Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Fontanna
AutorWiadomość
Fontanna [odnośnik]10.03.12 23:21
First topic message reminder :

Fontanna

Umiejscowiona na rogu skrzyżowania Hawthorn Grove z Levander Road fontanna zbudowana jest z białego kamienia i przedstawia cztery łabędzie podrywające się do lotu. Otoczona zielonymi drzewami i budynkami z czerwonej cegły prezentuje się naprawdę uroczo, szybko stanąwszy się wizytówką Enfield. Szczególnie upodobały ją sobie ptaki - podczas gdy za dnia bardzo często goszczą na niej wróble i gołębie, niekiedy w nocy dostrzec tu można także i sowy, głównie ze względu na rozlegle zielone parki tuż nieopodal, a także niewielki ruch panujący na tejże ulicy.
Po prawej stronie umiejscowione są poczta i przedszkole, po lewej zaś budka telefoniczna, która - po wciśnięciu odpowiedniej kombinacji cyfr na tarczy - pozwala teleportować się na dowolnie wybrany obszar Londynu.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy Walpurgii i +10 dla Śmierciożerców.
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Fontanna - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Fontanna [odnośnik]07.05.22 18:05
The member 'Kina Huxley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 19
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Fontanna - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Fontanna [odnośnik]19.05.22 11:32
Kina & Jayden

13 kwietnia 1958

« To smutne, że głupcy są tacy pewni siebie, a ludzie rozsądni tacy pełni wątpliwości »
Trzynaście ostatnich nocy wybrzmiewało w głowie profesora, odkąd chłopcy zaczęli dosłownie prześcigać się w sprowadzeniu nieba na głowę swojemu ojcu. Zupełnie jakby od początku kwietnia wyczuwali, że Roselyn wraz z Melanie miały się wyprowadzić, a równocześnie miało im zabraknąć dodatkowej opieki. Bo przecież panny Wright traktowały ich jak największe skarby — zarówno starsza, jak i młodsza. Nie było wątpliwości, iż jedna oraz druga strona czerpała z tej relacji i nawykła do siebie nawzajem, niechybnie stwarzając wyjątkową rodzinę. Nic dziwnego, iż pojawił się konflikt interesów w nawet najmłodszych jej członkach. Nieobecność uzdrowicielki wraz z córką oraz reakcja trojaczków zdecydowanie przemawiała do profesora — w końcu Melanie była starszą siostrą, a Rose… Odetchnął ciężko, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Cóż… Wcześniej całkowicie omijał podobne stwierdzenie, jakby obawiał się, że w jakikolwiek sposób odbierze rodzicielskie prawo jakie z natury dzierżyła Pomona. Życie jednak nie było aż tak proste, a do tego przecież wiedział, że myśli przewijające się w jego umyśle od jakiegoś czasu, były prawdziwe. Uzdrowicielka była matką dla jego synów nie w mniejszym stopniu, jakim była dla nich Pomona. Nie potrafił ocenić, w jakim, ale zwyczajnie było to zbyt zagmatwane, a on zbyt wszystko analizujący. Była jednak obok od ich urodzenia. Zajmowała się nimi na wespół z nim samym. Troszczyła się, pielęgnowała, zdecydowanie też kochała. Absolutnie nie umniejszał kobiecie, bo doceniał ją i wiedział, że bez niej nie przetrwałby. Chciał po prostu wiedzieć, co powinien był czuć i jak się zachowywać, ale był także zbyt świadomy, aby być równocześnie naiwny. Wiedział, że mógł czuć się zagubiony i zdezorientowany w aktualnej sytuacji — miał do tego prawo, bo nie była to zwyczajna sytuacja. Chciał jednak szukać rozwiązania, bo nie tkwił w niej samotnie. Obok była Rose, za nią szła Melanie, a z nim do pary także i chłopcy. Malutcy i jeszcze nierozumiejący wszystkiego, lecz sensoryczni i wyczuleni na nastroje. Decyzje astronoma wpływały więc na całą ich szóstkę, mogąc powodować lawinę niepożądanych skutków. Musiał więc z uwagą oraz rozsądkiem kierować swoimi ruchami. Ale aby to zrobić, musiał się kiedyś wyspać…
Niespecjalnie zastanawiał się więc tego dnia nad mijanym tłumem, gdy głowa wciąż była półprzytomna, a wszelka uwaga profesora skierowana była nigdzie indziej jak na bycie aktywnym i świadomym. Niezaśnięcie gdzieś na przydrożnej ławce. Nie spodziewał się jednak, że zaraz miał całkowicie wyzbyć się jakiegokolwiek zmęczenia i to w ułamku sekundy. Coś — lub właściwie ktoś — ściągnęło go na ziemię, gdy mocne szarpnięcie i zimny chłód na nadgarstku zatrzymały go w połowie kroku, ciągnąc w tył. Zaskoczony nie od razu zrozumiał, co się działo i musiała minąć chwila, żeby wszystko poukładał sobie na miejscu. Łącznie z faktem, iż nie był w tej sytuacji sam. Zatopiony we własnych rozmyślaniach, całkowicie odpłynął, a kradzież była czymś bardziej surrealistycznym wobec jego nastawienia i stanu umysłu aniżeli spopielenie poprzez nazbytnie przybliżenie się gwiazdy słonecznej. Zauważył jednak własną różdżkę w palcach drugiej osoby, z którą łączyły go kajdanki, a po chwili także i twarz zbyt pewnego siebie złodzieja. - Kina Huxley - wymówił w końcu nazwisko czarownicy, doskonale pamiętając wspomnienia z nim związane. 

Słowa opuszczające jego usta były pełne oczywistości i tonu bardziej znudzonego, zmęczonego niż zaskoczonego. Stwierdzenie jakby oczywistości, którą okazała się ona sama. Chyba swój pierwszy i jedyny szok, który przeżył związany z osobą czarownicy, pozostał tamtejszego wieczora na ulicy, gdy zdała sobie finalnie sprawę, kogo próbowała złapać. I dlaczego... Na samą myśl coś nieprzyjemnego wykręciło mu żołądek. Nie dlatego, że gardził osobą, którą miał przed sobą, ale dlatego, że jej drogi zaprowadziły ją właśnie tam... Tam, gdzie nie powinno być nikogo. Nigdy. - Planujesz coś z tym zrobić? - spytał, patrząc na trzymaną w jej dłoni różdżkę. Nawet gdyby zniknęła, ulotniła się, Śpioszek prędzej czy później by ją znalazł.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Fontanna [odnośnik]29.05.22 21:01
Los lubił kpić sobie z ludzi trzynastego dnia miesiąca, ale choć nigdy nie była nad wyraz przesądna, nierozsądnie z jej strony, że nie wzięła pod uwagę najbardziej banalnych szans na pomyłkę. Ostatecznie, Jay zawsze był kujonem i rodzice zapewniali mu wszystko czego sobie zażyczył, więc ciężko oczekiwać po profesorze, by w Londynie nosił różdżkę na widoku jak baran i jej nie zabezpieczył. Tylko dlaczego miałaby oczekiwać, że okaże się baranem w zupełnie innym tego słowa znaczeniu?
Gdy chłód kajdanek szarpnął jej nadgarstkiem, nie syknęła. Po prawdzie w ogóle nie wydała żadnego dźwięku, zagryzła tylko język z niezadowoleniem i ponuro łypnęła na mężczyznę spod kaptura.
Rozpoznał ją, bo oczywiście, kurwa, że ją rozpoznał. Tacy jak on nie zapominali twarzy swoich największych koszmarów (a przynajmniej tak lubiła niegdyś myśleć). A już na pewno nie koszmarów, które potem - rzut przypadku - wylądowały na ulicy.
Ale już nie była ulicznicą i nie zamierzała się płoszyć ani wstydzić, więc dumnie zadarła brodę, tak jakby właśnie nie ściskała w palcach jego różdżki, jakby ich nadgarstki nie zostały upokarzająco zakute w jedne kajdanki.
- Różdżka ci wypadała - odpyskowała błyskawicznie, gdy tylko zadał pytanie. Niech go piorun trzaśnie, jeśli zamierzała teraz mówić prawdę. Tacy jak ona nie mówili prawdy. Była niewygodna i miała taką pozostać dopóki wykonywała zawód jaki wykonywała. - Masz szczęście, że natrafiłeś na takiego życzliwego przechodnia jak ja, Vane, nie żebyś zasługiwał. - Wciąż nie wypuszczała jego różdżki z palców, czekała aż ją rozkuje, podziękuje, poprosi; w tym momencie cudza różdżka była jej atutem a jego pechem. - To może teraz zdejmij te kajdanki, co, chojraku? Dobra klątwa, swoją drogą. Rozumiem, że wystarczy cię dotknąć? Nie znalazłeś innego sposobu na kobiety?
Jej język niejednokrotnie był bardziej cięty niż sobie tego życzyła. Kiedy coś wytrąciło ją z równowagi, nie przebiegało zgodnie z planem, jej słowa potrafiły ranić lepiej niż ukryty pod płaszczem sztylet. Czasami tego żałowała. Przez większość czasu nie.
Drugą ręką odrzuciła kaptur, bo właściwie jej akcja na tym terenie była już dziś spalona, przyciągali zbyt wiele uwagi tym cholernym patem, zresztą, niech na nią patrzy, skoro już chciał. Blada twarz była może starsza, bardziej woskowa, ale oczy skrywały dalej tyle samo bezsilnej złości, rozwiany włos kpił sobie z mody i gazet.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Real life's nasty. It's cruel. It doesn't care about heroes and happy endings and the way things should be. In real life bad things happen. People die. Fights are lost.

Evil often wins
Kina Huxley
Zawód : Najemniczka
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Wariatem jest,
kto liczy na łagodność wilka,
na zdrowie konia,
na miłość młodego chłopca
i na przysięgi nierządnicy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
whore
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11111-kina-huxley https://www.morsmordre.net/t11158-szczurolap#343501 https://www.morsmordre.net/t11157-nie-podobasz-mi-sie#343479 https://www.morsmordre.net/f418-borough-of-enfield-crimson-street-48-nora https://www.morsmordre.net/t11163-skrzynia-pod-lozkiem#343535 https://www.morsmordre.net/t11159-kina-huxley#343508
Re: Fontanna [odnośnik]08.06.22 15:02
« To smutne, że głupcy są tacy pewni siebie, a ludzie rozsądni tacy pełni wątpliwości »
Gdy sam był uczniem, nie postrzegał tego w sposób, w jaki widziała to Kina — okradania go jako faktycznego okradania. Bliżej przypisywał kolejne zapodziane zeszyty lub krawaty własnemu gapiostwu, przez co musiał tłumaczyć się skrzatom odpowiedzialnym za pranie, a które patrzyły na niego z wielkim powątpiewaniem. Jedynie z dobroci lub właściwie pożałowania znajdowały mu zagubione rzeczy. Pilnuj ich, paniczu, mówiły, jednak ewidentnie w ich spojrzeniach czaiło się, że jeszcze się spotkają. Wszak Vane nie był uczniem, który wyróżniał się przywiązaniem do ziemskich spraw — zbyt zapatrzony w niebo. Jego kotwicą była zawsze Roselyn — ze swoim szkockim akcentem, pesymistycznymi myślami i dłonią zawsze trzymającą przyjaciela za szatę, aby nie zapodział się w niebiańskich obłokach. Uważaj, jak chodzisz. Jadłeś coś? Możesz przestać pozwalać się okradać? Słuchasz mnie? Była w tym cudownie wytrwała. Obraz niziutkiej, ciemnowłosej gryfonki powodował wyraźne rozczulenie w profesorze. Dlaczego więc myślał o tym tak mało? Dlaczego nie wracał wspomnieniami tam, gdzie niewinność czaiła się kuluarach wojny? Czy byli silni, czy byli tak mocno nieświadomi wojny, która działa się w ich dzieciństwie? Dlaczego ona znów wracała? Czy Melanie, chłopcy, dzieci z ich pokolenia miały przeżywać jeszcze większy horror niż ich rodzice? Dlaczego? Jak bardzo nie podołali w starciu z rzeczywistością, że odbijało się to na ich dzieciach? Jak bardzo potraconym pokolenie byli?
Aktualnie patrząc na Kinę, widział ją również całością tych wspomnień — tych z okresu nastoletniego, jak i późniejszego. Zaskakującego. Wykręcającego nieprzyjemnie żołądek. Gdy zaczepiła go, dopiero po chwili rozumiejąc swój błąd, sprowadziło na profesora okrutną myśl. Że taki los, los ulicznicy, był bardziej realny, niż mógł przewidywać. Chodząc po świecie, wciąż pozostawał w bańce. Nawet twierdząc, iż był już lepiej zorientowany. Nie był. Wcale nie był. I Huxley mogłaby śmiało wyśmiać go prosto w twarz. Bo w końcu patrzenie na nią, oblało go lodowatym dreszczem strachu. Czy jego własne uczennice również lądowały w takiej sytuacji? Czy miał kiedyś spotkać znajomą twarz w brudzie bocznych alejek, przytłoczona grubym cielskiem? Tę samą, którą widział z wyjątkowym przejęciem oczekującą na przydzielenie do domów? Czy teraz wyrzucone z Hogwartu dziewczynki nie były gotowe na wszystko, aby przetrwać? Co robił, by tak się nie stało? Co mógł zrobić, by tak się nie działo? Wszak władza wcale nie zamierzała tego niszczyć. Kultywowała wręcz upadłość, podległość kobiety. Dla aktualnego społeczeństwa anatomicznie kobieta była tworem pośrednim pomiędzy mężczyzną a dzieckiem. Nie była człowiekiem... Była bezmyślną maszyną do spełniania zachcianek męskich i produkowania kolejnych przedstawicieli rasy panów. Dumnie podpisany Ramsey Mulciber... Na samo wspomnienie tego chorego artykułu w profesorze wrzało. Pamiętał twarz autora ze swojego sympozjum i pamiętał, obok kogo zajmował miejsce. Młody panicz Black, młodziutka szlachcianka, Sallow i nie kto inny jak sama Belvina. Czy współdzieliły tę koncepcję? Czy zdawały sobie sprawę, jak nisko je plasował? A może czuły bunt, lecz nie dostrzegały korelacji w fakcie wspierania takowego człowieka? A może czuły niezgodę, lecz nie miały siły na stawienie oporu? Tak bardzo nieświadomie wspierając słowa tego chorego człowieka...
To może teraz zdejmij te kajdanki, co, chojraku?
Nie. Nie zamierzał podejmować tej rozmowy czy właściwie pyskówki z czarownicą. Przypominało mu to bardziej spotkanie z Jamesem i jego dziecinne jeszcze postrzeganie rzeczywistości niźli natrafienie na dorosłego. Dorosłego, którego najwidoczniej ciężkie życie wcale nie nauczyło innego radzenia sobie z rzeczywistością; tylko poprzez kpinę. A Huxley przecież nie była głupia. Radziła sobie. Żyła. Utrzymywała na powierzchni egzystencji. Czy naprawdę nie chciała walczyć o więcej, czy tylko próbowała sobie wmówić, że tak właśnie chciała, by wyglądało jej życie? Że tyle starczało?
Nie znalazłeś innego sposobu na kobiety?
Kina zawsze wyglądała srogo. Ostre rysy twarzy, rozstaw oczu i wąskie usta upodabniały ją bliżej do szczupłego chłopca aniżeli do kobiecego obrysu.- Zaklęcie straci swoją moc dopiero przy wypowiedzeniu prawdy - odparł spokojnie, stawiając ją przed faktem dokonanym. W końcu sama doskonale zdawała sobie sprawę, iż nie mogła przed nim w tym momencie uciec. Nieważne jak zwinna była, nie mogła wygrać z masą stojącego naprzeciwko niej mężczyzny. Decyzję pozostawiał w całości jej samej.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Fontanna [odnośnik]28.06.22 19:47
Nie postrzegała łańcucha zdarzeń składającego się na jej trudne i pełne wyzwań życie przez pryzmat porażek lub sukcesów. Nie była zadufana w sobie, a może przede wszystkim nie miała już motywacji by walczyć z przeciwnościami, które okazywały się zbyt przytłaczające, by mogła znaleźć rozwiązanie warte wzięcia pod uwagę. Niektóre dzieciaki rodziły się pod szczęśliwymi gwiazdami, a Kina od zawsze miała pod górkę i nie wiedziała nawet jakby to było puścić się swobodnym biegiem w dół zbocza. Wszystko co miała pochodziło z pracy jej własnych rąk, jej krwi, potu i - jakkolwiek nie chciałaby tego przyznać - łez. Gdyby przyszło jej do tego wszystkiego użalać się nad utraconymi szansami, nie zebrałaby sił na przetrwanie. Wciąż żyła, była samodzielna, sprawna, to były same sukcesy - w czasach takich jak te nawet najszczęśliwsze kobiety z dobrych domów mogły zginąć tragicznie w przypadkowych zamieszkach, a ona była wyszkolona dawać sobie radę w środowisku przemocy i cierpienia. To dawało jej przewagę, powód do dumy.
Nie potrzebowała współczucia ani pomocnej ręki kogoś tak pompatycznego jak Vane. Jego wielkopańskiej łaski, profesorskiego zmysłu społecznej sprawiedliwości, dzięki któremu mógł wieczorami patrzeć na siebie w lustrze ze świadomością, że jest dobrym człowiekiem, bo kładzie kawałek chleba w brudnej łapie przypadkowej dziwki. Nienawidziła takich ludzi jak on. Nienawidziła ich przywilejów, łatwości, z jaką przychodziło im troszczyć się o innych, bo nigdy nie musieli naprawdę zatroszczyć się o siebie samych - ominęła ich ponura konieczność egoizmu.
Dlatego patrzyła na niego dzisiaj z taką kpiącą pogardą, jakby w jej świecie ich pozycje zostały odwrócone - jakby to on zasługiwał na jej litość, na westchnienie za jego głupią, głupią nieświadomością. Tylko tak mogła odbić piłeczkę i uciec przed bezradnością jaką w innej sytuacji wzbudziłoby jego poważne, pełne smutku spojrzenie.
- Merlinie, Vane, jesteś idiotą, mówił ci to ktoś? Pewnie nie - sarknęła, obnażając na krótki moment górne zęby, zła i sfrustrowana, że nie może po prostu wyszarpnąć ręki. Wiatr schwytał ciemne włosy, zarzucając Kinie grzywkę na czoło, ale ona nie próbowała jej odgarniać, utrzymując pewny chwyt na różdżce mężczyzny, a drugą trzymając w pogotowiu na pasku własnych spodni, na wypadek, gdyby musiała sięgnąć do futerału po sztylet. Nie sądziła, by do tego doszło, ktoś taki jak Jayden jej nie zaatakuje. Co najwyżej może przyjdzie jej spróbować odciąć mu dłoń i uciec razem z nią. - Kto normalny w czasie wojny rzuca takie zaklęcia? Gdyby cię związało z bandytą, gotowym wbić ci nóż pod żebra, też stałbyś tak i dyskutował z nim o prawdach i kłamstwach? - Uniosła sarkastycznie brew, prychnęła. - Ja powiedziałam co powiedziałam. Albo znajdziesz sposób na to, żeby mnie uwolnić albo złamię ci różdżkę - Rozluźniła palce, wypuszczając różdżkę Jaydena. Drewno z cichym stukotem uderzyło o bruk nim błyskawicznie przydeptała je butem. - To jak będzie?


Real life's nasty. It's cruel. It doesn't care about heroes and happy endings and the way things should be. In real life bad things happen. People die. Fights are lost.

Evil often wins
Kina Huxley
Zawód : Najemniczka
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Wariatem jest,
kto liczy na łagodność wilka,
na zdrowie konia,
na miłość młodego chłopca
i na przysięgi nierządnicy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
whore
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11111-kina-huxley https://www.morsmordre.net/t11158-szczurolap#343501 https://www.morsmordre.net/t11157-nie-podobasz-mi-sie#343479 https://www.morsmordre.net/f418-borough-of-enfield-crimson-street-48-nora https://www.morsmordre.net/t11163-skrzynia-pod-lozkiem#343535 https://www.morsmordre.net/t11159-kina-huxley#343508

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Fontanna
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach