Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Glen Nevis
AutorWiadomość
Glen Nevis [odnośnik]04.05.19 21:53

Glen Nevis

Glen Nevis (a właściwie Gleann Nibheis) to ponad dziesięciokilometrowa dolina, biegnąca u podnóży jednych z najwyższych górskich szczytów Wielkiej Brytanii, od jednej strony zamknięta przez mugolskie miasteczko Fort William. Niegdyś stanowiąca popularne miejsce spacerów, obecnie opanowana jest głównie przez magiczną florę i faunę, a niemagiczni - przezornie - omijają ją z daleka. Nie do końca zasadnie, bo chociaż zalegająca tutaj niczym mgła magia rzeczywiście budzi się do życia wraz z zapadnięciem zmroku, to w ciągu dnia wędrówka doliną jest względnie bezpieczna: żyjące w okolicy trolle raczej unikają zapuszczania się na główny szlak, rezydując jednak dosyć licznie wśród rozproszonych na zboczach grot. Oprócz nich, dolinę zamieszkują także dzikie garborogi, które przy odrobinie szczęścia można zaobserwować, gdy raz dziennie przechodzą z jednej strony szlaku na drugą, przecinając go całym stadem. Nieniepokojone nie atakują, lecz dla własnego bezpieczeństwa lepiej zachować od nich bezpieczny dystans, zwłaszcza, jeżeli niektóre z nich są akurat dosiadane przez trolle.
Dolina, choć malownicza i spokojna w świetle słońca, nocą staje się niezwykle niebezpieczna: nieliczni, którzy zapuścili się tutaj po zmroku i powrócili w jednym kawałku, opowiadają niewiarygodne historie o drzewach budzących się do życia, diabelskich sidłach wypełzających z zagłębień, i atakujących wędrowców hordach leśnych lich - przerażających psów-duchów, z natury podobnych nieco do ponuraków.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Glen Nevis Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Glen Nevis [odnośnik]08.06.19 16:04
Charlene, Roselyn

Timothy czekał na was na skraju obozu i okazał się młodym, na oko dwudziestopięcioletnim mężczyzną, o jasnym spojrzeniu i lekkim zaroście; ubrany był standardowo, w solidną kurtkę i wytrzymałe buty, a spod ciemnej czapki wysuwała się burza ognistorudych kosmyków. Jego twarz, upstrzona taką ilością piegów, że miejscami przypominały opaleniznę, rozjaśniła się na wasz widok; przedstawił się z entuzjazmem, wyciągając w waszą stronę rękę, a później energicznie potrząsając waszymi dłońmi. Kiedy we trójkę ruszyliście w dół, prawie nie zamykały mu się usta: z widocznym przejęciem i zaangażowaniem opowiadał wam o kilku pierwszych dniach w obozie, o smoku przelatującym nad górami i opowieściach, które zasłyszeli od okolicznych mieszkańców.
Droga prowadząca ku dolinie była łagodna: szeroka i wygodna, składała się w większości z płaskich kamieni, spod których miejscami wystawały kępy trawy lub plamy błota. Dookoła porastały ją drzewa, chroniące was od dokuczliwego wiatru; im niżej schodziłyście, tym robiło się cieplej, a gdy dotarłyście do głębokiego, biegnącego między dwoma górskimi zboczami wąwozu, miałyście wrażenie, że zrobiło się wręcz parno. Było to jednak złudzenie: temperatura oscylowała w okolicach zaledwie kilku stopni na plusie, ale ze względu na wysoką wilgotność, trudno było wam oddychać. Zawieszona w powietrzu woda skraplała się na waszych włosach i skórze, było też ciemniej: zawieszone nisko słońce nie było w stanie przeniknąć do górskiego przesmyku.
Timothy, do tej pory idący parę kroków przed wami i mówiący jak najęty, zatrzymał się gwałtownie, milknąc. – Słyszycie to? – zapytał – i jeżeli zdecydowałyście się poświęcić chwilę nasłuchiwaniu, rzeczywiście byłyście w stanie wyłapać dobiegający z boku szelest, jakby coś niewielkiego przedzierało się przez zarośla. Podążając spojrzeniem za hałasem, można było dostrzec, że od waszej ścieżki odbijała inna, bardziej dzika i wąska, biegnąc prosto ku pionowej ścianie wąwozu i prowadząc ku małemu prześwitowi, który kończył się po kilku metrach, zamieniając w niewielką, zacienioną polanę. Przejście na nią było na tyle wąskie, że mogła przecisnąć się przez nie jednocześnie tylko jedna osoba – jeżeli więc chcieliście to sprawdzić, musieliście poruszać się gęsiego. Mogliście też zignorować szelest i ruszyć dalej, nie marnując cennego czasu.
żywotność i ekwipunek:

DO WSZYSTKICH: witajcie na szlaku! Na początek przepraszam za obsuwę czasową – nie mogę niestety stuprocentowo obiecać, że to moja ostatnia, ale postaram się, aby tak było.

Dla przypomnienia porzucam mapę (wszyscy wiecie, gdzie jesteście?); zapoznajcie się też z kilkoma zasadami:

– To raczej oczywiste, ale: mimo, że znajdujecie się w jednym temacie, piszecie niezależnie od siebie, nie czekacie na odpisy osób z innych grup, nie uwzględniacie ich w kolejce.

– Rozglądanie się w poszukiwaniu śladów i wskazówek wymaga wykonania rzutu na spostrzegawczość (do wyniku kością dolicza się bonus zależny od poziomu biegłości). Dostrzeżenie znajdujących się w okolicy osobliwości wymaga osiągnięcia ustalonego pułapu (odmiennego dla różnych lokalizacji), a wynik rzutu jest każdorazowo interpretowany przez prowadzącego zabawę. Rzut na spostrzegawczość nie jest liczony jako akcja, można go również ponawiać kosztem pozostania w danym miejscu dłużej.

– Na początku każdej kolejki, pierwsza osoba z grupy powinna wykonać rzut kością k10.

– Umowny czas na odpis to 48 godzin. Nie musicie się go sztywno trzymać, nie będę odpisywać minutę po, pomijając was w kolejce, ale postarajcie się odpisywać w miarę sprawnie, żeby poszczególne grupy nie rozjechały się zbyt mocno w czasoprzestrzeni – no i żeby udało nam się złapać smoka, zanim zestarzeje się i umrze.

– Lokalizacje, które wymagają dodatkowej mapki, będą ją miały – ale jeżeli w międzyczasie będziecie potrzebować jakiejś dodatkowej mapki poglądowej, dajcie mi znać.

W razie pytań – zapraszam. <3


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Glen Nevis 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Glen Nevis [odnośnik]09.06.19 22:38
Nadszedł czas opuszczenia obozu. Charlie sprawdziła czy ma wszystko co niezbędne, przyjęła też na przechowanie miotłę Rose, skoro zaopatrzyła się w zaczarowaną torbę zdolną pomieścić znacznie więcej rzeczy. Mogły wyruszać. Na skraju obozu czekał na nie Timothy, który okazał się rudowłosym i piegowatym młodzieńcem prawdopodobnie niewiele starszym od niej. Charlie zarumieniła się leciutko i przedstawiła się. Niedługo później ruszyli, a mężczyzna całkiem sporo mówił, opowiadając im o tym, co działo się w obozie w poprzednich dniach oraz o smoku. To z pewnością pozwoliło im nieco uzupełnić wiadomości uzyskane podczas zebrania przed wyruszeniem, a Timothy wyglądał na bardzo chętnego do opowieści.
Miał tylko jedną wadę – nie był członkiem Zakonu Feniksa, nie znała go wcześniej, a więc nie była pewna, czy może mu całkowicie zaufać i bezpieczniej było nie poruszać żadnych drażliwych tematów, choć były rzeczy o których chciała z Roselyn pomówić, ale to mogło poczekać jak wrócą do obozu, a może okazja do rozmowy w cztery oczy nadarzy się dopiero w Londynie. Mówiła więc głównie o sprawach związanych z wyprawą i dopytywała Timothy’ego o jego doświadczenia w pracy z magicznymi stworzeniami.
Droga wydawała się w miarę łagodna i dość szeroka, by nie musieli poruszać się gęsiego. Drzewa stanowiły częściową osłonę przed wiatrem. Charlie ostrożnie stawiała stopy na kamieniach, bo choć miała na sobie wygodne, porządne buty, zdawała sobie sprawę jak łatwo się w takich warunkach poślizgnąć.
- I co o tym myślisz, Rose? – zagadała w pewnym momencie kuzynkę, ciekawa jej dotychczasowych wrażeń. Dla nich obu to prawdopodobnie był debiut w takich wyprawach, ale Charlie była naprawdę podekscytowana i ciekawa co znajdą w dolinie, choć liczyła się z możliwymi zagrożeniami i koniecznością zachowania ostrożności. W końcu jakieś zwierzęta mogły tu dotrzeć. A jeśli nie te z powozów, to mogły tu żyć i inne, być może zmutowane anomaliami.
Niżej, co ją zaskoczyło, zrobiło się nie tylko ciemniej, ale i cieplej, niemal parno, co było dziwne, biorąc pod uwagę że przecież była zima. A jednak powietrze było bardzo wilgotne i unosiła się w nim para, osiadająca na jej ubraniach, włosach i skórze. Szybciej też się męczyła przez to, że w takich warunkach trudniej się oddychało.
- Myślicie, że to jakaś anomalia? Biorąc pod uwagę porę roku to jest dosyć dziwne – zapytała, zauważając ten efekt, który mógł nie być dziełem natury, a anomalii.
Ale nagle Timothy raptownie ucichł i zatrzymał się. Także Charlie przystanęła, odruchowo rozglądając się i nasłuchując. Mogła przysiąc że usłyszała jakiś szelest, a wyobraźnia podpowiadała jej obraz skradającego się ku nim groźnego stworzenia. Kiedy spojrzała w tamtą stronę zauważyła rozwidlenie ścieżki; tamta nowa była bardziej dzika, wąska i biegła ku skalnej ścianie, gdzie znajdował się prześwit, a dalej prawdopodobnie jakaś mała polana.
- Co, jeśli to któreś ze stworzeń? – zastanowiła się cicho, mówiąc szeptem, na wypadek jakby faktycznie coś w pobliżu było. Nie była pewna czy powinni zbaczać z drogi, ale jeśli istniała szansa na znalezienie któregoś ze zgubionych zwierząt to powinni to sprawdzić. Gorzej, jeśli tam znajdowało się coś niebezpiecznego; znając swoje dość niskie umiejętności obronne wolałaby nie iść pierwsza, dlatego rozsądnie nie pognała w tamtą stronę, chociaż ją kusiło, by tam podejść i sprawdzić. Zerknęła na Timothy’ego, a potem spojrzała w stronę ściany wąwozu i prześwitu, próbując dostrzec cokolwiek co mogło znajdować się po drugiej stronie, a także zlokalizować źródło dźwięków. Skąd dokładnie dobiegały i co mogło je wydawać?

| spostrzegawczość (poziom I)




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Glen Nevis [odnośnik]09.06.19 22:38
The member 'Charlene Leighton' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 11

--------------------------------

#2 'k10' : 9
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Glen Nevis Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Glen Nevis [odnośnik]10.06.19 16:20
Po jakimś czasie wyruszyli w stronę Glen Nevis. Timothy okazał się być wesołym i gadatliwym na oko kilka lat młodszym od Roselyn mężczyzną. Chociaż na początku brała udział w rozmowie, wkrótce zamilkła przysłuchując się wymianie zdań pomiędzy Charlie i chłopakiem. Nie mogła narzekać. Chłopak mówił wiele, ale kompletnie jej to nie przeszkadzało. Podróż z nim mijała szybko i przyjemniej niźliby gdyby panowała między nimi grobowa, ciężka cisza. Droga także nie była ciężka. Zejście ze zbocza było łagodne i niezbyt śliskie.
Łatwo było zapomnieć o tym, że w lesie kryć się mogło wiele niebezpiecznych istot lub skupisko anomalii. Z początku nawet nie poczuła zmiany temperatury. Myślała, że było jej cieplej na skutek energicznego marszu. - Dokładnie tak jak zapamiętałam - odpowiedziała kuzynce, wyrywając się z zamyślenia. - Kiedyś wyprawialiśmy się tak z ojcem przynajmniej kilka razy w tygodniu - dodała pogodnie.
Dopiero chwilę później poczuła, że im niżej schodzą tym bardziej robi się parno. Było tu niemalże nienaturalnie ciepło.
Chrząknęła cicho, zerkając przelotnie w stronę kuzynki. - Bardzo możliwe. Percival przestrzegał nas przed tym. Myślę, że powinniśmy spróbować ją jakoś obejść. Przynajmniej dopóki nie uzbieramy akonitu, a potem poinformować o tym innych łowców. - chciała kontynuować swoją wypowiedź dalej, ale Tim przystanął nagle. Roselyn postąpiła podobnie, stając za jego plecami.
Również wsłuchała się w dźwięki dobiegające z wnętrza lasu i pomknęła wzrokiem ku ich źródłu. - To może być jakiekolwiek zwierzę - rzekła bez przekonania, próbując dostrzec co kryje się w oddali. Próbowała nie myśleć o tak absurdalnej rzeczy jak to, że mógłby to być smok. Zdrowy rozsądek podpowiadał jej jednak, że to nie koniecznie było zwykłe zwierzę. - Myślę, że powinniśmy trzymać się od tego z daleka. Jeśli to któreś ze zwierząt możemy skończyć naszą wyprawę wcześniej niż zamierzałyśmy - zerknęła w stronę Charlie. Wiedziała, że przydałoby się w miarę możliwości złapać zwierzę, jeśli było to jedno z tych, które poszukiwała reszta grupy. Musiały jednak uzbierać niezbędny do wykonania eliksiru tojad. Lepiej było nie ryzykować powrotu z niczym.

| spostrzegawczość (I)



what we have become but a mess of flesh and emotion - naked on all counts

my dearest friend


Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the healer has the
b l o o d i e s t
hands.
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f415-szkocja-highlands-knieja https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Re: Glen Nevis [odnośnik]10.06.19 16:20
The member 'Roselyn Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 19
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Glen Nevis Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Glen Nevis [odnośnik]16.06.19 18:48
Charlene, Roselyn

- Całe to miejsce jest przesiąknięte anomaliami - odpowiedział Timothy, zerkając w stronę Charlene. - Ale to może być też kwestia ukształtowania terenu. - Wskazał na wysokie ściany zamykające ścieżkę z obu stron, i na drzewa, porastające strome zbocza. - Parujące powietrze nie ma dokąd uciec - dodał jeszcze tylko, i tyle zdążył powiedzieć, nim rozproszył go szelest. Zatrzymaliście się wszyscy, spoglądając w stronę niknącej w prześwicie ścieżki, jednak z miejsca, w którym stałyście, trudno było dostrzec wam cokolwiek. Po drugiej stronie przejścia ewidentnie coś się poruszało, słyszałyście też ciche popiskiwanie - ale oprócz tego nie stało się nic niezwykłego. - Mimo wszystko chciałbym to sprawdzić - powiedział Timothy po chwili milczenia, wysłuchawszy wcześniej waszych uwag. Spoglądał na was odrobinę przepraszająco, widać było jednak, że co najmniej niechętnie podchodzi do perspektywy zignorowania możliwości odnalezienia jednego z magicznych stworzeń. - Nie zabierze mi to wiele czasu - idźcie w stronę doliny, dogonię was - zaproponował; coś na końcu wąskiej ścieżki zaszeleściło raz jeszcze.
żywotność i ekwipunek:

Mathieu, Zachary (i nieobecny Robin)

Wyruszyliście z obozu w pięcioro, by po kilkunastu minutach rozdzielić się na dwie mniejsze grupy: Tristan i Morgoth ruszyli w górę, podczas gdy wy skręciliście na południe, nadal poruszając się wzdłuż błotnistego brzegu wartkiej rzeki. Otaczające was powietrze było chłodne, jego temperatura nie spadała jednak poniżej zera, a mróz nie szczypał was w policzki; początkowo przemieszczaliście się więc bez większych przeszkód, sprawnie przemierzając wygodną, szeroką, porośniętą roślinnością dolinę. Nienaturalnie cichą: pora była zimowa, trudno było więc spodziewać się śpiewu ptaków czy brzęczenia owadów, ale nie dostrzegaliście też żadnych innych stworzeń, czy to magicznych, czy nie, a w miarę pokonywania kolejnych metrów, w ogóle zaczęliście dostrzegać coraz mniej. Wokół was gęstniały jasne opary, raczej nie mające nic wspólnego z zalegającą wysoko w górach mgłą, ale unoszące się znad powierzchni płynącej tuż obok rzeki; choć początkowo białe strzępki snuły się jedynie wokół waszych kostek, bardzo szybko zaczęły unosić się wyżej, aż wreszcie otoczyły was zupełnie, ograniczając widoczność do metra i utrudniając zorientowanie się w otaczającym was terenie. A mimo, że nie planowaliście się rozdzielać, Zachary i Mathieu w pewnym momencie zorientowali się, że nie ma obok nich Robina. Alchemik został sam, otoczony jedynie przez gęste jak mleko, mgliste opary.
żywotność i ekwipunek:
informacje dla wszystkich:


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Glen Nevis 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Glen Nevis [odnośnik]20.06.19 18:07
Idealny dzień na wyprawę. Pogoda prawie dopisywała, zapowiadała się wspaniała wycieczka… Ta. Rosier jak zawsze był przepełniony entuzjazmem, bo przecież co mogłoby pójść nie tak? Miał ze sobą wspaniałą kompanię, potrzebny ekwipunek i ironiczny uśmiech na ustach. Wszystko czego potrzebował Lord, aby spędzić wspaniale czas w miejscu, którego totalnie nie znał. Miał mapę i to się liczyło. On kierował tą grupą, Tristan przekazał mu zadanie, które zamierzał wykonać z odpowiednią należytością. Nie mógł zawieźć kuzyna, ani swoich współtowarzyszy. Sprawa była banalnie prosta – przynajmniej jego zdaniem.
Doszli do rozstaju dróg, gdzie każdy mógł iść w swoją stronę. On, Zachary i Robin skierowali się tam, gdzie rosło to całe ziele, na którym Rosier totalnie się nie znał. Dla niego ważna była ochrona jego ludzi. Szedł przodem, ściskając w jednej dłoni mapę, w drugiej trzymał różdżkę i kierował z wolna swoje kroki. Może nie do końca wolno, w końcu ilość czasu była ograniczona. Zachary zapewne szedł gdzieś nieopodal niego i to pewnie do niego głównie mówił Mathieu, wszak był Lordem, prawda? Na Robina nie zwracał większej uwagi, ale zauważył, że idzie gdzieś dalej za nimi… Szedł na pewno, w końcu gdzie miał się zapodziać, prawda?
- Robinie, czy mógłbyś z łaski swojej trochę szybciej? – warknął, odwracając się. Przystał w tym momencie, unosząc brew ku górze. Robina nie było w zasięgu ich wzroku. Rozejrzał się uważnie, ale nigdzie nie było go widać. Odetchnął głębiej, klnąc siarczyście w myślach, wszak Lordowi nie przystawało używać epitetów. – Cudownie. – mruknął. Mgła lub opar, zrobiły się niemożliwie gęste. Nie było widać prawie nic, dlatego stał bliżej Shafiqa, aby jeszcze jego nie zgubić do tego. Spojrzał na mapę, czy to od niego właśnie miało zależeć podjecie decyzji? Powinni wrócić czy iść i szukać małej zguby?
- Kontynuujemy? – spytał, spoglądając na Zacha, odwracając się w kierunku miejsca, do którego docelowo zmierzali. Kroki stawiał ostrożnie, przecież nie chciał wdepnąć w jakieś cholerne bagno, prawda?



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Glen Nevis [odnośnik]20.06.19 18:07
The member 'Mathieu Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Glen Nevis Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Glen Nevis [odnośnik]24.06.19 17:36
Przystanęła za plecami mężczyzny, sięgając po różdżkę. Do ich uszu doszedł kolejny szelest wydobywający się z zarośli. Chociaż wytężyła wzrok ciężko było cokolwiek dojrzeć. Na końcu ścieżki majaczył się zarys jakiegoś zwierzęcia, jednak trudno było określić jego gatunek. Mogli usłyszeć jedynie jego ciche popiskiwania.
Spojrzała kontrolnie w stronę Charlene jakby chciała się dowiedzieć czy być może ona była w stanie dostrzec więcej niż Rose.
- Nie powinniśmy się rozdzielać - pokręciła głową.
Nie została wynajęta by tropić zwierzęta, jednakże uważała że rozdzielanie się w tym momencie nie było najbezpieczniejszą opcją. Nie wiadomo co czekało ich na następnym zakręcie, a bez Timothy’ego mogły sobie z tym po prostu nie poradzić. Chociaż poznała chłopaka zaledwie nie dawno, nie chciała go też zostawiać samego na pastwę być może agresywnego zwierzęcia. Charlene była znacznie bardziej biegła w transmutacji od Rose, a w razie odniesionych ran Wright mogła szybko zareagować. Było to ryzykowne, jednak nie czuła że w tym momencie mają inny wybór. Rozumiała, że odnalezienie zwierząt należało do jego obowiązków, dlatego nie miała zamiaru buntować się przeciwko jego decyzji. - Pójdziemy z tobą - obróciła się w stronę Charlie, oczekując jej potwierdzenia czy też protestu. Nie mogła decydować za nią, jednak w tych okolicznościach zdawało jej się to rozsądniejszym wyjściem. Samotna wyprawa w głąb lasu była ryzykowna, podobnie zresztą jak pójście w ślady Timothy'ego. Jednakże dzięki temu nie rozdzielaliby się. Wprawdzie wszystko mogło skończyć się bez problemów. Timothy dołączyłby do nich za kilka chwil, a one dotarłyby do miejsca, w którym rósł akonit. Niemniej jednak był to bardzo optymistyczny scenariusz i zdawała sobie sprawę z tego, że w życiu te zwykle się nie zdarzają. Percival wysłał tu całą ich trójkę, więc powinni trzymać się razem.
Zacisnęła palce na magnoliowym drewnie, starając się pozostać w gotowości, próbując dostrzec co kryje się na końcu ścieżki.

|spostrzegawczość I



what we have become but a mess of flesh and emotion - naked on all counts

my dearest friend


Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the healer has the
b l o o d i e s t
hands.
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f415-szkocja-highlands-knieja https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Re: Glen Nevis [odnośnik]24.06.19 17:36
The member 'Roselyn Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 83
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Glen Nevis Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Glen Nevis [odnośnik]24.06.19 22:41
Niewątpliwie tak było. Anomalie naznaczyły cały kraj, chyba nie było miejsca, gdzie w ogóle nie dały o sobie znać choćby w najmniejszy sposób. Możliwe, że to z ich powodu powozy transportujące smoka i stworzenia rozbiły się w tych górach. Charlie miała nadzieję, że pozostali szybko znajdą zarówno je, jak i czarodziejów którzy im towarzyszyli. Oby zdążyli przed zmrokiem; nie chciała przekonywać się, czy pogłoski o dziwnych wydarzeniach rozgrywających się tu pod osłoną nocy są prawdziwe.
Tak czy inaczej aura miejsca, w którym się znaleźli, zdawała się odbiegać od normy, ale może była to też kwestia tego, że Charlie nie wychowała się w górach i takie wycieczki nie były dla niej czymś codziennym w przeciwieństwie do Roselyn. Nawet jeśli takie miejsca istniały to nie miała okazji ich widzieć. Ona spędzała letnie wakacje raczej na spacerach po plaży, pływaniu w morzu które było widać z okien jej rodzinnego domu, a także obserwowaniu nieba.
Niestety nie dostrzegła nic interesującego. Żadnego stworzenia ani osoby, jedynie ciche szmery zwiastujące, że coś poza zasięgiem jej wzroku się poruszyło. Dosłyszała też ciche popiskiwanie, co znaczyło, że coś rzeczywiście mogło tam być, nawet jeśli się nie pokazało. Zawahała się jednak, patrząc to na kuzynkę, to na Timothy’ego. Po jego słowach Rose najwyraźniej zmieniła zdanie i postanowiła razem z nim sprawdzić źródło odgłosów. Racja, nie powinni się rozdzielać. Nawet jeśli Timothy był doświadczony i znał teren, to pamiętała przestrogę Percivala, że nie powinni poruszać się pojedynczo. No i nie czułaby się pewnie, gdyby miały ruszyć dalej tylko we dwie, bez niego, bo ani nie znały tego miejsca, ani nie umiały się zbyt dobrze bronić przed ewentualnym niebezpieczeństwem. Poza tym, jeśli naprawdę chowało się tam jedno ze zwierząt z transportu, musieli to sprawdzić. Rozumiała to.
- Tak, pójdziemy – przytaknęła zaraz po słowach Roselyn. – Lepiej to sprawdźmy... No i rzeczywiście lepiej się nie rozdzielajmy. Zresztą to nie powinno zająć długo, prawda? A do zmroku dużo czasu, to zdążymy znaleźć akonit i wrócić. – Tak jej się wydawało. Odległość na mapie nie była znaczna, więc nawet jeśli na trochę zboczą i sprawdzą tę rozpadlinę, to nie powinni stracić dużo cennego czasu. Poza tym nie chciała jako jedyna z grupy tchórzyć. Nie szła tam sama, a smoka raczej nie miały tam znaleźć, więc może nie było się czego bać. Zdecydowanie powinni się trzymać razem, bo nawet jeśli droga po rośliny pozornie była prosta tam też mogły się czaić jakieś zwierzęta lub inne przeszkody, na przykład szczeliny, które one jako nieobeznane z terenem mogłyby przegapić i wpaść w nie.
Ruszyła się zaraz za Timothym i Roselyn, gęsiego, także ściskając palce na różdżce, choć miała nadzieję, że nie będzie jej musiała użyć. Nie czuła się zbyt pewnie w czarowaniu, na pewno nie tak jak nad kociołkiem, ale musiała odnaleźć w sobie tę odwagę, skoro płynęła w niej połowa krwi Wrightów.
- Widzicie coś? – spytała ich szeptem, z napięciem oczekując na to, co mieli zastać po drugiej stronie.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Glen Nevis [odnośnik]27.06.19 15:03
Szczelnie owinięty we własne szaty, z różdżką skrytą pod wierzchnim materiałem stawiał kolejne kroki wzdłuż rzecznego nurtu. Zostawiał za sobą ślady, niejednokrotnie zastanawiając się, czy powinni je zatrzeć, gdyby ktoś na nie natrafił, czy też zostawić ku możliwej drodze powrotnej. Błoto było jednak jedną z ostatnich rzeczy, które rozważał w trakcie wędrówki na południe. Myślami krążył wokół słów wypowiedzianych w trakcie zebrania oraz wyznaczonego mu zadania. Zaledwie pojedyncza nowość – nie byli sami – wypływała na wierzch, tworząc centrum zainteresowania Shafiqa.
Wkrótce i te rozważania zostały odegnane, gdy tylko w dalszej wędrówce otoczenie stawało się coraz bardziej surowe, zimne, przyprawiające Zachary'ego o nieprzyjemny dreszcz, który potraktował jako zwiastun potencjalnego przeziębienia. Później uderzyła w niego cisza. Zdawał się nie słyszeć nic poza odgłosem własnych stóp, a przecież nie był sam. Przez krótką chwilę chciał zatrzymać się, przysłuchać, usłyszeć swych ptasich towarzyszy, ostatecznie popadając w zmartwienie. Jeśli nie było tu żadnego z nich, coś rzeczywiście musiało się stać. Podejrzenie tkwiło wciąż poza rzeczywistością. Nie znał tych terenów – błądził, przejmując się jedynie własnym bezpieczeństwem. Nie zauważył zniknięcia jednego z nich. Dopiero słowa Rosiera skierowały jego uwagę za nich prosto w mleczny opar mgły otaczający ich z każdej strony.
Dogoni nas — odpowiedział chłodnym tonem, lekko wzruszając ramionami. Los obcego człowieka pozostawał mu obojętny tak długo, jak rzeczony człowiek nie dbał o samego siebie. Nigdy nie stawiał swojej uzdrowicielskiej ścieżki na stanowisku opiekunki mającej pilnować każdego kroku. Wskazywał. Doradzał. Pomagał wtedy, gdy uznał, że jego pomoc była potrzebna. Działał zawsze z tych samych pobudek, robiąc wolny obrót wokół własnej osi, rozglądając się oraz poszukując ewentualnych wskazówek bądź śladów, które miały dać znać o ewentualnych zagrożeniach. Ostrożne kroki stawiane w bagnie nie mogły być jedynymi. Zaufanie, którym go obdarzono, nie mogło zostać stracone w skutek nieprzemyślanych działań.
Chodźmy — zadecydował, rzucając krótkie spojrzenie Mathieu. Nie mieli żadnego celu, pozostając w miejscu i czekając na pojawienie się alchemika. Z nim czy bez niego, musieli iść dalej i znaleźć zioła potrzebne do uwarzenia eliksiru.

Rzut na spostrzegawczość (I poziom)



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Glen Nevis [odnośnik]27.06.19 15:03
The member 'Zachary Shafiq' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 32
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Glen Nevis Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Glen Nevis [odnośnik]27.07.20 11:54
wybierz datę

Gdy wkroczyłam w dolinę, tarcza Słońca wychyliła się ponad grań, barwiąc szafir nieboskłonu na ognisto. Kolejne języki przelewały się przez chmury, jakby chciały otworzyć bramę do innego wymiaru. I otwierały. Wspomnienia, które chciałam wymazać ze swojego życia, ogniste węże i krzyk Solasa, który cichł powoli, gdy czarna magia wysysała z niego życie.
Tyle wystarczyło, bym znów poczuła na swoich barkach winę, a w ustach obrzydzenie do samej siebie. Widok budzącego się dnia.
Ruszyłam dalej, w kierunku tego romantycznego spektaklu, który winien oczarowywać damy, a ich kochankom zwiastować czas ucieczek. Z oczarowań zostały mi jednak same rozczarowania. Jak na przykład to, że byłam niemal przekonana o nieomylności co do punktu spotkania, nigdzie jednak nie było tej cholernej czeremchy, którą Clearwater wskazał w liście. Ciężkie kamasze zdradzały moją obecność na ścieżce już z daleka - i dobrze, bo chciałam zostać odnaleziona. Nie znałam szczegółów przedsięwzięcia, do którego potrzebował mnie Kai, co uznałam za przyjemną furtkę do przygody. Nie byłabym tak nieroztropna, gdyby chodziło o kogoś obcego, a choć pamiętałam go głównie z czasów szkolnych, przez wzgląd na wieloletnią znajomość z moimi braćmi oraz ojcem nie wyczuwałam zagrożenia z jego strony. Czego z resztą miałabym się obawiać - wojna, która trwała w Londynie, nie była moja. Śmierć także nie była wyzwaniem dla kogoś, kto umarł już przed laty. Wtedy, w jaskini. Wszystko, co miało miejsce później, było po prostu dodatkowym czasem.
- To nie jest czeremcha. - Rzuciłam szorstko na powitanie, a w moim głosie nie rozdźwięczała nuta zawahania, tym samym spuszczając zasłonę milczenia na to, że po otrzymaniu listu musiałam posiłkować się atlasem, aby być w stanie zidentyfikować miejsce spotkania. Mój ojciec nie byłby z tego dumny.
Zmierzyłam go wzrokiem, obracając różdżkę w palcach mieniących się tanią biżuterią, gdy już stanęliśmy twarzą w twarz. Nie musiał się nawet uśmiechać, żebym przypomniała sobie, dlaczego przez lata tak bardzo prosił się o tłuczka. Zbyt impertynencki, zbyt pewny siebie, i mogłoby się wydawać, że nawet trwająca wojna nie była w stanie zmyć mu z twarzy tej pogody ducha.
Gdzie rodzili się tacy ludzie?
I choć nie byłam już tą zbuntowaną przeciwko koloru nieba nastolatką, powitałam go z dystansem, szukając dziur, przez które mogłabym dostrzec prawdziwe oblicze. Moje było ich pełne - nie trzeba było żadnej magii, ani żadnego trzeciego oka, aby dostrzec, że nie byłam tą samą osobą, którą pamiętał sprzed lat. A pamiętał na pewno. Szata skrywała sekrety noszone na ciele, ale pojedyncze tatuaże na dłoniach, czy to w uchu, przyciągały uwagę i skłaniały do refleksji.
Łatwiej było w ten sposób zaskarbić sobie przychylność wszystkich portowych wyg, którzy byli niuchaczami na klientów z sakiewkami pełnych galeonów.
- Słucham, co to za tajemnicza sprawa. - Kiwnęłam głową, lekko unosząc podbródek ku górze. Stałam swobodnie, z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, którego ciężar spoczął na jednej stronie, tym samym uwydatniając krągłe już biodra.
Tak właśnie wyglądała sylwetka niezależnej kobiety w pięćdziesiątym siódmym.




What I create is chaos
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Glen Nevis
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach