Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Steall Falls
AutorWiadomość
Steall Falls [odnośnik]04.05.19 23:55
First topic message reminder :

Steall Falls

Steall Falls (a właściwie An Steall Bàn) to wysoki na 120 metrów, drugi co do wielkości wodospad w Wielkiej Brytanii, wśród szkockich czarodziejów znany głównie dzięki niezwykłej historii dotyczącej jego powstania. Górzyste tereny wokół wodospadu były kiedyś ponoć domem dla pary czarnych hebrydzkich, groźnego gatunku smoków pochodzącego właśnie ze Szkocji, a w XV wieku siejącego spustoszenie w okolicznych miasteczkach. Agresywne smoki, w naturze mające bronienie swojego terytorium, paliły mugolskie i czarodziejskie osady tak długo, aż mieszkańcy zdecydowali się zareagować. Organizowano sławne na całą okolicę smocze wyprawy nie przynosiły większych sukcesów przez ponad trzydzieści lat, aż wreszcie jednego ze smoków udało się zestrzelić: potężna bestia runęła w dół, uderzając w górskie zbocze, a spod oberwanej skały wytrysnęła woda, tworząc wodospad. Pogromcy smoka nie przeżyli - zostali spopieleni przez partnerkę czarnego hebrydzkiego, która następnie opuściła dolinę, by nigdy więcej już do niej nie powrócić. Wśród czarodziejów do dzisiaj krążą jednak legendy o smoczych jajach, porzuconych rzekomo w grocie za wodospadem - do tej pory nikt ich jednak nie odnalazł.

U podnóży wodospadu rozpościera się połać kwitnących przez cały rok kwiatów, wśród których można czasami wypatrzeć fioletowe płatki mordownika. Aby go rozpoznać, konieczne jest posiadanie biegłości zielarstwa, a w celu odnalezienia rośliny należy wykonać rzut kością k10. W przypadku posiadania biegłości zielarstwa na I lub II poziomie, postaci przysługuje jeden rzut kością, na III lub IV - dwa rzuty. Wynik (lub wyniki) należy zinterpretować zgodnie z poniższą rozpiską:
1 - odnajdujesz kwiat mordownika, możesz zgłosić się w aktualizacjach po dopisanie go do ekwipunku;
2 - 9 - nie odnajdujesz poszukiwanej rośliny, udaje ci się jedynie zebrać naręcze kwiatów; jeżeli włożysz je do wody, nie zwiędną ani nie przekwitną;
10 - kiedy schylasz się w poszukiwaniu kwiatów, z zarośli wylatuje niewielkie stadko bahanek, które dotkliwie gryzą cię w dłonie i przedramiona; tracisz 20 PŻ, a swędzące, gojące się ugryzienia będą dokuczać ci przez kolejne dwa tygodnie fabularne.

Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Steall Falls [odnośnik]04.05.20 11:57
The member 'Keat Burroughs' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 63
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Steall Falls [odnośnik]08.05.20 17:50
Sam nie wiedział, co ma właściwie sądzić o Keatonie. Z jednej strony niezbyt podobał mu się fakt, że Burroughs kręci się wokół Hannah, z drugiej strony naprawdę cenił jego zaangażowanie nie tylko w sprawy Zakonu Feniksa, ale i w życie rezerwatu. Oczywiście, że chciałby mu bezgranicznie zaufać, ale podświadomość ostrzegawczo przypominała, że mogą mieć z młodym smokologiem więcej wspólnego niżby chciał - oczywiście z przeszłości, gdy był lekkomyślnym cwaniakiem, przekonanym o własnej nieśmiertelności. To jednak nie był czas na towarzyskie rozważania, mieli do wykonania ważne zadanie, wymagające całkowitego skupienia. Oraz poszerzenia swej wiedzy. Benjamin chwilę zamyślił się nad pytaniem Keatona, wznosząc się nieco wyżej, by poszerzyć krąg widoczności. - Najpierw się przyczaimy. Jeśli jest w środku, zawalimy wejście i potem rozlejemy siki. Jeśli nie, będziemy musieli poczekać, aż tam wlezie...na szczęście hebrydzkie są bardzo terytorialne i monogamiczne, jeśli chodzi o żerowisko i leże. Gdyby to był chiński, to mógłby mieć z dziesięć takich jaskiń - powiedział, przekrzykując wiatr, po czym mocniej chwycił rączkę miotły, by skręcić w bok, wyczuwając, że przed nimi, na górzystym terenie, znajduje się uskok wiatru, mogący zdekoncentrować uważne poszukiwania. Wytrzeszczał oczy dalej, a w końcu, po kilkunastu minutach, znaleźli się w wyższych rejonach gór. - Odpowiedziałeś sam sobie na pytanie, młody. Masz łeb na karku - pochwalił go mimowolnie, dbając o to, by Keat usłyszał komentarz nawet pomimo dmiącego wiatru. - To bestie. Terytorium jest dla nich najważniejsze. No i dzieci, a podobno trójgony w czasach głodu potrafiły napadać gniazda hebrydzkich. Rozumiesz, gniazda z matką, a wiesz, jak działa na samice instynkt...Ale zbierały się wtedy w większym stadzie, trzy ogony pomagały w rozbijaniu jaj i no...mogiła - zniżył nieco głos, przejęty szaleństwami przyrody. Nie, żeby załamywał ręce albo ronił łzy nad małymi gadami: taka była kolej rzeczy, w królestwie zwierząt nie było miejsca na słabość czy moralność. Mimo to Ben wcale nie uważał smoków za okrutne: robiły, co musiały, by przeżyć, nie kierowały się złością czy nienawiścią, a podstawowymi instynktami. - Ej, widzisz to, co ja? Oblećmy to wzgórze, ty ze wschodu, ja z drugiej strony. Tu może być gdzieś jaskinia! - krzyknął nagle, gdy zbliżyli się do wzgórza o wyjątkowo ostrych krawędziach i zielonych urwiskach. Wright, korzystając ze smokologicznego doświadczenia, podejrzewał, że taki rejon może być dla hebrydzkiego przyjazny do założenia gniazda w którejś z jaskiń. Wystarczająco dużej, zakrwawionej, nieco obsypanej...Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, obleciał wzgórze dookoła, wytężając wzrok - i w końcu natrafił na coś interesującego. Sporawa grota niemalże na szczycie góry, na wpół zawalone wejście, wokół sporo drzew, ale najważniejsze, że przed nią leżało kilka kozich truchełek. To znaczy, chyba kozich, bo stan rozkładu zwłok nie pozwalał na dokładniejsze przyjrzenie się temu miejscu. Zresztą, nie mogli za długo wisieć w tym miejscu - Jaimie machnął do Keatona, by ten podążył za nim, a chwilę później lądowali już nieopodal wejścia do groty. Wright wyhamował z zaskakującą gracją, zwinnie schodząc z miotły, po czym z roziskrzonym spojrzeniem odwrócił się do nieco rozczochranego Burroughsa. - Chyba mamy to! - szepnął podekscytowany, wyciągając z kieszeni różdżkę. - Tylko musimy upewnić się, że jest w środku...ostrożnie, cicho, nie chcemy go już wystraszyć. Ani zniechęcić do powrotu do jaskini, jeśli go tam nie ma - wypowiedział oczywistą oczywistość, po czym ruszył w stronę jaskini, starając się zrobić jak najmniej hałasu. Dopiero, kiedy znaleźli się nieco bliżej, Ben uniósł różdżkę, kierując ją na wzgórze, w którym mogła kryć się jaskinia smoka hebrydzkiego. - Homenum Revelio - wyartykułował jak najstaranniej, mając nadzieję, że czar zadziała.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Steall Falls [odnośnik]08.05.20 17:50
The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 33
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Steall Falls [odnośnik]08.05.20 21:54
On natomiast bardzo starał się nie myśleć o tym, że na swojej misji (pierwszej w ogóle) jest z trochę szefem - gwardzistą. A na dodatek to Wright. I to ten Wright.
- Rodzicie się na miotłach? - zapytał naburmuszonym tonem, niby robiąc Benowi wyrzut, kiedy udało mu się w końcu dogonić Wrighta; ale chwilę później uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy przypomniał sobie dokowe boje stoczone z Hannah u boku. Ewentualnie oplatającą go w pasie, ale o tym może lepiej nie będzie wspominał przy Benie, który zdawał się mieć radar, wyłapujący podejrzanie wysoką częstotliwość, z jaką samce zerkały na jego siostrę. Burroughs zaczynał mieć podejrzenia, że jego instynkt braterzyński, o ile coś takiego w ogóle istnieje (to jest, istnieje, ale może jeszcze nie ma na to nazwy), jest silniejszy niż macierzyński hebrydzkich.
- Jak już go zasypiemy w środku, to potem jakoś da radę się wydostać, co nie? - nie wiem, czego oczekiwał, gwarancji na papierze czy może od razu takiej z oficjalną pieczątką Znawcy Smoków. Pytanie było głupie, ale zadał je bez zastanowienia, w pierwszym odruchu - zmartwił się trochę, czy sami nie zrobią mogiły ze smoczej jaskini i czy ten hebrydzki jakoś się uwolni.
Wiatr nie ułatwiał im zadania, piździło jak na wieży astronomicznej, właściwie to gorzej. Zamiast odkrzykiwać, że też mu się wydaje, że tam za tym skalnym załomem może być jakaś jaskinia, po prostu wyciągnął przed siebie rękę, unosząc kciuka w górę; a brodę wcisnął w szyję, osłaniając grdykę, na której halny jak na harmonijce wygrywał lodowatą melodię.
Docisnął ciało do miotły, podążając za Wrightem i nie mniej uważnie starając się wypatrzeć coś, co mogłoby ich naprowadzić na trop. Rozbebeszone kozie truchła zdecydowanie mogły być taką wskazówką. Wylądował nieopodal Bena, choć mniej zgrabnie; to było twarde lądowanie - aż pył wzbił się do góry, osiadając na jego butach i ubraniu. - Smocza jama - wyrwało mu się, jakby w ogóle jeszcze potrzebowali jego potwierdzenia; chyba udzielił mu się entuzjazm smokologa, a adrenalina zaczęła szybciej krążyć w żyłach. - Nazwałem tak swoją chatkę w Oazie - wtrącił jeszcze z dumą, dzieląc się najistotniejszą w tym momencie informacją, którą nie omieszkał przekazać każdemu, kto tylko był skłonny tego słuchać. Niemniej, chwilę później przemykał już po kamieniach, w ślad za Benem, który pokrótce przedstawił mu, jak wyglądała sytuacja.
Jeden smok. W środku.
- Homenum powinno pokazywać też niewyklute smoki, co nie? - upewnił się jeszcze; ale jeśli faktycznie był tylko jeden, lepiej dla nich. - Z matką mógłby być problem, nie opuściłaby jaskini tak ochoczo, pewnie broniłaby terytorium przed - wyimaginowanym - przeciwnikiem - dopowiedział szeptem; chyba mieli szczęście.
Gdy znaleźli się już nieopodal wejścia, tuż obok gąszczu utworzonego z drzew walczących o przeżycie na kamienistej ścianie, w finezyjny sposób wczepiając się korzeniami w zbocze, zadarł głowę, zastanawiając się, jak może wytworzyć kamienną lawinę, wykorzystując amunicję zgromadzoną ponad wejściem do jaskini, na piargowisku.
- Defodio - wskazał różdżką zawieszoną wysoko półkę skalną, która rozkruszona zaklęciem powinna osypać się żlebem aż do kamieni, a potem porwać je ze sobą. Była spora szansa, że to wystarczy, aby zasypać jaskinię i kupić im trochę czasu.
Oni, natomiast, stali w bezpiecznej odległości od wejścia, a przynajmniej tak Burroughs szacował. Na oko.
Niech mocz będzie z nimi, jeśli się myli.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Steall Falls [odnośnik]08.05.20 21:54
The member 'Keat Burroughs' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 85
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Steall Falls [odnośnik]10.05.20 12:49
- Tak. Dlatego nasze mamy mają tyle dzieci. Bo poród to pestka, wylatujemy sami! - odparł pogodnie, z powagą sugerującą prawdziwość serwowanej historyjki. Dobrze było czasem oderwać się od błotnistych, przyziemnych problemów, dosłownie i w przenośni. Wright nigdy nie potrafił zbyt długo zamartwiać się i leżeć bezradnie pod ciężarem obowiązków, lęku i odpowiedzialności: znajdywał coś, czego mógł się pochwycić, i wyślizgiwał się z opałów, wiedziony optymistyczną determinacją. Dość prostolinijną (jeśli nie prostacką), ale dającą radę nawet w najtrudniejszych okolicznościach.
- To hebrydzki, oczywiście, że da. Widziałeś jego pazury? To haki na kilkanaście cali - powiedział z pewnością, znów łypiąc na Keatona z ukosa, tym razem z dozą zadziwiająco szczerej sympatii. Cenił mężczyzn, którzy nie obawiali się okazywania troski o zwierzęta - w dobie pozbawionych sumienia czarodziejów opiekuńczość wobec braci mniejszych, nawet jeśli chodziło o potężne, pradawne smocze bestie, była na wagę złota. Co nie oznaczało, że zamierzał podać Burroughsowi na tacy rękę swej siostry - ale może nie odetnie mu od razu jego własnej, gdy ten postanowi ją po przyjacielsku przytulić.
Dopiero po wylądowaniu odezwał się ponownie, uważnie nasłuchując oraz przyglądając się porośniętemu roślinnością zboczu, które miało skrywać w sobie smoczą jamę. - Tak? Też masz tam truchła zwierząt, tony smoczego łajna i zgniłe łuski? - dopytał ze śmiertelną powagą, bo tylko naiwniacy nie znający prawdziwych twarzy tych stworzeń mogli romantyzować ich legowiska. Wbrew pozorom i baśniom opowiadanym niegrzecznym dzieciom, smoki nie leżały na stosach złota: ich gniazda były jak na ludzkie standardy brudne i jeśli coś w nich lśniło, to białe kości nieboszczyków, ogołocone z tkanek i mięśni. Szczęśliwie dla Keatona, który w wizjach Benjamina zyskał miano bawidamka, czarownice rzadko kiedy znały detale codzienności smoków, mogły więc ulec czarowi tajemniczej nazwy. Wright miał też pewność, że Hania się na nią nie nabierze, co uspokoiło go na tyle, by mógł po przyjacielsku poklepać bruneta po plecach, jednocześnie wskazując na wejście do jaskini. - Tak, wykrywa stworzenia i istoty. Jest tam w środku. Sama. Niezłe bydle, będzie miało siłę wymknąć się na wolność. Musimy tylko działać szybko - szepnął, popychając towarzysza do akcji, bliźniaczej do tej, którą podjął sam, okrążając wejście, by znaleźć się z drugiej strony. Dzięki wyćwiczonym mięśniom udało mu się również wspiąć na osypujące się nieco zbocze. Ze skupieniem obserwował działania Keata, a gdy ten skutecznie odłupał jeden z większych fragmentów skały nad wejściem, Jaimie złożył ręce w odpowiedni sposób, nabrał powietrza i - nauczony wieloletnim doświadczeniem smokologa - wydał z siebie specyficzny dźwięk trójogona. Trochę pisk, trochę wizgot, trochę krzyk; bardzo zwierzęcy, prymitywny, wibrujący na zębach i prześlizgujący się między przekrzywionymi palcami, co pozwalało wiernie oddać okrzyk atakującego edalskiego. Zawył tak jeszcze kilkanaście razy, odpowiednio modyfikując natężenie, po czym uniósł różdżkę i skierował ją na drugi z potężniejszych skalnych nasypów, chcąc upewnić się, że hebrydzki zostanie uwięziony w środku na co najmniej kilka długich chwil. - Defodio - powiedział, po czym zsunął się z impetem ze zbocza, starając się zrobić tyle hałasu co niewielkich rozmiarów smok (co przy jego gabarytach nie było aż tak trudne). - Siki. Teraz! - wychrypiał, gdy znalazł się już obok Burroughsa. Do ich uszu doszło szamotanie się za zasypanym wejściem, musieli więc jak najszybciej upozorować atak groźnego trójgoona.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Steall Falls [odnośnik]10.05.20 12:49
The member 'Benjamin Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Steall Falls [odnośnik]10.05.20 20:51
- Właściwie do tej pory tylko na rycinach - cholernie zazdrościł Benowi, że nie tylko tak wiele o gadach wiedział, lecz także miał okazję obserwować różnorodne gatunki w ich naturalnych środowiskach, a nawet konfrontować się z nimi - aż tak bardzo nie przyglądałem się ich łapom, ale chyba niemniej zabójczy jest ich potężny ogon. Niby tylko jeden, ale pewnie trójogony wcale tak łatwo z hebrydzkimi nie miały, szpikulec w kształcie grotu strzały wyglądał na rysunkach na cholernie ostry, pewnie bez trudu przeszedłby przez ludzkie ciało na wylot? - próżno było doszukiwać się strachu w jego słowach, pytanie zadał rzeczowym tonem, pobrzmiewała w nim jedynie fascynacja; wiedział, że wkraczają na terytorium zabójczego stworzenia i będą dosłownie igrać z ogniem, lecz pewien był też tego, że przybierając zlęknioną postawę popełniałby pewnie błąd za błędem. Smokom należał się szacunek, ale nie można było w ich obecności odczuwać bezbrzeżnego strachu, który paraliżował ciało i uniemożliwiał podejmowanie szybkich decyzji. - No i one mają naprawdę nieziemskie oczy, ten fiolet wygląda niesamowicie - dodał jeszcze w taki sposób, jakby nie miał nic przeciwko temu, żeby jednak plan A się nie powiódł i musieli jakoś kombinować, stojąc twarzą w twarz ze smokiem.
- W sumie to tak - odparł lekko, nie przejmując się za bardzo próbą sprowadzenia go na ziemię - martwe szczury znosi mi taki rudawy kuguchar, nie mam pojęcia, do kogo należy, ale zdążył już się zadomowić w Oazie; tony smoczego łajna przynoszę na podeszwach butów - połowa odpadnie po drodze, ale wciąż pozostaje spory zapas, żadna chłoszczyść nie da rady zniwelować tego zapachu - a... no dobra, co do tych zgniłych łusek, to nie jestem taki pewien, ale zaryzykuję stwierdzeniem, że w mojej kuchennej szafce naprawdę jest wszystko - Jama jak nic! - Nazwałeś jakoś swój? - no bo skoro Benjie tak się obruszył o tę Jamę, to Burroughs zaczął sobie wyobrażać, że byłby skłonny nazwać swój dom jakoś w stylu bliźniak z czerwonym dachem, żeby nazwa precyzyjnie odwzorowywało to, jak wygląda. Gdyby Keat miał być akuratny, mógłby co najwyżej pokwapić się o niewielką ruderę w środku lasu.  
- Działajmy - zawtórował, już bez zbędnych komentarzy, całkowicie skoncentrowany na swoim zadaniu. Nadkruszona półka osunęła się, rozbijając się na setki kamieni; chwilę później zaklęcie Bena sprawiło, że schodząca lawina rozrosła się szybko, pył kotłował się z chmarą spadającego w dół żwiru i średniej wielkości głazów, robiąc tyle rumoru, że Keaton zaczął się zastanawiać, czy nie wybudzili czasem ze snu wiecznego któregoś truchła, które zniósł ze sobą hebrydzki.
Oniemiały wpatrywał się we Wrighta, bezbłędnie odwzorowującego wydawany przez trójogony ryk; trzymał różdżkę w pogotowiu, na wypadek, gdyby trzeba było osłonić przed kamieniami smokologa - albo gdyby musiał ratować samego siebie. Dopiero na okrzyk gwardzisty wyciągnął z plecaka pierwszą z fiolek, żeby wylać mocz na zrytą pazurami ziemię tuż przed wejściem do pieczary. Ostra, intensywna woń momentalnie wżarła się w powietrze; a to dopiero pierwsza partia. Wspiął się nieco wyżej, z lewej strony wejścia, asekurując się dłońmi, gdy pokonywał kolejne metry nierównego terenu. I w miejscu, skąd smoczyca mogła usłyszeć zwalające się kamienie, rozlał kolejne trzy fiolki, obchodząc górą rumowisko, by ostatnią buteleczką wyznaczyć cuchnącą ścieżkę, odtwarzając szlak, którym zsuwał się Wright aka dorodny trójogon.
Pierwsze, co przywita hebrydzkiego, gdy tylko wykopie się z jaskini, to uderzająca w nozdrza woń jego największego rywala. Oby ich własna zdążyła już wywietrzeć.
- Spadamy? - rzucił cicho, poprawiając szelki plecaka na ramionach. Trzeba się stąd czym prędzej zwijać.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Steall Falls [odnośnik]11.05.20 16:15
- Będziesz miał okazję zobaczyć je jeszcze w naturalnym środowisku - mruknął cicho, skupiony na misji, ale także nie mogący odpuścić chęci podzielenia się z kimś swoją pasją, burzącą w nim krew od ponad trzech dekad: już jako bezradny szkrab uwielbiał swoją mięciutką zabawkę smoka, nie rozstając się z kompanem zabaw nawet w kąpieli, co nie skończyło się dobrze dla pluszaka. - W połowie roku będziemy organizować wyprawę - dodał wyjaśniająco, nie musząc dodawać, że jeśli takowa się odbędzie - kto wie, czy szumowiny do tego czasu nie wybuchną całego świata - to Keaton miał znaleźć się na krótkiej liście stosunkowo nowych pracowników, których wysyłano w nieznane. Tylko tak mogli przekonać się o tym, czy poradzą sobie w kryzysowych, nieprzewidzianych sytuacjach. Trochę jak dziś, gdy przejęci próbowali unieszkodliwić hebrydzką bestię, zajmującą tereny olbrzymów. Jaimie z ulgą przyjął wzbijający się w powietrze kurz, jednocześnie wspaniałomyślnie nie próbując dopytać, czy równie nieziemskie oczy posiada według Burroughsa jego siostra. - No, mój dom nazywa się Chata - odparł, ze śmiertelną powagą przyjmując nieco ironiczną odpowiedź Keatona, logicznie wyjaśniającego detale opisu małej chatki. Tamta smocza jama na szczęście nie została zasypana kamieniami - Jaimie wstrzymał oddech, słysząc coraz głośniejszą szamotaninę dobiegającą ze środka jaskini. Obserwował szybko działającego Keatona, po czym, bez żadnego namysłu, wskoczył w jedną z kałuży i zaczął rozchlapywać intensywnie pachnącą ciecz. Miał nadzieję, że zdąży się umyć, zanim wróci do Percivala.
- Zwiewamy - odparł, ruszając szybko w stronę zarośli, pewien, że zostawi za sobą węchowy ślad zdolny odstraszyć nawet najodważniejszego smoka hebrydzkiego. - Rany, jak ty to zebrałeś...Ugh, koszmarne, a wierz mi, w niejednym smrodzie bywałem - jęknął, gdy znaleźli się już przy miotłach. Bez zawahania wskoczył na swoją, upewnił się, że Keat za nim podąża, a następnie oderwał się od ziemi. - Lećmy nisko. Przy okazji możemy wybrać miejsca, w których zakopiemy nadgnite łuski - zaproponował, starając się przekrzyczeć wiatr. Z Peak District zabrali bowiem nie tylko zbędny mocz trójogonów edalskich, ale także spory worek rozkładających się już smoczych łusek. Te nadawały się doskonale nie tylko do eliksirów wzmacniających, ale także jako nawóz. Nie wiedział o zielarstwie zbyt wiele, ale specyficzne właściwości smoczych ingrediencji nie były mu obce - postanowili więc wykorzystać ich działanie, by wspomóc regenerację przyrody na wzgórzu. Odstraszenie smoka hebrydzkiego było głównym punktem programu przywracania siedlisk olbrzymów do użytku, ale jeśli wielkoludy miały wrócić tam na stałe, musieli też odbudować cały ekosystem. Łuski miały sprawić, że uwielbiane przez kozy rośliny szybko się odrodzą, a cała wyżyna zacznie tętnić życiem, nienękana przez zbyt morderczego smoka. - Rozdzielmy się, będzie szybciej. Ja wezmę wschodnią stronę wzgórza, ty południową. Północną odpuśćmy, tam i tak te krzaki będą zbyt wolno rosły. Spotkajmy się potem tutaj - ponownie podzielił teren działania, kiedy już udało im się powrócić do zostawionych przy drzewie sakiew, worków i mięsnego prezentu dla olbrzymów. Z bagaży wyjął odpowiednią jutową sakwę i ruszył w dół zbocza, sięgając po sproszkowane łuski, by rozsypać je na wrażliwej ziemi wokół dawnych żerowisk kóz.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Steall Falls [odnośnik]25.05.20 20:16
Ciekawskie spojrzenie dopadło Bena, gdy tylko gwardzista wspomniał o organizowanej wyprawie, na której miał się znaleźć i Burroughs; nieczęsto nowych stażystów dopuszczano do wzięcia udziału w jakiejkolwiek delegacji, która nie miała nic wspólnego z oddelegowywaniem ich do tych najmniej wdzięcznych zadań. - Dzięki - odparł tylko, bo było to spore wyróżnienie, a na jego miejsce spokojnie mogliby znaleźć tuzin chętnych.
Z początku parsknął śmiechem, pewien, że Benjie po prostu żartuje, w podobnie kąśliwym tonie odpowiadając na jego wywód o nazewnictwie domów, aczkolwiek po chwili wymownej ciszy dotarło do niego, że niekoniecznie... - To, hm, dobra nazwa... taka... obrazowa - wybąknął w końcu, darując sobie dalsze wywody na temat tego, że przynajmniej słysząc Chatka ma się przed oczami obraz chatki właśnie; w przypadku jakieś, chociażby, Muszelki, można to już sobie wyobrażać na naprawdę wiele sposobów...
Będąc już na wysokości mniej więcej jednego metra po prostu wybił się i skoczył wprost w kałużę, tak jak Jamie rozchlapując wokół siebie ostro cuchnący mocz. Miał wrażenie, że gruzowisko za nimi zatrzęsło się, gdy uderzyło w nie coś masywnego, część pomniejszych kamieni sturlała się w ich kierunku; nie mieli zbyt wiele czasu.
Zwiewamy.
Nie trzeba mu było tego dwa razy powtarzać. Trudno było przewidzieć, ile jeszcze czasu zajmie smokowi przedarcie się przez barierę; wnioskując po tym, jak zaciekle stworzenie atakowało stertę kamieni, zapewne niezbyt długo. Pytanie tylko - co zamierza później; czy to wstęp do walki o terytorium? Czy raczej desperacka próba uniknięcia zagrożenia?
Nie zważając na to, że ostre gałęzie chaszczy wbijają się boleśnie w ciało, ruszył za Benem, torując sobie przez nie drogę, by schować się w gęstwinie, w której hebrydzkiemu trudno będzie ich wypatrzyć. - To jest... skondensowany mocz, po wydes... podgrzaniu została sama woniejąca... esencja - czy jak to nazwać - Johnny prowadzi badania - tyle różnorodnych, że można się w tym pogubić, to zdecydowanie ich naczelny mózg rezerwatu - nad tym, jakie gatunki magicznej flory odstrasza trójogon, a jakie nie... bo ponoć na te najmniejsze to wabik, trójogony pozbywają się polujących na nie wrogów. W każdym razie, do swoich eksperymentów wykorzystuje tę bombardę zapachową, on ma tego tak dużo, że nawet nie zorientuje się, że zniknęło mu... kilka - ewentualnie kilkanaście - fiolek - wyszeptał w odpowiedzi; fetor uryny w porcie też był dominującą wonią, do której zdążył już przywyknąć, ale bez wątpienia otaczający ich smród robił wrażenie nawet na tych przystosowanych do tonięcia w odorze fekaliów.
Wskoczył na swoją miotłę, pochylając się tak, że niemal przywarł do niej całym ciałem, gdy już wzbił się w powietrze tuż za Benem, wiernie odtwarzając tor jego lotu. Kiedy udało im się oddalić na bezpieczną odległość, rozległ się potężny rumor; instynktownie zapikował w dół, kryjąc się pośród porastających zbocze świerków i zawisnął w powietrzu, z napięciem obserwując wygrzebującego się z kupy kamieni smoka. Wściekły ryk, który z siebie wydał hebrydzki, tym razem znajdując się już na wolności, Burroughs zinterpretował błędnie - był pewien, że to zaproszenie do walki na śmierć i życie, lecz ledwie chwilę później masywny ogon uderzył o podłoże, gniewnie, jakby w geście frustracji. A potem potężne skrzydła rozłożyły się, pozwalając czarnemu cielsku poderwać się do lotu.
Odleciał.
- Udało się - cień niedowierzania pojawił się w jego głosie, ale chwilę później na twarzy wykwitnął entuzjastyczny uśmiech. - Udało się - powtórzył raz jeszcze, zerkając na Bena, jakby chciał się upewnić, że Wright też ma oczy i potrafił to zauważyć.
Zrobił jedno okrążenie wokół drzewa, rozglądając się przy okazji wokół siebie i zadarł głowę ku górze. Nie musiał potrafić czytać mapy nieba, żeby dostrzec leniwie przemierzające nieboskłon Słońce, które schować się miało za górami. - Tak, najlepiej chyba na południowych zboczach... - urwał, bo w sumie tyle był w stanie w tym temacie powiedzieć. Reszta to już czysta improwizacja.
Skinął Benowi głową, odbierając od niego nawóz z łusek, po czym bez zwłoki wykonał polecenie Gwardzisty. Podobało mu się tempo, które sobie nadali - cała akcja przebiegała szybko i sprawnie, oby z olbrzymami nie mieli zbyt wielu problemów.
- Widzimy się za chwilę - nieco dłuższą, bo trochę jednak zeszło mu z babraniem się w ziemi, ale ostatecznie dotarł z powrotem na miejsce, z rękami umorusanymi brązową papką i ciemną smugą ziemi oblepiającą ubranie. - To co, czas na gwóźdź programu? - rozmowę z olbrzymami?

| ukrywanie (I)



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Steall Falls [odnośnik]27.05.20 18:17
Machnął wielką dłonią nieco lekceważąco, nie potrzebował przecież podziękowań. Do smoczych wypraw wybierał silnych, utalentowanych czarodziejów, a Keaton wbrew podejrzliwości wywołanej nieoczywistą relacją z jego malutką siostrą, spełniał wysokie wymagania zarządcy części rezerwatu. Dobrze sprawdzał się zarówno w ramach oficjalnej działalności, jak i w sytuacjach chwiejących się na pograniczu prawa - jak teraz, gdy próbowali swoich sił w nierównym starciu z dziką bestią, by przekonać do współpracy istoty nie mniej barbarzyńskie. Burroughs wykazał się wielkim sprytem, a Ben był pod wielkim wrażeniem kombinatorstwa stosowanego - sam nie wpadłby na zdobycie w ten sposób odstraszającej dla hebrydzkiego cieczy. - No to mi zaimponowałeś, kolego - powiedział szczerze, gdy już na wpół mokrzy od potu (a na pół od trójogońskiego moczu) ruszali w dalszą drogę. Łaskawie nie dopytał o proces kondensacji tegoż specyfiku ani o inne detale, woląc na razie skupić się na postawionym przed nimi zadaniu. Zbliżali się do końca jego wykonania, gładko wznosząc się z ziemi, świadomi, że zostawiają za sobą wystraszonego smoka, oddalającego się od zajętych przez olbrzymy wzgórz. Jaimie nie mógł powstrzymać uśmiechu, widząc daleki cień hebrydzkiego: tak, udało się, i zadowolenie pomagało mu w podtrzymaniu wysokiego poziomu adrenaliny oraz zaangażowania. Dlatego też nie dość, że dość swobodnie wylądował w gęstym lesie, ale też nie nudził się podczas metodycznego rozsypywania i zakopywania lekko nadgniłych, edalskich łusek, które miały przywrócić lokalną florę do równowagi, pozwalającej na powrót w te rejony futrzastych ssaków, stanowiących przyjacielski przysmak dla pewnego plemienia.
Drobiazgowe wsparcie porostu miało też nieco odsunąć w czasie konfrontację z gurgiem Rhaharanów: Ben potrafił działać, nie obawiał się krwi, potu i moczu (ani rozwścieczonych smoków), lecz konwersacje nigdy nie wychodziły mu zbyt dobrze. Pozostawała mu tylko nadzieja, że gruboskórna prezencja zadziała lepiej od wykwintnych słów, a towarzyszący mu Keaton doda od siebie coś mądrego. Nic więc dziwnego, że gdy spotkali się ponownie, ubrudzeni dodatkowo ziemią, Ben miał dość skupioną minę. Dalej jednak czuł się prawie zadowolony z uzyskanych postępów. Zrobili wszystko, co mogli, by ułaskawić olbrzymy - teraz musieli tylko się z nimi spotkać i do nich przemówić.
- Ech, tak. Nie ma co tego odkładać. Ja nie bardzo umiem w pogawędki, więc nie krępuj się wyskoczyć z jakimiś mądralińskimi słowami - westchnął rozdzierająco, ocierając czoło z błota, po czym znów wsiadł na miotłę a później poprowadził niskim lotem Keatona w stronę pobliskiego jaru, leżącego niedaleko od wyrżniętej wioski. Wylądowali w bezpiecznej odległości, nie chcieli przecież wystraszyć przyszłych (jeśli Merlin pozwoli) przyjaciół.
Zauważyli już ich z daleka - ale nie zatrzymywali się, Ben parł do przodu, wypinając pierś do przodu, nie chcąc okazać strachu, choć ten oczywiście odczuwał. Jak każdy rozsądny człowiek, widzący olbrzyma. Były znacznie większe niż w książkach. I większe od tych, z którymi bił się w rumuńskich karczmach. - My - przynieść - jedzenie. My - przyjaciele - zagrzmiał od razu, unosząc do góry dłonie, by pokazać, że nie ma w nich różdżki i że przybywają tu w pokoju. Kiwnął głową na Keatona, by ten zaprezentował soczystą kozę, mogącą zaspokoić pierwszy głód rozmówców. - Wy - nie jeść nas. Wy jeść koza - kontynuował zaskakująco (nawet dla samego siebie) pewnie, bo z łatwością odnalazł się w takiej konwersacji. A coś w nieco zdezorientowanym, ale i prostolinijnym spojrzeniu zgromadzonych wokół małych wzgórków o wielkich oczach i łapach, przypominało mu spotkania z wiekowymi, bardzo umięśnionymi wujami, którzy nie za bardzo rozumieli współczesny świat. - My pozbyć się smoka, który zajął wasze ziemie. Wasz dom - wolny od smoka! Smok poszedł...hen, w diabły, w pizdu - zakończył obrazowo, machając ręką, by pokazać, że ich problem zniknął za horyzontem. Mówił głośno, donośnie, starając się i posturą i prostymi słowami dotrzeć do tego specyficznego plemienia. - Wy - Rhaharana, tak? Ja Ben. To Keat - przedstawił się, może nieelegancko, bo dopiero na końcu wypowiedzi, ale wolał zacząć od konkretów, bo gdyby olbrzymy wciągnęły ich na podwieczorek, to ze środka brzucha mogłyby nie dosłyszeć ich personaliów. - Rhaharana to od tego, że się tak dużo śmiejecie? Rha - HAHA - rana? - zagadnął jeszcze ze szczerym zainteresowaniem, zerkając kontrolnie na Keatona, by upewnić się co do jego reakcji na przemowę. I może poszukać wsparcia, bo nie wiedział, jak sobie z tym wszystkim poradził.

| retoryka 0, ale się staram


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Steall Falls [odnośnik]27.05.20 19:46
Wiatr wplątał się w kosmyki włosów, pęd smagał go czerwienią po twarzy, a oddech Keata przyspieszył, gdy w pogoni za Wrightem starał się nie odstawać i dopasować do tempa Bena. Tak właściwie zakończyli już przygotowania, argumenty mieli w ręce, teraz przyszedł czas na to, żeby je zaprezentować i liczyć na to, że ich przekaz zostanie zrozumiany.
Wylądowali przy tym samym drzewie, przy którym zostawili swoje rzeczy - o nie też Burroughs oparł swoją miotłę, korzystając z tego, iż rozłożysta korona daje im chwilowy komfort i pewność, iż nikt z plemienia ich nie dostrzeże.
- Jeszcze chwila - rzucił, podchodząc do truchła kozy, nad którym pochylił się z różdżką w ręku. - Pellis - już oprawione zwierzę powinno zrobić większe wrażenie; unosząca się woń dotrze do ogromnych nozdrzy olbrzymów, a tłumaczenia staną się zbędne - wyczują pożywienie z daleka; sygnał będzie jasny - ludzie mają jedzenie. A skoro mają jedzenie, może warto ich posłuchać? (I nie zjeść razem z kozą, skoro potrafią to jedzenie zdobyć...)
- Sonorus - mógł krzyczeć, lecz pomimo usilnych starań jego słowa nie zostaną najpewniej usłyszane przez każdego olbrzyma - acz to zaklęcie powinno choć na chwilę wzmocnić głos Keata, żeby niesiona przez nich wieść dotarła także do znajdujących się nieco dalej olbrzymów, a nie tylko do tych w pobliżu Rhaharana. Gurg mógł zmienić się za tydzień, ale ich sojusz nie powinien ucierpieć, jeśli uda im się przekonać wszystkich obecnych. W podobny sposób wzmocnił głos Bena, jeszcze zanim w dwuosobowym pochodzie ruszyli w stronę tego najważniejszego olbrzyma, zajmującego centralne miejsce. Burroughs trzymał kozę wysoko w górze, by każdy olbrzym, którego mijali po drodze, zdołał ją dostrzec.
Ben przemawiał jako pierwszy, Keat przysłuchiwał się jego słowom w milczeniu, będąc pod wrażeniem tego, jak Wright sobie radzi. Bez wątpienia dopasował przekaz do odbiorcy, Burroughs postawił uderzyć w podobny ton i wziąć przykład z gwardzisty; na razie jednak przyglądał się reakcji pierwszego pośród olbrzymów, którego twarz była wciąż kamienna. Ale musiało im się przecież udać przykuć jego uwagę, skoro pozwolił Benowi mówić tak długo.
- Wy przynieść kocioł, naczynie - zaczął od najważniejszego; zamiast mówić o jedzeniu, mogli im po prostu coś ugotować. Jeden z nich na nieznaczne skinienie gurga powstał, ziemia zatrzęsła się, a Burroughsowi nieco zmiękły nogi, bo nie był wcale taki pewien, czy zaraz nie zostanie szaszłykiem nabitym na jakąś gałąź.
W rytmie tąpnięć olbrzym oddalił się, zamiast ruszyć na nich, co Keaton wziął za dobry omen, więc kontynuował, nie chcąc stracić ich uwagi. Uznał, że dobrze będzie powtórzyć w innej formie kluczowe informacje, gdyby coś pozostawało dla członków plemienia niezrozumiałe.
- My przyjaciele, wasze problemy to nasze problemy, wy mówicie o problemach, a my robimy, że nie ma problemów - wiedzieli o dwóch problemach olbrzymów, ale może jest ich więcej? - Problem pierwszy? Smok. Problemu nie ma. Jaskinie puste. Jaskinie olbrzymów, nie smoka. My pilnujemy smoka, smok nigdy nie wraca - zaczął od najważniejszego. - Problem drugi. Rośliny. My robimy magię, rośliny wracają, wracają kozy i zwierzęta, wraca jedzenie. Dużo jedzenia, dużo zup, mięsa, pyszny gulasz, pełne brzuchy - pogłaskałby się ostentacyjnie po swoim, ale wciąż trzymał zakrwawionymi rękami oprawioną kozę. - My pomagamy, olbrzymy szczęśliwe, olbrzymy szczęśliwe to my szczęśliwi, my i wy to przyjaciele - powiązał przyjaźń z pełnymi brzuchami, odzyskanymi jaskiniami i szczęściem humanoidów; prosty ciąg przyczynowo-skutkowy. Oby wystarczająco prosty, aby zrozumiały każdy z elementów w tym łańcuchu. - Przyjaciele dają prezenty, przyjaciele wracają, przynoszą więcej prezentów - a pewnego dnia proszą o pomoc, ale może to nie jest najlepszy moment, żeby czegokolwiek żądać. Na razie olbrzymy mogły ich utożsamiać z podarkami, które dostają tak właściwie za nic. Intratna znajomość.
Olbrzym, który oddalił się od gurga, wrócił z gargantuicznym kotłem; Burroughs nie był w stanie zajrzeć do naczynia, ale mógł przecież... - Ty - podniesiesz mnie? Ja - w górę, do góry - na Twojej ręce - zaproponował i już po chwili dłoń opadła tuż obok, a on mógł się na nią wspiąć. Zachybotał się, gdy oderwała się od ziemi, lecz udało mu się utrzymać równowagę. - Bliżej kotła, nad nim, do przodu - dodał, napinając mięśnie, by tym razem być już przygotowanym na gwałtowny ruch. - My robimy czary, prezent dla was, prezent dla Wielkiego Rhaharana, prezent od przyjaciół - powtórzył raz jeszcze, po czym chwycił kozę i wrzucił ją do wielkiego kotła. Nie musiał jej rozczłonkowywać. Olbrzymy poradzą sobie z tym same, na razie i tak najważniejsze było to, żeby koza pogotowała się na wolnym ogniu. To ich ulubiony przysmak. Wypełnił kocioł za pomocą wielokrotnie powtórzonego balneo i dopiero wtedy dał znać olbrzymowi, że chce znaleźć się na ziemi.
Kropelki potu zrosiły jego czoło; najprawdopodobniej tylko Ben mógł to dostrzec. Tak jak drżenie rąk; prawą wciąż zaciskał kurczowo na różdżce. Chyba nie zostanie fanem przejażdżek na dłoniach olbrzymów. Lecz trzeba było zachować pozory, więc podziękował olbrzymowi za tę przysługę.
- Jedzenie, gulasz z kozy, nasz prezent - dodał jeszcze; z podpaleniem kotła ogniem bez wątpienia poradzą sobie bez trudu - i zrobią to tak, aby płomienie były w odpowiedniej temperaturze do długiej obróbki mięsa; Burroughs wolał już przy tym nie kombinować, żeby nie zepsuć dobrego wrażenia, gdyby zmiana sposobu przyrządzenia sprawiła, że gulasz im nie posmakuje.

| jak wyżej; perswazja 0, chcemy dobrze



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Steall Falls [odnośnik]14.06.20 15:43
Ben cierpliwie oczekiwał reakcji na swoją porywającą przemowę, nigdzie się nie śpieszył, czuł się też w miarę pewnie, przynajmniej dopóki nie ustąpił miejsca swemu towarzyszowi. Keat miał gadane, to musiał przyznać, ale oprócz tego posiadał także bardzo rozwinięte skłonności samobójcze. Dawało mu to spore szanse na zostanie Gwardzistą, lecz równie wysokie - na zostanie dość kościstym posiłkiem wyrzuconych ze wzgórz olbrzymów. Wright drgnął nieco nerwowo, obserwując śmiałe poczynania Burroughsa, powstrzymał się jednak przed łapaniem kawalera za fraki i wyperswadowaniem mu tańcowania wokół kotła na dłoni olbrzyma. Szczęka Wrighta opadła, gdy brunet zadziwiająco zgrabnie znalazł się wśród palców (o szerokości dębowego pnia) nowego znajomego. Tylko czekał, aż do uszu dobiegnie gruchot kości: naprawdę nie przepadał za mężczyznami, którzy kręcili się wokół jego małej siostrzyczki (nawet platonicznie), ale najgorszemu wrogowi nie życzyłby zostania mięsną potrawką dla olbrzymów. Na szczęście do niczego takiego nie doszło, a Ben odetchnął z wyraźną ulgą, gdy Keat skończył zabawę w kucharza i znów znalazł się na ziemi w jednym kawałku. Brodacz zmiął w ustach przekleństwo, mimowolnie ceniąc szaleńczą odwagę smokologa, po czym przestąpił z nogi na nogę.
- Smacznego! Mniam mniam! Dobre! Koza dobra, on dobry kucharz. My wam dać więcej kóz później! My bracia, przyjaciele. Mniejsi, ale bracia! - ponowił gestykulację, najpierw wskazując na parujący kocioł pełen gotowanego mięsa, potem posługując się Keatonem jako manekinem, poklepując go po plecach i obejmując za ramiona, by pokazać, jak bardzo się lubią. - Wy możecie wrócić do domu. Dom - wasz! - odwrócił się nieco niespokojnie - wolał nie tracić z oczu niezbyt rozgarniętych olbrzymów - by tym razem wskazać umięśnionym ramieniem na wzgórza, z których wygnał ich smok. - My - przyjść za jakiś czas. My - pomagać wam. Wy - może pomóc nam. Wy duzi i dobrzy, my mali i dobrzy. Ale nie do jedzenia, do jedzenia to my niedobrzy, ble! - kontynuował wspinaczkę na wyżyny retoryki, do każdego zdania dodając niezbędną pantomimę, by przemówić do każdego z niewielkiego plemienia, od przyglądającego się im z nieodgadnioną miną gurga po najmniejszego z rodziny, wyglądającego ciekawsko zza pokaźnego głazu, możliwe, że będącego na co dzień jego zabawkową piłką. - Teraz wy jeść spokojnie, my sobie pójść. W przyjaźni. Ja Ben, to Keat. My z Zakonu Feniksa. Później, do kolejnego dużego księżyca - się zobaczymy, na wzgórzu - zakończył przemowy, wypinając dumnie pierś i starając się zrobić z siebie jak największego, by w ten sposób zademonstrować swoją siłę, po czym kiwnął głową na Keatona i zaczął wycofywać się z zakątka olbrzymów, powoli, bez paniki, czując, że po plecach spływa mu cały wodospad potu wywołanego zdenerwowaniem. Nie mogli być pewni, jaki rezultat osiągną, ale miał nadzieję, że uwolnienie wzgórza od szkodliwego smoczyska oraz kozi podarunek sprawią, że to konkretne plemię zapamięta dwójkę śmiałków i ich dobre intencje. Wszak dali z siebie wszystko, ryzykując naprawdę wiele, by przekonać do siebie te niesamowite, na swój sposób piękne i groźne, istoty - z którymi Wright czuł zaskakująco silną więź.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Steall Falls - Page 2 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Steall Falls [odnośnik]15.06.20 10:14
Czuł się tak, jakby wypił właśnie ciurkiem garnek kawy, serce waliło jak szalone, w rytmie, który niepokojąco obijał się o klatkę piersiową, jakby naprawdę pikawa miała zaraz wyskoczyć z jego ciała. Dobrze było poczuć stabilny grunt pod nogami, ale rozedrgane zastrzykiem emocji mięśnie wciąż utrudniały mu zachowanie stabilnego pionu; w ciszy poczekał, aż Ben skończy swoje przemówienie, samemu nie był już w stanie wydusić z siebie nic składnego - zdjął z siebie sonorusa, czekając na wieńczące spotkanie słowa, a potem po raz ostatni objął wzrokiem rozrysowującą się przed ich oczami scenerię. Olbrzymy zachęcone wydobywającym się z ogromnego kotła zapachem łypały w ich stronę, ewidentnie wciąż jeszcze przetrawiając to, co usilnie i dobitnie dwójka Zakonników starała się im przekazać. Do ciężkostrawnych ta uproszczona przemowa chyba nie należała - gurg nie zaprotestował, kiedy gwardzista obiecał mu odwiedziny w następnym miesiącu.
Keat wycofał się ostrożnie i równie spokojnie, jak Ben, by na sam koniec nie rozdrażnić żadnego z olbrzymów. Dłoń wciąż znajdowała się w pobliżu różdżki schowanej w tylnej kieszeni spodni, tak na wszelki wypadek - nie musiał jednak po nią sięgać.
Już skryci przed wzrokiem potężnych istot, znaleźli się w końcu w cieniu starego drzewa, gdzie zostawili część swoich rzeczy, w tym dwie miotły. Burroughs oparł się o pień, dopiero teraz pozwalając sobie na to, żeby uszło z niego całe napięcie.
- Nigdy więcej - rzucił lakonicznie, choć nietrudno było się chyba domyślić, która część spotkania najmniej mu się spodobała. Naprawdę mógłby czasem pomyśleć zanim zrobi coś skrajnie ryzykanckiego. - Palisz? - rzucił jeszcze w stronę Bena, samemu sięgając po uspokajający dym; jeśli tylko Wright miał ochotę, podsunął paczkę w jego stronę, nim schował ją ponownie do plecaka. - To co, za miesiąc wpadniemy tu z wizytą, żeby odwiedzić naszych nowych przyjaciół? - nie był pewien, czy Ben nie chciał tego zrobić z kimś innym - ale chyba dobrze byłoby, żeby olbrzymy zobaczyły ponownie właśnie ich - już znane - twarze. Dzięki temu łatwiej będzie im zrozumieć, że to nie jest krótkotrwała znajomość.
Jeden nerwowo spalony szlug później Keat załadował się z powrotem na miotłę, a potem ruszyli w drogę powrotną.

ztx2 <3



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Steall Falls [odnośnik]26.11.20 17:31
| Przychodzimy stąd

Brew Schmidta powędrowała ku górze, gdy Wren roześmiała się na jego słowa. Zaskoczenie przemknęło przez jego twarz, gdyż nie był w stanie sobie przypomnieć choćby jednego dnia, gdy dziewczyna się śmiała. Swobodnie, lekko, pozbawiona dziwnych kajdan, w których zwykła się zakuwać. Kąciki męskich ust uniosły się ku górze. Bezwiednie. Mimowolnie, gdy zielone ślepia obserwowały jakże rzadko spotykany widok.
- Lubię, jak się śmiejesz. - Rzucił w eter, przenosząc spojrzenie gdzieś na bok, ponownie doczepiając kuszę do swojego plecaka. Mogła jeszcze się przydać. Z pewnością się przyda, gdyż Schmidt nie umiał odmówić sobie małego wypadu w głąb lasu; gdzieś nad ranem. Sprawdzenia, czy ze zwierzętami nadal idzie mu tak dobrze, jak przyszło mu pamiętać. Jakiś czas później zebrali swoje rzeczy, opuścili dziwną wieżę aby ruszyć w dalszą drogę. Jeśli chcieli dojść tam, gdzie zaplanował nie powinni się ociągać… I miał nadzieję, że Chang nie będzie pozostawać w tyle bądź narzekać na długą drogę.
- Do wodospadu. Rozbijemy tam obóz i dam Ci pierwszą lekcję wspinaczki przed jutrzejszą trasą. - Odpowiedział spokojnie, z tajemniczym uśmieszkiem widniejącym na jego ustach. Nie puściłby ją od razu na wysokogórski szlak, uważając to za zbyt ryzykowne. Wpierw musiał zaznajomić ją z tematem, pokazać pewne rzeczy… I miał nadzieję, że zabrał odpowiednią ilość lin. Spacer po pochyłym terenie nie był dla niego większym problemem. Również Otto, wesoło biegający wokół nich, co rusz wpadający w jakieś krzewy, sprawiał wrażenie wyjątkowo zadowolonego spacerem.
Pomruk zamyślenia opuścił jego pierś na dźwięk pytania. Nigdy nie był skoro do opowieści, nawet jeśli tyczyły się tych pięknych wspomnień z jeszcze piękniejszej ojczyzny.
- Z ojcem jeździliśmy głównie na polowania. Raz w miesiącu na cały weekend. Na wspinaczki wybieraliśmy się rzadziej. Był dyplomatą, większość czasu spędzał za biurkiem lub na przyjęciach. - Zaczął spokojnie, dziwnie czując się wspominając minione wydarzenia. Czasy odległe, pamiętane przez woal czasu zacierający niektóre wydarzenia. - Często wspinałem się tylko z Otto, albo sam gdy zapuszczałem się na wysokie ścianki. Później, po Hogwarcie… Poznałem trochę osób. Normalnych, bez podejrzanych interesów, bezpiecznych… - Otoczenie przypominające dom zdawało się popychać do opowieści. Wyrywać z jego gardła słowa, które w innych okolicznościach zapewne by ich nie opuściły. A może to przez fakt, iż byli tu sami i nikt, ale to nikt nie mógł usłyszeć tego, o czym przyszło im rozmawiać? Możliwe.
- Grete, moja była, lubiła wycieczki. W góry, do sąsiednich miast, nad rzeki czy jeziora… Gdziekolwiek, byleby udać się w drogę. W tamtym czasie szwendałem się gdzieś do weekend z nią i jej znajomymi. - Mruknął w zamyśle, a zielone spojrzenie błysnęło dziwnym blaskiem sentymentu wymieszanego z dziwną reminiscencją złości sprzed lat. Relacja zakończyła się w sposób paskudny, tego jednak nie miał zamiaru dodawać, uznając odpowiedź za nieistotną w materii pytania. Dawne relacje z resztą zdawały się być dla niego nieistotne. Nie w momencie, gdy dłoń Chang zdobił pierścionek.
Schmidt milczał przez chwilę, analizując słowa, jakie wypowiedziała narzeczona.
- Trzymała cię pod kloszem przez chorobę? - Spytał ostrożnie, badawcze spojrzenie lokując na chwilę w buzi Wren. Nie rozumiał zachowania jej matki, w pewien sposób nie mogąc doczekać się, aż ją pozna. Poobserwuje i wyłapie to, czego dziewczyna nie chciała mu powiedzieć. - Byłaś na jakiejkolwiek wycieczce? - Spytał, ciekaw czy przypadkiem nie zabrał ją na pierwsze tego typu doznanie. A to oznaczałoby dodatkowe rozgrywki podczas wycieczki, by mogła przeżyć wszystko. - Jest coś, co zawsze chciałaś zrobić, ale nigdy nie miałaś ku temu okazji? - Rzucił po chwili kolejnym pytaniem. Z dziwnym poczuciem, że był gotów zabrać ją choćby na księżyc, jeśli wypowiedziałaby odpowiednie życzenie.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Steall Falls
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach