółtawe światło opływało stojącą niedaleko nieotwartą butelkę szampana Château de Bligny, dwa proste kieliszki i białą filiżankę z błękitnym wzorem, pełną parującego, gęstego kakao. Wszystkie zasłony w mieszkaniu były zaciągnięte, tworząc wewnątrz relaksującą, dyskretną atmosferę - tego właśnie potrzebowała, gdy sunąc od sypialni do salonu w płaskich, bawełnianych pantoflach i karminowej halce na cienkich ramiączkach próbowała zapanować nad chaosem, wrzącym w jej myślach i ciele. Dziś wieczorem będzie w Hampton Court, przyjdzie tam w masce i ohydnie wręcz bogatej sukni i wplecie się w tłum arystokracji, do której nigdy dotąd nie należała. Nadal nie należała. Choć przez jeden wieczór nie będzie to mieć znaczenia ani dla niej ani dla nich. Zaproszenie od lorda Notta wciąż leżało wymięte na fotelu, raz na jakiś czas brała je w palce i przyglądała się mu krytycznie, szukając spojrzeniem własnego imienia. Tyle już minęło dni, a ona nadal musiała sobie przypominać widok czarnego atramentu na drogim pergaminie.
Oddychała słodką wonią palonej lawendy, rozczesując przed lustrem długie blond włosy, miękkie w dotyku po całonocnej zabawie z olejkami i odżywkami. Przyznać z niechęcią musiała, że znała się na tych wszystkich rzeczach jak charłak na magii, więc gdyby nie pomoc Odetty, pewnie oparłaby nadzieję w podręcznikach i gazetach dla kobiet o równie górnolotnej jakości co ta nędzna Czarownica. Wciąż czuła się nieswojo z tymi całymi przygotowaniami, z perspektywą balu; zawieszona na szafie suknia od Parkinsonów oczekiwała jednak całkowitej mobilizacji, blada twarz w lustrze zdradzała zdecydowanie zbyt wiele zmęczenia. Musiała prezentować się bosko. Nie tylko nie odstawać od lady, ale je przyćmić, zachwycić, zaprzeć dech w piersiach.
Dlatego każdy centymetr kanapy pokrywały podwiązki, pończochy i buty, kosmetyki, błyszczące proszki we fiolkach i otwarte szminki zostawiające karminowe ślady na obiciu. Kiedy jednak rozbrzmiało miarowe pukanie do drzwi, nie miała jeszcze żadnego makijażu, nie zaczęła się nawet szykować, nasiąkając tylko tą dziwną atmosferą i zarzucając na ramiona czarny szlafrok, aby nie kusić, nie gorszyć nagimi udami pod krawędzią halki. Właściwie było to na nic, i tak się przecież rozbierze, ale była kulturalną gospodynią, nie otworzy drzwi nago.
- Witaj, Chang - obrzuciła ją nieco zbyt długim spojrzeniem, przepuszczając w progu, zamykając za nią drzwi. - Herbaty? Gorącej czekolady? - Jeszcze nie wspomniała o stojącym tak blisko szampanie, choć dziewczyna zapewne mogła go zobaczyć. A propozycja już wisiała na czubku jej języka, nim zdecydowała się odłożyć ją na później. - Wybacz nieporządek - Względny, prawdziwego bałaganu nie było tu nigdy. - To długi dzień. - Spojrzała na swoje perfekcyjne odbicie w lustrze. Długi, istotnie, a jeszcze się nawet nie zaczął.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Pokój [odnośnik]21.09.21 0:40
Położone na tej samej ulicy mieszkanie Elviry zapraszało pieniądzem, nie zwyczajową sympatią, która prowadziła kroki w przyjemnym podekscytowaniu. Dziś na wokandzie królował jedynie galeon. Zaproszona na sabat lady Nott Multon zamierzała zachwycić urodą, przewyższyć nią zgromadzone wśród strojnych dekoracji i drogich drinków damy i o ile obdarzono ją pięknem naturalnym i trwałym, upływ lat mimo wszystko czynił swoje. Nie mogła już równać się z byle dziewiętnastoletnią dzierlatką czy jeszcze młodszą debiutantką, które przykuwać będą znacznie więcej spojrzeń, świeższe, rozpalające męską potrzebę upolowania nienaruszonej zdobyczy - dlatego potrzebowała dziś Wren.
A zwabiona obietnicą sowitej zapłaty Azjatka nie zamierzała oponować.
W zwykłym sobie zwyczaju na progu lokum blondwłosej uzdrowicielki pojawiła się w opatrzeniu hebanowej skrzyni, którą wypełniało zapewniane przez nią dobrodziejstwo. Butle z krwią były schłodzone zaklęciem, oczekiwały przelania do stosownego naczynia i pieszczenia rozochoconej, podatnej na sugestię piękna skóry; w zderzeniu z pełnioną posługą niesnaski prywatności między jedną a drugą czarownicą miały miałkie znaczenie, właściwie wręcz żadne, bo ich spotkanie było czysto biznesowe. Czy nie tak zarzekała się Multon, zapraszając ją do siebie w poranek przed sabatem? Azjatka miała jeszcze odwiedzić tego samego dnia lady Aquilę Black, musiała się uwijać, ale nie znaczyło to, że jedną z nich zaniedba karygodnie na rzecz następnego spotkania, de facto ważniejszego, bardziej opłacalnego. Była profesjonalna - i zamierzała dać tego pokaz.
- Multon - odparła gładko w formie powitania i przeszła przez próg, lewitując za sobą skrzynię, która potem cicho, niemal bezgłośnie opadła na podłogę. - Nie kłopocz się, proszę. To twój dzień, a ja jestem tu dla ciebie, nie odwrotnie - uśmiech pojawiający się na oliwkowym licu był wyuczony, kłamliwy, ale nikt o niezdrowym zmyśle spostrzegawczości nie byłby w stanie tego odszyfrować. Prezentowała się naturalnie. Uprzejmie. To, czy przebywanie w towarzystwie Elviry sprawiało jej radość, czy może wręcz przeciwnie - zatuszowane było fasadą utkaną tak misternie, tak przekonująco, że bledły przy tym wcześniejsze doświadczenia, te smutne i te wesołe, które łączyły je dotychczas. Wren zdjęła czarne futro z ramion - zakupione za wielomiesięcznie gromadzoną wypłatę i pewną część oszczędności - i odwiesiła je na wieszak nieopodal drzwi, zaraz potem ponownie prostując plecy i spoglądając na gospodynię. - Jesteś gotowa? Życzysz sobie, żebym przygotowała kąpiel zanim wejdziesz do łazienki? - spytała miękką melodią, patrząc na nią nienachalnie, a jedynie układnie i cierpliwie. W pracy - była zupełnie innym człowiekiem. Tak różnym od prawdziwej siebie, jadowitej, zimnej, dwulicowej; przez chwilę Multon mogła poczuć się jak arystokratka.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pokój [odnośnik]21.09.21 20:14
Od czasu feralnego spotkania widziały się jedynie raz, przelotem, na Connaught Square, gdzie zorganizowana dla ubogich akcja rozdawania posiłków szybko zmieniła się w chaos na tyle przyciągający uwagę, że blada twarz bez wyrazu i ciemne spojrzenie umknęły Elvirze z pamięci, rozmyły się w tłumie spoconych biedaków i wyróżniających się na ich tle arystokratek. Teraz były tu tylko we dwie, po kliknięciu zamka w drzwiach nic nie mogło im przeszkodzić. Biznes, to połączyło je na nowo. Brzęczące złoto w sakiewce, którą Elvira zawczasu przygotowała na stoliku obok butelek, filiżanek i świec. Czarna skrzynia, natychmiast przykuwająca spojrzenie. Grzeczne uśmiechy, które na ich twarzach stanowiły tę samą karykaturę. Patrzyły na siebie tak chłodno, choć Elvira skłamałyby, gdyby rzekła, że nie pochłaniała, nie odnotowywała w pamięci wszystkich szczegółów młodej twarzy Azjatki. Szukała różnic, dodatkowych cieni pod oczami, bardziej niż wcześniej wyrazistych kości policzkowych i tych ledwie dostrzegalnych zmarszczek w kącikach ust, które wskazywały na tygodnie stresu i zmagań z nową dziedziną magii. Najbardziej wymagającą ze wszystkich.
- Owszem - przyznała, gdy Chang powiedziała, że przyszła tu dla niej, ale nie odczuła przy tym ani grama satysfakcji. Dziewczyna mogła wejść w rolę profesjonalnej pracownicy na zlecenie równie łatwo, co w rolę ubogiej baby na placu, ale Elvira nie musiała się przecież nawet głębiej przyglądać, by rozpoznać fałsz i fasadę. Coś w jej wnętrzu zaprotestowało przed tą frustrującą grą, coś chciało przymusić ją do odsłonięcia szponów i zerwania wierzchniej powłoki Azjatki, aby odkryć spod niej Wren, którą kiedyś darzyła takim... szacunkiem? Sympatią? Powstrzymała się jednak, bo wiedziała, że agresja była tym, co prowokowało dziewczynę do odejścia, a miała dziś Sabat, do którego musiała przygotować się, aby zachwycić sferę. - Jestem tylko porządną gospodynią. Na cokolwiek masz ochotę, nie wahaj się prosić. - Machnęła dłonią i odwróciła się, ruszając w stronę łazienki. Śliski materiał czarnego szlafroka zafalował niczym suknia; ta prawdziwa jednak wisiała w głębi salonu, widoczna, gładka i błękitna. Na tyle droga, że nadal obawiała się, czy będzie w stanie sama założyć ją bez uszkodzenia delikatnego materiału.
I znów to samo; uprzejmy ton, służalcza oferta, bez złośliwości, bez kaprysu, bez ognia. Dziś Chang nie była drapieżnikiem, była tylko zwykłym, potulnym kociątkiem, a Elvira starała się nie okazywać w skrzywieniu ust jak wielki zawód jej to sprawiało.
- Jestem gotowa, łazienka też jest przygotowana do twojej dyspozycji - Zerknęła na nią z ukosa, oblizując wargę z zastanowieniem. - Jeżeli nie przeszkodzi ci to w pracy, wolałabym patrzeć. To nie kwestia braku zaufania, a ciekawość. - Uśmiechnęła się tak cholernie łagodnie, nim przeprowadziła dziewczynę przez drzwi łazienki.
W środku w istocie paliły się dziesiątki świec, wanna była wyszorowana i biała jak mleko, z krawędzi zniknęły wszystkie kosmetyki, czarny dywan gwarantował komfort, tak samo jak fotel lewitowany z salonu, pełen poduszek, które pachniały świeżością. Gdy po raz drugi dziś spojrzała Chang prosto w oczy, zrobiła to w odbiciu lustra. Skóra mrowiła ją, idea zanurzenia się w gorącej krwi dziewic stała się nagle zadziwiająco realna i ekscytująca.
[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Pokój [odnośnik]29.09.21 4:35
Krótkim skinięciem odpowiedziała na kurtuazję gospodyni. Tak bardzo różniło się to od ich ostatniego spotkania wśród czterech ścian tego mieszkania - ale nie przyznała tego na głos, przesiąknięta do szpiku kości potrzebą fachowego spełnienia swej roli, roli, która była od niej oczekiwana. Elvira musiała zdawać sobie sprawę z tego, że prywatność i zawód należało odróżnić. Nie przyszłaby do niej w innych okolicznościach, wiedziona tęsknotą czy zażegnaną sympatią, robiła to jednak dla pieniądza, skora przymknąć oko na waśnie, jakie poróżniły je pewien czas temu. Nawet jeśli w mniemaniu uzdrowicielki była zaledwie kocięciem przymilającym się do kostki tymczasowego właściciela, to nie miało żadnego znaczenia. Liczyło się jedynie to, że za pomocą niewerbalnego wingardium leviosa ponownie uniosła skrzynię w powietrze, spokojnym spojrzeniem obdarzając złotowłosą czarownicę.
- Zatem nie traćmy czasu. Lepiej przeznaczyć go na kąpiel - oceniła wyważonym, melodyjnym tonem, pozwoliwszy Elvirze wprowadzić się do oświetlonej świecami łazienki. Ich blask stanowił jedyne źródło światła w inaczej ciemnym pomieszczeniu, intymnym, przygotowanym na jedno ze wspanialszych doznań. - Zadbałaś o odpowiednią atmosferę, właściwie moja obecność jest prawie zbędna. Cierpi na tym moje zawodowe serce - parsknęła cicho na ów widok, bynajmniej nie ironicznie, a z nutą uznania; rzadko kiedy klientki przygotowywały sobie wymarzoną przestrzeń, zazwyczaj robiła to za nie, zwinnie manewrując pośród otrzymanych wcześniej informacji co do preferencji i gustów, ale wszystko wskazywało na to, że tym razem musiała zadbać jedynie o dostarczenie krwi.
Ciekawość to podobno pierwszy stopień do piekła, a na jego najniższe poziomy Multon schodziła chętnie i często, Wren wiedziała o tym nie od dziś; kiwnęła głową i ustawiła skarb w kącie pomieszczenia, tak, by nie przeszkadzało w prawidłowej celebracji chwili, po czym zaklęciem uniosła jego wieko, a potem pierwszą z przezroczystych butli wypełnionych szkarłatnym płynem.
- Przyniosłam ci dzisiaj szesnastoletnią niewinność - zakomunikowała miękko, lekkim ruchem dłoni dzierżącej różdżkę nakierowując szklany pojemnik tuż nad wannę. Wierzyła, że Multon zdezynfekowała ją przed całym przedsięwzięciem. Była uzdrowicielem, musiała być na to szczególnie wyczulona. - Kruchą jak pierwszy kwiat wiosny i śliczną jak spokojny poranek po ustaniu anomalii. Towarzyszy jej czternastoletnia śpiąca królewna o rumianych policzkach i gładkim ciele; obie z nich wybrałam specjalnie dla ciebie - ciągnęła zupełnie jakby roztaczała przed Elvirą okowy pięknej baśni, nie zaś makabry, której dopuściły się obie - jedna pośrednio, druga wręcz przeciwnie. W tym czasie przelewała krew z butli do wanny. Zimny karmin wypełniał ją powoli z każdym przechyleniem przezroczystej szyjki; trudno było wyobrazić sobie, że płyn ten pochodził z żył młodych dziewczątek, które Wren bezlitośnie poprowadziła na rzeź ku czyjejś uciesze. - Gotowe - oznajmiła po chwili i przeniosła spojrzenie na Elvirę, ciekawa jej reakcji, jej doznania. Powinno pozostać z nią na długo. - Krew jest chłodna, bądź na to przygotowana - ożywi cię, odżywi, a ty smakuj jej całym ciałem jak każda arystokratka, która doświadcza tego samego luksusu - uśmiechnęła się odrobinę krzywo, szczerze. Wspięcie się po szczeblach wyrafinowanej socjety należało chyba do marzenia ich obu, choć urodzenie Multon sprawiało, że wygrywała już w przedbiegach. - Pomóc ci wejść do wanny? - spytała i wyciągnęła chudą dłoń w kierunku Elviry, z intencją odebrania od niej kusego szlafroka, gdy ta będzie już na to gotowa. Jej rola przypominała poniekąd służkę, jednak Wren nigdy nie rozpatrywała tego w kategorii ujmy.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pokój [odnośnik]05.10.21 12:59
Nie była chętna zastanawiać się nad tym, na ile kąpiel we krwi była jej tak naprawdę potrzebna. Czy sama przed miesiącami nie uraczyła Wren wyzywającą uwagą, że jest wystarczająco doskonała, by nie odczuwać konieczności poprawiania urody drogimi specyfikami? Czyżby mijające tygodnie i zbliżające się dwudzieste dziewiąte urodziny obudziły w niej skrywane głęboko pokłady niepewności? Czy może idea korzystania z cierpienia dziesiątek dziewic w końcu rozbudziła płomień w przesiąkniętym czarną magią sercu? Może w obu domysłach kryły się ziarna prawdy, a może żadne nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. Naprawdę chciała pojawić się na Sabacie najpiękniejsza na świecie, równa pozostałym arystokratkom. Naprawdę chciała znów zobaczyć Wren. Które uczucie było silniejsze, tego nie przyznawała przed sobą ani przed nikim innym.
Weszła do łazienki jako pierwsza, upewniając się co do tego, czy wszystko znajduje się na właściwym miejscu. Słysząc cichy komentarz, spojrzała na Chang w odbiciu lustra, unosząc jedną brew i kącik ust. Zbędna obecność wirtuozki ociekającej krwią rozkoszy? Nie mogłaby chyba pozwolić sobie na więcej ironii.
- Wybacz. Ale i dziękuję. Może zaoszczędzę dzięki temu kilka galeonów - wymruczała, na krótki moment przygryzając wargę. Wystarczyło jedno spojrzenie w błękitne, zmrużone oczy, by Wren mogła domyślić się, że uwaga jest wyłącznie przejawem skłonności Elviry do droczenia się. Ich umowa była zawarta wcześniej i czytelna, nie przewidywała zmiany zapłaty w trakcie, chyba że naprawdę się... zawiedzie.
Odwróciła się, oparła plecami o umywalkę i przeczesała włosy szczupłymi palcami, gdy Wren rozpoczęła opowieść, element celebracji wzniosłej chwili. Azjatka potrafiła opowiadać historie, dobierać słowa i wplatać szczegóły pobudzające wyobraźnię. Widziała ją, każdą z tych dziewcząt, śliczną, wyidealizowaną, o skórze cienkiej i białej jak śnieg, gasnącą w miarę upływającej z ciała krwi. Teraz miała dla własnego piękna, dla przyjemności, pławić się w ich śmierci. Było w tym coś rozkosznie tragicznego. Nie byłaby to jednak pierwsza granica podłości, którą Elvira zdążyła już przekroczyć.
- Czuję się zaszczycona - powiedziała cicho, zbliżając się do wanny, przystając obok dziewczyny i przyglądając się gęstej, karminowej kąpieli. Krwi było mniej niż się spodziewała. Wydęła usta, słysząc, że jest chłodna. Widać czekało ją dziś wiele niespodzianek. Zawiesiła blade palce nad szkarłatną taflą, jakby chciała ją wpierw dotknąć, ale zrezygnowała, odwracając się do Wren i sięgając do paska własnego szlafroka. - Nie czuć zapachu krwi. Jakich środków używasz, by uczynić to doznanie tak doskonałym? Skutecznym? - zapytała, spodziewając się, że nie otrzyma jednoznacznej odpowiedzi.
Serce biło jej teraz szybciej, choć nie była pewna, czy za sprawą ekscytacji, zadowolenia, czy może wizji samej siebie w złotej, pałacowej wannie. Wszystko dzięki słowom Chang. Dopiero wyciągnięta dłoń przywołała ją do rzeczywistości, do jej własnej mikroskopijnej łazienki w mieszkaniu na ulicy Pokątnej.
- Jesteś niesamowita - parsknęła z nieoczywistą emocją, decydując się nie wahać dłużej.
Miękki, czarny materiał zaszeleścił, podała go dziewczynie, odsłaniając szczupłe ciało. Przesunęła językiem wzdłuż krawędzi górnych zębów, omiatając Wren długim spojrzeniem, bez ani grama niepewności. Czekała, aż dziewczyna poda jej dłoń, a wtedy oplotła ją mocno chłodnymi palcami, korzystając z pomocy przy wejściu do wanny. Długie włosy musnęły rozległą, cienką bliznę sięgającą od łopatki do końca kręgosłupa, ciepłe światło świec zaigrało na krągłościach. Krew w istocie była chłodna, ale gęsta, drażniąc, orzeźwiając; szkarłat kontrastował z mleczną skórą, gdy już umościła się wygodnie i bezwstydnie, odginając głowę w tył i wzdychając długo z nieskrywaną przyjemnością.
- Próbowałaś tego sama? Czy tylko zapewniasz usługę? - zapytała szeptem, nie otwierając oczu. Nie miała pojęcia, skąd wzięła się w niej ta zgubna ciekawość.
[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Pokój [odnośnik]10.03.22 21:27
06.03 - wieczór

But I don't really mind, I've got much more than that
Like my memories, I don't need that


Jeszcze zanim zabrały się do pracy w domu dla ubogich, zaoferowała Belvinie - swojej dawnej znajomej - wspólny wieczór spędzony w sposób najdoskonalej kobiecy, z kieliszkiem w ręku, nogą zarzuconą na nogę i w oparach słodkiej lawendy. A że nie zwykła rzucać słów na wiatr, przynajmniej przez większość czasu, uczyniła dokładnie tak jak rzekła, wtykając Belvinie przed odejściem kawałek pergaminu z numerem mieszkania, na wypadek, gdyby ta zatarła już go w pamięci. Nie widziały się co prawda od przeklętej nocy, gdy Elvira zjawiła się na jej progu bez ręki i z nieprzytomnym Drew (i tak pewnie było lepiej), ale liczyła na to, że zdołają wciąż znaleźć wspólny język. Potrzebowała kogoś, na kim będzie mogła wypróbować nabywane z biegiem czasu umiejętności szlachetnego konwersowania, a przy tym z kim będzie w stanie się napić bez obaw, że każdy jej ruch zostanie poddany starannej ocenie.
Liczyła na...
Na co właściwie? Chyba na odrobinę luzu. Rozmowę odległą od spraw ważnych i najważniejszych, ale równocześnie nie obrzydliwie frywolną, bo prędzej rzuciłaby się z okna swojego poddasza niż zaczęła porównywać kolory i fasony sukienek ostatniego sezonu.
Belvina wydawała się nadawać do tego idealnie, zresztą naprawdę była ciekawa, jakie trasy obrało jej życie i gdzie tak naprawdę widzi samą siebie na wojennej planszy. Choć nie, może to drugie nie, miała przecież odpuścić sobie wojnę na jeden wieczór. Jeden cholerny wieczór.
W komodzie miała tylko gin i Quintina, żadnego wina, jedynie puste po nim butelki. Cóż, nie spodziewała się, by Blythe miała się zjawić z pustymi rękami. Nie po to dały sobie godzinę na załatwienie pomniejszych spraw między misją w Coventry a słodkim relaksem. Po zawirowaniach, jakich doświadczyły w przytułku, należał im się on jak mugolowi Avada.
Chwilę samotności Elvira poświęciła na przebranie się w luźniejszą granatową szatę obszytą srebrnymi ornamentami. Rozpuściła włosy, poprawiła poduszki na fotelach i wyłożyła na stolik dwa kieliszki, butelki alkoholu, wodę (na wszelki wypadek) oraz talerz owoców. Udało jej się w końcu zdobyć banany oraz marakuję, interesujący owoc zachwalany przez Odettę a dotąd zupełnie Elvirze obcy. Przygotowania nie trwały długo, ale nie miała do zrobienia nic więcej. Porządek utrzymywała zawsze, suszona lawenda witała od progu, podobnie odległe pohukiwanie zamkniętej w sypialni sowy. Pozostawało tylko nalać sobie kieliszek ginu i po chwili zawahania odstawić go na stolik. Owszem, chciała upić z niego łyk już przed przybyciem Belviny. Zrezygnowała z tego w ostatnim przebłysku refleksji.
Valerie pierścionki pospadałyby z palców z pieprzonej satysfakcji.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Pokój
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach