Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Old Inverlochy Castle
AutorWiadomość
Old Inverlochy Castle [odnośnik]04.05.19 23:55

Old Inverlochy Castle

★★
Stojący w pobliżu Fort William zamek, choć dla mugoli jawi się jedynie jako zamknięte dla zwiedzających ruiny, w rzeczywistości niemal nieustannie tętni życiem, stanowiąc główny punkt wypadowy wyprawiających się w góry łowców, badaczy i poszukiwaczy, a także zwyczajnych (choć coraz mniej licznych) turystów. Wzniesiony w XIII wieku, był świadkiem dwóch historycznych bitew, w których śmierć poniosły setki mugoli i czarodziejów; wielu spośród tych drugich nigdy nie opuściło zamku, obecnie zamieszkując go jako duchy i czyniąc upragnionym miejscem wizyt magicznych historyków, chcących na własne uszy posłuchać o przeszłości.
Wnętrza zamku zdecydowanie nie przypominają ruin - odnowione i wykończone na średniowieczną modłę, mieszczą w sobie część restauracyjną oraz mieszkalną, w której można wynająć pokój - w cenach przystępnych dla większości czarodziejów. Nieużywane pozostaje tylko jedno skrzydło, odgrodzone od reszty i niedostępne dla odwiedzających, gdyż - według pogłosek - jest domem dla snującej się po korytarzach banshee. Właściciele prosperującego na zamku lokalu stanowczo dementują jednak te plotki, twierdząc, że na zagospodarowanie tamtej części budowli zwyczajnie zabrakło im funduszy, a zakaz wstępu spowodowany jest niestabilnością wymagającej remontu konstrukcji oraz troską o bezpieczeństwo gości.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 21:03, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Old Inverlochy Castle Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]01.09.20 19:13
23.07

Młody łamacz klątw pojawił się na dziedzińcu, nerwowo wypatrując damskiej sylwetki wśród kręcących się po zamku przechodniów. Liczył na to, że wojna wypłoszy stąd turystów i badaczy, ale na próżno. Złośliwe gobliny mogły chociaż nakazać właścicielom zamknięcie zamku w zamian za pomoc, ale nie no, gdzieżby tam miały ułatwiać pracę swojemu młodszemu specjaliście. To faktycznie mógł być test! Na szczęście, nie miał żadnych obostrzeń odnośnie zatrudniania dla siebie pomocy o szemranej reputacji, a co nie było zabronione, to (zdaniem Steffena) zawsze było dozwolone.
Czy w ogóle ją rozpozna...?
Nie widzieli się tyle lat! To Jade, świadomie bądź nie, zaszczepiła Steffenowi marzenie o pracy w Banku Gringotta, marzenie, które od kwietnia spełniał. A potem zniknęła z jego dziecięco-nastoletniego życia, zniknęła z Banku, a w rodzinie szeptało się o biednej wdowie, o tym, co ona zrobi bez pracy, o tym, że Jade nie wpadnie na urodziny babci, bo podróżuje (potem nawet podróże przestały być wymówką), a wreszcie - jeszcze bardziej ściszonymi głosami - o Jovenie. Cattermole'owie uwielbiali plotkować, nawet mugolska mama Steffena wdrożyła się w czarodziejski świat i czarodziejskie plotki, a młody odziedziczył po kimś umiłowanie do rozczytywania się w "Czarownicy." Tyle, że plotki były niegdyś takie wesołe i nieszkodliwe, gdy dotyczyły szlacheckich małżeństw. Wścibianie nosa w cudze sprawy stało się przykre dopiero wtedy, gdy Steff sam poznał pewną prześliczną arystokratkę i dowiedział się o jej zaręczynach, ale już dawno zapomniał o tym, że Isabella miała w czerwcu wyjść za lorda Rosiera. Wszystko się przecież ułożyło.
Bolesne było za to słuchanie tych wszystkich dziwnych rzeczy o kuzynce (a może powinien nazywać ją ciocią?) Jade, jej zniknięcie, a wreszcie przypomnienie sobie o niej po latach. Trochę to nieładne, że nie odezwał się wcześniej - dopiero śmierć Bertiego wpędziła go w paniczną spiralę sprawdzania, co słychać u wszystkich ważnych dla niego osób. A Jade była przecież ważna, nawet jeśli o tym nie wiedziała. Była jego idolką.
Dojrzał ją wreszcie, smukłą i wyprostowaną. Wyglądała prawie tak, jak dawniej - ku jego subtelnemu zaskoczeniu. Miał w końcu tylko dwadzieścia dwa lata i nie wiedział, jak szybko starzały zmieniały się kobiety. A Jade nic się nie zmieniła, nie licząc poważnego wyrazu twarzy!
-Jade! - zalany falą emocji, szybkimi susami pokonał dzielącą ich odległość i niemal wpadł na kuzynkę pośrodku dziedzińca. Strasznie się cieszył, że wyglądała na całą i zdrową i że przyszła mu pomóc i w ogóle... Emocjonalnie wziął ją w objęcia (co za szok, teraz był od niej trochę wyższy!), ku swojej irytacji wyczuwając znajomy zapach papierosów. To niezdrowe, mama mówiła mu, że to głupi, młodzieńczy nałóg. A Jade była już dorosła! Ugryzł się w język, wygonił mamę ze swojej głowy, cofnął się i uśmiechnął promiennie.
-Jak... miło, że jesteś! Idziemy do lewego skrzydła, tego zazwyczaj zamkniętego na cztery spusty. Klątwa ma być w piwnicy pod tamtą częścią zamku, ale właściciele z wrażenia zamknęli wszystkie piętra. - nieco zawstydzony swoim emocjonalnym wybuchem, postarał się szybko przejść do rzeczy. Teraz był w końcu profesjonalistą. W pracy, z której kiedyś wyrzucono. Ojejku jej.


intellectual, journalist
little spy



Ostatnio zmieniony przez Steffen Cattermole dnia 26.11.20 3:28, w całości zmieniany 1 raz
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]13.09.20 23:32
Pamiętałam go. Jak mogłabym zapomnieć? Buzia mu się nie zamykała, zadawał dużo pytań i prawie skakał, kiedy się ekscytował. Żywe srebro. Nie wiedziałam, czemu z całej mojej najbliższej rodziny upodobał sobie akurat mnie, byłam raczej przyzwyczajona do tego, że to Jocunda wygrywała plebiscyt na najbardziej lubianego Sykesa. Czasami spoglądałam wymownie na Solasa, przekonana o tym, że to jego charyzma przyciąga młodego Cattermole’a, tak samo jak przyciągnęła mnie. Wtedy byłam jeszcze jak ćma, która się uczepiła najpiękniejszego księżyca na balu i naiwnie trzepotała skrzydłami, później przepoczwarzyłam się w kobietę, którą zawsze chciałam być…
I zdmuchnęłam swoje marzenia.
Steffen z mojej pamięci też był jeszcze ćmą, nie byłam nawet pewna, czy go rozpoznam - i czy on rozpozna mnie. On zdążył skończyć szkołę i zacząć swoją karierę w Gringocie, ja - swoją przekreślić i zacząć żyć z zajęć, którymi nie zamierzałam się chwalić przed rodziną. Nie o wszystkim warto było opowiadać podczas niedzielnego obiadu, a i większych spędów rodzinnych unikałam od śmierci męża. Być może dlatego zdziwił mnie list od Steffena - nie przypuszczałam, że ktoś spoza najbliższej rodziny chciał o mnie pamiętać, historie o mnie przez te kilka lat musiały już urosnąć do rangi legend, zapuszczając wici na tyle głęboko, że byłam pewna, iż zostaną ze mną na zawsze.
Może dlatego entuzjazm Steffena mocno mnie zaskoczył. Mało powiedziane. Wypruł do mnie jak wystrzelony z procy, nie pozostawiając mi przestrzeni na reakcję, choć w zasadzie nie przeszkadzała mi ta wylewność. Nie mógł widzieć, jak szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy, kiedy moje stopy, wbrew mojej woli, na moment oderwały się od posadzki.
- No dobra, ja też się cieszę - powiedziałam, przez moment będąc przekonana, że wcale nie zamierza mnie puścić - wylew radości szybko ustąpił interesom, i choć nie miałam nic przeciwko temu pierwszemu, to bardziej martwiłam się o reputację Cattermole’a w kwestii pracy. Nie miałam krztyny zaufania do goblinów, nie zdziwiłoby mnie, gdyby ktoś nas obserwował - jeśli więc Steffen chciał zachować swoją dobrą pozycję u Gringotta, lepiej, aby nie traktował mnie ze szczególną sympatią, a zwłaszcza wśród ludzi. Darowałam sobie jednak ostrzeżenia, był już dorosły. Wyrósł - dziwne, żeby było inaczej. Zmężniał przede wszystkim, ale nie na tyle, abym go nie poznała, jego twarz nadal była młodzieńcza, choć nie tak dziecięca jak zapisała się w mojej pamięci. Wydawał się pogodny jak panujące nastroje, uznałam więc, że najwyraźniej życie układa mu się po jego myśli.
Oby jak najdłużej.
- Ty dowodzisz. Ja tylko pilnuję, gdyby coś miało pójść nie tak. - Wzruszyłam ramionami - nie ze zobojętnienia, raczej jak niewinne dziecko, które trzyma za plecami łajnobombę. - Pomimo zapewnień, nie oszczędziłabym z ilością rzuconych hexa revelio. - Jeden błąd kosztował mnie więcej niż byłam w stanie sobie wyobrazić, klątwy to nie były rurki z kremem. - To skrzydło chyba jest zamknięte od dawna, krążą o nim różne historie. Masz pomysł jaki interes mają w tym gobliny, poza sprawdzeniem ciebie? - Nie byłabym zdziwiona, gdyby chodziło tylko o to. - Możesz mi przypomnieć jak długo już pracujesz? - Nie widziałam go kilka lat, chyba mniej więcej tyle, ile minęło od czasu jak skończył Hogwart - musiałam jakoś zgrabnie nadrobić te zaległości.
I liczyć na to, że on nie będzie chciał nadrabiać tych, które dotyczyły mnie.




What I create is chaos
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]24.09.20 19:33
Solas był wspaniały, oczywiście, ale nie był rodziną. To Jade, kuzynka, krew z krwi (choć odrobinę rozrzedzonej skomplikowanymi koligacjami Cattermole'ów i Sykes'ów - ale na to akurat Steff nie zważał, tym bardziej, że babcia dbała o zjazdy rodzinne ich wszystkich) była dla niego inspiracją, wzbudzała podziw. W dodatku była młodą kobietą - tak zdolną, tak mądrą, tak ambitną! Jeśli dostała się do wymarzonej, elitarnej pracy Steffena, to i dla niego istniała nadzieja aby stać się specjalistą w Gringottcie. Jako nastolatek słuchał jej z wypiekami na twarzy, zasypywał gradem pytań w odpowiedzi na jej zbyt lakoniczne (jego zdaniem) opowieści o zawodowym sukcesie, czuł się zmotywowany do spędzania długich nocy w bibliotece. Jade, historia magii jest taka nudna, czy potrzebuję jej do łamania klątw? Jade, jak bardzo potrzebne są eliksiry? Nie musisz ich robić sama, masz od tego... ekipę? Każda wymówka była dobra, by móc przysypiać na nudnych zajęciach w Hogwarcie, a nocami poświęcać się swojej prawdziwej pasji.
Teraz z pozoru osiągnął zawodowy sukces - został młodszym specjalistą w banku, prawdę mówiąc jednym z najmłodszych. Droga do dalszej kariery stała przed nim otworem. Tyle, że - podobnie jak Jade - nie chwalił się rodzinie tym, że... to nie wystarczało.
Osiągnął swój cel, miał szansę na wymarzoną stabilność - i każdego dnia ryzykował, że straci to wszystko. Gobliny zatrudniały nienagannych pracowników, nie wybaczały błędów, nie chciały żadnych kontrowersji. A Steffen uparcie nie wyobrażał sobie zarejestrowania i zalegalizowania swojego animagicznego sekretu (tym bardziej w obecnym klimacie politycznych), nocami nie ślęczał już codziennie (tylko może co trzeci dzień, nadal kochał runy) nad słownikami run, a bił się z policją i trollami na ulicach Londynu, no i okradł w marcu Bank Gringotta (ale wtedy jeszcze tam nie pracował, więc nie miał żadnych wyrzutów sumienia!). Zwinnie balansował pomiędzy obowiązkami, ideałami i tajemnicami, ale to wszystko w każdej chwili mogło rozpaść się na kawałki.
Po latach mógł się prezentować Jade jako porządny młody człowiek, choć - jak widać - nie stracił swojej prostolinijnej werwy. Pod pozorami ułożenia tliło się w nim jednak idealistyczne szaleństwo. Chyba był wolnym duchem, podobnie jak kuzynka.
Ale bardzo się starał być dobrym pracownikiem. I dobrym kuzynem, choć na to do teraz nie miał okazji!
-Ja też się cieszę - powtórzył, tak jakby wszystkie jego wcześniejsze słowa i gesty wcale nie były tego synonimem. -martwiłem się trochę co u Ciebie, bo... wiesz. - zaczął, a potem urwał, a potem zniżył głos do konspiracyjnego szeptu. Rozmawianie o polityce na środku dziedzińca nie było najlepszym pomysłem, ale czasami przypominał sobie o takich praktycznych sprawach dopiero po tym, jak już się odezwał.
Wybałuszył oczy, a potem wyprostował się dumnie, gdy Jade uświadomiła mu, że to on tu dowodzi.
-No...tak! - uświadomił sobie, usiłując spoważnieć i nie uśmiechać się od ucha do ucha. Nie wyszło. -Tak, hexa revelio! A wiesz, ściągałem ostatnio klątwę Opętania...! - pochwalił się odruchowo, żeby się o niego nie martwiła, choć o mało nie umarł wtedy ze stresu.
A zaraz, o tym też nie powinien mówić - czemu język tak mu się rozwiązywał przy Jade? Na szczęście zawsze była mniej wścibska od niego i nie zadawała mu kłopotliwych pytań (choć z drugiej strony, nie miałaby o co pytać nastolatka).
Ruszyli w stronę tajemniczego skrzydła, a po drodze Steff odpowiadał na pytania Jade:
-Wiesz, zdaje mi się, że właściciele mają jakiś wieloletni dług u goblinów, a zdjęcie tej klątwy pomoże im załatwić... swoje sprawy, ale nie mówili mi wiele. Pracuję tam od kwietnia i właściwie... nadal nie mówią mi zbyt wiele, to normalne? Po jakim czasie Tobie zaufali, gdy tam pracowałaś? - paplał radośnie, aż przystanął pod drzwiami. Wyjął otrzymane od właścicieli klucze i ostrożnie przytknął różdżkę do wrót.
-Hexa Revelio!


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]24.09.20 19:33
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 21
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Old Inverlochy Castle Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]28.09.20 21:14
Gdybym wiedziała, do jakich rozmiarów urosłam w oczach Steffena, spaliłabym się ze wstydu. Nie byłam wielka. Nie byłam nawet odrobinę taka, jaką mnie widział. Być może kiedyś, z Solasem u boku, potrafiłam dokonywać wspaniałych rzeczy, tak. To przy nim nauczyłam się sięgać do starych pism, nauczyłam się sięgać do ksiąg w ogóle. To on nauczył mnie tańca z klątwami, ich języka, interpretacji. I wreszcie to on był przodownikiem w dziedzinie nauki, nie ja - ja byłam tylko jego żoną, jego towarzyszką, spijającą posokę z tej czary mądrości, jego protegowaną. I w końcu - jego największym przekleństwem. Wszystko, co osiągnęłam, osiągnęłam dzięki niemu - by na koniec wdeptać w ziemię te lata pracy. Tego Steffen wiedzieć nie mógł - jak nisko upadłam, czym w rzeczywistości zajmowałam się od czasu, gdy zostałam oddelegowana z Banku Gringotta. Legilimencja nie była jednak sztuką pozostającą w moim zasięgu. Może to i dobrze - nie musiałam przynajmniej mierzyć się z prawdą.
Dziwne, jak losy się odwróciły. Kiedyś to on zazdrościł mnie, dziś to ja mogłam zazdrościć jemu. Nie w sposób, który stawiałby między nami mur, który sprawiały, że spoglądałam na niego z zawiścią. Byłam pogodzona z tym, że pewne ścieżki nie były już na moje buty, mimo wszystko wspomnienie pracy w Gingocie przynosiło na myśl dobre czasy, czasy, kiedy miałam w sobie jeszcze beztroskę, którą dostrzegałam teraz w Steffenie. I to może jej zazdrościłam bardziej niż samej posady; nie emanował nią przesadnie, w zasadzie trudno było mi określić, co konkretnie wywołało takie myślenie. Może była to ilość susów, które pokonał przez dziedziniec, może radosny tembr w głosie, a może ta nieujarzmiona fryzura, wskazująca na roztrzepanie.  
Zupełnie tak, jakby napięta sytuacja w kraju spływała po nim jak letni deszcz. Czyli tak jak i po mnie.
- Co wiem? - Zmarszczyłam czoło, nie kryjąc konsternacji tą nagłą, teatralną konspiracją. - Mógłbyś uściślić, co masz na myśli? - Nie rozmawiałam z nim od kilku lat, a i nie byłam na bieżąco z tym, co działo się u Cattermole’ów. Więc stałam jak porażona confundusem, zastanawiając się nie tylko nad przyczyną zmartwień Steffena, ale i nad tym, dlaczego w ogóle zajmował sobie mną głowę. To nie tak, że mi to nie odpowiadało - chyba po prostu odzwyczaiłam się.
Nie tylko od zainteresowania - od Steffena w ogóle.
Jego energiczne ruchy wyglądały nieco karykaturalnie, w ogóle wydawał się być cały rozentuzjazmowany. Nową pracą, czy może jednak naszym spotkaniem? Ponownie zmarszczyłam czoło, a jeśli tak dalej pójdzie, będę musiała ograniczyć nasze spotkania, żeby nie nabawić się zmarszczek.
- To cholernie trudna klątwa - przyznałam, a w moim głosie rozbrzmiewał podziw. - Z twojej ekspresji wnioskuję że dobrze ci poszło. Jak była skonstruowana? - Niemal odruchowo zaczęłam dobierać runy, które mogłyby zostać użyte. Lubiłam słuchać o konstruktach klątw, zawsze uczyłam się czegoś nowego, a klątwa klątwie nigdy nie była równa.
- Moja odpowiedź cię nie ucieszy. Gobliny nigdy nie będą traktować cię tak, jakbyś tego chciał. Nieważne jak dobrym łamaczem się staniesz i jak świetnie będziesz władał goblideguckim. Myślę, że nadal żywią do czarodziejów głęboką urazę. Zawsze sprawdzaj trzy razy wszystkie informacje, które od nich dostajesz. Raz prawie zetknęłam się przez nich ze smokiem. Sama. Innym razem prawie wylądowałam w Afryce, zawinięta w latający dywan. Mogłabym tak wymieniać dalej, ale nie starczyłoby nam czasu na twoją klątwę. - Wzruszyłam ramionami, jakbym opowiadała o wczorajszym obiedzie. Trzy miesiące to za mało, żeby poznać potencjał goblińskiego makiawelizmu.
Kiedy Steffen sięgnął po klucze, stanęłam ramię w ramię z nim, wspomagając go zaklęciem.
- Póki co bezpiecznie.




What I create is chaos
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]18.10.20 19:51
-No... - zniżył konspiracyjnie głos. -wiesz, jest wojna. Wiem, że masz czystą krew, no ale przecież to nie jest gwarant bezpieczeństwa... - głos nagle mu się załamał, na wspomnienie Bertiego. Odchrząknął nerwowo, nie będzie się tu rozklejał, nie przy swojej idolce i nie w pracy. -...więc o wszystkich bliskich się martwię. - dokończył jeszcze ciszej, ale wyraźnie i słyszalnie. -Chodźmy! - zakończył pewniej, tak jakby właśnie nie poruszył arcypoważnego tematu, albo przynajmniej spróbował przejść nad nim do porządku dzielnego. Walczył w nielegalnej bojówce od prawie roku, zdążył stwardnieć i sprytnie strzec swoich sekretów.
A skoro o sekretach mowa... ile mógłby opowiedzieć Jade o klątwie, którą zdjął ostatnio z pewnego lorda? Z dumą zadarł brodę do góry, w jego oczach zapłonął ogień naukowej ciekawości, zaczął gadać:
-Masz rację, cholernie... pamiętasz jak babcia ganiła cię za takie słowa? Haha! - nagle poczuł się jakiś ucieszony, że są już dorośli i on też może się tak wyrażać. -Cholernie trudna, jeśli mam być szczery to przez moment obawiałem się, że nie zdjąłem jej za pierwszą próbą i że przeniosłem ją na żonę delikwentaaa....aaaa nie patrz tak na mnie, wiem że powinienem zdejmować to cholerstwo w całkowitej samotności, ale to była niecodzienna sytuacja. - przerwał aby wziąć wreszcie wdech i zastanowić się nad przedstawieniem Jade sprawy samej klątwy tak, aby całkowicie pominąć wszelkie szczegóły identyfikujące zamieszane w nią osoby. -Zaklinacz wprowadził w niej chyba drobną modyfikację, zdawała się narastać z czasem. Słyszałaś kiedyś o czymś takim, jak bardzo to popularne? Zastanawiam się, czy to był prawdziwy ekspert, bo działało... wow, nigdy nie widziałem takiej klątwy. Uaktywniła się w miejscu publicznym, potem okazało się, że petent dostał list z zaklętymi runami - ale chyba przez jakiś czas zachowywał się zupełnie normalnie, dopiero w momencie aktywacji zaczął nagle zarzucać oskarżeniami i atakować swoją żonę, a ja przypadkowo byłem w pobliżu. - no, prawie. Steffen był ekspertem w mówieniu prawdy, która nie do końca była prawdą! -Na początku zadziałał na niego Amicus i mnie nie wziął za zagrożenie, ale potem klątwa przełamała nawet Amicusa i zaatakowałby nawet mnie! - był strasznie, strasznie ciekaw, co Jade o tym sądzi! -Słuchaj, to było takie straszne, w sensie naprawdę się bałem, ale fascynujące! Wiesz coś więcej o klątwach Opętania? Ja przeczytałem w czerwcu chyba wszystko, co było na ten temat w londyńskiej bibliotece, ale chcę wiedzieć więcej, ba, specjalizowałbym się w tym gdybym mógł...! - paplał, a oczy błyszczały mu głodem wiedzy.
Uśmiech zszedł mu z twarzy dopiero na wspomnienie goblinów.
-Naprawdę cię tak... nieładnie potraktowali? - zapytał naiwnie. -Ale przecież jes... byłaś ich pracownicą, a smoki są groźne, na co im hipotetycznie martwi łamacze klątw? - pożalił się, nie rozumiejąc tej podłości. -Musisz mi opowiedzieć o tym więcej i o tym jak się nauczyłaś gobeligeduckiego też! Dla mnie brzmi jak charkanie... - westchnął, ale Jade miała rację: teraz czas skupić się na klątwie.
Zaklęcie niczego nie wykazało, Steffen pchnął więc drzwi. Znaleźli się w ciemnym korytarzu, pachniało stęchlizną.
-Lumos. Hexa Revelio. - mruknął młody łamacz klątw, rozjaśniając sobie drogę. Na końcu korytarza pojawiła się nikła mgła. -Coś jest tam głębiej. Wydaje mi się, że to klątwa miejsca. - szepnął, usiłując wczuć się w magię i informacje, które był w stanie wyczytać z zaklęcia.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]28.10.20 21:26
- Nie jest? - Dziwię się i mimowolnie unoszę brwi do góry, bo chyba nie do końca rozumiem zasady gwarantu bezpieczeństwa. - Dlaczego tak uważasz? - Nikt z mojej rodziny nie pali się do przelewania mugolskiej krwi, a przynajmniej mnie nic o tym nie wiadomo, niemniej - krew czysta co najmniej cztery pokolenia wstecz. - Znaczy… tak, to co się dzieje z daleka śmierdzi farsą, ale ja już chyba zdążyłam przywyknąć, że rząd robi wszystkim pod górkę. - Wzruszeniem ramion zrzucam z siebie odpowiedzialność, przecież każdy, kto w ciągu ostatnich lat siadał na stołku pierdolił od rzeczy. W pewnym momencie po prostu uznałam, że zamiast tracić czas na słuchanie, powinnam robić swoje. - Chociaż w Londynie jest paskudnie. - Dodaję po chwili namysłu, przypominając sobie, że nawet w porcie pełno jest już psów z ministerstwa, i nowych twarzy, które zawłaszczają sobie ten gówniany przytułek.
A może zawsze tak było?
Patrzę na Steffena. Czy ja też byłam taka w jego wieku? Mniej zgorzkniała, to na pewno. Może też bardziej wesoła? Pełna życia, które sama z siebie spuściłam, tak na własne życzenie?
- Przestała, jak wyszłam za mąż. Ciebie jeszcze męczy? - Ja w jego wieku chyba już nosiłam obrączkę na palcu. Znaczy, nie to, żebym mu wytykała. Po prostu dobrze wspominałam tamte czasy. - Aha, niecodzienna. - Powtórzyłam za kuzynem z egzaltacją w głosie. - Naprawdę myślisz, Steffen, że ja ci odpuszczę takie szczegóły? Zwłaszcza, jak sam mnie podpuszczasz? - Byłam gotowa przysiąc, że zrobił to celowo. Po to, żebym zapytała, żeby on mógł ponarzekać, że to wcale nie tak, ale koniec końców zabłysnąć, jak wyszedł obronną ręką z parszywej sytuacji. Nikt, kto nie chciał o czymś mówić, nie zaczynał rozmowy w ten sposób. Nie musiałam nawet długo czekać na te wyjaśnienia. Może jakaś płotka dałaby się na to złapać. Ale nie ja. - Przypadkowo, Steffen. Przypadkowo. - Mrużę powieki, bo przypadkowo to można wsadzić sobie różdżkę w oko. Albo i nie. - Zapraszasz mnie na wspólne zdejmowanie klątwy, wykazujesz zatroskanie i jednocześnie machasz mi jakimiś sekrecikami pod nosem, nie wiem, łudząc się, że nie zauważę. - Podsumowuję, trochę rozbawiona. Zapomniał się, że zawsze muszę przejrzeć wszystkich na wskroś?
- Chyba nie oczekiwałeś, że amicus powstrzyma działanie klątwy? - Patrzę na niego z ukosa. - Mam nadzieję, że nie opowiadałeś o tym innym łamaczom? - Ostatecznie nie chciałabym, żeby za taką gafę przykleili mu łatkę żółtodzioba. Buzia mu się nie zamykała, ale zdaje się, że jego gadanie było jednym z tych, które nigdy mi nie przeszkadzało. Może dlatego, że dzieliliśmy wspólne zainteresowania, może przez więzy krwi, a może po prostu z faktu, że nawet, jeśli z pozoru wyglądałam na zrzędliwą jędzę, to w środku była ze mnie miękka buła. - Tak, spotkałam się z tym. - Przyznałam, czując, jak zaraz wywierci mi dziury w szacie, tak się wgapiał. Znaczy, mnie to nie peszyło, bo żadna była ze mnie trusia, wolałam jednak, aby moja odzież wierzchnia ostała się w jednym kawałku - To dość trudna praktyka wśród zaklinaczy, ale popularna. Czasami zdarza się też, że klątwy narastają z każdą nieudaną próbą ich zdjęcia. Zwykle odpowiada za to Teiwaz w zestawieniu z Uruz i Ingwaz. Te runy ciężko jednak połączyć ze sobą, bo każda niesie bardzo dużą moc. - Mój głos zamarł, gdy zapytał o klątwę opętania - i to zawahanie zapewne wystarczyło, by Cattermole domyślił się, jakich wspomnień musiałam sięgnąć. - Zetknęłam się z nią dwa razy, ale nigdy jej nie przełamywałam… znaczy… nie samodzielnie. Solas był w tym o wiele lepszy. - Był lepszy pewnie od naszej dwójki razem wziętej, a ja spędzałam życie na beznadziejnym porównywaniu się do swojego mistrza i kochanka. Nie byłam nawet o krok od wiedzy i zdolności, które posiadał. Za to za użalanie się nad sobą zasługiwałam na kotylion.
- Oh, Steff.. ty naprawdę się nie domyślasz - Zauważam, kiedy on burzy się i dziwi, co w zasadzie uznaję za urok młodego wieku. - Jestem kobietą. - A goliny to przeklęci szowiniści. Czy widział kiedyś goblinkę dopuszczoną do pracy w Gingocie? No właśnie. Mnie dopuszczono pewnie tylko ze względu na to, że byłam protegowaną Solasa. I co z tego, kiedy poza nim praktycznie nikt nie traktował mnie tam poważnie? - Jeśli chodzi o słuchanie, to z czasem przywykniesz. Ich język ma dość skomplikowaną gramatykę jeśli chodzi o rzeczowniki, na początku ciężko rozróżnić słowa - zwłaszcza, że w wymowie często obcina się końcówki, przez co rzeczowniki tak jakby zlepiają się ze sobą i tworzą zupełnie inne dźwięki. Chyba nie mam innej rady, niż nauka w domu lub znalezienie nauczyciela. Czarodzieja, bo goblin na pewno cię nie nauczy, albo nauczy źle. Oczywiście celowo. - Czy tylko ja pałałam do nich tak głęboką niechęcią? Steffen nie wydawał się równie mocno uprzedzony. - Jeśli pytasz o wymowę, to ja wkładałam sobie kamienie do ust podczas ćwiczeń. Pomagało. - Szkoda, że tylko w wymowie - nie w rzeczywistym porozumiewaniu się z goblinami. - Aha. Jeśli używają w twoim towarzystwie słowa phhh’rahgarnahg,, to wiedz, że jesteś obrażany.  
Byłam niemal pewna, że już je słyszał.
Szliśmy w głąb nieużywanego skrzydła, czekając, aż powietrze zgęstnieje. Blade światło padające z końca różdżek rozświetlało nam drogę, ale poza samą klątwą, musieliśmy znaleźć jej źródło. Transkrypcję. Zapewne zabezpieczoną równie dobrze.
- Patrz - Pociągnęłam go za skrawek szaty, sygnalizując tym samym, żeby się zatrzymał. Koniec różdżki nakierowałam na ścianę, do połowy wysokości obitą sypiącą się lamperią, a powyżej tapetą w geometryczny wzór, która odpadała od ściany, jakby cierpiała na smoczą łuszczycę. - Patrz na wzory. - Uściśliłam, przesuwając dłonią wzdłuż materiału, by przytrzymać go na ścianie. Z pozoru wydawały się jednakowe - zamknięte w powtarzalnych ornamentach tworzyły regularną siatkę zdobień, nie były jednak jednolite. Jeśli Cattermole przyjrzał się uważnie, mógł zobaczyć, że w środku każdego ornamentu była wymalowana inna runa.
A to oznaczało naprawdę dużo pracy.
I naprawdę skomplikowaną klątwę.


rzut




What I create is chaos
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]07.11.20 0:48
Szybko odwrócił wzrok, odchrząknął nerwowo. Trzymać fason przy rodzinie było jakoś trudniej niż kłamać w oczy obcym. Wzruszył ramionami.
-No... jest pod górkę, po prostu. Sama wiesz. - odpowiedział uparcie, odbijając pałeczkę. Nie wiedział, na ile bezpiecznie (bądź nie) czuje się Jade, nie powinien jej tutaj prawić kazań na temat utrudnień w rejestracji różdżek dla czarodziejów krwi innej niż czysta. I na temat trupów na ulicach.
-Babcia zawsze wszystkich męczy. Ale ciebie chyba zaczęła się trochę bać... - przyznał z rozbawionym uśmiechem. Rad, że zmienili temat na lżejszy.
Do czasu.
Uniósł brew, usiłując nie zalać się rumieńcem.
-Odpuścisz? Podpuszczam? O czym ty mówisz? Po prostu się chwalę ciekawą klątwą, bez zdradzania szczegółów sprawy, etyka zawodowa, dyskrecja klientów, sama rozumiesz... - zaczął tłumaczyć, jeszcze szybciej i bardziej gorączkowo niż miał w zwyczaju. Przygryzł lekko wargę. -Znasz mnie - naprawdę, znała go? Czy też może pamiętała tylko egzaltowanego nastolatka? -Chętnie opowiedziałbym wszyskto. Ale nie mogę. - zmarszczył lekko brwi, skrzyżował ręce na piersiach, jak uparte dziecko. Albo jak ktoś, kto się czegoś bał. Wykrzywiona w szaleństwie twarz lorda Archibalda już nie budziła w nim grozy, w końcu pokonał tamto paskudztwo. Ale Lady Morgana Selwyn i to, do czego byli skłonni posunąć się zwolennicy Czarnego Pana.
Czy Jade dostrzegła już, że miał obecnie tak samo markotną i nieswoją minę jak wtedy, gdy mało subtelnie troszczył się o jej bezpieczeństwo?
Pokręcił gwałtownie głową, zawstydzony zarzutem o Amicusa.
-N...nie! Ale nie znałem tego człowieka, a Klątwa Opętania działa przede wszystkim na bliskich... Łudziłem się, że Amicus sprawi, że mi zaufa - ale niestety, ta wariacja run zaowocowała jego nienawiścią ku wszystkim wkoło. - wytłumaczył pośpiesznie, nie chcąc wyjść na ignoranta. -A ty, co byś zastosowała żeby po pierwsze ochronić siebie, a po drugie móc jakoś przesłuchać ofiarę? Chciałem z niego wyciągnąć, z kim lub czym się stykał, ale bez wielkiego powodzenia.
Gdy Jade zaczęła mówić o runach, wpatrzył się w nią niczym ciele w malowane wrota, chłonąc każde słowo. Aż... och, Solas. Steffen odruchowo wygiął usta w podkówkę. Uwielbiał tego człowieka (prawie...) równie mocno jak Jade, był w końcu prawdziwym geniuszem. To jednak nie czas na frazesy o niepowetowanej stracie dla naukowego świata.
-Och...uhmm.... - bąknął, spontanicznie poklepując kuzynkę po ramieniu. Nie wyglądała, jakby miała się rozkleić, ale co jeśli się rozklei?! -Zaraz, zdjąłem taką samą klątwę jak...on? - bąknął, zanim zdązył ugryźć się w język, a oczy rozbłysłu mu nieskrywaną dumą.
Zmarkotniał nieco na wzmiankę o goblinach, słuchając Jade z uwagą i trwogą.
-Phhh’rah...gar...nahg? - powtórzył niepewnie. -Powiedzieli mi, że to znaczy... młodszy specjalista? - i że to jego tytuł zawodowy po gobeligudecku... Jejku, naprawdę powinien się podszkolić!
-A może... no wiesz, wiem, że jesteś pewnie zajęta i...i... masz lepsze źródła dochodu, ale może byś mnie podszkoliła? - zaproponował, o ile jego nieśmiałe mamrotanie można by nazwać propozycją.
Klątwa odciągnęła jego uwagę od własnego zażenowania. Zmrużył oczy, wyprostował się, zaczął uważnie przyglądać runom. Przez chwilę mamrotał coś pod nosem, aż nagle przytknął różdżkę do ornamentu.
-Musimy chyba rozbić ich połączenia... po kolei. A dopiero potem poradzić sobie z całością, osłabioną zerwaniem po - westchnął. A to oznaczało cholernie dużo Finite. Finite Incantatem - spróbował z pierwszym ornamentem.


1. chyba nadal kłamię sobie i udaję że nie mam na myśli polityki
2. spostrzegawczość Jade
wygrywa wyższa kostka, ale mam -15 za rumieniec



intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]07.11.20 0:48
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 2

--------------------------------

#2 'k100' : 94
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Old Inverlochy Castle Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]19.11.20 19:39
Kręcił się jak smród po gaciach. Z tymi ogólnikami, z tym swoim sama wiesz. Bo tak się składało, że nie wiedziałam. I właśnie ta niewiedza obudziła moją czujność.
- Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żeby Ministerstwo wtrącało się w sprawy poza Londynem. - Czego takiego nie zauważałam, co widział Steffen? W stolicy było nieciekawie, co akurat było na rękę moim interesom. Wszelkie transakcje przepływające przez miasto - a Londyn był na tej trasie praktycznie nie do pominięcia - wiązały się ze znacznie wyższym zarobkiem. Ale tego Cattermole wiedzieć nie musiał. I nie powinien. - Gdzie ty właściwie teraz mieszkasz? - Jeśli przebywał w Londynie, być może tłumaczyłoby to odmienne postrzeganie napiętych nastrojów, które nijak zdawały się mnie dotykać. To nie były anomalie, które rozpruwały Anglię do białych kości. Nowy Minister nie przypadł mi do gustu, ale z drugiej strony - czy którykolwiek z ostatnich sprostał temu wymaganiu? Nie przypominałam sobie. Z każdym były problemy, z każdym poprzednim świat tak samo wisiał na włosku. Ja już przestałam się tym przejmować, nauczona, że wystarczy dbać o czubek własnego nosa. - Chyba z biegiem lat wszyscy zaczynają się mnie bać. Może coś jest na rzeczy. - Kiedy Steffen się roześmiał, ja raczej spochmurniałam. Wiedziałam doskonale, co za tym stało. Moi rodzice stali za mną murem, Jocunda też, ale skaza pozostawiona na moim życiorysie już chyba na zawsze miała zasiewać w postronnych ziarno niepewności. Myśl kiełkującą do pytania a co jeśli to jednak ona?
- Nie pytam cię przecież o nazwiska - zauważam zdziwiona, teraz już zupełnie zbita z pantałyku. - Co ty w ogóle mówisz. Właśnie dlatego, że cię znam, Steffen, dziwię się, że chowasz po kątach jakieś historie. - Gniewnie marszczę czoło, chociaż wcale nie jestem na niego zła. Raczej zaciekawiona, i z każdą chwilą więcej niż pewna, że był wplątany w coś, o czym wiedzieć nie powinnam.
I właśnie dlatego za punkt honoru postawiłam sobie dotarcie do tej prawdy, zatartej tuż przed nosem. Przez moment rozważałam, po co w ogóle zaczynał ten temat, jeśli w gruncie rzeczy uwierał Steffena. Albo więc był tak nierozważny, że mu się wymsknęło, albo bardzo chciał, żebym o czymś się dowiedziała. Niemniej, biorąc na poprawkę jego wiek i skłonności do gadulstwa, obstawiałam raczej pierwszą wersję zdarzeń.
- Ciekawych masz znajomych, Steffen. Myślałam, że miało być bez nazwisk, ale jeszcze trochę, a zdradzisz mi nawet, gdzie mieszka. - Zatrzymałam się w połowie korytarza, naprowadzając koniec rozświetlonej różdżki na ścianę i jednocześnie zerkając przez ramię na Steffena.  - Dlaczego ktoś rzucił klątwę opętania na twojego znajomego? - W moim głosie coraz mocniej dało się wyczuć zniecierpliwienie. - Przesłuchać?! - Powtórzyłam z niedowierzaniem. I, niestety, tym razem się nie przesłyszałam. - Merlinie, myślałam, że to twój znajomy, nie ktoś, kogo trzeba przesłuchać… - Zwykle byłam spokojna - ale nie tym razem. Może ze względu na więzy rodzinne, a może na ilość absurdów, które składały się na tę historię. Byłam zmartwiona. Zmartwiona i zła jednocześnie, co dało się czytać jak z otwartej księgi. Miałam Steffena za osobę z odpowiednim poziomem empatii, ale albo błędnie go oceniałam, albo czegoś nie rozumiałam. Istniała też trzecia opcja - w tej historii brakowało istotnych informacji. - W co ty się wplątałeś, młody? - Zapytałam, patrząc na niego przenikliwie - z troską, ale i ze strachem. - Znaczy, nie oceniam Cię, Steff. Jestem ostatnią osobą, która mogłaby kogoś oceniać i dobrze to wiesz. Po prostu… to wszystko brzmi mocno podejrzanie. - Wykrzywiłam usta, patrząc na niego gniewnie - i całe moje ciało zdawało się krzyczeć niemi tłumacz się!. - Wiesz, może czegoś nie rozumiem, bo czegoś mi nie powiedziałeś, ale jeśli pytasz, co zrobiłabym na twoim miejscu, to myślę, że przede wszystkim darowałabym sobie wszelkie przesłuchania do czasu zdjęcia klątwy. Nie wiem, Steffen. Jak to w ogóle mogło być ważniejsze?! Zwłaszcza, że to twój znajomy? - Rozłożyłam ręce, niemal w bezradności. Przyszedł tu jakiś taki niepewny, mówiący ogródkami, plątał się w zeznaniach, oblany pąsem - jak miałabym zignorować tak oczywiste znaki? - Siedzisz w tym po uszy, prawda? - Oddałam strzał na oślep, choć mój głos sugerował raczej wyrok.
Ja wiedziałam jak zachować swój grunt pod nogami. Ale byłam od niego niemal dekadę starsza.
- No… tak. - Dziwnie się poczułam, kiedy poklepał mnie po ramieniu. Nie potrzebowałam współczucia, ale też nie chciałam dać mu szansy na jakąkolwiek próbę zmiany tematu. - W dosłownym tłumaczeniu - troll bagienny. To takie ich niezbyt eufemistyczne określenie posiadacza różdżki. I chętnie cię podszkolę, Steff, ale nie próbuj odwrócić mojej uwagi od istotnego tematu. - Ucięłam dalszą dyskusję, nie tylko słowem, ale i dumnie zadartym podbródkiem.
Nie byłam najłatwiejszym materiałem do wyprowadzania. Na żadne w pole i na żadnej smyczy.
- Tak, tylko najpierw znajdź te połączenia. - To nie było najprostsze zadanie, wymagało dużej spostrzegawczości - i holistycznej analizy. Zadanie dla wprawionego łamacza - ale takim najpewniej był Steffen. - I róbmy to na zmianę, nie jednocześnie. Na wypadek, gdyby komuś różdżka odmówiła posłuszeństwa. - Dodałam, czuwając, kiedy Cattermole zabrał się do pracy - innego rodzaju niepowodzenia nie przewidywałam. Kiedy skończył, przejęłam pałeczkę, prónując z kolejnym połączeniem.
Finite incantatem.




What I create is chaos
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]20.11.20 0:51
Rozszerzył lekko oczy. Na jakim świecie żyła Jade?
-Och, jeszcze nie, ale przecież oni chcą... zawładnąć całym światem! Z tym... Sama-Wiesz-Kim, po Stonehenge coraz bardziej rozszerzają wpływy... i w ogóle. - samawieszował dalej, nie wiedząc nawet, że jest jednym z pierwszych, którzy boją się wymówić imienia Czarnego Pana. -Mieszkam w Dolinie, wyprowadziłem się po tym jak pierwszego kwietnia zabili mi sąsiadkę. Zabili też Bertiego, w..wiesz? Pamiętasz Bertiego? B..byłem z nim w Gryffindorze, ciągle opowiadałem o naszych psotach na spotkaniach rodzinnych... - wzruszył ramionami, pierwsze zdanie wypowiadając dziwnie obojętnym tonem, niczym oczywistą oczywistość, ale już przy słowach o Bertiem zadrżał mu podbródek. Zamrugał szybko, a jego oczy lśniły nie tylko łzami, ale i jakimś zawziętym fanatyzmem. Od śmierci Botta nie minął nawet miesiąc, a choć Steff starał się trzymać fason, to wciąż nie doszedł do siebie, nie przepracował żałoby. Jak na kogoś, kogo polityka Ministerstwa nie dotykała w zasadzie osobiście - Jade wiedziała co prawda, że Steff ma mamę mugolkę, ale gdyby nie umiał zataić tego faktu, to nie pracowałby w Londynie dla goblinów... - był mocno poruszony, nie tylko śmiercią przyjaciela.
Widząc gniew Jade, poruszył się niespokojnie, spuścił wzrok. Rumieniec na jego twarzy stał się jeszcze głębszy. Najwyraźniej - co mogła zauważyć - nawet on zaczął się teraz bać. Albo jej, albo czegoś innego.
-N..nn..ie mogę powiedzieć dlaczego! - bąknął, przecież to jeszcze bardziej poufna informacja niż nazwisko biednego lorda Prewetta. Dopiero na słowa o przesłuchaniu poderwał głowę, marszcząc lekko brwi. -Nie dramatyzuj, jestem dorosły i znałem ryzyko. Zresztą przesłuchać, wielkie mi rzeczy, to nie było tak brutalne jak brzmi! Liczyłem, że Amicus skłoni go do wyjawienia mi z kim się spotykał, czego dotykał, czy ktoś ma jego krew... działałem po omacku, nie byłem pewien czy był... jedynym celem. - przyznał niechętnie.
Siedzisz w tym po uszy?
Teraz już zrobił się purpurowy. Potrafił łgać prosto w oczy nieznajomych czy współpracowników, ale przy rodzinie nie był w stanie.
-W czym po uszy? - spytał niewinnie, ale ledwo podniósł wzrok, zrozumiał, że igranie z ogniem (czyli z inteligencją Jade) było złym pomysłem.
-Tak, siedzę. - przyznał więc niemal bezgłośnie, pozostawiając jej domysły. Była najmądrzejszą osobą jaką znał, a kawałki układanki już przecież utrzymała.
-Jasne, jasne. - bąknął, gdy przejrzała jego próbę odwrócenia tematu na gobliny. No nic, był Cattermole'm i nie miał w zwyczaju łatwo się poddawać ani zniechęcać. Pora wytoczyć cięższe działa.
-Słuchaj, a... - przełknął ślinę, mając w pamięci list od Willa. Miał nadzieję, że Jade - w odróżnieniu od starszego brata - nie wytknie mu, że oświadczyny po sześciu miesiącach znajomości są głupim pomysłem. A zresztą, nie musi jej mówić ile zna Isabellę! -...a jak wujek... Solas... jeśli mogę spytać... ci się oświadczał, to... jak zrobił żebyś go nie wyśmiała? Bo... znam taką dziewczynę, życie jest krótkie i nie ma co zwlekać jak się kogoś kocha... - szczególnie jak się jest zamieszanym w coś po uczy buntownikiem -...i mama powiedział mi, że wystarczą kwiaty i wszystko się ułoży, ale znasz moją mamę, czasem trochę fruwa nad ziemią... - nadal rumienił się jak pączek czerwonej róży, ale tym razem ze zgoła innych powodów.
Umilkł, by nie rozpraszać Jade podczas ściągania zrywania kolejnego połączenia. Sam w tym czasie wypatrywał run, gotów do działania na zmianę. Finite Incantatem - przyłożył różdżkę do ornamentu, gdy tylko Jade oderwała od niego swoją.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]21.11.20 20:54
- Nie urodziłam się wczoraj. Po prostu… nie wiem, Steff. - Biorę głęboki oddech, żeby nie zabrzmieć pretensjonalnie. I zapominam, że samo wzdychanie już zrobi ze mnie malkontentkę. - Zawsze jest jakiś szaleniec, który chce dojść do władzy. Był Grindewald, Tuft, a teraz jest Voldemort. Przed nim byli inni, a po nim przyjdą następni. Taki jest porządek świata. - Nierozważnie upuszczam imię czarnoksiężnika na posadzkę, nawet nie zauważając, z jaką trwogą wypowiada je Cattermole. Ja wzruszam ramionami, bo nie jestem polityczna. Bo jak każdy Sykes mogę przecież zabunkrować się w lesie i przetrwać kolejne tysiąc lat. - Co… - Mój głos urywa się w gniewie i niedowierzaniu, gdy wspomina o śmierci sąsiadki. - Była mugolką? - Domyślam się. Los nie był dla nich łaskawy - ci, którzy nie zginęli od anomalii zostali wygnani lub zamordowani, wiedziałam o tym. Ale gdybym przeżywała każdą taką informację już dawno wylądowałabym na oddziale zamkniętym w Mungu. Choć mugole byli mi obojętni, być może gdzieś głęboko w środku było mi ich szkoda - ze zwyczajnej, ludzkiej empatii. Ale czy pochyliłabym się nad losem któregoś z nich? Najpewniej nie. - Bertiego? Bertiego Botta… - Zmarszczyłam czoło, a moje źrenice w jednej chwili urosły do wielkości galeonów. Widziałam twarz młodego chłopaka na plakatach - i wiedziałam, że to nazwisko słyszałam już wcześniej, jeszcze zanim poznałam Matta. Zawsze zapominałam zapytać go o powiązanie z młodzieńcem z plakatu. Ale teraz wiedza o jego tożsamości uderzyła mnie z siłą górskiego trolla. Rzeczywiście, pamiętałam opowieści Steffena, choć Bertiego nigdy nie poznałam. - Przykro mi, Steffen. Naprawdę - Nic nie bolało bardziej niż śmierć bliskiej osoby. Wiedziałam, co czuje - i nie musiał mówić nic więcej. Błyszczące oczy mówiły za niego. Teraz to ja chwyciłam go za ramię, mocno, odnajdując jego spojrzenie. Jednocześnie chciałam go przytulić i wydrzeć z niego jeszcze więcej informacji. Choć przed chwilą sama ganiłam Cattermole’a za brawurę i brak wyczucia, teraz sama wchodziłam w jego buty. - Ten chłopak... nigdy nie brzmiał jak zbrodniarz wojenny. Domyślam się, że został zamordowany ze względu na niewłaściwe poglądy polityczne. - I właśnie dlatego trzymałam się od niej z daleka - zdaje się, że w przeciwieństwie do Steffena. Wiedział więcej, czułam to. Każdy plakat w Londynie wył o przynależności Botta do Zakonu Feniksa, a ilość niedopowiedzeń, którymi próbował karmić mnie młody łamacz klątw tylko zwiększała moją podejrzliwość. - Tak nie powinno być. - A jednak, gdy porządek świata dotykał mojej rodziny, nie chciałam się na niego godzić. Nie chciałam widzieć Steffena smutnego - i choć trzymałam się od tej całej wojny z daleka, gdzieś pod tą grubą warstwą racjonalizmu wykiełkował gniew. Młodzi ludzie nie powinni byli ginąć.
Nie musiałam pytać o więcej. Choć nie powiedział mi nic, jego zachowanie dopowiedziało to, czego nie ujął w słowach. Nie chciałam z resztą chyba - co było dla mnie obce - aby potwierdził to, czego domyśliłam się sama. Spuściłam zasłonę milczenia, uciekając od odpowiedzialności. Jakby zawieszone w przestrzeni tak, siedzę, miało być jeszcze niewystarczającym dowodem, niewerbalną inkantacją, która nie miała prawa się wydarzyć, dopóki ktoś nie wykrzyczy jej ile sił w płucach.
Ale czary już dawno działały.
- I co zamierzasz? - Zapytałam, na moment odrywając się od run, które splotły się w węzeł gotowy do przerwania. Nie pokazywałam tego po sobie - pozostawałam twarda i nieporuszona, a jednak wisząca na włosku świadomość sprawiła, że serce zabiło mocniej, w obawie o Steffena. Był młody. Młody i głupi. A ja przecież nie byłam od tego, żeby dyktować mu jak żyć. Nawet, jeśli byłam jego ciotką, jeśli byłam starsza, bardziej doświadczona przez życie - nic nie upoważniało mnie do moralizowania. Wybrałam więc milczenie, być może nie do końca pewna, jak powinnam była tę informację traktować. Ja, która zawsze na wszystko miała gotową odpowiedź, która potrafiła się odszczekać, zanim jeszcze ktokolwiek zawarczał. Podkuliłam ogon, powód tej nagłej ciszy zrzucając na karb pracy - której było jeszcze przed nami sporo.
Klątwa nie opierała się magii, choć ze względu na swoją złożoność potrzeba było dwóch czarodziejów płynnie odczytujących runy. Musieliśmy działać szybko, zbytnia opieszałość mogłaby cofnąć skutki wcześniej zerwanej linii obrony - ale szło nam płynnie, żadne z nas nie popełniało błędu. - Naprawdę dobra robota, Steff - pochwaliłam go, gdy w końcu padło ostatnie Finite, a oboje nadal staliśmy w jednym kawałku. - Hexa revelio - Powtórzyłam inkantację, chcąc upewnić się, że korytarz na pewno był wolny od czarnej magii - i zgodnie z moim przeczuciem, zaklęcie niczego nie wykazało.
- Och, Steffen… - Zaczęłam westchnieniem, namaszczonym tonem starszej siostry, którą nigdy nie byłam - i w tej niespodziewanej chwili pojawiło się moje zrozumienie dla Jocundy i jej rozczulenia dla moich problemów. - Jeśli ją kochasz, a ona kocha ciebie, nie wyśmieje cię. Po prostu bądź sobą. - Uśmiechnęłam się, odrywając się od ponurych myśli, które zdążyły mnie dopaść. Pąs na policzkach Cattermole’a wyglądał soczyście i zmiękczył mnie do cna. - Sol też był sobą. - Za każdym razem, kiedy zaczynałam o nim mówić, ton mojego głosu stawał się melodyjny i ciepły. Jeśli jego zachrypniętą barwę w ogóle można było posądzić o tak łagodne epitety. - W pracę badawczą, którą dał mi do przejrzenia wsunął pergamin z pytaniem zapisanym pismem runicznym. I kiedy już wiedział, że dotarłam do właściwego hasła, uklęknął z pierścionkiem. I myślę, że to jest najważniejsze. Iść za głosem serca. - Ostatecznie miał w sobie jakąś cząstkę krwi Sykesów, a ci nigdy nie poddawali się sztywnym ramom. Osobiste oświadczyny były o wiele bardziej romantyczne niż oficjalne przyjęcie z rodziną, jak to - niestety - większość oświadczyn zwykła się zawiązywać. - Jestem pewna, że będzie tobą zachwycona. Kim jest twoja wybranka? - Ciekawość jak zawsze brała nade mną górę, nawet jeśli zakładałam, że najpewniej zdradzone personalia miały być dla mnie obce. Zmierzaliśmy już w kierunku wyjścia, a zdrada planów Cattermole’a wyraźnie poprawiła mój nastrój. Był szczęśliwy - pomimo wojny, pomimo strat. Ii oby mógł z tego szczęścia czerpać garściami jak najdłużej. - Dobrze było cię zobaczyć. Pisz do mnie częściej. - Pożegnałam go krótko, po czym zniknęłam, z głuchym trzaskiem obwieszczającym deportację.


zt :pwease:




What I create is chaos
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]26.11.20 3:28
-Zawsze? Ale co... jeśli oni chcą zniszczyć świat? Albo jeśli faktycznie taka jest kolej i odejdą, ale po trupach naszych przyjaciół, znajomych, niewinnych? - zapalił się Steffen, idealistycznie. Nie mógł siedzieć bezczynnie, nie umiał tak.
-Mugolaczką. - szepnął, mieszkał w końcu w czarodziejskiej kamienicy. -Ale czy kogokolwiek to obchodzi? Bertie miał czystą krew. - wyrzucił z siebie z gniewem. Podchwycił spojrzenie Jade. Chwyciła go za ramię, ale zachowywała dystans - niepotrzebnie. Nie oczekiwał przecież od niej poparcia jego idealizmu, rzucenia się do walki przeciw Czarnemu Panu, nie. Nie osądzał jej i miał nadzieję, że ona nie osądza jego. Chciał być tylko wysłuchany. Przytulił się zatem do Jade, obejmując ją lekko, bo teraz był przecież wyższy niż przy ostatnim spotkaniu.
Skinął głową. Tak nie powinno być. Zapadło niezręczne milczenie, a chłopak spojrzał na swoje buty. Może nie powinien jej o tym wszystkim mówić? To przecież ciężar, tylko będzie się martwić.
-Rodzina nie wie. - dodał nagle cicho, bo tylko tego mu brakowało, żeby Jade napisała kiedyś do jego taty albo brata. Na szczęście, to nie w jej stylu. Co zamierzał? Pocieszyć ją, na przykład. Podniósł głowę, uśmiechnął się smutno.
-Żyć pełnią życia, póki... - póki mogę. -...no, po prostu. Dużo ćwiczę transmutację i obronę przed czarną magią. Pokonałem raz trolla, wiesz? - uśmiechnął się z satysfakcją, choć nie miał pewności, czy ten troll zdechł czy był tylko nieprzytomny. Steff jeszcze długo nie wróci na Most Miłości.
Pracowali dalej, wytrwale, aż Jade pochwaliła Steffa i rzuciła kontrolne Hexa Revelio.
-Dzięki za pomoc, bez Ciebie spędziłbym tu cały dzień, a tak... no, zeszło nam tylko pół dnia. Zjemy razem obiad? - zaproponował z uśmiechem, bo już burczało mu w brzuchu.
Spojrzał na Jade pytająco, a tym raze to jego oczy zrobiły się wielkie. Jak to bądź sobą? Nie był pewien, czy wypadało. Powinno być wszak romantycznie i elegancko, a on był... w sumie prosty. Z uśmiechem słuchał za to o wujku Solasie. -Wooow, też tak bym chciał. Ale Isabella, bo tak się nazywa, nie zna run. Trochę się stresuję, bo... bo ona miała już narzeczonego. I nie wiem jak on się oświadczył. Zerwała z nim i uciekła z domu i teraz mieszka u kuzyna i za jego zgodą zabiorę ją chyba do Irlandii, bo tam jeszcze chyba nie była... - wyrzucił z siebie na jednym wydechu, ale o miłości nie wypadało mówić w przeklętych miejscach. Nawet jeśli nie były już przeklęte. -Opowiem ci na obiedzie! - zaproponował, ale Jade nie miała w planach wspólnego posiłku. Obiecał jej więc inne spotkanie, a po wyjściu z zamku deportował się sam, jak najbliżej własnej kuchni.

/zt :pwease:


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Old Inverlochy Castle [odnośnik]07.03.21 2:35

1 listopada 1957

Potężny ból głowy po ostatniej nocy października, wciąż ściskał jej głowę i nawet eliksiry nie były w stanie na to wszystko wiele zdziałać. Na szczęście nie musiała iść tego dnia do pracy, zaś wieczór jawił się w barwach relaksu i dźwiękach ukojenia. Długo czekała na wspólny wyjazd z przyjaciółką; przekładały podróż przez wiele nakładających się wydarzeń – jednych mniej, innych bardziej udanych. Wspomnienie pogrzebu wciąż nawiedzało pannę Crabbe, lecz teraz nie myślała o tym wydarzeniu tak jak rok temu, brakowało w tym smutku – tego prawdziwego, żałobnego smutku. Jednak tak było lepiej… czuła się lepiej, szczególnie sama ze sobą.
Podróż na miotłach była przyjemna, obyło się bez listopadowego deszczu, a i wiatr zdawał się cieplejszy niż zwykle. Wieczorna mgła spowijała fort, jedynie światła świec postawionych na okiennych parapetach wyznaczały drogę. Być może lot wieczorem był niezbyt dobrym pomysłem, lecz ile emocji przysporzył! Wreszcie wylądowały, a przywitano je ciepłym posiłkiem i świeżo zaparzoną herbatą. – Tędy, zapraszam – odezwał się pracownik hotelu, prowadząc młode czarownice do wynajętego pokoju, gdy kobiety złożyły podpisy na wyznaczonych kartach. Forsycja z zapartym tchem przechodził przez korytarze, chociaż wystrój wydawał się podobny do tego, jaki widywała, odwiedzając swoim bogatych znajomych zamieszkujących szlacheckie dworki. Osobiście chyba nie potrafiłaby żyć w taki przepychu, mimo wszystko jej flamandzkie korzenie przebijały się w jakiś sposób przez kobiece gusta. Wielokrotnie spoglądała również na Frances, aby spróbować wyczytać z jej twarzy czy miejsce było dla niej odpowiednie. W końcu panna Crabbe sama je wybierała miejsce, toteż odrobinę obawiała się, czy trafiła z wyborem.
Sam pokój wydawał się jednocześnie skromny i bogaty, z pewnością elegancki, a dwa oddzielne łóżka, stojące tuż obok siebie przyściełane były miękkim prześcieradłem oraz puchatymi kocami. Wszędzie było dostatecznie czysto, a pracownik hotelu poinstruował panie, gdzie mogły co znaleźć. Łazienka również wydawała się schludna, może odrobinę ciemna, lecz wszystko wydawały się rekompensować miniaturowe mydełka pachnące piżmem, które zapach Forsycja uwielbiała. – Wiesz, co ze sobą zabrałam? – zagaiła, otwierając walizkę, z której zaraz potem wyciągnęła butelkę Toujour Pour. – Oczywiście to nie wszystko! Mam też pomarańcze i suszone śliwki, chociaż te drugie to bardziej dla Rumianka – zauważyła, wskazując na demimoza, który zdążył wyłożyć się na jednym z łóżek. Zmęczone i zaspane oczęta wołały o sen, a lśniące futerko migotało od rzędu świec usytuowanych na okiennych parapetach przy łóżkach. Rozczulone spojrzenie czarownicy osiadło na jej podopiecznym, a uśmiech wpełzł na wargi – Rumianek był iście kojący na całe zło, które działo się w jej życiu. Kto by pomyślał, że posiadanie zwierzaka, mogło aż tak pomagać?

Kilka godzin później Forsycja spacerowała po pokoju w szlafroku, starając się ułożyć wszystkie ciuchy i przedmioty, jakie ze sobą wzięła na półkach. Co z tego, że miały być tam zaledwie jeden dzień? Chciała poczuć się domowo, a raczej… w takim miejscu, które chciałaby nazywać domem. Gdzieś gdzie mogła ustawić wszystko tak, jak tego pragnęła i żyć obok tych, których sama wybrała. Kobaltowy, jedwabisty szlafrok okalał jej sylwetkę, a granatowa koszula nocna, wydawała się słaniać po ziemi, niczym suknia. Ciche stukoty i odgłosy dochodziły zza drzwi, raz po raz przerywając deszcz bębniący o szyby. – Dobrze, że zdążyłyśmy nim pogoda, sprawiła nam psikusa – zauważyła, wskazując na okno, a zaraz potem opadła na łóżko delikatnie, a jej dłoń wylądowała na głowie drzemiącego demimoza. Bezwiednie zaczęła gładzić lśniące futerko, a ciemne spojrzenie wylądowało wreszcie na twarzy przyjaciółki. – Opowiesz mi o tej francuskiej eskapadzie? – uśmiechnęła się z lekka psotliwie, zadając pytanie.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Old Inverlochy Castle
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach