Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ben Nevis
AutorWiadomość
Ben Nevis [odnośnik]04.05.19 23:52
First topic message reminder :

Ben Nevis

Ben Nevis (a właściwie Beinn Nibheis), jako najwyższy szczyt Szkocji i całej Wielkiej Brytanii, stanowił niegdyś popularny punkt wycieczek turystycznych, jednak po wybuchu anomalii w maju 1956 roku, cała okolica uległa nieodwracalnemu przeistoczeniu. Niestabilna magia odcisnęła szczególne piętno na tutejszej florze i faunie, które - zwłaszcza po zapadnięciu zmroku - stały się szczególnie niebezpieczne, sprawiając, że mugole zaczęli omijać to miejsce szerokim łukiem. Czarodzieje wciąż jednak lubią się tutaj zapuszczać, choć nie tylko, by podziwiać roztaczające się z wysokości 1345 metrów nad poziomem morza widoki; zbocza Ben Nevis szczególnie upodobali sobie łowcy i badacze magicznych stworzeń, głównie górskich trolli i testrali; z kolei pogłoski o rzekomo pojawiających się w okolicy banshee i leśnych lichach, działają niczym magnes na samozwańczych poszukiwaczy przygód.

Od czasu pojawiania się anomalii, miejsce to słynie również z niespotykanie kapryśnej pogody, zmieniającej się niczym w kalejdoskopie. Próbując zdobyć szczyt, należy mieć więc na uwadze błyskawicznie zmieniające się warunki. Po pojawieniu się w lokacji, jeden z graczy powinien wykonać rzut kością k10, a następnie zinterpretować wynik według poniższej rozpiski:
1, 2 - pogoda nie zmienia się;
3 - w trakcie wspinaczki gwałtownie obniża się temperatura, spadając o 15 stopni Celsjusza względem tej, która towarzyszyła wam u podnóży góry; zrywa się porywisty wiatr;
4 - w trakcie wspinaczki gwałtownie podnosi się temperatura, rosnąc o 15 stopni Celsjusza względem tej, która towarzyszyła wam u podnóży góry; wiatr cichnie całkowicie;
5 - nad waszymi głowami gromadzą się gęste chmury, po czym rozpoczyna się gwałtowna ulewa, a ścieżka staje się niebezpiecznie śliska;
6 - nad waszymi głowami gromadzą się gęste chmury, z których - bez względu na porę roku - zaczyna lecieć gęsty śnieg, utrudniając wam widoczność;
7 - rozpoczyna się burza z piorunami, zmuszając was do jak najszybszego odszukania schronienia;
8 - wokół was podnosi się gęsta, mlecznobiała mgła, która niemal zupełnie ogranicza waszą widoczność;
9 - niezależnie od tego, o której godzinie rozpoczęliście wspinaczkę, w jej trakcie zapada zmrok, otaczając was czarną, bezgwiezdną nocą; na niebie nie widać nawet księżyca;
10 - jeżeli niebo było do tej pory zasnute chmurami, te rozpraszają się - czeka was słoneczny, bezchmurny dzień.

Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ben Nevis - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ben Nevis [odnośnik]15.09.21 10:50
przychodzimy

Zimy w Wielkiej Brytanii były różne. Czasami przez te kilka miesięcy padał jedynie deszcz, a czasami przez zaspy należało się dosłownie przedzierać. Jak wszystko w tym kraju, nawet zima przechodziła ze skrajności w skrajność. W tym roku jednak była miło zaskoczona. Śnieg delikatnie prószył, a mróz jedynie szczypał w odkryte policzki. Chociaż i tak nie przepadała za tymi zimnymi miesiącami, to patrząc na to co dzieje się za oknem czuło się magię. Lucinda żałowała tylko, że w ostatnim czasie przyszło jej patrzeć przez to okno w samotności. Może to zbyt górnolotne słowa, bo nigdy nie była całkowicie sama, ale jednak. Odkąd Marcella postanowiła wyjechać i przeprowadzić się do siostry, Lucinda czuła się o wiele bardziej samotna niż wtedy, gdy mieszkała sama. Może to dlatego, że wcześniej doskonale znała smak samodzielności. W momencie, gdy zamieszkała z przyjaciółką dostrzegła plusy wspólnego życia i to ją zwyczajnie zaskoczyło. Nie fakt, że tęskni za Figg, ale to, że brakuje jej kontaktu innych ludzi.
Skryta pod dużym, czarnym kapturem, oczekiwała przyjścia przyjaciela. Znała go wystarczająco dobrze by wiedzieć, że jej nie wystawi. To nie leżało w jego zwyczajach, mało tego, to częściej ona była osobą w ich relacji, która zawodziła. Jeżeli ktoś miałby wystawić kogoś to byłaby to właśnie Lucinda. Dawna ona, nie ta dzisiejsza. W końcu na dzień dzisiejszy naprawdę wiele się zmieniło.
Choć w swym zachowaniu była bardzo czujna, to nie usłyszała skrzypiącego pod butami Lovegooda śniegu. Odwróciła się od razu, gdy do jej uszu dotarł szept i przez chwilę, jedynie przez sekundę na jej twarzy wymalowało się zaskoczenie pomieszane z przerażeniem. Po chwili jednak usta ułożyły się w delikatny uśmiech, a wzrok powędrował w stronę delikatnego bukietu goździków. – Lubię, ale nie trzeba było – dodała powracając spojrzeniem do twarzy mężczyzny.
Nie lubiła niespodzianek, ale to dlatego, że to zawsze ona była osobą, która wszystko planuje. Bardzo to lubiła, sprawiało jej satysfakcje, to, że wszystko idzie zgodnie z planem. Już dawno tego nie robiła, ale dziś nie miała zamiaru narzekać. Pamiętała jeszcze ich wspólne wyprawy i wiedziała, że nie będzie się nudzić. Tym bardziej, że wciąż była go ciekawa, chciała wiedzieć jakim człowiekiem się stał, jak bardzo się zmienił. Słowa to jedynie początek. – To już brzmi ciekawie – powiedziała i podała mu dłoń by mógł ją poprowadzić.
Gdy dotarli na miejsce, Lucinda rozejrzała się po okolicy. – Pozmieniało się tutaj – zaczęła robiąc krok w stronę krawędzi. Poślizgnęła się lekko i od razu stanęła w miejscu. – Uważaj, to nie jest dobry dzień na naukę latania. – dodała z uśmiechem i odwróciła się w stronę mężczyzny. – Przygotowałeś postanowienia noworoczne? – zapytała całkowicie poważnie.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Ben Nevis - Page 7 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Ben Nevis [odnośnik]20.09.21 18:25
Doceniał niewypowiedziane zaufanie, jakim obdarzyła go, pozwalając na to, by w tajemnicy zaplanował przebieg podróży. Zdawał sobie sprawę, że Lucinda nie jest typem kobiety, która pozwala się biernie prowadzić z punktu A do punktu B, czuła się znacznie lepiej, gdy przejmowała przysłowiowe stery - miał to na uwadze, przygotowując im ten wspólny sylwester w taki sposób, aby wciąż pozostawić jej wybór. Nie istniała tylko jedna droga do osiągnięcia celu wyprawy, na dobrą sprawę mogli modyfikować ją w miarę wędrówki i to chyba właśnie ta wolność zapewniała najprzyjemniejsze poczucie swobody. Teleportowali się na pasmo górskie, nieco odbijając od miejsca, które zaplanował; nie pojawili się na zboczu, ale nieco wyżej, niemal przy szczycie. Powinni chyba dziękować jednomyślności, że nie zgubili się po różnych stronach Ben Navis, zwłaszcza, że zapadający wieczór spowijał już niskie lasy iglaste błękitnawym cieniem osiadającym na połyskującej gwiazdami warstwie śniegu.
Również przejechał się kawałek na oblodzonym stoku, ale instynktownie zmusił mięśnie do wykonania ostrego skrętu stopami, dzięki czemu utrzymał równowagę. Zupełnie bezwiednie odnalazł też dłoń Lucy, ściskając ją pokrzepiająco i przypominając o tym, że cokolwiek by się nie działo, byli tutaj razem, więc będą sobie pomagać do ostatniej chwili.
- Latać może nie polecę, ale kości też mi szkoda, te kamienie wyglądają na twarde - skwitował żartobliwie, ugniatając pod stopami bardziej kruchą warstwę śniegu, aby znaleźć pewny grunt. Kiedy już unieśli głowy, widok, jaki się przed nimi otwierał, zapierał dech w piersi. Elric kochał góry, kochał pojawiające się tylko tutaj poczucie miałkości człowieka w porównaniu z ogromem świata i natury. A teraz, w najmroźniejszy miesiąc roku, cała ziemia mieniła się srebrzyście, doprowadzając do bólu pod powiekami. Odwrócił uwagę od bieli, żeby spojrzeć przyjaciółce w oczy. Wyglądała tak poważnie, mimo że jej wystający ponad szalem nos już stał się różowiutki na czubku. - Postanowienia...? - Zbiła go z tropu. Po prawdzie, nie przygotował sobie żadnych, zbyt zajęty organizowaniem noworocznej wycieczki, nie chciał jednak obdarzyć jej tak obojętną odpowiedzią, więc prędko pomyślał o tym, co mogłoby być mu drogie. - Dożyć do końca roku - rzucił trochę nieprzemyślanie, bo przecież nie o wojnie mieli rozmawiać. - Dożyć z godnością. Nie pozwolić się zmanipulować. Być dobrym opiekunem smoków, dobrym przyjacielem. Wybrać się choć raz za granicę... odłożyć trochę grosza? - Uśmiechnął się niewesoło, gdyż dwa ostatnie życzenia były obecnie wyjątkowo trudne do zrealizowania. - A jakie są twoje życzenia? Jeżeli jakieś masz? - Poprawił plecak i skinął głową w kierunku ścieżki prowadzącej w dół Ben Navis. Po części miała to być dla nich ścieżka wspomnień, choć kto wie na co nowego można się natknąć, gdy powróci się po latach w to samo miejsce. Wyruszyli, trzymając się blisko. Raz na jakiś wyciągał ramię, aby po dżentelmeńsku wspomóc ją na bardziej stromych fragmentach, choć gdy marszczyła brwi, przekonywał ją, że to dla jego własnego bezpieczeństwa.
[bylobrzydkobedzieladnie]



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here


Ostatnio zmieniony przez Elric Lovegood dnia 20.09.21 18:27, w całości zmieniany 1 raz
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Ben Nevis [odnośnik]20.09.21 18:25
The member 'Elric Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ben Nevis - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ben Nevis [odnośnik]24.09.21 16:01
Nie chciała być ponura. Nie chciała być poważna. Tak naprawdę miała nadzieje, że po części będzie postrzegał ją tak jak dawniej. Nie przez wzgląd na ich relacje, ale przez fakt, że ona sama za właśnie taką sobą tęskniła. Otwartą, ufną, lekką. Kiedy wracała wspomnieniami do tych dni czuła się tak jakby zderzała się ze ścianą. Inne życie, inna Lucinda. To wyglądało tak jakby teraz zachorowała na jakąś mugolską chorobę odbierającą jej pamięć. Niby wiedziała, że to wszystko miało miejsce, niby potrafiła odtworzyć swoje uczucia, a jednak nie mogła znaleźć ku temu drogi powrotnej. Dziś jednak nie miała zamiaru nad tym rozprawiać. Żyli tu i teraz, byli tacy jacy powinni być w danym momencie ich życia, a przecież nawet nie przyszłoby jej do głowy, że mogą spotkać się w takim miejscu, po tylu latach. Przynajmniej ona się tego nie spodziewała.
Słysząc zdziwienie mężczyzny w jego głosie uniosła kącik ust w figlarnym uśmiechu. Chyba doskonale wiedziała, że będzie to pytanie dość problematyczne. Nie dlatego, że ludzie przestali marzyć, ani dlatego, życzenia nigdy się nie spełniają. Ona bowiem wierzyła, że nie spełniają się jedynie te, nad którymi wystarczająco się nie pracuje. Choć żyli w świecie magii, to jednak nie istniała siła, która mogłaby przynieść im to o czym tak bardzo marzyli. Wsłuchała się jednak w wykreowane przez mężczyznę, możliwe, że na poczekaniu, postanowienia. Skinęła głową, bo chyba sama miała podobne. – Uważasz, że się spełnią? – zapytała z uśmiechem. Co do wielu miała pewność. Nie mógł być złym przyjacielem, tak jak nie mógł być złym opiekunem smoków. Jego osobowość na to nie pozwalała. Był dobrym człowiekiem, a przynajmniej takie na dzień dzisiejszy miała o nim przekonanie i nie chciała tego zmienić.
Blondynka zastanowiła się w duchu nad swoimi postanowieniami, gdy ruszyli po stromych kamieniach w górę. – Mam zamiar poćwiczyć uniki, aby nikt nie mógł już we mnie wycelować śnieżką – zaczęła spoglądając na Lovegooda wymownym spojrzeniem. – Wiesz… chyba w ostatnim czasie wiele swoich postanowień spełniłam. Uniezależniłam się od toksycznej rodziny, od toksycznych relacji, przestałam pokładać w ludziach kilogramy zaufania. Dałeś mi ostatnio do myślenia. Tym co powiedziałeś – przerwała, gdy nagle temperatura spadła, a po jej plecach przebiegł mroźny dreszcz. – Nie umiem rozmawiać o niczym innym niż o wojnie, bo nie umiem żyć niczym innym. Chce to zmienić, chce jeszcze trochę pożyć. – dodała. Nie chodziło o czas, który jej pozostał, bo wbrew wszystkiemu nie bała się śmierci. Chodziło o korzystanie z tego co jej pozostało.
Czarownica zarzuciła sobie kaptur ponownie na głowę, ale wichura, która się rozpętała sprawiła, że ten niemal od razu opadł jej na kark. Blondynka zatrzymała się w miejscu i jedną ręką chwyciła za rozwiane na wszystkie strony włosy. – Zamawiałeś taką pogodę? Planujesz morderstwo? – zapytała podnosząc głos. Nie była pewna czy w ogóle ją słychać. Lucinda chwyciła mężczyznę mocniej za dłoń i pociągnęła go w górę. Może to taki moment? Może znaleźli się na trasie tego cholernego wiatru? Roześmiała się. – Stary rok chyba się wynosi. Chodź, bo nie zdążymy go pożegnać. – dodała. Nie wiedziała, że to dopiero początek ich przygody.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Ben Nevis - Page 7 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Ben Nevis [odnośnik]27.09.21 18:10
Zbyt mało czasu spędzili razem w tym nowym roku, nowej rzeczywistości, aby Elric zdawał sobie sprawę z tego jak rozległe zmiany zaszły w psychice jego niegdyś najlepszej przyjaciółki. Owszem, była ostrożniejsza, może trochę bardziej ponura, zamyślona, ale w jej oczach nadal widział tę samą dziewczynę, która kiedyś zupełnie zawirowała jego światem - w znaczeniu tak niewinnym, jak tylko można pomyśleć, bo przecież najlepiej wspominał te dni, gdy razem wyruszali na mniej lub bardziej spektakularne przygody. Liczył na to, że o tak wyjątkowej porze, w miejscach przywołujących dobre skojarzenia, zdoła wykrzesać z niej trochę tego płomienia, który - w to wierzył - nie był jedynie śladem dawnego nazwiska, ale jej własną naturą, jej charakterem. Nie zastanawiał się nad tym, co będzie, jeżeli się nie uda. Jeżeli nadal będzie bardziej ostrożna niż szczęśliwa. Chyba nie chciał o tym myśleć; cokolwiek by się nie stało, na pewno by jej nie winił.
- Niektórych jestem pewien, inne... - Westchnął wymownie, wichrząc palcami czarne włosy i spoglądając w górę, na ścieżkę, którą wkrótce przyjdzie im pokonać. - Zobaczymy jak to będzie z tym groszem - podsumował, uśmiechając się krzywo. Nie wstydził się wcale, że w ostatnich miesiącach zubożał, w tak burzliwych czasach człowiek doceniał, że miał dach nad głową i jedzenie w spiżarce.
Wspinaczka była trudna, ale tego rodzaju trud przyjmował z satysfakcją. Nie było czasu się zamartwiać, trzeba było patrzeć pod nogi, by nie stanąć nieuważnie na zbyt oblodzonym kamieniu, poza tym z każdym metrem nad poziomem morza powietrze stawało się chłodniejsze i rzadsze. Czuł mróz już nawet pod grubym podszyciem kurtki, oddech nie tylko zmieniał się w parę, ale osiadał na wargach cieniutką warstewką lodu. Instynktownie poprawił dźwigany bagaż i zbliżył się do Lucindy, aby mieć ją w zasięgu ramienia i pomagać w przejściu co trudniejszych odcinków.
- Uniki, ha? - powiedział zdyszany, odwracając się i z uśmiechem spoglądając na świat w dolinie. - To dobre postanowienie. Jeśli będziesz potrzebować towarzystwa to wiesz, gdzie mnie znaleźć. - Spojrzał na nią poważniej, gdy nawiązała do rodziny. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że udało ci się uwolnić z tej klatki - mruknął, machinalnie poprawiając jej kaptur. Dał jej do myślenia? Nie do końca taki miał zamiar, jego uwaga była zdawkowa, powodowana chwilą, cieszył się jednak, że może jej wyjść ona na dobre. - Jeśli tak, to najlepszy początek - Uśmiechnął się mimo ścierpniętych z chłodu policzków.
Rozpętał się wiatr, niebezpiecznie ściągając ich w dół. Słabo się słyszeli; próbował odnaleźć dłoń Lucindy, ale uprzedziła go, pierwsza splatając ich palce.
- Nie! - odpowiedział, gdy zadała mu pytanie, choć nie do końca usłyszał ostatnią część. - Zejdźmy w boczną ścieżkę, to nie pogoda na zdobywanie szczytów - stwierdził, subtelnie zmieniając pierwotny plan podróży i odhaczając jeden z jej pomniejszych punktów. - Jeżeli odbijemy w lewo, za jakiś czas wyjdziemy przy wodospadach! - Wyszczerzył zęby, widząc jak walczy z włosami i kapturem, jak rwie się do tego, by prowadzić. Mimo mrozu i wiatru, czuł, że zmierzają w dobrym kierunku.

/zt tutaj, idziemy tu cwaniak



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Ben Nevis
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach