Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Isabella Selwyn

Go down 
AutorWiadomość
Isabella Selwyn
Isabella Selwyn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Zawód : dama i płomień
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Isabella Selwyn Tumblr_inline_ot6h6xyOv21rifr4k_540

Isabella Selwyn Empty
PisanieTemat: Isabella Selwyn   Isabella Selwyn I_icon_minitime31.05.19 14:49

Talia Tarota



Powrót do góry Go down
Isabella Selwyn
Isabella Selwyn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Zawód : dama i płomień
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Isabella Selwyn Tumblr_inline_ot6h6xyOv21rifr4k_540

Isabella Selwyn Empty
PisanieTemat: Re: Isabella Selwyn   Isabella Selwyn I_icon_minitime31.05.19 16:27

Głupiec
Hogwart13 października 1948 r.


Krople powolnie spływały po starych, chłodnych ścianach lochów. Delikatny podmuch wzburzał pojedyncze blond kosmyki, które nie były już tak pięknie ułożone jak o poranku. Monotonny, nieco mroczy dźwięk zdawał się wbijać do dziewczęcej głowy z wyraźnym echem, Nacisk delikatnego bucika na lekko wilgotną podłogę był odgłosem, na który bardzo uważała. Wydostała się ze wspólnego saloniku Ślizgonów i bardzo zwinnie, niemal na paluszkach przemierzała kolejne metry tych podziemi, wiedząc dobrze, że nikt nie powinien jej zauważyć. W dormitorium Węże świętowały zwycięski męcz, w którym pokonały bezbłędnie Ravenclaw. Hałas radości niósł się jeszcze daleko od wejścia i być może mógł zagłuszyć pewne dziewczęce przemykanie się po tych zawiłych korytarzach. Wykorzystała ich nieuwagę, odmówiła sobie słodkiej chwili towarzyskiego szaleństwa w ślizgońskiej rodzinie na rzecz tego jednego, nieznośnego pragnienia.
Nie była pewna, czy jakakolwiek z dziewczynek z jej domu pojmie targające nią pasje. Sama do końca nie rozumiała, dlaczego z tak wielką tęsknotą podczas beztroskich spacerów po błoniach spoglądała w otwarte, tajemnicze niebo. Obłoki przesuwały się spokojnie, a ona mrużyła oczy gaszone przez oślepiające promienie. Góra, morze bieli i błękitu wydawało jej się wielką wieżą, dzięki której można przedostać się do namiastki przejmującej niezwykłości. Jej fantazja nie ograniczała się do twardych i beznamiętnych murów zamku, czasami kurz buchający z wielkich ksiąg dusił jej rozmarzoną aurę. Od długich tygodni, gdy niemal przysypiała na lekcjach transmutacji, zastanawiała się, jak mogłaby zawalczyć z tą ochotą. Wkrótce doszła do wniosku, że to po prostu niemożliwe. Jej trzynastoletnie serce nie uznawało pewnych granic, ale wychowywane na damę, wahało się wciąż. Do sprawy należało podejść z rozmysłem i tajemnicą wagi najwyższej. Isabella jednak częściej gnała pędem emocji, niż faktycznie tworzyła wielopunktowy plan idealny. Gniłaby w głębokich analizach, jej umysł nie był na tyle ścisły i poukładany. Pewniej i lepiej odnajdywała się w działaniu spontanicznym – ku rozczarowaniu matki. Poważne zastanawianie się, „co zrobi, jeśli…” lub też: „jak uda jej się przemknąć…” denerwowały ją tylko zamiast faktycznie cokolwiek wnosić. Dlatego wybrała właśnie ten jeden moment, w którym jej nieobecność może zginąć. Tym bardziej, że była dopiero drugoroczną i nie poświęcano jej osobie aż takiej uwagi.
Wyszła w stroju zwyczajnym, nieco mniej tylko strojna sukienka, buty raczej wygodniejsze i resztki warkocza. Nie miała skromnych, naprawdę brzydkich i burych sukienek. Niewolno jej było takiej nosić. Selwynowie byli dość strojni, nie uznawali roboczych spódnic nawet do zabawy w ogrodzie. Była ich perełką, miała pięknie błyszczeć w każdym momencie. Nawet tak potargana i pomazana podczas typowo dziecięcych uciech. Wczoraj w dość nieprzemyślanym geście przemyciła po zajęciach latania jedną miotełkę, na której zwykle ćwiczyła. Wcisnęła ją za starą zbroję przy końcu lochów, licząc a to, że szlachetny sir Rycerz nie wyda jej. Teraz szybko na paluszkach przemykała po tym korytarzyku, aż wreszcie dobiegła do tej blaszanej postaci. Popatrzyła w ciemne dziurki w hełmie czcigodnego wojownika – był wciąż równie postawny i milczący. Wyglądało na to, że dochował tajemnicy. Sięgnęła małą łapką za jego nogi i wydobywała drewniany atrybut. Przez krótką chwilę z zachwytem obejmowała ją dłońmi, a później przyłożyła blisko do piersi i westchnęła. Nie był to jednak czas, gdy należało się rozczulać nad miotłą. Przed nią długa droga.
Tuląc się od kolumny do kolumny, przemykała po piętrach oświetlonych tej nocy jedynie pojedynczymi buchami ognia. Drżała w obawie, że ktoś mógłby ją przyłapać. Biegła, zostawiając za sobą melodię oburzonych szeptów postaci z obrazów. Wielkie damy i słodkie dziewczynki zerkały na nią z niechęcią, dając znać, że nie podoba im się ta nocna wędrówka. Isa udawała, że nie słyszy żadnej z nich. Wzięła głęboki wdech dopiero, kiedy znalazła się aż na siódmym piętrze. Tam był taki opustoszały balkonik, który podejrzała już wcześniej, szukając odpowiedniego miejsca. Takie rozwiązanie było łatwiejsze od próby wydostania się z zamku o tak późnej porze. Szczególnie, że miała dopiero trzynaście lat i pewne przeszkody wciąż były nie do pokonania.
Balkon był niewielki, wejście znajdowało się na końcu korytarza. Zdobne, wytworne drzwiczki ustąpiły pod najprostszym zaklęciem. Już cienka szpara przepuściła chłodny podmuch tego jesiennego wiatru. Isabella odruchowo bardziej opatuliła się zarzuconym na sukienkę sweterkiem, ale otworzyła te drzwi szerzej. Przeszła kilka kroków i znalazła się na powietrzu. Gdzieś migały pojedyncze światła zamku, ale wokół panowała wielka, tajemnicza ciemność. Paskudny dreszczyk przebiegł po jej plecach, ale nie zdołał odebrać jej odwagi. Od dawna już marzyła, aby to zrobić i nigdy nie była tak blisko wypełnienia tego pragnienia. Zresztą w obecnej sytuacji nie istniała już żadna droga ucieczki. Nocny wiatr próbował niebezpiecznie zakołysać filigranową postacią małej lady Selwyn, ale w tym drobnym ciele było więcej mocy, niż mogłoby się zdawać. Żadne marzenie jeszcze nigdy nie wezbrało w niej tylu emocji. Żadne nie było chyba tak ryzykowne jak to. Jeśli sama nie sięgnie po nie, to świat przenigdy jej nie pozwoli.
To właśnie ostatecznie sprawiło, że pochwyciła pewniej rączkę miotły i przyjęła wreszcie dobrą pozycję. Wkrótce, bez żadnych trudności, wzbiła się w powietrze. Uśmiech nazbyt wielki opanował jej usta, a w oczach roziskrzył się płomień Wendeliny. Naprawdę to zrobiła. Dziwna energia rozlewała się po tym nastoletnim ciele. Wznosiła się początkowo powoli, metr po metrze i mocno trzymała się miotły. Z każdą sekundą było jej coraz łatwiej. Nie zdołała zapanować nad okrzykiem triumfu. Zacisnęła mocno powieki, a kiedy je otworzyła , spoglądało na nią ciekawskie oko księżyca. Zamek wznosił się wysoko, odważnie zbliżał do chmur, a ona była już nawet ponad najwyższą jego wieżą. To niesamowite. Zatrzymała się i powoli obróciła dookoła. Rozciągające się widoki okazały się zdolne do wzruszenia młodej lady. W tej nierozważnej radości spełniały się jej największe marzenia. Nie wiedziała, że gdzieś z ciemności obserwował ją pewien szczur o bardzo mądrym spojrzeniu, który kiedyś też obnaży jej małą tajemnicę. Przeżywała chwilę. Jeszcze nigdy tak wysoko się nie wzbiła. Tymczasem teraz mogła liniami swoich lotów otulić cały zamek, mogła przelecieć poza granicę Zakazanego Lasu, mogła podejrzeć dalekie od Hogwartu rozległe krainy. Mogła wszystko.
Dlatego rzuciła się w bezmyślny, wariacki lot będący wyrazem nie tylko jej dziecięcej naiwności, ale przede wszystkim tej siły nie do ujarzmienia. Czuła ją w sobie, rozpalała ją. Tu, wysoko w powietrzu przez chwilę czuła się potężna i władcza jak jej patronka. Robiła coś, czego dziecko nie robiła, odnalazła w tym doświadczeniu jakoś swój indywidualny skrawek wyjątkowości. Wiedziała, że gdyby ktokolwiek z dorosłych się o tym dowiedział, to zamknęliby ją w jakiejś złotej klatce na kolejne sto lat W ich wyobraźni nie było miejsca na takie ekscesu. Przecież Bella była damą, a nie łobuzem. Nie wolno jej było tak się bawić.
A jednak fruwała i było to najmilsze doświadczanie w jej kilkunastoletnim życiu. Nieodpowiedzialne, ale ważne. Stało się znamiennym momentem, w którym przekonała się, że może. Choć igrała z żywiołem wiatru, choć igrała z mocą własnych umiejętności, to nie podmieniłaby tej niezwykłej chwili na nic innego. Tamtej nocy nie była lady, nie była żadną potulną królewną i wzorową uczennicą. Nie istniała nawet jako delikatna i krucha dziewczynka. Była jak ptak – wolny, niezależny i igrający w niezmierzonej przestrzeni. Jej lot przecinał drogę gwiazd. Nie leciała po raz pierwszy, ale po raz pierwszy łamała szkolny regulamin w tak radykalny sposób. Po raz pierwszy wbrew wszelkim zasadom wzbijała się na miotełce bardzo wysoko i czuła się z tym wspaniale. Niejeden mógł wmówić dorastającej panience, że to działanie niegodne jej ładnych rączek, że kobiety, szczególnie te szlachetnie urodzone, nie bawią się w takie rozrywki. Bella się zabawiła i nikt inny nie mógł jej tego odebrać.
Gdzieś w oddali dostrzegała ciemne smugi, które były ptakami. Może to jakaś sowa zmierza z listem do adresata lub poluje na przekąskę. Chłodne, świeże powietrze przepełniało jej płuca i czuła, że prawie utraciła głos, gdy z taką ufnością połykała kolejne jego partie. Bez ściśle wyznaczonej trasy lawirowała nad wielokolorowymi koronami dostojnych drzew. Razem z ich żółtymi liśćmi wędrowała ku śpiącym obłokom. To chwila, o której obiecała przenigdy nie zapomnieć. To wolność, która nigdy więcej mogła się już nie przydarzyć.
Organizm wychłodził się przez dziesiątki minut, więc musiała odpuścić i powoli odnaleźć w tym nieprzerwanym mroku znów tamten balkonik. Zamek z tej wysokości wydawał jej się naprawdę śpiący. Nie widziała już żadnego światełka, liczyła więc, że jest bezpieczna. Powoli podleciała do miejsca lądowania i niemal położyła się na ziemi, kiedy nogi dotknęły kamienia. Przykucnęła na chwilę i spróbowała uspokoić szalejące serce. Przed chwilą wypełniła swoje marzenie.
Podniosła się dość leniwie, czując, że ma nogi dość niepewne, jakby wiotkie i gumowe. Pulsowały, ale mimo to wydawało się, jakby zatraciła w nich czucie. Kaszlnęła kilka razy, a potem ostatni raz popatrzyła na księżyc. Niedługo miał nadejść poranek, a ona nawet jednym okiem nie znalazła się w krainie błogich snów. Nie chciało jej się wracać, ale musiała. Szalona krew Selwynów uspokoiła się. Dziewczynka zatrzasnęła drzwiczki balkonu i znów na palcach przemknęła do schodów. W pewnej wariacji, w upojeniu związanym z przeżytym doświadczeniem zbiegała energicznie po stopniach. Nie usłyszała żadnych kroków, ale gdzieś niedaleko ktoś w pewnym zdenerwowaniu się spieszył i być może nawet nie zauważył dziewczynki. Na którymś piętrze Bella zatrzymała się przed dostojnym portretem i ukłoniła się z gracją damy przed wielmożną postacią na obrazie. Zupełnie jakby dziękowała jej za coś, choć przecież nie było w tym żadnej zasługi obcej twarzy. Gdy zaś dotarła wreszcie do lochów, szybko przedostała się do swojego miękkiego i ciepłego łoża, by choć na chwilę przymknąć powieki. Tamtej nocy była najszczęśliwszą czarownicą pod słońcem.


Powrót do góry Go down
 

Isabella Selwyn

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie :: Talia kart Tarota-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20