Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Biblioteka główna
AutorWiadomość
Biblioteka główna [odnośnik]16.04.19 17:41

Biblioteka główna

Stanowczo większa biblioteka od pobocznej. Znajdują się tu liczne zbiory ksiąg, często bardzo starych. Na parterze mieszczą się stoliki z krzesłami i kilka kanap oraz regały z książkami, natomiast na piętrze pierwszym i drugim są już tylko księgi.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka główna Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Biblioteka główna [odnośnik]26.04.19 23:28
༶•┈┈⛧┈ 07.11.1956 r. ┈⛧┈┈•༶

Zaproszenie kuzyna do biblioteki było niejako spontanicznym pomysłem. Nie sądziła, by lubił przebywać w stercie zakurzonych ksiąg, ale to jedyne, na co była w stanie się na tę chwilę zdobyć. Na dworze ostatnio zdecydowanie za mocno szalała pogoda, więc nawet jakby chcieli się wybrać na przejażdżkę konną wokół rezydencji, zastałby ich prawdopodobnie deszcz i burza. Innymi słowy: koszmar. Przebywając w bibliotece, mogła chociaż odnieść tę satysfakcję, że ulewa ich nie dosięgnie.
Ubrała fiołkową suknię z bufiastymi rękawami, przejrzała się jeszcze raz w lustrze i ruszyła w kierunku biblioteki. Kiedy tam dotarła, poczuła znajomy zapach starych ksiąg. I oczywiście nowych! Bo to właśnie one były pretekstem do spotkania. A jednak jak na zwyczajny pretekst wymyślony na szybko, żeby przekonać Doriana do wizyty, nawet ją on niejako cieszył. Biblioteka pełna tysięcy informacji była wspaniałym miejscem; może niekoniecznie do spotkań, ale siedzenie tutaj w ciszy było niezwykle przyjemne.
Lorda Avery’ego jednak jeszcze nie było, więc postanowiła zajrzeć do którejś z ksiąg. W końcu, jeśli nawet wejdzie do biblioteki to raczej nie zastanie jej w kompromitującej sytuacji, prawda? Ot, zwykłe czytanie książki z nudów.
Podeszła do przypadkowego regału, stukając trzewikami, których odgłos ruszania odbijał się od ścian pomieszczenia. „Historia szlachetnych rodów”, taki tytuł nosiła książka. Była podstawą w edukacji Uny. Dziewczyna pamiętała ją jeszcze z najmłodszych lat, kiedy niezbyt nawet potrafiła wymówić co bardziej skomplikowane nazwiska. Straszna zmora, a jednak opłacalna. Dzięki niej wiedziała, przed kim potencjalnie się wystrzegać, a komu w miarę można ufać.
Wzięła książkę i usiadła na jednym z drewnianych krzeseł przy długim stole. Znała ją niemal na pamięć. Ale i tak przeglądała ją z sentymentem, delektując się wertowaniem każdej kartki. Głupie, ale prawdziwe.
Ta książka przypominała jej dawne lata, gdy jeszcze bliźniak bardzo ją lubił, a nad nią nie wisiało widmo małżeństwa. „Widmo” to właściwie mało powiedziane. Wyjście za mąż przecież miało nadejść już niebawem i było w przeciwieństwie do czegoś, co było tylko widmem, nieuniknione.



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode
Re: Biblioteka główna [odnośnik]14.05.19 13:17
Dotarcie do Bulstrode Praku nie zajęło mu długo. Teleportacja nadal szwankowała i musiał przyzwyczaić się na nowo do panujących w Londynie, niesprzyjających warunków. Wiedział już i rozumiał, jakie znaczenie miały szalejące anomalie, ale - burzowa aura i zacinający deszcz nie były czymś, czym Dorian miał zamiar się przejmować. Dlatego pokonał część parku, oddzielającego go od zamku, pieszo. Nasunął kaptur mocniej na czoło, gdy wiatr szarpnął długim płaszczem, a wilgoć osiadła na smaganych powietrzem policzkach. Nie zatrzymał się nawet wtedy, gdy gdzieś obok  zamigotała mu sylwetka przestraszonego skrzata, prawdopodobnie wysłanego by sprowadzić go na włości. Avery machnął gniewnie dłonią, odprawiając stworzenie. Znał drogę.
Uderzył obcasem długiego, jeździeckiego buta, gdy przekraczał progi wejścia. Woda ciekła po materii czarnego płaszcza i dopiero, gdy uderzyło go ciepło kominka w wielkiej sali, pozwolił sobie na oddanie wierzchniego odzienia. Ściągnięty kaptur odsłonił czerń wilgotnych od deszczu włosów, które opadły na ramiona. Biały fular osłaniał szyje, rozbijając się o czerń szlacheckiej kamizelki. Skórzane rękawice ściągał już w drodze do biblioteki, o której wspomniała mu służba. Miała tam na niego czekać kuzynka, której niejasne wybryki zdążyły obić się o jego wiedzę. Dorian traktował rodzinę bardzo wysoko, ale doskonale wiedział, że nie raz bywały momenty, w których dla ich dobra - należało wytoczyć karę. Znał ten system z własnego doświadczenia. Dopóki jednak kuzynka nie wykraczała poza dozwolone granice, kierowała nim szlachecka uprzejmość, oczywiście w chłodniejszej, rodowej wersji.
Echo kroków niosło się korytarzem, prawdopodobnie z daleka zaznaczając jego obecność. Nie krył się, nie był na polowaniu, które wymagało od niego cichości skradania. Był arystokratą na dworze, nawet jeśli ten był tak różny od surowych i chłodnych murów zamku Ludlow - Lady - skinął głową, gdy staną w progu biblioteki, odnajdując pochyloną nad księgą kobietę - Dziękuję za zaproszenie - dodał nieco sztywno, unosząc wzrok i prostując sylwetkę. Nie było go dobrych, kilka miesięcy w kraju, ale najważniejsze wieści zdobył już pierwszego dnia powrotu i to te zaprzątały mu głowę, mieszając się ze sprawami łowieckich wypraw, które już planował - Liczę, że lady pozostaje w dobry zdrowiu - kontynuował wymuszoną uprzejmość konwenansów, by ostatecznie pokonać dzielącą ich odległość, zachowując jednak właściwy dystans. Spojrzał na stronice tomiszcza, którego drobne, kobiece dłonie, tak zgrabnie wertowały. Znał tytuł zbyt dobrze, ale nie zapytał o powody, dla których Una przypominała sobie historyczną wiedzę rodów. I chociaż sam odbył ścisłą naukę wśród pożółkłych tomiszczy, czuł się o wiele bardziej komfortowo spędzając czas na aktywnym działaniu, na łowiectwie, jeździe konnej, czy też nocnych eskapadkach, niesiony jastrzębimi skrzydłami. Pozostawił więc nawykłą do łowów, czujność, przeniesioną na łono szlacheckich powinności.
Dorian Avery
Zawód : Łowca magicznych stworzeń
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
And he'll brace for battle in the night
He'll fight because he knows he cannot hide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6775-dorian-avery#200339 https://www.morsmordre.net/t7352-anskari https://www.morsmordre.net/t7354-lowca#200811 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t7353-skrytka-bankowa-1704#200792 https://www.morsmordre.net/t7351-dorian-avery#200786
Re: Biblioteka główna [odnośnik]15.05.19 0:36
Wiedziała, że między ją i jej kuzyna dzieli ogromna przepaść prawdopodobnie nigdy nie będąca w stanie do przeskoczenia. Ona – Bulstrode z krwi i kości, rzucająca ujmujące uśmiechy na lewo i prawo, bardzo sympatyczna na pierwszy rzut oka, a skrycie dążąca do pewnej niezależności. On – zewnętrznie i wewnętrznie Avery, surowy i sztywny, używający wymuszonych uprzejmości, nie zachęcający ani odrobinę do zbliżenia się. Czasami naprawdę zastanawiała się, czy łączy ich jakikolwiek stopień pokrewieństwa. Przecież byli kompletnie inni. Ale chyba nie powinna mówić o byciu „innym”, kiedy sama w swojej rodzinie uchodziła za tę wyjątkową, wyróżniającą się, choć nie na tyle, by nestor zdecydował się natychmiastowo ją wydziedziczyć. Była przydatna, zresztą nie naruszała szczególnie zasad dobrego wychowania. Za bardzo kochała swoją familię, by z głupich pobudek tak po prostu odejść.
A jednak nie zaprosiła Doriana do zamku tylko ze względu na dobre stosunki pomiędzy ich rodami. Polityka była druga, rodzina – pierwsza. Nie była osobą, która czuła się dobrze, mając zły kontakt z krewnymi. Nie rozumiała, czemu istnieją zdrajcy, którzy dla kilku chwil wolności, decydują się opuścić na stałe rodziny. Żony, córki, siostry… zostawały wtedy w rodzie na pastwę tego, co powie nestor. Żony i córki zdrajców zwykle kończyły najgorzej – nikt nie chciał z nimi zamążpójścia, nawet jeśli same nie były niczemu winne. A na dodatek… będąc osobą, która zawsze żyła w cieniu śmierci, sądziła, że powinna się obecnością bliskich najczęściej, jak mogła. Bo niedługo to oni mogli leżeć z zamkniętymi oczami w lodowatej krypcie jak bracia i siostry, po których zostały tylko wspomnienie i kwiaty.
Usłyszała, jak kroki niosą się po korytarzu. Doszła do wniosku, że musiał to być jej gość. Nie silił się najwidoczniej na bycie cichym, ale nie mogła go przecież za to winić – nie byli na jakiejś uroczystości, tylko ot tak w zamku. Dziedziczka jednak nie podniosła wzroku znad książki, zanim nie usłyszała odgłosu otwieranych drzwi.
Gdy tylko wszedł, zauważyła, że ma mokre włosy. Miała ochotę pokręcić zmarnowana głową, ale przypomniała sobie w porę, że nie jest ani jego matką, ani tym bardziej siostrą. A zresztą, był dorosły. Nie potrzebował jej troski.
Zamknęła książkę i odłożyła ją na pobliski stolik. Dygnęła delikatnie w ramach powitania.
Lordzie Avery, jakże miło cię widzieć. – powiedziała łagodnym tonem. – Co do zaproszenia… Cała przyjemność po mojej stronie. Mam nadzieję, że podróż nie była problematyczna?
Pytanie było bardziej retoryczne niż dosłowne. Wątpiła, że koszmarna pogoda mogła szczególnie poruszyć jej kuzyna. Był jak miecz tak często pojawiający się na kartach fantastycznych i przygodowych powieści. Nie dało się go tak łatwo zniszczyć.
Słysząc pytanie, uśmiechnęła się lekko. Nawet jeśli było ty pytanie wymuszone nie uczuciami a konwenansami, dobrze było je słyszeć.
A i owszem. Zdrowie całkiem mi dopisuje. – odparła wesoło. – Co prawda nie mogę zbytnio jeździć konno przez ciągłe burze, nad czym głęboko ubolewam, ale nie jest źle. W każdym razie dziękuję.
Zajęła miejsce w fotelu, gestem zapraszając go do zajęcia fotela tuż naprzeciwko jej. Nie będą przecież tak ciągle stać.
Usiądź proszę. – rzuciła od razu. – Wybacz, że byłam tak otwarta w liście, Lordzie Avery, ale bardzo długo cię nie widziałam, nie chciałam tracić ani chwili. Jak ci się wiodło w ostatnim czasie?
Nie była ciekawską osobą, choć można by zarzucić jej za dużą otwartość. Pytała o to, bo się martwiła. Nie używała na ogół plotek do dania się we znaki innym, to nie było w jej stylu. Chciała tylko wiedzieć, czy jest coś, w czym mogłaby kuzynowi pomóc, choć szczerze wątpiła, czy na jakąkolwiek pomóc by się zgodził. Nie wiedziała nawet, czy cokolwiek jej powie, od tego trzeba było zacząć.



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode
Re: Biblioteka główna [odnośnik]12.06.19 1:07
Od dziecka, niby mantrę, powtarzano mu o statusie i roli, jaka pełni arystokracja we współczesnej rzeczywistości. Symbol stałości, czystości i prawości, dalekiej od jątrzącego się w Anglii brudu. Doriana rozpierała duma, że należy do grona wybranych, chociaż będąc młodszym, nie raz, bardzo brutalnie przypominano mu o panujących zasadach i konwenansach. Nie wszystkie mu się podobały, nie ze wszystkimi się zgadzał, ale szanował do krwi, która w nim płynęła, nie wahając się stanąć w obronie kultywowanych wartości. Wiedział, jakie obowiązki spoczywały na jego i bliźniaka barkach, a przedłużenie rodu kiełkowało przy tych wysoko. Nawet, jeśli świadomość posiadania w przyszłości małżonki wydawała mu się obca i szalenie odległa. I być może, bardzo - może - w duchu współczuł kuzynce. Nawet, jeżeli nie darzyli się bardziej wiążącą zaufanie relacją, ale - była rodziną i czuł wobec niej swoistą powinność opieki. Oczywiście wysublimowaną i naznaczoną nonszalancją, w której obcy obserwator, nie potrafiłby dopatrzeć się niczego ponad chłodny dystans. Niech żyje sztuka manipulacji.
Przelotnie omiótł wzrokiem mijany korytarz. Różnił się od tego co znał. Inny także od tego, czego doświadczył w ostatnich miesiącach, przyzwyczajając się do warunków podróżniczych, niewygodnych namiotów, wyczerpujących wędrówek, niebezpieczeństwa i...  wolności. jej smak wciąż mierził język, szarpał wrażliwe, młodzieńcze struny, przypominając duszoną tęsknotą, że zostawił za sobą coś więcej. Ale nie chciał i nie mógł odmówić obowiązkowi arystokraty. Był nim, żył tym i nawet w głuszy, ścigając dzikie stworzenia, pozostawał wierny wartościom, które znał, w których się wychował.
Mimo lakoniczności własnej wiadomości, która wysłał kuzynce, interesował go powód zaproszenia. Był świadomy, że opuścił wiele szlacheckich wydarzeń, na których być powinien, ale tłumaczyła go praca. teraz, powróciwszy na łono rodzinne, był zobowiązany do nadrobienia chociaż części z wymaganych powinności - Nie, proszę się nie obawiać. Nie byłoby mnie tutaj, gdyby było inaczej - czysta, klarowna odpowiedź, na pytanie, które właściwie nie wymagało jej. Nie przejął się tym, ale było coś w wypowiedzi lady, co zogniskowało jego spojrzenie na bladych, kobiecych licach. Pozwolił umknąć źrenicom, by odłożyć skórzane rękawice na blat stołu.
Prawdziwie żywa iskra mignęła w oczach Doriana, gdy padło nawiązanie do konnej jazdy. Cień uśmiechu przemknął przez usta arystokraty, by zaraz gasnąć - To byłoby niebezpieczne dla lady, ale podzielam niepokój podobnymi brakami - skwitował krótko, zajmując miejsce, które mu wskazała. Nienawidził ograniczeń, które mu nakładano, szczęśliwie, nie przejmował się zakazami wycieczek na grzebiecie wierzchowca. Był dziedzicem Avery i tylko ojciec był w stanie powstrzymać go od łowów - Jestem pewien, że znalazła lady inne rozrywki - po prawdzie, nie do końca wiedział, czym właściwie zajmowały się kobiety w wolnym czasie, ale większość tych, które spotykał, wydawały się zadowolone ze swojego bytu. Tak kruche istoty, nie mogły podejmować się zbędnego niebezpieczeństwo. Oczywiście - z pewnymi wyjątkami.
- Pochłaniała mnie praca - odetchnął głębiej, prostując się w fotelu, gdy usłyszał szmer w okolicy. Skrzat. zapewne czekał na dyspozycje goszczącej go lady - Znajdowałem się poza granicami kraju, stąd moja absencja - kontynuował, pozwalając by słowa rozgrzały się w powietrzu - I przez jakiś czas będę działać na terenie Anglii - odpowiadała mu pozycja pracy na otwartych przestrzeniach. Wyprawy badawcze i łowcze. Zlecenia, które wymuszały na nim podejmowania szybkich decyzji. Za te błędne płaciło się wysoko.
Oparł głowę o wezgłowie fotela, czując, jak ciemne kosmki przyklejają się do karku. Mimo sztywności konwenansów, potrafił rozluźnić się w miejscu, które uznawał za przyjazne. Tak, jak obecność dosyć beztroskiej kuzynki. Kobiece towarzystwo, potrafiło w niecodzienny sposób załagodzić krążący w żyłach, zbyt szybko niepokój. Czasem, dla odmiany, wzmagając go do granic możliwości.
Dorian Avery
Zawód : Łowca magicznych stworzeń
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
And he'll brace for battle in the night
He'll fight because he knows he cannot hide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6775-dorian-avery#200339 https://www.morsmordre.net/t7352-anskari https://www.morsmordre.net/t7354-lowca#200811 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t7353-skrytka-bankowa-1704#200792 https://www.morsmordre.net/t7351-dorian-avery#200786
Re: Biblioteka główna [odnośnik]05.07.19 22:09
Nigdy nie była w pełni zależną osobą. Nie zawsze stosowała się do tego, co jej mówiono, choć zawsze w razie odmowy argumentowała ją, jakby musiała się z niej tłumaczyć, bo tego ją od kołyski uczono. W Hogwarcie rzeczywiście starała się dostosować do środowiska, zwłaszcza za czasów rządów Grindenwalda. Mimo wszystko nic nie zdołało wypłukać z niej najważniejszego: silnej woli. Może i żyła czasem w kłamstwie, może i czasem nie mogła w pełni zrobić tego, co chciała. Była jednak asertywna, nie dawała wchodzić sobie na głowę. Ostatnie, o czym by pomyślała, to narazić się przodkom, nie miała jednak większego problemu, gdy chodziło o relacje czysto koleżeńskie, gdzie roli nie grała pozycja ani cenne znajomości. Natrafiwszy na przechodnia, który by jej podpadł, na pewno nie dałaby mu się tak po prostu poniżać. W swojej opinii nie zasługiwała na traktowanie podobne mieszaniu z błotem, choć sama za w pełni czystą się nie uważała.
Odpowiedziała na słowa lorda uśmiechem, nic innego zrobić nie mogła. Zdawała sobie sprawę, że większość tego, co będzie mówił, to wymuszone uprzejmości – większość arystokratów tak robiła, nie było w tym nic dziwnego. Cieszyła się jednak z jego towarzystwa, nawet jeżeli dzieliła ich niewidzialna bariera.
Zamrugała, słysząc wzmiankę o koniach i zarumieniła się nieco. Bywała z niej prawdziwie ognista kobieta, to prawda. Nie była impulsywna ani wrażliwa – nic z tych rzeczy. Po prostu… Zwykle, gdy coś jej zabierano, bardzo działało jej to na nerwy. Ale z tego, co zdążyła zauważyć, tyczyło się to połowy czarodziejskiej społeczności.
Przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć, ale później jak gdyby nigdy nic udała, że odchrypnęła i odparła po chwili:
Wybacz. Od czasu do czasu lubię zrobić coś… niedojrzałego. Chociaż nie. „Oryginalnego” to chyba lepsze określenie.
Odrobinę poplątała się w wypowiedzi, ale szybko wróciła na właściwe tory. Nikt prócz rodziny raczej nie mówił do niej w ten sposób. Zwykle lordowie i lady puszczali jej dziwne preferencje pomimo uszu albo – jeżeli byli bardziej rozmowni – ciągnęli dyskusję dalej. Jedynie krewni spoglądali na nią z pobłażaniem i troską, czy to przez układanie obrazów z domina, czy to za częste przejażdżki konne, czy niesamowitą przyjemność płynącą z pisania.
Masz trochę racji, lordzie Avery. Niewątpliwie jednak przejażdżki na ukochanym rumaku ciężko zastąpić. – zaśmiała się perliście.
Nic nie mogło grać takiej roli jak bliski kontakt z wierzchowcem. Oczywiście, dalej mogła się z nim widywać, ale to nie było to samo. Uwielbiał ruch, a choć ona do najbardziej żywych osób nie należała, niezwykle ją tym zachęcał. W doborowym towarzystwie mogła jechać nawet przez ciemny las i niezbyt by się tym przejęła.
To musiało być ciężkie, przenosić się z miejsca na miejsce. – skwitowała krótko. Sama była raczej typem domatora, trudno byłoby jej zmienić miejsce zamieszkania. Przewidywała, że nawet po ślubie będzie częściej mieszkać w dworze Bulstrode’ów niż w posiadłości męża. Co dopiero mówić o wyjechaniu na dłuższy czas za granicę – umarłaby z tęsknoty.
Spostrzegłszy skrzata, wydała mu polecenie przyniesienia herbaty. Osobiście na chwilę obecną wolałaby wino, ale… domyślała się, że kuzyn może ją źle zrozumieć. To nie było spotkanie biznesowe ani nic z równie oficjalnych rzeczy.
Jak mniemam, najpewniej nie cieszysz się z obecności anomalii. – rzuciła. – Wróciłeś do Anglii, a kłopotów dalej nie brakuje. Zwłaszcza po katastrofie w Stonehenge.
Spojrzała na niego smutno. Fakt że od dawna między wieloma rodami istniało silne napięcie, ale żeby doprowadzić do zniszczenia dziedzictwa narodowego? Cóż za barbarzyńca mógł wpaść na taki pomysł. Naprawdę arystokraci będą mieć szczęście, jeżeli do kolejnego szczytu w ogóle dojdzie, a jeszcze większe jeśli ktoś się na nim pojawi. Sama wolałaby nie ryzykować – kto wie, kogo śmierć tym razem mogłaby zabrać.



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode
Biblioteka główna
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach