Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Schronisko, Torridon

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schronisko, Torridon - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime05.06.19 1:59

First topic message reminder :

Schronisko Sùgh-Mhonaidh

Sùgh-Mhonaidh oznacza Górską Stokrotkę, usytuowane w górskich rejonach schronisko jest ostoją turystów przemierzających malownicze okolice. Trójkondygnacyjny budynek oferuje ciepłe posiłki, alkohol i przytulne pokoje na piętrach. Główna sala jest obszerna, wypełniona niedużymi stolikami otoczonymi prostymi drewnianymi krzesłami, wokół których lawiruje obsługa realizująca zamówienie. Wnętrze wyłożone jest drewnianą ciepłą boazerią gdzieniegdzie ozdobioną malunkami ze szkockimi, górskimi lub celtyckimi motywami, z kominka bucha ciepły ogień, a za ladą stoi stary siwy Szkot o twarzy usianej piegami, osłonięty białym fartuchem, który mrukliwie obsługuje kolejnych petentów. W powietrzu unosi się zapach palonego drewna, rozlanego alkoholu i grochówki. Im późniejsza pora, tym obfitsza klientela - i tym większy gwar. W kącie sali lewitują instrumenty, flet oraz harfa, które przygrywają zaczarowane melodie. Schronisko ukryte jest za upiorną iluzją walącej się górskiej skały, która skutecznie odstrasza mugoli.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schronisko, Torridon - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime21.02.21 16:03

The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 19


Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Same dobre gwiazdy spotkały się na nieba szczycie,
z ducha, ognia i rosy tchnęły w ciebie życie
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Schronisko, Torridon - Page 3 Tumblr_p4kculpR0h1u1zdnko4_250

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime21.02.21 22:19

Czy było ważne, jak i po co się znalazła na tym zboczu? Przecież wszystko nabrało sensu, gdy on pojawił się tuż obok? Czy to pchnęła ją siła dobra, czy zła… Teraz nieważne było, byle tylko mogła być u jego boku… Czy ważne było, że był młodszy? Absolutnie nie. Czuła deszcz na swojej twarzy do momentu, aż nie wyczarował nad nimi ochrony. Czyż on nie był zaradny i zdolny?
Zawstydziła się momentalnie. Najpewniej pomyśli sobie teraz, że jest niemądra, że sama nie wyczarowała ochrony, ale była tak zaaferowana fakturą jego swetra, dotykiem na jego łokciu, że przecież marnowałaby każdą chwilę, gdyby próbowała sięgnąć różdżkę.
Trudno jej byłoby z resztą wymyślić zaklęcie, podczas gdy w głowie wciąż brzmiały jego słowa, wypowiedziane tak przyjemnym głosem.
- Ja… - Oderwała powoli i niebywale niechętnie wzrok od jego twarzy, żeby móc rozejrzeć się wokół. Nie kojarzyła tego miejsca, ale przecież na pewno wszystko się rozjaśni.
Każda sekunda, gdy nie mogła patrzeć na jego młodą, przystojną twarz, wydawała jej się wiecznością i marnotrawstwem czasu, dlatego odnalazła znów jego niebieskie oczy. Z lekkim rozczuleniem zauważyła delikatne ślady piegów, które teraz nieco przyblakły zimą, ale dodawały mu niebywałego uroku. I zorientowała się, że zaczęła myśl, której nie skończyła, tak zaaferowana jego bliskością. Puściła wreszcie dłoń, którą ściskała materiał jego swetra i założyła pukiel złotych, acz mokrych włosów za ucho. - Ja byłam zagubiona. - Powiedziała zgodnie z prawdą, bo przecież całkiem niedawno czuła, że w sercu wszystko jej obumiera. Dopiero teraz, dopiero przy nim wszystko znów miało jakiś sens.
Oprócz, rzecz jasna, tego, co tu właściwie robili. - Chyba już nie jestem… - Dodała, wędrując wzrokiem za dłonią wskazującą budynek.
Jednak ciała nie da się tak łatwo oszukać — mimowolnie czuła nieprzyjemne dreszcze rozchodzące się po jej drobnej sylwetce, a chociaż pocierała dłońmi ramiona, ona sama miała na sobie niewiele więcej niż sukienkę i bluzkę z narzuconym nań sweterkiem, jednak to wszystko dawno już przemokło.
Potarte ramiona, zamiast oddać ciepło, zdawały się coraz mocniej rozciągać dreszcze. To z pewnością dlatego, że nie trzymała się już jego ubrania. Jednak on przed chwilą znów wykazał się spostrzegawczością i wiedzą, więc mogli kroczyć do zapomnianego o tej porze roku schroniska.
Od progu poczuła wreszcie przyjemne ciepło, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że to obecność towarzyszącego jej młodzieńca mogła mieć na to wpływ.
Chciała podejść do kontuaru i zapytać o schronienie, nim jednak zdołała otworzyć usta, mężczyzna o piegowatej twarzy, wytarł dłonie w poplamioną już szmatkę i przerzucił ją sobie przez ramię. Na ich widok twarz dosłownie mu się rozpromieniła, chociaż ledwo co, chwilę temu mrukliwie obsługiwał jakiegoś czarodzieja w bardzo wysokim kapeluszu.
-Witajcie! Baliśmy się, że zabłądziliście! Wyglądacie na zmarzniętych, więc trzymajcie mości państwo klucz do pokoju, a ja zaraz każę przynieść wam coś do pokoju. - Powiedział, gdy zbliżyli się przywołani gestem.
Mężczyzna wsunął młodzianowi klucz z drewnianą zawieszką i poklepał go silną dłonią po ramieniu.
Aurora nie mogła wyjść z podziwu, jak on to wszystko załatwił. Musieli go tu znać. Kiepski żart mówił? Z pewnością nie! To musiało być zaplanowane, a że ona nie miała pojęcia przez kogo, to kwestia drugorzędna. Pokój był na drugim piętrze, a jakiś uczynny skrzat musiał rozpalić im w kominku, bo ten przyjemnie buchał, ogrzewając całe pomieszczenie.
- Czy to sen? - Spytała, gdy przekroczyła próg, a wzrok kolejny raz odnalazł jego przystojną twarz. - Muszę śnić… Dopiero co byłam w pokoju, a teraz…? Teraz jestem tu z tobą. - A jesteś jak spełnienie mych marzeń i snów.




There's a shadow hanging over me
Oh, yesterday came suddenly

Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red - the blood of angry men

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime23.02.21 1:38

- Och - odpowiedział, ganiąc się w myślach za brak elokwencji, kiedy wyznała, że się odnalazła; z zawodem powiódł spojrzeniem za jej dłonią, kiedy odjęła ją od jego ciała, ale tylko przez chwilę - bo wolał patrzeć na jej twarz, tak piękną jakby wyjęta była ze snu. W ostatnim czasie było mu trudno, nie tylko przez Frances, nieszczęścia mnożyły się i troiły, ciągnąc na dno kanionu rozpaczy - ale stojąc dzisiaj przed nią mógł o tych wszystkich troskach zapomnieć. Przestały mieć znaczenie, przestały być istotne, liczyło się tu i teraz - liczyła się ona, z pamięci uleciały wspomnienia, blizny i zmartwienia. - Ja... tu jest ślisko, może... może mógłbym pomóc? - zwrócił się do niej, niepewnie, kiedy stanęli już razem na ścieżce prowadzącej do schroniska - wyciągnął ku niej silne ramię, chcąc służyć jej wsparciem, gdyby stopa oślizgnęła się na kamieniu i podjechała; w zasadzie to był tylko pretekst, pretekst, by mogła znaleźć się bliżej, by mógł poznać zapach jej ciała podjudzony rzęsistym deszczem spływającym z jej pszenicznych włosów. Magia, która go tu sprowadziła, dziwny psikus, tartaletka, to przestało mieć znaczenie, kiedy ją zobaczył - ani przeszłość ani przyszłość zdawały się w tej jednej chwili nie istnieć wcale, jakby krajobraz tej sceny został wycięty z innej baśni, w której nieoczekiwanie się znalazł - pięknej baśni, jej kolory wydawały się barwniejsze od codziennej szarości.
Pod dach schroniska wszedł tuż za nią, sięgnął dłońmi włosów, otrzepując je z wody - marzył o ściągnięciu tego swetra, choć dopiero wtedy uzmysłowił sobie - co za wstyd - że nie miał żadnych pieniędzy, o ile w ogóle posiadał oszczędności, które pozwoliłyby mu na nocleg w tym miejscu. Zatem co - czas pożegnania? Może zgodzi napić się z nim chociaż herbaty, zdradzi imię, opowie coś więcej o sobie? Był ta bardzo ciekawy - jej, jej imienia, osobowości, jej historii i jej życia. Jednak nim zdążył wydusić choć słowo, okoliczności tej słodkiej chwili znów zaskoczyły - bez zrozumienia spojrzał na czarodzieja, który się do nich zwrócił, kątem oka uchwyciwszy spojrzenie kobiety i bez namowy podążając za barmanem. Może wziął ich, chociaż jego, za kogoś innego, ale to nie miało większego znaczenia; momentalnie złapał podany mu klucz, jakby martwił się, że facet się zaraz rozmyśli. Bo rzeczywiście się martwił, czym prędzej zniknęli na schodach.
- I znowu jest pani w pokoju - odparł na jej zachwyt, nim zdążył ugryźć się w język; ściągnął brew, zacisnął zęby i wykrzywił wargi zniesmaczony własnym nietaktem, kiedy odwrócił się do niej tyłem, zamykając za nimi drzwi. Chciał tylko podtrzymać rozmowę, chyba nie wyszło najlepiej. Powinien się przedstawić? Udawać, że ją znał? Czy potrafił w ogóle przed nią udawać? Była tak piękna, a każde jej spojrzenie sprawiało - że coraz mocniej czuł, że mógłby zrobić dla niej dosłownie wszystko. Dopiero po chwili dostrzegł, że w środku było tylko jedno łóżko, chyba zrobiło mu się cieplej znacznie prędzej niż powinno. - Jeśli to sen, to śnimy go we dwoje, choć ja chyba chciałbym się z niego nigdy nie wybudzić - wyznał w końcu, zatrzymując powietrze w płucach w pełnym napięciu oczekiwania jej odpowiedzi, czy tą szczerością nie szedł zbyt daleko? W kilka ruchów ściągnął przez głowę przemoczony sweter, zostając w podkoszulce - nim jednak wykonał kolejny gest, zza jego pleców rozległo się pukanie - bez przekonania otworzył drzwi, przyjmując dwie gorące czekolady. Słodki Merlinie, nie miał w ustach czekolady chyba od momentu, w którym pojawiły się problemy z dostawami. Podszedł do niej bliżej, by wręczyć jej jedną z czekolad - mimowolnie napinając przy tym mięśnie smukłych, precyzyjnie rzeźbionych ramion. Mokry sweter niedbale odrzucił na bok, obok kominka. Pewnie wyschnie, nie miał na to czasu. Teraz musiał przecież zawalczyć o szczęście. Swoje i jej, czy kiedykolwiek ktoś mógłby potraktować ją tak, jak potraktuje ją on? Znał ją ledwie kilka chwil, ale miał wrażenie, jakby te chwile trwały całą wieczność - jakby rozumieli się gdzieś ponad ludzkim poziomem poznania, jakby złączyło ich dzisiaj... przeznaczenie. - Przy kominku będzie cieplej - zasugerował - ubrania przeschną - Czy nie było jej zimno? Dostrzegał w drodze te niepewne gesty, ramiona sięgające ramion, drżenie skóry, jakaż szkoda, że nie mógł jej dać nic swojego - wszystko było przecież mokre. - Wierzy pani w przeznaczenie? Że losy dwojga ludzi mogą być zapisane w gwiazdach jeszcze zanim się spotkają? - zapytał, z dziwną zapalczywością w głosie. Musiała wierzyć. - Bo ja... ja mam wrażenie, jakby to spotkanie nie było dziełem przypadku. Pewnie słyszała pani wiele razy, że jest pani piękna, ale to za mało, by powiedzieć o pani cokolwiek. Niektórych nieskończoności nie potrafią wyrazić słowa. - Może już umarłem i znalazłem się w lepszym świecie? Wszystko wokół było tak doskonałe, że aż nierealne. Jakby świat, jakby czas - zatrzymały się tu i teraz.




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schronisko, Torridon - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime23.02.21 1:38

The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'Kupidynek' :
Schronisko, Torridon - Page 3 21rm3wU


Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Same dobre gwiazdy spotkały się na nieba szczycie,
z ducha, ognia i rosy tchnęły w ciebie życie
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Schronisko, Torridon - Page 3 Tumblr_p4kculpR0h1u1zdnko4_250

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime23.02.21 17:50

Przyjęła oferowane ramię z ufnością i nieskrywaną nawet przez moment radością. Czyż jej ramię nie wpasowywało się idealnie w przestrzeń spod jego łokcia? Czy nie wyglądało, jakby dopiero co je wyjęła i puściła, ale miało zawsze możliwość powrotu. Był niepozornie wyćwiczony w sposób nie sztucznie napakowany, ale taki, by móc kobiecie zapewnić poczucie bezpieczeństwa tak jak jej w tej chwili.
I nagle, gdzieś z tyłu jej głowy pojawiła się myśl zazdrosna, że powinna go strzec i pod żadnym pozorem nie dopuścić innych do tego, by w jego obecności spacerowały po szlakach, czy mokły w narastającym deszczu. Chciała mieć go przy sobie już zawsze, by był jej oparciem i to nie tylko, gdy warunki atmosferyczne nie będą ku temu sprzyjać. Chociaż, w jakimś sensie i ku temu była sposobność — jego pojawienie się w jej życiu wywołało sztorm w jej sercu, wzbiło wszelkie ptactwo i motyle, które tłukły się niespokojne w jej żołądku. Więc to było to słynne łaskotanie w brzuchu, gdy spotka się tego jedynego?
Wystraszone grzmotem, czy to miłości, czy tego w górach, który toczył się nad ich głowami, przeciągłym pomrukiem. I w tym momencie wydało się Aurorze, że jest to dźwięk zadowolenia, bo czegóż by innego, skoro niebiosom udało się doprowadzić do spotkania dwóch zagubionych dusz?
Czuła każdy ruch jego ramienia, a w głowie pojawiły się myśli zupełnie nieprzystające komuś dobrze wychowanemu, bowiem, czy nie miałby zupełnej łatwości w tym, by tym silnym ramieniem zamknąć ją w swoim objęciu, nie tylko podczas spaceru, ale i przy okazji uniesień wszelakich? Zganiła się w myślach, bo przecież nie potrzebowała z jego strony żadnych dowodów, jak długo był tuż obok.
A może się myliła? Może bezmyślnie sądziła, że taki dar, jak on został jej zesłany tak po prostu, podczas gdy ona raz za razem, okazywała się zupełnie bezmyślna w swych słowach? Ale co mogła poradzić na to, że nie myślała zbyt trzeźwo, przyzwoicie, czy chociażby racjonalnie? Co, jeśli weźmie ją za głupią gęś i znudzony odejdzie, sprawiając, że jej oddanie pozostanie na zawsze nieodwzajemnione?
Jednak teraz śledziła wzrokiem jego ruchy, gdy w niebywałym, pewnym siebie geście zdjął z siebie sweter, pokazując to, co jeszcze przed chwilą krążyło jej pod blond sklepieniem.
Jej dłonie w lekkim geście powędrowały do guziczków jej własnego swetra, słuchając jednocześnie słów o wybudzaniu lub nie, jęła palcami przesuwać drobne guziczki między dziurkami przemoczonego swetra. Miał przecież rację, szybciej wyschnie przy kominku, luźno rozwieszony, a nie gdyby miał pozostać na jej mokrej skórze.
Guziczek pierwszy - Wybacz mi miły panie, rzeczywiście jestem teraz w pokoju. Nie jest to jednak moja sypialnia, którą miałam na myśli. - Nie wyglądała jakby się gniewała, a raczej, jakby chciała się usprawiedliwić tym, że niezbyt mądrze się wysłowiła. Za to on… Och na brodę Merlina, jaki on musiał być oczytany.
Guziczek drugi - I pokój jest zupełnie inny, gdy mogę być w nim z panem… [/b] - Jej dłonie sunęły wolno wzdłuż rzędu zdobnych guzików, z każdym oddechem napinając materiał bluzeczki nieco bardziej. Stała przed nim, ubrana, chociaż zupełnie naga w swych pragnieniach, bo ona też nie chciała się budzić, ona też chciała śnić. Po raz pierwszy znajdując radość od tak długiego czasu.
- A więc czuje pan to samo? - Dłoń dopiero co gotowa, żeby przełożyć trzeci z rzędu guzik, zamarła w pół gestu i w pół oddechu. Czy radość mogła być większa niż wtedy gdy odnajdą się dwie zbłąkane dusze? I chciała coś dodać, ale rozproszyło ją pukanie do drzwi — tak zupełnie przyziemne i niepasujące do chwili wyznań i uniesień. Nie protestowała jednak, bo wiedziała z pewnością, że do niej wróci i nie myliła się, bo po chwili stał przed nią, ozłacając jej pobyt tutaj przyjemnym tembrem swojego głosu i ciepłym dotykiem dłoni, bo przecież niczym była ta czekolada, w porównaniu z przypadkowym dotykiem, który nastąpił, gdy cofał swoją dłoń. Jawił się w jej oczach jak młody, grecki bóg, którego sylwetka wyrzeźbiona była z idealnego kawałka marmuru — jego mięśnie z pewnością równie twarde, ale serce miał czułe i wejrzenie wrażliwe, jakiż mężczyzna w tych czasach troszczy się o partnerkę w taki sposób, by zapewnić jej ciału ciepło, a ubrania możliwość powrotu do poprzedniego stanu.
Zanim jednak spoczęła przed kominkiem, dostrzegła w jego oczach błysk, tak zapalczywy, ileż młodzieńczy i znów chciała, by płonął tak tylko dla niej, tylko wtedy gdy patrzy na nią.
- A to nie tak, że sami decydujemy, co kieruje naszym życiem? Czy przypadek, czy przeznaczenie? Ja wierzę w to drugie, ale nawet jeśli byłoby inaczej, czy spotkałam cię panie przypadkiem, nie byłoby wtedy moim przeznaczeniem? Czy nie było nam pisane spotkać się tutaj i dzisiaj? - Twierdził, że jest piękna, w sposób taki, że po raz pierwszy w życiu mogłaby uwierzyć, że tak właśnie jest. Słowa innych? Nie dawała im wiary, wiedząc, że jedyne czego pragną, to zabawić się bez uczuć. A on? Idealny pan słońca, w deszczowym schronisku, sprawiał, że jaśniały jej oczy, rumieniły policzki. To dzięki niemu stawała się piękna, to pod jego spojrzeniem mogła rozkwitnąć. - Nigdy nikt mi nie mówił tak pięknie, jak ty panie… - Zasmuciła się niespodziewanie jednak i kubek z czekoladą odstawiła w nagłym geście na stolik w zasięgu ramienia. - Znikniesz panie zaraz z pewnością… Idealne sny, nie trwają zbyt długo gonione koszmarem… A ja nie chce cię stracić z oczu, jeśli nawet nie znam panie twojego imienia… - Dolna warga zadrżała jej w przestraszonym geście, bo mógł być tak ulotny, jak marznący oddech raptem kilka chwil temu.
Chciała dodać coś więcej, spytać o jeszcze, ale nie dane im było przeprowadzić rozmów tak swobodnych, jak może by chcieli…
Lewitująca dynia zlękła ją w pierwszym momencie, tak, że być może jedynie z odrobiną rozmysłu znalazła się bliżej Słońca, wsuwając się w zasięg jego ramion. Jednak Jack O-latern, nie wydawał się pragnąć ich krzywdy, więc Aurora ostrożnie wycelowała weń swoją różdżkę. - Accio… - Powiedziała, niepewne, czy powinna tego dotykać. Jednak, jeśli to był jedynie sen, to czemu miałaby cokolwiek podawać w wątpliwość?

Kostka: 25 + 15 eliksiry




There's a shadow hanging over me
Oh, yesterday came suddenly



Ostatnio zmieniony przez Aurora Sprout dnia 23.02.21 17:52, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schronisko, Torridon - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime23.02.21 17:50

The member 'Aurora Sprout' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 25


Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red - the blood of angry men

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime28.02.21 0:47

Blask ogniska otulał ją ciepłym żarem, płomienie tańczyły, odbijając się w jej lśniących jasnych włosach okalających równie jasną twarz, wygląda tak delikatnie i subtelnie, że w tym momencie był całkowicie pewien, że tak czyste było też jej serce. Czy ktoś, kto wyglądał jak ona - mógłby być z natury swojej zły? Jej duże sarnie niebieskie oczy przypominały dwa klejnoty pobłyskujące gdzieś pod taflą jeziora marzeń. Wydawała się od niego starsza, mógł to w niej podziwiać - dojrzałość i idącą za nią mądrość. Miała też piękny głos, jego melodia pieściła uszy niby najmiększy jedwab, czuł, że mógłby jej tak słuchać - godzinami, dniami, tygodniami. Nic - tylko słuchać. Bezwiednie przyglądając się jej twarzy przełknął ślinę, kiedy sięgnęła dłońmi do guziczka swetra, rozpinając pierwszy z nich; czy powinien odwrócić wzrok? Pewnie tak - ale nie potrafił. Ani chyba nie chciał. Drugi guzik, zmusił się, by unieść spojrzenie na jej twarz, gdy zaakcentowała ich wspólną obecność w sypialni. Jak to się stało, że trafił dziś do kwiecistego raju? Umarł chyba - na pewno umarł - po śmierci trafił w ramiona dobrego ducha, bo nic złego za życia nie zrobił. Napięty, mokry materiał bluzeczki rozbudzał wciąż nastoletnią wyobraźnię zbyt mocno.
- Ja... - O co pytała? Potrzebował chwili, by dotarły do niego jej słowa, oczywiste w wydźwięku, subtelne w dosłowności. Czuł to samo? Ona czuła to samo? To chyba jednak słodki sen, którego jedyną zadrą miało stać się to, że wnet się skończy. - Ja też się cieszę, że możemy być tu razem. - Żadna kobieta, nigdy, nie zwracała się do niego jeszcze w taki sposób. Uwodzicielski, przepełniony kuszącym niedopowiedzeniem. - Pani sypialnia musiała być strasznie samotna - dodał, nie wierząc, że miał odwagę wypowiedzieć te słowa - ale ośmielały go jej gesty - i chyba wciąż nie do końca wierząc, że to działo się naprawdę. - W tej mógłbym chyba spędzić całe życie, gdyby tylko pani wciąż była obok - wyznał, przypadkowy dotyk jej dłoni tak przyjemnie pieścił zmysły swoim ciepłem. Jej skóra była delikatna - jak jedwab. - Przy pani... przy pani wydaje się, że czas stanął w miejscu, bo wszystko inne traci przecież znaczenie. To jakby tańczyć gdzieś na linii horyzontu, gdzie zachodzi słońce. - Czy potrafiła zrozumieć, co miał na myśli, czy potrafiła pojąć ostateczność tej chwili? To nie wyglądało wcale jak przypadkowe wpadnięcie na piękną kobietę, to było coś więcej, coś więcej jeszcze niż przeznaczenie, niewielu czarodziejów miało w całym swoim życiu tyle szczęścia co on dzisiaj, nawet jeśli nie potrafił zrozumieć natury tej magii, magii najsilniejszej pośród wszystkich, najszczerszej magii serca.
- Ja nie - odpowiedział jej szczerze, w równie szczerym słowie przedstawiając jej, co czuł teraz. - Nie potrafię kierować tym, co czuję i myślę, odkąd panią zobaczyłem. To moja dusza ujrzała w pani pokrewną, takiej mocy nic i nikt nie powstrzyma. -  Tego był pewien, chodziło co coś więcej, nadludzkie poznanie, niewidzialną nić, która splotła dziś ich losy w jedno. - Być może, ale jeśli to było mi dziś pisane, czym na to zasłużyłem? - Tchórzostwem, nieodpowiedzialnością, popełnianymi błędami? Czy ktoś zechciał dać mu drugą szansę? - Prędzej uwierzę w to, że już zmarłem i trafiłem do bram zaświatów, gdzie czeka na mnie wieczne szczęście. Proszę powiedzieć, jest pani prawdziwa? - Jest pani człowiekiem - jak ja? Czy jednak obcą dobrą mocą? - To niemożliwe  - zaoponował od razu. - Zasługuje pani na każde słowo i każdy gest, choć wiedziony zazdrością gotów byłbym przyznać, że nikt inny nie doceni w pani tego, co doceniam i widzę dzisiaj ja - Bo gdyby tak było, gdyby było inaczej, czy zechciałaby poświęcić mu choć jedno łaskawe spojrzenie? Jakież by to było straszne, gdyby musiał ją zostawić, opuścić, jeszcze straszniejsze gdyby ona opuściła jego, wydzierając serce z jego piersi i pozostawiając po nim ropiejącą owrzodzoną krwawą pustkę. - Nie dajmy się dziś koszmarom - poprosił, oponując jej słowom. Jaki był dziś dzień - czy to Noc Duchów? - Pozwól mi czuwać, nie pozwolę, by zbliżyły się choć na krok. By nas rozdzieliły, by panią zabrały znów do świata mroku - Wciąż wpatrywał się w piękno jej oczu, powstrzymując spojrzeniem od ucieczki do głębszego dekoltu zdjętego sweterka, na to brakło mu śmiałości.
- Marcel - przedstawił się w końcu, oczekując jej imienia, gdy nagle nad ich głowami zjawila się dynia; złośliwa i wstrętna, piosenka kaleczyła uszy i przerywała piękną melodię jej słów. Wyciągnął ku niej ręce, chcąc ją złapać, by przestała burzyć piękno chwili, lecz ta umknęła tanecznym ruchem - kiedy sięgnął ją promień zaklęcia kobiety, ściągając w jej kierunku. - Pomogę - zaoferował się od razu, odkładając na bok kubek ciepłej czekolady i skrócił dzielący ich dystans, przechwytując do rąk dynię. Mogła być niebezpieczna, nie chciał, by zrobiła jej krzywdę. Była zbyt ciężka jak na wydrążoną dynię, ale ta zagadka rozwiązała się bardzo prędko. - W środku chyba coś jest. Czy to prezent? Przeznaczenie dziś nie tylko pcha nas ku sobie, ale i osładza tę chwilę. Może to nagroda za to, że nadeszło tak późno.




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Same dobre gwiazdy spotkały się na nieba szczycie,
z ducha, ognia i rosy tchnęły w ciebie życie
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Schronisko, Torridon - Page 3 Tumblr_p4kculpR0h1u1zdnko4_250

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime01.03.21 1:08

Chciałaby w jego myślach pozostać czysta i nieskalana, tak jak patrzył na nią z uniesieniem. Chciałaby być niewinną na tyle, by móc odgonić ze swej własnej głowy myśli nieprzyzwoite i popychające jej ciało do pewnych zachowań, których w dzień powszedni wstydziłaby się wykonać. Jednak święty dziś był dzień, a takowe należało święcić — czy to czyniło z niej złą kobietę? Czy fakt, że nie mogła mu się oddać dziś po raz pierwszy, skreślał ją w jego oczach, w które tak tęsknie spoglądała? I chociaż on widział w nich klejnoty, ona rzeczywiście czuła się jak sarna, złapana w dwa strumienie światła, nadjeżdżającego błędnego rycerza — bez szans na ucieczkę. Zderzenie było nieuniknione, a ona jednak nie czuła się, jak ranna — odżyła przy nim. Jego młodzieńcza twarz, tak zupełnie niewinna sprawiła, że gesty jej na moment musiały ustać.
Wystraszyła go? Speszyła! Och na Merlina, nie tego chciała! Ostatnim czego pragnęła, to by czuł się niekomfortowo.
- Przepraszam… - Wyszeptała przejęta, że mógł pomyśleć o niej źle. A to byłaby rzecz najgorsza, bo już cały świat się nie liczył, już nic innego nie miało znaczenia — mogłaby oddać wszystkie swoje dyniowe grządki i stare jabłonie, byle by z nim być. A jeszcze lepiej wśród domowego zacisza to z nim spędzić resztę swych dni.
Mogliby zaczynać dzień od pysznego śniadania — wypiekałaby dla niego chleb, zgodnie z przepisem babci — skórka chrupałaby przy każdym dotyku, roznosząc zapach po całej kuchni, zbierałaby pachnące słońcem pomidory prosto z krzaka, robiła dla niego świeże twarogi i zbierała miód. Nie umiała jeszcze wszystkiego, ale czy dla niego by się nie nauczyła? Czy nie parzyłaby mu herbat i ziół, nie karmiła treściwą zupą w chłodne wieczory jak ten.
I tańczyliby w kuchni przytuleni, wymieniali spragnione siebie nawzajem pocałunki, a potem kochaliby się… kochali do utraty tchu!
Czy myśli miałaby równie niestosowne, gdyby wiedziała, ile stojący przed nią chłopak ma lat? W tej chwili nawet nie zadawała sobie tego pytania, czy miałaby być jego pierwszą, czy kolejną… Ona czuła jakby była znów speszoną nastolatką, ale z wiedzą dorosłej kobiety, która chciała mieć go, jak kobieta może mieć mężczyznę — nie chłopca.
Opanowała się jednak, opanowała swoje myśli, bo nie chciała zbrukać ich chwilą przyziemną i niestosowną, skoro mieli między sobą miłość równie idealną.
- Moja sypialnia nie była nawet w połowie tak samotna, jak ja… - Brzmiała niemądrze, to ją przytłaczało, bo jedyne czego w dalszym ciągu pragnęła to wypaść przed nim jak najlepiej. I słodka mgła w jej głowie, szczelnie odgradzała ją od racjonalnych myśli, podpowiadając w to miejsce, że być może powinna nie mówić nic, a działać. A przecież on tak pięknie mówił… Mówił pięknie o miłości, jakby usta jego nie były tylko stworzone do pocałowania jej, ale też do opowiadania o wszystkim, co mogliby robić.
- Czy przytrafiło ci się wcześniej, żebyś od pierwszego spojrzenia wiedział, że to jest właśnie to, na co czekałeś całe życie? Bo mi miły mój, nigdy wcześniej… To, co wcześniej miałam w swym życiu za miłość, nie umywało się do tych kilku chwil z tobą… A gdyby czas miał stanąć, to byłabym mu wdzięczna, bo wiedziałabym, że nic i nikt mi już ciebie nie odbierze… I będziemy mogli być tu… Tu na samym końcu świata lub wyruszyć, wirować od zachodu do wschodu… - Wiedziała, że ich miłość nie skończyłaby się jak żadna inna na świecie. Przyniosłaby spełnienie i miłość, a i dziecko być może. Przeznaczenie ich ku sobie pchnęło, a ona wierzyła w każdy aspekt tego, co miało się wypełnić (i nie mowa teraz była o poczęciu dziecka i czynnościach ku temu prowadzącym).
- Och… Co ty pleciesz… Na miłość nie trzeba zasłużyć. Każdy powinien wiedzieć, że jest jej wart. A przecież ty… Ty jesteś ze mną. Wszystkie twoje dobre i złe uczynki musiały zrównoważyć się z moimi… - Uśmiechnęła się i w niepewnym geście wyciągnęła dłoń, ku jego twarzy, by jednak zatrzymać ją w delikatnej jego otulinie. Nie śmiała go dotknąć, w obawie, że rozpadnie się, jak ze szkła.
Czy naprawdę wierzyła, że ten Cud chłopak, mógł mieć na sumieniu tyle nieprzyzwoitych myśli, ile ona? Ach z pewnością nie! Z pewnością myśli czyste jak łza, pomimo tego, że ona w taki sposób nastawała na jego cześć! Wstyd Auroro! Wstyd!
A przecież spytał, czy jest prawdziwa… Jak udowodnić mu inaczej niż dotykiem opuszków na jego jasnych policzkach — musnęła więc, przesuwając palcem wskazującym linię jego żuchwy, zatrzymując na samym szczycie brody.
I gdzie była teraz jej śmiałość, gdy powinna była przyciągnąć go do siebie i złączyć usta w pocałunku! A jednak, jednak nie umiała, bo przejął ją strach, że miałby umrzeć.
- Proszę… proszę, nie rób mi tego i nie umieraj przede mną. Każda chwila bez Ciebie od tej pory będzie torturą! - Przedziwna to była noc, doprawdy, pełna dziwów i cudów. A jeden z nich właśnie, cudów rzecz jasna, stał przed nią i obiecywał chronić ją przed całym światem.
- Pozwól mi czuwać z tobą… nie chcę stracić ani chwili z naszej wspólnej przyszłości. - Powiedziała na dosłownie chwilę przed tym, zanim właśnie spłynął na nią nieoczekiwany dreszcz uniesienia.
- Marcel… - Powtórzyła za nim, jakby właśnie mógł samym słowem zawrócić jej w głowie. - Ja jestem Aurora… - Wyznała, chociaż jej imię wydało jej się najzwyklejsze na świecie. Czemu nie miała czym mu zaimponować, by wiedział, że tylko ona powinna być kobietą jego życia!
Pojawienie się dyni zaskoczyło ich oboje, a Marcel, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, momentalnie zaoferował swoją pomoc, przytrzymując warzywo.
Po chwili wyciągnęli zawartość ze środka, a Aurora poczuła nieodpartą pokusę zjedzenia banana. Ale dała sobie chwilę, żeby wino znalazło się w ceramicznych kubkach. To była prawdziwa uczta — czekolada, banany, wino…
- Usiądźmy przy kominku… - Zaproponowała, bo przecież mieli uczynić to już chwilę temu.
Duże okno wychodzące na trakt zapewniało im widok na wszystko, co znajdowało się niedaleko schroniska, nawet z perspektywy podłogi. Wzięła tyle, ile zdołała — kubek z czekoladą w jedną dłoń, wino i banan nieco nieporadnie, ale w drugą, żeby móc rozgościć się na puchatym dywanie zaraz koło strzelającego ognia. To właśnie teraz mogła pozwolić sobie na to, żeby zupełnie pozbyć się zupełnie przemoczonego sweterka, pozostając jednak w równie mokrej, przylegającej do ciała koszulce.
- Pozwolisz, że zjem banana? Strasznie dawno ich nie jadłam i mam na nie niesamowitą ochotę… - Spytała, łapiąc za jeden owoc, a drugi wyciągając w jego stronę, gdyby również miał ochotę...




There's a shadow hanging over me
Oh, yesterday came suddenly

Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red - the blood of angry men

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime08.03.21 18:54

- Nie ma pani... nie masz za co mnie przepraszać - odparł zaraz, nie rozumiejąc nawet jej motywacji, to on, on mógł ją przepraszać za to, że tak późno ją odnalazł, że tak nieprzystojnie patrzył na zbyt mocno przylegający do ciała mokry materiał ubrań, że myśli miał zbyt odważne, że zbyt piękną była, by je powstrzymał; nie pojmował zupełnie, co kierowało jego działaniami, kiedy wpatrywał się w nią jak w najpiękniejszy krajobraz, jak w skąpane w promieniach słońca morze, była jak powiew wiatru, subtelne muśnięcie pachnącego wiatru. Nigdy jeszcze nie miał tak, by od pierwszej chwili, od pierwszego zetknięcia oczu wiedzieć, że dziewczyna - już kobieta! - była tą jedyną, przy niej jednak wątpliwości nie miał żadnych, była kobietą jego życia, mógłby się jej oświadczyć tu i teraz, gdyby tylko nie zrobił tego przed dwoma miesiącami z miernym raczej skutkiem. Pragnął być przy niej, za dnia i w nocy, obok, patrząc raz na nią, a raz w tym samym kierunku, co ona, nagły i słodki zryw miłosny rozbudzał pragnienia. Ona pierwsza odrzuciła grzecznościowy tytuł, odrzucił go i on.
- Wierzyć się nie chce - wyznał, utrzymawszy spojrzenie na źrenicach jej oczu, a mówił pewnie, otwarcie i zapalczywie. - Wierzyć się nie chce, że mogła się trapić samotność, ciebie, tak piękną, niezwykłą... w chwilach takich jak ta gotów byłbym uwierzyć, że jednak czuwa nade mną opatrzność, która złączyła nasze drogi. Ja... ja nigdy - dodał, w odpowiedzi na jej pytanie, umilknąwszy jednak, by wysłuchać jej słów do końca. Ile w tym było niezwykłości, że uważała w ten sposób, że nie znała miłości tak pięknej jak ta, bo przecież tak silna mogła się zdarzyć najdalej raz w życiu. - Miłość dotąd nie miała dla mnie smaku, była tylko pasmem goryczy, żalu i strasznej rozpaczy. Moje serce skruszone sądziłem już, że przestało bić całkiem, ale przy tobie znów się ożywiło, jak tknięte mocą najpotężniejszej magii. Dla niektórych taką jest właśnie magia miłości i choć dotąd nie potrafiłem tego pojąć, teraz wiem już, wiem, że rzeczywiście żadna inna moc nie jest i nie będzie jej nigdy równa. - Plótł trzy po trzy, a słowa pewnie wymykały się z jego ust, bo determinacja nie pozwoliła mu mieć żadnych wątpliwości; zupełnie jakby wcześniej przechylił trzy butelki wina. Ale pijany był tylko jej widokiem.  - Zatem pozwólmy mu stanąć - zadecydował. - Niech czas się zatrzyma, dla mnie i dla ciebie, a roztopieni w sobie wzajemnie... czym jest wschód, czym zachód, czym jest dzień, czym noc, czy to ma znaczenie? Teraz, kiedy... jesteśmy we dwoje? - Widział przecież w jej oczach te same iskry, słyszał te same westchnienia. Czy darzyć go mogła tak pięknym uczuciem, jakim zapałał do niej on?
- Zrównoważyć? Nie uwierzę, że ktoś tak doskonały jak ty zrobił w życiu cokolwiek złego - zanegował natychmiast, bo stało to w sprzeczności ze wszystkim, nie mógł pozwolić mówić o niej źle. Wyciągnęła dłoń w jego stronę, z zawahaniem, które przełamane pozwoliło dotknąć jej jego twarzy; zadarł brodę, by wyższym się wydać, gdy delikatny opuszek jej palca sunął wzdłuż jego szczęki, gdy nie dowierzał, że tak mocno mógł zachłysnąć się dziś szczęściem. Śnił wciąż? Być może, lecz ze snu tak słodkiego nie zamierzał się budzić, chcąc czerpać z niego radość całymi garściami. Westchnął z rozmarzeniem, wypuszczając z ust powietrze, nie dowierzając swemu szczęściu, zrządzeniu opatrzności, gdy wewnętrzny ogień palił jego serce żywcem - w pewnym momencie drgnął, chcąc sięgnąć jej ust, lecz powstrzymał ten ruch w połowie, cóż by sobie o nim mogła pomyśleć? Ale tak trudno było utrzymać ciało w ryzach. - Żadnej śmierci dzisiaj - wyszeptał nie odsuwając twarz ni kawałek. - Nie zniósłbym twojego cierpienia. Nawet jeśli moje życie nic nie znaczy, chcę je mieć choćby po to, by móc być z tobą. Będziemy czuwać nad sobą wzajemnie, a moc naszego uczucia odegna od nas wszelkie cienie - stwierdził emocjonalnie, z zapałem pobłyskującym w źrenicach. - Aurora, co za piękne imię - zachwycił się, jeszcze nim przejął honory, by rozlać między nich pachnące wino. - Wypijmy za jego brzmienie - zaproponował toast, wznosząc go tym samym glinianym naczyniem, unosząc je niewysoko i nieznacznie, nim pociągnął łyk - większy, niż zwykł, ale chyba potrzebował dziś więcej odwagi. Ach tak, kominek, całkiem o nim już zapomniał. Pomógł jej zabrać resztę, czekolada, wino, banany, wkrótce wszystko znalazło się na podłodze przy dywanie; jego spojrzenie pomknęło za ściąganym sweterkiem, przełykając ślinę, zaraz wznosząc się ku jej twarzy.
- Więc dadzą ci szczęście - ucieszył się, bo niczego innego dzisiaj nie pragnął. Przyjął od niej owoc bez zawahania, ściągając z niego skórę. - To były szkockie góry, prawda? Bardzo piękne, jesteś Szkotką? - Tak bardzo chciałby dowiedzieć się o niej wszystkiego, o tym kim była, czego pragnęła. W końcu poczęstował się bananem, zapijając go łykiem słodkiej czekolady, jeszcze nieświadom drzemiącej w tym dwuznaczności. - Ty też? Tęsknie za owocami, ale przy tobie nie są i nie będą potrzebne, osładzasz życie bez tego - wyznał, zapatrzony w jej oczy, badawczo przyglądając się skąpanej w blasku kominka twarzy, pełne usta, łabędzią szyję, pod którą miała zbyt lekkie ubranie. To chyba nie przez kominek zaczynało być gorąco. - Chciałbym, żebyś osładzała je w ten sposób już zawsze - mówił dalej, nim ugryzł się w język zawstydzony własną śmiałością, jakież miał prawo zawłaszczać ją dla siebie?




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Same dobre gwiazdy spotkały się na nieba szczycie,
z ducha, ognia i rosy tchnęły w ciebie życie
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Schronisko, Torridon - Page 3 Tumblr_p4kculpR0h1u1zdnko4_250

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime25.03.21 17:13

Gdyby ktoś posłuchał ich z boku, mógłby pomyśleć, że byli nie dość, ze szaleńcami, to na dodatek ślepcami, którzy błądzili dłońmi wzdłuż obcych ciał. Poznali już swoje imiona i wiedzieli, że połączyło ich gorące uczucie, ale jednak w żadnym wypadku nie wiedzieli nic więcej. Mówili dużo, pragnęli więcej, niż mówili, ale żadne, chociaż oboje najwyraźniej wychowani w świecie pełnym magii, nie pomyśleli o tym, że to nie miłość a eliksir. Czy będąc pod jego wpływem, można było wiedzieć o jego istnieniu? Czy może zachwycając się przeznaczoną drugą połówką, nie zważało się na nic? Bo Aurora naprawdę nie chciała już nic więcej od życia — była kompletna! Gdy porzucona przez Aresa była pewna, że umiera, teraz wiedziała, że oto odnalazła lek na złamane serce. Przepiękny cud chłopak wpatrujący się w nią z niewinnością młodości, ale i jej siłą. Na cóż komu stary szlachcic, który pewnie teraz zabawia się z kolejnymi naiwniaczkami, podczas gdy ona mogła mieć boga miłości. A ten zawsze wygrywał z bogiem wojny.
- Być może byłam samotna, bo jakimś cudem nasze drogi nie przecięły się wcześniej? Wędrowaliśmy w ciemnościach, aż przypadek nie zburzył wysokich ścian labiryntu. - Być może ich kupidyn siedział w dwuczęściowym, białym stroju na kuli do burzenia ścian i wystawiał właśnie język. Niezależnie jednak od tego, czemu nie zjawił się wcześniej, to ważne było jedynie to, że zjawił się w samą porę, żeby Aurora i Marcel mogli dokonywać zbroni na uciekającym czasie.
Przestraszyła się jego kolejnych słów, czując zarazem gniew. Czyżby ktoś go skrzywdził? Sprawił, że się smucił? A może, co gorsza pozwolił, żeby płakał? To brzmiało jak coś, za co Aurora mogłaby komuś zrobić krzywdę. Nie, żeby była w tym specjalnie wprawiona, jednak nie zamierzała pozwolić, żeby ktoś czynił jej Marcelowi takie rzeczy? Nie zastanowiła się dwóch chwil nad tym, że chłopak nie należy wcale do niej. Przecież to było tak oczywiste, że nawet nie było dyskusji. Miłość Aurory bowiem była uczuciem płonącym ogniem wielkim, ale i zazdrosnym. Pewnym uczucia w niepewności własnej osoby.
- Czy ktoś cię skrzywdził? Ktoś był głupi na tyle, żeby wypuścić cię z rąk? - Nie mogła tego pojąć, chociaż przecież działało to również na jej korzyść. Być może wtedy nie mogłaby być tu teraz przy nim… Pragnąć go… A marzyć o nim będzie już do końca swych dni, nawet jeśli będzie go miała na zawsze ze sobą.
Miłość nie miała dla niego smaku? Och, jej myśli odpłynęły w tym momencie tak daleko i bezwstydnie, że nie umiała nic na to poradzić. Że chciałaby, żeby smakowały jej ustami… Bo jego wyglądały, jakby miały do obdarowania ją wieloma dowodami miłości.
Zawstydziła się momentalnie, wiedząc, jednocześnie, że każda chwila z nim spędzona, może i zatrzymała czas na świecie, jednak nie jej nagłe pragnienie przywiązania go do siebie na zawsze. Jakby w strasznej obawie, że może o niej zapomnieć, gdy tylko zmruży powieki. Czyżby zegar świata stanął, ale Marcel się zegarmistrzem jej zegara biologicznego? Och wprawne magiczne dłonie, czyńcie swoją magię.
Znaczy się… Przynieście wszystko na dywan rzecz jasna!
Bo przecież nie mogła dotykać go bez końca, podczas gdy on pozostawał tak niewzruszony! Powinna być damą! Skromniejszą i bardziej niepewną! Nic jednak nie mogła poradzić na to, że jej ciało nijak nie zamierzało czekać, a pragnęło jedynie mieć go bliżej i bliżej.
- Żadnej śmierci? Och Marcelu! Jak łatwo ci to mówić, podczas gdy ja umieram z miłości! - Powiedziała przejęta, prawie oburzona, że wymaga on od niej, żeby opanowała swe uczucia, a przecież już wystarczająco długo zwlekła z ich wyznaniem! Czy ta godzina (a może nawet i nie!) nie były wystarczającym okresem, żeby przestać się oszukiwać?
- Moje imię Marcelu, brzmiałoby piękniej wraz z twoim nazwiskiem! - Powiedziała wprost w krawędź kieliszka, sama nie wiedząc, skąd podobne słowa się w niej biorą. Czyżby ten wieczór wyzwalał również, jakieś ukryte pokłady dzikich kotów wewnątrz czarownic? Kuguara na przykład? A może to była wina wina, którego i ona upiła więcej… A prawda była taka, że Aurora ogólnie nie piła zbyt wiele. Kilka łyków wystarczyło, by jej świat przybierał nieco lżejszy wydźwięk.
Gdy wspomniał o górach, nagle przypomniała sobie, na krótką chwilę rzecz jasna, o ich istnieniu. Zupełnie jakby wcześniej wcale nie pokrywali ich ostatniego fragmentu razem. - Nie mam pojęcia, czy to szkockie góry… Nie byłam tu nigdy wcześniej. - Przyznała, nieco martwiąc się teraz, że być może on przybył tutaj, żeby szukać szkockiej żony. - Niestety… Jestem tylko z Doliny Godryka… Tam się wychowałam i mieszkam. A ty? Czyżbyś był duchem, który w tę szczególną noc postanowił powrócić z nieba? - Przecież niemożliwe, żeby ktoś tak idealny stąpał po ziemi. A jeśli tak, to czemu tyle lat musiała czekać, by go wreszcie spotkać?
Bardzo powoli rozebrała banana z jego skórki, a potem delikatnie wsunęła czubeczek w usta. Chciała mu powiedzieć, że i on dla niej jest jak banan, ale zabrzmiało to jakoś niemądrze, więc jedynie z ochotę mruknęła zadowolona z jego propozycji, cały czas obejmując owoc ustami.
Ale ostatecznie odgryzła kawałek, bo przecież nie robiła tego wszystkiego specjalnie! Przy nim chciała być damą!
- Czy myślisz, że mógłbyś zamieszkać ze mną w Dolinie Godryka? Czy twoi rodzice nie mieliby nic przeciwko? Nie nastawałabym na ciebie! - Zaznaczyła od razu, wiedząc, że mógłby pomyśleć sobie o niej rzeczy zupełnie najgorsze, a ona chciała móc mieć go blisko siebie w sposób niemalże niewinny. Niemalże, bo przecież nadchodząca noc miała im do zaoferowania jedynie jedno wspólne łóżko.




There's a shadow hanging over me
Oh, yesterday came suddenly

Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red - the blood of angry men

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Schronisko, Torridon - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Schronisko, Torridon [odnośnikSchronisko, Torridon - Page 3 I_icon_minitime10.04.21 1:45

Jakie piękne, jakie śliczne były jej słowa i jak wielką nadzieję niosły, czy mogła mieć rację? Zapatrzony w nią, w jej piękne rozmarzone oczy, wsłuchany w jej dźwięczny głos, nie myślał w ogóle o niczym innym, obezwładniony miłosną magią nie zamierzał bronić się przed tym urokiem: bo i po cóż miałby? Znajdował się naprzeciw pięknej kobiety, która piękną i bez magii by mu się zdała, przyczyn tych miłosnych uniesień pozostał jednak nieświadomy, wyginając usta w ciepłym uśmiechu w odpowiedzi na jej dalsze słowa.
- Czy sądzisz, że tak właśnie było, że labirynt, przez który przeszliśmy, złożony ze złych i dobrych zdarzeń, miał na celu tylko doprowadzić nas dzisiaj do siebie? To nie przypadek, nie daj sobie tego wmówić, to los, nasze przeznaczenie... moje życie byłoby tak puste, gdyby nie dzisiejszy dzień - westchnął, łagodnym uśmiechem chcąc zbyt lęk, który zagościł w jej oczach. Nie chciał jej wcale wystraszyć, zmartwić, jego wspomnienie przyćmione amortencją ledwie pamiętała zupełnie nieistotną przecież teraz twarz Frances. - Wierzę, że na wszystko jest czas i miejsce. I czuję, że dla nas nadszedł tu i teraz, przeszłość nie powinna mieć żadnego znaczenia. Nie ma dla mnie, czy ma dla ciebie? - Nie wiedział, czy jej nie wiązały nici przeszłości, choć przecież te nie miały żadnego znaczenia. Marcel wiedział, czuł, że jeśli jakiekolwiek istniały, to musiały być wątlejsze od tego, co dzisiaj połączyło tylko ich dwoje. Silna magia nie pozwoliła mu osądzić sytuacji trzeźwo - uczucie wydawało się tak potężne, że żadne nie mogłoby się z nim równać. I wierzył, i był pewien, że ona tez musiała to dzisiaj poczuć. - Może to, co miałem za krzywdę, było tylko środkiem, nicią, która doprowadziła mnie tu, gdzie stoję teraz, do ciebie - Czy nie wszystkie zdarzenia kształtowały duszę? Czy te złe nie zostawiały po sobie blizn, jak ta, którą nosił pod krtanią, która zmieniła nie tylko jego ciało? Czy sposób, w jaki porzuciła go Frances, nie miał otworzyć mu oczu na piękno duszy Aurory?
- Jak możesz tak mówić? Czy z miłości można umrzeć, gdy płonie dwoma równie silnymi ogniami? Czy można w niej... spłonąć, by odrodzić się jednością? - pytał, wiedziony silnym uczuciem, w każdej innej sytuacji podobnie śmiałe słowa nie przyszłyby mu na język, nie odważyłby się wypowiedzieć ich na głos, ale teraz, ale dzisiaj, ale tej magicznej nocy: połączyło ich coś więcej - a za więcej warto było walczyć. - Z moim? Chciałabyś... - wyjść za mnie? Nie zdążył o to nawet zapytać, a ona już tego pragnęła, w istocie, odmowa Frances była konieczna, by mógł znaleźć się dzisiaj w tym momencie życia. - chciałabyś uczynić mi ten zaszczyt, Auroro? Zostać moją panią - zawahał się w pół zdania, bo jednak strasznie i ponuro było odrzucać domowe nazwisko, zrobił to jednak dłuższy czas temu. Dyrektor cyrku go usynowił -  i odtąd nie powinien był przedstawiać się inaczej, niż jego nazwiskiem - panią Carrington? Aurorą Carrington? - W Dolinie Godryka, tam nie mogli mieszkać, ale czy nie mogłaby podążyć za nim, za marzeniami, za pięknym światem cyrku? - Mój ojciec nie pozwoli mi odejść, Auroro, jestem artystą na jego scenie. Na Arenie Carringtonów w Londynie - nazwisko zdradził wcześniej, sądził, że największy angielski cyrk będzie jej znany. Był jeszcze za młody, by podjąć tę decyzję samodzielnie, na ślub potrzebował ojcowskiej zgody. Dobrze było słyszeć, że pochodziła, że mieszkała na terenach relatywnie bezpiecznych, ktoś tak delikatny jak ona nie mógł się co dnia narażać. - Londyn jest teraz straszny i ponury, ale uwierz, że magia naszych świateł rozświetla go zupełnie nowym blaskiem i zupełnie nową nadzieją. Pokazałbym ci wszystkie jego blaski, wszystkie barwy i kolory, to miejsce jest jak z baśni i baśnią pozostaje. Znalazłoby się tam miejsce również dla ciebie  - zapewnił ją, chcąc namalować jej słowem krajobraz miejsca, które było mu domem. Dolina Godryka była przecież na tym tle mdła i ponura, nudna, choć dla niej mógłby ją pewnie pokochać. - Nie jestem duchem, choć dziś bym tego pragnął, bo wtedy nikt nie mógłby mi mówić, co mi wolno, a czego nie. I mógłbym zawsze czuwać przy tobie - wyznał w zachwycie, ze szczerym przekonaniem, że tak by właśnie było; otwartość Aurory go ośmielała, alkohol nie pomagał, a miłosna magia pozbawiła go przecież wszelkich zahamowań. Może dlatego wstrzymał oddech, kiedy włożyła do ust banana, mimowolnie wspominając niedawną opowieść Bojczuka o zdolnościach pewnej portowej kurtyzany; poczuł przemożną chęć, by wyjść z siebie i stanąć obok, tak bardzo palące zdało mu się jego własne ciało, tak okrutne, tak niespokojne, tak niewygodne. Nieznacznie rozchylone usta szukały odpowiednich słów, lecz żadne się teraz takimi nie wydawały, choć jeszcze przed chwilą trzy po trzy plótł głupoty. Swojego banana nie chwycił, z jakiegoś powodu nie myśląc teraz o jedzeniu. I jak mógł mieć na jej temat takie zdrożne myśli? Z pewnością była damą, zbyt doskonałą, by dać się porwać czemuś tak brudnemu! Sięgnął po kubek z winem, w kilka łyków pośpiesznie opróżniając go do dna, ale to wcale nie pomogło. - Z tobą u boku w moim życiu nie będzie już nigdy więcej ciemności - zapewnił ją, odnosząc się do jej wcześniejszego porównania. - Pozwól, proszę - poprosił, dolewając jej wina, choć jeszcze nie skończyła wcześniejszego. - Wiem już, że jesteś najjaśniejszą z gwiazd nad Doliną Godryka, ale powiesz, czym się tam zajmujesz? Chciałbym wiedzieć o tobie wszystko - zapewnił ją, niespokojnie przełykając ślinę, gdy wreszcie połknęła fragment banana.




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
 

Schronisko, Torridon

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21