Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Fontanna   10.03.12 23:21

First topic message reminder :

Fontanna

Umiejscowiona na rogu skrzyżowania Hawthorn Grove z Levander Road fontanna zbudowana jest z białego kamienia i przedstawia cztery łabędzie podrywające się do lotu. Otoczona zielonymi drzewami i budynkami z czerwonej cegły prezentuje się naprawdę uroczo, szybko stanąwszy się wizytówką Enfield. Szczególnie upodobały ją sobie ptaki - podczas gdy za dnia bardzo często goszczą na niej wróble i gołębie, niekiedy w nocy dostrzec tu można także i sowy, głównie ze względu na rozlegle zielone parki tuż nieopodal, a także niewielki ruch panujący na tejże ulicy.
Po prawej stronie umiejscowione są poczta i przedszkole, po lewej zaś budka telefoniczna, która - po wciśnięciu odpowiedniej kombinacji cyfr na tarczy - pozwala teleportować się na dowolnie wybrany obszar Londynu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Fontanna   08.11.17 22:40

Stara Britney znała życie. Od poczęcia przez poród do śmierci męża wiedziała gdzie leżała granica między rzeczywistością a marą. Nikt nie mógł jej wmówić, że było inaczej. Ludzie nie latali, zwierzęta nie mówiły, a Święty Mikołaj nie miał tak wielkich sań, żeby zanieść prezent każdemu dziecku na świecie. Tę okrutną prawdę przekazywała bez pardonu swoim potomkom, które pomimo płaczu przyjmowały ją w końcu do siebie. Nie było czego się oszukiwać. Wszyscy powinni wiedzieć jak wygląda ten świat. Jako rodowita Irlandka nie udawała specjalnie pod publikę. Tego nauczyła ją matka i ojciec. I nie zamierzała tego zmieniać w żaden sposób. Nic dziwnego, że miłość do swojego kraju wyssała z mlekiem rodzicielki. Nie chciała się przeprowadzać, ale jakieś dziwne wybuchy prosto z jeziora, przy którym mieszkała zmusiły ją do przeniesienia się do siostry. Do Londynu. Paskudnego miejsca, gdzie ludzi mówili z dziwacznym akcentem. Tak samo jak ta panienka, która ją zaczepiła. I myślała, że mówi jak królowa Wiktoria? Pani Spears domyśliła się dlaczego została zaczepiona. W końcu mijała właśnie przeklętą fontannę przy której jacyś pomyleńcy robili przedstawienie. Tłum gapiów stał dookoła, ale Britney nie zamierzała marnować swojego cennego czasu na takie głupoty. Myślałby kto! Zresztą spieszyła się, bo musiała wyprać całkiem sporą ilość ubrań. Jej cudne botki stukały szybko po kamieniach chodnika tylko po to, by zanieść ją hen hen z daleka od tego szaleństwa. Nie spodobało jej się to zaczepianie. Takie łapanie nieznajomych... Tylko ci Anglicy mogli mieć taki tupet. Pani Spears spojrzała dość podejrzliwie na kobietę, a potem okazało się, że miała towarzyszkę. Dziwaczne były te ich ubrania... Powinny je wyprać. Albo najlepiej wyrzucić i założyć coś godnego prawdziwych kobiet. Ale ta dzisiejsza młodzież... Ciągnęła za modą z zachodu jak ćmy do światła.
- No, no. Ludzie krzyczo. Jakieś zgromadzenie robio. Podobno z Ameryki. Wie pani gdzie, nie? W Stanach Zjednoczonych. Teksasach. Mają tam jakieś słowo na to... Jak to było? A performan...ce - odpowiedziała z typowym dla irlandzkich ziem akcentem, przy okazji podkreślając trudne zagraniczne słowo. Uniosła brwi dumna z siebie po czym kontynuowała, chcąc jak najszybciej wrócić do swoich obowiązków:
- Po co wom słuchać tych durnot?




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : 20
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 32
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Fontanna   11.11.17 17:03

Trudno było uwierzyć w to, jak bardzo zwyczajne i życzliwe wszystko w porządku? zmieniło swoją formę. Kiedyś – w nie tak znowu odległych, ale za to znacznie spokojniejszych czasach – porządek oznaczał dla Margaux niezmącone poczucie bezpieczeństwa, gorącą herbatę na kuchennym stole, szczęśliwych przyjaciół, pozostającą w całości rodzinę. Dzisiaj te standardy obniżyły się drastycznie, próbując dosięgnąć wyznaczonego przez wojnę i anomalie poziomu; w porządku nie oznaczało już beztroskiej sielanki, a jedynie tyle, że nikt nowy nie zginął. Nikt nie stracił pracy. Nikt nie musiał ukrywać się przed prawem, przed walczącymi ze sobą organizacjami, przed samym sobą. W porządku oznaczało przeżyliśmy kolejny dzień.
Uśmiechnęła się ciepło do Eileen, przytakując. – U ciebie? – zapytała, na moment – krótką na kilka uderzeń serca chwilę – skupiając uwagę tylko i wyłącznie na kobiecie. Dopiero później przypomniała sobie o całej reszcie świata, częściowo stojącego w płomieniach, częściowo pogrążonego w chaosie. Wiedziała, że nie mogły pozwolić sobie na długie pogaduszki; ich zadanie, niestety, posiadało limit czasowy, bo w każdej chwili na placu mógł pojawić się oddział amnezjatorów, bezpowrotnie wymazując wspomnienie o zgromadzeniu z pamięci obserwujących je mugoli.
Gdy Eileen rzuciła jej znaczące spojrzenie, nie musiała pytać; natomiast podążyła wzrokiem za jej tropem, dostrzegając przemykającą obok kobietę i szybkim krokiem ruszając za Zakonniczką. Przystanęła tuż obok, starając się nie wyglądać podejrzanie ani nachalnie, i posyłając nieznajomej lekki uśmiech, który w zamierzeniu miał budzić zaufanie. Niemal od razu wychwyciła z jej głosu irlandzki akcent – podśpiewywane czasami przez Dunny’ego piosenki brzmiały bardzo podobnie – i ostrożnie zachowała to spostrzeżenie w pamięci. Na później. – Z Ameryki? – powtórzyła za kobietą, starając się zagaić rozmowę. Nie była pewna, czy miały z Eileen szansę dowiedzieć się od niej czegokolwiek konkretnego, ale z całą pewnością zamierzała spróbować. – A mówili coś konkretnego? Słyszała pani może? – zapytała, wskazując głową w stronę rozchodzącego się tłumu; powietrze jeszcze od czasu do czasu przecinało niewyraźne skandowanie, ale nic poza mało użytecznymi, propagandowymi hasłami, które słyszała już dziesiątki razy. I które sprawiały, że miała ochotę skrzywić się z niesmakiem, jak po przełknięciu wyjątkowo kwaśnej cytryny. – Bo wie pani – ciągnęła dalej, zerkając na swoją towarzyszkę; nie potrafiła kłamać, sięgnęła więc po pół-prawdę – przyjechałam tu niedawno z Francji i jestem ciekawa, co dzieje się w Wielkiej Brytanii – dodała, celowo nie starając się nawet ukryć francusko brzmiących głosek. – Moja droga kuzynka mnie oprowadza – wyjaśniła jeszcze, wskazując na Eileen i posyłając obu jeszcze jeden szeroki uśmiech, który krył w sobie jednocześnie prośbę, jak i nieme przeprosiny, do kogo jednak skierowane – trudno było stwierdzić.




isn't it lovely, all alone?
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t3930-skrytka-bankowa-nr-429#74545 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Zawód : gajowa w Hogwarcie
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
OPCM : 11
UROKI : 4
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/39
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Fontanna   15.11.17 21:59

Stały wyjątkowo blisko siebie w kontekście podzielanego zdania na temat samopoczucia, którego stan dyktowany był przez otaczającą wszystkich aurę zmian, aurę niepokoju, ciężkiego oddechu przy każdym mijanym, ciemnym zaułku. Rzeczywistość zlewała się w jedną, gęstą plamę, a kiedy odkrywało się różnice, wszystko stawało się takie straszne, takie potworne. Problemy zalewały wyobraźnię i zamiast siedzieć przy kubku gorącej herbaty, chodziło się od kąta do kąta, myśląc nad tym, czy w następnym wydaniu Proroka Codziennego nie pokażą się imiona i nazwiska ukochanych rodziców. Wszystko zmieniało swój wymiar, wydźwięk słów tak dobrze znanych był tak inny.
Obcy.
I nawet te chwilowe radości nie pozwalały do końca uśmiechać się tak lekko jak kiedyś.
Co u ciebie, Eileen?
Tak dawno po raz ostatni słyszała to pytanie, że kiedy jasnowłosa je zadała, zgłupiała. Odruchowo poczuła ciężar drobnego krążka na palcu, który aktualnie chował się w kieszeni. Gdy Margaux uśmiechnęła się, Eileen mimowolnie odpowiedziała tym samym, przypominając sobie, że jeszcze przedwczoraj, nie mogąc w nocy zasnąć, robiła listę gości, na której Vance dumnie figurowała. Chciała jej powiedzieć, ale… ale to było tak dziwnie niewłaściwe miejsce na tak dobre wieści.
Wszystko dobrze – odpowiedziała dość cicho, jakby niepewnie, wstydliwie, że w jej życiu, zamiast czerni i szarości, w końcu zaczęły pojawiać się ciepłe barwy czerwieni i oranżu.
Na usta cisnęły się kolejne pytania, ale zrezygnowała z ich werbalnej formy, kiedy obie postanowiły podążyć za mugolką. Nie miały zbyt wiele czasu, dlatego podjęcie szybkiej rozmowy było konieczne. Musiała się jednak dobrze wsłuchać, żeby zrozumieć cokolwiek. Obcy akcent brzmiał… dość osobliwie. Podrywane do góry, niemal łykane zgłoski były dobrym powodem do wytężenia słuchu. Zerknęła na Margaux, niepewna, co z tego wyjdzie. Kobieta wydawała się być radykalistką co do wyznawanych poglądów, ale dobrze jej z oczu patrzyło.
Pokiwała ochoczo głową, przytakując jasnowłosej.
Zainteresowało nas zbiegowisko, ale zanim dotarłyśmy, towarzystwo już się rozchodziło. A pani wygląda na tak dobrą i miłą kobietę, w dodatku była chyba pani dość blisko fontanny i no… tego spotkania – uśmiechnęła się zaraz za Vance, obierając tę samą strategię. Może i nie do końca były ubrane jak powinny, idąc w sam środek mugolskiego skweru, ale za to sprawiały dobre wrażenie!
Oby to wystarczyło, żeby przekonać kobietę do podjęcia dialogu.




Ja nie przeczuwałam, tyś nie odgadł, że

Nasze serca świecą w mroku

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Fontanna   03.01.18 12:22

Britney powędrowała spojrzeniem w stronę, z której właśnie szła i dostrzegała tych samych ludzi, którzy szli do własnych domów po zebraniu. Dziwaczne zajście, ale co ona mogła o tym wiedzieć. Wolała swój kraj zamiast wielkich miast. Nie lubiła rozgardiaszu, chociaż mogła znaleźć się w każdej sytuacji. Nawet jakichś dziwacznych wydarzeniach na środku ulicy, których jak widziała nie było wcale tak mało. Miasta... Dlaczego nie mogła zostać w swoim Ballinagleragh i cieszyć się urokami wsi? Przeklęte wybuchy. Zapewne stare bomby poniemieckie. Od końca wojny minęło trochę czasu, ale wciąż musieli radzić sobie ze szkodami.
- Ja nic nie widziałam. Nic nie słyszałam. Nic nie powim. A w sumie to ktoś rzucił jak przechodziłam - wzruszyła ramionami. Nie chciała tracić czasu, ale najwyraźniej panienki nie zamierzały jej odpuszczać póki nie powiedziała czegokolwiek na temat tego zamieszania. Nie trzeba było się ruszać z domu... Westchnęła więc i odłożyła kosz z rzeczami do prania, by podeprzeć się pod boki i przejechać po twarzach obu młodych dziewcząt. Może i wyglądały dziwacznie z tymi niemodnymi fatałaszkami, ale wyglądały miło. - Raczej musiało być z Ameryki, bo leciały dziwno nazwiska - odparła, kręcąc głową. Słysząc, że blondynka przyjechała z Francji, pani Spears spojrzała na nią od góry do dołu i mruknęła jedynie Yhym, by przenieść w końcu uwagę na tę kuzynkę. - Młode panny nie powinny się interesnąć takimi rzeczymi - powiedziała szczerze, jednak kolejne prośby złagodziły ją. Brakowało jej ciepłych słów, a odkąd dzieci już dorosły i były daleko od niej nie miała również żadnego towarzystwa, nad którym mogłaby roztoczyć opiekę. Co prawda dość specyficzną, ale każda matka zostawała matką do końca życia i ciężko było się pozbyć niektórych nawyków czy odczuć. - Wydaje mi się, że to było to przedstawienie. Bo krzyczeli cuś... - starała sobie przypomnieć. - Było cuś o mugolach? To jakaś książka może albo nowa moda wśród młodzieży. I był Grillwald. Podobno jakiś wybitny i że każdy powinien się nim zafascynować. Poszłam dalej, bo nie potrzebuję nowych piecyków do kuchni - odparła, wzruszając ramionami. - Bardzo dziwne. Albo jakaś reklama czy cuś to tam było. Czego to ludzie nie wymyślo.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : 20
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 32
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Fontanna   08.01.18 15:20

Czuła podskórnie, że pod słowami Eileen kryło się znacznie więcej, niż postanowiła zdradzić, ale nie ciągnęła jej za język, doskonale zdając sobie sprawę, że nie znajdowały się w miejscu ani bezpiecznym, ani odpowiednim. Rozchodzące się właśnie zgromadzenie pozwalało przypuszczać, że w najbliższej okolicy nietrudno było o parę wrogich uszu i właściwie Margaux czuła lekki niepokój na myśl o wartościach, jakie wyznawali niepozornie wyglądający czarodzieje. Chociaż rzecz jasna nie miała wielkiego słowa mugolak wypisanego na czole, przez moment takie właśnie odniosła wrażenie, gdy jeden z przechodzących obok mężczyzn zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem. Nie odwróciła jednak wzroku, przez krótką sekundę patrząc mu prosto w oczy i przenosząc uwagę z powrotem na swoją towarzyszkę dopiero, gdy je wyminął, znikając za załomem uliczki. – Porozmawiamy później? – zapytała jeszcze, porzucając prywatne tematy, gdy tylko zbliżyły się do nieznajomej kobiety i całkowicie już skupiając się na zadaniu.
Mugolka, początkowo zdecydowanie nieufna, zdawała się poddawać sprytnej taktyce Eileen; Margaux wiedziała, że wygrały kilka punktów, gdy tylko kobiecina odłożyła na chodnik kosz z ubraniami. Nie miała zamiaru ich spławić, a przynajmniej nie tak od razu. – Nie rozumiem, po co nam te dziwactwa – mruknęła, niby mimochodem, bez problemu wyczuwając stosunek ich rozmówczyni do demonstracji, której dopiero co była świadkiem. Pokręciła z niedowierzaniem głową dla podkreślenia własnych słów, czując się jak najgorsza hipokrytka świata – ale nie mogła przecież z miejsca wystrzelić, że Grindelwald był tak naprawdę najgroźniejszym czarnoksiężnikiem, jakiego widziała Anglia, a w ogóle to połowa ludzi, z którymi właśnie się minęła, najchętniej nabiłaby ją na pal. Uśmiechnęła się ciepło. – Mam nadzieję, że pani nie zaczepiali? – zagaiła, właściwie nie musząc nawet udawać lekkiej troski, która zabarwiła jej ton. Nie było jej obojętne to, co działo się aktualnie w magiczno-mugolskim świecie (bo trudno było już mówić o tych dwóch rzeczywistościach osobno) i słyszała już wystarczająco wiele, żeby mieć swoje podejrzenia.
Zerknęła z ukosa na Eileen, ważąc na języku swoje następne słowa. – Właściwie to nam przydałby się nowy piecyk do kuchni. Nie wspominali przypadkiem, gdzie jest ten cały Grillwald? Może mają tam też coś europejskiego – zastanowiła się na głos. Stąpała po cienkim lodzie, ale mistrzynią podchodów i retoryki nie była nigdy; obce były jej też nieczyste zagrania czy metody przesłuchań. Najchętniej zabrałaby tę kobietę na gorącą herbatę i porozmawiała z nią od serca, ale nie miała sumienia burzyć tego kruchego królestwa błogosławionej ignorancji, które jakimś cudem udało jej się jeszcze zachować w całości. Podejrzewała, że nie na długo, ale miała nadzieję, że mimo wszystko nie spotka jej nic złego. I że będzie mogła dalej przejmować się tak prozaicznymi rzeczami, jak pranie.




isn't it lovely, all alone?
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t3930-skrytka-bankowa-nr-429#74545 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Zawód : gajowa w Hogwarcie
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
OPCM : 11
UROKI : 4
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/39
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Fontanna   11.01.18 23:48

To nie tak, że nie chciała o tym mówić – o sobie, o ósmym maja, o chwilach dziwnej radości, którą wlało w ich serce zaledwie jedno pytanie. Oczywiście, że chciała, ale… powstrzymywał ją pętający język wstyd, który mówił, że nie powinna szafować szczęściem, gdy dookoła dzieje się tyle zła, a nastroje są słabe, zaledwie tlą się od drobnych iskier nadziei. To nieprawda, że natłok dobrych zdarzeń sprawiał, że w sercu aż gotowało się od radości, a uśmiech nie schodził z ust. Te zdarzenia wzmacniały tylko niechęć do stawiania kolejnych kroków, powstrzymywały przed odwagą, zasiewały w umyśle ziarno niepewności przed tym, co za chwilę zastąpi. Świadomość falującej linii losu nagle stawała się okrutnie jasna, zbyt klarowna, by móc odgonić ją od siebie jak natrętną muchę.
Bo jeśli stało się coś dobrego i taki stan utrzymuje się przez zbyt długi stan, niedługo wydarzy się tragedia. Tak dla równowagi.
Pokiwała Margaux głową na znak, że z chęcią podejmie się rozmowy. Zakreśliła na koniec ustami łagodny łuk, żeby nadać swojej odpowiedzi wiarygodności. Naprawdę pragnęła powiedzieć o tym każdemu w zasięgu wzroku, ale strach skutecznie ją przed tym powstrzymywał.
Nim obie zdążyły się zorientować, kobieta prowadziła już z nimi dialog. Musiały go podtrzymać, żeby otrzymać jakiekolwiek przydatne informacje.
Usłyszała charakterystyczne syknięcie powietrza. Teleportacja. Cholera, ministerstwo już węszy. Musiały się spieszyć. Spojrzała w kierunku źródła odgłosu, a kiedy zobaczyła trzy nieznane sylwetki w płaszczach, z czego dwie z nich trzymały już wyciągnięte różdżki, szybko przeniosła wzrok na Margaux, chwilę później na starszą kobietę.
Przedstawienie? Trupy teatralne o tej porze? Może jacyś desperaci – uśmiechnęła się lekko. Szybka zmiana tematu i odwrócenie uwagi od nieproszonych gości chyba nie wyszło jej zbyt dobrze. Margaux szybko przechwyciła pałeczkę i bardzo dobrze, bo Eileen w tej chwili zaczynała już odrobinę panikować. – Tak, tak, świetny pomysł. Widzi pani, opiekujemy się naszą chorą ciocią, a jej komi… piecyk akurat się zepsuł i szukamy nowego. Kupimy za swoje pieniądze, rozumie pani. Może pomóc z tym praniem? Musi być ciężkie. Odprowadzimy panią do domu, bo teraz to po nocach strach samemu chodzić, a pani nam opowie troszkę o tym Grin… piecyku. O piecyku oczywiście. – zerknęła szybko na Margie i uśmiechnęła się szczerze do ich nowej znajomej, choć odrobinę zbyt nerwowo. Naprawdę miała dobre chęci! Po prostu nie potrafiła kłamać, a w tej chwili wybitnie by im się to przydało.
Nie czekając na słowa kobiety, wzięła kosz w ramiona, gotowa nieść go przez całą drogę. Oby tylko szybko się stąd zabrały.




Ja nie przeczuwałam, tyś nie odgadł, że

Nasze serca świecą w mroku

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Fontanna   31.01.18 16:53

Britney nie była przecież aż taką złą osobą. Naprawdę lubiła swoje życie i co z tego, że czasami niektórzy przez nią płakali? Nie można było być miłym cały czas, prawda? Zresztą z wiekiem przestawała być taka paskudna jak wcześniej. Być może to sprawiło, że przystanęła, żeby wymienić parę słów z tymi panienkami. Wyraźnie zaniepokoiła się ich żywym zainteresowaniem tą małpioladą. Młode dziewczęta nie powinny się interesować takimi głupotami, szczególnie że wyglądały na w miarę pojętne. Dlaczego więc tak o to dopytywały? Chciałaby przełożyć to na karb własnych domysłów, ale... Cóż. Skoro chciały, nie mogła im tego zabronić.
- Kochana. Jeszcze by próbowali mnie zaczepić! - prychnęła, wypinając w przód i tak już pokaźną pierś. Nikt by jej nie zaczepił. A nawet jeśli to wyładowałaby mu zawartość kosza z praniem prosto na głowę. Nie bała się dziwaków, nie straszne były jej zmiany pogodowe i opowieści o nawiedzonych lasach przy jej rodzinnym domu. Ciężko było ją zastraszyć i prawda była taka, że nie pamiętała czy kiedykolwiek miała z tym jakiś problem. Zaraz też skupiła się na słowach drugiej panienki i otworzyła szerzej oczy. - Trza było tak od razu! Zostaw! Poradzę sobie z praniem - rzuciła ze śmiechem i pochyliła się po kosz, jednak rudawa już miała go w swoich ramionach. Britney pokręciła głową, ale machnęła ręką i ruszyła przed siebie. - To dosłownie dwa kroki dalej. A ja wam powiem wszystkom, com słyszała. Jeśli ma to pomóc w kupnie piecyka - kontynuowała, obserwując czy ta drobinka dawała sobie radę z koszem. W końcu jakaś taka wychudzona... Ci Anglicy nie mieli pojęcia o kuchni. Tylko ta herbata z mlekiem i to wszystko. Wszystko! Nie dziwota że panienki wyglądały jak zjawy. - To była najcudaczniejsza reklama jakom widziałam. Powiadali, że ten Grillwald nie umarł, że należy przegrupowywać siły. Bo przecież ktoś o takiej mocy nie mógł w żaden sposób po prostu zniknąć. Mówili coś o odnowie. Znaczy oni to nazwali odrodzeniem czy jakoś tak. Te stare piecyki potrzebują remontu. Oj, tak. Nie wierzcie politykom! Tak też krzyczeli jakby jedno z drugim miało połączenie. Ale powiem wam, że się tak ekscytowali tym. Naprawdę wydawali się mocno przekonani o tym, co mówili.
Szaleńcy... O! To tu!
- rzuciła, zatrzymując się przed kamienicą i odebrała kosz od Eileen, by spojrzeć na obie czarownice ciepło. Z chęcią by je zaprosiła do środka, ale nie miała czasu, a one również musiały kupić piecyk. Dlatego pożegnała się, podziękowała i zanim zniknęła za drzwiami, rzuciła jeszcze:
- Ah! I wspominali coś o wychodzeniu magii z ukrycia. Cokolwiek to znaczyło.
Skinęła głową Margaux, potem Eileen i tyle ją widziały.

|zt




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : 20
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 32
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Fontanna   06.02.18 12:13

Była wyjątkowo wyczulona na subtelne sygnały, na nieznaczne – z pozoru – zmiany w otaczającej ją atmosferze. Nie ze względu na jakiś wrodzony talent, nic z tych rzeczy; ale praca w pogotowiu nauczyła ją dosyć szybko, że okolica, która w jednej sekundzie wyglądała na całkowicie bezpieczną, w następnej potrafiła zamienić się w chaotyczną, wypełnioną zapachem paniki mozaikę ludzi i emocji. Panika żywiła się na strachu, a o strach było obecnie nietrudno; bez problemu zauważyła więc drgające niebezpiecznie nuty w głosie Eileen, i niemal odruchowo podążyła wzrokiem za jej spojrzeniem, dostrzegając to samo, co zobaczyła przyjaciółka: trzy sylwetki w płaszczach, dwie różdżki wyciągnięte w pogotowiu. Nie potrafiła ich winić, praca magicznej policji również nie była ostatnio łatwa – ale w chwili obecnej ich prędkość w działaniu bardziej przeszkadzała ich misji, niż pomagała.
Zerknęła kontrolnie na towarzyszącą im kobietę, gdy tylko Eileen nieco zbyt nerwowo podniosła z ziemi kosz z praniem, ale po chwili odetchnęła z ulgą: mugolka nie miała zamiaru podnieść alarmu, wyglądało więc na to, że z jakiegoś powodu udało im się nawiązać wątłą nić zaufania, albo chociaż zrozumienia. Ruszyły we trzy wzdłuż chodnika, Margaux najbliżej krawędzi ulicy, jakby starała się zasłonić Britney przed oczami nieproszonych gości. Czy może nieproszonych gości przed oczami Britney – nie była pewna.
Uśmiechnęła się przelotnie, widząc, jak kobieta dzielnie wypina pierś; nie mogła wiedzieć, że gdyby poplecznicy Grindelwalda naprawdę postanowili ją zaczepić, rozbrojenie jej zajęłoby im najprawdopodobniej około trzydziestu sekund. Sama myśl sprawiała, że coś się w niej gotowało – ten sam niekontrolowany, gorąco-lodowaty rodzaj złości, który nawiedzał ją od czasu ministerialnego przesłuchania; uczucie obce, nieprzyjemne, niewłaściwe i niezrozumiałe, niemożliwe jednak do opanowania. Odetchnęła powoli, wypuszczając powietrze przez usta. – Tak, tak, na pewno bardzo nam pani pomoże – przytaknęła, chociaż sama też zerkała od czasu do czasu na Eileen, sprawdzając, czy nie potrzebowała pomocy w niesieniu kosza – pranie naprawdę wydawało się niesamowicie ciężkie.
Słuchając słów kobiety, nie była w stanie powstrzymać zmartwienia i niemego przestrachu, które odmalowały się na jej twarzy w postaci pionowej zmarszczki między jasnymi brwiami; serce zabiło jej niespokojnie, ale nie ośmieliła odwrócić się przez ramię, żeby sprawdzić, czy wspominani poplecznicy Grindelwalda nie deptali im przypadkiem po piętach. Jeżeli teren zaczęły już przeczesywać służby Ministerstwa, nierozsądne byłoby zwracanie na siebie uwagi. Nie mogła jednak nie zastanawiać się, ile prawdy było w przekazywanych przez mugolkę słowach; czy czarnoksiężnik rzeczywiście mógł tylko przyczaić się w ukryciu, czekając na odpowiedni moment, żeby powrócić? To było ostatnie, czego potrzebowali; a nawet jeżeli podnoszące się głosy stanowiły jedynie puste przechwałki, to już sam fakt tworzenia się fanatycznych grup, gotowych kontynuować politykę swojego mistrza, prosił się o zadzwonienie na alarm.
Nie wypowiedziała ani jednej z tych myśli, czekając, aż Britney zniknie w drzwiach swojej kamienicy, posyłając jej na pożegnanie pełen ciepła i wdzięczności uśmiech, mając nadzieję, że mętlik kotłujący jej się pod czaszką, nie zanieczyścił prostego gestu. Gdy powietrze wypełniło się dźwiękiem zatrzaskiwanych drzwi, odwróciła się natychmiast w stronę Eileen, przenosząc na nią spojrzenie jasnych oczu – teraz już wyraźnie malujących z trudem powstrzymywaną reakcję na to, co właśnie usłyszały. Nie musiała pytać, czy przyjaciółka wyłowiła z przepełnionej mugolskim szyfrem treści to samo, co ona; była pewna, że tak. – Powinnyśmy zejść z widoku – powiedziała jedynie, nadal znajdowały się blisko miejsca demonstracji; musiały udać się w bezpieczne miejsce i spisać wszystko, czego udało im się dowiedzieć, zanim czas przyćmi świeże wspomnienia. Następne pytanie wypłynęło jednak spomiędzy jej warg, nim zdążyła je powstrzymać. – Myślisz, że to tylko puste słowa? – Niewypowiedziana prośba przelewała się między głoskami.




isn't it lovely, all alone?
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t3930-skrytka-bankowa-nr-429#74545 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Zawód : gajowa w Hogwarcie
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
OPCM : 11
UROKI : 4
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/39
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Fontanna   12.02.18 19:04

Miały szczęście, że trafiły akurat na tę mugolkę, nie na żadną inną. Była rezolutna, wyglądała na twardą, potrafiącą stawić czoła przeciwnościom, które nacierały na jej niemagiczny świat coraz mocniej i mocniej. Zdolność przetrwania w zmieniających się warunkach była ważną cechą, której Eileen zawsze zazdrościła co silniejszym jednostkom. Mogli wiele nauczyć się od mugoli. Czemu inni czarodzieje, ci bardziej konserwatywni, wolący wojnę zamiast pokoju, tego nie widzieli? Czemu nie chcieli zobaczyć w nich kropli przydatności, dobra? Bez problemów mogli żyć obok siebie, przecież było tak od zawsze. Im dłużej o tym myślała, tym większą czuła frustrację w stosunku do otaczającego ją konfliktu. I rosnącą chęć do tego, by wykorzystać wszystkie dostępne środki, żeby w tej chwili osłonić kobietę przed łapami amnezjatorów. Uchwyciła mocniej kosz z praniem i uśmiechnęła się do starszej kobiety, dając jej w ten sposób znak, że poradzi sobie z tym. Faktycznie był ciężki, ale w tej chwili to miało naprawdę najmniejsze znaczenie.
Słuchała jej przez całą drogę do domu, uważnie wychwytując kontekst, nieznany dla niej, ale dla zakonniczek niezwykle ważny i… zbyt jasny. Tysiące myśli zaczęły przebiegać przed jej oczami, tworzyły kawalkady wizji, a każda z nich była bardziej potworna od drugiej. Grindelwald uciekł, zniknął, ale wróci, kiedy już nabierze sił, odnajdzie potrzebne ku temu źródło mocy. Powrócił strach i ból ze Złotej Wieży, wspomnienia zimnej posadzki, pewności, że już nigdy z niej nie wstanie, że umrze tam po raz kolejny, straci oddech, ocean w końcu zabierze jej ciało ze sobą na dno. Dłonie zaczęły drżeć mimo woli Eileen. Na szczęście mieszkanie informatorki znajdowało się całkiem niedaleko placu. Gdy się przy nim wspólnie zatrzymały, od razu postawiła kosz na chodniku.
Dziękujemy za… za wszystko. Do widzenia – głos zachybotał się niebezpiecznie. Odchrząknęła, żeby tembr nie opadł całkiem. Wciągnęła mroźne powietrze przez nos, żeby uspokoić spanikowane serce. Nagle blizny na plecach o sobie przypomniały, zapukały łagodnie w drzwi jej świadomości. Pamiętasz o nas? Już prawie udało mi się zapomnieć.Nie wiem – odparła szczerze, patrząc w oczy Margaux z dziwną rezygnacją, podejmując od razu krok w kierunku przeciwnym niż plac, na którym zapewne już działali amnezjatorzy. Obróciła się w tamtym kierunku. Z prawej strony mignęło jej jasne światło, rozpływające się w eterze niczym srebrny pył. Wzięła przyjaciółkę pod ramię i przyspieszyła kroku. – A jeśli? Jeśli on znajduje się gdzieś z dala od nas, ale odnawia siły? To był taktyczny odwrót. On o wszystkim wiedział. Zgotował nam ten koszmar, zaśmiał się, patrząc, jak cierpią niewinni, a teraz siedzi gdzieś bezpieczny – szeptała, prowadzona paniką. Nie chciała panikować, ale to wypływało z niej samo. – Dlatego musimy ostrzec resztę na najbliższym spotkaniu. Może profesor Bagshot… może będzie mogła coś zrobić. Cokolwiek.
Dopiero teraz zorientowała się, że zaciskała na przedramieniu Margie palce tak mocno, że aż pobielały. Spojrzała na nią przestraszona, speszona.
Przepraszam. Całkiem się przestraszyłam.
Szczerość od niedawna stała się jej słabością.




Ja nie przeczuwałam, tyś nie odgadł, że

Nasze serca świecą w mroku

Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : 20
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 32
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Fontanna   29.03.18 22:03

Nie chciała w to wierzyć. Wmawiała sobie, że nie wierzyła, bez słowa przybliżając się do Eileen i skupiając na dotrzymaniu jej kroku. Szybkiego, zbyt szybkiego, jak na zwyczajny spacer; nie była pewna, czy maszerując w tym tempie, nie ściągały na siebie podejrzeń, ale nie miała wcale ochoty zwalniać, chcąc jak najprędzej oddalić się od przeklętego placu. Miała ochotę obejrzeć się za siebie, sprawdzić, czy przypadkiem nikt za nimi nie podążał, ale zmusiła się, żeby tego nie robić, uparcie wbijając spojrzenie w wylot alejki. Obawiała się przyznać to na głos, ale zdania, które usłyszały z ust mugolki, zasiały ziarno niepewności tam, gdzie – jak jej się wydawało – nie było na nią miejsca. Grindelwald zniknął; rozpłynął się w powietrzu na przełomie kwietnia i maja, pozostawiając po sobie kraj w chaosie, ale samemu odchodząc na dobre. To przeświadczenie, oparte bardziej na nadziei niż twardych faktach, trzymało ją przy zdrowych zmysłach w trakcie ostatnich tygodni, dając siły do dalszej walki. Czy naprawdę mogliby być aż tak naiwni, czy dali się nabrać, jak nieświadoma oszustwa widownia, oglądająca biernie występ kuglarza?
Nie, zdecydowała wbrew sobie, kręcąc głową i mocniej ściskając dłoń Eileen, w której głosie coraz więcej było tego samego strachu, który od czasu do czasu szarpał i jej wnętrznościami. Wiedziała, skąd się brał; chociaż nie było jej w Złotej Wieży – coś, czego nie miała sobie wybaczyć do końca życia, zastanawiając się w nieskończoność, czy w innym wypadku byłaby w stanie na czas uratować mamę Just – nie mogłaby znieść myśli, że wszystko, co zrobili, wszystko, co stracili, zostało poświęcone na marne. Dlatego potrząsnęła lekko ramieniem przyjaciółki, mając nadzieję, że w ten sposób przerwie nakręcającą się spiralę obaw. – Nie przepraszaj – powiedziała cicho, ale pewnie, kierując je obie w stronę przyległej uliczki. Dopiero wtedy odważyła się po raz pierwszy spojrzeć za siebie; przestrzeń za nimi była pusta. Odetchnęła. – Nawet jeżeli gdzieś jeszcze się chowa, tym razem będziemy gotowi – powiedziała, nie do końca pewna, czy próbowała przekonać w ten sposób Eileen, czy siebie. Może jedno, i drugie.
Przyspieszyła kroku, nie mogąc się doczekać, aż trafią w bardziej znajomą okolicę. Potrzebowała czegoś pewnego, bezpiecznego; chociaż ich dzisiejsza misja nie należała do specjalnie groźnych czy ryzykownych, to ostatnimi czasy nie lubiła przebywać zbyt długo poza mieszkaniem. – Chodź – powiedziała więc, pozwalając sobie na uśmiech – zrobię nam coś do jedzenia i w końcu porozmawiamy – dodała, przypominając sobie o wcześniejszym przekonaniu, że było coś, co Eileen chciała koniecznie z siebie wyrzucić – a co najprawdopodobniej nie do końca pasowało do okoliczności, w których jeszcze do niedawna się znajdowały.

| zt x2 <3




isn't it lovely, all alone?
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home


Powrót do góry Go down
 

Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Fontanna Życia
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)
» Fontanna
» Fontanna [SW]
» Fontanna w Ogrodzie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18