Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Glen Nevis
AutorWiadomość
Glen Nevis [odnośnik]04.05.19 23:53
First topic message reminder :

Glen Nevis

Glen Nevis (a właściwie Gleann Nibheis) to ponad dziesięciokilometrowa dolina, biegnąca u podnóży jednych z najwyższych górskich szczytów Wielkiej Brytanii, od jednej strony zamknięta przez mugolskie miasteczko Fort William. Niegdyś stanowiąca popularne miejsce spacerów, obecnie opanowana jest głównie przez magiczną florę i faunę, a niemagiczni - przezornie - omijają ją z daleka. Nie do końca zasadnie, bo chociaż zalegająca tutaj niczym mgła magia rzeczywiście budzi się do życia wraz z zapadnięciem zmroku, to w ciągu dnia wędrówka doliną jest względnie bezpieczna: żyjące w okolicy trolle raczej unikają zapuszczania się na główny szlak, rezydując jednak dosyć licznie wśród rozproszonych na zboczach grot. Oprócz nich, dolinę zamieszkują także dzikie garborogi, które przy odrobinie szczęścia można zaobserwować, gdy raz dziennie przechodzą z jednej strony szlaku na drugą, przecinając go całym stadem. Nieniepokojone nie atakują, lecz dla własnego bezpieczeństwa lepiej zachować od nich bezpieczny dystans, zwłaszcza, jeżeli niektóre z nich są akurat dosiadane przez trolle.
Dolina, choć malownicza i spokojna w świetle słońca, nocą staje się niezwykle niebezpieczna: nieliczni, którzy zapuścili się tutaj po zmroku i powrócili w jednym kawałku, opowiadają niewiarygodne historie o drzewach budzących się do życia, diabelskich sidłach wypełzających z zagłębień, i atakujących wędrowców hordach leśnych lich - przerażających psów-duchów, z natury podobnych nieco do ponuraków.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Glen Nevis - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Glen Nevis [odnośnik]26.04.22 17:29
- Romem - potwierdził, kiwając delikatnie głową. - Ah, no tak, wybacz, zapomniałem zabrać ze sobą pięciu wozów i gromadki dzieci - rzucił pół żartem, udajac oburzonego, ale tylko przez moment. Wiedział, że na pierwszy rzut oka nie każdy kojarzył go z cyganami - miał ciemniejszą skórę i ciemne włosy, ale kiedy pojawiał się sam, nie zwracał na siebie aż takiej uwagi. W towarzystwie rodzeństwa, a w szczególności jeszcze kiedy obok znajdywała się Eve, ich pochodzenie było znacznie bardziej zauważalne.
Skrzyżował na moment spojrzenie z kobietą, od razu nieco pochmurniejąc. Mógł zapomnieć o Kerstin, wiedział że powinien trzymać się od niej z daleka, a Jeanie już nigdy nie zobaczy. Nigdy nie zamieszkają na wybrzeżu, w domku. Przecież wiedział, i choć w drobny sposób udało mu się złagodzić powracające myśli o martwej żonie dzięki Tonksównie, teraz to wspomnienie, że już jej nie było, zabolało jakoś mocniej. - Nie żyje. Wojna - rzucił krótko, odwracając wzrok. Nie mógł się przecież rozpłakać przy obcej - a obawiał się, że tym to by się skończyło. Kora drzewa rosnącego tuż przy drodze zdawała się być nader fascynująca.
Męczyło go to jeszcze bardziej, możliwe i że przez wzgląd na to, co miało miejsce od początku marca. Wrócił do domu, to fakt, ale czuł za każdym razem, że tylko postępuje gorzej, kiedy wracał - powinien wyjść i nie wrócić. A jednocześnie nie chciał tego zrobić! Co miałby zrobić bez Sheili i Jamesa? Był w Szkocji przez dwa lata bez celu - włóczył się od miasta do miasta, łapiąc dorywczej pracy, czasem kogoś okradając, a czasem zaciągając się do pracy w stoczni. Może, gdyby spróbował, ubarwiłby swoje historie z pubów odrobiną magii i przygotował jako bajki do opowiadania na drodze - ale teraz to wszystko zdawało mu się rozpływać w jedną plamę. Nie miał wtedy celu, tak jak nie miałby go, gdyby po prostu nie wrócił do domu profesor Bagshot, do domu w którym przecież czekała jego rodzina.
A jednak wiedział, że nie powinien wracać - nie powinien się tam zjawić, powinien zostać w Walii, a może wrócić po prostu do Szkocji? Może już dzisiaj nie powinien wracać do Doliny? Nie zabrał rzeczy, ale czy ktokolwiek by zwrócił na to uwagę w domu? Na pewno by się zorientowali, ale jak prędko przeszliby nad tym do porządku dziennego? Przecież to nie byłby pierwszy raz - powinni przywyknąć i już nie przejmować się nim. Wiedział przecież, że tak byłoby dla nich bezpieczniej - i samolubnie nie chciał tego zrobić, nie chcąc ich po prostu zostawić i zapomnieć. Byli jego rodziną, przecież ich kochał. Nie wyobrażał sobie znów ich stracić, jednocześnie mając wrażenie, że wszystkie jego działania prowadziły właśnie do tego, że prędzej czy później ich straci...
Kiwnął delikatnie głową na zapewnienie kobiety o tym, że nie miała mu za złe.
- Naprawdę przepraszam... - rzucił, nie wiedząc jak zareagować. Może powinien się usunąć z jej drogi? Była czarownicą, mogła z łatwością znać więcej zaklęć od niego, skoro tak śmiało sięgała po różdżkę w obronie - on raczej celować w innych magią, wolał pierw podejmować się rozmowy, czasem będąc w stanie więcej ugrać takim, a nie innym podejściem.
Jednak wspomniała o ognistej. Lekko się uśmiechnął, a nawet parsknął śmiechem. Powinien się rozluźnić, no tak. Dlaczego nie pomyślał o tym w pierwszej kolejności? W końcu ognista wypita duszkiem w Szkocji działała jakoś inaczej, pomagała się uspokoić, nawet jeśli nie miał przy duszy złamanego grosza to wcale nie było taką złą opcją. Może w okolicy były jakieś mugolskie lokale, do których mogliby wstąpić? Zawsze łatwiej było z takich uciec... Choć nie był w stanie przewidzieć co na podobny wyczyn uznawałaby Szkotka, którą napotkał dzisiaj.
- Jak jedno nie działa, to czasem warto spróbować czegoś innego. Ale może w ramach przeprosin skusisz się na ognistą..? Chociaż nie pamiętam czy w tych okolicach było miejsce, gdzie można kupić coś... zdziwiłbym się, gdyby nie było. Mugolskie, albo czarodziejskie, obojętnie - rzucił, wyraźnie się rozweselając, bo skoro już znaleźli się na drodze - równie dobrze mogli się napić. A picie z nieznajomymi, stanowczo było rzeczą, która mogła wpłynąć na niego pozytywnie - a przynajmniej kiedyś w taki sposób wpływała.
Uśmiechnął się do nieznajomej. Nawet jeśli czuł się źle, nawet jeśli jego humor przez ostatnie tygodnie był daleki od radości to udawanie zawsze przychodziło mu z łatwością. Wystarczyło się uśmiechać i wszystko jakoś się układało, prawda? Przynajmniej w to chciał wierzyć. Miał zazwyczaj cholerne szczęście, dzięki któremu wszystko powoli się układało. Pecha przynosił innym, nie sobie.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Glen Nevis - Page 3 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Glen Nevis [odnośnik]21.05.22 21:22
- Gdybyś ich tu miał, to z pewnością nie oberwałabym śniegiem, zaczynam żałować – skwitowała z uśmiechem, który sięgnął jej ust; było w tym coś na granicy drwiny i pokracznego żartu. Nie przejmowała się jednak odbiorem, mało ją interesowały ludzkie odczucia, a przynajmniej zrzucała je na karb obojętności. Zwykle jednak nie przykładała uwagi do pochodzenia obcych, ot byli ludźmi, więc czym w tej kwestii mieliby się różnić? Jasne, byli ci bardziej kolorowi, barwni, intrygujący, gdy nie miało się z nimi na co dzień do czynienia, ale też istnieli tacy, których bladość skóry przypominała kolor kości – jak u Evelyn. Może właśnie przez niechęć do analizy tych skrajności, bez zawahania wzięła go za Anglika.
Sposępniała na moment, gdy doszło do niej to, co powiedział. Jak nikt rozumiała poczucie straty, a w tej sytuacji przed oczami stawała jej ta martwa czarownica odnaleziona na wrzosowiskach. Zbyt często zapominała, że wojna dotykała tak wielkiej społeczności, sama była już przeżarta własną, ignorując cudzą, jakby nie chciała, by jeszcze więcej bólu wkradło się do jej umysłu. Problem był taki, że współodczuwała znacznie częściej niż powinna, a widząc przed sobą tak młodego mężczyznę, mogła sobie łatwo wyobrazić jak młodą osobą była jego żona w tamtym czasie i to było w tym wszystkim najbardziej niesprawiedliwe. – Przepraszam, nie pomyślałam, że… - zamilkła, uznając, że drążenie tego tematu nie jest najrozsądniejsze. – Po prostu nie pomyślałam – poprawiła się dobrodusznie. Nie składała kondolencji, nie okazywała współczucia, trwała wojna i takie zachowania nie przystały. Mierzenie się ze stratą już samo w sobie bywało ciężkie, a co dopiero wysłuchiwanie od obcych słów wybrzmiewających jak zwykła litość. Sama tego nie pochwalała, to też nie zamierzała być hipokrytą.
Widziała po mężczyźnie, że jest strapiony, a jego własne demony skutecznie wpychały go w poczucie winy. Jego gesty, wzrok, zachowanie… To wszystko tak bardzo przypominało niebieskookiej siebie samą sprzed lat, że aż niedowierzała. Możliwe, że miał coś na sumieniu – dokładnie tak, jak i ona, ale nie wyrokowała z góry. Ludzie zazwyczaj przeróżnie reagowali w obliczu niekomfortowych sytuacji i może to spotkanie było dla niego na tyle stresujące, że się tak zachowywał, opcji było zbyt wiele, by podjąć temat, a i ona nie lubiła wyciągać z obcych rzeczy, których nie chcieli jej mówić. W końcu byli dwójką nieznajomych pośrodku doliny, nic mniej, nic więcej.
Westchnęła przeciągle. Wspomnienia wpychały obrazy tuż przed jej oczy, jakby chciały jej powiedzieć: dość, Evelyn, wystarczy. Zawahała się, ale jednak ten nawracający obraz oczu jej brata, krwi na śniegu, jej cierpienia… To było silniejsze niż jej oschła maska, którą narzucała non stop, którą się chroniła za wszelką cenę, która nie dopuszczała do jej cierpienia. Skrzywiła się nieznacznie i tak po prostu odpuściła. Już i tak było jej żal nieznajomego, więc mogła zmusić się do zachowywania jedynie bezpiecznego, wymaganego dystansu. – Już, już, wybaczam! Tylko, na Merlina, przestań w końcu przepraszać, bo tego nie zdzierżę – przewróciła oczami, przestępując z nogi na nogę. Dla niej również nie było to komfortowe, gdy ktoś był w stosunku do niej tak… Miły. Nie była do tego przyzwyczajona, ba, nie chciała tego, tym bardziej, że sama zwykle zachowywała się aż zbyt wyniośle.
Parsknęła na tę propozycję, czyżby wreszcie zaczął przemawiać w jej języku? Najwidoczniej zrozumiał, że obu im się przyda kapka alkoholu, choćby dla ukojenia nerwów, a może to ona była tak dobrą mówczynią? Och, jeżeli to drugie, to chłopak miał naprawdę niewielkie wymagania względem życia. - Wreszcie gadasz w języku Szkotów, nigdy nie odmawiamy dobrego trunku – puściła tzw. oczko, będąc zadowoloną z rozwoju sytuacji.  Problemem było jedynie miejsce w którym się znajdowali, w pobliskiej okolicy nie mieli gdzie znaleźć miejsca z dobrym alkoholem, chociaż… - Najbliżej mamy do Fort William, tam jest chociaż jakaś cywilizacja, ale znam tu taką niewielką knajpkę w okolicznej wiosce, cóż, nie możemy wybrzydzać – nawet nie czekała na jego decyzję, ruszając w dobrze znanym jej kierunku. Zawsze ostatecznie lądowała w tamtym miejscu, jakby przebywanie w pobliżu Glen Nevis wymuszało na niej topienie swych myśli w alkoholu. Nie kryła się z tym, to było całkiem ludzkie zachowanie, a tym bardziej w obecnych czasach, gdy nic nie było pewne.
Nie wiedziała, czy za nią podąży, ale miała przeczucie, że właśnie tak będzie i cóż, uśmiechała się pod nosem. Tak po prostu, bez większej przyczyny, jakby to spotkanie wreszcie wprawiło ją w jakikolwiek dobry nastrój, o ile w ogóle można było ją o taki podejrzewać. – Nie piję z nieznajomymi – rzuciła wreszcie, po jakimś czasie, przerywając tę ciszę wędrówki. Jej słowa brzmiały śmiertelnie poważnie i ciężko, jakby właśnie sobie uzmysłowiła własne reguły, których wcześniej nie respektowała. – Jestem Evelyn – przedstawiła się od tak, jakby to miało załatwić sprawę. Było to tak lekkie zachowanie, że aż sama by się z siebie uśmiała, gdyby tylko uważała, że jej to przystoi. Jak na ten moment, już i tak za bardzo się odkryła, na resztę nie była gotowa, a więc i ten śmiech pozostawiła w sferze swojego umysłu, nie pozwalając mu wyjść na zewnątrz. - To nie zmienia faktu, że cię nie lubię i widzę, jak kryjesz się za sztucznym uśmiechem. Nie lubię kłamców - dodała po chwili, łapiąc kontakt wzrokowy z mężczyzną i zaciskając usta w dezaprobacie. Wolała ludzi prawdziwych, ale podczas wojny ciężko było takich znaleźć, więc i nie zamierzała kontynuować tematu, powiedziała, co miała i na tym wolała poprzestać swoje wyrokowanie.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak
Glen Nevis - Page 3 Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Glen Nevis [odnośnik]14.06.22 1:18
Nie martwiły go żarty czy drwiny, zawsze przyjmując wszystkie podobne z uśmiechem. Zawsze się uśmiechał, zawsze śmiał i próbował poprawić innym humor - bo w końcu w tym był dobry, wychodziło mu to czasem. Lubił opowiadać bajki i niestworzone historie - czuł się w tym doskonale, nawet jeśli w ostatnich tygodniach w ogóle się nie czuł jakkolwiek. Zmęczony, zmieszany, zagubiony. Wszystko się mieszało w jego głowie, a on nie był w stanie powiedzieć, co było prawdą, a co fałszem - nie był w stanie wskazać, co było czym. Gubił się we wszystkim i miał tego serdecznie dosyć. Był zmęczony - to była jedyna rzecz, której był pewny.
Wzruszył jedynie ramionami na jej przeprosiny.
- Dawno to było, nie myśli się o takich rzeczach - rzucił, bo kto normalny domniemuje, że czyiś najbliżsi nie żyją? Chociaż czy byli ludzie, którzy w trakcie wojny nie stracili bliskich? To było łatwym kłamstwem i wymówką - zginęła przez wojnę. Czy gdyby wtedy ci ludzie nie przyszli, czy wojna rzeczywiście by ich uderzyła tak jak kłamał, że to zrobiła? Czy jego dzisiejsze kłamstwa byłyby prawdą, gdyby tylko miały szansę na zrealizowanie się?
Może wtedy uniknęliby tego, co miało miejsce? Może nie żyłby w niewiedzy co stało się z jego rodzeństwem przez lęk przed poznaniem prawdy? Nie bałby się, że rzeczywiście mogli być martwi, żywiąc się jakąś płonną nadzieją, że może tak jak jemu, w jakiś sposób udało się i im wtedy uciec.
Nie był gotowy na informację o ich śmierci. Nigdy by nie był. Ale zawsze miał niebotyczne szczęście do niektórych rzeczy, nawet teraz - w końcu mógł wtedy nie wydostać się z jaskiń, mógł utonąć lub zamarznąć na śmierć. Ale żył. Chociaż co to było za życie?
Zaraz się rozweselił niczym mały szczeniak, kiedy tylko usłyszał o wybaczeniu, tym bardziej kiedy kobieta również i zgodziła się na napicie alkoholu. Lepiej było sobie nie robić większej ilości wrogów, prawda?
Chociaż uśmiech wciąż wydawał się dla niego nienaturalny - a jednak szeroki i całkiem radosny, wydawał się pasować mu idealnie. Zawsze się uśmiechał, zawsze był wesoły, nawet kiedy w duchu czuł że zaraz się rozklei. Nie mógł przecież płakać przy innych - był przecież mężczyznom! Nie wypadało robić takich rzeczy.
- Mała knajpka się zda! - zaraz uznał, wciskając dłonie do kieszeni kurtki - kurtki, która już nie śmierdziała ani zimną rzeką, ani krwią, ani wilgocią z jaskiń. Pachniała dla niego Doliną Godryka, Dynią i Marsem, Niną. Trudno byłoby mu dokładnie wyjaśnić siostrze, dlaczego jego ubrania były w takim, a nie innym stanie kiedy wrócił - ale nie zadawała pytań. Wiedziała, że nie miałoby to sensu? Przecież i tak odpowiedziałby wymijająco.
Ruszył za kobietą bez zawahania, kiedy podjęła drogę.
- Thomas - przedstawił się zaraz. - Evelyn to ładne imię, moja bratowa też tak ma - powiedział zaraz, chociaż nigdy tak naprawdę nie poświęcał ani jednej myśli temu czy to imię rzeczywiście było jakoś wyjątkowo ładne. Było... zwykłe? Po prostu istniało. Ale nie szkodziło mu rzucić komplementem, prawda?
Słysząc jednak jej słowa zawahał się na moment, spowalniając. Tylko na krótki czas jednak, dość szybko zrównując z nią kroku. Wbił jednak wzrok w ścieżkę, na której wciąż leżał śnieg. Kiedy stopnieje? Lubił śnieg i zimę, ale powoli tęsknił za słońcem - może ciepłe dni sprawią, że poczuje się lepiej?
- Nie jestem kłamcą. Uśmiechem się, bo zawsze się uśmiecham - rzucił, wzruszając ramionami lekko, jakby lekko oburzony. Nie był kłamcą! Miał po prostu kreatywny sposób na malowanie rzeczywistości słowami i wymyślanie bajek. To wszystko... - Lepiej by było jakbym wyrzucił, co mi siedzi w głowie? - zaraz też rzucił, marszcząc brwi. - Może jestem tak naprawdę gremlinem? Albo złodziejem jednorożców? Albo czarnoksiężkiem? - rzucił kilka losowych osób, które przyszły mu na myśl - zupełnie nie martwiąc się rzeczywistością czy prawdopodobieństwem podobnych zawodów.
- Ale możemy zagrać w grę! Tym bardziej jak już znajdziemy knajpkę... Dwie prawdy i kłamstwo, co ty na to? Znasz to? Podajesz trzy fakty, no miło by było o sobie, i druga osoba zgaduje co jest jednym kłamstwem. Może mnie polubisz bardziej? No i zobaczysz, że nie jestem kłamcą, bo słabo mi kłamanie wychodzi! - rzucił znów wesoło, starając się nie myśląc o ukrytych w kieszeni kurtki dłoniach, które były pokryte krwią. Dlaczego nie schodziła, dlaczego nie znikała? Nie rozumiał tego i nie był pewny czy chciał zrozumieć...



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Glen Nevis - Page 3 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Glen Nevis
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach