Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 10 IX 1956 - Pod taflą jeziora

Go down 
AutorWiadomość
Shelta Vane
Shelta Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 19
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif

10 IX 1956 - Pod taflą jeziora Empty
PisanieTemat: 10 IX 1956 - Pod taflą jeziora   10 IX 1956 - Pod taflą jeziora I_icon_minitime15.05.19 22:18

10 IX 1956 - Pod taflą jeziora C1a778f8a9fd1ef0ca835b4f360e9156


Anomalia miotały, wykrzywiały pogodową aurę, która ustabilizowała się dopiero wraz z końcówką sierpnia płynnie przechodząc ze swymi letnimi temperaturami na początek września. Powietrze było ciepłe i lekkie. Słońce toczyło się po skórze. Ocierało się o nią z lubością, jak spragnione pieszczoty, przypomnienia o sobie kocię. Shelta wyszła na przeciw temu pokuszeniu pozostawiając za sobą obowiązki, odkładając je na jutro lub też pojutrze - w zależności od tego jak bardzo przyjemność dzisiejszego dnia będzie zaprzątała jej głowę. Bojczuk niewątpliwie o to zadba. Nie miała co do tego wątpliwości.
Pomachała mu ręką już z oddali nawołując go jednocześnie po imieniu. Krzątał się po przycumowanej do pomostu żaglówki. Zbliżając się do niej i do niego uśmiechała się serdecznie. Włosy miała rozpuszczone, przysłonięte szerokim rondlem słomianego kapelusza przepasanym białą wstążką. Na przedramieniu opierał jej się kosz wypełniony umilaczami dnia: owoce, konfitury, kilka maślanych bułek, dyniowy sok oraz lekkie, pszeniczne i wciąż przesiąknięte chłodem wnętrza latarni.
- Kapitanie... - zaświergotała mu ponownie i tym razem stała już na pomoście, przy łodzi. Podała mu koszyk, a potem ujęła w palce materiał białej sukienki poplamionej pąkami czerwonych maków. Podciągnęła ją pod kolano. Drugą ręką szukała pomocy w pokonaniu niewielkiej przepaści dzielącą pomost od łódki w osobie Johna. Serce zatrzepotało jej szybciej w chwili w której kadłub zabujał się gwałtowniej. Odnalazła jednak po chwili równowagę i ze swobodą podążyła w upatrzone bliżej dziobu miejsce nie chcąc wadzić w przygotowaniach do wypłynięcia Bojczukowi. Nie trzeba było długo czekać na to by znaleźć się daleko od brzegu. Mężczyzna zręcznie zaprzęgł wiatr w niewidzialne uzdy kierując ich dwójkę na jeziora przestwór.
- Kiedyś słyszałam opowieść o kobiecie będącej panią jeziora, lecz nie pamiętam już czy była syreną odciętą od domu, czy też córką jednego z wodnych duchów. Słyszałeś lub czytałeś może kiedyś o tej historii albo znasz podobną? Chciałabym posłuchać - przeniosła spojrzenie z przecinanej tafli wody na młodego mężczyznę. Przytrzymała jedną ręką kapelusz by ten nie został porwany, a drugą przyłożyła do ust jabłko.[bylobrzydkobedzieladnie]





you need chaos in your soul to give birth to a dancing star


Ostatnio zmieniony przez Shelta Vane dnia 24.05.19 4:55, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie nie pójdę, to dojdę i tak
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24*
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

10 IX 1956 - Pod taflą jeziora Empty
PisanieTemat: Re: 10 IX 1956 - Pod taflą jeziora   10 IX 1956 - Pod taflą jeziora I_icon_minitime16.05.19 10:55

- Ahoj! - krzyczę, machając do Shelly jedną ręką, a gdy podchodzi bliżej opieram się o ster, układając wolną dłoń na biodrze - No nie wiem czy powinienem cię zapraszać na pokład, kobieta na statku przynosi pecha. - tako rzecze stare, marynarskie porzekadło, zapewne i jej dobrze znane. Niemniej kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, więc już za moment macham na to wszystko łapą i poprawiam swoją kapitańską czapkę, oczy zaś skrywam pod osłoną mugolskich, ciemnych okularów. Odbieram od dziewczyny koszyk, przelotem zaglądając do środka, a później pomagam jej dostać się na łódkę. Wreszcie pora odbić od brzegu! W ostatnim czasie nie miałem wielu okazji do żeglugi, a na morze wypuszczałem się bardzo rzadko i to ledwie przelotem, płynąc do brzegów Francji i w drugą stronę. Czymże to było w porównaniu do kilkumiesięcznych rejsów w odległe, egzotyczne kraje, które odbywaliśmy ciągle pod banderą kapitana Traversa? No niczym. Tęskniłem za przygodą, za wodą aż po horyzont i za zapachem morskiej bryzy, za życiem na pokładzie i... za wszystkim właściwie. Czas na lądzie dłużył się w nieskończoność i szczerze powiedziawszy nie pamiętam bym wcześniej, odkąd załapałem się do swojej pierwszej załogi, spędził tu tyle czasu.
Ale dzisiaj, wypływając wgłąb jeziora, miałem się po prostu zrelaksować i nie myśleć o takich przyziemnych sprawach. Suniemy powoli przez spokojną taflę wody, ja zaś śpiewam coraz głośniej jedną z szant o tym, jakie wspaniałe jest życie wilka morskiego.
- ...śpiewaj ze mną, Shelly! - zachęcam ją, śmiejąc się w głos, a gdy ostatnie wersy odbijają się echem od odległego brzegu, wzdycham przeciągle, nabierając w płuca nadwodnego powietrza - Życie naprawdę jest piękne!... - zachwycam się, odwracam powoli w kierunku Shelty i unoszę ciemne okulary, zakładając je na daszek czapki.
- O pani jeziora... - mruczę pod nosem, drapiąc się po czole, marszczę mocno brwi, a w końcu kiwam lekko głową - Znam jedną historię o pani z jeziora, ale nie była ona ani syreną, ani wodnym duchem. Była czarownicą, a przynajmniej na samym początku, bo widzisz, magiczne eksperymenty doprowadziły ją na skraj człowieczeństwa. Nie była już człowiekiem, ale nie była także duchem, czymś pomiędzy - nieśmiertelna, aczkolwiek zamknięta w cielesnej powłoce. Niegdyś mieszkała na brzegu jeziora i przez lokalnych chłopów traktowana była jako wioskowa znachorka - leczyła, zdejmowała i nakładała klątwy, potrafiła sprowadzić deszcz, lub odgonić ciągnącą się burzę, ludzie naprawdę ją kochali, ale dla niej to było za mało. Marzyła o tym, by znaleźć sposób na oszukanie śmierci i udało jej się. Lata mijały, kolejne pokolenia przychodziły i odchodziły, a ona trwała na skraju swojego jeziora. Chociaż jej umysł pozostał przejrzysty oraz bystry, ciało nosiło na sobie znamiona upływającego czasu; próbowała kolejnych zaklęć i eliksirów, jednak nie przynosiło to upragnionych skutków, wręcz przeciwnie - skóra poszarzała, obrosła w liszaje i brodawki, włosy wypłowiały, a spojrzenie przygasło. By ukryć swoją ohydną powłokę przed światem zamieszkała na dnie jeziora, opuszczając jego głębiny tylko po zmroku. Ale pomimo doświadczeń, wciąż spełniała zachcianki śmiertelnych, którzy nie bali się prosić jej o błogosławieństwo, więc z czasem zaczęto traktować ją jak boginię. Ludzie składali dary u brzegów jeziora, no wiesz, być może właśnie stąd wzięło się przekonanie, że jeśli wrzucisz pieniążek do magicznej fontanny to spełni się twoje życzenie. - moje ramiona podskakują lekko, a ja zbijam sam ze sobą mentalną piątkę, bo chociaż jest to historia, którą wymyśliłem na poczekaniu inspirując się wieloma zasłyszanymi i zapomnianymi opowieściami, to naprawdę zaczyna mieć ręce i nogi - W każdym razie pewnego dnia i było to jeszcze w czasach kiedy rycerze przywdziewali lśniące zbroje i szli walczyć ze smokami, ktoś przypałętał się do samotni wiedźmy, zastając ją siedzącą na brzegu. Była to młoda, ciężarna chłopka, która nosiła pod sercem bękarta pana tamtych ziem. Powiła syna, jednak jej organizm nie wytrzymał bólu oraz zmęczenia, a tuż przed śmiercią poprosiła panią jeziora by zaopiekowała się dzieckiem, jednak przede wszystkim by ukryła je i strzegła przed ojcem, który obiecał znaleźć i zabić niechcianego potomka. Chłopiec wychowywał się na skraju wody, pod czujnym okiem swojej opiekunki, rósł na mężnego, odważnego człowieka, dobrego i walecznego, a przede wszystkim bardzo ambitnego. Był już młodym mężczyzną, kiedy do ich pustelni dotarły wieści o smoku atakującym pobliskie wioski. Król obiecał rękę swojej córki oraz niewyobrażalne bogactwa śmiałkowi, który przegoni bestię i chociaż pani z jeziora kategorycznie zakazała swojemu podopiecznemu opuszczać bezpiecznej przystani, to chłopak nie posłuchał jej i niebawem wyruszył w drogę, swojej piastunce zostawiając jeno krótką wiadomość i złamane na pół serce, bo tak, kochała go najbardziej na świecie - być może jako syna, a być może jako mężczyznę. Dzięki magii, którą władał za sprawą jej błogosławieństw, rozgromił smoka i miał poślubić królewnę, jednak kiedy stanął przed obliczem króla ten rozpoznał w nim zaginionego syna - miał oczy matki i jego własne rysy twarzy. Straszliwy był gniew władcy, kazał wydłubać mu ślepia, okaleczyć go i wygnać, by tułał się po świecie aż do końca swoich dni, zaś każdy kto ośmieliłby się pomóc banicie, miał podzielić jego los. Ślepy i kulawy wrócił do domu, a gdy pani z jeziora zobaczyła go w takim stanie, tak nieszczęśliwego, to wciągnęła go pod wodę i utopiła. Być może nie potrafiła mu wybaczyć, a może po prostu chciała ulżyć jego cierpieniom... Nie wiem. Ale kiedy głębiny wyrzuciły na brzeg jego martwe ciało wraz z nią u boku, kiedy dotarło do niej co zrobiła, jej umysł i serce rozpadły się z żalu na tysiące kawałeczków i tak dokonała swego żywota. Morał z tej historii jest taki, że choćbyś próbował nie oszukasz śmierci - możesz pogodzić się z nią i odejść w spokoju kiedy przyjdzie na ciebie czas, a możesz uciekać przed nią przez całe wieki, ale czy warto, skoro w końcu i tak cię dosięgnie? - kończę swój monolog, sięgając po piersiówkę by pociągnąć z niej porządnego łyka. Od tej całej historii naprawdę zaschło mi w gardle.






Powrót do góry Go down
Shelta Vane
Shelta Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 19
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif

10 IX 1956 - Pod taflą jeziora Empty
PisanieTemat: Re: 10 IX 1956 - Pod taflą jeziora   10 IX 1956 - Pod taflą jeziora I_icon_minitime24.05.19 4:46

Nie mogła nie znać marynarskich przesądów kiedy to główną klientelą rodzinnej karczmy byli marynarze. Przywoływanie jednego z nich nie spłoszyło jej jednak.
- Ale za to jakiego pięknego - zapowiedziała chcąc by jej kapitan zaczął doszukiwać się dobrych stron tej wyjątkowo niebezpiecznej sytuacji. Figlarne oczko które mu posłała i serdeczny uśmiech miały być tego gwarantem. Swobodnie, jak ocierający się o płachty nieustawionego jeszcze żaglu wiatr przemknęła między linami i tobołkami odrzucając niedbale ze stóp swych letnie pantofelki. Odnalazła dla siebie miejsce z którego cieszyła oczy i duszę prędkością którą nabierali. Z radością dołączyła swój głos do jego by nieść po otwartej przestrzeni balladę o morskiej tułaczce i wiążącej się z nią trosce oraz szczęściu. Swobodnie, bez wstydu wznosiła swój głos robiąc głupią minę gdy ten się nieporadnie złamał i błyszcząc oczami gdy gładko łączył się z męskim.
Podejmując temat niewyraźnej historii, której skrawki wyłapywała i której echo pobrzmiewało w jej głowie spodziewała się usłuchać z ust Bojczuka coś więcej na jej temat. Johnatan był w jej oczach jak żywa księga baśni pełna barwnych obrazów, pachnąca przygodą, morzem, oceanem i jak ten - nie mającym wyraźnego końca ani początku. Gdy zaczął więc mówić wbiła w niego spojrzenie swych ciemnych oczu stając się momentalnie uważną czytelniczką, która z wypiekami na twarzy pozwalała się pochłaniać ożywianej historii. Brzmiała niezwykle wiarygodnie sprawiając że na jej twarzy przemknął cień romantycznej fantazji kiedy to rozmyślała o eterycznej istocie kobiety-ducha żyjącej pod taflą jeziora to zaraz marniała od troski oraz trwogi nad cierpieniem którego zaznał mężczyzna pożarty przez ambicję i wywołaną tym rozpaczą kobiety-bogini. Ani przez chwilę ni epomyślała o tym, że całą tą baśń młody marynarz tkał jej na jej oczach, a gdy skończył w ciszy kontemplowała nad retorycznym pytaniem dając mu tym samym wybrzmieć mocniej, głębiej.
- Z chciwością możesz się licytować, lecz Śmierć nie służy nikomu - mruknęła uśmiechając się smutno, kiedy to zacytowała swoją babcię - Chociaż czy jej się nie udało? Zyskać nieśmiertelność? Może nie tak, jakby tego chciała, lecz jakby nie było to o niej wspominamy - uśmiechnęła się delikatnie, sięgając jedną z dłonią nieco poza burtę by złapać rozchlapywane przez dziób krople wody - Co jeśli opiłki jej duszy opadły na dno i zalegają tam po dziś dzień. Może jako przestroga, a może nie... - snuła wiotko swe myśli lawirując między bajkową fikcją, a rzeczywistością nieznajdująca w tej chwili granicy pomiędzy nimi - Chciałbyś sprawdzić czy skruszone żalem serce mieni się na jeziora ciemnym dnie? - uśmiechnęła się delikatnie, a w oczach zakołysała się chęć pogoni uchwycenia czegoś mistycznego. Na jej twarzy znalazło się miejsc również i dla zakłopotania lub swego rodzaju zawstydzenia tym, że nie żartowała kiedy to skinieniem głowy nagoniła jego uwagę ku toni jeziora z niewypowiedzianą prośbą oraz tym, że propozycja ta brzmiała jak coś czego robić się nie powinno, a jednak kusiło. Pragnienie to przypominało chęć zjedzenia deseru przed obiadem. Być może sama wiłaby się walcząc z sobą o zachowanie się, lecz miała przy boku żywą iskrę nęcącego buntu w postaci Johnatana od którego zależało czy żagle zwiotczeją, a łódź się zatrzyma.





you need chaos in your soul to give birth to a dancing star
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie nie pójdę, to dojdę i tak
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24*
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

10 IX 1956 - Pod taflą jeziora Empty
PisanieTemat: Re: 10 IX 1956 - Pod taflą jeziora   10 IX 1956 - Pod taflą jeziora I_icon_minitime06.07.19 18:22

Widzę w jej oczach, że łyka każde moje słowo jak pelikan i nawet mi to schlebia; lubiłem snuć różne historie, a jeszcze bardziej lubiłem jak ludzie w nie wierzyli. Cóż, miałem dosyć bujną wyobraźnię i to odkąd pamiętałem. Już jako dzieciak ledwie wystający ponad stół wymyślałem sobie różne rzeczy, a później te moje historie prezentowałem wszystkim zebranym w salonie mojej mamy. Ech, to były czasy, słodkie jak szarlotka mateczki Bojczuk.
- O łał, to nawet lepszy morał. - kiwam głową, po czym wspieram się nonszalancko o ster i poprawiam czapkę - No cóż, jeśli spojrzeć na to z tej strony to masz rację. - wzruszam lekko ramionami. A później to ja słucham Shelty i aż mi się oczy świecą na jej propozycję; żadnej przygody nie odmówię, bo wtedy nie nazywałbym się Johnatan Bojczuk!... Właściwie to jakby się bliżej przyjrzeć tej sprawie, to wcale się tak nie nazywałem, ale nie zwracajmy uwagi na takie szczegóły, skoro owe miano nosiłem już od prawie 15 lat. W tym momencie zapominam, że ta historia to tylko bajka, w dodatku wymyślona na poczekaniu i sam jestem w stanie uwierzyć, że gdzieś na dnie faktycznie możemy trafić na te całe okruchy serca. Albo duszy. Albo czegokolwiek, byle drogiego. W każdym razie jedno było pewne - ani ja, ani Shelly nie mieliśmy bladego pojęcia co mogą skrywać głębiny jeziora. Więc czemu by tego nie sprawdzić? Prostuję się powoli, a moje usta wykrzywiają się w delikatnym, aczkolwiek nieco łobuzerskim uśmiechu.
- Shelly, pytasz jakbyś mnie nie znała. - wywracam oczami, wspierając jedną dłoń na biodrze - Oczywiście, że chcę to sprawdzić! - z podekscytowania aż zacieram ręce. Nie potrzebuję już żadnej zachęty, tylko od razu zwijam żagle, a łódka już po chwili zatrzymuje się na jeziorze, robi się jakoś ciszej i choć jesteśmy tutaj jedynymi turystami, na wszelki wypadek zarzucam również kotwicę. Słabo by było jakby nam łódź zwiała, kiedy będziemy przemierzać niezbadane głębiny w poszukiwaniu... właśnie, czego? To już chyba wyjdzie w praniu.
- No to na odwagę. - ciągnę łyka z piersiówki, po czym podaję ją pannie Vane, a sam zrzucam czapkę, koszulę i gacie (wierzchnie tylko, chociaż podejrzewam, że Shelta by się nawet jakoś bardzo nie zdziwiła gdybym tu przed nią stanął jak mnie Matka Natura stworzyła), bo przecież nie będę nurkował w ubraniu! Moje ciało momentalnie pokrywa się gęsią skórką, nawet jeśli pogoda nam dzisiaj dopisuje. Wspieram dłonie na krawędzi łódki, spoglądając w toń, a później przenoszę ślepia na dziewczynę i szczerzę się w szerokim uśmiechu.
- To co? Gotowa? - pytam. Wiem, że najsamprzód to powinniśmy się jakoś przygotować do tej podróży na samo dno, chociażby bąblogłową, ale ufałem, że Shelly się tym zajmie, bo ja byłem raczej słaby w rzucaniu zaklęć. I ogólnie w magii. Dobrze, że miałem wiele innych talentów.






Powrót do góry Go down
 

10 IX 1956 - Pod taflą jeziora

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19