Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kent, Dover; 13/07/1935
AutorWiadomość
Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]03.05.19 16:31
Trzynasty lipca 1935 roku był najszczęśliwszym dniem w życiu Mathieu. Anselme Rosier spoglądał na małżonkę, która karcącym wzrokiem sprzeciwiała się pomysłowi męża. Mathieu i Tristan byli jej zdaniem zdecydowanie zbyt mali, aby wybierać się wraz z nim do Rezerwatu Albionów Czarnookich. Mathieu marzył o zobaczeniu smoka, opowieści ojca były zawsze barwne i powodujące dreszcze ekscytacji. Nigdy jednak nie było mu dane zobaczyć je na własne oczy. Diane sprzeciwiała się temu, uznając, że widok smoków i przebywanie w ich pobliżu może być bardzo niebezpieczne, wszak Mathieu był jeszcze dzieckiem, a kobiecie zależało na jedynym synu bardziej niż na kimkolwiek innym. Anselme jednak robił co chciał, a nie mając już sił po raz kolejny odmawiać synowi postanowił zabrać go ze sobą do Rezerwatu. Mathieu uparł się, aby towarzyszył im Tristan. Rok starszy kuzyn był dla niego niczym brat, a młodszy chłopiec nie mógł przepuścić okazji przeżycia przygody bez niego.
Pogoda dopisywała, nie było zbyt gorąco, a słońce kryło się za niewielkimi chmurami, od czasu do czasu prażąc mocnej skórę. Anselme ostrzegł ich, że mają zachowywać się odpowiednio i słuchać poleceń, nie zbliżać się do głównej zbiegowiska, bo dzisiaj miał zostać przytransportowany jeden z nowych smoków. Mathieu był zbyt podekscytowany, aby słuchać ojca, potakiwał głową, choć nie do końca wiedział, na co się zgadza. Najważniejszym było dla niego to, że w końcu będzie mógł zobaczyć smoka na własne oczy, może nie podejść bliżej, siłą rzeczy pięcioletnie dziecko obawiała się tych niesamowitych istot. Co chwila spoglądał na Tristana, a kiedy byli już na miejscu, musieli iść tam, gdzie ojciec Mathieu im kazał. Być może już wtedy mężczyzna wiedział, że to jego ostatnie dłuższe spotkanie z synem, dlatego uległ i zabrał go do rezerwatu.
Obaj chłopcy zostali poinstruowani co mają robić, gdzie mają nie podchodzić, a jeden z pracowników miał mieć na nich oko. Ojciec musiał iść pomóc ze smokiem, więc Mathieu wraz z Tristanem mogli pozostać w roli biernych obserwatorów. Nie byli jeszcze zbyt wysocy, więc ich horyzont był zasadniczo ograniczone. Młodszy chłopiec spojrzał na pracownika, a później rzucił konspiracyjne spojrzenie kuzynkowi.
- Wiejemy? – spytał szeptem, przekręcając lekko głowę w bok. Jego czekoladowe oczy świeciły ekscytacją, tak bardzo chciał podejść bliżej. Nie mógł się opanować. – Biję o zakład, że nawet nie zauważy, że nas nie ma. – dodał jeszcze. Brak mu było pokory, nie lubił słuchać innych, działał tak, jak podpowiadała mu natura, a teraz… chęć przeżycia przygody była silniejsza od czegokolwiek innego.
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]05.05.19 15:25
Ze znudzeniem przyglądał się musze odbijającej się od szyby okna wychodzącego na różany ogród, gdy jedna z piastunek, przekazawszy mu dyspozycje ojca, dbała o jego strój. Dla postronnych mógł wyglądać absurdalnie w kontekście młodego wieku Tristana, dzieci powinny mieć czas na pozostanie dziećmi  - jednak nie wszyscy czarodzieje zasługiwali na ten przywilej. Na stopach błyszczały czarne lakierowane buciki, eleganckie skarpety przysłaniały nagie łydki, a kolana odsłaniały krótkie czarne spodenki. Koszulę - też  o krótkim rękawku, lecz wyjątkowo rozległym kołnierzu - białej barwy spinał pod szyją kontrastowo czarny fular, który właśnie kończyła wiązać piastunka; ostatnim ruchem zapinając na nim złotą broszę róży zdobiącej ich herb. Bardziej formalne elementy stroju szczęśliwie okazały się zbędne - wizyta w rezerwacie nie miała mieć charakteru formalnego, miał jedynie towarzyszyć wujowi, który wraz z Mathieu mieli udać się na miejsce. Razem z nim. Nie oponował, dotąd był w rezerwacie tylko raz: a piękno mieszkających tam smoków chwyciło go za serce, wizja pojawienia się tam po raz drugi wzbudzała ekscytację, za którą już zdążył zostać zganiony - miał zachowywać się jak mały lord, nie dziecię lasu. Naprawdę trudno było utrzymać powagę na twarzy, kiedy wokół tyle się działo i miało się tylko sześć lat, ale nie śmiałby się sprzeciwić ojcu. Najważniejsze były dzisiaj smoki. Zastanawiał się, czy rasem z Mathiew mogliby na nich polatać. Przecież to były ich smoki: posłuszne ich krwi, od wieków hodowane właśnie przez nich. Na terenie dworów znajdowały się doskonale wytresowane psy i bardzo dobrze ułożone konie, smoki musiały zachowywać się względem nich podobnie, choć były znacznie większe, silniejsze i o wiele bardziej imponujące. Gotowy do drogi, został odprowadzony pod opiekę wuja. Skłonił się przed nim formalnie, nim odnalazł wzrok Mathiew - wzbudzający na jego twarzy łobuzerski uśmiech. Zniknął jednak równie szybko, jak szybko się pojawił, gdy pojawiły się kolejne zakazy, nakazy i reprymendy, tak nieodłączne rzeczywistości dziecięcego świata młodych arystokratów. Kiedy będę dorosły, będę mógł robić wszystko, co będę chciał, powtarzał w takich chwilach często, nie zdając sobie sprawy z tego, jak daleko od prawdy leżało to stwierdzenie.
Kiedy zostali już sami w przeszklonym obserwatorium, a pilnujący ich pracownik najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji i zaczytał się w lekturze Proroka Codziennego, Tristan wpierw wdrapał się na okno, przyklejając się dłonią do szyby i przyglądając się gęstym ogrodom. Gdzieś w oddali podniósł się tłum, rozległ się smoczy ryk - akcja się rozpoczęła, ale stąd nie było nic widać. Wysocy czarodzieje wszystko zasłaniali, poza tym, stali zwyczajnie zbyt daleko. Szept ciotecznego brata dotarł do jego uszu jak podszept samego diabła, a on potrzebował chwili, żeby przemyśleć za i przeciw. Widok - a raczej brak widoku - na smoka był trochę rozczarowujący i już w kilka chwil obserwatorium zrobiło się zwyczajnie nudne, a za nudą nie przepadał od pierwszych chwil swojego życia.
- Do ogrodu? - dopytał szeptem, oglądając się przez ramię wpierw na drzwi, które pozostały uchylone po wuju, potem na czarodzieja zaczytanego w gazecie. - To potrwa, zanim wuj wróci. Musimy zdążyć przed nim. - Nie wyobrażał sobie nawet, jakie konsekwencje mogły ich czekać, gdyby zostali przyłapani, ale przecież jak każdy kilkulatek byli bez wątpienia z pewnością dość sprytni, by przechytrzyć dorosłych. Wyciągnął lekko dłoń, zaciskając ją na ramieniu kuzyna i pociągnął go w dół, bezszelestnie, zwinnie zeskakując z okna w dół - kocim dziecięcym ruchem przemykając blisko ziemi ku lekko odchylonym drzwiom wychodzącym na ogrody rezerwatu. - Poszukajmy Ancalagona - zaproponował, przemykając się przez drzwi; nie, nie znał smoków z imienia, nie żadnego z nich nie widział też dotąd z bliska, ale już uczył się na pamięć historii tego miejsca. - To najstarszy i największy smok tutaj - wyjaśnił młodszemu kuzynowi, mógł tego nie wiedzieć, Tristan uczył się tego dopiero od niedawna - Jest też najmądrzejszy. Opowie nam historie, których nie pamięta już nawet dziadek.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kent, Dover; 13/07/1935 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]05.05.19 20:35
Zachowanie wszelkich zasad szlacheckiej etykiety nie należało do zakresu zainteresowań pięcioletniego dziecka. Mathieu nie należał do najgrzeczniejszych, wiercił się, kiedy służba próbowała odziać go w wymyślne stroje. Nigdy nie potrafił zrozumieć po co mu „to coś” uwiązane do szyi, ani dlaczego ma się zachować tak, a nie inaczej. Ojciec pobłażał synowi, w końcu był jego jedynym potomkiem, stąd rozpuszczenie i rozbestwienie Mathieu, któremu wydawało się, że wszystko może. Częściej od ojca słyszał „to tylko dziecko”, niż od własnej matki, która wprowadzała kategoryczne zakazy, wymyślne ubiory i inne, niepotrzebne zdaniem pięciolatka udziwnienia. Dwór był mu bliski, w końcu wychowywał się na takowym i miał z nim styczność od samych narodzin, wiele rzeczy jednak było dla niego pojętych i bezsensownych. Nauka odpowiedniego wysławiania się? Pięciolatek powinien się bawić i korzystać z uroków życia, zamiast skupiać się na nabywaniu nudnych umiejętności. Tak, przez większość czasu czarnowłosy chłopiec był znudzony i dokazywał, a psoty były jego ulubionym zajęciem. Ojciec przecież nie będzie się gniewał, wszak jego syn był jeszcze tylko dzieckiem. Mathieu wykorzystywał to brutalnie, w każdej możliwej sytuacji, a jeśli coś szło nie po jego myśli, szklące się, czekoladowe oczęta załatwiały całą sprawę. Tristan był rozsądniejszy od niego, choć na pewno również nie w smak było mu dopełnianie tych wszystkich zaleceń.
Pracownik najwyraźniej nie docenił swoich przeciwników, bo właśnie tak można nazwać dwóch chłopców żądnych przygód. Nie zainteresował się tym, co wyprawiają, skupiając się całkowicie na gazecie. Jego błąd, Mathieu i Tristan potrafili wiele, choć byli w młodym wieku. Przecież to nie oni będą mieli przechlapane tylko pracownik, który miał ich pilnować… Mieli przeżyć tu przygodę, takie zamiar miał Mathieu, stąd wyraźny zawód, kiedy okazało się, że Obserwatorium będzie ich klatką. On chciał być wolne jak te smoki, móc wzbić się w powietrze i frunąć ku niebu. Wielokrotnie marzył o tym, by latać na smoku, to musiało być niesamowite doświadczenie, o którym ojciec nie chciał nigdy powiedzieć. Pewnie uważał, że to zbyt niebezpieczne dla małego chłopca.
- Zdążymy. – odparł konspiracyjnym tonem, a oczy aż zaświeciły mu się na samą myśl, że Tristan tak jak on, chciał przeżyć tu przygodę większą, od obserwowania krzaków w okien Obserwatorium. To nudne zajęcie i choć istniał cień szansy na to, że smok wzbije się ponad korony drzew… To nie było dla nich dostatecznie interesujące. Mathieu chciał więcej, pragnął doznać tego intensywniej, a to wiązało się ze złamaniem kilku zasad. No trudno. Kto nie ryzykuje ten nie ma. Wyślizgnął się przez drzwi za Tristanem, zadowolony z faktu, że pracownik nawet nie zareagował na ich ruchy. Teraz musieli się tylko pospieszyć.
- Mówisz? Musi być naprawdę wspaniały. – powiedział rozmarzonym głosikiem, chwytając się poręczy, żeby sprawniej znaleźć się na dole kilku stopni. Spojrzał na Tristana. – Ciebie uczą fajnych rzeczy, a mnie tylko jakiejś nudy… – dodał jeszcze z ciężkim westchnięciem. Kuzyn wiedział coś o smokach, miał pojęcie jak się nazywają, ile mogą mieć lat. On tylko słuchał historii ojca, ale ten na razie nie chciał zagłębiać go w historię smoków i dzielić się informacjami na ich temat. Mathieu był trochę tym zawiedziony, ale wiedział, że pewnego dnia ojciec wprowadzi go w ten świat na poważnie. Tyle, że pięciolatek chciał to mieć już teraz, w tym momencie, a nie czekać kolejne długie miesiące.
- To gdzie powinniśmy iść? – spytał, zatrzymując się przy samej ścianie. Czuł się jeszcze bardziej podekscytowany faktem, że robią coś niezgodnie z zasadami. Dla niego to już był kawał dobrej roboty. – No i powinniśmy się pospieszyć, bo jeszcze przypadkiem tamten zorientuje się, że nas nie ma. – dodał. Musieli szybko zniknąć z pola widzenia, żeby przypadkiem pracownik ich nie przyłapał.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]14.05.19 21:00
Mathieu miał luźniej; nie wymagano od niego tak mocno jak od Tristana dochowania konwenansów, były mu nie w smak nie mniej, co zresztą dało wyraz wiele lat później, gdy opuścił rodzinny dom i wyjechał na nauki do Francji, ale teraz strach przed ojcowską ręką, przed karą, przed zawodem malowanym w oczach rodzicieli, grał w tej materii pierwsze skrzypce. Próbował się buntować - naturalnie, że tak - ale pierworodny syn, najstarszy ze swojego pokolenia, miał przed sobą wytyczoną ścieżkę, z której nie mógł zboczyć, jego ojciec nie był czuły ani na duże oczy ani na skruszone przeprosiny - nie jego, bo wobec córek stosowana dyscyplina była zdecydowanie mniej surowa. Wymagano od niego odpowiedzialności - za siebie i swoje trzy młodsze siostry. I nikt nigdy nie pytał go, czy tej odpowiedzialności pragnął. Dziś, kiedy stał przed pół otwartymi drzwiami prowadzącymi na ogród oraz przed chowanym luźniejszym obyczajem Mathieu, zwyczajnie nie myślał o konsekwencjach - z pewnością surowych, od nieposłuszeństwa pierworodnego gorsza mogła być wyłącznie jego utrata. Nie zdawał sobie wcale sprawy z tego, że opuszczając bezpieczne obserwatorium, naraża się na śmierć. Siebie i kuzyna - czy nie był od niego młodszy? To pracownik nie dopilnował swojego obowiązku, ale on był tylko czarodziejem, jakich wielu: a Tristan i Mathieu dziedzicami potężnego rodu, znacznie potężniejszymi czarodziejami, niż przeciętni gorzej urodzeni, byli predysponowani do czynów znaczących i wielkich. Oczekiwano od nich więcej - ale ta lekcja miała o tym tylko przypomnieć. Teraz wystarczyło mu zapewnienie z ust ciotecznego brata, że zdążą wrócić tutaj przed stryjem, a jeśli zdążą, to nikt się nie dowie i nikt nie wyciągnie konsekwencji. To nie mogło być wcale takie trudne, przecież krew Rosierów w naturalny sposób powinna poprowadzić ich przez ogrody. To były ich ogrody.
- Jest wspaniały - widział jego rycinę, nic poza tym, ale już na rycinie widać było jego imponujące ciało. - Wygląda jak smoczy król. - Majestatyczny - to było odpowiednie słowo, ale zbyt trudne do wypowiedzenia dla dziecka. - Myślisz, że nam się pokłoni? - dodał po chwili z zastanowieniem, smoki służyły tutaj im - były ich - z pewnością szanowały ich pozycję, nawet te, które same były na pozycji najwyższej. Dopiero poznawał hierarchię i strukturę, dopiero co dowiadywał się, co znaczył jego tytuł, dopiero co zgłębiał się w historię swoich dumnych przodków. Ale już wiedział, że był potomkiem wielkich ludzi i władał Kentem, bo była jego ziemią. A smoki - żyły właśnie na tej ziemi. Nie powinien o to pytać na głos, dumny lord by nie zapytał, zganił się myślą. Tylko nakazał, stojąc już przed samym smokiem.
- Bo jestem już dorosły - wyjaśnił, jakby była to rzecz oczywista, dla kilkulatka była. Robił przecież już całkiem sporo dorosłych rzeczy. Na przykład, uczył się o smokach. Rok czasu to niewiele, tyle było między nimi różnicy - ale czas jest pojęciem względnym i postrzega się go inaczej, gdy rok jest aż jedną szóstą całego minionego życia. - Ale przez to uczę się jeszcze więcej nudnych rzeczy - dodał zaraz, im był starszy, tym nauki było więcej, z roku na rok godziny jego czasu wypełniały się kolejnymi zbędnymi czynnościami - a czas na zabawę kurczył się niebezpiecznie. Każdy wolałby gonić patykiem żaby, niż uczyć się francuskiego - i zdarzało mu się wymykać z lekcji w tym celu. - Pan Dubois jest beznadziejny - skrzywił się lekko na wspomnienie nowego guwernera - specjalizującego się właśnie w języku francuskim. - I wygląda jak żaba - Nie wyglądał. Ale czasem go sobie wyobrażał, kiedy łapał żaby.
Nie spodziewał się pytania, które zadał kuzyn, choć najpewniej proponując wycieczkę do leża starego smoka powinien znać na nie odpowiedź. Ta nadeszła szybko.
- To proste - odparł - trzeba zamknąć oczy - zamknął i on - okręcić się w koło i policzyć do pięciu. Krew sama znajdzie krew smoka - kiedy okręcił się pięciokrotnie, upadł, bo zakręciło mu się w głowie - otworzywszy oczy ujrzał ścieżkę. - Tędy! - zawołał z przekonaniem, w rozemocjonowaniu chwytając dłoń kuzyna - by pognać ścieżką przed siebie; krajobraz chaszczy wnet zamienił się na pustą równinę urwaną nadmorskim klifem. Słony wiatr mierzwił włosy, a wokół - nie było widać żywej duszy. Trochę się bał. Ale wydawało mu się, że mógłby polubić strach. Jego oczy były otwarte szeroko, kiedy rozglądał się wokół - tak po okolicy, jak i zachodzącym chmurami niebie. - Ancalagonie Stary! - wywołał władczo, stanąwszy pośrodku; przydomek nadał mu sam, dźwięczał echem odbitym od jednych z dawnych opowieści. - Nakazuję ci się objawić!



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kent, Dover; 13/07/1935 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]22.05.19 23:31
Ojciec Mathieu był młodszy od ojca Tristana, miał luźniejsze podejście, dlatego też Mat miał lepiej, lżej z pewnością. Od Tristana wymagano, od najmłodszych lat przygotowywany do pełnienia tej jednej, najważniejszej roli. Mając pięć lat Mathieu nie zastanawiał się, co by było, gdyby jego kuzynowi coś się przydarzyło i to jemu przyszłoby pełnić tą rolę i stanąć w przyszłości na czele rodu. Przecież mieli po kilka lat, a kilkuletnie dzieci nie umierają. Jego ojciec najwyraźniej również nie przewidywał takiej sytuacji, wszak byli Rosierami i byle, co nie było w stanie pozbyć się ich z tej ziemi. Podejście jego ojca było jednym, podejście matki, zupełnie inną kwestią. Mathieu był jeszcze zbyt mały, żeby mieszać się w świat dorosłych, ale szczerze współczuł kuzynowi tego, że obrywa, jego zdaniem za nic. On na pewno nie traktowałby w ten sposób swojego potomka, ale właściwie… co o tym mógł wiedzieć pięciolatek? Nic.
To nie ich wina, że pokusa była zbyt silna, a oni byli tylko dziećmi. To wina osoby, której zalecono pilnowanie dwóch młodych chłopców, dziedziców potężnego rodu, który nie docenił ich wrodzonego talentu, umiejętności i możliwości tych dzieci. Będzie miał przechlapane. Ojciec Mathieu wziął ich tu na swoją odpowiedzialność i powierzył opiekę nad nimi komuś, komu ufał, jak widać nieodpowiedzialnemu. Obaj gonieni pragnieniem i silną potrzebą zaznania czegoś nowego, pognali w głąb Rezerwatu, aż na kredowe klify. Zdążą, szkoda, że dziecko w tym wieku miało średnie poczucie czasu.
- A smoki się kłaniają? – spytał, z zamyślonym wyrazem twarzy. Niewiele wiedział o smokach, a jego dziecięcy umysł zwyczajnie nie był w stanie tego ogarnąć. Ojciec opowiadał mu historie, a on słuchał z zaciekawieniem, ogromnymi oczętami, zafascynowany tym, co przekazywał mu rodzic. Poza tym nie wiedział nic więcej, sądził jednak, że jego kuzyn będzie wiedział więcej, bo jak sam wspomniał, już edukował się w tym temacie. Mathieu podziwiał Tristana, był rok starszy, miał o jeden rok więcej doświadczenia w życiu. Zwyczajnie był jego wzorem do naśladowania, co jest dość naturalnym zjawiskiem, wszak byli w podobnym wieku, a różnice pokoleniowe między nimi, a ich rodzicami były widoczne gołym okiem.
Naukę zaczynali dość wcześniej. Jemu również zaczynano dawkować odpowiednią wiedzę, co uważał za nudne. Zabawa była fajniejsza, lepsza, a nie słuchanie głupich wywodów. Mat często był ganiany za przewracanie oczami, ale to nie jego wina, że przekazywali mu nudne informacje, które uznawał za niepotrzebne. Coś, co nie leżało w kręgu zainteresowań pięciolatka, było zwyczajnie głupie. – No trochę wygląda. – stwierdził po głębszym namyśle.
Wysłuchał porad kuzyna, który przecież doskonale wiedział co robi, w końcu był już dorosły! Z zamyśleniem obserwował go i sam powielił jego działania, o mało co nie wywracając się na ziemię. Może właśnie o to w tym chodziło? Dorosłym ludziom też zdarzało się czasem okręcać wokół własnej osi! Jeszcze wtedy tego nie rozumiał. Potem było prosto, dał się poprowadzić! Tristan na pewno miał rację i droga wskazana przez krew była jedyną właściwą, którą musieli podjąć. Biegł ile sił w nogach, aby dorównać mu kroku.
Wiatr uderzył w jego twarz, niosąc za sobą tak wiele zapachów, rozwiewając ciemną burzę włosów na jego małej głowie. Krajobraz piękny, zachwycający, a oni byli Lordami tego miejsca. Nigdy wcześniej nie był tutaj, a może był, a nawet nie pamięta? W snach latał smokiem nad kredowymi klifami. To jego marzenie, które zawsze chciał spełnić. Stanął kawałek za Tristanem, ten przecież doskonale wiedział co robi! Krew… Krew była kluczem w tym wszystkim.
- Myślisz, że Cię usłyszał? – spytał cicho, nie będąc pewien czy nawoływanie Tristana zadziałało. Dźwięk wiatru przerwał inny, bardziej donośny, ojciec opowiadał mu, że ruch skrzydeł smoka jest łatwo rozpoznać. Czy właśnie nadlatywał Ancalagon, wezwany przez jego kuzyna? Mathieu rozejrzał się uważnie, a oczy aż świeciły mu z ekscytacji. Kawałek od nich i to spory przeleciał Albion, ruchem skrzydeł wzbudzając tumany kurzu koło nich. Młodszy chłopiec zachwiał się, czując narastający strach. – To on? – spytał, uwieszając się rękawa kuzyna. Smok jednak nie wyglądał na zainteresowanego ich małymi osobami.




Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]05.06.19 1:24
Zatrzymał się, zadumawszy nad pytaniem Mathieu; wychowany w blichtrze a nade wszystkim usilnym przekonaniu że kłaniać powinni mu się wszyscy, nigdy nie zastanawiał się nad tym, czy każdy ukłonić się właściwie potrafi. Smoki jednak należały do nich, a zatem były ich poddanymi tak jak cała ludność Kentu: to oczywiste, że musiały musieć umieć się kłaniać. On już przeszedł naukę kłaniania - smoki pewnie mają podobną.
- Oczywiście, że tak - odpowiedział zatem w końcu, po dłuższej chwili zamyślenia, mając nadzieję, że Mathieu tego zamyślenia nie dostrzegł. Był przecież już prawie dorosły - i powinien wiedzieć wszystko jak dorośli, nie powinien się wahać. A ojciec zawsze mówił, że wahania nie można po sobie pokazywać, cokolwiek miał właściwie na myśli. Jeszcze nie do końca to rozumiał. - Ale tylko nam - uzupełnił z przekonaniem, bo przecież smok był stworzeniem bardzo dumnym: nie kłaniał się byle komu. Kłaniał się Rosierom, swoim władcom, innych zjadał na śniadanie. W końcu był smokiem. Tristan pobierał już nauki - ale fakty mieszały się z dziecięcą fantazją, uczył się podstaw, z których przynajmniej część wciąż była na tyle abstrakcyjna, że wcale nie zrozumiała. To przekonanie jednak jakoś zelżało, gdy uderzył ich wicher - już nie bijący od morza, a od smoczych skrzydeł; ogromny smok przemierzał przestworza nad wodą, jego kredowe skrzydła skrzyły się bielą w świetle promieni słonecznych, a sam lot był piękny - harmonijny, niemal melodyjny, pełen gracji tak dziwnego przy stworzeniu tak wielkim i potężnym. Zapatrzył się na niego, wciąż oddalonego, jak zahipnotyzowany, pełen podziwu dla jego majestatu. Nie znał tego słowa, ale gdyby ktoś kazał mu opisać tę chwilę, zapewne wskazałby je jako właściwe - smoki miały w sobie coś królewskiego, nie bez powodu, one przecież były królewskie. Zarzucił łbem, wydając z siebie krzyk - a Tristan przełknął ślinę, tracąc pewność siebie. Tak naprawdę wcale nie wiedział, czy smok go usłucha. Wyglądał na niezbyt zainteresowanego. Tak naprawdę nie potrafił rozpoznać najstarszego smoka - urosło w nim jednak wewnętrzne przekonanie, że naprawdę miał przed sobą Ancalegona. Przysłonił twarz drobną dłonią, gdy smok przeleciał bliżej klifu, wzniecając wiatr i kurz; musiał być odważny - za plecami miał kuzyna uwieszonego jego rękawa. I był za niego odpowiedzialny.
- To musi być on - stwierdził z przekonaniem, pewien, że rzeczywiście przybył na jego wezwanie. Tak naprawdę smok był mniejszy i bardzo młody, niekoniecznie przez to mniej niebezpieczny dla dzieci, ale z pewnością - prostszy do okiełznania dla dorosłych. Obejrzał się na kuzyna, niemo szukając u niego odpowiedzi na niewypowiedziane pytanie: co dalej? Nie przyszli tutaj przecież stać i patrzeć, czy mogli spróbować go dosiąść? - Chodź - szepnął, chwiejnym krokiem prąc na przód: skoro postawili już pierwszy krok, powinni postawić również drogi. Być może smok pozwoli im się dosiąść. - Ancalegonie Stary! - zawołał tak władczo, jak władczy może być kilkulatek. - Nakazuję ci się zbliżyć! - Trudno stwierdzić, czy to porwany wiatrem głos dziecka, czy raczej bystre oko gada, ale smok skierował łeb w stronę dzieci - i zatoczył koło na niebie, nie odejmując od nich spojrzenia. Jego ogon wił się jak wąż, paszcza kłapnęła i - nagle - smok zapikował w kierunku dzieci.
Tristan otworzył szerzej oczy, poczuł przeszywający chłód, a jego serce uderzyło mocniej. Rozchylił usta, choć nie zdążył krzyknąć.

Magia dzieci ratuje je z opresji, niechaj uratuje i nas:

1. Magia teleportuje nas pod nogi wściekłego wuja, który zdążył się już zorientować, że nawialiśmy;
2. Gałęzie drzew błyskawicznie utworzyły schron, który oddzielił nas od smoczych szponów;
3. Wiedzeni dziwnym poczuciem, że coś się dzieje smokologowie z rezerwatu pojawili się w pobliżu i unieszkodliwili smoka;
4. Smoka zaatakował drugi smok i ściągnął jego uwagę;
5. Smok nas zignorował, odbił w górę i poleciał ponad lasem dalej;
6. Nasze przerażenie tworzy niewidzialną barierę, o którą smok uderza i zmyka.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kent, Dover; 13/07/1935 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]05.06.19 1:24
The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 4
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kent, Dover; 13/07/1935 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]11.06.19 23:34
Mathieu był ciekawy świata, wyraźnie zaintrygowany smokami i tym, co się z nimi dzieje. Kiedy Tristan odpowiedział na jego pytanie, młodszy chłopiec pokiwał głowę i pacnął się lekko w czoło. To przecież oczywiste. Oni byli panami na tej ziemi, więc każda istota krocząca po tych terenach winna oddawać im pokłon – bez znaczenia czy był to zając, lis czy smok. W tym momencie wydawało mu się, że zapytał o najbardziej oczywistą rzecz pod słońcem i takie pytanie z ust młodego lorda nie powinno paść. Tristan wiedział o czym mówi, był przecież prawie dorosły i na pewno bardziej uświadomiony od swojego młodszego kuzyna. Dlatego Mathieu tak bardzo mu ufał.
- Masz rację. – pokiwał głową potwierdzająco. Smoki i inni kłaniali się tylko i wyłącznie im. Nikt inny nie był tu panem i nie mógł sobie rościć do tego praw. Jednym się należał szacunek i należne ukłony, a innym nie. Właśnie w takim przeświadczeniu ich wychowywano. A może to dziecięcy umysł rozumiał to właśnie w ten sposób.
Ryk smoka sprawił, że Mathieu został wbity w ziemię. Mięśnie jego drobnego ciała spięły się, a on przełknął gorzko ślinę. Smok był potężny, majestatyczny, ogromny… Mógłby pożreć ich jednym klapnięciem silnej szczęki, zaopatrzonej w jeszcze większe zębiska. Jego kuzyn jednak wyglądał na wyjątkowo pewnego siebie, wiedział co robi i na pewno miał rację, Mathieu nie śmiałby podważać jego słów i działań! Zawsze był dla niego autorytetem, chciał osiągnąć w przyszłości tak wiele jak jego brat.
Ruch smoczych skrzydeł wzbijał w powietrze tumany kurzu, a młodszy chłopiec odczuwał dość intensywnie każdy podmuch wiatru. Był bardzo szczupłym dzieckiem, nic więc dziwnego, że odczuwał to właśnie w ten sposób. Ekscytacja narastała, szczególnie widząc jak Tristan pewnie podchodzi do kwestii okiełznania smoka. Może i ten wyglądał na niezainteresowanego, ale przecież musiał ich słuchać. Mathieu pomyślał, że tak stary, wiekowy smok może niedosłyszeć, dlatego nie od razu zareagował na ich wezwanie.
- Może nie słyszy tak dobrze… – zasugerował cichym głosem. Jego przemyślenia mogłyby okazać się słuszne, ale on nawet nie wiedział czy smoki głuchną na starość! Mając tak nikłe pojęcie o tych imponujących istotach, starał się wszystko brać na logikę. Skoro większość ludzi na starość traciła słuch, być może ze smokami było podobnie.
Nawoływanie zadziałało, a smok zaczął na nich pikować. Mathieu zacisnął mocniej powieki, czując jak jego ciało paraliżuje strach. Nie miał pewności czy ich intencje zostały poprawnie odebrane, ale smok nie wyglądał jakby planował się przed nimi zatrzymywać, a tym bardziej pokłonić. Czekał na uderzenie, upadek, cokolwiek… Jednak to nie miało miejsca. Zamiast tego usłyszeli kolejny ryk i spore tąpnięcie. W powietrzu nad nimi wisiały teraz dwa potężne smoki, które zaczęły ze sobą walczyć. Mathieu otworzył oczy szeroko, był zdziwiony całym zajściem…
- Chyba walczą o to, który pierwszy ma się pokłonić… Wspaniale. – powiedział z entuzjazmem, a cały strach przyćmiła adrenalina rozchodząca się po tym małym ciele. Tristan na pewno był tego samego zdania, skoro dwa smoki podjęły się walki, musiały toczyć bój o to, który pierwszy pokłoni się swym panom. – Oby Ancalegon wygrał… – dodał jeszcze, nie spuszczając wzroku z tych pięknych istot.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]17.06.19 1:35
Cofnął się z przerażeniem, aż wpadł na Mathieu - nie obejrzał się jednak na niego, koncentrując spojrzenie na dwóch pięknych smokach. Przerażających jak nic, co dotąd widział, wyglądały nie jak żywe istoty, a jak potężne żywioły, silniejsze od pożaru, tornada lub burzy, które starły się ze sobą w równie przerażającym tańcu - ale wciąż pięknych. Wpatrywał się w smoczą paszczę, która zaciskała się na szyi drugiego smoka, obryzgując pobliską trawę krwią. Czerwoną - co ciekawe, bo niekiedy zastanawiało go, czy smoki również mają krew błękitną. Trzepot ich skrzydeł wzniecał falę wiatru, ale to ryki wywoływały najsilniejsze dreszcze. Zaczepione o siebie pazury szarpały smoki na boki, w przód i w tył, aż w końcu porwały je w upiorny wir napędzany nieskończoną siłą potężnych stworzeń. Domniemany Ancalegon nie zwrócił na nich większej uwagi, zajęty napastnikiem poświęcił mu się w pełni; płomień wybił się w powietrze, między chmury, malowniczym welonem zlewając się z nadmorskim wiatrem. Jak żywioł był potężny - i jak żywioł piękny. Niepojęty, niepowstrzymany i wyjątkowy. Uniósł dłonie, by osłonić twarz przed wznieconymi tabunami kurzu, ale niewiele to dało - prędko zaniósł się kaszlem, którego nie potrafił powstrzymać. Bał się. Bał się jak nigdy w życiu. I jeszcze nie wiedział, że w gruncie rzeczy polubi strach, że kiedyś - znudzonemu życiem będzie mu strachu brakowało.
- N-na pewno n-nie słyszał - zapewnił brata, ratując resztki honoru, smok tak naprawdę miał go w nosie, a sam Tristan zdawał się to dostrzegać. Gdyby było inaczej, nie pikowałby w ich stronę z taką determinacją. I był przekonany, że w oczach tego smoka iskrzyło wtedy coś równie przerażającego, co za moment zaiskrzy w oczach jego ojca; być może to był pomysł Mathieu, by opuścić obserwatorium, ale ostatecznie to on przywołał Ancalegona. Ojcu się to nie spodoba. Był za niego odpowiedzialny. Za siebie też. Za wszystko właściwie, a przecież miał dopiero sześć lat, to nie było sprawiedliwe. Ostrożnie rozejrzał się wokół, przydałby się dorosły, żeby odnaleźć drogę powrotną. Powinni już wracać. I zdecydowanie nie powinni rozdrażnić po drodze większej ilości smoków.
- A co jeśli... chciał go ukarać? Widziałeś to, Mathieu? Pikował prosto na nas - drugi ze smoków go powstrzymał. Smoczej krwi nie oszukasz, tak dławi się bunt. Krwawo! - Jak bunty goblinów, guwerner zawsze powtarzał, że z goblinami można było postępować tylko krwawo. Co prawda goblinowi było daleko do smoków, ale w kwestii buntów ogólnie się zgadzało. W to akurat wierzył szczerze, wierzył, że drugi ze smoków przybył im na ratunek, powstrzymując pierwszego z nich choćby kosztem własnego życia. Taki los lordów - umierano za nich na wojnach. Był też z tego trochę dumny, w końcu wielki Ancalegon popełnił kardynalny błąd, zadzierając z nimi, jednak nie dość pewien swojego, by zażądać od drugiego ze smoków dalszych przysług. Nawet nie znał jego imienia. Adrenalina burzyła krew, zmuszała do działania i nie pozwalała stać dłużej bezczynnie.
- Mathieu - zwrócił się do brata, wciąż nie oglądając się na niego: wpatrując się w dwie piękne i potężne bestie ścierające się pod błękitnym słonecznym niebem. Ich łuski lśniły jak krople rosy, oczy przypominały czarne onyksy rzucone w blask słońca. Mówił szeptem, choć żaden ze smoków nie zwracał na nich uwagi. - Musimy znaleźć twojego tatę. Szybko... - Przełknął ślinę, uzmysłowiając sobie, że był tutaj tylko ze stryjem - gniewu dalszej rodziny bał się chyba jeszcze mocniej. Ojciec będzie dodatkowo zły, że przyniósł mu wstyd. - Zanim... zanim się zorientuje, że nas nie ma...



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kent, Dover; 13/07/1935 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]17.06.19 11:34
Najwyraźniej młodszy z Rosierów od dziecka wykazywał problemy z umysłem, bo choć strach rozbiegł się po jego żyłach z prędkością światła, to był całym zdarzeniem zafascynowany. Trzeba przyznać, że miał ku temu wyraźne powody. Ile dzieciaków w ich wieku miało okazję oglądać dwa walczące ze sobą smoki? Zapewne niewiele, właściwie to pewnie żaden. Dla niego to coś niesamowitego, pięknego… Podziwiał te smoki. Wyraźnie to widać było w jego spojrzeniu, czekoladowe tęczówki lśniły z podekscytowania. Tristan zaczął kaszleć, Mathieu zapewne też, ale w porę zamknął usta, wcześniej rozdziawione w solidnym zdziwieniu. Na jego nieszczęście kurz osiadł w jego nosie, a kiedy chciał się odezwać poczuł ten dziwne posmak w ustach i również odkaszlnął, kilkukrotnie.
Smoki walczyły zajadle, Tristan miał rację, na pewno jeden z nich zbuntował się przeciwko panom. Chciał ich zaatakować, był zainteresowany, pikował prosto na nich. Dopiero teraz do dziecięcego mózgu docierało, że byli krok od tragedii. Wziął głęboki oddech, wciąż czując lekko duszące uczucie wywołane kurzem. To co zrobili, było skrajnie głupie i bezmyślne. Nie mieli możliwości bronić się przed potęgą tych istot, magia dziecięca, którą mieli w sobie mogła ich uchronić, a teraz… Smocza krew spłynęła po klifach, gdy jeden rozorał bok drugiego. W tym wszystkim Mathieu i Tristan nawet nie zauważyli, że zrosiła również ich twarze.
- Musimy… – odparł na słowa brata i złapał jego rękę. Tak czuł się przede wszystkim bezpieczniej. Mathieu już za dziecka wykazywał się sporą spostrzegawczością, choć nadmierna ekscytacja tłumiła jego zmysły. Drogi nie znał, był tu pierwszy raz w życiu, ale zapamiętał kilka szczególnych znaków, które minęli po drodze. Ruszył biegiem, korzystając z faktu, że smoki zajęły się sobą.
Nie do końca wiedział gdzie ma dokładnie biec, jakoś krew Rosierów słabo dyktowała mu drogę do Obserwatorium… Może to działało tylko wtedy, kiedy chcieli znaleźć smoka, a nie bezpieczne schronienie? Sam już nie widział. Zbiegli z klifu, pędzili ile sił w nogach, później alejkami między drzewami, Mathieu chyba pomylił drogę z dwa razy, ale w końcu udało im się dotrzeć do wskazanego miejsca, gdzie mieli grzecznie siedzieć na tyłkach. Drzwi za nimi zamknęły się, a Mathieu zziajany pochylił się, dysząc ciężko, wspierając ręce na udach i próbując złapać porządny oddech. Nie było tu wrzawy, nie było tu krzyków, więc jeszcze ich nie szukali… Albo szukali ich gdzieś na terenie rezerwatu i dlatego było tu cicho.
- Było… super… – wydyszał ciężko, prostując się w końcu. Umorusana krwią twarz Mathieu cieszyła się, była wesoła i rozbawiona. Dla niego to była jedna z najbardziej ekscytujących przygód. – Smoki są super. Jak dorosnę... Będę tu pracował jak tata. – dodał jeszcze, opierając się plecami o chłodną ścianę. Może lepiej zostaną tu na schodach, najwyżej powiedzą, że poszli w to miejsce, bo jest chłodniej.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Kent, Dover; 13/07/1935 [odnośnik]19.06.19 1:14
Zacisnął dłoń na dłoni brata, ale nie był to wcale zwykły uścisk; było w nim coś więcej, i choć stali tak, nim runęli ku ucieczce, zaledwie chwilę, czuł tę chwilę w swojej podświadomości całym sobą. Było w tym uścisku wsparcie i był podziw, była też obietnica; drastycznie piękny widok zafascynował swoją magią i siłą ich obu, na krótki moment otaczając aurą mistycyzmu, jaką nawet już dorosłemu trudno byłoby opisać - choć Tristanowi słów brakowało przecież niezwykle rzadko. Weszli w to razem, w ciszej konspiracji i tajemnicy, o której miał się nikt nie dowiedzieć i tak samo mieli z tego wyjść - razem, ramię w ramię, jak zawsze wcześniej i już zawsze później. Sekrety takie jak ten wiązały dzieci czymś niezwykłym. Adrenalina płynęła przez ich żyły jednym rytmem, a krew - miała przecież tę samą barwę. Szarpnięty przez Mathieu runął jego śladem, nawet nie zastanawiając się nad kierunkiem ucieczki - jego brat zdawał się wiedzieć, co robi, więc po prostu mknął za nim; wiatr szumiał mu w uszach, a odległe ryki wydawały się tak bliskie; gałęzie na ścieżce łamały się pod tętentem szalonego biegu, gdy w końcu przed nimi objawił się budynek rezerwatu. Wpadł do środka zaraz po Mathieu, przewracając się na pobliskie krzesło i odetchnął, uspokajając głośny oddech.
- Jak ja dorosnę - podjął słowa Mathieu, zamierzając wskazać na niefrasobliwość smoków, kiedy dorośnie nauczy je wszystkie moresu i posłuszeństwa wobec swoich panów. Ale nie zdążył. - Ups - Uniósł niepewnie spojrzenie na mężczyznę, który znikąd zmaterializował się tuż przed nim - po raz kolejny nie przyjmując nauki, że kilkulatek nie przechytrzy dorosłego. Na początku patrzył się na niego bez przekonania, gdzieś po cichu licząc na to, że może nie zauważył jednak brak obecności mężczyzny zaczytanego w gazecie świadczyła raczej na ich niekorzyść. Pot znów skroplił czoło, a serce raz jeszcze uderzyło jak dzwon; po prawdzie wolałby zostać rozszarpany przez smoka niż własnego ojca.
- Mam ich! - Krzyknął przez ramię, a wnet w pomieszczeniu zaroiło się od ludzi; wpierw nieznajomych, potem przed jego oczyma przewijały się twarze, które zdawało mu się, że kojarzył z nudnych kolacji i bankietów, na końcu zaś twarz stryja, która nigdy dotąd nie wydawała mu się tak sroga. Czy uzna, że to on naraził Mathieu? Czy powie ojcu? Naturalnie, że powie. Jak osaczone zwierzę, okręcił się wokół, szukając drogi ucieczki, uciekać jednak nie było dokąd. Ani teraz, ani już w Dover, kiedy skruszony siedział na twardym krześle ojcowskiego gabinetu i wpatrywał się w półotwarte okno, przez które czuł aromat róż z ogrodów, oczekując nadejścia sądu ostatecznego. Najgorsze zawsze było czekanie. Nagle wszystko wokół było takie wielkie i puste: biurko przed nim, regał za nim, krzesło pod nim. I twarde, a jednak nie miał odwagi się wiercić. Zastanawiał się, jakimi słowami powinien przeprosić, ale wiedział, że na widok surowego oblicza ugrzęźnie mu głos w gardle; zawiódł nie pierwszy i nie ostatni raz.

/zt x2



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kent, Dover; 13/07/1935 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Kent, Dover; 13/07/1935
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach